Nerwowe dziecko

10.11.07, 16:10
Witam. Jestem mamą 3 letniej Oli. Ola jest bardzo żywym ,
spostrzegawczym dzieckiem. Jest wesołą, mądrą dziewczynką. Wszystko
byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że nie potrafię sobie poradzić z
pewną rzeczą, która cechuje Olę, a mianowicie to, że prawie wszystko
ją irytuje. Na przykład karze mi wycierać sobie rączki, które już są
wytarte, nie podoba jej się daszek w spacerówce, nie podoba jej się
ściągacz w kurtce, nie pasuje jej wiele rzeczy. A najgorsze jest to,
że dostaje przy tym histerii. Nie pomagają żadne tłumaczenia,
odwrócenie uwagi. Ola się drze niemiłosiernie. Ja zanoszę ją do
swojego pokoju, żeby się tam wypłakała, ale to nic nie pomaga, jest
jeszcze gorzej. Nie wiem co robić. Może ktoś miał takie
doświadczenia ze swoim dzieckiem. Boję się, że wpadnie w jakąś
nerwicę moje dziecko.
    • ejka.pe Re: Nerwowe dziecko 10.11.07, 19:49
      Co to znaczy "każe mi"? To Ty jesteś mamą. Ty decydujesz, że koniec
      wycierania, skoro już rączki wytarte.
      Ja bym powiedziała: kochanie, rączki są czyste, wycieranie skończone.
      Tylko spokojnie i bez nerwów.
      A najlepiej niech sobie wytrze sama, skoro według niej jeszcze
      brudne - trzyletnia dziewczynka na pewno to potrafi. W ten sposób
      nie ulegniesz jej "widzimisię", a jednocześnie wyrazisz szacunek dla
      jej uczuc.
      Nie podoba ci się wózek? Ok, pójdziemy na spacer bez wózka,
      rozumiem, że ten kolor nie w twoim guście.

      Chyba większośc tych fochów należałoby po prostu zignorowac i
      przeczekac. Nie skupiac się na nich, nie karac, nie kazac się
      wypłakiwac. Chwalic jak najczęściej za współpracę i wszystkie
      pozytywne zachowania. Byc pomysłowym rodzicem, nie zmuszac do czegoś
      (zamiast np. załóż kurtkę - wolisz tą kurteczkę czy ten płaszczyk na
      dzisiejszy spacer?). Możliwości jest wiele, należałoby je dostosowac
      do własnego dziecka.
      Życzę Ci powodzenia.
      • ania1500 Re: Nerwowe dziecko 10.11.07, 21:27
        ejka.pe napisała:

        > Co to znaczy "każe mi"? To Ty jesteś mamą. Ty decydujesz, że
        koniec
        > wycierania, skoro już rączki wytarte.
        > Ja bym powiedziała: kochanie, rączki są czyste, wycieranie
        skończone.
        > Tylko spokojnie i bez nerwów.
        > A najlepiej niech sobie wytrze sama, skoro według niej jeszcze
        > brudne - trzyletnia dziewczynka na pewno to potrafi. W ten sposób
        > nie ulegniesz jej "widzimisię", a jednocześnie wyrazisz szacunek
        dla
        > jej uczuc.
        > Nie podoba ci się wózek? Ok, pójdziemy na spacer bez wózka,
        > rozumiem, że ten kolor nie w twoim guście.
        >
        > Chyba większośc tych fochów należałoby po prostu zignorowac i
        > przeczekac. Nie skupiac się na nich, nie karac, nie kazac się
        > wypłakiwac. Chwalic jak najczęściej za współpracę i wszystkie
        > pozytywne zachowania. Byc pomysłowym rodzicem, nie zmuszac do
        czegoś
        > (zamiast np. załóż kurtkę - wolisz tą kurteczkę czy ten płaszczyk
        na
        > dzisiejszy spacer?). Możliwości jest wiele, należałoby je
        dostosowac
        > do własnego dziecka.
        > Życzę Ci powodzenia.
        >
        >
        >
        >
        zgadzam sie w 100%,a nabawi sie nerwicy jesli bedziesz ja
        zostawiac,sama sobie placzaca,ja nie uznaje czegos takiego jak dac
        dziecku sie wyplakac,wtedy moze sie czus opuszczone.powinnas byc
        przy niej i starac sie uspokoic,az do skutku.
        • lila1974 Re: Nerwowe dziecko 10.11.07, 22:25
          Myślę aniu, że nie do końca masz rację.
          Z całą pewnością trzeba się rozeznać, czy "ryk" to zwykła histeria,
          czy jednak coś więcej.

          Mam dwie córki o zupełnie odmiennych charakterach, a jednak jest
          między nimi wspólny mianownik - uspokajanie histerii prowadziło do
          eskalacji zjawiska - zlekceważenie jej jakoś dziwnie szybko
          prowadziło do uspokojenia.

          A dzieci w wieku córki autorki tak maja - mają swoje maniactwa,
          upodobania i widzimisie - należy to przyjąć do wiadomości i nie
          panikowac smile
          • ania1500 Re: Nerwowe dziecko 10.11.07, 22:33
            lila1974 napisała:

            > Myślę aniu, że nie do końca masz rację.
            > Z całą pewnością trzeba się rozeznać, czy "ryk" to zwykła
            histeria,
            > czy jednak coś więcej.
            >
            > Mam dwie córki o zupełnie odmiennych charakterach, a jednak jest
            > między nimi wspólny mianownik - uspokajanie histerii prowadziło do
            > eskalacji zjawiska - zlekceważenie jej jakoś dziwnie szybko
            > prowadziło do uspokojenia.
            >
            > A dzieci w wieku córki autorki tak maja - mają swoje maniactwa,
            > upodobania i widzimisie - należy to przyjąć do wiadomości i nie
            > panikowac smile
            >
            moze masz racje,ale bardzo boje sie placzu swojego dziecka,wole
            robic tak aby tylko nie plakala,bo mi serce peka,ja bym nie
            zostawila swojej corki placzacej za nic na swiecie, zrobila bym
            wszystko co chce aby tylko nie plakala.jak bym zostawila placzace
            dziecko w obecnosci mojego meza to chyba by zmienil matke swojemu
            dziecku.
            • lila1974 Re: Nerwowe dziecko 10.11.07, 23:08
              Dziecko płaczące a dziecko histerycznie domagające się czegoś to
              OGROMNA różnica smile

