Dodaj do ulubionych

Bić czy nie bić - oto jest pytanie?

10.12.07, 15:52
Mam swoje zdanie na ten temat, ale chciałam was zapytać co myślicie
o dawaniu klapsów dzieciom. Oczywiscie nie chodzi mi o jakieś znęcanie
się, ale o takiego klapsa czy kilka po których dziecko płacze i które
są fizycznie bolesne choć nieszkodliwe dla zdrowia. Co o tym sądzicie?
Czy to jest dobre czy złe, czy pomaga czy nie, czy w przyszłości wpłynie
może negatywnie na dzieci? Może bite będą biły koleżanki i kolegów?
Jak to jest?
Obserwuj wątek
    • agatka_s Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 10.12.07, 19:11
      Mam swoje zdanie na ten temat, ale chciałam was zapytać co myślicie
      o dawaniu klapsów synowym. Oczywiscie nie chodzi mi o jakieś znęcanie
      się, ale o takiego klapsa czy kilka po których synowa płacze i które
      są fizycznie bolesne choć nieszkodliwe dla zdrowia. Co o tym
      sądzicie?
      Czy to jest dobre czy złe, czy pomaga czy nie, czy w przyszłości
      wpłynie
      może negatywnie na synowe ? Może bite będą biły koleżanki i kolegów?

      Jak to jest?




      A teraz pomysl sobie jak to jest jak ktos (np twoja tesciowa) sie
      zastanawia na forum czy Cie bic czy nie. Fajnie, prawda....

      Ciekawe jak sie poczujesz jak za kilka lat przyjdzie do Ciebie Twoje
      dziecko i zapyta: mamo czy to prawda ze na forum pytalas sie czy
      mnie bic czy nie...co odpowiesz ?

      pozdrawiam





      • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 11.12.07, 08:51
        agatka_s napisała:

        > Mam swoje zdanie na ten temat, ale chciałam was zapytać co myślicie
        > o dawaniu klapsów synowym. Oczywiscie nie chodzi mi o jakieś
        > znęcanie się, ale o takiego klapsa czy kilka po których synowa
        > płacze i które są fizycznie bolesne choć nieszkodliwe dla zdrowia.
        > Co o tym sądzicie?

        Ja to myślę tak. Że jak synowa jest mniejsza i słabsza od teściowej,
        to można. No bo jak się synowa nie słucha, to jak inaczej? Teściowa
        by mogła raz ostrzegawczo policzyć do trzech, a potem uderzyć - ale
        nie za mocno. To potem by wystarczyło tylko "raz... dwa..." i nie
        musiałaby kończyć, nie? Wcale nie musiałaby jej bić często, tak
        kilka razy profilaktycznie by wystarczyło.

        Ale myślę jednocześnie, że jak to teściowa jest mniejsza i słabsza
        od synowej, to synowa ma pełne prawo dać jej klapsa (nie za
        mocnego), żeby się słuchała.

        I analogicznie: mąż/żona. W ogóle to nowe mody: nie bić dzieci, nie
        bić żony itp. to jakieś dyrdymały, które tylko psują ludzi. W żadnym
        razie nie chodzi mi o znęcanie, co to to nie, tylko żeby porządek
        był.
      • magwaniek Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 10.12.07, 22:39
        No dziewczyny, ale przykłady..z synową super, aczkolwiek
        drastyczny. Oczywiście, że nie bić, nigdy!!! Dając klapsa dziecku
        dajemy mu świetną szkołe i prostą radę: "widzisz syneczku/
        córeczko, jak ktoś cię tak mocno zdenerwuje to mu przylej!" No
        powiedz nowa proszę, dasz taką radę swojemu dziecku kiedy juz
        będzie rozumiało wiele rzeczy...na przykład przed wyjściem do
        szkoły tak powiedzieć! Murowane że wychowasz małego agresora.
        Pozdrawiam i życzę cierpliwości
      • mama_anuszy Re: przypalac i lamac na kole 11.12.07, 15:51
        ależ wy zaradne w wychowywaniu- brakuje wam tylko aureolki i
        skrzydełek do latania. Gratuluję cierpliwości, zaradności,
        pomysłowości, wiedzy psychologicznej itp itd... Kto jest bez winy
        niech pierwszy rzuci.... ot co. Nie wierzę wam poprostu.
        • mama-ola Re: przypalac i lamac na kole 11.12.07, 20:13
          mama_anuszy napisała:

          > ależ wy zaradne w wychowywaniu

          Staram się. Przynajmniej się staram.
          Kto bije, ten się nie stara.
          Dla własnego dziecka się nie stara! Beznadziejne.

          > brakuje wam tylko aureolki i skrzydełek do latania.

          A ironizuj sobie ile wlezie.

          > Gratuluję cierpliwości, zaradności,
          > pomysłowości, wiedzy psychologicznej itp itd...

          Cierpliwości mam dużo, a jak mi się kończy, to jestem tego świadoma.
          Na szczęście jest mąż, którego mogę poprosić, by sam się pobawił z
          małym, gdy mi cierpliwości brak. Idę wtedy gotować (co b. lubię i co
          i tak zrobić muszę) - chyba to lepsze niż spacyfikować dziecko
          walnięciem w tyłek?
          Nie wiem, czy jestem zaradna, to chyba nie jest specjalnie istotne,
          radzę sobie jako tako, i to wystarcza.
          Wiedzę psychologiczną mam b. dużą - zarówno tę dotyczącą rozwoju
          małych dzieci, jak i tę dotyczącą siebie.
          W Twoich ustach to miał być zarzut? Wiedza psychologiczna jest
          ogromnie przydatna. Ogromnie. Biją głównie matki o małej wiedzy i
          niskiej samoświadomości.

          > Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci.... ot co.

          W matkę bijącą? Chętnie wink Zresztą rzucam - jak mi się taka nawinie
          ze swoim postem i mnie wkurzy, zaraz usłyszy, że jest beznadziejna.

          > Nie wierzę wam poprostu.

          Jak dla mnie - i co z tego. Ale może Twoje dziecko by pragnęło,
          żebyś uwierzyła, że dla się nie bić. Może ono o tym marzy. Idą
          święta, ludzie starają się być lepsi. Pomyśl o tym.
        • mama_miko Re: przypalac i lamac na kole 12.12.07, 10:23
          mama_anuszy napisała:

          > ależ wy zaradne w wychowywaniu- brakuje wam tylko aureolki i
          > skrzydełek do latania. Gratuluję cierpliwości, zaradności,
          > pomysłowości, wiedzy psychologicznej itp itd... Kto jest bez winy
          > niech pierwszy rzuci.... ot co. Nie wierzę wam poprostu.


          jakiej winy? Dając klapsa, masz pozniej poczucie winy? Dalas go nieslusznie? To
          jest jednak nie fair.

          Mi klaps nie zaszkodzil, mojemu mezowi tez nie, moim znajomym tez nie, moim
          dzieciom tez nie zaszkodzi. Malo tego, jestem za niego wdzieczna mojej matce, ze
          podniosla na mnie ręke jak ją oklamalam w wieku 8 czy 9 lat. Nauczylo mnie to
          nigdy, przenigdy nie klamac rodziców. MOge nie mowic im wszystkiego, ale niegdy
          ich nie okalmuje. Jak moim dzieciom dam po lapkach po 10 tłumaczeniu dlaczego
          nie wolno grzebać w kontakcie, absolutnie nie czuje sie winna. Nie jest mi z tym
          dobrze w srodku, ale efekt zaskoczenia dla dziecka, ze mama rowniez potrafi być
          sroga, dziala zaskakująco dobrze.
          • mama-ola Re: przypalac i lamac na kole 12.12.07, 11:01
            > Mi klaps nie zaszkodzil, mojemu mezowi tez nie, moim znajomym tez
            > nie, moim dzieciom tez nie zaszkodzi.

            Mylisz się, zaszkodził. Jak dorosłaś - bijesz innych. Przejęłaś
            pałeczkę.

            > Malo tego, jestem za niego wdzieczna mojej matce, ze
            > podniosla na mnie ręke jak ją oklamalam w wieku 8 czy 9 lat.
            > Nauczylo mnie to nigdy, przenigdy nie klamac rodziców. MOge nie
            > mowic im wszystkiego, ale niegdy ich nie okalmuje.

            Mogli Cię tego nauczyć inną metodą.

            > Jak moim dzieciom dam po lapkach po 10 tłumaczeniu dlaczego
            > nie wolno grzebać w kontakcie, absolutnie nie czuje sie winna.

            Mój syn jest w wieku - patrz sygnaturka. W kontakcie grzebał dwa
            razy i już nie grzebie. Poradziłam sobie bez bicia. Ty sobie nie
            radzisz, więc bijesz, takie są fakty. Mówisz bez sensu (bez efektu)
            10 razy, bo tylko czekasz, kiedy walnięcie dziecka będzie
            usprawiedliwione. Jest skuteczne, więc CHCESZ bić. Jakbyś się trochę
            wysiliła i spóbowała mówić do dziecka tak, by do niego trafiło, to
            byś nie musiała bić. Być może nauczyłaś dzieci tego, że dopiero po
            klapsie wiedzą, że sprawa jest poważna, a Twoich słów nie traktują
            poważnie. Moje dziecko moje słowa traktuje poważnie.

            > Nie jest mi z tym dobrze w srodku

            A wyglądasz (po postach) za bardzo zadowoloną ze stosowanej metody.

            > ale efekt zaskoczenia dla dziecka, ze mama rowniez potrafi być
            > sroga, dziala zaskakująco dobrze.

            Czyli planujesz bić dalej? To jak to jest - bicie nie sprawia, że
            masz grzeczne dziecko?
            A ja nie biję, a dziecko mam bardzo grzeczne smile
            • ewelina_1 Re: przypalac i lamac na kole 13.12.07, 02:14
              mama-ola napisała:

              > Mój syn jest w wieku - patrz sygnaturka. W kontakcie grzebał dwa
              > razy i już nie grzebie. Poradziłam sobie bez bicia. Ty sobie nie
              > radzisz, więc bijesz, takie są fakty. Mówisz bez sensu (bez
              efektu)
              > 10 razy, bo tylko czekasz, kiedy walnięcie dziecka będzie
              > usprawiedliwione. Jest skuteczne, więc CHCESZ bić. Jakbyś się
              trochę
              > wysiliła i spóbowała mówić do dziecka tak, by do niego trafiło, to
              > byś nie musiała bić.
              sorry, skróciłam wypowiedź. Nie do mnie wypowiedź, ale mam prośbę:
              nie wymądrzaj się, kto co CHCE robić ("więc CHCESZ bić") tylko
              NAPISZ (to nie jest ironia!), co zrobiłaś, że dziecko już dalej się
              nie bawi w kontakcie. Będzie i grzeczniej i sensowniej, bo z
              pewnością niejedna mama z tego skorzysta.
              • mama-ola proszę bardzo, ewelino :-) 13.12.07, 19:36
                > sorry, skróciłam wypowiedź. Nie do mnie wypowiedź, ale mam prośbę:
                > nie wymądrzaj się, kto co CHCE robić ("więc CHCESZ bić")

                Mam koleżanki, które klapsują swoje dzieci i CHCĄ to robić.
                Mówiłyśmy kiedyś (ja i jedna z tych koleżanek) o takiej sytuacji, że
                małe się wywija i nie chce się ubrać. Koleżanka na to:
                - ja wtedy sprzedaję trzy szybkie i spokój, a ty?
                Trzy szybkie to są klapsy, jak by kto nie wiedział. A ja jej na to,
                że ja nie. Przekomarzam się, gilgoczę, udaję że skarpetka mówi;
                - ach jakbym chciała być na Antosia nóżce, plosię, plosię!
                I osiągam swój cel wśród zalewu pocałunków i czułości oraz brania
                pod włos "o to ta bluzka w której wyglądasz jak mały przystojniak!
                dawaj, wkładamy szybko! szybko!".
                Albo jeszcze jakoś inaczej smile Różne rzeczy działają przy różnych
                sytuacjach.
                A moja koleżanka na to, że e tam, trzy szybkie i już. I że jak małe
                (bo ma dwie) dostaną, to potem są grzeczniejsze jakiś czas. I
                jeszcze zgroza: coś już dawno nie dostały (z intencją: powinny raz
                na jakiś czas dostać).
                Więc jak mi ktoś deklaruje, że stosuje klapsy, to wiem, że chce jest
                stosować. Bo jakby nie chciał, to by tego sposobu karania nie bronił.

                > tylko NAPISZ (to nie jest ironia!), co zrobiłaś, że dziecko już
                > dalej się nie bawi w kontakcie. Będzie i grzeczniej i sensowniej,
                > bo z pewnością niejedna mama z tego skorzysta.

                Kontakty nieużwane mają u nas zatyczki. Antoś zaczął się bawić w
                zeszłą sobotę przy kontakcie, do którego jest podłączone radio.
                Zauwazyliśmy to od razu, bo radio przestało grać (wyciągnął kabel).
                Wyraziliśmy chóralnie żal, że już nie słychać radia, wsadziłam kabel
                do kontaktu, a mały po chwili znów go wyciągnął. Mały został
                poinformowany, że tak nie wolno, że dzieciom nie wolno się tam
                bawić. Uprzedziłam, że jeśli będzie tacie wyłączał radio, to nie
                pozwolimy mu obejrzeć bajki w tv. Kontakt został zastawiony fotelem.
                Od soboty incydent się nie powtórzył.
                • ewelina_1 Re: proszę bardzo, ewelino :-) 14.12.07, 03:59
                  mama-ola napisała:

                  > I osiągam swój cel wśród zalewu pocałunków i czułości oraz brania
                  > pod włos "o to ta bluzka w której wyglądasz jak mały przystojniak!
                  > dawaj, wkładamy szybko! szybko!".
                  też tak często robię, tylko że taka zabawa, bo to właściwie jest
                  zabawa, wymaga duuuużo czasu. Jak do tego dołożysz, że masz drugie
                  dziecko, które też musisz ubrac, a potem z powrotem pierwsze (bo się
                  rozebrało przy ubieraniu drugiego) i znowu drugie, to w efekcie nie
                  wyjdziesz nigdzie!

                  I
                  > jeszcze zgroza: coś już dawno nie dostały (z intencją: powinny raz
                  > na jakiś czas dostać).
                  znam taką mentalność, ale jej nie rozumiem.

                  > Więc jak mi ktoś deklaruje, że stosuje klapsy, to wiem, że chce
                  jest
                  > stosować. Bo jakby nie chciał, to by tego sposobu karania nie
                  bronił.
                  nie masz racji! wyjaśniłam to na przykładach niżej
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=73137149&a=73298494
                  > Kontakty nieużwane mają u nas zatyczki. Antoś zaczął się bawić w
                  > zeszłą sobotę przy kontakcie, do którego jest podłączone radio.
                  > Zauwazyliśmy to od razu, bo radio przestało grać (wyciągnął
                  kabel).
                  > Wyraziliśmy chóralnie żal, że już nie słychać radia, wsadziłam
                  kabel
                  > do kontaktu, a mały po chwili znów go wyciągnął. Mały został
                  > poinformowany, że tak nie wolno, że dzieciom nie wolno się tam
                  > bawić. Uprzedziłam, że jeśli będzie tacie wyłączał radio, to nie
                  > pozwolimy mu obejrzeć bajki w tv. Kontakt został zastawiony
                  fotelem.
                  > Od soboty incydent się nie powtórzył.
                  Obawiam się, że incydent się nie powtórzył, bo kontakt został
                  zastawiony fotelem. Ale pomińmy zastawienie kontaktu.
                  Dla mnie skuteczność tej metody jest ...powiedzmy dyskusyjna. To
                  znaczy, ja wierzę, że są dzieci które posłuchają. Tylko, że nie na
                  wszystkie to działa. Perspektywa (nie)obejrzenia bajki, czy zabranie
                  zabawki, też musi być zrozumiała u dziecka. Obawiam sie że taki
                  przeciętny np. 18 miesięczniak nie zrozumie albo będzie mu wszystko
                  jedno, czy będzie widzieć bajkę czy nie. Ale kontaktem z chęcią się
                  pobawi, a nie jesteś w stanie wszystko zastawić i zablokować. I
                  jeszcze jedno, czasem wystarcza, że jest brat/siostra przed którym
                  można się popisać, by nawet najbardziej dotkliwe, egzekwowane kary
                  nie działaly.
                  • mama-ola Re: proszę bardzo, ewelino :-) 14.12.07, 09:33
                    > Obawiam się, że incydent się nie powtórzył, bo kontakt został
                    > zastawiony fotelem. Ale pomińmy zastawienie kontaktu.

                    To lekki fotel, odsunąłby go, gdyby chciał. Zastawienie kontaktu
                    było gestem mającym pokazać, że nie ma w tej kwestii dyskusji, że
                    sprawa jest poważna.

                    > Dla mnie skuteczność tej metody jest ...powiedzmy dyskusyjna. To
                    > znaczy, ja wierzę, że są dzieci które posłuchają.

                    Mój synek jest właśnie z tych dzieci, które słuchają. Jest bardzo
                    grzeczny, mimo że nigdy nie dostał klapsa.

                    > Tylko, że nie na wszystkie to działa. Perspektywa (nie)obejrzenia
                    > bajki, czy zabranie zabawki, też musi być zrozumiała u dziecka.
                    > Obawiam sie że taki przeciętny np. 18 miesięczniak nie zrozumie
                    > albo będzie mu wszystko jedno, czy będzie widzieć bajkę czy nie.

                    Na Antosia perspektywa nieobejrzenia bajki jest b. dotkliwa dopiero
                    od niedawna. Wczesniej zupełnie by go to nie ruszało. Czy to jednak
                    jest argument za tym, że zanim dziecko nie dorośnie do żalu za
                    bajką, to trzeba mu dawać klapsy? Do tego zmierzasz? Ale ja w
                    okresie przedbajkowym też sobie radziłam! I w pobajkowym też sobie
                    poradzę, jak sądzę. Sposoby radzenia sobie z dzieckiem zmieniają się
                    wraz z nim.

                    > Ale kontaktem z chęcią się pobawi, a nie jesteś w stanie wszystko
                    > zastawić i zablokować.

                    Moje dziecko broi, że hej. Na niektóre brojenia się zgadzam, tylko
                    staram się je ucywilizować. Np. po ułożeniu puzzli Antoś zawsze
                    zaczynał po nich skakać. Prosiłam, tłumaczyłam, groziłam zabraniem,
                    wszystko na nic - to było silniejsze od niego. On tak bardzo lubił
                    sobie na tych puzzlach poskakać. Dla niego to było jak zwieńczenie
                    zabawy, nagroda, którą sam sobie wymyślił. No i mnie przekonał -
                    uśmiechem, radością, to swoją przemożną potrzebą poskakania. I może
                    to robić, ma tylko ściągać kapcie. Fajny widok: mały dokłada ostatni
                    puzelek, szybko odpina sprzączki przy kapciuszkach i heja!

                    Miałabym to spacyfikować "trzema szybkimi"?! Może inna mama by tak
                    zrobiła. Mówisz "nie jesteś w stanie wszystko zastawić i
                    zablokować" - a muszę wszystko? Decyduję na poczekaniu. Uznałam, że
                    puzzli nie muszę. Mój syn może ze mną coś wynegocjować. Nie upatruję
                    wartości w tym, że zawsze zwyciężę.
                    Klaps zabija naturalną ciekawość dziecka, zabija jego żywiołowość.
                    Gdybym dała małemu klapsa za chęć skakania po puzzlach, to przy
                    pomyśle na inny wybryk synek byłby zahamowany.

                    A więc ma niektóre brojenia się zgadzam. A jeśli się na coś nie
                    zgadzam, to nie ma zmiłuj - nie przejdzie. Stanowczy ton,
                    tłumaczenie, tłumaczenie, tłumaczenie dlaczego tak, a nie inaczej,
                    odwoływanie się do jego rozsądku. I zapowiedź: Antosiu, jeśli
                    nadal... to będę cię musiała postawić do kąta.
                    I Antoś wie, że jak pada słowo kąt, to sprawa jest poważna.
                    I słucha.

                    > I jeszcze jedno, czasem wystarcza, że jest brat/siostra przed
                    > którym można się popisać, by nawet najbardziej dotkliwe,
                    > egzekwowane kary nie działaly.

                    Tego jeszcze nie wiem smile Ale moje niebijące koleżanki mają po dwoje
                    dzieci i sobie radzą. One są dla mnie wzorem, ich będę pytać, jak
                    będę miała problem.
                    • ewelina_1 Re: proszę bardzo, ewelino :-) 14.12.07, 23:56
                      mama-ola napisała:

                      > To lekki fotel, odsunąłby go, gdyby chciał. Zastawienie kontaktu
                      > było gestem mającym pokazać, że nie ma w tej kwestii dyskusji, że
                      > sprawa jest poważna.
                      też tak robiliśmy. Nie koniecznie fotelem, ale nie o mebel chodzi
                      lecz o zastawienie. Jednak moje miały ten gest w głebokim miejscu i
                      odsuwały przedmiot. Co zrobisz?

                      > Mój synek jest właśnie z tych dzieci, które słuchają. Jest bardzo
                      > grzeczny, mimo że nigdy nie dostał klapsa.
                      to świetnie. Ale właściwie tu jest sedno sprawy. Twoje dziecko ma
                      taki charakter i już. Sadzę, że "dostanie klapsa" nie ma tu
                      znaczenia.

                      > Na Antosia perspektywa nieobejrzenia bajki jest b. dotkliwa
                      dopiero
                      > od niedawna. Wczesniej zupełnie by go to nie ruszało. Czy to
                      jednak
                      > jest argument za tym, że zanim dziecko nie dorośnie do żalu za
                      > bajką, to trzeba mu dawać klapsy? Do tego zmierzasz? Ale ja w
                      > okresie przedbajkowym też sobie radziłam! I w pobajkowym też sobie
                      > poradzę, jak sądzę. Sposoby radzenia sobie z dzieckiem zmieniają
                      się
                      > wraz z nim.
                      nie sugeruj do czego zmierzam, tylko napisz (to nie ironia) co
                      robiłaś w okresie przedbajkowym. Weź pod uwagę, że zabranie zabawki
                      nie robi wrażenia. Inna rzecz, że są przyzwyczajone, bo muszę czasem
                      zabierać zabawkę gdy leje się krew. A wszystkie zabawki mają
                      podwójne - jakby się ktoś dziwił. Nie robi wrażenia też postawienie
                      do kąta - traktują to jak zabawę.
                      I jeszcze jedno: proszę nie pisz mi oczywistych rzeczy jak "Sposoby
                      radzenia sobie z dzieckiem zmieniają się wraz z nim."

                      > Moje dziecko broi, że hej.
                      I dalej piszesz o puzlach. Nie wiem, czy był to przykład oderwany od
                      rzeczywistości czy autentycznie był "puzlowy problem". Jeśli to
                      drugie, to muszę przyznać, że gdybym miała takie
                      zachowanie "pacyfikować trzema szybkimi" to musiałabym lać swoje
                      dzieci bez chwili przerwy. Mówimy więc chyba o innym poziomie
                      brojenia.

                      > Klaps zabija naturalną ciekawość dziecka, zabija jego żywiołowość.
                      > Gdybym dała małemu klapsa za chęć skakania po puzzlach, to przy
                      > pomyśle na inny wybryk synek byłby zahamowany.
                      oj, tu trzeba byłoby ustalić w końcu stanowisko, bo inne mamy
                      twierdzą, że klaps nie działa w ogóle.

                      A jeśli się na coś nie
                      > zgadzam, to nie ma zmiłuj - nie przejdzie. Stanowczy ton,
                      > tłumaczenie, tłumaczenie, tłumaczenie dlaczego tak, a nie inaczej,
                      > odwoływanie się do jego rozsądku.
                      smile)))))))), no nie mogę. Proszę o wybaczenie. A że się tak jeszcze
                      spytam, ile ma być tych tlumaczeń? I jak długo bezskutecznie
                      tłumaczysz? Kilka(naście) miesięcy aż dziecko zacznie lepiej
                      rozumieć język i kumać o co chodzi? To będziesz mieć totalnie
                      zdemolowany dom, pod warunkiem że wczesniej samo siebie nie
                      skrzywdzi. W moim przypadku weź pod uwagę, że jest to ilośc
                      tłumaczeń x2. Proszę o wybaczenie, ale propozycja, by tłumaczyć coś
                      dziecku, które jeszcze niewiele rozumie, tak naprawdę ośmiesza osobę
                      dającą taką propozycję-metodę. Metodę, która ma zerową skuteczność.

