Bić czy nie bić - oto jest pytanie?

10.12.07, 15:52
Mam swoje zdanie na ten temat, ale chciałam was zapytać co myślicie
o dawaniu klapsów dzieciom. Oczywiscie nie chodzi mi o jakieś znęcanie
się, ale o takiego klapsa czy kilka po których dziecko płacze i które
są fizycznie bolesne choć nieszkodliwe dla zdrowia. Co o tym sądzicie?
Czy to jest dobre czy złe, czy pomaga czy nie, czy w przyszłości wpłynie
może negatywnie na dzieci? Może bite będą biły koleżanki i kolegów?
Jak to jest?
    • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 10.12.07, 15:59
      Co myślę, to już Ci napisałam w wątku o superniani.

      Naucz się też korzystać z wyszukiwarki, takich wątków było już
      mnóstwo.
      • nowa_na_forum Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 10.12.07, 16:27
        Dzięki za odpowiedź. A poza tym to jestem nowa i nie bardzo sie jeszcze
        umiem tu poruszać, ale poszukam sobie, masz rację.
    • krwawakornelia no kurcze.... 10.12.07, 19:05
      a co myslisz o noszeniu gana na ulicy i strzeleniu np. w takiego co
      cie wkurza?
    • agatka_s Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 10.12.07, 19:11
      Mam swoje zdanie na ten temat, ale chciałam was zapytać co myślicie
      o dawaniu klapsów synowym. Oczywiscie nie chodzi mi o jakieś znęcanie
      się, ale o takiego klapsa czy kilka po których synowa płacze i które
      są fizycznie bolesne choć nieszkodliwe dla zdrowia. Co o tym
      sądzicie?
      Czy to jest dobre czy złe, czy pomaga czy nie, czy w przyszłości
      wpłynie
      może negatywnie na synowe ? Może bite będą biły koleżanki i kolegów?

      Jak to jest?




      A teraz pomysl sobie jak to jest jak ktos (np twoja tesciowa) sie
      zastanawia na forum czy Cie bic czy nie. Fajnie, prawda....

      Ciekawe jak sie poczujesz jak za kilka lat przyjdzie do Ciebie Twoje
      dziecko i zapyta: mamo czy to prawda ze na forum pytalas sie czy
      mnie bic czy nie...co odpowiesz ?

      pozdrawiam





      • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 11.12.07, 08:51
        agatka_s napisała:

        > Mam swoje zdanie na ten temat, ale chciałam was zapytać co myślicie
        > o dawaniu klapsów synowym. Oczywiscie nie chodzi mi o jakieś
        > znęcanie się, ale o takiego klapsa czy kilka po których synowa
        > płacze i które są fizycznie bolesne choć nieszkodliwe dla zdrowia.
        > Co o tym sądzicie?

        Ja to myślę tak. Że jak synowa jest mniejsza i słabsza od teściowej,
        to można. No bo jak się synowa nie słucha, to jak inaczej? Teściowa
        by mogła raz ostrzegawczo policzyć do trzech, a potem uderzyć - ale
        nie za mocno. To potem by wystarczyło tylko "raz... dwa..." i nie
        musiałaby kończyć, nie? Wcale nie musiałaby jej bić często, tak
        kilka razy profilaktycznie by wystarczyło.

        Ale myślę jednocześnie, że jak to teściowa jest mniejsza i słabsza
        od synowej, to synowa ma pełne prawo dać jej klapsa (nie za
        mocnego), żeby się słuchała.

        I analogicznie: mąż/żona. W ogóle to nowe mody: nie bić dzieci, nie
        bić żony itp. to jakieś dyrdymały, które tylko psują ludzi. W żadnym
        razie nie chodzi mi o znęcanie, co to to nie, tylko żeby porządek
        był.
    • nangaparbat3 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 10.12.07, 21:27
      Źle myslę. Dla mnie kilka klapsow, po ktorych dziecko placze, to regularne
      lanie. Coś więcej to juz znecanie sie.
      • magwaniek Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 10.12.07, 22:39
        No dziewczyny, ale przykłady..z synową super, aczkolwiek
        drastyczny. Oczywiście, że nie bić, nigdy!!! Dając klapsa dziecku
        dajemy mu świetną szkołe i prostą radę: "widzisz syneczku/
        córeczko, jak ktoś cię tak mocno zdenerwuje to mu przylej!" No
        powiedz nowa proszę, dasz taką radę swojemu dziecku kiedy juz
        będzie rozumiało wiele rzeczy...na przykład przed wyjściem do
        szkoły tak powiedzieć! Murowane że wychowasz małego agresora.
        Pozdrawiam i życzę cierpliwości
    • krwawakornelia nie trolluj. 10.12.07, 22:41
    • camel_3d przypalac i lamac na kole 11.12.07, 08:57
      nudne to sie staje
      • mama_anuszy Re: przypalac i lamac na kole 11.12.07, 15:51
        ależ wy zaradne w wychowywaniu- brakuje wam tylko aureolki i
        skrzydełek do latania. Gratuluję cierpliwości, zaradności,
        pomysłowości, wiedzy psychologicznej itp itd... Kto jest bez winy
        niech pierwszy rzuci.... ot co. Nie wierzę wam poprostu.
        • magwaniek Re: przypalac i lamac na kole 11.12.07, 17:35
          twój problem smile)
        • mama303 Re: przypalac i lamac na kole 11.12.07, 18:55
          mama_anuszy napisała:


          > Nie wierzę wam poprostu.

          Ale komu i w co?

        • mama-ola Re: przypalac i lamac na kole 11.12.07, 20:13
          mama_anuszy napisała:

          > ależ wy zaradne w wychowywaniu

          Staram się. Przynajmniej się staram.
          Kto bije, ten się nie stara.
          Dla własnego dziecka się nie stara! Beznadziejne.

          > brakuje wam tylko aureolki i skrzydełek do latania.

          A ironizuj sobie ile wlezie.

          > Gratuluję cierpliwości, zaradności,
          > pomysłowości, wiedzy psychologicznej itp itd...

          Cierpliwości mam dużo, a jak mi się kończy, to jestem tego świadoma.
          Na szczęście jest mąż, którego mogę poprosić, by sam się pobawił z
          małym, gdy mi cierpliwości brak. Idę wtedy gotować (co b. lubię i co
          i tak zrobić muszę) - chyba to lepsze niż spacyfikować dziecko
          walnięciem w tyłek?
          Nie wiem, czy jestem zaradna, to chyba nie jest specjalnie istotne,
          radzę sobie jako tako, i to wystarcza.
          Wiedzę psychologiczną mam b. dużą - zarówno tę dotyczącą rozwoju
          małych dzieci, jak i tę dotyczącą siebie.
          W Twoich ustach to miał być zarzut? Wiedza psychologiczna jest
          ogromnie przydatna. Ogromnie. Biją głównie matki o małej wiedzy i
          niskiej samoświadomości.

          > Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci.... ot co.

          W matkę bijącą? Chętnie wink Zresztą rzucam - jak mi się taka nawinie
          ze swoim postem i mnie wkurzy, zaraz usłyszy, że jest beznadziejna.

          > Nie wierzę wam poprostu.

          Jak dla mnie - i co z tego. Ale może Twoje dziecko by pragnęło,
          żebyś uwierzyła, że dla się nie bić. Może ono o tym marzy. Idą
          święta, ludzie starają się być lepsi. Pomyśl o tym.
        • mama_miko Re: przypalac i lamac na kole 12.12.07, 10:23
          mama_anuszy napisała:

          > ależ wy zaradne w wychowywaniu- brakuje wam tylko aureolki i
          > skrzydełek do latania. Gratuluję cierpliwości, zaradności,
          > pomysłowości, wiedzy psychologicznej itp itd... Kto jest bez winy
          > niech pierwszy rzuci.... ot co. Nie wierzę wam poprostu.


          jakiej winy? Dając klapsa, masz pozniej poczucie winy? Dalas go nieslusznie? To
          jest jednak nie fair.

          Mi klaps nie zaszkodzil, mojemu mezowi tez nie, moim znajomym tez nie, moim
          dzieciom tez nie zaszkodzi. Malo tego, jestem za niego wdzieczna mojej matce, ze
          podniosla na mnie ręke jak ją oklamalam w wieku 8 czy 9 lat. Nauczylo mnie to
          nigdy, przenigdy nie klamac rodziców. MOge nie mowic im wszystkiego, ale niegdy
          ich nie okalmuje. Jak moim dzieciom dam po lapkach po 10 tłumaczeniu dlaczego
          nie wolno grzebać w kontakcie, absolutnie nie czuje sie winna. Nie jest mi z tym
          dobrze w srodku, ale efekt zaskoczenia dla dziecka, ze mama rowniez potrafi być
          sroga, dziala zaskakująco dobrze.
          • mama-ola Re: przypalac i lamac na kole 12.12.07, 11:01
            > Mi klaps nie zaszkodzil, mojemu mezowi tez nie, moim znajomym tez
            > nie, moim dzieciom tez nie zaszkodzi.

            Mylisz się, zaszkodził. Jak dorosłaś - bijesz innych. Przejęłaś
            pałeczkę.

            > Malo tego, jestem za niego wdzieczna mojej matce, ze
            > podniosla na mnie ręke jak ją oklamalam w wieku 8 czy 9 lat.
            > Nauczylo mnie to nigdy, przenigdy nie klamac rodziców. MOge nie
            > mowic im wszystkiego, ale niegdy ich nie okalmuje.

            Mogli Cię tego nauczyć inną metodą.

            > Jak moim dzieciom dam po lapkach po 10 tłumaczeniu dlaczego
            > nie wolno grzebać w kontakcie, absolutnie nie czuje sie winna.

            Mój syn jest w wieku - patrz sygnaturka. W kontakcie grzebał dwa
            razy i już nie grzebie. Poradziłam sobie bez bicia. Ty sobie nie
            radzisz, więc bijesz, takie są fakty. Mówisz bez sensu (bez efektu)
            10 razy, bo tylko czekasz, kiedy walnięcie dziecka będzie
            usprawiedliwione. Jest skuteczne, więc CHCESZ bić. Jakbyś się trochę
            wysiliła i spóbowała mówić do dziecka tak, by do niego trafiło, to
            byś nie musiała bić. Być może nauczyłaś dzieci tego, że dopiero po
            klapsie wiedzą, że sprawa jest poważna, a Twoich słów nie traktują
            poważnie. Moje dziecko moje słowa traktuje poważnie.

            > Nie jest mi z tym dobrze w srodku

            A wyglądasz (po postach) za bardzo zadowoloną ze stosowanej metody.

            > ale efekt zaskoczenia dla dziecka, ze mama rowniez potrafi być
            > sroga, dziala zaskakująco dobrze.

            Czyli planujesz bić dalej? To jak to jest - bicie nie sprawia, że
            masz grzeczne dziecko?
            A ja nie biję, a dziecko mam bardzo grzeczne smile
            • ewelina_1 Re: przypalac i lamac na kole 13.12.07, 02:14
              mama-ola napisała:

              > Mój syn jest w wieku - patrz sygnaturka. W kontakcie grzebał dwa
              > razy i już nie grzebie. Poradziłam sobie bez bicia. Ty sobie nie
              > radzisz, więc bijesz, takie są fakty. Mówisz bez sensu (bez
              efektu)
              > 10 razy, bo tylko czekasz, kiedy walnięcie dziecka będzie
              > usprawiedliwione. Jest skuteczne, więc CHCESZ bić. Jakbyś się
              trochę
              > wysiliła i spóbowała mówić do dziecka tak, by do niego trafiło, to
              > byś nie musiała bić.
              sorry, skróciłam wypowiedź. Nie do mnie wypowiedź, ale mam prośbę:
              nie wymądrzaj się, kto co CHCE robić ("więc CHCESZ bić") tylko
              NAPISZ (to nie jest ironia!), co zrobiłaś, że dziecko już dalej się
              nie bawi w kontakcie. Będzie i grzeczniej i sensowniej, bo z
              pewnością niejedna mama z tego skorzysta.
              • mama-ola proszę bardzo, ewelino :-) 13.12.07, 19:36
                > sorry, skróciłam wypowiedź. Nie do mnie wypowiedź, ale mam prośbę:
                > nie wymądrzaj się, kto co CHCE robić ("więc CHCESZ bić")

                Mam koleżanki, które klapsują swoje dzieci i CHCĄ to robić.
                Mówiłyśmy kiedyś (ja i jedna z tych koleżanek) o takiej sytuacji, że
                małe się wywija i nie chce się ubrać. Koleżanka na to:
                - ja wtedy sprzedaję trzy szybkie i spokój, a ty?
                Trzy szybkie to są klapsy, jak by kto nie wiedział. A ja jej na to,
                że ja nie. Przekomarzam się, gilgoczę, udaję że skarpetka mówi;
                - ach jakbym chciała być na Antosia nóżce, plosię, plosię!
                I osiągam swój cel wśród zalewu pocałunków i czułości oraz brania
                pod włos "o to ta bluzka w której wyglądasz jak mały przystojniak!
                dawaj, wkładamy szybko! szybko!".
                Albo jeszcze jakoś inaczej smile Różne rzeczy działają przy różnych
                sytuacjach.
                A moja koleżanka na to, że e tam, trzy szybkie i już. I że jak małe
                (bo ma dwie) dostaną, to potem są grzeczniejsze jakiś czas. I
                jeszcze zgroza: coś już dawno nie dostały (z intencją: powinny raz
                na jakiś czas dostać).
                Więc jak mi ktoś deklaruje, że stosuje klapsy, to wiem, że chce jest
                stosować. Bo jakby nie chciał, to by tego sposobu karania nie bronił.

                > tylko NAPISZ (to nie jest ironia!), co zrobiłaś, że dziecko już
                > dalej się nie bawi w kontakcie. Będzie i grzeczniej i sensowniej,
                > bo z pewnością niejedna mama z tego skorzysta.

                Kontakty nieużwane mają u nas zatyczki. Antoś zaczął się bawić w
                zeszłą sobotę przy kontakcie, do którego jest podłączone radio.
                Zauwazyliśmy to od razu, bo radio przestało grać (wyciągnął kabel).
                Wyraziliśmy chóralnie żal, że już nie słychać radia, wsadziłam kabel
                do kontaktu, a mały po chwili znów go wyciągnął. Mały został
                poinformowany, że tak nie wolno, że dzieciom nie wolno się tam
                bawić. Uprzedziłam, że jeśli będzie tacie wyłączał radio, to nie
                pozwolimy mu obejrzeć bajki w tv. Kontakt został zastawiony fotelem.
                Od soboty incydent się nie powtórzył.
                • ewelina_1 Re: proszę bardzo, ewelino :-) 14.12.07, 03:59
                  mama-ola napisała:

                  > I osiągam swój cel wśród zalewu pocałunków i czułości oraz brania
                  > pod włos "o to ta bluzka w której wyglądasz jak mały przystojniak!
                  > dawaj, wkładamy szybko! szybko!".
                  też tak często robię, tylko że taka zabawa, bo to właściwie jest
                  zabawa, wymaga duuuużo czasu. Jak do tego dołożysz, że masz drugie
                  dziecko, które też musisz ubrac, a potem z powrotem pierwsze (bo się
                  rozebrało przy ubieraniu drugiego) i znowu drugie, to w efekcie nie
                  wyjdziesz nigdzie!

                  I
                  > jeszcze zgroza: coś już dawno nie dostały (z intencją: powinny raz
                  > na jakiś czas dostać).
                  znam taką mentalność, ale jej nie rozumiem.

                  > Więc jak mi ktoś deklaruje, że stosuje klapsy, to wiem, że chce
                  jest
                  > stosować. Bo jakby nie chciał, to by tego sposobu karania nie
                  bronił.
                  nie masz racji! wyjaśniłam to na przykładach niżej
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=73137149&a=73298494
                  > Kontakty nieużwane mają u nas zatyczki. Antoś zaczął się bawić w
                  > zeszłą sobotę przy kontakcie, do którego jest podłączone radio.
                  > Zauwazyliśmy to od razu, bo radio przestało grać (wyciągnął
                  kabel).
                  > Wyraziliśmy chóralnie żal, że już nie słychać radia, wsadziłam
                  kabel
                  > do kontaktu, a mały po chwili znów go wyciągnął. Mały został
                  > poinformowany, że tak nie wolno, że dzieciom nie wolno się tam
                  > bawić. Uprzedziłam, że jeśli będzie tacie wyłączał radio, to nie
                  > pozwolimy mu obejrzeć bajki w tv. Kontakt został zastawiony
                  fotelem.
                  > Od soboty incydent się nie powtórzył.
                  Obawiam się, że incydent się nie powtórzył, bo kontakt został
                  zastawiony fotelem. Ale pomińmy zastawienie kontaktu.
                  Dla mnie skuteczność tej metody jest ...powiedzmy dyskusyjna. To
                  znaczy, ja wierzę, że są dzieci które posłuchają. Tylko, że nie na
                  wszystkie to działa. Perspektywa (nie)obejrzenia bajki, czy zabranie
                  zabawki, też musi być zrozumiała u dziecka. Obawiam sie że taki
                  przeciętny np. 18 miesięczniak nie zrozumie albo będzie mu wszystko
                  jedno, czy będzie widzieć bajkę czy nie. Ale kontaktem z chęcią się
                  pobawi, a nie jesteś w stanie wszystko zastawić i zablokować. I
                  jeszcze jedno, czasem wystarcza, że jest brat/siostra przed którym
                  można się popisać, by nawet najbardziej dotkliwe, egzekwowane kary
                  nie działaly.
                  • mama-ola Re: proszę bardzo, ewelino :-) 14.12.07, 09:33
                    > Obawiam się, że incydent się nie powtórzył, bo kontakt został
                    > zastawiony fotelem. Ale pomińmy zastawienie kontaktu.

                    To lekki fotel, odsunąłby go, gdyby chciał. Zastawienie kontaktu
                    było gestem mającym pokazać, że nie ma w tej kwestii dyskusji, że
                    sprawa jest poważna.

                    > Dla mnie skuteczność tej metody jest ...powiedzmy dyskusyjna. To
                    > znaczy, ja wierzę, że są dzieci które posłuchają.

                    Mój synek jest właśnie z tych dzieci, które słuchają. Jest bardzo
                    grzeczny, mimo że nigdy nie dostał klapsa.

                    > Tylko, że nie na wszystkie to działa. Perspektywa (nie)obejrzenia
                    > bajki, czy zabranie zabawki, też musi być zrozumiała u dziecka.
                    > Obawiam sie że taki przeciętny np. 18 miesięczniak nie zrozumie
                    > albo będzie mu wszystko jedno, czy będzie widzieć bajkę czy nie.

                    Na Antosia perspektywa nieobejrzenia bajki jest b. dotkliwa dopiero
                    od niedawna. Wczesniej zupełnie by go to nie ruszało. Czy to jednak
                    jest argument za tym, że zanim dziecko nie dorośnie do żalu za
                    bajką, to trzeba mu dawać klapsy? Do tego zmierzasz? Ale ja w
                    okresie przedbajkowym też sobie radziłam! I w pobajkowym też sobie
                    poradzę, jak sądzę. Sposoby radzenia sobie z dzieckiem zmieniają się
                    wraz z nim.

                    > Ale kontaktem z chęcią się pobawi, a nie jesteś w stanie wszystko
                    > zastawić i zablokować.

                    Moje dziecko broi, że hej. Na niektóre brojenia się zgadzam, tylko
                    staram się je ucywilizować. Np. po ułożeniu puzzli Antoś zawsze
                    zaczynał po nich skakać. Prosiłam, tłumaczyłam, groziłam zabraniem,
                    wszystko na nic - to było silniejsze od niego. On tak bardzo lubił
                    sobie na tych puzzlach poskakać. Dla niego to było jak zwieńczenie
                    zabawy, nagroda, którą sam sobie wymyślił. No i mnie przekonał -
                    uśmiechem, radością, to swoją przemożną potrzebą poskakania. I może
                    to robić, ma tylko ściągać kapcie. Fajny widok: mały dokłada ostatni
                    puzelek, szybko odpina sprzączki przy kapciuszkach i heja!

                    Miałabym to spacyfikować "trzema szybkimi"?! Może inna mama by tak
                    zrobiła. Mówisz "nie jesteś w stanie wszystko zastawić i
                    zablokować" - a muszę wszystko? Decyduję na poczekaniu. Uznałam, że
                    puzzli nie muszę. Mój syn może ze mną coś wynegocjować. Nie upatruję
                    wartości w tym, że zawsze zwyciężę.
                    Klaps zabija naturalną ciekawość dziecka, zabija jego żywiołowość.
                    Gdybym dała małemu klapsa za chęć skakania po puzzlach, to przy
                    pomyśle na inny wybryk synek byłby zahamowany.

                    A więc ma niektóre brojenia się zgadzam. A jeśli się na coś nie
                    zgadzam, to nie ma zmiłuj - nie przejdzie. Stanowczy ton,
                    tłumaczenie, tłumaczenie, tłumaczenie dlaczego tak, a nie inaczej,
                    odwoływanie się do jego rozsądku. I zapowiedź: Antosiu, jeśli
                    nadal... to będę cię musiała postawić do kąta.
                    I Antoś wie, że jak pada słowo kąt, to sprawa jest poważna.
                    I słucha.

                    > I jeszcze jedno, czasem wystarcza, że jest brat/siostra przed
                    > którym można się popisać, by nawet najbardziej dotkliwe,
                    > egzekwowane kary nie działaly.

                    Tego jeszcze nie wiem smile Ale moje niebijące koleżanki mają po dwoje
                    dzieci i sobie radzą. One są dla mnie wzorem, ich będę pytać, jak
                    będę miała problem.
                    • ewelina_1 Re: proszę bardzo, ewelino :-) 14.12.07, 23:56
                      mama-ola napisała:

                      > To lekki fotel, odsunąłby go, gdyby chciał. Zastawienie kontaktu
                      > było gestem mającym pokazać, że nie ma w tej kwestii dyskusji, że
                      > sprawa jest poważna.
                      też tak robiliśmy. Nie koniecznie fotelem, ale nie o mebel chodzi
                      lecz o zastawienie. Jednak moje miały ten gest w głebokim miejscu i
                      odsuwały przedmiot. Co zrobisz?

                      > Mój synek jest właśnie z tych dzieci, które słuchają. Jest bardzo
                      > grzeczny, mimo że nigdy nie dostał klapsa.
                      to świetnie. Ale właściwie tu jest sedno sprawy. Twoje dziecko ma
                      taki charakter i już. Sadzę, że "dostanie klapsa" nie ma tu
                      znaczenia.

                      > Na Antosia perspektywa nieobejrzenia bajki jest b. dotkliwa
                      dopiero
                      > od niedawna. Wczesniej zupełnie by go to nie ruszało. Czy to
                      jednak
                      > jest argument za tym, że zanim dziecko nie dorośnie do żalu za
                      > bajką, to trzeba mu dawać klapsy? Do tego zmierzasz? Ale ja w
                      > okresie przedbajkowym też sobie radziłam! I w pobajkowym też sobie
                      > poradzę, jak sądzę. Sposoby radzenia sobie z dzieckiem zmieniają
                      się
                      > wraz z nim.
                      nie sugeruj do czego zmierzam, tylko napisz (to nie ironia) co
                      robiłaś w okresie przedbajkowym. Weź pod uwagę, że zabranie zabawki
                      nie robi wrażenia. Inna rzecz, że są przyzwyczajone, bo muszę czasem
                      zabierać zabawkę gdy leje się krew. A wszystkie zabawki mają
                      podwójne - jakby się ktoś dziwił. Nie robi wrażenia też postawienie
                      do kąta - traktują to jak zabawę.
                      I jeszcze jedno: proszę nie pisz mi oczywistych rzeczy jak "Sposoby
                      radzenia sobie z dzieckiem zmieniają się wraz z nim."

                      > Moje dziecko broi, że hej.
                      I dalej piszesz o puzlach. Nie wiem, czy był to przykład oderwany od
                      rzeczywistości czy autentycznie był "puzlowy problem". Jeśli to
                      drugie, to muszę przyznać, że gdybym miała takie
                      zachowanie "pacyfikować trzema szybkimi" to musiałabym lać swoje
                      dzieci bez chwili przerwy. Mówimy więc chyba o innym poziomie
                      brojenia.

                      > Klaps zabija naturalną ciekawość dziecka, zabija jego żywiołowość.
                      > Gdybym dała małemu klapsa za chęć skakania po puzzlach, to przy
                      > pomyśle na inny wybryk synek byłby zahamowany.
                      oj, tu trzeba byłoby ustalić w końcu stanowisko, bo inne mamy
                      twierdzą, że klaps nie działa w ogóle.

                      A jeśli się na coś nie
                      > zgadzam, to nie ma zmiłuj - nie przejdzie. Stanowczy ton,
                      > tłumaczenie, tłumaczenie, tłumaczenie dlaczego tak, a nie inaczej,
                      > odwoływanie się do jego rozsądku.
                      smile)))))))), no nie mogę. Proszę o wybaczenie. A że się tak jeszcze
                      spytam, ile ma być tych tlumaczeń? I jak długo bezskutecznie
                      tłumaczysz? Kilka(naście) miesięcy aż dziecko zacznie lepiej
                      rozumieć język i kumać o co chodzi? To będziesz mieć totalnie
                      zdemolowany dom, pod warunkiem że wczesniej samo siebie nie
                      skrzywdzi. W moim przypadku weź pod uwagę, że jest to ilośc
                      tłumaczeń x2. Proszę o wybaczenie, ale propozycja, by tłumaczyć coś
                      dziecku, które jeszcze niewiele rozumie, tak naprawdę ośmiesza osobę
                      dającą taką propozycję-metodę. Metodę, która ma zerową skuteczność.

                      I zapowiedź: Antosiu, jeśli
                      > nadal... to będę cię musiała postawić do kąta.
                      > I Antoś wie, że jak pada słowo kąt, to sprawa jest poważna.
                      > I słucha.
                      pisałam wcześniej. Moje "kąt" traktują jako zabawę. Stoją w osobnych
                      kąta, ale to nie przeszkadza im ze soba rozmawiać, w języku bliźniąt
                      naturalnie.

                      > Tego jeszcze nie wiem smile Ale moje niebijące koleżanki mają po
                      dwoje
                      > dzieci i sobie radzą. One są dla mnie wzorem, ich będę pytać, jak
                      > będę miała problem.
                      dwoje dzieci w różnym wieku to nie ta bajka!!! A skąd wiem, że
                      to "nie ta bajka"? Bo jestem najstarsza w rodzinie, którą
                      uszczęsliwiano poleceniem zajmowania się młodszymi krewnymi. Chodzi
                      o jednakowy wiek, gdy mają ten sam poziom rozwoju. No, ale możesz
                      mieć bliźniaki - to nie jest złośliwość! Bliźniaki są super, tylko
                      trochę dają popalić. No i jeszcze trochę weryfikują nasze poglądy.
                      Ale przecież zawsze można się pocieszyć, że to tylko bliźniaki a nie
                      np. czworaczki.
                      • mama-ola Re: proszę bardzo, ewelino :-) 17.12.07, 13:12
                        > też tak robiliśmy. Nie koniecznie fotelem, ale nie o mebel chodzi
                        > lecz o zastawienie. Jednak moje miały ten gest w głebokim miejscu
                        i
                        > odsuwały przedmiot. Co zrobisz?

                        Myślę, że Twoje dzieci nie potraktowały zastawienia kontaktu jako
                        gestu ostatecznego. Dzieci wiedzą, kiedy mama nie żartuje, kiedy
                        sprawa jest naprawdę poważna, taka "nie ma zmiłuj". Być może u
                        Ciebie granica "nie ma zmiłuj" jest dopiero na poziomie klapsa, a u
                        mnie dużo wcześniej? U mnie jest na poziomie stanowczego tonu głosu,
                        odciągnięcia dziecka "z miejsca przestępstwa", zabrania "przedmiotu
                        przestępstwa"; z rzadka na poziomie zagrożenia karą (np. bo nie
                        obejrzysz bajki, bo pójdziesz do kąta); ostatecznością jest
                        wykonanie kary.
                        Już raz była taka dyskusja i zapamiętałam z niej, że u Verdany
                        poziom "nie ma zmiłuj" jest gdy popatrzy ona dziecku groźnie w oczy.

                        >> Mój synek jest właśnie z tych dzieci, które słuchają. Jest bardzo
                        >> grzeczny, mimo że nigdy nie dostał klapsa.
                        > to świetnie. Ale właściwie tu jest sedno sprawy. Twoje dziecko ma
                        taki charakter
                        > i już. Sadzę, że "dostanie klapsa" nie ma tu znaczenia.

                        A ja sądzę, że ma. Bo ja dostawałam klapsy i groźniejsze bicie w
                        swoim domu i niejednokrotnie myślę sobie (może nawet
                        codziennie): "o, to jest taka sytuacja, w której ja już bym
                        oberwała" albo "o, u mojego ojca to by w życiu nie przeszło".
                        Świetnie wiem na swojej skórze, za co klapsuje się dzieci, i
                        zaręczam Ci, że moje dziecię to zwyczajny dwulatek, który potrafi
                        zaleźć za skórę i który od klapsującego rodzica nieraz by dostał w
                        tyłek. Ja jednak uważam, że da się go wychowywać bez klapsa (bo to
                        zależy tylko i wyłącznie od rodziców) i mam dobre efekty.

                        > nie sugeruj do czego zmierzam, tylko napisz (to nie ironia) co
                        > robiłaś w okresie przedbajkowym. Weź pod uwagę, że zabranie
                        zabawki
                        > nie robi wrażenia. Inna rzecz, że są przyzwyczajone, bo muszę
                        czasem
                        > zabierać zabawkę gdy leje się krew. A wszystkie zabawki mają
                        > podwójne - jakby się ktoś dziwił. Nie robi wrażenia też
                        postawienie
                        > do kąta - traktują to jak zabawę.

                        Pytałaś wcześniej, jak sobie poradziłam z kontaktem bez klapsa.
                        Podałam Ci sposób (A). A Ty na to: "eee, sposób (A) to na moje
                        dzieci nie zadziała". Mam Ci podać sposób (B) i usłyszeć "eee,
                        sposób (B) to na moje dzieci nie zadziała"? W ten sposób to mogę
                        przejść cały alfabet, a Ty wszystko skrytykujesz, że u Ciebie nie
                        zadziała. Nie znam Twoich dzieci. Nawet Superniania nie udziela
                        ogólnych rad, tylko jeździ do konkretnego dziecka, długo je
                        obserwuje i wtedy mówi - metoda taka i taka. A ja nie jestem
                        Supernianią smile Ty powinnaś wiedzieć, jak do nich trafić. O ile
                        oczywiście Ci zależy na tym, by nigdy przenigdy nie dać klapsa. Bo
                        jeśli Ci nie zależy, to nie masz problemu – w odwodzie klaps i
                        spokój.

                        > I jeszcze jedno: proszę nie pisz mi oczywistych rzeczy
                        jak "Sposoby
                        > radzenia sobie z dzieckiem zmieniają się wraz z nim."

                        Jestem przemądrzała, zgoda smile Czy to jednak oznacza, że FORMA
                        podania pewnych informacji niweluje podaną w tej formie TREŚĆ?
                        • mama-ola Re: proszę bardzo, ewelino :-) 17.12.07, 13:17
                          >> Moje dziecko broi, że hej.

                          > I dalej piszesz o puzlach. Nie wiem, czy był to przykład oderwany
                          > od rzeczywistości czy autentycznie był "puzlowy problem". Jeśli to
                          > drugie, to muszę przyznać, że gdybym miała takie
                          > zachowanie "pacyfikować trzema szybkimi" to musiałabym lać swoje
                          > dzieci bez chwili przerwy. Mówimy więc chyba o innym poziomie
                          > brojenia.

                          Dla mnie to był rzeczywisty problem puzlowy. Myślę, że dla bijących
                          rodziców, którzy nie umieliby innymi sposobami odwieść dziecka od
                          skakania, byłby to problem tego typu, żeby dać klapsa. Zresztą - czy
                          chodzi o licytowanie się, czyje dzieci są bardziej niegrzeczne?
                          Możemy się policytować: mój drze tapetę smile

                          >> A jeśli się na coś nie
                          >> zgadzam, to nie ma zmiłuj - nie przejdzie. Stanowczy ton,
                          >> tłumaczenie, tłumaczenie, tłumaczenie dlaczego tak, a nie
                          >> inaczej, odwoływanie się do jego rozsądku.

                          > smile)))))))), no nie mogę. Proszę o wybaczenie. A że się tak jeszcze
                          > spytam, ile ma być tych tlumaczeń? I jak długo bezskutecznie
                          > tłumaczysz? Kilka(naście) miesięcy aż dziecko zacznie lepiej
                          > rozumieć język i kumać o co chodzi? To będziesz mieć totalnie
                          > zdemolowany dom, pod warunkiem że wczesniej samo siebie nie
                          > skrzywdzi. W moim przypadku weź pod uwagę, że jest to ilośc
                          > tłumaczeń x2. Proszę o wybaczenie, ale propozycja, by tłumaczyć
                          > coś dziecku, które jeszcze niewiele rozumie, tak naprawdę ośmiesza
                          > osobę dającą taką propozycję-metodę. Metodę, która ma zerową
                          > skuteczność.

                          Zawsze się uśmiecham z ironią, jak ktoś mi mówi, że dziecko nie
                          rozumie. Albo z dumą, że mój synek rozumie wszystko. Wszystko mu
                          tłumaczyłam od pierwszych dni jego życia. Wszystko. Poziom
                          tłumaczenia był dostosowany do poziomu dziecka. Zanim dziecko
                          zacznie "kumać język", "kuma" na poziomie emocjonalnym i wierzy
                          mamie.

                          Przykład z niemowlęctwa: mały Antoś leży w bujaczku, ja zaczynam
                          tłuc kotlety, mały się krzywi i zaczyna płakać. Staję przy nim i
                          tłumaczę: to mięso, to tłuczek, z tego będą kotlety, na obiadek am
                          am, tu się będą smażyły, muszę je troche pobić, żeby było dobre,
                          będę biła raz-dwa-trzy, potem odliczam i tłumaczę: juz było raz,
                          teraz będzie dwa, jeszcze trzy i koniec. Wracam do tłuczenia
                          kotletów, cały czas tłumacząc, tłumacząc, tłumacząc... Mały już nie
                          płacze, wodzi wzrokiem ciekawie. Ja mówię to patelnia, to tłuczek,
                          to jajko. Cały czas do dziecka mówię, mówię, mówię. W pewnym
                          momencie mówię: "jajko" - kilkumiesięczny Antoś mimowolnie odwraca
                          głowę i patrzy na jajko, mówię: "patelnia" - mały zerk! w stronę
                          patelni.

                          Czytałam mojemu dziecku od 4 m-ca ciąży, a potem od 2-3 dnia po
                          urodzeniu. Od tej pory synek ma czytane codziennie (co najmniej pół
                          godziny, często więcej, w niemowlęctwie uzbierałby się i 2 godziny
                          dziennie, wliczając mówienie wierszyków z pamięci). Czytanie
                          rozwijało mu mózg, dlatego mój mały rozumiał mowę ludzką dużo
                          wcześniej niż zaczął mówić, a mówić zaczął b. wcześnie. W wieku 18 m-
                          cy mówił już zdaniami. Obecnie mój syn mówi zdaniami wielokrotnie
                          złożonymi, rozumie absolutnie wszystko, zna na pamięć wierszyki
                          rymowane i nierymowaną prozę (całe opowiadania), zna dużo piosenek i
                          wymyśla własne.

                          Więc odpowiedź na Twoje pytanie "I jak długo bezskutecznie
                          tłumaczysz?" odpowiedź brzmi: nigdy nie tłumaczę bezskutecznie. I to
                          Ty mnie nie rozśmieszaj swoją niesamowitą pewnością siebie,
                          że "dziecko nic nie kuma". Może Twoje nie, ale ja mówiłam o Antosiu.
                          O Antosiu, który miał 6 tygodni (!!), gdy zrozumiał, że go namawiam,
                          by powtarzał za mną "u u u". Powtarzał "u u u" za mną, za moim
                          mężem, za babciami, za naszymi znajomymi, którzy nas odwiedzali (no,
                          przyznam, trochę się popisywaliśmy, bo byliśmy dumni z tak mądrego
                          dziecka) - więc mi się nie przewidziało.

                          Co Antoś rozumie teraz?
                          - Rozumie, co to jest umowa. Umawiamy się, że będzie tak i tak, a
                          moje dziecko umie powtórzyć warunki tej umowy i się do niej
                          zastosować. Np. jak miał 2 lata, umówiliśmy się, że za zrobienie
                          siusiu do nocnika dostanie coś słodkiego. Pokazałam mu słodycze, a
                          następnie odstawiłam je na półkę. Zrobił siusiu, dostał kawałek i
                          wiedział za co i dlaczego.
                          - Antoś potrafi przekazać skomplikowaną wiadomość, np. proszę go:
                          jak będziesz u babci, to powiedz jej to i to - i mały tę wiadomość
                          przekazuje.
                          - Z kontaktem zrozumiał, że wyjęcie wtyczki skutkuje tym, że wyłącza
                          się radio.
                          - Rozumie czemu czasem jedziemy jednym samochodem, a czasem drugim i
                          mówi to.
                          - W piątek rano dostał nową płytę DVD z bajką i upierał się, by mu
                          ją od razu puścić, ale po tłumaczeniach zrozumiał, dlaczego nie może
                          jej od razu obejrzeć, tylko musi poczekać aż do następnego dnie
                          rano.
                          Co tam wymieniać, wszystko rozumie, co mu się wytłumaczy... smile

                          Więc nie ja się ośmieszam, dając taką propozycję, lecz Ty swoją
                          niewiedzą nt. możliwości intelektualnych dzieci i ich wspomagania.

                          > pisałam wcześniej. Moje "kąt" traktują jako zabawę. Stoją w
                          > osobnych kąta, ale to nie przeszkadza im ze soba rozmawiać, w
                          > języku bliźniąt naturalnie.

                          Mój też początkowo traktował kąt jak zabawę. W ogóle nie rozumiał, o
                          co chodzi. Wyłaził z kąta na czworakach, śmiał się albo postał 5
                          sekund i odchodził. Ale ja się uparłam, że to będzie kara w naszym
                          domu i z czasem się udało. Surowy ton, surowa zapowiedź "tego już za
                          wiele, będzie kąt", atmosfera wokół stawiania do kata, moje
                          niezadowolenie, okrzyczanie, późniejsze tłumaczenie "przykro mi, że
                          musiałeś stać w kącie, ale za takie zachowanie naprawdę ci się
                          należało" - wszystko to sprawiło, że w końcu uznał w kącie karę.
                          Jak Twoje dzieci mają uznać kąt za karę, skoro Ty sama się
                          poddajesz? Skoro w Tobie nie ma determinacji, by kąt stał się w
                          Twoim domu karą? Skoro Ty sama nie masz planu, by to przeprowadzić?
                          Dzieci ani ja tego za Ciebie nie zrobimy.
                          • ewelina_1 Re: proszę bardzo, ewelino :-) 18.12.07, 02:17
                            mama-ola napisała:

                            > Myślę, że Twoje dzieci nie potraktowały zastawienia kontaktu jako
                            > gestu ostatecznego. Dzieci wiedzą, kiedy mama nie żartuje, kiedy
                            > sprawa jest naprawdę poważna, taka "nie ma zmiłuj". Być może u
                            > Ciebie granica "nie ma zmiłuj" jest dopiero na poziomie klapsa, a
                            u
                            > mnie dużo wcześniej? (...skracam, bo długie posty automat skraca)
                            bardziej mnie by tu interesowało "W JAKI SPOSÓB (to podkreslenie a
                            nie krzyk) pokazać gest ostateczny? Mówię stanowczym tonem, nie ma w
                            tym momencie uśmiechu, też jest odciąganie, ewentualne
                            zabranie "zakazanego"-jeśli to jest wykonalne oczywiście- a mimo to
                            czasem ignorują. Piszę "czasem" bo zdarzają się jednak sytuacje,
                            gdy "nie ma zmiłuj" na poziomie spojrzenia w oczy, najczęsciej gdy
                            dziecko jest samo. Nie wiem, czy Tobie pisałam o tym, że czasem z
                            mężem rozdzielamy dzieci, tzn. jesteśmy w domu ale każde ma "swoje"
                            dziecko. Dlatego wiele matek wypisujących tu "mądrości" rozjechałoby
                            się gdyby było jeszcze jedno. Chodzi o rówieśnika oczywiście.
                            Oczywiście NIE twierdzę, że bliźniaki to horror i żadna nie
                            poradziłaby sobie z nimi.

                            > A ja sądzę, że ma. Bo ja dostawałam klapsy i groźniejsze bicie w
                            > swoim domu i niejednokrotnie myślę sobie (może nawet
                            > codziennie) (....skracam)
                            > tyłek. Ja jednak uważam, że da się go wychowywać bez klapsa (bo to
                            > zależy tylko i wyłącznie od rodziców) i mam dobre efekty.
                            a ja w dalszym ciągu upieram się przy tym, że wrażliwość ma też
                            znaczenie. Bo przecież są dzieci które głęboko przeżywają krzywe
                            spojrzenie rodzica a na inne wrażenia nie zrobi "jeżyk" czy lanie.

                            > Pytałaś wcześniej, jak sobie poradziłam z kontaktem bez klapsa.
                            > Podałam Ci sposób (A). A Ty na to: "eee, sposób (A) to na moje
                            > dzieci nie zadziała". Mam Ci podać sposób (B) i usłyszeć "eee,
                            > sposób (B) to na moje dzieci nie zadziała"? W ten sposób to mogę
                            > przejść cały alfabet, a Ty wszystko skrytykujesz, że u Ciebie nie
                            > zadziała. Nie znam Twoich dzieci. Nawet Superniania nie udziela
                            > ogólnych rad, tylko jeździ do konkretnego dziecka, długo je
                            > obserwuje i wtedy mówi - metoda taka i taka. A ja nie jestem
                            > Supernianią smile Ty powinnaś wiedzieć, jak do nich trafić. O ile
                            > oczywiście Ci zależy na tym, by nigdy przenigdy nie dać klapsa. Bo
                            > jeśli Ci nie zależy, to nie masz problemu – w odwodzie klaps i
                            > spokój.
                            wydaje mi się, że się wykręcasz od odpowiedzi. Nie chodzi o to, by
                            skrytykowac, lecz by poznać inne metody. W końcu po to jestem na tym
                            forum. A wiem, że nie ma uniwersalnej metody, bo nawet Supernania
                            czasemm musiała cos nowego wymyśleć bo jak stwierdziła "to nie
                            działa" - to chyba było o przeklinaniu.
                            A ja się chcę tylko dowiedzieć jakie metody stosowałaś, w okresie
                            przedbajkowym.

                            > Dla mnie to był rzeczywisty problem puzlowy. (...)
                            Zresztą - czy
                            > chodzi o licytowanie się, czyje dzieci są bardziej niegrzeczne?
                            > Możemy się policytować: mój drze tapetę smile
                            nie chodziło o licytację. Dla mnie skakanie po puzlach nie jest
                            żadnym problemem, no chyba że te puzle mogłyby się połamać i zranić,
                            no ale ja takich bym nie dawała małym dzieciom.
                            A moje też drą tapety.

                            > Zawsze się uśmiecham z ironią, jak ktoś mi mówi, że dziecko nie
                            > rozumie. Albo z dumą, że mój synek rozumie wszystko. Wszystko mu
                            > tłumaczyłam od pierwszych dni jego życia. Wszystko. Poziom
                            > tłumaczenia był dostosowany do poziomu dziecka. Zanim dziecko
                            > zacznie "kumać język", "kuma" na poziomie emocjonalnym i wierzy
                            > mamie.
                            > Przykład z niemowlęctwa: (...skracam)

                            ale to normalne, że się do małych dzieci mówi, że się im tłumaczy,
                            tylko że na początku uspakaja je spokojny ton głosu, a nie treść
                            zawarta w słowach, ale to chyba też wszyscy wiedzą.
                            Twoje dziecko zaczęło faktycznie mówić bardzo wcześnie, ale nie
                            wszystkie dzieci tak się rozwijają. Przecież jedne zaczynają chodzić
                            przed pierwszym rokiem, inne nawet pół roku później. I nie zawsze
                            mamy na to wpływ.
                            Nie wiem, czy oglądałaś kiedyś film dokumentalny o rozwoju dzieci.
                            To było chyba przed południem na TVP2. Mówiąc o "nie kumaniu" miałam
                            własnie takie przeciętne dzieci na myśli. Dlatego w przypadku takich
                            dzieci dawanie rad typu "tłumacz" jest bez sensu. Pamiętam jak jedna
                            mama pytała się co zrobić aby jej prawie 15miesięczne dziecko nie
                            kręciło pokrętłami z pieca gazowego. W odpowiedzi
                            usłyszała "wytłumacz mu żeby nie robił bo jest to niebezpieczne". A
                            zwróciłam na to uwagę, bo sama miałam dzieci w tym wieku o duuużych
                            możliwościach ruchowych, ale małych komunikacji. A taka "porada" to
                            porażka. Może mało precyzyjnie się wyraziłam, ale mnie chodziło
                            właśnie o takie dzieci. Dlatego w tym wypadku rady
                            typu "tłumaczenie" są śmieszne.

                            > Więc nie ja się ośmieszam, dając taką propozycję, lecz Ty swoją
                            > niewiedzą nt. możliwości intelektualnych dzieci i ich wspomagania.
                            przeciez nie dyskutowałyśmy o wyjatkowych przypadkach. A swoją
                            drogą, Tobie też można zarzucić niewiedzę. Ty pisząc np. o mówieniu,
                            piszesz o swoim, konkretnym dziecku, ja o swoich bliźniakach. Czy
                            słyszałaś o języku bliźniąt?
                            www.wiadomosci24.pl/artykul/zagadkowy_jezyk_blizniat_1813.html
                            tu bardziej skupili sie na jednojajowych bliźniakach, ale język ten
                            nie jest zarezerwowany wyłącznie dla jednojajowych.
                            Moje też się porozumiewają tym językiem, widzę jak reagują, jak cos
                            sobie przynoszą i się bawią. Mam tylko nadzieję, że z racji tego, że
                            są różne, to nie dotknie nas problem jak w tym artykule.

                            > Mój też początkowo traktował kąt jak zabawę. W ogóle nie rozumiał,
                            o
                            > co chodzi. Wyłaził z kąta na czworakach, śmiał się albo postał 5
                            > sekund i odchodził. Ale ja się uparłam, że to będzie kara w naszym
                            > domu i z czasem się udało (...)
                            wydaje mi się, że w tym wypadku jest jak z nocnikiem. Mozna dziecko
                            sadzać na nocniku przed 1 rokiem, tylko to nie oznacza, że będzie od
                            razu samo potrafiło już z niego korzystać, bo musi do tego dorosnąć.
                            Nauczyć się kojarzenia, że własnie mu się chce, no i musi umieć w
                            jakiś sposób powiedzieć to albow inny sposób zasygnalizować. Po
                            prostu musi do tego etapu dorosnąć. Wydaje mie się, że podobnie jest
                            z kątem. dzieci muszą do tego dorosnąć. Ale do tego czasu trzeba coś
                            innego wymysleć.
                            • mama-ola Re: proszę bardzo, ewelino :-) 18.12.07, 08:49
                              Moje sposoby na Antosia 18-m-cznego nie różniły się zbytnio od tego,
                              co się powszechnie radzi: odciągać, zagadywać, mówić stanowczym
                              głosem. Nie mówić "nie rób" - tylko szybko inicjować inną czynność,
                              nie mówić "oddaj to" - tylko "weź tamto" lub "zamieńmy się" (jak
                              weźmie to drugie, to pierwsze porzuci). Zabawiać - jak dziecko się
                              bawi na mamy warunkach, to nie ma czasu ani sposobności na wybryki.

                              Potrzeba kary zaistniała, gdy Antek miał 22 m-ce. Wtedy poczułam, że
                              bez kary sobie nie radzę. Tu na forum założyłam wątek zatytułowany:
                              nie reaguje na "nie wolno" (może do odszukania?), oglądałam
                              Supernianię. Postanowiliśmy z mężem wprowadzić karnego jezyka, ale
                              jak go zobaczyliśmy w IKEI, to uznaliśmy, że jest za duży i za
                              drogi. Kąt wydał się praktyczniejszy. Wdrażanie do kąta zajęło kilka
                              tygodni. Potem były nawet sytuacje komiczne, pytam kiedyś "Antosiu,
                              gdzie jesteś?", a mały na to "Ata stoi w kącie, bo Ata wylał sok!"
                              (mniej więcej do 25 m-ca życia mój synek mówił o sobie w 3 osobie).
                              Był to efekt tłumaczenia, że za wylewanie soku idzie się do kąta.

                              Ewelino, niby jesteś zainteresowana tym, co mam do powiedzenia, ale
                              każdą moją odpowiedź kwitujesz:
                              a) widocznie moje dziecko już jest takie grzeczne i to dlatego mi
                              wyszło,
                              b) ty masz tylko jedno, a ja dwoje,
                              c) twój problem (np. puzlowy) to nie był prawdziwy problem, ja to
                              dopiero mam rzeczywiste problemy,
                              d) a tak w ogóle to się strasznie wymądrzasz.

                              A ja się nie wykręcam od odpowiedzi, tylko nie widzę sensu w
                              podawaniu kolejnych moich sposobów, skoro jedyne, co chcesz potem
                              zrobić, to zanegować. Świetnie mogę sobie wyobrazić, że masz ochotę
                              napisać a) o jaki ten Antoś grzeczny i dlatego ci wyszło, b) nie
                              zapominaj, że ja mam dwoje, bliźniaki!, c) wylewanie soku to żaden
                              problem, ja to dopiero mam problemy, c) itd.
                              W związku z tym mam taki pomysł, żeby umieścić na forum dla mam
                              bliźniąt post "czy są tu nieklapsujące mamy bliźniąt 18-m-cznych lub
                              starszych - prosimy o udział w dyskusji". Co Ty na to? Myślę, że
                              wypowiedzi mamy bliźniąt bardziej by do Ciebie przemówiły.

