czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo....

10.09.07, 11:12
rodzicom?
zalozmy, ze dzieci juz sa dorosle. Maja prace i zarabiaja pieniadze. Rodzicom
wiedzie sie nienajlepiej - lekarstwa kosztuja, czyns wzrasta, renta nei
starcza na wszytsko. Czy dzieci maja obowiazek pomagac rodzicom?

potam napisze dleczego pytam. Umiescilem to na watku "wychowanie"..ale moze
pasuje gdzies lepiej.
    • crusk Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 10.09.07, 11:27
      Tzw. obowiązek alimentacyjny działa w dwie strony, czyli rodzicom w biedzie
      pomoc ze strony dzieci się należy.
      Dla mnie to bardziej kwestia moralna, nie prawna.
      Czemu pytasz wink
    • olamazur Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 10.09.07, 11:45
      Nie. To działa tylko w jedną stronę. Rodzice dają dzieciom, a te
      dzieci dają swoim dzieciom. I tak to się kręci najsprawniej smile
      - Jeśli Twoi rodzice stworzyli Ci dobry, kochający dom - Ty masz
      ochotę się ożenić/wyjść za mąż i mieć dzieci.
      - Jeśli rodzice byli dla Ciebie szczodrzy, nie żałowali Ci miłości,
      pieniędzy, Ty będziesz taki dla swoich dzieci.
      - Jeśli Twoi rodzice pomagają Ci opiekować się Twoimi dziećmi, Ty
      to "oddasz" niańcząc swoje wnuki.
      Itp. Społecznie to działa.
      Nie mają obowiązku. Ale oczywiście mogą, jeśli tak zdecydują.
      • burza4 Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 10.09.07, 12:45
        olamazur napisała:
        > Itp. Społecznie to działa.
        > Nie mają obowiązku. Ale oczywiście mogą, jeśli tak zdecydują.

        Dzieci mają obowiązek alimentacyjny w stosunku do rodziców -
        wynikający nie tylko z przyzwoitości, ale i prawa.
        • nchyb Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 10.09.07, 14:38
          > Dzieci mają obowiązek alimentacyjny w stosunku do rodziców -
          > wynikający nie tylko z przyzwoitości, ale i prawa.

          jest jedno ale - w świetle prawa - to tylko w przypadku niedostatku
          rodziców. Czyli jeżeli rodzice jakieś skromne dochody mają i biedy
          totalnej nie cierpią, to chociażby syn był milioner, to nie tak
          łatwo wycągnąć, jak sam nie da.