                      I zapowiedź: Antosiu, jeśli
                      > nadal... to będę cię musiała postawić do kąta.
                      > I Antoś wie, że jak pada słowo kąt, to sprawa jest poważna.
                      > I słucha.
                      pisałam wcześniej. Moje "kąt" traktują jako zabawę. Stoją w osobnych
                      kąta, ale to nie przeszkadza im ze soba rozmawiać, w języku bliźniąt
                      naturalnie.

                      > Tego jeszcze nie wiem smile Ale moje niebijące koleżanki mają po
                      dwoje
                      > dzieci i sobie radzą. One są dla mnie wzorem, ich będę pytać, jak
                      > będę miała problem.
                      dwoje dzieci w różnym wieku to nie ta bajka!!! A skąd wiem, że
                      to "nie ta bajka"? Bo jestem najstarsza w rodzinie, którą
                      uszczęsliwiano poleceniem zajmowania się młodszymi krewnymi. Chodzi
                      o jednakowy wiek, gdy mają ten sam poziom rozwoju. No, ale możesz
                      mieć bliźniaki - to nie jest złośliwość! Bliźniaki są super, tylko
                      trochę dają popalić. No i jeszcze trochę weryfikują nasze poglądy.
                      Ale przecież zawsze można się pocieszyć, że to tylko bliźniaki a nie
                      np. czworaczki.
                      • mama-ola Re: proszę bardzo, ewelino :-) 17.12.07, 13:12
                        > też tak robiliśmy. Nie koniecznie fotelem, ale nie o mebel chodzi
                        > lecz o zastawienie. Jednak moje miały ten gest w głebokim miejscu
                        i
                        > odsuwały przedmiot. Co zrobisz?

                        Myślę, że Twoje dzieci nie potraktowały zastawienia kontaktu jako
                        gestu ostatecznego. Dzieci wiedzą, kiedy mama nie żartuje, kiedy
                        sprawa jest naprawdę poważna, taka "nie ma zmiłuj". Być może u
                        Ciebie granica "nie ma zmiłuj" jest dopiero na poziomie klapsa, a u
                        mnie dużo wcześniej? U mnie jest na poziomie stanowczego tonu głosu,
                        odciągnięcia dziecka "z miejsca przestępstwa", zabrania "przedmiotu
                        przestępstwa"; z rzadka na poziomie zagrożenia karą (np. bo nie
                        obejrzysz bajki, bo pójdziesz do kąta); ostatecznością jest
                        wykonanie kary.
                        Już raz była taka dyskusja i zapamiętałam z niej, że u Verdany
                        poziom "nie ma zmiłuj" jest gdy popatrzy ona dziecku groźnie w oczy.

                        >> Mój synek jest właśnie z tych dzieci, które słuchają. Jest bardzo
                        >> grzeczny, mimo że nigdy nie dostał klapsa.
                        > to świetnie. Ale właściwie tu jest sedno sprawy. Twoje dziecko ma
                        taki charakter
                        > i już. Sadzę, że "dostanie klapsa" nie ma tu znaczenia.

                        A ja sądzę, że ma. Bo ja dostawałam klapsy i groźniejsze bicie w
                        swoim domu i niejednokrotnie myślę sobie (może nawet
                        codziennie): "o, to jest taka sytuacja, w której ja już bym
                        oberwała" albo "o, u mojego ojca to by w życiu nie przeszło".
                        Świetnie wiem na swojej skórze, za co klapsuje się dzieci, i
                        zaręczam Ci, że moje dziecię to zwyczajny dwulatek, który potrafi
                        zaleźć za skórę i który od klapsującego rodzica nieraz by dostał w
                        tyłek. Ja jednak uważam, że da się go wychowywać bez klapsa (bo to
                        zależy tylko i wyłącznie od rodziców) i mam dobre efekty.

                        > nie sugeruj do czego zmierzam, tylko napisz (to nie ironia) co
                        > robiłaś w okresie przedbajkowym. Weź pod uwagę, że zabranie
                        zabawki
                        > nie robi wrażenia. Inna rzecz, że są przyzwyczajone, bo muszę
                        czasem
                        > zabierać zabawkę gdy leje się krew. A wszystkie zabawki mają
                        > podwójne - jakby się ktoś dziwił. Nie robi wrażenia też
                        postawienie
                        > do kąta - traktują to jak zabawę.

                        Pytałaś wcześniej, jak sobie poradziłam z kontaktem bez klapsa.
                        Podałam Ci sposób (A). A Ty na to: "eee, sposób (A) to na moje
                        dzieci nie zadziała". Mam Ci podać sposób (B) i usłyszeć "eee,
                        sposób (B) to na moje dzieci nie zadziała"? W ten sposób to mogę
                        przejść cały alfabet, a Ty wszystko skrytykujesz, że u Ciebie nie
                        zadziała. Nie znam Twoich dzieci. Nawet Superniania nie udziela
                        ogólnych rad, tylko jeździ do konkretnego dziecka, długo je
                        obserwuje i wtedy mówi - metoda taka i taka. A ja nie jestem
                        Supernianią smile Ty powinnaś wiedzieć, jak do nich trafić. O ile
                        oczywiście Ci zależy na tym, by nigdy przenigdy nie dać klapsa. Bo
                        jeśli Ci nie zależy, to nie masz problemu – w odwodzie klaps i
                        spokój.

                        > I jeszcze jedno: proszę nie pisz mi oczywistych rzeczy
                        jak "Sposoby
                        > radzenia sobie z dzieckiem zmieniają się wraz z nim."

                        Jestem przemądrzała, zgoda smile Czy to jednak oznacza, że FORMA
                        podania pewnych informacji niweluje podaną w tej formie TREŚĆ?
                        • mama-ola Re: proszę bardzo, ewelino :-) 17.12.07, 13:17
                          >> Moje dziecko broi, że hej.

                          > I dalej piszesz o puzlach. Nie wiem, czy był to przykład oderwany
                          > od rzeczywistości czy autentycznie był "puzlowy problem". Jeśli to
                          > drugie, to muszę przyznać, że gdybym miała takie
                          > zachowanie "pacyfikować trzema szybkimi" to musiałabym lać swoje
                          > dzieci bez chwili przerwy. Mówimy więc chyba o innym poziomie
                          > brojenia.

                          Dla mnie to był rzeczywisty problem puzlowy. Myślę, że dla bijących
                          rodziców, którzy nie umieliby innymi sposobami odwieść dziecka od
                          skakania, byłby to problem tego typu, żeby dać klapsa. Zresztą - czy
                          chodzi o licytowanie się, czyje dzieci są bardziej niegrzeczne?
                          Możemy się policytować: mój drze tapetę smile

                          >> A jeśli się na coś nie
                          >> zgadzam, to nie ma zmiłuj - nie przejdzie. Stanowczy ton,
                          >> tłumaczenie, tłumaczenie, tłumaczenie dlaczego tak, a nie
                          >> inaczej, odwoływanie się do jego rozsądku.

                          > smile)))))))), no nie mogę. Proszę o wybaczenie. A że się tak jeszcze
                          > spytam, ile ma być tych tlumaczeń? I jak długo bezskutecznie
                          > tłumaczysz? Kilka(naście) miesięcy aż dziecko zacznie lepiej
                          > rozumieć język i kumać o co chodzi? To będziesz mieć totalnie
                          > zdemolowany dom, pod warunkiem że wczesniej samo siebie nie
                          > skrzywdzi. W moim przypadku weź pod uwagę, że jest to ilośc
                          > tłumaczeń x2. Proszę o wybaczenie, ale propozycja, by tłumaczyć
                          > coś dziecku, które jeszcze niewiele rozumie, tak naprawdę ośmiesza
                          > osobę dającą taką propozycję-metodę. Metodę, która ma zerową
                          > skuteczność.

                          Zawsze się uśmiecham z ironią, jak ktoś mi mówi, że dziecko nie
                          rozumie. Albo z dumą, że mój synek rozumie wszystko. Wszystko mu
                          tłumaczyłam od pierwszych dni jego życia. Wszystko. Poziom
                          tłumaczenia był dostosowany do poziomu dziecka. Zanim dziecko
                          zacznie "kumać język", "kuma" na poziomie emocjonalnym i wierzy
                          mamie.

                          Przykład z niemowlęctwa: mały Antoś leży w bujaczku, ja zaczynam
                          tłuc kotlety, mały się krzywi i zaczyna płakać. Staję przy nim i
                          tłumaczę: to mięso, to tłuczek, z tego będą kotlety, na obiadek am
                          am, tu się będą smażyły, muszę je troche pobić, żeby było dobre,
                          będę biła raz-dwa-trzy, potem odliczam i tłumaczę: juz było raz,
                          teraz będzie dwa, jeszcze trzy i koniec. Wracam do tłuczenia
                          kotletów, cały czas tłumacząc, tłumacząc, tłumacząc... Mały już nie
                          płacze, wodzi wzrokiem ciekawie. Ja mówię to patelnia, to tłuczek,
                          to jajko. Cały czas do dziecka mówię, mówię, mówię. W pewnym
                          momencie mówię: "jajko" - kilkumiesięczny Antoś mimowolnie odwraca
                          głowę i patrzy na jajko, mówię: "patelnia" - mały zerk! w stronę
                          patelni.

                          Czytałam mojemu dziecku od 4 m-ca ciąży, a potem od 2-3 dnia po
                          urodzeniu. Od tej pory synek ma czytane codziennie (co najmniej pół
                          godziny, często więcej, w niemowlęctwie uzbierałby się i 2 godziny
                          dziennie, wliczając mówienie wierszyków z pamięci). Czytanie
                          rozwijało mu mózg, dlatego mój mały rozumiał mowę ludzką dużo
                          wcześniej niż zaczął mówić, a mówić zaczął b. wcześnie. W wieku 18 m-
                          cy mówił już zdaniami. Obecnie mój syn mówi zdaniami wielokrotnie
                          złożonymi, rozumie absolutnie wszystko, zna na pamięć wierszyki
                          rymowane i nierymowaną prozę (całe opowiadania), zna dużo piosenek i
                          wymyśla własne.

                          Więc odpowiedź na Twoje pytanie "I jak długo bezskutecznie
                          tłumaczysz?" odpowiedź brzmi: nigdy nie tłumaczę bezskutecznie. I to
                          Ty mnie nie rozśmieszaj swoją niesamowitą pewnością siebie,
                          że "dziecko nic nie kuma". Może Twoje nie, ale ja mówiłam o Antosiu.
                          O Antosiu, który miał 6 tygodni (!!), gdy zrozumiał, że go namawiam,
                          by powtarzał za mną "u u u". Powtarzał "u u u" za mną, za moim
                          mężem, za babciami, za naszymi znajomymi, którzy nas odwiedzali (no,
                          przyznam, trochę się popisywaliśmy, bo byliśmy dumni z tak mądrego
                          dziecka) - więc mi się nie przewidziało.

                          Co Antoś rozumie teraz?
                          - Rozumie, co to jest umowa. Umawiamy się, że będzie tak i tak, a
                          moje dziecko umie powtórzyć warunki tej umowy i się do niej
                          zastosować. Np. jak miał 2 lata, umówiliśmy się, że za zrobienie
                          siusiu do nocnika dostanie coś słodkiego. Pokazałam mu słodycze, a
                          następnie odstawiłam je na półkę. Zrobił siusiu, dostał kawałek i
                          wiedział za co i dlaczego.
                          - Antoś potrafi przekazać skomplikowaną wiadomość, np. proszę go:
                          jak będziesz u babci, to powiedz jej to i to - i mały tę wiadomość
                          przekazuje.
                          - Z kontaktem zrozumiał, że wyjęcie wtyczki skutkuje tym, że wyłącza
                          się radio.
                          - Rozumie czemu czasem jedziemy jednym samochodem, a czasem drugim i
                          mówi to.
                          - W piątek rano dostał nową płytę DVD z bajką i upierał się, by mu
                          ją od razu puścić, ale po tłumaczeniach zrozumiał, dlaczego nie może
                          jej od razu obejrzeć, tylko musi poczekać aż do następnego dnie
                          rano.
                          Co tam wymieniać, wszystko rozumie, co mu się wytłumaczy... smile

                          Więc nie ja się ośmieszam, dając taką propozycję, lecz Ty swoją
                          niewiedzą nt. możliwości intelektualnych dzieci i ich wspomagania.

                          > pisałam wcześniej. Moje "kąt" traktują jako zabawę. Stoją w
                          > osobnych kąta, ale to nie przeszkadza im ze soba rozmawiać, w
                          > języku bliźniąt naturalnie.

                          Mój też początkowo traktował kąt jak zabawę. W ogóle nie rozumiał, o
                          co chodzi. Wyłaził z kąta na czworakach, śmiał się albo postał 5
                          sekund i odchodził. Ale ja się uparłam, że to będzie kara w naszym
                          domu i z czasem się udało. Surowy ton, surowa zapowiedź "tego już za
                          wiele, będzie kąt", atmosfera wokół stawiania do kata, moje
                          niezadowolenie, okrzyczanie, późniejsze tłumaczenie "przykro mi, że
                          musiałeś stać w kącie, ale za takie zachowanie naprawdę ci się
                          należało" - wszystko to sprawiło, że w końcu uznał w kącie karę.
                          Jak Twoje dzieci mają uznać kąt za karę, skoro Ty sama się
                          poddajesz? Skoro w Tobie nie ma determinacji, by kąt stał się w
                          Twoim domu karą? Skoro Ty sama nie masz planu, by to przeprowadzić?
                          Dzieci ani ja tego za Ciebie nie zrobimy.
                          • ewelina_1 Re: proszę bardzo, ewelino :-) 18.12.07, 02:17
                            mama-ola napisała:

                            > Myślę, że Twoje dzieci nie potraktowały zastawienia kontaktu jako
                            > gestu ostatecznego. Dzieci wiedzą, kiedy mama nie żartuje, kiedy
                            > sprawa jest naprawdę poważna, taka "nie ma zmiłuj". Być może u
                            > Ciebie granica "nie ma zmiłuj" jest dopiero na poziomie klapsa, a
                            u
                            > mnie dużo wcześniej? (...skracam, bo długie posty automat skraca)
                            bardziej mnie by tu interesowało "W JAKI SPOSÓB (to podkreslenie a
                            nie krzyk) pokazać gest ostateczny? Mówię stanowczym tonem, nie ma w
                            tym momencie uśmiechu, też jest odciąganie, ewentualne
                            zabranie "zakazanego"-jeśli to jest wykonalne oczywiście- a mimo to
                            czasem ignorują. Piszę "czasem" bo zdarzają się jednak sytuacje,
                            gdy "nie ma zmiłuj" na poziomie spojrzenia w oczy, najczęsciej gdy
                            dziecko jest samo. Nie wiem, czy Tobie pisałam o tym, że czasem z
                            mężem rozdzielamy dzieci, tzn. jesteśmy w domu ale każde ma "swoje"
                            dziecko. Dlatego wiele matek wypisujących tu "mądrości" rozjechałoby
                            się gdyby było jeszcze jedno. Chodzi o rówieśnika oczywiście.
                            Oczywiście NIE twierdzę, że bliźniaki to horror i żadna nie
                            poradziłaby sobie z nimi.

                            > A ja sądzę, że ma. Bo ja dostawałam klapsy i groźniejsze bicie w
                            > swoim domu i niejednokrotnie myślę sobie (może nawet
                            > codziennie) (....skracam)
                            > tyłek. Ja jednak uważam, że da się go wychowywać bez klapsa (bo to
                            > zależy tylko i wyłącznie od rodziców) i mam dobre efekty.
                            a ja w dalszym ciągu upieram się przy tym, że wrażliwość ma też
                            znaczenie. Bo przecież są dzieci które głęboko przeżywają krzywe
                            spojrzenie rodzica a na inne wrażenia nie zrobi "jeżyk" czy lanie.

                            > Pytałaś wcześniej, jak sobie poradziłam z kontaktem bez klapsa.
                            > Podałam Ci sposób (A). A Ty na to: "eee, sposób (A) to na moje
                            > dzieci nie zadziała". Mam Ci podać sposób (B) i usłyszeć "eee,
                            > sposób (B) to na moje dzieci nie zadziała"? W ten sposób to mogę
                            > przejść cały alfabet, a Ty wszystko skrytykujesz, że u Ciebie nie
                            > zadziała. Nie znam Twoich dzieci. Nawet Superniania nie udziela
                            > ogólnych rad, tylko jeździ do konkretnego dziecka, długo je
                            > obserwuje i wtedy mówi - metoda taka i taka. A ja nie jestem
                            > Supernianią smile Ty powinnaś wiedzieć, jak do nich trafić. O ile
                            > oczywiście Ci zależy na tym, by nigdy przenigdy nie dać klapsa. Bo
                            > jeśli Ci nie zależy, to nie masz problemu – w odwodzie klaps i
                            > spokój.
                            wydaje mi się, że się wykręcasz od odpowiedzi. Nie chodzi o to, by
                            skrytykowac, lecz by poznać inne metody. W końcu po to jestem na tym
                            forum. A wiem, że nie ma uniwersalnej metody, bo nawet Supernania
                            czasemm musiała cos nowego wymyśleć bo jak stwierdziła "to nie
                            działa" - to chyba było o przeklinaniu.
                            A ja się chcę tylko dowiedzieć jakie metody stosowałaś, w okresie
                            przedbajkowym.

                            > Dla mnie to był rzeczywisty problem puzlowy. (...)
                            Zresztą - czy
                            > chodzi o licytowanie się, czyje dzieci są bardziej niegrzeczne?
                            > Możemy się policytować: mój drze tapetę smile
                            nie chodziło o licytację. Dla mnie skakanie po puzlach nie jest
                            żadnym problemem, no chyba że te puzle mogłyby się połamać i zranić,
                            no ale ja takich bym nie dawała małym dzieciom.
                            A moje też drą tapety.

                            > Zawsze się uśmiecham z ironią, jak ktoś mi mówi, że dziecko nie
                            > rozumie. Albo z dumą, że mój synek rozumie wszystko. Wszystko mu
                            > tłumaczyłam od pierwszych dni jego życia. Wszystko. Poziom
                            > tłumaczenia był dostosowany do poziomu dziecka. Zanim dziecko
                            > zacznie "kumać język", "kuma" na poziomie emocjonalnym i wierzy
                            > mamie.
                            > Przykład z niemowlęctwa: (...skracam)

                            ale to normalne, że się do małych dzieci mówi, że się im tłumaczy,
                            tylko że na początku uspakaja je spokojny ton głosu, a nie treść
                            zawarta w słowach, ale to chyba też wszyscy wiedzą.
                            Twoje dziecko zaczęło faktycznie mówić bardzo wcześnie, ale nie
                            wszystkie dzieci tak się rozwijają. Przecież jedne zaczynają chodzić
                            przed pierwszym rokiem, inne nawet pół roku później. I nie zawsze
                            mamy na to wpływ.
                            Nie wiem, czy oglądałaś kiedyś film dokumentalny o rozwoju dzieci.
                            To było chyba przed południem na TVP2. Mówiąc o "nie kumaniu" miałam
                            własnie takie przeciętne dzieci na myśli. Dlatego w przypadku takich
                            dzieci dawanie rad typu "tłumacz" jest bez sensu. Pamiętam jak jedna
                            mama pytała się co zrobić aby jej prawie 15miesięczne dziecko nie
                            kręciło pokrętłami z pieca gazowego. W odpowiedzi
                            usłyszała "wytłumacz mu żeby nie robił bo jest to niebezpieczne". A
                            zwróciłam na to uwagę, bo sama miałam dzieci w tym wieku o duuużych
                            możliwościach ruchowych, ale małych komunikacji. A taka "porada" to
                            porażka. Może mało precyzyjnie się wyraziłam, ale mnie chodziło
                            właśnie o takie dzieci. Dlatego w tym wypadku rady
                            typu "tłumaczenie" są śmieszne.

                            > Więc nie ja się ośmieszam, dając taką propozycję, lecz Ty swoją
                            > niewiedzą nt. możliwości intelektualnych dzieci i ich wspomagania.
                            przeciez nie dyskutowałyśmy o wyjatkowych przypadkach. A swoją
                            drogą, Tobie też można zarzucić niewiedzę. Ty pisząc np. o mówieniu,
                            piszesz o swoim, konkretnym dziecku, ja o swoich bliźniakach. Czy
                            słyszałaś o języku bliźniąt?
                            www.wiadomosci24.pl/artykul/zagadkowy_jezyk_blizniat_1813.html
                            tu bardziej skupili sie na jednojajowych bliźniakach, ale język ten
                            nie jest zarezerwowany wyłącznie dla jednojajowych.
                            Moje też się porozumiewają tym językiem, widzę jak reagują, jak cos
                            sobie przynoszą i się bawią. Mam tylko nadzieję, że z racji tego, że
                            są różne, to nie dotknie nas problem jak w tym artykule.

                            > Mój też początkowo traktował kąt jak zabawę. W ogóle nie rozumiał,
                            o
                            > co chodzi. Wyłaził z kąta na czworakach, śmiał się albo postał 5
                            > sekund i odchodził. Ale ja się uparłam, że to będzie kara w naszym
                            > domu i z czasem się udało (...)
                            wydaje mi się, że w tym wypadku jest jak z nocnikiem. Mozna dziecko
                            sadzać na nocniku przed 1 rokiem, tylko to nie oznacza, że będzie od
                            razu samo potrafiło już z niego korzystać, bo musi do tego dorosnąć.
                            Nauczyć się kojarzenia, że własnie mu się chce, no i musi umieć w
                            jakiś sposób powiedzieć to albow inny sposób zasygnalizować. Po
                            prostu musi do tego etapu dorosnąć. Wydaje mie się, że podobnie jest
                            z kątem. dzieci muszą do tego dorosnąć. Ale do tego czasu trzeba coś
                            innego wymysleć.
                            • mama-ola Re: proszę bardzo, ewelino :-) 18.12.07, 08:49
                              Moje sposoby na Antosia 18-m-cznego nie różniły się zbytnio od tego,
                              co się powszechnie radzi: odciągać, zagadywać, mówić stanowczym
                              głosem. Nie mówić "nie rób" - tylko szybko inicjować inną czynność,
                              nie mówić "oddaj to" - tylko "weź tamto" lub "zamieńmy się" (jak
                              weźmie to drugie, to pierwsze porzuci). Zabawiać - jak dziecko się
                              bawi na mamy warunkach, to nie ma czasu ani sposobności na wybryki.

                              Potrzeba kary zaistniała, gdy Antek miał 22 m-ce. Wtedy poczułam, że
                              bez kary sobie nie radzę. Tu na forum założyłam wątek zatytułowany:
                              nie reaguje na "nie wolno" (może do odszukania?), oglądałam
                              Supernianię. Postanowiliśmy z mężem wprowadzić karnego jezyka, ale
                              jak go zobaczyliśmy w IKEI, to uznaliśmy, że jest za duży i za
                              drogi. Kąt wydał się praktyczniejszy. Wdrażanie do kąta zajęło kilka
                              tygodni. Potem były nawet sytuacje komiczne, pytam kiedyś "Antosiu,
                              gdzie jesteś?", a mały na to "Ata stoi w kącie, bo Ata wylał sok!"
                              (mniej więcej do 25 m-ca życia mój synek mówił o sobie w 3 osobie).
                              Był to efekt tłumaczenia, że za wylewanie soku idzie się do kąta.

                              Ewelino, niby jesteś zainteresowana tym, co mam do powiedzenia, ale
                              każdą moją odpowiedź kwitujesz:
                              a) widocznie moje dziecko już jest takie grzeczne i to dlatego mi
                              wyszło,
                              b) ty masz tylko jedno, a ja dwoje,
                              c) twój problem (np. puzlowy) to nie był prawdziwy problem, ja to
                              dopiero mam rzeczywiste problemy,
                              d) a tak w ogóle to się strasznie wymądrzasz.

                              A ja się nie wykręcam od odpowiedzi, tylko nie widzę sensu w
                              podawaniu kolejnych moich sposobów, skoro jedyne, co chcesz potem
                              zrobić, to zanegować. Świetnie mogę sobie wyobrazić, że masz ochotę
                              napisać a) o jaki ten Antoś grzeczny i dlatego ci wyszło, b) nie
                              zapominaj, że ja mam dwoje, bliźniaki!, c) wylewanie soku to żaden
                              problem, ja to dopiero mam problemy, c) itd.
                              W związku z tym mam taki pomysł, żeby umieścić na forum dla mam
                              bliźniąt post "czy są tu nieklapsujące mamy bliźniąt 18-m-cznych lub
                              starszych - prosimy o udział w dyskusji". Co Ty na to? Myślę, że
                              wypowiedzi mamy bliźniąt bardziej by do Ciebie przemówiły.

