dlaczego matki zabraniaja ...

08.11.07, 21:23
dokladnie,mam na mysli ,zwracanie uwagi dzieciom gdy pieszczotliwie
wypowiadaja jakies slowa,mam kolezanke ,ktora caly czas poprawia
swoje dziecko,doprowadzajac mnie do szalu,mowi jej "nie ladnie
wygladaja te twoje pieszczoszki nie mow cio tylko co" sama w ten
sposob zwracam sie do swojej corki,wedlug mnie jest to bardzo
fajne,kolezanka mowi ze tak nie powinno byc,ale ona twierdzi ,ze ja
wogole nie powinnam miec dzieci,i ze moja corka jest tak
rozpieszczona,ze tragedia.jakie jest wasze zdanie na ten temat?
    • verdana Re: dlaczego matki zabraniaja ... 08.11.07, 21:42
      Że mowienie prawidłowo po polsku to cenna zaleta, nawet w mlodym
      wieku.
      • annakate Re: dlaczego matki zabraniaja ... 08.11.07, 22:03
        mówiłam do dziecka po polsku i to procentuje - dziecko też mówi literacka
        polszczyzną, ponieważ dziecko uczy sie języka ze słyszenia. Oczywiście są domowe
        powiedzonka, ale generalnie moje dziecko szło "na spacer" a nie "ajciu",
        dostawało "obiadek" a nie "am-am" etc. Oczywiście najpierw były problemy z
        artykulacją, jak u każdego malucha, więc nie poprawialismy jej co chwilę, ale my
        do dziecka mówilismy normalnie.
        • aluc Re: dlaczego matki zabraniaja ... 09.11.07, 11:07
          takoż

          nawet jak mówił "am" to nie pytałam, czy chce am, tylko czy jest
          głodny
          to naprawdę procentuje
    • marghe_72 Re: dlaczego matki zabraniaja ... 08.11.07, 22:11
      się po prostu podpiszę pod przedmówczyniami

      Dziecka nie poprawiałam, mówiłam normalnie bez ciumkania
    • dobrakobieta3 Re: dlaczego matki zabraniaja ... 08.11.07, 22:51
      A fesmile
      Takie "ciumkanie" i "pieszczoszenie" jest: niesmaczne, niepoprawne,
      infantylne (szczególnie u dorosłych), niepotrzebne i co tam jeszcze
      chcesz. Dziecko powinno słyszeć właściwą wymowę i umieć dobierać
      zdrobnienia w konkretnych sytuacjach.
      Jeśli to nie prowokacja to Twoja koleżanka może mieć sporo racji...
      Sorry, ale mnie się takie zachowanie mamuś niezmiennie kojarzy z
      takimi pańciami od pudelków... co to świata nie widzą poza własnym
      stworzeniem...
      Daj spokój, mów normalnie i tego ucz dziecko.
      • ania1500 Re: dlaczego matki zabraniaja ... 08.11.07, 23:00
        dobrakobieta3 napisała:

        > A fesmile
        > Takie "ciumkanie" i "pieszczoszenie" jest: niesmaczne,
        niepoprawne,
        > infantylne (szczególnie u dorosłych), niepotrzebne i co tam
        jeszcze
        > chcesz. Dziecko powinno słyszeć właściwą wymowę i umieć dobierać
        > zdrobnienia w konkretnych sytuacjach.
        > Jeśli to nie prowokacja to Twoja koleżanka może mieć sporo
        racji...
        > Sorry, ale mnie się takie zachowanie mamuś niezmiennie kojarzy z
        > takimi pańciami od pudelków... co to świata nie widzą poza własnym
        > stworzeniem...
        > Daj spokój, mów normalnie i tego ucz dziecko.

        popierwsze to chyba nie jest miejsce na prowokacje to nie polityka,a
        po drugie to z tym pudelkiem niezle dalas do pieca,a prawda jest
        taka ,ze podobnie jak babcia wolanska nie widziala swiata poza swoja
        pusia ja nie widze swiata poza swoim dzieckiem-mam do tego prawo i
        nie widze w tym nic zlego,ze dziecko sie piesci,mam 28 lat i
        uwielbiam w taki sposob mowic do meza czy do corki,wedlug mnie moja
        kolezanka nie ma racji,ale che poznac zadania innych mam,tylko moze
        nie w taki sposob,porownanie mnie do panci z pudelkiem bylo
        okropne,wrecz niegrzeczne.
        • sir.vimes Czym skorupka za młodu... 09.11.07, 15:58
          mam 28 lat i
          > uwielbiam w taki sposob mowic do meza czy do corki,

          Hm, moze niektóre matki nie chcą by niemal 30 letnie dzieci mówiły "cio" do męża
          i to uwielbiały?
          • mama_domika a fujjj z takim ciumkaniem 16.11.07, 22:53
            a piescic dzieci mozna pocałunkami i przytulaniem a takie cio
            dupeczko to jest bbbbbbbardzo wkurzające
        • samson.miodek Re: dlaczego matki zabraniaja ... 10.11.07, 17:23
          Dlaczego?
          Chcesz poznac zdanie innych to sie przygotuj ze wlasnie tak ktos
          moze myslec.
          Tez uwazam ze gadanie na codzien do dziecka w taki sposob to
          odiotyzm.Potem dziecko pojdzie do szkoly i bedzie takimi
          zdrobnieniami zaiwanialo i wszyscy sie beda z dzieciaka nasmiewac.
          Ja rozumiem pobawic sie i zdrobniale przez krotki czas mowic bo
          nagle wszyscy "dziecinniejemy" na 10 min , to ok.Ale tak 24/7 to
          obled.NAwet teraz kiedy moje dzieciaki sa w szkole czasami sie z
          nimi drocze i wlasnie takim zdrobnialym dziecinnialym jezykiem do
          nich mowie i mamy niezly ubaw, ale po jakies 3 min wszystkim sie
          nudzi.
          No ale skoro Ty uwazasz ze tak jest dobrze to nawijaj to piekna
          polszczyzna do swego dziecka a potem zobaczysz jak bedzie po katach
          plakac bo rowiesnicy z piaskownicy sie beda nasmiewali z dziecka.
    • kudlanka Re: dlaczego matki zabraniaja ... 08.11.07, 22:51
      ja tam sobie myślę...., że seplenienie, przekręcanie wyrazów, sylab -
      jest bardzo urocze... i nie poprawiałam nawet pięciolatki mówiącej
      kiebaska, chieb - podobało mi się. Teraz przyszedł zerówkowy wiek -
      samo przeszło, chce być duża, wie o co chodzi, sama sie pilnuje...
      już fajnie sama pisze. Hm - cóż powiem nawet, że mi brakuje tych
      wszystkich siumaczków,siuminów, steczek...
      Takiemy dziecinnemu mówieniu nie jestem przeciwna - myślę, że chyba
      nawet jest ono kreatywne, zabawne, jest co wspominać po latach. smile
      Za to cholernie nie lubię wszystkich da-da , opa, papu...
      Ja się z malym dzieckiem przeprowadziłam w inny rejon Polski - tutaj
      dada znaczy zupełnie co innego niż w gwarze żłobkowej w moich
      stronachsmile jakieś nowe dialekty?
      Wynik w każdym razie jest taki, że ty nie poprawiasz, cieszysz się
      tym, masa radosci i uciechy wokół gadania, powstaje masa nowych -
      tylko waszych słówsmile - a i tak prrzyjdzie czas - bardzo szybko, za
      szybko - że to się nagle samo urywa i dziecko mówi poprawną
      literacką polszczyzną. Troszke z tym jak przychodzeniem do łóżka
      rodziców - nie lubimy, oduczamy... póki dziecko tego potrzebuje... ,
      a kiedy dzieciak podrośnie - my miło wspominamy, ech żeby tak znowu,
      tęsknimy do tego... ale juz nie wraca...
      dzieciństwo jest jedno - a seplenienie to jego urok, może nawet
      prawo. U wrazliwców poprawianie może doprowadzić do jąkania się - a
      wtedy już nie tak łatwo sad
      • sir.vimes Zupełnie inaczej 09.11.07, 15:59
        "Troszke z tym jak przychodzeniem do łóżka
        rodziców - nie lubimy, oduczamy... póki dziecko tego potrzebuje... ,
        a kiedy dzieciak podrośnie - my miło wspominamy, ech żeby tak znowu,
        tęsknimy do tego... ale juz nie wraca..."