          Moralnie to inaczej oczywiście wygląda, ale prawnie, to nie zawsze...
      • makurokurosek Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 10.09.07, 14:40
        poczytaj może sobie troszkę dzienniki ustaw, dzieci mają taki sam obowiązek
        alimentacyjny jak rodzice. Dodatkowo jeżeli osoby starsze idą do domu starców ,
        a ich 70% emerytury nie wystarcza na pokrycie kosztów ( o ile się nie mylę
        1700zł )to pozostałą część płacą właśnie dzieci.
    • nisar Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 10.09.07, 11:53
      Dla mnie to jest na zasadzie: "jak mogłabym jeździć na Wyspy
      Kanaryjskie, gdyby moja mama w tym czasie była głodna?". U mnie
      akurat tak jest - mama ma niecałe 900 zł. emerytury, a ze względu na
      choroby przeznacza minimum 200 zł. miesięcznie na leki. Gdyby nie
      dostawała co miesiąc konkretnej kwoty nie byłaby w stanie się
      utrzymać. Dla mnie to poza dyskusją, czy powinnam, czy nie. Po
      prostu taka jest potrzeba.
      • verdana Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 10.09.07, 12:10
        Pomijajac moralność czy własne chęci, prawny obowiazek alimentacyjny
        istnieje - jak najbardziej - także wobec rodziców. Oczywiscie
        wówczas, gdy rodzicow nie stać na podstawowe potrzeby, gdy nie maja
        z czego życ - finansowanie "lepszego życia" to już kwestia
        moralnosci, wyborów, sytuacji rodzinnej.
    • camel_3d juz pisze czemu pytam..... 10.09.07, 12:09
      wczoraj przyszla do mnie sasiadka...w sumie slabo sie znamy, ale musiala sie
      wygadac..i chyba wyplakac...
      ma 2 dzieci..w wieku 40 i 45 lat. Dwie corki.
      Obie juz zamezne i pracuja..mezowie rowniez.
      Sasiadka juz jest wdowa ma 71 lat i coraz czesciej choruj. Rente ma mala i
      starcza na swiatlo, czynsz itd..plus lekarstwa..ale juz ledwo ledwo. Dzieci
      praktycznie wychowywala sama, bo maz zginal w wypadku. jakies 6 lat temu za
      oszczednosc i jakis tam dodatki wykupila swoje male 2 pokojowe mieszkanie. Za
      1/4 wartosci rynkowej. Teraz ze wzgledu na problemy finansowe poprosila corki o
      pomoc... Nie znam ich.. ale wiem, ze dosc czesto podrozuja z rodzina.. takie
      wypady na majorke czy rodos. Podobno odmowily...a kiedy im powiedziala, ze
      przeciez maja pieniadze bo jezdza na rodos i majorke to podobno powiedzialy, ze
      cos im sie za prace nalezy...
      Sasiadka sprzedala mieszkanie, za 3/4 wartosci rynkowej, ale w zamian kupujacy
      zobowiazal sie do zapewnienia jej "dozywotniego" prawa do mieszkania tam i tylko
      niewielkiego wzrostu czynszu. Zgodzila sie. To bylo jakis miesiac temu.
      Opowiedziala kilka dni temu o tym corkow..i te ..zrobily jej awanture, ze nie
      troszczy sie o przyszlosc wnukow i ze mieszkanie w tej dzielnicy to czysta
      inwestycja i styly dochod..i podobno strasznie sie zdenerwowaly. Nic nie dalo
      przypomnienie, ze nie chcialy pomoc matce...

      jak dla mnei to zalecialo troche utrata nadzieji na spadek... w tym przypadku
      mieszkanie przepadlo..

      Sasiadka powiedziala, ze ma zal do corek, ze sama tyrala na nie, pracowala po
      13 godzin dziennie, placila za ksiazki, nauke, ubrania..a teraz kiedy sama
      potrzebuje pomocy..to one jej tego odmowily..i jeszcze zrobily awanture, ze
      sprzedala SWOJE mieszkanie zeby miec pieniadze na lekarstwa i w miare normelne
      zycie...

      hmmm.... kurcze....
      • olamazur Re: juz pisze czemu pytam..... 10.09.07, 12:37
        Smutna historia sad

        Znów wyskoczę z teorią walizki (już kiedyś tu wyskoczyłam): dziecko
        jest jak walizka - co do niej włożysz, to z niej wyjmiesz. Ja bym
        swoim rodzicom nigdy w życiu nie odmówiła. Zresztą nie odmówiłam,
        dałam kiedyś tacie pieniądze, choć mnie samej było ciężko. A mój
        tata z kolei był kiedyś w dość nieciekawej sytuacji finansowej, a
        mimo to wziął dla mnie kuchenkę na kredyt, bo nie miałam. Prządł
        cieniutko, ale się cieszył, że mi tę kuchenkę kupił smile Moja mama
        mi bardzo pomaga, a jakby jej było ciężko, od ust bym sobie odjęła,
        żeby jej coś co miesiąc dawać.
        Skad taka postawa u mnie? Co rodzice do mnie, swojej walizki big_grin,
        włożyli, to w niej jest.

        Przykro mi z powodu tej sąsiadki, ale jest jak jest. Ma na co
        zasłużyła. Te teksty:

        > sama tyrala na nie, pracowala po 13 godzin dziennie, placila
        > za ksiazki, nauke, ubrania

        wskazują na osobę, która ma zwyczaj wypominać, żądać, dopominać się
        wdzięczności i odpłaty. Mój ojciec o tej kuchence nigdy nie
        wspomina, nie wypomina mi jej, ja nawet nie wiem, czy on pamięta, że
        mi ją kupił! (I spłacał przez rok).

