Spacery-koszmaaaaar!!!

02.12.07, 19:24
Córa ma 2,5 roku.Wychodząc z nią z domu przeżywamy terror.Mała za
żadne skarby nie da rączki,do wózka nie wsiadzie,ucieka co kończy
się upadkami w błoto,wchodzi umyślnie do kałuż.Płacze okropnie jak
bym ją ze skóry obdzierała kiedy ją zatrzymuję.Ja zwariuję chyba.
Próbowałam prośbą,grozbą...nic.
Wzięłam ją na przeczekanie i kiedy zaczęła uciekać stałam z nią 40
min i tłumaczyłam spokojnie,że tak nie wolno i nic.Żadnego efektu.
Poradzcie coś...
    • mama_kotula Re: Spacery-koszmaaaaar!!! 02.12.07, 19:34
      Często chodźcie w miejsce, gdzie może uciekać do woli (ogrodzone boisko,
      bezpieczna łąka). Ubierz dziecko w kalosze i nieprzemakalne spodnie - niech
      wchodzi do kałuż, niech tapla się w błocie. Ignoruj zarówno uciekanie - albo
      jeszcze lepiej, zamień je w zabawę, zacznij gonić córkę ze śmiechem, albo sama
      zacznij uciekać z okrzykiem "goń mnie". Za każdym razem informuj dziecię, że to
      jest znakomite miejsce na wspólne gonitwy i na taplanie się w błocie, o wiele
      lepsze niż ulica.

      Wyjście na dwór ma być przyjemnością, a nie gehenną.

      Oczywiście są sytuacje, kiedy się zabiera dziecko ze sobą idąc do sklepu czy
      załatwić coś w mieście... wtedy są dwa wyjścia: wózek (co to znaczy, że
      2,5-latka nie wsiądzie do wózka??) albo konsekwentna nauka co gdzie wolno (na
      ulicy idziemy za rękę, bo jest niebezpiecznie i idziemy do sklepu teraz, a potem
      pójdziemy na podwórko, gdzie będziesz mogła się tarzać w błocie do woli)
      Ważne - chwalić za każdy przejaw czynności pożądanej, choćby i za przejście 100m
      bez uciekania smile
      • nangaparbat3 Re: Spacery-koszmaaaaar!!! 02.12.07, 19:53
        1. Kupic dziecku kalosze i nieprzemakajacy kombinezon.
        2. Nie przejmować się, że utytłane.
        3. Wykorzystac rady Mamy Kotuli (zwlaszcza "Goń mnie" - dziala nawet na psy.
        4. Wymyslac zabawy urozmaicajace spacer - my na przyklad bawiłysmy się, ze
        chodzimy jak rozne zwierzęta - raz myszki, raz niedźwiedzie, a raz jak
        dinozaury. Do tego śpiewalam (sic! - w tym wieku jeszcze to znosiła, a nawet
        lubiła) zawsze ten sam temat z "Pietruszki", dostosowywany do charakteru
        konkretnego zwierzęcia. Zabawe miałysmy wyśmienitą - obie.
        Inna zabawa - w "konika czarownicy". Oczywiscie ja bylam złą czarownicą, a ona
        biednym konikiem, ktorego czarownica poganiala patykiem czy galązką - ale konik
        musial straszliwej czarownicy sluchać.
        5.W sytuacjach krytycznych bralam pod pache i nioslam dokad chciałam, nie
        przejmujac sie w najmniejszym stopniu wrzaskami i wierzganiem.
        • grzalka Re: Spacery-koszmaaaaar!!! 02.12.07, 22:02
          bardzo mądrze dziewczyny radzą, podpisuję się pod każdym słowem
          • roksanaa22 Re: Spacery-koszmaaaaar!!! 02.12.07, 22:33
            Taaa...
            Po wsadzeniu jej na siłę do wózka tak się rzucała,że rozerwała pasy
            (!)...
            Niestety żeby dojść do miejsca bezpiecznego do zabawy muszę przejść
            conajmniej 300m ruchliwym chodnikiem.Nieprzemakalne spodnie ma.Po
            skutecznym upadaniu w błoto możecie sobie wyobrazić jak ją niosę
            rozdartą i jednocześnie niose zakupy/torbę i pilnuje starszaka...i
            opływam błotem jak ona...
            • nangaparbat3 Re: Spacery-koszmaaaaar!!! 02.12.07, 22:36
              A może pchałaby wozek?A w wozku wiozlabys zakupy - ona by je tam poukładala wg
              swojego pomyslu?
            • mama_kotula Re: Spacery-koszmaaaaar!!! 02.12.07, 22:39
              Zamiast torby kup sobie plecak (to nie jest żart, poważnie radzę).

