Problem z nastolatką. Helpunku!!!

02.01.08, 13:26
Słuchajcie, pomóżcie mi ocenić zachowanie mojej córki (13,5 roku),
bo już sama nie wiem, co o tym myśleć.
Sytuacja nr 1. Na Mikołajki zebrało się sporo słodyczy
(czekoladowych), których spożycie z różnych względów (niekoniecznie
mojego widzimisięsmile jest ograniczane. Ela zjadła już spory kawałek
czekolady i kilka cukierków też czekoladowych. Jest sobota ok.
południa. Bez pretensji ani złośliwości mówię "Ela, myślę że na
dzisiaj już wystarczy czekolady, odłóż resztę do jutra". Dobrze. Po
południu przyłapuję ją przy szafce ze słodyczami. "Bo ja się nie
mogłam opanować"
Sytuacja nr 2. Całe przedpołudnie ogląda telewizję (jesteśmy na
wyjeździe, ona zasmarkana i deszcz siąpi więc tego dnia nie wychodzi
na dwór). Po obiedzie gramy w karty, potem mówi że idzie do swojego
pokoju. Proszę, żeby już nie włączała telewizora, tylko np. radio i
sobie poczytała czy cuś. Dobrze. Dziesięć minut później idę do niej
z wapnem, oczywiście telewizor włączony. "Bo ja się nie mogłam
opanować."

No i teraz mój problem. Jako Naczelny Histeryk Rzeczypospolitej
widzę oczyma duszy, jak to będzie jak zasmakują jej papierosy albo
wino. Nie będzie się umiała opanować? Zacznie palić i pić, jeśli
akurat to jej "podejdzie"? Bo generalnie widzę, że jeśli ma na coś
ochotę to niespecjalnie przejmuje się moimi zakazami czy prośbami na
które sama (dla świętego spokoju) wyraża zgodę.

Przesadzam?
Nie przesadzam?

A może Wasze dzieci też tak miewają? (cichutka nadzieja...)
    • melmire Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 02.01.08, 13:39
      Przesadzasz, Naczelna Histeryczko.
      Dzieci co prawda nie posiadam, ale sama mam to samo, i z czekolada, i z
      telewizja, i z netem. Alkoholiczka ani palaczka mimo tego nie jestem smile
      Lakomstwo doskonale rozumiem, nawet ( a zwlaszcza) to "niedozwolone".
      Telewizje rowniez. Moze w radiu niczego nie bylo ciekawego, a corka troche za
      bardzo rozbita i zasmarkana zeby sie skupic na ksiazce?
      • agatka_s Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 02.01.08, 14:20
        Jak bym o moim 13-latku czytala....

        Powiem Ci, ze u nas to juz taki jakby rytual. Ja czegos zakaze (no
        z takich raczej glupich spraw typu wlasnie slodycze, albo np gra na
        komorce, czy np czytanie w ciemnej toalecie (teraz bylismy w gorach
        i w lazience bylo jak w d...u czarnoskorego, a moj syn oczywiscie
        akurat tam musial oddawac sie lekturze), a syn grzecznie przytaknie,
        a ja go potem 5 minut nakrywam na czynnosci niedozwolonej.

        Przy czym tak sie jakos sklada ze w tych waznych i istotnych
        rzeczach (np dotyczacych bezpieczenstwa), on potrafi sie opanowac.

        No wiec OK, niech juz tak bedzie. Ja zrzedze, on mnie nie slucha.
        Grunt ze oboje mamy swiadomosc, ze kiedy chodzi o naprawde wazne
        rzeczy jest ciut inaczej (bo jest).

        Mysle ze to porownanie z nami samymi, jest tez bardzo trafne. Bo ja
        sama wielokrotnie podjadam slodycze, telewizji ogladam w nadmiarze i
        czytam tam gdzie dla dobra oczu nie powinnam. Ale taka pryncypialna
        jestem tylko wobec dziecka....
    • harrypotter Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 02.01.08, 15:07
      Naczelny Histeryk Rzeczypospolitej to w 100% tu big_grin hehehe
      jesli chodzi o picie i palenie to chyba rozmawiasz z nia o tym ze to glupie?
    • roseanne Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 02.01.08, 15:43
      miewaja, miewaja, nie za czesto ale i owszem
      zwlaszcza jesli chodzi o tv i glupie gierki na internecie

      ze slodyczami jakos szybko poszlo
      z tv- pozwolilam wybrac 2-3 programy krote naprawde interesuja a potem szlaban,
      no chyba ze filmy ogladane razem w weekend

      ale jak sobie poradzic z glupimi gierkami, poza ograniczeniem czasu na kompie to
      jeszcze nie wiem



      dobrze, ze wciaz preferuje ksiazki ponad wszelkie inne rozrywki domowe
    • rycerzowa Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 02.01.08, 17:03
      Po pierwsze, pamiętaj o zasadzie:
      "...i nie wódź nas na pokuszenie!"

      Po drugie - dlaczego nie "zagrać w zadowolenie" : że ci się nastolatka umie
      postawić, zbuntować, zatem i innym "autorytetom", namawiającym do złego nie ulegnie.

      Niektórzy rodzice zamartwiają się, że dziecko ich uległe jest i posłuszne.
      Oczyma duszy widzą już to samo, co ty.

      Bycie matką to jednak "wieczne zmartwienie". wink
    • nangaparbat3 Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 02.01.08, 17:56
      Jesli mowisz nastolatce, co ma robić w ramach wypoczynku, to nie spodziewaj sie,
      ze Cię posłucha.
      Co do slodyczy - nie powinnas nawet wiedzieć, ile kawałkow czekolady Twoje
      dziecko zjadło (trzynastoletnie), chyba ze ma cukrzycę, ale wtedy tez juz osoba
      w tym wieku powinna samodzielnie sie kontrolować.
      To "nie moglam się opanować" brzmi troche niezwykle, jakby powtarzała zasłyszne
      gdzieś słowa i zorientowala się, ze trudno Ci na nie znaleźć odpowiedź.
      Tak czy owak - jak nastolatka wychodzi do swego pokoju, nie mów jej, co ma
      robic, bo nic dobrego z tego nie wyniknie.
      • andaba Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 02.01.08, 18:30
        Przesadzasz.
        Ostatecznie słodycze ani TV nie są tak szkodliwe jak papierosy czy alkohol i córka sobie zdaje sprawę z tego, że jednym i drugim szkody sobie, ani innym nie wyrządzi.
        (ja też nie umiem sobie odmówić słodyczy, książek i kompa, a nie wypaliłam życiu ani jednego papierosa)
    • catinka1 Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 02.01.08, 18:54
      od razu napiszę że wypowiadam sie na temat nastolatków - wyznaję
      zasadę zakazywać tylko rzeczy, które są naprawdę ważne, nigdy za
      takie nie uważałabym ogladania telewizji w czasie wolnym na
      wyjeździe czy jedzenia własnych, dopiero co otrzymanych(!!!)
      słodyczy. Właśnie po to aby nie kusić dziecka aby złamało taki zakaz
      (może nie obraź się głupi). Zakazywać powinno się rzeczy naprawde
      ważne.
      • guderianka Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 02.01.08, 19:03
        z tą czekoladą to ja ją dokładnie rozumiem big_grin

        poza tym-to chyba przejaw buntu : dlaczego mama mówi co i ile mam
        jeść i dlaczego nie oglądać tv. przecież ja jestem dorosła !
        • mallard Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 02.01.08, 19:53
          Generalnie wszyscy popierają hedonizm, -zero ćwiczenia silnej
          woli... Ot, świat taki teraz.
          Ma być miło, przyjemnie i niezbyt trudno! wink

          Pozdro noworoczne smile
          • nangaparbat3 dokładnie tak! 02.01.08, 21:00
            Na feriach ma być miło, przyjemnie i zupełnie łatwo.
            Poza feriami i wakacjami, za to w czasie przeznaczonym na odpoczynek - identycznie.
            pozdro smile))
            (no widzisz - tez idziemy na łatwiznę, łatwiej napisać "pozdro" niz "pozdrawiam")
            • verdana Re: dokładnie tak! 03.01.08, 11:57
              Za dużo kontroli. O wiele za duzo kontroli. Szczególnie w sprawach
              nieistotnych i w czasie ferii.
              A "nie mogłam się opanować" jest groźne - bo oznacza, ze Twoja corka
              zamiast przyznać sobie prawo do zjedzenia kawałka czekolady więcej,
              doszukuje sie już (hmmm... pod czyjmz to wpływem) wad swego
              charakteru. O ile występując przeciw błahym zakazom bedzie sądziła,
              ze jest pozbawiona silnej woli, może sobie rzeczywiscie opuscić.
              Mój 13-latek dostał tez paczkę. Pojęcia nie mam ile z niej zjadł i
              kiedy, czego i Tobie życzę.
              W przypadku nastolatka zachowaj kontrole i zakazy tylko dla spraw
              rzeczywiscie pierwszoplanowych.
    • burza4 Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 03.01.08, 16:46
      przesadzaszsmile i szczerze się dziwię, że twoja córka w tym wieku
      jeszcze bierze pod uwagę twoje zalecenia, a z drugiej - że tobie się
      jeszcze chce język strzępićsmile, ja już dawno dałam sobie spokój
      (wyjątek robiąc dla cieplejszego ubrania, bo już łapska sobie
      zdążyła odmrozić).

      Miała chęć, to zjadła i tyle. Moja ma po czekoladzie wysyp trądziku,
      a jakoś jej to nie powstrzymuje od pożarcia wszystkiego co słodkie.
      Zresztą - mój chłop się nie potrafi powstrzymać, to czego od
      dzieciaka wymagać?
    • rycerzowa Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 03.01.08, 18:02
      No tak, ale Nisar chodzi o to, by Młoda miała silną wolę, umiała SOBIE odmówić
      przyjemności, gdy trzeba.

      1. Trudno wymagać od dzieci więcej,by były silniejsze, niż dorośli. My wszak
      nie zawsze robimy co powinniśmy (poranna gimnastyka zamiast wylegiwania się 10
      minut dłużej? nauka angielskiego zamiast buszowania w internecie?). To jest
      bardzo, bardzo trudne odmówić sobie przyjemności.