              Jesli rzeczywiście zamierzasz dotrzymac słowa, to już powinnam Ci
              współczuć - wychowsz terorystę - dobrze radzę - dokonaj poprawek w
              swoim podejściu smile
              • aga9815 Re: Nerwowe dziecko 14.11.07, 08:13
                Na początku próbuję ją uspokoić, pytam czego chce, ale to nic nie
                daje. Odchodzę od niej, póżniej znowu przychodzę, próbuję uspokoić.
                Najpierw staram się nie denerwować, ale po półgodzinnym ryku zaczyna
                mnie ponosić czasami krzyknę na nią. Kiedy nie płacze poświęcam jej
                dużo czasu, rozmawiam z nią, przytulam, bawię się, nagradzam ją za
                dobre zachowanie, ciągle ją chwalę. Ale kiedy dziecko wpada w
                histerię nie można chyba dawać mu czekoladek żeby przestało płakać.
                Tylko nie wiem czy niedługo tak nie zacznę robić, bo wiem, że tylko
                słodycze potrafią odwrócić jej uwagę.Ona uwielbia słodycze i często
                nagradzam ją nimi, więc nie wiem, czy Ola nie odbierze tego tak:
                płaczę, więc dostaję za to nagrodę.
                • jola_ep Re: Nerwowe dziecko 14.11.07, 09:29
                  > Na początku próbuję ją uspokoić, pytam czego chce, ale to nic nie
                  > daje.

                  To może spróbuj nie uspokajać? Przykucnij obok, powiedz, że poczekasz, aż się
                  uspokoi. Warunek jest jeden - musisz być absolutnie spokojna. Mój synek miewał
                  takie napady w wieku ok. 2,5 lat. Średnio 20 min. Dłużej, gdy na początku
                  próbowałam uspokoić.
                  Ewentualnie spróbuj odchodzić i przychodzić, ale również bez uspokajania.
                  Odwracanie uwagi: np. zainteresowanie jakąś czynnością dopiero potem, gdy
                  pierwsze emocje dziecka opadną. Nie wszystkie dzieci są podatne w jednakowym
                  stopniu na odwracanie uwagi.

                  > Tylko nie wiem czy niedługo tak nie zacznę robić, bo wiem, że tylko
                  > słodycze potrafią odwrócić jej uwagę.

                  Sama chyba czujesz, że zły pomysł.

                  >Ona uwielbia słodycze i często
                  > nagradzam ją nimi

                  Nagradzanie słodyczami też mi się bardzo nie podoba.

                  Pozdrawiam
                  Jola
            • nangaparbat3 Aniu 11.11.07, 19:05
              To bardzo źle, że boisz sie płaczu Twego dziecka.
              Podobnie jak Ty, nie dawałam corce płakać, nie zostawiałam jej wtedy samej,
              nigdy lub prawie nigdy, bo mogę nie pamietać. Nigdy nie nazywałam jej placzu
              histrią i dziwi mnie, ze tak często pada na forum to słowo.
              Ale co innego nie zostawiać płaczącego dziecka, bo nas potrzebuje, bo chcemu mu
              pomóc, bo zwyczajnie - jak dziecko płacze, trzeba utulić, ja mam taki odruch.
              Ale to nie znaczy, ze wolno bac się płaczu. Dziecko ma prawo do płaczu - tak
              zreszta jak kazdy inny człowiek. Bojac się jej płaczu, nie akceptujesz go. To
              dziecku na pewno szkodzi.
              Na Twoim miejscu przegadalabym tę spraę z psychologiem - co Tobie, jako dziecku,
              robiono, ze nie mozesz znieść płaczu córeczki?
              Powinnas to jakoś koniecznie przepracować - dla niej.
              • jola_ep Re: Aniu 11.11.07, 20:05
                > Podobnie jak Ty, nie dawałam corce płakać, nie zostawiałam jej wtedy samej,
                > nigdy lub prawie nigdy, bo mogę nie pamietać.

                Podobnie miałam smile

                > Ale to nie znaczy, ze wolno bac się płaczu. Dziecko ma prawo do płaczu - tak
                > zreszta jak kazdy inny człowiek. Bojac się jej płaczu, nie akceptujesz go.

                Mądre słowa smile)
                Mam dziecko, które lubiło i lubi wypłakać się na moim ramieniu: bo tęskni, coś się stało, czegoś zabrakło, albo zwyczajnie taki ma nastrój. Musiałam się nauczyć, że to nic strasznego.

                Pozwalając na płacz - pozwalamy dziecku na wyrażenie jego uczuć. Akceptujemy je w całości.

                Wczoraj mój ośmiolatek płakał, bo mu ukochany kaktusik usechł. Takie drobne smuteczki, ale dla dzieci niezwykle ważne. Nie można ich uniknąć.

                Moja córa w wieku 7 lat chciała zostać sama na parę dni u babci. Powiedziała mi: "mama, ty jedź, ja wiem, że będę płakać, ale ty jedź". I rzeczywiście wieczorem ryczała przy ukochanej babci (ale ona umie towarzyszyć dziecku w smutku), a w dzień bawiła się świetnie smile U drugiej babci nadal nie chce zostawać, choć bardzo ją lubi. Bo wie, że ona nie potrafi zaakceptować jej płaczu: szuka powodu, stara się za wszelką cenę ją uspokoić. Więc przy niej "trzyma fason" - trochę dlatego, że nie chce jej smucić. I na wszelki wypadek u niej nie spędza nocy (bo co jak ją smutek rozstania dopadnie?) Na ostatnich wakacjach, gdy byliśmy u moich teściów, spotkała ją przykrość - i widziałam jak bardzo było jej źle, ale udawała, że nic się nie stało... Było to dla niej takie trudne. Zaciągnęła mnie gdzieś w kąt i wyryczała swój żal i rozpacz. Tak bardzo tego potrzebowała.

