jotemka
05.11.07, 17:37
Pozwolicie, że wkleję tu swojego posta z innego forum, bo tam jakoś
nie dostałam jeszcze odpowiedzi, a jestem ich ciekawa

:
Jestem bardzo łagodną, spokojną i cierpliwą osobą. Nigdy nie
wybucham, jeśli się zdenerwuję, to czekam aż mi minie i najwyżej
potem rozmawiam. Nie jestem impulsywna, działam racjonalnie.
Zatsanawiam się jednak, czy aby te w/w cechy nie są, mimo wszystko,
szkodliwe. Pomijam teraz kwestię mojej osoby (tłumienie uczuć dobre
nie jest), ale chodzi mi o moje dziecko. Niby twierdzi się, że do
dziecka należy podchodzić z maksimum cierpliwości i spokoju
właśnie, nie krzyczeć, tylko rozmawiać i ja tak robię. Ale
zauważyłam, że moje dziecko, w kontakcie ze znacznie bardziej
impulsywnym swoim rodzonym ojcem (który nie krzyczy, ale potrafi
podnieść głos i ostro czegoś zabronić lub zganić) moje dziecko nie
wie, o co chodzi. Czyli jednak chyba osiągnęłam odwrotny skutek -
być może moje dziecko nie do końca wie, że można się zezłościć,
krzyknąć. Nie dość, że chyba widzi odrealnioną matkę, to być może
będę miała z tego powodu problemy wychowawcze?
Jak wy postępujecie, co uważacie - na ile pozwalacie sobie na
spontaniczne reakcje przy dzieciach, a na ile staracie się hamować?
(nie mówię teraz o oczywistościach, jak bicie/nie bicie dzieci).
Czy nie lepiej jednak czasem tę cierpliwość stracić???