                              Pozdrawiam i miłego dnia smile

                              PS Nie pisałam, że nic nie wiem, o języku bliźniąt smile
                              • ewelina_1 Re: proszę bardzo, ewelino :-) 19.12.07, 00:16
                                Odnoszę wrażenie, że nie miałaś ochoty w ogóle pisać o swoich
                                sposobach. A już wypisywanie, że każdą propozycję kwituję
                                stwierdzeniami (tu punkty od a do d) jest po prostu niegrzeczne.
                                Wypunktowywanie wypowiedzi wyrwanych z kontekstu jest mało
                                eleganckie.
                                To, że pisałam, że na moje akurat cośtam niedziała, to nie chodziło
                                o to, aby kwestionować, ale o to, że być może masz jakiś pomysł na
                                który ja nie wpadłam. To taka zwykła pomoc. Nie napisałaś, no ok,
                                może też nie masz pomysłu jak ja. Więc zadałam pytanie, jak więc
                                radziłaś sobie w okresie przedbajkowym.
                                To, że pisałam o bliźniakach, to też nie po to, aby pokazać "ile ja
                                mam dzieci!" Po prostu niektóre sposoby mogą się świetnie sprawdzać
                                przy 1 dziecku, ale przy dwójce jest już to odrealniony pomysł.
                                Podam przykład: jedna z mam pisała tutaj, że jak dziecko dostaje
                                histerii, to idzie z nim do sypialni, aby skacząc na łóżku mogło
                                wyładować swoją agresję, choćby nawet miało to trwać 2 godziny. Już
                                tu pomijam, że taki sposób jest dobry dla kogoś, kto ma baaaardzo
                                dużo wolnego czasu. Przy 1 dziecku jest to metoda wykonalna, a co
                                jeśli masz 2 dzieci (to tylko 2 dzieci a nie np. pięcioraczki)?
                                Zostaje samo na 2 godziny w drugim pokoju? Oczywiście chodzi tu o
                                małe dziecie, a nie, że to drugie to dziecko w wieku szkolnym, które
                                może w tym czasie samo odrobić lekcje.
                                Odciąganie też stosowałam. Raz działało, innym razem nie,
                                szczególnie, gdy czynność była tak pasjonująca, że wszystko inne
                                stawało sie nudne i mało ciekawe. Właściwie odciąganie stosuje po
                                dziś dzień. W przeciwnym wypadku, gdybym za każde "złe zachowanie"
                                chciała sparzedawać "trzy szybkie" musiałabym je lać chyba bez
                                przerwy. Tu zwrócę uwagę osobom, które czytają naszą dyskusję: też
                                jak widać radzę sobie bez klapsów.
                                "Bliźniaki" mają już swoje forum i tam najczęsciej zaglądam, gdy mam
                                czas oczywiście. I tam dość często pojawiają się wątki o "ruchliwych
                                dzieciach", które po 5 minutach znudzi każda zabawa. U takich dzieci
                                wprowadzenie zabaw na "mamy warunkach" jest trochę ciężko, bo nie
                                nadążysz z pomysłami, nie mówiąc o tym, że trzeba dwójkę
                                zainteresować zabawą. Ale niech nikt tego nie odczytuje, że ja
                                nieporadna jestem!!!
                                Piszę tu, bo TO forum dotyczy wychowania, a poza tym, jest tu trochę
                                osób, które bardzo chętnie posłałyby na stos każdą osobę, która choć
                                raz w życiu dała dziecku klapsa. Z głównym zarzutem "nie radzisz
                                sobie z dzieckiem/dziećmi!". No to naiwnie myśle (to nie była
                                prowokacja!), że jak one tak świetnie sobie radzą, to mi szybko
                                podpowiedzą co i jak. A tu nic z tego. Okazuje się, że one tylko w
                                gębie i obrażaniu takie mocne i nic kontruktywnego nie wymyślą.
                                Ech...
                                > PS Nie pisałam, że nic nie wiem, o języku bliźniąt smile
                                podobnie jak ja nie pisałam, że nic nie wiem o możliwościach
                                intelektualnych (przeciętnych) dzieci.
                                również pozdrawiam
                                • mama-ola Re: proszę bardzo, ewelino :-) 19.12.07, 08:40
                                  > Odnoszę wrażenie, że nie miałaś ochoty w ogóle pisać o swoich
                                  > sposobach.

                                  A ja mam wrażenie (na swój temat), że na każdy problem mam gotową
                                  odpowiedź smile Jak ktoś pisze "u mnie tak i tak, co robić", to ja na
                                  to "oczywiście że tak!". No, teraz to mi już trochę przeszło, ale na
                                  początku wymądrzałam się niesamowicie. Aż mnie jedna mama
                                  żartobliwie podsumowała "olamazur - mama roku" big_grin (Mam jeszcze
                                  nick "olamazur"). Pisałam m.in. o tym, jak radziłam sobie z agresją
                                  dziecka (biciem mnie i męża), z nieśmiałością na placu zabaw, z
                                  odpieluchowaniem, z odstawieniem od piersi, z rozwijaniem mowy u
                                  dziecka, z histerią itp. Jeśliś ciekawa - wyszukaj sobie
                                  wyszukiwarką tu i na forum małe dziecko. Trudno żebym Ci to wszystko
                                  streszczała w dyskusji o niebiciu.
                                  Dodam nieskromnie, że dziękowano mi za moje rady i uważano je za
                                  przydatne, a jedna mama pisze do mnie czasem na priv i się mnie
                                  radzi poza forum (konkretnie - trzy razy się radziła).

                                  > Wypunktowywanie wypowiedzi wyrwanych z kontekstu jest mało
                                  > eleganckie.

                                  To nie było wypunktowanie odpowiedzi wyrwanych z kontekstu, lecz
                                  wręcz przeciwnie - uogólnienie całej Twoje postawy.

                                  > To, że pisałam o bliźniakach, to też nie po to, aby pokazać "ile
                                  > ja mam dzieci!" Po prostu niektóre sposoby mogą się świetnie
                                  > sprawdzać przy 1 dziecku, ale przy dwójce jest już to odrealniony
                                  > pomysł.

                                  Po co pytasz o sposoby matkę pojedynczego dziecka?

                                  > No to naiwnie myśle (to nie była
                                  > prowokacja!), że jak one tak świetnie sobie radzą, to mi szybko
                                  > podpowiedzą co i jak. A tu nic z tego. Okazuje się, że one tylko w
                                  > gębie i obrażaniu takie mocne i nic kontruktywnego nie wymyślą.

                                  Ależ Ci podpowiadam, tylko nie umiesz tego przyjąć.
                                  Na szybko to jest taka rada: przysięgnij sobie, że NIGDY PRZENIGDY
                                  nie dasz klapsa, choćby nie wiem co. (Ja tak zrobiłam i jestem
                                  bardzo zadowolona - jest to rada praktyczna, poparta
                                  doświadczeniem). Przede wszystkim, jak dochodzi do trudnej sytuacji,
                                  to wiadomo, jaką drogą ma się nie iść. Nie trzeba dokonywać wyboru,
                                  bo już został on dokonany, a to duże ułatwienie. Przy okazji
                                  oszczędza to wyrzutów sumienia "po". Po drugie musi się wymyśleć
                                  metodę powtarzalną w podobnych sytuacjach, a to pomaga na przyszłość.

                                  Oczywiście nie jest to rada dla wszystkich. Niektórzy chcą
                                  klapsować. Dla tych rady nie mam. I tym samym dyskusja zatoczyła
                                  koło.

                                  A rada nie na szybko - to wyszukiwarka konkretnego problemu.

                                  > podobnie jak ja nie pisałam, że nic nie wiem o możliwościach
                                  > intelektualnych (przeciętnych) dzieci.

                                  Ależ skąd! Po prostu pisałaś, że dziecko nie rozumie i pomysł, żeby
                                  mu tłumaczyć jest absurdalny, czy jakoś tak.
                                  Że moje dziecko będzie rozumieć, to ja wiedziałam, zanim się
                                  urodziło. Po prostu wiedziałam, jak rozwijać jego zdolności werbalne
                                  i to metodycznie robiłam. Jak ktoś nie wie(rzy), że dziecko może
                                  rozumieć, to jest skłonne je traktować tak, jakby nie rozumiało.
                                  I jest skłonny tym, którzy mówią "po prostu małemu wytłumacz",
                                  mówią "nie ośmieszaj się" i "to ma zerową skuteczność". Jak ty nie
                                  jesteś z tych drugich, to ja chyba nie umiem czytać ze zrozumieniem.
                                  A umiem:

                                  > Proszę o wybaczenie, ale propozycja, by tłumaczyć coś
                                  > dziecku, które jeszcze niewiele rozumie, tak naprawdę ośmiesza
                                  > osobę dającą taką propozycję-metodę. Metodę, która ma zerową
                                  > skuteczność.

                                  Z dzieckiem rozumiejącym i mówiącym o wiele łatwiej się dogadać.
                                  Można po prostu zapytać "co chciałeś? nie płacz, po prostu powiedz".
                                  Mój synek - jak większość dzieci w tym wieku - wpada czasem w
                                  histerię. Ryczy niemiłosiernie i się ciska. Co za ulga, jak potem
                                  zwerbalizuje o co chodziło. Okazuje się na przykład, że do białej
                                  gorączki go doprowadza, jak odsłaniam zasłony bez uprzedzenia,
                                  napiję z jego kubeczka albo podobnej zbrodni dokonam.
                                  Pamiętam, jak ja nie mogłam się doczekać, kiedy zacznie mówić!
                                  Ile to spraw rozwiązało! Warto było czytać 2 godziny dziennie
                                  codziennie, by mieć w dziecku partnera do rozmowy, zanim osiągnie
                                  kłopotliwy wiek 2 lat.
    • green_land Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 11.12.07, 19:31
      Jeżeli odpowiesz sobie twierdząco na moje pytanie, to masz moje
      przyzwolenie: czy chciałabyś, by inni Cię bili, gdy nie robisz tego,
      co oni uważają za dobre dla Ciebie? Czy chciałabyć, by Twój partner
      w imię Twojego dobra bił Cię, bo uważałby, że tylko tak nauczy Cię
      np. gotowania i sprzątania? Czy chciałabyś być bita? Nbawet, jeżeli
      byłby to tylko klaps, ale wymierzający miałby wściekłość na twarzy?
      To upokorzenie. W żadnym razie nie jest to środek wychowawczy.
      Jeszcze nie spotkałam się z przypadkiem, by osoba bijąca przyznała
      się, że robi to z bezsilności, by sobie ulżyć itd. Zawsze słyszę, że
      to dla dobra dziecka.

      Bo to wygodne - dziecko jest niegrzeczne, przeszkadza, więc
      najprościej walnąć w tyłek, zamiast po raz n-ty wytłumaczyć albo
      zastosować karę.
    • mama_miko Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 12:27
      mama-olasmile

      Widzę, że masz w sobie taką prawdziwą siłę walkismile Brawo! Może zainteresuje Cię
      parę adresów rodzin, w ktorych bije sie dzieci (są to tzw. rodziny patologiczne)
      w całej Polsce, bo tutaj to raczej nie ma się co wysilać.

      Doceniam Twoją postawę i przestrzeganie zasad bezstresowego wychowania oraz
      grzecznego i stanowczego tłumacznia i nakręcania mechanizmu jakim jest Twoje
      dziecko, tak jak mu zagrasz, ale naprawdę nie warto na tym forum brać się za
      wychowywanie matek cudzych dzieci. Tutejsze Matki zazwyczaj są dość dobrze
      wykształcone, mają dobrą sytaucję materialną, zawodową, takie wiesz, matki XXI
      wieku to są i Ty myslisz ze takim mamom wpoisz swoje zasady, jesli napiszesz, ze
      są beznadziejne? Nie wszystkie mamy traktują swoje dzieci jak zegarki, którym to
      dzieciom trzeba dwa razy wytłumaczyć, naoliwić, nakręcić i dziecko cud miód
      marzenie. Zazdroszczę ludziom wyobrażenia o macierzyństwie jako o tak łatwym
      "zawodzie"smile

      Chętnie prześlę Tobie kilka adresów rodzin, którym naprawdę trzeba takich ludzi
      jak Tysmile Takich ludzi, którzy chcą coś wytłumaczyć, że nie wolno bić dzieci za
      to że umyły ręce ciepłą wodą zamiast zimną. Może byś się spełniła w takiej
      roli? Co Ty na to?
      • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 12:58
        mama_miko napisała:

        > mama-olasmile
        >
        > Widzę, że masz w sobie taką prawdziwą siłę walkismile Brawo!

        Eee tam, po prostu się wypowiadam na forum w tak zwanych wolnych
        chwilach smile No i przy okazji niosę kaganek oświaty bijącym
        beznadziejnym matkom smile

        > Może zainteresuje Cię parę adresów rodzin, w ktorych bije sie
        > dzieci (są to tzw. rodziny patologiczne) w całej Polsce,

        Jak znasz takie adresy, to donieś od razu komu trzeba. Moje
        pośrednictwo jest tu zbędne. Wiesz, że zaniechanie też jest karane?
        Donieść na patolich powinien każdy, nie tylko ten, kto klapsów nie
        daje.

        > bo tutaj to raczej nie ma się co wysilać.

        To się nie wysilaj wink Mnie buzi nie zamkniesz, bo ja lubię forum
        wychowanie, no i wolnych chwil mam trochę smile

        > Doceniam Twoją postawę i przestrzeganie zasad bezstresowego
        > wychowania oraz grzecznego i stanowczego tłumacznia i nakręcania
        > mechanizmu jakim jest Twoje dziecko, tak jak mu zagrasz, ale
        > naprawdę nie warto na tym forum brać się za wychowywanie matek
        > cudzych dzieci. Tutejsze Matki zazwyczaj są dość dobrze
        > wykształcone, mają dobrą sytaucję materialną, zawodową, takie
        > wiesz, matki XXI wieku to są i Ty myslisz ze takim mamom wpoisz
        > swoje zasady, jesli napiszesz, ze są beznadziejne? Nie wszystkie
        > mamy traktują swoje dzieci jak zegarki, którym to dzieciom trzeba
        > dwa razy wytłumaczyć, naoliwić, nakręcić i dziecko cud miód
        > marzenie. Zazdroszczę ludziom wyobrażenia o macierzyństwie jako
        > o tak łatwym "zawodzie"smile

        Nic nie doceniasz smile Nie zgadzamy się i tyle. Jak to na forum. Ty
        bijesz, ja nie biję. Ja komentuję Twoją postawę ("jesteś
        beznadziejna" itp.), ty komentujesz moją ("traktujesz dziecko jak
        zegarek" itp.). Że ktoś tu kogoś przekona w temacie bić/nie bić, to
        ja złudzeń nie mam od dawna. Nawet taką myśl wyraziłam kiedyś
        wprost... O tu:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=68375765&a=68429787
        Nawet szybko mi się znalazło smile No ale ja umiem korzystać z
        wyszukiwarki. Szkoda że te wykształcone z XXI wieku nie umieją,
        może by nie mnożyły wątków.

        > Chętnie prześlę Tobie kilka adresów rodzin, którym naprawdę trzeba
        > takich ludzi jak Tysmile Takich ludzi, którzy chcą coś wytłumaczyć,
        > że nie wolno bić dzieci za to że umyły ręce ciepłą wodą zamiast
        > zimną. Może byś się spełniła w takiej roli? Co Ty na to?

        Ha, ha. Pewnie się strasznie czujesz dowcipna...
        A na serio: czy bym się spełniła w roli superniani? Kto wie smile
        Tylko że ja już mam niezłą pracę smile
        • mama_miko Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 13:25
          mama-ola napisała:

          > To się nie wysilaj wink Mnie buzi nie zamkniesz, bo ja lubię forum
          > wychowanie, no i wolnych chwil mam trochę smile

          Wszystko fajnie, ale prosilabym ie o jedną rzecz: nie przyklejaj etykietek, bo
          to najgorsze co moze być. Nie pisz: "jestes beznadziejna" lecz lepiej
          "zachowujesz się beznadziejnie". Byc moze, jesli przyklejasz etykietki komus na
          forum, zachowuesz sie tak w stosunku do dziecka. Nigdy nie przyklejaj dziecku
          etykietki "jestes niegrzeczny. jestes lobuzem" - ono zapewne chwilowo zachowuje
          sie niegrzecznie. Lepiej powiedz "zachowujesz sie niegrzecznie". Nie oceniaj
          osoby, lecz jego zachowanie - to jest bardziej zjadliwe dla drugiego czlowieka,
          tak samo jak dla doroslego, jak i dla dziecka.

          Ale to oczywiscie zalezy do Twojego podejscia do drugiego czlowieka. Nie kazdy
          czuje szacunek do drugiego. Ja akurat szanuje kazdego czlowieka, za sam fakt
          bycia czlowiekiem, co jednak nie jest rownoznaczne z tym, ze popieram kazde
          zachowania i z kazdym chcialabym sie zadawac.

          No ale ja umiem korzystać z
          > wyszukiwarki. Szkoda że te wykształcone z XXI wieku nie umieją,
          > może by nie mnożyły wątków.

          Oj, nie bądź złośliwczemsmile Toć to forum.

          >
          > > Chętnie prześlę Tobie kilka adresów rodzin, którym naprawdę trzeba
          > > takich ludzi jak Tysmile Takich ludzi, którzy chcą coś wytłumaczyć,
          > > że nie wolno bić dzieci za to że umyły ręce ciepłą wodą zamiast
          > > zimną. Może byś się spełniła w takiej roli? Co Ty na to?
          >
          > Ha, ha. Pewnie się strasznie czujesz dowcipna...

          Nie, tutaj akurat nie.

          > A na serio: czy bym się spełniła w roli superniani? Kto wie smile
          > Tylko że ja już mam niezłą pracę smile

          Pozdrowieniasmile
          • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 13:44
            > Wszystko fajnie, ale prosilabym ie o jedną rzecz: nie przyklejaj
            > etykietek, bo

            O etykietowaniu to ja wiem. Dziecku nie przyklejam. Przyklejam
            wyłącznie bijącym matkom smile Taki mam konik smile

            > Ale to oczywiscie zalezy do Twojego podejscia do drugiego
            > czlowieka. Nie kazdy czuje szacunek do drugiego.

            Ano. Na przykład niektórzy biją innych! Czasem mniejszych od siebie!
            Wyobrażasz sobie? Zgroza.

            > Ja akurat szanuje kazdego czlowieka, za sam fakt
            > bycia czlowiekiem, co jednak nie jest rownoznaczne z tym, ze
            > popieram kazde zachowania i z kazdym chcialabym sie zadawac.

            Jeśli bijesz, to nie szanujesz.
            Przypuszczam, że cudzego dziecka nie uderzyłabyś, choćby zachowało
            się identycznie jak Twoje (ta sama przewina, te same Twoje 10-krotne
            upominania itd.). Swoje byś klapsnęła, cudze nie. Ot cała
            tajemnica "szacunku do drugiego człowieka", który dziwnym trafem nie
            dotyczy najbliższych.
            W mojej ocenie szacunek do drugiego człowieka widać najpełniej po
            tym, jak kto traktuje swoje dzieci.

            > Oj, nie bądź złośliwczemsmile Toć to forum.

            Odbiłam piłeczkę smile Również pozdrawiam.
              • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 14:04
                kropkacom napisała:

                > Od "zwykłego" jednego klapsa dużej krzywdy nie będzie i do
                > patologii dalekosmile

                Czy w temacie niedużej krzywdy identycznie zdanie masz w przypadkach:
                1) mąż szturchnie żonę,
                2) szefowa pacnie podwładną skoroszytem po łapkach,
                3) pan uderzy psa?

                Bardzo jestem ciekawa Twojej wypowiedzi.

                > Ale nie "promowała" bym tego klapsa a już zwłaszcza jako metody
                > na ostateczne nieposłuszeństwo.

                Ja bym promowała (choć nie mam złudzeń, że to skazane na
                niepowodzenie) zasadę, że klaps nigdy przenigdy. Tak na maksa w
                jedną stronę smile
                  • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 14:45
                    > Zadowolona?

                    Nie bardzo smile Wolałabym coś w rodzaju oburzenia:
                    1) niedopuszczalne!!!
                    2) niedopuszczalne!!!
                    3) niedopuszczalne!!!

                    Plus refleksja "o matko, masz rację, skoro w punktach 1)-3)
                    niedposzczalne, to w wypadku dziecka też". Wtedy byłabym
                    zadowolona smile)))))))))))

                    Aha, i ja nie demonizuję wpływu klapsów na przyszłość danego
                    człowieka. Ja ich po prostu nie stosuję, bo szanuję cielesność
                    dziecka i uważam, że nie mam prawa nikogo bić.
                    • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 14:49
                      > Nie bardzo smile Wolałabym coś w rodzaju oburzenia

                      No cóż. Gdyby te wszystkie sytuacje miały znamiona nagminności czy katowania
                      pewnie tez bym sie burzyła.

                      > Ja ich po prostu nie stosuję, bo szanuję cielesność

                      No i w porządku. Więc o co chodzi?
                      • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 15:18
                        kropkacom napisała:

                        > Gdyby te wszystkie sytuacje miały znamiona nagminności czy
                        > katowania pewnie tez bym sie burzyła.

                        Czyli jak się sporadycznie: dziecko klapsnie, żonę szturchnie,
                        podwładnego pacnie, a psa walnie - to się nie burzysz? Byle
                        sporadycznie, bez znamion nagminności?
                • mama_miko Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 14:21
                  mama-olasmile

                  Proszę Cię o wytlumaczenie jakie widzisz różnice między osobą przystosowaną do
                  życia w społeczeństwie, a osobą przystosowującą się? Jak wiele musi nauczyć się
                  dziecko i w jaki sposób się nauczyć, jak wiele przejść, według Ciebie aby
                  rozumowalo jak mąż, szefowa?

                  Czy masz takie samo podejście do swojego dziecka takie samo podejście jak do
                  męża, matki, ojca, krewnego i odwrotnie: męza traktujesz jak dziecko? Czy jeżeli
                  ktoś uderzy Twoje dziecko - uczysz je, aby oddał czy uciekał? Czy tłumaczył
                  (błagał) "nie bij mnie"?

                  Jeśli chodzi o pytanie dot. klapsa danego cudzemu dziecku, prędko odpowiadam, że
                  ja mam zupelnie inne podejscie nie Ty: nigdy nie biorę się za wychowywanie
                  cudzych dzieci i ich matek. Nigdy też nie oceniam zachowania, bo nie mam do tego
                  prawa, podobnie jak Ty, ale zaznaczam Tobie, że to nie jest równoznaczne
                  oczywiscie z tym, ze nie wyrazam swojej subiektywnej opinii.

                  Trochę mylisz ogolnie przyjete pojecia, ale mowie to nie zlosliwie. Troszke masz
                  tylko takie podejscie jak dzieciaki w przedszkolu: "głupie jesteście! nie bawię
                  się z wami".
                  • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 15:10
                    > Proszę Cię o wytlumaczenie jakie widzisz różnice między osobą
                    > przystosowaną do życia w społeczeństwie, a osobą przystosowującą
                    > się? Jak wiele musi nauczyć się dziecko i w jaki sposób się
                    > nauczyć, jak wiele przejść, według Ciebie aby
                    > rozumowalo jak mąż, szefowa?

                    Odczytuję tę część jako pytanie retoryczne.
                    By the way - czy Twoja opinia o forumowiczkach jako wykształconych
                    itp. kobietach XXI wieku mnie nie dotyczy, bo się nie zgadzamy?
                    To również jest pytanie retoryczne smile

                    > Czy masz takie samo podejście do swojego dziecka takie samo
                    > podejście jak do męża, matki, ojca, krewnego i odwrotnie: męza
                    > traktujesz jak dziecko? Czy jeżeli ktoś uderzy Twoje dziecko -
                    > uczysz je, aby oddał czy uciekał? Czy tłumaczył
                    > (błagał) "nie bij mnie"?

                    Niemożliwe! Czyżbyś pytała mnie o moje metody wychowawcze?
                    Nie wierzę, że chcesz je poznać smile Przecież masz swoje, takie
                    zdroworozsądkowe, z których jesteś dumna smile

                    Aha, mnie niełatwo sprowokować smile Możesz rzucać takie "zapewne
                    traktujesz dziecko jak zegarek" i "czyżbyś męża traktowała jak
                    dziecko" - ale ja się nie dam smile Stary wyjadacz forumowy jestem smile

                    > Jeśli chodzi o pytanie dot. klapsa danego cudzemu dziecku, prędko
                    > odpowiadam, że ja mam zupelnie inne podejscie nie Ty: nigdy nie
                    > biorę się za wychowywanie cudzych dzieci i ich matek.

                    Ja się biorę za wychowywanie cudzych dzieci i ich matek?
                    Opowiedz mi o tym, bo musiało mi umknąć.