                Jeśli nie nauczysz się akceptować płaczu swojego dziecka, może się zdarzyć, że tak jak moja teściowa, nie uda Ci się nawiązać z nią pełnego kontaktu. Gorzej - nie będziesz w stanie jej pomóc... I wszystkie Twoje intencje obrócą się przeciwko Twojemu dziecku i Tobie. Choć może ono odnajdzie wsparcie w kimś innym... Chcesz tego?

                O wymuszaniu nie piszę. Bo pewnie zgadzasz się na razie na wszystko i nawet nie zauważasz, że dziecko Tobą manipuluje.

                Pozdrawiam
                Jola
        • ejka.pe aniu1500 11.11.07, 10:14

          > >
          > zgadzam sie w 100%,a nabawi sie nerwicy jesli bedziesz ja
          > zostawiac,sama sobie placzaca,ja nie uznaje czegos takiego jak dac
          > dziecku sie wyplakac,wtedy moze sie czus opuszczone.powinnas byc
          > przy niej i starac sie uspokoic,az do skutku.

          Nie chodziło mi o "uspokajanie aż do skutku", tylko o to, by nie
          izolowac gdzieś, nie zamykac, nie kazac siedziec w samotności.
          Ewentualnie posiedziec gdzieś z dzieckiem razem jako towarzysz
          niedoli. A przy tym - nie ulegac zachciankom i ewidentne fochy
          ignorowac. Pokazac dziecku, że jego zachowania też niosą jakieś
          konsekwencje. Nie podoba ci się wózek? - ok, pójdziesz na spacer
          piechotą. Nie proponowac: dobrze, maleńka, to nowy kupimy, bylebyś
          nie płakała!
          • jola_ep Re: aniu1500 11.11.07, 20:07
            > Nie chodziło mi o "uspokajanie aż do skutku", tylko o to, by nie
            > izolowac gdzieś, nie zamykac, nie kazac siedziec w samotności.
            > Ewentualnie posiedziec gdzieś z dzieckiem razem jako towarzysz
            > niedoli.

            Popieram smile
            Szczególnie, że próby uspokajania mojego synka, gdy miał 2,5 lat tylko go jeszcze bardziej "nakręcały". Dopiero mój spokój pozwalał mu się uposkoić.