      2. Wolę trzeba ćwiczyć. Najlepiej poprzez niewodzenie na pokuszenie.

      Przebywanie w pokoju z telewizorem (gdy akurat leci ciekawy program) to ponad
      siły człowieka.
      Lepiej wyjść z dzieckiem na spacer.

      Zapach i widok czekolady, a nawet sama świadomość,że słodycz jest tuż tuż w
      szufladzie i niemożność zjedzenia jej - to są wyrafinowane tortury i jako takie
      powinny być zabronione.
      Schować, wynieść, a najlepiej zjeść wszystko na raz i będzie z głowy.wink

      3. Są ludzie idealni, "charakterni", nieulegający żadnym pokusom.
      Nie wiem jak kto, ale ja się takich boję. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się to
      nie-ludzkie.
      Nie jest więc moim marzeniem takie dziecko.

      Umiar, we wszystkim umiar, kochani.
      • verdana Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 03.01.08, 18:39
        Otóż to, otóż to.
        Nisar, jak osiagniesz swój cel i Ela bedzie wykonywała wszystkie
        Twoje polecenia w 100% , nigdy nie ulegnie pokusie, jak sobie cos
        postanowi (albo Ty postanowisz za nia) i zawsze to wykona - to jakie
        bedzie jej zycie?
        Okropne.
        Zastanow sie, czego wlasciwie od niej chcesz? Zebu w wieku 13 lat
        byla 100% posłuszna mamie? (zdecydowanie zły pomysł). Aby potrafiła
        sobie zawsze odmówic przyjemności (znam to, rujnuje życie jak mało
        co).
        Czy czego wlasciwie chcesz?
        • mallard Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 03.01.08, 20:27
          Myślę że jak to często ma miejsce, przysłowiowa prawda leży gdześ
          pośrodku. Bo tak jak stuprocentowe zdyscyplinowanie jest podejrzane,
          gdyż trąci tresurą i faszyzmem - tak człowiek idący "po najlżejsze
          linii oporu", nie podejmujący żadnej walki, a już na pewno z sobą,
          również nie jest kimś godnym naśladowania. Sądzę nawet, iż Nisar
          chodzi właśnie o to, by córka jej, folgując sobie ciągle, nie
          została kimś takim. Najlepiej by było jednak, abo ona sama nam o tym
          napisała... wink
          • verdana Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 03.01.08, 21:13
            Ale my znamy z opisu córke Nisar - to wzorowa uczennica, która
            pracuje siedem dni w tygodniu, zdała doskonale egzamin do
            prestizowego gimnazjum, - a nie panna, ktorej się nic nie chce i
            tylko jadlaby czekoladki ogladajac telewizję. Kiedyś nawet
            przestrzegałam Nisar, ze corka jest na drodze do pracoholizmu.
            I dlatego uważam, ze Nisar - przeginasz smile
    • izabelski Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 04.01.08, 02:25
      mysle, ze nastepnym razem gdy bedziesz wiedziala, ze mloda sie nudzi
      mozesz zaproponowac
      "A co bys chciala robic?" - z takiej dyskusji moze wyniknac cos
      pozytywnego , oczywiscie mozesz delikatnie pokierowac dyskusje w
      odpowiednim kierunku ...

      bo przekazujesz inicjatywe w jej rece
      a nie stawiasz szlabanow, ktore jako normalny czlowiek ona moze
      niejako podswiadomie przeskakiwac
      • mgla_jedwabna Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 05.01.08, 00:03
        Nisar, traktujesz trzynastolatkę jak małe dziecko, to nie dziw się, że ona sie tak zachowuje. Wyliczasz jej czekoladę? Zabraniasz oglądać telewizje w ciągu dnia w czasie ferii? Jakby mnie ktoś coś takiego zaproponował w tym wieku, wybuchnęłabym mu śmiechem w twarz. Zabronić wyjścia na dwór w czasie wyjazdu, bo jest "zasmarkana" to można przedszkolakowi.

        W jakiej sytuacji stawiasz swoją córkę? Przeciez ona nie ma prawa do otwartego sprzeciwu. I nie mów, że "przecież w każdej chwili może powiedzieć, że nie" bo nie może. Prawdopodobnie przez całe lata podobnego postępowania nauczyłas Elę, że ona nie ma nic do gadania. To ty decydujesz o telewizji, czekoladzie i wyjściu na świeże powietrze.

        W tej sytuacji można robic dwie rzeczy: otwartą awanturę (bo dialogu przy różnicy zdań twoja córka na pewno się od ciebie nie miała szansy nauczyć) albo potakiwanie i robienie po swojemu. To drugie jest łatwiejszym rozwiązaniem, o czym przekonały się miliony meżów, którzy na pretensje żony "czy ty chociaż raz w życiu wyniesiesz śmieci" odpowiadają "tak, tak" i dalej siedzą na kanapie przed telewizorem, albo dziewczyny, które skarżą się na upierdliwą tesciową i słyszą dobre rady w rodzaju "powiedz: dobrze mamusiu, i zrób po swojemu".

        Czy chcesz być kimś podobnym do trującej żony albo toksycznej teściowej?

        Twoja córka pewnie wierzy, że powinna się opanować na widok słodyczy, czy telewizora. Coś ci powiem: nikt, nawet dorosły, nie jest w stanie tego zrobić, nie majac sensownego powodu (pilna robota, cukrzyca itp.). Widzimisię mamusi nie jest tu sensownym powodem.

        Dlaczego właściwie ty jej ograniczasz te czekoladę albo telewizję? Co w tym złego, że panna się obje za czworo w czasie Mikołajek albo spędzi leniwie wolny dzień(pewnie nie ma ich zbyt wiele)?
    • royalmail Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 05.01.08, 01:43
      No cóż, rozwiązałam to u siebie tak (córka 15,5):
      - słodyczy pozwalam jej jeść ile chce --> moja mama miała zwyczaj
      reglamentacji słodyczy w domu "zostaw sobie na później, nie jedz,
      zjedz kawałek, jutro będzie ci smakowało lepiej niż dziś" -->co
      powodowało u mnie chroniczne łaknienie tychże i niechęć do
      pomysłodawczyni przymusowego oszczędzania.
      Córce pozwalam więc ile chce - sama często się ogranicza :Znowu mi
      pryszcze wyskoczą, "A co to za wałek mi się zrobił z boku". A
      czasami je aż tylko papierki latają.
      Samokontrola najlepsza sprawa, trzeba się jej nauczyć samodzielnie...

      - nie widzę potrzeby posiadania indywidualnego TV w pokoju
      nastolatki. Niby po co... Nastolatka też nie sygnalizuje takiej
      potrzeby. Za to nauczyła się, że nudny czas wypełni m.in. czytaniem.
      Nie sugeruję jej "poczytaj sobie czy cóś" - sama czyta.

      W związku z tym moja tak nie miewa...
      • wieczna-gosia Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 06.01.08, 22:18
        > - nie widzę potrzeby posiadania indywidualnego TV w pokoju
        > nastolatki. Niby po co... Nastolatka też nie sygnalizuje takiej
        > potrzeby. Za to nauczyła się, że nudny czas wypełni m.in. czytaniem.
        > Nie sugeruję jej "poczytaj sobie czy cóś" - sama czyta.
        >
        > W związku z tym moja tak nie miewa...

        mam tak samo- tak samo zreszta jest z komputerami ktore stoja w liczbie sztuk 2
        obok siebie- doszlam do wniosku ze zamiast wlamywac sie dziecku do systemu i GG
        wole by uzywala kompa przy mnie. Jeden z kompow sie nazywa "rodzicow" ito
        oznacza ze rodzice maja do nich pierwszejstwo oraz ze sie na niego nie sciaga bo
        pare razy skasowaly mi sie wazne rzeczy przez trojany. Poza tym hulaj dusza.
    • nisar Więc tak... 06.01.08, 13:07
      Celowo dość długo się nie wypowiadałam konkretniej, bo ciekawa byłam co na ten
      temat napiszecie, bez doprecyzowywania mojego smile

      Ela jest fajną dziewczynką, ale leniwą i hedonistyczną do bólusmile (Verdana
      postrzega ją "po wynikach", co nie jest do końca miarodajne, bo niektóre z nich
      są wynikiem albo mojego uporu albo "miecza nad głową" i mobilizacji w ostatniej
      chwili, opłaconej gorączką po fakcie. Po co?).

      Co do sytuacji które opisałam, nie są niestety dla mnie do odpuszczenia -
      czekolada nadal ją uczula i powoduje konkretne dolegliwości; jedzenie wyłącznie
      nabiału (zamiast jakiegokolwiek mięsa, ryb czy wędlin), które najchętniej by
      uskuteczniała, doprowadzało zawsze do kiepskich wyników badań krwi; zbyt długie
      oglądanie telewizji (zwłaszcza na małym ekranie w pensjonatach) skutkuje bólem
      oczu i głowy; zabawy ze zwierzętami (które bardzo lubi) doprowadziły właśnie w
      czasie tego wyjazdu do ciężkiej infekcji i tak dalej i tym podobne.

      Nie jest więc generowanie zakazów podyktowane li tylko moją upierdliwością czy
      chęcią dominacji nad biednym dzieckiem, jak niektórzy usiłowali mi wykazać, ale
      raczej troską o stan jej oczu czy górnych dróg oddechowych smile Oczywiście, można
      stać na stanowisku, że ponadtrzynastolatka to już "duży człowiek" i jej decyzja
      czy chce mieć sraczkę przez całą noc po czekoladzie i potem padać na pysk, czy
      nie (sorry za dosłowność) powinna być uszanowana, ale tu akurat jestem
      odmiennego zdania. Nie każdy dorosły wie, co dla niego najlepsze, a
      niereagowanie na pewne zachowania u dziecka jest czymś w rodzaju milczącego
      przyzwolenia. I dziecko właśnie tak może to odbierać. Sorry, pamiętam ze swoich
      własnych doświadczeń.

      Nie wnikam w masę rzeczy, które mi się nie podobają (np. setny raz czytanie tej
      samej książki czy zakładanie adidasów i obcisłych dżinsów gdy na dworzu +30
      stopni), ale zrobię awanturę, jeśli przy -10 stopniach chce iść bez czapki.

      To gwoli wyjaśnienia tła sytuacji.