                    Co do sprawy z biciem cudzych dzieci. Rozmawiałam kiedyś na ten
                    temat z koleżanką z pracy. Jej córka zapaliła zapałkę i upuściła ją
                    na obrus, wypalając dziurkę. Dostała klapsa. W czasie tej zabawy
                    były najpierw upomnienia, że ma zapałki zostawić, że nie wolno itp.
                    Koleżance po tym klapsie było głupio. Opowiadała mi, jak to było i
                    co czuje. Czuła się okropnie, męczyło ją to długo, miała potrzebę o
                    tym mówić. (Ja nie miałam jeszcze wtedy dzieci, ale lubiłam słuchać
                    o jej dzieciach, więc mi opowiadała).
                    No i ta koleżanka mi powiedziała, że chciała obiektywnie rozważyć
                    całą tę sprawę i nadać jej właściwy wymiar, więc wyobraziła sobie,
                    że zamiast córki zachowała się tak inna dziewczynka (która, dajmy na
                    to, przyszła w odwiedziny). I wiesz, co jej wyszło z tych rozważań?
                    Że ta obca dziewczynka nie tylko nie dostałaby klapsa, ale i nie
                    zostałaby tak zwrzeszczana przez moją koleżankę. Zrobiło jej się
                    jeszcze bardziej głupio i powiedziała coś, co pamiętam do dziś:
                    wygląda na to, że obce dziecko potraktowałabym lepiej niż swoje.

                    Mniej więcej do takiego wniosku chciałam skłonić Ciebie smile
                    Jak widać mam jeszcze złudzenia smile

                    > Nigdy też nie oceniam zachowania, bo nie mam do tego prawa,
                    > podobnie jak Ty, ale zaznaczam Tobie, że to nie jest równoznaczne
                    > oczywiscie z tym, ze nie wyrazam swojej subiektywnej opinii.

                    Oceniam zachowanie innych na forum. Do tego jest forum - ktoś
                    podaje coś pod dyskusję, inni komentują. Jak mam na jakiś temat
                    zdanie, to je wypowiadam. Jak ktoś bije dzieci, to myślę o nim, że
                    jest beznadziejny i to właśnie piszę. Nie mam do tego prawa? Pokaż
                    mi, gdzie to jest napisane - bo chyba nie w zasadach forum?

                    Rozróżnienie pomiędzy ocenianiem cudzego zachowania a wyrażaniem
                    subiektywnej opinii jak dla mnie lekko... hmm...

                    > Trochę mylisz ogolnie przyjete pojecia,

                    A konkretnie które pojęcia mylę?

                    > Troszke masz tylko takie podejscie jak dzieciaki w
                    > przedszkolu: "głupie jesteście! nie bawię się z wami".

                    Takie podejście bym zaprezentowała, gdybym nie chciała z Tobą
                    rozmawiać. Pozdrawiam smile
                    • mama_miko Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 15:42
                      mama-ola napisała:

                      > > Proszę Cię o wytlumaczenie jakie widzisz różnice między osobą
                      > > przystosowaną do życia w społeczeństwie, a osobą przystosowującą
                      > > się? Jak wiele musi nauczyć się dziecko i w jaki sposób się
                      > > nauczyć, jak wiele przejść, według Ciebie aby
                      > > rozumowalo jak mąż, szefowa?
                      >
                      > Odczytuję tę część jako pytanie retoryczne.

                      Nie. Proszę Cię o odpowiedź.

                      > > Czy masz takie samo podejście do swojego dziecka takie samo
                      > > podejście jak do męża, matki, ojca, krewnego i odwrotnie: męza
                      > > traktujesz jak dziecko? Czy jeżeli ktoś uderzy Twoje dziecko -
                      > > uczysz je, aby oddał czy uciekał? Czy tłumaczył
                      > > (błagał) "nie bij mnie"?
                      >
                      > Niemożliwe! Czyżbyś pytała mnie o moje metody wychowawcze?
                      > Nie wierzę, że chcesz je poznać smile Przecież masz swoje, takie
                      > zdroworozsądkowe, z których jesteś dumna smile

                      Oj, mam nadzieje, ze za chwilę nie potrąci mnie samochód, więc podsumowanie czy
                      czuję się dumna z wychowania moich dzieciaków, wolalabym sobie zostawić tak
                      gdzies za 30 latsmile Ale fakt trzeba przyznac, ze najgorsza matką chyba nie
                      jestem, skoro podczas bitwy na poduszki me bąble skaczą mi po brzuchu codzinnie
                      o 6 rano i z usmiechem sie pytają czy zdązylam już im zrobić platki z mlekiemsmile
                      Chyba tez nie są znowu takie nieszczesliwe.

                      A co do Twoich metod, to jasne, ze tak. Bo jak narazie się mądrzysz i nic od
                      siebie nie wnosisz. Pokaz mi jak ty to robisz. Moze się od ciebie czegos nauczę,
                      czemu nie?smile


                      > Aha, mnie niełatwo sprowokować smile Możesz rzucać takie "zapewne
                      > traktujesz dziecko jak zegarek" i "czyżbyś męża traktowała jak
                      > dziecko" - ale ja się nie dam smile Stary wyjadacz forumowy jestem smile


                      Zupelnie nie mialam takich zamiarowsmile

                      > Ja się biorę za wychowywanie cudzych dzieci i ich matek?
                      > Opowiedz mi o tym, bo musiało mi umknąć.

                      Patrz troszke wyzej. Za duzo tego.

                      > Mniej więcej do takiego wniosku chciałam skłonić Ciebie smile
                      > Jak widać mam jeszcze złudzenia smile

                      Tak sobie tylko napiszę, że ja naprawde jestem szcześliwą osobą. Moja rodzina
                      rownież, moje dzieci, moj maz. Naprawde, jestesmy szcześliwi. Cieszy nas kazdy
                      nowy dzien. Nie wychowuj mnie, bo nawet calkiem niezle udalo sie to mojej mamie!smile

                      Nie uderzyłabym córki za taki wybryk, poniewaz bylaby to ewidentnie moja wina,
                      ze zostawilam zapalki w jej zasięgu. Ewidentna wina rodzica. Danie klapsa z
                      wlasnej winy jest dla mnie nie do wytlumaczenia - stąd wyrzuty sumienia u
                      kolezanki. Podobnie klaps, za to, ze matka zajeta rozmową z kolezanka przed
                      sklepem dala klapsa dziecku ktore nagle wybieglo na ulicę, jest dla mnie
                      bezpodtawny. W takich sytuacjcach, podobnie jak Ty, nie zgadzam się z taka karą.
                      Dziecko ponosi karę za błąd rodzica - nie, to nie tak.

                      > Takie podejście bym zaprezentowała, gdybym nie chciała z Tobą
                      > rozmawiać. Pozdrawiam smile

                      Lubię takie dyskusje, bo wiele mądrych wniosków można wyciagnąc. Ale co "ludź"
                      taka opinia na temat klapsa. Jakis czas temu, w polskich miastach byla akcja
                      dotycząca dawaniu klapsa. W tym czasie, nie pamietam czy tobylo w ubieglym roku,
                      czy wczesniej, na forum Wyborczej toczyla sie dluga dyskusja na ten temat i
                      oczywiscie zadnego zlotego srodka na "dobre wychowanie" nie znaleziono, ani na
                      forum, ani po tej spolecznej kampanii.

                      No to juz na dzisiaj ostatnie pozdrowienia i do zobaczeniasmile
                      • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 16:00
                        > > Odczytuję tę część jako pytanie retoryczne.
                        > Nie. Proszę Cię o odpowiedź.

                        W poście mam wyłuszczyć te różnice? Daruj, to niemożliwe.

                        > A co do Twoich metod, to jasne, ze tak. Bo jak narazie się
                        > mądrzysz i nic od siebie nie wnosisz. Pokaz mi jak ty to robisz.

                        Wyszukiwarka i nick "olamazur", a bodajże od tygodnia "mama-ola".
                        Fora "małe dziecko" i "wychowanie". Jakby Cię jakaś dyskusja
                        zainteresowała, daj mi jakoś znać, pogadamy - na forum czy na priv.

                        > > Aha, mnie niełatwo sprowokować smile Możesz rzucać takie "zapewne
                        > > traktujesz dziecko jak zegarek" i "czyżbyś męża traktowała jak
                        > > dziecko" - ale ja się nie dam smile

                        > Zupelnie nie mialam takich zamiarowsmile

                        A jakie? Skoro to nie było retoryczne? Co chciałaś, żebym zrobiła z
                        tymi insynuacjami? Broniła się "ależ ja naprawdę nie traktuję
                        dziecka/męża jak?..." I jak się to ma do Twoich twierdzeń, że nie
                        rzekomo nie oceniasz innych?
                        To ja zupełnie nie miałam zamiaru Cię prowokować to gorących
                        zapewnień typu:

                        > Tak sobie tylko napiszę, że ja naprawde jestem szcześliwą osobą.
                        > Moja rodzina rownież, moje dzieci, moj maz. Naprawde, jestesmy
                        > szcześliwi.

                        Bo przecież dyskusja była o tym, czy bić czy nie bić.
                        Ja jestem za tym, żeby nie bić, a Ty - że można.
                        I choć wymieniłyśmy parę postów, to się nie zmienia, jak zwykle.

                        Aha, co do akcji "kocham, nie biję" - uważam, że miała sens.
                        Po pierwsze, kropla drąży skałę. Po drugie, są jeszcze
                        niezdecydowani, nieukształtowani, może znajdą się po stronie "nie
                        biję"? Tak jak ja, która słuchałam róznych historii nt. wychowywania
                        dzieci, zanim miałam własne. Też przeszłam od postawy "parę klapsów
                        jeszcze nikomu nie zaszkodziło, bez klapsa się nie da" do tej, którą
                        reprezentuję teraz.
                        Pozdrawiam smile
                        • mama_miko Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 16:59
                          > Ja jestem za tym, żeby nie bić, a Ty - że można.

                          straszne to zdanie, aż przez gardło mi nie chce przejść. Ale szczerze mówiąc nie
                          znam osobiście matki, a mam dośc sporo kolezanek z jednym czy wiloma dziecmi,
                          ktore nie daly w zyciu klapsa. Tak teraz myślę i rzeczywiście nie znam, a
                          rozmawiamy o takim zachowaniu dość częstio i sporo i wymyslamy alternatywę przy
                          kawie.

                          I ja rowniez sie do tego przyznaje, mimo ze to tak spolecznie zle widziane.
                          Zawsze bylo i bedzie - i zawsze w oczach osob z boku, kiedy dam po lapskach -
                          bede wyrodną matką. Wychodzę jednak z zalozenia, ze ideałem nie jestem dla tych
                          osob, wazne ze dla moich dzieci - taksmile W sumie to w ogole nie jestem idealną
                          matką, o jakiej piszą w gazetach.

                          Ja jestem taka normalna, chyba aż nadto normalna i zwykłasmile
                          • mama303 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 22:15
                            mama_miko napisała:

                            Wychodzę jednak z zalozenia, ze ideałem nie jestem dla tych
                            > osob, wazne ze dla moich dzieci - taksmile

                            Uważaj możesz wpaść w pułapkę - dzieci /szczególnie małe/mają
                            skłonność do idealizowania matek, nawet tych najgorszych.
                          • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 13:25
                            mama_miko napisała:

                            > straszne to zdanie, aż przez gardło mi nie chce przejść. Ale
                            > szczerze mówiąc nie znam osobiście matki, a mam dośc sporo
                            > kolezanek z jednym czy wiloma dziecmi, ktore nie daly w zyciu
                            > klapsa. Tak teraz myślę i rzeczywiście nie znam, a rozmawiamy
                            > o takim zachowaniu dość częstio i sporo i wymyslamy alternatywę
                            > przy kawie.

                            Rozumiem to tak - Twoi rodzice dawali klapsy, Ty dajesz, Twoje
                            koleżanki dają itp. w związku z czym wyciągasz wniosek: "wszyscy
                            dają". A poza tym dzielisz ludzi wyłącznie na tych, którzy się
                            przyznają i na tych, którzy nie.

                            Sądzisz według siebie. Sądzenie według siebie jest oczywiście
                            metodą, która nasuwa się jako pierwsza, ale oprócz takiej metody są
                            i inne - np. można spróbować spojrzeć na daną sprawę oczami innych.

                            [Jeśli chodzi o mnie, to tak robię, np. w tym właśnie celu zakładam
                            swoje wątki - proszę, by inny mi skomentowali, jak widzą daną
                            sprawę. I lubię sobie przemyśleć, co mają do powiedzenia].

                            Jestem zdania, że patrzenie oczami innych i próba przemyślenia
                            sprawy z różnych punktów widzenia jest bardziej twórcza niż
                            zakładanie z góry, że wszystko, co myślałaś na dany temat, myślałaś
                            już na początku dyskusji. W Twoim wypadku wygląda to tak, że
                            dołączyłaś się do dyskusji zdaniem w duchu "nie wierzę, że inni nie
                            klapsują, też klapsują tylko się nie przyznają" i tak samo brzmiącym
                            zdaniem ją kwitujesz.

                            A jakbyś tak przez chwilę, tak dla eksperymentu, przyjęła tezę:
                            a jeśli istnieją matki, którą radzą sobie całkowicie bez klapsa,
                            to...
                            Oczywiście te matki nieklapsujące mają wyjściowo identyczne dzieci
                            jak Twoje, z buntami dwulatków, wsadzaniem paluszków do kontaktu itp.

                            ...to dokąd zaprowadziłyby Cię rozważania?

                            > I ja rowniez sie do tego przyznaje, mimo ze to tak spolecznie
                            > zle widziane.

                            Społecznie źle widziane jest przyznanie się? Nie, społecznie źle
                            widziane jest bicie.
                            Bicie jest złe. Zgadzasz się czy nie?
                            Może od takiego ustalenia trzeba by w ogóle zacząć rozmowę.

                            > Zawsze bylo i bedzie - i zawsze w oczach osob z boku, kiedy dam
                            > po lapskach - bede wyrodną matką. Wychodzę jednak z zalozenia, ze
                            > ideałem nie jestem dla tych osob, wazne ze dla moich dzieci -
                            > taksmile W sumie to w ogole nie jestem idealną matką, o jakiej piszą
                            > w gazetach.
                            > Ja jestem taka normalna, chyba aż nadto normalna i zwykłasmile

                            Tu nie chodzi o ideał, ani o czarno-białe stwierdzenie, że bije
                            znaczy się wyrodna, nie bije znaczy się ideał. Życie jest bardziej
                            złożone, każda osoba jest bardziej złożona. Na co dzień jest mnóstwo
                            sytuacji wychowawczych niesprowadzających się do dylematu bić/nie
                            bić. Takie czarno-białe kwitowanie jest dużym uproszczeniem,
                            spłaszczeniem dyskusji.
                            Poza tym takie kwitowanie służy Ci tylko po to, byś mogła
                            wypowiedzieć z sarkazmem "ideał" jako pejoratywne określenie
                            niebijących matek oraz poczuć się dużo lepiej, pisząc sama o
                            sobie "normalna, zwykła, zdroworozsądkowa". Może i czujesz się
                            lepiej po takim podziale, ale co to wnosi do dyskusji? Moim zdaniem
                            nic. Przede wszystkim ze względu na to, że to fałszywy podział.

                            No i na koniec anegdota. Przyjaciel mojego męża opowiedział nam
                            o swojej koleżance, którą chłopak czasem bija. No i ten przyjaciel
                            mojego męża zapytał ją, czemu go nie zostawi. Otóż dziewczyna nie
                            zostawi, bo chłopak ma zalety, jest uczucie itd., a to że bija?
                            Przecież każdy facet bije swoją żonę. To się tylko tak mówi, że nie,
                            ale przecież _wiadomo_, że każdy.

                            Wiem, wiem... ktoś mi zaraz powie, że to wcale nie jest śmieszne.
                            No ale mojego męża, tego przyjaciela i mnie to ubawiło smile Nadal
                            bawi. No cóż - dziewczyna nie zna innych związków, tylko takie, w
                            których facet bije i się jej nie przetłumaczy. Przyjaciel próbował,
                            nie uwierzyła mu. Szkoda, nie?
                • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 02:53
                  mama-ola napisała:

                  > Czy w temacie niedużej krzywdy identycznie zdanie masz w
                  przypadkach:
                  > 1) mąż szturchnie żonę,
                  > 2) szefowa pacnie podwładną skoroszytem po łapkach,
                  > 3) pan uderzy psa?
                  pozwolę sobie odpowiedzieć.
                  pkt. 1 i 2 : osoby są dorosłe i prawnie odpowiadają wyłącznie za
                  siebie.
                  pkt. 3 : pacnęłam -dla wrażliwych "zbiłam"- kotkę w podobny sposób
                  jak ona karciła swoje dzieci. Dzięki temu nie łazi mi po stole czy
                  blatach kuchennych, nie wyjada resztek z talerzy, nie mam zasyfionej
                  sierścią sofy czy łóżek itd. Nie zauważyłam żeby kotce od "pacnęcia"
                  złamała się psychika. Niestety, nigdzie nie znalazłam
                  informacji "jak wytłumaczyć kotu, aby nie łaził po stole".
                  Aha, kot SAM wychodzi często na dwór i jakoś od nas nie ucieka. Nie
                  został też na starym miejscu po naszej przeprowadzce.
                  • balinka1777 ewelina 13.12.07, 23:57
                    czyli jak ty odpowiadasz za dziecko czyli nieletnie prawnie w
                    dodatku twoje to masz pozwolenie?co za pokretna logika
                    nie masz prawa. odpowiadasz za nie i masz obowiazek o nie dbac a nie
                    karcic w taki sposob, nie usprawiedliwiaj tego tak bo to jakies
                    nieporozumienie. matka moze skarcic dziecko bo za nie odpowiada.
                    odpowiadasz tez za to aby zrozumialo dlaczego czegos mu
                    zabraniasz,odpowiadasz bo sie zobowiazalas stajac sie matka.
                    skoro odpowiadasz to ktos wobec ciebie powinien wyciagnac
                    konsekwencje i zastosowac sankcje karne skoro tak uwazasz
                    to najgorszy typ rodzicow, bija i maja na to takie wlasnie
                    usprawiedliwienie
                    Zal dziecka. ja do dzis zaluje tych kilku klapsow ktore dalam,
                    dalabym wiele zeby to cofnac
                    i nie widzisz ze to nic nie daje? a moze lubisz jak dziecko placze.
                    zasluzylo to niech placze
                    • ewelina_1 Re: ewelina 14.12.07, 04:15
                      balinka1777 napisała:

                      > czyli jak ty odpowiadasz za dziecko czyli nieletnie prawnie w
                      > dodatku twoje to masz pozwolenie?co za pokretna logika
                      > nie masz prawa. odpowiadasz za nie i masz obowiazek o nie dbac a
                      nie
                      > karcic w taki sposob, nie usprawiedliwiaj tego tak bo to jakies
                      > nieporozumienie. matka moze skarcic dziecko bo za nie odpowiada.
                      > odpowiadasz tez za to aby zrozumialo dlaczego czegos mu
                      > zabraniasz,odpowiadasz bo sie zobowiazalas stajac sie matka.
                      > skoro odpowiadasz to ktos wobec ciebie powinien wyciagnac
                      > konsekwencje i zastosowac sankcje karne skoro tak uwazasz
                      > to najgorszy typ rodzicow, bija i maja na to takie wlasnie
                      > usprawiedliwienie
                      > Zal dziecka. ja do dzis zaluje tych kilku klapsow ktore dalam,
                      > dalabym wiele zeby to cofnac
                      > i nie widzisz ze to nic nie daje? a moze lubisz jak dziecko
                      placze.
                      > zasluzylo to niech placze
                      jak narazie, to ty wyciągnęłaś pokrętne wnioski.
                      Dlaczego uważasz, że nie staram się, aby dzieci zrozumiały czego im
                      nie wolno? dlaczego też sugerujesz, że lubię gdy dziecko płaczę. I
                      dlaczego piszesz o sankcjach karnych? przeciez mowa było o jednym
                      klapsu, szturchnięciu, pacnięciu a nie regularnym biciu! I dlaczego
                      uważasz, że twoja filozofia jest ok a innych nie?
                      I dlaczego uważasz, że klaps (chyba klaps, bo trochę to cięzko się
                      czyta) nic nie daje? Czyżby ludzkość przez tysiące lat żyła w
                      błędzie?
                  • mama303 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 09:23
                    ewelina_1 napisała:

                    > mama-ola napisała:
                    >
                    > > Czy w temacie niedużej krzywdy identycznie zdanie masz w
                    > przypadkach:
                    > > 1) mąż szturchnie żonę,
                    > > 2) szefowa pacnie podwładną skoroszytem po łapkach,
                    > > 3) pan uderzy psa?
                    > pozwolę sobie odpowiedzieć.
                    > pkt. 1 i 2 : osoby są dorosłe i prawnie odpowiadają wyłącznie za
                    > siebie.
                    Ale co to ma do rzeczy?
                    Chodzi o to jak wyrażasz swoją dezaprobatę, w stosunku do kogoś kto
                    np robi Ci jakieś świństwo, przykrość lub chcesz cos od kogoś
                    wyegzekwować. Dorośli tez sie nawzajem przecież karzą ale nikt
                    nikogo nie klapsuje. Na męża możesz sie np. obrazić, na szefa
                    napisac skargę itd. Sa różne formy nacisku - bardziej cywilizowane
                    niz klaps.
                    W stosunku do dziecka także kary powinny nie przekraczać pewnej
                    granicy. Dla mnie taka granica jest uderzenie.
                    Mam pieciolatkę, charakterną, pyskatą, przekorną, niezależną i jakoś
                    udaje mi sie bez klapsa. To nie kwestia charakteru dziecka. Robi się
                    coraz mądrzejsza i grzeczniejsza, wyrasta też z przekory. Ona wie że
                    nikogo nie wolno bić, zwłaszcza małych dzieci. Myśle że ona by z
                    Tobą podyskutowała smile
                    • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 15:30
                      mama303 napisała:

                      > Ale co to ma do rzeczy?
                      > Chodzi o to jak wyrażasz swoją dezaprobatę, w stosunku do kogoś
                      kto
                      > np robi Ci jakieś świństwo, przykrość lub chcesz cos od kogoś
                      > wyegzekwować. Dorośli tez sie nawzajem przecież karzą ale nikt
                      > nikogo nie klapsuje. Na męża możesz sie np. obrazić, na szefa
                      > napisac skargę itd. Sa różne formy nacisku - bardziej cywilizowane
                      > niz klaps.
                      ale w tym miejscu chodziło o zestawienie: klaps u dziecka i u
                      dorosłego, dlatego pisanie, że nikogo dorosłego się nie klapsuje
                      jest niepoważne, bo inny -nazwijmy to- zestaw kar jest dla
                      dorosłego, inny dla dzieci. Dorosłemu też nie zabronisz oglądać
                      bajki, nie wstawisz do kąta, nie zabierzesz zabawki. Na dziecko nie
                      zadziała pisemna nagana czy skarga, znów najwięcej szkód zrobi
                      obrażenie.

                      > W stosunku do dziecka także kary powinny nie przekraczać pewnej
                      > granicy. Dla mnie taka granica jest uderzenie.
                      > Mam pieciolatkę, charakterną, pyskatą, przekorną, niezależną i
                      jakoś
                      > udaje mi sie bez klapsa. To nie kwestia charakteru dziecka. Robi
                      się
                      > coraz mądrzejsza i grzeczniejsza, wyrasta też z przekory.
                      Ale to Twoja granica, ona nie musi być moją granicą. Dla mnie
                      bardziej szkodliwe są kary typu obrażanie się na dziecko.
                      A swoją drogą to dośc ciekawe: gdy ktoś napisze, że tylko klaps uczy
                      (ja tak nie twierdzę!) to wszystkie nieklapsujące mają nagle
                      grzeczne dzieci bez klapsów. A jak się napisze, że to najwyraźniej
                      spokojne z charakteru dziecko, to nagle okazuje się że te "grzeczne
                      dzieci" wcale nie są grzeczne lecz pyskate, przekorne, brojące.

                      Ona wie że
                      > nikogo nie wolno bić, zwłaszcza małych dzieci.
                      i co z tego? moim też tłumaczę że nie wolno bić, szarpać za włosy,
                      szturchać, gryźć a krzywdzą się równo. Oczywiście lubią też się
                      bawić razem.