                              Pozdrawiam i miłego dnia smile

                              PS Nie pisałam, że nic nie wiem, o języku bliźniąt smile
                              • ewelina_1 Re: proszę bardzo, ewelino :-) 19.12.07, 00:16
                                Odnoszę wrażenie, że nie miałaś ochoty w ogóle pisać o swoich
                                sposobach. A już wypisywanie, że każdą propozycję kwituję
                                stwierdzeniami (tu punkty od a do d) jest po prostu niegrzeczne.
                                Wypunktowywanie wypowiedzi wyrwanych z kontekstu jest mało
                                eleganckie.
                                To, że pisałam, że na moje akurat cośtam niedziała, to nie chodziło
                                o to, aby kwestionować, ale o to, że być może masz jakiś pomysł na
                                który ja nie wpadłam. To taka zwykła pomoc. Nie napisałaś, no ok,
                                może też nie masz pomysłu jak ja. Więc zadałam pytanie, jak więc
                                radziłaś sobie w okresie przedbajkowym.
                                To, że pisałam o bliźniakach, to też nie po to, aby pokazać "ile ja
                                mam dzieci!" Po prostu niektóre sposoby mogą się świetnie sprawdzać
                                przy 1 dziecku, ale przy dwójce jest już to odrealniony pomysł.
                                Podam przykład: jedna z mam pisała tutaj, że jak dziecko dostaje
                                histerii, to idzie z nim do sypialni, aby skacząc na łóżku mogło
                                wyładować swoją agresję, choćby nawet miało to trwać 2 godziny. Już
                                tu pomijam, że taki sposób jest dobry dla kogoś, kto ma baaaardzo
                                dużo wolnego czasu. Przy 1 dziecku jest to metoda wykonalna, a co
                                jeśli masz 2 dzieci (to tylko 2 dzieci a nie np. pięcioraczki)?
                                Zostaje samo na 2 godziny w drugim pokoju? Oczywiście chodzi tu o
                                małe dziecie, a nie, że to drugie to dziecko w wieku szkolnym, które
                                może w tym czasie samo odrobić lekcje.
                                Odciąganie też stosowałam. Raz działało, innym razem nie,
                                szczególnie, gdy czynność była tak pasjonująca, że wszystko inne
                                stawało sie nudne i mało ciekawe. Właściwie odciąganie stosuje po
                                dziś dzień. W przeciwnym wypadku, gdybym za każde "złe zachowanie"
                                chciała sparzedawać "trzy szybkie" musiałabym je lać chyba bez
                                przerwy. Tu zwrócę uwagę osobom, które czytają naszą dyskusję: też
                                jak widać radzę sobie bez klapsów.
                                "Bliźniaki" mają już swoje forum i tam najczęsciej zaglądam, gdy mam
                                czas oczywiście. I tam dość często pojawiają się wątki o "ruchliwych
                                dzieciach", które po 5 minutach znudzi każda zabawa. U takich dzieci
                                wprowadzenie zabaw na "mamy warunkach" jest trochę ciężko, bo nie
                                nadążysz z pomysłami, nie mówiąc o tym, że trzeba dwójkę
                                zainteresować zabawą. Ale niech nikt tego nie odczytuje, że ja
                                nieporadna jestem!!!
                                Piszę tu, bo TO forum dotyczy wychowania, a poza tym, jest tu trochę
                                osób, które bardzo chętnie posłałyby na stos każdą osobę, która choć
                                raz w życiu dała dziecku klapsa. Z głównym zarzutem "nie radzisz
                                sobie z dzieckiem/dziećmi!". No to naiwnie myśle (to nie była
                                prowokacja!), że jak one tak świetnie sobie radzą, to mi szybko
                                podpowiedzą co i jak. A tu nic z tego. Okazuje się, że one tylko w
                                gębie i obrażaniu takie mocne i nic kontruktywnego nie wymyślą.
                                Ech...
                                > PS Nie pisałam, że nic nie wiem, o języku bliźniąt smile
                                podobnie jak ja nie pisałam, że nic nie wiem o możliwościach
                                intelektualnych (przeciętnych) dzieci.
                                również pozdrawiam
                                • mama-ola Re: proszę bardzo, ewelino :-) 19.12.07, 08:40
                                  > Odnoszę wrażenie, że nie miałaś ochoty w ogóle pisać o swoich
                                  > sposobach.

                                  A ja mam wrażenie (na swój temat), że na każdy problem mam gotową
                                  odpowiedź smile Jak ktoś pisze "u mnie tak i tak, co robić", to ja na
                                  to "oczywiście że tak!". No, teraz to mi już trochę przeszło, ale na
                                  początku wymądrzałam się niesamowicie. Aż mnie jedna mama
                                  żartobliwie podsumowała "olamazur - mama roku" big_grin (Mam jeszcze
                                  nick "olamazur"). Pisałam m.in. o tym, jak radziłam sobie z agresją
                                  dziecka (biciem mnie i męża), z nieśmiałością na placu zabaw, z
                                  odpieluchowaniem, z odstawieniem od piersi, z rozwijaniem mowy u
                                  dziecka, z histerią itp. Jeśliś ciekawa - wyszukaj sobie
                                  wyszukiwarką tu i na forum małe dziecko. Trudno żebym Ci to wszystko
                                  streszczała w dyskusji o niebiciu.
                                  Dodam nieskromnie, że dziękowano mi za moje rady i uważano je za
                                  przydatne, a jedna mama pisze do mnie czasem na priv i się mnie
                                  radzi poza forum (konkretnie - trzy razy się radziła).

                                  > Wypunktowywanie wypowiedzi wyrwanych z kontekstu jest mało
                                  > eleganckie.

                                  To nie było wypunktowanie odpowiedzi wyrwanych z kontekstu, lecz
                                  wręcz przeciwnie - uogólnienie całej Twoje postawy.

                                  > To, że pisałam o bliźniakach, to też nie po to, aby pokazać "ile
                                  > ja mam dzieci!" Po prostu niektóre sposoby mogą się świetnie
                                  > sprawdzać przy 1 dziecku, ale przy dwójce jest już to odrealniony
                                  > pomysł.

                                  Po co pytasz o sposoby matkę pojedynczego dziecka?

                                  > No to naiwnie myśle (to nie była
                                  > prowokacja!), że jak one tak świetnie sobie radzą, to mi szybko
                                  > podpowiedzą co i jak. A tu nic z tego. Okazuje się, że one tylko w
                                  > gębie i obrażaniu takie mocne i nic kontruktywnego nie wymyślą.

                                  Ależ Ci podpowiadam, tylko nie umiesz tego przyjąć.
                                  Na szybko to jest taka rada: przysięgnij sobie, że NIGDY PRZENIGDY
                                  nie dasz klapsa, choćby nie wiem co. (Ja tak zrobiłam i jestem
                                  bardzo zadowolona - jest to rada praktyczna, poparta
                                  doświadczeniem). Przede wszystkim, jak dochodzi do trudnej sytuacji,
                                  to wiadomo, jaką drogą ma się nie iść. Nie trzeba dokonywać wyboru,
                                  bo już został on dokonany, a to duże ułatwienie. Przy okazji
                                  oszczędza to wyrzutów sumienia "po". Po drugie musi się wymyśleć
                                  metodę powtarzalną w podobnych sytuacjach, a to pomaga na przyszłość.

                                  Oczywiście nie jest to rada dla wszystkich. Niektórzy chcą
                                  klapsować. Dla tych rady nie mam. I tym samym dyskusja zatoczyła
                                  koło.

                                  A rada nie na szybko - to wyszukiwarka konkretnego problemu.

                                  > podobnie jak ja nie pisałam, że nic nie wiem o możliwościach
                                  > intelektualnych (przeciętnych) dzieci.

                                  Ależ skąd! Po prostu pisałaś, że dziecko nie rozumie i pomysł, żeby
                                  mu tłumaczyć jest absurdalny, czy jakoś tak.
                                  Że moje dziecko będzie rozumieć, to ja wiedziałam, zanim się
                                  urodziło. Po prostu wiedziałam, jak rozwijać jego zdolności werbalne
                                  i to metodycznie robiłam. Jak ktoś nie wie(rzy), że dziecko może
                                  rozumieć, to jest skłonne je traktować tak, jakby nie rozumiało.
                                  I jest skłonny tym, którzy mówią "po prostu małemu wytłumacz",
                                  mówią "nie ośmieszaj się" i "to ma zerową skuteczność". Jak ty nie
                                  jesteś z tych drugich, to ja chyba nie umiem czytać ze zrozumieniem.
                                  A umiem:

                                  > Proszę o wybaczenie, ale propozycja, by tłumaczyć coś
                                  > dziecku, które jeszcze niewiele rozumie, tak naprawdę ośmiesza
                                  > osobę dającą taką propozycję-metodę. Metodę, która ma zerową
                                  > skuteczność.

                                  Z dzieckiem rozumiejącym i mówiącym o wiele łatwiej się dogadać.
                                  Można po prostu zapytać "co chciałeś? nie płacz, po prostu powiedz".
                                  Mój synek - jak większość dzieci w tym wieku - wpada czasem w
                                  histerię. Ryczy niemiłosiernie i się ciska. Co za ulga, jak potem
                                  zwerbalizuje o co chodziło. Okazuje się na przykład, że do białej
                                  gorączki go doprowadza, jak odsłaniam zasłony bez uprzedzenia,
                                  napiję z jego kubeczka albo podobnej zbrodni dokonam.
                                  Pamiętam, jak ja nie mogłam się doczekać, kiedy zacznie mówić!
                                  Ile to spraw rozwiązało! Warto było czytać 2 godziny dziennie
                                  codziennie, by mieć w dziecku partnera do rozmowy, zanim osiągnie
                                  kłopotliwy wiek 2 lat.
                          • koteek1 Re: proszę bardzo, ewelino :-) 11.02.09, 11:16
                            Droga mamo-olu,

                            idę do Ciebie na kurs!!!!!!!!!!

                            smile

                            PS. Prezczytałam wszystkie posty, też tak chcę! Ale ja musialam
                            wrócić do pracy, kiedy misio miał 5 miesięcy.
        • nowa_na_forum Re: przypalac i lamac na kole 13.12.07, 21:11
          Ja też nie sądzę by nagle 99% mam nie dało choć raz klapsa dziecku.
          O ojcach nie wspmnę. Ciekawa jestem ilu mężów wypowiadających się
          tu mamusiek przylało ich dzieciom i co wówczas zrobiły?
    • green_land Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 11.12.07, 19:31
      Jeżeli odpowiesz sobie twierdząco na moje pytanie, to masz moje
      przyzwolenie: czy chciałabyś, by inni Cię bili, gdy nie robisz tego,
      co oni uważają za dobre dla Ciebie? Czy chciałabyć, by Twój partner
      w imię Twojego dobra bił Cię, bo uważałby, że tylko tak nauczy Cię
      np. gotowania i sprzątania? Czy chciałabyś być bita? Nbawet, jeżeli
      byłby to tylko klaps, ale wymierzający miałby wściekłość na twarzy?
      To upokorzenie. W żadnym razie nie jest to środek wychowawczy.
      Jeszcze nie spotkałam się z przypadkiem, by osoba bijąca przyznała
      się, że robi to z bezsilności, by sobie ulżyć itd. Zawsze słyszę, że
      to dla dobra dziecka.

      Bo to wygodne - dziecko jest niegrzeczne, przeszkadza, więc
      najprościej walnąć w tyłek, zamiast po raz n-ty wytłumaczyć albo
      zastosować karę.
      • tolka11 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 11.12.07, 20:01
        Noooooooooo, mnie szefowa bije często, bo często nie słucham i robię
        po swojemu. W końcu silniejsza i stanowisko odpowiednie.
        • mama_anuszy Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 11.12.07, 20:06
          i do tego dowcipne... no mówię- ideały.Nigdy nie wyprowadzone z
          równowagi, opanowane... ech, zazdroszczę.
          • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 11.12.07, 20:20
            mama_anuszy napisała:

            > i do tego dowcipne... no mówię- ideały.Nigdy nie wyprowadzone z
            > równowagi, opanowane... ech, zazdroszczę.

            Naśladuj smile
            • magwaniek Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 11.12.07, 22:07
              Brawo!!!
              • zofijkamyjka Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 11.12.07, 22:28
                magwaniek napisała:

                > Brawo!!!

                BRAWO BIS wink
          • marghe_72 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 11.12.07, 23:00
            mama_anuszy napisała:

            > i do tego dowcipne... no mówię- ideały.Nigdy nie wyprowadzone z
            > równowagi, opanowane... ech, zazdroszczę.


            a na podstawie czego wyciągnełas takie wnioski?
          • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 09:03
            > no mówię- ideały.

            A Ty się czujesz taka... ludzka?
            Niebijące - anioły ze skrzydłami, ideały, a bijące - ludzkie,
            normalne, tak?
            Ciekawe czy o mężach masz takie samo zdanie. Jak facet nigdy się
            nie wkurzy na tyle, by walnąć żonę - ideał, archanioł, tylko
            skrzydła mu dać. A jak trzepnie - normalny człowiek.
            • green_land Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 09:52
              Najłatwiej jest nie myśleć i za boga nie zastanawiać się nad swoimi
              reakcjami. To chyba jednak boli. Myślenie oczywiście.

              Jeżeli nie potrafię radzić sobie z własnymi emocjami, jak mogę
              wymagać tego od kilkulatka, który nawet mówić dobrze jeszcze nie
              umie?
              Wychowywanie trzeba często zacząć od siebie, nie od dziecka.
    • mamamartusia Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 12:10
      Nie , nie , nie!!!!
      Mama ola gorące pozdrowieniasmile))
      • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 12:23
        mamamartusia napisała:

        > Nie , nie , nie!!!!
        > Mama ola gorące pozdrowieniasmile))

        A nawzajem smile Udanej wycieczki!!!
    • mama_miko Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 12:27
      mama-olasmile

      Widzę, że masz w sobie taką prawdziwą siłę walkismile Brawo! Może zainteresuje Cię
      parę adresów rodzin, w ktorych bije sie dzieci (są to tzw. rodziny patologiczne)
      w całej Polsce, bo tutaj to raczej nie ma się co wysilać.

      Doceniam Twoją postawę i przestrzeganie zasad bezstresowego wychowania oraz
      grzecznego i stanowczego tłumacznia i nakręcania mechanizmu jakim jest Twoje
      dziecko, tak jak mu zagrasz, ale naprawdę nie warto na tym forum brać się za
      wychowywanie matek cudzych dzieci. Tutejsze Matki zazwyczaj są dość dobrze
      wykształcone, mają dobrą sytaucję materialną, zawodową, takie wiesz, matki XXI
      wieku to są i Ty myslisz ze takim mamom wpoisz swoje zasady, jesli napiszesz, ze
      są beznadziejne? Nie wszystkie mamy traktują swoje dzieci jak zegarki, którym to
      dzieciom trzeba dwa razy wytłumaczyć, naoliwić, nakręcić i dziecko cud miód
      marzenie. Zazdroszczę ludziom wyobrażenia o macierzyństwie jako o tak łatwym
      "zawodzie"smile

      Chętnie prześlę Tobie kilka adresów rodzin, którym naprawdę trzeba takich ludzi
      jak Tysmile Takich ludzi, którzy chcą coś wytłumaczyć, że nie wolno bić dzieci za
      to że umyły ręce ciepłą wodą zamiast zimną. Może byś się spełniła w takiej
      roli? Co Ty na to?
      • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 12:58
        mama_miko napisała:

        > mama-olasmile
        >
        > Widzę, że masz w sobie taką prawdziwą siłę walkismile Brawo!

        Eee tam, po prostu się wypowiadam na forum w tak zwanych wolnych
        chwilach smile No i przy okazji niosę kaganek oświaty bijącym
        beznadziejnym matkom smile

        > Może zainteresuje Cię parę adresów rodzin, w ktorych bije sie
        > dzieci (są to tzw. rodziny patologiczne) w całej Polsce,

        Jak znasz takie adresy, to donieś od razu komu trzeba. Moje
        pośrednictwo jest tu zbędne. Wiesz, że zaniechanie też jest karane?
        Donieść na patolich powinien każdy, nie tylko ten, kto klapsów nie
        daje.

        > bo tutaj to raczej nie ma się co wysilać.

        To się nie wysilaj wink Mnie buzi nie zamkniesz, bo ja lubię forum
        wychowanie, no i wolnych chwil mam trochę smile

        > Doceniam Twoją postawę i przestrzeganie zasad bezstresowego
        > wychowania oraz grzecznego i stanowczego tłumacznia i nakręcania
        > mechanizmu jakim jest Twoje dziecko, tak jak mu zagrasz, ale
        > naprawdę nie warto na tym forum brać się za wychowywanie matek
        > cudzych dzieci. Tutejsze Matki zazwyczaj są dość dobrze
        > wykształcone, mają dobrą sytaucję materialną, zawodową, takie
        > wiesz, matki XXI wieku to są i Ty myslisz ze takim mamom wpoisz
        > swoje zasady, jesli napiszesz, ze są beznadziejne? Nie wszystkie
        > mamy traktują swoje dzieci jak zegarki, którym to dzieciom trzeba
        > dwa razy wytłumaczyć, naoliwić, nakręcić i dziecko cud miód
        > marzenie. Zazdroszczę ludziom wyobrażenia o macierzyństwie jako
        > o tak łatwym "zawodzie"smile

        Nic nie doceniasz smile Nie zgadzamy się i tyle. Jak to na forum. Ty
        bijesz, ja nie biję. Ja komentuję Twoją postawę ("jesteś
        beznadziejna" itp.), ty komentujesz moją ("traktujesz dziecko jak
        zegarek" itp.). Że ktoś tu kogoś przekona w temacie bić/nie bić, to
        ja złudzeń nie mam od dawna. Nawet taką myśl wyraziłam kiedyś
        wprost... O tu:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=68375765&a=68429787
        Nawet szybko mi się znalazło smile No ale ja umiem korzystać z
        wyszukiwarki. Szkoda że te wykształcone z XXI wieku nie umieją,
        może by nie mnożyły wątków.

        > Chętnie prześlę Tobie kilka adresów rodzin, którym naprawdę trzeba
        > takich ludzi jak Tysmile Takich ludzi, którzy chcą coś wytłumaczyć,
        > że nie wolno bić dzieci za to że umyły ręce ciepłą wodą zamiast
        > zimną. Może byś się spełniła w takiej roli? Co Ty na to?

        Ha, ha. Pewnie się strasznie czujesz dowcipna...
        A na serio: czy bym się spełniła w roli superniani? Kto wie smile
        Tylko że ja już mam niezłą pracę smile
        • mama_miko Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 13:25
          mama-ola napisała:

          > To się nie wysilaj wink Mnie buzi nie zamkniesz, bo ja lubię forum
          > wychowanie, no i wolnych chwil mam trochę smile

          Wszystko fajnie, ale prosilabym ie o jedną rzecz: nie przyklejaj etykietek, bo
          to najgorsze co moze być. Nie pisz: "jestes beznadziejna" lecz lepiej
          "zachowujesz się beznadziejnie". Byc moze, jesli przyklejasz etykietki komus na
          forum, zachowuesz sie tak w stosunku do dziecka. Nigdy nie przyklejaj dziecku
          etykietki "jestes niegrzeczny. jestes lobuzem" - ono zapewne chwilowo zachowuje
          sie niegrzecznie. Lepiej powiedz "zachowujesz sie niegrzecznie". Nie oceniaj
          osoby, lecz jego zachowanie - to jest bardziej zjadliwe dla drugiego czlowieka,
          tak samo jak dla doroslego, jak i dla dziecka.

          Ale to oczywiscie zalezy do Twojego podejscia do drugiego czlowieka. Nie kazdy
          czuje szacunek do drugiego. Ja akurat szanuje kazdego czlowieka, za sam fakt
          bycia czlowiekiem, co jednak nie jest rownoznaczne z tym, ze popieram kazde
          zachowania i z kazdym chcialabym sie zadawac.

          No ale ja umiem korzystać z
          > wyszukiwarki. Szkoda że te wykształcone z XXI wieku nie umieją,
          > może by nie mnożyły wątków.

          Oj, nie bądź złośliwczemsmile Toć to forum.

          >
          > > Chętnie prześlę Tobie kilka adresów rodzin, którym naprawdę trzeba
          > > takich ludzi jak Tysmile Takich ludzi, którzy chcą coś wytłumaczyć,
          > > że nie wolno bić dzieci za to że umyły ręce ciepłą wodą zamiast
          > > zimną. Może byś się spełniła w takiej roli? Co Ty na to?
          >
          > Ha, ha. Pewnie się strasznie czujesz dowcipna...

          Nie, tutaj akurat nie.

          > A na serio: czy bym się spełniła w roli superniani? Kto wie smile
          > Tylko że ja już mam niezłą pracę smile

          Pozdrowieniasmile
          • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 13:44
            > Wszystko fajnie, ale prosilabym ie o jedną rzecz: nie przyklejaj
            > etykietek, bo

            O etykietowaniu to ja wiem. Dziecku nie przyklejam. Przyklejam
            wyłącznie bijącym matkom smile Taki mam konik smile

            > Ale to oczywiscie zalezy do Twojego podejscia do drugiego
            > czlowieka. Nie kazdy czuje szacunek do drugiego.

            Ano. Na przykład niektórzy biją innych! Czasem mniejszych od siebie!
            Wyobrażasz sobie? Zgroza.

            > Ja akurat szanuje kazdego czlowieka, za sam fakt
            > bycia czlowiekiem, co jednak nie jest rownoznaczne z tym, ze
            > popieram kazde zachowania i z kazdym chcialabym sie zadawac.

            Jeśli bijesz, to nie szanujesz.
            Przypuszczam, że cudzego dziecka nie uderzyłabyś, choćby zachowało
            się identycznie jak Twoje (ta sama przewina, te same Twoje 10-krotne
            upominania itd.). Swoje byś klapsnęła, cudze nie. Ot cała
            tajemnica "szacunku do drugiego człowieka", który dziwnym trafem nie
            dotyczy najbliższych.
            W mojej ocenie szacunek do drugiego człowieka widać najpełniej po
            tym, jak kto traktuje swoje dzieci.

            > Oj, nie bądź złośliwczemsmile Toć to forum.

            Odbiłam piłeczkę smile Również pozdrawiam.
            • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 13:54
              Od "zwykłego" jednego klapsa dużej krzywdy nie będzie i do patologii dalekosmile
              Ale nie "promowała" bym tego klapsa a już zwłaszcza jako metody na ostateczne
              nieposłuszeństwo.
              • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 14:04
                kropkacom napisała:

                > Od "zwykłego" jednego klapsa dużej krzywdy nie będzie i do
                > patologii dalekosmile

                Czy w temacie niedużej krzywdy identycznie zdanie masz w przypadkach:
                1) mąż szturchnie żonę,
                2) szefowa pacnie podwładną skoroszytem po łapkach,
                3) pan uderzy psa?

                Bardzo jestem ciekawa Twojej wypowiedzi.

                > Ale nie "promowała" bym tego klapsa a już zwłaszcza jako metody
                > na ostateczne nieposłuszeństwo.

                Ja bym promowała (choć nie mam złudzeń, że to skazane na
                niepowodzenie) zasadę, że klaps nigdy przenigdy. Tak na maksa w
                jedną stronę smile
                • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 14:10
                  > Bardzo jestem ciekawa Twojej wypowiedzi.

                  Każde z przytoczonych przez Ciebie zachowań nie ucieszyłoby mnie (delikatnie
                  mówiąc). Podobnie mam z klapsem. Nadal jednak jednego klapsa nie demonizuje.
                  Sama też święta nie jestem. Zadowolona?

                  • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 14:45
                    > Zadowolona?

                    Nie bardzo smile Wolałabym coś w rodzaju oburzenia:
                    1) niedopuszczalne!!!
                    2) niedopuszczalne!!!
                    3) niedopuszczalne!!!

                    Plus refleksja "o matko, masz rację, skoro w punktach 1)-3)
                    niedposzczalne, to w wypadku dziecka też". Wtedy byłabym
                    zadowolona smile)))))))))))

                    Aha, i ja nie demonizuję wpływu klapsów na przyszłość danego
                    człowieka. Ja ich po prostu nie stosuję, bo szanuję cielesność
                    dziecka i uważam, że nie mam prawa nikogo bić.
                    • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 14:49
                      > Nie bardzo smile Wolałabym coś w rodzaju oburzenia

                      No cóż. Gdyby te wszystkie sytuacje miały znamiona nagminności czy katowania
                      pewnie tez bym sie burzyła.

                      > Ja ich po prostu nie stosuję, bo szanuję cielesność

                      No i w porządku. Więc o co chodzi?
                      • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 15:18
                        kropkacom napisała:

                        > Gdyby te wszystkie sytuacje miały znamiona nagminności czy
                        > katowania pewnie tez bym sie burzyła.

                        Czyli jak się sporadycznie: dziecko klapsnie, żonę szturchnie,
                        podwładnego pacnie, a psa walnie - to się nie burzysz? Byle
                        sporadycznie, bez znamion nagminności?
                        • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 20:26
                          > Czyli jak się sporadycznie: dziecko klapsnie, żonę szturchnie,
                          > podwładnego pacnie, a psa walnie - to się nie burzysz? Byle
                          > sporadycznie, bez znamion nagminności?

                          Jeżeli jeden raz oznacza sporadycznie to tak.
                • mama_miko Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 14:21
                  mama-olasmile

                  Proszę Cię o wytlumaczenie jakie widzisz różnice między osobą przystosowaną do
                  życia w społeczeństwie, a osobą przystosowującą się? Jak wiele musi nauczyć się
                  dziecko i w jaki sposób się nauczyć, jak wiele przejść, według Ciebie aby
                  rozumowalo jak mąż, szefowa?

                  Czy masz takie samo podejście do swojego dziecka takie samo podejście jak do
                  męża, matki, ojca, krewnego i odwrotnie: męza traktujesz jak dziecko? Czy jeżeli
                  ktoś uderzy Twoje dziecko - uczysz je, aby oddał czy uciekał? Czy tłumaczył
                  (błagał) "nie bij mnie"?

                  Jeśli chodzi o pytanie dot. klapsa danego cudzemu dziecku, prędko odpowiadam, że
                  ja mam zupelnie inne podejscie nie Ty: nigdy nie biorę się za wychowywanie
                  cudzych dzieci i ich matek. Nigdy też nie oceniam zachowania, bo nie mam do tego
                  prawa, podobnie jak Ty, ale zaznaczam Tobie, że to nie jest równoznaczne
                  oczywiscie z tym, ze nie wyrazam swojej subiektywnej opinii.

                  Trochę mylisz ogolnie przyjete pojecia, ale mowie to nie zlosliwie. Troszke masz
                  tylko takie podejscie jak dzieciaki w przedszkolu: "głupie jesteście! nie bawię
                  się z wami".
                  • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 15:10
                    > Proszę Cię o wytlumaczenie jakie widzisz różnice między osobą
                    > przystosowaną do życia w społeczeństwie, a osobą przystosowującą
                    > się? Jak wiele musi nauczyć się dziecko i w jaki sposób się
                    > nauczyć, jak wiele przejść, według Ciebie aby
                    > rozumowalo jak mąż, szefowa?

                    Odczytuję tę część jako pytanie retoryczne.
                    By the way - czy Twoja opinia o forumowiczkach jako wykształconych
                    itp. kobietach XXI wieku mnie nie dotyczy, bo się nie zgadzamy?
                    To również jest pytanie retoryczne smile

                    > Czy masz takie samo podejście do swojego dziecka takie samo
                    > podejście jak do męża, matki, ojca, krewnego i odwrotnie: męza
                    > traktujesz jak dziecko? Czy jeżeli ktoś uderzy Twoje dziecko -
                    > uczysz je, aby oddał czy uciekał? Czy tłumaczył
                    > (błagał) "nie bij mnie"?

                    Niemożliwe! Czyżbyś pytała mnie o moje metody wychowawcze?
                    Nie wierzę, że chcesz je poznać smile Przecież masz swoje, takie
                    zdroworozsądkowe, z których jesteś dumna smile

                    Aha, mnie niełatwo sprowokować smile Możesz rzucać takie "zapewne
                    traktujesz dziecko jak zegarek" i "czyżbyś męża traktowała jak
                    dziecko" - ale ja się nie dam smile Stary wyjadacz forumowy jestem smile

                    > Jeśli chodzi o pytanie dot. klapsa danego cudzemu dziecku, prędko
                    > odpowiadam, że ja mam zupelnie inne podejscie nie Ty: nigdy nie
                    > biorę się za wychowywanie cudzych dzieci i ich matek.

                    Ja się biorę za wychowywanie cudzych dzieci i ich matek?
                    Opowiedz mi o tym, bo musiało mi umknąć.

                    Co do sprawy z biciem cudzych dzieci. Rozmawiałam kiedyś na ten
                    temat z koleżanką z pracy. Jej córka zapaliła zapałkę i upuściła ją
                    na obrus, wypalając dziurkę. Dostała klapsa. W czasie tej zabawy
                    były najpierw upomnienia, że ma zapałki zostawić, że nie wolno itp.
                    Koleżance po tym klapsie było głupio. Opowiadała mi, jak to było i
                    co czuje. Czuła się okropnie, męczyło ją to długo, miała potrzebę o
                    tym mówić. (Ja nie miałam jeszcze wtedy dzieci, ale lubiłam słuchać
                    o jej dzieciach, więc mi opowiadała).
                    No i ta koleżanka mi powiedziała, że chciała obiektywnie rozważyć
                    całą tę sprawę i nadać jej właściwy wymiar, więc wyobraziła sobie,
                    że zamiast córki zachowała się tak inna dziewczynka (która, dajmy na
                    to, przyszła w odwiedziny). I wiesz, co jej wyszło z tych rozważań?
                    Że ta obca dziewczynka nie tylko nie dostałaby klapsa, ale i nie
                    zostałaby tak zwrzeszczana przez moją koleżankę. Zrobiło jej się
                    jeszcze bardziej głupio i powiedziała coś, co pamiętam do dziś:
                    wygląda na to, że obce dziecko potraktowałabym lepiej niż swoje.

                    Mniej więcej do takiego wniosku chciałam skłonić Ciebie smile
                    Jak widać mam jeszcze złudzenia smile

                    > Nigdy też nie oceniam zachowania, bo nie mam do tego prawa,
                    > podobnie jak Ty, ale zaznaczam Tobie, że to nie jest równoznaczne
                    > oczywiscie z tym, ze nie wyrazam swojej subiektywnej opinii.

                    Oceniam zachowanie innych na forum. Do tego jest forum - ktoś
                    podaje coś pod dyskusję, inni komentują. Jak mam na jakiś temat
                    zdanie, to je wypowiadam. Jak ktoś bije dzieci, to myślę o nim, że
                    jest beznadziejny i to właśnie piszę. Nie mam do tego prawa? Pokaż
                    mi, gdzie to jest napisane - bo chyba nie w zasadach forum?

                    Rozróżnienie pomiędzy ocenianiem cudzego zachowania a wyrażaniem
                    subiektywnej opinii jak dla mnie lekko... hmm...

                    > Trochę mylisz ogolnie przyjete pojecia,

                    A konkretnie które pojęcia mylę?

                    > Troszke masz tylko takie podejscie jak dzieciaki w
                    > przedszkolu: "głupie jesteście! nie bawię się z wami".

                    Takie podejście bym zaprezentowała, gdybym nie chciała z Tobą
                    rozmawiać. Pozdrawiam smile
                    • mama_miko Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 15:42
                      mama-ola napisała:

                      > > Proszę Cię o wytlumaczenie jakie widzisz różnice między osobą
                      > > przystosowaną do życia w społeczeństwie, a osobą przystosowującą
                      > > się? Jak wiele musi nauczyć się dziecko i w jaki sposób się
                      > > nauczyć, jak wiele przejść, według Ciebie aby
                      > > rozumowalo jak mąż, szefowa?
                      >
                      > Odczytuję tę część jako pytanie retoryczne.

                      Nie. Proszę Cię o odpowiedź.

                      > > Czy masz takie samo podejście do swojego dziecka takie samo
                      > > podejście jak do męża, matki, ojca, krewnego i odwrotnie: męza
                      > > traktujesz jak dziecko? Czy jeżeli ktoś uderzy Twoje dziecko -
                      > > uczysz je, aby oddał czy uciekał? Czy tłumaczył
                      > > (błagał) "nie bij mnie"?
                      >
                      > Niemożliwe! Czyżbyś pytała mnie o moje metody wychowawcze?
                      > Nie wierzę, że chcesz je poznać smile Przecież masz swoje, takie
                      > zdroworozsądkowe, z których jesteś dumna smile

                      Oj, mam nadzieje, ze za chwilę nie potrąci mnie samochód, więc podsumowanie czy
                      czuję się dumna z wychowania moich dzieciaków, wolalabym sobie zostawić tak
                      gdzies za 30 latsmile Ale fakt trzeba przyznac, ze najgorsza matką chyba nie
                      jestem, skoro podczas bitwy na poduszki me bąble skaczą mi po brzuchu codzinnie
                      o 6 rano i z usmiechem sie pytają czy zdązylam już im zrobić platki z mlekiemsmile
                      Chyba tez nie są znowu takie nieszczesliwe.

                      A co do Twoich metod, to jasne, ze tak. Bo jak narazie się mądrzysz i nic od
                      siebie nie wnosisz. Pokaz mi jak ty to robisz. Moze się od ciebie czegos nauczę,
                      czemu nie?smile


                      > Aha, mnie niełatwo sprowokować smile Możesz rzucać takie "zapewne
                      > traktujesz dziecko jak zegarek" i "czyżbyś męża traktowała jak
                      > dziecko" - ale ja się nie dam smile Stary wyjadacz forumowy jestem smile


                      Zupelnie nie mialam takich zamiarowsmile

                      > Ja się biorę za wychowywanie cudzych dzieci i ich matek?
                      > Opowiedz mi o tym, bo musiało mi umknąć.

                      Patrz troszke wyzej. Za duzo tego.

                      > Mniej więcej do takiego wniosku chciałam skłonić Ciebie smile
                      > Jak widać mam jeszcze złudzenia smile

                      Tak sobie tylko napiszę, że ja naprawde jestem szcześliwą osobą. Moja rodzina
                      rownież, moje dzieci, moj maz. Naprawde, jestesmy szcześliwi. Cieszy nas kazdy
                      nowy dzien. Nie wychowuj mnie, bo nawet calkiem niezle udalo sie to mojej mamie!smile

                      Nie uderzyłabym córki za taki wybryk, poniewaz bylaby to ewidentnie moja wina,
                      ze zostawilam zapalki w jej zasięgu. Ewidentna wina rodzica. Danie klapsa z
                      wlasnej winy jest dla mnie nie do wytlumaczenia - stąd wyrzuty sumienia u
                      kolezanki. Podobnie klaps, za to, ze matka zajeta rozmową z kolezanka przed
                      sklepem dala klapsa dziecku ktore nagle wybieglo na ulicę, jest dla mnie
                      bezpodtawny. W takich sytuacjcach, podobnie jak Ty, nie zgadzam się z taka karą.
                      Dziecko ponosi karę za błąd rodzica - nie, to nie tak.

                      > Takie podejście bym zaprezentowała, gdybym nie chciała z Tobą
                      > rozmawiać. Pozdrawiam smile

                      Lubię takie dyskusje, bo wiele mądrych wniosków można wyciagnąc. Ale co "ludź"
                      taka opinia na temat klapsa. Jakis czas temu, w polskich miastach byla akcja
                      dotycząca dawaniu klapsa. W tym czasie, nie pamietam czy tobylo w ubieglym roku,
                      czy wczesniej, na forum Wyborczej toczyla sie dluga dyskusja na ten temat i
                      oczywiscie zadnego zlotego srodka na "dobre wychowanie" nie znaleziono, ani na
                      forum, ani po tej spolecznej kampanii.

                      No to juz na dzisiaj ostatnie pozdrowienia i do zobaczeniasmile
                      • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 16:00
                        > > Odczytuję tę część jako pytanie retoryczne.
                        > Nie. Proszę Cię o odpowiedź.

                        W poście mam wyłuszczyć te różnice? Daruj, to niemożliwe.

                        > A co do Twoich metod, to jasne, ze tak. Bo jak narazie się
                        > mądrzysz i nic od siebie nie wnosisz. Pokaz mi jak ty to robisz.

                        Wyszukiwarka i nick "olamazur", a bodajże od tygodnia "mama-ola".
                        Fora "małe dziecko" i "wychowanie". Jakby Cię jakaś dyskusja
                        zainteresowała, daj mi jakoś znać, pogadamy - na forum czy na priv.

                        > > Aha, mnie niełatwo sprowokować smile Możesz rzucać takie "zapewne
                        > > traktujesz dziecko jak zegarek" i "czyżbyś męża traktowała jak
                        > > dziecko" - ale ja się nie dam smile

                        > Zupelnie nie mialam takich zamiarowsmile

                        A jakie? Skoro to nie było retoryczne? Co chciałaś, żebym zrobiła z
                        tymi insynuacjami? Broniła się "ależ ja naprawdę nie traktuję
                        dziecka/męża jak?..." I jak się to ma do Twoich twierdzeń, że nie
                        rzekomo nie oceniasz innych?
                        To ja zupełnie nie miałam zamiaru Cię prowokować to gorących
                        zapewnień typu:

                        > Tak sobie tylko napiszę, że ja naprawde jestem szcześliwą osobą.
                        > Moja rodzina rownież, moje dzieci, moj maz. Naprawde, jestesmy
                        > szcześliwi.

                        Bo przecież dyskusja była o tym, czy bić czy nie bić.
                        Ja jestem za tym, żeby nie bić, a Ty - że można.
                        I choć wymieniłyśmy parę postów, to się nie zmienia, jak zwykle.

                        Aha, co do akcji "kocham, nie biję" - uważam, że miała sens.
                        Po pierwsze, kropla drąży skałę. Po drugie, są jeszcze
                        niezdecydowani, nieukształtowani, może znajdą się po stronie "nie
                        biję"? Tak jak ja, która słuchałam róznych historii nt. wychowywania
                        dzieci, zanim miałam własne. Też przeszłam od postawy "parę klapsów
                        jeszcze nikomu nie zaszkodziło, bez klapsa się nie da" do tej, którą
                        reprezentuję teraz.
                        Pozdrawiam smile
                        • mama_miko Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 16:59
                          > Ja jestem za tym, żeby nie bić, a Ty - że można.

                          straszne to zdanie, aż przez gardło mi nie chce przejść. Ale szczerze mówiąc nie
                          znam osobiście matki, a mam dośc sporo kolezanek z jednym czy wiloma dziecmi,
                          ktore nie daly w zyciu klapsa. Tak teraz myślę i rzeczywiście nie znam, a
                          rozmawiamy o takim zachowaniu dość częstio i sporo i wymyslamy alternatywę przy
                          kawie.

                          I ja rowniez sie do tego przyznaje, mimo ze to tak spolecznie zle widziane.
                          Zawsze bylo i bedzie - i zawsze w oczach osob z boku, kiedy dam po lapskach -
                          bede wyrodną matką. Wychodzę jednak z zalozenia, ze ideałem nie jestem dla tych
                          osob, wazne ze dla moich dzieci - taksmile W sumie to w ogole nie jestem idealną
                          matką, o jakiej piszą w gazetach.

                          Ja jestem taka normalna, chyba aż nadto normalna i zwykłasmile
                          • mama303 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 22:15
                            mama_miko napisała:

                            Wychodzę jednak z zalozenia, ze ideałem nie jestem dla tych
                            > osob, wazne ze dla moich dzieci - taksmile

                            Uważaj możesz wpaść w pułapkę - dzieci /szczególnie małe/mają
                            skłonność do idealizowania matek, nawet tych najgorszych.
                          • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 13:25
                            mama_miko napisała:

                            > straszne to zdanie, aż przez gardło mi nie chce przejść. Ale
                            > szczerze mówiąc nie znam osobiście matki, a mam dośc sporo
                            > kolezanek z jednym czy wiloma dziecmi, ktore nie daly w zyciu
                            > klapsa. Tak teraz myślę i rzeczywiście nie znam, a rozmawiamy
                            > o takim zachowaniu dość częstio i sporo i wymyslamy alternatywę
                            > przy kawie.

                            Rozumiem to tak - Twoi rodzice dawali klapsy, Ty dajesz, Twoje
                            koleżanki dają itp. w związku z czym wyciągasz wniosek: "wszyscy
                            dają". A poza tym dzielisz ludzi wyłącznie na tych, którzy się
                            przyznają i na tych, którzy nie.

                            Sądzisz według siebie. Sądzenie według siebie jest oczywiście
                            metodą, która nasuwa się jako pierwsza, ale oprócz takiej metody są
                            i inne - np. można spróbować spojrzeć na daną sprawę oczami innych.

                            [Jeśli chodzi o mnie, to tak robię, np. w tym właśnie celu zakładam
                            swoje wątki - proszę, by inny mi skomentowali, jak widzą daną
                            sprawę. I lubię sobie przemyśleć, co mają do powiedzenia].

                            Jestem zdania, że patrzenie oczami innych i próba przemyślenia
                            sprawy z różnych punktów widzenia jest bardziej twórcza niż
                            zakładanie z góry, że wszystko, co myślałaś na dany temat, myślałaś
                            już na początku dyskusji. W Twoim wypadku wygląda to tak, że
                            dołączyłaś się do dyskusji zdaniem w duchu "nie wierzę, że inni nie
                            klapsują, też klapsują tylko się nie przyznają" i tak samo brzmiącym
                            zdaniem ją kwitujesz.

                            A jakbyś tak przez chwilę, tak dla eksperymentu, przyjęła tezę:
                            a jeśli istnieją matki, którą radzą sobie całkowicie bez klapsa,
                            to...
                            Oczywiście te matki nieklapsujące mają wyjściowo identyczne dzieci
                            jak Twoje, z buntami dwulatków, wsadzaniem paluszków do kontaktu itp.

                            ...to dokąd zaprowadziłyby Cię rozważania?

                            > I ja rowniez sie do tego przyznaje, mimo ze to tak spolecznie
                            > zle widziane.

                            Społecznie źle widziane jest przyznanie się? Nie, społecznie źle
                            widziane jest bicie.
                            Bicie jest złe. Zgadzasz się czy nie?
                            Może od takiego ustalenia trzeba by w ogóle zacząć rozmowę.

                            > Zawsze bylo i bedzie - i zawsze w oczach osob z boku, kiedy dam
                            > po lapskach - bede wyrodną matką. Wychodzę jednak z zalozenia, ze
                            > ideałem nie jestem dla tych osob, wazne ze dla moich dzieci -
                            > taksmile W sumie to w ogole nie jestem idealną matką, o jakiej piszą
                            > w gazetach.
                            > Ja jestem taka normalna, chyba aż nadto normalna i zwykłasmile

                            Tu nie chodzi o ideał, ani o czarno-białe stwierdzenie, że bije
                            znaczy się wyrodna, nie bije znaczy się ideał. Życie jest bardziej
                            złożone, każda osoba jest bardziej złożona. Na co dzień jest mnóstwo
                            sytuacji wychowawczych niesprowadzających się do dylematu bić/nie
                            bić. Takie czarno-białe kwitowanie jest dużym uproszczeniem,
                            spłaszczeniem dyskusji.
                            Poza tym takie kwitowanie służy Ci tylko po to, byś mogła
                            wypowiedzieć z sarkazmem "ideał" jako pejoratywne określenie
                            niebijących matek oraz poczuć się dużo lepiej, pisząc sama o
                            sobie "normalna, zwykła, zdroworozsądkowa". Może i czujesz się
                            lepiej po takim podziale, ale co to wnosi do dyskusji? Moim zdaniem
                            nic. Przede wszystkim ze względu na to, że to fałszywy podział.

                            No i na koniec anegdota. Przyjaciel mojego męża opowiedział nam
                            o swojej koleżance, którą chłopak czasem bija. No i ten przyjaciel
                            mojego męża zapytał ją, czemu go nie zostawi. Otóż dziewczyna nie
                            zostawi, bo chłopak ma zalety, jest uczucie itd., a to że bija?
                            Przecież każdy facet bije swoją żonę. To się tylko tak mówi, że nie,
                            ale przecież _wiadomo_, że każdy.

                            Wiem, wiem... ktoś mi zaraz powie, że to wcale nie jest śmieszne.
                            No ale mojego męża, tego przyjaciela i mnie to ubawiło smile Nadal
                            bawi. No cóż - dziewczyna nie zna innych związków, tylko takie, w
                            których facet bije i się jej nie przetłumaczy. Przyjaciel próbował,
                            nie uwierzyła mu. Szkoda, nie?
                • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 02:53
                  mama-ola napisała:

                  > Czy w temacie niedużej krzywdy identycznie zdanie masz w
                  przypadkach:
                  > 1) mąż szturchnie żonę,
                  > 2) szefowa pacnie podwładną skoroszytem po łapkach,
                  > 3) pan uderzy psa?
                  pozwolę sobie odpowiedzieć.
                  pkt. 1 i 2 : osoby są dorosłe i prawnie odpowiadają wyłącznie za
                  siebie.
                  pkt. 3 : pacnęłam -dla wrażliwych "zbiłam"- kotkę w podobny sposób
                  jak ona karciła swoje dzieci. Dzięki temu nie łazi mi po stole czy
                  blatach kuchennych, nie wyjada resztek z talerzy, nie mam zasyfionej
                  sierścią sofy czy łóżek itd. Nie zauważyłam żeby kotce od "pacnęcia"
                  złamała się psychika. Niestety, nigdzie nie znalazłam
                  informacji "jak wytłumaczyć kotu, aby nie łaził po stole".
                  Aha, kot SAM wychodzi często na dwór i jakoś od nas nie ucieka. Nie
                  został też na starym miejscu po naszej przeprowadzce.
                  • balinka1777 ewelina 13.12.07, 23:57
                    czyli jak ty odpowiadasz za dziecko czyli nieletnie prawnie w
                    dodatku twoje to masz pozwolenie?co za pokretna logika
                    nie masz prawa. odpowiadasz za nie i masz obowiazek o nie dbac a nie
                    karcic w taki sposob, nie usprawiedliwiaj tego tak bo to jakies
                    nieporozumienie. matka moze skarcic dziecko bo za nie odpowiada.
                    odpowiadasz tez za to aby zrozumialo dlaczego czegos mu
                    zabraniasz,odpowiadasz bo sie zobowiazalas stajac sie matka.
                    skoro odpowiadasz to ktos wobec ciebie powinien wyciagnac
                    konsekwencje i zastosowac sankcje karne skoro tak uwazasz
                    to najgorszy typ rodzicow, bija i maja na to takie wlasnie
                    usprawiedliwienie
                    Zal dziecka. ja do dzis zaluje tych kilku klapsow ktore dalam,
                    dalabym wiele zeby to cofnac
                    i nie widzisz ze to nic nie daje? a moze lubisz jak dziecko placze.
                    zasluzylo to niech placze
                    • ewelina_1 Re: ewelina 14.12.07, 04:15
                      balinka1777 napisała:

                      > czyli jak ty odpowiadasz za dziecko czyli nieletnie prawnie w
                      > dodatku twoje to masz pozwolenie?co za pokretna logika
                      > nie masz prawa. odpowiadasz za nie i masz obowiazek o nie dbac a
                      nie
                      > karcic w taki sposob, nie usprawiedliwiaj tego tak bo to jakies
                      > nieporozumienie. matka moze skarcic dziecko bo za nie odpowiada.
                      > odpowiadasz tez za to aby zrozumialo dlaczego czegos mu
                      > zabraniasz,odpowiadasz bo sie zobowiazalas stajac sie matka.
                      > skoro odpowiadasz to ktos wobec ciebie powinien wyciagnac
                      > konsekwencje i zastosowac sankcje karne skoro tak uwazasz
                      > to najgorszy typ rodzicow, bija i maja na to takie wlasnie
                      > usprawiedliwienie
                      > Zal dziecka. ja do dzis zaluje tych kilku klapsow ktore dalam,
                      > dalabym wiele zeby to cofnac
                      > i nie widzisz ze to nic nie daje? a moze lubisz jak dziecko
                      placze.
                      > zasluzylo to niech placze
                      jak narazie, to ty wyciągnęłaś pokrętne wnioski.
                      Dlaczego uważasz, że nie staram się, aby dzieci zrozumiały czego im
                      nie wolno? dlaczego też sugerujesz, że lubię gdy dziecko płaczę. I
                      dlaczego piszesz o sankcjach karnych? przeciez mowa było o jednym
                      klapsu, szturchnięciu, pacnięciu a nie regularnym biciu! I dlaczego
                      uważasz, że twoja filozofia jest ok a innych nie?
                      I dlaczego uważasz, że klaps (chyba klaps, bo trochę to cięzko się
                      czyta) nic nie daje? Czyżby ludzkość przez tysiące lat żyła w
                      błędzie?
                    • nowa_na_forum Re: ewelina 14.12.07, 18:59
                      > i nie widzisz ze to nic nie daje?

                      U mnie daje. Widzę to.
                  • mama303 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 09:23
                    ewelina_1 napisała:

                    > mama-ola napisała:
                    >
                    > > Czy w temacie niedużej krzywdy identycznie zdanie masz w
                    > przypadkach:
                    > > 1) mąż szturchnie żonę,
                    > > 2) szefowa pacnie podwładną skoroszytem po łapkach,
                    > > 3) pan uderzy psa?
                    > pozwolę sobie odpowiedzieć.
                    > pkt. 1 i 2 : osoby są dorosłe i prawnie odpowiadają wyłącznie za
                    > siebie.
                    Ale co to ma do rzeczy?
                    Chodzi o to jak wyrażasz swoją dezaprobatę, w stosunku do kogoś kto
                    np robi Ci jakieś świństwo, przykrość lub chcesz cos od kogoś
                    wyegzekwować. Dorośli tez sie nawzajem przecież karzą ale nikt
                    nikogo nie klapsuje. Na męża możesz sie np. obrazić, na szefa
                    napisac skargę itd. Sa różne formy nacisku - bardziej cywilizowane
                    niz klaps.
                    W stosunku do dziecka także kary powinny nie przekraczać pewnej
                    granicy. Dla mnie taka granica jest uderzenie.
                    Mam pieciolatkę, charakterną, pyskatą, przekorną, niezależną i jakoś
                    udaje mi sie bez klapsa. To nie kwestia charakteru dziecka. Robi się
                    coraz mądrzejsza i grzeczniejsza, wyrasta też z przekory. Ona wie że
                    nikogo nie wolno bić, zwłaszcza małych dzieci. Myśle że ona by z
                    Tobą podyskutowała smile
                    • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 15:30
                      mama303 napisała:

                      > Ale co to ma do rzeczy?
                      > Chodzi o to jak wyrażasz swoją dezaprobatę, w stosunku do kogoś
                      kto
                      > np robi Ci jakieś świństwo, przykrość lub chcesz cos od kogoś
                      > wyegzekwować. Dorośli tez sie nawzajem przecież karzą ale nikt
                      > nikogo nie klapsuje. Na męża możesz sie np. obrazić, na szefa
                      > napisac skargę itd. Sa różne formy nacisku - bardziej cywilizowane
                      > niz klaps.
                      ale w tym miejscu chodziło o zestawienie: klaps u dziecka i u
                      dorosłego, dlatego pisanie, że nikogo dorosłego się nie klapsuje
                      jest niepoważne, bo inny -nazwijmy to- zestaw kar jest dla
                      dorosłego, inny dla dzieci. Dorosłemu też nie zabronisz oglądać
                      bajki, nie wstawisz do kąta, nie zabierzesz zabawki. Na dziecko nie
                      zadziała pisemna nagana czy skarga, znów najwięcej szkód zrobi
                      obrażenie.

                      > W stosunku do dziecka także kary powinny nie przekraczać pewnej
                      > granicy. Dla mnie taka granica jest uderzenie.
                      > Mam pieciolatkę, charakterną, pyskatą, przekorną, niezależną i
                      jakoś
                      > udaje mi sie bez klapsa. To nie kwestia charakteru dziecka. Robi
                      się
                      > coraz mądrzejsza i grzeczniejsza, wyrasta też z przekory.
                      Ale to Twoja granica, ona nie musi być moją granicą. Dla mnie
                      bardziej szkodliwe są kary typu obrażanie się na dziecko.
                      A swoją drogą to dośc ciekawe: gdy ktoś napisze, że tylko klaps uczy
                      (ja tak nie twierdzę!) to wszystkie nieklapsujące mają nagle
                      grzeczne dzieci bez klapsów. A jak się napisze, że to najwyraźniej
                      spokojne z charakteru dziecko, to nagle okazuje się że te "grzeczne
                      dzieci" wcale nie są grzeczne lecz pyskate, przekorne, brojące.

                      Ona wie że
                      > nikogo nie wolno bić, zwłaszcza małych dzieci.
                      i co z tego? moim też tłumaczę że nie wolno bić, szarpać za włosy,
                      szturchać, gryźć a krzywdzą się równo. Oczywiście lubią też się
                      bawić razem.