            Pozdrawiam
            Jola
            • ania1500 Re: aniu1500 11.11.07, 23:02
              ja mialam normalny dom i nikt mi nic zlego nie robil,poprostu ja
              sobie postanowilam,ze tak bedzie u mnie w domu no i jest.a czy to
              dobrze?nie wiem.
    • marta.m2 Re: Nerwowe dziecko 12.11.07, 15:01
      Aga, mój starszy synek też ma takie różne fochy (fobie). Nie znosi
      np. żadnych guzików czy zapięć w bluzach, nie lubi jeansów. I to
      staram się uszanować - nie ubieram go w to co mi się podoba, tylko w
      to co on lubi. Natomiast kiedy dostawał histerii (teraz już się to
      praktycznie nie zdarza), mówiłam że nie rozumiem tych krzyków, więc
      nie mogę mu pomóc. Jak się uspokoi, to może do mnie przyjść, a wtedy
      poszukamy jakiegoś rozwiązania. I naprawdę to skutkowało. Zresztą
      owocuje to i dziś, bo kiedy styka się z jakimś problemem, to sam
      szuka rozwiązań, a dodam że syn ma niespełna 5 lat.
      • aga9815 Re: Nerwowe dziecko 13.11.07, 21:55
        Dzięki za odpowiedzi, ale ja naprawdę sobie nie radzę. Dzisiaj Ola
        dostała takiej histerii, że darła się i kopała w podłogę godzinę. A
        wszystko zaczęło się od tego, że bluzeczka się żle układała. Nie
        dałam rady jej poprąwić, bo było ciągle żle, i zanosiła się od
        płaczu. Póżniej zdarła z siebie rajstopki i całą resztę, posikała
        się przed sedesem, choć wcześniej próbowałam ją na nim
        posadzić,potem się darła że jej zimno. Trzy razy próbowałam ją
        ubrać, ale ciągle kopała nogami i się darła. Ryczała i drapała się
        po całym ciele. W międzyczasie krzyczała o picie i poduszkę. dałam
        jej to, ale poduszkę wyrzuciła przez drzwi, picia wcale nie ruszyła.
        Po jakimś czasie się uspokoiła . Mąż usłyszał od sąsiada że Ola tak
        płacze jakbyśmy ją katowali, a chyba cały blok słyszy jak Ola się
        drze. Ja naprawdę nie wiem jak z nią postępować....
        • lila1974 Re: Nerwowe dziecko 14.11.07, 00:02
          A co Ty robisz w tym momencie? Gdzie jesteś? Jak reagujesz?
          • aga9815 Re: Nerwowe dziecko 14.11.07, 08:31
            Przepraszam, odpowiedż na to pytanie niechcący wysłałam troszkę
            wyżej, tj chyba siódma odpowiedż od góry.
        • ada828 Re: Nerwowe dziecko 14.11.07, 09:31
          Stosuję zasadę, iż nie negocjuję z rozkrzyczanym dzieckiem, bo to
          tylko prowadzi do eskalcji histerii.
          Kiedy moje córka się złości to najpierw jej mówię, ze ma się
          uspokoić, a potem dopiero będziemy rozmawiać. Cały czas jestem przy
          niej, a jeśli widzę, ze histeria jest oznaką jej smutku, to ją
          przytulam i po prostu jestem z nią, aż się nie uspokoi. Dopiero
          wtedy wracam do przyczyny agresji i próbuję razem córką znaleźć
          jakieś rozwiazanie na przyszłość.
          Nie lubię, kiedy się złości, ale z drugiej strony czasami żal mi
          całkiem rozgarnietej osóbki w małym, chwilami nieporadnym ciałku.
          • mamamartynki1 Re: Nerwowe dziecko 22.11.07, 13:14
            Kurcze mam podobny problem z moją 3 letnią córką.
            Nie wiem jak z nia postępować gdy dostaje histerii wymuszając. W
            ataku agrsji każe sobie wycierać oczy zapłakane i to jest kolejny
            powód jej do złośći. Mówię jej że ma rączki daję jej chusteczkę i
            może sama sobie wytrzeć oczki. Chwilę się złości ale w końcu
            wyciera. Tak jest za każdym razem. Strasznie sie irytuje gdy jej coś
            nie wychodzi , poddaje sie się i mówi że nie umie albo nie może.
            Nawet przy zdejmowaniu kapci czy spodni. Ignoruje jej ten płacz
            stwierdzając stanowczo, że porozmawiamy że przytulę jak sie uspokoi.
            A ona płacząc mówi" Mamo już nie będę" "Już się uspokiłam" I co ja
            mam w takiej sytuacji zrobić skoro ona ciąge płacze a za chwilę
            znowu krzyczy i tupie?
            • mmala6 Re: Nerwowe dziecko 19.12.07, 11:13
              podłączam się pod wątek i pytam mam starszych dzieci- czy to mija??
              bo ja już nie wyrabiam z moim trzylatkiem....Tylko mój nie wymusza
              rzeczy typu 'chcę ciastko/autko/kuretczkę zieloną'etc. Tu się
              dogadujemy szybko i on wie, że nie znaczy nie i nie ma co jęczeć.
              Największe problemy mamy z porannym wyjściem kiedy nie mam czasu
              aby 'przeczekiwać' jego histerie, bo po prostu muszę jechać do
              pracy.A on potrafi przez 30min rano wrzeszczeć na całe osiedle, że :
              chce jeszcze poleżeć, że chce do tatusia, że nie chce się ubierać,
              że nie chce do żłobka, że nie chce jechać autkiem, do tego dochodzi
              kopanie mnie jak go ubieram, wymachiwanie rękami, rzucanie ze złości
              zabawkami....Fajnie powiedzieć:poczekać aż dziecko się uspokoi ale
              ja nie mam czasu aby czekać! musiałabym go budzić pół godziny
              wcześniej czyli ok 6-tej ale chcę aby jak najdłużej pospał. Może
              powinnam dać mu godzinę na rozruch? (o 7.15 powinniśmy wyjechać z
              domu, żebym zdążyła do pracy)Ale żal mi go budzić w środku nocy.
              Nie dziwię się, że prostestuje ale forma i decybele tego protestu
              mnie osłabiają i psychicznie i fizycznie. On po takim darciu jest
              tak wymęczony, że siedzi cicho przez cała drogę....Oczywiście jak po
              tym ataku się z nim rozmawia, to on wszystko rozumie, przeprasza,
              mówi, że nie będzie tak krzyczał, że nie będzie bił mamusi etc. Ale
              za chwilę trzeba się rozebrać w żłobku i znowu jest to samo.
              Naprawdę mam dość i nie wiem jak sobie z tym radzić.
    • krwawakornelia Ale to jest zachowanie ktore sie zdarza 19.12.07, 12:26
      i jest dosc normalne.
      Ja bym jej nie tlumaczyla, i akceptowala stan rzeczy ze placze. Nie
      reagowala na to specjalnie, dala sie wyplakac. I powoli uczyla ja
      przyjmowac rzeczy takimi jakimi sa,
    • mama007 Re: Nerwowe dziecko 20.12.07, 10:33
      jakbym to wszystko czytala o moim dziecku... u mojej pojawilo sie to
      pozniej, ma ponad 4 lata.
      ale ja juz sily nie mam.
      a haslo 'przyjdz jak sie uspokoisz' dziala jeszcze gorzej, normlanie
      jak plachta na byka..
      • asie3 Re: Nerwowe dziecko 01.01.08, 20:01
        czy traktujesz ja jak osobe? czy jak dziecko bezbronne bez osobowosci? niczego Ci nie zarzucam. sama mam male dziecko i chce zrozumiec co ja mam robic. staram sie. pomaga informowanie na przyklad, ze za 5 minut cos zrobimy, wtedy dziecko ma czas to sobie zaplanowac, wie, ze zostanie oderwane od zabawy. staram sie mojego synka traktowac jak dorosla osobe, rozumiec, ze ma swoje preferencje tak jak ja. i nigdy go nie zmuszam, bo ja wiem lepiej, albo bo trzeba. pozwolam mu byc soba. nigdy go nie uderze, nie bede szarpac. nie jestem cudowna matka, ale staram sie
        • hanka4 Re: Nerwowe dziecko 03.01.08, 00:45
          Ten problem dotyczy również nas - mam 3-letnią córkę, której
          zachowania są bardzo podobne do opisywanych. Z byle powodu zaczyna
          wrzeszczeć, bo to nie jest płacz, a wrzask jakby obdzierano ją ze
          skóry. Wymyśla sobie absurdalne powody, mam wrażenie, że robi mi na
          złość tym krzykiem. Jest spokojna jak aniołek i nagle atak. Dzisiaj
          wróciłyśmy od babci, wysiadamy z auta, a ona w krzyk, że chce z
          powrotem do babci. I wrzeszczała tak aż do 4 piętra: chcę do babci,
          babcia ratuj, nie chcę do domu! Dziwię się, że jeszcze nikt z
          sąsiadów nie wezwał policji.