                      Myśle że ona by z
                      > Tobą podyskutowała smile
                      sądzę, że mogłabym się też dowiedzieć, że na śniadanie, obiad i
                      kolację powinna być czekolada, albo inny ulubiony smakołyk, nie
                      powinno sie sprzątać ani myć się - w zależności od tego czego nie
                      lubi, powinno być dużo bajek itd.
                      • mama303 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 20:12
                        ewelina_1 napisała:

                        > ale w tym miejscu chodziło o zestawienie: klaps u dziecka i u
                        > dorosłego, dlatego pisanie, że nikogo dorosłego się nie klapsuje
                        > jest niepoważne, bo inny -nazwijmy to- zestaw kar jest dla
                        > dorosłego, inny dla dzieci. Dorosłemu też nie zabronisz oglądać
                        > bajki, nie wstawisz do kąta, nie zabierzesz zabawki. Na dziecko
                        nie
                        > zadziała pisemna nagana czy skarga, znów najwięcej szkód zrobi
                        > obrażenie.

                        Ależ właśnie o to mi chodziło - sa różne kary dla róznych sytuacji i
                        róznych ludzi. Jednak uderzenie nie wchodzi w ogóle w grę prawda? z
                        wyjatkiem Twojego własnego dziecka. Czujesz paradoks?


                        > Ale to Twoja granica, ona nie musi być moją granicą.

                        >A jak się napisze, że to najwyraźniej
                        > spokojne z charakteru dziecko, to nagle okazuje się że
                        te "grzeczne
                        > dzieci" wcale nie są grzeczne lecz pyskate, przekorne, brojące.

                        Moje dziecko nigdy nie było spokojne z charakteru

                        > Ona wie że
                        > > nikogo nie wolno bić, zwłaszcza małych dzieci.
                        > i co z tego? moim też tłumaczę że nie wolno bić, szarpać za włosy,
                        > szturchać, gryźć a krzywdzą się równo.

                        Mają z kogo brac zły przykład, nieprawdaż.

                        > Myśle że ona by z
                        > > Tobą podyskutowała smile
                        > sądzę, że mogłabym się też dowiedzieć, że na śniadanie, obiad i
                        > kolację powinna być czekolada, albo inny ulubiony smakołyk, nie
                        > powinno sie sprzątać ani myć się - w zależności od tego czego nie
                        > lubi, powinno być dużo bajek itd.

                        Jasne tylko że w tym pierwszym byłaby madrzejsza od Ciebie, a to
                        pieciolatek smile
                        • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 16.12.07, 00:54
                          mama303 napisała:

                          > Ależ właśnie o to mi chodziło - sa różne kary dla róznych sytuacji
                          i
                          > róznych ludzi. Jednak uderzenie nie wchodzi w ogóle w grę prawda?
                          z
                          > wyjatkiem Twojego własnego dziecka. Czujesz paradoks?
                          w ogóle w grę nie wchodzi też odebranie kieszonkowego, karny jeżyk
                          itp.

                          > Mają z kogo brac zły przykład, nieprawdaż.
                          a poza głową dobrze się czujesz? sugerujesz że z mężem ciągniemy się
                          za włosy, bijemy, szczypiemy, gryziemy, szturchamy i inne podobne
                          wybryki? albo że dzieciom tak robimy?
                          Może się zdziwisz, ale nawet się nie kłócimy a dzieci nie widzą
                          takich wybryków nawet w telewizji.
                          Jeżli nie wiesz, że takie zachowania są normalne w pewnym wieku dla
                          wielu dzieci, to może nie zabieraj w tym temacie głosu. No chyba że
                          miałaś zamiar obrazić.

                          > Jasne tylko że w tym pierwszym byłaby madrzejsza od Ciebie, a to
                          > pieciolatek smile
                          sądząc po wypowiedziach, to chyba po sąsiedzie jest taka mądra, bo
                          przecież po mamie może być co najwyżej zarozumiała i arogancka.
                          • mama303 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 16.12.07, 09:46
                            ewelina_1 napisała:


                            > w ogóle w grę nie wchodzi też odebranie kieszonkowego, karny jeżyk
                            > itp.

                            Kompletnie nie kumasz o czym do Ciebie piszę smile Karny jeżyk lub
                            zabranie kiszonkowego sa poprostu NIEWYKONALNE w stosunku do
                            dorosłego a NIE ZABRONIONE. Dorosły człowiek by Cie wyśmial jakbyś
                            mu zaproponowała taka karę. Uderzenie jest WYKONALNE ale ZABRONIONE.
                            Dorosły człowiek podał by Cie do sądu za taka propozycję kary.
                            dziecko niestety do sadu Cie podac nie potrafi, jest poszkodowane
                            tylko dlatego ze jest bezbronne.

                            > sugerujesz że z mężem ciągniemy się
                            > za włosy, bijemy, szczypiemy, gryziemy, szturchamy i inne podobne
                            > wybryki? albo że dzieciom tak robimy?

                            jak napisałam wyżej poszłabyć pewnie do sadu po rozwód gdyby Cie mąż
                            trzepnął.
                            więc z mężem nie, ale juz dzieciakom pewnia sprzedałaś czasem klapsa
                            wiec granice przekroczyłaś, nie ma sie do czego odwołać przywołujac
                            do porzadku maluchy.

                            > Jeżli nie wiesz, że takie zachowania są normalne w pewnym wieku
                            dla
                            > wielu dzieci, to może nie zabieraj w tym temacie głosu.

                            mam dziecko wiec jakieś pojecie mam - trudno uczyc że czegos nie
                            wolno jesli samemu sie to stosuje.


                            > sądząc po wypowiedziach, to chyba po sąsiedzie jest taka mądra, bo
                            > przecież po mamie może być co najwyżej zarozumiała i arogancka.

                            Własnie nie wiem jak to jest że w niektórych oczywistych sytuacjach
                            proste i szczere rozumowanie dzieci jest własciwsze niz niektórych
                            dorosłych. NIE WOLNO BIĆ MAŁYCH DZIECI - takie dziecinnie proste a
                            jakież mądre smile
                            • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 01:05
                              mama303 napisała:

                              > Kompletnie nie kumasz o czym do Ciebie piszę smile Karny jeżyk lub
                              > zabranie kiszonkowego sa poprostu NIEWYKONALNE w stosunku do
                              > dorosłego a NIE ZABRONIONE. Dorosły człowiek by Cie wyśmial jakbyś
                              > mu zaproponowała taka karę.
                              a czy dziecko nie może wyśmiać kary karnego jeżyka? Z tą różnicą, że
                              bez względu na jego zdanie, Ty zaprowadzisz go na karny jeżyk. Nawet
                              gdyby dziecko się wyrywało, uciekało, krzyczało, Ty konseketnie
                              będziesz je tam zaprowadzać. A prznajmniej Superniania tak robi. A
                              dalczego tak robisz? Bo masz przewagę fizyczną! Dziecko jest
                              słabsze, więc siłą możesz je zaciągnąć na karny jeżyk. Dorosłego nie
                              zaprowadzisz, bo nie będziesz mieć dośc siły. Ale sądzę, że gdyby
                              Pudzianowski chciał, to też Cię będzie zaprowadzać na karny jeżyk,
                              bez wględu na to ile razy odejdziesz.

                              Uderzenie jest WYKONALNE ale ZABRONIONE.
                              > Dorosły człowiek podał by Cie do sądu za taka propozycję kary.
                              > dziecko niestety do sadu Cie podac nie potrafi, jest poszkodowane
                              > tylko dlatego ze jest bezbronne.
                              podobnie jak z izolowaniem w innym pomieszczeniu. Gdy dorosłego
                              zamkniesz w pokoju, bo np. ma przemyśleć własną postawę, to poda Cię
                              do sądu. Dziecko nie poda do sądu, bo jest słabsze i bezbronne.
                              A na marginesie, dorosły pójdzie do sądu za wykonanie a nie
                              propozycję kary.

                              > jak napisałam wyżej poszłabyć pewnie do sadu po rozwód gdyby Cie
                              mąż
                              > trzepnął.
                              > więc z mężem nie, ale juz dzieciakom pewnia sprzedałaś czasem
                              klapsa
                              > wiec granice przekroczyłaś, nie ma sie do czego odwołać
                              przywołujac
                              > do porzadku maluchy.
                              ale co za bzdury piszesz. Jaki związek ma klpas z ciągnięciem za
                              włosy czy gryzieniem? Sugerujesz, że dziecko które dostanie klapsa
                              bedzie uważało, że może z tego powodu ciągnąć za włosy? to dośc
                              ciekawa teoria.
                              Jeśli się uprzeć, to można co najwyżej powiedzieć, że klaps "mówi"
                              że wolno klapsować (moje się akurat nie klapsują, jakby sie ktoś
                              pytał). No dobra, niech będzie że "wolno bić". Ale będąc
                              konsekwentnym, to kara czy konsekwencja -jak niektóre wolą- w
                              postaci zabrania zabawki, uczy że wolno zabierać coś komuś=przyszły
                              złodziej. Albo przymusowe, wbrew woli dziecka izolowanie w osobnym
                              pokoju uczy, że można także inne osoby wbrew ich woli izolować
                              =przyszły porywacz.

                              > mam dziecko wiec jakieś pojecie mam - trudno uczyc że czegos nie
                              > wolno jesli samemu sie to stosuje.
                              racja. Masz dziecko. 1 dziecko. Czy zabiera samo sobie zabawkę, by w
                              odwecie potem siebie zbić? Albo czy siada komuś na kolanach a potem
                              w odwecie za zajęcie kolan szarpie siebie za włosy? Chyba nie.
                              1 dziecko NIE MA Z KIM się bić (szarpać, szczypać itd.). Nie ma
                              rywala. Nie musi walczyć o zabawki (choć są podwójne) czy o mamy
                              kolana.

                              > Własnie nie wiem jak to jest że w niektórych oczywistych
                              sytuacjach
                              > proste i szczere rozumowanie dzieci jest własciwsze niz niektórych
                              > dorosłych. NIE WOLNO BIĆ MAŁYCH DZIECI - takie dziecinnie proste a
                              > jakież mądre smile
                              no cóż, tak już jest na świecie. Jedni nie wiedzą tego, inni nie
                              rozumieją tamtego. Moje dzieci wiedzą, że aby mogły się bić
                              (szarpać, szturchać...) muszą mieć Z KIM się bić. A 5-ciu lat nie
                              mają nawet razem!
                              • mama303 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 11:47
                                ewelina_1 napisała:

                                > a czy dziecko nie może wyśmiać kary karnego jeżyka?

                                Jeżeli tak to znaczy że taka kara jest do bani, nie stosujesz
                                przeciez kary która rozśmiesza Twoje dziecko, podobnie jak nie
                                zastosujesz jej np. do swojego męża.

                                > bez względu na jego zdanie, Ty zaprowadzisz go na karny jeżyk.
                                Nawet
                                > gdyby dziecko się wyrywało, uciekało, krzyczało, Ty konseketnie
                                > będziesz je tam zaprowadzać. A prznajmniej Superniania tak robi.

                                No widzisz a ja tak nie robię bo dla mnie to tez zbyt drastyczna
                                kara. Ale z dwojga złego uważam że osławiony karny jeżyk jest lepszy
                                niż klaps /którego ja w ogóle nie dopuszczam!/ bo mimo wszystko
                                stawia rodzica w lepszym świetle. Rodzic to nie furiat który traci
                                panowanie nad sobą i klepie po tyłku w trudnych sytuacjach tylko
                                rodzic to konsekwentny opanowany dorosły człowiek który cos
                                egzekwuje.
                                Tu nie chodzi o to aby nie robić niczego wbrew woli dziecka, tyklko
                                aby jeśli juz trzeba, zrobić to w możliwie najmniej poniżający
                                dziecko sposób. I o ile sie tylko da, zakombinowac tak aby obyło sie
                                w ogóle bez konfliktu. Jestem pewna że w wielu tzw klapsowych
                                sytuacjach gdyby tylko rodzic troche pokombinował to rowiazał by
                                problem bezkonfliktowo.

                                > Ale sądzę, że gdyby
                                > Pudzianowski chciał, to też Cię będzie zaprowadzać na karny jeżyk,
                                > bez wględu na to ile razy odejdziesz.

                                smile smileA ja sądze że znalazł by bardziej sensowną kare gdyby miał
                                zamiar mnie za cos ukarać.Dorosli maja dla siebie inny zestaw kar.
                                Powtarzam: kara powinna byc adekwatna do charakteru człowieka, jego
                                wieku itd. przy czym uderzenie nigdy nie powinno wchodzic w grę i w
                                stosunku do dorosłego i do dziecka

                                > podobnie jak z izolowaniem w innym pomieszczeniu. Gdy dorosłego
                                > zamkniesz w pokoju, bo np. ma przemyśleć własną postawę, to poda
                                Cię
                                > do sądu.
                                I sąd to bedzie rozpatrywać tak? Dobre, no chyba że jeden dorosły
                                głodził tego drugiego w tym pokoju przez kilka dni. smile smile
                                > ale co za bzdury piszesz. Jaki związek ma klpas z ciągnięciem za
                                > włosy czy gryzieniem? Sugerujesz, że dziecko które dostanie klapsa
                                > bedzie uważało, że może z tego powodu ciągnąć za włosy? to dośc
                                > ciekawa teoria.

                                A czym sie w/g Ciebie rózni klaps od pociagniecia za włosy. To
                                dokładnie taka sama kategoria. To co, klaps jest dozwolony ale juz
                                pociagniecie za włosy - nie? Jak to wytłumaczysz dziecku?

                                >Ale będąc
                                > konsekwentnym, to kara czy konsekwencja -jak niektóre wolą- w
                                > postaci zabrania zabawki, uczy że wolno zabierać coś
                                komuś=przyszły

                                Oczywiscie że czasem trzeba cos komus zabrać i że sa to sytuacje
                                wyjatkowe musisz dziecko nauczyć ale bić nie nalezy nigdy bez
                                wyjatków
                                > Albo przymusowe, wbrew woli dziecka izolowanie w osobnym
                                > pokoju uczy, że można także inne osoby wbrew ich woli izolować
                                > =przyszły porywacz.

                                To, że za złe zachowanie mozna byc odizolowanym to akurat moim
                                zdaniem dobra nauka. Czy nie wolałabyś aby Twoje dzieci zamiast sie
                                szarpac za włosy czy bić wynajdowały na siebie inne sposoby?
                                Dzieci obserwuja rodziców i potem przejmuja sposób rzowiązywania
                                konfliktow.
                                >Masz dziecko. 1 dziecko. Czy zabiera samo sobie zabawkę, by w
                                > odwecie potem siebie zbić? Albo czy siada komuś na kolanach a
                                potem
                                > w odwecie za zajęcie kolan szarpie siebie za włosy? Chyba nie.

                                Ależ mam za to inne sytuacje - trudne. Mogłabym tu podawać wiele
                                przykładów bo mam dziecko /jak pisałam/ mało potulne.

                                > 1 dziecko NIE MA Z KIM się bić (szarpać, szczypać itd.).
                                Ale to może byc akurat minus, bo nuda to czesto zły doradca

                                > no cóż, tak już jest na świecie. Jedni nie wiedzą tego, inni nie
                                > rozumieją tamtego. Moje dzieci wiedzą, że aby mogły się bić
                                > (szarpać, szturchać...) muszą mieć Z KIM się bić. A 5-ciu lat nie
                                > mają nawet razem!

                                To rzeczywiście ogromną mądrość posiadły tak ogromna że nie bardzo
                                umiesz sobie zta ich madroscia poradzić.
                                Aha i jeszcze coś Ty byś chciała żeby Ci ktoś tu gotowe recepty
                                podawał na trudne sytuacje z dziećmi. Kazdy musi je sobie sam
                                wypracować. Ja np. kar prawie w ogóle nie stosuję i nie stosowałam.
                                Wychowanie mojego dziecka opieram na sprycie, wnikliwej obserwacji
                                mojej córki /co np. pozwala mi przewidzieć w wielu sytuacjach jej
                                zachowanie i nie dopuscic do tego/ wprowadzajac duzo luzu /paradoks/
                                w wychowanie mojej córki bo ten luz pozwala mi zarezerwować np
                                groźną minę i ton nie znoszący sprzeciwy, naprawdę na powazne
                                problemy.
                                Każdy musi sobie sam wypracowac swój styl wychowania dziecka
                                dostosowany do swojego charakteru i charakteru dziecka i np do stylu
                                zycia całej rodziny.
                                Jestem pewna że mozna znaleźć skuteczny sposób nawet na bardzo
                                ruchliwe blizniaki czy nawet trojaczki bez klapsów.
                                Pomysl jak radza sobie wychowawczynie w przedszkolach.
              • mama303 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 20:05
                kropkacom napisała:

                > Od "zwykłego" jednego klapsa dużej krzywdy nie będzie i do
                patologii dalekosmile

                ale od przyzwolenia na "zwykłego klapsa" do regularnego lania bliżej
                niż od trzymania sie zasady "klaps nigdy w życiu" do tego
                regularnego lania, nie sadzisz?
                Ja wole być jak najdalej. Człowiek jest tylko człowiekiem jak
                pozwoli sobie na tzw "zwykłego klapsa" to może nie zapanować nad nim
                zwłaszcza jak sytuacja wymknie sie spod kontroli a dziecie nie
                podkuli ogonka pod siebie tylko sie postawi po tym "zwykłym klapsie"
                • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 20:32
                  > ale od przyzwolenia na "zwykłego klapsa" do regularnego lania bliżej
                  > niż od trzymania sie zasady "klaps nigdy w życiu" do tego
                  > regularnego lania, nie sadzisz?

                  Być może. Jestem przeciwna klapsowaniu. A obok słowa "zwykły klaps" w moim poście pojawiło się słowo jeden. I to nie bez przyczyny.

                  Nie raz pisałam co złego widzę w klapsach. Nie chce mi sie po raz kolejny tłumaczyć.
                      • mama303 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 20:39
                        kropkacom napisała:

                        > Jeden klaps to jeden klaps. Dwa to więcej niż jeden. A o co chodzi?

                        A dwa klapsy to dwa klapsy, trzy to wiecej niż dwa. Chodzi o tę
                        granicę, której w/g mnie nie powinno sie przekraczać.

                        > O to że biorę pod uwagę "prawo" rodzica do błędu i do przyznania
                        się do niego.

                        Jasne że błąd mozna popełnić, ważne czy ktos jest świadomy ze
                        popełnił błąd.
          • mamamartusia Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 11:10
            Wszystko fajnie, ale prosilabym ie o jedną rzecz: nie przyklejaj etykietek, bo
            > to najgorsze co moze być. Nie pisz: "jestes beznadziejna" lecz lepiej
            > "zachowujesz się beznadziejnie"

            Zachowujesz się beznadziejnie!!!

            Ja akurat szanuje kazdego czlowieka, za sam fakt
            > bycia czlowiekiem

            Faktycznie- to wyraz wielkiego szacunku dla człowieka (szczególnie małego,
            bezbronnego wobec rodzica ) dać mu klapsa/lanie gdy nie umie się dojść do
            poruzumienia bez użycia argumentu siły. A brak porozumienia to wina rodzica nie
            dziecka- ono musi się rozmowy nauczyć właśnie od Ciebie, a nauczy się tylko
            tego że silniejszy ma rację.
    • camel_3d i jaki wniosek? 12.12.07, 17:29
      ze najlepsze metoda wychowawcza jest przypalanie piet.
      na drugim miejsc lamanie kolem i przybijanie za uszy do drzwi
      trzecie miejsce zajelo wieszanie za zebro na haku
      • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 13:55
        > chociaż to walka z wiatrakami
        > niestety

        Na forum być może tak, niestety. Ale w życiu mamy z mężem jeden
        sukces smile

        Nasz kolega nas zagadnął (było to dokładnie rok temu), czy dajemy
        Antosiowi klapsy, my na to, że nie, w żadnym wypadku. Na co kolega,
        że on synkowi daje.

        I najeżył się na nas (w tej rozmowie), że my na pewno uważamy go za
        drania... a to przecież tylko klaps... że są takie sytuacje... (tu
        padł przykład) itd. - możecie sobie wyobrazić.

        Po tym ataku na nas (bo przecież nie naszym na niego) trochę
        odsapnął i był gotów przytaknąć, jak powiedziałam, że jeszcze nie
        zdążyliśmy nawet słowem skomentować jego bicia (bo jeszcze nie
        zdążyliśmy). Trochę się zmitygował i zapytał, co my na to.

        No i pogadaliśmy o naszej koncepcji wychowawczej, padały argumenty
        z obu stron. Dobrze sie znamy, lubimy, nadajemy na tych samych
        falach, rozmowa była w ogródku przy drinkach - było przyjaźnie, mimo
        drażliwego (dla niego) tematu. Jednakże kolega był trochę zły, jak
        refren powtarzał, że "my to go na pewno mamy za drania, a to wcale
        nie tak". To, że sam zaczął tę rozmowę i ten refren wyraźnie
        wskazywały, że temat mu leżał na wątrobie, że ma się z tym biciem
        nie najlepiej, że gdzieś mu się o uszy obiło, że są tacy, co nie
        biją, i chciał się czegoś na ten temat dowiedzieć.

        Kilka miesięcy później powiedział nam, że od czasu tej rozmowy nie
        uderzył swojego dziecka smile Że przemyślał to wszystko, co mu
        mówiliśmy. I że lepiej się teraz z małym dogaduje, bo zawsze musi
        poszukać do niego dojścia, odpowiedniego sposobu tłumaczenia, tak by
        trafiło. No, jego mały już nie taki mały, chyba ze 6 lat ma.
    • toya_hl Pytaniem na pytanie ;-) 12.12.07, 23:47
      A jak Cie wkurzy kolezanka, maz czy szef, to dasz im klapsa/w gebe/
      inny rodzaj kary? Pewnie nie, bo sa tacy duzi jak Ty. Bo nie wypada,
      bo masz opory. Czasem nawet pewnie nie powiesz im, ze cie
      zdenerwowali, a mlodszego i slabszego mozna zle potraktowac? Tylko
      dlatego, ze jest twoim dzieckiem? Nie, nie mozna. Nie odkryje
      Ameryki, ale kary cielesne sa do d..., bo po pierwsze sa
      niehumanitarne, a po drugie zupelnie nieskuteczne. Malo tego. Bijac
      dzieciaka (mowa o klapsie) dajesz Mu do zrozumienia, ze jestes
      CIENIAS straszny i masz slabiutkie nerwy. Ze reagujesz wscieklizna
      na niesubordynacje, wiec nie ma z Toba zartow. Klaps daje dziecku
      jedno: nauczke zeby nie zaczynac z duzym i silnym rodzicem. Wcale
      nie uczy aby nie broic. Jest dla rodzicow (znerwicowanych)
      najprostszy bo pomaga sie wyladowac, ale co potem? Dzieciak
      zniewazony, a matka z kacem moralnym (tak przynajmniej powinno byc).
      Wybacz, ze pisalam per Ty, w koncu Ty jasno nie powiedzialas, ze
      jestes ZA klapsem. Pozdr. Toya
        • toya_hl Re: Pytaniem na pytanie ;-) 13.12.07, 01:01
          kropkacom napisała:

          > > Wybacz, ze pisalam per Ty, w koncu Ty jasno nie powiedzialas, ze
          > > jestes ZA klapsem. Pozdr. Toya
          >
          > To do mnie? Jeśli tak to użyj wyszukiwarki i zobacz co pisałam o
          klapsach.