        Jedno z drugim nie ma nic wspólnego.
    • mamaigiiemilki Re: dlaczego matki zabraniaja ... 08.11.07, 22:58
      samemu trzeba mowic "normalnie" ale dziecko ma prawo do mowienia po
      swojemu i nie powinno sie go poprawiac; osłucha sie i samo zacznie
      mowic dobrze z czasem;
      a tak w ogole to jest złego w tym, ze powiemy do dziecka "daj mi
      raczke" a nie "daj mi rekę"? moje corki mowia do mnie nie "mama"
      tylko "mamunia" i tez mam je poprawiac?smile))nie wpadajmy w przesade...
      • kropkacom Re: dlaczego matki zabraniaja ... 08.11.07, 23:26
        Córka mówi do brata Kubusiu a on do niej Majciu. Czemu miałabym im tego zabraniać?
      • makurokurosek Re: dlaczego matki zabraniaja ... 09.11.07, 11:40
        nie chodzi o zdrobnienia, tylko o ciumcianie, czyli pomijanie trudnych do
        wymówienia liter, skracanie słów, przyjmowanie nazw dziecka. Chyba większość z
        nas zdrabnia, ale jest to jednak zupełnie co innego niż niepoprawna polszczyzna
        i zwroty niewiadomego pochodzenia i znaczenia.
      • jacksparrow1 Re: dlaczego matki zabraniaja ... 12.11.07, 16:03
        I takie przeinaczanie wyrazow jest zabawne.JA nawet zapisuje i nie
        raz nie dwa z premedytacja z mezem nie poprawialismy dziecka.U nas
        dodatkowo mamy przypadek tzw kalki jezykowej bo dzieciak tlumaczy
        sobie z angielskiego na nasze.Ale nawet juz w naszym slownictwie
        zostal PILOWNIK( pilnik) jak corka go swego czasu przeinaczyla.Syn
        ze srubki zrobil SRUBEK.I tez zostalo.
        Ale mowienie z premedytacja do dziecka zdrobniale to czy rodzic
        sobie nie zdaje sprawy ze dziecko tak wlasnie bedzie mowilo i bedzie
        mialo klopoty w szkole?
    • ik_ecc Re: dlaczego matki zabraniaja ... 08.11.07, 23:41
      Nie zabraniam, ale sama mowie poprawnie, chociaz czasami zdrabniam
      (odruchowo mi wychodzi "daj raczke" niz "daj reke" do dwulatki).
      W ogole rzadko kiedy poprawiam, corka mowi calkiem niezle i malo
      uprawia slowotworstwa.
      • kudlanka Re: dlaczego matki zabraniaja ... 09.11.07, 00:51
        ... a bo i .. czy dwólatka ma rękę? - rączki ma, rączusie, łapki,
        łapeczki, łapinki.... smile
        • liberata Re: dlaczego matki zabraniaja ... 09.11.07, 01:57
          Ja z kolei będę broniła typowo dziecięcego języka typu: kotek -
          miau, piesek - hau, kurka - ko itd. Mówię o małych dzieciach 1-1,5
          rocznych, które jeszcze nie umieją poprawnie mówić, a używając tych
          synonimów można całkiem dobrze się z nimi porozumiewać. W końcu
          dlaczeg mama to ma-ma, a nie na przykład "jarzębina"?
    • olamazur Re: dlaczego matki zabraniaja ... 09.11.07, 08:45
      > dokladnie,mam na mysli ,zwracanie uwagi dzieciom gdy
      pieszczotliwie
      > wypowiadaja jakies slowa,mam kolezanke ,ktora caly czas poprawia
      > swoje dziecko,doprowadzajac mnie do szalu,mowi jej "nie ladnie
      > wygladaja te twoje pieszczoszki nie mow cio tylko co" sama w ten
      > sposob zwracam sie do swojej corki,wedlug mnie jest to bardzo
      > fajne,kolezanka mowi ze tak nie powinno byc,ale ona twierdzi ,ze
      > ja wogole nie powinnam miec dzieci,i ze moja corka jest tak
      > rozpieszczona,ze tragedia.jakie jest wasze zdanie na ten temat?

      1) Jak dziecko mówi "cio" a nie "co" to nie znaczy, że w swoim
      mniemaniu nie mówi "co". Ona zapewne słyszy "co" i chce
      powiedzieć "co", ale wychodzi to tak jak wychodzi, bo narządy
      artykulacyjne jeszcze nie umieją. Poprawianie takiej wymowy jest
      okrucieństwem wobec dziecka, deprymuje je, peszy, powoduje, że
      dziecko myśli, że robi coś źle. Dziecko mówi tak jak słyszy,
      słyszy "co" i z czasem będzie tak mówiło - nie trzeba poprawiać.

      2) Dziecko używa tylko takich słów, jakie się nauczyło od innych
      ludzi przez osłuchanie. Rzecz dotyczy nie tylko słowa
      "pieszczoszki", ale i tych na k czy ch. Pretensje, że dziecko używa
      słów, które usłyszało w otoczeniu, jest kolejnym świństwem robionym
      dziecku. Niech nie słyszy w otoczeniu - to nie będzie mówić.

      3) Kwestia "rączki". Rodzice instynktownie uzywają, mówiąc do
      dzieci, słów zdrobniałych, bo mają one bardziej regularną odmianę,
      a dziecko szybciej uczy się języka na regułach niż wyjątkach.