                      Myśle że ona by z
                      > Tobą podyskutowała smile
                      sądzę, że mogłabym się też dowiedzieć, że na śniadanie, obiad i
                      kolację powinna być czekolada, albo inny ulubiony smakołyk, nie
                      powinno sie sprzątać ani myć się - w zależności od tego czego nie
                      lubi, powinno być dużo bajek itd.
                      • mama303 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 20:12
                        ewelina_1 napisała:

                        > ale w tym miejscu chodziło o zestawienie: klaps u dziecka i u
                        > dorosłego, dlatego pisanie, że nikogo dorosłego się nie klapsuje
                        > jest niepoważne, bo inny -nazwijmy to- zestaw kar jest dla
                        > dorosłego, inny dla dzieci. Dorosłemu też nie zabronisz oglądać
                        > bajki, nie wstawisz do kąta, nie zabierzesz zabawki. Na dziecko
                        nie
                        > zadziała pisemna nagana czy skarga, znów najwięcej szkód zrobi
                        > obrażenie.

                        Ależ właśnie o to mi chodziło - sa różne kary dla róznych sytuacji i
                        róznych ludzi. Jednak uderzenie nie wchodzi w ogóle w grę prawda? z
                        wyjatkiem Twojego własnego dziecka. Czujesz paradoks?


                        > Ale to Twoja granica, ona nie musi być moją granicą.

                        >A jak się napisze, że to najwyraźniej
                        > spokojne z charakteru dziecko, to nagle okazuje się że
                        te "grzeczne
                        > dzieci" wcale nie są grzeczne lecz pyskate, przekorne, brojące.

                        Moje dziecko nigdy nie było spokojne z charakteru

                        > Ona wie że
                        > > nikogo nie wolno bić, zwłaszcza małych dzieci.
                        > i co z tego? moim też tłumaczę że nie wolno bić, szarpać za włosy,
                        > szturchać, gryźć a krzywdzą się równo.

                        Mają z kogo brac zły przykład, nieprawdaż.

                        > Myśle że ona by z
                        > > Tobą podyskutowała smile
                        > sądzę, że mogłabym się też dowiedzieć, że na śniadanie, obiad i
                        > kolację powinna być czekolada, albo inny ulubiony smakołyk, nie
                        > powinno sie sprzątać ani myć się - w zależności od tego czego nie
                        > lubi, powinno być dużo bajek itd.

                        Jasne tylko że w tym pierwszym byłaby madrzejsza od Ciebie, a to
                        pieciolatek smile
                        • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 16.12.07, 00:54
                          mama303 napisała:

                          > Ależ właśnie o to mi chodziło - sa różne kary dla róznych sytuacji
                          i
                          > róznych ludzi. Jednak uderzenie nie wchodzi w ogóle w grę prawda?
                          z
                          > wyjatkiem Twojego własnego dziecka. Czujesz paradoks?
                          w ogóle w grę nie wchodzi też odebranie kieszonkowego, karny jeżyk
                          itp.

                          > Mają z kogo brac zły przykład, nieprawdaż.
                          a poza głową dobrze się czujesz? sugerujesz że z mężem ciągniemy się
                          za włosy, bijemy, szczypiemy, gryziemy, szturchamy i inne podobne
                          wybryki? albo że dzieciom tak robimy?
                          Może się zdziwisz, ale nawet się nie kłócimy a dzieci nie widzą
                          takich wybryków nawet w telewizji.
                          Jeżli nie wiesz, że takie zachowania są normalne w pewnym wieku dla
                          wielu dzieci, to może nie zabieraj w tym temacie głosu. No chyba że
                          miałaś zamiar obrazić.

                          > Jasne tylko że w tym pierwszym byłaby madrzejsza od Ciebie, a to
                          > pieciolatek smile
                          sądząc po wypowiedziach, to chyba po sąsiedzie jest taka mądra, bo
                          przecież po mamie może być co najwyżej zarozumiała i arogancka.
                          • mama303 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 16.12.07, 09:46
                            ewelina_1 napisała:


                            > w ogóle w grę nie wchodzi też odebranie kieszonkowego, karny jeżyk
                            > itp.

                            Kompletnie nie kumasz o czym do Ciebie piszę smile Karny jeżyk lub
                            zabranie kiszonkowego sa poprostu NIEWYKONALNE w stosunku do
                            dorosłego a NIE ZABRONIONE. Dorosły człowiek by Cie wyśmial jakbyś
                            mu zaproponowała taka karę. Uderzenie jest WYKONALNE ale ZABRONIONE.
                            Dorosły człowiek podał by Cie do sądu za taka propozycję kary.
                            dziecko niestety do sadu Cie podac nie potrafi, jest poszkodowane
                            tylko dlatego ze jest bezbronne.

                            > sugerujesz że z mężem ciągniemy się
                            > za włosy, bijemy, szczypiemy, gryziemy, szturchamy i inne podobne
                            > wybryki? albo że dzieciom tak robimy?

                            jak napisałam wyżej poszłabyć pewnie do sadu po rozwód gdyby Cie mąż
                            trzepnął.
                            więc z mężem nie, ale juz dzieciakom pewnia sprzedałaś czasem klapsa
                            wiec granice przekroczyłaś, nie ma sie do czego odwołać przywołujac
                            do porzadku maluchy.

                            > Jeżli nie wiesz, że takie zachowania są normalne w pewnym wieku
                            dla
                            > wielu dzieci, to może nie zabieraj w tym temacie głosu.

                            mam dziecko wiec jakieś pojecie mam - trudno uczyc że czegos nie
                            wolno jesli samemu sie to stosuje.


                            > sądząc po wypowiedziach, to chyba po sąsiedzie jest taka mądra, bo
                            > przecież po mamie może być co najwyżej zarozumiała i arogancka.

                            Własnie nie wiem jak to jest że w niektórych oczywistych sytuacjach
                            proste i szczere rozumowanie dzieci jest własciwsze niz niektórych
                            dorosłych. NIE WOLNO BIĆ MAŁYCH DZIECI - takie dziecinnie proste a
                            jakież mądre smile
                            • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 01:05
                              mama303 napisała:

                              > Kompletnie nie kumasz o czym do Ciebie piszę smile Karny jeżyk lub
                              > zabranie kiszonkowego sa poprostu NIEWYKONALNE w stosunku do
                              > dorosłego a NIE ZABRONIONE. Dorosły człowiek by Cie wyśmial jakbyś
                              > mu zaproponowała taka karę.
                              a czy dziecko nie może wyśmiać kary karnego jeżyka? Z tą różnicą, że
                              bez względu na jego zdanie, Ty zaprowadzisz go na karny jeżyk. Nawet
                              gdyby dziecko się wyrywało, uciekało, krzyczało, Ty konseketnie
                              będziesz je tam zaprowadzać. A prznajmniej Superniania tak robi. A
                              dalczego tak robisz? Bo masz przewagę fizyczną! Dziecko jest
                              słabsze, więc siłą możesz je zaciągnąć na karny jeżyk. Dorosłego nie
                              zaprowadzisz, bo nie będziesz mieć dośc siły. Ale sądzę, że gdyby
                              Pudzianowski chciał, to też Cię będzie zaprowadzać na karny jeżyk,
                              bez wględu na to ile razy odejdziesz.

                              Uderzenie jest WYKONALNE ale ZABRONIONE.
                              > Dorosły człowiek podał by Cie do sądu za taka propozycję kary.
                              > dziecko niestety do sadu Cie podac nie potrafi, jest poszkodowane
                              > tylko dlatego ze jest bezbronne.
                              podobnie jak z izolowaniem w innym pomieszczeniu. Gdy dorosłego
                              zamkniesz w pokoju, bo np. ma przemyśleć własną postawę, to poda Cię
                              do sądu. Dziecko nie poda do sądu, bo jest słabsze i bezbronne.
                              A na marginesie, dorosły pójdzie do sądu za wykonanie a nie
                              propozycję kary.

                              > jak napisałam wyżej poszłabyć pewnie do sadu po rozwód gdyby Cie
                              mąż
                              > trzepnął.
                              > więc z mężem nie, ale juz dzieciakom pewnia sprzedałaś czasem
                              klapsa
                              > wiec granice przekroczyłaś, nie ma sie do czego odwołać
                              przywołujac
                              > do porzadku maluchy.
                              ale co za bzdury piszesz. Jaki związek ma klpas z ciągnięciem za
                              włosy czy gryzieniem? Sugerujesz, że dziecko które dostanie klapsa
                              bedzie uważało, że może z tego powodu ciągnąć za włosy? to dośc
                              ciekawa teoria.
                              Jeśli się uprzeć, to można co najwyżej powiedzieć, że klaps "mówi"
                              że wolno klapsować (moje się akurat nie klapsują, jakby sie ktoś
                              pytał). No dobra, niech będzie że "wolno bić". Ale będąc
                              konsekwentnym, to kara czy konsekwencja -jak niektóre wolą- w
                              postaci zabrania zabawki, uczy że wolno zabierać coś komuś=przyszły
                              złodziej. Albo przymusowe, wbrew woli dziecka izolowanie w osobnym
                              pokoju uczy, że można także inne osoby wbrew ich woli izolować
                              =przyszły porywacz.

                              > mam dziecko wiec jakieś pojecie mam - trudno uczyc że czegos nie
                              > wolno jesli samemu sie to stosuje.
                              racja. Masz dziecko. 1 dziecko. Czy zabiera samo sobie zabawkę, by w
                              odwecie potem siebie zbić? Albo czy siada komuś na kolanach a potem
                              w odwecie za zajęcie kolan szarpie siebie za włosy? Chyba nie.
                              1 dziecko NIE MA Z KIM się bić (szarpać, szczypać itd.). Nie ma
                              rywala. Nie musi walczyć o zabawki (choć są podwójne) czy o mamy
                              kolana.

                              > Własnie nie wiem jak to jest że w niektórych oczywistych
                              sytuacjach
                              > proste i szczere rozumowanie dzieci jest własciwsze niz niektórych
                              > dorosłych. NIE WOLNO BIĆ MAŁYCH DZIECI - takie dziecinnie proste a
                              > jakież mądre smile
                              no cóż, tak już jest na świecie. Jedni nie wiedzą tego, inni nie
                              rozumieją tamtego. Moje dzieci wiedzą, że aby mogły się bić
                              (szarpać, szturchać...) muszą mieć Z KIM się bić. A 5-ciu lat nie
                              mają nawet razem!
                              • mama303 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 11:47
                                ewelina_1 napisała:

                                > a czy dziecko nie może wyśmiać kary karnego jeżyka?

                                Jeżeli tak to znaczy że taka kara jest do bani, nie stosujesz
                                przeciez kary która rozśmiesza Twoje dziecko, podobnie jak nie
                                zastosujesz jej np. do swojego męża.

                                > bez względu na jego zdanie, Ty zaprowadzisz go na karny jeżyk.
                                Nawet
                                > gdyby dziecko się wyrywało, uciekało, krzyczało, Ty konseketnie
                                > będziesz je tam zaprowadzać. A prznajmniej Superniania tak robi.

                                No widzisz a ja tak nie robię bo dla mnie to tez zbyt drastyczna
                                kara. Ale z dwojga złego uważam że osławiony karny jeżyk jest lepszy
                                niż klaps /którego ja w ogóle nie dopuszczam!/ bo mimo wszystko
                                stawia rodzica w lepszym świetle. Rodzic to nie furiat który traci
                                panowanie nad sobą i klepie po tyłku w trudnych sytuacjach tylko
                                rodzic to konsekwentny opanowany dorosły człowiek który cos
                                egzekwuje.
                                Tu nie chodzi o to aby nie robić niczego wbrew woli dziecka, tyklko
                                aby jeśli juz trzeba, zrobić to w możliwie najmniej poniżający
                                dziecko sposób. I o ile sie tylko da, zakombinowac tak aby obyło sie
                                w ogóle bez konfliktu. Jestem pewna że w wielu tzw klapsowych
                                sytuacjach gdyby tylko rodzic troche pokombinował to rowiazał by
                                problem bezkonfliktowo.

                                > Ale sądzę, że gdyby
                                > Pudzianowski chciał, to też Cię będzie zaprowadzać na karny jeżyk,
                                > bez wględu na to ile razy odejdziesz.

                                smile smileA ja sądze że znalazł by bardziej sensowną kare gdyby miał
                                zamiar mnie za cos ukarać.Dorosli maja dla siebie inny zestaw kar.
                                Powtarzam: kara powinna byc adekwatna do charakteru człowieka, jego
                                wieku itd. przy czym uderzenie nigdy nie powinno wchodzic w grę i w
                                stosunku do dorosłego i do dziecka

                                > podobnie jak z izolowaniem w innym pomieszczeniu. Gdy dorosłego
                                > zamkniesz w pokoju, bo np. ma przemyśleć własną postawę, to poda
                                Cię
                                > do sądu.
                                I sąd to bedzie rozpatrywać tak? Dobre, no chyba że jeden dorosły
                                głodził tego drugiego w tym pokoju przez kilka dni. smile smile
                                > ale co za bzdury piszesz. Jaki związek ma klpas z ciągnięciem za
                                > włosy czy gryzieniem? Sugerujesz, że dziecko które dostanie klapsa
                                > bedzie uważało, że może z tego powodu ciągnąć za włosy? to dośc
                                > ciekawa teoria.

                                A czym sie w/g Ciebie rózni klaps od pociagniecia za włosy. To
                                dokładnie taka sama kategoria. To co, klaps jest dozwolony ale juz
                                pociagniecie za włosy - nie? Jak to wytłumaczysz dziecku?

                                >Ale będąc
                                > konsekwentnym, to kara czy konsekwencja -jak niektóre wolą- w
                                > postaci zabrania zabawki, uczy że wolno zabierać coś
                                komuś=przyszły

                                Oczywiscie że czasem trzeba cos komus zabrać i że sa to sytuacje
                                wyjatkowe musisz dziecko nauczyć ale bić nie nalezy nigdy bez
                                wyjatków
                                > Albo przymusowe, wbrew woli dziecka izolowanie w osobnym
                                > pokoju uczy, że można także inne osoby wbrew ich woli izolować
                                > =przyszły porywacz.

                                To, że za złe zachowanie mozna byc odizolowanym to akurat moim
                                zdaniem dobra nauka. Czy nie wolałabyś aby Twoje dzieci zamiast sie
                                szarpac za włosy czy bić wynajdowały na siebie inne sposoby?
                                Dzieci obserwuja rodziców i potem przejmuja sposób rzowiązywania
                                konfliktow.
                                >Masz dziecko. 1 dziecko. Czy zabiera samo sobie zabawkę, by w
                                > odwecie potem siebie zbić? Albo czy siada komuś na kolanach a
                                potem
                                > w odwecie za zajęcie kolan szarpie siebie za włosy? Chyba nie.

                                Ależ mam za to inne sytuacje - trudne. Mogłabym tu podawać wiele
                                przykładów bo mam dziecko /jak pisałam/ mało potulne.

                                > 1 dziecko NIE MA Z KIM się bić (szarpać, szczypać itd.).
                                Ale to może byc akurat minus, bo nuda to czesto zły doradca

                                > no cóż, tak już jest na świecie. Jedni nie wiedzą tego, inni nie
                                > rozumieją tamtego. Moje dzieci wiedzą, że aby mogły się bić
                                > (szarpać, szturchać...) muszą mieć Z KIM się bić. A 5-ciu lat nie
                                > mają nawet razem!

                                To rzeczywiście ogromną mądrość posiadły tak ogromna że nie bardzo
                                umiesz sobie zta ich madroscia poradzić.
                                Aha i jeszcze coś Ty byś chciała żeby Ci ktoś tu gotowe recepty
                                podawał na trudne sytuacje z dziećmi. Kazdy musi je sobie sam
                                wypracować. Ja np. kar prawie w ogóle nie stosuję i nie stosowałam.
                                Wychowanie mojego dziecka opieram na sprycie, wnikliwej obserwacji
                                mojej córki /co np. pozwala mi przewidzieć w wielu sytuacjach jej
                                zachowanie i nie dopuscic do tego/ wprowadzajac duzo luzu /paradoks/
                                w wychowanie mojej córki bo ten luz pozwala mi zarezerwować np
                                groźną minę i ton nie znoszący sprzeciwy, naprawdę na powazne
                                problemy.
                                Każdy musi sobie sam wypracowac swój styl wychowania dziecka
                                dostosowany do swojego charakteru i charakteru dziecka i np do stylu
                                zycia całej rodziny.
                                Jestem pewna że mozna znaleźć skuteczny sposób nawet na bardzo
                                ruchliwe blizniaki czy nawet trojaczki bez klapsów.
                                Pomysl jak radza sobie wychowawczynie w przedszkolach.
              • mama303 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 20:05
                kropkacom napisała:

                > Od "zwykłego" jednego klapsa dużej krzywdy nie będzie i do
                patologii dalekosmile

                ale od przyzwolenia na "zwykłego klapsa" do regularnego lania bliżej
                niż od trzymania sie zasady "klaps nigdy w życiu" do tego
                regularnego lania, nie sadzisz?
                Ja wole być jak najdalej. Człowiek jest tylko człowiekiem jak
                pozwoli sobie na tzw "zwykłego klapsa" to może nie zapanować nad nim
                zwłaszcza jak sytuacja wymknie sie spod kontroli a dziecie nie
                podkuli ogonka pod siebie tylko sie postawi po tym "zwykłym klapsie"
                • wassock Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 20:29
                  Nie to nie jest żadne pytanie. Bicie to tylko i wyłącznie pokazanie swojej
                  bezsilności i na pewno nie jest dobrą metodą wychowawczą.Nie jest żadną
                  metodą-jest barbarzyństwem
                • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 20:32
                  > ale od przyzwolenia na "zwykłego klapsa" do regularnego lania bliżej
                  > niż od trzymania sie zasady "klaps nigdy w życiu" do tego
                  > regularnego lania, nie sadzisz?

                  Być może. Jestem przeciwna klapsowaniu. A obok słowa "zwykły klaps" w moim poście pojawiło się słowo jeden. I to nie bez przyczyny.

                  Nie raz pisałam co złego widzę w klapsach. Nie chce mi sie po raz kolejny tłumaczyć.
                  • mama303 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 22:09
                    kropkacom napisała:
                    > A obok słowa "zwykły klaps" w moim pośc
                    > ie pojawiło się słowo jeden. I to nie bez przyczyny.
                    idąc tym tokiem myslenia i dwa klapsy nie zrobia wielkiej krzywdy i
                    gdzie jest ta granica??
                    • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 00:04
                      > idąc tym tokiem myslenia ...

                      Jeden klaps to jeden klaps. Dwa to więcej niż jeden. A o co chodzi? O to że biorę pod uwagę "prawo" rodzica do błędu i do przyznania się do niego. Do jednorazowego błędu.
                      • mama303 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 20:39
                        kropkacom napisała:

                        > Jeden klaps to jeden klaps. Dwa to więcej niż jeden. A o co chodzi?

                        A dwa klapsy to dwa klapsy, trzy to wiecej niż dwa. Chodzi o tę
                        granicę, której w/g mnie nie powinno sie przekraczać.

                        > O to że biorę pod uwagę "prawo" rodzica do błędu i do przyznania
                        się do niego.

                        Jasne że błąd mozna popełnić, ważne czy ktos jest świadomy ze
                        popełnił błąd.
          • mamamartusia Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 11:10
            Wszystko fajnie, ale prosilabym ie o jedną rzecz: nie przyklejaj etykietek, bo
            > to najgorsze co moze być. Nie pisz: "jestes beznadziejna" lecz lepiej
            > "zachowujesz się beznadziejnie"

            Zachowujesz się beznadziejnie!!!

            Ja akurat szanuje kazdego czlowieka, za sam fakt
            > bycia czlowiekiem

            Faktycznie- to wyraz wielkiego szacunku dla człowieka (szczególnie małego,
            bezbronnego wobec rodzica ) dać mu klapsa/lanie gdy nie umie się dojść do
            poruzumienia bez użycia argumentu siły. A brak porozumienia to wina rodzica nie
            dziecka- ono musi się rozmowy nauczyć właśnie od Ciebie, a nauczy się tylko
            tego że silniejszy ma rację.
    • camel_3d i jaki wniosek? 12.12.07, 17:29
      ze najlepsze metoda wychowawcza jest przypalanie piet.
      na drugim miejsc lamanie kolem i przybijanie za uszy do drzwi
      trzecie miejsce zajelo wieszanie za zebro na haku
    • marghe_72 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.12.07, 23:41
      Mama_ola smile
      brawo

      chociaż to walka z wiatrakami
      niestety
      • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 13:55
        > chociaż to walka z wiatrakami
        > niestety

        Na forum być może tak, niestety. Ale w życiu mamy z mężem jeden
        sukces smile

        Nasz kolega nas zagadnął (było to dokładnie rok temu), czy dajemy
        Antosiowi klapsy, my na to, że nie, w żadnym wypadku. Na co kolega,
        że on synkowi daje.

        I najeżył się na nas (w tej rozmowie), że my na pewno uważamy go za
        drania... a to przecież tylko klaps... że są takie sytuacje... (tu
        padł przykład) itd. - możecie sobie wyobrazić.

        Po tym ataku na nas (bo przecież nie naszym na niego) trochę
        odsapnął i był gotów przytaknąć, jak powiedziałam, że jeszcze nie
        zdążyliśmy nawet słowem skomentować jego bicia (bo jeszcze nie
        zdążyliśmy). Trochę się zmitygował i zapytał, co my na to.

        No i pogadaliśmy o naszej koncepcji wychowawczej, padały argumenty
        z obu stron. Dobrze sie znamy, lubimy, nadajemy na tych samych
        falach, rozmowa była w ogródku przy drinkach - było przyjaźnie, mimo
        drażliwego (dla niego) tematu. Jednakże kolega był trochę zły, jak
        refren powtarzał, że "my to go na pewno mamy za drania, a to wcale
        nie tak". To, że sam zaczął tę rozmowę i ten refren wyraźnie
        wskazywały, że temat mu leżał na wątrobie, że ma się z tym biciem
        nie najlepiej, że gdzieś mu się o uszy obiło, że są tacy, co nie
        biją, i chciał się czegoś na ten temat dowiedzieć.

        Kilka miesięcy później powiedział nam, że od czasu tej rozmowy nie
        uderzył swojego dziecka smile Że przemyślał to wszystko, co mu
        mówiliśmy. I że lepiej się teraz z małym dogaduje, bo zawsze musi
        poszukać do niego dojścia, odpowiedniego sposobu tłumaczenia, tak by
        trafiło. No, jego mały już nie taki mały, chyba ze 6 lat ma.
    • toya_hl Pytaniem na pytanie ;-) 12.12.07, 23:47
      A jak Cie wkurzy kolezanka, maz czy szef, to dasz im klapsa/w gebe/
      inny rodzaj kary? Pewnie nie, bo sa tacy duzi jak Ty. Bo nie wypada,
      bo masz opory. Czasem nawet pewnie nie powiesz im, ze cie
      zdenerwowali, a mlodszego i slabszego mozna zle potraktowac? Tylko
      dlatego, ze jest twoim dzieckiem? Nie, nie mozna. Nie odkryje
      Ameryki, ale kary cielesne sa do d..., bo po pierwsze sa
      niehumanitarne, a po drugie zupelnie nieskuteczne. Malo tego. Bijac
      dzieciaka (mowa o klapsie) dajesz Mu do zrozumienia, ze jestes
      CIENIAS straszny i masz slabiutkie nerwy. Ze reagujesz wscieklizna
      na niesubordynacje, wiec nie ma z Toba zartow. Klaps daje dziecku
      jedno: nauczke zeby nie zaczynac z duzym i silnym rodzicem. Wcale
      nie uczy aby nie broic. Jest dla rodzicow (znerwicowanych)
      najprostszy bo pomaga sie wyladowac, ale co potem? Dzieciak
      zniewazony, a matka z kacem moralnym (tak przynajmniej powinno byc).
      Wybacz, ze pisalam per Ty, w koncu Ty jasno nie powiedzialas, ze
      jestes ZA klapsem. Pozdr. Toya
      • kropkacom Re: Pytaniem na pytanie ;-) 12.12.07, 23:55
        > Wybacz, ze pisalam per Ty, w koncu Ty jasno nie powiedzialas, ze
        > jestes ZA klapsem. Pozdr. Toya

        To do mnie? Jeśli tak to użyj wyszukiwarki i zobacz co pisałam o klapsach.
        • toya_hl Re: Pytaniem na pytanie ;-) 13.12.07, 01:01
          kropkacom napisała:

          > > Wybacz, ze pisalam per Ty, w koncu Ty jasno nie powiedzialas, ze
          > > jestes ZA klapsem. Pozdr. Toya
          >
          > To do mnie? Jeśli tak to użyj wyszukiwarki i zobacz co pisałam o
          klapsach.

          Nie kropka, nie do Ciebie wink. Przeciez to bylo do autorki watku
          nowej_na_forum. Tylko jej posta czytalam i na niego odpowiadalam.
          Wkleilo sie tez chyba dobrze. W kazdym badz razie, nie do Ciebie!
          Pozdrawiam
      • ewelina_1 Re: Pytaniem na pytanie ;-) 13.12.07, 02:33
        toya_hl napisała:

        > A jak Cie wkurzy kolezanka, maz czy szef, to dasz im klapsa/w
        gebe/
        > inny rodzaj kary? Pewnie nie, bo sa tacy duzi jak Ty. Bo nie
        wypada,
        > bo masz opory. Czasem nawet pewnie nie powiesz im, ze cie
        > zdenerwowali, a mlodszego i slabszego mozna zle potraktowac? Tylko
        > dlatego, ze jest twoim dzieckiem?
        Fajne porównanie.
        Koleżanka jest osobą dorosłą, która -przynajmniej teoretycznie-
        rozróżnia dobro od zła. Za koleżankę nie ponoszę odpowiedzialności.
        Ze złośliwą koleżanką mogę zerwać kontakty. Jak szef będzie draniem,
        to mogę poszukać nowej pracy. Nie dyskutujmy tu o bezrobociu.
        Dziecko dopiero uczy się rozróżniać dobro od zła. Za dziecko
        odpowiadam JA (no i ojciec). Złośliwego dziecka nie opuszczę, by
        poszukać sobie nowego.
        Koleżankę czy szefa nie posadzisz też na karnym jeżyku, nie
        zabierzesz kieszonkowego, nie wyłączysz telewizora itd.
        Widzisz już różnicę i absurd porównania?
        • toya_hl Re: Pytaniem na pytanie ;-) 13.12.07, 15:18
          Mysle, ze za bardzo analizujesz to, co napisalam i z powodu
          nadinterpretacji nie zauwazasz sedna- chodzilo mi zwyczjanie o
          poszanowanie godnosci dziecka. W tym temacie mam jedno zdanie:
          jestem na NIE jesli chodzi o kary cielesne tudziez inne upakarzanie.
          I nie dziel wlosa na czworo i nie segreguj ludzi na tych za ktorych
          odpowiadasz i tych ktorych nie mozesz na karnym jezyku posadzic.
          Czlowiek to czlowiek. Szacuneczek...
          Sorry, ale to ja widze duzy absurd w Twojej interpretacji.
          Aha, temat dotyczyl ewidentnie kar cielesnych, klapsow itp. a nie
          sadzania na kranym jezyku.
          Dodam tylko, ze chyba nie ma zlosliwych dzieci, sa tylko dorosli
          ktorzy nie potrafia interpretowac zachowan dziecka i tzw.
          zlosliwosci biora za bardzo do siebie. Dystans i tyle. Dziecko w
          wiekszosci przypadkow nie jest zlosliwe tylko ciekawe swiata, a to
          nie zawsze jest dla mamusi wygodne.
          Pozdrawiam
          • toya_hl Re: Pytaniem na pytanie ;-) 13.12.07, 15:22
            Chcialam tylko dodac, ze jestem mama z malym stazem (2,5 roku) i
            piszac o tym, ze nie ma (chyba) dzieci zlosliwych opieram sie na
            moim skromnym doswiadczeniu wink)
            Moze kiedys napisze inaczej.
            Milego dnia. Pozdrawiam
          • ewelina_1 Re: Pytaniem na pytanie ;-) 14.12.07, 04:38
            toya_hl napisała:

            > Mysle, ze za bardzo analizujesz to, co napisalam i z powodu
            > nadinterpretacji nie zauwazasz sedna- chodzilo mi zwyczjanie o
            > poszanowanie godnosci dziecka. W tym temacie mam jedno zdanie:
            > jestem na NIE jesli chodzi o kary cielesne tudziez inne
            upakarzanie.
            > I nie dziel wlosa na czworo i nie segreguj ludzi na tych za
            ktorych
            > odpowiadasz i tych ktorych nie mozesz na karnym jezyku posadzic.
            > Czlowiek to czlowiek. Szacuneczek...
            jakie dzielenie włosa na czworo? przecież to jest punktem wyjścia,
            czy za kogoś odpowiadamy czy nie, a więc czy możemy stosować kary (w
            tym omawiane bicie) czy nie.
            Poza tym, dla dziecka jakakolwiek kara może być upakarzaniem, bez
            względu na to jakie zdanie my na ten temat mamy. Więc upokorzyć
            możesz nie stosując klapsów. Taką karę właśnie pamiętam z
            dzieciństwa. Upokorzyło bardziej niż klaps. Nawiasem mówiąc kara
            stosowana przez Supernianię. Dla mnie to sadyzm! No ale to moje
            zdanie.

            > Sorry, ale to ja widze duzy absurd w Twojej interpretacji.
            > Aha, temat dotyczyl ewidentnie kar cielesnych, klapsow itp. a nie
            > sadzania na kranym jezyku.
            napisałaś: "A jak Cie wkurzy kolezanka, maz czy szef, to dasz im
            klapsa/w gebe/ inny rodzaj kary?" zwłaszcza te 3 ostatnie słowa.
            Dla mnie absurdem jest pytanie się np. "dajesz klapsa dziecku a czy
            dasz też koleżance?" i dlatego w ten sam sposób można zapytać
            się "sadzasz dziecko na karnym jeżyku, a czy posadzisz też
            koleżankę?"

            > Dodam tylko, ze chyba nie ma zlosliwych dzieci (...)
            chyba mówisz o baaaardzo małych dzieciach. Ale nie o tym.
            Istotna tu nie była złośliwość, a zachowania dziecka które nas
            denerwują. Szefa, koleżankę którzy nas denerwują mogę opuścić,
            dziecko nie.
            • toya_hl Re: Pytaniem na pytanie ;-) 14.12.07, 23:26
              ewelina_1 napisała:
              Ewelina, ty sie zacznij wysypiac to OUN tez Ci bedzie lepiej
              funkcjonowal. Sorry, zart. W koncu to nie moja sprawa, co ktos tu
              robi o 4 rano.
              > toya_hl napisała:
              >
              > > Mysle, ze za bardzo analizujesz to, co napisalam i z powodu
              > > nadinterpretacji nie zauwazasz sedna- chodzilo mi zwyczjanie o
              > > poszanowanie godnosci dziecka. W tym temacie mam jedno zdanie:
              > > jestem na NIE jesli chodzi o kary cielesne tudziez inne
              > upakarzanie.
              > > I nie dziel wlosa na czworo i nie segreguj ludzi na tych za
              > ktorych
              > > odpowiadasz i tych ktorych nie mozesz na karnym jezyku posadzic.
              > > Czlowiek to czlowiek. Szacuneczek...
              > jakie dzielenie włosa na czworo? przecież to jest punktem wyjścia,
              > czy za kogoś odpowiadamy czy nie, a więc czy możemy stosować kary
              (w
              > tym omawiane bicie) czy nie.
              Ja mam wrazenie, ze Tobie chodzi o cos innego. A mianowicie o
              poczucie wlasnosci. To, ze za kogos odpowiadam daje mi uprawnienia
              do tego aby Go przede wszystkim uczyc, a kara (wole slowo nauczka w
              tym miejscu), ma byc konsekwencja jakiegos bardzo zlego zachowania.
              Dla mnie 'jestem odpowiedzialna za...' nie oznacza 'moge karac'. To
              takie dobre usprawiedliwienie wink. Mam ponosic odpowiedzialnosc
              razem z berbeciem, a nie sprzedac mu klapsa, bo mi nerwy poniosly.
              Prosze, powiedz w koncu,ze bicie uwazasz za ostatecznosc, gdy
              dziecie wprowadzi Cie w stan maniakalny i robisz to w afekcie. Bo
              jesli uwazasz bicie za metode wychowawcza (klaps to tez bicie) i
              teraz na zimno o tym piszesz, to wybacz, ale chyba masz problem. Ze
              soba. Bo nie z dzieckiem. Nie jestem zlosliwa, nie odczytuj tego
              tak. NIe chodzi tu o wrzuty, bo tak do niczego nie dojdziemy. Wiesz
              jak dlugo ksztaltuje sie OUN u dziecka? Chcesz mi powiedziec, ze
              nerwy 3 latka stawiasz na rowni ze swoim opanowaniem? Ja mam 2,5
              letnia corke. Straszny z niej lobuz i jestem pewna, ze nieraz by
              dostala klapsa, gdyby nie to, ze ja zwyczajnie kontroluje to co
              robie. Nieraz mnie tak wkurzy, ze sie we mnie gotuje, mam czasem
              wrazenie, ze chce mnie wykonczyc, ale mimo tego iz jestem
              cholerykiem (tak, jestem) nauczylam sie nas soba panowac. Po to
              jestesmy, zeby sie uczyc. Cale zycie. Kontrola nad wlasnymi nerwami
              to jedna z najfajniejszych rzeczy. Wiem, ze moze byc ciezko, ze tak
              sobie mozna tu gadac, a nerwy sa nerwami, ale... mozna cos z tym
              zrobic. Ja polecam joge, tai-chi, plywanie czy zwyczajny taniec. Na
              odreagowanie. Nie moze byc tak ze od dziecka wymagamy posluszenstwa
              absolutnego, a sami sobie zadnych regul nie narzucamy. Czasem warto
              troche krytyczniej spojrzec na siebie, a na dziecko warto czasem
              spojrzec z lekkim poblazaniem. Jako na obcokrajowca w swiecie
              doroslych.
              > Poza tym, dla dziecka jakakolwiek kara może być upakarzaniem, bez
              > względu na to jakie zdanie my na ten temat mamy. Więc upokorzyć
              > możesz nie stosując klapsów. Taką karę właśnie pamiętam z
              > dzieciństwa. Upokorzyło bardziej niż klaps. Nawiasem mówiąc kara
              > stosowana przez Supernianię. Dla mnie to sadyzm! No ale to moje
              > zdanie.
              Jesli mozna spytac, jaka to kara. Skoro juz dyskutujemy...
              Ja superniani nie uwazam za guru, bo nie ma czegos takiego jak
              srodek dobry dla wszystkich, ale babka ma dobre pomysly i widac, ze
              skuteczne. Moze metoda byla podobna, tylko nie tak stosowana. Zawsze
              jest przykro jak ktos tak pisze o swoim dziecinstwie.
              >
              > > Sorry, ale to ja widze duzy absurd w Twojej interpretacji.
              > > Aha, temat dotyczyl ewidentnie kar cielesnych, klapsow itp. a
              nie
              > > sadzania na kranym jezyku.
              > napisałaś: "A jak Cie wkurzy kolezanka, maz czy szef, to dasz im
              > klapsa/w gebe/ inny rodzaj kary?" zwłaszcza te 3 ostatnie słowa.
              Juz Ci to wytlumaczylam. Wtedy i teraz, wyzej. Chodzi o prosta rzecz-
              dajesz sobie prawo do ukarania osoby, ktora najbardziej kochasz, a
              kolezance, chocby nie wiem co odwalila, czesto nawet nie zwrocisz
              uwagi. Nie bierz tego personalnie. Ktos tu dawal taki przyklad, ze
              jakas tam mama zbila dziecko bo przypalili zapalka obrus. Swoje
              dziecko. Potem bylo jej zal. I nawet stwierdzila, ze jakby to bylo
              dziecko kolezanki, to nie dosc ze by nie zbila, to pewnie nawet nie
              zostaloby skrzyczane. Tak sie u nas glupio przyjelo, ze swoje
              publicznie opieprzamy, a do cudzych mowimy: "nic sie nie stalo, jest
              maly". Codziennie to obserwuje na placu zabaw. Uczepilas sie tego
              szefa/koezanki/meza. Chodzi o bardzo prosta rzecz. Nie myl
              odpowiedzialnosci z poczuciem wlasnosci. Odpowiadasz kogos, a nie
              masz prawa bic. Masz obowiazek uczyc. Egzekwowac tak i szanowac
              jednoczesnie. Tu nie powinno byc dyskusji. Bo nie masz prawa bic
              dziecka. Robisz to byc moze, ale to nie znaczy, ze masz prawo.
              Przykre wspomnienia z dziecinstwa powinny byc bodzcem zeby samemu
              robic lepiej, a nie usprawiedliwieniem dla wlasnego postepowania.
              > Dla mnie absurdem jest pytanie się np. "dajesz klapsa dziecku a
              czy
              > dasz też koleżance?" i dlatego w ten sam sposób można zapytać
              > się "sadzasz dziecko na karnym jeżyku, a czy posadzisz też
              > koleżankę?"
              Predzej kolezanke posadze albo najlepiej meza wink)))))))))))).
              Powtarzam. Odpowiadalam na pytanie dziewczyny, ktora pytala o bicie,
              wiec moja wypowiedz odnosila sie do bicia a nie do karnego jezyka,
              wiec daj spokoj biednemu jezykowi, bo chyba widzisz roznice miedzy
              jezykiem a biciem, co?
              > > Dodam tylko, ze chyba nie ma zlosliwych dzieci (...)
              > chyba mówisz o baaaardzo małych dzieciach. Ale nie o tym.
              Tak. Sa zlosliwe dzieci. Nawet baaardzo zlosliwe. To dzieci
              zlosliwych rodzicow i zlych (czytaj bijacych).
              > Istotna tu nie była złośliwość, a zachowania dziecka które nas
              > denerwują.
              Wlanie o to chodzi. Tu jest sedno. Zachowanie jest nie koniecznie
              zle, tylko nasze nerwy nie w takiej kondycji jak trzeba.
              Pozdrawiam i uwierz, ze mozna inaczej.
              • ewelina_1 Re: Pytaniem na pytanie ;-) 15.12.07, 01:40
                toya_hl napisała:

                > Ewelina, ty sie zacznij wysypiac
                wyśpię się chyba w trumnie. sad Niestety, by ogarnąć w minimum cały
                dom (w tym naprawa szkód po dzieciach czy montowanie nowych blokad)
                często sprzątam przez całą noc, do białego rana. Ale to inna bajka.

                to OUN tez Ci bedzie lepiej
                > funkcjonowal. Sorry, zart.
                co to jest OUN?

                W koncu to nie moja sprawa, co ktos tu
                > robi o 4 rano.
                wystarczy, że muszę przypilnować ciasta w piekarniku, które dopiero
                w nocy mogłam robić. Albo muszę dać antybiotyk jednemu dziecku a za
                1,5 godziny drugiemu - a nie mogę się położyć, bo jak sie położe to
                zaśpię nawet z budzikiem. Rózne powody.

                > Ja mam wrazenie, ze Tobie chodzi o cos innego. A mianowicie o
                > poczucie wlasnosci.
                Dla mnie to raczej odpowiedzialność za MOJE dziecko. Ponadto tak
                wynika też z prawa.
                Uważam, że "odpowiedzialność za" oznacza też "mogę m.in. karać".
                Przy czym "kara", albo jak chcesz "nauczka", to nie tylko klaps, ale
                też wyłączenie telewizora, odebranie kieszonkowego, karny jeżyk itd.
                Oczywiście, że jest to konsekwencja złego zachowania, ale zawsze
                pozostanie to karą, nauczką.
                Moje dzieci są młodsze od Twojej córki, mają 2 lata. Są dosłownie
                wszędzie. Ale wiem też, jak zachowują się gdy są osobno, tzn. mąż
                zabiera ze sobą jedno, ja drugie. Wtedy możemy wiele przy nich
                zrobić. Niestety, takie sytuacje nie są częste. Najczęsciej jestem z
                nimi sama a dwa takie żywioły dają nieźle popalić.
                Ponadto bardzo często działają zespołowo, na przykład: chcesz obrać
                kartofle do obiadu. Zawsze masz przy sobie 4 ręcę które próbuja
                porwać obierki i roznieść po całym domu. Bez względu ile będziesz
                tłumaczyć. Nawet jak jedno posłucha, drugie spróbuje złamać zakaz, a
                potem oczywiście pierwsze powtarza po drugim. Niestety, wyrzucenie
                ich za drzwi jest zbyt ryzykowne (brak kontroli nad nimi).
                Też jestem cholerykiem i uważam że jak na moje nerwy to mam duuużo
                cierpliwości do dzieci. Cała rodzina to zauważyła. Ale gdybym miała
                czas na pływanie czy jogę, to napierw wykorzystałabym ten czas na
                wyspanie się, bo wypoczęty rodzic ma więcej cierpliwości.

                > Jesli mozna spytac, jaka to kara. Skoro juz dyskutujemy...
                > Ja superniani nie uwazam za guru, bo nie ma czegos takiego jak
                > srodek dobry dla wszystkich, ale babka ma dobre pomysly i widac,
                ze
                > skuteczne. Moze metoda byla podobna, tylko nie tak stosowana.
                Zawsze
                > jest przykro jak ktos tak pisze o swoim dziecinstwie.
                wywalenie do innego pokoju by zapanować nad emocjami. Byłam juz
                starsza. Pamiętam obawy przed obgadywaniem i wyśmiewaniem mnie przez
                innych za ścianą. Nie wiem, czy metoda była dobrze zastosowana.
                Dlatego trochę mnie irrytuje, jak ktoś pisze, że zaprowadzenie
                dziecka do pokoju by zapanowało nad emocjami to nie kara. To jest
                kara!
                A zdanie o Superniani mam podobne do Twojego.

                > Juz Ci to wytlumaczylam. Wtedy i teraz, wyzej. Chodzi o prosta
                rzecz-
                > dajesz sobie prawo do ukarania osoby, ktora najbardziej kochasz, a
                > kolezance, chocby nie wiem co odwalila, czesto nawet nie zwrocisz
                > uwagi. Nie bierz tego personalnie.
                moim zdaniem jest tu pomieszanie 2 sytuacji. Jedna to omawiane
                wcześniej "odpowiadanie za...". Druga to to, że koleżanki nie
                wychowuję. Nie mam prawa wychowywać. Ani moralnego ani prawnego. W
                przypadku dziecka mam obowiązek wychować. Między innymi przy pomocy
                karania.
                A co do koleżanki, jeśli będzie złośliwa, chamska itp. to po prostu
                ograniczę z nią kontakty. Nie widzę powodu, dlaczego obcą osobę
                miałabym traktowac bardziej ulgowo od własnych, kochanych dzieci.

                Ktos tu dawal taki przyklad, ze
                > jakas tam mama zbila dziecko bo przypalili zapalka obrus. Swoje
                > dziecko. Potem bylo jej zal. I nawet stwierdzila, ze jakby to bylo
                > dziecko kolezanki, to nie dosc ze by nie zbila, to pewnie nawet
                nie
                > zostaloby skrzyczane. Tak sie u nas glupio przyjelo, ze swoje
                > publicznie opieprzamy, a do cudzych mowimy: "nic sie nie stalo,
                jest
                > maly".
                gdyby u mnie była sytuacja z przypaleniem obrusa (pomińmy
                pozostawienie zapałek), to najpierw zaczęłabym od matki, by zajęła
                się swoim dzieckiem. Gdyby jej nie było, np. dziecko to koleżanka
                mojej córki która sama przyszła, to poszłabym na skargę do jej
                rodziców. Nie dopuszczam, by cudze dziecko traktować bardziej ulgowo
                od własnego. Wręcz odwrotnie.

                Uczepilas sie tego
                > szefa/koezanki/meza (...) Odpowiadalam na pytanie dziewczyny,
                ktora pytala o bicie,
                > wiec moja wypowiedz odnosila sie do bicia a nie do karnego jezyka,
                > wiec daj spokoj biednemu jezykowi, bo chyba widzisz roznice miedzy
                > jezykiem a biciem, co?
                nie "uczepiłam się" tylko odpowiadałam na Twoje przykłady. Moim
                zdaniem, nie jest istotne tu czy jest to karny jeżyk czy bicie.
                Chodzi o to, że i jedno i drugie jest karą. Nie ma znaczenia tu czy
                dany rodzaj kary akceptujemy czy nie. A "uczepionego" szefa czy
                koleżanki nie ukarzesz tymi karami, choćbyś nie wiem jak chciała.
                I jeszcze: chyba nie do końca tu chodzi o własność a może raczej o
                władzę. Nad dzieckiem masz władzę. Nawet prawną.

                > Przykre wspomnienia z dziecinstwa powinny byc bodzcem zeby samemu
                > robic lepiej, a nie usprawiedliwieniem dla wlasnego postepowania.
                ale dlaczego twierdzisz, że ja przykrymi wspomnieniami
                usprawiedliwiam własne postepowanie? Ja właśnie wiele rzeczy
                zmieniłam, choć zdaniem niektórych na tym forum powinnam je
                powielać. Pamiętam, co mi sprawiało przykrość więc tego nie
                powtarzam, by moim dzieciom nie sparwić podobnej przykrości. Jedyne
                czego nie rozumiem, to narzucanie "jedynie nieomylnych wartości"
                przez innych, jak np. te zamknięcie w pokoju by dziecko zapanowało
                nad emocjami. Przecież wmawianie, że to nie kara, to tak jakby ktoś
                podważał moje własne przeżycia. To już chamstwo.

                > Tak. Sa zlosliwe dzieci. Nawet baaardzo zlosliwe. To dzieci
                > zlosliwych rodzicow i zlych (czytaj bijacych).
                oj, z własnego doświadczenia bardzo mocno polemizowałabym. A tak na
                marginesie, wierzysz, że dziecko wręcz idealnych rodziców nigdy nie
                będzie ani razu złośliwe?

                > Wlanie o to chodzi. Tu jest sedno. Zachowanie jest nie koniecznie
                > zle, tylko nasze nerwy nie w takiej kondycji jak trzeba.
                czyżbyś uważała, że dobry rodzic powinien wyznawać stoicyzm? To
                chyba ludzkośc by dawno wymarła.

                > Pozdrawiam i uwierz, ze mozna inaczej.
                nie chodzi o wiarę, że można inaczej lecz o wiedzę JAK można inaczej
                a z tym to nawet u specjalistów ciężko (link który wczesniej
                posłałam o agresywnym dwulatku)
                również pozdrawiam
                • kropkacom Re: Pytaniem na pytanie ;-) 15.12.07, 08:59
                  > wyśpię się chyba w trumnie. sad Niestety, by ogarnąć w minimum cały
                  > dom (w tym naprawa szkód po dzieciach czy montowanie nowych blokad)
                  > często sprzątam przez całą noc, do białego rana. Ale to inna bajka.

                  Odpuść sobie. Może to brzmi teraz strasznie ale daj na luz. Porządek nie jest
                  najważniejszy. I wiem co mówię.

                  > Dla mnie to raczej odpowiedzialność za MOJE dziecko. Ponadto tak
                  > wynika też z prawa.

                  Odpowiedzialna to odpowiedzialność. Nigdzie nie ma napisane że daje prawo do bicia.
                  • ewelina_1 Re: Pytaniem na pytanie ;-) 15.12.07, 14:05
                    kropkacom napisała:

                    > Odpuść sobie. Może to brzmi teraz strasznie ale daj na luz.
                    Porządek nie jest
                    > najważniejszy. I wiem co mówię.
                    ja już dałam na luz, inaczej nie kładłabym się w ogóle spać. A i
                    jeszcze dzieci musiałabym wiązać do kaloryfera.

                    > Odpowiedzialna to odpowiedzialność. Nigdzie nie ma napisane że
                    daje prawo do bi
                    > cia.
                    a czy daje prawo do nagród? bo je stosuje
                    • kropkacom Re: Pytaniem na pytanie ;-) 15.12.07, 14:25
                      > ja już dałam na luz, inaczej nie kładłabym się w ogóle spać. A i
                      > jeszcze dzieci musiałabym wiązać do kaloryfera.

                      Ewelino, Twoje problemy nie są wyjątkowe i wydaje mi się że wcale nie odpuściłaś.
                      • ewelina_1 Re: Pytaniem na pytanie ;-) 15.12.07, 15:53
                        kropkacom napisała:

                        > > ja już dałam na luz, inaczej nie kładłabym się w ogóle spać. A i
                        > > jeszcze dzieci musiałabym wiązać do kaloryfera.
                        >
                        > Ewelino, Twoje problemy nie są wyjątkowe i wydaje mi się że wcale
                        nie odpuściła
                        > ś.
                        jak dla mnie to odpuściłam np. nie myje wszystkich okien
                        (kilkanaście) co miesiąc, nie ścieram kurzy co 2 dni, odpuściłam
                        (poza drobiazgami) wykańczanie domu... Ale wiem, że też na maksa nie
                        umiem odpuścić, no po prostu jestem chora jak podłoga się lepi czy
                        umywalka jest brudna
                        • kropkacom Re: Pytaniem na pytanie ;-) 15.12.07, 16:07
                          > Ale wiem, że też na maksa nie
                          > umiem odpuścić, no po prostu jestem chora jak podłoga się lepi czy

                          Ja bym wolała odpuścić. Nie mieć ciągłego nerwa a mieć czas dla dzieci i dla siebie. Każdy może wybrać. Ile masz dzieci?
                          • ewelina_1 Re: Pytaniem na pytanie ;-) 15.12.07, 16:29
                            2. Ja mam nerwy jak jest bałagan, jak jest czysto to więcej
                            cierpliwości i uśmiechu mam dla dzieci.
                            • kropkacom Re: Pytaniem na pytanie ;-) 15.12.07, 17:58
                              > 2. Ja mam nerwy jak jest bałagan, jak jest czysto to więcej
                              > cierpliwości i uśmiechu mam dla dzieci.

