Bić czy nie bić - oto jest pytanie?

    • mary_boo Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 14.03.08, 09:52
      Najpierw witam wszystkich, bo ja tu pierwszy raz. Co do bicia, to
      jest, tfu, dawania klapsów, to osobiście staram tego się nie robić.
      Ale uważam, że klaps (nie mówię o BICIU, a tym bardziej
      metodzie "trzy szybkie i spokój) NIE JEST, na miłość boską,
      naruszaniem nietykalności cielesnej ani karalną przemocą. Są matki,
      które nie biją, wcale, ale za to wrzeszczą na dzieci, że pół miasta
      słyszy, albo zimno mówią :"byłeś/aś niegrzeczny, mamusia cię nie
      kocha". Czy można zrobić coś gorszego własnemu dziecku? Moje dziecię
      (22 m-ce) dostało w tyłek 3 razy. Pierwsze 2 - owszem, wyraz mojej
      frustracji i bezsilności. Było mi z tym tak źle, że postanwiłam
      sobie nie krzyczeć na nią, ani nie bić. I można tak - tłumaczenie
      naprawdę NAJCZESCIEJ jest najlepszym rozwiązaniem, z tym, że wymaga
      czasu. I dlatego (tj. przez brak czasu i konieczność osiągnięcia
      NATYCHMIASTOWEGO efektu) ten 3 raz dostała. Czekaliśmy wtedy na
      gości, szanowny małżonek pojechał jeszcze po coś chyba do sklepu, a
      kochane maleństwo wymyśliło sobie zabawę: trzaskanie drzwiami od
      zamrażalki. Ja tłumaczę, że nie wolno, bo... coś tam (no właśnie,
      jak wytłumaczyć dziecku, czemu nie wolno?), staram się odciągnąć
      uwagę, znajduję jej zabawy w pokoju - nic nie pomaga. W końcu jej
      mówię: Kochanie, jeszcze raz to zrobisz, mama będzie musiała ci dać
      klapsa w pupę. I konsekwentnie - po kolejnym trzaśnięciu dostała na
      GOŁY tyłek coś, co w innych okolicznościach nazwałabym
      pieszczotliwom klepnięciem. Oczywiście zaraz ją przytuliłam,
      powiedziałam, że ją bardzo kocham, ale nieładnie się zachowała (NIE:
      że jest z zasady niegrzeczna) i jeszcze raz wytłumaczyłam. Wtedy
      pomogło, a teraz jak sobie przypomina tą zabawę - tłumaczę.
      Aha, nie czytałam całego wątku, ale w tym co przeczytałam, któraś
      mama pisze, że zabezpiecza meble przed dzieckiem, odsuwa z jego
      zasięgu niebezpieczne przedmioty itd.
      Moim zdaniem to nie jest najlepszy sposób, u mnie tak nie ma. To
      dziecko ma wiedzieć, że są rzeczy, którymi nie może się bawić,
      pomimo, że są w jego zasięgu. Poza tym nie wyobrażam sobie
      zaklejenia ww. drzwiczek od zamrażalki, nie mówiąc już o tym, że nie
      zamierzan córki zamykać w domu, bywa u babć, cioć i różnych innych
      ludzi, to co, wszyscy mają pozakładać blokady na drzwi i pozalepiać
      kontakty? Unikanie problemu go nie rozwiąże - moim zdaniem. Dlatego
      my uczymy małą, że np. wnętrze jakiejś szafki stoi otworem, ale to
      nie znaczy, że może je wybebeszyć. Wyznaczanie granic to się nazywa -
      u nas generalnie działa.
      Kończę, nie za dużo jak na piwerszy raz?
      w wolnej chwili wypowiem się jeszcze w kwestii fotelików, bo mnie
      skręcało, jak czytałam wasze (niektóre) demagogiczne wypowiedzi.
      Póki co pozdrawiam wszystkich serdecznie.
      • fogito Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 14.03.08, 12:42
        Wiesz, dla mnie to towje ostrzezenie - nie trzaskaj dzwiami od
        zamrazarki, bo dostaniesz w pupe jet po prostu smieszne. Nie latwiej
        bylo dziecko z kuchni wyprowadzic i zajac czyms innym...
        Moze trudno ci uwiezyc, ale sa matki, ktore nie bija dzieci, nie
        wrzeszcza na nie, nie upokarzaja i zawsze mowia tylko, ze je
        kochaja. Ja do takich naleze. A propos zabezpieczania - ja nie ma
        drzwi w kuchni i nigdy nie zabezpieczylam zadnej szafki. Nigdy tez
        nie uderzylam dziecka, nawet jak mu najdziksze pomysly przychodzily
        do glowy.