      4) Obiad czy "am". Jeśli matka chce, by jej dziecko do niej mówiło,
      to tę naukę musi zacząć od słów, które dziecko będzie w stanie
      wyartykułować. Jeśli dziecko nie pozna słowa "am", bo matka ma
      dziwaczne ambicje, by od razu mówiło "obiad", to takie dziecko
      nazwie jedzenie dopiero wtedy, gdy jego narządy artykulacyjne
      będą w stanie wymówić słowo "obiad". Kwestia wyboru.
      Ja akurat bardzo chciałam, by mój syn mówił, próbował mówić, i
      podsuwaliśmy mu słowa, które może wymówić. Pies to była "łoła",
      jedzenie to było "am", spacer to było "da-da", Antoś - "Ata".
      Aby chwycił znaczenie tych słów w kontekstach i zdaniach, sami
      używaliśmy tych słów w rozmowie z dzieckiem (na przemian ze
      słowami "dorosłymi"). Zagrożeń dla rozwoju mowy dziecka nie ma z
      tego żadnych, jest czas na "łoła" i jest czas na "pieska". Mój syn
      wyrósł z "łoła", "am" czy "brum brum" i przeszedł na "dorosłe"
      wyrazy i czystą artykulacyjnie polszczyznę (potrafi nawet
      powiedzieć "motocyklista") wcześniej niż większość dzieci (gros
      starszych od niego chłopców dopiero zaczyna tworzyć jakieś
      w miarę poprawne zdania).
      Antoś w wieku 18 m-cy budował zdania "Mama da Ata buła" i jakby
      ktoś miał się na taką wymowę oburzyć, to tylko z braku wiedzy
      nt. rozwoju mowy u dzieci.
      • srebrnarybka Re: dlaczego matki zabraniaja ... 11.11.07, 00:27
        Wiesz, jak brzmiały pierwsze zdania, a zdaje się, że w ogóle słowa,
        ktore wymówiłam jako bardzo małe dziecko? "Tata śle łóżko", "Tata i
        mama ją". Właśnie dlatego, że nie słyszałam wokół siebie amm, cium,
        cium etc. Przypadkiem tak się składa, że moi oboje rodzice są
        polonistami, a ojciec nawet profesorem uniwersytetu w tej
        dziedzinie ...
        • olamazur Re: dlaczego matki zabraniaja ... 12.11.07, 10:09
          > Wiesz, jak brzmiały pierwsze zdania, a zdaje się, że w ogóle
          > słowa, ktore wymówiłam jako bardzo małe dziecko? "Tata śle
          > łóżko", "Tata i mama ją".

          Ile miałaś miesięcy?

          > Właśnie dlatego, że nie słyszałam wokół siebie amm, cium,
          > cium etc.

          Bzdura! Moje dziecko słyszało wokół siebie "am" ("cium" akurat nie).
          Budowało zdania bardzo wcześnie (18 m-cy). Każde zbudowane przez
          niego zdanie (typu "mama da Ata am buła" - mamo daj Antosiowi do
          jedzienia bułkę) było świadectwem niesamowitego jak na chłopca w tym
          wieku rozwoju werbalnego, świadectwem bardzo pozytywnych zmian w
          mózgu oraz oczywiście powodem do dumy rodziców.
          Teraz mój syn ma 2,5 roku i mówi czystą polszczyzną. Zapomniał
          wszystkie "am", co mnie wprawia w ogromne zdumienie. Inne 2,5-latki
          dopiero zaczynają wypowiadać pierwsze zniekształcone słowa, a on
          zapytany wczoraj, co to jest "buba", nie miał pojęcia. Po prostu nie
          miał bladego pojęcia, byłam w szoku. "Bubą" nazywał kiedyś książkę
          przez wiele miesięcy. Teraz mówi książka, książeczka i księga.

          > Przypadkiem tak się składa, że moi oboje rodzice są
          > polonistami, a ojciec nawet profesorem uniwersytetu w tej
          > dziedzinie ...

          Zapewne cos chciałaś przez to powiedzieć, tylko nie wiem co.
          Wykształceniem rodziców tłumaczysz ich nadmierną ambicję, by dziecko
          broń boze nie powiedziało "am"? Tak się akurat składa, że oboje
          rodzice i jedna babcia mojego dziecka też są polonistami i co z
          tego? Ja przy nauce mowy mojego dziecka brałam przykład z koleżanki,
          która jest matematyczką (a jej mąż historykiem). Wykształcenie tu
          nie ma nic do rzeczy - dla mnie liczy się podejście do dziecka,
          wiedza nt. jego rozwoju, umiejętność doboru lektur do poziomu
          dziecka.
          • asia_i_p Re: dlaczego matki zabraniaja ... 14.11.07, 00:18
            Akurat niekoniecznie bzdura. Do mnie nie ciumkali i pierwsze zdanie
            powiedziałam w wieku 13 miesięcy - na retoryczne pytanie lekarza "Co
            ci jest dziecinko?" odpowiedziałam "Ucho me boli". Inna rzecz, że ja
            do mojej córci umiarkowanie ciumciam (czasem po niej powtarzam, bo
            mnie jej nowe słowa urzekają), a nie mówi za szybko (ma 2 lata i
            mówi około 50 słów, większość zniekształcona albo
            dźwiękonaśladowcza). Widać trochę zależy od dziecka.
            • olamazur Re: dlaczego matki zabraniaja ... 15.11.07, 09:06
              > Akurat niekoniecznie bzdura. Do mnie nie ciumkali i pierwsze
              > zdanie powiedziałam w wieku 13 miesięcy - na retoryczne pytanie
              > lekarza "Co ci jest dziecinko?" odpowiedziałam "Ucho me boli".

              A jednak "me", nie nie "mnie" smile Nie ciumkali, a powiedziałaś
              "me". "Po jakiemu to jest?!" - powinni przeciwnicy ciumkania
              zawołać. (Ja nie wołam, tylko ironizuję). Ja bym za całe zdanie,
              łącznie z tym "me" bardzo chwaliła.

              Coś mi się wydaje, że trzeba by zdefiniować ciumkanie. Bo czym innym
              jest mówienie do dziecko "a cio ti maliutki jobiś ś tim
              klociuśkiem", a czym innym podawanie dziecku uproszczonych nazw
              rzeczy i czynności, jak "am" na jedzenie czy "da-da" na spacer oraz
              używanie głównie zdrobniałych słów (mają regularną odmianę).
              Pierwsze rzeczywiście jest zupełnie bez sensu, drugie - jak wynika z
              moich doświadczeń - pomaga dziecku rozwinąć mowę.
    • makurokurosek Re: dlaczego matki zabraniaja ... 09.11.07, 11:33
      twoja koleżanka ma 100% racje , do dziecka powinno mówić się całkowicie
      normalnie.Ciumciani po prostu negatywnie wpływa a rozwój mowy twojego dziecka.
      Może poczytaj sobie troch literatury na ten temat , a później broń swoich
      idiotycznych racji.
      Wyrabiasz błędne nawyki u swojego dziecka, co może zaowocować próżniejszą
      terapią logopedyczną. ciupciając pomijasz litery trudne do wymówienia przez
      dziecko r, sz, cz, rz, ż, najzwyczajniej w świcie stopujesz rozwój mowy .
      • kropkacom Re: dlaczego matki zabraniaja ... 09.11.07, 11:36
        > ciupciając pomijasz litery trudne do wymówienia przez
        > dziecko r, sz, cz, rz, ż, najzwyczajniej w świcie stopujesz rozwój
        > mowy .