          Bardzo często są też problemy z ubieraniem. Chce gdzieś wyjść, a nie
          chce się ubierać, ucieka mi, bawi się. I nie pomagają teorie
          rodzaju, że trzeba uprzedzić dziecko, że zaraz wychodzimy i za 5
          minut będziemy się ubierać, zachęty co zobaczymy po drodze itp.
          Wczoraj ubierałam ją 2 godziny zanim wyszłyśmy z domu.

          Nie pomaga żadne pocieszanie, przytulanie, bo jak wpadnie w amok, to
          nic nie słyszy i mnie odpycha. Dopiero jak się trochę uspokoi daje
          sie przytulić i wtedy przeprasza i obiecuje, że już nie będzie.
          Jestem naprawdę bardzo cierpliwa, ale są sytuacje, że musimy wyjść
          na określoną godzinę i wtedy robi się nerwowo - krzyczę, a bywało,
          że dostawała klapsa.

          Już nie mogę, jak myślę o wyjściu z domu boli mnie żołądek z nerwów.
          Kupiłam sobie środki uspokajające, ale niewiele pomagają. Dzisiaj
          jak mogłam odwlekałam czas odebrania córki z przedszkola. Płaczę z
          bezsilności wieczorami, jak mała śpi. A zawsze chciałam mieć
          córeczkę, bo "dziewczynki są grzeczniejsze". Myślę o pójściu z nią
          do psychologa, ale co on mi powie, czego już nie wiem? Mam
          wykształcenie pedagogiczne (nauczyciel dziecko młodszego) i ciągle
          czytam na ten temat, a nic nie mogę poradzić. Dobrze problem opisany
          jest w artykule
          www.edziecko.pl/przedszkolak/1,79345,4755727.html
          rada- cierpliwie przeczekać, tylko skąd brać tę cierpliwość?
          Koleżanka mi poradziła, żeby dawać małej Melisal, ziołowy środek na
          uspokojenie, ale mam wrażenie, że po nim jest tylko gorzej.

          I jeszcze jedno - rodzice, którzy mają normalne, grzeczne dzieci,
          nigdy nie zrozumieją problemów rodziców dzieci nerwowych,
          wybuchowych. I na nic ich rady. Nie pomoże analizowanie swoich
          przeżyć z dzieciństwa. Nie da się opanować erupcji wulkanu. Co
          innego płacz dziecka z powodu uschnięcia kaktusika, a co innego
          płacz bez powodu, albo z jakiejś urojonej przyczyny.
          Dlatego proszę rodziców dzieci wybuchowych - pomóżcie, może macie
          jakieś sposoby, może są jakieś leki wyciszające dziecko (w artykule
          jest mowa, że przyczyną jest prawdopodobnie brak jakiegoś składnika
          w systemie nerwowym - może ktoś trafił na coś skutecznego?)
          I jeszcze jedno - moje dziecko miało taki kryzys 2 miesiące temu.
          Przezwyciężyłyśmy go. A teraz znowu. Jeśli to jeszcze potrwa, chyba
          sama zgłoszę się do szpitala dla nerwowo chorych.
          • liberata Re: Nerwowe dziecko 03.01.08, 01:30
            Ranne wyjścia są najgorsze.
            Zastanawiam się właśnie, czy nie wato byłoby wanająć pani na
            godzinę/dwie, w zależności od potrzeb, która przychodziłaby na
            krótko przed wyjściem mamy. Jeśli dziecko byłoby nie ubrane, nie
            najedzone - trudno, idzie z panią. Pani mogłaby bez irytacji
            przeczekać atak dziecka i potem spokojnie je ubrać. Natomiast mama
            nie szamotałaby się w rozpaczy próbując się nie spóźnić. To dałoby
            duży komfort psychiczny i mamie i dziecku, bo wiadomo że stres
            potęguje napięcie i stąd łatwo do histerii.
            To tylko taki pomysł.
            • mmala6 Re: Nerwowe dziecko 03.01.08, 09:21
              U mnie opcja z panią nie przejdzie, bo ja dziecko muszę zawieźć do
              żłobka samochodem a nie chcę aby ktoś obcy go woził.Poza tym to
              musiałby być ktoś znajomy, kogo syn zna a nie tak nagle sobie ktoś
              przyjdzie. Choć pewnie przed obcym czułby większy respektwink
              Niestety ja nie mam żadnej rady, wszystkie porady tutaj udzielane są
              bezskuteczne. Od świąt Młody ma 'urlop', nigdzie nie musimy
              wychodzić na czas, więc i problemu nie ma, bo mam czas aby poczekać
              aż łaskawie zdecyduje się ubrać.
              Czasem pomaga (ale tylko czasem)zatrzymanie się i 'cofnięcie' filmu
              i kilka klatek aby znaleźć źródło problemu. Np wczoraj syn zrobił w
              łazience mężowi mega histerię przed kąpielą, jak weszłam do łazienki
              to okazało się, że to mąż zdjął Młodemu koszulkę i wrzucił do kosza
              z brudami a Młody chciał to zrobić SAM. Ale tak wrzeszczał, że nie
              można było zrozumieć o co mu chodzi. Słowo do słowa i trzeba było
              założyć mu tę koszulkę aby mógł sam zdjąć i sam włożyć do kosza z
              brudną bielizną.I spokój. Ale to są sytuacje kiedy syn sam wie o co
              mu chodzi, a najczęściej jest tak, że nie wie i wtedy 'stopklatki'
              nie pomagają tylko jeszcze bardziej go nakręcają.
              I jeszcze jeden 'sposób'- wymęczyć dzieciaka na dworzewink))
              • asie3 Re: Nerwowe dziecko 03.01.08, 19:10
                Powiem Wam szczerze, ze jak przeczytalam ten artykul na potralu gazety, do ktorego zamieszczony jest link, bardzo sie zdziwilam kto tam napisal takie farmazony i kto to zamiescil na jednym z glownych polskich portali. To bylo wczesniej, zanim widzialam ten watek na forum. Nie ma dzieci nadpobudliwych, agresywnych, nie ma dzieci z ADHD. To jakie sa nasze dzieci zalezy od ich wychowania i sa wyniki badan na bliznietach jednojajowych, ktore dowodza, ze te same geny w roznych domach (chodzilo o adopcje) uaktywniaja sie lub nie. Dlaczego nie zostac u babci dluzej, jesli Twoja coreczka tego chce? Dlaczego nie dac jej poczuc, ze tak bardzo ja kochasz i tak bardzo jest dla Ciebie wazna, ze zrobisz dla niej wszystko? Ktos powie: dasz palec, to wezmie cala reke. Nieprawda, zostac dluzej u babci to nic szkodliwego. Co innego kiedy chce bawic sie kablem i gniazdkiem (wtedy tlumaczymy, nie bijemy). Z mezem mozna dyskutowac czy zostajemy czy idziemy. Czasami zostajemy, bo maz chce. Czemu z dzieckiem nie? Rodzice nie pozwalaja dzieciom byc soba, wiedza lepiej co trzeba, w rezultacie dzieci nie moga byc soba. Od samego poczatku nasza osobowosc byla tlumiona przez rodzicow i stad potem depresje, bulimie, nalogi, najrozniejsze problemy. Niczego nikomu nie zarzucam. Po prostu mowie na bazie swoich doswiadczen. Wiem, ze sa rodzice, ktorzy walcza z dziecmi, zeby dziecko zlamac, dlaczego ono takie jest? Ono takie nie jest, jest ksztaltowane przez rodzicow i przez wychowanie. My nie umiemy wychowywac dzieci, bo nasi rodzice tez nie zawsze mieli czas traktowac nas z szacunkiem i nie nauczyli sie tego od swoich rodzicow. Moim zdaniem ta zlosc to bunt. Polecam komentarze do artykulu i ksiazki Alice Miller.
                • mmala6 Re: Nerwowe dziecko 04.01.08, 09:26
                  asie3 napisała:
                  Nie ma dzieci nadpobudliwych, agresywnych,
                  > nie ma dzieci z ADHD.