        A tak miedzy nami to jak mozna trzaskac drzwiami od zamrazarki - oja
        po jednokrotnym otwarciu sie zasysa i nawet ja mam problem, zeby ja
        onownie otworzyc.
        pozdrawiam i prosze nie bij dziecka z tak blahych powodow. Jesli sie
        nudzi znajdz mu inna zabawe.
        • mary_boo Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 14.03.08, 19:03
          Hola, hola, moja droga, chyba się ciut zagalopowalaś. Jest mi bardzo
          przykro, że ot tak, po prostu zaszufladkowałas mnie do kategorii
          matek bijących swoje dzieci - zupełnie mnie nie znając i chyba nie
          czytając do końca mojego postu.Czy zawsze tak łatwo wydajesz
          krzywdzące opinie, tylko dlatego, że ktoś ma inne poglądy niż Ty?
          (żeby było śmieszniej - co do zasady ja mam takie same). Na
          podstawie mojej wypowiedzi nie możesz stwierdzić, że biję dziecko.
          Wyraźnie przecież napisalam, że postanowilam nie bić i nie krzyczeć,
          czego się trzymam. To znaczy, że NIE BIJĘ DZIECKA (jak rownież nie
          krzyczę, ale nie o tym ta dyskusja). A to, że popieram inne metody
          perswazji i uważam je za najlepsze, a na dodatek dużo
          skuteczneiejsze, doczytałaś? Wyraźnie też napisałam, że 2 pierwsze
          klapsy do dziś dnia napelniają mnie niechęcią do siebie samej i że
          wyciągnęłam odpowiednie wnioski.Co do 3. klapsa - to mam wrażenie,
          że też przeczytałaś tylko to, co pasuje do Twojej teorii. Tylko że:
          1 - napisałam, że wyprowadzałam ją z kuchni, wymyślałam zabawy w
          pokoju, bez przerwy tłumaczyłam, włączyłam nawet bajkę, jak rownież
          próbowałam ignorować.
          2 - drzwi mojego zamrażalnika się nie zasysają, za to po jakimś tam
          czasie włącza się przeraźliwie piszczący alarm - TYLKO CO Z TEGO w
          kwestii klapsa?
          3 - dlaczego konkretnie bylo śmieszne? Dla mnie nie - odnioslo
          skutek, i to na dość długo. Ja to nazywam konsekwencją - jest złe
          zachowanie - jest zapowiedziana reakcja. Tak samo, jak po kolejnej
          zapowiedzi, że jak będzie oblizywać plyn do robienia baniek, zabiorę
          jej go. A krzywdy mojemu dziecku - wierz mi - nie ma. Ona wie, że ją
          kocham, ale też wie - ocenia moje zachowanie - kiedy przegina, i wie
          co z tego wynika.
          4 - dzieci są mądre. Ona to robiła specjalnie, żebym jej poświęciła
          100% swojej uwagi, czego w tamtej sytuacji nie mogłam zrobić
          (aczkolwiek w mojej hierarchii wartości sałatka dla gości nie jest
          ważna, a dobro dziecka na pierwszym miejscu)
          5 - poza powyższym, gdy uznalam, że jest to wskazane z ww.przyczyn -
          NIE BIJĘ - ten sam efekt osiągam innymi metodami.
          6 - moj post miał wyrazić, że życie nie jest biało-czarne, a żadna z
          nas nie ma prawa wygłaszać tak jednoznacznych i krzywdzących ocen.
          Liczyłam na przyjazną wymianę poglądów, a tu proszę: polowanie na
          czarownice.
          Ale i tak was wszystkie kocham i pozdrawiam serdecznie
          PS. Trochę prywaty tu było (w temacie), ale nie zgadzam się na takie
          uogólnianie i przypinamie łatek.
          • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 14.03.08, 19:10
            Wtrącę się. Ja też dałam klapsa (święta nie jestem smile a mimo to uważam że to
            była z mojej strony wyraz frustracji i bezsilności.
          • fogito Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 14.03.08, 20:28
            Jak nie bijesz to nie bij. Niezaleznie od sytuacji. Amen smile
            pozdrawiam pokojowo
            • mary_boo Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 15.03.08, 09:59
              Temat jednak dość mi głęboko siedzi, więc jeszcze chcialabym dodać,
              że nieposluszeństwo NIE JEST BŁAHĄ sprawą, a że w opisanym przeze
              mnie przypadku przejawiło się w - tu się zgadzam w 100% - błahy
              sposób, to zupelnie inny temat. Teraz ja mówię amen.
      • kropkacom Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 14.03.08, 13:56
        Jak sobie nie radzimy to podnosimy rękę. Dziecko jest mądre i na pewno ta nauka
        w las nie pójdzie smile)
    • maadzik3 Re: Bić czy nie bić - oto jest pytanie? 14.03.08, 20:09
      Nie ma pytania bo odpowiedz jest oczywista - NIE BIC
Inne wątki na temat:
Pełna wersja