        Przecież w wielu zdrobnieniach te "trudne" litery.
        • makurokurosek Re: dlaczego matki zabraniaja ... 09.11.07, 11:46
          nie mówię o zdrobnieniach tylko o ciumcianiu czyli mówieniu zamiast:
          idzimy na spacer- aci
          obiadek- am
          smoczek- dydy
          i inne niestworzone słowa niewiadomego pochodzenia.
      • ania1500 Re: dlaczego matki zabraniaja ... 09.11.07, 15:04
        makurokurosek napisała:

        > twoja koleżanka ma 100% racje , do dziecka powinno mówić się
        całkowicie
        > normalnie.Ciumciani po prostu negatywnie wpływa a rozwój mowy
        twojego dziecka.
        > Może poczytaj sobie troch literatury na ten temat , a później broń
        swoich
        > idiotycznych racji.
        > Wyrabiasz błędne nawyki u swojego dziecka, co może zaowocować
        próżniejszą
        > terapią logopedyczną. ciupciając pomijasz litery trudne do
        wymówienia przez
        > dziecko r, sz, cz, rz, ż, najzwyczajniej w świcie stopujesz rozwój
        mowy .
        nie dobrze mi jest ja to wszystko czytam,doskonale we
        wszystkim,terrorystki dla dzieci,koszmar ,to ty przeczytalas sporo
        ksiazek jakiejs super niani,a moje poglady nie sa idiotyczne,tylko
        ty jestes zwykla id....
        • gaja78 Re: dlaczego matki zabraniaja ... 09.11.07, 15:15
          ania1500 napisała:

          > nie dobrze mi jest ja to wszystko czytam,doskonale we
          > wszystkim,terrorystki dla dzieci,koszmar ,to ty przeczytalas sporo
          > ksiazek jakiejs super niani,a moje poglady nie sa idiotyczne,tylko
          > ty jestes zwykla id....

          Coś ci kochana nie idzie to robienie zadymy, co ? big_grinDDD
          • ania1500 Re:do Gaja 09.11.07, 15:43
            gaja78 napisała:

            > ania1500 napisała:
            >
            > > nie dobrze mi jest ja to wszystko czytam,doskonale we
            > > wszystkim,terrorystki dla dzieci,koszmar ,to ty przeczytalas
            sporo
            > > ksiazek jakiejs super niani,a moje poglady nie sa
            idiotyczne,tylko
            > > ty jestes zwykla id....
            >
            > Coś ci kochana nie idzie to robienie zadymy, co ? big_grinDDD


            tu nie chodzi o zadyme tylko zawsze jest tak ,ze co bym nie napisala
            to nie mam racji,dobrze,ze moja corka tak nie mysli,dlaczego wszyscy
            maja tak twarde zasady co do dzieci,i trzymaja sie ich tak
            zaciekle,nawet potrafia cie nazwac pancia z pudelkiem,to jest jakies
            dziwne,wydaje mi sie ,ze wszyscy tutaj ogladaja "super nianie" i
            wcielaja w zycie,albo naprawde wychowuja dzieci na podstawie jakis
            ksiazek,nie zadyma byla moim celem,tylko ktos mi powiedzial o tym
            forum,a,ze ja inaczej wychowuje swoja corke niz moje kolezanki
            chcialam zobaczyc co tutaj matki powiedza na moje poglady,i
            przewaznie jestem wrecz obrazana a moja corka to bachor nie z tej
            ziemi.
        • julamimi Re: dlaczego matki zabraniaja ... 09.11.07, 15:24
          aniu, dziewczyny nie atakują Cie, tylko pisza, co mysla o podanym
          przez Ciebie temacie. Natomiast twoją odpowiedzią poczulabym sie
          zaatakowana.

          A teraz odpowiedz merytoryczna smile Do moich dzieci mowie poprawnymi
          formami, chociaz one (zwlaszcza starsza, obecnie 4lata, z mlodszym
          dialogi jeszcze malo rozbudowane) na pewnym etapie odpoiwadaly "po
          swojemu". Nie bylo nigdy problemu z dogadaniem się, dzis starsza ma
          dosc rozbudowany jezyk i raczej poprawnie go uzywa.

          Natomiast bede z uporem maniaka opowiadac takie cos: moj tata jest w
          tej kwestii troche niereformowalny i tak troche mi na przekor mowi
          do dzieciakow zdrobnieniami (na szczescie czasami tylko). No i
          kiedys powiedzial mojej corce, ze to jest "luzia" (pisze
          fonetycznie, a chodzilo o różę). Córa pojęcia róży wtedy jeszcze nie
          znala. Wracam do domu, a dziecko do mnie "mama, jakie ladne luzie".
          Ja mówię - "tak, śliczne róże". "Mama, nie ruzie, tylko
          luzie" "jakie luzie?" "no bo tak dziadek powiedzial..."
          Przyklad drugi, rowniez w roli glownej z dziadkiem. Otóż dla dowcipu
          powiedział kiedyś dziecku, ze w pilocie do telewizora
          są... "bakterie" (majac na mysli oczywiscie baterie). Dziecko, nie
          mając jeszcze pojęcia, ze są baterie i baKterie i ze to wcale nie to
          samo, do dzis mowi, ze zabawka gra, bo ma w srodku baKterie. O
          ile "luzie" wyplenilismy w kilka dni, o tyle "bakterie" trwają
          nadal - juz ładnych pare miesiecy sad

          Nie wiem, jak do Ciebie, ale do mnie te sytuacje przemowily
          dobitniej niz jakikolwiek nakaz z jakiegokolwiek poradnika....

          pozdr
          • olamazur Re: dlaczego matki zabraniaja ... 12.11.07, 10:17
            Jula, czym innym jest mówienie zdziecinniałych wyrazów przez dzieci,
            a czym innym przez dorosłych. Dorośli nie powinni tak mówić, to
            jasne, bo dzieci uczą się języka przez osłuchanie i źle się
            osłuchuja. Ale czym innym jest potępianie dziecka za to, że
            dziecinnie mówi - to jest niewłaściwe.
            Dziecko mówi tak, jak w danej chwili jest w stanie, ale zawsze dąży
            do mówienie poprawnego. JA przynajmniej widzę taką tendencję w moim
            dziecku. Stara się powtarzać wyrazy bardzo poprawnie. Wręcz "ćwiczy"
            sobie półgłosem, np. słowo "motocyklista" - tak długo bawił się tym
            słowem, półmówił półśpiewał, aż nauczył się je mówić płynnie.