        Domaganie się wdzięczności nie budzi w dzieciach wdzięczności, lecz
        jedynie wyrzuty sumienia i niechęć do osoby dopominającej się.
        Wdzięczność się czuje albo nie. Tak to już jest.

        No cóż, Twoja sąsiadka sprzedała mieszkanie, ma pieniądze na
        leczenie, więc finansowo jest zabezpieczona, i dobrze. A uczuciowo -
        ma na co załużyła. Zauważ, że znasz sprawę tylko z jednej strony.
        • burza4 Re: juz pisze czemu pytam..... 10.09.07, 12:52
          wiesz, a mi się wydaje, że nie chodzi tu o wypominanie. Też nie
          znasz tej kobiety, a wyrokujesz, że całe życie "domagała się
          wdzięczności". Skąd wiesz, że tak było? może dopiero teraz uderzyła
          ją czarna niewdzięczność i twoje wnioski są nie na miejscu?

          Wszyscy (no, ci normalni) rodzice chcą swoim dzieciom dać jak
          najwięcej, starają się, żeby niczego im nie zabrakło. Tylko nie
          wszyscy rodzice potrafią nauczyć, że oprócz brania trzeba jeszcze
          dawać. Wdzięczność wypływa z serca, jeśli ktoś był przyzwyczajony,
          że mu się należy jak psu buda, to oczekiwać nie przestanie, choćby
          był dorosły. Może popełniła ten błąd, że za bardzo chciala, żeby jej
          dzieci miały lepsze życie? i gdzieś po drodze wychowała egoistki.

          i chyba na tym problem polega.
          • olamazur Re: juz pisze czemu pytam..... 10.09.07, 13:06
            > Skąd wiesz, że tak było? może dopiero teraz uderzyła
            > ją czarna niewdzięczność i twoje wnioski są nie na miejscu?

            Skad wiesz... może twoje wnioski...
            Rozmawiamy o tym, co napisał Camel. Tyle wiemy, ile w postach mamy.
            Ja wysnułam swoje komentarze do materiału, jaki mi dostarczono.

            Ciągle pojawiający się na forach zarzut, że oceniamy, choć nie mamy
            pełnego obrazu, jest bez sensu - podważa istnienie forum jako
            takiego. Tu się zawsze dyskutuje na podstawie fragmentarycznych
            informacji.

            Uderzyła Cię nietrafność moich spostrzeżeń? A jakie masz dowody, że
            Twoje są trafniejsze?

            Jedyny dość pewny fakt, to to, że dzieci jej nie lubią i źle z nią
            postąpiły. No z dobrym człowiekiem tak się postępuje, dla mnie to
            jasne. Upieram się przy teorii walizki smile
          • echtom Re: juz pisze czemu pytam..... 10.09.07, 13:47
            Ja też myślę, że "za bardzo chciała". Trudna sprawa to wychowanie, a
            historia faktycznie smutna. I dowodzi, że warunkiem przetrwania
            kobiety jest asertywność i umiejętność zadbania o swoje. Poświęcenie
            zwykle marnie się kończy.
        • crusk Re: juz pisze czemu pytam..... 10.09.07, 13:20
          olamazur napisała:


          > Znów wyskoczę z teorią walizki (już kiedyś tu wyskoczyłam): dziecko
          > jest jak walizka - co do niej włożysz, to z niej wyjmiesz.

          Sęk w tym, że nie tylko rodzice do tej walizki wkładają, a niestety na nich
          skupia się co najgorsze.

          Smutna historia.
        • owocoskala Re: juz pisze czemu pytam..... 10.09.07, 13:43
          > No cóż, Twoja sąsiadka sprzedała mieszkanie, ma pieniądze na
          > leczenie, więc finansowo jest zabezpieczona, i dobrze. A
          uczuciowo -
          > ma na co załużyła. Zauważ, że znasz sprawę tylko z jednej strony.