                              Masło maślane. Robisz porządek dzieci denerwują. Nie robisz te też Cię nerwy
                              zjadają.
                              • ewelina_1 Re: Pytaniem na pytanie ;-) 16.12.07, 00:03
                                kropkacom napisała:

                                > Masło maślane. Robisz porządek dzieci denerwują. Nie robisz te też
                                Cię nerwy
                                > zjadają.
                                nie bardzo rozumiem co chciałaś powiedzieć. Te zdania nie trzymają
                                się kupy. I nie rozumiem czemu piszesz "dzieci denerwują". Mnie
                                przede wszystkim denerwuje u mnie bałagan, więc sprzatam. Poza tym
                                uważam, że posiadanie dzieci nie powinno oznaczać mieszkania w
                                chlewie.
                                I jeszcze to "masło maślane". Wg mojej wiedzy tak mówi się, gdy
                                definiuje się słowo x przy pomocy słowa x.
                  • toya_hl Caly czas o tym mowie... 15.12.07, 23:41
                    ODPOWIEDZIALNOSC TO ODPOWIEDZIALNOSC (chocby z def.) a nie rowna
                    sie prawu do bicia!!! Sorry za duze litery, ale powtarzam to chyba 5
                    raz.
                • toya_hl Ewelina! 16.12.07, 01:24
                  Ja Ciebie nie rozumiem.Narzekasz na brak czasu,nie spisz po nocach,
                  naprawiasz szkody po dzieciach,a zamiast potem odreagowac,
                  prawdziwie sie zrelaksowac,ty brniesz w zmeczenie i przesiadujesz
                  TU.Walczysz, analizujesz kazda wypowiedz,kazde zdanie
                  cytujesz,odnosisz sie. Mam 1corke i mnostwo czasu zajmuje mi to, aby
                  zadnych zniszczen nie bylo,lubie tez miec porzadek w domu,bo pdobnie
                  jak Ty jestem zla jak jest balagan,ale nie mam tyle czasu, co Ty.Nie
                  o to chodzi aby Cie rozliczac,ostatecznie Twoja sprawa czy spisz czy
                  nie i jak wykorzystujesz dobe, ale nie trac energii.Zostaw ja
                  dzieciom. Drazysz po 10 razy te same zdania, ciezko jest w Twoim
                  przypadku o jakakolwiek refleksje, reforme. Powtarzam, rob co
                  chcesz, ale skoro nie chcesz pomocy, nie trac czasu tutaj.Na Boga!
                  Nie spac w nocy tylko blokady zakladac, szkody naprawiac?PO CO? Po
                  to zeby nastepnego dnia znow dzieci ze zmeczenia nie przypilnowac i
                  znow naprawiac??? Bata sobie niezlego ukrecilas.
                  OUN to taka zwykla rzecz, ktora maja wszystkie zwierzeta winkUklad
                  nerwowy wink.To skrot powszechnie stosowany.
                  Ciasto w piekarniku o 4 rano?Przypilnowac? akbym miala wiecej niz 1
                  corke i taki problem ze wszystkim to bym kupila gotowe.Dobra, rob co
                  chcesz,piecz,sprzataj w nocy ... A potem nie ma sie co dziwic, ze
                  nie masz cierpliwosci dla dwoch lobuziakow.Ja tez mam malo
                  cierpliwosci,ale szanuje sama siebie za bardzo zeby tak sie katowac.
                  Kwestii odpowiedzialnosci nie bede juz walkowac, bo obawiam sie, ze
                  nic z tego.Chcesz wierzyc w to, ze jak jestes odpowiedzialna to masz
                  prawo rowniez bic, to sobie wierz.Widzisz, tylko to nie jest tak, ze
                  to jest moje, a to Twoje zdanie.Takie sa fakty.A moze mylisz
                  odpowiedzialnosc z zaleznoscia?Bo odpowiedzialnosc rozumujesz na
                  pewno zle.Nie bede Cie umorlaniac, bo nie jest to moje zadanie, bo
                  wiele razy juz to przerabialysmy i rowniez dlatego, ze ja nie mam
                  czasu na takie powtorki.
                  A czy Ty nie mozesz zwyczjnie wziac kogos do pomocy, chocby do
                  jednego dziecka? Przeciez nie dajesz sobie rady.Ja mam tylko 1
                  tajfun i jakos daje rade, ale jakbym miala corke razy dwa,to nigdy w
                  zyciu bym nie meczyla sie sama.Zacznij dbac o siebie i myslec o
                  sobie to o dzieciach tez lepiej pomyslisz.Bo jak na razie, nie
                  wyglada to dobrze.
                  Co do tych kartofli, obierek... A skoro Cie to denerwuje (mnie tez
                  by denerwowalo) to po cholere robisz to tak zeby one dosiegly i
                  roznosily po chalupie?Ja mam wysoka 2,5 letnia Coreczke, ale jak
                  obieram w zlewie to nie ma szans zeby wyciagnela i na szczescie nie
                  ma takich pomyslow.Woli w tym czasie skakac na glowke z sofy wink
                  Daje jej ostatnio plastikowy nozyk i ona tez "obiera" ziemniaki.
                  Moze sprobuj.Albo ziemniaki zastap czasem makaronem pelnoziarnistym
                  czy kasza lub ryzem. Ja mam ziemniaki tylko raz w tyg. Prosilas o
                  konkrety, wiec postaram sie cos napisac.Nikt Ci ich za drzwi nie
                  karze wyrzucac.Jak nie chcesz zeby Ci "pomagaly", kup wielki kojec i
                  je tam wsadz z zabawkami.Niech marudza, ale Ty bedziesz miala chwile
                  wolne rece, a one beda bezpieczne.Widze, ze bezpieczenstwo Malych
                  jest dla Ciebie wazne. Rozumiem, bo tez mam hopla na punkcie
                  bezpieczenstwa.Rodzina mowi Ci, ze masz duzo cierpliwosci. A nie
                  jest tak, ze po prostu duza czesc zlosci w sobie tlumisz i oni tego
                  nie widza?Potem chodzisz jak naladowana.Swiete slowa- wypoczety
                  rodzic ma wiecej cierpliwosci!Ja mysle, ze Ty jestes dobra matka,
                  kochasz dzieci, chcesz dla nich jak najlepiej i chcesz byc 100%
                  perfekcyjna.Sama taka bylam. Przeszlo.Jak przestalam robic taka
                  akcje z tego sprzatania,jak sie mniej nakrecalam, to jakos robilam
                  to bardziej na luzie i szybciej!O wysypianiu juz bylo i nie ma co
                  powielac.A czemu nie masz czasu na jakies formy aktywnosci? Nie
                  mowie ze codziennie, ale raz w tyg.?Ja mam meza tylko na weekend i
                  do tego pracuje w domu (mamy firme), mam czas na 2 zajecia dodatkowe
                  w tyg. Kwestia checi. Nie gadaj w kolko, ze sie nie da, to sie da.
                  Nie mam zadnej niani, rodzice nam nie pomagaja, a dziecko mam takie,
                  ze moja matka sie dziwi jak ja daje rade! Tak, tak, babka sie dziwi.
                  Zacznij od wysypiania. NIe analizuj kazdego slowa, ktore tu pada.
                  Jak ja bym byla tak swiecie przekonana, ze klaps dany czasem jest
                  o.k. i bylabym glucha na wszelkie argumenty na NIE a w dodatku
                  wiecznie zarobiona, to nigdy bym tu nie przesiadywala.Szkoda Twojego
                  zdrowia.Mowie serio.Nie jestem zlosliwa, nie chce Cie krytykowac.
                  Wywalenie dziecka do innego pokoju to jest kara! Ja nie twierdze, ze
                  jest inaczej.KIedys corke wyprowadzilam do jej pokoju i miala tam
                  byc tylko dwie minuty,bo zrobila cos na prawde zlego,a klapsow nie
                  daje.Corka strasznie plakala, wlasnie dlatego, ze
                  zostala "wyalienowana".Nikt jej nie pobil, a jednak bylo jej bardzo
                  zle. Tez tego wiecej nie robie i ta metode uwazam za niedobra dla
                  nas. Moze dla kogos bedzie o.k, dla nas nie.Jednak zauwaz, ze w
                  przypadku klapsa do upokorzenia dochodzi jeszcze bol. W przypadku
                  kary w innymi pokoju czy jezyka jest "tylko?" upokorzenie.Bez
                  dodoatkowego bicia.To jasne. U nas jezyk czy raczej poduszka karna
                  jest przyjmowana jako kara, ale corka nie czuje sie upokarzana.
                  Na temat kolezanki i meza w temacie karania nie bede sie juz wiecej
                  wypowiadac, bo czas nagli a Ty i tak masz zdanie mocno odmienne,
                  wiec sie powtarzamy.Ja obstaje przy swoim. Karze, bo jest wina,
                  karze bo chce nauczyc, a nie dlatego, ze mam taki przywilej. Ty to
                  rozumiesz na zasadzie przywileju. TYm sie roznimy.Dla Ciebie kara to
                  przywilej wynikajacy z odpowiedzialnosci, dla mnie to przykry
                  obowiazek.
                  I znowu temat karnego jezyka i bicia wink. Dla mnie roznica ogromna.
                  Wyzej tlumaczylam, choc tak jak mowisz, jedno i drugie jest kara.
                  Karny jezyk jednak uczy czegos a bicie jest wyrazem bezradnosci
                  rodzica.I Ewelina, zrozum w koncu niuans.Ja wyraznie odpowiedzialam
                  na pytanie autorki posta co sadze na temat bicia dzieci. Stad wyszly
                  emocje i porownania. Gdyby spytala o karnego jezyka nie byloby tyle
                  emocji w calym tym wielkim watku. We wszystkich odp.Jesli uwazasz,
                  ze to dokladnie to samo, to odpowiedz: czy sadzisz ze ten watek
                  bylby dzisiaj tak oblegany?NIE! Karnym jezykiem zainteresowaloby sie
                  moze kilka osob, bo nie jest to rzecz tak traumatyczna dla dziecka i
                  nie jest kontrowersyjna z te prostej przyczyny, ze nie robi dziecku
                  krzywdy.
                  Jaka wladze na dzieckiem? Jesli odnosisz sie do prawa i chcesz
                  wiedziec czy masz racje, idz do radcy, on Ci wytlumaczy, ze zle
                  pojmujesz bycie odpowiedzialnym.No chyba, ze wladze pojmujesz jako
                  przewage.Bo przewage masz.Jestes duza i rozdzielasz kary i nagrody i
                  od twego widzimisie zalezy to jak malym minie dzien. Jestem z natury
                  wladcza, sprawuje wladze nad kilkoma osobami, ale wladza nad wlasnym
                  dzieckiem, to brzmi niedorzecznie.Ja jestem opiekunem, matka, nie
                  szefem.I nie chce byc! Wladza nad kims slabszym jest nie dla mnie.I
                  poza tym, ze moja corka zagania mnie ciagle do zabawy, bo swiata
                  poza mna nie widzi,nie widze negatywnych skutkow naszego wychowania.
                  Niestety prawdzie trzeba spojrzec w oczy i chocbys nie chciala pewne
                  dziecinstwo ma wplyw na nasze zachowania wobec dzieci.Pogadaj z
                  psychologiem.Ale takim prawdziwym,nie domoroslym.
                  Czlowiek nie wie jak wielka sila jest jego podswiadomosc.Rada:
                  Powtarzaj sobie zawsze rano: dzis jest piekny dzien,jestem super
                  mama i mam super dzieci. Wazne aby to robic co dzien.W myslach, choc
                  na glos ma podwojne dzialanie.Podswiadomosc jest potezna, ale
                  strasznie... glupia. Przyjmie wszystko co jej wmowisz. Ale nie mozna
                  powtarzac negatywnych mysli.Jak sie zaprogramujesz na pozytyw, to
                  bedzie Ci latwiej. Mimo nieprzespanej nocy. Wiem co mowie, bo sama
                  spie nieraz krotko. Tylko,ze mnie wystarcza.
                  Nie ma idealnych rodzicow.Nie chodzi o stoicki spokoj.Chodzi o
                  kontrole nad zachowaniem.Miedzy biciem a stoickim spokojem jest duza
                  przestrzen.
                  Pewnie sa zlosliwe dzieci,ale duza czesc ich zac
      • camel_3d Re: Pytaniem na pytanie ;-) 13.12.07, 11:46

        > A jak Cie wkurzy kolezanka, maz czy szef, to dasz im klapsa/w gebe/
        > inny rodzaj kary? Pewnie nie, bo sa tacy duzi jak Ty. Bo nie wypada,


        jak zaczenie biegac dookola i wrzeszczec, rzucac sie po podlodze to zadzwonie po
        chlopakow z kaftannami..
        to samo z dzeickiem?
    • ania1500 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 00:29
      pisalam to juz,ale napisze jeszcze raz.
      nie wolno bic dzieci ,nie istotne czy to jest tylko klaps,bo tak
      naprawde to jest az,klaps,moim zdaniem powinno byc to karane.
      • granadax Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 02:12

        Nie wierze, ze moga byc na ten temat podzielone zdania........
        nie moge uwierzyc w to, co czytam.
      • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 02:20
        ania1500 napisała:

        > pisalam to juz,ale napisze jeszcze raz.
        > nie wolno bic dzieci ,nie istotne czy to jest tylko klaps,bo tak
        > naprawde to jest az,klaps,moim zdaniem powinno byc to karane.
        z tego co mi wiadomo, to jak na razie karane są te kraje, w których
        wprowadza się ustawowy zakaz klapsów. Karane są drastycznym wzrostem
        bandytyzmu wśród młodzieży. Ale mogę się mylić, więc z chęcia
        poczytam statystyki na ten temat.
        • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 07:36
          > z tego co mi wiadomo, to jak na razie karane są te kraje, w których
          > wprowadza się ustawowy zakaz klapsów. Karane są drastycznym wzrostem
          > bandytyzmu wśród młodzieży

          Skoro rzucasz takie hasło to właśnie Ty powinnaś to poprzeć odpowiednimi danymi bo tak to Twoja wypowiedz za mądra nie jest.

          PS. W Polsce długo jeszcze takiego zakazu nie będzie. Religia wiodąca w Polsce jak wiemy dopuszcza myśl o karach cielesnych i tzw. "silnej rodzicielskiej ręce". Właściwie może nie tyle religia co Kościół i jego wierni.
          • camel_3d Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 12:01
            > PS. W Polsce długo jeszcze takiego zakazu nie będzie. Religia wiodąca w Polsce
            > jak wiemy dopuszcza myśl o karach cielesnych i tzw. "silnej rodzicielskiej ręce
            > ". Właściwie może nie tyle religia co Kościół i jego wierni.

            przepraszam, al enie tylko w polsce, tylko w niewielu krajach na swiecie
            obowiazuje takie prawo. co czasem doprowadza do paronoi.
            • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 12:53
              > przepraszam, al enie tylko w polsce, tylko w niewielu krajach na swiecie
              > obowiazuje takie prawo. co czasem doprowadza do paronoi.

              Coraz więcej krajów mówi o tym zakazie. Nawet w Irlandii podnosi sie ten temat do debaty ogólnospołecznej. A czy paranoja? Hmmm... W jakimś sensie na pewno. Dawanie klapsa mamy tak zakorzenione w naturze że chyba połowę rodziców w Polsce trzeba by było pozamykać.
              • camel_3d Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 16.12.07, 15:48

                > Coraz więcej krajów mówi o tym zakazie. Nawet w Irlandii podnosi sie ten temat
                > do debaty ogólnospołecznej. A czy paranoja? Hmmm... W jakimś sensie na pewno. D
                > awanie klapsa mamy tak zakorzenione w naturze że chyba połowę rodziców w Polsce
                > trzeba by było pozamykać.


                mysle, ze tu nie jest problemem klaps.... bo niektor osoby stawiaja znak
                rownosci miedzy klapsem a biciem kablem, laniem , przypalaniem, tluczeniem o
                sciane itak dalej. To wlasnie takei cos stalo si epoczatkiem wsystykich
                dyskucji... Niektorzy traktuja brutalne bicie jako srodek na wychowanie..czy
                nawet na uspokojenie..
                ale niektore mamusie nie bardzo potrafia rozroznic... dla nich klaps jest
                pokazaniem sily i przemocy, za to zaciagniecie do pokoju i zamkniecie to juz
                nie... dziwne..
          • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 14.12.07, 02:41
            kropkacom napisała:

            > Skoro rzucasz takie hasło to właśnie Ty powinnaś to poprzeć
            odpowiednimi danymi
            > bo tak to Twoja wypowiedz za mądra nie jest.
            >
            czepiasz się! Oglądam telewizję, czytam prasę i widzę/słyszę jak w
            szkołach w świecie wprowadza się monitoring, bramki z wykrywaniem
            metali, zatrudnia specjalną ochronę a i tak ktoś kogoś zabija nożem,
            strzela do innych, gwałci, znęca się itd. Pamiętam swoją szkołę
            sprzed lat i wiem co o niej mówią pracujący dziś nauczyciele.
            Wszystko to daje wrażenia drastycznego wzrostu przestępczości. Ale
            nie wykluczam, że mogę się mylić, stąd napisałam, że z chęcią
            poczytam statystyki.
            • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 14.12.07, 08:15
              > czepiasz się! Oglądam telewizję, czytam prasę i widzę/słyszę jak w
              > szkołach w świecie wprowadza się monitoring, bramki z wykrywaniem

              Nie czepiam się. Stawiasz tezę to ją czymś konkretnym potwierdź. Co do szkół, to
              w Polsce nie ma zakazu klapsowania a sytuacja w szkołach też nie za ciekawa.
              Monitoringi tez są. Więc chyba przyczyna jest inna.
              • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 01:55
                kropkacom napisała:

                > Nie czepiam się. Stawiasz tezę to ją czymś konkretnym potwierdź.
                czepiasz się. Napisałam że JA znam. I dopisałam później skąd. Nie
                pisałam, że "wszyscy wiedzą, że ..." albo, że "wiadome jest, że".

                Co do szkół, t
                > o
                > w Polsce nie ma zakazu klapsowania a sytuacja w szkołach też nie
                za ciekawa.
                > Monitoringi tez są. Więc chyba przyczyna jest inna.
                Jeśli nie ma zakazu, to dlaczego wszyscy znani mi nauczyciele, w tym
                koleżanki z liceum, boją się tknąć ucznia?
                • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 08:52
                  > Jeśli nie ma zakazu, to dlaczego wszyscy znani mi nauczyciele, w tym
                  > koleżanki z liceum, boją się tknąć ucznia?

                  Nauczyciel nie może uzywać kar cielesnych w stosunku do ucznia. Swoją drogą, to
                  koleżanki chciały by walić uczniów linijką czy chłostać?
                  • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 14:12
                    kropkacom napisała:

                    > Nauczyciel nie może uzywać kar cielesnych w stosunku do ucznia.
                    wcześniej napisałaś "Co do szkół, to w Polsce nie ma zakazu
                    klapsowania" teraz " Nauczyciel nie może uzywać kar cielesnych w
                    stosunku do ucznia". Czyli: nie ma zakazu ale nie wolno używać?

                    Swoją drogą, to
                    > koleżanki chciały by walić uczniów linijką czy chłostać?
                    boją się np. mocniej złapać za ramie żeby odciągnąć ucznia albo
                    przytrzymać ręcę. Dlaczego zaraz widzisz chłostę?
        • camel_3d problem nie lezy w dzieciach... 13.12.07, 11:59
          tylko w rodzicach...
          NIE KAZDY ma tyle wiedzy, zeby wchowac dziecko baz klapsa..niektorzy po prostu
          nie potrafia i nie oczekujcie ze to sie zmieni. Ustawowy zakaz i karanie
          ordzicow za klapsa, skonczy sie tym, ze rodzice nie bede potrafili wychowac
          dziecka i beda sie bali czegokolwiek..a to juz tylko krok do wzrostu
          przestepczosci mlodziezy ktora bedzie uwazala, ze jest bezkarna. Nie oczekujcie,
          ze wszyscy beda psychologami dzieciecymi...
          • mama-ola Re: problem nie lezy w dzieciach... 13.12.07, 14:11
            > tylko w rodzicach...
            > NIE KAZDY ma tyle wiedzy, zeby wchowac dziecko baz
            > klapsa..niektorzy po prostu nie potrafia i nie oczekujcie ze to
            > sie zmieni. Ustawowy zakaz i karanie ordzicow za klapsa, skonczy
            > sie tym, ze rodzice nie bede potrafili wychowac
            > dziecka i beda sie bali czegokolwiek..a to juz tylko krok do
            > wzrostu przestepczosci mlodziezy ktora bedzie uwazala, ze jest
            > bezkarna.

            Nie dać klapsa nie równa się nie ukarać. Ukarać można inaczej.

            Jeśli rodzic zna tylko jedną karę i niedanie klapsa w jego wypadku
            równałoby się temu, że żadnej kary nie da, to to jest argument za
            tym, żeby jednak klaspa dał? "A niech da choćby klapsa, skoro mu się
            nie chce mózgownicą ruszyć i wymyślić coś innego" - poważnie taką
            masz opinię, camel?

            A co do przestępczości wśród młodziezy, to teza, że środowiska
            patolo mają swoje źródło w tzw. dobrych domach, gdzie nie bito
            i nie krzyczano na swoje skarby, ubawiła mnie smile

            > Nie oczekujcie ze wszyscy beda psychologami dzieciecymi...

            Moim zdaniem można oczekiwać choćby próby zrozumienia własnego
            dziecka. Choćby takiego abecadła, że jak małe krzyczy to nie znaczy
            automatycznie, że jest niegrzeczne, tylko o coś mu chodzi.
            • toya_hl Dobrze gadasz mama-ola! 13.12.07, 15:54
              Pozdrawiam
            • ewelina_1 Re: problem nie lezy w dzieciach... 14.12.07, 03:17
              mama-ola napisała:

              > Nie dać klapsa nie równa się nie ukarać. Ukarać można inaczej.
              >
              nie rozumiem dlaczego zakładasz, że każdy kto dał klapsa nie
              próbował wcześniej inaczej? czy nie pomyślałaś, że czasem inne
              metody po prostu nie skutkują? Kiedyś zadałam na tym forum pytanie
              jak dotrzeć do małych dzieci. Dostawałam najczęsciej odpowiedzi nie
              na temat, typu "idź na spacer" (!?!?!). Porażka!
              Podobnie tutaj: www.edziecko.pl/rodzice/1,79360,2866711.html
              Matka ma problem, próbowała wielu metod i nic. Idzie po poradę do
              fachowca i słyszy: "pani sobie nie radzi, niech pani poszuka
              pomocy". No przecież właśnie to zrobiła!!!!!
              Często wiele ludzi próbuje różnych metod, szuka nawet -ja widać
              wcześniej- bezskutecznie pomocy u fachowców. Niestety, brak pomocy
              doprowadzi do stosowania klapsów. Wprowadzenie zakazu klapsów
              praktycznie związuje ręcę rodzicom. A to prosta droga do tego, by
              dzieci zaczęły czuć się bezkarne.

              > Moim zdaniem można oczekiwać choćby próby zrozumienia własnego
              > dziecka. Choćby takiego abecadła, że jak małe krzyczy to nie
              znaczy
              > automatycznie, że jest niegrzeczne, tylko o coś mu chodzi.
              ale to przecież jest wiadome, przynajmniej dla mnie.
              • mama-ola Re: problem nie lezy w dzieciach... 17.12.07, 11:25
                ewelina_1 napisała:

                > nie rozumiem dlaczego zakładasz, że każdy kto dał klapsa nie
                > próbował wcześniej inaczej? czy nie pomyślałaś, że czasem inne
                > metody po prostu nie skutkują?

                Nie zakładam, że nie próbował inaczej. Zakładam, że miał w odwodzie
                klapsa.
                Inne metody skutkują, nie jestem w niebiciu odosobniona. Mam bardzo
                dobrze wychowane dziecko, umiejące się zachować "w terenie". Babcie
                uwielbiają zabierać go do sąsiadów czy krewnych, moja mama czasem
                jedzie z nim 40 minut autobusem do swojej siostry - bez obaw, że jej
                zrobi kongo w autobusie czy u ciotki. Jest grzecznym, fajnym
                dzieciakiem. Wychowywanym - w sensie uczonym, co wolno, a czego
                nie - bez klapsów. Bo się da.
                Ba, moja mama idzie krok dalej. Jest zdania, że na dzieci nie
                wolno... krzyczeć smile Ona go wychowuje bez krzyku smile Ja nie, ja
                krzyczę (czasem). U mojej mamy Antoś jest najgrzeczniejszy smile
                Uwielbiają się nawzajem.

                > Wprowadzenie zakazu klapsów praktycznie związuje ręcę rodzicom.
                > A to prosta droga do tego, by dzieci zaczęły czuć się bezkarne.

                Nie związałam sobie rąk, nie czuję tak. Nie czuję, by mi zabraniano
                bić moje dziecko. (Niby kto?) To moja decyzja. I cały przemyślany
                system.
                Moje dziecko nie czuje się bezkarne. Natychmiast reagujemy, gdy robi
                coś źle.
                • ewelina_1 Re: problem nie lezy w dzieciach... 19.12.07, 01:31
                  mama-ola napisała:

                  > Nie zakładam, że nie próbował inaczej. Zakładam, że miał w
                  odwodzie
                  > klapsa.
                  czasem ma, bo jak fachowcy od siedmiu boleści nie potrafią pomóc, to
                  nie może z tego powodu doprowadzić do tego, by dziecko terroryzowało
                  otoczenie.

                  moja mama czasem
                  > jedzie z nim 40 minut autobusem do swojej siostry - bez obaw, że
                  jej
                  > zrobi kongo w autobusie czy u ciotki. Jest grzecznym, fajnym
                  > dzieciakiem.
                  i nie roznosi je energia? jestem pod wrażeniem

                  > Nie związałam sobie rąk, nie czuję tak. Nie czuję, by mi
                  zabraniano
                  > bić moje dziecko. (Niby kto?) To moja decyzja. I cały przemyślany
                  > system.
                  Ty sobie dajesz radę, więc to nie było do Ciebie! Mnie chodziło o
                  tych rodziców, którzy np. mimo wielu prób nie potrafią opanowac
                  dziecka, nawet z pomocą specjalisty (wcześniejszy link). To w tym
                  momencie jedynym wyjściem dla nich jest danie klapsa dziecku. Jeżeli
                  jednak wprowadzi się zakaz klapsów, to tacy rodzice staną się
                  bezbronni. Przecież jeżeli specjaliści nie są w stanie pomóc, to jak
                  mają sobie poradzić "zwykli" rodzice?
                  "Zakaz klapsów" - chodziło tu o propozycje wprowadzenia ustawowego
                  zakazu stosowania klapsów.
                  • mama-ola Re: problem nie lezy w dzieciach... 19.12.07, 11:14
                    > czasem ma, bo jak fachowcy od siedmiu boleści nie potrafią pomóc,
                    > to nie może z tego powodu doprowadzić do tego, by dziecko
                    > terroryzowało otoczenie.

                    Za decyzję dot. uderzenia swojego dziecka odpowiada rodzic,
                    nie "fachowcy od siedmiu boleści". Jak ty uderzysz, to będzie to
                    Twoja decyzja, nie moja, bo nie potrafiłam Ci pomóc.

                    > > moja mama czasem jedzie (...)z nim 40 minut autobusem do swojej
                    > i nie roznosi je energia? jestem pod wrażeniem

                    Energii mały ma sporo. Ostatnio do autobusu i cioci wziął miecz,
                    który dostał do Mikołaja smile Uwielbia wykrzykiwać frazę "zły
                    mysikrólu, nie jesteś przeciwnikiem godnym księcia, a masz, a masz,
                    a masz!!!" (także publicznie). W autobusie siedzi przy oknie i
                    komentuje, co za oknem, lub zadaje bezpośrednie pytania nt.
                    pasażerów. U cioci był śmiały, poprosił o "łabecznik" i bawił się
                    zabawkami jej wnuczki.
                    To nie jest dziecko anemiczne, lecz grzeczne, a to różnica. Jak się
                    go poprosi, by usiadł na swoim miejscu, to siedzi tak przez całą
                    drogę, co nie znaczy, że siedzi cicho lub nie wiercąc się. Jak się
                    go kiedyś poprosiłam, by przesiadł się na moje kolana, bo ustąpimy
                    komuś miejsca, to się przesiadł, choć negocjacje były długie*
                    (bardzo chciał siedzieć na "swoim" miejscu, bardzo mu na tym
                    zależało). Tłumaczyłam jednak długo i cierpliwie i zrozumiał i
                    usiadł mi na kolanach. Niesamowite, ile potrafi zrozumieć dwulatek i
                    że potrafi zrezygnować.

                    * coś ze 3-4 minuty co najmniej (pod obstrzałem spojrzeń innych
                    pasażerów)

                    > Przecież jeżeli specjaliści nie są w stanie pomóc, to jak
                    > mają sobie poradzić "zwykli" rodzice?

                    Ja też jestem zwykłym rodzicem. W dodatku wyniosłam z domu niedobre
                    wzorce, jestem matką niebijącą w pierwszym pokoleniu. Nie jestem
                    ideałem ani aniołem. To się po prostu da zrobić. Czytałam książki
                    Samsona (tak wiem, że pedofil) i Eichelbergera, oglądałam Tracy Hogg
                    i naszą Supernianię, a przede wszystkim rozmawiałam dużo na ten
                    temat z moim mężem. Na długo zanim zaszłam w ciążę, myślałam jak to
                    będzie i omawiałam to z mężem. I trzymam się tych naszych wartości.
            • camel_3d Re: problem nie lezy w dzieciach... 14.12.07, 08:42
              > "A niech da choćby klapsa, skoro mu się
              > nie chce mózgownicą ruszyć i wymyślić coś innego" - poważnie taką
              > masz opinię, camel?

              a ty powaznie uwazasz, ze ludzim chce sie mozgownica ruszac??
              ja mysle niestety bardzo realistycznie.
              i wole zeby dali dzieciakowi klapsa... niz z niewiedzy i braku mozliwosci
              ruszania mozgownica nie zrobili kompletnei nic..


              > A co do przestępczości wśród młodziezy, to teza, że środowiska
              > patolo mają swoje źródło w tzw. dobrych domach, gdzie nie bito
              > i nie krzyczano na swoje skarby, ubawiła mnie smile

              al eto chyba nie byla moja teza co?

              > Moim zdaniem można oczekiwać choćby próby zrozumienia własnego
              > dziecka. Choćby takiego abecadła, że jak małe krzyczy to nie znaczy
              > automatycznie, że jest niegrzeczne, tylko o coś mu chodzi.


              mylisz sie, nie mozesz tego oczekiwac po wszytskich... niestety... musialabys
              przeszkolic miliony ludzi.
              jasne ze sa inne sposoby karania...ale niezaleznie co wymyslisz, zawsze bedzie
              to forma przemocy i pokazanie, ze masz wiecej do powiedzenia lub jestes silniejsza.
          • ewelina_1 Re: problem nie lezy w dzieciach... 14.12.07, 02:44
            zgadzam się camel_3d.
        • toya_hl Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 15:50
          A moze jakies dane? Bo " z tego co mi wiadomo" to jeszcze zadne
          fakty nie wynikaja. O statystyki to sama powinnas sie pokusic, bo
          chyba z czegos to wyczytalas i wiesz. Dajesz teze, dajesz argumenty.
          Chetnie poczytam.
          Ja natomiast uwazam, ze wlasnie bicie dzieci, klapsy itp. sa
          swietnym zaczatkiem bandytyzmu. Az mi sie wierzyc nie chce, ze ktos
          moze sadzic, ze za pomoca klapsa mozna wychowac zdrowe,
          madre, "niebandyckie" spoleczenstwo wink. Wychowywanie przez bicie-
          straszna glupota majaca skutki dalekosiezne. Dziecku trzeba
          tlumaczyc, a nie serwowac klapsa, bo klaps nic nie daje! Dasz mu w
          dupe i ci ulzy w danej chwili, a on i tak nie bedzie wiedzial o co
          chodzi. Nauczy sie tylko ze z matka nie ma zartow.
          Na logoike: Jak mozna miec satysfakcje z tego, ze dzieciak
          posluchal, przytaknal, byl grzeczny tylko ze strachu, a nie dlatego,
          ze rozumie ze czegos tam nie wolno??? To ucieczak od wychowywania.
          Nie chce mi sie tlumaczyc/ czy nerwy mi puszczaja, dam klapsa i po
          temacie, tak? Zbic nie znaczy wychowac i nauczyc; zbic znaczy
          pokazac bezsilnosc rodzica i tezyzne fizyczna. No i glupote straszna.
          Uwazam, ze osoby opowiadajace sie ZA karaniem cielesnym powinny
          zglosic sie do psychologa, bo maja syndrom bitego dziecka (sami byli
          prawdopodobnie bici przez rodzicow) i nie wiedza, ze mozna inaczej
          wychowac. Takie zachowania przekazuja dalej, bo zostalo im wmowione,
          ze klaps uczy i wychowuje. Jak czytam teksty: "tata mnie bil i
          jestem mu wdzieczny za to" czy "mama nieraz dala mi klapsa i mi nie
          zaszkodzilo". Bardzo biedni ludzie. Bardzo.Zostalo im zrobione takie
          pranie mozgu (nie tylko tylka), ze nawet zaczeli odczuwac
          wdziecznosc. Zal mi takich ludzi, a raczej ich dzieci.
          Ja sama jestem bardzo wdzieczna moim rodzicom, ze nigdy nas nie
          bili. Sama tez nigdy nie zamierzam bic mojego dziecka.
          Pozdrawiam. Toya
          • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 14.12.07, 04:51
            toya_hl napisała:

            > A moze jakies dane? Bo " z tego co mi wiadomo" to jeszcze zadne
            > fakty nie wynikaja. O statystyki to sama powinnas sie pokusic, bo
            > chyba z czegos to wyczytalas i wiesz. Dajesz teze, dajesz
            argumenty.
            > Chetnie poczytam.
            Jak napisałam wcześniej, czytam prasę, oglądam TV. Ale mam
            świadomość, że media mogą przy pomocy wyłącznie negtywnych
            informacji, wypaczać rzeczywistość a więc mogę mieć mylne wrażenie.
            Stąd chęć poczytania statystyk.

            > Ja natomiast uwazam, ze wlasnie bicie dzieci, klapsy itp. sa
            > swietnym zaczatkiem bandytyzmu. Az mi sie wierzyc nie chce, ze
            ktos
            > moze sadzic, ze za pomoca klapsa mozna wychowac zdrowe,
            > madre, "niebandyckie" spoleczenstwo wink. Wychowywanie przez bicie-
            > straszna glupota majaca skutki dalekosiezne.
            może masz rację, tylko że za moich szkolnych lat nikomu by do łba
            nie strzeliło, by nauczycielowi dać kosz na głowę albo koleżankę w
            klasie rozebrać do naga. A nauczyciele też byli różni. Pamiętam też
            stopień bezpieczeństwa w szkole wówczas i słyszę co mówią
            nauczyciele dziś.

            Dziecku trzeba
            > tlumaczyc, a nie serwowac klapsa, bo klaps nic nie daje! Dasz mu w
            > dupe i ci ulzy w danej chwili, a on i tak nie bedzie wiedzial o co
            > chodzi. Nauczy sie tylko ze z matka nie ma zartow.
            > Na logoike: Jak mozna miec satysfakcje z tego, ze dzieciak
            > posluchal, przytaknal, byl grzeczny tylko ze strachu, a nie
            dlatego,
            > ze rozumie ze czegos tam nie wolno???
            dlaczego uważasz, że ktoś kto daje klapsa nie tłumaczy dziecku za co?

            > Uwazam, ze osoby opowiadajace sie ZA karaniem cielesnym powinny
            > zglosic sie do psychologa, bo maja syndrom bitego dziecka (sami
            byli
            > prawdopodobnie bici przez rodzicow) i nie wiedza, ze mozna inaczej
            > wychowac. (sorry, skróciłam by nie wydłużać wypowiedzi)
            ja czasami odnoszę wrażenie, że do psychologa powinni udać się
            niektórzy misjonarze "klaps zabija" (nie bierz tego do siebie!). Są
            ludzie, którzy chcieliby inaczej wychować, ale mimo wielu prób, nic
            nie pomaga. Szukają pomocy i ...nie otrzymują jej (trochę wyżej
            pisałam więcej). Trafiaja za to na zwykłych pieniaczy, awanturników,
            którzy jedynie co potrafią zrobić, to obrażać "nie radzisz sobie z
            dzieckiem", ale żadnej konkretnej, sensownej i skutecznej pomocy nie
            dadzą.
            A psycholodzy nie się zastanowią w jaki sposób skutecznie "naprawić"
            młodzież np. z domów poprawczych.
            • toya_hl Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 00:04
              ewelina_1 napisała:

              > toya_hl napisała:
              >
              > > A moze jakies dane? Bo " z tego co mi wiadomo" to jeszcze zadne
              > > fakty nie wynikaja. O statystyki to sama powinnas sie pokusic,
              bo
              > > chyba z czegos to wyczytalas i wiesz. Dajesz teze, dajesz
              > argumenty.
              > > Chetnie poczytam.
              > Jak napisałam wcześniej, czytam prasę, oglądam TV. Ale mam
              > świadomość, że media mogą przy pomocy wyłącznie negtywnych
              > informacji, wypaczać rzeczywistość a więc mogę mieć mylne
              wrażenie.
              > Stąd chęć poczytania statystyk.
              >
              > > Ja natomiast uwazam, ze wlasnie bicie dzieci, klapsy itp. sa
              > > swietnym zaczatkiem bandytyzmu. Az mi sie wierzyc nie chce, ze
              > ktos
              > > moze sadzic, ze za pomoca klapsa mozna wychowac zdrowe,
              > > madre, "niebandyckie" spoleczenstwo wink. Wychowywanie przez
              bicie-
              > > straszna glupota majaca skutki dalekosiezne.
              > może masz rację, tylko że za moich szkolnych lat nikomu by do łba
              > nie strzeliło, by nauczycielowi dać kosz na głowę albo koleżankę w
              > klasie rozebrać do naga. A nauczyciele też byli różni. Pamiętam
              też
              > stopień bezpieczeństwa w szkole wówczas i słyszę co mówią
              > nauczyciele dziś

              Swieta racja. W szkole jest dzisiaj brutalnie i az sie boje czasu
              kiedy moja mala bedzie uczniem. Ale to nie dlatego, ze kiedys dzieci
              byly bite a teraz nie, tylko dlatego, ze wielu rodzicow niestety zle
              pojelo bezstresowe wychowanie. Tez za sprawa mediow. Kladlo sie
              rodzicom do glow, ze nalezy dziecku stresow oszczedzic to bedzie
              silniejsze. Bzdura, z ktorej powodu jeszcze dlugo beda w szkolach
              takie dantejskie sceny. Ja jednak bym gruba krecha oddzielila glupie
              wychowanie bezstrsowe od wychowania bez bicia ale z zasadami. Tylko
              widzisz, na to trzeba miec czas. A dzisiaj rodzice sa bardzo
              zapracowani, bo musza na kolejna mp3 zarobic dla dziecka i tak
              pojmuja wychowanie. Rozmowa z dzieckiem sprowadza sie do
              pytanie: "Jak w szkole? Luuuzik. No to super". Tylko, ze czesto nie
              jest super. Ludzie sa dzisiaj tak bardzo samotni. Dzieci tez. Bardzo
              potrzebuja zasad, regul, autorytetow, tylko, ze nikt im tego nie
              daje. Serwuje im sie tylko techniczne dobra i chlod emocjonalny.
              NIestety taka jest prawda. Na szczescie nie wszedzie. To
              najprawdopodobnije powod pakowania nauczyciela a raczej jego glowy
              w smietnik. A nie brak bicia. Tak na prawde malolaty bardziej chca
              zeby nimi sie interesowac niz to sie wydaje ich rodzicom. To
              pokolenie nastolatkow teraz dzieli jakas straszna przepasc miedzy
              pokleniem ich starych a nawet nami (25-30 latkow). To wlasnie skutki
              fatalnego bezstresowego wychowania, braku czasu dla dzieci.
              >
              > Dziecku trzeba
              > > tlumaczyc, a nie serwowac klapsa, bo klaps nic nie daje! Dasz mu
              w
              > > dupe i ci ulzy w danej chwili, a on i tak nie bedzie wiedzial o
              co
              > > chodzi. Nauczy sie tylko ze z matka nie ma zartow.
              > > Na logoike: Jak mozna miec satysfakcje z tego, ze dzieciak
              > > posluchal, przytaknal, byl grzeczny tylko ze strachu, a nie
              > dlatego,
              > > ze rozumie ze czegos tam nie wolno???
              > dlaczego uważasz, że ktoś kto daje klapsa nie tłumaczy dziecku za
              co?
              Czyli co? Najpierw tlumaczy, a jak nie skutkuje to ma asa w rekawie
              i wyciaga go w postaci klapsa? Ja juz pisalam, ze mam corke dosc
              krnabrna i na prawde nieraz 20 razy musze jej cos powiedziec zeby
              zaczaila. I nie nalezy wymagac od 3 latka zalozmy, ze jak juz raz
              obiecal ze nie nabroi czegos tam, to faktycznie tak bedzie. Dzieci
              sa tak cholernie ciekawskie a do tego maja strasznie krotka pamiec.

              >
              > > Uwazam, ze osoby opowiadajace sie ZA karaniem cielesnym powinny
              > > zglosic sie do psychologa, bo maja syndrom bitego dziecka (sami
              > byli
              > > prawdopodobnie bici przez rodzicow) i nie wiedza, ze mozna
              inaczej
              > > wychowac. (sorry, skróciłam by nie wydłużać wypowiedzi)
              > ja czasami odnoszę wrażenie, że do psychologa powinni udać się
              > niektórzy misjonarze "klaps zabija" (nie bierz tego do siebie!).

              I jedni i dudzy powinni isc. Bo prezentuja dwie skrajnosci. A jak
              wiadomo, prawda lezy po srodku wink.


              > ludzie, którzy chcieliby inaczej wychować, ale mimo wielu prób,
              nic
              > nie pomaga. _______Trzeba szukac dalej. Na tym polega
              macierzynstwo. Nie chce byc przemadrzala, nie o to chodzi. Ale skoro
              na dzieciaka nie dzialaja 3 metody, to co? Mam wrocic do 4,
              archaicznej, starej jak swiat i o powszechnie znanych
              konsekwencjach??? Trzeba tak robic, zeby nie bic. Szukac, szukac...

              Szukają pomocy i ...nie otrzymują jej (trochę wyżej
              > pisałam więcej). Trafiaja za to na zwykłych pieniaczy,
              awanturników,
              > którzy jedynie co potrafią zrobić, to obrażać "nie radzisz sobie z
              > dzieckiem", ale żadnej konkretnej, sensownej i skutecznej pomocy
              nie
              > dadzą.

              Bo trzeba tez jasno formulowac swoje problemy, pytania i prosby. Nie
              jestem za obrazaniem, a pieniactwo jest stare jak swiat, ale na
              prawde czasem warto przyjac troche krytyki. Ja jesli pisze
              publicznie o swoich problemach, nie czekam tylko na pochwaly. A z
              reszta jak sie z czyms nie zgadzasz, to nie problem. Jestes w
              opozycji i tyle wink. Ja otwieram sie na konkretne pytania. Jesli
              chcesz smile.
              Pozdrawiam
              > A psycholodzy nie się zastanowią w jaki sposób
              skutecznie "naprawić"
              > młodzież np. z domów poprawczych.
              • ewelina_1 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.12.07, 16:19
                toya_hl napisała:

                > Swieta racja. W szkole jest dzisiaj brutalnie i az sie boje czasu
                > kiedy moja mala bedzie uczniem. (...)
                ucinam, bo długie posty czasem nie przechodzą.
                Też się boję o własne dzieci jak pójdą do szkoły.
                Zgadzam się z tym, że wielu ludzi mylnie pojęło "bezstresowe
                wychowanie", tylko że tu powinni odpowiednio wkroczyć psycholodzy i
                w miarę możliwości prostować. Niestety, nie poradzili sobie z tym i
                teraz na świecie mamy taki bandytyzm. Dlatego trochę dziwi mnie
                postawa psychologów zgorszona klapsami, niech najpierw naprawią to,
                czego sami nie dopilnowali czyli efekty "bezstresowego wychowania".
                Bo co z tego, że moje dzieci będą uczone szacunku do innych, skoro
                potem np. szkolny kontakt z "bezstresowo" wychowaną młodzieżą
                boleśnie odczują. Nie chciałabym słyszeć potem "mamo, dlaczego mnie
                tak nieżyciowo wychowałaś."

                Natomiast mam odmienne zdanie co do winy rodziców. To znaczy,
                rodzice są winni temu, że mało czasu poświęcają swoim dzieciom.
                Jednak nawet za moich młodych lat (jestem starsza od Ciebie, ale nie
                wnikajmy ile smile ) dzieci też cierpiały na brak zainteresowania ze
                strony rodziców. Biegające po podwórku dzieci z kluczem na sznurku
                na szyi to nie było nic dziwnego. Ponadto później doszły kolejki i
                zamiast rozmawiać z dzieckiem stało się w kolejce po masło czy
                cukier. A jednak ani w połowie nie było wówczas takiego chamstwa
                wśród młodzieży jak dziś. Kiedyś, czyli kilka pokoleń wstecz, było
                jeszcze gorzej. Przeciez z dziećmi się w ogóle nie rozmawiało.
                Starsze wychowywały młodsze rodzeństwo, a rodzice cały dzień w polu
                albo w fabryce (w moim regionie raczej te drugie).
                Natomaist dziś też nie zwalałbaym wszystkiego na pogoń za dobrami
                technicznymi. Ludzie często pracują za marne grosze po wiele godzin,
                nawet po godzinach, a nie potrafią nawet na najtańszą kiełbasę do
                chleba zarobić.

                > Czyli co? Najpierw tlumaczy, a jak nie skutkuje to ma asa w
                rekawie
                > i wyciaga go w postaci klapsa? Ja juz pisalam, ze mam corke dosc
                > krnabrna i na prawde nieraz 20 razy musze jej cos powiedziec zeby
                > zaczaila. I nie nalezy wymagac od 3 latka zalozmy, ze jak juz raz
                > obiecal ze nie nabroi czegos tam, to faktycznie tak bedzie. Dzieci
                > sa tak cholernie ciekawskie a do tego maja strasznie krotka pamiec.
                jak ja bym tłumczyła tylko 20 razy to miałabym grzecne dzieci smile
                Oczywiście że dzieci mają krótką pamięć, po to właśnie stosuje się
                m.in. kary, by im przypomnieć (po wcześniejszych przypomnieniach i
                ostrzeżeniach).

                > I jedni i dudzy powinni isc. Bo prezentuja dwie skrajnosci. A jak
                > wiadomo, prawda lezy po srodku wink.
                oj, gdyby prawda była pośrodku to dopuszczalne byłyby klapsy w
                ekstremalnych warunkach, np. dziecko wyrywa ci się nagle z ręki przy
                ruchliwej ulicy mimo wcześniejszych tłumaczeń i próśb.

                Trzeba szukac dalej. Na tym polega
                > macierzynstwo. Nie chce byc przemadrzala, nie o to chodzi. Ale
                skoro
                > na dzieciaka nie dzialaja 3 metody, to co? Mam wrocic do 4,
                > archaicznej, starej jak swiat i o powszechnie znanych
                > konsekwencjach??? Trzeba tak robic, zeby nie bic. Szukac,
                szukac...
                ale przecież czas nie stoi w miejscu. Mamy ograniczoną ilośc czasu
                na szukanie nowych pomysłów. W końcu czas dojdzie do jakiejś
                kryzysowej sytuacji, w której albo zareagujemy skutecznie albo
                stanie się nieszczęście. I w tym momencie lepiej jest dać klapsa niż
                dopuścić do tragedii bo ideologia "nigdy klaps" jest ważniejsza.

                Mam wrocic do 4,
                > archaicznej, starej jak swiat i o powszechnie znanych
                > konsekwencjach???
                możesz napisać jakie to sa powszechnie znane konsekwencje i jakieś
                źródła? Pytam powaznie. Bo ja pisałam tylko o tym co "MI wiadomo" a
                chciałaś danych. Ty natomiast piszesz o "powszechnie znanych
                konsekwencjach".

                > Bo trzeba tez jasno formulowac swoje problemy, pytania i prosby.
                Nie
                > jestem za obrazaniem, a pieniactwo jest stare jak swiat, ale na
                > prawde czasem warto przyjac troche krytyki. Ja jesli pisze
                > publicznie o swoich problemach, nie czekam tylko na pochwaly. A z
                > reszta jak sie z czyms nie zgadzasz, to nie problem. Jestes w
                > opozycji i tyle wink. Ja otwieram sie na konkretne pytania. Jesli
                > chcesz smile.
                ale przeciez nie o krytykę tu chodzi. Z resztą w tym fragmencie
                chyba mówiłyśmy o innych rzeczach.
                W przytoczonych wcześniej przykładach były wyraźnie sformułowane
                pytanie. Np. pytałam się jak w konkretnych sytuacjach wytłumaczyć
                dziecku. Tymczasem niektórzy zaczęli doszukiwać się np. nudy i braku
                spacerów. No ok, rozumiem, że każdy stara się życzliwie pomóc i
                znajduje najbardziej prawdopodobne przyczyny. Ale "prawdopodobne" to
                nie oznacza "jedyne prawdziwe". Dlatego po moich wyjaśnieniach i
                ponownej prośbie o odpowiedź na pytanie oczekiwałam sensownych
                odpowiedzi. Miałam świadomość że metody te nie dadzą 100%
                skuteczności, bo każde dziecko jest inne. Tymczasem niektóre osoby
                szły w zaparte i dalej wmawiać mi "idź na spacer". No żesz, pytasz
                się jak wytłumaczyć dziecku żeby np. nie bawiło się kontaktem a
                słyszysz "idź na spacer". To jest odpowiedź? Jak potem taka mama
                przyzna się że w desperacji dała klapsa, to "specjalistki"
                od "spacerów": "nie radzisz sobie!, żal dziecka!". "Specjalistki"
                nie poradziły sobie ze zrozumieniem prostego pytania ale potrafią
                obrażać, bo ktoś napisał to co im się nie podoba.
                Albo podany przeze mnie link. Zdesperowana matka pisze że szukała
                wielu metod i nie radzi sobie, więc prosi panią psycholog (podobno
                specjalistę) o pomoc. W odpowiedzi słyszy, że "pani sobie nie radzi,
                niech pani szuka pomocy"! To ma być pomoc specjalisty? Jeżeli takie
                są porady specjalistów do siedmiu boleści, to akcja nieklapsowania
                czy wręcz ustawowy zakaz przyniosą więcej szkód niż pożytku. I to
                własnie doprowadzi do drastycznego wzrostu przestępczości.
                Sądze, że prośby były jasno sformułowane. Nikt też, kto prosi o
                pomoc nie oczekuje pochwały lecz POMOCY.
                również pozdrawiam
          • camel_3d a wiesz----toya 14.12.07, 08:50
            tak, tata mi sprawil kilka razy lanie i nie jestem mu wdzieczny...
            ale poskutkowalo...

            raz za to ze wyrwalem z zeszytu kartke z uwaga od nauczcielki za nieodrobiona
            lekcje. - juz nigdy nie odwazylem sie wyrwac kartki..a o nieodrobieniu lekcji
            raczej nawet nei pomyslalem. moze i byly inne metody, ale on znal taka. wazne ze
            poskutkowala.

            poza tym, mialem w dziecinstwie tyle milosci i ciepla, ze zdecydowanie 2-3 lania
            nie sprawily az takich urazow na psychice, aczkolweik ja bym te problemy
            rozwiazal inaczej.. no ale jak mowie..moj ojciec znal taka metode... trudno...

            a swoja droga to prawie kazdy kara bedzie pokazaniem kto tu rzadzi.
            • toya_hl a wiesz camel_3d 14.12.07, 22:50
              camel_3d napisał:

              > tak, tata mi sprawil kilka razy lanie i nie jestem mu wdzieczny...
              > ale poskutkowalo...
              Poskutkowalo? Czyli? Z obawy przed nastepnym razem nie zrobiles
              czegos tam zlego? Dobitnie Ci pokazal, wiec byles nastepnym razem
              grzeczny. Czy tez jednak broiles dalej, skoro bylo to kilka razy?
              Cieszy przynajmniej fakt, ze masz do tego zdrowe podejscie. Nie
              jestes wdzieczny jak co nietorzy. Sluchaj Camel, w czasach
              rodzicielstwa naszych rodzicow niestety bicie dzieci bylo norma i
              tzw. zimny chow. Pewnie dlatego wielu z nich tak wlasnie robilo.
              Dzisiaj moja ciotka sie bardzo dziwi jak ja to robie, ze nie bije
              malej, bo ona dawala 3 szybkie i po sprawie. Tylko, ze moja kuzynka
              ma teraz wiele problemow i zadnego pomyslu jak wychowywac swoja
              corke. Mala dygresja.
              > raz za to ze wyrwalem z zeszytu kartke z uwaga od nauczcielki za
              nieodrobiona
              > lekcje. - juz nigdy nie odwazylem sie wyrwac kartki____ No bo
              dostales lanie, to sie bales. Nie bierz tego do siebie, ale nawet
              pies czy kot zrozumie, ze czegos nie wolno skoro sie go zbije za
              przewinienie. Piszesz to o sytuacji w szkole. To dosc istotne, bo o
              ile uczniak taka nauczke byc moze jakos pojmie, o tyle 2 czy 3 letni
              szkrab g... z tego zrozumie.
              ..a o nieodrobieniu lekcji
              > raczej nawet nei pomyslalem. moze i byly inne metody, ale on znal
              taka. wazne z
              > e
              > poskutkowala.