            W kwestii róży - ja bym mówiła "róża", a chwaliła malca, który
            mówi "luzia", bo na pewno się starał powiedzieć "róża" i w swoim
            odczuciu to właśnie mówił.
            • makurokurosek Re: dlaczego matki zabraniaja ... 12.11.07, 10:26
              > W kwestii róży - ja bym mówiła "róża", a chwaliła malca, który
              > mówi "luzia", bo na pewno się starał powiedzieć "róża" i w swoim
              > odczuciu to właśnie mówił.

              nie w przypadku gdy zostało mu wpojone,że " róża" to "luzia" . Dziecko słyszy
              poprawnie, a mówi zniekształcone wyrazy dlatego, że nie jest w stanie ich
              poprawi wypowiedzieć. Dla dziecko "luzia" wypowiadana przez dziadka to nie to
              samo słowo co "róża" wypowiadana przez mamę, dla dziecka to dwa różne wyrazy
              brzmiące zupełnie inaczej.
            • julamimi Re: dlaczego matki zabraniaja ... 12.11.07, 12:42
              nie potepiam dziecka za nieprawidlowa wymowe smile

              w tej sytuacji, ktora opisalam, troche nie moge oddac sedna sprawy,
              bo... zapis nie oddaje brzmienia. Ja nie poprawialam tej "luzi"
              dlatego ze cora to zle wymawiala, tylko dlatego, ze zostala zle
              nauczona (zlego slowa). Jak juz doszlysmy z corka, jak sie ten
              kwiatek z kolcami naprawde nazywa, to "roza" w jej wydaniu nadal
              brzmiala podobnie do "luzia", ale jednak inaczej, niz wtedy, gdy
              mowila myslac, ze kwiatek nazyaw sie "luzia". Ojej, chyba nie
              potrafie tego dokladnie opisac sad ,choc jestem przekonana, ze w
              kwestii poprawiania niepoprawnej wymowy dzieci mamy takie samo
              zdanie smile

              Podsumowujac - oczywiscie, ze dziecko ma prawo uzywac zdrobnien, bo
              czesto po prostu nawet inaczej nie potrafi. Ale ja bedac osoba
              dorosla mowie do swoich dzieci bez zdziecinnien.

              pozdr
              • olamazur Re: dlaczego matki zabraniaja ... 12.11.07, 13:45
                choc jestem przekonana, ze w
                > kwestii poprawiania niepoprawnej wymowy dzieci mamy takie samo
                > zdanie smile

                Tak, jasne :-0
                Wiem, o co chodzi, co innego gdy dziecko mówi "luzia" myślac że ten
                przedmiot nazywa się "luzia", a co innego gdy mówi "luzia" mając na
                myśli "róża". Od początku o to mi chodziło, tylko się wyraziłam
                niezbyt precyzyjnie.

                > Podsumowujac - oczywiscie, ze dziecko ma prawo uzywac zdrobnien,
                > bo
                > czesto po prostu nawet inaczej nie potrafi. Ale ja bedac osoba
                > dorosla mowie do swoich dzieci bez zdziecinnien.

                Właściwie się zgadzam - "w teorii". Choć w praktyce u mnie było
                inaczej, ja akurat mówiłam do dziecka również ze "zdziecinnieniami".
                Ale to indywidualna sprawa. W danej chwili i przy moim konkretnym
                dziecku to się świetnie sprawdzało. Jak komuś się to wydaje
                szkodliwe, to niech nie stosuje. Ja u swego dziecka szkód nie widzę.

                Przykład jest taki. Mój mały był jeszcze bardzo mały i porozumiewał
                się kilkoma wyrazami. Większość dzieci na tym etapie mówi "yyy" i
                wskazuje ręką, on chciał coś ponad "yyy" i to było przez nas
                podchwytywane, chwalone i utwierdzaliśmy go w przekonaniu, że mówi
                świetnie. Jak chciał, by mu poczytać, pokazywał na książkę z
                wierszykiem o Murzynku Bambo i próbował powiedzieć "bambo", ale
                wychodziło tylko coś na b. Aby mu to ułatwić, podsuwaliśmy mu słowa
                czy też sylaby, które był w stanie wymówić i tak stanęło na "buba".
                Przećwiczył sobie to "buba" i potem zawsze wskazując na książkę czy
                gazetę mówił "buba", a myśmy chwalili, że super mówi. Dziecku od
                pochwał aż serce rośnie. Utwierdza się w przekonaniu, że dobrze
                mówi, jeszcze bardziej się stara i rozwój pięknie postępuje.
                A więc chwalilismy i za "bubę" i za zdanie typu "tata buba",
                czyli "tata czyta" czy też "tato poczytaj" - w zależności od
                sytuacji.
                Aby go utwierdzić w przekonaniu, że właściwie dobiera słowo "buba"
                do przedmiotów, my również używaliśmy w zdaniach
                tego "zdziecinnienia", na przemian ze słowami dorosłymi. Takie
                dialogi wyglądały np. tak:
                Antoś: tata buba
                Ja: Tak, Antosiu, tata buba, tata czyta książkę.
                Przeciwników takiego sposobu zwracania się do dziecka mogę z góry
                uspokoić - do logopedy nie mam po co iść smile No chyba żeby mi do
                szczęścia było porzebne zaświadczenie, że moje dziecko mówi lepiej
                niż niejedno o rok starsze smile A o "bubie" Antek już zapomniał, ku
                mojemu zdumieniu i niejakiemu żalowi nawet...
        • makurokurosek Re: dlaczego matki zabraniaja ... 11.11.07, 21:42
          proponuję wizytę u logopedy i zadanie pytania jak takie ciumkanie wpływa na
          rozwój mowy dziecka. Dla mnie to rybka czy uważasz mnie za idiotkę dlatego,że
          mam inne zdanie niż ty. Ja staram sie myśleć o konsekwencjach, jeżeli to oznaka
          idiotyzmu to wolę być idiotką niż ignorantką.
        • mama_domika o pańcia sie wkurzyła 16.11.07, 22:54

        • mama_domika Pańcia się wkurzyła 16.11.07, 22:57

    • gaja78 Mam niejasne przeczucie 09.11.07, 12:00
      że ktoś tu się w trolla zabawia uncertain
      • gringo68 Re: Mam niejasne przeczucie 09.11.07, 12:16
        gugać i ciamkać mozna do niemowlęcia, kiedy jednak dziecko jest na
        etapie uczenia się mówić, jest to nie tylko pretensjonalne i
        śmieszne, ale szkodzi dziecku w nauce prawidłowej wymowy...

        w rezultacie tego sporo dzieci musi uczęszczać na ćwiczenia
        logopedyczne...
      • sir.vimes Ja mam całkiem jasne;) 09.11.07, 16:05
        Ale przyznaj - wizja 28 latki mówiącej do męza "cio" jest tak uroczasmile
        • ania1500 Re: Ja mam całkiem jasne;) 09.11.07, 16:12
          bardzo,zreszta moj maz sam tak zwraca sie do mnie i do corki,wogole
          mowimy do siebie wlasnie w taki bardzo cieply sposob,nie ma w tym
          nic zlego.moze powinnismy mowic czego to tak bardziej po polsku
          szczegolnie w dzisiejszych czasach prawda?
          • burza4 Re: Ja mam całkiem jasne;) 09.11.07, 19:07
            rzuciłam gościa, który zapraszał mnie na kolacyjki, pytał co bym
            chciała za prezencik, pijał koniaczek i chadzał na spacerki...

            jak dla mnie mówienie w ciepły sposób oznacza odpowiednią intonację,
            zdrabnianie wszystkiego jest irytujące i infantylne.
            • sir.vimes A mawiał 09.11.07, 21:07
              "cio to za dobluni koniaczek"?