              Po kilkukrotnym skutecznym upadaniu w błoto załóż dziecinie szelki ze smyczą i
              powiedz jej, że to nowa zabawa w brudnego pieska, który musi pobiec na pole - i
              biegnij, nawet tym ruchliwym chodnikiem, ja wiem, że jest dyskomfort, bo "ludzie
              patrzą", ale hmmmm... do mojego widoku w takich sytuacjach już się
              przyzwyczaili tongue_outPP
              Ale - jak chce siedzieć i taplać się w błocie na chodniku, niech się tapla do
              bólu, możesz stać obok, ignorować, podziwiać - pozbądź się tylko negatywnych
              emocji, dziecię widzi, że się denerwujesz i specjalnie będzie robić na przekór.

              Starszak ile latek ma, jeśli można wiedzieć? I czy trzeba go cały czas pilnować?
              • roksanaa22 Re: Spacery-koszmaaaaar!!! 03.12.07, 09:40
                Szeleczki też przerabialiśmy...
                Położyła się i wogole nie poszłasad((
                Starszak ma 5 i nie muszę go trzymać za rękę ale chodniki mamy
                wąskie a ulica ruchliwa więc muszę przynajmniej patrzeć na niego bo
                wiadomo to tylko dziecko i nie przewidzę co mu wpadnie do głowy.

                Po powrocie do domu mam ochote jej tak wlać...Wiem ,że to nie sposób
                więc nie realiuję swoich dzikich pragnieńwink

                Dziewczyny dziekuję za rady.Może psycholog poradzi jak postępować???
                • kamilkka30 Re: Spacery-koszmaaaaar!!! 03.12.07, 10:04
                  >Dziewczyny dziekuję za rady.Może psycholog poradzi jak postępować???

                  Dziewczyny dobrze radzą. Aby były efekty należy ćwiczyć dłuższy
                  czas. Psycholog nie ma czarodziejskiej różdżki i nie powiększy
                  chodników, nie zmniejszy dystansu do placu zabaw...
                • nangaparbat3 Re: Spacery-koszmaaaaar!!! 03.12.07, 18:52
                  Może by pchała wozek ze starszym w środku???
      • el1003 Re: Spacery-koszmaaaaar!!! 10.12.07, 11:28
        To bardzo dobra metoda. Miałam kiedyś podobne sytuacje ze swoją córą od momentu
        jak zaczęła chodzić i pomogło. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość i
        stanowczość. Umawiałam się z nią, że z wózka na pewno ją wypuszczę nim ją do
        niego wsadziłam, w lesie lub na podwórku i tam wolno jej będzie biegać ile tylko
        zapragnie. Zrozumiała w pewnym momencie, że to jej się opłaca i przestała
        reagować negatywnie na wsiadanie do wózka.
    • krwawakornelia No ale to co w tym zlego? 03.12.07, 09:47
      jasne ze dziecko w tym wieku nie chce do wozka.
      a co zleo w kaluzach i blocie?
      taka pora roku.
      • roksanaa22 Re: No ale to co w tym zlego? 03.12.07, 11:57
        Złego nic jeśli jesteśmy w bezpiecznym miejscu i zamierzamy się
        bawić.
        Ale ja mam problem żeby poprostu wyjść na zakupy.Zmagam się z tym
        problemem ok 6m-cy.Proszę nie bagatelizujcie mojego problemu.Nie
        mogę normalnie funkcjonować.Nie chodzi już o moją wygodę ale o
        bezpieczeństwo małej.
        • nangaparbat3 Re: No ale to co w tym zlego? 03.12.07, 18:56
          Nie bagatelizujemy.
          W sytuacji wąski chodnik, duzy ruch, nic się nie da, poprosilabym starszego o
          pchanie wozka, a małą pod pachę. Niech wierzga, niech wrzeszczy, trudno. Moja
          sie w takich chwilach darła: Ratunku!!!! Zła macocha mnie porywa!!!!
    • mmc2 Re: Spacery-koszmaaaaar!!! 03.12.07, 22:57
      Przed wyjsciem z domu wyjasnij malej ze idziecie na ulce gdzie
      trzeba trzymac mame za reka bo na ulicy jest niebezpiecznie.
      Jesli nie bedziesz trzymala mamy za reke to natychmiast wracacie do
      domu.
      Po tym objasnieniu wychodzisz z dzieckiem i naprawde natychmiast
      wracasz,(jesli trzeba bierzesz dzieciaka na rece bez wzgledu na
      wrzaski, wyrywanie sie itp.) jesli nie bedzie szla za reke. Nie
      dyskutujesz nie tlumaczysz, przypominasz tylko o umowie.
      Niestety ta metoda wymaga konsekwencji ale jest skuteczna.
      Wybiez sie na spacer jesli bedziesz miala duzo czasu i nie bedziesz
      zestresowana ze musisz to czy tamto zalatwic.
      Ja nie jetem zwolenniczka metody na ganianie bo znam kilkoro
      maluchow ktore zabawe w ganianie wspaniale trenuja na ulicy nie
      rozumiejac dlaczego mama wcale teraz nie chce sie ganiac i sie
      zlosci.