              >
              > poza tym, mialem w dziecinstwie tyle milosci i ciepla, ze
              zdecydowanie 2-3 lani
              > a
              > nie sprawily az takich urazow na psychice, aczkolweik ja bym te
              problemy
              > rozwiazal inaczej.. no ale jak mowie..moj ojciec znal taka
              metode... trudno...______ No wlasnie. Ty miales wiele milosci i
              widac, ze faktycznie byly to moze 3 moze 4 klapsy, dane przez tate
              pewnie w duzych nerwach i pewnie tata tego zalowal. To co innego niz
              te bzdury, ktore glosza tu niektorzy. To co innego, dac w dupe raz
              czy dwa i zalowac, a co innego traktowac lanie jak stala metode
              wychowawcza.
              >
              > a swoja droga to prawie kazdy kara bedzie pokazaniem kto tu rzadzi.
              Pewnie troche masz racje. Wlasnie o to chodzi. Zeby tak karac, zeby
              kara nie byla kara tylka nauczka. Ma nie byc pokazaniem sily i
              udowodnieniem, ze jak dziecko cos zrobi nie po naszej mysli, to
              czeka je przemoc. Kara ma pokazac przyczynowosc skutkowa z naciskiem
              na przyczyne. To tak jak z krytyka- ma byc konstruktywna. Jesli
              chcemy cos osiagnac. Oby takich jak Ty bylo wiecej. Gorzej z ludzmi,
              ktorzy nie chca brac pod uwage, ze sa tu tacy jak mama-ola,
              krwawakornelia i wielu innych, ktorzy nie bija i im wychodzi
              wychowywanie, to znaczy, ze na prawde mozna. Dla mnie to glupota,
              ciemnota i lenistwo.
              Pozdrowionka

              >
              • camel_3d Re: a wiesz camel_3d 15.12.07, 11:52

                > Poskutkowalo? Czyli? Z obawy przed nastepnym razem nie zrobiles
                > czegos tam zlego?

                z obawy przed wiezieniem ludzie nie kradna i nie zabijaja...bo wiedza, jaka kara
                ich spotka..proste...
                Gdybym wiedzial, ze nic mi nie grozi byc moze mial bym w nosie odrabianie lekcji.



                >A Dobitnie Ci pokazal, wiec byles nastepnym razem
                > grzeczny.

                Wzgledem szefa tez jestes grzeczna i wypelniasz polecenia, bo ma nad toba przewage.


                >Czy tez jednak broiles dalej, skoro bylo to kilka razy?

                dzeici robia rozne dziwne rzeczy... nie kazdy jest maminsynkiemsmile))

                > Cieszy przynajmniej fakt, ze masz do tego zdrowe podejscie. Nie
                > jestes wdzieczny jak co nietorzy.

                Wdzieczny jestem za wiele innych rzeczy, gdyby moj ojciec znal lepsze metody
                pewnei by zastosowal, ale nie znal i jego zdaniem ta byla sluszna..coz wazne ze
                poskutkowalasmile) heheheh


                >Sluchaj Camel, w czasach
                > rodzicielstwa naszych rodzicow niestety bicie dzieci bylo norma i
                > tzw. zimny chow.

                no nie do konca, u nas nigdy nei bylo zimnego chowu. Nawet babcia, ktra tacie
                tez kilka razy przylala opowiadala, ze sama dostala lanie od swoijego ojca, ale
                zawsze tez dostawala milosc i to wszystko wynagradzalo.


                >Pewnie dlatego wielu z nich tak wlasnie robilo.
                > Dzisiaj moja ciotka sie bardzo dziwi jak ja to robie, ze nie bije
                > malej, bo ona dawala 3 szybkie i po sprawie.

                Jak mowie, zakazy nic nie zmienia tylko edukacja. Zelei zakaze sie prawnei
                klapsow to wielu rodzicow sobie nie da rady, duzo lepszym rozwiazaniem jest
                edukacja krok po kroku jakie sa inne metody wychowawcze.


                >No bo
                > dostales lanie, to sie bales. Nie bierz tego do siebie, ale nawet
                > pies czy kot zrozumie, ze czegos nie wolno skoro sie go zbije za
                > przewinienie.

                oczywiscie.. nie bede zaprzeczal. A swoja droga ciakwe jak ainna kare mozna by
                bylo wymyslec. Zakaz ogladania TV? raczej nie..bo i tak nie ogladalemsmile)) Zabrac
                kieszonkowe?..hmm..no my nie dostawalismy kieszonkowegosmile) Komorek nie bylo...
                Moze zakaz wyjscia do kolego... no pewnie bym jakos przetrzymal te kilka dni. A
                tak...wolalem usiasc godzine dluzej nad lekcjami i miec swiety spokojsmile) Masz w
                100% racje, glownei ze strachu przed kara, ale wlasnei taki cel ma kara..
                pokazac, ze jak co zrobisz to spotkaja cie niemile konsekencje.



                >Piszesz to o sytuacji w szkole. To dosc istotne, bo o
                > ile uczniak taka nauczke byc moze jakos pojmie, o tyle 2 czy 3 letni
                > szkrab g... z tego zrozumie.

                Nie wiem..nie pamietamsmile) Ale pamietam, ze jak mi grozil klaps to uciekalem do
                ogrodu przez dziure w plocie do takiej duzej suki, ktora ni pozwolila nigdy
                nikomu do siebie podejscsmile) i nikt nie ryzykowal z wejsciem tamsmile hehehe


                > No wlasnie. Ty miales wiele milosci i
                > widac, ze faktycznie byly to moze 3 moze 4 klapsy, dane przez tate
                > pewnie w duzych nerwach i pewnie tata tego zalowal.

                no ja bym teko klapsami nie nazwal, to bylo lanie.. a to roznica.


                >To co innego niz
                > te bzdury, ktore glosza tu niektorzy. To co innego, dac w dupe raz
                > czy dwa i zalowac, a co innego traktowac lanie jak stala metode
                > wychowawcza.


                No nikt tu nie mowil o stalej metodzie wychowawczej., Mnie sie przytrawilo
                lanie 3 razy od ojca i 2 razy od babci... kurcze...i tak to nic nie zmienilo w
                milosci do nich...

                > Pewnie troche masz racje. Wlasnie o to chodzi. Zeby tak karac, zeby
                > kara nie byla kara tylka nauczka. Ma nie byc pokazaniem sily i
                > udowodnieniem, ze jak dziecko cos zrobi nie po naszej mysli, to
                > czeka je przemoc. Kara ma pokazac przyczynowosc skutkowa z >naciskiem
                > na przyczyne.


                Oczywiscie... dlatego irytuje mnei kiedy ludzie tu pisza, ze klaps to pokazanie
                przewagi silniejszym nad slabszym. Takim pokazaniem przewagi jest KAZDA kara.
                No i kara powinna byc adekkwatna do winy. Masa ludzi pierze dziecko po tylko z
                byle powodu..kurcze ..moja bratowa np przylala dziecku przez tylek za to ze nie
                chciala sie umyc i chciala troche dluzej posiedziec.. nie rozumiem takiego
                zachownaia i wkurzaa mnie jak matki przeginaja i wrzeszcza na dzieciaki, zeby
                tylko sie odreagowac. Ale tez nie znosze calkowitego poblazania i olewanie
                wszytskiego tlumaczac sobie, ze to przeciez dziecko.

                Nie wiem jak bede wychowywal moje dzieci, ale mam wrtazenie, ze jakis klaps sie
                przylepi..jak juz na prawde przegdzie ndzeiciak.. ale to chwilowo tak
                mysle..moze sie okazac ze znajde cos skuteczniejszegosmile

                > wychowywanie, to znaczy, ze na prawde mozna. Dla mnie to glupota,
                > ciemnota i lenistwo.

                no wlasnie, jednym wychodzi a innym nie... i w tym problem. niektorzy chca
                dobrze, a nie ptrafia, a innym wychodzi to naturalnie. Duzo zalezy nie tylko od
                rodzicow, ale tez od otoczenia, szkoly, kolegow..osiedla..itd...
                • kropkacom Re: a wiesz camel_3d 15.12.07, 12:18
                  > Gdybym wiedzial, ze nic mi nie grozi byc moze mial bym w nosie odrabianie lekcj

                  To co napisałeś bardzo ładnie tłumaczy sens a raczej sposób działania klapsa.
                  Zamiast zrozumieć swój błąd robiłeś to co trzeba tylko z powodu strachu przed
                  laniem. Co do złodziejstwa, to ja nie kradnę nie ze strachu przed restrykcjami
                  ale dlatego że takie mam zasady.
                  • camel_3d Re: a wiesz camel_3d 15.12.07, 19:47
                    > To co napisałeś bardzo ładnie tłumaczy sens a raczej sposób działania klapsa.
                    > Zamiast zrozumieć swój błąd robiłeś to co trzeba tylko z powodu strachu przed
                    > laniem. Co do złodziejstwa, to ja nie kradnę nie ze strachu przed restrykcjami
                    > ale dlatego że takie mam zasady.

                    gdyby dzieci nie obawialy sie zadnych konsekwencji to na pewno nie chodzilyby do
                    szkoly...
                    • mama303 Re: a wiesz camel_3d 15.12.07, 19:52
                      camel_3d napisał:


                      >
                      > gdyby dzieci nie obawialy sie zadnych konsekwencji to na pewno nie
                      chodzilyby d
                      > o
                      > szkoly...

                      Nie doceniasz dzieci
                      • camel_3d Re: a wiesz camel_3d 16.12.07, 15:49

                        > Nie doceniasz dzieci

                        doeceniem, ale tez wiem ile mowilo "nie ide na wgary" bo mnie stary zleje...smile
                        • mama303 Re: a wiesz camel_3d 16.12.07, 21:37
                          camel_3d napisał:

                          > doeceniem, ale tez wiem ile mowilo "nie ide na wgary" bo mnie
                          stary zleje...smile

                          To wina starego że tak mówiły i tak myslały smile

                          • camel_3d Re: a wiesz camel_3d 17.12.07, 08:48

                            >
                            > To wina starego że tak mówiły i tak myslały smile


                            a jakby mowily, nie ide na wagary bo mi mama zabroni TV ogladac, to by bylo lepiej?
                            • mama303 Re: a wiesz camel_3d 18.12.07, 19:51
                              camel_3d napisał:

                              > a jakby mowily, nie ide na wagary bo mi mama zabroni TV ogladac,
                              to by bylo lepiej?

                              Nie, to w zasadzie to samo
      • camel_3d Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 11:55

        > naprawde to jest az,klaps,moim zdaniem powinno byc to karane.

        w takim razie dzieci powinny byc tak samo karane za czyny z KK ja dorosli.
    • nowa_na_forum A co zrobic w sytuacji gdy 13.12.07, 14:28
      Dziekuje wszystkim za wypowiedzi. Boje sie jednak ze te deklaracje
      nie sa w 100% zgodne z rzeczywistoscia.

      A co zrobic w sytuacji gdy dokads sie spieszycie, np. do lekarza a
      dziecko upiera sie ze sie chce jeszcze pobawic? NIE MA CZASU by mu
      10 minut tlumaczyc, ze musimy sie ubierac. Czy nawet wowczas nie
      uzyjecie argumentu sily? Bo ja nie mam pomyslu. Oczywiscie najpierw
      "ostrzegam" dziecko ze niedlugo wychodzimy i w 95% sytuacji to dziala,
      ale czasami niestety nie. I wowczas NIE MA CZASU by przemowic mu do
      rozsadku. Wolicie dac klapa czy spoznic sie do lekarza/na pociag?
      • nangaparbat3 Re: A co zrobic w sytuacji gdy 13.12.07, 15:28
        Nie tłumaczyłam, tylko bralam na kolana i ubierałam, a potem pod pache i chodu.

        Raz zlalam za cos takiego, fakt, jak bylismy juz spoźnieni na bardzo ważną
        rodzinną uroczystość, a ona teatralnym gestem zaczęla się rozbierać (w ramach
        protestu przeciwko botkom - był minus 15, a młoda dama postanowiła pojść w
        lakierowanych pantofelkach). Ale to było raz, bardzo sie potem tego wstydziłam,
        miała 4 i poł i było mi głupio, ze uderzyłam kogoś, z kim mogłam sie byla dogadać.
        To był drugi raz i ostatni, pierwszy jak miala 2 lata rowno, za morderstwo, o
        czym wielokrotnie na tym forum miałam zaszczyt.
        • toya_hl Re: A co zrobic w sytuacji gdy 13.12.07, 16:28
          Moja mi takie jazdy z butami robila czesto. Raz jej pozwolilam wyjsc
          w sandalach, calkiem niedawno, jak bylo cos kolo zera stopni.
          Najpierw sie wkurzylam, prosilam, zartowalam, potem grozilam, a
          dzieciak nie i nie! No to mowie- prosze bardzo! Wyszla, uszla moze
          300 m i zaczela gadac, ze jej zimno. Wiec musialam dzieciak cofnac
          do domu i zeby poniosla konsekwencje, zakonczyc tak spacer. Moze
          drastyczne, ale skuteczne. Wiecej w sandalkach czy klapkach na basen
          w zime nie chce wychodzic wink
        • ewelina_1 Re: A co zrobic w sytuacji gdy 14.12.07, 03:33
          nangaparbat3 napisała:

          > Nie tłumaczyłam, tylko bralam na kolana i ubierałam, a potem pod
          pache i chodu.
          >
          mam bliźniaki. Ubierasz jedno, drugie się w tym czasie rozbiera. I
          tak w kółko. Możesz zacząć ubierać je nawet 3 godziny wcześniej a i
          tak nie masz gwarancji, że czegoś nie wymyślą by się popisać przed
          sobą.
          • ewelina_1 Re: A co zrobic w sytuacji gdy 14.12.07, 03:38
            aaa, zapomniałam dopisać, że przysłowiowe "pod pachę i chodu" też
            nie przejdzie, no chyba że jesteś "ciężarowcem" smile
            • kropkacom Re: A co zrobic w sytuacji gdy 14.12.07, 08:27
              > aaa, zapomniałam dopisać, że przysłowiowe > aaa, zapomniałam dopisać, że przysłowiowe "pod pachę i chodu" też
              > nie przejdzie, no chyba że jesteś "ciężarowcem"

              W momencie kiedy byłam sama na spacerze z bliźniakami a oboje robiły awantury to podobnie jak przy ubieraniu oświadczałam że jak się nie uspokoją to zostaniemy tu na noc. Po pewnym czasie uciszały się. Jeśli jestem z mężem i blisko domu to właśnie "pod pachę i chodu".

              Kiedy maluchy były małe to po prostu nigdzie dalej sama sie z nimi nie zapuszczałam.
              • ewelina_1 Re: A co zrobic w sytuacji gdy 15.12.07, 16:03
                kropkacom napisała:

                > W momencie kiedy byłam sama na spacerze z bliźniakami a oboje
                robiły awantury t
                > o podobnie jak przy ubieraniu oświadczałam że jak się nie uspokoją
                to zostaniem
                > y tu na noc. Po pewnym czasie uciszały się. Jeśli jestem z mężem i
                blisko domu
                > to właśnie "pod pachę i chodu".
                do starszych dzieci jest więcej możliwości dotarcia i nikt tego nie
                kwestionuje.

                > Kiedy maluchy były małe to po prostu nigdzie dalej sama sie z nimi
                nie zapuszcz
                > ałam
                w innym miejscu się dowiedziałam, że dzieci broją bo się nigdzie
                dalej nie zapuszczałam. I kółko się zamknęło sad
                • kropkacom Re: A co zrobic w sytuacji gdy 15.12.07, 16:10
                  > w innym miejscu się dowiedziałam, że dzieci broją bo się nigdzie
                  > dalej nie zapuszczałam. I kółko się zamknęło sad

                  Pisząc, dalej się nie zapuszczałam, nie miałam na myśli siedzenia w domu. Ale na
                  przykład nie szłam z nimi nigdzie gdzie musiałabym sama dojechać komunikacja
                  miejską.
                  • ewelina_1 Re: A co zrobic w sytuacji gdy 15.12.07, 16:23
                    kropkacom napisała:

                    > Pisząc, dalej się nie zapuszczałam, nie miałam na myśli siedzenia
                    w domu. Ale n
                    > a
                    > przykład nie szłam z nimi nigdzie gdzie musiałabym sama dojechać
                    komunikacja
                    > miejską.
                    ale mnie też właśnie o to chodziło
                    • kropkacom Re: A co zrobic w sytuacji gdy 15.12.07, 17:57
                      > ale mnie też właśnie o to chodziło

                      O ile pamiętam (może sie mylę) że Ty czasami w ogóle z dziećmi z domu nie
                      wychodziłaś bo mieliście podwórko w remoncie.
                      • ewelina_1 Re: A co zrobic w sytuacji gdy 15.12.07, 23:53
                        kropkacom napisała:

                        > O ile pamiętam (może sie mylę) że Ty czasami w ogóle z dziećmi z
                        domu nie
                        > wychodziłaś bo mieliście podwórko w remoncie.
                        coś w tym stylu. Wokół domu jest plac budowy m.in. z rusztowaniami,
                        bo mieli teraz na jesień tynkować, a peryferie miasta mają
                        ograniczone możliwości spacerów. No ale jest za to wykończony taras -
                        mały plac zabaw na słońcu no i dużo jeździliśmy popołudniami i w
                        weekendy. Więc dzieci nie siedzą w domu.
                        Ale mnie chodziło o komentarze, że nie wsiadam do autobusu by gdzieś
                        pojechać, a więc "nie szłam z nimi nigdzie gdzie musiałabym sama
                        dojechać komunikacja miejską."
            • ciociacesia blizniakom w takiej sytuacji nalezy dac klapa 13.03.08, 19:49
              a trojaczki przywiazac do kaloryfera smile
              a klaps w takiej sytuacji pomaga?
          • kropkacom Re: A co zrobic w sytuacji gdy 14.12.07, 08:21
            > mam bliźniaki. Ubierasz jedno, drugie się w tym czasie rozbiera. I
            > tak w kółko. Możesz zacząć ubierać je nawet 3 godziny wcześniej a i
            > tak nie masz gwarancji, że czegoś nie wymyślą by się popisać przed
            > sobą.

            Tez mam bliźniaki. No i niestety zawsze brałam pod uwagę takie wpadki. Nawet
            teraz do przedszkola wychodzimy wcześniej a nie na ostatnia chwilę. Kiedy
            wybieramy się na dwór a któreś "marudzi" to po prostu siadam na kanapie i
            oświadczam że nigdzie nie idę. I to że je "olewam" działa lepiej niż klaps.
      • toya_hl Re: A co zrobic w sytuacji gdy 13.12.07, 16:21
        Odpoiwednio wczesnie przerwac zabawe, a nie dac klapsa! Odpowiadajac
        na pytanie: wole sie spoznic do lekarza niz egzekwowac to, co sobie
        wymyslilam klapsem! No bo czym jest jakies tam spoznienie w
        konfrontacji z zaufaniem dziecka? Sama nadal sie tego ucze.
        Wymagania od Corki posluszenstwa w niektorych sytuajach. Mam taki
        przyklad z dzisiejszego dnia. Wracam z Corka ze spacerow i z zakupow
        jednoczesnie. Nie wzielysmy wozka, wiec wszystko dzwigam i do tego
        mam w jenej rece Malucha, ktory przez godzine dzielnie znosil
        zakupy, az tu nagle 400 m od domu zaczyna sie trauma. Ja mam 3
        torby, ciezkie jak cholera, torebka zwisa mi z ramienia, corka chce
        na raczki, wiec ja pytam czy bola cie nozki? A ona na to, ze nie,
        ale chce zebym... ja ponosila jak zakupy wink. Myslalam,ze zartuje
        wiec mowie spokojnie, ze mam ciezkie torby, do tego chory kregoslup,
        wiec nie dam rady, a ona mi w ryk okrutny, rzuca sie na chodnik, ze
        nie idzie tylko chce na raczki! Ludziska oczywiscie sie na mnie
        gapia, bo ciekawa sytuacja dla nich (niejeden mial na twarzy
        wypisane "ucisz bachora"). No i co robic? Bo dziecko za nic w
        swiecie nie chce juz isc. Sa trzy opcje. Wziac dziecko pod druga
        pache i taszczyc do domu ostatnimi silami, dac klapa na opamietanie
        (pewnie znalazlyby sie osoby co by mialy argumenty na ta metode),
        albo trzecia, metoda, ktora ja wybralam. Postawilam torby na ziemi,
        przykucnelam obok corki i mowie jej spokojnie (choc wcale taka nie
        bylam) ze mama ma juz bagaz, ze cala droge byla taaaka dzielna i ze
        torby nie maja nozek wiec same nie pojda. Odwolalam sie tez do jej
        litosci wink)) i mowie, ze jak mamusi cos sie stanie w kregoslup to
        koniec bieganiem po placu zabaw, koniec z jazda konno i na pewno na
        narty w tym roku nie pojedziemy. Przynajmniej zamilkla. Sciagnelam
        torbe z ramienia (babska torebke, niezbyt ciezka) i dalam corce do
        taszczenia. Od razu sie podniosla i ciagnela to torebke za mna. Moze
        komus ta sytuacja wyda sie smieszna, moze nie kazdemu starczy nerwow
        na takie tlumaczenia na srodku chodnika, ale ja czuje, ze w ten
        sposob wygralam kolejna malutka bitwe. Dziecko nie zostala
        skrzyczane, nie dostalo klapsa, przestalo sie awanturowac, a co
        najwazniejsze - poszlo za mna. Ja mam wyjatkowo rozbrykane dziecko,
        bardzo zaborcze, ale corac czesciej widze, ze krzykiem to sobie
        tylko w niej wroga moglabym wyhodowac.
        My jestesmy na etapie pozbywania sie wozka, wiec za kazdym razem
        przed wyjsiciem tlumacze corce, ze skoro juz jest taka duza i nie
        chce wozka to musi cala droge przebyc na nozkach, bo ja jej dzwigac
        nie moge. Jak na dluzej wychodze, zabieram parasolke; w koncu male
        nozki moga sie zmeczyc. Dzieciaka czasem trzeba przechytrzyc wink.
        Mowie serio. Jak moja nieraz nie chce porzucic zabawek i histeryzuje
        ze jeszcze sie pobawimy (a luuubi sie bawic na calego) to robie
        akcje po tytulem wycieczka specjalnie dla zabawek i kaze szybko
        spakowac do plecaczka i corka sama niesie. Swoja pania doktor akurat
        lubi wiec nie ma oporow specjalnie zeby isc, ale jak nie chce, to
        symuluje chorobe u ktoregos z Teltubisiow i tlumacze, ze trzeba
        szybko go zawiesc do pani doktor. Potem prosimy pania zeby zerknela
        na niego czy jest zdrowy wink.
        Oj z tymi dziecmi to jest wieczna gimnastyka i cale zycie sprawdzian
        dla nas, ale tak to juz jest smile
        Zycze wiele cierpliwosci. Ja sama mam malo, ale znalazlam w sobie
        generator i trenuje smile
        Pozdrawiam
        • nowa_na_forum Re: A co zrobic w sytuacji gdy 13.12.07, 16:46
          Podałaś akurat przykłady gdy można było chwilę poczekać. Czasem jednak
          są sytuacje gdy poczekać nie można albo wiąże się z poważnymi
          konsekwencjami (np. spóźnnie na pociąg).
          Chodzi mi o to że są sytuacje, kiedy NIE MA INNEGO WYJŚCIA.
          No chyba, ze ktoś woli nie pojechać na zapłacone wakacje a nie dać klapsa.
          • jola_ep Re: A co zrobic w sytuacji gdy 13.12.07, 17:21
            > Chodzi mi o to że są sytuacje, kiedy NIE MA INNEGO WYJŚCIA.

            Nangaparbat3 opisała Ci INNE WYJŚCIE.

            Też tak robiłam.
            Bardzo rzadko.

            Jak się bardzo śpieszyłam problemów nie miałam. Może dzieciaki odpowiednio przygotowane wink Warto też umieć się przygotować tak, aby nie było konieczności pośpiechu.

            Myślę, że to kwestia podejścia. Jeśli jesteś nastawiona na klaps, to przestajesz szukać innych rozwiązań (albo robisz to bez przekonania). Ja zbytnich ciągotek do klapsów nie mam, bo sama nie byłam bita w dzieciństwie.

            Pozdrawiam
            Jola
          • mama303 Re: A co zrobic w sytuacji gdy 13.12.07, 19:27
            nowa_na_forum napisała:

            > Podałaś akurat przykłady gdy można było chwilę poczekać. Czasem
            jednak
            > są sytuacje gdy poczekać nie można albo wiąże się z poważnymi
            > konsekwencjami (np. spóźnnie na pociąg).

            A co da klaps w tej sytuacji?
            • anetuchap Re: A co zrobic w sytuacji gdy 13.12.07, 20:33
              Jeśli spóżnisz się na pociąg,to możesz o to obwiniać TYLKO siebie.
              To nie dziecko odpowiada za takie sytuacje,bo ono nawet nie rozumie
              pojęcia czasu,a dostaje w dupę za bezmyślność matki. Jeśli wiesz,że dziecko może
              sprawiać problemy (zakładam,że znasz swojego szkraba),to powinnaś zacząć
              szykować się wcześniej.
              Nie 15 min przed wyjściem,ale pół godziny.

              Ja uważam,że najważniejsze jest to jak rodzice podchodza do bicia,
              bo "klapsy" to eufemizm wymyślony przez bijących. "klapsowanie"
              lepiej brzmi niz bicie,prawda? Chodzi mi o to,że zbyt wiele rodziców
              daje sobie przyzwolenie na bicie,tłumacząc się tym,że są tylko ludźmi
              i nerwy im puszczają. Takie samo usprawiedliwianie się.
              Gdy rodzic powie sobie,że NIE WOLNO bić dziecka,to nawet gdy uderzy,
              to czuje się winny i jest mu głupio. Jest szansa,że więcej tego
              nie zrobi.
              • krwawakornelia Dajcie spokoj dziewczyna ma niepokolei w glowie 13.12.07, 20:56
                ze swirami sie nie dyskutuje, mozna co najwyzej po policje zadzwonic.
            • nowa_na_forum Re: A co zrobic w sytuacji gdy 13.12.07, 21:05
              > A co da klaps w tej sytuacji?

              Przekona dziecko, ze warto jednak usluchac, bo o ile tlumaczenia,
              prosby i grozby nie niosa zadnych natycnmiastowych konsekwencji,
              zwlaszcza dla malego dziekca, ktore nie bardzo rozumie co to znaczy
              "nie bedzie jutro dobranocki" bo nawet nie wie co to "jutro", to juz
              klap jest bardzo wyraznym sygnalem, ze cos w zachowaniu dziecka jest
              nie w porzadku. Oczywiscie klap musi byc ostatecznoscia, bo rozdawany
              z byle powodu "traci na wartosci".
              • krwawakornelia co to za bzdura? 13.12.07, 22:05
                W jaki sposo przekona ze warto sluchac?
              • marghe_72 Re: A co zrobic w sytuacji gdy 13.12.07, 22:08
                nowa_na_forum napisała:

                > > A co da klaps w tej sytuacji?
                >
                > Przekona dziecko, ze warto jednak usluchac, bo o ile tlumaczenia,
                > prosby i grozby nie niosa zadnych natycnmiastowych konsekwencji,
                > zwlaszcza dla malego dziekca, ktore nie bardzo rozumie co to znaczy
                > "nie bedzie jutro dobranocki" bo nawet nie wie co to "jutro", to
                juz
                > klap jest bardzo wyraznym sygnalem, ze cos w zachowaniu dziecka
                jest
                > nie w porzadku. Oczywiscie klap musi byc ostatecznoscia, bo
                rozdawany
                > z byle powodu "traci na wartosci".

                Mylisz się
                NIC nie zrozumie oprócz tego, że najważniejsza osoba w jego życiu
                zadaje mu ból.
                Nauczy się, że matki można się bać.
                Nauczy się , że słabszemu można przylać
                Nauczy się wykonywac polecenia ze strachu..

                NICZEGo więcej klaps nie nauczy
              • balinka1777 Re: A co zrobic w sytuacji gdy 13.12.07, 23:45
                Nie masz racji. jak juz pisalam kilka razy uderzylam moja
                corke,plakala a ja z nia. raczej tego juz nie zrobie. sa inne
                wyjscia dziewczyny dobrze ci radza. skoro ty planujesz ze klaps moze
                byc metoda to znaczy ze potrzebujesz pomocy, tu ja znajdziesz tylko
                zacznij sluchac madrzejszych. ja jak mam problem to nie wymyslam
                argumentow za swoja racja tylko klade uszy po sobie i planuje
                poprawe a nie kolejnego klapsa! to ze sie gdzies spozniasz to twoja
                wina a nie dziecka, klaps tez jest twoja wina tak samo jak moja i
                innych ktorzy dali
                oby sie nam dzieci kiedys nie odwdzieczyly
                • nowa_na_forum Re: A co zrobic w sytuacji gdy 14.12.07, 18:57
                  nie zgadzam się i pozostanę przy swoim zdaniu, chyba że mnie ktoś
                  przekona
        • mama_miko Re: A co zrobic w sytuacji gdy 14.12.07, 08:43
          toya_hl napisała:

          Postawilam torby na ziemi,
          > przykucnelam obok corki i mowie jej spokojnie (choc wcale taka nie
          > bylam) ze mama ma juz bagaz, ze cala droge byla taaaka dzielna i ze
          > torby nie maja nozek wiec same nie pojda. Odwolalam sie tez do jej
          > litosci wink)) i mowie, ze jak mamusi cos sie stanie w kregoslup to
          > koniec bieganiem po placu zabaw, koniec z jazda konno i na pewno na
          > narty w tym roku nie pojedziemy. Przynajmniej zamilkla. Sciagnelam
          > torbe z ramienia (babska torebke, niezbyt ciezka) i dalam corce do
          > taszczenia. Od razu sie podniosla i ciagnela to torebke za mna. Moze
          > komus ta sytuacja wyda sie smieszna, moze nie kazdemu starczy nerwow
          > na takie tlumaczenia

          Ubłagałaś córę, aby dala Ci spokój. Wzięłaś ją na litość. To jeszcze gorsze od
          klapsa. Wydaje mi się, że Twoja córeczka jest malutka, skoro prosi Cię z płaczem
          o wzięcie na ręce, więc domyślam się że zupełnie jest jej to obojętne czy Cie
          boli kręgosłup czy nie i nie obchodzi jej to, że torby z zakupami są dla Ciebie
          ważniejsze. Gdzieś czytalam w jakiejś książce, ale zabij mnie, nie pamiętam
          teraz tytułu, że największym smutkiem dla małego dziecka jest ból mamy i jej łzy.

          na srodku chodnika, ale ja czuje, ze w ten
          > sposob wygralam kolejna malutka bitwe.

          Jesteś przeciwko klapsom, a toczysz bitwy ze swoim malcem? Jakie? Psychiczne?
          Kto wygra bitwę slowną na chodniku?

          Dziecko nie zostala
          > skrzyczane, nie dostalo klapsa, przestalo sie awanturowac, a co
          > najwazniejsze - poszlo za mna.

          Po co klaps czy skrzyczenie za naturalne zachowanie, naturalną chęć bycia na
          ręklach mamy lub po prostu zwykłe lenistwo, które też jest calkowicie naturalne?

          Ja mam wyjatkowo rozbrykane dziecko,
          > bardzo zaborcze, ale corac czesciej widze, ze krzykiem to sobie
          > tylko w niej wroga moglabym wyhodowac.

          Wiem co czujesz. Mam podobnie, ale staram się go nie brać na litość. Wczoraj
          miałam podobną sytuację z moim dwulatkiem. Godz. 20 - mróz, wracamy do domu.
          Miko chce na ręce. Mówię do niego, że da radę, jestesmy już blisko domu.
          Przeciez jest twradzielem. Jestes twardzielem? Odpowiedzial ze tak i dumnie tup,
          tup, chociaz kawalek. Po chwili znowu, że chce na rece. Podobnie jak ty,
          powiedzialam mu jasno dlaczego "nie", że w brzuchu noszę jeszcze dwóch kolejnych
          jego braci, a on jest twardy facet i damy rade isc na nogach. Po to je mamy,
          zeby np. poskakac na nich jak kroliczki. I tak skakalismy jak te kroliki do
          samego wejscia.

          Nie wzielam Go na litosc, zamienilam prosbę w zabawe, nie rzucilam rozkazu
          jednoznacznie "masz isc na nogach, bez dyskusji". Jakos sie udalo.

          Ale Tobie rownież się udalo, wiec Twoja metoda sprawdza sie u Ciebie. U mnie nie
          przechodzi i nigdy nie błagam swojego dziecka. Prosić - tak, proszę go o wiele
          rzeczy, by zrobił, ale nigdy nie stosuję: "dziecko, zrozum, zlituj się nade mną,
          idź na nóżkach". Nie rozumie też, dlaczego przez mysl Ci przechodzi ze w takiej
          sytuacji mozna dac klapsa, jako jedną z metod wyjscia z problemu?
          • kropkacom Re: A co zrobic w sytuacji gdy 14.12.07, 09:12
            > Wiem co czujesz. Mam podobnie, ale staram się go nie brać na litość. Wczoraj
            > miałam podobną sytuację z moim dwulatkiem. Godz. 20 - mróz, wracamy do domu.
            > Miko chce na ręce. Mówię do niego, że da radę, jestesmy już blisko domu.
            > Przeciez jest twradzielem. Jestes twardzielem? Odpowiedzial ze tak i dumnie tup
            > ,
            > tup, chociaz kawalek. Po chwili znowu, że chce na rece. Podobnie jak ty,
            > powiedzialam mu jasno dlaczego "nie", że w brzuchu noszę jeszcze dwóch kolejnyc
            > h
            > jego braci, a on jest twardy facet i damy rade isc na nogach. Po to je mamy,
            > zeby np. poskakac na nich jak kroliczki. I tak skakalismy jak te kroliki do
            > samego wejscia.

            Ja bym małego spytała czy chce zostać na noc na dworze. Gwarantuje że nie
            chciałby smile) Przy bliźniakach będziesz musiała mieć jeszcze większe pokłady
            cierpliwości.
            • mama_miko Re: A co zrobic w sytuacji gdy 14.12.07, 09:32
              kropkacom napisała:

              > Ja bym małego spytała czy chce zostać na noc na dworze. Gwarantuje że nie
              > chciałby smile) Przy bliźniakach będziesz musiała mieć jeszcze większe pokłady
              > cierpliwości.

              Hmm... też sposóbsmile Spróbuje czy zadziała u mnie? Ale myślę, że będzi wył dalej,
              mało tego jak się ruszę chcąc go zostawić, chwyci się mojej nogi, wręcz się do
              niej przyklei... i co dalej?
      • marghe_72 Re: A co zrobic w sytuacji gdy 13.12.07, 22:03
        nowa_na_forum napisała:

        > Dziekuje wszystkim za wypowiedzi. Boje sie jednak ze te deklaracje
        > nie sa w 100% zgodne z rzeczywistoscia.
        >
        > A co zrobic w sytuacji gdy dokads sie spieszycie, np. do lekarza a
        > dziecko upiera sie ze sie chce jeszcze pobawic? NIE MA CZASU by mu
        > 10 minut tlumaczyc, ze musimy sie ubierac. Czy nawet wowczas nie
        > uzyjecie argumentu sily? Bo ja nie mam pomyslu. Oczywiscie najpierw
        > "ostrzegam" dziecko ze niedlugo wychodzimy i w 95% sytuacji to
        dziala,
        > ale czasami niestety nie. I wowczas NIE MA CZASU by przemowic mu do
        > rozsadku. Wolicie dac klapa czy spoznic sie do lekarza/na pociag?


        taka sytuacja absolutnie nie usprawiedliwuia klapsa.
        Zacznij szykowac dziecko wczesniej.. skoro wiesz, że może protestować
        tłumacz
        ubierz niejako na siłę itp
        są różne sposoby

        a przede wszystkim musisz uzbroić się w cierpliwośc. A to niełatwe.
        Zwłaszcza jak można gnojkowi wlac i z głowy..

        co osiągniesz klapsem?
        • nowa_na_forum Re: A co zrobic w sytuacji gdy 13.12.07, 22:21
          > ubierz niejako na siłę itp

          Aha, czyli można ubrać na siłę, czyli stosując przemoc fizyczną, ale
          klapa dac nie można, ciekawe.

          > co osiągniesz klapsem?

          Podporządkowanie się w sytuacjach wyjątkowych. W 99% wystarcza słowo.
          • marghe_72 Re: A co zrobic w sytuacji gdy 13.12.07, 22:27
            nowa_na_forum napisała:


            > > co osiągniesz klapsem?
            >
            > Podporządkowanie się w sytuacjach wyjątkowych. W 99% wystarcza
            słowo.

            opisane przez Ciebie sytuacje nie sa wyjątkowe
            to absolutna codzienność
            Twoja rola w tym, zeby do nich nie dochodziło..
            • nowa_na_forum Re: A co zrobic w sytuacji gdy 14.12.07, 18:46
              U mnie stosowanie "przemocy" w postaci klapsa to nie jest codzienność.
              Dużo częstsze jest "znęcanie się" w postaci siłowego ubierania,
              rozboerania, wynoszenia, wnoszenia, mycia czy karmienia.
              A w zasadzie to w większości to już czas przeszły, bo mały ma 5 lat i
              już jest nauczony.
      • mama-ola Re: A co zrobic w sytuacji gdy 14.12.07, 10:17
        > A co zrobic w sytuacji gdy dokads sie spieszycie, np. do lekarza a
        > dziecko upiera sie ze sie chce jeszcze pobawic? NIE MA CZASU by mu
        > 10 minut tlumaczyc, ze musimy sie ubierac. Czy nawet wowczas nie
        > uzyjecie argumentu sily? Bo ja nie mam pomyslu. Oczywiscie najpierw
        > "ostrzegam" dziecko ze niedlugo wychodzimy i w 95% sytuacji to
        > dziala,
        > ale czasami niestety nie. I wowczas NIE MA CZASU by przemowic mu do
        > rozsadku. Wolicie dac klapa czy spoznic sie do lekarza/na pociag?

        O tym, o kórej się wyjdzie z domu, decyduje rodzic i tylko on. To
        rodzic się zna na zegarku, rodzic wie, na którą się umówił i ile
        zajmie dojazd, rodzic szacuje czas potrzebny na przygotowanie, nie
        dziecko. Dziecko nie może być ofiarą niezorganizowania rodzica.

        Mam dziecko od 2 lat i 7 m-cy - i udaje mi się z nim zdążyć tam,
        gdzie trzeba. Od ponad półtora roku co rano budzę moje dziecko,
        ubieram je, odwożę do babci (a mam daleko) i potem jadę do pracy.
        W 95% przypadków się do pracy nie spóźniłam, w pozostałych 5% jesli
        się spóźniłam to tylko i wyłacznie ze swojej winy - wstałam za
        późno, guzdrałam się sama lub źle oszacowałam czas potrzebny dziecku
        na wyguzdranie się, wyszłam za późno i wpadłam w większy korek itp.

        Odpowiedzialność dziecka jest tu żadna!

        Czy moje dziecko się guzdra? Pewnie! Np. raz na chwilę przed
        wyjściem oznajmił, że musi siusiu.
        Idzie do łazienki. Czas płynie...
        Podnosi klapę. Czas płynie...
        Potem drugą część deski. Czas płynie...
        Ściąga spodnie, rajstopy i majtki. Czas płynie...
        Siusia. Czas płynie...
        Niezdarnie próbuje naciagnąć majtki z rajstopami. Czas płynie...
        - Antosiu pomogę ci - nie wytrzymuję i rzucam się do naciągania
        ubrania.
        W oczach dziecka pojawiają się łezki:
        - Przecież ja jestem duży chłopak! Ja umiem sam!...
        No więc naciąga sam. Czas płynie...

        Miałabym mu za to dać klapsa?!
        No, chore. Sorry, ale pomysł chory i beznadziejny.
        Wiecie, co czułam w tej łazience, gdy czas płynął?
        Patrzyłam na moje dziecko i byłam rozczulona tym, że jest taki
        kochany. Że tak świetnie sobie radzi. Że ja go uczę samodzielności,
        a on jest taki chętny do bycia "dużym chłopcem". Że inne matki
        wciąż się skarżą na forach: "3 lata i ciągle pielucha!", a mój synek
        od 7 m-cy radzi sobie sam.
        Czułam miłość, wyściskałam go, pochwaliłam. Nie czułam agresji i
        chęci przylania mu, jest mi to uczucie chęci dania klapsa zupełnie
        obce.
        Tego dnia spóźniłam się do pracy i postanowiłam budzić go 15 minut
        wcześniej. I od tamtej pory tak robię. To do mnie należy
        odpowiedzialność za to, czy dotrzemy na czas, nie do dziecka.

        A poza tym moje dziecko wie, kiedy mówię poważnie, kiedy sprawa jest
        poważna. Wie, że jak mówię "spieszymy się!", to jest to dla mnie
        bardzo ważne. Wie to bez klapsa smile, super, prawda?
        • nowa_na_forum Re: A co zrobic w sytuacji gdy 14.12.07, 19:29
          Pełna zgoda. Dawanie klapsa bo dziecko chce przed wyjściem siusiu to absurd.
          Ale jak mimo zapowiedzi że zaraz wychodzimy, ono uprze się, że chce
          się jeszcze czymś tam pobawić i za nic nie chce iść się ubierać to
          wówczas trudno je 10 minut prosić żeby jednak zmieniło zdanie...
          • kropkacom Re: A co zrobic w sytuacji gdy 14.12.07, 19:44
            > wówczas trudno je 10 minut prosić żeby jednak zmieniło zdanie...

            A jak byś trafiła na opornego osobnika i po jednym by nie poskutkowało albo
            wpadł by w histerię? Oba przykłady z życia wzięte. I proszę nie promuj tu
            klapsów bo to nie jest żadna metoda.
            • nowa_na_forum Re: A co zrobic w sytuacji gdy 15.12.07, 10:46
              na histerię najlepsza kuracja wodna, klapsy nic nie dają - mam to
              przećwiczone
          • mama-ola Re: A co zrobic w sytuacji gdy 14.12.07, 22:31
            > Pełna zgoda. Dawanie klapsa bo dziecko chce przed wyjściem siusiu
            > to absurd.
            > Ale jak mimo zapowiedzi że zaraz wychodzimy, ono uprze się, że chce
            > się jeszcze czymś tam pobawić i za nic nie chce iść się ubierać to
            > wówczas trudno je 10 minut prosić żeby jednak zmieniło zdanie...

            Czy dziecko przedłuża wyjście z powodu siusiu czy z powodu karmienia
            misia plastikową łyżeczką - co za różnica? Przedłuża, to przedłuża.
            Rozumiem, czemu - to jego protest przeciwko zaganianiu, temu że nie
            mamy dla niego czasu, temu że rano tylko słyszy "prędzej!
            szybciej!", temu że jedzie do babci, a wolałby zostać z nami etc.

            Odpowiedź jest ta sama - wstać wcześniej.

            U nas budzik jest na 5:45, z domu wychodzimy o 7:00. Godzina i
            kwadrans - mniej się nie da. Najpierw wstaję sama, myję się i
            ubieram. Potem idę do małego, głaszczę po pleckach, budzę, namawiam
            do wstania. Mam czas pogadać, jak dziecko mi chce opowiedzieć co
            powiedział miś uszatek w bajce.
            Kiedyś budziłam synka o 6:45, bo myślałam, że tak będzie dobrze -
            niech malec śpi jak najdłużej. Praktyka pokazała, że najlepiej
            budzić go jak najwcześniej. Teraz budzę go 6:25 - 6:30. Mam czas na
            jego przedłużanie.
            Nie może być tak, że matka z pośpiechu, bo źle wyliczyła czas, bo
            malec się nie dostosował, bo się zdenerwowała, klapsnie dziecko. to
            by było świństwo.
            Pytasz, co w wypadku gdy może uciec pociąg. To ja się pytam: od
            kiedy osoba dorosła wie, o której będzie miała pociąg? Dzień
            naprzód już to wie? Na zegarku się zna? Swoje dziecko zna? To niech
            weźmie odpowiedzialność i sobie poradzi!
            Zaraz ktoś mi złośliwie przyczepi skrzydła i ideałem z sarkazmem
            nazwie, ale co mi tam: ja zawsze jestem z Antosiem jestem u
            lekarza/na peronie/przystanku 15-20 minut przed czasem. Bo zaczynam
            się z nim szykować na dłuuugo przed czasem. Nie wyobrażam sobie,
            żebym miała się zacząć się szykować na ostatnią chwilę i popędzać
            dziecko klapsami. Absurd. Absurd!
            • nowa_na_forum Re: A co zrobic w sytuacji gdy 15.12.07, 10:50
              Znów się zgadzam, ale przecież może zdarzyć się tak, że mimo iż masz
              75 minut na przygotownie dziecka do wyjścia i zazwyczaj udaje Ci się
              znacznie wcześniej (i dlatego jesteś 15 minut przed czasem), że
              któregos pięknego dnia dziecko zechce przeciągnąć sprawę ponad Twój
              margines bezpieczeństwa. I co wtedy? Spóźnisz się na umówioną wizytę
              i każesz całej kolejce matek z dziećmi czekać? Czy może ubierzesz
              dziecko siłą (czyli stosując przemoc?)
              • mama-ola Re: A co zrobic w sytuacji gdy 17.12.07, 11:32
                > Czy może ubierzesz dziecko siłą (czyli stosując przemoc?)

                Jak chcę dziecko ubrać, to ubieram. Wije się po podłodze, czy nie.
                Nie biję go za karę, ale ubieram na siłę, jak trzeba. Nie robię tego
                jednak ze złością czy agresją, tylko z gilgotkami, przekomarzaniem
                się i obracaniem wszystkiego w żart. Moje dziecko też zresztą nie
                jest złośnikiem, jak mi ucieka przed ubieraniem, to smieje sie przy
                tym, a jak się kładzie na podłodze, to też zwykle ubawiony, jakie to
                śmieszne.
                Ubieram na siłę, jednakże z takim poszanowaniem godności dziecka,
                jakie da się w takie sytuacji zachować.
                • nowa_na_forum Re: A co zrobic w sytuacji gdy 17.12.07, 14:34
                  Ok, rozumiem, masz po prostu inny próg dopuszczalności stosowania
                  siły czyli przemocy.
    • nowa_na_forum prośbą czy groźbą? 13.12.07, 21:09
      Z mojego skromnego doświadczenia wynika, że jak nie działa prośba to
      działa groźba. Oczywiście pierwszeństwo mają prośby i tłumaczenia,
      groźby sa dopiero potem. Realizacja groźby bywa rzadkością, ale się
      zdarza.
      Ale żeby groźba była skuteczna dziecko musi rozumieć
      o co w niej chodzi. Jak dziecko nie chce wracać do domu, można je
      postraszyć, że zostawi się je samo na placu zabaw - zaraz przybiegnie.
      Jak nie chce jeść, to "nie będzie dobranocki" itd. itp. Tyle że
      od czasu do czasu trzeba groźbę spełnić, by nie była pustym słowem.
      Podobnie z klapem. Dziecko nie wiedząc co to jest nie boi się tego
      i nie zmienia swego zachowania. Gdy już pozna klapa, to często wystarczy
      tylko jego wspomnienie, by stało się grzeczniejsze.
      • krwawakornelia Dziewczyno a jak ty robisz cos 13.12.07, 22:08
        co mezusiowi nie odpowiada to tez daje ci klapsa.
        Idz sie leczyc Twoja Nieodpowiedzialnosc nie usprawiedliwa PRZEMOCY.
        • nowa_na_forum Re: Dziewczyno a jak ty robisz cos 13.12.07, 22:22
          klaps to nie przemoc
          • marghe_72 Re: Dziewczyno a jak ty robisz cos 13.12.07, 22:23
            nowa_na_forum napisała:

            > klaps to nie przemoc

            a co?
            Poproszę definicję klapsa
            • nowa_na_forum Re: Dziewczyno a jak ty robisz cos 14.12.07, 18:53
              jeśli klaps to przemoc to ubieranie na siłę, branie pod pachę i wynoszenie
              z placu zabaw to też przemoc.
              Klaps to uderzenie otwartą ręką powodujące chwilowy dyskomfort.
              Proszę o definicję przemocy.
              • kropkacom Re: Dziewczyno a jak ty robisz cos 14.12.07, 19:54
                > jeśli klaps to przemoc to ubieranie na siłę, branie pod pachę i wynoszenie
                > z placu zabaw to też przemoc.

                Nigdy nie udało mi się ubrać dziecko na siłę. Podawałam niezbędne leki "siłowo".
                Zawsze staram się żeby dziecko zrozumiało samo że awanturowanie się nie ma
                sensu. Nie potrafię szarpiącemu dziecku założyć rajstopsmile)

                > Klaps to uderzenie otwartą ręką powodujące chwilowy dyskomfort.
                > Proszę o definicję przemocy.

                Przemoc «przewaga wykorzystywana w celu narzucenia komuś swojej woli, wymuszenia
                czegoś na kimś; też: narzucona komuś bezprawnie władza»

                Przemocą «używając siły fizycznej, wbrew czyjejś woli»



                • nowa_na_forum Re: Dziewczyno a jak ty robisz cos 15.12.07, 10:51
                  Czyli lekarstwa można dawać przemocą, tak?
                  • kropkacom Re: Dziewczyno a jak ty robisz cos 15.12.07, 12:10
                    > Czyli lekarstwa można dawać przemocą, tak?

                    Niestety pewne lekarstwa w pewnych sytuacjach dziecko musi przyjąć. To nie jest
                    kwestia wyjdziesz na dwór czy cokolwiek innego. Ale odpowiem od razu nie bije
                    dziecka wtedy. Nie wrzeszczę również.
                    • kropkacom Re: Dziewczyno a jak ty robisz cos 15.12.07, 12:26
                      > Ale odpowiem od razu nie bije dziecka wtedy. Nie wrzeszczę również.

                      Zabrzmiało trochę opacznie. Ja zawsze staram się nie używać swojej przewagi
                      czyli bić również. I zdaje sobie sprawę że te kilka razy kiedy dałam synowi
                      lekarstwo na siłę na dłuższa metę również jest fatalne. Niestety wtedy nie
                      miałam innego wyjścia. To była poważna sytuacja od której zależało zdrowie
                      małego. Cały czas tłumaczyłam mu co robie i czemu.
                      • nowa_na_forum Re: Dziewczyno a jak ty robisz cos 15.12.07, 12:37
                        Fajnie że przyznałaś się jednak do stosowania przemocy przed samą sobą
                        i przed nami. To Cię trochę uczłowiecza.
                        • kropkacom Re: Dziewczyno a jak ty robisz cos 15.12.07, 12:48
                          > Fajnie że przyznałaś się jednak do stosowania przemocy przed samą sobą
                          > i przed nami. To Cię trochę uczłowiecza.