              Uroczysmile)))) Słodziuni po prostusmile
    • vharia Re: dlaczego matki zabraniaja ... 09.11.07, 16:15
      Do małego mówimy normalnie, bo (powtórzę sie po przedmówczyniach)
      to procentuje dobrym "polskim" w przyszłości. Poza tym dzieci wcale
      nie pragną, aby przekręcać do nich wyrazy, one to robią, bo nie
      potrzfią wymówić normalnie. Kiedy to mówią- słyszą w głowie to, co
      poprawnie wypowiadał dorosły.

      Między sobą natomiast (ja, mąż i duża córka) czasami używamy
      określeń młodego, bo je lubimy i bawi nas to bardzo.
      • ania1500 Re: dlaczego matki zabraniaja ... 09.11.07, 16:22
        moja corka poza domem mowi normalnie tylko jak jestesmy sami caly
        czas sie piesci ,dlatego ja nie widze w tym nic zlego.a ciagle
        poprawianie dziecka wedlug mnie jest absurdem,ktory tylko denerwuje
        dziecko,no ,ale to jest moje zdanie,bardzo glupie jak zawsze.
        • srebrnarybka Re: dlaczego matki zabraniaja ... 10.11.07, 14:57
          Myślę, że również dlatego, że dziecko dobrze odróżnia dzieci od
          dorosłych i doskonale rozumie, że jego nieporadne słowa są próbami,
          a dorośli mówią inaczej. I nie sądzę, żeby dorośli, po to, żeby
          porozumieć sie z dzieckiem, musieli przed dzieckiem udawać dziecko.
          Dziecko potrzebuje stabilnego świata, a w tym świecie jest miejsce
          dla dorosłych i dla dzieci. Jeżeli dorośli przy dziecku udają
          dzieci, to obraz świata u dziecka ulega zakłóceniu.
    • eolan Re: dlaczego matki zabraniaja ... 10.11.07, 13:10
      a czy nie jest to trochę tak jak z naszym uczeniem się języka obcego?
      wyobraziłam sobie sytuację gdy ucząc się jakiegoś trudnego dla mnie języka
      lektor ochoczo godziłby się na moją niepoprawną wymowę i sam ją naśladował.
      wiem, że to trochę co innego ale chyba nie do końca. wg mnie najlepszą metodą
      jest nieporawianie (bo po co dziecku stres - pownych rzeczy nie przeskoczy) ale
      mówienie poprawnie.
      ewentualnie "poprawianie":
      - o, miau!
      - tak kochanie, tam jest kotek.
      ale ja , pomimo, że mam duży kontakt z dziecmi, to swoich nie mam i może się nie
      znam smile
    • rycerzowa Re: dlaczego matki zabraniaja ... 10.11.07, 13:54
      Kiedyś też myślałam, że do dziecka powinno się mówić wyłącznie dorosłą,
      literacką polszczyzną.

      A teraz uważam tak:
      Te wszystkie am-am, opa, da-da, ko-ko, hau-hau i brum-brum są absolutnie
      dopuszczalne i bardzo pożyteczne, pod jednym warunkiem - że JEST W OTOCZENIU
      DZIECKA KTOŚ, KTO MóWI DO NIEGO DOROSłĄ , LITERACKĄ POLSZCZYZNĄ. Wtedy dziecko
      jest najzwyczajniej w świecie dwujęzyczne.
      A dwujęzyczność jest pożyteczna w rozwoju inteligencji.

      Jeśli dziecko wie ,że pies to "pies", w jego umyśle widok psa zrasta się
      nierozerwalnie z pojęciem "pies". Potem trudno mu zaakceptować,że ktoś powie "dog".
      Natomiast, gdy mama mówi "pies", babcia - "hau-hau", a dziadek -
      "piesieciek", dziecko szybko dojdzie do wniosku,że różne rzeczy można różnie
      nazywać, i w ogóle dopuszczalne są różne zdania na różny temat. To się nazywa
      elastyczność umysłu.wink
      • azonka1 Re: dlaczego matki zabraniaja ... 10.11.07, 23:13
        Przyszli kiedyś do mnie znajomi z małym dzieckiem, tak się złożyło
        że postawiłam świeczkę (nie miałam jeszcze własnych dzieci i
        zabrakło mi wyobraźni, ale rodzice nie zwrócili uwagi) Wszyscy
        gdzieś wyszli a ja patrzę jak mała idzie w kierunku świeczki więc
        biegnę i wołam Dagmarka gorące, gorące, a ona nic, podbiegł tatuś i
        zawołał patrząc na mnie z wyrzutem Dagusia kss, kss i dziecko
        cofnęło rączkę. Zbaraniałam, faktycznie jak byłam mała to dorośli
        czasami mówili ale Hhh na gorące, postanowiłam swoje dzieci uczyć że
        coś jest gorące albo złe a nie Hhh be, kuku czy inne głupoty
        którychinni nie będą znali.
      • liberata Re: dlaczego matki zabraniaja ... 10.11.07, 23:56
        Poza tym zwykle łączy się (ja przynajmniej) mowę dziecięcą z normą
        tzn.
        - Chcesz obiadek - am?
        - Zobatrz piesek hau-hau!
        - Założymy butki tup-tup.
        - Mama ma zegarek tik-tak.
        • liberata Re: dlaczego matki zabraniaja ... 10.11.07, 23:58
          oczywiście "zobacz"
      • nangaparbat3 Rycerzowa, święte słowa 11.11.07, 18:59
        Poza tym czytałam kiedyś, ze dobrze powtarzac po dziecku, bo wtedy wie, ze jest
        słuchane i rozumiane, łatwiej nawiazuje prawdziwy dialog.
        Czytałam też, ze małych dzieci absolutnie nie wolno poprawiać, kiedy popelniaja
        jezykowe błedy - wystarczy, ze bedzie sie przy nich mowic poprawnie.
        A jeszcze - spieszczajac słowa, używając wyrazów wymyslonych przez nasze dzieci
        uczymy je tez zabawy słowem.
        I na koniec - bardzo nie lubie zdrobnień, ostatnio do sząlu doprowadza mnie
        zwrot (niestety często sie z nim stykam) "Mam pytanko" - jestem bliska mordu,
        kiedy slyszę. Ale pamietam, ze kiedy corka była mala, spieszczałam, zdrabnialam
        - ku własnemu zdumieniu i troche wbrew woli. Jakos czułam, ze tak trzeba - i co
        jak co, ale poprawnie mówić bogatym jezykiem nauczyła sie niezwykle szybko.
      • sir.vimes Myslę, że to zależy 12.11.07, 08:29
        Do mojego dziecka mówiono "literacko" (nie było nigdy miaua i hau-haua , nie
        wspominając o pieseckach) a bez problemu zaakceptowało fakt istnienia języków
        obcych.
        Może dlatego, że zamiast "innej polszczyzny" w domu funkcjonowały dwa języki
        obce (jednego intensywnie uczę się i używam od lat - ja, drugiego - mój mąż).
        IMO bez piesecków się obejdzie.