    • delfinek321 Re: Spacery-koszmaaaaar!!! 03.12.07, 23:24
      Jak chodzi o spokojne pójście do sklepu po zakupy i taki powrót, to
      ja mojemu dziecku dawałam malutką reklamówkę na zakupy i pytałam,
      czy mi pomoże. W sklepie do jej siateczki lądowała np. kostka masła
      czy inny drobiazg. Mała była tak tym zaabsorbowana i dumna, że
      grzecznie szła i wracała.
      • roksanaa22 dzięki:))) 05.12.07, 11:15
        Spróbuję patentu z reklamówkąsmileMoże poskutkujeuncertain
    • jujaro Re: Spacery-koszmaaaaar!!! 07.12.07, 15:36
      Ha ja mam podobnie... Mój dwuletni synek incydentalnie chodzi tam
      gdzie ja bym chciała. Generalnie wszystkie wyjścia spacery to
      akurat pół biedy bo ostatecznie mogę sobie za nim pochodzić)
      wyglądają w ten sposób, że ja go proszę, strasze, szantażuję zeby do
      mnie przyszedł a on w połowie drogi robi papa i idzie w swoją własną
      stronę, potrafi zniknać mi z oczu zupełnie. Czasami biorę go na
      przetrzymanie i jeśli nic szczególnie ciekawego mu się nie trafi po
      drodze to spokojnym krokiem wraca. Gorzej jak mi się spieszy a on ma
      własnie chę pobiegac pobłocie lub poskakc w kałuzach... Wtedy
      niestety konczy sie tak, że łapie go za rękę i ciągnę a on się
      śmieje...... Już sama nie wiem że go to nie boli...
    • sylwiawkk Re: Spacery-koszmaaaaar!!! 09.12.07, 10:58
      no to opowiem ci historie mojego pewnego spaceru z córcią wtedy
      [około 1.5 roku] wyszłam z domu wózkiem jechała nawet spokojnie ale
      aż całe 15 min ,mamy blisko park wiec szłam tamtędy ,i jezioro jest
      przez całą długość parku
      mała zaczęła płakać bo chce spać [nigdy nie zrozumiem czemu dzieci
      płaczą jak chcą spać a nie poprostu śpią] ale to nie był zwykły
      płacz tylko darcie sie na całą okolice
      wiec ją wyjęłam i podeszłam na brzeg jeziora aby spokojnie ululać i
      odłożyć wózek zostawiłam na ścieżce jakieś 4 metry ode mnie
      dodam fakt że przez pewien czas niosłam ja na rękach a wózek pchałam
      drugą ręka wózek mi sie przewrócił w błoto jakieś tam rzeczy mi sie
      wysypały a córcia rozchisteryzowana nie dała nawet sie postawić abym
      to pozbierała

      wieć jak tam stałam nad tym jeziorem próbując ululać córcie i nie
      wyjść z siebie z wściekłości [miałam ochote ja tam wrzócić]
      przechodził tamtedy pewiem pan i zaczął mi sie przygłądać co ja
      robie z dzieckiem nad jeziorem i tak to wyglądało że ja chce
      naprawde ja utopić i facet tak szedł powoli i normalnie zwątpił stał
      i mi sie przyglądał co ja zrobie w razie czego skakać do wody chciał
      za dzieckiem
      tak mnie ta sytuacja rozbawiła że wszystkie nerwy mi przeszły i
      długo jescze to bedę wspominać [a mała wkońcu usnęła i mogłam
      spokojnie dojść do mojej mamy]
Inne wątki na temat:
Pełna wersja