                  Mylisz się. Takie dzieci SĄ i udawanie, że ADHD to nie choroba to
                  zrobienie dzecku krzywdy.

                  To jakie sa nasze dzieci zalezy od ich wychowania i sa wy
                  > niki badan na bliznietach jednojajowych, ktore dowodza, ze te same
                  geny w rozny
                  > ch domach (chodzilo o adopcje) uaktywniaja sie lub nie.

                  Zalinkuj mi badanie które wskazują, że osobowość naszych dzieci
                  zależy TYLKO od wychowania.

                  Dlaczego nie zostac u b
                  > abci dluzej, jesli Twoja coreczka tego chce? Dlaczego nie dac jej
                  poczuc, ze ta
                  > k bardzo ja kochasz i tak bardzo jest dla Ciebie wazna, ze zrobisz
                  dla niej wsz
                  > ystko? Ktos powie: dasz palec, to wezmie cala reke. Nieprawda,
                  zostac dluzej u
                  > babci to nic szkodliwego. Co innego kiedy chce bawic sie kablem i
                  gniazdkiem (w
                  > tedy tlumaczymy, nie bijemy). Z mezem mozna dyskutowac czy
                  zostajemy czy idziem
                  > y. Czasami zostajemy, bo maz chce. Czemu z dzieckiem nie?

                  Dlatego, że to rodzic decyduje kiedy wychodzimy od babci, a nie
                  dziecko. Dlatego, że to rodzic decyduje czy na -10 zakładamy kurtkę
                  puchową a nie bluzę. Dlatego, że dziecko 2-3 letnie nie umie podjąć
                  decyzji, do podjęcia której jeszcze nie dorósł. I nie można dziecka
                  obarczać problemami decyzyjnymi, które go przerastają. Po to jesteś
                  matką aby tę odpowiedzialność, nawet kosztem protestu dziecka,
                  podjąć.

                  Rodzice nie pozwalaja
                  > dzieciom byc soba, wiedza lepiej co trzeba, w rezultacie dzieci
                  nie moga byc s
                  > oba. Od samego poczatku nasza osobowosc byla tlumiona przez
                  rodzicow i stad pot
                  > em depresje, bulimie, nalogi, najrozniejsze problemy. Niczego
                  nikomu nie zarzuc
                  > am.

                  Kogo masz na myśli używając liczby mnogiej??

                  Po prostu mowie na bazie swoich doswiadczen.

                  Aha, tylko siebie. Nie ogólniaj więc proszę.

                  Wiem, ze sa rodzice, ktorzy wa
                  > lcza z dziecmi, zeby dziecko zlamac, dlaczego ono takie jest? Ono
                  takie nie jes
                  > t, jest ksztaltowane przez rodzicow i przez wychowanie. My nie
                  umiemy wychowywa
                  > c dzieci, bo nasi rodzice tez nie zawsze mieli czas traktowac nas
                  z szacunkiem
                  > i nie nauczyli sie tego od swoich rodzicow.

                  Znowu liczna mnoga....w czyim imieniu mówisz? dlaczego nie
                  piszesz 'nie umiem wuchować dzieci, bo MOI rodzice nie zawsze mieli
                  czas traktować MNIE z szacunkiem....'.

                  Rzutujesz swoje doświadczenia z dzieciństwa na inne dzieci, a
                  postawę swoich rodziców na innych rodziców. Nie wszyscy rodzice są
                  tacy jak Twoi, i nie wszystkie dzieci doświadczają tego co Ty
                  doświadczałaś. Z Twojej pozycji łatwo jest przegiąć w drugą stronę,
                  więc na Twoim miejscu przyjżałabym się temu jak sama wychowujesz
                  swoje dziecko i przede wszystkim 'uleczyła' przeszłość i pogodziła
                  się z rodzicami.

                  Moim zdaniem ta zlosc to bunt.