        "Wtedy dziecko
        > jest najzwyczajniej w świecie dwujęzyczne.
        > A dwujęzyczność jest pożyteczna w rozwoju inteligencji.(...)i w ogóle
        dopuszczalne są różne zdania na różny temat. To się nazywa
        > elastyczność umysłu.wink"
        • rycerzowa Re: Myslę, że to zależy 12.11.07, 10:31
          Spotkałam małą dziewczynkę z Podkarpacia.

          Matka (samotna) mówi językiem hm, hm, bardzo soczystym.
          Mała też potrafi puścić wiązankę, że hej!I to z jaką intonacją!

          Siostra zakonna w przedszkolu mówi przepiękną polszczyzną, bardzo lubi tę
          dziewczynkę i poświęca jej dużo czasu. Dziewczynka szybko nauczyła się pięknie
          wyrażać, i nawet naśladuje tembre głosu wychowawczyni.

          Dziadkowie dziewczynki mówią podkarpacką gwarą. Mała z nimi też.
          Koleżanki, rodzina - małomiasteczkowa przeciętność.

          Czyli dziecko jest praktycznie wielojęzyczne, chociaż polskojęzyczne.

          Najśmieszniejsze jest, gdy dziewczynka spotyka kogoś nowego i musi szybko
          ocenić, w jakim języku ma z nim rozmawiać...
          • sir.vimes Re: Myslę, że to zależy 12.11.07, 10:55
            Niezła historia!

            Ale to jest sytuacja naturalna - i gwara, i odmienności języka używanego przez
            matkę od polszczyzny sióstr to nie jest "wymuszony", sztuczny język "niby -
            dziecięcy" jakim są te , wspominane w wątku "luzie" , "piesecki" i "cio".
          • makurokurosek Re: Myslę, że to zależy 12.11.07, 11:57
            wiesz jaka jest różnica między gwarą, wulgaryzmami i ciumcianiem , tych dwóch
            pierwszych używa pewna grupa ludzi i dla nich jest to język zrozumiały, podczas
            gdy ciumcianie jest zrozumiałe tylko dla matki i dziecka. Gdyby nie nieteściowa
            do tej pory żyłabym w nieświadomości i nie miałabym pojęcia,że dada czy inne
            tego typu stwory oznaczają spacer, a dydy smoczka. Ciumcianie jest całkowicie
            niezrozumiałe dla ludzi. To tak jakbyś puściła Ślązaka mówiącego tylko gwarą i
            nie znającego polskiego do warszawy. sądzisz, że świetnie by sie odnalazł wśród
            ludzi których nie rozumie i którzy go nie rozumieją?
            • srebrnarybka Re: Myslę, że to zależy 12.11.07, 12:29
              Świetnie to ujęłaś, ale myślę, że wielu "ciumkającym" matkom właśnie
              o to chodzi (oczywiście podświadomie), żeby wmocnić więź z dzieckiem
              i silniej je z sobą związać. A silna więź z dzieckiem wcale nie
              oznacza, że jest to więź dobra - pisałam o tym w wątku o klapsach,
              ale zostałam zakrzyczna. Tego rodzaju kod językowy, zrozumiały tylko
              dla nich, (chociaż nie poprzez ciumkanie), wytwarzają między sobą
              np. zakochani, czy po prostu osoby blisko zaprzyjaźnione i bardzo
              zżyte. Ale to jest inna sytuacja, bo obie osoby są dorosłe, relacja
              między nimi jest symetryczna i pogłębia się na zasadzie wzajemności.
              Natoiast matka ma znacznie większe możliwości kształtowania swojej
              relacji z dzieckiem niż ono z matką, poza tym ono nie wchodzi w tę
              relację dobrowolnie. I dlatego matka może i powinna używać swej
              przewagi do tego, by przygotować dziecko do życia w świecie, a do
              tego, by przywiązać je do siebie.
              • srebrnarybka Re: Myslę, że to zależy 12.11.07, 12:35
                Sorry, oczywiście literówka w ostatnim zdaniu, opuściłam Nie:
                I dlatego matka może i powinna używać swej
                > przewagi do tego, by przygotować dziecko do życia w świecie, a NIE
                do
                > tego, by przywiązać je do siebie
                • rycerzowa Re: Myslę, że to zależy 12.11.07, 13:57
                  Widzę,że ciumkanie to całkiem poważny problem.
                  (Nota bene w naszej nomenklaturze to jest dziumdzianie!)

                  Powtórzę, że oprócz ciumkania dziecko powinno słyszeć dorosłą mowę.

                  Dlaczego uważam ciumkanie za dopuszczalne, wręcz naturalne?

                  1.Pamiętacie, jak Ania z Zielonego Wzgórza wzięła po raz pierwszy w ramiona
                  swego synka, i - odrzucając naukowe rady - natychmiast nazwała go najsłodszą
                  kiciunią, która ma rączulki, etc?
                  Czyli ciumkanie występuje we wszystkich epokach i kulturach.

                  2. Język polski jest bardzo trudny, i pod względem wymowy i gramatyki. Bez
                  ciumkania, tych wszystkich hau-hau, dada, brum-brum, dziecko nie miałoby
                  wczesnej możliwości porozumienia z nami. To jest jak rowerek trzykołowy, etap
                  przechodni. Taki dodatkowy obcy język, bardzo pożyteczny.

                  Syn miał 13 miesięcy. My do niego literacką polszczyzną, a on ani be ani me.
                  Pojechaliśmy do dziadków, a tam kuchnia na węgiel.
                  Tłumacze małemu,że to gorące. A dziadek: "Si!"
                  - Jakie si? Mówi się gorące!
                  A dziadek swoje.
                  Ale potem daję małemu kaszę, a on wypluwa i mówi "si".
                  Rzeczywiście było za gorące.
                  Czyli ciumkanie dało mu możliwość przekazania informacji.

                  Jak półtoraroczniak ma przekazać mamie,że ma ochotę na przechadzkę?
                  Co łatwiej wypowiedzieć, przechadzka, czy dada?