          W wychowaniu popełniono jakis kardynalny błąd. Nie znaczy to że
          starsza pani musiała być potworem i tyranem. Moze dawała tylko
          rzeczy materialne a ignorowała uczucia dzieci? Nie powinniśmy
          osądzać tych córek. Trudno pomówić kogoś o niewdzięczność nie
          znając faktów dzień po dniu. A skoro już było jak było, może
          należało postawić ultimatum przes sprzedażą - dołożycie się, będzie
          dla wnuków jak nie - sprzedaję chatę.
          • olamazur Re: juz pisze czemu pytam..... 10.09.07, 14:04
            > W wychowaniu popełniono jakis kardynalny błąd. Nie znaczy to że
            > starsza pani musiała być potworem i tyranem.

            Zgadzam się. I nie chodzi o tyranię. Pomiędzy "normalnym" domem a
            domem z terrorem jest jeszcze sporo innych wariantów.

            > A skoro już było jak było, może należało postawić ultimatum
            > przes sprzedażą - dołożycie się, będzie dla wnuków jak
            > nie - sprzedaję chatę.

            To samo mi przyszło do głowy. A to oznacza, że podobnie postrzegamy
            tę rodzinę smile Nie mamy dla nich rad odwołujących się do miłości, bo
            miłości czy tego typu więzów rodzinnych tam nie czujemy, tylko
            biznesowe - ja wam to - wy mi to, jak wy mi tak, to ja wam tak.
          • camel_3d Re: juz pisze czemu pytam..... 10.09.07, 14:20
            owocoskala napisała:

            > W wychowaniu popełniono jakis kardynalny błąd. Nie znaczy to że
            > starsza pani musiała być potworem i tyranem. Moze dawała tylko
            > rzeczy materialne a ignorowała uczucia dzieci?

            mozliwe..nie mam pojecia...

            >może
            > należało postawić ultimatum przes sprzedażą - dołożycie się, będzie
            > dla wnuków jak nie - sprzedaję chatę.


            moze faktycznie ona byla zawsze dumna i nigdy nie prosila o pomoc. A kiedy raz
            poprosila, odmowiono jej i juz nie chcial awiecej prosic a tym bardziej stawiac
            ultimatum.
        • camel_3d Re: juz pisze czemu pytam..... 10.09.07, 14:17
          > > sama tyrala na nie, pracowala po 13 godzin dziennie, placila
          > > za ksiazki, nauke, ubrania
          >
          > wskazują na osobę, która ma zwyczaj wypominać, żądać, dopominać się
          > wdzięczności i odpłaty. Mój ojciec o tej kuchence nigdy nie
          > wspomina, nie wypomina mi jej, ja nawet nie wiem, czy on pamięta,

          ale ja nie napisalem, ze ona im to wypomniala... mnie to opowiedziala..ale czy
          swoim corkom to wypomniala..tego nie wiem.. jak mowie znam ja slabo i w zasadzie
          uwazam, ze calkiem mila strasza pania..ale moze kiedys byla inna...

          > No cóż, Twoja sąsiadka sprzedała mieszkanie, ma pieniądze na
          > leczenie, więc finansowo jest zabezpieczona, i dobrze. A uczuciowo -
          > ma na co załużyła.

          chyba nikt nie saluguje na to, zeby mu dzieci pomocy odmawialy...



          że
          > mi ją kupił! (I spłacał przez rok).
          • olamazur Re: juz pisze czemu pytam..... 10.09.07, 14:49
            > ale ja nie napisalem, ze ona im to wypomniala... mnie to
            > opowiedziala..ale czy swoim corkom to wypomniala..tego nie wiem..

            To sobie dopowiedziałam. Zauważyłam, że jak ktoś ma taki styl
            mówienia "ja im to, i to, i to, a oni!...", to ma taki styl w
            rozmowach z innymi. Oczywiście mogę się mylić, ale nie o to tu
            chodzi, i tak mamy b. fragmentaryczną wiedzę nt. tej pani.

