onebiedrona
20.12.07, 12:00
od jakiegoś czasu bywa u nas w domu kolega syna lat 11.
zaniepokoiłam się kiedy kilka razy wygłosił następujące kwestie:
-mógłbym zabić człowieka nie mam wyrzutów sumienia
-chciałbym być lekarzem chciałbym pomagać ludziom ,ale tak,żeby
zadawać im ból,żeby cierpieli.wie pani może ortopedia zdarzają się
złamania otwarte,czasem trzeba amputować
-na przedramionach ma ślady różnych nacięć zabliźnione/zdarzyło mu
się w klasie w czasie lekcji powiedziec nauczycielce,że jest
niezadowolony z oceny i skaleczył się cyrklem/
-jest bardzo grzeczny w kontakcie z dorosłymi
np. to co mną osobiście "wstrząsnęło":jadł u nas obiad kiedy o coś
go pytałam zawsze odpowiadając mi wstawał,ale jego spojrzenie w
rozmowie nigdy nie kieruje się na rozmówcę jest obok patrzy w
dal,jest takie puste to spojrzenie;
nigdy nie przerywa nikomu;pyta czy teraz mogę się wypowiedzieć?-z
jednej strony to super tego też dzieci uczę,ale to spojrzenie brrr
-syn go lubi mają wspólne zainteresowania,ale czasem kolega ma
takie odpały idą do nas do domu i tamten nagle mówi wiesz ja cię
nie znam teraz cię porzucam ,nigdy już cię nie zobaczę zatrzymuje
się pod latarnia i mówi tu poczekam na rodziców-około pół godz
- w klasie zawsze ocenia się bardzo surowo najniższe sprawowanie
przy wystawianiu ocen
zastanawialam sie przy okazji tej znajomości jakie są granice
kindersztuby,a gdzie zaczyna się tresura
intuicja szepcze,ze coś jest z małym nie tak.
spotkaliście się z takim przypadkiem?z kimś podobnym?