                  Zgadzam się w całej rozciągłości, że złość to bunt.
                  • kocianna Re: Nerwowe dziecko 04.01.08, 21:35
                    Młoda miała taki okres po miesiącu chodzenia do przedszkola. Trwało to dobrych
                    kilka tygodni. Już przy wychodzeniu z przedszkola zaczynała się histeria (bo nie
                    chce czapki, bo chce czapkę, bo nieeee chceee do dooomuuuuuu, chceee zostaaac na
                    dwoooorzeeeee, bo będziesz mnie biiiiłaaaaaaaa - na całą klatkę schodową), i
                    dobrze było, jeśli po powrocie trzaskała drzwiami i rzucała w nie wszystkimi
                    zabawkami ze swojego pudełka, wyjąc przez pół godziny. Potem zbierała, mówiła
                    "już się napłakałam, mogę się z tobą bawić" i było git. Gorzej, jeśli się nie
                    wyżyła w ten sposób, wtedy była histeria z byle powodu co pięć minut. Minęło.
                    Ale bardzo długo jeszcze WSZYSTKIE polecenia wydawałam w formie "chcesz mnie
                    trzymać za prawą, czy za lewą rękę?" i nie rozstawałam się z minutnikiem (kiedy
                    zadzwoni, idziemy się myć) nastawionym na dwie minuty.
                    • asie3 Re: Nerwowe dziecko 05.01.08, 20:01
                      W wielu ksiazkach mozna o tym przeczytac, o wplywie wychowania na
                      dzieci. na przyklad w Inteligencji spolecznej Golemana. Linku nie
                      mam, bo to ksiazka, ale na pewno po wpisaniu w wyszukiwarke Alice
                      Miller mozna znalezc duzo informacji.

                      Wiesz, mi nie zalezy, zeby kogos przekonywac, udowadniac, ze mam
                      racje. Dziele sie tym co wiem, moze ktos skorzysta. Byla taka dluga
                      dyskusja na forum "bic dzieci, czy nie bic". Kto bedzie chcial
                      znajdzie sobie informacje czy bic i dlaczego nie, a komu latwiej dac
                      klapsa ten sobie to wytlumaczy, ze jako rodzic ma prawo i jeszcze
                      nazwie to, ze z milosci i dla dobra dziecka.

                      Mowiac "my" mialam na mysli wiekszosc ludzi. Nielatwo sie do tego
                      przyznac, ale tak jest, ze rodzice z braku czasu i przez stereotypy
                      nie traktuja dzieci z godnoscia i szacunkiem (nie mowie o biciu,
                      maltretowaniu, mowie o powszechnie akceptowanych sytuacjach, o
                      nieuznawaniu potrzeb dziecka, bo to dziecko, o niepozwalaniu na
                      placz, bo to halas, czyli o niezgodzie na okazywanie niezadowolenia
                      przez dzieci). Wychodze na ulice i widze jak mloda mama ciagnie
                      swoja corke za reke jak bezwolna kukielke, dziecko placze, opiera
                      sie, ale jest slabsze. ja wiem, ze mama moze byc zmeczona, nie miec
                      czasu, mam ochote zapytac czy obce dziecko tez by tak traktowala,
                      ale wiem, ze zareaguje atakiem. Chcialabym, zeby nasze srodowisko na
                      tyle sie zmienilo, zeby takie widoki byly nie do przyjecia, zebysmy
                      zastanawiali sie dlaczego dzieci placza, a nie zrzucali to na karb
                      genow (my=rodzice). I zeby takie artykuly jak ten na zamieszczonym
                      linku sie nie ukazywaly, bo moim zdaniem wprowadzaja rodzicow w
                      blad. Najwyrazniej cos jest nie tak i dziecko to
                      sygnalizuje, a rodzic ma myslec, ze to geny i czekac? Sama jeszcze
                      niedawno myslalam, ze moj syn jak zasluzy dostanie lanie. Nie
                      wiedzialam jaki to moze miec na niego wplyw, ale teraz juz wiem. Nie
                      wiedzialam co robic kiedy on chcial czegos innego niz ja. Teraz
                      wiem, ze wszystko czego potrzebuje to milosc, akceptacja i opieka. I
                      to jest lekarstwo na bunt. Dla mojego syna lekarstwem na nerwy jest
                      moja obecnosc, tulenie, moja uwaga. Czasem nie mam juz sily i mysle
                      poddam sie, ale jak on juz sie nasyci, zle nastroje mijaja, maly
                      zaczyna szalec z radosci i to jest moja nagroda. Moim zdaniem to nie
                      jest przesadzanie w druga strone. Znam rodzicow, ktorzy postepowali
                      podobnie i dalo to bardzo dobre rezultaty. Z drugiej strony wiem, ze
                      czasem mam ochote po prostu wejsc w stereotyp, wiedziec lepiej, miec
                      racje, bo tak byloby mi wygodniej, ale to jest akurat ta strona,
                      ktorej na pewno chce uniknac.
                      Pozdrawiam.
                      • jola_ep Re: Nerwowe dziecko 05.01.08, 20:29
                        > zastanawiali sie dlaczego dzieci placza, a nie zrzucali to na karb
                        > genow (my=rodzice).

                        Mam dwójkę całkowicie odmiennych dzieci, choć przecież wychowywałam je tak samo (niemal). Geny mają duży wpływ na nasze dzieci i warto to rozumieć, aby odpowiednio ustalić swoje oczekiwania i sposób postępowania z dzieckiem.

                        Z jednej strony masz rację, dziecko potrzebuje miłości, opieki i akceptacji. Ale akceptacji także jego wrodzonych cech. Ja z mojego synka introwertyka nie zrobię takiego ekstrowertyka jak jego siostra. Musiałam się nauczyć, że on potrzebuje innego mojego podejścia, aby się uspokoić, niż potrzebowała jego siostra itd. itp.

                        Owszem, warto słuchać i należy starać się zrozumieć swoje dzieci. Masz rację także w tym, że od najmłodszych lat warto też uwzględniać potrzeby dzieci i ich zdanie. Ale to powinien być układ: wysłucham ciebie, zanim podejmę decyzję, rozważę twoje argumenty, ale ostateczna decyzja należy do mnie.

                        > Sama jeszcze
                        > niedawno myslalam, ze moj syn jak zasluzy dostanie lanie.

                        A ja od początku wiedziałam, że nie będę bić moich dzieci. Tak zostałam wychowana smile

                        >Nie wiedzialam co robic kiedy on chcial czegos innego niz ja.

                        I co robisz, gdy on chce czegoś innego?

                        > Dla mojego syna lekarstwem na nerwy jest
                        > moja obecnosc, tulenie, moja uwaga.

                        Ostatnia rzecz, jaką potrzebuje mój syn jest w takim momencie, to moje tulenie. Trudno było mi to pojąć. Ale uznałam, że w końcu geny też mają jakiś wpływ.

                        > Z drugiej strony wiem, ze
                        > czasem mam ochote po prostu wejsc w stereotyp, wiedziec lepiej, miec
                        > racje, bo tak byloby mi wygodniej, ale to jest akurat ta strona,
                        > ktorej na pewno chce uniknac.

                        Po co z jednej skrajności wpadać w drugą????
                        Uwierz mi, dziecko POTRZEBUJE kogoś, kto będzie wiedział LEPIEJ, będzie miał RACJĘ. Dziecko nawet gdy się buntuje, chce widzieć granice, bo one dają mu poczucie bezpieczeństwa. I tego nauczyły mnie moje dzieci.

                        Pozdrawiam
                        Jola
                        PS Poczytaj o ADHD. Zawsze warto się dokształcać smile
                      • mama303 Re: Nerwowe dziecko 05.01.08, 21:57
                        asie3 napisała:

                        > W wielu ksiazkach mozna o tym przeczytac, o wplywie wychowania na
                        > dzieci. na przyklad w Inteligencji spolecznej Golemana.

                        Wychowanie ma oczywiscie ogromne znaczenie, tego pewnie nikt nie ma
                        zamiaru podważać, ale nie mniejsze znaczenie maja geny. Człowiek
                        rodzi sie już jakiś np. impulsywny, wrażliwiec, nerwus, spokojny itd
                        itp.
                        Moim zdaniem wiele tzw problemów wychowawczych bierze sie z tego że
                        rodzice przeceniaja role wychowania, a zapominaja o ogromnej roli
                        genów.

    • nangaparbat3 geny/wychowanie 05.01.08, 23:04
      To oczywiste, ze ja pisze Jola, wpływu genow sie nie przeskoczy, mozna tylko
      zaakceptować. Ale jednoczesnie geny to tylko potencjał - sposob, w jaki się
      zrealizuje, na pewno zalezy od doswiadczeń, czyli głownie od wychowania.
      Ponieważ mam tylko jedno dziecko, odwołam sie do moich doswiadczeń zawodowych.
      Od kilkunastu lat pracuje w szkole, więc mam do czynienia z najrózniejszymi (w
      znaczeniu genotypu) młodymi ludźmi. Parokrotnie - dosłownie, w ciagu kilkunastu
      lat pracy kilka razy) spotkałam sie z ich strony z agresją. I zawsze była to
      sytuacja, w której to JA PIERWSZA zwróciłam sie do ucznia agresywnie.
      Chce powiedzieć, że sposob, w jaki traktujemy nasze dzieci, w jaki sie do nich
      odnosimy, bardzo mocno warunkuje ich zachowanie w stosunku do nas samych, i do
      innych ludzi. I pewnie tez ich stosunek do siebie samych.
      Zreszta na tym forum jest watek z odpowiednim, bardzo pieknym, tekstem (zaraz
      znajde link).
      I na koniec: naprawdę warto czytac Alice Miller.
      • nangaparbat3 i link 05.01.08, 23:06
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=73759975
        • asie3 Re: i link 06.01.08, 18:36
          Jola,
          Dziekuje Ci za post. W wielu momentach sie z Toba zgadzam i super,
          ze od poczatku wiedzialas, ze nie bedzie bicia. Czy na pewno Twoje
          dzieci wychowywaly sie w tym samym srodowisku? Pierwsze bylo
          przeciez przez jakis czas jedynakiem, przy drugim bylas juz bardziej
          doswiadczona.
          Pozdrawiam.
          • jola_ep Re: i link 06.01.08, 19:46
            > Czy na pewno Twoje
            > dzieci wychowywaly sie w tym samym srodowisku?

            Napisałam przecież "niemal" wink

            A różnice były widoczne już od ich pierwszych dni życia. Choćby w tym, jak spali, co robili, gdy akurat nie spali. Córa musiała być do mnie wtedy przylepiona, najlepiej w czasie ssania, dla synka ssanie było ważne tylko dla zaspokojenia głodu, a ważniejsza była obserwacja świata wink
            Problemy, które napotykałam w czasie wychowania też były nieco inne. Córa nie była aż tak uparta jak mój synek, ale pewnie zdobyte doświadczenie pomogło mi w łatwiejszym poradzeniu sobie z tą cechą jego charakteru wink Córa nie urządzała takich scen histerii i złości, jak mój synek.
            Gdy moja córka była smutna, coś przeżywała, to szukała mojej bliskości, potrzebowała przytulenia. Moje wypracowane sposoby radzenia sobie ze smutkiem próbowałam zastosować u synka, ale on wolał wtedy zamuszelkować się, jak ślimaczek. Owszem, byłam potrzebna, ale nie mogłam mu się narzucać, bo on musiał sobie najpierw w spokoju wszystko "przetrawić".

            Oczywiście, że nangaparbat3 ma rację pisząc, że dużo zależy od wychowania, od naszego stosunku do dzieci. Ale potencjał genów sprawia, że czasem pewne cele jest trudniej osiągnąć, albo trwa to dłużej, a czasem staje się to wręcz niemożliwe. A już na pewno mimo wszystko warto dopasować swoje metody do dziecka smile

            Pozdrawiam
            Jola
Pełna wersja