            > moze faktycznie ona byla zawsze dumna i nigdy nie prosila
            > o pomoc. A kiedy raz poprosila, odmowiono jej i juz nie chcial
            > awiecej prosic a tym bardziej stawiac ultimatum.

            A to trzeba prosić? Jakby się kochali w tej rodzinie, odwiedzali i
            rozmawiali tak często, jak kochające się rodziny mają to
            w zwyczaju - wszystko byłoby jasne. Nie ma tak, że córka nie wie,
            jaka jest sytuacja matki - chyba że w rodzinie coś jest nie tak.
            A w tej raczej było.

            > chyba nikt nie saluguje na to, zeby mu dzieci pomocy odmawialy...

            Niestety, bardzo wielu rodziców na to właśnie zasługuje. Moi akurat
            nie smile, ale jak oglądam TVN np. Fakty czy Uwagę, to widzę, że wielu
            z nich jest fatalnymi rodzicami.
            • burza4 Re: juz pisze czemu pytam..... 10.09.07, 16:28
              wiesz, ja mam bliski przykład działania "dla dobra dziecka" - i jego
              skutki. Nic bardziej błędnego, że do takich sytuacji dochodzi tylko
              wtedy, kiedy daje się tylko materialne dobra, bez serca. Można dawać
              dzieciom całą duszę, czas, troszczyć się i okazywać miłość, nie
              tylko dając kasę - i również doczekać się tego, że się odwrócą. Bo
              rzecz jest nie w tym, CO się daje, ale żeby nauczyć dzieci dawać, a
              nie tylko brać. Skoro nigdy nic się nie wymagało, tylko żyło dla
              dzieci - to one nie widzą i nie zobaczą tego, że pora na zmianę ról.

              a w tej konkretnej sytuacji - ja się rozgoryczeniu nie dziwię. I
              nawet jeśli nigdy wcześniej nie wspomniała o tym ani słowa - to
              takie okoliczności to usprawiedliwiają.

              wiesz, z tym zasługiwaniem to jednak przesadziłaś. Nawet gdyby
              założyć, że była nienajlepszą matką i córka teraz ma ją w nosie -
              ok, byłabym w stanie to zrozumieć, zła matka, córka nie chce pomóc,
              matka jest zdana na siebie. Tak bywa.

              Ale że córka NIE POMAGAJĄC ma pretensję, że matka sama zorganizowała
              sobie opiekę nie mogąc na nią liczyć, i że nie przymiera głodem
              tylko wzięła sprawy w swoje ręce - kosztem spadku dla córki - no
              taka bezczelność już mi się w głowie nie mieści.
              • owocoskala Re: juz pisze czemu pytam..... 12.09.07, 11:41
                Można dawać
                > dzieciom całą duszę, czas, troszczyć się i okazywać miłość, nie
                > tylko dając kasę - i również doczekać się tego, że się odwrócą.
                Bo
                > rzecz jest nie w tym, CO się daje, ale żeby nauczyć dzieci dawać,
                a
                > nie tylko brać.
                Zależy jaka to miłość bo jeśli uczy się dziecko egoizmu to skazuje
                się je na brak szczęścia w przyszłości - umiejętność dawania jest
                potrzebna np. w małżeństwie, w przyjaźni, ogólnie w życiu
                społecznym. To jest kwestia wychowania bo gdyby matka rozmawiała z
                dzieckiem od najmłodszych lat o uczuciach innych dzieci np. mniej
                popularnych, gdyby dziecko radziło się matki jak postąpić by kogoś
                nie urazić, dziecko pomyślałoby po latach też o potrzebach i
                uczuciach matki. No chyba że matka była naprawdę zła, znęcała się
                psychicznie itd. to wtedy dziecko będące wrażliwym człowiekiem
                może stwierdzić "nie jestem jej nic winna".
      • marysienka110 sam sobie odpowiedziales. 10.09.07, 19:11
        Wiec po co to pytanie?
    • barka01 Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 10.09.07, 15:27
      Często to my sami jesteśmy sobie winni.
      Zapatrzeni we własne dzieci,obdarzamy je ślepą miłością i wszelkimi dostępnymi
      nam dobrami materialnymi.
      Na zasadzie- Bo nas na to stać,- bo ja nie miałam więc niech moje dziecko
      ma.Wychowujemy więc dzieci na egoistów i egocentryków a potem dziwimy się,że
      nie dbają o starych rodziców i ich potrzeby.
      Wrażliwość i empatia - Tego też trzeba nauczyć.
    • aluc Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 10.09.07, 15:56
      zdecydowanie tak
      natomiast rodzice nie mają obowiązku pomagania dorosłym i
      samodzielnym dzieciom, chyba że te wskutek wyjątkowego splotu
      okoliczności popadły w niedostatek