                          Jakby powiedziała moja nastoletnia siostra:o co cho? Jak to, czyżby ktoś kto
                          nigdy nie użył swej przewagi wobec dziecka nie był człowiekiem? Dziwne masz
                          myśli. Śmieszna jesteś. To ze podałam na siłę dziecku przy 40 stopniach gorączki
                          lek obniżający ją rozgrzesza Cię z dawania klapsów przy byle okazji?
                          • nowa_na_forum Re: Dziewczyno a jak ty robisz cos 15.12.07, 13:57
                            uczłowiecza w moich oczach, bo już saziłam że ze świętymi rozmawiam
                            • kropkacom Re: Dziewczyno a jak ty robisz cos 15.12.07, 14:23
                              > uczłowiecza w moich oczach, bo już saziłam że ze świętymi rozmawiam

                              Jak już te ze świętą. Nie wiem czy zrozumiałaś co napisałam.
          • balinka1777 Re: Dziewczyno a jak ty robisz cos 13.12.07, 23:49
            a ja mysle ze ty zartujesz sobie z nas. wole zeby tak bylo bo klaps
            to jest przemoc
      • marghe_72 Re: prośbą czy groźbą? 13.12.07, 22:11
        nowa_na_forum napisała:


        > Ale żeby groźba była skuteczna dziecko musi rozumieć
        > o co w niej chodzi. Jak dziecko nie chce wracać do domu, można je
        > postraszyć, że zostawi się je samo na placu zabaw - zaraz
        przybiegnie.

        Zostawiłabyś dziecko na ww placu zabaw?
        Śmiem twierdzić, ze nie. Czyli kłamiesz..
        I znowu straszysz dziecko. Naprawdę uważasz, że wychowywanie w
        strachu ma jakikolwiek sens?

        Jak dziecko nie chce wracać to gadasz, jak gadanie nie pomaga to
        bierzesz delikwenta pod pachę i zanosisz do domu, tłumaczą co i jak
        i tak do skutku
        Działa.
        Sprawdzone


        > Jak nie chce jeść, to "nie będzie dobranocki" itd. itp.

        Jak nie chce jesć to będzie głodne. Proste, nieprawdaż?
        Co ma dobranocka do jedzenia???


        Tyle że
        > od czasu do czasu trzeba groźbę spełnić, by nie była pustym słowem.
        > Podobnie z klapem. Dziecko nie wiedząc co to jest nie boi się tego
        > i nie zmienia swego zachowania. Gdy już pozna klapa, to często
        wystarczy
        > tylko jego wspomnienie, by stało się grzeczniejsze.

        o strachu pisałam wyżej

        o braku szacunku pisały inne forumowiczki, NIe będe powielać
        • nowa_na_forum Re: prośbą czy groźbą? 13.12.07, 22:20
          > Zostawiłabyś dziecko na ww placu zabaw?
          > Śmiem twierdzić, ze nie. Czyli kłamiesz..

          Oczywiście że bym nie zostawiła. Ale wystarczy odejść kawałek i już
          dziecko mięknie.

          > I znowu straszysz dziecko. Naprawdę uważasz, że wychowywanie w
          > strachu ma jakikolwiek sens?

          Czasem nie ma rady. Lepiej wszak postraszyć niż dać klapa.

          > Jak dziecko nie chce wracać to gadasz, jak gadanie nie pomaga to
          > bierzesz delikwenta pod pachę i zanosisz do domu, tłumaczą co i jak
          > i tak do skutku
          > Działa.
          > Sprawdzone

          Zgadza się. Ale ja jestem drobna i zawsze miałam siłę nieść malca.
          Poza tym to nie jest zbyt dorby sposób, bo niektóre dzieciaki potem
          nie chcą inaczej wracać do domu niż na rękach.

          > Jak nie chce jesć to będzie głodne. Proste, nieprawdaż?

          Bardzo proste, ale pozostawianie decyzji dzicku co, gdzie i kiedy będzie
          jadło nie jest moim zdaniem najlepszym pomysłem. Podobnie z lekami.

          > Co ma dobranocka do jedzenia???

          Groźba sankcji często skutkuje.


          Wychowanie bez cienia strachu, bez znajomości bólu prowadzi moim zdaniem
          do wychowania kaleki.
          • marghe_72 Re: prośbą czy groźbą? 13.12.07, 22:22
            nowa_na_forum napisała:

            > > Zostawiłabyś dziecko na ww placu zabaw?
            > > Śmiem twierdzić, ze nie. Czyli kłamiesz..
            >
            > Oczywiście że bym nie zostawiła. Ale wystarczy odejść kawałek i już
            > dziecko mięknie.
            >
            > > I znowu straszysz dziecko. Naprawdę uważasz, że wychowywanie w
            > > strachu ma jakikolwiek sens?
            >
            > Czasem nie ma rady. Lepiej wszak postraszyć niż dać klapa.
            >
            > > Jak dziecko nie chce wracać to gadasz, jak gadanie nie pomaga to
            > > bierzesz delikwenta pod pachę i zanosisz do domu, tłumaczą co i
            jak
            > > i tak do skutku
            > > Działa.
            > > Sprawdzone
            >
            > Zgadza się. Ale ja jestem drobna i zawsze miałam siłę nieść malca.
            > Poza tym to nie jest zbyt dorby sposób, bo niektóre dzieciaki
            potem
            > nie chcą inaczej wracać do domu niż na rękach.
            >
            > > Jak nie chce jesć to będzie głodne. Proste, nieprawdaż?
            >
            > Bardzo proste, ale pozostawianie decyzji dzicku co, gdzie i kiedy
            będzie
            > jadło nie jest moim zdaniem najlepszym pomysłem. Podobnie z lekami.
            >
            > > Co ma dobranocka do jedzenia???
            >
            > Groźba sankcji często skutkuje.
            >
            >
            > Wychowanie bez cienia strachu, bez znajomości bólu prowadzi moim
            zdaniem
            > do wychowania kaleki.


            Strach, posłuszeństwo, kłamstwo i ból

            Moje gratulacje..
          • marghe_72 Re: prośbą czy groźbą? 13.12.07, 22:25
            nowa_na_forum napisała:


            > Bardzo proste, ale pozostawianie decyzji dzicku co, gdzie i kiedy
            będzie
            > jadło nie jest moim zdaniem najlepszym pomysłem. Podobnie z lekami.

            Porównanie nie trafione

            Zmuszaj, zmuszaj do jedzenia , strasz i szantażuj ..zobaczysz jakie
            będa efekty..

            • nowa_na_forum Re: prośbą czy groźbą? 14.12.07, 18:55
              > Zmuszaj, zmuszaj do jedzenia , strasz i szantażuj ..zobaczysz jakie
              > będa efekty..

              Moja znajoma z pracy nie zmusza swego dziecka do jedzenia ani do spania.
              Mały jej co chce, kiedy chce i spać też chodzi kiedy chce. Efekt:
              w starszakach był postury dużego krasnala. Oczywiście niezmuszanie
              do jedzenia (nabiał!) i spania (hormon wzrostu!) nie są jedynym
              powodem nikczemnego wzrostu dziecka, ale raczej nie wpłynęły na niego
              dodatnio. Tego nie chcę. Wolę zmusić dziecko do umycia rąk i zjedzenia
              serka.
              • kropkacom Re: prośbą czy groźbą? 14.12.07, 19:57
                > Moja znajoma z pracy nie zmusza swego dziecka do jedzenia ani do spania.
                > Mały jej co chce, kiedy chce i spać też chodzi kiedy chce. Efekt:
                > w starszakach był postury dużego krasnala.

                Nie wiesz co jest faktyczną przyczyną niskiego wzrostu tego dziecka. Ja zawsze
                byłam niska. Miałam dużo snu i jadłam regularnie.
                • nowa_na_forum Re: prośbą czy groźbą? 15.12.07, 10:52
                  > Nie wiesz co jest faktyczną przyczyną niskiego wzrostu tego dziecka.

                  Właśnie to napisałam. Napisałam też że tryb życia tego dziecka nie
                  powoduje bynajmniej jego szybszego wzrostu, a wręcz przeciwnie.
                  • kropkacom Re: prośbą czy groźbą? 15.12.07, 12:12
                    > Właśnie to napisałam. Napisałam też że tryb życia tego dziecka nie
                    > powoduje bynajmniej jego szybszego wzrostu, a wręcz przeciwnie

                    Rozumiem że to potwierdzona diagnoza przez lekarza a nie Twije przypuszczenia.
                    • kropkacom Re: prośbą czy groźbą? 15.12.07, 12:14
                      > Rozumiem że to potwierdzona diagnoza przez lekarza a nie Twije przypuszczenia.

                      Bo zdajesz sobie że karłowatość lub niski wzrost mają wiele innych przyczyn,
                      prawda?
                    • nowa_na_forum Re: prośbą czy groźbą? 15.12.07, 12:35
                      Jest to fakt powszechnie znany. Nie trzeba tu lekarskiej diagnozy by
                      wiedzieć, że dzieci które mało jedzą i śpią mało rosną.
                      • kropkacom Re: prośbą czy groźbą? 15.12.07, 12:43
                        > Jest to fakt powszechnie znany. Nie trzeba tu lekarskiej diagnozy by
                        > wiedzieć, że dzieci które mało jedzą i śpią mało rosną.

                        Niedowzrost ma wiele przyczyn. Ty podałaś jedną z nich.
                        • nowa_na_forum Re: prośbą czy groźbą? 15.12.07, 12:46
                          Oczywiście. Gorzej gdy kilka z nich się nałoży. Na geny wpływu nie mamy
                          ale na to czy dzieci jedza iu śpią tak. Nawet przemocą.
                          • kropkacom Re: prośbą czy groźbą? 15.12.07, 12:49
                            Wiesz jak ekstremalnie mało trzeba jeść i spać żeby przestać rosnąć? Bardzo mało.
                            • nowa_na_forum Re: prośbą czy groźbą? 15.12.07, 13:47
                              Wiem że mój synek w wieku 3 lat jadł 2 razy tyle ile tamten pięciolatek.
                              Nie wiem czy to ekstremalnie mało czy nie. Wiem, że mój trzylatek był
                              niewiele mniejszy od tamtego pięciolatka.
                              • kropkacom Re: prośbą czy groźbą? 15.12.07, 14:21
                                > Wiem że mój synek w wieku 3 lat jadł 2 razy tyle ile tamten pięciolatek.
                                > Nie wiem czy to ekstremalnie mało czy nie. Wiem, że mój trzylatek był
                                > niewiele mniejszy od tamtego pięciolatka.

                                To wszystko co napisałaś teraz ma związek z indywidualnym rozwojem każdego z
                                nas. Nie mierz wszystkich miarą swojego syna.
                                • nowa_na_forum Re: prośbą czy groźbą? 15.12.07, 14:38
                                  Ja tylko chciałam napisać, ze czasem przemoc jest niezbędna.
                                  Poza tym czy tego drogie mamy=święte chcecie czy nie, w świecie
                                  przemoc istnieje. I wychowanie dziecka pod kloszem raczej nie wyjdzie
                                  mu na dobre.
                                  • krwawakornelia Co ty za idiotyzmy wypisujesz 15.12.07, 22:12
                                    To ze nie uzywasz kar, represji i przemocy nie oznacza ze wychowujesz
                                    pod kloszem, tylko sensownie.

                                    No ale kazdy stawia sobie inne cele wychowania.
                                    Jakie stawiasz sobie Ty?
                                    • nowa_na_forum Re: Co ty za idiotyzmy wypisujesz 16.12.07, 00:14
                                      Dziecko zetknie się z represjami i przemocą już w przedszkolu.
                                      Warto je do tego przygotować.
                                      Ja chcę przygotować moje dziecko do życia w realnym świecie.
                                      • krwawakornelia Represje i przemoc w przedszkolu? 16.12.07, 23:05
                                        Na jakiej planecie Ty zyjesz?

                                      • marghe_72 Re: Co ty za idiotyzmy wypisujesz 16.12.07, 23:49
                                        nowa_na_forum napisała:

                                        > Dziecko zetknie się z represjami i przemocą już w przedszkolu.
                                        > Warto je do tego przygotować.
                                        > Ja chcę przygotować moje dziecko do życia w realnym świecie.


                                        to wg Ciebie w realnym świecie rodzice zadają ból, kłamią / oszukują
                                        i szantażuja swoje dzieci?
                                        Bo o tym teraz rozmawiamy, o stosunkach łaczących najbliższe sobie
                                        osoby..
                                        • krwawakornelia W zasadzie to oczywiscie 17.12.07, 10:54
                                          ze dziecko jakos tam zetknie sie z biciem, albo przemoca. W swiecie.
                                          I wlasnie d l a t e g o powinnismy uzbroic na to spotkanie nasze
                                          dziecko w wysokie poczucie wlasnej wartosci, w wiare we wlasne sily,
                                          w szacunek do siebie i innych, wtedy nawet taki kontakt mu nie
                                          zaszkodzi.

                                          Tylko do tego nie mozna dziecka klapsowac, karac, ponizac,
                                          represjonowac.
                                          Trzeba je akceptowac takim jakim jest (z jego "atakami" i
                                          histeriami), trzeby go szanowac i kochac, wspierac i wyluchac. Pomoc
                                          mu sie wyplakac jak trzeba.
                                          Stawiac sensowne granice, bo to daje poczucie bezpieczenstwa.
                                          Umiec byc konsekwentnym i uczyc dziecko ponosic konsekwencje.

                                          No ale klaps czy woda pod kranem jest latwiejsze. Skutkuje od razu
                                          dziecko jest cicho a jakie bedzie mialo konsekwencje w przyszlosci
                                          to juz rybka.

                                          • nowa_na_forum Re: W zasadzie to oczywiscie 17.12.07, 14:36
                                            A czym się różni woda na głowę od odstawiania do kojca czy w kąt, jaki
                                            proponuje Superniania? I jedno i drugie działa, i jedno i drugie w jakiś
                                            sposób ogranicza wolność i godność dziecka, tyle że pierwsze działa
                                            szybciej i może być stosowane jak człowiek dorośnie - nikt sam siebie
                                            raczej do kąta nie postawi, ale już łeb pod kran może wsadzić jeśli
                                            wie że to studzi jegto em9ocje.
                                            • krwawakornelia Ale po co studzic emocje? 17.12.07, 18:55
                                              tego nie rozumiem, czy nie latwiej i nie lepiej nauczyc sie je
                                              rozpoznawac i sobie z nimi radzic?

                                              Nie boisz sie tego ze twoje dzieci kiedys jak bedzie im przychodzila
                                              potrzeby "ataku" czy tez histerii wsadza sobie poprostu glowe pod
                                              kran, nie zdajac sobie sprawy z tego co sie naprade z nimi dzieje i
                                              jakie czuja emocje.

                                              Nie boisz sie tego ze nie beda sobie potem z tymi niepoznanymi
                                              emocjami radzic uciekjac w jakies nawyki, nalogi, toksyczne zwiazki
                                              itp. ?
                                              • nowa_na_forum Re: Ale po co studzic emocje? 18.12.07, 08:12
                                                A nie boisz się, ża Twoje dziecko będzie z tych emocji uciekać w
                                                jakies nawyki, nalogi, toksyczne zwiazki itp. ?
                                                • krwawakornelia Nie , nie boje sie 18.12.07, 10:39
                                                  bo juz widze efekty.
                                                  Widzisz ja akceptuje mojego syna takim jaki jest razem z jego
                                                  histeria i humorami. On to czuje i coraz lepiej sobie radzi ze
                                                  swoja zloscia na przyklad. Jeszcze majac 1,5 roku potrafil sie do 2
                                                  godzin wsciekac, teraz majac 2,5 wyplacze sie nawet 15 minut, a
                                                  widzac ze ja akceptuje jego zlosc uczy sie akceptowac ja sam i jest
                                                  ok. Wstaje i mowi "Karol plakal, Alle juz jest OK." Nigdy nie
                                                  uspokajalam go na sile. Bo to zreguly konczylo sie u nas tym, ze
                                                  swoja niewyplakana zlosc przezywal ciagle od nowa i caly dzien
                                                  "jeczal" i jemu nie bylo z tym dobrze.

                                                  jezeli nauczymy dziecko akceptowac i rozpoznawac swoje emocje dajemy
                                                  im na przyszlosc duzy skarb.
                                                  • nowa_na_forum Re: Nie , nie boje sie 18.12.07, 11:34
                                                    moja metoda chłodzenia też zdała rezultaty, mały już się nie złości
                                                    a jak go tata od czasu do czasu schłodzi (nie pamiętam kiedy to było
                                                    ostatni raz, chyba z rok temu) to niemal natychmiast "wraca do siebie" i przeprasza za glupie zachowanie (najczesciej powodem histerii
                                                    bylo to ze chcial ogladac Maje a na dobranocke bylo co innego, albo
                                                    chcial jesc ogorka a akurat go nie bylo itp).
                                        • nowa_na_forum Re: Co ty za idiotyzmy wypisujesz 17.12.07, 14:32
                                          Może Ty o tym rozmawiasz. Ja rozmawiam o tym, że przemoc jest nieodłączną
                                          częścią życia. W takiej czy innej formie. I należy dziecko z tym oswoić.
                                          No chyba że chcecie wychować maminsynków, którzy będą chować się pod
                                          spódnicą mamusi.Współczuję takim dzieciom.
                                          • krwawakornelia O czym Ty piszesz? 17.12.07, 22:59
                                            Wlasnie bijac i ponizajac swoje dziecko chowasz maminsynka z zerowym
                                            poczuciem wlasnej wartosci, brakiem szacunku dla siebie i innych,
                                            slabego psychicznie bo ponizanego przez osobe ktora jest dla niego
                                            najwazniejsza na swiecie.
                                            • mama-ola Re: O czym Ty piszesz? 17.12.07, 23:12
                                              > Wlasnie bijac i ponizajac swoje dziecko chowasz maminsynka z
                                              > zerowym poczuciem wlasnej wartosci, brakiem szacunku dla siebie
                                              > i innych, slabego psychicznie bo ponizanego przez osobe ktora
                                              > jest dla niego najwazniejsza na swiecie.

                                              Na potwierdzenie Twoich słów mogę opowiedzieć historię, którą mnie
                                              opowiadała koleżanka z pracy, lat 40 i kilka, niebita w domu.

                                              W przedszkolu kilkoro dzieci, w tym ona, coś zawiniło. Opiekunki
                                              stwierdziły: ściągać majtki, dostaniecie lanie. Pierwszy chłopiec
                                              posłusznie ściągnął gacie, dostał klapsy, pochlipał i poszedł. A ta
                                              moje koleżanka powiedziała, że nie zdejmie. Gdy pani chciała
                                              jej "pomóc", to zaczęła wierzgać, kopać i wrzeszczeć. Nie dała się
                                              zbić. Miała poczucie własnej godności, nietykalności cielesnej, nie
                                              poszła jak baran, nie dała się upokorzyć.

                                              Bijące matki, wyobrażacie swojego synusia na miejscu tego chłopca?

                                              Takiego kogoś chcecie wychować? I nie mówcie, że teraz
                                              przedszkolanki nie biją dzieci, bo i co z tego? Przedszkolanki nie
                                              biją, ale dzieci nadal biją się między sobą. Tamten chłopczyk uznał
                                              autorytet pani, która potraktowała go tak, jak jego matka, Wasze
                                              dziecko może uznać taki autorytet starszego kolegi i dać mu skopać
                                              sobie cztery litery.
                                            • kasiak37 Re: O czym Ty piszesz? 18.12.07, 00:39
                                              a najsmieszniejsze (sarkazm oczywiscie)jest to,ze autorka watku o ile pamietam
                                              ma 3.5 letnie dziecko.Wspolczuje temu dziecko...I od siebie mowie,ze autorka
                                              watku ma problemy natury psychologicznej ciagnace sie od wczesnego dziecinstwa.
                                          • kasiak37 Re: Co ty za idiotyzmy wypisujesz 18.12.07, 00:33
                                            ale Ty mylisz pojecia...Przemoc oczywiscie ze jest na kazdym kroku ale dlaczego
                                            rodzina nie moze byc od niej wolna?Dlaczego dziecko nie moze miec w niej
                                            bezpiecznego azylu,gdzie bedzie panowala domowa,ciepla atmosfera?Znaczy
                                            rozumujesz,ze dziecko trzeba z ta przemoca oswajac juz w domu,bijac dziecko
                                            pasem po dupie(przepraszam,uderzanie pasem uwazasz za klapsy...sarkazm
                                            oczywiscie).Jezeli tak pojmujesz oswajanie z przemoca to nie powinnas miec
                                            dzieci,sorry,nie powinnas miec nawet zwierzat.
                                            • nowa_na_forum Re: Co ty za idiotyzmy wypisujesz 18.12.07, 08:04
                                              Ja gdzieś pisałam o biciu pasem?

                                              • kasiak37 Re: Co ty za idiotyzmy wypisujesz 18.12.07, 15:57
                                                oczywiscie,w glownym poscie tego watku,jako klaps reka lub paskiem,powodujacy
                                                fizyczny bol.
                                                • nowa_na_forum Re: Co ty za idiotyzmy wypisujesz 19.12.07, 09:31
                                                  proszę o cytat bo nie mogę znaleźć
                                  • marghe_72 Re: prośbą czy groźbą? 16.12.07, 23:48
                                    nowa_na_forum napisała:

                                    > Ja tylko chciałam napisać, ze czasem przemoc jest niezbędna.
                                    > Poza tym czy tego drogie mamy=święte chcecie czy nie, w świecie
                                    > przemoc istnieje. I wychowanie dziecka pod kloszem raczej nie
                                    wyjdzie
                                    > mu na dobre.

                                    okazywanie szacunku to nie wychowywanie pod kloszem
                                    coś Ci się z lekka pomieszało
                                    • nowa_na_forum Re: prośbą czy groźbą? 18.12.07, 08:15
                                      czy ubieranie na siłę, odstawianie w kąt, zakaz dobranocki, wynoszenie
                                      pod pachą z placu zabaw to też okazywanie szacunku?
                                      • marghe_72 Re: prośbą czy groźbą? 18.12.07, 14:35
                                        nowa_na_forum napisała:

                                        > czy ubieranie na siłę, odstawianie w kąt, zakaz dobranocki,
                                        wynoszenie
                                        > pod pachą z placu zabaw to też okazywanie szacunku?


                                        zapytaj tych, ktorzy takie metody stosowali
                                        mnie sie udało nie stosować

                                        w chwilach kryzysowych to JA wychodziłam, zamykałam się w innym
                                        pomieszczeniu itp
                                        • nowa_na_forum Re: prośbą czy groźbą? 19.12.07, 09:32
                                          no toś szczęściara że nie miałaś chwil kryzysowaych na podwórku
                                  • kasiak37 Re: prośbą czy groźbą? 18.12.07, 00:36
                                    czasem przemoc jest niezbedna...Wobec wlasnego dziecka?Wiec stwierdzam jako
                                    nauczyciel,jako pedagog,nie powinnas miec dzieci.
                                    • nowa_na_forum Re: prośbą czy groźbą? 18.12.07, 08:16
                                      To WY używacie słowa przemoc, które niejako cytuję. Klaps to nie przemoc.
                                      A jeśli klaps to przemoc, to ubieranie na siłę to też przemoc.
                                      • kasiak37 Re: prośbą czy groźbą? 18.12.07, 16:03
                                        Ty juz sie zaczynasz gubic w tym wszystkim i gonisz w kolko za swoim
                                        ogonem.Jakie Ty masz argumenty?To jest chore to co piszesz.
                                        • nowa_na_forum Re: prośbą czy groźbą? 19.12.07, 09:34
                                          Jeśli to były Twoje argumenty to tak jakby ich nie było.
              • marghe_72 Re: prośbą czy groźbą? 14.12.07, 23:28
                nowa_na_forum napisała:

                > > Zmuszaj, zmuszaj do jedzenia , strasz i szantażuj ..zobaczysz
                jakie
                > > będa efekty..
                >
                > Moja znajoma z pracy nie zmusza swego dziecka do jedzenia ani do
                spania.
                > Mały jej co chce, kiedy chce i spać też chodzi kiedy chce. Efekt:
                > w starszakach był postury dużego krasnala. Oczywiście niezmuszanie
                > do jedzenia (nabiał!) i spania (hormon wzrostu!) nie są jedynym
                > powodem nikczemnego wzrostu dziecka, ale raczej nie wpłynęły na
                niego
                > dodatnio. Tego nie chcę. Wolę zmusić dziecko do umycia rąk i
                zjedzenia
                > serka.

                to moja jest taka wielka bo je i dużo spi
                patrz, nie wpadłam na to
                myslałam, że to geny po tatusiu...

                Czytam jeszcze raz to co napisałaś i włos mi sie na głowie jeży..
                • nowa_na_forum Re: prośbą czy groźbą? 15.12.07, 10:53
                  Od czego Ci się jeży włos na głowie, bo nie załapałam? Od tego że
                  od jedzenia i snu się rośnie?? To fakt.
                  • marghe_72 Re: prośbą czy groźbą? 16.12.07, 23:51
                    nowa_na_forum napisała:

                    > Od czego Ci się jeży włos na głowie, bo nie załapałam? Od tego że
                    > od jedzenia i snu się rośnie?? To fakt.


                    to przeczytaj jeszcze raz całą dyskusję
                    może załapiesz..
                    • nowa_na_forum Re: prośbą czy groźbą? 18.12.07, 08:05
                      widzę że po prostu nie masz argumentów
                      • marghe_72 Re: prośbą czy groźbą? 18.12.07, 14:33
                        nowa_na_forum napisała:

                        > widzę że po prostu nie masz argumentów

                        po prostu nie lubię się powtarzać
              • jola_ep Re: prośbą czy groźbą karmić na siłę? 15.12.07, 19:19
                > Moja znajoma z pracy nie zmusza swego dziecka do jedzenia ani do spania.

                Moja znajoma z pracy ostrzegała mnie przed zmuszaniem do jedzenia, bo jej znajoma zmuszała i owszem, w starszakach może nie było najmniejsze, ale za to jak weszło w okres dorastania to się okazało, że jest problem - otyłość sad((

                > Mały jej co chce, kiedy chce i spać też chodzi kiedy chce. Efekt:
                > w starszakach był postury dużego krasnala.

                Taaa, mój spał ile chciał, jadł ile chciał i w zerówce był najmniejszy.

                > Oczywiście niezmuszanie
                > do jedzenia (nabiał!)

                Ba, bo ten nabiał taki zdrowy, szczególnie gdy dzieci mają problemy z alergią i nietolerancją pokarmową.

                > spania (hormon wzrostu!)

                Przeceniasz wagę snu.

                > Wolę zmusić dziecko do umycia rąk i zjedzenia
                > serka.

                A ja nie zmuszałam. Rezultat? Moje dzieciaki lubią jeść. Jak wołam na obiad, to cieszą się smile Razem sobie pytlujemy ile kto chce w rodzinnej atmosferze smile) W lodówce są serki (mam nadzieję, że nie masz na myśli słodkich, bo wiadomo jak się wtedy wapń wchłania), mleko, wędliny, poza nią owoce, warzywa (do kanapek) itd. itp. Jedzą ile chcą i kiedy chcą. Samodzielne od 5 roku życia. Wcześniej niejadki, które zapewne zmuszałabyś w dobrej wierze do jedzenia. Ja jednak zauważyłam, że jak tylko wchodzą w okres skoku rozwojowego, to zaczynają więcej jeść. A dzięki mojemu nie zmuszaniu, tylko umiejętnemu ukierunkowaniu, mamy fajną atmosferę w kuchni smile))

                Ale zmuszaj, zmuszaj. Jak inaczej nie potrafisz uncertain

                Oczywiście o takim drobiazgu, jak to, że nadmiar kalorii nie wpływa na wzrost w górę, tylko odkłada się w postaci tkanki tłuszczowej to chyba nie muszę wspominać?

                Pozdrawiam
                Jola
                PS. Mój synek już nie jest najmniejszy w klasie. Poczekam. Jego tata w V klasie był jednym z najmniejszych, teraz ma prawie 1,90
                Jego starsza siostra była w starszakach malutka i chudziutka, teraz to pannica zupełnie w sam raz smile
    • balinka1777 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.12.07, 23:35
      Mysle ze kazdy kto dal lub daje klapsy w koncu zaluj, ja sama mam
      takich kilka za soba i za kazdym razem chcialam to cofnac za sekunde
      tylko to jest nie odwracalne
      Ja jestem przeciw biciu dzieci choc na swoim koncie mam kilka razy.
      mam postanowienie ze juz nigdy wiecej, choc sa tacy co sadza ze jak
      ju raz sie uderzylo to ...
      dobrej nocy wszystkim, nie kloccie sie,ostatecznie niestety kazdy
      zrobi jak uwaza
      • krwawakornelia Represje, kary, przemoc 14.12.07, 12:35
        to tak sie teraz dzieci na odpowiedzialnych, kochajacych, pewnych
        siebie, znajacych wlasna wartosc, emocjonalnych dorolych wychowuje?
        Co to za technika pedagogiczna?
        Ciekawa sprawa.
        • doktorgonzo Stop przemocy wobec dzieci!!! 16.12.07, 11:11
          Ja jestem przeciwna przemocy wobec dzieci.
          Takie rzekomo ,,niewinne'' klapsy też powodują ból u dziecka,
          wywołują leki i źle wpływają na jego psychike.
          A przede wszystkim przemoc wobec dzieci jest zakazana (radze dobrze
          zapoznac się z Konwencją Praw Dziecka).
          Przecież dzieci też czują ból, tez są w pełni myślącymi i czjącymi
          ludźmi.
          Nie wiem, kiedy dorośli wreszcie wbiją to sobie do głowy.

          Radze pamiętać, o tym, co Janusz Korczak (pedagog, pediatra, pisarz,
          obrońca praw dziecka) mówił o przemocy wobec dzieci (Korczak
          sprzeciwiał się biciu dzieci, ich wyzywaniu, zawstydzaniu itp.).
          Radze pamiętać o słowach tego Wielkiego przyjaciela Dzieci (Janusza
          Korczaka):
          ,,Wszystko co osiągnięte tresurą, naciskiem, przemoca - jest
          nietrwałe, niepewne, zawodne''
          ,,Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat''
          ,,Bez szczęśliweo dzieciństwa, całe życie jest kalekie''
          ,,Dziecko jest pełnym człowiekiem, choć moze innym niż dorośli, w
          innej skali, lecz pełnym. To nie jest dopiero ,,zadatek'' na
          człowieka, ,,człowieczek'', ale człowiek już dziś i teraz''
          • zebra211 Do nowej na forum 16.12.07, 12:05
            A ja mam pytanie, co nowa na forum zamierza zrobić z zawartymi w tym wątku
            informacjami poza zaspokojeniem własnej ciekawości? Przejrzałam jej i inne posty
            i wyraźnie mają one 'ankieterski' charakter. Jeśli mają one posłużyć jako
            materiał do napisania jakiejkolwiek pracy, etyka wymaga uzyskania przynajmniej
            słownej zgody forumowiczek na wykorzystanie podanych informacji i ich nicków.
            Wystarczy wziąć magazyn np. p.t. "Dziecko krzywdzone", gdzie znajdzie się prace
            naukowe dokładnie na temat tego co myślą forumowiczki portalu emama (z podaniem
            nicków)napisane na podstawie materiału zebrane w taki sposób jak robi to nowa na
            forum. Dlatego nie wypowiadam się bo nie chciałabym by bez mojej wiedzy moje
            posty i nick zostały gdziekolwiek opublikowane. Proszę o odpowiedź. Jeśli się
            mylę co do charakteru tego wątku i samej nowej na forum - to bardzo przepraszam.
            • nowa_na_forum Re: Do nowej na forum 16.12.07, 14:31
              Hihihi, ale się uśmiałam. Nie piszę żadnych prac na podstawie moich
              "ankiet". Pytam tylko z ciekawości, bo mam małe dziecko i zastanawiam
              się jak inni sobie radzą z podobnymi problemami.
              • krwawakornelia Ona nie pisze w tym stylu 16.12.07, 23:08
                gdyby zalezalo nowej na sensownej dyskusji probowalaby uzywac
                sensownych arumentow. A nie walila tekstami pt. "Dziecko zetknie sie z
                represjami i przemoca w przedszkolu".
                • nowa_na_forum Re: Ona nie pisze w tym stylu 17.12.07, 14:29
                  A nie walila tekstami pt. "Dziecko zetknie sie z
                  > represjami i przemoca w przedszkolu".

                  Uważasz że to bezsensowny argument? Już na pierwszym spotkaniu w przedszkolu
                  byłam świadkiem przemocy. Dziewczynki pokłóciły się o zabawki i zaczęły
                  okładać po głowach. To jest dla Ciebie bez sensu?
                  • krwawakornelia Uwazam ze to jest argument za nie biciem 17.12.07, 22:57
                    a nie za biciem dzieci kochana.
                    • krwawakornelia jeszcze dodam. 17.12.07, 23:09
                      Ktos kiedys powiedzial, ze jedynym w pelni skutecznym sposobem
                      kontroli czlowieka jest - s a m o k o n t r o l a
                      A tylko mocny system wartosci moralnych, i wysoki szacunk do siebie
                      albo jak kto woli wysokie poczucie wlasnej wartosci jest w stanie
                      sklonic czlowieka do zachowan moralnychw k a z d y c h o k o l i c
                      z n o s c i a c h.

                      Dziecko bite nie ma tego wewnetrznego korpusu. Nie jest akceptowane
                      takim jakie jest , jest ponizane przez najbizsze i najwazniejsze mu
                      osoby na swiecie, a przez to nie jest jako dorosly w stanie
                      zachowywac sie, no jak to ujac etycznie?
                      Jest w stanie dopuszczac np. takie zachowania jak bicie slabszych i
                      niewinnych albo zwierzat. Bo nie bedac szanowanym przez rodzicow nie
                      jest w stanie szanowac samego siebie i innych.

                      Klaps to przemoc zarowno psychiczna jak i fizyczna.
                      Tego nie da sie ukryc, i przeklamac. To fakt.
                      Kiedys byla kampania anty przemocy ze zdjeciem pobitej kobiety "bo
                      zupy byla za slona", szkoda ze nie ma ze zdjeciem splakanego malca
                      na placu zabaw "bo mamusi puscily nerwy".
                      • kasiak37 Re: jeszcze dodam. 18.12.07, 00:26
                        super napisane...zgadzam sie w calej rozciaglosci.
                      • kasiak37 do autorki watku 18.12.07, 00:27
                        napisalas ze masz swoje zdanie na ten temat.Chcialabym je poznac.Jezeli gdzies
                        wyzej sie na ten temat wypowiedzialas,badz tak mila i przeklej mi linka.
                        • nowa_na_forum Re: do autorki watku 18.12.07, 08:11
                          Mogę napisać od początku: sądzę że klaps od czasu do czasu nikomu
                          nie zaszkodzi. Oczywiście tylko w sytuacji gdy wielokrotne tłumaczenie
                          prośby i grośby oraz chłodzenie wodą nie pomagają.
                          • krwawakornelia Dlaczego klaps szkodzi : 18.12.07, 11:08
                            Kara cielesna jest nieodwracalna.
                            Rani godnosc czlowieka.
                            Uczy je stosowania sily wobec slabszych.
                            Dziala tylko na krotka mete.
                            Powoduje urazy emocjonalne, nie mowiac o czestych urazach
                            fizycznych.


                            Bez zdrowych, opartych na milosci i szacunku wiezow z rodzicami,
                            dziecko reaguje na ich polecenia wrogoscia i zloscia, a klapsy to
                            poteguja.

                            Wazne jest zeby wiezy z dziecmi byly oparte na wzaemnym szacunku,
                            konsekwencji i stanowczosci nie na karaniu.

                            Zaspokojenie potrzeb emocjonalnych dzieci, nauczenie ich myslenia i
                            radzenia sobie z emocjami i uczenie dzieci wartosci to najlepsza
                            podstawa wychowania dobrego i odpowiedzialnego doroslego czlowieka.
                            • nowa_na_forum Re: Dlaczego klaps szkodzi : 18.12.07, 11:16
                              Kazda kara wykonana jest nieodwracalna. Poslanie do kata tez jest
                              nieodwracalne i powoduje uraz emocjonalny.
                              • krwawakornelia Ok bede cierpliwa. 18.12.07, 11:21
                                Otoz po pierwsze do tej pory jestem przeciwniczka wszelkich kar.

                                Ale abstrachujac od tego.

                                Wyslanie do kat mozna cofnac, mozna to przemyslec. I cofnac.
                                Ja nie wysylam dzieci do kata uwazam ze to zadne rozwiazanie. Ale jest
                                odwracalne.
                                • nowa_na_forum Re: Ok bede cierpliwa. 18.12.07, 11:27
                                  > Otoz po pierwsze do tej pory jestem przeciwniczka wszelkich kar.

                                  Interesujące. Nie stosujesz ŻADNYCH kar wobec swoich dzieci?
                                  • krwawakornelia Do tej pory nie spotkalam sie z sytuacja 18.12.07, 11:32
                                    ktora usprawiedliwialaby ("wymagalaby")zastosowanie kary.
                                    NIGDY. Nie tylko z moim dzieckiem ale tez z innymi ktorymi przez lata
                                    sie opiekowalam i zajmowalam.
                                    • nowa_na_forum Re: Do tej pory nie spotkalam sie z sytuacja 18.12.07, 11:36
                                      Ciekawe, SUperniania co i rusz wymyśla kary. Ja czasme stosuje zakaz
                                      dobranocki, jesli maly nie posprzata klockow i innych zabawek. On wie
                                      ze do jego obowiazkow nalezy posprzatac swoje zabawki. Nie ma porzadku
                                      nie ma dobranocki. Prosta zyciowa zasada.
                                      • krwawakornelia Ja nie jestem superniania 18.12.07, 11:39
                                        • nowa_na_forum Re: Ja nie jestem superniania 18.12.07, 11:45
                                          A co robisz jak dziecko odmawia sprzątniecia klock ow przed dobranocka?
                                          Spokojnie ogląda a Ty sprzatasz?
                                          • krwawakornelia nie, poprostu stoje nad nim dopoki nie posprzata 18.12.07, 12:50
                                            mam czas, jak przepusi bajke, to jego odpowiedzialnosc. Ja co najwyzej
                                            informuje o 2 faktach.
                                            Nie wlaczymy TV dopoki nie sprzatnie. Nie jest to kara tylko taka
                                            zasada. Jestem upierdliwa i stoje nad nim dopoki tego nie zrobi, i
                                            najwyzej informuje ze bajka juz sie zaczela.
                                            • nowa_na_forum Re: nie, poprostu stoje nad nim dopoki nie posprz 19.12.07, 09:18
                                              Ty to nazywasz zasadą, a ja karą.
                                • nowa_na_forum Re: Ok bede cierpliwa. 18.12.07, 11:27
                                  > Wyslanie do kat mozna cofnac, mozna to przemyslec. I cofnac.
                                  > Ja nie wysylam dzieci do kata uwazam ze to zadne rozwiazanie. Ale jest
                                  > odwracalne.

                                  Jeśli umiesz cofać czas to możesz to cofnąć, jeśli nie to raczej nie
                                  masz szans.
                      • nowa_na_forum przykład z życia wzięty 18.12.07, 08:09
                        otóż jedną z dziewczynek, która się biła była córka mojej sąsiadki -
                        samotnej matki. Dziewczynka jest rozpuszczona, nie sucha się, bo mama
                        nawet głosu na nią nie podnosi - typowe bezstresowe wychowanie.
                        W efekcie, tak jak ktoś pisał wyżej, mała zna swoją godność i jak
                        jakieś dziecko ma zabawkę którą ona akurat chce, to wali po łbie i
                        zabawkę zabiera. No, teraz jest już lepiej, pół roku pracy przedszkolanek
                        naprostowało dziecko, ale gdyby zaliczyła kilka razy od taty (który
                        ją opuścił) to by wiedziała co to znaczy dostać w łab i by tego nikomu
                        nie robiła.
                        • kropkacom Re: przykład z życia wzięty 18.12.07, 09:52
                          > otóż jedną z dziewczynek, która się biła była córka mojej sąsiadki -
                          > samotnej matki.

                          A ja znam masę przykładów na to ze klaps od czasu do czasu uczy dziecko takiego
                          reagowania właśnie na sytuacje stresowe jak opisałaś u tej dziewczynki. Matka
                          dająca klapsa za każdym razem gdy jej cierpliwość jest na wykończeniu ukazuje
                          swojemu dziecku pewien typ zachowania. Synek znajomych gdy coś go zdenerwuje
                          maksymalnie też leje dzieci. To bardzo fajny malec ale nie zna innej metody jak
                          wyładować swoją złość na kimś innym. Zapominamy o tym że dziecko uczy sie
                          obserwując swoje najbliższe otoczenie. A to my rodzice jesteśmy najbliżsi.

                          Dziewczynka tej samotnej matki ma problem a bicie może być odbiciem tego co
                          dzieje się w domu. Może ta spokojna mamusia w czterech ścianach swojego domu tez
                          nie panuje nad złością?
                          • nowa_na_forum Re: przykład z życia wzięty 18.12.07, 11:17
                            > Dziewczynka tej samotnej matki ma problem a bicie może być odbiciem tego co
                            > dzieje się w domu. Może ta spokojna mamusia w czterech ścianach swojego domu te
                            > z
                            > nie panuje nad złością?

                            Tego oczywiscie nie wiem. Ale oile znam sasiadke to malej nie leje.
                            Bylam u niej kilka razy i widzialem, ze prosi, prosi, prosi, a mala nic.
                            Brakuje reki taty.
                            • kropkacom Re: przykład z życia wzięty 18.12.07, 12:50
                              > Tego oczywiscie nie wiem. Ale oile znam sasiadke to malej nie leje.
                              > Bylam u niej kilka razy i widzialem, ze prosi, prosi, prosi, a mala nic.
                              > Brakuje reki taty.

                              Ciężko się z Tobą rozmawia. Wyglądasz mi na taką "życzliwą" ciotkę klotkę która
                              na podstawie pobieżnych obserwacji wyciąga dalekosiężne wnioski. Chciałoby się
                              rzec - Zajmij się swoim życie!

                              PS. Ojciec w domu nie jest od lania dzieciaka!
                              • nowa_na_forum Re: przykład z życia wzięty 19.12.07, 09:52
                                Znam trochę to dziecko i widzę jak się zachowuje. I widzę moje dziecko
                                które ma ojca i który czasem zrobi użytek z ręki. Różnica jest bardzo
                                duża n korzyść mojego dziecka. To widać także w przedszkolu, wychowawczyni
                                sama twierdzi, że małej brakuje dyscypliny w domu.
                                • kropkacom Re: przykład z życia wzięty 19.12.07, 10:53
                                  > Znam trochę to dziecko i widzę jak się zachowuje. I widzę moje dziecko
                                  > które ma ojca i który czasem zrobi użytek z ręki. Różnica jest bardzo
                                  > duża n korzyść mojego dziecka. To widać także w przedszkolu, wychowawczyni
                                  > sama twierdzi, że małej brakuje dyscypliny w domu.

                                  Czyli jakbyś była zmuszona wychowywać dziecko sama to tez miałabyś problem? A ja
                                  nadal twierdze że ojciec w domu nie jest od bicia dziecka. Ojcostwo to coś
                                  więcej niż "ciężka ręka".
                                  • nowa_na_forum Re: przykład z życia wzięty 19.12.07, 14:29
                                    Oczywiście, ale ciężka ręka i stanowczy głos bardzo się przydają.
                                    Zbyt wielu moich znajomych wychowało się bez ojca i widziałam efekty
                                    tego wychowania. Bardzo bym nie chciała by tak moje dziecko skończyło.
                                    • kropkacom Re: przykład z życia wzięty 19.12.07, 14:48
                                      > Oczywiście, ale ciężka ręka i stanowczy głos bardzo się przydają.
                                      > Zbyt wielu moich znajomych wychowało się bez ojca i widziałam efekty
                                      > tego wychowania. Bardzo bym nie chciała by tak moje dziecko skończyło.

                                      To wszelki wypadek dawaj lanie raz dziennie. Przepraszam, niech to mąż leje bo
                                      to on ma mieć ciężką rękę. Zadowolona?
                                      • nowa_na_forum Re: przykład z życia wzięty 19.12.07, 17:03
                                        Widzę że nic nie rozumiesz. Lanie na wszleki wypadek mija się kompletnie
                                        z celem.
                                        To tak jakby Ciebie na wszelki wypadek co roku skazywano na tydzień
                                        odsiadki, tak w ramach prewencji. Szybko byś z takiego kraju uciekła.
                                        • kropkacom Re: przykład z życia wzięty 19.12.07, 17:06
                                          > Widzę że nic nie rozumiesz.

                                          To ja widzę że nie rozumiesz. Wiesz co to jest sarkazm?
                                          • nowa_na_forum Re: przykład z życia wzięty 19.12.07, 20:34
                                            Ja Ci po prostu jak dziecku tłumaczę
                                    • mama303 Re: przykład z życia wzięty 19.12.07, 21:32
                                      nowa_na_forum napisała:

                                      > Oczywiście, ale ciężka ręka i stanowczy głos bardzo się przydają.

                                      jakby mój mąż miał ciężką ręke to rozwód murowany.
                        • krwawakornelia No ale Ty znowu sama sobie zaprzeczasz 18.12.07, 10:44
                          Dziecko ktore zna swoja wartosc, nie musi wyrywac i miec natychmiast
                          kazdej zabawki.

                          Tamtej dziewczynce brakuje oparcia bo nie ma ojca i matka
                          prawdopodobnie sobie troche z ta sytuacja nie radzi.

                          Az cud ze w tej sytuacji nie krzyczy i nie bije swojej corki, duzo
                          podziwu.
                          • nowa_na_forum Re: No ale Ty znowu sama sobie zaprzeczasz 18.12.07, 11:19
                            > Dziecko ktore zna swoja wartosc, nie musi wyrywac i miec natychmiast
                            > kazdej zabawki.

                            Czy ja wiem, dziecko rozpieszczone, ktore wie ze jest najwazniejsze na
                            swiecie nie rozumie, ze inni tez sa wazni i ze inni tez moga chciec
                            bawic sie jakas zbawka.
                            • krwawakornelia No to ono jest rozpuszczone 18.12.07, 11:23
                              i jie zna granic, ale nie jest rozpieszczone i wykochane.
                              Bo dziecko ktore jest akceptowane i dostaje od rodzicow cala milosc,
                              szacunek, czuje a potem wie, ze bez tej zabawki sie obejdzie i tak
                              jest wartosciowym czlowiekiem i jej nie potrzebuje zeby sie dobrze
                              bawic.
                              • nowa_na_forum Re: No to ono jest rozpuszczone 18.12.07, 11:29
                                No może i tak, ale jak to wytłumaczysz trzylatkowi??

                                • krwawakornelia Ale co wytlumaczysz? 18.12.07, 11:34
                                  Trzylatka trzeba przede wszystkim traktowac z szacunkiem jak
                                  czlowieka.
                                  • krwawakornelia Nie trzeba nic tlumaczyc 18.12.07, 11:38
                                    dzieci od urodzenia akceptowane, kochane i szanowane, ktorych
                                    potrzeby byly zaspokajane nie maja juz potrzeby okreslania sie przez
                                    jakies tam zabawki.

                                    Poprostu tak jest.
                                    Widze to po dzieciach powierzanych mi w opieke.
                                    Oczywiscie zdarza sie ze dwoje chlopcow w tym samym momencie chca
                                    sie bawic tym samym autem. Ale taki konflikt interesow mozna
                                    rozwiazac. I dziecko ktore wie ze jego potrzeby sa brane serio umie
                                    pojsc na kompromis. Ok teraz bawi sie 5 min, M a potem 5 min, Ja.
                                    Nie czuje sie w tej sytuacji zagrozone i nie musi wyskakiwac z
                                    piesciami.

                                  • nowa_na_forum Re: Ale co wytlumaczysz? 18.12.07, 11:44
                                    Oczywiście, co nie przeszkadza by jak jest wyjątkowo niemożliwy
                                    dać mu klapa na otrzeźwienie
                                    • krwawakornelia Przeszkadza 18.12.07, 12:53
                                      nigdy nie pomyslam o tym zeby uderzyc slabszego ode mnie czlowieka, w
                                      ogole zeby kogokolwiek uderzyc.

                                      Jak facet nie przepusci ci w drzwaich tez masz ochote dac mu klapsa?

                                      Wytlumacz mi jak to jest. Twoje dziecko, robi cos co ciebie drazni,
                                      albo uwazasz za nie wlasciwe i co, przychodzi Ci ochota, potrzeba zeby
                                      mu dac klapsa, czy jest to taki odruch. Czy sobie myslisz, teraz
                                      trzeba dac klapsa. I walisz?
                                      • nowa_na_forum Re: Przeszkadza 19.12.07, 09:44
                                        Już tłumaczę. Konkretny przykład. Ma wyłączyć TV i iść do łazienki.
                                        Ale nie chce. Mówię 5 razy, że ma wyłączyć, bo już się bajka skończyła
                                        i doskonale wie, że taka jest umowa, że po dobranocce wyłącza TV i
                                        idzie się myć. Dlaczego on wyłącza? Bo tak chciał. I zwykle tak robi.
                                        Ale czasem mu się odmienia i gapi się w telewizor, nie ważne co leci.
                                        Po piątej prośbie następuje ostrzeżenie - "zaraz ja wyłączę!" I jak
                                        nie ma reakcji wyłączam. Wtedy zazwyczaj jest histeria, że to nie on
                                        wyłączył telewizor. Przypominam mu kilka razy, że jak go prosiłam
                                        to nie chciał, więc ja to zrobiłam, bo taką mamy umowę, że po dobranocce
                                        idziemy się myć. Jeśli to nie pomga daję drugie ostrzeżenie - jak zaraz
                                        nie będziesz w łazience dostaniesz klapa. W 1% przypadków to nie skutkuje.
                                        Nie będę go wlokła siłą do łazienki bo zwyczajnie mi się nie chce, on
                                        jest za ciężki, nie mam na to siły. Jak mały nadal wierzga to daję mu
                                        ostateczne ostrzeżenie, a jak to nie pomoże to dostaje klapa. Histeria
                                        wówczas osiąga szczyt na kilkanaście sekund po czym mały w miarę grzecnie
                                        idzie do łazienki.

                                        Ot i cały scenariusz. Ty byś pewnie stała nad nim godzinę aż by wyłączył
                                        telewizor. Ja nie mam na to siły/czasu/ochoty.
                                        • krwawakornelia Re: Przeszkadza 19.12.07, 12:01
                                          nowa_na_forum napisała:

                                          > Już tłumaczę. Konkretny przykład. Ma wyłączyć TV i iść do
                                          łazienki.
                                          > Ale nie chce. Mówię 5 razy, że ma wyłączyć, bo już się bajka
                                          skończyła
                                          > i doskonale wie, że taka jest umowa, że po dobranocce wyłącza TV i
                                          > idzie się myć. Dlaczego on wyłącza? Bo tak chciał. I zwykle tak
                                          robi.
                                          > Ale czasem mu się odmienia i gapi się w telewizor, nie ważne co
                                          leci.
                                          > Po piątej prośbie następuje ostrzeżenie - "zaraz ja wyłączę!" I
                                          jak
                                          > nie ma reakcji wyłączam.

                                          No dobra ja licze tez do trzech i jak moj nie wylacza to ja wylaczam

                                          Wtedy zazwyczaj jest histeria, że to nie on
                                          > wyłączył telewizor. Przypominam mu kilka razy, że jak go prosiłam
                                          > to nie chciał, więc ja to zrobiłam, bo taką mamy umowę, że po
                                          dobranocce


                                          > idziemy się myć. Jeśli to nie pomga daję drugie ostrzeżenie - jak
                                          zaraz
                                          > nie będziesz w łazience dostaniesz klapa. W 1% przypadków to nie
                                          skutkuje.