          Nie kropka, nie do Ciebie wink. Przeciez to bylo do autorki watku
          nowej_na_forum. Tylko jej posta czytalam i na niego odpowiadalam.
          Wkleilo sie tez chyba dobrze. W kazdym badz razie, nie do Ciebie!
          Pozdrawiam
      • ewelina_1 Re: Pytaniem na pytanie ;-) 13.12.07, 02:33
        toya_hl napisała:

        > A jak Cie wkurzy kolezanka, maz czy szef, to dasz im klapsa/w
        gebe/
        > inny rodzaj kary? Pewnie nie, bo sa tacy duzi jak Ty. Bo nie
        wypada,
        > bo masz opory. Czasem nawet pewnie nie powiesz im, ze cie
        > zdenerwowali, a mlodszego i slabszego mozna zle potraktowac? Tylko
        > dlatego, ze jest twoim dzieckiem?
        Fajne porównanie.
        Koleżanka jest osobą dorosłą, która -przynajmniej teoretycznie-
        rozróżnia dobro od zła. Za koleżankę nie ponoszę odpowiedzialności.
        Ze złośliwą koleżanką mogę zerwać kontakty. Jak szef będzie draniem,
        to mogę poszukać nowej pracy. Nie dyskutujmy tu o bezrobociu.
        Dziecko dopiero uczy się rozróżniać dobro od zła. Za dziecko
        odpowiadam JA (no i ojciec). Złośliwego dziecka nie opuszczę, by
        poszukać sobie nowego.
        Koleżankę czy szefa nie posadzisz też na karnym jeżyku, nie
        zabierzesz kieszonkowego, nie wyłączysz telewizora itd.
        Widzisz już różnicę i absurd porównania?
        • toya_hl Re: Pytaniem na pytanie ;-) 13.12.07, 15:18
          Mysle, ze za bardzo analizujesz to, co napisalam i z powodu
          nadinterpretacji nie zauwazasz sedna- chodzilo mi zwyczjanie o
          poszanowanie godnosci dziecka. W tym temacie mam jedno zdanie:
          jestem na NIE jesli chodzi o kary cielesne tudziez inne upakarzanie.
          I nie dziel wlosa na czworo i nie segreguj ludzi na tych za ktorych
          odpowiadasz i tych ktorych nie mozesz na karnym jezyku posadzic.
          Czlowiek to czlowiek. Szacuneczek...
          Sorry, ale to ja widze duzy absurd w Twojej interpretacji.
          Aha, temat dotyczyl ewidentnie kar cielesnych, klapsow itp. a nie
          sadzania na kranym jezyku.
          Dodam tylko, ze chyba nie ma zlosliwych dzieci, sa tylko dorosli
          ktorzy nie potrafia interpretowac zachowan dziecka i tzw.
          zlosliwosci biora za bardzo do siebie. Dystans i tyle. Dziecko w
          wiekszosci przypadkow nie jest zlosliwe tylko ciekawe swiata, a to
          nie zawsze jest dla mamusi wygodne.
          Pozdrawiam
          • toya_hl Re: Pytaniem na pytanie ;-) 13.12.07, 15:22
            Chcialam tylko dodac, ze jestem mama z malym stazem (2,5 roku) i
            piszac o tym, ze nie ma (chyba) dzieci zlosliwych opieram sie na
            moim skromnym doswiadczeniu wink)
            Moze kiedys napisze inaczej.
            Milego dnia. Pozdrawiam
          • ewelina_1 Re: Pytaniem na pytanie ;-) 14.12.07, 04:38
            toya_hl napisała:

            > Mysle, ze za bardzo analizujesz to, co napisalam i z powodu
            > nadinterpretacji nie zauwazasz sedna- chodzilo mi zwyczjanie o
            > poszanowanie godnosci dziecka. W tym temacie mam jedno zdanie:
            > jestem na NIE jesli chodzi o kary cielesne tudziez inne
            upakarzanie.
            > I nie dziel wlosa na czworo i nie segreguj ludzi na tych za
            ktorych
            > odpowiadasz i tych ktorych nie mozesz na karnym jezyku posadzic.
            > Czlowiek to czlowiek. Szacuneczek...
            jakie dzielenie włosa na czworo? przecież to jest punktem wyjścia,
            czy za kogoś odpowiadamy czy nie, a więc czy możemy stosować kary (w
            tym omawiane bicie) czy nie.
            Poza tym, dla dziecka jakakolwiek kara może być upakarzaniem, bez
            względu na to jakie zdanie my na ten temat mamy. Więc upokorzyć
            możesz nie stosując klapsów. Taką karę właśnie pamiętam z
            dzieciństwa. Upokorzyło bardziej niż klaps. Nawiasem mówiąc kara
            stosowana przez Supernianię. Dla mnie to sadyzm! No ale to moje
            zdanie.

            > Sorry, ale to ja widze duzy absurd w Twojej interpretacji.
            > Aha, temat dotyczyl ewidentnie kar cielesnych, klapsow itp. a nie
            > sadzania na kranym jezyku.
            napisałaś: "A jak Cie wkurzy kolezanka, maz czy szef, to dasz im
            klapsa/w gebe/ inny rodzaj kary?" zwłaszcza te 3 ostatnie słowa.
            Dla mnie absurdem jest pytanie się np. "dajesz klapsa dziecku a czy
            dasz też koleżance?" i dlatego w ten sam sposób można zapytać
            się "sadzasz dziecko na karnym jeżyku, a czy posadzisz też
            koleżankę?"

            > Dodam tylko, ze chyba nie ma zlosliwych dzieci (...)
            chyba mówisz o baaaardzo małych dzieciach. Ale nie o tym.
            Istotna tu nie była złośliwość, a zachowania dziecka które nas
            denerwują. Szefa, koleżankę którzy nas denerwują mogę opuścić,
            dziecko nie.
            • toya_hl Re: Pytaniem na pytanie ;-) 14.12.07, 23:26
              ewelina_1 napisała:
              Ewelina, ty sie zacznij wysypiac to OUN tez Ci bedzie lepiej
              funkcjonowal. Sorry, zart. W koncu to nie moja sprawa, co ktos tu
              robi o 4 rano.
              > toya_hl napisała:
              >
              > > Mysle, ze za bardzo analizujesz to, co napisalam i z powodu
              > > nadinterpretacji nie zauwazasz sedna- chodzilo mi zwyczjanie o
              > > poszanowanie godnosci dziecka. W tym temacie mam jedno zdanie:
              > > jestem na NIE jesli chodzi o kary cielesne tudziez inne
              > upakarzanie.
              > > I nie dziel wlosa na czworo i nie segreguj ludzi na tych za
              > ktorych
              > > odpowiadasz i tych ktorych nie mozesz na karnym jezyku posadzic.
              > > Czlowiek to czlowiek. Szacuneczek...
              > jakie dzielenie włosa na czworo? przecież to jest punktem wyjścia,
              > czy za kogoś odpowiadamy czy nie, a więc czy możemy stosować kary
              (w
              > tym omawiane bicie) czy nie.
              Ja mam wrazenie, ze Tobie chodzi o cos innego. A mianowicie o
              poczucie wlasnosci. To, ze za kogos odpowiadam daje mi uprawnienia
              do tego aby Go przede wszystkim uczyc, a kara (wole slowo nauczka w
              tym miejscu), ma byc konsekwencja jakiegos bardzo zlego zachowania.
              Dla mnie 'jestem odpowiedzialna za...' nie oznacza 'moge karac'. To
              takie dobre usprawiedliwienie wink. Mam ponosic odpowiedzialnosc
              razem z berbeciem, a nie sprzedac mu klapsa, bo mi nerwy poniosly.
              Prosze, powiedz w koncu,ze bicie uwazasz za ostatecznosc, gdy
              dziecie wprowadzi Cie w stan maniakalny i robisz to w afekcie. Bo
              jesli uwazasz bicie za metode wychowawcza (klaps to tez bicie) i
              teraz na zimno o tym piszesz, to wybacz, ale chyba masz problem. Ze
              soba. Bo nie z dzieckiem. Nie jestem zlosliwa, nie odczytuj tego
              tak. NIe chodzi tu o wrzuty, bo tak do niczego nie dojdziemy. Wiesz
              jak dlugo ksztaltuje sie OUN u dziecka? Chcesz mi powiedziec, ze
              nerwy 3 latka stawiasz na rowni ze swoim opanowaniem? Ja mam 2,5
              letnia corke. Straszny z niej lobuz i jestem pewna, ze nieraz by
              dostala klapsa, gdyby nie to, ze ja zwyczajnie kontroluje to co
              robie. Nieraz mnie tak wkurzy, ze sie we mnie gotuje, mam czasem
              wrazenie, ze chce mnie wykonczyc, ale mimo tego iz jestem
              cholerykiem (tak, jestem) nauczylam sie nas soba panowac. Po to
              jestesmy, zeby sie uczyc. Cale zycie. Kontrola nad wlasnymi nerwami
              to jedna z najfajniejszych rzeczy. Wiem, ze moze byc ciezko, ze tak
              sobie mozna tu gadac, a nerwy sa nerwami, ale... mozna cos z tym
              zrobic. Ja polecam joge, tai-chi, plywanie czy zwyczajny taniec. Na
              odreagowanie. Nie moze byc tak ze od dziecka wymagamy posluszenstwa
              absolutnego, a sami sobie zadnych regul nie narzucamy. Czasem warto
              troche krytyczniej spojrzec na siebie, a na dziecko warto czasem
              spojrzec z lekkim poblazaniem. Jako na obcokrajowca w swiecie
              doroslych.
              > Poza tym, dla dziecka jakakolwiek kara może być upakarzaniem, bez
              > względu na to jakie zdanie my na ten temat mamy. Więc upokorzyć
              > możesz nie stosując klapsów. Taką karę właśnie pamiętam z
              > dzieciństwa. Upokorzyło bardziej niż klaps. Nawiasem mówiąc kara
              > stosowana przez Supernianię. Dla mnie to sadyzm! No ale to moje
              > zdanie.
              Jesli mozna spytac, jaka to kara. Skoro juz dyskutujemy...
              Ja superniani nie uwazam za guru, bo nie ma czegos takiego jak
              srodek dobry dla wszystkich, ale babka ma dobre pomysly i widac, ze
              skuteczne. Moze metoda byla podobna, tylko nie tak stosowana. Zawsze
              jest przykro jak ktos tak pisze o swoim dziecinstwie.
              >
              > > Sorry, ale to ja widze duzy absurd w Twojej interpretacji.
              > > Aha, temat dotyczyl ewidentnie kar cielesnych, klapsow itp. a
              nie
              > > sadzania na kranym jezyku.
              > napisałaś: "A jak Cie wkurzy kolezanka, maz czy szef, to dasz im
              > klapsa/w gebe/ inny rodzaj kary?" zwłaszcza te 3 ostatnie słowa.
              Juz Ci to wytlumaczylam. Wtedy i teraz, wyzej. Chodzi o prosta rzecz-
              dajesz sobie prawo do ukarania osoby, ktora najbardziej kochasz, a
              kolezance, chocby nie wiem co odwalila, czesto nawet nie zwrocisz
              uwagi. Nie bierz tego personalnie. Ktos tu dawal taki przyklad, ze
              jakas tam mama zbila dziecko bo przypalili zapalka obrus. Swoje
              dziecko. Potem bylo jej zal. I nawet stwierdzila, ze jakby to bylo
              dziecko kolezanki, to nie dosc ze by nie zbila, to pewnie nawet nie
              zostaloby skrzyczane. Tak sie u nas glupio przyjelo, ze swoje
              publicznie opieprzamy, a do cudzych mowimy: "nic sie nie stalo, jest
              maly". Codziennie to obserwuje na placu zabaw. Uczepilas sie tego
              szefa/koezanki/meza. Chodzi o bardzo prosta rzecz. Nie myl
              odpowiedzialnosci z poczuciem wlasnosci. Odpowiadasz kogos, a nie
              masz prawa bic. Masz obowiazek uczyc. Egzekwowac tak i szanowac
              jednoczesnie. Tu nie powinno byc dyskusji. Bo nie masz prawa bic
              dziecka. Robisz to byc moze, ale to nie znaczy, ze masz prawo.
              Przykre wspomnienia z dziecinstwa powinny byc bodzcem zeby samemu
              robic lepiej, a nie usprawiedliwieniem dla wlasnego postepowania.
              > Dla mnie absurdem jest pytanie się np. "dajesz klapsa dziecku a
              czy
              > dasz też koleżance?" i dlatego w ten sam sposób można zapytać
              > się "sadzasz dziecko na karnym jeżyku, a czy posadzisz też
              > koleżankę?"
              Predzej kolezanke posadze albo najlepiej meza wink)))))))))))).
              Powtarzam. Odpowiadalam na pytanie dziewczyny, ktora pytala o bicie,
              wiec moja wypowiedz odnosila sie do bicia a nie do karnego jezyka,
              wiec daj spokoj biednemu jezykowi, bo chyba widzisz roznice miedzy
              jezykiem a biciem, co?
              > > Dodam tylko, ze chyba nie ma zlosliwych dzieci (...)
              > chyba mówisz o baaaardzo małych dzieciach. Ale nie o tym.
              Tak. Sa zlosliwe dzieci. Nawet baaardzo zlosliwe. To dzieci
              zlosliwych rodzicow i zlych (czytaj bijacych).
              > Istotna tu nie była złośliwość, a zachowania dziecka które nas
              > denerwują.
              Wlanie o to chodzi. Tu jest sedno. Zachowanie jest nie koniecznie
              zle, tylko nasze nerwy nie w takiej kondycji jak trzeba.
              Pozdrawiam i uwierz, ze mozna inaczej.
              • ewelina_1 Re: Pytaniem na pytanie ;-) 15.12.07, 01:40
                toya_hl napisała:

                > Ewelina, ty sie zacznij wysypiac
                wyśpię się chyba w trumnie. sad Niestety, by ogarnąć w minimum cały
                dom (w tym naprawa szkód po dzieciach czy montowanie nowych blokad)
                często sprzątam przez całą noc, do białego rana. Ale to inna bajka.

                to OUN tez Ci bedzie lepiej
                > funkcjonowal. Sorry, zart.
                co to jest OUN?

                W koncu to nie moja sprawa, co ktos tu
                > robi o 4 rano.
                wystarczy, że muszę przypilnować ciasta w piekarniku, które dopiero
                w nocy mogłam robić. Albo muszę dać antybiotyk jednemu dziecku a za
                1,5 godziny drugiemu - a nie mogę się położyć, bo jak sie położe to
                zaśpię nawet z budzikiem. Rózne powody.

                > Ja mam wrazenie, ze Tobie chodzi o cos innego. A mianowicie o
                > poczucie wlasnosci.
                Dla mnie to raczej odpowiedzialność za MOJE dziecko. Ponadto tak
                wynika też z prawa.
                Uważam, że "odpowiedzialność za" oznacza też "mogę m.in. karać".
                Przy czym "kara", albo jak chcesz "nauczka", to nie tylko klaps, ale
                też wyłączenie telewizora, odebranie kieszonkowego, karny jeżyk itd.
                Oczywiście, że jest to konsekwencja złego zachowania, ale zawsze
                pozostanie to karą, nauczką.
                Moje dzieci są młodsze od Twojej córki, mają 2 lata. Są dosłownie
                wszędzie. Ale wiem też, jak zachowują się gdy są osobno, tzn. mąż
                zabiera ze sobą jedno, ja drugie. Wtedy możemy wiele przy nich
                zrobić. Niestety, takie sytuacje nie są częste. Najczęsciej jestem z
                nimi sama a dwa takie żywioły dają nieźle popalić.
                Ponadto bardzo często działają zespołowo, na przykład: chcesz obrać
                kartofle do obiadu. Zawsze masz przy sobie 4 ręcę które próbuja
                porwać obierki i roznieść po całym domu. Bez względu ile będziesz
                tłumaczyć. Nawet jak jedno posłucha, drugie spróbuje złamać zakaz, a
                potem oczywiście pierwsze powtarza po drugim. Niestety, wyrzucenie
                ich za drzwi jest zbyt ryzykowne (brak kontroli nad nimi).
                Też jestem cholerykiem i uważam że jak na moje nerwy to mam duuużo
                cierpliwości do dzieci. Cała rodzina to zauważyła. Ale gdybym miała
                czas na pływanie czy jogę, to napierw wykorzystałabym ten czas na
                wyspanie się, bo wypoczęty rodzic ma więcej cierpliwości.

                > Jesli mozna spytac, jaka to kara. Skoro juz dyskutujemy...
                > Ja superniani nie uwazam za guru, bo nie ma czegos takiego jak
                > srodek dobry dla wszystkich, ale babka ma dobre pomysly i widac,
                ze
                > skuteczne. Moze metoda byla podobna, tylko nie tak stosowana.
                Zawsze
                > jest przykro jak ktos tak pisze o swoim dziecinstwie.
                wywalenie do innego pokoju by zapanować nad emocjami. Byłam juz
                starsza. Pamiętam obawy przed obgadywaniem i wyśmiewaniem mnie przez
                innych za ścianą. Nie wiem, czy metoda była dobrze zastosowana.
                Dlatego trochę mnie irrytuje, jak ktoś pisze, że zaprowadzenie
                dziecka do pokoju by zapanowało nad emocjami to nie kara. To jest
                kara!
                A zdanie o Superniani mam podobne do Twojego.

                > Juz Ci to wytlumaczylam. Wtedy i teraz, wyzej. Chodzi o prosta
                rzecz-
                > dajesz sobie prawo do ukarania osoby, ktora najbardziej kochasz, a
                > kolezance, chocby nie wiem co odwalila, czesto nawet nie zwrocisz
                > uwagi. Nie bierz tego personalnie.
                moim zdaniem jest tu pomieszanie 2 sytuacji. Jedna to omawiane
                wcześniej "odpowiadanie za...". Druga to to, że koleżanki nie
                wychowuję. Nie mam prawa wychowywać. Ani moralnego ani prawnego. W
                przypadku dziecka mam obowiązek wychować. Między innymi przy pomocy
                karania.
                A co do koleżanki, jeśli będzie złośliwa, chamska itp. to po prostu
                ograniczę z nią kontakty. Nie widzę powodu, dlaczego obcą osobę
                miałabym traktowac bardziej ulgowo od własnych, kochanych dzieci.

                Ktos tu dawal taki przyklad, ze
                > jakas tam mama zbila dziecko bo przypalili zapalka obrus. Swoje
                > dziecko. Potem bylo jej zal. I nawet stwierdzila, ze jakby to bylo
                > dziecko kolezanki, to nie dosc ze by nie zbila, to pewnie nawet
                nie
                > zostaloby skrzyczane. Tak sie u nas glupio przyjelo, ze swoje
                > publicznie opieprzamy, a do cudzych mowimy: "nic sie nie stalo,
                jest
                > maly".
                gdyby u mnie była sytuacja z przypaleniem obrusa (pomińmy
                pozostawienie zapałek), to najpierw zaczęłabym od matki, by zajęła
                się swoim dzieckiem. Gdyby jej nie było, np. dziecko to koleżanka
                mojej córki która sama przyszła, to poszłabym na skargę do jej
                rodziców. Nie dopuszczam, by cudze dziecko traktować bardziej ulgowo
                od własnego. Wręcz odwrotnie.

                Uczepilas sie tego
                > szefa/koezanki/meza (...) Odpowiadalam na pytanie dziewczyny,
                ktora pytala o bicie,
                > wiec moja wypowiedz odnosila sie do bicia a nie do karnego jezyka,
                > wiec daj spokoj biednemu jezykowi, bo chyba widzisz roznice miedzy
                > jezykiem a biciem, co?
                nie "uczepiłam się" tylko odpowiadałam na Twoje przykłady. Moim
                zdaniem, nie jest istotne tu czy jest to karny jeżyk czy bicie.
                Chodzi o to, że i jedno i drugie jest karą. Nie ma znaczenia tu czy
                dany rodzaj kary akceptujemy czy nie. A "uczepionego" szefa czy
                koleżanki nie ukarzesz tymi karami, choćbyś nie wiem jak chciała.
                I jeszcze: chyba nie do końca tu chodzi o własność a może raczej o
                władzę. Nad dzieckiem masz władzę. Nawet prawną.

                > Przykre wspomnienia z dziecinstwa powinny byc bodzcem zeby samemu
                > robic lepiej, a nie usprawiedliwieniem dla wlasnego postepowania.
                ale dlaczego twierdzisz, że ja przykrymi wspomnieniami
                usprawiedliwiam własne postepowanie? Ja właśnie wiele rzeczy
                zmieniłam, choć zdaniem niektórych na tym forum powinnam je
                powielać. Pamiętam, co mi sprawiało przykrość więc tego nie
                powtarzam, by moim dzieciom nie sparwić podobnej przykrości. Jedyne
                czego nie rozumiem, to narzucanie "jedynie nieomylnych wartości"
                przez innych, jak np. te zamknięcie w pokoju by dziecko zapanowało
                nad emocjami. Przecież wmawianie, że to nie kara, to tak jakby ktoś
                podważał moje własne przeżycia. To już chamstwo.

                > Tak. Sa zlosliwe dzieci. Nawet baaardzo zlosliwe. To dzieci
                > zlosliwych rodzicow i zlych (czytaj bijacych).
                oj, z własnego doświadczenia bardzo mocno polemizowałabym. A tak na
                marginesie, wierzysz, że dziecko wręcz idealnych rodziców nigdy nie
                będzie ani razu złośliwe?

                > Wlanie o to chodzi. Tu jest sedno. Zachowanie jest nie koniecznie
                > zle, tylko nasze nerwy nie w takiej kondycji jak trzeba.
                czyżbyś uważała, że dobry rodzic powinien wyznawać stoicyzm? To
                chyba ludzkośc by dawno wymarła.

                > Pozdrawiam i uwierz, ze mozna inaczej.
                nie chodzi o wiarę, że można inaczej lecz o wiedzę JAK można inaczej
                a z tym to nawet u specjalistów ciężko (link który wczesniej
                posłałam o agresywnym dwulatku)
                również pozdrawiam
                • kropkacom Re: Pytaniem na pytanie ;-) 15.12.07, 08:59
                  > wyśpię się chyba w trumnie. sad Niestety, by ogarnąć w minimum cały
                  > dom (w tym naprawa szkód po dzieciach czy montowanie nowych blokad)
                  > często sprzątam przez całą noc, do białego rana. Ale to inna bajka.

                  Odpuść sobie. Może to brzmi teraz strasznie ale daj na luz. Porządek nie jest
                  najważniejszy. I wiem co mówię.

                  > Dla mnie to raczej odpowiedzialność za MOJE dziecko. Ponadto tak
                  > wynika też z prawa.

                  Odpowiedzialna to odpowiedzialność. Nigdzie nie ma napisane że daje prawo do bicia.
                  • ewelina_1 Re: Pytaniem na pytanie ;-) 15.12.07, 14:05
                    kropkacom napisała:

                    > Odpuść sobie. Może to brzmi teraz strasznie ale daj na luz.
                    Porządek nie jest
                    > najważniejszy. I wiem co mówię.
                    ja już dałam na luz, inaczej nie kładłabym się w ogóle spać. A i
                    jeszcze dzieci musiałabym wiązać do kaloryfera.

                    > Odpowiedzialna to odpowiedzialność. Nigdzie nie ma napisane że
                    daje prawo do bi
                    > cia.
                    a czy daje prawo do nagród? bo je stosuje
                    • kropkacom Re: Pytaniem na pytanie ;-) 15.12.07, 14:25
                      > ja już dałam na luz, inaczej nie kładłabym się w ogóle spać. A i
                      > jeszcze dzieci musiałabym wiązać do kaloryfera.

                      Ewelino, Twoje problemy nie są wyjątkowe i wydaje mi się że wcale nie odpuściłaś.
                      • ewelina_1 Re: Pytaniem na pytanie ;-) 15.12.07, 15:53
                        kropkacom napisała:

                        > > ja już dałam na luz, inaczej nie kładłabym się w ogóle spać. A i
                        > > jeszcze dzieci musiałabym wiązać do kaloryfera.
                        >
                        > Ewelino, Twoje problemy nie są wyjątkowe i wydaje mi się że wcale
                        nie odpuściła
                        > ś.
                        jak dla mnie to odpuściłam np. nie myje wszystkich okien
                        (kilkanaście) co miesiąc, nie ścieram kurzy co 2 dni, odpuściłam
                        (poza drobiazgami) wykańczanie domu... Ale wiem, że też na maksa nie
                        umiem odpuścić, no po prostu jestem chora jak podłoga się lepi czy
                        umywalka jest brudna
                        • kropkacom Re: Pytaniem na pytanie ;-) 15.12.07, 16:07
                          > Ale wiem, że też na maksa nie
                          > umiem odpuścić, no po prostu jestem chora jak podłoga się lepi czy

                          Ja bym wolała odpuścić. Nie mieć ciągłego nerwa a mieć czas dla dzieci i dla siebie. Każdy może wybrać. Ile masz dzieci?
                            • kropkacom Re: Pytaniem na pytanie ;-) 15.12.07, 17:58
                              > 2. Ja mam nerwy jak jest bałagan, jak jest czysto to więcej
                              > cierpliwości i uśmiechu mam dla dzieci.

                              Masło maślane. Robisz porządek dzieci denerwują. Nie robisz te też Cię nerwy
                              zjadają.
                              • ewelina_1 Re: Pytaniem na pytanie ;-) 16.12.07, 00:03
                                kropkacom napisała:

                                > Masło maślane. Robisz porządek dzieci denerwują. Nie robisz te też
                                Cię nerwy
                                > zjadają.
                                nie bardzo rozumiem co chciałaś powiedzieć. Te zdania nie trzymają
                                się kupy. I nie rozumiem czemu piszesz "dzieci denerwują". Mnie
                                przede wszystkim denerwuje u mnie bałagan, więc sprzatam. Poza tym
                                uważam, że posiadanie dzieci nie powinno oznaczać mieszkania w
                                chlewie.
                                I jeszcze to "masło maślane". Wg mojej wiedzy tak mówi się, gdy
                                definiuje się słowo x przy pomocy słowa x.
                • toya_hl Ewelina! 16.12.07, 01:24
                  Ja Ciebie nie rozumiem.Narzekasz na brak czasu,nie spisz po nocach,
                  naprawiasz szkody po dzieciach,a zamiast potem odreagowac,
                  prawdziwie sie zrelaksowac,ty brniesz w zmeczenie i przesiadujesz
                  TU.Walczysz, analizujesz kazda wypowiedz,kazde zdanie
                  cytujesz,odnosisz sie. Mam 1corke i mnostwo czasu zajmuje mi to, aby
                  zadnych zniszczen nie bylo,lubie tez miec porzadek w domu,bo pdobnie
                  jak Ty jestem zla jak jest balagan,ale nie mam tyle czasu, co Ty.Nie
                  o to chodzi aby Cie rozliczac,ostatecznie Twoja sprawa czy spisz czy
                  nie i jak wykorzystujesz dobe, ale nie trac energii.Zostaw ja
                  dzieciom. Drazysz po 10 razy te same zdania, ciezko jest w Twoim
                  przypadku o jakakolwiek refleksje, reforme. Powtarzam, rob co
                  chcesz, ale skoro nie chcesz pomocy, nie trac czasu tutaj.Na Boga!
                  Nie spac w nocy tylko blokady zakladac, szkody naprawiac?PO CO? Po
                  to zeby nastepnego dnia znow dzieci ze zmeczenia nie przypilnowac i
                  znow naprawiac??? Bata sobie niezlego ukrecilas.
                  OUN to taka zwykla rzecz, ktora maja wszystkie zwierzeta winkUklad
                  nerwowy wink.To skrot powszechnie stosowany.
                  Ciasto w piekarniku o 4 rano?Przypilnowac? akbym miala wiecej niz 1
                  corke i taki problem ze wszystkim to bym kupila gotowe.Dobra, rob co
                  chcesz,piecz,sprzataj w nocy ... A potem nie ma sie co dziwic, ze
                  nie masz cierpliwosci dla dwoch lobuziakow.Ja tez mam malo
                  cierpliwosci,ale szanuje sama siebie za bardzo zeby tak sie katowac.
                  Kwestii odpowiedzialnosci nie bede juz walkowac, bo obawiam sie, ze
                  nic z tego.Chcesz wierzyc w to, ze jak jestes odpowiedzialna to masz
                  prawo rowniez bic, to sobie wierz.Widzisz, tylko to nie jest tak, ze
                  to jest moje, a to Twoje zdanie.Takie sa fakty.A moze mylisz
                  odpowiedzialnosc z zaleznoscia?Bo odpowiedzialnosc rozumujesz na
                  pewno zle.Nie bede Cie umorlaniac, bo nie jest to moje zadanie, bo
                  wiele razy juz to przerabialysmy i rowniez dlatego, ze ja nie mam
                  czasu na takie powtorki.
                  A czy Ty nie mozesz zwyczjnie wziac kogos do pomocy, chocby do
                  jednego dziecka? Przeciez nie dajesz sobie rady.Ja mam tylko 1
                  tajfun i jakos daje rade, ale jakbym miala corke razy dwa,to nigdy w
                  zyciu bym nie meczyla sie sama.Zacznij dbac o siebie i myslec o
                  sobie to o dzieciach tez lepiej pomyslisz.Bo jak na razie, nie
                  wyglada to dobrze.
                  Co do tych kartofli, obierek... A skoro Cie to denerwuje (mnie tez
                  by denerwowalo) to po cholere robisz to tak zeby one dosiegly i
                  roznosily po chalupie?Ja mam wysoka 2,5 letnia Coreczke, ale jak
                  obieram w zlewie to nie ma szans zeby wyciagnela i na szczescie nie
                  ma takich pomyslow.Woli w tym czasie skakac na glowke z sofy wink
                  Daje jej ostatnio plastikowy nozyk i ona tez "obiera" ziemniaki.
                  Moze sprobuj.Albo ziemniaki zastap czasem makaronem pelnoziarnistym
                  czy kasza lub ryzem. Ja mam ziemniaki tylko raz w tyg. Prosilas o
                  konkrety, wiec postaram sie cos napisac.Nikt Ci ich za drzwi nie
                  karze wyrzucac.Jak nie chcesz zeby Ci "pomagaly", kup wielki kojec i
                  je tam wsadz z zabawkami.Niech marudza, ale Ty bedziesz miala chwile
                  wolne rece, a one beda bezpieczne.Widze, ze bezpieczenstwo Malych
                  jest dla Ciebie wazne. Rozumiem, bo tez mam hopla na punkcie
                  bezpieczenstwa.Rodzina mowi Ci, ze masz duzo cierpliwosci. A nie
                  jest tak, ze po prostu duza czesc zlosci w sobie tlumisz i oni tego
                  nie widza?Potem chodzisz jak naladowana.Swiete slowa- wypoczety
                  rodzic ma wiecej cierpliwosci!Ja mysle, ze Ty jestes dobra matka,
                  kochasz dzieci, chcesz dla nich jak najlepiej i chcesz byc 100%
                  perfekcyjna.Sama taka bylam. Przeszlo.Jak przestalam robic taka
                  akcje z tego sprzatania,jak sie mniej nakrecalam, to jakos robilam
                  to bardziej na luzie i szybciej!O wysypianiu juz bylo i nie ma co
                  powielac.A czemu nie masz czasu na jakies formy aktywnosci? Nie
                  mowie ze codziennie, ale raz w tyg.?Ja mam meza tylko na weekend i
                  do tego pracuje w domu (mamy firme), mam czas na 2 zajecia dodatkowe
                  w tyg. Kwestia checi. Nie gadaj w kolko, ze sie nie da, to sie da.
                  Nie mam zadnej niani, rodzice nam nie pomagaja, a dziecko mam takie,
                  ze moja matka sie dziwi jak ja daje rade! Tak, tak, babka sie dziwi.
                  Zacznij od wysypiania. NIe analizuj kazdego slowa, ktore tu pada.
                  Jak ja bym byla tak swiecie przekonana, ze klaps dany czasem jest
                  o.k. i bylabym glucha na wszelkie argumenty na NIE a w dodatku
                  wiecznie zarobiona, to nigdy bym tu nie przesiadywala.Szkoda Twojego
                  zdrowia.Mowie serio.Nie jestem zlosliwa, nie chce Cie krytykowac.
                  Wywalenie dziecka do innego pokoju to jest kara! Ja nie twierdze, ze
                  jest inaczej.KIedys corke wyprowadzilam do jej pokoju i miala tam
                  byc tylko dwie minuty,bo zrobila cos na prawde zlego,a klapsow nie
                  daje.Corka strasznie plakala, wlasnie dlatego, ze
                  zostala "wyalienowana".Nikt jej nie pobil, a jednak bylo jej bardzo
                  zle. Tez tego wiecej nie robie i ta metode uwazam za niedobra dla
                  nas. Moze dla kogos bedzie o.k, dla nas nie.Jednak zauwaz, ze w
                  przypadku klapsa do upokorzenia dochodzi jeszcze bol. W przypadku
                  kary w innymi pokoju czy jezyka jest "tylko?" upokorzenie.Bez
                  dodoatkowego bicia.To jasne. U nas jezyk czy raczej poduszka karna
                  jest przyjmowana jako kara, ale corka nie czuje sie upokarzana.
                  Na temat kolezanki i meza w temacie karania nie bede sie juz wiecej
                  wypowiadac, bo czas nagli a Ty i tak masz zdanie mocno odmienne,
                  wiec sie powtarzamy.Ja obstaje przy swoim. Karze, bo jest wina,
                  karze bo chce nauczyc, a nie dlatego, ze mam taki przywilej. Ty to
                  rozumiesz na zasadzie przywileju. TYm sie roznimy.Dla Ciebie kara to
                  przywilej wynikajacy z odpowiedzialnosci, dla mnie to przykry
                  obowiazek.
                  I znowu temat karnego jezyka i bicia wink. Dla mnie roznica ogromna.
                  Wyzej tlumaczylam, choc tak jak mowisz, jedno i drugie jest kara.
                  Karny jezyk jednak uczy czegos a bicie jest wyrazem bezradnosci
                  rodzica.I Ewelina, zrozum w koncu niuans.Ja wyraznie odpowiedzialam
                  na pytanie autorki posta co sadze na temat bicia dzieci. Stad wyszly
                  emocje i porownania. Gdyby spytala o karnego jezyka nie byloby tyle
                  emocji w calym tym wielkim watku. We wszystkich odp.Jesli uwazasz,
                  ze to dokladnie to samo, to odpowiedz: czy sadzisz ze ten watek
                  bylby dzisiaj tak oblegany?NIE! Karnym jezykiem zainteresowaloby sie
                  moze kilka osob, bo nie jest to rzecz tak traumatyczna dla dziecka i
                  nie jest kontrowersyjna z te prostej przyczyny, ze nie robi dziecku
                  krzywdy.
                  Jaka wladze na dzieckiem? Jesli odnosisz sie do prawa i chcesz
                  wiedziec czy masz racje, idz do radcy, on Ci wytlumaczy, ze zle
                  pojmujesz bycie odpowiedzialnym.No chyba, ze wladze pojmujesz jako
                  przewage.Bo przewage masz.Jestes duza i rozdzielasz kary i nagrody i
                  od twego widzimisie zalezy to jak malym minie dzien. Jestem z natury
                  wladcza, sprawuje wladze nad kilkoma osobami, ale wladza nad wlasnym
                  dzieckiem, to brzmi niedorzecznie.Ja jestem opiekunem, matka, nie
                  szefem.I nie chce byc! Wladza nad kims slabszym jest nie dla mnie.I
                  poza tym, ze moja corka zagania mnie ciagle do zabawy, bo swiata
                  poza mna nie widzi,nie widze negatywnych skutkow naszego wychowania.
                  Niestety prawdzie trzeba spojrzec w oczy i chocbys nie chciala pewne
                  dziecinstwo ma wplyw na nasze zachowania wobec dzieci.Pogadaj z
                  psychologiem.Ale takim prawdziwym,nie domoroslym.
                  Czlowiek nie wie jak wielka sila jest jego podswiadomosc.Rada:
                  Powtarzaj sobie zawsze rano: dzis jest piekny dzien,jestem super
                  mama i mam super dzieci. Wazne aby to robic co dzien.W myslach, choc
                  na glos ma podwojne dzialanie.Podswiadomosc jest potezna, ale
                  strasznie... glupia. Przyjmie wszystko co jej wmowisz. Ale nie mozna
                  powtarzac negatywnych mysli.Jak sie zaprogramujesz na pozytyw, to
                  bedzie Ci latwiej. Mimo nieprzespanej nocy. Wiem co mowie, bo sama
                  spie nieraz krotko. Tylko,ze mnie wystarcza.
                  Nie ma idealnych rodzicow.Nie chodzi o stoicki spokoj.Chodzi o
                  kontrole nad zachowaniem.Miedzy biciem a stoickim spokojem jest duza
                  przestrzen.
                  Pewnie sa zlosliwe dzieci,ale duza czesc ich zac
      • camel_3d Re: Pytaniem na pytanie ;-) 13.12.07, 11:46

        > A jak Cie wkurzy kolezanka, maz czy szef, to dasz im klapsa/w gebe/
        > inny rodzaj kary? Pewnie nie, bo sa tacy duzi jak Ty. Bo nie wypada,


        jak zaczenie biegac dookola i wrzeszczec, rzucac sie po podlodze to zadzwonie po
        chlopakow z kaftannami..
        to samo z dzeickiem?
      • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 02:20
        ania1500 napisała:

        > pisalam to juz,ale napisze jeszcze raz.
        > nie wolno bic dzieci ,nie istotne czy to jest tylko klaps,bo tak
        > naprawde to jest az,klaps,moim zdaniem powinno byc to karane.
        z tego co mi wiadomo, to jak na razie karane są te kraje, w których
        wprowadza się ustawowy zakaz klapsów. Karane są drastycznym wzrostem
        bandytyzmu wśród młodzieży. Ale mogę się mylić, więc z chęcia
        poczytam statystyki na ten temat.
        • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 07:36
          > z tego co mi wiadomo, to jak na razie karane są te kraje, w których
          > wprowadza się ustawowy zakaz klapsów. Karane są drastycznym wzrostem
          > bandytyzmu wśród młodzieży

          Skoro rzucasz takie hasło to właśnie Ty powinnaś to poprzeć odpowiednimi danymi bo tak to Twoja wypowiedz za mądra nie jest.

          PS. W Polsce długo jeszcze takiego zakazu nie będzie. Religia wiodąca w Polsce jak wiemy dopuszcza myśl o karach cielesnych i tzw. "silnej rodzicielskiej ręce". Właściwie może nie tyle religia co Kościół i jego wierni.
          • camel_3d Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 12:01
            > PS. W Polsce długo jeszcze takiego zakazu nie będzie. Religia wiodąca w Polsce
            > jak wiemy dopuszcza myśl o karach cielesnych i tzw. "silnej rodzicielskiej ręce
            > ". Właściwie może nie tyle religia co Kościół i jego wierni.

            przepraszam, al enie tylko w polsce, tylko w niewielu krajach na swiecie
            obowiazuje takie prawo. co czasem doprowadza do paronoi.
            • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 12:53
              > przepraszam, al enie tylko w polsce, tylko w niewielu krajach na swiecie
              > obowiazuje takie prawo. co czasem doprowadza do paronoi.

              Coraz więcej krajów mówi o tym zakazie. Nawet w Irlandii podnosi sie ten temat do debaty ogólnospołecznej. A czy paranoja? Hmmm... W jakimś sensie na pewno. Dawanie klapsa mamy tak zakorzenione w naturze że chyba połowę rodziców w Polsce trzeba by było pozamykać.
              • camel_3d Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 16.12.07, 15:48

                > Coraz więcej krajów mówi o tym zakazie. Nawet w Irlandii podnosi sie ten temat
                > do debaty ogólnospołecznej. A czy paranoja? Hmmm... W jakimś sensie na pewno. D
                > awanie klapsa mamy tak zakorzenione w naturze że chyba połowę rodziców w Polsce
                > trzeba by było pozamykać.


                mysle, ze tu nie jest problemem klaps.... bo niektor osoby stawiaja znak
                rownosci miedzy klapsem a biciem kablem, laniem , przypalaniem, tluczeniem o
                sciane itak dalej. To wlasnie takei cos stalo si epoczatkiem wsystykich
                dyskucji... Niektorzy traktuja brutalne bicie jako srodek na wychowanie..czy
                nawet na uspokojenie..
                ale niektore mamusie nie bardzo potrafia rozroznic... dla nich klaps jest
                pokazaniem sily i przemocy, za to zaciagniecie do pokoju i zamkniecie to juz
                nie... dziwne..
          • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 14.12.07, 02:41
            kropkacom napisała:

            > Skoro rzucasz takie hasło to właśnie Ty powinnaś to poprzeć
            odpowiednimi danymi
            > bo tak to Twoja wypowiedz za mądra nie jest.
            >
            czepiasz się! Oglądam telewizję, czytam prasę i widzę/słyszę jak w
            szkołach w świecie wprowadza się monitoring, bramki z wykrywaniem
            metali, zatrudnia specjalną ochronę a i tak ktoś kogoś zabija nożem,
            strzela do innych, gwałci, znęca się itd. Pamiętam swoją szkołę
            sprzed lat i wiem co o niej mówią pracujący dziś nauczyciele.
            Wszystko to daje wrażenia drastycznego wzrostu przestępczości. Ale
            nie wykluczam, że mogę się mylić, stąd napisałam, że z chęcią
            poczytam statystyki.
            • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 14.12.07, 08:15
              > czepiasz się! Oglądam telewizję, czytam prasę i widzę/słyszę jak w
              > szkołach w świecie wprowadza się monitoring, bramki z wykrywaniem

              Nie czepiam się. Stawiasz tezę to ją czymś konkretnym potwierdź. Co do szkół, to
              w Polsce nie ma zakazu klapsowania a sytuacja w szkołach też nie za ciekawa.
              Monitoringi tez są. Więc chyba przyczyna jest inna.
              • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 01:55
                kropkacom napisała:

                > Nie czepiam się. Stawiasz tezę to ją czymś konkretnym potwierdź.
                czepiasz się. Napisałam że JA znam. I dopisałam później skąd. Nie
                pisałam, że "wszyscy wiedzą, że ..." albo, że "wiadome jest, że".

                Co do szkół, t
                > o
                > w Polsce nie ma zakazu klapsowania a sytuacja w szkołach też nie
                za ciekawa.
                > Monitoringi tez są. Więc chyba przyczyna jest inna.
                Jeśli nie ma zakazu, to dlaczego wszyscy znani mi nauczyciele, w tym
                koleżanki z liceum, boją się tknąć ucznia?
                • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 08:52
                  > Jeśli nie ma zakazu, to dlaczego wszyscy znani mi nauczyciele, w tym
                  > koleżanki z liceum, boją się tknąć ucznia?

                  Nauczyciel nie może uzywać kar cielesnych w stosunku do ucznia. Swoją drogą, to
                  koleżanki chciały by walić uczniów linijką czy chłostać?
                  • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 14:12
                    kropkacom napisała:

                    > Nauczyciel nie może uzywać kar cielesnych w stosunku do ucznia.
                    wcześniej napisałaś "Co do szkół, to w Polsce nie ma zakazu
                    klapsowania" teraz " Nauczyciel nie może uzywać kar cielesnych w
                    stosunku do ucznia". Czyli: nie ma zakazu ale nie wolno używać?

                    Swoją drogą, to
                    > koleżanki chciały by walić uczniów linijką czy chłostać?
                    boją się np. mocniej złapać za ramie żeby odciągnąć ucznia albo
                    przytrzymać ręcę. Dlaczego zaraz widzisz chłostę?
        • camel_3d problem nie lezy w dzieciach... 13.12.07, 11:59
          tylko w rodzicach...
          NIE KAZDY ma tyle wiedzy, zeby wchowac dziecko baz klapsa..niektorzy po prostu
          nie potrafia i nie oczekujcie ze to sie zmieni. Ustawowy zakaz i karanie
          ordzicow za klapsa, skonczy sie tym, ze rodzice nie bede potrafili wychowac
          dziecka i beda sie bali czegokolwiek..a to juz tylko krok do wzrostu
          przestepczosci mlodziezy ktora bedzie uwazala, ze jest bezkarna. Nie oczekujcie,
          ze wszyscy beda psychologami dzieciecymi...
          • mama-ola Re: problem nie lezy w dzieciach... 13.12.07, 14:11
            > tylko w rodzicach...
            > NIE KAZDY ma tyle wiedzy, zeby wchowac dziecko baz
            > klapsa..niektorzy po prostu nie potrafia i nie oczekujcie ze to
            > sie zmieni. Ustawowy zakaz i karanie ordzicow za klapsa, skonczy
            > sie tym, ze rodzice nie bede potrafili wychowac
            > dziecka i beda sie bali czegokolwiek..a to juz tylko krok do
            > wzrostu przestepczosci mlodziezy ktora bedzie uwazala, ze jest
            > bezkarna.

            Nie dać klapsa nie równa się nie ukarać. Ukarać można inaczej.

            Jeśli rodzic zna tylko jedną karę i niedanie klapsa w jego wypadku
            równałoby się temu, że żadnej kary nie da, to to jest argument za
            tym, żeby jednak klaspa dał? "A niech da choćby klapsa, skoro mu się
            nie chce mózgownicą ruszyć i wymyślić coś innego" - poważnie taką
            masz opinię, camel?

            A co do przestępczości wśród młodziezy, to teza, że środowiska
            patolo mają swoje źródło w tzw. dobrych domach, gdzie nie bito
            i nie krzyczano na swoje skarby, ubawiła mnie smile

            > Nie oczekujcie ze wszyscy beda psychologami dzieciecymi...

            Moim zdaniem można oczekiwać choćby próby zrozumienia własnego
            dziecka. Choćby takiego abecadła, że jak małe krzyczy to nie znaczy
            automatycznie, że jest niegrzeczne, tylko o coś mu chodzi.
            • ewelina_1 Re: problem nie lezy w dzieciach... 14.12.07, 03:17
              mama-ola napisała:

              > Nie dać klapsa nie równa się nie ukarać. Ukarać można inaczej.
              >
              nie rozumiem dlaczego zakładasz, że każdy kto dał klapsa nie
              próbował wcześniej inaczej? czy nie pomyślałaś, że czasem inne
              metody po prostu nie skutkują? Kiedyś zadałam na tym forum pytanie
              jak dotrzeć do małych dzieci. Dostawałam najczęsciej odpowiedzi nie
              na temat, typu "idź na spacer" (!?!?!). Porażka!
              Podobnie tutaj: www.edziecko.pl/rodzice/1,79360,2866711.html
              Matka ma problem, próbowała wielu metod i nic. Idzie po poradę do
              fachowca i słyszy: "pani sobie nie radzi, niech pani poszuka
              pomocy". No przecież właśnie to zrobiła!!!!!
              Często wiele ludzi próbuje różnych metod, szuka nawet -ja widać
              wcześniej- bezskutecznie pomocy u fachowców. Niestety, brak pomocy
              doprowadzi do stosowania klapsów. Wprowadzenie zakazu klapsów
              praktycznie związuje ręcę rodzicom. A to prosta droga do tego, by
              dzieci zaczęły czuć się bezkarne.

              > Moim zdaniem można oczekiwać choćby próby zrozumienia własnego
              > dziecka. Choćby takiego abecadła, że jak małe krzyczy to nie
              znaczy
              > automatycznie, że jest niegrzeczne, tylko o coś mu chodzi.
              ale to przecież jest wiadome, przynajmniej dla mnie.
              • mama-ola Re: problem nie lezy w dzieciach... 17.12.07, 11:25
                ewelina_1 napisała:

                > nie rozumiem dlaczego zakładasz, że każdy kto dał klapsa nie
                > próbował wcześniej inaczej? czy nie pomyślałaś, że czasem inne
                > metody po prostu nie skutkują?

                Nie zakładam, że nie próbował inaczej. Zakładam, że miał w odwodzie
                klapsa.
                Inne metody skutkują, nie jestem w niebiciu odosobniona. Mam bardzo
                dobrze wychowane dziecko, umiejące się zachować "w terenie". Babcie
                uwielbiają zabierać go do sąsiadów czy krewnych, moja mama czasem
                jedzie z nim 40 minut autobusem do swojej siostry - bez obaw, że jej
                zrobi kongo w autobusie czy u ciotki. Jest grzecznym, fajnym
                dzieciakiem. Wychowywanym - w sensie uczonym, co wolno, a czego
                nie - bez klapsów. Bo się da.
                Ba, moja mama idzie krok dalej. Jest zdania, że na dzieci nie
                wolno... krzyczeć smile Ona go wychowuje bez krzyku smile Ja nie, ja
                krzyczę (czasem). U mojej mamy Antoś jest najgrzeczniejszy smile
                Uwielbiają się nawzajem.

                > Wprowadzenie zakazu klapsów praktycznie związuje ręcę rodzicom.
                > A to prosta droga do tego, by dzieci zaczęły czuć się bezkarne.

                Nie związałam sobie rąk, nie czuję tak. Nie czuję, by mi zabraniano
                bić moje dziecko. (Niby kto?) To moja decyzja. I cały przemyślany
                system.
                Moje dziecko nie czuje się bezkarne. Natychmiast reagujemy, gdy robi
                coś źle.
                • ewelina_1 Re: problem nie lezy w dzieciach... 19.12.07, 01:31
                  mama-ola napisała:

                  > Nie zakładam, że nie próbował inaczej. Zakładam, że miał w
                  odwodzie
                  > klapsa.
                  czasem ma, bo jak fachowcy od siedmiu boleści nie potrafią pomóc, to
                  nie może z tego powodu doprowadzić do tego, by dziecko terroryzowało
                  otoczenie.

                  moja mama czasem
                  > jedzie z nim 40 minut autobusem do swojej siostry - bez obaw, że
                  jej
                  > zrobi kongo w autobusie czy u ciotki. Jest grzecznym, fajnym
                  > dzieciakiem.
                  i nie roznosi je energia? jestem pod wrażeniem

                  > Nie związałam sobie rąk, nie czuję tak. Nie czuję, by mi
                  zabraniano
                  > bić moje dziecko. (Niby kto?) To moja decyzja. I cały przemyślany
                  > system.
                  Ty sobie dajesz radę, więc to nie było do Ciebie! Mnie chodziło o
                  tych rodziców, którzy np. mimo wielu prób nie potrafią opanowac
                  dziecka, nawet z pomocą specjalisty (wcześniejszy link). To w tym
                  momencie jedynym wyjściem dla nich jest danie klapsa dziecku. Jeżeli
                  jednak wprowadzi się zakaz klapsów, to tacy rodzice staną się
                  bezbronni. Przecież jeżeli specjaliści nie są w stanie pomóc, to jak
                  mają sobie poradzić "zwykli" rodzice?
                  "Zakaz klapsów" - chodziło tu o propozycje wprowadzenia ustawowego
                  zakazu stosowania klapsów.
                  • mama-ola Re: problem nie lezy w dzieciach... 19.12.07, 11:14
                    > czasem ma, bo jak fachowcy od siedmiu boleści nie potrafią pomóc,
                    > to nie może z tego powodu doprowadzić do tego, by dziecko
                    > terroryzowało otoczenie.

