... nie, bo będą się ze mnie śmiać....

20.11.07, 07:41
ten tekst slysze bardzo często i niewiem co robić, aby zmienić
podejście synka.

Głównie w zwiazku z przedszkolem. Na pytanie "dlaczego nie ćwiczysz"
odpowiedz "bo będą się śmiali"
To jeden z przykładów. No cóż, skąd się wzieło wiem, ale jak teraz
tą reakcję odwrócić to już niewiem sad

Czy któraś z mam mi pomoże?
    • justi54 Re: ... nie, bo będą się ze mnie śmiać.... 20.11.07, 08:19
      Radzę przeczekać 4 latki tak mają przynajmniej mój tak miał. Do
      pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Kiedyś mały nie chciał ćwiczyć na
      gimnastyce korekcyjnej a teraz mógłby dziennie. To samo z rolami w
      przedstawieniach, wstydził się deklamować no to dostawał
      role "stacza". Potem były pierwsze nieśmiałe dwa trzy słowa a teraz
      jak jest w zerówce to ma w jasełkach dużą rolę mówioną jednego z
      trzech króli. A chłopak, który jako 3 latek prawie nic nie mówił i
      na przedstawieniach zamiast na scenie lądował na kolanach rodziców
      ma teraz rolę narratora a jest tego tekstu dużo do nauki.
      Przczekaj spokojnie a będzie dobrze.
      • weronikarb Re: ... nie, bo będą się ze mnie śmiać.... 20.11.07, 09:03
        Dzieki za pocieszenie smile
        MMyslalam ze to blad w wychowaniu, a to poprostu etap.
        W domu jest naprwde bardzo inteligentyn i straszna gadula.
        Zreszta Pani w przedszkolu tez to mowi, ale w przesdzkolu niesmialy,
        z boku. Jak ktos przyjdzie w odwiedziny to ucieka z krzykiem bo si
        eboi sad
    • rycerzowa Re: ... nie, bo będą się ze mnie śmiać.... 20.11.07, 11:59
      Kolejny inteligentny wrażliwiec...
      Trzeba inteligencji, by zrozumieć, że można być rzeczywiście śmiesznym.
      (Nie wszystkim politykom - płci obojga - jej starcza).

      Ale trzeba też wiedzy i dojrzałości, by wiedzieć, jak unikać prawdziwej
      śmieszności, jak się nie przejmować byle czym, jak patrzeć na siebie z
      przymrużeniem oka.
      Długa droga przed czterolatkiem...

      Na teraz najważniejsze jest budowanie poczucia własnej wartości, pewności
      siebie. Każde dziecko wyróżnia się czymś in plus wśród rówieśników.
      Trzeba znaleźć to coś w swoim dziecku, cieszyć się tym czymś, chwalić dziecko za
      sukcesy.
      Pani w przedszkolu też mogłaby pochwalić małego wobec grupy np. za grzeczność,
      jeśli nie zauważa dobrego rozwoju umysłowego.

      Dużo z dzieckiem rozmawiać, tłumaczyć mu,że ludzie są różni,że każde dziecko
      jest dobre w czym innym, i że nie jest to powód do wzajemnego wyśmiewania się.
      On też wszak mógłby wyśmiać niejednego kolegę, a to nie ma sensu.

      Jeśli jest tak bardzo wrażliwy, boi się, warto go trochę chronić, poczekać,aż
      dojrzeje. Do przedszkola posłać tylko na część dnia.
      Jednocześnie hartować. Spotykać znajomych, ale na spokojnie, na krótko, 1-2 osoby.
      Stopniowo oswajać z hałaśliwym światem.
      • weronikarb Re: ... nie, bo będą się ze mnie śmiać.... 20.11.07, 12:57
        Rycerzowa wlasnie to mnie najbardziej doluje, bo ma duze oparcie u
        nas rodzicow.
        Jednak pani powiedziala ze to taki typ, nie lubi ludzi, mecza go, ja
        mam identycznie, najlepiej czuje sie w samotnosci.
        Mi do szczescia ludzie tez nie potrzebn.

        Acha jesli chodzi opoczucie wartosci, to bardzo tu sie staram, gdyz
        moja mama nie dala mi tyego niestety
        • rycerzowa Re: ... nie, bo będą się ze mnie śmiać.... 20.11.07, 13:32
          A czy wszyscy muszą być jednakowi?
          Ale byłoby nudno!
          Z samotników i wrażliwców wyrastają naukowcy i artyści - nie zapominaj o tym.smile

          Tak - najważniejsze jest budowanie własnej wartości. Przede wszystkim chwalić
          dziecko za to, że jest DOBRE i rozsądne. Doświadczenie mi mówi,że na tym
          najtrwalej się buduje wysoką samoocenę.
          Każdy sukces ("udało mi się coś, czego nie umiałem wczoraj") zauważyć i ucieszyć
          się nim.

          Za ludźmi można nie przepadać, tłoku należy unikać, ale o minimum kontaktu
          zadbać trzeba. Czyli chronić dziecko przed nadmiarem wrażeń, ale nie izolować.

          On jest naprawdę mały i ma prawo być - mając taką naturę - nadwrażliwy.
          Stopniowo układ nerwowy będzie dojrzewał (jak to mądrze mówią naukowcy)a chłopak
          - uodparniał.

          Na wszelki wypadek jeszcze powiem: nie zawstydzać, nie wyśmiewać, nie gniewać
          się na niego.
          • weronikarb Re: ... nie, bo będą się ze mnie śmiać.... 22.11.07, 07:44
            w sumie potwierdzilas to co myslalm, jednak wole 10 razy zapytac niz
            raz zrobic cos zle i co mogloby zawazyc pozniej.
            Najgorzej to "nie gniewac sie" nosz przy takim łobuziaku nie da sie :
            (

            Kontakt zapewniam mu wlasnie poprzez przedszkole, sa to dzieci z
            ktorymi w sumie bedzie do konca szkoly, az do sredniej - wtedy
            wyjada do pobliskiego miasteczka

            Chwale barzo duzo, tlumacze tez aby probowal mimo niepowodzen bo
            kazdy tak zaczyna, najwazniejsze jet ze probuje a nie to co osiaga smile

            Dlatego w domu naprawde chetnie i duzo sie uczy, w przedszkolu juz
            duzo trudniej mu sie uczyc z grupa, woli indywidualnie.

            Nie chce aby byl jak wsyzscy, chce tylko aby latwiej mu bylo w
            grupie, bo wiem jak mi trudno i wolalabym aby tego uniknal
            • ankagoz Re: ... nie, bo będą się ze mnie śmiać.... 06.12.07, 11:54
              Podomnie mam i ja z 5 latką. Ostatnio np.: - dzieci mnie
              przezywają ... i płacze, wstydzi się dorosłych - aż chowa się za
              nogę. Kiedyś była otwarta, pewna siebie. Jedno co starałam się ją
              ostatnio nauczyc - to sama zaczęłam się z nią przezywać - bo ona nie
              umiała się bronić wcale. I najpierw na wesoło, po potem walnęłam tak
              jak nie lubi - znów płacz, ale za którymś razem oddała i zaczełyśmy
              się śmiać. Zastanawiam się co z tego wyjdzie.
Pełna wersja