      nie chodzi mi tu absolutnie o obowiązkowe wyrównanie standardu
      życia, ale o pomoc w takim wymiarze, żeby rodzice nie byli pod
      kreską z powodu głodowej emerytury, wydatków związanych z chorobami
      etc.

      pewnie wobec własnych dzieci takich wymagań mieć nie będę ... ale
      moi rodzice żyli i pracowali w "trochę" innym systemie, na "trochę"
      innych warunkach, nie mieli tylu szans, które miałam ja i moi
      rówieśnicy, nie mieli też faktycznych o formalnych możliwości, żeby
      zapewnić sobie dostatnią emeryturę

      i zgadzam sie całkowicie, że w wychowaniu dzieci co się włoży, to
      się wyjmie
      • aluc Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 10.09.07, 16:01
        a co do podanego przykładu smile

        dałam moim rodzicom pieniądze na wykupienie dużego mieszkania w
        bardzo atrakcyjnym punkcie, w formie pożyczki, ale takiej do
        spłaty "na wieczne nigdy", moja mama bardzo się boczyła początkowo
        na ten pomysł, równiez dlatego ,że sama musiałam na tę pożyczkę
        zaciągnąć kredyt, którego moi rodzice by nie dostali... w końcu
        przekonałam ją tym, że jak pomrą, to mi się połowa mieszkania w
        spadku wróci i z pewnością będę na tym finansowo do przodu smile)))
    • kawad Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 10.09.07, 21:45
      Nigdy nie zostawiłabym rodziców bez pomocy. A co powiecie na taką
      historię. Dziewczynka została oddana przez matke do domu dziecka a
      na starośc domagała sie od niej alimentów bo żyje w nędzy. no i tu
      nasze prawo stanęło "na wysokości zadania" bo przyznano tej pseudo
      matce alimenty od dziecka no bo dzieci mają taki obowiązek, a ze
      zostały oddane? co to kogo obchodzi, nie uncertain
      • catinka1 Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 12.09.07, 10:45
        bo nieststy rodziców niewypełniających obowiązków rodzicielskich jw.
        trzeba jeszcze w dzieciństwie dziecka pozbawiać praw rodzicielskich -
        z tego co wiem skutkuje to w przyszłości tym, że taki rodzic nie
        mioże domagać się od dorosłego już dziecka alimentów.
    • olamazur Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 12.09.07, 12:05
      owocoskala napisała:

      > Zależy jaka to miłość bo jeśli uczy się dziecko egoizmu to skazuje
      > się je na brak szczęścia w przyszłości
      (...)
      > gdyby matka rozmawiała z
      > dzieckiem od najmłodszych lat o uczuciach innych dzieci np. mniej
      > popularnych, gdyby dziecko radziło się matki jak postąpić by kogoś
      > nie urazić, dziecko pomyślałoby po latach też o potrzebach i
      > uczuciach matki.

      Czy to jest tak, Twoim zdaniem, że takich zachowań się uczy poprzez
      pogadankę, słowne wyjaśnienie, co kto czuje w danej sytuacji? Tak
      zrozumiałam Twoje słowa.