                  Jednego nie znoszę : ciumkania między dorosłymi.
                  Jak czytam na forum o córciach, synusiach, cycusiach, to zęby mnie bolą.
                  • makurokurosek Re: Myslę, że to zależy 12.11.07, 14:52
                    dziecko oczywiście ciumcia po swojemu,dla niego to naturalny etap rozwoju, ale
                    rodzic jako dorosła osoba takowy etap już przeszła i nie powinna sie cofać.
                    Nigdy do małej nie ciumciałam, mała przechodziła etap am, hau hau, miał i innych
                    odgłosów, bardziej wynikało to ze skracanie słów trudnych do powiedzenia, jak i
                    naśladowania zwierząt. Sama nigdy nie powiedziałam o dada hau ,skoro dada to
                    dla ciebie spacer ( czyli piesek na spacerze , pomimo ,iż mała mówiła mama miał
                    ). Nie naśladowałam jej mowy, lecz starłam sie ją rozumieć i powtarzać pytaniem
                    np po usłyszeniu pfićććććććććć zadawałam pytanie czy chce pić. Jeżeli ktoś chce
                    zrozumieć dziecko to i bez ciumciania je zrozumie.
                    "1.Pamiętacie, jak Ania z Zielonego Wzgórza wzięła po raz pierwszy w ramiona
                    > swego synka, i - odrzucając naukowe rady - natychmiast nazwała go najsłodsz
                    > ą
                    > kiciunią, która ma rączulki, etc?"

                    to przykład zdrabniania nie ciumciania.
                    • olamazur Re: Myslę, że to zależy 12.11.07, 15:01
                      > mała przechodziła etap am, hau hau, miał i innych
                      > odgłosów, bardziej wynikało to ze skracanie słów trudnych do
                      > powiedzenia, jak i naśladowania zwierząt.

                      Skąd znała słowa am, hau hau i miał? Musiał jej ktoś dorosły
                      powiedzieć. O ile kotek rzeczywiście robi "miał", to pies
                      zdecydowanie nie robi "hau hau" - przynajmniej te w mojej okolicy
                      robią raczej "łoł łoł", a jedzenie również nie powie o sobie tak,
                      by dziecko sobie to skróciło do "am". Ktoś za Twoimi plecami nauczył
                      Twoje dziecko słowa "am" czy jak?
                      • makurokurosek Re: Myslę, że to zależy 12.11.07, 18:14
                        odgłosy zwierząt zna ze wspólnego oglądania książek i opowiadania jak robią
                        poszczególne zwierzęta ( ja jestem kiepska w naśladowaniu zwierząt i dla mnie
                        pies robi hau hau ) . Am nauczyła się też przy jednej z książek sorki ale nie
                        wiem jak robi żyrafa , więc zwierzęta których nie byliśmy w stanie naśladować
                        robiły " mniam, mniam jakie dobre listki " stąd prawdopodobnie pochodzi skrót am
                        przekształcający sie później w słowo mniam. Dodam że nie jestem w stanie
                        dokładnie opisać co niektórych słów Tosi , które dzięki temu że my mówi
                        • makurokurosek Re: Myslę, że to zależy 12.11.07, 18:24
                          sorki ale Tosia mnie wywaliła. Prawdopodobnie dzięki temu , że my mówiliśmy
                          poprawnie Tosia dość szybko uczyła się poprawnych form. nasze poprawianie
                          polegało na powtórzeniu po dziecku w formie pytania poprawnego wyrazu.
                      • asia_i_p Re: Myslę, że to zależy 14.11.07, 00:23
                        Kotki dla mojej córki nie mówią "miau". One mówią "łaa" od mniej
                        więcej roku i chociaż mówi już "kangan" na kangura, a nawet "bomba"
                        i "bęben", kot jest nadal "łaa".
                  • sir.vimes Ania z Zielonego Wzgórza 14.11.07, 10:58
                    Jeżeli dobrze pamiętam tam chodziło o zdrobnienia i pieszczotliwe określenia nie
                    seplenienie - nazwać dziecko najsłodsza kiciunia to jednak zupełnie co innego
                    niż "slociutką luzycką".
        • marghe_72 Re: Myslę, że to zależy 12.11.07, 18:24
          sir.vimes napisała:

          > Do mojego dziecka mówiono "literacko" (nie było nigdy miaua i hau-
          haua , nie
          > wspominając o pieseckach) a bez problemu zaakceptowało fakt
          istnienia języków
          > obcych.
          > Może dlatego, że zamiast "innej polszczyzny" w domu funkcjonowały
          dwa języki
          > obce (jednego intensywnie uczę się i używam od lat - ja, drugiego -
          mój mąż).
          > IMO bez piesecków się obejdzie.

          moje zaakceptowało mimo tego, ze posługiwaliśmy się w miarę poprawną
          polszczyzną smile

          Mówienie do dziecka jak do "normalnego" (pardon) człowieka
          procentuje. I nie chodzi o brak zdrobnień
          tylko o owo ciumkanie

          chodź maleńśtwo, mamusia zabiezie ciólećikę ajta

          Kurka, po jakiemu to jest?
          • nangaparbat3 Re: Myslę, że to zależy 12.11.07, 22:56
            Jak we wszystkim, trzeba byc elastycznym. Pamietam, ze do naszego rodzinnego
            slownika weszło wiele slow "wymyslonych" przez małą, kiedy uczyła sie mowić.
            Myslę, ze oprocz zwracania się do dziecka zwyklym literackim jezykiem, dobrze
            czasem sie z nim pobawić "ciumkaniem".
            Jednoczesnie pamietam, ze do szału doprowadzały mnie słowa z "ciumkomowy" jakby
            na sioile uzywane przez moja babcie, kiedy zwracała się do malej. Ale to nie
            były słowa mojej corki, tylko jakies z dzieciństwa babci, dla nas kompletnie
            niezrozumiałe, nie przez małą wymyslone - i dlatgo zupełnie niepotrzebne, a
            nawet irytujace.
            • beti222 Re: Myslę, że to zależy 14.11.07, 13:49
              Moja chrześnica jak miała 2 lata mówiła na psa "ałła" i wcale nie
              chodziło o to, że ją coś boli. Ja nie mam wpływu na to jak jej
              rodzice do niej mówią, ale żeby dwuletnia dziewczynka mówiła na psa
              ałła to trochę przesada smilesmile Teraz ma prawie trzy i mówi poprawnie
              pies smilesmile
              Z kolei koleżanka przyszła kiedyś do mnie ze swoją 6-ścio miesięczną
              córką. Była jeszcze druga koleżanka, która nie ma dzieci i podobnie
              jak ja ma nie duże pojęcie o tym jak nawiązać kontakt z tak małym
              dzieckiem. Wzięła dziewczynkę na ręcę, po czym mała z zachwytem
              patrzyła na żyrandol, a koleżanka próbując cokolwiek do małej
              powiedzieć mówi "żyrandol ?? , Oliwko powiedz żyrandol" i nagle
              wszystkie trzy wybuchłyśmy smiechem. Wynikało to nie z braku wiedzy
              tylko z próbą porozumienia się z dzieckiem w dość nietypowy jak na
              taki wiek dziecka sposób. To tak w formie żartu. Pozdrawiam smilesmile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja