Dodaj do ulubionych

Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsypałam

13.11.07, 10:06
psychicznie. Najpierw ten kurator. Potem się dowiedziałam, że
najstarszą córkę na 99% wyrzucą z liceum plastycznego po I semestrze
za brak klasyfikacji z wiodącego przedmiotu. Wczoraj wieczorem
ostatecznie pożegnałam się na gg z moim przybranym "synem" i mam
poczucie ogromnej straty. Nie mam męża, rodzeństwa, rodziców (81-
letnia mama stała się właściwie moim 4. dzieckiem). Znajomych też
niewielu, bo przy tylu obowiązkach nie miałam zbyt wiele czasu na
pielęgnowanie przyjaźni, a trudno mi odstręczać garstkę tych, co
pozostali, wiecznymi żalami i narzekaniem. I, co najgorsze, nie mam
już nadziei, a zawsze mimo trudności wierzyłam w swoją szczęśliwą
gwiazdę. Wstydzę się własnego egocentryzmu, bo wiem, że inni mają
gorzej. Nie oczekuję od Was więcej wsparcia, bo dostałam go już
bardzo dużo w wątku o kuratorze, a ile w końcu można. Mam prośbę:
może ktoś mi podsunie ksiązkę, jakiś poradnik czy coś w tym rodzaju,
której lektura może przywrócić nadzieję na to, że jeszcze kiedyś
zaświeci słońce. I prośbę do admina, by nie przenosił mojego wątku,
choć jest nie całkiem na temat, bo nie na każdym forum znajdę taką
życzliwą ekipę.
Obserwuj wątek
    • srebrnarybka Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 13.11.07, 10:24
      Problem kuratora omówiliśmy juz wystarczająco - chyba wiesz, co
      robić. Starszą córke wywalą z liceum plastycznego - trudno, skończy
      inne. Skoro nie jest klasyfikowana z wiodącego przedmiotu
      (plastyka?), to widocznie jej to nie interesuje i nie ma sensu robić
      tego na siłę. Poza tym ma już 16 lat, więc jest już za siebie w
      duzym stopniu odpowiedzialna. Zrozum, że nie Ty nie jesteś już w
      100% odpowidzialna za swoje dzieci, one są coraz bardziej
      odpowiedzialne.
      A poza tym - co Ci już radziłam - zajmij się trochę sobą. Na to, aby
      normalnie funkcjonować, musisz BYĆ i być w zgodzie sama ze sobą -
      teraz nie jesteś. Praktyczne kroki, jakich możesz dokonać w tym
      kierunku: uaktywnij córki w pracach domowych, żebyś Ty miała trochę
      czasu dla siebie. Nie wiem, jakie mają obowiązki w domu, ale są
      dostatecznie duże, żeby już miały, w końcu jedzą, brudzą siebie i
      ubrania etc. - dlaczego tylko Ty masz sprzątać, prać, gotować,
      zmywać i robić zakupy? A stosowne umiejętności im się w życiu
      przydadzą. Więc np. dyżury zmywania, a Ty czytasz dobrą powieść albo
      przed TV. I nie wolno Ci mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.
      Poza tym w ogóle - jakaś zmiana. Ufarbuj włosy, zrób trwałą, zmień
      fryzurę - nie wiem, co masz na głowie, ale to jest dobra metoda. Kup
      sobie nowego ciucha - w używniaku można za 5 zł, a humor poprawi.
      Kino, teatr, wycieczka na weekend ze znajomymi, a bez córek -
      przecież gimnazjalistki mogą zostać bez opieki.
      I radzę Ci wzmocnić (odnowić, podtrzymać) kontakty, które masz.
      Wydaje mi się, że znajomi wirtualni to jednak nie jest najlepszy
      podtrzymywacz. Poszukaj sobie żywych - są bardzo potrzebni. Wiem to
      z dwóch stron: sama wygrzebuję się z różnych trudnych sytuacji
      dlatego, że zadręczam żywych znajomych (czasem za pomocą maili, ale
      to są konkretne osoby), i sama regularnie daję się zadręczać. W
      środowisku (dużym) jestem czymś pośrednim między konfesjonałem i
      psychoterapeutą - jak ktoś ma problem, to dzwoni i mi opowiada. Ja
      na ogół tylko słucham, ale widocznie ludziom to pomaga, skoro
      dzwonią. A dzięki temu ja też mogę bez skrępowania zadzwonić, jak
      potrzebuję.
      3maj się i nie załamuj, musi być dobrze
    • olamazur Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 13.11.07, 10:25
      Nie bardzo się znamy, ale może uda mi się Cię pocieszyć wink
      A więc tak:

      > Potem się dowiedziałam, że najstarszą córkę na 99% wyrzucą z
      > liceum plastycznego po I semestrze za brak klasyfikacji z
      > wiodącego przedmiotu.

      To dobra wiadomość! Nie ma zdolności, po co się męczyć. Szkoda czasu
      i wiecznego poczucia bycia gorszą. Niech trafi do szkoły, gdzie
      będzie w czymś lepsza od innych.

      > Wczoraj wieczorem ostatecznie pożegnałam się na gg z moim
      > przybranym "synem" i mam poczucie ogromnej straty.

      Nie wiem, co to za syn, ale jeśli znajomość wyłącznie internetowa,
      to dobrze, że się skończyła. Znajdziesz miejsce w życiu, by myśleć o
      realnych ludziach, przyjaciołach odsuniętych z powodu wiertualnego
      rozmówcy.

      > Nie mam męża, rodzeństwa, rodziców (81-letnia mama stała się
      > właściwie moim 4. dzieckiem).

      Pogratulować mamie, że wolisz na starość sama się nią opiekować
      niż zlecać to innym. To Cię wzbogaca jako człowieka, możesz być z
      siebie dumna, że dajesz radę. Jak mama kiedyś odejdzie, to będziesz
      się cieszyła, że zdecydowałaś się być z nią do końca.

      > Znajomych też niewielu, bo przy tylu obowiązkach nie miałam zbyt
      > wiele czasu na pielęgnowanie przyjaźni, a trudno mi odstręczać
      > garstkę tych, co pozostali, wiecznymi żalami i narzekaniem.

      Napisz maile do nich, zazdzwoń, poumawiaj się! Co stoi na
      przeszkodzie? Wróć do czytania, kina, teatru, a tematy same się
      znajdą...

      > I, co najgorsze, nie mam już nadziei, a zawsze mimo trudności
      > wierzyłam w swoją szczęśliwą gwiazdę.

      Będzie dobrze. Masz dzieci, nie jesteś sama.
      • echtom Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 13.11.07, 11:14
        Rzecz w tym, że ma zdolności, jest jedną z lepszych w klasie i lubi
        tę szkołę. Dramat w tym, że ma trudności z porannym wstawaniem i
        stąd mnóstwo godzin opuszczonych. A specjalizacja (fotograficzna)
        jest w piątki na 8.00.
        Przybrany "syn" to znajomość z realu - były chłopak córki (pisałam o
        tym w paru wątkach), z którym była dość długo i którego traktowałam
        prawie jak własne dziecko, a rozstali się w okolicznościach
        wykluczających dalszy kontakt. "Wielkie mi uczynił pustki w domu
        moim" i bardzo mi go brakuje.
        Mama to bardziej mój wyrzut sumienia niż powód do dumy. Jest w
        depresji z powodu śmierci ojca i postępującej utraty wzroku, a ja w
        tym stanie psychicznym nie mogę jej dać wiele wsparcia.
        Znajomych się wstydzę - nie chcę, by zaczęli mnie postrzegać
        wyłącznie jako "wampira energetycznego". najbliższa przyjaciółka o
        wszystkim już wie i trudno mi ja katować wałkowaniem w kółko tych
        samych tematów. W sieci trochę lepiej się to rozkłada, a poza tym
        każdy może mnie zignorować, jeśli chce.
        • verdana Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 13.11.07, 11:20
          W sprawie córki wałczylabym - moze sie uda. Bardzo rzadko wywala sie
          dobrych uczniów. Z drugiej strony jej chyba jednak niespecjalnie
          zalezy - jakby jej zalezalo, to by wstawala. Może wiec i dobrz, jak
          zobaczy, jak jej marzenia wala się w gruzy z powodu lenistwa.
          Wiele oob mowilo mi, ze błędem jest przywiazywanie sie do chlopakow
          czy dziewczyn naszych dzieci. Mam wrazenie, ze tu popełnilaś błąd.
          Twoje dziecko nie powinno zrywajac mieć żadnych obciążeń
          typu "zmartwienie mamusi".
          Wstydzić się znajomch nie masz powodu, o ile za bardzo ich nie
          zadreczasz. Większość ludzi lubi sluchac o problemach innych, pomoc,
          pocieszyc.
          • echtom Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 13.11.07, 11:37
            Walczyłam o promocję córki w I klasie - mam tak walczyć do matury
            czy do końca studiów? Trudno, musi ponieść konsekwencje za lenistwo,
            choć to dla mnie też bolesne: szkoda dobrej szkoły dającej maturę i
            zawód i, last but not least, szkoda sporych pieniędzy, jakie
            zainwestowałam w sprzęt, materiały, plenery, dojazdy itp.
            To przywiązanie przyszło samo - do innych sympatii moich dziewczyn
            podchodziłam z dystansem. Ten chłopak ujął mnie swoim emocjonalnym
            ciepłem i, jak mi się wydawało, sporą jak na jego wiek dojrzałością.
            Poza tym związek ten rokował przynajmniej na parę lat. Wyszło jak
            wyszło. Staram się nie rozmawiać z córką na ten temat, jeżeli sama
            nie chce, i nie obciążać jej swoim zmartwieniem. Ale boli jak
            cholera, choć mało kto to rozumie.
            Co do znajomych - problem w wyznaczeniu granicy, by nie było "za
            bardzo".
          • sir.vimes Verdana i Echtom - wstawanie rano 13.11.07, 12:47
            Córce może zależeć.

            Ja też niemal zawaliłam ważną sprawę przez wstawanie rano - problemem były jak
            się okazało nie lenistwo tylko kłopoty ze zdrowiem. Podobnie miała znajoma
            (zawaliła szkołę sportową w podobny sposób co córka Echtom swoja plastyczną).


            Echtom, zbadaj córkę na tarczycę, cukrzycę, pogadaj z lekarzem pierwszego
            kontaktu. Upewnij sie też czy córa je!! Początki anoreksji to często m.im.
            sennosć uniemożliwiająca normalne życie.

            Poza tym - jej jest trudno nagle się zjawić na zajeciach, jeżeli tyle opuściła.

            Nie chcę dokładać ci obowiązków ale nie wiem czy nie poszłabym za nią świecić
            oczami, mimo wszystko. Oczywiście, jeżeli okaże się , że mała (no, nie taka
            mała) ma problemy ze zdrowiem sprawa będzie jasna i nie powinni jej wywalić.

            Niemiło sie czuję pisząc to wszystko - i tak masz sporo na głowie.
            • echtom Re: Verdana i Echtom - wstawanie rano 13.11.07, 14:21
              Dzięki za rzeczowy post. Też podejrzewałam tarczycę, miała badania
              we wrześniu i wynik jest w normie. Mogę sprawdzić poziom cukru, choć
              na cukrzycę mi to nie wygląda. Obawiam się, że ma kompletnie
              przestawiony rytm dobowy (kładzie się między 1 a 3, to nic dziwnego,
              że trudno jej wstać o 6) i za nic nie chce tego zmienić.
              • triss_merigold6 Re: Verdana i Echtom - wstawanie rano 13.11.07, 14:29
                To mi przypomina brata przyjaciółki. Ledwie przebrnął przez liceum,
                bo zwyczajnie nie chodził na pierwsze lekcje, z trudem zdążał na
                jakąś 10:30-11. Potem w pracy bywało, że przychodził koło południa
                albo później i siedział do wieczora. Optymistycznie - chłopak mial
                pracę związaną z giełdą i pisaniem raportów giełdowych, firmę waliło
                o której to zrobi i czy w biurze czy u siebie w domu, pieniądze
                zarabiał sensowne tylko żył (żyje nadalwink) w innym rytmie dobowym.
                Mieszka sam i nikomu jego dziwaczne pory chodzenia spać nie
                przeszkadzają.
              • sir.vimes Biedna sówka ;) 13.11.07, 14:39
                Podejrzewam jednak, że niemożnośc doarcia na ósmą nie wynika z lenistwa ani z
                głupoty (bo swiadomie zarywać nocki, jeśli wie się , że ranek bedzie katorga to
                głupota).
                Może ona nie myśli rano? Zostawia wszystkie oowiązki na późny wieczór?
                Ja w jej wieku zaczynałam dzień od dwóch kaw - szatanów. Inaczej chyba
                wyleciałabym ze szkoły.
                Przebadaj ją na cukier - a jeśli nie ma problemów ze zdrowiem , pomóż jej uporać
                sie z tym co narobiła do tej pory no i niech ze sobą walczy.

              • zapomnialamnicka Re: Verdana i Echtom - wstawanie rano 14.11.07, 02:45
                to i ja sie dolacze do tej litanii

                nigdy nie moge zasnac wczesniej niz 2 nad ranem
                i nie daje rady na rano niestety - odkad pamietam
                w czasach licealnych spalam - na przystanku, na przerwach' w autobusie

                na studiach mialam poprzestwiane godziny zajec na jak najpozniejsze i jakos sie dalo

                powod??
                klade sie do lozka i nie moge zasnac do tej cholernej 2 conajmniej
        • srebrnarybka Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 13.11.07, 11:47
          Mama to bardziej mój wyrzut sumienia niż powód do dumy. Jest w
          > depresji z powodu śmierci ojca i postępującej utraty wzroku, a ja
          w
          > tym stanie psychicznym nie mogę jej dać wiele wsparcia.
          Dlaczego wyrzut sumienia? Nietety takie jest życie. Możesz mamie dać
          troche ciepła, ale aie jesteś w stanie sprawić, żeby mama była
          młodsza i zdrowsza i żeby była z ojcem. Przyczyny jej złego
          samopoczucia wynikają z opisanych przez ciebie okoliczności, a nie z
          tego, że Ty za mało z siebie dajesz mamie. Nie wiń siebie za rzeczy,
          których nie jesteś winna. Wobec mamy masz oczywiście pewne
          obowiązki, ale musisz mieć świadomość, że nawet idealne ich
          wypełnianie niewiele, niestety, pomoże. Ty chyba w ogóle bardzo
          łatwo przypisujesz sobie winę za wszystkie nieszczęścia Twoich
          bliskich. Wyprostuj się i do pionu!!!!
          Pojutrze czekam na post, w którym opowiesz, na jakim filmie byłaś
          dzisiaj albo jutro (może być teatr, koncert, wystawa, ewentualnie
          nowy ciuch albo fryzura). Jeżeli nie będzie takiego postu, więcej
          nie będę odpowiadała na Twoje posty. Zrozumiano - odmaszerować!!!!
          P.S. mam nadzieję, że się nie obraziłaś?
          • echtom Daj mi trochę więcej czasu:) 13.11.07, 11:58
            W przyszłą sobotę wybieram się na zwiedzanie meczetu z kołem
            przewodnickim. W najbliższy weekend też może coś wykombinuję, ale
            rozrywka na dzisiaj to wizyta z mamą u okulisty. Dzięki, Rybko, na
            pewno się nie obraziłamsmile
            • srebrnarybka Re: Daj mi trochę więcej czasu:) 13.11.07, 14:29
              W przyszłą sobotę wybieram się na zwiedzanie meczetu z kołem
              > przewodnickim - Kruszyniany czy Bohoniki? Oba znam, bardzo ładne i
              ciekawe, warto, tylko pogoda trochę nie halo na takie wycieczki.
              Ale w sobotę możesz pójść do kina (nie wiem, gdzie mieszkasz, meczet
              sugeruje mi, że gdzieś na wschodzie, chociaż to musi być większe
              miasto, skoro jest liceum plastyczne, Whitestok?, ale kino pewnie
              tam jest, albo umów się chociaż na ploty ze znajomymi). Koniecznie.
                • srebrnarybka Re: Daj mi trochę więcej czasu:) 13.11.07, 15:11
                  W takim pięknym miejscu, jak 3miasto, masz możliwości sympatycznej
                  rozrywki aż nadto. Fajnie jest mieszkać w takim miejscu. Możesz się
                  nawet zapisać do klubu morsów albo pójść do zoo obejrzeć
                  niedźwiedzie polarne, o ile takie macie (ale to nie jest warunek
                  konieczny, żebym odpisywała na Twoje posty, lepiej znajdź sobie
                  jakąś cieplejszą rozrywkę). Pozdrawiam cieplutko
    • srebrnarybka Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 13.11.07, 10:48
      Co do odpowiedzialności nastolatka za siebie taki przykład z
      historii:
      Roman Dmowski, przywódca endecji, był synem ciężko pracującego
      brukarza. Jako gimnazjalista niezbyt dobrze się uczył, aż nie zdał
      do następnej klasy. Ze strachem szedł do domu, obawiając się gniewu
      surowego ojca. I oto, co usłyszał: od dziś nie będę cię już bił (to
      był koniec XIX w., bicie było powszechną i niekwestionowaną metodą
      wychowawczą), nie będę nawet oglądał twoich świadectw. Ja ci tylko
      radzę, żebyś skończył gimnazjum (to się wtedy tak nazywało) i nie
      musiał w przysżłości tak ciężko pracować jak ja. I tak się też
      stało, młody Dmowski wziął się za naukę, zrobił maturę, doktorat z
      biologii i stał się ideologiem endencji.
      Ja jestem zdecydowaną przeciwniczką endecji, więc wolałabym, żeby
      Dmowski nie zrobił matury i został brukarzem, ale metody wychowawcze
      jego ojca bardzo mi się podobają. Porozmawiaj w ten sposób z
      córkami, mam nadzieję, że nie zostaną wskutek tego politykami
      endeckimi, ale wystarczy, żeby zostały odpowiedzialnymi ludźmi i
      zdobyły ciekawy i pożyteczny zawód.
      A poza tym 3maj się ciepło, chociaż na dworze jest cholernie zimno.
      • echtom Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 13.11.07, 11:25
        Dzięki za opowieśćsmile Sama czytałam dużo biografii i w życiorysach
        sławnych ludzi sprzed wojny czy z XIX wieku często pojawia się
        motyw, że ktoś wcześnie stracił ojca i musiał zarabiać na swoje
        utrzymanie. Tym bardziej dobijają mnie dzisiejsze nastolatki,
        rozpieszczone i otumanione przez psychologów wmawiających im, że nie
        mogą funkcjonować bez ojca i wielu innych rzeczy, bez których
        wcześniejsze pokolenia radziły sobie znakomicie (moja babcia sama
        wychowywała przed wojną 4 córki i żadnych cyrków jej nie robiły).
        • verdana Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 13.11.07, 11:50
          E, nie. To jednak zupenie nie tak. Ojca może nie być, bo umarł - i
          wbrew pozorom tak dla dzieci jest lepiej. Bo zostaje pamieć o ojcu,
          on jest jakims przywolywanym wzorem, matka jest zrozpaczona, ale nie
          wsciekła. Ten ojciec nadal jest dobrym ojcem i dobrym mężem - choć
          nie ma go na codzień. Dzieci moga się na nim wzorowac, a co
          najwazniejsze "połowa" ich, ta pochodząca od ojca, jest w ich oczach
          i w oczach matki całkowicie wartościowa i daje prawo do dumy.
          Ojciec rozwiedziony to często ktos, kto nie wywiazuje sie z
          obowiazków. Albo nie jest wzorem, albo jesli jest - budzi to
          sprzeciw matki. Czyli dziecko jest pozbawione nie tylko ojca, ale i
          jego pozytywnego wzoru. Jest wciągniete zazwyczaj w jakiś spór i
          wie, ze matka nie akceptuje "połowy" jego osobowosci pochodzacej od
          ojca - jest więc w oczach matki zazwyczaj "w połowie" nieudane albo
          co najmniej podejrzane. Podobnie często w oczach ojca. A więc traci
          wenetrzna spójność, przestaje samo siebie akceptowac.
          Tak więc psychologowie mają dużo racji - można zyć bez ojca, ale
          trudno zyc ze świadomoscia, ze ojciec jest niedobry. No chyba, ze
          rozwod być bardzo kulturalny, a stosunki miedzy rodzicami dobre.
          • triss_merigold6 Niekoniecznie 13.11.07, 12:39
            Jakiś czas temu był w "Dużym Formacie" reportaż o dzis mocno
            starszych dzieciach ojców, którzy zginęli w Katyniu. Ci ojcowie
            zostali przez babki i matki postawieni na takim piedestale, że
            dzieci miały przez wiele lat ciężką traumę, że nigdy nie dorównają
            heroicznemu ojcu, wiele kobiet nie ułozyło sobie życia osobistego,
            bo kandydaci odpadali w porównaniu z nieżyjącym mitem rodzinnym. IMO
            horror, że postać nieżyjącego od wielu lat (nie wiadomo jaki byłby
            na co dzień) człowieka wisiała cieniem nad dziećmi i zmuszała do
            porównywania się. Idealizacja to błąd.
            A ojcowie po rozwodzie i niedostatecznie/niewłaściwie obecni?
            Właśnie obserwuję u dwojga znajomych 30+ latków proces wybaczania
            ojcom błędów z ich dzieciństwa i nawiązywania relacji dorosły-
            dorosły.
            • srebrnarybka Re: Niekoniecznie 13.11.07, 15:01
              Wszystkie trzy macie rację, tylko każda z Was mówi o czym innym, jak
              w życiu rodzinnym. Ja zaczęłam tym Dwowskim, Echtom to podtrzymała.
              Uważam, że jest tak, że dzisiaj lansuje się wychowanie w ten sposób,
              że dziecko jest
              a) zabawką dla rodziców. Póki małe - jest to duża mówiąca maskotka,
              która ma jeszcze tę zaletę, że zwalnia matkę z wszelkich innych
              obowiązków i można się tłumaczyć, że np. nie zrobiło się doktoratu,
              bo dziecko, a nie dlatego, że się nie potrafi. Jak maskotka
              podrośnie, to posyła się ją do szkoły, na angielski, chiński, judo,
              balet, basen, kółko teatralne, koszykówkę, zajęcia plastyczne,
              muzyczne i komputerowe jednocześnie oraz 7 olimpiad przedmiotowych,
              by chwalić się w towarzystwie, jaką to zdolną pociechę się posiada.
              Żeby osiągnąć te wyniki, trzeba z(czytaj: za) dzieckiem (czytaj:
              dziecko) odrabiać lekcje, robić mu prace na zajęcia plastyczne,
              pisać programy komputerowe, szyc stroje do teatru, odrabiać
              dodatkowy chiński i angielski, czytać lektury na olimpiady etc.
              Zatrudnia się tym oboje rodziców i wszystkie ciocie i znajomych, bo
              przecież to dla dziecka ...
              b) kruchym naczyniem z kryształu, które należy pieczołowice chronić
              przed wszelkimi wstrząsami, bo może się rozsypać na kawałki. Wobec
              tego mamy prześcigają się w opowieściach o tym, na co pozwalają
              dzieciom, jak bardzo są luzackie, jakie robią dzieciom przyjemności,
              ile na to wydały i ile poświęciły czasu, byleby tylko dzieci były
              zadowolone. A dzieciom ciągle mało i biedni rodzice oskarżają sami
              siebie i nnych nawzajem, że widać są złymi rodzicami
              Taki model wychowania nie uczy dojrzałości i odpowiedzialności, bo
              nie to jest jego celem. Celem jest satysfakcja rodziców z tego, że
              są w swym mniemaniu dobrymi rodzicami i że mają taka wspaniałą
              maskotkę do zaprezentowania znajomym. To jest karykatura, ale
              nieodległa od rzeczywistości. Poczytajcie sobie choćby forum. Ania
              1500 nie wzięła się z powietrza. Wedle tego dzisiejszego modelu
              ojciec Dmowskiego co najmniej wpadłby w depresję, straciłby pracę
              przy brukowaniu ulic, rodzina nie miałaby z czego żyć, ojciec
              rozpiłby się i zmarł na ulicy z zimna i na udar, a młody poszedłby
              kraść i został zamknięty za napad na przypadkowego przechodnia. A w
              XIX w. jednak rodzina sobie poradziła, a Dmowski wyszedł na ludzi
              (czego, jako przeciwniczka endecji, żałuję).
              Szczegółową sprawą jest wychowanie bez ojca. Oczywiście Verdana ma
              rację, opisując negatywne skutki utraty ojca (to samo dotyczy matki)
              w wyniku rozwodu, rację ma też triss_merigold6, ale to jest przykład
              jeszcze bardziej szczegółowy. Mam daleką kuzynkę, której ojciec
              zginął w Charkowie, gdy ona miała lat 3, dlatego nie było go na
              liście katyńskiej, bo rozstrzelano go gdzie indziej, więc matka z 10
              lat po wojnie czekała na jego powrót, wychowana w atmosferze tego
              rodzinnego grobowca kuzynka do dzisiaj jest osobą niedojrzałą
              emocjonalnie i nieszczęśliwą. Całe jej dziecińtwo jej ojciec był w
              jej życiu aż za bardzo obecny i wszystko było mu podporządkowane.
              Ale to jest szczególny przypadek, generalnie oczywiście rozwód jest
              większym złem dla dziecka niż śmierć rodzica, z tym się jak
              najbardziej zgadzam. Ale anegdota o Dmowskim i odpowiedź Echtom
              dotyczyły tego, że nie wychowuje się dzisiaj dzieci do
              odpowiedzialności. I to jest niestety prawda. Mści się to potem
              zarówno na dzieciach, jak i na dorosłych.
              • triss_merigold6 Re: Niekoniecznie 13.11.07, 15:17
                No bez jaj. Nie uważam, żeby rozwód był dla dziecka gorszym złem niż
                śmierć rodzica tym bardziej, że - o ile rodzice są przytomni i
                potrafia poskromić własne urazy - dziecko po rozwodzie może mieć
                normalne kontakty z ojcem. Coraz częściej spotykam się z sytuacjami
                kiedy to para rozstaje się przed narodzinami dziecka ale wychowuje
                je wspólnie - mieszkania w pobliżu, ojciec obecny praktycznie na co
                dzień, decyzje wychowawczo-opiekuńcze podejmowane razem.
                • croyance Re: Niekoniecznie 13.11.07, 15:33
                  Oczywiscie. Po rozwodzie dziecko ma nadal dwoje kochajacych
                  rodzicow. Jak mozna mowic, ze lepiej, zeby jedno nie zylo?
                  Ja bym osobiscie tez wolala, zeby maz mnie zostawil, a nie umarl.
                  • echtom Re: Niekoniecznie 13.11.07, 16:47
                    croyance napisał:

                    >> Ja bym osobiscie tez wolala, zeby maz mnie zostawil, a nie umarl.

                    No ja też wolę, bo przynajmniej od paru lat sensowną kasę
                    podrzucasmile. A co do reszty - towarzystwo kolegów uważa za bardziej
                    interesujące od własnej rodziny, więc wpadnie czasem jak meteor, a
                    sprawy niewygodne i nieprzyjemne omija szerokim łukiem. Rozstaliśmy
                    się, kiedy dzieci były bardzo małe, więc niewiele pamiętają.
                    Utrzymujemy poprawne, wręcz przyjazne kontakty, nigdy nie
                    pogrywaliśmy dziećmi i nie robimy sobie nawzajem czarnego PR. To, co
                    boli dzieci, to jego minimalne nimi zainteresowanie i nie ma w tym
                    mojej złej roboty, bo nigdy nie utrudniałam mu kontaktów, a wręcz
                    delikatnie do nich zachęcałam.
                • srebrnarybka Re: Niekoniecznie 13.11.07, 15:36
                  Akurat się nie zgadzam z przyczyn, o których pisała Verdana. Może
                  trochę inaczej jest, jeżeli rodzice rozstaną się przed urodzeniem
                  dziecka i ono od zawsze zna taką stytuację, że nie są razem i nie
                  przeżywa świadomie traumy rozpadu rodziny. Chociaż oczywiście
                  rodzina utrzymywana sztucznie "dla dobra dziecka" też jest
                  nieskuteczna, poza tym często jeden rodzic nic na to poradzić nie
                  może, że drugi go opuścił, a żyć trzeba. Ale to są uwagi ogólne i o
                  zbawieniu świata, a na razie mamy tutaj naszą koleżankę, która nas
                  potrzebuje i lepiej skupmy się na jej problemach.
                • srebrnarybka Re: Niekoniecznie 13.11.07, 15:36
                  Akurat się nie zgadzam z przyczyn, o których pisała Verdana. Może
                  trochę inaczej jest, jeżeli rodzice rozstaną się przed urodzeniem
                  dziecka i ono od zawsze zna taką stytuację, że nie są razem i nie
                  przeżywa świadomie traumy rozpadu rodziny. Chociaż oczywiście
                  rodzina utrzymywana sztucznie "dla dobra dziecka" też jest
                  nieskuteczna, poza tym często jeden rodzic nic na to poradzić nie
                  może, że drugi go opuścił, a żyć trzeba. Ale to są uwagi ogólne i o
                  zbawieniu świata, a na razie mamy tutaj naszą koleżankę, która nas
                  potrzebuje i lepiej skupmy się na jej problemach.
    • triss_merigold6 Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 13.11.07, 12:45
      Echtom, szczerze Ci poradzę - proś o pomoc. Nie narzekając tylko
      wprost, nie musisz być zawsze dzielna, zwarta, gotowa i heroiczna.
      Proś znajomych, krewnych, może ktoś Ci pomoże w opiece nad matką.
      Nie miej wyrzutów, że nie wspierasz jej dostatecznie w czasie
      żałoby, ze śmiercią wieloletniego partnera każdy musi uporać się
      sam. Ty masz prawo do cierpienia po stracie ojca.

      Co do kuratora, wiesz, znam też parę przypadków pozytywnych kiedy
      młodzi ludzie z dużo głębszej demoralizacji niż wagary wyszli na
      prostą, fakt, że zajęło im to ładnych parę lat ale wyszli.

      Nigdy nie angażuj się emocjonalnie w znajomości męsko-damskie
      dzieci. Nigdy. Dystans.
        • triss_merigold6 Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 13.11.07, 14:53
          No to nie przenoś zaangażowania/przyzwyczajenia na kontakty
          towarzyskie. Sorry ale gdyby moja matka rozmawiała z którymś z moich
          wieloletnich partnerów na gg (w jakikolwiek towarzyski sposób poza
          mną) to byłabym w ciężkim szoku. Nigdy, przenigdy nie
          zaprzyjaźniałam się z rodzinami swoich chłopaków/facetów, zawsze
          trzymałam dystans a wszelkie próby wejścia w układ "córcia" budziły
          we mnie panikę.
          • echtom Do Triss 13.11.07, 17:10
            No ja nie przesadzałam z tymi układami - nie siedziałam z nimi w
            pokoju, na te 9 miesięcy, kiedy do nas przychodził, rozmawiałam z
            nim może 3 razy, tzn. z nimi w trójkę. Epizod rozmów na gg zaczął
            się od życzeń urodzinowych, które mu w tej formie złożyłam. Nawet
            było mu to na rękę - wyjaśnił parę spraw, których nie miałby odwagi
            powiedzieć mi w realu, i zakończylismy wszelkie kontakty.
          • wieczna-gosia Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 13.11.07, 23:53
            > No to nie przenoś zaangażowania/przyzwyczajenia na kontakty
            > towarzyskie. Sorry ale gdyby moja matka rozmawiała z którymś z moich
            > wieloletnich partnerów na gg (w jakikolwiek towarzyski sposób poza
            > mną) to byłabym w ciężkim szoku. Nigdy, przenigdy nie
            > zaprzyjaźniałam się z rodzinami swoich chłopaków/facetów, zawsze
            > trzymałam dystans a wszelkie próby wejścia w układ "córcia" budziły
            > we mnie panikę.

            no ale to TY Triss, a ty jestes inna i pewnie masz poczucie ze towarzysko jestes
            raczej niekonwencjonalna smile
            ja bardzo lubie bycie "corcia" mojej tesciowej i bardzo czesto nasze kontakty
            odbywaja sie poza moim mezem.
    • makurokurosek Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 13.11.07, 13:59
      dopiero jak wytłumaczyłaś, że twój "przybrany syn" to były chłopak córki ,
      skojarzyłam ciebie z wątkiem o rozstaniu córki z wspaniałym chłopakiem , który
      okazał sie niedojrzałym alkoholikiem.
      Wydaje mi się , że masz poważny problem i popełniałaś poważny błąd wychowawczy,
      który bardzo trudno będzie ci naprawić.
      Bardzo wcześnie zrobiłaś ze swoich córek dojrzałe i odpowiedzialne kobietki,
      obdarzyłaś je zaufaniem i obowiązkami którymi niestety nie są wstanie sprostać.
      efekt jest taki jaki jest czyli niedojrzałe nastolatki pogubiły sie w dorosłym
      świecie, bo nie były przygotowane na to by stać się dorosłe.
      Z twoich postów (i z tego co pamiętam z nich) to twój model rodziny wygląda jak
      wolna amerykanka, w którym czternastolatka może całkowicie decydować o sobie,
      swojej seksualności, o tym o której wraca do domu i co robi, stworzyłaś dom w
      których nie ma żadnych granic a niedojrzałe dzieciaki otrzymały role dorosłych
      osób. Niestety czternastolatek to nie jest dorosła osoba, czternastolatek to
      niedojrzały dzieciak, który czuje sie dorosłym ale konsekwencje dorosłości go
      przerażają. Tak naprawdę pozostawiłaś w najtrudniejszym momencie życia swoje
      córki same sobie, zrobiłaś z nich dorosłe choć tak naprawdę nie dojrzały do tego
      by całkowicie decydować o sobie .
      Wiem ,i to w dużej mierz tłumaczy ciebie, że samotne wychowywanie dzieci jest
      bardzo trudne, często kobieta potrzebuje wsparcia i poszukuje go u dzieci robiąc
      z nich partnerów, jednak nie każde dziecko jest już na tyle dojrzałe aby być
      partnerem i stać sie osobą dorosłą.
      Sądzę, że prawdziwą pomoc możesz uzyskać u psychologa i dobrze , że tam jej szukasz.
      Według mnie problem przede wszystkim tkwi w tobie, w tym że nie potrafisz
      odnaleźć się jako osoba niezależna i samodzielna , decydująca o całej rodzinie.
      Ty czujesz sie zagubiona i bezradna, potrzebująca wsparcia, nie mogąc udźwignąć
      odpowiedzialności jaka spadała na ciebie po rozstaniu z mężem przerzuciłaś ją
      na swoje córki. Niestety czasu nie cofniesz i z dorosłych dzieci nie zrobisz
      beztroskich dzieciaków.
      • makurokurosek Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 13.11.07, 14:20
        jeszcze jedno, może właśnie z powodu strachu przed odpowiedzialnością za cała
        rodzinę tak bardzo przywiązałaś się do chłopaka córki,może podświadomie szukałaś
        w nim wsparcia i dlatego tak bardzo zraniło cię ich rozstanie, bo tak naprawdę
        było to również twoje rozstanie.
        niestety nikt nie rozwiąże twoich problemów, ale czasami warto zatrzymać sie i
        przeanalizować pewne sprawy ułożyć sobie wszystko na nowo.
      • sir.vimes Niewiarygodne 13.11.07, 14:34
        Niewiarygdne, jak różnie można interpretować fakty... Moja ocena Echtom jest
        zupełnie inna, choć tak samo nieproszona (bo nie prosi nas ona o ocenę tylko
        raczej o wsparcie czy radę - a to rzecz zupełnie inna).

        Kilka razy zdarzyło mi się dyskutować z Echtom na innych forach , miedzy innymi
        o różnych aspektach macierzyństwa i kobiecości.
        Odebrałam ją jako osobę o poglądach konserwatywnych, madrą matkę, która jednak
        trzyma dzieci na krótszej "smyczy" niż ja planuję w przyszłości.
        Piszę to tylko i wyłacznie ze zdziwienia. No może też po to by Echtom nie
        przejęła się twoją naganą:
        "> Wydaje mi się , że masz poważny problem i popełniałaś poważny błąd wychowawczy,
        > który bardzo trudno będzie ci naprawić."
        • triss_merigold6 Re: Niewiarygodne 13.11.07, 14:55
          BTW wydaje mi się, że na nastolatka rodzice mają niewielki wpływ,
          znacznie większy ma grupa rówieśnicza i obłęd hormonalny w
          organizmie + wewnętrzny przymus robienia po swojemu nawet jeśli to
          nieracjonalne, szkodliwe i sprzeczne z postawą rodziców. Taki wiek.

          • sir.vimes Re: Niewiarygodne 13.11.07, 15:00
            + wewnętrzny przymus robienia po swojemu nawet jeśli to
            > nieracjonalne, szkodliwe i sprzeczne z postawą rodziców.

            Sądzę, że to niezbędny etap.
            Ci, którzy się bez tego obeszli to raczej wyjątki.

            Tradycyjnie polecam "Ocalić Ofelię" Mary Pipher - moją biblię wychowywania
            dziewczynekwink
        • echtom Sir Vimes 13.11.07, 15:09
          Dzięki, że dzielisz interpretacje Makurokuroska przez dwa. Ta
          kobieta mnie nienawidzi - albo mnie zna, albo skrzywdziłam ją w
          poprzednim wcieleniu. Rozjechała mnie niedawno na innym forum. Ile
          razy widzę jej nicka w swoim wątku, mam skurcz żołądka. Trudno, to
          są skutki uboczne forum. Przemilczałam rewelacje o swobodzie
          seksualnej 14-latki - chodziło o 16-latkę, która przeżyła swój
          pierwszy raz po 7 miesiącach chodzenia z chłopakiem, na 3 miesiące
          przed 17. urodzinami.
          • sir.vimes Uważam 13.11.07, 15:21
            wpis Makurakurosek za wielkie faux pas po prostu. Niezależnie od kontekstu tzn.
            rzeczywistych czy urojonych krzywd, jakie jej wyrządziłaś wink
            Ale zadziwiło mnie jak bardzo różne wnioski można wyciagać z tych samych danych...

            Oczywiście, to co piszesz o prywatnych niechęciach tej forumowiczki do ciebie
            wyjąsni mi skąd bierze się to imputowanie ci zrzucenia odpowiedzialności na córki.

            Swoją drogą - mam nadzieję, że mnie pamiętasz z długich obyczajowych wątków na
            Wysokich Obcasach wink




            • makurokurosek Re: Uważam 13.11.07, 16:40
              autorka postu nigdy nie wyrządziła mi krzywdy, różnica w naszych poglądach
              wynika z różnicy w podejściu do wychowywania dzieci. Dla mnie, obecna sytuacja
              córek autorki wynika ze zbyt dużej swobody jaką autorka im dała, ze zbyt dużej
              odpowiedzialności jaka na nich spoczywała. Ja w przeciwieństwie do autorki postu
              nie traktuję czternastolatki jako dorosłej odpowiedzialnej osoby gdyż doskonale
              pamiętam swoje własne wyskoki w tym wieku.
              Do autorki mówiąc o czternastolatce , nie miałam na myśli twojej starszej córki
              tylko dojrzałą miłość twojej młodszej córki, z której ostatnio byłaś tak dumna.
              Wszystkie pocieszacie autorkę, głaszczecie ją po głowie, ale przyciesz kwestia
              nadzoru kuratorskiego czy wyrzucenie licealistki ze szkoły to nie decyzje
              podjęte ot tak , na to trzeba było sobie zapracować. Kuratora nie otrzymuj się
              za nieobecność na kilku lekcjach , ale za ostre wagarowanie, czyżby autorka
              postu nie była świadoma wagarów córki, a jeżeli była świadoma to co do tej pory
              zrobiła aby zapobiec temu. Czemu tak bardzo autorka przejmuje sie sprawami
              damsko męskimi swoich wszystkich córek , a nie potrafi sie przejąć ich głębszymi
              problemami. Czemu czternastolatka swobodnie może chodzić na randki ale nie
              chodzi do szkoły.
              Dodam , że nie powiedziałam, że w tej sytuacji nic sie nie da zrobić, a jedynie,
              że jest to bardzo trudna sytuacja.
              • echtom Re: Uważam 13.11.07, 16:56
                Sorki, ale z tą dojrzałą miłością 14-latki coś Ci się pomieszało.
                Opisałam to raz jako nieporadne nastolatkowe chodzenie z rozstaniami
                i powrotami. Kwestie szkolne wyjaśniłam w wątku o kuratorze, więc
                nie będę się powtarzać. A co do nadmiernej swobody - być może
                przeginam, ale wynika to z tego, że sama odebrałam bardzo surowe i
                autorytarne wychowanie i chciałam, żeby moje dzieci miały
                radośniejszą młodość. Pamiętam też siebie w ich wieku i wiem, że
                gdyby dano mi większą swobodę, nie popełniłabym głupstw, jakie
                stereotypowo zakładali rodzice, bo byłam dość rozsądną młodą osobą i
                zakładałam, że z dziećmi będzie podobnie.
                • makurokurosek Re: Uważam 13.11.07, 17:28
                  są czternastolatkowie którzy potrafią być dojrzali , ale niestety twoja córka
                  raczej do nich nie należy. Ja byłam uczona najpierw obowiązki , później
                  przyjemności uważam to za słuszną zasadę. Twoja córka nie wywiązuje się ze
                  swoich obowiązków, a ty nie nie potrafisz ich od niej wyegzekwować. To samo
                  tyczy sie twojej siedemnastoletniej córki. W ogóle nie rozumiem jak możesz tak
                  bardzo przejmować sie jej sprawami sercowymi, a całkowicie olewać sprawę
                  bardziej przyziemną jaką jest szkoła. Twoje córki zapracowały na konsekwencje
                  które je spotykają, a co ty zrobiłaś aby je przed tym uchronić. Co zrobiłaś aby
                  zmobilizować córki, aby wyegzekwować ich obowiązki
                  • srebrnarybka do makurokurosek 13.11.07, 17:36
                    Kobieto, daj jej spokój, przecież ona martwi się właśnie tym, że
                    córki mają problemy w szkole i ma z tego powodu wyrzuty sumienia,
                    chociaż wcale nie jest powiedziane, że słusznie. Jeżeli będzie się
                    tylko gryzła i na forum będziemy ją dodatkowo flekować, to nikomu
                    nic z tego nie przyjdzie. A jak stanie do pionu, to będzie mogła coś
                    sensownego przedsięwziąć w tej sytuacji. Poza tym na prawdę nie
                    demonizowałabym tego, co robią jej córki. Na wagary młodzież
                    chodziła jak świat światem, nie jest to nic nadzwyczajnego.
                  • echtom Re: Uważam 13.11.07, 18:04
                    Zgoda, że popełniłam błędy, ale teraz potrzebuję dużo wewnętrznej
                    siły, by je naprawić. Dołowanie na pewno mi jej nie da.
                    • makurokurosek Re: Uważam 13.11.07, 19:09
                      jeszcze jedno ciekawi mnie jakie konsekwencje ponosiły twoje córki za
                      wagarowanie, bo chyba o wagarach wiedziałaś na bieżąco.
                      Mamy inne poglądy wychowawcze, to fakt ale najbardziej mnie zaskakuje że miesiąc
                      temu twoim głównym problemem była nowa dziewczyna byłego chłopaka twojej córki,
                      obrzucałaś całkowicie nieznajomą dziewczynę inwektywami pokazałaś ją z jak
                      najgorszej strony, a nie przejmowałas się prawdziwymi problemami córek.
                      Może moje ostre słowa skierowane do ciebie wynikają z tego, że dwoje z moich
                      znajomych w wieku nastu lat popełniło samobójstwo bo rodzice olali ich problemy,
                      kolejna dwójka straciła swoje szanse bo nie miał kto im pomóc gdy naprawdę
                      potrzebowali pomocy bo nawet ucieczka z domu jednej z bliźniaczek nie byłą
                      wstanie poruszyć rodziców, którzy wysłali po nią drugą bliźniaczkę.
                      Często problemy dzieci i niestety czasem smutne zakończenia wynikają z
                      ignorowania przez rodziców problemów . Głaskanie rodziców po główce nie
                      rozwiąże problemów, nie zmieni ich postępowania , nie przywróci życia tym
                      dzieciakom
                      Twoje córki przez długi czas wysyłały tobie sygnał , że coś dzieje się nie tak,
                      że jest problem, co zrobiłaś aby im pomóc.
                      Może oceniam cię zbyt surowo, ale za dużo widziałam połamanych nastolatków,
                      których rodzice tak jak ty problem zauważali gdy zaczął ich przerastać. Kobieto
                      weź sie w garść, walczysz o życie swoich córek
                      • echtom Re: Uważam 13.11.07, 19:20
                        O wagarach dowiedziałam się na zebraniu rodziców pod koniec
                        października, kiedy uzbierało się 100 godzin - wcześniej nikt mi
                        tego nie sygnalizował. Nie ignoruję problemów moich dzieci - po
                        prostu czasem czegoś w porę nie wyłapię, co zdarza się zdecydowanej
                        większości rodziców. Moi byli bardzo kontrolujący i nadopiekuńczy, a
                        nie wyłapali, że przez 2 lata miałam poważny problem z alkoholem -
                        tzn. czasem coś nieśmiało napomknęli, ale nie drążyli, gdy mówiłam,
                        że wszystko jest OK. A dziewczyna, za którą mnie tak znienawidziłaś,
                        miesiąc temu rzeczywiście była największym problemem najstarszej
                        córki, choć masz prawo tego nie rozumieć. Kiedy człowiek, któremu
                        bezgranicznie zaufałaś, robi coś takiego, przeżywasz szok
                        niezależnie od tego, czy masz lat 37, 27 czy 17.
                        • makurokurosek Re: Uważam 13.11.07, 19:40
                          w takim razie albo twoja córka chodzi do bardzo kiepskiej szkoły, albo nie
                          chodziłaś na zebrania , albo ignorowałaś problem. Nie wierzę że szkoła
                          zdecydowała się na zgłoszenie sprawy do prokuratury bez wcześniejszej próby
                          polubownego załatwienia sprawy. Dwa razy w dwóch różnych szkołach miałam okazję
                          obserwować w jaki sposób sprawę wagarów rozwiązuje szkołą i wierz mi w żadnej
                          nie rozpoczynało się od prokuratury czy wyrzucenia ucznia lecz od ciągłego
                          wzywania rodziców do szkoły i na bieżąco informowania ich o problemach dziecka.
                          .
                          Jak to możliwe , że dwie różne szkoły do których chodzą twoje córki wybrały
                          najbardziej drastyczne rozwiązania bez podjęcia jakiejkolwiek próby pomocy
                          córką. Jeżeli faktycznie nie masz sobie nic do zarzucenia i szkoły nie
                          informowały ciebie o problemach córek może powinnaś zgłosić do kuratorium ten
                          problem. Szkoła ma obowiązek przekazywać rodzicom informacje o wagarach czy
                          innych problemach dziecka i nie może tego zrobić chwilę przed wprowadzeniem
                          drastycznych rozwiązań .
                          Nie znienawidziłam ciebie, po prostu uważam , że jako osoba dorosła nie powinnaś
                          sie tak emocjonalnie mieszać w sprawy sercowe córki oraz że nie powinnaś tak
                          obraźliwie wypowiadać sie o osobie której nie znasz
                          • echtom Re: Uważam 13.11.07, 20:16
                            Łagodne rozwiązania - ostrzeżenia, wzywanie mnie do szkoły -
                            zastosowano w poprzednim półroczu. Sytuacja się nie poprawiła, więc
                            szkoły sięgnęły po ostrzejsze.
                            • makurokurosek Re: Uważam 13.11.07, 21:10
                              twój błąd,jeżeli twoja córka rok temu wagarowało to powinnaś w tym roku
                              kontrolować sytuacje od początku roku. W tym przypadku wykazałaś się brakiem
                              zainteresowania problemami córki. A jakie konsekwencje w poprzednim półroczu
                              ponosiła córka za wagary? Jak twoje córki wyobrażają sobie dorosłe życie, jaki
                              mają pomysł na życie. są przecież na tyle duże, że wiedzą że do życia potrzebne
                              są pieniądze . Może powinny zacząć pracować w wakacje. Napisałam że sytuacja
                              jest trudna bo sama nie wiem czy umiałabym sobie z nią poradzić .
              • nangaparbat3 Re: Uważam 13.11.07, 18:22
                > Dodam , że nie powiedziałam, że w tej sytuacji nic sie nie da zrobić, a jedynie
                > ,
                > że jest to bardzo trudna sytuacja.


                Da się, da, kajdanki i do kaloryfera taką nastolatkę, a co!
          • srebrnarybka Re: Sir Vimes 13.11.07, 15:25
            Nie przejmuj się ocenami innych osób. Na pewno popełniłaś jakieś
            błędy wychowawcze, nie wiem, jakie, bo z tego, co teraz piszesz, to
            nie wynika, a poprzednich wątków z Twoim udziałem nie czytałam albo
            nie pamiętam. Ale nie myli się tylko ten, który nic nie robi. Każdy
            popełnia jakieś błędy. Ty wzięłaś na swoje barki ponadnormatywne
            zadanie, bo wychowujesz samotnie 3 dzieci i jeszcze opiekowałaś się
            rodzicami, więc nie można mówić o ucieczce od odpowiedzialności.
            Wzięłaś jej więcej na siebie, niż inni ludzie. Ale teraz nie ma co
            drążyć, jakie błędy popełniłaś, tylko trzeba myśleć o tym, jak
            poprawić sytuację Twoją i Twoich córek. I dlatego musisz a) stanąć
            do pionu, b) w pozycji pionowej przemyśleć, jak możesz wspierać
            córki. Przy czym wiadomo, że finał zkolnej kariery nie tylko od
            Ciebie zależy. Ty oczywiście musisz nad tym czuwać i je wspierać,
            ale nie zagryzaj się odpowiedzialnością, bo nastolatki są już (współ)
            odpowiedzialne za swoje decyzje.
            Jeżeli czytałaś mój elaborat, gdzie dyskutuję z Tobą, Verdaną i
            tris_merigold (może przekręcam nick, przepraszam), to nie bierz go
            do siebie, to jest ogólna refleksja o zbawieniu świata, do której
            mnie Wasze posty sprowokowały.
            Pozdrawiam Ciebie i foki w zatoce
              • srebrnarybka Re: Sir Vimes 13.11.07, 17:07
                Najbardziej banalnie, jak można, czyli z Wwy, pół kilometra od
                Pałacu Kultury, jak się wychyliłam z okna, to widzę podświetloną
                szpicę. Z tej odległości dla mnie zatoka jest jedna i foki są
                wszędzie, zresztą taka foka to chyba może sobie popływać, jak jej
                przyjdzie ochota. Ale mam ogromny sentyment do morza, bo w
                dzieciństwie co roku jeździłam na wakacje w miejsce, którego już nie
                ma, czyli do Jastrzębiej Góry. Klify spadły do morza, wrzosowiska
                zabudowano ohydnymi budynkami i ja mogę sobie tylko powpominać, jak
                tam kiedyś było fajnie. Trzymaj się ciepło, chociaż u Was pewnie
                jeszcze gorzej wieje, niż w Wwie.
            • guderianka może.. 13.11.07, 17:00
              moje życie do góry nogami przewróciły :

              www.dobreksiazki.pl/b513-sai-baba-mowi-o-zwiazkach.htm
              (oraz pozostałe z jego cyklu)

              i:

              www.ezosfera.pl/403/rozmowy-z-bogiem-ksiega-pierwsza




              -
    • nangaparbat3 Echtom 13.11.07, 18:28
      Moje dziecko przed rokiem dokładnie tak samo przestawiło sobie pory snu i
      czuwania. To zreszta typowe - proszę Cię, jeśli nie wyrzucilaś, przeczytaj
      jeszcze raz moj list przysłany na priva - myslę, ze w konteksscie najstarszej
      corki jest trafiony.
      Sama nienawidze porannego wstawania i juz sie pogodziłam z faktem, że nigdy sie
      nie przyzwyczaję. Ale nigdy nie zawaliłam z tego powodu szkoły, studiów, pracy -
      tu naprawdę chodzi o cos innego i dziewczynie po prostu potrzebna jest pomoc
      fachowca - ona jest bardzo wrażliwa, zostawił ja chłopak, więc przezywa swego
      rodzaju żalobę, Ty skupiłaś sie na jej mlodszej siostrze i jestes obciążona
      ponad miarę, jest listopad, ktory sam z siebie obniza nastrój. Jeśli jest w
      klasie maturalnej (tak mi się zdaje) - to dodatkowy czynnik obciażajacy, i to
      bardzo silnie.
      • echtom Re: Echtom 13.11.07, 18:56
        Jest w 2. klasie - szkoła 4-letnia, więc do matury jeszcze trochę
        czasu. Przez ostatnie 2 lata najwięcej zajmowałam się nią, więc
        teraz muszę trochę wyrównać i skupić na młodszych, zwłaszcza że, jak
        wspomniałam w wątku o kuratorze, to nierówne rozłożenie uwagi było
        istotną przyczyną buntu średniej.
        Listu nie wyrzuciłam - a czy Ty dostałaś moją odpowiedź?
      • verdana Ja wiem... 13.11.07, 21:14
        Echtom - ja przezywalam cos podobnego, moj syn sie nie uczył. I
        jedno wiem - nikt mi nie wytłumaczy, ze jest inaczej.
        Jak dziecko się nie uczy, to rodzice sa bezsilni. Olej rady
        typu "powinnas pilnowac". Nie da się.
        Ale jak wiesz, u mnie był happy end. Dzis właśnie mój nieuczacy się
        10 lat syn odbił mi w kalendarzyku pieczątke "XY mgr psychologii". W
        przyszlym miesiącu zaczyna staz w jednym z najlepszych szpitali.
        Nam (jemu?) pomogl psycholog - czwarty z kolei. Moze spróbujesz?
        • makurokurosek Re: Ja wiem... 13.11.07, 21:42
          ze względu na to że sama sprawiałam problemy( co prawda nie z nauką)dlatego
          określiłam że sytuacja jest trudna i że konieczna jest pomoc psychologa.
          Olej rady
          > typu
          "powinnas pilnowac". Nie da się.

          Z tym sie nie zgodzę, jeżeli dziecko sprawia jakieś problemy powinniśmy baczniej
          sie mu przyjrzeć , zwłaszcza jeżeli jest to nastolatek. jeżli nie jesteśmy w
          stanie nawiązać z nim kontaktu , nie potrafimy wpłynąć na niego powinniśmy udać
          sie do psychologa. Verdena twój syn miał o ile sie nie mylę problemy z
          nadpobudliwością i brakiem koncentracji, a to jednak coś zupełnie innego niż
          problemy nastolatków. Ty nie mogłaś wpłynąć na syna , to że sie nie uczył nie
          zależało ani od niego anie od ciebie. Zresztą co ja ci będę mówiła jesteś chyba
          psychologiem, wiec chyba wiesz najlepiej.
          Za moich czasów bardzo wielu moich rówieśników popełniło samobójstwo , jedna ze
          szkól zdobyła haniebną nazwę "szkoły spadochroniarzy" bo w jednym roku w ten
          sposób straciła trzech swoich uczniów. W przeciągu pięciu lat mojej nauki w
          technikum każda włocławska średnia szkołą pożegnała co najmniej jednego swojego
          ucznia, który targał sie na swoje życie. Większości tych samobójstw można było
          uniknąć gdyby tylko rodzice zaczęli zwracać uwagę na prawdziwe problemy tych ludzi.
            • makurokurosek Re: To wymień mi wreszcie te "prawdziwe problemy" 13.11.07, 22:23
              Nie znam prawdziwych problemów twoich córek, bo nigdy nie miałam możliwości ich
              poznać i porozmawiać z nimi. Ponieważ twoja starsza córka ( czyli ta od
              pechowego związku) już rok temu miała problemy w szkole z tego wnioskuje,że
              rozpad związku ,nie wpłynął na jej szkolne problemy. Problemy szkolne twojej
              młodszej córki też ciągną sie już jakiś czas. Cofnij sie w czasie, przeanalizuj
              kiedy nastąpiły zmiany,czy obydwie córki zaczęły sprawiać problemy w podobnym
              czasie a wówczas dojdziesz do przyczyny.
              Nie twierdzę , że rozpad związku jest błahym problemem, twierdzę jdynie ze jest
              to problem tej pary ludzi a nie matki, to oni wiedza co tak naprawdę sie
              wydarzyło i twoje zaangażowanie emocjonalne jest dla mnie całkowicie
              niezrozumiałe. Szybkość z jaką twoja córka pocieszyła sie po tej stracie nie
              wskazuje aby tak bardzo emocjonalnie podchodziła do tego rozstania
                • srebrnarybka Re: To wymień mi wreszcie te "prawdziwe problemy" 13.11.07, 22:36
                  przepraszam za obcesowość, ale jeśli wolno radzić, daj sobie spokój
                  z tą dyskusją. Dyskutantki nie przekonasz, a sama wbijasz sie coraz
                  bardziej w glebę wymyślając kolejne usprawiedliwienia, a w tej
                  chwili na prawdę nie ma sensu, żebyś rozważała swoje domniemane czy
                  rzeczywiste winy czy zaniedbania, zwłaszcza, że faktycznie nie
                  rozumiem, o co Twojej rozmówczyni chodzi. Nawet gdybyś była bardzo
                  winna (a moim zdaniem nie jesteś), to samobiczowanie i biczowanie
                  Cię przez innych forumowiczów nic nie da i nie rozwiąże problemów
                  Twojej rodziny. Ileś osób na forum trzyma za Ciebie kciuki, odpręż
                  się, może w TV jest coś do rzeczy (to się rzadko zdarza, ale może
                  wyjątkowo), albo poczytaj ksiązkę, włącz muzykę czy cokolwiek
                  innego, żeby sie odprężyć, zamiast tracić czas na to irytujące bicie
                  piany. Trzymaj się, ja na razie się wyłączam z dyskusji, bo jutro
                  mam 7 godzin zajęć ze studentami i muszę się zająć trochę swoją
                  osobą. Przepraszam, jeżeli pojechałam zbyt ostro, trzymaj się
                • makurokurosek Re: To wymień mi wreszcie te "prawdziwe problemy" 14.11.07, 00:12
                  problemy i przyczyn problemów nastolatków są takie same jak w przypadku osób
                  dorosłych najczęstszymi są brak akceptacji, brak zrozumienia, brak wsparcia w
                  rodzinie,śmierć bliskiej osoby, rozwód rodziców czyli wszystko to co w jakiś
                  sposób niszczy nasze poczucie bezpieczeństwa i dotychczasowy świat .
                  Nie odpowiedziałaś jakie konsekwencje ponosiły twoje córki za wagary, jak
                  rozwiązałaś ten problem w poprzednim semestrze.
                      • echtom Re: To wymień mi wreszcie te "prawdziwe problemy" 14.11.07, 08:49
                        Wakacje zepsute przygotowaniami do poprawki wystarczą? Czy Twoim
                        zdaniem powinnam była odciąć im internet albo posyłać do łóżka bez
                        kolacji, jak w wiktoriańskiej Anglii? Naście lat to chyba nie jest
                        wiek na tresowanie mechanicznymi karami, lecz na uświadamianie
                        konsekwencji swoich czynów, a przede wszystkim wyrabianie pozytywnej
                        motywacji.
                        • makurokurosek Re: To wymień mi wreszcie te "prawdziwe problemy" 14.11.07, 09:09
                          czyli nauczyłaś córki, że nie ponoszą konsekwencji swoich czynów, bo i tak twoja
                          córka przeszła do następnej klasy tylko dzięki twojemu wyżebraniu tego od
                          nauczycieli. Jeżeli uznałaś, że konsekwencją jest nauka do egzaminu to powinnaś
                          odpuścić sobie chodzenie do szkoły i proszenie o przepuszczenie córki. Twoja
                          córka nie odczuła żadnych konsekwencji swojego postępowania, nie uczyła sie nie
                          chodziła do szkoły a mamusia poszła i wypłakała promocje do następnej klasy.
                          Starszą córkę pozostawię w spokoju powinna być już na tyle dojrzała aby zdawać
                          sobie sprawę, ze bez szkoły nawet jeżeli znajdzie bogatego chłopaka będzie
                          nikim, ale za młodsza ponosisz całkowitą odpowiedzialność i tak naprawdę ty
                          odpowiadasz za to że w przeciągu dwóch miesięcy twoja córka opuściła prawie
                          jeden miesiąc nauki. Mając z nią problemy rok wcześniej nie zainteresowałaś się
                          czy problemy sie nie powtórzyły, zostawiłaś ja samą sobie . Nie wiem jak można
                          nie zauważyć miesięcznej nieobecności córki w szkole.
                          • echtom Re: To wymień mi wreszcie te "prawdziwe problemy" 14.11.07, 09:27
                            Widać można - przecież nie odprowadzam jej za rączkę i nie czekam,
                            aż skończy lekcje, by ją odebrać. Szkoła niczego nie zgłaszała przez
                            2 miesiące, a na zebraniu, wbrew Twoim insynuacjom, byłam i wtedy
                            się o tym dowiedziałam (masz krótką pamięć, więc przypominam -
                            koniec października).
                            Co do konsekwencji, mam prostą zasadę - pierwszy błąd się wybacza,
                            recydywy nie. Odsyłam do drugiego wątku po szczegóły.
                            PS. Skąd Twój kompleks na punkcie bogatego męża, że znów wracasz do
                            tej bzdury? Nie udało Ci się takiego złowić?
                            • makurokurosek Re: To wymień mi wreszcie te "prawdziwe problemy" 14.11.07, 09:39
                              w przeciwieństwie do ciebie nie szukam bogatego męża ani dla siebie ani dla
                              córki, jestem całkowitą przeciwniczką ślubów.
                              A dlaczego powracam do bogatego męża, dlatego że ostatnio utrata majętnego
                              chłopaka córki byłą dla ciebie ciosem trudnym do przeżycia podczas gdy
                              zdecydowanie mniej przejęłaś sie jej problemami szkolnymi. Czyży dla ciebie
                              bogaty chłopak był ważniejszy od dobrego wykształcenia, co za tym idzie
                              możliwości uzyskania dobrze płatnej pracy i uzyskania samodzielności ?
                              P.S Jedna z moich koleżanek miała matkę której ambicją było bogato wydać córkę
                              za mąż, w obecnej chwili ta dziewczyna żyje co prawda na wysokim standardzie ,
                              ma dwójkę dzieci i zdradzającego oraz nie kryjącego tego faktu męża. Dziewczyna
                              skończyła liceum , bez doświadczenia bez męża jest nikim,niestety w dużej
                              mierze dzięki swojej mamie której tak jak tobie bardziej zależało na bogatym
                              wydaniu córki za mąż niż daniu jej wykształcenia
                                • makurokurosek Re: To wymień mi wreszcie te "prawdziwe problemy" 14.11.07, 10:57
                                  są też ludzie którzy podobnie jak ja odebrali twój wątek o rozstaniu córki z
                                  bogatym odpowiedzialnych chłopakiem. nie byłam jedyną która odebrała twoja
                                  postawę jako żal za utratą majętnego zięcia . Może jestem w tej dyskusji jedyną
                                  która uważa,że olałaś poważne problemy córek. Jednak ani moja ocena ( szczerze
                                  wole aby była bledną), ani ocena pozostałych foremek nie zmieni faktu, że jedna
                                  z twoich córek za brak zaliczenia przedmiotu prowadzącego oraz nieobecności
                                  wyleci ze szkoły a druga będzie miała nadzór kuratorski. Możesz wmawiać innym że
                                  to one zadecydowały, że to ich wybór, że nie miałaś na to wpływu, ale czy jesteś
                                  wstanie to wmówić sobie i z czystym sumieniem patrzyć na to co się dzieje z ich
                                  życiem?
                                  • echtom Re: To wymień mi wreszcie te "prawdziwe problemy" 14.11.07, 11:08
                                    Mam czyste sumienie, bo nauka zawsze była dla mnie priorytetem i one
                                    o tym wiedziały. Zbuntowały się przeciw temu w okresie dojrzewania -
                                    trudno, najwyżej im na złość mamie uszy zmarzną. W najgorszym
                                    wypadku uzupełnią edukację później - większym wysiłkiem i na własny
                                    koszt. Ja zapewniłam im ku temu wszelkie warunki - nie chcą z nich
                                    korzystać, ich strata.
                                  • echtom Garść nocnych refleksji n/t szkoły i nie tylko 14.11.07, 23:55
                                    Chyba mam problem ze sobą, bo przykładam do swoich dzieci miarę z
                                    własnej młodości i w ogóle nie rozumiem dzisiejszych czasów. Byłam
                                    wychowana surowo, kontrolowana itp. - miałam 100 % frekwencji i
                                    dobrze się uczyłam. Moja przyjaciółka miała dużo swobody; gdy była w
                                    7. klasie, urodził jej się brat i rodzice w ogóle przestali się
                                    interesować jej życiem - dalej miała 100 % frekwencji, dobrze się
                                    uczyła i do głowy jej nie przyszło, by zwrócić na siebie uwagę
                                    wagarami czy złymi ocenami. Moją sytuację i problemy z dziećmi
                                    znacie. Ona ma dobrego męża, 17-letniego syna - jedynaka, który nie
                                    musi rywalizować o miłość i uwagę rodziców, jest zdolny, ma wszelkie
                                    warunki do nauki i co? Totalna olewka. Opuszcza mniej godzin niż
                                    moje, ale uczy się bardzo słabo i ledwo przeszedł do 2. klasy LO. I
                                    jaka w tym ich wina? Ja nie wiem.
                                    • makurokurosek Re: Garść nocnych refleksji n/t szkoły i nie tylk 15.11.07, 08:50
                                      predyspozycje naukowe dziecka nie zależą od rodziców. Rodzic nie ma wpływu na to
                                      czy dziecko jest ścisłowcem czy humanistą, czy jest inteligentne czy ma problemy
                                      z opanowaniem prostego materiału , to wszystko wynika z predyspozycji dziecka.
                                      Rodzic ma wpływ na wychowanie dziecka, uczenie go,że każdej akcji towarzyszy
                                      reakcja, ponoszenia konsekwencji za swoje czyny, uczenia odpowiedzialności. To
                                      czy dziecko jest odpowiedzialne nie zależy w tak dużej mierze od jego intelektu
                                      co od wychowania.
                                      Mylisz dwa pojęcia odpowiedzialność z możliwościami intelektualnymi. To że
                                      dziecko nie jest w stanie opanować pewnego materiału nie koniecznie musi wynikać
                                      z lenistwa lecz częściej z braku predyspozycji do tego, natomiast to że dziecko
                                      olewa swoje obowiązki wynika raczej z błędów wychowawczych.

                                      > Chyba mam problem ze sobą, bo przykładam do swoich dzieci miarę z
                                      > własnej młodości i w ogóle nie rozumiem dzisiejszych czasów.
                                      Sądzę, że to całkowicie normalne że porównujesz córki z tym co znasz, jednak
                                      ludzie sa rożni i rożnymi drogami możesz do nich dotrzeć.
                                      • echtom Re: Garść nocnych refleksji n/t szkoły i nie tylk 15.11.07, 09:18
                                        Niczego nie mylę - wyraźnie piszę o z d o l n y c h dzieciach,
                                        którym po prostu n i e c h c e się uczyć, niezależnie od sytuacji
                                        rodzinnej, wychowania itp. Za tzw. moich czasów tego zjawisko nie
                                        było - słabo uczyły się dzieci ze środowisk skrajnie zaniedbanych,
                                        mało sprawne intelektualnie lub dyslektycy, których nie umiano wtedy
                                        diagnozować. W ogóle nie znałam zjawiska dziecka bez dysfunkcji, z
                                        normalnego domu, gdzie nauka jest wartością, które ostentacyjnie
                                        lekceważyłoby obowiązki szkolne. Dlatego trudno mi znaleźć
                                        rozwiązanie problemu, który przekracza moją zdolność pojmowania.
                                        • makurokurosek Re: Garść nocnych refleksji n/t szkoły i nie tylk 15.11.07, 09:45
                                          zawsze były osoby które pomimo możliwości finansowych, intelektualnych staczały
                                          sie na dno, problem ten była opisany w " Nocach i dniach".

                                          "W ogóle nie znałam zjawiska dziecka bez dysfunkcji, z
                                          > normalnego domu, gdzie nauka jest wartością, które ostentacyjnie
                                          > lekceważyłoby obowiązki szkolne. Dlatego trudno mi znaleźć
                                          > rozwiązanie problemu, który przekracza moją zdolność pojmowania."

                                          Dlatego sądzę, że psycholog może pomóc ci rozwiązać tą zagadkę ( byle dobry, bo
                                          kiepski to jeszcze bardziej ja pogmatwa ). problem jest i to chyba duży skoro
                                          dwie twoje córki w podobny sposób zaczęły sie buntować. Możliwe że młodsza nie
                                          buntuje sie a jedynie naśladuje zachowanie starszej, ale zawsze jest jakaś
                                          przyczyna dla której zdolne ,rozsądne, dobrze uczące się dziewczyny zaczynają
                                          olewać obowiązki szkolne. jeszcze raz poradzę cofnij sie do czasu gdy ich
                                          postępowanie zaczęło sie zmieniać, może to ci coś pomoże, nakieruje .
                                          • echtom Re: Garść nocnych refleksji n/t szkoły i nie tylk 15.11.07, 10:01
                                            To właśnie młodsza się buntuje - taka nonkonformistka z natury,
                                            szuka własnej, niekonwencjonalnej drogi. Starsza rozumie
                                            teoretycznie wartość nauki, ale sobie odpuszcza ze względu na
                                            trudności z porannym wstawaniem. Moja przyjaciółka nie odpuszczała,
                                            choć też była klasyczną "sówką" i lubiła spać do południa. Nie umiem
                                            po prostu wejść w psychikę nastolatka, dla którego szkoła nie jest
                                            priorytetem, i stąd moja bezradność.
                                            • makurokurosek Re: Garść nocnych refleksji n/t szkoły i nie tylk 15.11.07, 13:04
                                              nikt nie każe wchodzić ci w psychikę nastolatki. Sama jednak pisałaś, że młoda
                                              kilka lat temu uczyła się dobrze, nie wierzę w nagłą zmianę bez przyczyny. Coś
                                              musiało sie stać,że zmieniły sie jej hierarchie wartości. Większość normalnych
                                              nastolatków przeżywa bunt, ale nie oznacza to że wszyscy zaczynają olewać
                                              szkołę, idą ćpać czy uciekają z domu. Wiem , że trudno wpłynąć na nastolatka ale
                                              jest to możliwe, jednak do tego trzeba poznać problem. Nie zmienisz jej
                                              zachowania jeżeli nie znajdziesz jego przyczyny.
                                              Nie mówię, że jesteś całkowicie odpowiedzialna za tą sytuację, według mnie za
                                              późno ( a po co niektórych twoich wypowiedziach można zastanawiać się czy w
                                              ogóle) zauważyłaś że coś złego sie dzieje.
                                        • nangaparbat3 Echtom 17.11.07, 00:27
                                          nie znasz tamtej sytuacji rodzinnej.
                                          za fasadą wlaściwie kazda rodzina pieknie wyglada - wewnątrz moze dziać się aż
                                          zbyt wiele.
                                          • echtom Re: Echtom 17.11.07, 00:35
                                            To było do postu o kłopotach mojej przyjaciółki? Wiesz, mam z nią
                                            bliski kontakt od 35 lat, jej męża znam od 18 i nie sądzę, że ich
                                            rodzina kryje jakieś mroczne tajemnice.
                    • sir.vimes czy dorośli zawsze maja rację? 14.11.07, 10:02
                      W książce o której Ci pisałam, "Ocalic ofelię" , opisany jest przypadek
                      dziewczynki młodszej od twojej córki, która uparcie odmawiała chodzenia do szkoły.
                      Były kary, przymusy, nawet psychlog kazał dziecko zmuszać. Dziewczynak uważana
                      była za "niegrzeczną", rodzice odwozili ją jak przedszkolaka, niemalże wnosili
                      na siłe do szkoły - mała zaczęła chorować, symulowała choroby. Słowem robiła
                      wszystko by do szkoły nie chodzić.
                      Rodzice karali, zmuszali, błagali...Dokładnie opisane sa ich obawy - że córka ma
                      zaburzone priorytety, że może byc leniem czy tchórzem.
                      Okazało się, że dziewczynka była w szkole prześladowana - nie potrafiła tego
                      zwerbalizować bo nie była to przemoc "wprost". Dopiero którys z kolejnych
                      psychologów odkrył, że dziewczynka była silna, odważną osoba - potrafiła
                      sprzeciwić się krzywdzie jaka ją spotykała, poprzez odmowę przebywania w
                      wiążącym się z tą krzywdą miejscu.
                      Rodzice odkryli, ze córka jest dokładnie taka jak chcieli ją wychować - dzielna,
                      sprawiedliwa, szanująca siebie i innych. Po prostu za mocno zaufali przekonaniu
                      , że to ich rodzina jest dysfunkcyjna - a wszystko inne "gra". Im bardziej
                      wierzyli w ten prosty scenariusz - tym bardziej zamykali drogę ku porozumieniu.
                      Gdyby zaufali sobie jako rodzicom - wiedzieli by, że córka na pewno nie jest
                      "zdeprawowanym leniem" i że ma powody by zachowywać ię tak, jak się zachowuje.
                      Akurat ta sprawa skończyła się dobrze, ale ile dzieci jest karanych za wiernośc
                      sobie, wierność zasadom wpojonym przez rodziców?
                      • sir.vimes Re: czy dorośli zawsze maja rację? 14.11.07, 10:07
                        Nie zawsze kara i "konsekwencje" są dobrym wyjściem - najpierw należy
                        przeanalizować czy napewno to my, rodzice i nasze dzieci jesteśmy dysfunkcyjni.
                        Często okazuje sie , że dysfunkcyjna jest szkoła, dysfunkcyjna jest kultura
                        masowa, która tak bardzo wpływa na dzieci.

                        Najłatwiej jest ukarać dziecko - czy ukarać rodzica poprzez np. nasłanie na
                        niego kuratora.
          • sir.vimes G. prawda 13.11.07, 21:58
            "Większości tych samobójstw można było
            > uniknąć gdyby tylko rodzice zaczęli zwracać uwagę na prawdziwe problemy tych lu
            > dzi. "

            W wielu przypadkach rodzice mogą żywcem wypruć sobie serce i niewiele to zmieni.
            Są, oczywiście, sytuacje w których dzieci sa zwyczajnie olewane ale na 100% nie
            jest to przypadek Echtom.
            • makurokurosek Re: G. prawda 13.11.07, 22:37
              jesteś jej córką lub rodziną, że wiesz jakie panują relacje u niej w domu.
              > W wielu przypadkach rodzice mogą żywcem wypruć sobie serce i niewiele to zmieni
              >
              Przykłady kilku włocławskich nastoletnich samobójców , których znałam osobiście
              lub których znało moje rodzeństwo , którym można było zapobiec
              -pierwsza która rozpoczęła serię samobójczych skoków -dziewczyna popełniła
              samobójstwo ze względu na zbyt wygórowane ambicje rodziców, nie byłą wstanie im
              sprostać, była rok starsza, , zginęła w wieku 17 lat chodziła do Włocławskiego LZK
              - kumpel mojego brata rok starszy ode mnie chodził do mechanika , - problemy w
              domu, - miał 19 lat - powiesił sie.
              - dziewczyna z chemika - zawód miłosny - miała 18 lat ( skok )
              - chłopak z LZK - brak porozumienia z rodzicami, problemy w domu - 17 lat
              - cztery lata temu znajomy - powiesił sie ( 20 lat) - miał dość matki która sie
              nie interesowała ani nim ani jego młodszym bratem

              Po więcej przykładów idź na policję, o motywy zapytaj najbliższe osoby zmarłych,
              często pozostają listy w których ostatni raz próbuja przekazać co ich boli
              • sir.vimes Re: G. prawda 13.11.07, 23:07
                Znałam kilku samobójców - w tym 14 latkę, która skoczyła z okna.
                Żadna z tych osób nie była krzywdzona/lekceważona przez rodziców.

                SŁYSZAŁAM o kilku znajomych znajomych, którzy zabili się z powodu postępowania
                rodziców - było to
                1) molestowanie seksualne przez kilka lat
                2,3,4) długotrwała przemoc fizyczna

                Oczywiście, ani twoi ani moi znajomi nie są żadnym argumentem.

                Wyjaśnij tylko jaki twój post o samobójstwach ma związek z problemami Echtom?

                • echtom Re: G. prawda 14.11.07, 06:41
                  >Wyjaśnij tylko jaki twój post o samobójstwach ma związek z
                  problemami Echtom?


                  Też się nad tym zastanawiałam. To chyba aluzja, że swoim brakiem
                  zainteresowania popycham dzieci do samobójstwa.
        • annakate Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 15.11.07, 00:21
          Good luck!

          Trochę obok tematu - ja kryzys "naukowy" przeszłam w II klasie podstawówki,
          poznałam nowa koleżankę i ona przekonująco wytłumaczyła mi, że nauka jest nudna
          i do niczego nie prowadzi, i bez tego jesteśmy świetne. Do dziś pamiętam okrągłe
          ze zdziwienia oczy mojej mamy, jak objawiłam zdumionej rodzinie, że dalsza
          edukację uważam za stratę czasu, ponieważ "podpisać się już umiem i dyrektorem
          być mogę". Na szczęście zostałam ustawiona na właściwy tor, co było daleko
          łatwiejsze niż w przypadku twoich córek, bo miałam 8 lat - w każdym razie po
          kryzysie uczyłam sie jeszcze 20 lat do uzyskania pełnych uprawnień w zawodzie -
          kilkomiesięczną obsuwę miałam tylko na urodzenie dziecka.
          Trzymam kciuki za happy end także u Was.
          • echtom Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 15.11.07, 00:33
            Dzięki. Jak one miały 8 lat, to mi do głowy by nie przyszło, że
            kiedykolwiek stanę wobec problemu, o którym piszę. 3-4 lata później
            też jeszcze nie. Starsze miały czerwony pasek do końca podstawówki,
            mała jest trochę mniej zdolna, więc w 4. klasie spadła na czwórki,
            ale nic nie zapowiadalo szkolnego dramatu. Życie jest pełne
            niespodzianek.
            • mama.malenstwa Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 15.11.07, 10:58
              Ja byłam trochę podobna do twojej córki. Cała podstawówka czerwone
              paski na świadectwie, początki liceum to samo. Byłam otwarta,
              wesoła, bardzo kreatywna. Potem nagle przestało mi zależeć. Nic się
              nie zmieniło obiektywnie, ale dla mnie nic już nie miało sensu.
              Nawet sprawy, które uważałam za ważne, po zastanowieniu okazywały
              się bez sensu. Z jednej strony strasznie się męczyłam, ale
              jednocześnie podobało mi się to i sama wprowadzałam się w takie
              nastroje, otaczałam się ludźmi do mnie podobnymi. Oczywiście
              starsznie wagarowałam, nie uczyłam się prawie wcale. Jak mi się nie
              podobały oceny na koniec roku, albo byłam zagrożona, to zdawałam
              egzaminy komisyjne i poprawiałam. No, kompletnie niemądrze. Rodzice
              mogli sobie gadać i gadać,próbować mnie zaciągnąć do psychologa,
              zmieniać szkołę i tak nic to nie dało. Czułam, że jesteśmy z innych
              planet i porozumienie między nami jest niemożliwe. Wyrosłam z tego
              naszczęście, tak tuż po 20 mi przeszło. Ale niestety w moim
              przypadku sprawdziło się przysłowie "czego Jaś się nie nauczył...."
              Nie dostałam się na wymarzone studia, musiałam strasznie nadrabiać z
              językiem obcym, bo przecież wtedy to też oleałam i wiele innych
              rzeczy. Życzę twojej córce, żeby szybciej się obudziła niż ja, ale
              musi do tego sama dojrzeć.

              • echtom Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 15.11.07, 11:35
                mama.malenstwa napisała:

                >Z jednej strony strasznie się męczyłam, ale
                jednocześnie podobało mi się to i sama wprowadzałam się w takie
                nastroje, otaczałam się ludźmi do mnie podobnymi.<

                Chyba trafiłaś w sedno. Coś w tym jest - poczucie dyskomfortu, a
                jednocześnie pielęgnowanie takich "odmiennych stanów świadomości" -
                nie wiem, może dają poczucie, że jest się kimś wyjątkowym. Wiem, że
                córka musi sama dojrzeć do przebudzenia, ale jednocześnie mam
                świadomość, że pewne straty mogą być nieodwracalne. Powtarzam
                dzieciom, że mają w życiu tylko jedną szansę, by dostać się do
                dobrej szkoły średniej i ją ukończyć, że uzupełnianie braków w
                wykształceniu w systemie wieczorowym lub zaocznym to zupełnie inna
                jakość. Niby się z tym zgadzają, ale jak jest w praktyce, każdy
                widzi.
                • e-ftalo Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 16.11.07, 16:46
                  Wstawanie w południe(albo później),chodzenie spać po północy to znak
                  dezorganizacji życia i tego że coś jest nie tak.Twoja córka być może jest w
                  depresji,albo z jakiegoś innego powodu straciła motywację do realizacji
                  marzeń,planów życiowych,szkoły.
                  U mnie to nastąpiło gdy w skutek błędu wyprowadziłem sie z domu na
                  studia,których nigdy nie ukończyłem,żadnej pracy ani zawodu nie zdobyłem,kontakt
                  z rodzicami niemal zupełnie.
                  Mój dzień wygląda dziś tak ,wstanie o 14 ,spanie o 3,brak znajomych do
                  rozmowy,brak nadziei na zmianę,jest tylko internet,sam nie umiem pokonać pewnej
                  bariery,choć wiem gdzie ona tkwi.Sam chętnie bym przerobił świat żeby wszyscy
                  zaczynali pracę po południu a kończyli o 3 w nocy,ale się nie da...szkoda

                  U ciebie jest podobnie,teraz nie wolno ci się załamać,jesteś jedyną osobą która
                  może wyprowadzić z tego stanu córkę.Być może w waszym regionie(nie wiem skąd
                  jesteście) funkcjonują grupy wsparcia,a jak nie jest kilka fundacji,stowarzyszeń
                  wspierające takie rodziny.Na forum możesz co najwyżej pogadać,jednak forum samo
                  w sobie NIE MOŻE pomóc,potrzebujesz realnej pomocy(ja zresztą też,tyle że ja
                  jestem jeden a u ciebie jest rodzina).Żyjemy w trudnych czasach,takie rzeczy sie
                  zdarzają coraz częściej,tak rozpadają się rodziny.

                  forumowiczki zdają się tego nie rozumieć i wszystkim tutaj się wydaje że
                  wszystko samemu się robi,a to tylko marne pisanie...
                    • echtom Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 16.11.07, 18:13
                      Tak, problem w tym, że wybitny naukowiec może sobie pozwolić na taki
                      tryb życia, uczennica nie. Jeżeli córka skończy szkołę i zdobędzie
                      jakieś umiejętności, jako artysta czy technik plastyk będzie mogła
                      pracować nad projektami w najdziwniejszych porach dnia i nocy.
                      Właśnie, jeżeli... W systemie wieczorowym tego nie uczą. Dzisiaj
                      znowu nie poszła na specjalizację, więc powoli godzę się z tym, że
                      sprawa jest przesądzona.
                      • guderianka Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 16.11.07, 18:42
                        echtom-znasz tekst z 1923 roku Kahil Gibran?

                        Zaczyna sie od słów:

                        "Twoje dzieci nie są Twoją własnością, są synami i córkami za swym
                        życiem i mimo że przez Ciebie przechodzą to nie do ciebie należą.."


                        Ty już naładowałaś akumulator swojej córki- teraz czas na to by
                        patrzec czy został naładowany dobrze czy też nie, czy wychowanie -
                        całe dziecinstwo, wszystkie dobre i złe chwile, przyniosą efekt.
                        Bądź przy niej. Ale wyluzuj. To JEJ zycie
                        • echtom Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 16.11.07, 19:18
                          Teoretycznie masz rację, ale niełatwo patrzeć, jak dziecko odrzuca
                          wszystkie przekazane mu wartości i schodzi na złą drogę. Nie
                          pamiętam, czy masz jedno, czy dwoje dzieci - na pewno córkę w wieku
                          wczesnoszkolnym. Taki fajny wiek, kiedy jesteś dla dziecka
                          autorytetem i ono robi wszystko, co T y uważasz za słuszne, nawet
                          jeśli czasem po dziecinnemu się buntuje. Nie sądzę, że tak lekko
                          zacytowałabyś te słowa, gdyby starannie wychowane dziecko zostało
                          np. prostytutką czy narkomanką. Myślę, że normalnemu rodzicowi
                          trudno pogodzić się z tym, że cała miłość i trud, jaki włożył w
                          wychowanie dziecka, nie przyniosły efektu. Najłatwiej wtedy oskarżyć
                          rodzica, że gdzieś popełnił błąd... ale wszyscy rodzice popełniają w
                          dobrej wierze jakieś błędy i nie zawsze kończy się to źle.
                          Takie mnie dzisiaj naszły refleksje, że wielka szkoda, że moje
                          dzieci odrzucają wyniesiony z domu, jak to ładnie nazywają
                          socjologowie, "kapitał kulturowy", jakiego wielu rówieśników mogłoby
                          im pozazdrościć. Pomyślałam z rozgoryczeniem, że za pieniądze, które
                          wtopiłam w ich edukację, mogłabym uszczęśliwić kilkoro zdolnych,
                          ambitnych dzieci z biednych rodzin, których nie stać na opłacenie
                          studiów.
                          • guderianka Re: Zanudzam Was na śmierć ale zupełnie się rozsy 16.11.07, 19:32
                            Tak, mam dwoje dzieci w tym jedno w wieku wczesnoszkolnym. Póki co
                            buntuje sie od zawsze-co stwierdzili psychologowie. Gdy miała 2lata
                            określona została mianem inteligentnego manipulatora więc łatwo nie
                            jest. W dodatku jest niepełnosprawna-zatem nie wszystkie jej
                            problemy i bunty są takie jak u innych dzieci
                            ale..
                            dokładnie pamietam swoje nastoletnie życie- ten tekst miałam nad
                            swoimi drzwiami i wielokrotnie dawałam go do czytania rodzicom. Gdy
                            miałam 14-15naście lat tata powiedział że albo będę wielkim
                            człowiekiem albo skonczę jako margines społeczny.Powiedział też że
                            on ładował mój akumulator przez te naście lat i teraz czas by sie
                            okazalo czy zrobił to dobrze. Zatem : w wieku 14lat pociełam sie-
                            sznyty, w wieku 15 zaczełam palić papierosy czasem trawkę przy czym
                            rodzice wiedzieli że palę odkąd skonczyłam 17lat-sama im
                            powiedziałam. Tuż po 18 zrobiłam sobie pierwszy tatuaż oraz
                            wychodziłam na całe noce z domu (pierwszy raz nie wróciłam na noc w
                            wieku 16lat). Rodzice domyślali sie co i z kim robię. Ciągle
                            rozmawialiśmy, miałam z tatą świetny kontakt, był moim przyjacielem.
                            Byłam trudną nastolatką i czasem dom był dla mnie jak hotel. Teraz
                            po latach rodzice cięzko wspominają tamten okres jako okres prób.
                            Ale wiesz za co ich cenię ? Za to że pozwolili mi zyć moim życiem
                            • echtom Guderianka - niemożliwe 17.11.07, 00:23
                              Taką mi się wydajesz mądrą i poukładaną osobą, że trudno mi uwierzyć
                              w to, co o sobie napisałaś. Czy nie wymyśliłaś tej swojej biografii,
                              żeby mnie podnieść na duchu?smile
                              • guderianka Re: Guderianka - niemożliwe 17.11.07, 10:05
                                Echtom. Mój tata właśnie to miał na myśli. Nie mógł zrozumieć jak
                                taka inteligenta, świetnie ucząca sie dziewczyna, jeżdząca na
                                olimpiady z różnych przedmiotów, elokwentna, umiejąca pomagać innym
                                i mająca dobre serce (jako 16-17latka byłam np. wolontariuszką w
                                ośrodku rehabilitacji i domu dziecka, zajmowałam sie dziećmi z mpdz)-
                                więcej kompelmentów na swój temat nie powiem-może zarazem robić
                                rzeczy tak płytkie, tak wydaje sie niepotrzebne i puste. Tłumaczyłam
                                tacie że ja doświadczam w ten sposób życia, że muszę wszystkiego
                                sporóbowac, dośwoadczyć , dostać kopa w tyłek żeby pojąć. A ojczulek
                                nie mógł zrozumiec po co wystawiać rekę do ognia skoro ma się
                                swiadomość że on parzy...
                                BYłam-jestem-jednostką bardzo niezależna, z cechami autokraty.
                                Niecierpię narzucania mi woli innych i czasem kosztem siebie nie
                                ugnę sie chociaz wiem ze byłoby to słuszne
                                Echtom-to tlyko część mojej biografii, mojego doswiadczania
                                duchowego i fizycznego życia- jeszcze mogłabym dużo pisać o kółku
                                dziennikarskich w którym uczestniczyłam, o organizacji
                                paramilitarnej w której byłam, o karach które dali mi rodzice za nie
                                przyjście na noc do domu a które ja olałam i ...wyszłam z domu.
                                Miałam cudownych rodziców którzy szybko mnie zdiagnozowali i
                                wiedzieli że więcej zyskają daniem wolności i zaufaniem niż
                                pilnowaniem, marudzeniem. Na dobrą sprawę niewiele mogli mi zarzucic-
                                świetnie sie uczyłam, paliłam papierosy ale za zarobione przez
                                siebie pieniadze, ubierałam punkowe lumpy kupione za swoje pieniadze
                                (pisałam kolegom wypracowania z polskiego, rysunku z plastyki )itepe.
                                Do czego zmierzam- mądrość moich rodziców polegała na tym, że
                                pozwolili mi żyć swoim życiem. Bali sie-ale wiedzieli jaki potencjał
                                we mnie załadowali, wiedzieli że ja mam swoje wewnętrzne granice
                                • echtom Re: Guderianka - niemożliwe 17.11.07, 10:41
                                  Ale Ty przynajmniej dobrze się uczyłaś. Mi też w takiej sytuacji
                                  łatwiej byłoby zaakceptować nastoletnie eksperymenty, bo rozumiem,
                                  że młodzież potrzebuje życia towarzyskiego i rozrywek. Ja w liceum
                                  nie miałam żadnego życia, odbiłam to sobie na studiach - i nie
                                  przeszkadzało mi to w ciągnięciu 2 fakultetów jednocześnie i
                                  zaliczaniu egzaminów w pierwszych terminach. To, co mnie przeraża,
                                  to kompletny brak motywacji i woli u moich córek - gdybym im
                                  zabroniła wyjść i kontaktów z rówieśnikami, siedziałyby cały dzień
                                  przed komputerem albo czytały czasopisma, a z nauką nic by się nie
                                  poprawiło. Metody typu odcinanie internetu czy zabieranie komórki
                                  uważam za uwłaczające i dziecku, i rodzicowi - a przykład znajomej
                                  rodziny wykazał, że są zupełnie nieskuteczne, tylko nasilają bunt i
                                  skłaniają do oszukiwania i kłamstwa.
                                  • guderianka Re: Guderianka - niemożliwe 17.11.07, 11:28
                                    uczyłam-i to jeszcze badziej niepokoiło rodziców bo obawaili się że
                                    przez "zielone lata" wszystko zawalę

                                    Bądź dla swoich córek, bądź blisko, obserwuj i zaakcpetuj fakt ze na
                                    pewne rzeczy nie masz wpływu. Może warto podpowiedzieć im by
                                    poszukały jakiegoś ważnego zajęcia- praca w hospicju, domu dziecka,
                                    pomaganie starcom..ciężkie doświadczenia innych pozwalają z innej
                                    perspekty spojrzeć na swoje problemy..
                                    • echtom Re: Guderianka - niemożliwe 17.11.07, 12:11
                                      guderianka napisała:


                                      > Może warto podpowiedzieć im by
                                      > poszukały jakiegoś ważnego zajęcia- praca w hospicju, domu
                                      dziecka,
                                      > pomaganie starcom..ciężkie doświadczenia innych pozwalają z innej
                                      > perspekty spojrzeć na swoje problemy..
                                      >
                                      >
                                      Wiem z doświadczenia, że jak człowiek jest w dołku, to taka terapia
                                      nie działa - mi na przykład na obecnym etapie reszta świata jest
                                      zupełnie obojętna. Trzeba najpierw trochę odbić się samemu, by
                                      dostrzec problemy innych i próbować im pomóc.
                                      • guderianka Re: Guderianka - niemożliwe 17.11.07, 14:23
                                        może masz rację

                                        ja mam wrażenie że połowe życia nastoletniego byłam w dołku wink
                                        Siadałam w moim pokoju pomalowanym nam czarno z plakatmi i
                                        czaszkami, gasiłam światło, właczałam muze i płakałam....
                                        oj jaka ja fajna byłam ..wink