      Moim zdaniem, dziecko się tego uczy samoistnie, po prostu przesiąka
      pewnymi zachowaniami i nie trzeba go ich uczyć. Ale ja mam jak na
      razie doświadczenie z dwulatkiem zaledwie smile Konkretnie mój synek
      ma teraz 2 lata i 4 m-ce.

      Jak się uderzy, to dmucham w bolące miejsce, całuję je i przytulam
      malucha. Mówię, że go żałuję. Oczywiście nigdy go nie uczyłam, że
      mnie ma robić tak samo smile Ale on robi! Sam z siebie. Też mnie
      żałuje, jak się uderzę, i ostatnio zaczął dmuchać i całować moje
      bolące miejsca.
      Na przykładzie mojego syna widzę, że pewnych rzeczy uczyć (w sensie
      słownie wytłumaczyć) nie trzeba. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Co do
      walizki włożysz, to z niej wyjmiesz.

      Oczywiście działa to też w złych przypadkach. Mówiłam do małego
      "ty dziadzie kalwaryjski" albo "spieprzaj dziadu" i od niego
      też to zdarza mi się usłyszeć ;-P Co skutkuje tym, że od jakiegoś
      czasu bardzo uważam, co mówię przy małym i do małego. Nie
      chcę "wyciągać z walizki" takich brzydkich wyrażeń, więc nie
      powinnam ich tam wkładać.

      Wracając do sąsiadki Camela. Wydaje mi się prawie pewne, że dzieci
      przesiąkły w jej otoczeniu takim a nie innym sposobem traktowania
      bliskich. I już!
      • mapi9 Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 13.09.07, 23:22
        zgadzam się z tym,że jeśli rodzice są w biedzie to trzeba im
        pomóc,ale,ale... jeśli ja byłabym w takiej sytuacji to pomagając
        rodzicom odjełabym od ust mojemu dziecku.Dziecku też trzeba
        pomóc,nauka itp.Też jest ważne to, jakimi rodzicami się
        było.Denerwuje mnie tekst"szanuj matkę bo Cię urodziła".Moja matka
        mi tyle krwi w życiu napsuła,że jeśli by wniosła sprawę o alimenty
        to wolałabym z pracy zrezygnować niż jej płacić.
        • ewa-krystyna Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 14.09.07, 01:22
          Mapi9 niestety w Polsce jest takie glupie prawo,ze dzieci maja obowiazek
          alimentacyjny w stosunku do rodzicow i nic na to nie poradzimy... dawno temu
          byla dosc glosna sprawa kobiety,ktora matka pozwala o alimenty; owej matce
          zabrano wspomniana corke i wychowano w domu dziecka jednak nikt nie zadbal aby
          matke pozbawic praw rodzicielskich; kobieta dosrosla ulozyla sobie zycie i
          pewego dnia dostala wezwanie do sadu w sprawie alimentow zlozona przez
          wspomniana matke; sad uznal,ze corka zyje na przyzwoitym poziomie finansowym i
          nakazal alimenty dla matki; corka poprosila sad o zwolnienie jej z tego
          obowiazku gdyz owa kobieta poza daniem jej zycia nie miala z nia nic wspolnego i
          zaproponowala,ze sume jaka sad zarzadzil na alimenty dla matki ona bedzie
          przekazywala na rzecz domu dziecka,ktory praktycznie ja wychowal; sad
          stwierdzil,ze matka jest matka i tylko jej sie pomoc nalezy a nie domowi
          dziecka....
          sama pomagam rodzicom w miare moich mozliwosci ... polski rzad nie potrafi
          zapewnic odpowiednich rent i emerytow dla zwyklych szarakow jakimi byli moi
          rodzice przez cale zycie pracujac w PRLu... jednak moja pomoc nie jest
          "obowiazkiem" tylko moja dobra wola i wyrazem milosci do moich rodzicow... tez
          uwazam,ze nie kazdy rodzic "zasluguje" na pomoc od wlasnych dzieci tylko z
          tytulu,ze jest rodzicem i kiedys dalo zycie i wychowalo...
        • martucha90 Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 14.09.07, 08:30
          > Denerwuje mnie tekst"szanuj matkę bo Cię urodziła".

          Ta rada jest bardzo dobra, uwaga, dla _dziecka_. Nie dla matki. Nie
          o to chodzi, żeby dziecko szanowało matkę, żeby _jej_ było milej,
          tylko nieuregulowany stosunek do własnych rodziców skutkuje
          problemami w życiu osobistym. Jeśli dana osoba szanuje swoją matkę i
          ojca, to lepiej ułoży życie _sobie_.

          > Moja matka
          > mi tyle krwi w życiu napsuła,że jeśli by wniosła sprawę o alimenty
          > to wolałabym z pracy zrezygnować niż jej płacić.

          Takie ciągle żywe urazy mogą Ci przeszkadzać w życiu osobistym/
          rodzinnym. Trudno nauczyć dzieci, że ważny jest szacunek do matki,
          gdy się samemu tego nie czuje.

          Najbardziej typowe przykłady skutków braku szacunku do rodziców to
          nienawiść do ojca przekłada się na nienawiść do mężczyzn i nieudane
          związki, nienawiść do matki na podświadome naśladowanie jej złych
          cech, złe trakowanie swoich dzieci lub rezygnacja z ich posiadania.
          • mama303 Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 14.09.07, 10:17
            martucha90 napisała:

            > > Denerwuje mnie tekst"szanuj matkę bo Cię urodziła".
            >
            > Ta rada jest bardzo dobra, uwaga, dla _dziecka_. Nie dla matki.
            Nie
            > o to chodzi, żeby dziecko szanowało matkę, żeby _jej_ było milej,
            > tylko nieuregulowany stosunek do własnych rodziców skutkuje
            > problemami w życiu osobistym. Jeśli dana osoba szanuje swoją matkę
            i
            > ojca, to lepiej ułoży życie _sobie_.

            Całkowicie się zgadzam, to bardzo ważne dla człowieka aby szanował
            swoją matkę dla siebie samego. Nie musi jej kochać, wystarczy aby
            szanował.
          • mapi9 Re: do martuchy90 14.09.07, 19:11
            Najbardziej typowe przykłady skutków braku szacunku do rodziców to
            > nienawiść do ojca przekłada się na nienawiść do mężczyzn i
            nieudane
            > związki, nienawiść do matki na podświadome naśladowanie jej złych
            > cech, złe trakowanie swoich dzieci lub rezygnacja z ich posiadania


            pewnie masz rację,ale w moim przypadku się to nie sprawdza wink
            • martucha90 Re: do martuchy90 17.09.07, 08:46
              > pewnie masz rację,ale w moim przypadku się to nie sprawdza wink

              Jasne, psychologia to nie matematyka smile Dlatego starałam się pisać
              jak najbardziej ogólnie, a nie, że Ty tak masz smile
              Z drugiej strony - znam osoby, u których to się sprawdza jak w
              matematycznym wzorze...
      • owocoskala Re: czy dzieci maja obowiazek pomagac finansowo.. 14.09.07, 07:37
        > Czy to jest tak, Twoim zdaniem, że takich zachowań się uczy
        poprzez
        > pogadankę, słowne wyjaśnienie, co kto czuje w danej sytuacji? Tak
        > zrozumiałam Twoje słowa.
        Tak między innymi ta drogą się uczy, a przynajmniej ja tak robię.
        Przy dzecku chodzącym do szkoły rodzic rzadko jest wtedy gdy np.
        jedna dziewczynka stara się namówić resztę by nie bawiła się z inną
        dziewczynką. Poza tym rodzicowi nie powinien wprost ingerować przy
        większych dzieciach. Nie robie "pogadanek" tylko córka czasami sie
        mnie radzi jak postąpić. Oczywiście to co piszesz też jest prawdą.
        Jeśli obdarzasz dziecko czułością ono robi to samo, ale jest
        niebezpieczeństwo że będzie dobrze traktować tylko najbliższa
        rodzinę a tu już blisko do sobka i egoisty. Czasami obserwuje się
        takie rodzinki typu "my i reszta świata".
Pełna wersja