                    Za decyzję dot. uderzenia swojego dziecka odpowiada rodzic,
                    nie "fachowcy od siedmiu boleści". Jak ty uderzysz, to będzie to
                    Twoja decyzja, nie moja, bo nie potrafiłam Ci pomóc.

                    > > moja mama czasem jedzie (...)z nim 40 minut autobusem do swojej
                    > i nie roznosi je energia? jestem pod wrażeniem

                    Energii mały ma sporo. Ostatnio do autobusu i cioci wziął miecz,
                    który dostał do Mikołaja smile Uwielbia wykrzykiwać frazę "zły
                    mysikrólu, nie jesteś przeciwnikiem godnym księcia, a masz, a masz,
                    a masz!!!" (także publicznie). W autobusie siedzi przy oknie i
                    komentuje, co za oknem, lub zadaje bezpośrednie pytania nt.
                    pasażerów. U cioci był śmiały, poprosił o "łabecznik" i bawił się
                    zabawkami jej wnuczki.
                    To nie jest dziecko anemiczne, lecz grzeczne, a to różnica. Jak się
                    go poprosi, by usiadł na swoim miejscu, to siedzi tak przez całą
                    drogę, co nie znaczy, że siedzi cicho lub nie wiercąc się. Jak się
                    go kiedyś poprosiłam, by przesiadł się na moje kolana, bo ustąpimy
                    komuś miejsca, to się przesiadł, choć negocjacje były długie*
                    (bardzo chciał siedzieć na "swoim" miejscu, bardzo mu na tym
                    zależało). Tłumaczyłam jednak długo i cierpliwie i zrozumiał i
                    usiadł mi na kolanach. Niesamowite, ile potrafi zrozumieć dwulatek i
                    że potrafi zrezygnować.

                    * coś ze 3-4 minuty co najmniej (pod obstrzałem spojrzeń innych
                    pasażerów)

                    > Przecież jeżeli specjaliści nie są w stanie pomóc, to jak
                    > mają sobie poradzić "zwykli" rodzice?

                    Ja też jestem zwykłym rodzicem. W dodatku wyniosłam z domu niedobre
                    wzorce, jestem matką niebijącą w pierwszym pokoleniu. Nie jestem
                    ideałem ani aniołem. To się po prostu da zrobić. Czytałam książki
                    Samsona (tak wiem, że pedofil) i Eichelbergera, oglądałam Tracy Hogg
                    i naszą Supernianię, a przede wszystkim rozmawiałam dużo na ten
                    temat z moim mężem. Na długo zanim zaszłam w ciążę, myślałam jak to
                    będzie i omawiałam to z mężem. I trzymam się tych naszych wartości.
            • camel_3d Re: problem nie lezy w dzieciach... 14.12.07, 08:42
              > "A niech da choćby klapsa, skoro mu się
              > nie chce mózgownicą ruszyć i wymyślić coś innego" - poważnie taką
              > masz opinię, camel?

              a ty powaznie uwazasz, ze ludzim chce sie mozgownica ruszac??
              ja mysle niestety bardzo realistycznie.
              i wole zeby dali dzieciakowi klapsa... niz z niewiedzy i braku mozliwosci
              ruszania mozgownica nie zrobili kompletnei nic..


              > A co do przestępczości wśród młodziezy, to teza, że środowiska
              > patolo mają swoje źródło w tzw. dobrych domach, gdzie nie bito
              > i nie krzyczano na swoje skarby, ubawiła mnie smile

              al eto chyba nie byla moja teza co?

              > Moim zdaniem można oczekiwać choćby próby zrozumienia własnego
              > dziecka. Choćby takiego abecadła, że jak małe krzyczy to nie znaczy
              > automatycznie, że jest niegrzeczne, tylko o coś mu chodzi.


              mylisz sie, nie mozesz tego oczekiwac po wszytskich... niestety... musialabys
              przeszkolic miliony ludzi.
              jasne ze sa inne sposoby karania...ale niezaleznie co wymyslisz, zawsze bedzie
              to forma przemocy i pokazanie, ze masz wiecej do powiedzenia lub jestes silniejsza.
        • toya_hl Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 15:50
          A moze jakies dane? Bo " z tego co mi wiadomo" to jeszcze zadne
          fakty nie wynikaja. O statystyki to sama powinnas sie pokusic, bo
          chyba z czegos to wyczytalas i wiesz. Dajesz teze, dajesz argumenty.
          Chetnie poczytam.
          Ja natomiast uwazam, ze wlasnie bicie dzieci, klapsy itp. sa
          swietnym zaczatkiem bandytyzmu. Az mi sie wierzyc nie chce, ze ktos
          moze sadzic, ze za pomoca klapsa mozna wychowac zdrowe,
          madre, "niebandyckie" spoleczenstwo wink. Wychowywanie przez bicie-
          straszna glupota majaca skutki dalekosiezne. Dziecku trzeba
          tlumaczyc, a nie serwowac klapsa, bo klaps nic nie daje! Dasz mu w
          dupe i ci ulzy w danej chwili, a on i tak nie bedzie wiedzial o co
          chodzi. Nauczy sie tylko ze z matka nie ma zartow.
          Na logoike: Jak mozna miec satysfakcje z tego, ze dzieciak
          posluchal, przytaknal, byl grzeczny tylko ze strachu, a nie dlatego,
          ze rozumie ze czegos tam nie wolno??? To ucieczak od wychowywania.
          Nie chce mi sie tlumaczyc/ czy nerwy mi puszczaja, dam klapsa i po
          temacie, tak? Zbic nie znaczy wychowac i nauczyc; zbic znaczy
          pokazac bezsilnosc rodzica i tezyzne fizyczna. No i glupote straszna.
          Uwazam, ze osoby opowiadajace sie ZA karaniem cielesnym powinny
          zglosic sie do psychologa, bo maja syndrom bitego dziecka (sami byli
          prawdopodobnie bici przez rodzicow) i nie wiedza, ze mozna inaczej
          wychowac. Takie zachowania przekazuja dalej, bo zostalo im wmowione,
          ze klaps uczy i wychowuje. Jak czytam teksty: "tata mnie bil i
          jestem mu wdzieczny za to" czy "mama nieraz dala mi klapsa i mi nie
          zaszkodzilo". Bardzo biedni ludzie. Bardzo.Zostalo im zrobione takie
          pranie mozgu (nie tylko tylka), ze nawet zaczeli odczuwac
          wdziecznosc. Zal mi takich ludzi, a raczej ich dzieci.
          Ja sama jestem bardzo wdzieczna moim rodzicom, ze nigdy nas nie
          bili. Sama tez nigdy nie zamierzam bic mojego dziecka.
          Pozdrawiam. Toya
          • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 14.12.07, 04:51
            toya_hl napisała:

            > A moze jakies dane? Bo " z tego co mi wiadomo" to jeszcze zadne
            > fakty nie wynikaja. O statystyki to sama powinnas sie pokusic, bo
            > chyba z czegos to wyczytalas i wiesz. Dajesz teze, dajesz
            argumenty.
            > Chetnie poczytam.
            Jak napisałam wcześniej, czytam prasę, oglądam TV. Ale mam
            świadomość, że media mogą przy pomocy wyłącznie negtywnych
            informacji, wypaczać rzeczywistość a więc mogę mieć mylne wrażenie.
            Stąd chęć poczytania statystyk.

            > Ja natomiast uwazam, ze wlasnie bicie dzieci, klapsy itp. sa
            > swietnym zaczatkiem bandytyzmu. Az mi sie wierzyc nie chce, ze
            ktos
            > moze sadzic, ze za pomoca klapsa mozna wychowac zdrowe,
            > madre, "niebandyckie" spoleczenstwo wink. Wychowywanie przez bicie-
            > straszna glupota majaca skutki dalekosiezne.
            może masz rację, tylko że za moich szkolnych lat nikomu by do łba
            nie strzeliło, by nauczycielowi dać kosz na głowę albo koleżankę w
            klasie rozebrać do naga. A nauczyciele też byli różni. Pamiętam też
            stopień bezpieczeństwa w szkole wówczas i słyszę co mówią
            nauczyciele dziś.

            Dziecku trzeba
            > tlumaczyc, a nie serwowac klapsa, bo klaps nic nie daje! Dasz mu w
            > dupe i ci ulzy w danej chwili, a on i tak nie bedzie wiedzial o co
            > chodzi. Nauczy sie tylko ze z matka nie ma zartow.
            > Na logoike: Jak mozna miec satysfakcje z tego, ze dzieciak
            > posluchal, przytaknal, byl grzeczny tylko ze strachu, a nie
            dlatego,
            > ze rozumie ze czegos tam nie wolno???
            dlaczego uważasz, że ktoś kto daje klapsa nie tłumaczy dziecku za co?

            > Uwazam, ze osoby opowiadajace sie ZA karaniem cielesnym powinny
            > zglosic sie do psychologa, bo maja syndrom bitego dziecka (sami
            byli
            > prawdopodobnie bici przez rodzicow) i nie wiedza, ze mozna inaczej
            > wychowac. (sorry, skróciłam by nie wydłużać wypowiedzi)
            ja czasami odnoszę wrażenie, że do psychologa powinni udać się
            niektórzy misjonarze "klaps zabija" (nie bierz tego do siebie!). Są
            ludzie, którzy chcieliby inaczej wychować, ale mimo wielu prób, nic
            nie pomaga. Szukają pomocy i ...nie otrzymują jej (trochę wyżej
            pisałam więcej). Trafiaja za to na zwykłych pieniaczy, awanturników,
            którzy jedynie co potrafią zrobić, to obrażać "nie radzisz sobie z
            dzieckiem", ale żadnej konkretnej, sensownej i skutecznej pomocy nie
            dadzą.
            A psycholodzy nie się zastanowią w jaki sposób skutecznie "naprawić"
            młodzież np. z domów poprawczych.
            • toya_hl Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 00:04
              ewelina_1 napisała:

              > toya_hl napisała:
              >
              > > A moze jakies dane? Bo " z tego co mi wiadomo" to jeszcze zadne
              > > fakty nie wynikaja. O statystyki to sama powinnas sie pokusic,
              bo
              > > chyba z czegos to wyczytalas i wiesz. Dajesz teze, dajesz
              > argumenty.
              > > Chetnie poczytam.
              > Jak napisałam wcześniej, czytam prasę, oglądam TV. Ale mam
              > świadomość, że media mogą przy pomocy wyłącznie negtywnych
              > informacji, wypaczać rzeczywistość a więc mogę mieć mylne
              wrażenie.
              > Stąd chęć poczytania statystyk.
              >
              > > Ja natomiast uwazam, ze wlasnie bicie dzieci, klapsy itp. sa
              > > swietnym zaczatkiem bandytyzmu. Az mi sie wierzyc nie chce, ze
              > ktos
              > > moze sadzic, ze za pomoca klapsa mozna wychowac zdrowe,
              > > madre, "niebandyckie" spoleczenstwo wink. Wychowywanie przez
              bicie-
              > > straszna glupota majaca skutki dalekosiezne.
              > może masz rację, tylko że za moich szkolnych lat nikomu by do łba
              > nie strzeliło, by nauczycielowi dać kosz na głowę albo koleżankę w
              > klasie rozebrać do naga. A nauczyciele też byli różni. Pamiętam
              też
              > stopień bezpieczeństwa w szkole wówczas i słyszę co mówią
              > nauczyciele dziś

              Swieta racja. W szkole jest dzisiaj brutalnie i az sie boje czasu
              kiedy moja mala bedzie uczniem. Ale to nie dlatego, ze kiedys dzieci
              byly bite a teraz nie, tylko dlatego, ze wielu rodzicow niestety zle
              pojelo bezstresowe wychowanie. Tez za sprawa mediow. Kladlo sie
              rodzicom do glow, ze nalezy dziecku stresow oszczedzic to bedzie
              silniejsze. Bzdura, z ktorej powodu jeszcze dlugo beda w szkolach
              takie dantejskie sceny. Ja jednak bym gruba krecha oddzielila glupie
              wychowanie bezstrsowe od wychowania bez bicia ale z zasadami. Tylko
              widzisz, na to trzeba miec czas. A dzisiaj rodzice sa bardzo
              zapracowani, bo musza na kolejna mp3 zarobic dla dziecka i tak
              pojmuja wychowanie. Rozmowa z dzieckiem sprowadza sie do
              pytanie: "Jak w szkole? Luuuzik. No to super". Tylko, ze czesto nie
              jest super. Ludzie sa dzisiaj tak bardzo samotni. Dzieci tez. Bardzo
              potrzebuja zasad, regul, autorytetow, tylko, ze nikt im tego nie
              daje. Serwuje im sie tylko techniczne dobra i chlod emocjonalny.
              NIestety taka jest prawda. Na szczescie nie wszedzie. To
              najprawdopodobnije powod pakowania nauczyciela a raczej jego glowy
              w smietnik. A nie brak bicia. Tak na prawde malolaty bardziej chca
              zeby nimi sie interesowac niz to sie wydaje ich rodzicom. To
              pokolenie nastolatkow teraz dzieli jakas straszna przepasc miedzy
              pokleniem ich starych a nawet nami (25-30 latkow). To wlasnie skutki
              fatalnego bezstresowego wychowania, braku czasu dla dzieci.
              >
              > Dziecku trzeba
              > > tlumaczyc, a nie serwowac klapsa, bo klaps nic nie daje! Dasz mu
              w
              > > dupe i ci ulzy w danej chwili, a on i tak nie bedzie wiedzial o
              co
              > > chodzi. Nauczy sie tylko ze z matka nie ma zartow.
              > > Na logoike: Jak mozna miec satysfakcje z tego, ze dzieciak
              > > posluchal, przytaknal, byl grzeczny tylko ze strachu, a nie
              > dlatego,
              > > ze rozumie ze czegos tam nie wolno???
              > dlaczego uważasz, że ktoś kto daje klapsa nie tłumaczy dziecku za
              co?
              Czyli co? Najpierw tlumaczy, a jak nie skutkuje to ma asa w rekawie
              i wyciaga go w postaci klapsa? Ja juz pisalam, ze mam corke dosc
              krnabrna i na prawde nieraz 20 razy musze jej cos powiedziec zeby
              zaczaila. I nie nalezy wymagac od 3 latka zalozmy, ze jak juz raz
              obiecal ze nie nabroi czegos tam, to faktycznie tak bedzie. Dzieci
              sa tak cholernie ciekawskie a do tego maja strasznie krotka pamiec.

              >
              > > Uwazam, ze osoby opowiadajace sie ZA karaniem cielesnym powinny
              > > zglosic sie do psychologa, bo maja syndrom bitego dziecka (sami
              > byli
              > > prawdopodobnie bici przez rodzicow) i nie wiedza, ze mozna
              inaczej
              > > wychowac. (sorry, skróciłam by nie wydłużać wypowiedzi)
              > ja czasami odnoszę wrażenie, że do psychologa powinni udać się
              > niektórzy misjonarze "klaps zabija" (nie bierz tego do siebie!).

              I jedni i dudzy powinni isc. Bo prezentuja dwie skrajnosci. A jak
              wiadomo, prawda lezy po srodku wink.


              > ludzie, którzy chcieliby inaczej wychować, ale mimo wielu prób,
              nic
              > nie pomaga. _______Trzeba szukac dalej. Na tym polega
              macierzynstwo. Nie chce byc przemadrzala, nie o to chodzi. Ale skoro
              na dzieciaka nie dzialaja 3 metody, to co? Mam wrocic do 4,
              archaicznej, starej jak swiat i o powszechnie znanych
              konsekwencjach??? Trzeba tak robic, zeby nie bic. Szukac, szukac...

              Szukają pomocy i ...nie otrzymują jej (trochę wyżej
              > pisałam więcej). Trafiaja za to na zwykłych pieniaczy,
              awanturników,
              > którzy jedynie co potrafią zrobić, to obrażać "nie radzisz sobie z
              > dzieckiem", ale żadnej konkretnej, sensownej i skutecznej pomocy
              nie
              > dadzą.

              Bo trzeba tez jasno formulowac swoje problemy, pytania i prosby. Nie
              jestem za obrazaniem, a pieniactwo jest stare jak swiat, ale na
              prawde czasem warto przyjac troche krytyki. Ja jesli pisze
              publicznie o swoich problemach, nie czekam tylko na pochwaly. A z
              reszta jak sie z czyms nie zgadzasz, to nie problem. Jestes w
              opozycji i tyle wink. Ja otwieram sie na konkretne pytania. Jesli
              chcesz smile.
              Pozdrawiam
              > A psycholodzy nie się zastanowią w jaki sposób
              skutecznie "naprawić"
              > młodzież np. z domów poprawczych.
              • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 16:19
                toya_hl napisała:

                > Swieta racja. W szkole jest dzisiaj brutalnie i az sie boje czasu
                > kiedy moja mala bedzie uczniem. (...)
                ucinam, bo długie posty czasem nie przechodzą.
                Też się boję o własne dzieci jak pójdą do szkoły.
                Zgadzam się z tym, że wielu ludzi mylnie pojęło "bezstresowe
                wychowanie", tylko że tu powinni odpowiednio wkroczyć psycholodzy i
                w miarę możliwości prostować. Niestety, nie poradzili sobie z tym i
                teraz na świecie mamy taki bandytyzm. Dlatego trochę dziwi mnie
                postawa psychologów zgorszona klapsami, niech najpierw naprawią to,
                czego sami nie dopilnowali czyli efekty "bezstresowego wychowania".
                Bo co z tego, że moje dzieci będą uczone szacunku do innych, skoro
                potem np. szkolny kontakt z "bezstresowo" wychowaną młodzieżą
                boleśnie odczują. Nie chciałabym słyszeć potem "mamo, dlaczego mnie
                tak nieżyciowo wychowałaś."

                Natomiast mam odmienne zdanie co do winy rodziców. To znaczy,
                rodzice są winni temu, że mało czasu poświęcają swoim dzieciom.
                Jednak nawet za moich młodych lat (jestem starsza od Ciebie, ale nie
                wnikajmy ile smile ) dzieci też cierpiały na brak zainteresowania ze
                strony rodziców. Biegające po podwórku dzieci z kluczem na sznurku
                na szyi to nie było nic dziwnego. Ponadto później doszły kolejki i
                zamiast rozmawiać z dzieckiem stało się w kolejce po masło czy
                cukier. A jednak ani w połowie nie było wówczas takiego chamstwa
                wśród młodzieży jak dziś. Kiedyś, czyli kilka pokoleń wstecz, było
                jeszcze gorzej. Przeciez z dziećmi się w ogóle nie rozmawiało.
                Starsze wychowywały młodsze rodzeństwo, a rodzice cały dzień w polu
                albo w fabryce (w moim regionie raczej te drugie).
                Natomaist dziś też nie zwalałbaym wszystkiego na pogoń za dobrami
                technicznymi. Ludzie często pracują za marne grosze po wiele godzin,
                nawet po godzinach, a nie potrafią nawet na najtańszą kiełbasę do
                chleba zarobić.

                > Czyli co? Najpierw tlumaczy, a jak nie skutkuje to ma asa w
                rekawie
                > i wyciaga go w postaci klapsa? Ja juz pisalam, ze mam corke dosc
                > krnabrna i na prawde nieraz 20 razy musze jej cos powiedziec zeby
                > zaczaila. I nie nalezy wymagac od 3 latka zalozmy, ze jak juz raz
                > obiecal ze nie nabroi czegos tam, to faktycznie tak bedzie. Dzieci
                > sa tak cholernie ciekawskie a do tego maja strasznie krotka pamiec.
                jak ja bym tłumczyła tylko 20 razy to miałabym grzecne dzieci smile
                Oczywiście że dzieci mają krótką pamięć, po to właśnie stosuje się
                m.in. kary, by im przypomnieć (po wcześniejszych przypomnieniach i
                ostrzeżeniach).

                > I jedni i dudzy powinni isc. Bo prezentuja dwie skrajnosci. A jak
                > wiadomo, prawda lezy po srodku wink.
                oj, gdyby prawda była pośrodku to dopuszczalne byłyby klapsy w
                ekstremalnych warunkach, np. dziecko wyrywa ci się nagle z ręki przy
                ruchliwej ulicy mimo wcześniejszych tłumaczeń i próśb.

                Trzeba szukac dalej. Na tym polega
                > macierzynstwo. Nie chce byc przemadrzala, nie o to chodzi. Ale
                skoro
                > na dzieciaka nie dzialaja 3 metody, to co? Mam wrocic do 4,
                > archaicznej, starej jak swiat i o powszechnie znanych
                > konsekwencjach??? Trzeba tak robic, zeby nie bic. Szukac,
                szukac...
                ale przecież czas nie stoi w miejscu. Mamy ograniczoną ilośc czasu
                na szukanie nowych pomysłów. W końcu czas dojdzie do jakiejś
                kryzysowej sytuacji, w której albo zareagujemy skutecznie albo
                stanie się nieszczęście. I w tym momencie lepiej jest dać klapsa niż
                dopuścić do tragedii bo ideologia "nigdy klaps" jest ważniejsza.

                Mam wrocic do 4,
                > archaicznej, starej jak swiat i o powszechnie znanych
                > konsekwencjach???
                możesz napisać jakie to sa powszechnie znane konsekwencje i jakieś
                źródła? Pytam powaznie. Bo ja pisałam tylko o tym co "MI wiadomo" a
                chciałaś danych. Ty natomiast piszesz o "powszechnie znanych
                konsekwencjach".

                > Bo trzeba tez jasno formulowac swoje problemy, pytania i prosby.
                Nie
                > jestem za obrazaniem, a pieniactwo jest stare jak swiat, ale na
                > prawde czasem warto przyjac troche krytyki. Ja jesli pisze
                > publicznie o swoich problemach, nie czekam tylko na pochwaly. A z
                > reszta jak sie z czyms nie zgadzasz, to nie problem. Jestes w
                > opozycji i tyle wink. Ja otwieram sie na konkretne pytania. Jesli
                > chcesz smile.
                ale przeciez nie o krytykę tu chodzi. Z resztą w tym fragmencie
                chyba mówiłyśmy o innych rzeczach.
                W przytoczonych wcześniej przykładach były wyraźnie sformułowane
                pytanie. Np. pytałam się jak w konkretnych sytuacjach wytłumaczyć
                dziecku. Tymczasem niektórzy zaczęli doszukiwać się np. nudy i braku
                spacerów. No ok, rozumiem, że każdy stara się życzliwie pomóc i
                znajduje najbardziej prawdopodobne przyczyny. Ale "prawdopodobne" to
                nie oznacza "jedyne prawdziwe". Dlatego po moich wyjaśnieniach i
                ponownej prośbie o odpowiedź na pytanie oczekiwałam sensownych
                odpowiedzi. Miałam świadomość że metody te nie dadzą 100%
                skuteczności, bo każde dziecko jest inne. Tymczasem niektóre osoby
                szły w zaparte i dalej wmawiać mi "idź na spacer". No żesz, pytasz
                się jak wytłumaczyć dziecku żeby np. nie bawiło się kontaktem a
                słyszysz "idź na spacer". To jest odpowiedź? Jak potem taka mama
                przyzna się że w desperacji dała klapsa, to "specjalistki"
                od "spacerów": "nie radzisz sobie!, żal dziecka!". "Specjalistki"
                nie poradziły sobie ze zrozumieniem prostego pytania ale potrafią
                obrażać, bo ktoś napisał to co im się nie podoba.
                Albo podany przeze mnie link. Zdesperowana matka pisze że szukała
                wielu metod i nie radzi sobie, więc prosi panią psycholog (podobno
                specjalistę) o pomoc. W odpowiedzi słyszy, że "pani sobie nie radzi,
                niech pani szuka pomocy"! To ma być pomoc specjalisty? Jeżeli takie
                są porady specjalistów do siedmiu boleści, to akcja nieklapsowania
                czy wręcz ustawowy zakaz przyniosą więcej szkód niż pożytku. I to
                własnie doprowadzi do drastycznego wzrostu przestępczości.
                Sądze, że prośby były jasno sformułowane. Nikt też, kto prosi o
                pomoc nie oczekuje pochwały lecz POMOCY.
                również pozdrawiam