                                          Nie bardzo rozumiem po co ta grozba, jest oczywiscie tak ze dziecko
                                          ma prawo byc wsciekle bo chcialo inaczej. I ma prawo sie wywsciekac.
                                          Ja uwazam osobiscie ze warto w tej sytuacji albo poczekac az sie
                                          wyplacze i pojdzie pewnie sam do lazienki widzac ze mama jest
                                          nieugieta, u w najgorszym przypadku wziac i go za reke do tej
                                          lazienki do mycia zaprowadzic.


                                          > Nie będę go wlokła siłą do łazienki bo zwyczajnie mi się nie chce,
                                          on
                                          > jest za ciężki, nie mam na to siły. Jak mały nadal wierzga to daję
                                          mu
                                          > ostateczne ostrzeżenie, a jak to nie pomoże to dostaje klapa.
                                          Histeria
                                          > wówczas osiąga szczyt na kilkanaście sekund po czym mały w miarę
                                          grzecnie
                                          > idzie do łazienki.

                                          Widzisz ja jestem pewna w 100% ze bez tego klapsa histeria tez by mu
                                          przeszla pewnie nawet szybciej bo jemu jest w tej sytuacji naprawde
                                          ciezko, a widzac ze mama jest nie ugieta i tak pewnie poszedlby sam.


                                          >
                                          > Ot i cały scenariusz. Ty byś pewnie stała nad nim godzinę aż by
                                          wyłączył
                                          > telewizor. Ja nie mam na to siły/czasu/ochoty.

                                          Nie u nas zasada jest prosta po bajce on wylacza telewizor a jezeli
                                          nie chce to licze do 3 i ja to robie, Raz na 100 przypadkow zdarza
                                          se jego wscieklosc (probuje poprostu co sie stanie jezeli jednak nie
                                          poslucha mamy co jest naturalne) ale ja go rozumiem dale mu sie
                                          wyplakac i tyle. Nie karze go za to ze ma zly humor. I jest na mnie
                                          zly.

                                          • krwawakornelia P.S. 19.12.07, 12:07
                                            Ja naprawde uwazam ze 2,3,4 latkowi nie powinno sie tyle tlumaczyc.
                                            On i tak po pierwszym razie juz nie slucha a ty sie tylko coraz
                                            bardziej na to denerwujesz co jest zrozumiale, nikt nie lubi byc nie
                                            sluchanym.

                                            I on ma prawo do wscieklosci, kazdy ma czasem zly dzien. A ty jestes
                                            poprostu ta sytuacja zdenerwowana masz do tego prawo. Kazdego czasem
                                            krew zalewa.
                                            Jedyne co jest nie w pozadku to klaps. To naprawde jest juz przemoc
                                            i bicie slabszego, nie szanowanie go. I abstrachujac od tego ze jest
                                            to absolutnie nieetyczne obraca sie przeciwko rodzicowi, dziecko
                                            powoli traci zaufanie i oparcie w rodzicu. Bo co ma czuc, myslec?
                                            Mi jest zle, jestem wsciekly a mama mnie bije za to?
                                            • nowa_na_forum Re: P.S. 19.12.07, 13:13
                                              on dobrz e wie ze dostaje za to ze jest niegrzeczny i ze nie robi tego
                                              o co sie go prosi i stanowi tresc naszej umowy co do zachowania sie
                                              w okreslonych sytuacjach.
                                          • nowa_na_forum Re: Przeszkadza 19.12.07, 13:09
                                            Czyli nie jestem taka straszna jak widać bo robię niemal dokładnie tak
                                            jak Ty. I też jak pisałam raz na 100 razy zdarza się histeria. Tyle
                                            że histeria bez klapa trwa kilkanaście minut a z klapem najwyżej kilka.
                                            • krwawakornelia Widzisz tylko ze ja N i g d y nie pomyslalam nawet 19.12.07, 19:48
                                              o tym ze moglabym dziecko uderzyc, nawet gdyby mi mialo 3 godziny
                                              plakac.
                                              N i g d y .
                                              Tym sie roznimy.
                                              • nowa_na_forum Re: Widzisz tylko ze ja N i g d y nie pomyslalam 19.12.07, 20:28
                                                Różne są metody wychowawcze, jak widać.
                                                • krwawakornelia Bicie nie jest metoda wychowawcza 19.12.07, 21:31
                                                  Ale to prawda sa rozne.
                                                • krwawakornelia Bicie to nie jest metoda wychowawcza 19.12.07, 21:32
                                                  bicie nie wychowuje.
                                                  • nowa_na_forum Re: Bicie to nie jest metoda wychowawcza 22.12.07, 11:05
                                                    masz prawo tak sądzić
                                                  • krwawakornelia nie tylko ja tak sadze 30.12.07, 19:38
                                                    autorzy praw dziecka i konstytucji tez.
                                                    Bijac dziecko lamiesz prawo.
                  • marghe_72 Re: Ona nie pisze w tym stylu 17.12.07, 22:58
                    nowa_na_forum napisała:

                    > A nie walila tekstami pt. "Dziecko zetknie sie z
                    > > represjami i przemoca w przedszkolu".
                    >
                    > Uważasz że to bezsensowny argument? Już na pierwszym spotkaniu w
                    przedszkolu
                    > byłam świadkiem przemocy. Dziewczynki pokłóciły się o zabawki i
                    zaczęły
                    > okładać po głowach. To jest dla Ciebie bez sensu?

                    ale co to ma wspolnego z Tobą jako matką?

                    Dzieci mają prawo do emocji..
                    • nowa_na_forum Re: Ona nie pisze w tym stylu 18.12.07, 08:14
                      Dziecko, które nigdy nnie dostało klapa nie wie co to znaczy i nie wie
                      jaką przykrość i ból sprawia innemu dziecku. No bo skąd ma wiedzieć?
                      Dlatego obowiązkiem rodziców jest zapoznać dziecko ze skutkiem klapa.
                      Wówczas dziecko wie co to znaczy i zdaje sobie sprawę co robi bijąc
                      się o zabawkę z innum dzieckiem. Inaczej nie ma pojęcia co robi.
                      • kropkacom Re: Ona nie pisze w tym stylu 18.12.07, 09:41
                        > Dziecko, które nigdy nnie dostało klapa nie wie co to znaczy i nie wie
                        > jaką przykrość i ból sprawia innemu dziecku. No bo skąd ma wiedzieć?
                        > Dlatego obowiązkiem rodziców jest zapoznać dziecko ze skutkiem klapa.
                        > Wówczas dziecko wie co to znaczy i zdaje sobie sprawę co robi bijąc
                        > się o zabawkę z innum dzieckiem. Inaczej nie ma pojęcia co robi.

                        To są tylko Twoje dywagacje. Ja nigdy niczego nie ukradłam a jednak wiem co to
                        znaczy kradzież. Są rzeczy oczywiste i zasady które trzeba dziecku wpić i to
                        niekoniecznie musi boleć. Gdybyśmy wszystkiego musieli się uczyć namacalnie to
                        jak mamy dowiedzieć sie co to jest pozbawić kogoś życia?
                        • mama-ola Co za chory pomysł!!! 18.12.07, 10:15
                          > Dziecko, które nigdy nnie dostało klapa nie wie co to znaczy i
                          > nie wie jaką przykrość i ból sprawia innemu dziecku. No bo skąd
                          > ma wiedzieć? Dlatego obowiązkiem rodziców jest zapoznać dziecko
                          > ze skutkiem klapa. Wówczas dziecko wie co to znaczy i zdaje
                          > sobie sprawę co robi bijąc się o zabawkę z innum dzieckiem.
                          > Inaczej nie ma pojęcia co robi.

                          Co za chory pomysł!!! Bijesz swoje dziecko poglądowo? "A dzisiaj
                          synku się nauczymy, co to jest ból, wystaw pupę". Klap! "Bolało,
                          tak? No widzisz, tak nie wolno robić innym, bo innych to boli".
                          A dziecko bić wolno? Ta zasada ma działać tylko w jedną stronę? Ty
                          mozesz dziecko walnąć, a dziecko innych nie może? A niby dlaczego?
                          Aha, może, ale dopiero jak dorośnie i wyłącznie własne małe dzieci
                          może! Oczywiście w celach edukacyjnych.

                          Obowiązkiem rodziców jest uczyć w ten sposób? Co za beznadziejna
                          myśl! Czy Ty w ogóle masz dzieci? Zdajesz sobie sprawę, ile razy
                          dziennie dziecko uderza się niechcący?
                          Moje dziecko świetnie wie, co to jest ból. Nieraz się przewróciło,
                          nieraz oberwało niechcący drzwiami czy wpadło na mnie biegnąc.
                          Nieraz popędliwie mnie uderzyło z emocji i się dowiedziało, że mnie
                          to boli, że tak nie wolno.
                          Nie jest bity ani klapsowany, a świetnie wie, co to ból, bez
                          takich "poglądowych lekcji".
                          • nowa_na_forum Re: Co za chory pomysł!!! 18.12.07, 11:22
                            Czesto sie słyszy ze dzieci bija swoich rodzicow. Male dzieci. Nie bardzo
                            swiadome tego co robia. Moja tez kiedys probowala. Ja wowczas POKAZALAM
                            jej jak to jest. Nie powtorzylo sie wiecej. Dziecko zrozumialo od razu
                            a nie po tygodnu tlumaczen
                            • mama-ola Re: Co za chory pomysł!!! 18.12.07, 12:42
                              > Czesto sie słyszy ze dzieci bija swoich rodzicow. Male dzieci.
                              > Nie bardzo swiadome tego co robia. Moja tez kiedys probowala.
                              > Ja wowczas POKAZALAM jej jak to jest. Nie powtorzylo sie wiecej.
                              > Dziecko zrozumialo od razu a nie po tygodnu tlumaczen

                              A zadałaś sobie trud zastanowienia się, CZEMU dziecko uderzyło?
                              Dziecko uderzyło w emocjach - bo się zdenerwowało, bo coś
                              przeżywało, albo z rozpędu, albo dlatego że nie umiało się wysłowić,
                              albo dlatego, że chciało wyładować agresję.

                              Zadaniem rodzica nie jest tylko doprowadzić do sytuacji "dziecko nie
                              bije", ale przede wszystkim "dziecko wie, jak":
                              a) rozładować emocję,
                              b) wyrazić swoje zdenerwowanie,
                              c) ukierunkować rozpęd,
                              d) się wysłowić,
                              e) wyładować agresję.

                              a), b) i e) - walnij w fotel, masz tu rurę od odkurzacza (lub coś
                              bardziej adekwatnego do danej sytuacji)
                              c) pochwycić dziecko w locie
                              d) wołaj: "nie lubię!"
                              itp.

                              A Ty? Czego Ty nauczyłaś swoje dziecko? Bo przecież nie tego, że bić
                              nie wolno - właśnie pokazałaś, że wolno.
                              Dzieci uczą się na przykładach. Możesz gadać, ile wlezie, że "bic
                              nie wolno", jeśli bijesz - taki przykład dziecku dasz. Silniejszy
                              niż słowo. No i co zaniedbanymi emocjami?
                              Ma ich nie czuć? Nie wolno czuć złości, Twoim zdaniem?
                              A może dziecko ma się samo nauczyć je wyrażać w sposób akceptowalny
                              społecznie? Ale nikt sie z taką umiejętnością nie rodzi!
                              W przedszkolu mają dziecko dopiero nauczyć, tak?
                        • nowa_na_forum jak sie nie przewroci to sie nie naucy 18.12.07, 11:20
                          jest takie powiedzenie. Podobnie z klapem. Analogia z kradzieza
                          totalnie chybiona bo nie niesie ona natychmiastowych fizycnych
                          skutkow dla okradanej osoby. A bita osoba od razu odczuwa efekt bicia.
                          • krwawakornelia No widzisz wreszcie zalapalas. 18.12.07, 11:27
                            Jak sie nie przewroci to sie nie nauczy.
                            Tak samo jak go nie uderzasz, to sie nie nauczy ze bicie to
                            jakakolwiek metoda.
                            • nowa_na_forum Re: No widzisz wreszcie zalapalas. 18.12.07, 11:31
                              Opacznie mnie zrozumiałaś. Można tłumaczyć dziecku 100 razy, że jak
                              będzie biegać w skarpetkach po posadzce to w końcu się wywali i potłucze.
                              Ono i tak będzie wiedziało swoje. A jak się wreszcie wywali i poryczy
                              to zapamięta na długo, że lepiej słuchać mamy.
                              Podobnie jest z klapem, tyle że jest on zamierzonym a nie przypadkowym
                              środkiem uczącym.
                              • krwawakornelia Widzisz dorabiasz teorie 18.12.07, 11:42
                                Nauczy sie ze kafelki sa sliskie i trzeby uwazac,
                                Chyba nie chcemy uczyc dzieci ze trzeby sluchac mamy, prawda?
                                Przynajmniej ja staram sie wychowywac dzieci tak, zeby umialy
                                samodzielnie niezaleznie myslec.
                                Nie chce zeby kiedys byly cieletami wykonujacymi czyjes
                                polecenia,automatycznie.
                                Nie chce zeby moja corka "sluchal meza"
                                moj syn "sluchal sie zony"
                                itd.
                                Chce zeby umieli kochac i wyrosli na dobrych ludzi samodzielnie
                                myslacych.
                                • nowa_na_forum Re: Widzisz dorabiasz teorie 18.12.07, 11:57
                                  A ja chcę wychować dziecko tak żeby słuchało rodziców i im ufało. Przynajmniej tak długo jak długo same nie będzie w stanie
                                  racjonalnie myśleć. Czyli przez ładnych parę lat.
                                  • krwawakornelia Ale klapsujac 18.12.07, 12:56
                                    sama podkopujesz jego zaufanie do siebie, teraz jest maly i czuje
                                    tylko ze najwazniejsza i najukochansza osoba na swiecie zadaje mu
                                    bol, za jakis czas zacznie myslec ze jezeli ta osoba zadaje moj bol
                                    zamiast go zrozumiec i wesprzec w trudnej sytuacji, to byc moze
                                    jednak wcale tak go nie kocha?
                                    Potem zacznie czuc, ze jezeli matka, ktora automatycznie i
                                    bezwarunkowo powinna kochac swoje dziecko jego nie kocha to moze byc
                                    z nim co nie tak.
                                    Dalej sama sobie wywnioskuj.

                                    • nowa_na_forum Re: Ale klapsujac 19.12.07, 09:45
                                      Nie zgadzam się z tą teorią
                                      • krwawakornelia To nie jest teoria 19.12.07, 19:52
                                        To sa fakty.
                                        Tak samo jak faktem jest ze dzieci bija dalej (z regula slabszych)
                                        Ze dzieci bite maja problemy z akceptowaniem siebie, maja niskie
                                        poczucie wlasnej wartosci. Nie umieja szanowac innych bo nie byly w
                                        dziecinstwie szanowane.

                                        Tyle masz minusow co najmniej. I naprawde to ze placze 10 minut krocej
                                        jest dla ciebie tego warte?
                                        • nowa_na_forum Re: To nie jest teoria 19.12.07, 20:35
                                          I naprawde to ze placze 10 minut krocej
                                          > jest dla ciebie tego warte?

                                          Nie dla mnie tylko dla dziecka. Ono mniej cierpi, krócej.
                                          • krwawakornelia Czekaj , czekaj 19.12.07, 21:33
                                            To znaczy ze ty dzieki temu ze dasz dziecku klapsa ratujesz je przed
                                            cierpieniem.
                                            Ciekawy punkt widzenia, bardzo ciekawy.
                                            • nowa_na_forum Re: Czekaj , czekaj 21.12.07, 08:30
                                              w istocie, sama widzisz jak zaskakujące potrafi być życie
                                          • kropkacom Re: To nie jest teoria 19.12.07, 21:36
                                            > Nie dla mnie tylko dla dziecka. Ono mniej cierpi, krócej.

                                            Nie to Ty mniej cierpisz bo nie musisz słuchać ryku małego lub spóźniać sie
                                            gdziekolwiek. Nie oszukuj się.
                                  • donna28 Re: Widzisz dorabiasz teorie 19.12.07, 21:05
                                    I to Ci się uda. Przynajmniej w tej części, że dziecko będzie Cię słuchać i ufać
                                    DOPÓKI nie zacznie racjonalnie myśleć. Potem pewno przestanie.
                                    jeśli taki jest Twój cel - żeby dziecko słuchało rodziców do czasu, jak mu się
                                    myślenie racjonalne włączy, to gratuluję po prostu.
                                    W rodzinie mojej (jak każdej) są przypadki dzieci karanych i bitych i naprawdę
                                    nie wyrośli z nich prawdziwi dorośli. To potwornie smutne, ale są to wg metryki
                                    dorosłe, a tak naprawdę kompletnie niesamodzielne, zaszczute osoby. A wobec
                                    własnej matki, która ich karała, ze strachu kłamią jak najęte i aż żal na to
                                    patrzeć, mówią cokolwiek, byle mama była zadowolona (a mówimy o osobach naprawdę
                                    dorosłych!). Tragedia.
                                    Mnie rodzice nie uderzyli nigdy w życiu i mam z nimi doskonały kontakt i mam
                                    nadzieję, że moja córka też taki ze mną będzie miała. Na pewno nie będę jej bić,
                                    bicie słabszych od siebie uważam za niegodne, niehonorowe, tak się po prostu nie
                                    robi. Mnie tak nie wychowano.
                              • kropkacom Re: No widzisz wreszcie zalapalas. 18.12.07, 13:22
                                > Podobnie jest z klapem, tyle że jest on zamierzonym a nie przypadkowym
                                > środkiem uczącym.

                                Skoro dziecko nie rozumie konsekwencji to trzeba albo je wytłumaczyć albo dać
                                sie "sparzyć". Ale idąc tropem Twojego myślenia, jak dziecko zrozumie że ból
                                pupy po laniu to coś więcej niż fizyczny ból pupy?
                                • kropkacom Re: No widzisz wreszcie zalapalas. 18.12.07, 13:29
                                  I jeszcze jedno. Dziecko przechodzi w swoim życiu fazy np.: ciekawość kiedy
                                  dotyka wszystkiego, wkłada do buzi, wchodzi na wszystko. Dla Ciebie to może być
                                  prosta niesubordynacja lub złośliwość. Dla niego to coś naturalnego. Zamiast
                                  wtedy malucha lać trzeba lepiej go uczyć czym jest świat i pilnować. Czasami
                                  pozwolić mu samemu niegroźnie odczuć że na śliskiej podłodze można sie
                                  poślizgnąć. Klaps tu niczego nie nauczy.
                              • marghe_72 Re: No widzisz wreszcie zalapalas. 18.12.07, 14:41
                                nowa_na_forum napisała:

                                > Opacznie mnie zrozumiałaś. Można tłumaczyć dziecku 100 razy, że jak
                                > będzie biegać w skarpetkach po posadzce to w końcu się wywali i
                                potłucze.
                                > Ono i tak będzie wiedziało swoje. A jak się wreszcie wywali i
                                poryczy
                                > to zapamięta na długo, że lepiej słuchać mamy.
                                > Podobnie jest z klapem, tyle że jest on zamierzonym a nie
                                przypadkowym
                                > środkiem uczącym.

                                jak możesz porównywac tak diametralnie rózne sytuacje??

                                a. SAMO się przewróci, nie Ty jej popchniesz..poglądowo,żeby
                                zrozumiało
                                b. założ antyposlizgowe skarpety...
                          • kropkacom Re: jak sie nie przewroci to sie nie naucy 18.12.07, 12:53
                            > jest takie powiedzenie. Podobnie z klapem. Analogia z kradzieza
                            > totalnie chybiona bo nie niesie ona natychmiastowych fizycnych
                            > skutkow dla okradanej osoby. A bita osoba od razu odczuwa efekt bicia.

                            Ja odczuwam wręcz fizyczny ból po okradzeniu mnie. Ale może inna analogia: ten
                            kto w dzieciństwie był bity będzie bił i swoje dzieci. Przepraszam, nie bił
                            tylko klepałsmile))
                          • marghe_72 Re: jak sie nie przewroci to sie nie naucy 18.12.07, 14:39
                            nowa_na_forum napisała:

                            > jest takie powiedzenie. Podobnie z klapem. Analogia z kradzieza
                            > totalnie chybiona bo nie niesie ona natychmiastowych fizycnych
                            > skutkow dla okradanej osoby. A bita osoba od razu odczuwa efekt
                            bicia.

                            łopatką po głowie , tudzież plastikowym samochodzikiem też dzięcię
                            waliłaś?
                            Zeby wiedziało jak to jest ..
                            albo popychałaś?

                            itp?
                      • krwawakornelia Czyli obowiazkiem rodzicow jest zrobienie dziecku 18.12.07, 10:46
                        przykrosci zeby wiedzialo co to jest. Tak?
                      • marghe_72 Re: Ona nie pisze w tym stylu 18.12.07, 14:36
                        nowa_na_forum napisała:

                        > Dziecko, które nigdy nnie dostało klapa nie wie co to znaczy i nie
                        wie
                        > jaką przykrość i ból sprawia innemu dziecku. No bo skąd ma
                        wiedzieć?
                        > Dlatego obowiązkiem rodziców jest zapoznać dziecko ze skutkiem
                        klapa.
                        > Wówczas dziecko wie co to znaczy i zdaje sobie sprawę co robi bijąc
                        > się o zabawkę z innum dzieckiem. Inaczej nie ma pojęcia co robi.


                        błędne koło
                        a nie wystarczy wytłumaczyć>?
          • asia_i_p Re: Stop przemocy wobec dzieci!!! 18.12.07, 22:46
            Korczak twierdził też, że jeśli matka ma dziecku marudzic przez cały
            dzień, to już lepiej, żeby klapsa dała.
            Też jestem przeciwniczką klapsów, ale lubię ścisłośc.
            • nowa_na_forum Re: Stop przemocy wobec dzieci!!! 19.12.07, 17:08
              Cenna uwaga. Nie wiedziałam o tym, a to dobra odpowiedź dla wszelkich
              bezstresowo wychowujących mam.
    • kasiak37 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 17.12.07, 22:45
      jezeli jest to klaps fizycznie bolesny ,po ktorym dziecko placze to jest przemoc
      fizyczna,upokorzenie dla malego czlowieka.Jestem na nie,na takie metody
      wychowawcze,ktore nimi w sumie nie sa,bo polegaja na wzbudzaniu strachu poprzez
      zadawny bol.
      • nowa_na_forum Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 18.12.07, 11:38
        Moim zdaniem klaps nie wzbudza strach poprzez bol, ale jest wyraznym
        sygnalem orzebijajacym sie do swiadomosci dziecka i torujacym droge
        naszym komunikatom ktore inaczej gina gdzies po drodze. Klaps to swego
        rodzaju "przepchanie rury". Po klapsie dziecko czesto zaczyna rozumiec
        co sie do niego mowi i reagowac na to. Klaps je odblokowuje.
        • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 18.12.07, 12:45
          > Klaps to swego rodzaju "przepchanie rury". Po klapsie dziecko
          > czesto zaczyna rozumiec co sie do niego mowi i reagowac na to.
          > Klaps je odblokowuje.

          Biedna jesteś.
          • nowa_na_forum Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 16:32
            Dziękuję, nie narzekam, powodzi mi się w miarę.
        • krwawakornelia Ale teraz wez zastanow sie troszke nad tym jak 18.12.07, 12:58
          to wyglada ze strony dziecka.
          • nowa_na_forum Re: Ale teraz wez zastanow sie troszke nad tym ja 19.12.07, 16:35
            wygląda to jak nieuchronna i przykr akara za niesłuchanie ojca i matki.
            Niestety rolą dzieci jest słuchać się rodziców. Jak tego nie robią
            to muszą liczyć się w ostateczności z klapem.
            • krwawakornelia Rola dzieci N i e jest sluchanie sie rodzicow. 19.12.07, 19:53
              Rola rodzicow jest wychowanie dzieci na pozadnych ludzi.
              Uzywajac przemocy jest to niewykonalne.
              • nowa_na_forum Re: Rola dzieci N i e jest sluchanie sie rodzicow 19.12.07, 20:26
                Moim zdaniem rolą małych dzieci jest jednak m.in. słuchanie rodziców.
                Odrobina tzw. przemocy nikomu nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie.
                No ale możesz mieć inne zdanie.
                • kropkacom Re: Rola dzieci N i e jest sluchanie sie rodzicow 19.12.07, 21:32
                  > Moim zdaniem rolą małych dzieci jest jednak m.in. słuchanie rodziców.

                  Głupota. Wybacz, ale większej głupoty już dawno nie czytałam. Rolą dziecka jest
                  bycie dzieckiem a nie pieskiem który chodzi przy nodze właścicieli. Za to Twoją
                  rolą jest przede wszystkim bycie kochająca matką i opiekunką a dopiero potem
                  wychowawcą. Ale nie twardym i bezwzględnym wychowawcą.
                  • krwawakornelia Rola rodzica, jest sluchanie swojego dziecka 19.12.07, 21:37
                    jest dawanie mu oparcia, poczucia bezpieczenstwa i poczucia ze w
                    kazdej sytuacji dajesz mu wsparcie. niezaleznie czy jest grzeczne, czy
                    nie.

                    Jak bijesz dziecko nie dajesz mu szansy tego poczucia budowac.
                    • nowa_na_forum kolajny przykład z życia 21.12.07, 08:39
                      Wszysto cacy, ale jednak to my, rodzice, narzucamy dziecku szereg
                      zachowań. Początkowo dziecko jest zbyt małe by je zrozumieć, więc
                      nietety trzeba to robić na siłę tak długo aż dziecko zrozumie że
                      to co robimy nie ma na celu skrzywdzenia go czy zrobienia na złość
                      ale jest potrzebne - jemu potrzebne.

                      Kolejny przykład z życia. Mój mały, po odstawieniu pieluchy, sikał
                      w nocy. Zalewał całe łóżko. Budził się wówczas, płakał, musiałam go
                      myć, przebierać, no same wiecie. Koszmar. No więc profilaktycznie
                      wysadzałam go około północy. Pomagało, przynajmniej się nie zalewał.
                      Ale poziom krzyku był dokładnie taki sam. On nie cierpiał być budzony
                      w środku nocy. Darł się, wił, bił...I weź posadź go na nocnik? Jak?
                      Poza tym on się wtedy upierał, że nie zrobi siusiu i już. Po kilku
                      nocnych próbach uproszenia go, które spełzły na niczym kazałam mężowi
                      się tym zająć (on i tak często nie śpi o 12, w przeciwieństwie do
                      mnie). No i jak mąż sobie poradził? Sprzedał mu klapa i mały od
                      tej pory grzeczniutko, choć z dąsaniem, siadał na nocniczek i nie było
                      już więcej ani awantur ani zalanej pościeli.

                      Wiem, to co zrobił mój mąż to wielka przemoc i krzywda dla dziecka.
                      To po prostu straszne co on zrobił.
                      • kropkacom Re: kolajny przykład z życia 21.12.07, 09:19
                        > No i jak mąż sobie poradził? Sprzedał mu klapa i mały od
                        > tej pory grzeczniutko, choć z dąsaniem, siadał na nocniczek i nie było
                        > już więcej ani awantur ani zalanej pościeli.

                        Czym Ty się chwalisz kobieto?
                        • nowa_na_forum Re: kolajny przykład z życia 22.12.07, 10:11
                          to nie jest chwalenie się, to jest dzielenie się doświadczeniem
                          • kropkacom Re: kolajny przykład z życia 22.12.07, 10:24
                            > to nie jest chwalenie się, to jest dzielenie się doświadczeniem

                            Masz złe doświadczenia. Na pewno nie skorzystam.
                            • nowa_na_forum Re: kolajny przykład z życia 22.12.07, 11:11
                              moje doświadczenie pokazuje skuteczną metodę, ale nie ma obowiązku
                              korzystania z niej
                      • krwawakornelia Re: kolajny przykład z życia 21.12.07, 19:24
                        nowa_na_forum napisała:

                        > Wszysto cacy, ale jednak to my, rodzice, narzucamy dziecku szereg
                        > zachowań.

                        I dlatego nie mozemy miedzy innymi ich bic, bo uczymy je w ten
                        sposob ze biecie slabszych jest ok.

                        Początkowo dziecko jest zbyt małe by je zrozumieć, więc
                        > nietety trzeba to robić na siłę tak długo aż dziecko zrozumie

                        A to jakas nowa teoria.

                        Mój mały, po odstawieniu pieluchy, sikał
                        > w nocy. Zalewał całe łóżko. Budził się wówczas, płakał, musiałam
                        go
                        > myć, przebierać, no same wiecie. Koszmar. No więc profilaktycznie
                        > wysadzałam go około północy. Pomagało, przynajmniej się nie
                        zalewał.
                        > Ale poziom krzyku był dokładnie taki sam. On nie cierpiał być
                        budzony
                        > w środku nocy. Darł się, wił, bił...I weź posadź go na nocnik?
                        Jak?
                        > Poza tym on się wtedy upierał, że nie zrobi siusiu i już. Po kilku
                        > nocnych próbach uproszenia go, które spełzły na niczym kazałam
                        mężowi
                        > się tym zająć (on i tak często nie śpi o 12, w przeciwieństwie do
                        > mnie). No i jak mąż sobie poradził? Sprzedał mu klapa i mały od
                        > tej pory grzeczniutko, choć z dąsaniem, siadał na nocniczek i nie
                        było
                        > już więcej ani awantur ani zalanej pościeli.

                        Acha czyli w tej chwili nasz czasta posciel i to jest sukces
                        wychowawczy?
                        Moze uwazaj bo jak ktos cie na tym forum wytropi to to juz sprawa na
                        poziomie sadu dla nieletnich jest.
                        Nie latwiej szukac przyczyny nocnego sikania u dzieci?
                        Juz nie mowiac o tym ze napewno zdrowsze dla dziecka.


                        >
                        > Wiem, to co zrobił mój mąż to wielka przemoc i krzywda dla
                        dziecka.
                        > To po prostu straszne co on zrobił.

                        Tak TO JEST POPROSTU STRASZNE CO ZROBIL. MIEJMY NADZIEJE ZE ZE
                        ZWIERACZAMI PROBLEMOW NA PRZYSZLOSC NIE BEDZIE MIAL.
                        • nowa_na_forum Re: kolajny przykład z życia 22.12.07, 10:13
                          Jak zwykle nic nie rozumiesz. Dziecko nie chciało siusiać na nocnik
                          a do łóżka jak najbardziej. Mąż je przekonał "przemocą" by jednak
                          zamieniło miejsca sikania. Zwieracze na tym nie ucierpiały.
                          • krwawakornelia moze jak zwykle nic nie rozumiem 25.12.07, 20:36
                            ale dla mnie to wlasnie pryzklad na porazke twoich metod
                            wzchowawczych skoro dyiecko nie moye inacyej odreagowac stresu jak
                            lejac do lozka.

                            • nowa_na_forum masz racje, nic nie rozumiesz 27.12.07, 22:57
                              Dwuipollatek nie dlatego leje w lozko ze jest zestresowane tylko dlatego
                              ze nie potrafi kontrolowac wyprozniania sie.
                              • krwawakornelia I ty myslisz, ze jak co noc 30.12.07, 19:41
                                zmusisz go do siusiania na nocnik, to nauczysz go suchego
                                przesypiania nocy?

                                A poza tym mylisz sie. 2 i pol latek bardzo czesto dlatego siusia do
                                luzka ze jest zestresowany (poza brakiem gotowosci do tego jest to
                                jedna z najczestrzych przyczyn moczen nocnych u dzieci)

                                A jezeli jeszcze nie potrafi kontrolowac peherza to czy nie lepiej
                                dla wszystkich poprostu zostawic pieluche?
                                Dziecko nie bedzie do niczego przymuszane, a ty bedziesz miala sucha
                                posciel.
                                • nowa_na_forum Re: I ty myslisz, ze jak co noc 07.01.08, 16:37
                                  > zmusisz go do siusiania na nocnik, to nauczysz go suchego
                                  > przesypiania nocy?

                                  Nic nie rozumiesz. Nic a nic. Ja go nie zmuszam do siusiania w nocy.
                                  On sam chce tylko tego nie wie. Wystarczy go posadzić na nocnik i sam
                                  siusia, nawet oczu nie otwierając. To ma być przemoc Twoim zdaniem?

                                  > 2 i pol latek bardzo czesto dlatego siusia do
                                  > luzka ze jest zestresowany (poza brakiem gotowosci do tego jest to
                                  > jedna z najczestrzych przyczyn moczen nocnych u dzieci)

                                  Możliwe, ale moim zdaniem od po prostu zbyt mocno śpi by to czuć i tyle.

                                  > A jezeli jeszcze nie potrafi kontrolowac peherza to czy nie lepiej
                                  > dla wszystkich poprostu zostawic pieluche?
                                  > Dziecko nie bedzie do niczego przymuszane, a ty bedziesz miala sucha
                                  > posciel.

                                  Pielucha to przyzwolenie na siusianie. Moja znajoma zakłada pieluchę
                                  pięciolatkowi, bo czasem mu się zdarza jeszcze popuścić. To bez sensu,
                                  ale ona go nauczyła że w nocy można walić w gacie. Moim zdaniem to
                                  bez sensu.


                                  • krwawakornelia Re: I ty myslisz, ze jak co noc 07.01.08, 19:35
                                    nowa_na_forum napisała:
                                    > Nic nie rozumiesz. Nic a nic. Ja go nie zmuszam do siusiania w
                                    nocy.
                                    > On sam chce tylko tego nie wie.

                                    No to ja bym sie zaczela zastanawiac, jak i co zrobic zeby sie
                                    dowiedzial.
                                    Moze w dzien jak chodzi siusiac z Toba nie ma za bardzo szansy
                                    poczuc kiedy pecherz jest naprawde pelny?
                                    Dobra terapia na te przypadlosc (sprawdzona) jest przejecie przez
                                    dziecko 100% odpowiedzialnosci za sprawy wydalnicze.
                                    Co polega na tym ze mama czy tez inny opiekun NIGDY nie pyta sie
                                    dziecka czy chce siusiu czy kupke i nigdy go do tego nie namawia.

                                    Wystarczy go posadzić na nocnik i sam
                                    > siusia, nawet oczu nie otwierając. To ma być przemoc Twoim
                                    zdaniem?

                                    No ale sama napisalas wczesniej ze twoj maz dal mu klapsa zeby
                                    spokojnie na nocniku usiadl.


                                    > Możliwe, ale moim zdaniem od po prostu zbyt mocno śpi by to czuć i
                                    tyle.

                                    Ale ja mysle ze jak go nauczysz (podswiadomie oczywiscie) ze nie
                                    musi czuc pecherza bo mama to zalatwi za niego. To bedziesz albo
                                    musiala przez pol zycia wstawac w nocy i go wysadzac, albo wychowasz
                                    kaleke lejacego przez pol zycia do wyrka.


                                    > Pielucha to przyzwolenie na siusianie.

                                    No ale wysadzanie spiacego to tez przyzwalanie na siusianie, A na
                                    dobra sprawe to nie chodzi o to co wolno a czego nie, tylko o
                                    swiadomosc swojego ciala. I kontrolowania go.

                                    Moja znajoma zakłada pieluchę
                                    > pięciolatkowi, bo czasem mu się zdarza jeszcze popuścić. To bez
                                    sensu,
                                    > ale ona go nauczyła że w nocy można walić w gacie. Moim zdaniem to
                                    > bez sensu.

                                    Moim zdaniem tez to bez sensu. Ale ja bym wyciagnela raczej wniosek
                                    nie ze go nauczyla robic w majtki, tylko ze nie nauczyla go czuc
                                    swojego pecherza itd.

                                    • nowa_na_forum Re: I ty myslisz, ze jak co noc 10.01.08, 12:39
                                      > No to ja bym sie zaczela zastanawiac, jak i co zrobic zeby sie
                                      > dowiedzial.
                                      > Moze w dzien jak chodzi siusiac z Toba nie ma za bardzo szansy
                                      > poczuc kiedy pecherz jest naprawde pelny?

                                      Alez ma szanse bo sam wie kiedy chce siusiu, wiec to czuje. Po prostu
                                      mocno spii we snie ten sygnal do niegonie dociera.

                                      > No ale sama napisalas wczesniej ze twoj maz dal mu klapsa zeby
                                      > spokojnie na nocniku usiadl.

                                      Fakt, tak bylo. Poczatkowo maly sie wybudzal przy sadzaniu na nocnik
                                      choc pelny pecherz go ze snu wyrwac nie potrafil. No a jak sie wybudzil
                                      to sie wsciekal i nie chcial robic. No to kladlismy go spac, a on jak
                                      tylko zasnal to sie zalewal, no i wtedy dopiero byla histeria - zreszta
                                      calkiem zrozumiala, nikt nie lubi spac we wlasnym moczu. No ale widocznie
                                      maly nie rozumial, ze wysadzamy go po to by tego uniknac. Jak maz sie
                                      nim zjal i sila zmusil do zrobienia siusiu, a maly potem sie nie zlal
                                      to zalapal przyczyne i skutek. Odtad pozwalal sie wysadzac. "przemoc"
                                      zadzialala. Moze moje tlumaczenia byly do kitu, moze nie potrafilam
                                      odpowiednio sprawy wyjasnic dwulatkowi? Nie wiem, wiem ze maz sobie z
                                      nim raz dwa poradzil. I chyba krzywdy mu tym nie zrobil?


                                      > Ale ja mysle ze jak go nauczysz (podswiadomie oczywiscie) ze nie
                                      > musi czuc pecherza bo mama to zalatwi za niego. To bedziesz albo
                                      > musiala przez pol zycia wstawac w nocy i go wysadzac, albo wychowasz
                                      > kaleke lejacego przez pol zycia do wyrka.

                                      Zle myslisz. Moj synek juz wyrosl z tego wieku. I nie siusia w lozko
                                      ani w gacie. Jest normalny.


                      • mama303 Re: kolajny przykład z życia 21.12.07, 19:47
                        E Ty musisz byc TROLLEM
                        • krwawakornelia nowa, "kochajaca i blyskotliwa" matko! 21.12.07, 22:01
                          Nie przyszlo Ci do glowy, ze twoj syn moze jest za maly na zdjecie
                          pieluchy w nocy? (10% pieciolatkow moczy sie w nocy )

                          Albo ze dziecko tak przez ciebie traktowane nie moze inaczej przezyc
                          emocji sciskajac ciagle w dzien zwieracze, ze dopiero w nocy
                          odreagowuje, wyluzowuje i przez sen pozwala sobie na odpuszenie?

                          Nie przyszlo Ci do glowy ze jego siusianie w nocy moze miec
                          bezposredni zwiazek z klapsami i "terapia wodna"jak to nazywasz?
                          • nowa_na_forum Re: nowa, "kochajaca i blyskotliwa" matko! 22.12.07, 10:18
                            Widać że nic nie rozumiesz - po raz kolejny jestem zmuszona to napisać.
                            Przecież wyraźnie napisałam, że dziecko śpi BEZ PIELUCHY!

                            > Albo ze dziecko tak przez ciebie traktowane nie moze inaczej przezyc
                            > emocji sciskajac ciagle w dzien zwieracze, ze dopiero w nocy
                            > odreagowuje, wyluzowuje i przez sen pozwala sobie na odpuszenie?

                            Ależ teoryjka. Dziecko sika przed spaniem, przed wyjściem na spacer
                            i po przyjściu, po jedzeniu i kiedy tylko zechce bez żadnych problemów.
                            Jedynie w nocy ma (w zasadzie miało, bo to się działo jak mały miał
                            około 3 lat) problemy, bo zbyt mocno śpi by sygnał o przepełnieniu
                            pęcherza je wybudzał. Dlatego sadzaliśmy małego na nocnik, co jak
                            pisałam było początkowo powodem wielkich awantur.

                            > Nie przyszlo Ci do glowy ze jego siusianie w nocy moze miec
                            > bezposredni zwiazek z klapsami i "terapia wodna"jak to nazywasz?

                            Jest to oczywiste że nie. Wyżej wyjaśniłam "skomplikowany" mechanizm
                            sisiania w łóżko w nocy.
                            • krwawakornelia nie wierye w te twoja teorie 25.12.07, 20:38
                              poprostu nie trzyma sie kupy
                              • nowa_na_forum nie tyle nie wierzysz co nie rozumiesz 27.12.07, 22:54
                                • krwawakornelia bo jest nie logiczna nie trzyma sie kupy 30.12.07, 19:43
                                  sama sobie momentami zaprzeczasz.
                                  • nowa_na_forum Re: bo jest nie logiczna nie trzyma sie kupy 07.01.08, 16:34
                                    np gdzie sobie zaprzeczam?
                        • nowa_na_forum Re: kolajny przykład z życia 22.12.07, 10:14
                          nie wierzysz, że dziecko lało do łóżka czy jak?
                          • krwawakornelia nie wierze w twoje pseudo tlumaczenie 31.12.07, 21:15
                            i w to ze wysadzanie nocne na sile cokolwiek zalatwi.
                            • nowa_na_forum Re: nie wierze w twoje pseudo tlumaczenie 07.01.08, 16:38
                              jak już pisałam, nie ma tu użycia siły
        • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 18.12.07, 13:05
          > Moim zdaniem klaps nie wzbudza strach poprzez bol, ale jest wyraznym
          > sygnalem orzebijajacym sie do swiadomosci dziecka i torujacym droge

          Przeczytaj co pisał Camel. Nie robił źle ze strachu przed konsekwencjami. Tylko
          że tą konsekwencją której sie BAŁ był fizyczny ból po laniu. O tym ze kiedy jest
          się zdenerwowanym łatwo nie zapanować nad siła uderzenia chyba pisać nie trzeba.
          No ale dzieci na pewne są wdzięczne za te klapsy i rozumieją, prawda?
          • krwawakornelia Ale dzieci bronia, i lobuzuja 18.12.07, 13:14
            to jest sprawa prosta, czy nie latwiej sie zastanowic dlaczego, to
            robia niz przywalic?
            Moze moje dziecko dzisiaj jest niegrzeczne bo mialo ciezszy dzien a ja
            wtedy powinnam je wspierac a nie karcic.
            Moze potrzebuje wiecej uwagi z naszej strony.
            Moze nie radzi sobie z jakimis emocjami i trzeby mu w tym pomoc.
            A moze poprostu ma za duzo energii i trzeba go wypuscic na swieze
            powietrze zeby tam sobie lobuzowal ile wlezie.
          • nowa_na_forum Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 16:34
            Ja to i tak słabo biję bo jestem malutka i słabiutka. Za to jak mój
            sluvbny przywali to potem pupa długo czerwona bywa.
            • ciociacesia twoja tez czy tylko młodego? 14.03.08, 22:18
        • marghe_72 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 18.12.07, 14:43
          nowa_na_forum napisała:

          > Moim zdaniem klaps nie wzbudza strach poprzez bol, ale jest
          wyraznym
          > sygnalem orzebijajacym sie do swiadomosci dziecka i torujacym droge
          > naszym komunikatom ktore inaczej gina gdzies po drodze. Klaps to
          swego
          > rodzaju "przepchanie rury". Po klapsie dziecko czesto zaczyna
          rozumiec
          > co sie do niego mowi i reagowac na to. Klaps je odblokowuje.


          wybacz, ale .. sama to wymyśliłaś?
          od kiedy to ból, upokorzenie itp odblokowuja?
          • martucha90 To TROLL jest! 18.12.07, 15:44
            > wybacz, ale .. sama to wymyśliłaś?
            > od kiedy to ból, upokorzenie itp odblokowuja?

            Moim zdaniem ta nowa na forum to TROLL.
            A Wy z nią powaznie dyskutujecie.
            Bredzi takie rzeczy jak odblokowanie rury, a Wy jej na to poważnie
            kontrargumenty. Dziewczyna niewarta tego!
            • marghe_72 Re: To TROLL jest! 18.12.07, 20:57
              martucha90 napisała:

              > > wybacz, ale .. sama to wymyśliłaś?
              > > od kiedy to ból, upokorzenie itp odblokowuja?
              >
              > Moim zdaniem ta nowa na forum to TROLL.
              > A Wy z nią powaznie dyskutujecie.
              > Bredzi takie rzeczy jak odblokowanie rury, a Wy jej na to poważnie
              > kontrargumenty. Dziewczyna niewarta tego!

              Obawiam się, że nie masz racji
              a szkoda
          • nowa_na_forum Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 09:49
            to sa moje obserwacje, to działa
            • mama-ola Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 10:21
              > to sa moje obserwacje, to działa

              Obcinanie ręki za kradzież też działa.
              Np. w Skandynawii nie kradną do tej pory.
            • krwawakornelia Napisze chetnie jak to dziala. 19.12.07, 12:08
              Jasne dziecko sie na chwile uspokaja.
              Traci zaufanie do wlasnej matki.
              • nowa_na_forum Re: Napisze chetnie jak to dziala. 19.12.07, 13:05
                Może masz rację, ale to tylko domysły, których nie podzielam.
                • krwawakornelia Nie to sa fakty 19.12.07, 13:12
                  potwierdzone dlugimi latami obserwacji, badan naukowach. Itd.

                  Jesli dziecko czuje sie kochane i doceniane przez doroslych , ktorzy
                  je wychowuja, bedzie sklonne uznac za przewodnikow iprzyjac ich nauki.
                  Natomiast proby wpajania wartosci dzieciom przepelnionym gorycza i
                  zloscia, sa skazane na porazke.

                  P.S.
                  Dostalas kiedys jako male dziecko klapsa?
                  • nowa_na_forum Re: Nie to sa fakty 19.12.07, 14:32
                    Ja dostałam tylko kilka razy, ale byłam raczej grzeczną dziewczynką.
                    Moja mama mówi że byłam aniołkiem, że nie miała ze mną żadnych kłopotów
                    a te kilka razy to w bardzo wyjątkowych sytuacjach. Zresztą ja tego
                    nie pamiętam. Za to różne inne kary w wieku późniejszym niż przedszkolny
                    tak, jak nabroiłam. Ale trudno dawac klapy nastolatce, nie?
                    • kropkacom Re: Nie to sa fakty 19.12.07, 14:50
                      > Ja dostałam tylko kilka razy, ale byłam raczej grzeczną dziewczynką.
                      > Moja mama mówi że byłam aniołkiem, że nie miała ze mną żadnych kłopotów
                      > a te kilka razy to w bardzo wyjątkowych sytuacjach

                      skoro byłaś aniołek to za co Cię mama biła? I sprawdza sie teoria, kto był bity
                      w dzieciństwie sam potem swoje małe bije.
                      • nowa_na_forum Re: Nie to sa fakty 19.12.07, 14:56
                        Nawet jak tego nie pamiętam i było to zaledwie kilka razy bo byłam
                        aniołkiem? Coś to się kupy nie trzyma. Zaraz napiszesz, że mam to
                        w podświadomości itd. Z tym że mój mąż o wiele częściej niż ja
                        rozdaje klapsy. W zasadzie rozdawał, bo teraz mały się nauczył.
                        • kropkacom Re: Nie to sa fakty 19.12.07, 16:49
                          > Nawet jak tego nie pamiętam i było to zaledwie kilka razy bo byłam
                          > aniołkiem? Coś to się kupy nie trzyma. Zaraz napiszesz, że mam to
                          > w podświadomości itd. Z tym że mój mąż o wiele częściej niż ja
                          > rozdaje klapsy. W zasadzie rozdawał, bo teraz mały się nauczył.

                          Wiesz jak już zasłużyłaś na klapsa to chyba nie za niewinność. Chyba że jednak?
                          Masz bicie właśnie w podświadomości i dajesz je z wyrachowaniem na chłodno.
                          Myślisz że syn zrozumiał prawidłowo? Skąd pewność?

                          PS. Co do męża, to nie wiem czy po prostu sie nim wyręczasz czy tez ma
                          przyzwyczajenia z domu.
                          • nowa_na_forum Re: Nie to sa fakty 19.12.07, 17:07
                            Mówię że nie pamiętam samych klapsów, a tym bardzioej za co je dostałam.

                            > Masz bicie właśnie w podświadomości i dajesz je z wyrachowaniem na chłodno.

                            Bicie w afekcie uważam za nieumiejętność zapanowania nad sobą i kopletny
                            bezsens. Nie rozumiem co takie bicie może zrobić dobrego?

                            > Myślisz że syn zrozumiał prawidłowo? Skąd pewność?
                            Nie mam pewności. Tak sądzę. Ty masz pewność?

                            > PS. Co do męża, to nie wiem czy po prostu sie nim wyręczasz czy tez ma
                            > przyzwyczajenia z domu.
                            Że niby wołam go jak mały jest niegrzeczny żeby mu przylał? Nie, najwyżej
                            proszę by się zajął dzieckiem jak ja już nie mam siły mu tłumaczyć.
                            A że wówczas nie zawsze mały posłucha się drugiej osoby i jednak zaliczy
                            klapa to inna sprawa. Ale nie wołam "Kochanie, przyjdź tu na chwileczkę
                            i spuść manto gó..arzowi!".
                    • krwawakornelia Widzisz, ? 19.12.07, 19:58
                      Dlatego jestes w stanie dopuscic w ogole do siebie mysl o tym, ze
                      mozna bic niewinne slabsze od siebie dzieci. Gdybys uznala, ze to
                      jest nie w pozadku musialabys uznac ze Twoja matka byla nie w
                      pozadku a to b o l i bardzo boli.

                      Niewazne czy dzieci sa grzeczne czy nie.
                      Co to w ogole za pojecie?

                      To podchodzi pod warunkowa milosc, a to jeszcze ciezszy kaliber.
                      I jak widac masz tez bezposredni dowod na to, ze bicie dzieci
                      powoduje ze nasze dzieci bija dalej.

                      • nowa_na_forum Re: Widzisz, ? 19.12.07, 20:22
                        Może i masz rację. Np. moja mama mówi po polsku i ja też mówię po
                        polsku. Sęk w tym, że ja nie uważam dawania klapsów za coś nagannego.
                        • krwawakornelia No i to jest problem, 19.12.07, 21:41
                          Bo to jest cos obiektywnie nagannego. Tak samo jak kazde uzycie
                          przemocy.
                          Jak zaczynasz usprawiedliwiac bicie malych ludzi, usprawiedliwiasz tak
                          samo bicie w ogole, a zabicie w szczegolnosci.
                          Kazda przemoc mozna sobie jakos wytlumaczyc "bo zupa byla za slona"
                          "bo nie chcial mi dac papierosa", "bo nauczyciel mnie wkurzyl".
                          Zawsze mozna sobie znalezc wymowke jezeli uwaza sie ze cos tak
                          kryminalnego jest w pozadku.
                          • nowa_na_forum Re: No i to jest problem, 21.12.07, 08:42
                            > Jak zaczynasz usprawiedliwiac bicie malych ludzi, usprawiedliwiasz tak
                            > samo bicie w ogole, a zabicie w szczegolnosci.

                            Połowicznie masz rację. Jestem przeciw biciu w ogóle, ale za karą śmierci.
                            • krwawakornelia No to moze na kata sie zatrudnij 21.12.07, 19:25
                              na ochotnika.
                              Jestem za brakiem przemocy w ogole przeciwko karze smierci w
                              szczegolnosci.
                              • nowa_na_forum Re: No to moze na kata sie zatrudnij 22.12.07, 10:20
                                Masz takie prawo. Czy jak ktoś Ci wyrywa torebkę na ulicy to będziesz
                                się bronic używając przemocy? Czy pozwolisz sobie zabrać torebkę?
                                A jak zamiast torebki zechcą wyrwać Ci dziecko?
                                • krwawakornelia co ty za bzdury wypisujesz? 25.12.07, 20:39
                                  • nowa_na_forum widze ze nic nie rozumiesz 27.12.07, 22:49
                                    Skoro piszesz:
                                    Jestem za brakiem przemocy w ogole

                                    to odnies sie do tego co napisalam wyzej.
                                    • krwawakornelia Czyli co mam Ci napisac? 30.12.07, 19:46
                                      porownujesz placzace dziecko do lobuzow kradnacych torebki?

                                      pewnie probowalabym zatrzymac torebke ale wszystko co robilabym w
                                      takiej sytuacji to obrona wlasna, a bicie dziecka nia nie jest. chyba
                                      ze masz na mysli obrone swojego ego, przed zachowaniami twojego
                                      dziecka , ktore uwazasz za zagrazajace Ci.
                                      • nowa_na_forum Re: Czyli co mam Ci napisac? 07.01.08, 16:39
                                        Po prostu pokazałam Ci że wyrażasz się nieprecyzyjnie i że nie jesteś
                                        przeciw przemocy w ogóle bo w pewnych sytuacjach jednach byś ją stosowała.
                                        • krwawakornelia jestem przeciwko przemocy w ogole, 07.01.08, 19:38
                                          nie popieram wyrywania mi torebki. A pewnie w sytuacji zagrozenia
                                          poprostu bym wiala i w bezpiecznym momencie po policje dzwonila.
                                          • nowa_na_forum Re: jestem przeciwko przemocy w ogole, 07.01.08, 23:26
                                            Czyli już nie twierdzisz,że byś walczyła o torebkę, jak poprzednio?
                                            Zmieniasz zdanie? A gdyby torebkę wyrywała Ci mniejsza od Ciebie
                                            nastolatka, to też byś wiała na policję czy zdzieliła zastosowała
                                            wobec niej przemoc i wyrwała torebkę z rąk? A jak pies atakuje Twoje
                                            dziecko to też uciekasz na policję czy przemocą odganiasz psa?
                                            • krwawakornelia Mysle ze nie dopuscilabym poprostu do tego zeby mi 08.01.08, 11:31
                                              ta torebke wyrwala. JAk by mnie ktos probowal mordowac, bronilabym
                                              swojego zycia jak tylko umiem.

                                              Jestem odpowiedzialna za moje dziecko i nie dopuszczam do sytuacji
                                              zeby pies atakowal moje dziecko.
                                              Zreszta co to za abstrakcja?
                                              Pies atakuje tak o sobie dziecko?

                                              I Ty takie sytuacje porownujesz do bicia dzieci?
                                              Przeciez dziecko nie jest agresorem, nie probuje Ci niczego odbrac,
                                              nie atakuje Cie w zaden sposob. Nie zagraza CI.
                                              A moze jednak?
                                              • ewelina_1 Re: Mysle ze nie dopuscilabym poprostu do tego ze 09.01.08, 02:55
                                                Krwawakornelia, czy Ty na Księżycu żyjesz?
                                                Jakbyś chciała nie dopuścić do wyrwania torebki? Możesz ją trzymać
                                                mocno pod pachą, ale to nie gwarantuje, że do Ciebie nie podbiegnie
                                                od tyłu złodziej czy nawet małolat-złodziej i na przykład nie
                                                przywali Ci kijem by następnie wyrwać torebkę. I co, oddasz mu
                                                pięścią w oczy czy potulnie będziesz patrzeć jak ucieka z torebką?
                                                Bo chyba nie wierzysz naiwnie, że zaalarmowana policja odnajdzie
                                                złodzieja z torebką.
                                                > Jestem odpowiedzialna za moje dziecko i nie dopuszczam do sytuacji
                                                > zeby pies atakowal moje dziecko.
                                                > Zreszta co to za abstrakcja?
                                                > Pies atakuje tak o sobie dziecko?
                                                odpowiedzialna to będziesz jak zejdziesz z Księżyca na Ziemię i
                                                przestaniesz takie bzdury wypisywać! Moi rodzice szli z pieskiem na
                                                spacer. Z przeciwka szedł facet z dużo większym psem. Bez kagańca i
                                                bez smyczy! Nagle tamten pies podbiegł do naszego, złapał go zębami
                                                i zaczął rzucać się z nim. Nikt nie wie, co mogło sprowokowac psa.
                                                Rodzice i facet zaczęli tego psa kopać, okładać kijami i nic. Ścisk
                                                szczęki i koniec. Puścił po dłuższej chwili a facet-debil uciekł
                                                wraz z psem gdy rodzice ze łzami zbierali rozszarpanego naszego psa.
                                                Jak się domyślasz, pies zdechł. Kurcze, nie wiem, ale chyba bym
                                                gołymi rękami rozszarpała tego psa i właściciela, gdyby mi tak pies
                                                złapał któreś z moich dzieci. Pies to zwierze i nie można w 100%
                                                przewidzieć jego zachowania. A ludzie to debile, co spuszczają psa
                                                ze smyczy i ściągają kaganiec, bo to podobno "taki spokojny pies".
                                                Na mnie kiedyś skoczył młody owczarek niem. i powalił na ziemie. A
                                                nie zrobiłam nic by psa sprowokować. Ja tylko szłam spokojnie do
                                                domu po drugiej stronie drogi, a ten pies przeskoczył przez płot,
                                                przebiegł przez ulicę i skoczył na mnie. Na szczęscie był przy tym
                                                właściciel, więc natychmiast zareagował, przeprosił i powiedział, że
                                                to młody pies i chciał się tylko bawić. Kurcze, chciał się bawić, a
                                                ja o mało zawału nie dostałam.
                                                • krwawakornelia Na jakim swiecie ty zyjesz? 09.01.08, 11:52
                                                  Widzisz chodzi o to ze to sa wyjatkowe sytuacje, nie zdarzajace sie
                                                  na codzien.
                                                  Wlasciciel tamtego psa nie byl odpowiedzialny za swoje zwierze, i
                                                  tyle . sama mam dwa male pieski i jeden z nich niestety byl juz pare
                                                  razy pogryziony przez wiekszego agresora.
                                                  Zdarza sie. Przykre ale sie zdarza.

                                                  Ale to nie oznacza ze mozna z powodu takich wyjatkowych sytuacji jak
                                                  pogryzienie przez psa, albo kradziez torebki argumentowac ze przemoc
                                                  jest ok. Tak jak to robi nowa-na-forum. Bo to bzdura.
                                                  A za wiekszosc sytuacji jestesmy odpowiedzialni tylko my.
                                                  Ja nie nosze np.po warszawie w torebce duzo pieniedzy i nie
                                                  zostawiam jej w samochodzie itd.
                                                  Mysle ze dlatego nawet gdyby podbiegl do mnie agresor nie rzucalabym
                                                  sie jak pchla na grzebieniu, bo to nie bylaby wielka strata. To jest
                                                  odpowiedzialnosc. nie laze po dziwnych okolicach wieczorami i to na
                                                  pewno nie z pieniedzmi. Moje pieski sa na smyczy a na dziecko uwazam
                                                  jak w parku widze dziwnie zachowujacego sue psa z jeszcze
                                                  dziwniejszym wlascicielem to sie zwijamy w inne miejsce.

                                                  Swiat nie sklada sie tylko ze zlodziei mordercow i psow gryzacych
                                                  dzieci. "Przygotowujac" dziecko na taki swiat przekazujesz mu nie
                                                  prawde i wpedzasz w chory krag napastnik-ofiara.
                                                  To samo robisz uzywajac klapsow.
                                                  A nawet jesli ktos ci wyrwie torebke to co?
                                                  Wszystkie dokumenty mozna od nowa wyrobic, komorke i karty
                                                  zablokowac. Tez nietragedia, nawet za granica nie jest to taka az
                                                  tragedia. A poza tym za granica wystarczy jedna zasada. Nigdy nie
                                                  nosic paszportu i dowodu osobistego razem w torebce. Nie nosic tez
                                                  gotowki i kart razem. I sprawa zalatwiona.

                                                  • ewelina_1 Re: Na jakim swiecie ty zyjesz? 10.01.08, 02:13
                                                    Dziewczyno, co ty wypisujesz? Właściciel tamtego psa nie był
                                                    odpowiedzialny za swoje zwierzę? I sama masz psy i uważasz się za
                                                    odpowiedzialną? Dziecko, ile ty masz lat? Czy ty w ogóle wiesz, co
                                                    znaczy słowo odpowiedzialność?
                                                    Właściciel psa miał obowiązek prowadzić psa na smyczy i w kagańcu.
                                                    On tego nie zrobił. A na marginesie to pies ważył chyba więcej niż
                                                    ja. Facet dobrze wiedział, że źle zrobił dlatego uciekł. Inaczej
                                                    byłaby policja i sąd.
                                                    Ja nie dyskutuję tu o tym, czy przemoc jest ok, ja tylko czytam
                                                    twoje absurdalne filozofie na temat wyrywania torebki czy
                                                    pogryzienia przez psa.
                                                    Oba opisane wcześniej przypadki miały miejsce w mieście, na ulicy na
                                                    osiedlu a nie żadnym parku czy lesie. A na moim osiedlu takich
                                                    przypadków było więcej, np.parę domów dalej ludzie nie mogli dojść
                                                    do albo wyjść z własnego domu bo sąsiadka wypuszczała na ulicę
                                                    agresywnego psa. No kurcze, a jakby ten pies wyleciał na drogę gdyby
                                                    tamtędy przechodziło i tylko przechodziło twoje dziecko? Przecież
                                                    nikt nie będzie fruwać do własnego domu. Ciekawe jak w takiej
                                                    sytuacji nie dopuścisz do tego aby pies pogryzł dziecko.

                                                    Ja też nie łażę po dziwnych okolicach i co z tego? Takie, jak to
                                                    nazwałaś "wyjątkowe sytuacje" zdarzają się w biały dzień, czasem
                                                    wśród tłumu ludzi. Na przystanku w Gliwicach obok Politechniki, do 1
                                                    studenta podeszło 3 wyrostków i na oczach ludzi zaczęli go bić. Ot
                                                    tak sobie, nie dyskutowali z nim, on się niczego nie spodziewał.
                                                    Nikt z ludzi nie zareagował! Pobili i poszli.Student się podniósł i
                                                    wsiadł do nadjeżdżającego autobusu.
                                                    Doświadczyłam sztucznego tłoku w autobusie w środku dnia i nawet
                                                    trzymanie kurczowo torebki pod pachą nie pomogło. Tyle, że czułam,
                                                    jak ktoś siłą odciąga mi rękę więc starałam się odwrócić i udało mi
                                                    sie wyrwać portfel, bo oczywiście wśród drących się gardeł
                                                    pasażerów, nikt na moje wołanie o złodziejach nie reagował. A
                                                    większej gotówki też staram się nie nosić ale wystarczy, że dostanę
                                                    wypłatę do ręki. Przelewu szef nie chciał robić, bo płacił
                                                    nieregularnie i na raty. I co miałam zrobić? Teleportować się do
                                                    domu? Przecież muszę iść z większą kasą (dla mnie większą) do
                                                    autobusu.
                                                    Oczywiście, że dokumenty można odtworzyć, ale w życiu bym tak
                                                    lekkomyślnie nie traktowała utraty dokumentów i kluczy, że już nie
                                                    wspomnę o ryzyku, że ktoś jednak mimo różnych blokad może sobie
                                                    trochę pożyć na moje nazwisko. Ile nerwów kosztuje potem odkręcanie
                                                    niezapłaconego kredytu czy mandatu. Że nie wspomnę ile to kosztuje
                                                    pieniędzy.
                                                    Ale wracając do pytania: torebkę wyrywa ci agresywny małolat,
                                                    szarpanie nic nie pomaga. Olewasz torebkę w imię ideologii "nie
                                                    uderzę, bo to przemoc" i myślisz już o odtwarzaniu dokumentów i
                                                    wymianie kluczy w zamkach, czy też walisz pięścią w zęby i
                                                    odzyskujesz torebkę?
                                                    A poza tym, gdzie to wyczytałaś, że uczę swoje dzieci, że świat
                                                    składa się tylko z morderców, złodzieji i innych bandytów? I jeszcze
                                                    łączysz to z klapsem? Z tego co zauważyłam, to właśnie wyznawcy
                                                    antyklapsowej religii mają problem z realnym światem. Z jednej
                                                    skrajności popadają w drugą. Jak ktoś napisze o złodziejach, to od
                                                    razu wmawiasz, że ten ktoś widzi świat składający się tylko z
                                                    złodzieji. Jak ktoś napisze że dał klapsa, to od razu widzą
                                                    skatowane dziecko. Tak jak jedna napisała poniżej, że przemoc
                                                    fizyczna może doprowadzić do obrażeń wewnętrznych a nawet zgonu. Nie
                                                    czytałam dokładnie całego wątku, ale z tego co widzę, to mowa jest o
                                                    klapsach. Więc jak ktoś twierdzi, że lekki klaps w pampersa powoduje
                                                    obrażenia wewnętrzna to ma najwyraźniej poważne problemy z głową.
                                                  • krwawakornelia Re: Na jakim swiecie ty zyjesz? 10.01.08, 12:07
                                                    ewelina_1 napisała:

                                                    > Dziewczyno, co ty wypisujesz? Właściciel tamtego psa nie był
                                                    > odpowiedzialny za swoje zwierzę? I sama masz psy i uważasz się za
                                                    > odpowiedzialną? Dziecko, ile ty masz lat? Czy ty w ogóle wiesz, co
                                                    > znaczy słowo odpowiedzialność?

                                                    No wlasnie jezeli dopuscil do takiej sytuacji to nie zachowal sie
                                                    jak odpowiedzialny wlasciciel psa.


                                                    > Ja nie dyskutuję tu o tym, czy przemoc jest ok, ja tylko czytam
                                                    > twoje absurdalne filozofie na temat wyrywania torebki czy
                                                    > pogryzienia przez psa.

                                                    I masz problem z czytaniem tekstu ze zrozumieniem co skad inad o 2 w
                                                    nocy jest zrozumiale.

                                                    np.parę domów dalej ludzie nie mogli dojść
                                                    > do albo wyjść z własnego domu bo sąsiadka wypuszczała na ulicę
                                                    > agresywnego psa. No kurcze, a jakby ten pies wyleciał na drogę
                                                    gdyby
                                                    > tamtędy przechodziło i tylko przechodziło twoje dziecko?

                                                    Jezeli bym miala taka sytuacja to od razu probowalabym rozwiazac
                                                    problem a nie patrzyla jak sasiadka sie zachowuje i liczyla na cud ?
                                                    Czy na co wlasciwie?

                                                    > sytuacji nie dopuścisz do tego aby pies pogryzł dziecko.

                                                    Mysle ze to jednak jest mozliwe, w koncu nie mieszkamy w dziczy
                                                    gdzie za kazdym rogiem czaja sie dzikie zwierzeta. Jezeli masz takie
                                                    problemy to moze pojdz do psychologa?

                                                    Ale to sa wyjatkowe sytuacje. Nie jest tak ze ponad 50% ludnosci to
                                                    zloczyncy i agresorzy. Generalnie swiat jest normalny a Ty za duzo
                                                    wiadomosci ogladasz, To nie jest tak ze na codzien krew sie leje.
                                                    To co Ty opisujesz to zaklamany swiat pelen brutalnej przemocy, a
                                                    tak nie jest.

                                                    > Doświadczyłam sztucznego tłoku w autobusie w środku dnia i nawet
                                                    > trzymanie kurczowo torebki pod pachą nie pomogło. Tyle, że czułam,
                                                    > jak ktoś siłą odciąga mi rękę więc starałam się odwrócić i udało
                                                    mi
                                                    > sie wyrwać portfel, bo oczywiście wśród drących się gardeł
                                                    > pasażerów, nikt na moje wołanie o złodziejach nie reagował. A
                                                    > większej gotówki też staram się nie nosić ale wystarczy, że
                                                    dostanę
                                                    > wypłatę do ręki. Przelewu szef nie chciał robić, bo płacił
                                                    > nieregularnie i na raty. I co miałam zrobić?

                                                    Nie zgodzic sie na taka forme dawania wyplaty. W zyciu bym sie nie
                                                    zgodzila na kase do reki. Na jakim swiecie zyjesz? W tej sytuacji to
                                                    juz twoje leki mijaja?


                                                    > Oczywiście, że dokumenty można odtworzyć, ale w życiu bym tak
                                                    > lekkomyślnie nie traktowała utraty dokumentów i kluczy, że już nie
                                                    > wspomnę o ryzyku, że ktoś jednak mimo różnych blokad może sobie
                                                    > trochę pożyć na moje nazwisko.

                                                    Ja nie traktuje lekkomyslnie, tylko normalnie nie wpadam z tego
                                                    powodu w histerie. Jak karty zablokujesz odpowiednio sybko nie moze
                                                    sie nic stac, jezeli mimo wszystko sie cos stanie jest to winy
                                                    banku, ktory jest na taka ewentualnosc ubezpieczony i ma obowiazek
                                                    pokryc koszty.

                                                    Ile nerwów kosztuje potem odkręcanie
                                                    > niezapłaconego kredytu czy mandatu.

                                                    Jasne ze to kosztuje troche nerwow. Ale napewno mniej niz myslenie o
                                                    calym swiecie jak o zagrozeniu. Jakie to ma konsekwencje potem dla
                                                    twoich dzieci?

                                                    torebkę wyrywa ci agresywny małolat,
                                                    > szarpanie nic nie pomaga. Olewasz torebkę w imię ideologii "nie
                                                    > uderzę, bo to przemoc" i myślisz już o odtwarzaniu dokumentów i
                                                    > wymianie kluczy w zamkach, czy też walisz pięścią w zęby i
                                                    > odzyskujesz torebkę?

                                                    Mysle ze nawet nie bardzo mialabym jak walnac w zeby, taki malolat
                                                    jezeli ma tyle sily i pewnosci siebie zeby wyrwac torebke nie da
                                                    sobie walnac w zeby.
                                                    Jezeli bylby na tyle slaby nie dalabym mu torebki wyrwac.

                                                    Tak jezeli piszesz w ten sposob, to swiadczy to o tym ze masz takie
                                                    nastawienie do zycia.
                                                    Ktore podswiadomie przekazujesz swoim dzieciom uczac je
                                                    automatycznie dzielenia ludzi na ofiary i napastnikow. A tak nie
                                                    jest. To nie ja porownuje klapsy do wyrywania torebki.

                                                    A poza tym nawet najlzejszy klaps przez 5 pampersow ma takie same
                                                    skutki w psychice dziecka jak uderzenie pasem.
                                                    Uczysz dziecko ze silniejszy moze dowolnie je zmolestowac jezeli
                                                    tylko odpowiednio to zaaranzuje.
                                                  • nowa_na_forum i kto to mowi? 10.01.08, 12:46
                                                    > A poza tym nawet najlzejszy klaps przez 5 pampersow ma takie same
                                                    > skutki w psychice dziecka jak uderzenie pasem.
                                                    > Uczysz dziecko ze silniejszy moze dowolnie je zmolestowac jezeli
                                                    > tylko odpowiednio to zaaranzuje.

                                                    Ale przeciez to Ty, wypisz wymaluj, jests przykladem osoby, ktora
                                                    pozwala sie "dowolnie zmolestowac" przez silniejszego, nawet malolata.
                                                    Bito Cie w dziecinstwie?
                                                  • krwawakornelia To zakrawa na jakis absurd 10.01.08, 21:55
                                                    no wlasnie sie nie daje. Jakos nie przyjmuje postawy ofiary i odpukac
                                                    do tej pory nie zostalam przez nikogo zmolestowana.

                                                    Nie nie dostalam w dziecinstwie klapsa, nigdy.
                                                    A poza tym bycie okradzienym to chyba troche co innego, niz bezsilnosc
                                                    w stosunku do wlasnego dziecka.
                                                  • krwawakornelia To zakrawa na jakis absurd 10.01.08, 21:57
                                                    no wlasnie sie nie daje. Jakos nie przyjmuje postawy ofiary i
                                                    odpukac
                                                    do tej pory nie zostalam przez nikogo zmolestowana.

                                                    Nie nie dostalam w dziecinstwie klapsa, nigdy.
                                                    A poza tym bycie okradzienym to chyba troche co innego, niz
                                                    bezsilnosc
                                                    w stosunku do wlasnego dziecka.

                                                    W ogole tego nie mozna porownywac. I takie rozwazania do niczego nie
                                                    prowadza. Chodzi o to ze nie ma dla klapsa na slaszym
                                                    usprawiedliwienia i nie mozna szukac nawet wymowek. jest to
                                                    przestepstwo i juz.
                                                    Nie sadze tez zeby bicie zlodzieji w trakcie akcji cokolwiek
                                                    zalatwialo.
                                                  • nowa_na_forum Re: To zakrawa na jakis absurd 12.01.08, 10:57
                                                    > Nie sadze tez zeby bicie zlodzieji w trakcie akcji cokolwiek
                                                    > zalatwialo.

                                                    Jak Cię będą gwałcić, to też się poddasz bo się brzydzisz przemocą??
                                                  • ewelina_1 Re: To zakrawa na jakis absurd 14.01.08, 01:53
                                                    krwawakornelia napisał:

                                                    Chodzi o to ze nie ma dla klapsa na slaszym
                                                    > usprawiedliwienia i nie mozna szukac nawet wymowek. jest to
                                                    > przestepstwo i juz.
                                                    załatwić ci np. 2-miesięczny pobyt u ok. 2 letnich trojaczków?
                                                    Będziesz z nimi sama, będziesz prać, prasować, gotować, sprzątać,
                                                    chodzić na spacer itd. Potem pogadamy.
                                                  • ewelina_1 Re: Na jakim swiecie ty zyjesz? 14.01.08, 01:43
                                                    krwawakornelia napisał:

                                                    > No wlasnie jezeli dopuscil do takiej sytuacji to nie zachowal sie
                                                    > jak odpowiedzialny wlasciciel psa.
                                                    a wystarczyło uwazniej czytać moją wypowiedź z dn. 09.01.08

                                                    > I masz problem z czytaniem tekstu ze zrozumieniem co skad inad o 2
                                                    w
                                                    > nocy jest zrozumiale.
                                                    i sądzisz że jak napiszesz takie zdanie to od razu będziesz
                                                    mądrzejsza? Napisałam wyraźnie, że ja nie dyskutuje o tym, czy
                                                    przemoc jest ok, ja tylko komentowałam wyjątkowo infantylny sposób
                                                    argumentacji. Jeśli nadal nie potrafisz zrozumieć różnicy, to
                                                    proponuję byś zaczęła czytać coś mniej skomplikowanego, np. bajki.

                                                    > Jezeli bym miala taka sytuacja to od razu probowalabym rozwiazac
                                                    > problem a nie patrzyla jak sasiadka sie zachowuje i liczyla na
                                                    cud ?
                                                    > Czy na co wlasciwie?
                                                    nigdzie nie napisałam, że ludzie czekali na cud. To już twoja
                                                    nadinterpretacja. Widzisz, świat dorosłych niestety nie jest
                                                    idealny. Jakiś czas temu było głośno w kraju o samosądzie, bo
                                                    wielokrotnie alarmowana policja nie miała ochoty przyjechać i
                                                    zamknąć kryminalistę latającego z siekierą po wsi. Opisana przeze
                                                    mnie sytuacja z psem, miała miejsce lata wcześniej, w okresie w
                                                    którym człowiek się mniej liczył niż dziś. Czego ludzie ci nie
                                                    robili. I nic.

                                                    > Mysle ze to jednak jest mozliwe,
                                                    i znowu filozofia zamiast konkretów. Pytanie brzmiało "jak (...) nie
                                                    dopuścisz...?"

                                                    > w koncu nie mieszkamy w dziczy
                                                    > gdzie za kazdym rogiem czaja sie dzikie zwierzeta. Jezeli masz
                                                    takie
                                                    > problemy to moze pojdz do psychologa?
                                                    raczej sama powinnaś skorzystać z tej propozycji, bo to przecież
                                                    twoja projekcja

                                                    > Ale to sa wyjatkowe sytuacje. Nie jest tak ze ponad 50% ludnosci
                                                    to
                                                    > zloczyncy i agresorzy. Generalnie swiat jest normalny a Ty za duzo
                                                    > wiadomosci ogladasz, To nie jest tak ze na codzien krew sie leje.
                                                    > To co Ty opisujesz to zaklamany swiat pelen brutalnej przemocy, a
                                                    > tak nie jest.
                                                    myślę, że masz jakieś poważne problemy.
                                                    W skrócie: w infantylny sposób pisałaś o wyrywaniu torebki i
                                                    gryzieniu przez psa, nazywając to dodatkowo abstrakcją: "Zreszta co
                                                    to za abstrakcja?" Podałam ci kilka przykładów na to, że jesteś w
                                                    błędzie. Jeżeli z tego wyciągasz wnioski, że uważam że świat w
                                                    większości składa się z bandytów, to masz albo poważne problemy z
                                                    sobą, albo temat ten jest zbyt skomplikowany dla ciebie i wówczas
                                                    ponownie proponowałabym, byś zajęła się czytaniem czegoś na twoim
                                                    poziomie, np. bajki dla dzieci.
                                                    Ponadto nie wiem, jak twoja zdolnośc rozumienia tektu czytanego, bo
                                                    wszystkich podanych wcześniej przeze mnie zdarzeń doświadczyłam
                                                    osobiście, więc twój komentarz o oglądaniu wiadomości był
                                                    bezsensowny. A to, że doświadczyłam takich sytuacji więcej niż ty,
                                                    wynika wyłącznie z tego, że znacznie dłużej żyje na świecie niż ty.

                                                    > Nie zgodzic sie na taka forme dawania wyplaty. W zyciu bym sie nie
                                                    > zgodzila na kase do reki. Na jakim swiecie zyjesz? W tej sytuacji
                                                    to
                                                    > juz twoje leki mijaja?
                                                    wow, dziecko próbuje sie dowartościować i pisze "na jakim świecie
                                                    żyjesz". Jak dorośniesz dziecko, pójdziesz do pracy i popracujesz
                                                    parę latek, to się przekonasz, że w sytuacji dużego bezrobocia to
                                                    pracodawca dyktuje warunki a nie pracownik. Pracownikowi jak się coś
                                                    nie podoba to może sobie pójść na ulicę. Na jego miejsce czeka 10
                                                    chętnych. A jak głód d..kę takiemu ściśnie to potulnie pójdzie na
                                                    umowę-zlecenie do ciągniecia kilku ton mąki i cukru przez 14h/dobę,
                                                    6 dni w tygodniu za 600zl/m-c do ręki. Kurcze, ja kiedys też miałam
                                                    14 lat i wyidealizowany obraz świata, ale nawet wtedy miałam choć
                                                    mgliste pojęcie o realnym świecie i takich bzdur w życiu bym nie
                                                    pisała.

                                                    > Ja nie traktuje lekkomyslnie, tylko normalnie nie wpadam z tego
                                                    > powodu w histerie. Jak karty zablokujesz odpowiednio sybko nie
                                                    moze
                                                    > sie nic stac, jezeli mimo wszystko sie cos stanie jest to winy
                                                    > banku, ktory jest na taka ewentualnosc ubezpieczony i ma obowiazek
                                                    > pokryc koszty.
                                                    powodzenia! a przy okazji, realne spojrzenie to nie histeria.

                                                    > Jasne ze to kosztuje troche nerwow. Ale napewno mniej niz myslenie
                                                    o
                                                    > calym swiecie jak o zagrozeniu. Jakie to ma konsekwencje potem dla
                                                    > twoich dzieci?
                                                    i znowu projekcja

                                                    > Mysle ze nawet nie bardzo mialabym jak walnac w zeby, taki malolat
                                                    > jezeli ma tyle sily i pewnosci siebie zeby wyrwac torebke nie da
                                                    > sobie walnac w zeby.
                                                    > Jezeli bylby na tyle slaby nie dalabym mu torebki wyrwac.
                                                    i znowu filozofia. Jak pisałam wcześniej, wystarczy by małolat
                                                    walnął cię z zaskoczenia kijem. Na jeden moment mniej siły używasz
                                                    do trzymania toreki, co wykorzystuje małolat-złodziej. Szarpanie nic
                                                    nie daje, bo małolat pewniej złapał torebkę niż ty. Ale to ty masz
                                                    więcej siły.
                                                    Jedni ludzie w takiej sytuacji próbowaliby dać w zęby, innych
                                                    sparaliżowałby strach i sytuacja. Różnie. Tak jak różni są ludzie i
                                                    tak jak im w danej chwili podpowie instynkt.

                                                    > Tak jezeli piszesz w ten sposob, to swiadczy to o tym ze masz
                                                    takie
                                                    > nastawienie do zycia.
                                                    > Ktore podswiadomie przekazujesz swoim dzieciom uczac je
                                                    > automatycznie dzielenia ludzi na ofiary i napastnikow. A tak nie
                                                    > jest.
                                                    nie, to świadczy o tym, że mam więcej rozumu i doświadczenia. Nie
                                                    bez powodu uczy się dzieci, by nikomu obcemu nie otwierały drzwi,
                                                    nie wsiadały do aut nieznajomych itd. Ty możesz swojego dziecka tego
                                                    nie uczyć. Nie moja sprawa. Spotkałam sie z policjantami, którzy
                                                    uczyli też dzieci jaką pozycję przyjąć w wypadku ataku psa.
                                                    Oczywiście możesz powiedzieć, że ci policjanci są nienormalni, bo
                                                    przecież pogryzienie przez psa, to taka abstrakcja. Nie interesuje
                                                    mnie jak wychowasz własne dziecko.

                                                    > To nie ja porownuje klapsy do wyrywania torebki.
                                                    ja też nie

                                                    > A poza tym nawet najlzejszy klaps przez 5 pampersow ma takie same
                                                    > skutki w psychice dziecka jak uderzenie pasem.
                                                    ale ty dziecko przeszłaś pranie mózgu. A wystarczyłoby, że trafi ci
                                                    się ciąża mnoga albo kilkoro dzieci co rok i będziesz musiała potem
                                                    nad gromadką dzieci zapanować sama wraz z praniem, sprzątaniem i
                                                    gotowaniem. A taki mały, ruchliwy żłobek skutecznie wyleczy z wielu
                                                    filozofii.

                                                    > Uczysz dziecko ze silniejszy moze dowolnie je zmolestowac jezeli
                                                    > tylko odpowiednio to zaaranzuje.
                                                    ale bzdury. Dziecko, to rodzice ustalają zasady panujące w domu. I
                                                    bez względu na to, czy cel ten osiągają klapsem, karnym jeżykiem,
                                                    czy zakazem oglądania telewizora, za każdym razem jest to pokazanie
                                                    silniejszego.
    • fartika Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 10:19
      Witam nowa_na_forum!
      Ja będę zawsze temu przeciwna, uważam, że nawet klaps nie jest odpowiednim
      środkiem wychowawczym, nawet jak dziecko bardzo nabroi!
      Nie ma dla mnie usprawiedliwienia, nawet jeśli to tylko klaps, to jest tylko
      wyładowanie naszej złości, że nie możemy sobie poradzić.
      • nowa_na_forum Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 13:06
        ja nie wyładowuję złości, ja przekazuję dziecku silny sygnał, że się
        źle zachowuje i że powinno zachować się inaczej. Skoro słowo nie
        dociera, klaps dotrze. To nie ma nic wspólnego ze złością. Przynajmniej
        u mnie.
        • krwawakornelia przekazujesz silny sygnal ze dziecko 19.12.07, 13:14
          sie zle zachowuje sama zle sie zachowujac.
          A potem na placu zabaw mowisz "nie wolno bic dzieci" a syn mysli jak
          to nie wolno ty mnie bijesz. A ja to nie dziecko?
          A moze ze mna cos nie tak i mnie wolno bic?
          • nowa_na_forum Re: przekazujesz silny sygnal ze dziecko 19.12.07, 14:34
            Masz rację, z tym uczeniem przez przykład, dlatego też staram się o
            tym rozmawiać z dzieckiem. Moje dziecko zauważyło na przykład, że
            jak ono musi iść spać, to ja mogę oglądać "dobranockę". Co to za
            przykład? Skoro ja nie śpię wieczorem to czemu ono ma spać?
            Ale staram się wytłumaczyć mu różnice pomiędzy dzieckiem a dorosłym.
            Wydaje się że rozumie.
            • krwawakornelia Dziecko ma isc spac 25.12.07, 20:42
              bo ma isc spac, Bo samo nie jest jeszcze w stanie przehac za taka
              decyzje odpowiedzialnosci.


              A co ty w tym czasie robisy to juz twoja sprawa.
              Jeyeli wolisz ogladac swoja dobranocke niz usypiac dziecko...
        • marghe_72 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 14:26
          nowa_na_forum napisała:

          > ja nie wyładowuję złości, ja przekazuję dziecku silny sygnał, że
          się
          > źle zachowuje i że powinno zachować się inaczej. Skoro słowo nie
          > dociera, klaps dotrze. To nie ma nic wspólnego ze złością.
          Przynajmniej
          > u mnie.

          czyli bijesz z wyrachowania, na zimno

          A nie przyszło Ci do głowy, że to TY źle przekazujesz informacje,
          skoro dziecko nie rozumie co do niego mówisz?

          bo od biedy jestem w stanie zrozumiec klapsa z nerwów..
          • nowa_na_forum Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 14:37
            > czyli bijesz z wyrachowania, na zimno

            Nie biję w afekcie, z wściekłości, z bezsilności, to fakt. Czy to jest
            z wyrachowania i na zimno to nie wiem, nie planuje sobie przeciez rano
            ze wieczorem spiore małego na kwaśne jabłko.

            > A nie przyszło Ci do głowy, że to TY źle przekazujesz informacje,
            > skoro dziecko nie rozumie co do niego mówisz?

            Mój syn rozumie polską mowę i jeśli mimo tego się nie słucha to nie
            jest to moja wina. Tym bardziej że w 99% identycznych przypadków zachowuje
            się poprawnie. Tylko czasem cos mu do łba strzeli.

            > bo od biedy jestem w stanie zrozumiec klapsa z nerwów..

            A ja nie. Można się wyładować na 100 innych sposobów, a nie akurat
            bijąc niczemu nie winne stworzenie.
            • marghe_72 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 15:15
              to gdzie tu logika??
              • nowa_na_forum Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 16:32
                > to gdzie tu logika??
                W biciu ze wściekłości nie ma żadnej to fakt.
                • marghe_72 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 23:39
                  nowa_na_forum napisała:

                  > > to gdzie tu logika??
                  > W biciu ze wściekłości nie ma żadnej to fakt.

                  Dalsza rozmowa z Tobą nie ma sensu.
                  Nie czytasz ze zrozumieniem
                  Udajesz, ze nie rozumiesz
                  nie odpowiadasz na zadane pytania
                  itp

                  Jeśli tak samo zachowujesz sie w stosunku do dziecka to nie dziwi
                  mnie, że Cię nie słucha.
                  • nowa_na_forum Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 21.12.07, 08:43
                    to nie dziwi
                    > mnie, że Cię nie słucha.

                    Sęk w tym, że słucha
            • krwawakornelia Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 19.12.07, 21:44
              nowa_na_forum napisała:
              > Mój syn rozumie polską mowę i jeśli mimo tego się nie słucha to
              nie
              > jest to moja wina.


              Oczywiscie ze to Twoja wina. To ty jest odpowiedzialna za sposob w
              jaki sie z synem komunikujesz.


              • toya_hl A moze Ty popracuj 20.12.07, 01:12
                nad polska mowa do niego? Bo skoro nie slucha, to albo nie rozumie,
                albo mowisz tak apodyktycznie, ze nie ma ochoty cie sluchac, nowa.
                Jest to Twoja wina.
                • toya_hl To bylo do nowej :-) 20.12.07, 01:13
                  • nowa_na_forum Re: To bylo do nowej :-) 21.12.07, 08:44
                    jak już pisałam on nie słucha w dość rzadkich przypadkach, zazwyczaj
                    jest grzeczny, więc skoro w 99% przypadków mnie rozumie i słucha
                    to znaczy że chyba mówię zrozumiale?
                    • toya_hl Re: To bylo do nowej :-) 21.12.07, 22:18
                      Jak Ty te % obliczasz, nowa wink? I ta cala afera, klapsy i durna
                      terapia wodna wlasnie przez to, ze dziecko osmielilo sie w
                      pozostalym 1% miec inne zdanie? No, pozostawiasz mu wiele wlasnej
                      inwencji. Ja, gdyby moja corka w 1/2 mnie sluchala zawsze i byla w
                      1/2 tak grzeczna jak Twoj syn, bylabym zadowolona.
                      Tylko, ze mnie chyba az tak bardzo nie zalezy na absolutnym
                      posluszenstwie mojego dziecka. Posluszenstwo nijak ma sie do
                      samodzielnosci, a mnie na samodzielnym mysleniu zalezy bardziej niz
                      na posluszenstwie. Sama nigdy nie bylam grzeczna w potocznym tego
                      slowa znaczeniu i dobrze na tym wyszlam wink
                      A to, ze mnie nie zawsze slucha, nie znaczy, ze nie rozumie. Na
                      pewno podobnie jest z Twoim dzieckiem.
                      Pozdrawiam
                      • nowa_na_forum Re: To bylo do nowej :-) 22.12.07, 10:10
                        > Jak Ty te % obliczasz, nowa wink?

                        Na oko, przecież ze stoperem nie chodzę i nie mierzę kiedy jest grzeczny
                        a kiedy niegrzeczny. Ale kiedyś było znacznie gorzej. No ale terapia
                        wodna i klapy pomogły.
                        • bellatrix100 Przemoc fizyczna wobec dzieci 25.12.07, 10:54
                          Co do bicia dzieci - jestem jak najbardziej przeciwna przemocy
                          fizycznej i nie wyobrażam sobie, zebym miała bić swojego
                          niepełnosprawnego synka.
                          Uważam, że każde dziecko ma prawo być wolne od tej
                          formy ,,wychowywania''.
                          Bijący rodzice powinni wogóle nie mieć dzieci lub przed ich
                          urodzeniem, dokładnie zapoznać się z dwiema książkami: Jak Kochać
                          dziecko (J.Korczak) i Prawo dziecka do szacunku (J.Korczak).
                          Przemoc fizyczna wobec dzieci może doprowadzić nawet do zgonu i
                          poważnego uszkodzenia narządów wewnętrznych - nie wiem, czy bijący
                          rodzice zdają sobie z tego sprawe.
                          Chyba, niestety, nie.
                          ............................................
                          ,,Zreformować świat, to znaczy zeformować wychowanie'' (Janusz
                          Korczak)
                          ,,Kiedy jesteście zmęczeni i źli, wtedy kiedy dzieci są nieznośne i
                          wyprowadzają was z równowagi, wtedy kiedy gniewacie się i
                          krzyczycie, wtedy, kiedy chcecie karać w uniesieniu - oamiętajcie o
                          zalęknionym, szybko bijącym sercu dziecka''(Janusz Korczak)
                          • nowa_na_forum Re: Przemoc fizyczna wobec dzieci 27.12.07, 22:52
                            Korczak twierdził też, że jeśli matka ma dziecku marudzic przez cały
                            dzień, to już lepiej, żeby klapsa dała. Też jestem przeciwniczką
                            klapsów, ale lubię ścisłośc.
                            autor: asia_i_p 2007-12-18 22:46:57
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=73137149&a=73480522
                            Poza tam nalezy odroznic bicie mogace uszkodzic narzady wewnetrzne i
                            zgon dziecka czyli bestialstwo od dania klapa! Rozrozniasz to?
    • ania767676 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 31.12.07, 11:56
      A ja obserwuję moją koleżankę, która ma 1 córke-obecnie 3-letnią.(Ja mam 2 dzieci-córkę 3,5r, synka 2l.)I widzę, jak ciężko było jej dać 1 klapsa, gdy mała miała około 1 r. A jak łatwo przychodzi teraz po prostu ją bić. Pamiętam, gdy opowiadała mi o tym pierwszym klapsie. Starałam się jej nie oceniać. Pomyslałam, że była przemęczona, mąż jej w niczym nie pomagał a odbiło się na dziecku. Przeżywała to bardzo. Jednak widzę, że potem już nie miała takich oporów. Mała dostawała coraz częściej i z mojego punktu widzenia, za byle co. Póżniej długo się nie widziałysmy. A jak się niedawno przeprowadzili, blisko mojego domu,to mamy częściej okazję się widywać, na spacerach na przykład. I , jako, że byłam ciekawa, zaczęłam delikatnie wypytywać, co sądzi o karach cielesnych, czy czasem je stosuje.Powiedziała, że jej mała jest bardzo niegrzeczna, nie chce od razu spełniać poleceń i zdarza się raz, dwa razy w tygodniu, ze dostaje. Potem nas odwiedzili z córką. I w trakcie jednej wizyty, około dwugodzinnej, dziewczynka dostała 6 ( słownie: sześć) klapsów. Za to, że nie chciała podzielić się zabawką,za oblanie się herbatką, za zbyt głośne zachowanie, za niewielką współpracę przy ubieraniu i tym podobne, dla mnie pierdoły. Moje dzieci, których nie bijemy, do dzisiaj wspominają tę wizytę i nie mogą wyjść z szoku. A na moje komentarze, przy pierwszym klapsie dość nieśmiałe, koleżanka powiedziała, że mała ma wiedzieć gdzie jej miejsce, ma słuchać zawsze i od razu. Gdy ja powiedziałam, ze jestem tym wszystkim zdziwiona, bo przecież mówiła,że zdarza jej się oberwać raz lub dwa w tygodniu, usłyszałam, ze raz lub dwa, no mooooże ciut częściej -to dostaje normalne lanie paskiem, po gołym tyłku, a takie klapsy, to nic wielkiego, ona się po nich uspokaja. Co ciekawe ta dziewczynka, jest wesoła, miła i rzeczywiście sprawiała wrażenie, jakby się naprawdę uspokajała po uderzeniu, nie płakała, tylko poklepywała się po pupie i zachowywała się tak jak matka oczekiwała. A i jeszcze podobno u nich w domu jest tak( to wiem z innego źródła), że gdy tata( policjant) wraca z pracy, to "poprawia po mamie". Czyli pyta zonę, za co i ile razy mała dostała i wtedy sam się bierze za karanie, ale już nie wiem, czy robi to ręką czy pasem . Nie wiem co będzie dalej , bo teraz nie utrzymujemy za bardzo kontaktów
      • marajka Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 01.01.08, 17:19
        Z takimi opowieściami to na policję, a nie na forum!
      • krwawakornelia zadzwon na policje. 01.01.08, 21:54
        to lamanie prawa.
    • ania767676 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 01.01.08, 19:56
      Czyli, w sumie, do ojca dziecka.
      • marajka Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 02.01.08, 12:30
        Niekoniecznie. A pozatym...Myślę, że kłamiesz. Matka, która miała
        opory przed klapsem, a teraz patrzy spokojnie jak mąż znęca się nad
        dzieckiem i robi to sama? Wesoła trzylatka, która co dwa dni dostaje
        lanie? I przeciwniczka bicia, która zamiast upomnieć matkę i
        zagrozić jej prokuraturą, opisuje sobie wszystko na forum. Dodajmy
        jeszcze ojca policjanta- obrazkowy przykład mundurowego, który
        dyscyplinuje rodzinę pięścią.
        Podsumujmy- jeśli to prawda(w co wątpie) to zgłoś sprawę na policję.
        Ukrywając przestępstwo, sama je popełniasz. Jeśli to nieprawda-
        zajmuj się czymś pożytecznym. Może przygarniesz pieska ze schroniska?
    • ania767676 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 02.01.08, 22:20
      Wypowiedzi o kłamstwie nie będę komentować. Ale sądze, że niedostatecznie jasno naswietliłam sytuację. Ojciec JEST policjantem. Mama pracuje na pół etatu w urzędzie. Pod nieobecność rodziców, dziewczynką zajmuje się babcia-matka ojca. Również stosuje kary cielesne( u 3 wnuków, bo tyle ma). Z matką dziecka, jak i z innymi matkami, spotykalam się na placu zabaw, jedynym w okolicy. Ja i 2 moje bliskie koleżanki nie bijemy naszych dzieci. Gdy kilka razy skomentowałyśmy sytuację Karolinki, do innych matek, zostałyśmy po prostu wyśmiane. Każda z nas usłyszała, ze to dobrze, ze mała dostaje, bo któreż dziecko nigdy nie dostało w tyłek, że już rodzice wiedzą co robią, i że lepiej się nie wtrącać , bo to nie nasza sprawa. Uzgodniłyśmy, że zgłoszenie sprawy na policję, nic nie da(I jestem o tym przekonana-to jest mała miejscowość, w której wszyscy się znają). Zadzwoniłyśmy do MOPS-u.(pod koniec wakacji) I potem koleżanka zerwala z nami kontakty, mówiąć, ze ktoś tu ma za długi jęzor i że ona nie wtrąca się do naszych spraw, więc lepiej abysmy my dały spokój jej rodzinie. Na 100% nie było żadnej interwencji, po tym naszym telefonie, a jednak wiedziała dokładnie, kto dzwonił, kiedy i co mówił. Potem ją widywałysmy, ale mijała nas bez słowa. A mała nie mogła bawić się z naszymi dziećmi. I tak naprawdę, po tym naszym wtrąceniu-to my jesteśmy wyrzutkami, włąściwie mało która matka z nami rozmawia i jedynie na niezobowiązujące tematy.
      A co do dziewczynki-to właśnie dziwiło mnie najbardziej, że ona rzeczywiście była wesoła, radosna, szalała z dziećmi, zawsze bardzo ładnie, czysto ubrana, na pewno zadbana. Była jednym z najgrzeczniejszych dzieci, właściwie słuchała poleceń matki od razu. Ale przez te kilka miesięcy, ja widziałam ją płaczącą, może ze 3 razy, po jakimś bardziej solidnym klapsie, gdy nie zastosowała się do "rozkazu" natychmiast. Ale przypuszczam, ze i tak jej mama hamowała się między ludźmi, a do czego dochodziło w domu, to tak naprawdę nikt nie wie. Przpraszam, ze te moje posty są takie długie, ta sprawa nie daje mi spokoju, a włąściwie nie widzę rozwiązania. A zaczęłam o niej myśleć, gdy przeczytałam tę dyskusję o biciu dzieci i gdy przypomniałam sobie jak strasznie mama dziewczynki żałowała tych pierwszych klapsów, a jak teraz łatwo i często podnosi rękę na swoje dziecko. Pozdrawiam
      • marajka Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 03.01.08, 11:11
        A telefon zaufania? Rzecznik praw dziecka?
        • sarunia21 od czasu do czasu przypie..c trzeba !! 10.01.08, 16:04
          mam 1,5 roczna corke i naprawde hamuje sie strASZNIE ale doprowadza
          mnie do takiej kurw...ze nie wiem jak ja jeszcze wytrzymałam moje
          dziecko przez to ze nigdy nie uderzone robi z nami co chce i teraz
          wide bład, probuje na razie słowami ale jak moja cierpliwoscx
          skonczy sie tzn juz sie skonczyła, ale keidy moje dziecko mnie
          wykonczy to chyba nie wuytrzymam
          • nowa_na_forum Re: od czasu do czasu przypie..c trzeba !! 10.01.08, 21:48
            taka prawda, czasem po prostu trzeba
            • fogito Re: od czasu do czasu przypie..c trzeba !! 12.01.08, 16:04
              Nie nie trzeba. Moj syn ma juz 4 lata i nigdy nie byl bity.
              Posluszenstwo osiagam bardziej inteligentnymi srodkami.
          • krwawakornelia Gdzie widzisz blad? 10.01.08, 21:58
          • marghe_72 Re: od czasu do czasu przypie..c trzeba !! 10.01.08, 22:25
            sarunia21 napisała:

            > mam 1,5 roczna corke i naprawde hamuje sie strASZNIE ale
            doprowadza
            > mnie do takiej kurw...ze nie wiem jak ja jeszcze wytrzymałam moje
            > dziecko przez to ze nigdy nie uderzone robi z nami co chce i teraz
            > wide bład, probuje na razie słowami ale jak moja cierpliwoscx
            > skonczy sie tzn juz sie skonczyła, ale keidy moje dziecko mnie
            > wykonczy to chyba nie wuytrzymam


            pachnie mi to trollem
      • fogito Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 12.01.08, 16:10
        Wlos sie na glowie jezy. Gdyby miala taka 'kolezanke' to juz po
        pierwszym klapskie wyprosilabym ja z wlasnego mieszkania, bo w moim
        domu sie nikogo nie bije. Po drugie poinformowalabym ja uprzejmie,
        ze jesli nie przestanie bic dziecka, to z przyjaznia' koniec. Po
        trzecie poinformowalabym niebieska linie albo inna instytucje
        zajmujaca sie przemoca wobec dzieci.
        A to ze tatus jest policjantem nie ma nic do rzeczy i dzwonienie na
        policje tez chyba nie ma sensu, bo w naszym kraju przemoc domowa to
        raczej norma a nie patologia.
        A tak miedzy nami - co jest z Wami dziewczyny nie tak, ze potraficie
        sie tak znecac nad dziecmi i jeszcze tolerowac podobne zachowania u
        innych ludzi. Ignorowanie takich spraw to grzech zaniechania.
    • tropicieltrolli lac i patrzec czy rowno puchnie. 13.01.08, 21:42
      • fairy_godmother Bicie dzieci 17.01.08, 14:31
        Osobiście nie jestem za biciem dzieci, gdyż wiem, że to naprwdę ma
        niezbyt dobry wpływ na psychike młodego człowieka.
        Biciem nic sie nie osiągnie, żadnych efektów, to nie jest żadna
        metoda wychowawcze. Wręcz przeciwnie - to zadaje dziecku ból,
        strach.
        Nie rozumiem, jak rodzice (ale tacy, którzy całym sercem kochaja
        swoje dzieci) mogą je bić.
        Myślałam, ze ludzka inteligancja się rozwija, i ze wszyscy ludzie
        wiedzą, że dziecko to też człowiek, i tez czuje.
        Ale widać, że niektórzy sa trochę niedoświadczeni z biologii.
    • werona.2 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 23.01.08, 19:46
      ABSOLUTNIE nie bić. Jak dajesz klapsa to czego uczysz swoje dziecko?
      zawsze należy zadać sobie pytanie- czego ucze moje dziecko robiąc
      coś?
      Dając klapsa uczysz, że w sytuacji trudnej, bezradności ono może
      uderzyć drugiego człowieka.

      nowa_na_forum napisała:

      > Mam swoje zdanie na ten temat, ale chciałam was zapytać co myślicie
      > o dawaniu klapsów dzieciom. Oczywiscie nie chodzi mi o jakieś
      znęcanie
      > się, ale o takiego klapsa czy kilka po których dziecko płacze i
      które
      > są fizycznie bolesne choć nieszkodliwe dla zdrowia. Co o tym
      sądzicie?
      > Czy to jest dobre czy złe, czy pomaga czy nie, czy w przyszłości
      wpłynie
      > może negatywnie na dzieci? Może bite będą biły koleżanki i kolegów?
      > Jak to jest?
      • blanka_32 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 23.01.08, 20:19
        Stop biciu dzieci!
        Ja z wielką chęcią sprałabym tyłek tym, którzy stosuja przemoc wobec
        dzieci.
        Wtedy moze by się nauczyli, że dziecko przeżywa podobne katusze,
        kiedy jest bite.
    • 2kos Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 13.03.08, 09:55
      Bicie jest generalnie oznaką naszej słabości. Dziecko jest
      człowiekiem takim samym jak my. Jak byśmy się czuli gdyby nas bił
      nasz partner? Trzeba zachowywać spokój chociaż to niełatwe, wiem
      jako rodzic trójki dzieci. Najpierw trzeba tłumaczyć i zabraniać. W
      razie złamania zakazu karać, ale nie biciem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja