nangaparbat3
22.12.07, 16:23
Miałam niedawno okazje wziac udzial w przyjęciu, na którym siedziałam wśrod
Romów, i mogłam sie przyjrzec, jak traktują - wychowuja - dziecko, a było na
co popatrzeć.
Siedzialo kolo mnie dwoch młodych mezczyzn, jeden w srednim wieku i pani. Na
kolanach jeden z mlodych trzymal mniej wiecej rocznego chlopczyka (swietnie
chodził, rozumiał, nie mówił). Cłopczyk bawił sie komorką, pan który trzymał
go na kolanch robił to z czułoscią, ale bez specjalnego zainteresowania, ot
jakby mimochodem. Myślalam, ze to ojciec, okazało sie ze ojcem byl drugi z
mlodych ludzi, w pewnej chwili wziąl dziecko do siebie. Po jakimś czasie
dziecko zaczęlo sie nudzić i uderzać ojca rączką w glowę. NATYCHMIAST
zareagowal dziadek: powiedział cos krotko i stanowczo, z czego zrozumiałam
tylko "cacy-cacy", mały najwyraxniej tez to zrozumial, bo od razu zacząl
glaskać tate lapką po glowie.
Ale w chwile później znow uderzył - ojciec tym razem zareagowal bez wahania:
łagodnym i stanowczym ruchem przytrzymał i opuscił rączkę, jednocześnie drugą
ręką przytulając małego do siebie. Efekt natychmiastowy, dziecko spokojne, o
dalszym uderzaniu nie bylo mowy. I jeszcze jedno, co wydaje mi sie ważne:
ojciec robiac to ani na niego nie patrzył, ani sie nie odezwal, wszystko
odbywało sie przez dotyk, w jakiś niesłychanie naturalny, łagodny i
nieabsorbujacy sposob.
Potem juz nie mogłam oderwac oczu od dziecka - okazalo się, ze przechodzilo co
paręnaście minut z rąk do rąk, po prostu ktoś podchodził - ciocia, kuzyn,
sasiad - i bral , zeby po 10-15 minutach oddac komuś, kto po nie wyciągał
ręce. Nikt nie zdązyl sie dzieckiem zmęczyc, znuzyć, zirytować. Zanim sam
poczuł cheć oddania dziecka, już zjawiał się ktoś, kto wyciagał po nie ręce. A
dziecko było bardzo zywe, a jednocześnie spokojne, nie wymagało wcale żadneych
specjalnych zabaw, sama zmiana osoby i miejsca powodowala, ze miało sie czemu
przygladać, czym zainteresować. I wielokrotnie przekoywało się, ze jest chciane.
Pomyslalam sobie o zaletach wielkiej, wielopokoleniowej rodziny, z babciami,
wujkami, kuzynami - o ile łatwiej chować dziecko, jak w rzeczywistosci
nienormalne jest oczekiwanie, by jedna osoba mogla od rana do nocy skupic swą
uwagę na małym dzieckou, jednocześnie zajmujac sie domem, a nierzadko i
pracujac w domu zawodowo.