      Jasne, że wiele z nas dorosłych robi rzeczy, o których doskonale wie, że im
      szkodzą (papierosy, pół nocy w necie itp), ale...
      czy to jest usprawiedliwienie?
      Najwyżej wytłumaczenie, że każdy jest ułomny. Niemniej raczej wolę dążyć do
      tego, żeby umieć się powstrzymać przed czymś, czego nie powinnam, niż uważać, że
      mogę sobie odpuścić "bo przecież tyle osób tak robi". I chciałabym, żeby Ela to
      właśnie rozumiała.

      Pozdrawiam i dziękuję za wypowiedzi.
      • asocial Re: Więc tak... 06.01.08, 13:34
        a moze najlepiej... dac jej po prostu spokoj? tez kojarze twoje mejle i zawsze
        bardzo mi bylo zal malej.

        jej swietne wyniki sa efektem twojego uporu: tym gorzej. wyniki powinny byc
        efektem jej (braku) pracy, a nie tego ze matka jej pilnuje.

        mam 10lat wiecej niz twoja corka. moja mama nigdy nie widziala moich zeszytow ze
        szkoly, nie sadze, zeby nawet do glowy jej przyszlo dawkowac mi czekolade,
        telewizji nie ogladalam, nie dlatego ze mialam zakaz tylko dlatego, ze nie bylo
        takiego przyzwyczajenia w domu (telewizor zreszta zawsze stal w pokoju, do
        ktorego prawie nikt nie zagladal. moze jesli nie chcesz, zeby ogladala tv, sama
        daj jej dobry przyklad? u mnie w domu telewizji sie nie ogladalo wiec mi nie
        przyszlo do glowy wlaczac odbiornik).

        twoja corka powinna znac konsekwencje swoich czynow, ale konsekwencja nie
        powinna byc twoja histeria albo twoj 'miecz nad jej glowa'. konsekwencja jej
        zachowania powinno byc: uczulenie (o ile od tego sie nie umiera), gorzej zdany
        egzamin, itp...

        pamietam jak mama mnie meczyla, zebym nosila aparat ortodontyczny na noc. bardzo
        mnie bolala szczeka, plakalam po nocach, mialam wrazenie, ze w ogole nie dziala
        i swiadomie sama przestalam go nosic. moi rodzice nie powiedzieli mi NIC. efekt:
        nie mam rewelacyjnie prostych zebow (jest to dyskomfort, ale nie ubylo mi od
        tego), zylam z tym jakis czas az sama zarobilam na staly aparat.
        ot; akcja- reakcja.

        tego zycze twojej corce, bo za kazdym razem jak o niej piszesz to mi sie serce
        kraje, wyglada mi to na mile tresowanie w zlotej klatce.
      • wieczna-gosia Re: Więc tak... 06.01.08, 14:06
        > Jasne, że wiele z nas dorosłych robi rzeczy, o których doskonale wie, że im
        > szkodzą (papierosy, pół nocy w necie itp), ale...
        > czy to jest usprawiedliwienie?
        > Najwyżej wytłumaczenie, że każdy jest ułomny. Niemniej raczej wolę dążyć do
        > tego, żeby umieć się powstrzymać przed czymś, czego nie powinnam, niż uważać, ż
        > e
        > mogę sobie odpuścić "bo przecież tyle osób tak robi". I chciałabym, żeby Ela to
        > właśnie rozumiała.
        >
        > Pozdrawiam i dziękuję za wypowiedzi.

        Najpierw uwaga ogolna. Kiedy ja mowie "skoncz juz ogladanie" i slysze "dobrze"
        to mi sie lampka zapala bo oznacza zgode na odczep. A gdy zgoda jest na odczep
        to albo dziecko wlaczy TV cichaczem, albo planuje cos innego cichaczem smile
        Dlatego daze do otwartych konfliktow i ostrych dyskusji- wtedy po pierwsze mamy
        szanse poargumentowac nie na zasadzie upierdliwego zrzedzenia tylko uroczej
        dyskusji (no chyba cie mamo pogielo, no chyba sie dziecko nie wyspalas) po
        drugie oan ma szanse mi sie postawic i sprawdzic na ile jej argumenty maja sile
        wobec moich. Po trzecie- dostaje tzw feedback modne slowo- postrzegania mojej
        osoby, moich argumentow itd i mam szanse zmodyfikowac dzialania bo tylko krowa
        pogladow nie zmienia.

        A jesli prawda jest co piszesz i Ela dziala na zasadzie bata nad glowa a 13 ma
        lat to faktycznie problem jest zlozony czyli nie jak zakazac jej ogladania TV i
        zmusic do uczenia sie, szczegolnie ze warunki ma, tylko jak sprowokowac ja do
        rozsadnego balansu pomiedzy uleganiem zachciankom a wymogom rynku, co obrazuje
        upijanie sie jednak w sobote i trzezwienie w niedziele, a nie upijanie sie we
        srode i trzezwienie w pracy we czwartek smile

        nic madrego ci nisar nieporadze, jako osoba leniwa jednakze zauwazylam ze
        naprawde zaczelam sie uczyc/ pracowac i dojrzewac po tym jak w wieku lat 16
        wyszlam za maz a w wieku lat 17 urodzilam dziecko i mieszkalam w akademiku ergo-
        kiedy moje zycie stalo sie 1000 razy trudniejsze niz zycie wychuchanej
        jedynaczki a jednoczesnie kiedy NIKT ale to NIKT kompletnie mnie nie
        kontrolowal. Z pewnoscia moi rodzice prezentowali i nadal prezentuja pewna
        skrajnosc. Z pewnoscia i ja prezentuje elementy skrajne. Ale moze cos w tym byc
        ze charakterom w rodzaju "cichosza" potrzebna jest owa sraczka i bol glowy.
        Dlatego rozsadnym kompromiosem jest zafundowanie dziecku sraczki i bolu glowy w
        dni wolne a wiekszym monitoringu w dni szkolne.
      • nangaparbat3 Re: Więc tak... 06.01.08, 14:09
        "hedonistyczna do bolu" to naprawdę piekny oksymoron.
        A bardziej serio: jako corka i wnuczka lekarzy na sobie przerobiłam ograniczanie
        swobody dziecka motywowane chęcią uchronienia go przed chorobami.
        Nigdy nie zapomne przelomu, jakim było w moim zyciu (bylam juz wtedy po
        studiach) podniesienie i zjedzenie herbatnika, ktory upadł na podlogę
        przepełnionego pociagu relacji Przemyśl-Szczecin. Przezyłam, i od tamtej chwili
        zaczęlam inaczej oddychać.
        Na sobie tez przerobiłam zwiazki miedzy alergią a stanem emocji - już potrafię
        zachłysnać sie wodą i nie mieć skurczu oskrzeli.
        Przerobiłam na córce, ze naprawdę nie jest takie ważne, że sie spoci, ze
        zmarznie, ze nie zje albo zje za dużo, ze po raz setny przeczyta tę samą książkę
        albo pójdzie za późno spać - ja na nic z tych rzeczy nie miałam cienia szansy
        (poza czytaniem w kołko), a chorowałam na okrąglo. Ona - czasem, jak każdy.
        Zawsze znajdziesz sto milionów powodow, by kontrolować, sprawdzać, decydować -
        dla jej dobra. Ale dla jej dobra (i wlasnego) mozesz tez czasem wyluzować i
        oddać sie hedonistycznemu lenistwu - to naprawdę dobrze robi i nie boli.
        • nisar Re: Więc tak... 06.01.08, 14:30
          Eee tam.
          Nie wydaje mi się, żeby Elka była uciemiężona zakazami. Naprawdę.

          Natomiast staram się zakazywać tego, co w jej przypadku źle się kończy.
          Przykład: W duszy miałam zawsze to, czy wlezie w kałużę (nigdy nie miała kataru
          od przemoczonych nóg), zawsze jak harpia pilnowałam spoconej głowy (katar i stan
          podgorączkowy natychmiast). Nigdy nie zabraniałam popijania obiadu mlekiem
          (chociaż skręca mnie na ten widok, ale jej to po prostu nie szkodzi, więc co mi
          zależy, natomiast np. po czekoladzie są problemy więc uważam, że należy
          ograniczyć. I tak dalej i tak dalej.

          Nie przemawiają do mnie niestety przykłady typu "mnie pozwalano i wyrosłam na
          ludzi" bo każdy jest inny i nie da się stosować jednej recepty dla wszystkich.
          Innym bowiem pozwalano na to samo, a skończyło się znacznie gorzej. Natomiast
          życie człowieka jest zbyt dużą wartością (tak to górnolotnie nazwę), żeby
          poeksperymentować na zasadzie "zobaczymy co z tego wyniknie, jak pozwolimy na
          to, co uważamy za nieodpowiednie". A jeśli się okaże, że wynikło źle? Ja mam na
          to za słabe nerwy i za dużo przykładów w otoczeniu. Tak, wiem, należy współczuć
          mojemu dziecku smile


          P.S. Palcami z podłogi oraz trawki na działce moje dziecko jadło wielokrotnie,
          bowiem ulubiona potrawa nigdy nie mogła się zmarnować i jeśli spadła to trudno smile))
          • verdana Re: Więc tak... 06.01.08, 17:04
            Dzieci zaziębiaja się zazwyczaj gdy nie sa do czegoś przywyczajone -
            a więc wlaśnie dlatego, ze mama pilnuje i ten jeden raz, kiedy sie
            przeoczy, konczy sie od razu katarem, zapaleniem oskrzeli i w ogole.
            Nawet, jesli w teorii masz racje, to przeoczyłaś jednen moment -
            trzynascie lat to nie trzy. Twoja kontrola może byc rygorystyczna w
            domu i w Twojej obecnosci, ale z kazdym rokiem, ba! tygodniem,
            tracisz kontrole nad tym, co dzieje się, gdy corka jest sama. A
            samodzielna będzie coraz częściej. Kontrolując, zakazujac, pilnujac,
            powodujesz jedna z dwóch reakcji (moze jeszcze nie teraz, ale już za
            rok-trzy lata). Albo dziecko uwierzy, ze bez Ciebie zginie (częste i
            bardzo grożne, a wydaje sie, ze tak własnie uważasz), albo po prostu
            urwie sie ze smyczy. Nie bardzo ma natomiast szanse na decydowanie o
            coraz wiekszym zakresie rzeczy, nawet w sposób, ktory Ci się nie
            spodoba.
            Jezeli 13-latce zakazujesz wielu codziennych rzeczy, nakazujesz inne
            (czapka np - i tak ja przecież zdejmie 15 m. od domu), i wykazujesz
            dezaprobate dla normalnych zachowń (czytanie 100 razy tego samego),
            to nie dajesz jej szansy na nauczenie sie podejmowania samodzielnych
            decyzji - to raz. Dwa - przy takiej masie zakazów, nakazów i cichej
            dezaprobaty, giną w niej rzeczy istotne. Nie wolno telewizji w
            ferie, czekolady, i nie wolno narkotyków i papierosów. W tym wieku
            za duzo "nie wolno" może doprowadzić do buntu przeciw wszystkim
            ograniczeniom. A wiec 13-latka moze grzecznie i potulnie sluchać
            dziesiatków zakazów mamusi, a 15-latka przytłoczona zakazami nie
            ograniczy się do zjedzenia trzeciej czekoladki, tylko uzna, ze może
            olać wszystkie ograniczenia "bo nie moze się powstrzymać" (a nie
            moze, bo sama nie ma przekonania do zakazów)- i wtedy będziesz miała
            problem.
            Nastolatka powinna mieć tylko tyle zakazów, ile jest absolutnie
            konieczne - i tyle, zeby można się było spodziewać ich wykonywania.
            Na razie zakazy są, ale Ela nie jest już w stanie ich wszystkich
            wykonać - można się obawiać, ze uzna, ze i innych nie może...
            No i przepraszam bardzo, ale nie jest dobrze, gdy matka widzi
            głównie wady dziecka, a jego zaslugi przypisuje qwyłacznie sobie -
            i to przede wszyskim radzilabym przemysleć.
          • wieczna-gosia Re: Więc tak... 06.01.08, 22:16
            Natomiast
            > życie człowieka jest zbyt dużą wartością (tak to górnolotnie nazwę), żeby
            > poeksperymentować na zasadzie "zobaczymy co z tego wyniknie, jak pozwolimy na
            > to, co uważamy za nieodpowiednie". A jeśli się okaże, że wynikło źle?

            Nisar Histeryczko Roku :0
            na razie rozmawiamy o sraczce i bolu glowy niec nie rzucaj tekstow o zyciu ja
            cie prosze.
            Poza tym moze sie okazac, czego zupelnie nie zycze ani tobie ani nikomu- ze bylo
            po twojemu i wyszlo zle. I jak to wtedy nazwiesz? Pech?

            Verdana ladnie powiedziala to co ja powiedzialam brzydko- czyli jesli uwazasz
            ze dziecko osiagnelo sukcesy dzieki tobie bo sama z siebie takich wynikow by nie
            miala- no nie jest dobrze niezaleznie od tego czy je czekolade czy tez nie je bo
            nie lubi za to wsuwa majonez.

            Kombinuj nisar kombinuj, bo masz w domu nastolatke. nastolatki nie da sie
            wychowywac jak dziecka- na nastolatke trzeba miec inny patent. Oczywiscie
            trafiaja sie nastolatkiniezbuntowane, natomiast dziwnym trafem zazwyczaj trafia
            sieone matkom w typie verdany czyli takim matkom niedorobionym (i ty verdano
            wiesz doskonale ze jest to komplement).

            Ja w kazdym razie dostrzegam taka prawidlowosc i sie staram jakos znalesc balans
            a mam gorzej niz ty, bo nie chcialabym aby w ramach dojrzewania moje dziecko za
            2 lata strzelilo sobie dziecko smile a to juz ten wiek smile

            natomiast np. po czekoladzie są problemy więc uważam, że należy
            > ograniczyć.
            sek w tym by twoje dziecko uwazalo ze trzeba ograniczyc.

            Wrocilam dzisiaj z 2 godzinnego joggingu z glowa mokra od potu i przyznam sie ze
            korelacji spocona glowa/ katar nie dostrzegam. Dostrzegam za to korelacje im
            wiecej sportu tym mniej kataru.
      • kandyd.a Re: Więc tak... 17.01.08, 19:29
    • krwawakornelia no ale dzieci nie powinny 06.01.08, 23:24
      robic czegos czy nie robic bo mamusia tak mowi, tylko umiec uzyc
      wlasnej glowki.

      Moze nie zna konsekwencji zajadania sie czekolada (podrzuc para
      informacji na ten temat)

      Moze nie umie sama sobie znalezc fajniejszego zajecia niz gapienie
      sie w pudlo (bo nikt jej tego nie nauczyl i nie pokazal, ze jak
      czlowiek sie nie gapi to ma wiecej czasu na fajne rzeczy)

      A pozy tym naprawde katar z nosa jest powodem do niewychodzenia w
      kiepskawa pogode na wyjezdzie? Dziecko ma prawo umierac w tej
      sytuacji z nudow i frustracji.
    • asidoo Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 07.01.08, 07:37
      Wszystkie jej dziedziny życia chcesz miec pod kontrolą? Po co jej wszystko
      wydzielasz? Bez sensu.
      • guderianka Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 07.01.08, 10:28
        Myślę, ze postępujesz niesłusznie
        Kiedy Twoja córka nauczy sie -albo raczej kiedy ty uznasz że się
        nauczyła-dbać o swoje zdrowie? 13letnia panna powinna już umieć
        zadbać o siebie i wiedzieć jak to jest mieć "sraczkę"-Powinna
        wiedziec czym może sie kończyc ogądanie tv, jedzenie nabiału i
        innych uczulaczy i jako typowe zwierzę-nie powinna zbyt często
        wykonywac czynności sprawiających jej dyskomfort. No chyba że ty
        ciągle ją kontrolujesz i nie dajesz jej możliwości poczucia tego
        dyskomfortu. Myślę tez, że popłniasz błąd za błędem w tej dziedzinie
        życia-chroniąc ją za wszelką cenę i zabraniając zamiast uczyć i
        tłumaczyc, pozwalać doświadczać i się męczyc a tym samym uczyć się
        na błędach
    • nisar Wiecie co? 07.01.08, 10:47
      Obracam się wśród ludzi, wiele z nich to rodzice. I jakoś nie
      widzę/nie słyszę żeby pozwalali swoim dzieciom na wszystko. Nader
      często słyszę wydawanie poleceń czy zakazów typu "tylko pamiętaj,
      nie włączaj muzyki przy odrabianiu lekcji; masz zjeść całą zupę;
      wyjdź z psem nie później niż o...; nie czytaj po ciemku, zapal sobie
      światło; nie waż się wyjść bez czapki" i tak dalej i tak dalej.
      Toteż jakoś dziwnie dobraliście się tutaj, szanowni Interlokutorzy w
      tym wątku, bo sprawiacie wrażenie, że Wy niczego nie zakazujecie,
      wychodząc z założenia, że dziecko powinno samo się nauczyć, samo
      doświadczyć itd.
      Poza tym - skąd na Boga wniosek, że ja kontroluję KAŻDĄ sferę życia
      mojej córki? Bo wymagam ograniczenia czekolady i nie bawienia się z
      kotami? To raczej duperele, nieprawda? Jak więc wpadliście na to, że
      generalnie dokonuję za dziecko wyborów? Nie wiem, naprawdę.
      Ciekawe ile z Was za parę lat uprze się, żeby syn/córka poszło do
      tego a nie innego liceum? Koniecznie zdawało na studia? Zerwało
      znajomość z tą koleżanką? Bo jakoś z moich obserwacji otoczenia
      wychodzi mi, że wcale nierzadko się to zdarza.
      Ciekawa jestem więc, czego Wy zakazujecie swoim dzieciom? Czy
      faktycznie pozwalacie nastolatkom czytać przy latarce; latać z gołą
      głową po mrozie; jeść tylko to na co mają ochotę; siedzieć w dzień
      powszedni do drugiej w nocy? Czy macie po prostu idealne dzieci,
      które tego nie robią? W takim razie zazdroszczę. Moja nastolatka
      jest absolutnie normalna, walczy ze mną o różne rzeczy, nie
      wszystkie mogę odpuścić i NIGDY nie odpuszczam tego, co uważam za
      ważne "bo tak łatwiej". Może źle na tym wyjdę, nie wiem. Na razie
      jest ok., mamy fajny kontakt, Ela dużo mi opowiada o tym co się
      dzieje w jej otoczeniu, przychodzi z problemami, zwierza się i - co
      dla mnie najważniejsze - nie zataja przede mną ani gorszego stopnia
      ani zgubienia pieniędzy ani innych spraw. Więc chyba nie jest źle.
      • krwawakornelia Re: Wiecie co? 07.01.08, 11:44
        nisar napisała:


        > Ciekawe ile z Was za parę lat uprze się, żeby syn/córka poszło do
        > tego a nie innego liceum? Koniecznie zdawało na studia? Zerwało
        > znajomość z tą koleżanką? Bo jakoś z moich obserwacji otoczenia
        > wychodzi mi, że wcale nierzadko się to zdarza.
        > Ciekawa jestem więc, czego Wy zakazujecie swoim dzieciom? Czy
        > faktycznie pozwalacie nastolatkom czytać przy latarce; latać z
        gołą
        > głową po mrozie; jeść tylko to na co mają ochotę; siedzieć w dzień
        > powszedni do drugiej w nocy?

        Moi rodzice zawsze uwazali z takie rzeczy to tylko i wylacznie moja
        odpowiedzialnosc.
        >
      • default Re: Wiecie co? 07.01.08, 12:15
        nisar napisała:
        > Obracam się wśród ludzi, wiele z nich to rodzice. I jakoś nie
        > widzę/nie słyszę żeby pozwalali swoim dzieciom na wszystko.

        To nie chodzi o "pozwalanie na wszystko", ale o takie stawianie
        sprawy, żeby nastolatek wiedział i rozumiał czego się po nim
        spodziewamy, dlaczego mamy takie a nie inne oczekiwania (żeby
        rozumiał, że są ku temu racjonalne powody, a nie nasze, rodziców
        widzimisię). Wtedy zakazy i nakazy nie są potrzebne - sam wie i
        rozumie.

        > Nader często słyszę wydawanie poleceń czy zakazów typu "tylko >
        >pamiętaj, nie włączaj muzyki przy odrabianiu lekcji; masz zjeść
        >całą zupę; wyjdź z psem nie później niż o...; nie czytaj po
        >ciemku, zapal sobie światło; nie waż się wyjść bez czapki" i tak
        >dalej i tak dalej.

        W życiu nie przyszło mi do głowy dawać takich poleceń, jakie
        wymieniłaś powyżej, no - ewentualnie zainteresowałabym się, czy coś
        widzi w książce przy małym świetle smile)

        > Toteż jakoś dziwnie dobraliście się tutaj, szanowni Interlokutorzy
        w tym wątku, bo sprawiacie wrażenie, że Wy niczego nie zakazujecie,
        > wychodząc z założenia, że dziecko powinno samo się nauczyć, samo
        > doświadczyć itd.

        Nie zakazywałam - uświadamiałam.

        > Poza tym - skąd na Boga wniosek, że ja kontroluję KAŻDĄ sferę
        życia mojej córki? Bo wymagam ograniczenia czekolady i nie bawienia
        się z kotami? To raczej duperele, nieprawda? Jak więc wpadliście na
        to, że generalnie dokonuję za dziecko wyborów? Nie wiem, naprawdę.

        No, tego ja też nie wiem, za mało wiem o Tobie i Twojej córce, w
        wypowiedzi Twoich i innych forumek w tym wątku wynika jednak, że
        dosyć dużo ingerujesz w sprawy córki.

        > Ciekawe ile z Was za parę lat uprze się, żeby syn/córka poszło do
        > tego a nie innego liceum?

        Wybór liceum to była sprawa córki - nawet bym była zdziwiona i
        zniesmaczona, gdyby mnie o to pytała - w końcu to ona spędziła tam 4
        lata, ona potem starała się na studia - a zatem to w jej interesie
        leżał optymalny wybór.

        > Koniecznie zdawało na studia?

        Niczego nie narzucałam. Wielokrotnie rozmiawialiśmy w domu o roli
        wykształcenia w życiu, o możliwościach zatrudnienia w związku z tym
        itd. Widocznie uznała, że wybiera drogę "wykształciucha", skoro
        poszła na studia. Gdyby wybrała inną - cóż, jej życie.

        > Zerwało znajomość z tą koleżanką?

        No tu to już chyba żartujesz sobie.

        >Bo jakoś z moich obserwacji otoczenia
        > wychodzi mi, że wcale nierzadko się to zdarza.

        To przykre.

        > Ciekawa jestem więc, czego Wy zakazujecie swoim dzieciom?

        Patrz wyżej - nie sztuka zakazać, trzeba tak dziecko wychować, żeby
        samo wiedziało co jest dobre, a co nie. No i nie robić burzy w
        szklance wody, typu zakaz oglądania tv czy jedzenia czekoladek smile

        >Czy faktycznie pozwalacie nastolatkom czytać przy latarce; latać z
        gołą głową po mrozie; jeść tylko to na co mają ochotę; siedzieć w
        dzień powszedni do drugiej w nocy?

        Nie tyle pozwalacie, co nie reagujecie - nie będę stać jak kat w
        pokoju dziecka i sprawdzać, czy jeszcze czyta, czy już gasi - jak
        się nie wyśpi, to ono będzie się męczyć na drugi dzień, nie ja.
        Podobnie z głową na mrozie - nawet jak zmuszę do włożenia czapki
        przy wyjściu, to skąd wiem, czy nie zdejmie jej tuż za rogiem? Co do
        jedzenia, to już całkiem nie rozumiem - czemu ma jadać to czego nie
        lubi? Moje dziecko kiedyś, w wieku ok. 4 lat miało fazę na rosół i
        kanapki z pastą z tuńczyka - nie jadła dosłownie nic innego przez
        pół roku. Żyje ! smile

        > Czy macie po prostu idealne dzieci, które tego nie robią? W takim
        razie zazdroszczę.

        Robią, robią, i to jeszcze gorsze pewnie też wink Ale to kwestia
        proporcji. Rozważywszy na zimno i na spokojnie okaże się, że 99 %
        tych rzeczy to drobiazgi, niewarte kłótni i nerwów.

        >Moja nastolatka jest absolutnie normalna, walczy ze mną o różne
        >rzeczy, nie wszystkie mogę odpuścić i NIGDY nie odpuszczam tego,
        >co uważam za ważne "bo tak łatwiej". Może źle na tym wyjdę, nie
        >wiem.

        No właśnie, może zbyt wiele rzeczy uważasz za ważne i nie do
        odpuszczenia?

        > Na razie jest ok., mamy fajny kontakt, Ela dużo mi opowiada o tym
        >co się dzieje w jej otoczeniu, przychodzi z problemami, zwierza się
        >i - co dla mnie najważniejsze - nie zataja przede mną ani gorszego
        >stopnia ani zgubienia pieniędzy ani innych spraw. Więc chyba nie
        >jest źle.

        No i oby tak dalej. Mam nadzieję, że nie zastosujesz tego, o czym
        pisałaś powyżej - że zakażesz jej np. kontaktów z koleżanką, albo -
        co gorsza - z chłopakiem, bo wtedy utrata zaufania gotowa, niestety.

        Pozdrawiam.

      • agatka_s Re: Wiecie co? 07.01.08, 12:59
        Nisar

        Ja sie z Toba zgadzam, i mysle ze rozumiem.

        Ja tez w takich codziennych sprawach raczej wymagam-okreslony czas
        ogladania telewizji, komputer tylko 30 minut, cieple ubranie,
        odpowiednie buty jak spadl snieg (bo moje dziecie np na dzisiejsze
        warunki warszawskie, pewnie zalozyloby adidasy), zjedzenie obiadu a
        dopiero potem cos slodkiego, zjedzenie okreslonej ilosci warzyw itp
        itd.


        Moze inne dzieci sa idealne, moze bardziej samodzielne, moj syn
        niewatpliwie takich "nakazow" potrzebuje.


        Nie oznacza to jednak ze w sprawach zasadniczych np wybor gimnazjum,
        czy wybor miejsca na spedzanie wakacji, czy wybor spedzania czasu (w
        tym zajec dodatkowych)-nie ma glosu. Jasne ze tak (ma prawo glosu i
        ku mojej radosci czesto z niego korzysta, ale mnie zazwyczaj pyta co
        ja sadze itp-normalnie jak dorosly czlowiek).

        No ale coz sa sprawy gdzie 13-latek potrafi byc rozsadny, a sa takie
        ze nie bardzo....

        Ja tam bym sie nie przejmowala, to ze zabronilas ogladac corce TV,
        to naprawde nie ma nic wspolnego z jakimis gornolotnymi tezami o
        lamaniu kregoslupa, narzucaniu swojej woli itp itd.

        Sa pewne zasady (okreslone w domu, okreslone w szkole, okreslone na
        imieninach u cioci) itp itd-mlody czlowiek musi je poznac i wdrazac
        w zycie, choc niestety idzie to czasem opornie.

        Mysle ze jestes normalna matka.

        Nie bardzo zas normalne jest tylko wyciaganie zbyt daleko idacych
        wnioskow z zachowania corki. To ze nie zastsowala sie do czegos "bo
        sie nie mogla opanowac" to naprwde nic nadzwyczajnego, mysle ze byla
        poprostu szczera i chyba liczyla na twoje zrozumienie. Bo kto bez
        winy, niech pierwszy rzuci kamieniem (ja tam nie moge sie opanowac
        kilka razy dziennie, miedzy innymi od klikania w internecie...)

        Glowa do gory i nie ma co dramatyzowac. Przyjdzie czas ze juz o
        cieplej czapce nie trzeba bedzie przypominac (choc u niektorych
        osonikow przychodzi dopiero w wieku mocno dojrzalym....)
      • guderianka Re: Wiecie co? 07.01.08, 13:37
        no to się zdecyduj czy to czego jej zabraniasz to coś ważnego -aż
        tak waznego że musisz pilnowac czy też jak to nazwałaś "duperele"

        Zabraniam dziecku rzeczy istotnych dla jego zdrowia i życia- córka
        nie moze jeść owoców w tygodniu i nie je ich-ja nie musze jej
        pilnować.A ma 8lat. Nie je, bo wie że może sie to skończyć dla niej
        nieciekawie
      • berdebul Re: Wiecie co? 08.01.08, 15:16
        Ja napiszę z tej bardiej nastolatkowej strony, mimo że od prawie roku jestem dorosła, a przynajmniej pełnoletniawink
        > Ciekawe ile z Was za parę lat uprze się, żeby syn/córka poszło do
        > tego a nie innego liceum?
        Moja mama pozwoliła mi wybrać nie tylko liceum, ale również gimnazjum. Dostałam informator i miałam wybrać. Moja szkoła, mój wybór. Bo to ja miałam się tam uczyć, ja miałam się tam dobrze czuć.
        >Koniecznie zdawało na studia?
        To również mój wybór. Mama nie ingeruje.
        >Zerwało
        > znajomość z tą koleżanką?
        nigdy o tym nie mówiła, nawet kiedy jedna z bliskich koleżanek wylądowała na odwyku.
        >Czy
        > faktycznie pozwalacie nastolatkom czytać przy latarce;
        Nie, ja po prostu zapalam lampkę. Mama ograniczała się do komentarza że rano mogę mieć problem ze wstaniem.
        >latać z gołą
        > głową po mrozie;
        Mama odpuściła, ja zaczełam nosić czapkę, bo w tym co robię potrzebne są zdrowe uszysmile
        > jeść tylko to na co mają ochotę;
        Od czternastego roku życia jestem wegetarianką. Z okresami bez nabiału. Zdrowa w 100%smile
        >siedzieć w dzień
        > powszedni do drugiej w nocy?
        Zdarzało się i do czwartej, czasem i do szóstej, kiedy kładłam się na godzinkę spać. Żyję, a niedoczytaną książkę kończyłam na lekcji pod ławką, albo następnej nocy.
        Chodziłam na imprezy, wracałam w nocy, czytałam tą samą książkę kilkanaście razy, telewior buczał w tle, słuchałam głośnej muzyki, trzaskałam drzwiami, chodziłam w zimę w adidasach i bluzie i żyję i nic mi nie jest i nie jestem zdemoralizowana, mimo że wychowana bez stresowo, praktycznie bez zakazówsmile
        Nie wychowasz nastolatka zakazami, odpuść, samo dojdzie do prawidłowych wnioskówsmile
        • agatka_s Re: Wiecie co? 08.01.08, 15:30
          Moim zdaniem sa sprawy ktore mozna sobie odpuscic (nawet nalezy),
          ale sa i takie gdzie jednak rodzic, ze wzgledu na zdrowie,
          bezpieczenstwo, rozwoj emocjonalny- czyli cos co potocznie nazywa
          sie "dobrem" dziecka-odpuscic nie moze.

          Pewne sprawy zmieniaja swoje znaczenie w czasie. Moj syn jak byl
          maly byl dzieckiem o sklonnosciach do tycia, duzym apetycie i
          plaskostopiem przez ktore lekarz zalecal ze nie moze byc za gruby
          (chodzilo o to aby nie obciazac i tak juz wykrzywionych stop). Ja
          wtedy bardzo dbalam o wage syna, i bylam jak zandarm. Teraz nie
          kontroluje jedzenia w zaden sposob, bo syn jest bardzo szczuply no i
          plaskostopie jest juz tak utrwalone ze juz i tak sie z nim nic nie
          zrobi, juz sie nie pogorszy ani nie poilepszy (niestety !!!!).

          Dla kogos czytanie po ciemku (ja mowilam o konkretnym przypadku gdy
          moj syn na wakacjach teraz czytal w lazience, ktora byla naprawde
          ciemna) nie jest kwestia, dla mnie jest, i nie wyobrazam sobie abym
          go z tej ciemnej lazienki nie gonila. Poczucie odpowiedzialnosci,
          mi nie daje.
      • kandyd.a Nisar :) 17.01.08, 19:32
        Taka uroda forów tematycznych, zwł. na temat dzieci. smile))
        Przedstawiasz problem i nagle znajduje się 50 osób, które wszystko
        wiedzą najlepiej i na wszystko mają remedium. O dopisywaniu
        drugiego, trzeciego i pięćdziesiątego dna nie wspomnę smile))

        Pozdrawia wielbicielka czekolady wink
    • sir.vimes Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 07.01.08, 11:27
      "Bo ja się nie
      > mogłam opanować"

      A mnie by krew zalała na taki tekst.

      Gdyby powiedziała "Bo tak" albo "nie będziesz mi matko rozkazywać" byłoby o czym
      mówić ale takie coś? Czy ona stara się udowodnić , ze jest galaretą bez silnej
      woli, która nie podejmuje żadnych decyzji o sobie? Dryfuje sobie po własnym życiu?

      Zmartwiłabym sie - bo dziewczyna wyraźnie uważa, że a) to, ze nie ma silnej woli
      jest wystarczającym usprawiedliwieniem wszystkiego b)unikanie konfliktu to cel
      nadrzędny.

      Skąd to się wzięło?

      Co do telewizji - moim zdaniem raz na jakiś czas dzień przesiedziany przed
      pudłem nie zabije, więc nie zabraniałabym. Ale bez przesady - gdyby to była
      jedyna rozrywka starałabym sie coś z tym zrobić. Moze trzeba jej narzucić coś -
      nie mówić "może byś coś poczytała" tylko wręczyć jej ksiażkę i powiedzieć
      "strasznie chciałabym z tobą porozmawiać o tym wspaniałym romansie, ciekawa
      jestem co będziesz sądzić na temat Heatcliffa i Katarzyny". Bo nastolatek ,
      który słyszy "moze byś coś posłuchała, pocztała, porobiła" czuje w tym pewne
      lekceważenie, ty starasz sie szanować jej "osobność" a ona może uważać, że też
      nie masz pomysłu na spędzenie czasu więc mówisz cokolwiek "na odwal się". Więc
      nie zastanawia się nawet na tą propozycją.

      Co do czekolady - jeżeli nie ma nadwagi ani żadnych skłonności ku temnu, nie
      ogranicza się do samych słodyczy - nie kontrolowałabym. W końcu to Mikołajkowa
      porcjasmile







      • nisar Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 07.01.08, 11:40
        Skarbie, ale ona przy tym włączonym telewizorze czytała książkę! To
        mnie najbardziej dobiło, bo za cholerę nie rozumiem, po co toto
        włączyła?
        I właśnie wkurza mnie nie to, że zje jeszcze kawałek czegoś, tylko
        że na odwal się mówi "dobrze" po czym nie szanując własnego słowa
        ani na jotę nie czuje się tym w żaden sposób zobowiązana. Wolałabym,
        żeby (jak w innych przypadkach) do upadłego wykłócała się ze mną o
        ten jeszcze jeden kawałek niż taki sposób załatwiania sprawy.
        Fakt, ostatni wyjazd był trudny, mamunia w trzecim miesiącu ciąży
        głównie zajmowała się opanowywaniem torsji, na wspólne gry czy
        dalsze spacery byłam bez szans, większość czasu spędzałam szarzejąc
        na pysku z powodu gwałtownych spadków ciśnienia. Tak, że na pewno
        najbardziej atrakcyjny wyjazd to nie był, ale nic na to nie poradzę.
        W domu jest więcej książek, koleżanki dostępne i łatwiej
        zagospodarować czas, zgadzam się. Mimo wszystko nie rozumiem, po co
        w jednej chwili mówić "białe" żeby za pięć minut zrobić coś
        dokładnie przeciwnego. I o to mi w tym wszystkim chodziło.
        • sir.vimes Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 07.01.08, 11:45
          To
          > mnie najbardziej dobiło, bo za cholerę nie rozumiem, po co toto
          > włączyła?

          Ażeby buczało, złotko.

          Masa ludzi tak robi , widocznie gdzieś to zaobserwowała i przejęła jak swoje.

          Wolałabym,
          > żeby (jak w innych przypadkach) do upadłego wykłócała się ze mną o
          > ten jeszcze jeden kawałek niż taki sposób załatwiania sprawy.

          Tez bym wolała na Twoim miejscu.

          I to jest chyba większy problem niż ewentualna biegunka czy coś - to unikanie
          prezentowania własnego zdanie, własnego pomysłu, unikanie konfliktu. czemu ona
          nie czuje potrzeby zrobienia tego co chce "legalnie", po przedstawieniu swoich
          planów i racji? ("Teraz będę ogladała, bo tak chcę" chociażby...) Może myśli, że
          w ten sposób uniknie przykrości, tobie nie zrobi przykrości?



          • krwawakornelia mnie sie zdaje, ze to kwestia 07.01.08, 12:19
            1. wlasnego przykladu podejscia do zycia (moze widzi ze rodzice
            zgadzaja sie na cos dla swietego spokoju a potem...)
            2.kwestia pokazania konsekwencji swoich wyborow.
            • verdana Re: mnie sie zdaje, ze to kwestia 07.01.08, 12:56
              Nisar, nie jest dobrze... Powiem szczerze, jak matka matce, o ile
              nie czujesz się dobrze - nie czytaj.
              Każda matka jest do pewnego stopnia upierdliwa. Mówi "włóż
              czapke", "zgaś telewizor', "zjedz obiad" - ale nie oczekuje , ze
              nastolatek sie temu podporządkuje. Kazda matka ma kilka rzeczy, co
              do ktorych jest nieustepliwa, ale i wiele rzeczy, ktorej jej sie nie
              podobają, ale je odpuszcza. Ty starasz się niczego nie odpuscić.
              Masz juz pierwszy ostrzegawczy dzwonek. Ela nie odróznia normalnego,
              zdrowego nieposłuszeństwa cudzym poleceniom od korzystania z własnej
              woli. Ona juz nie odróznia swojego sumienia od Twoich poleceń! To
              już nawet nie dzwonek, to alarm.
              Ela nie jest osoba ciężko chorą. A Ty wykorzystujesz drobne
              dolegliwosci do kontroli jej życia. Gorzej - przewidujesz dalsza
              kontrolę. Wybór liceum np. Owszem, przymusowo wyslałam syna do złego
              liceum, jako swoistą kare i konsekwencje za zaniedbania, ale poza
              tym do glowy by mi nie przyszło wybierać nastolatkowi szkołę!!!
              Nie uczysz Eli podstawowej umiejetnosci dorastającego człowieka -
              odpowiedzialnosci za własne decyzje i wlasne zycie. Ma robic to, co
              Ty uznajesz dla niej za dobre - a wiesz co? Matki są omylne.
              Wszystkie. Także Ty.
              I teraz powiem Ci wprost i brutalnie. Ty nie szanujesz Eli. Widzisz
              w niej osobe niesamodzielną, nieodpowiedzialną, nie szanujacą
              wlasnego slowa - tak wynika z Twoich postów. A to, co w niej dobre -
              przypisujesz sobie, nie jej. Obawiam się poważnie, że przy kazdym
              najmniejszym błedzie , czy tym, co Ty uwazasz za błąd, doszukujesz
              sie w niej cech jej ojca. I te cechy chcesz wydrzeć z niej ogniem i
              mieczem, nawet kosztem zniszczenia połowy jej osobowosci.
              Poza tym Ela jest wychowywana 24 godziny na dobę - Ty nie
              potrafisz , nawet na wakacjach po prostu z nia być. Musisz wychować,
              skorygować, pouczyć - wykorzystać kazdy moment, zeby córka byla
              lepsza. To nie jest dobra droga. dziecko to jest inny człowiek, a
              nie zadanie do wykonania. W tym wieku mlodego człowieka wychowuje
              się po prostu będąc z nim, rozmawiając, dając przyklad - a nie
              trujac i wydajac polecenia. Bo się zdewaluuja.
              Uwazaj, bo może Ci się udać i osiągniesz sukces wychowawczy. Młodą
              dziewczynę, trzesącą się o swoje zdrowie, ktora nigdy nie zrobi nic
              ryzykownego, nie pozwoli sobie na żadna przyjemność, ktora nie jest
              w pełni zdrowa i dozwolona, bedzie się obawiała decyzji, aby nie
              zrobić czegos gupiego, z pozytkiem będzie wykorzystywać każdą chwilę
              swego życia, będzie się starała zawsze spełniać wszystkie wymagania
              rodziny - mamy, męża i dzieci i pracodawców.
              Tego chcesz?
              • nisar Verdana. 07.01.08, 13:23
                Przepraszam Cię, ale albo ja nie umiem pisać jasno, albo Ty nie
                czytasz ze zrozumieniem.
                Wymieniłam dwie (!) rzeczy, które ZASUGEROWAŁAM do zrobienia Eli w
                ciągu pięciodniowego wyjazdu: jednorazowa prośba o niewłączanie już
                tego dnia telewizora i kilkakrotna prośba o niedotykanie kota
                (częściowo zrealizowana, pozostała "część" objawiła się infekcją smile
                (czekolada miała miejsce w Mikołajki czyli prawie miesiąc wcześniej).
                Poza tym ani chciałam ani mogłam kontrolować co i kiedy czyta, co i
                kiedy robi poza tym, gdzie dokładnie przebywa, co i kiedy je itd.
                SKĄD wywnioskowałaś, że ja wychowuję Elę 24 godziny na dobę? Z moich
                postów na innym forum dobrze wiesz, że Ela sama wybiera sobie
                szkołę, zajęcia pozalekcyjne, lektury czasem staram się "podsunąć",
                ale nie nalegam, filmy - proponujemy wspólne obejrzenie czegoś co
                wydaje nam się wartościowe, ale sama wybiera co chce i tak dalej. A
                już GDZIE wyczytałaś, że będę jej wybierać liceum, zabij nie wiem.
                Zwłaszcza, że dobrze wiesz, jak było z gimnazjum - to ona się
                uparła, że chce do tego a nie innego, mnie nie przerażało rejonowe.
                Pamiętasz?
                I jeszcze jedno, piszesz "każda matka jest do pewnego stopnia
                upierdliwa, mówi włóż czapkę, zjedz obiad... ale nie oczekuje że
                nastolatek się temu podporządkuje". Nie rozumiem. Mówisz synowi,
                żeby zgasił telewizor, a jeśli nie gasi to jesteś zadowolona, że ma
                własne zdanie i charakter? To po co mówisz? Bo dla mnie uczysz go z
                kolei, że matka sobie pogada, a on może to olać i zrobić co chce. Bo
                istnieje pewna różnica, którą Ty chyba nie bardzo zauważasz -
                zmartwić się danym zachowaniem dziecka, a zrobić z tego wielkie halo
                i wielką aferę. Nie robię afer, nie obrażam się, nie krzyczę. Czuję
                się zawiedziona, jeśli moje dziecko nie dotrzymuje danego mi słowa.
                Bo co innego, jeśli walnie głupotę bo tak jej wyszło, a co innego,
                jeśli obieca że czegoś nie zrobi a zrobi. Tak, jestem nadwrażliwa i
                często sobie wyobrażam jakieś urojone potencjalne konsekwencje
                danego zachowania, które jest niepokojące i się powtarza, ale
                omawiam je z mamą albo tu z Wami, nie siejąc tym w domu wobec Eli.
                Oczywiście, że się martwię co z niej wyrośnie, bo chciałabym żeby
                była zwyczajnie szczęśliwa i chciałabym oszczędzić jej przynajmniej
                niektórych doświadczeń, uchronić przed niektórymi problemami. Jak
                chyba każda matka. A ile z tego się uda? Się okaże.
                Już konkretniej nie umiem wyjaśnić o co mi chodzi, niemniej chyba
                tylko agatka załapała sens problemu. Reszta skupiła się na
                celowości konkretnych zakazów, a ja nie prosiłam o ocenę sensowności
                tego co robię, tylko o wyjaśnienie, czy Waszym dzieciom też się
                zdarza powiedzieć "już wyłączam radio" i tego nie zrobić. Po prostu.
                I nie ma co dorabiać do tego wielkiej ideologii. Zwłaszcza na
                podstawie kilku wątków, które siłą rzeczy (taka specyfika netu)
                traktują albo o sukcesach albo o wpadkach, nie mając wiele wspólnego
                z całokształtem wzajemnych relacji.
                • triss_merigold6 Z perspektywy nastolatki 07.01.08, 13:36
                  Jeszcze nie mam sklerozy i pamiętam jak się zachowywałam mając 13
                  lat. Moja mama jak automat powtarzała "załóż czapkę" a ja
                  konsekwentnie tę czapkę ściagałam tuż po zniknięciu z zasięgu
                  wzroku. Rozwiązaniem okazało się nabycie kurtki z grubym kapturem,
                  to nosiłam, czapki - nie. Jako dorosła kobieta czapkę noszę.
                  "Zjedz obiad, nie jedz słodyczy, nie czytaj po ciemku, posprzątaj
                  pokój, wróc o godzinie X" - mówili. I spływało jak woda po kaczce, z
                  automatu odpowiadałam "dobrze" i robiłam swoje. Dlaczego? BO TAK. Po
                  polecenia wydawały mi się na tyle irracjonalne, że dyskusję uważałam
                  za przynudzanie. Generalnie w wieku podstawówkowym byłam dość
                  spokojna i bardzo dobrze się uczyłam bez wysiłku. Liceum wybrałam
                  sama, studia też. Na polecenie ograniczenia z kimś kontaktów zapewne
                  powiedziałabym "dobrze" i totalnie to olała.
                  Nisar zasadniczo nastolatek nie dotrzymuje słowa w kwestiach zycia
                  codziennego. BO TAK. Bo to nudne, absurdalne, monotonne i bez sensu
                  z jego perspektywy. A problemów nie oszczędzisz, nie ma bata.
                  • agatka_s Re: Z perspektywy nastolatki 07.01.08, 14:01
                    no tak sie zachowuja dzieci.

                    Osoby dorosle tak sie nie zachowuja, kazdy dorosly (z wyjatkiem
                    jakis anarchistow lub totalnych abnegatow) raczej podporzodkowuje
                    sie okreslonym zakazom, normom , zasadom. Zycie dorosle pelne jest
                    takich "ograniczen wolnosci" ktore narzuvcamy sobie sami, ale ktore
                    tez sa nam narzucane przez spoleczenstwo, prawo, obyczaj, etykiete
                    itp itd.

                    Moim zdaniem ustalanie zasad panujacych w domu, np zasad
                    dotyczacych ubioru nastolatka (dlaczego mam akceptowac ze nastolatek
                    nie nosi cieplej czapki ? przeciez jesli sie zaziebi to ja jako
                    matka mam problem (lekarz, lekarstwa, czasem koniecznosc zerwania
                    sie z pracy) wiec to nie jest tylko sprawa nastolatka, moja tez
                    niestety), sa czyms normalnym. Mieszkamy razem, ja jako rodzic
                    poki co odpowiadam za twoje bezpieczenstwo, zdrowie, rozwoj
                    intelektualny itp itd, i dlatego musimy jakos razem funkcjonowac,
                    musimy sie jakos do siebie, swoich oczekiwan itp dostosowac.
                    Oczywiscie obowiazuje to w 2 strony, ja jako rodzic dostosowywuje
                    sie do pewnych regul (np mimo ze mialabym straszna ochote przeczytac
                    smsy dziecka, nie robie tego, i tysiace innych rzeczy).

                    Jesli nastolatek chce byc traktowany jako dorosly, nie moze
                    argumentowac "nie chce, bo nie"-to jest dopiero dziecinne, glupie i
                    pokazuje ze osobnik jest mocno niedojrzaly. Duzo dojrzalsza wydaje
                    mi sie juz argumentacja "nie moglam sie opanowac". Swiadczy ze
                    nastolatek rozumie zasady, akceptuje je, gorzej z silna
                    wola...Dokladnie tak jak u osoby doroslej.


                    • triss_merigold6 Re: Z perspektywy nastolatki 07.01.08, 14:05
                      13-latek nie jest dorosły tylko dorasta a to różnica.
                      Sorry ale dorosła osoba mówiąca "nie mogłam się opanować" to tchórz.
                      Żałosne. Wystarczy przyznać przed sobą, że CHCIAŁAM i ZROBIŁAM.
                      • agatka_s Re: Z perspektywy nastolatki 07.01.08, 14:26
                        triss_merigold6 napisała:

                        > 13-latek nie jest dorosły tylko dorasta a to różnica.
                        > Sorry ale dorosła osoba mówiąca "nie mogłam się opanować" to
                        tchórz.
                        > Żałosne. Wystarczy przyznać przed sobą, że CHCIAŁAM i ZROBIŁAM.

                        Wiesz co wejdz na pierwsze lepsze forum poswiecone odchudzaniu, to
                        zrozumiesz co to znaczy "nie moglam sie opanowac" doroslego
                        czlowieka (zazwyczaj kobiety). I naprawde nie ma nic to wspolnego z
                        tchorzostwem. tak samo jak znane powiedzenie "rzucic palenie, to
                        bardzo proste, robilem to juz tysiac razy".






                        • verdana Re: Z perspektywy nastolatki 07.01.08, 14:33
                          Tchórzostwem jest nie moc się opanować i nie umiec do tego przyznac,
                          tylko udawać, ze "tak miało być".
                        • sir.vimes Nie o to chodzi 07.01.08, 14:44
                          ,ze dorośli moga się zawsze "opanować" ale op to, ze prawdziwie dorosły człowiek
                          potrafi przyznać , ze bardzo chciał zjeść tłuste ciastko/myślała, ze tłuste
                          ciastko poprawi mu humor a nie tłumaczy sie "słabą wolą", tym, że "nie mógł się
                          opanować". Doskonale wie, że mógł - tylko z jakichś powodów nie chciał.
                        • triss_merigold6 Re: Z perspektywy nastolatki 07.01.08, 16:00
                          Zapewne są uzależnione od jedzenia w ogole lub jedzenia czegoś
                          konkretnego. Ja palę, bo jestem uzależniona a nie wmawiam sobie, że
                          nie paliłabym tylko nie mogę się opanować.
                          • verdana Re: Z perspektywy nastolatki 07.01.08, 16:08
                            He, he.
                            Uzaleznienie to dokladnie to samo co niemozność opanowania się.
                    • verdana Re: Z perspektywy nastolatki 07.01.08, 14:11
                      "Nie chcę bo nie" - to nie argument. Ale "nie chcę, bo mi za
                      ciepło" - to jest argument, który czasem warto uwzglednić.
                      Moja matka wspomina, ze ja, stale zaziębione dziecko, przestałam
                      chorować w chwili, gdy odpuściła moje ubieranie się i przestała
                      kazać wkladać szalik, czapkę i sweterek. Od tego czasu czapke
                      zakladam od -20 stopni. I nie choruje.
                      To tylko taki przyklad, ktory rozciaga sie na wiele innych dziedzin.
                      I nie zawsze motywy dziecka są takie, jakie nam się wydają. Mój
                      najstarszy nastolatek dprowadzał mnie do białej gorączki, nie chcąc
                      się zobowiazać do niczego na 100%. Uznawałam to za miganie się. Po
                      paru latach dopiero zorientowalam się, ze to nadmierne poczucie
                      odpowiedzialnosci - syn nie dopuszcza do siebie mysli, ze przyrzekl
                      coś "na pewno" i cokolwiek, łącznie z trzęsieniem ziemi, mogłoby mu
                      przeszkodzić. Jak obiecał, mozna mieć pewność, ze dotrzyma słowa.
                      Dlatego boi się obiecywać, gdy istnieje najmniejsza możliwość, ze
                      sie nie uda.
                      • agatka_s Re: Z perspektywy nastolatki 07.01.08, 14:39
                        zgadzam sie w 100%, zakazy (ja to wole nazywac zasadami) powinny byc
                        przemyslane i rzeczywiscie miec sens.

                        Byl tu taki watek "Nie biegaj bo sie spocisz"-dla mnie ten tekst to
                        synonim glupiego zakazu, nie majacego sensu i bardziej szkodzacego
                        niz przynoszacego korzysc-bardziej ma to forme jakiegos zaklecia,
                        mantry powtarzanej przez matke aby pociecha byla zdrowa (aczkolwiek
                        w tym watku bylo wiele mam, ktore uwazaly ten tekst za potrzebny,
                        wobec ich dzieci).

                        Wazne jest tez aby z dzieckiem te zasady omowic. Jesli wymagamy
                        czapki-to wytlumaczmy dlaczego (bo jedziemy za 2 tygodnie na narty i
                        naprawde mi zalezy abys sie do tego czasu nie rozchorowal) , jesli
                        uwazamy ze dziecko nie powinno grac w brutalne strzelanki-
                        wytlumaczmy (bo sa liczne dowody ze takie gry maja bardzo negatywny
                        wplyw na psychike itp). To jest czas zeby dziecko mialo szanse
                        powiedziec: ale ta czapka ktora mi kupilas jest stanowczo za ciepla,
                        bede chodzil w czapce, OK ale w tej (i pokazuje 2 razy ciensza), a
                        ta gra o ktorej mysle moim zdaniem nie jest brutalna-zobaczmy ja
                        razem i zdecydujemy.

                        Natomiast jesli cos juz uznamy za wspolne zasady, to sorry nie ma
                        zmiluj, trzeba przestrzegac. I trzeba rozliczac.

                        Choc z drugiej strony wszyscy jestesmy ludzmi i wpadki zdarzaja sie
                        kazdemu z nas. Mnie sie zdarzaja (wlasnie z braku silnej woli),
                        rozumiem tez ze moga sie zdarzyc i mojemu dziecku. Wazne tylko aby
                        nie wynikaly one z checi zrobienia mnie na zlosc (na zlosc mamie,
                        odmroze sobie uszy), ale moim zdaniem jesli do pewnych zasad
                        dochodzimy razem, to do takiego postepowania wbrew raczej nie
                        dochodzi.




                        • verdana Re: Z perspektywy nastolatki 07.01.08, 15:28
                          Nie bardzo wierzę we "wspólne zasady" - tzn. wierzę, ale nie we
                          wszystkie. Rodzic ma jednak tu przewagę i nie uważam wcale, aby
                          wszystkie zasady musiały być negocjowane. Sa takie, ktorych wymagam
                          i kropka, nawet bez negocjacji, tylko musi być ich bardzo mało.
                          Akurat dziś, moj syn, ktory ma wyjątkowo słabe zęby, powiedział, ze
                          bardzo ograniczył picie napojów gazowanych. Nie powinien raczej pić
                          coli - a ja mu tego nie zabraniam, bo po co? I tak nie jestem w
                          stanie pilnować - powiedziałam tylko, jak cola niszczy zęby. I po
                          pewnym czasie widzę skutki - ale on nie pije, bo tak zdecydował, a
                          nie dlatego, że jest posłuszny. To bardziej długofalowa metoda.
                          No i przypomnaiało mi się piękne zdanie starego, przedwojennego
                          Żyda, ktorego zona domagała się, aby zakazał corce jedzenia u
                          znajomych wieprzowiny. Stary Żyd powiedział "Oj, Salcie, czego ty
                          chcesz? Żebym ja jej do grzechu jedzenia niekoszernego dołączył
                          grzech nieposłuszenstwa rodzicom?"
                          • agatka_s Re: Z perspektywy nastolatki 07.01.08, 15:43
                            Oczywiscie ze sa zasady ktorych sie nie negocjuje (przy czym ja
                            niezbyt mialam na mysli negocjowanie, raczej mozliwosc wypowiedzenia
                            stanowiska przez osobe nieletnia)-i dzieki Bogu. Choc akurat jesli
                            chodzi o grubosc czapki mozemy pogadac.

                            To o czym piszesz, czyli zastosowanie sie do czegos bo samemu sie
                            tak uwaza (a nie mama zabrania), jest wlasnie przejawem doroslosci.
                            Dziecko zazwyczaj postepuje tak a nie inaczej, bo to rodzice go
                            instruuja, co wolno co nie. Nastolatek jest tak na pograniczu, sa
                            sprawy ktore stosuje bo sam widzi ze to ma sens (moj syn np zaczal
                            bardzo dbac o higiene sam z siebie, a wczesniej moglam gderac i
                            gderac i tak jakos nie zawsze mu wychodzilo na 100%, teraz bardzo
                            dba, pucuje sie, sprawdza ubrania pod katem czy czyste), no i fajnie-
                            jedno gderanie mniej. No ale sa rzeczy ktorych za Chiny nie
                            wprowadzi (czytanie po ciemku (czyta wszedzie i w kazdym
                            oswietleniu), czy np odpowiednie do warunkow atmosferycznych ubior).
                            No i niestety trzeba gderac nadal, az sam zrozumie ze stopniowo
                            oslabia mu sie wzrok, a katar czesto wynika z przemoknietych butow.

                            Jak to (i kilka innych rzeczy) przyjmie jako swoje zasady to moja
                            misja skonczona, moze isc i miec swoje dzieci, zeby im gderac (tzn
                            truc)
                            • verdana Re: Z perspektywy nastolatki 07.01.08, 15:58
                              Ja akurat ubieranie się i czytanie po ciemku odpuscilam. Ubieranie
                              się, bo odkryłam,z e jak dzieci stale chodzą przemokniete i za lekko
                              ubrane, to się nie zaziebiaja -smile)) A z czytaniem po ciemku nie
                              wygram, wiec nie będę strzepić języka bez potrzeby, nie ma nic
                              gorszego niż gderać, wiedzac ze rezultatu się nie uzyska.
                              Więc udaję, ze nie widzę.
                              • agatka_s Re: Z perspektywy nastolatki 07.01.08, 16:23
                                No to juz kwestia prirytetow.

                                Mnie na oczach syna zalezy, bo on jest krotkowidzem, wada mu sie
                                powieksza, a wolalabym aby nie mial tak duzej wady jak ja i wole
                                nawet gderac, bo przynajmniej jak gderam to choc na jakis czas nie
                                czyta po ciemku.

                                A co do ubioru-argument z nartami byl jak najbardziej prawdziwy,
                                wyjezdzaliosmy na swieta-zalezalo mi aby nie chorowal (raz juz mi
                                sie rozchorowal w dzien wyjazdu, na dzien przed wigilia...), a teraz
                                jedziemy w lutym do Austrii i tez mi zalezy aby dotrwal zdrowy.
                                Moze mam egoistyczne podejscie, ale ja naprawde nie chce zostawac w
                                domu (nie mowiac o przepadku forsy za taki wyjazd)bo synkowi nie
                                podobalo sie noszenie czapki, czy zimowego obuwia. No coz jestem
                                egoistka, i juz.

                                Generalnie jak cos jest nieszkodliwe (np czytanie tych samych
                                ksiazek w kolko) albo nieustanne okupowanie toalety z ksiazka, to
                                juz sobie odpuscilam.
                                • sir.vimes Re: Z perspektywy nastolatki 07.01.08, 18:42
                                  > No to juz kwestia prirytetow.
                                  >

                                  Taaa, zapene priorytetem Verdany jest to by jej dzieci miały -20 w każdym oku...

                                  Co do czytania po ciemku...
                                  Dziecko chce czytać - zapala lampkę. Dziecku zabroniono czytać a chce czytać -
                                  zapala lampkę. Dziecko czyta w półmroku i nie chce mu się wstać - rodzic
                                  zauważywszy to - zapala lampkę.

                                  Rozumiem , że czasem zdarza się taka sytuacja - zaczyna się czytać na kanapie w
                                  świetle dziennym, za półgodziny słońce zachodzi a nie chce się wstać... Po
                                  zaobserwowaniu takiego zjawiska warto ustawić lampkę w odpowiednim miejscu (tam
                                  gdzie zazwyczaj czytamy) , dokupić odpowiednią ilość lamp czy lampek. Powinno
                                  pomóc - bo przecież nie czyta się po ciemku dla masochistycznej przyjemności
                                  tylko z lenistwa zazwyczaj.
                                • radiata I tu robisz powazny błąd 08.01.08, 18:35
                                  O ile wzrok niestety u nastolatków psuje się niezależnie od naszego wysiłku (no
                                  może jakieś witaminy i po prostu dobra, zapalona lampa), o tyle hemoroidy są
                                  wyłączną zasługą czytania w toalecie. Chirurdzy trąbią o tym od lat, przekonują,
                                  że nie ma nic gorszego niż napięcie mięśni odbytu na sedesie - sorry za
                                  dosłowność, ale napisałaś tyle razy o tej toalecie, że nie mogę się powstrzymać.
                                  Więc jak już musisz synowi czegoś zabraniać, to odpuść czapkę, czekoladę i
                                  czytanie po nocy w łóżku a KATEGORYCZNIE zabroń zabierania czegokolwiek do WC.
                                  Hemoroidy u faceta i wizyty u specjalisty "od tej strony" to na prawdę nic
                                  miłego, no i ryzyko raka odbytu, który to jest na drugim miejscu bodajże
                                  umieralności w Polsce....
                                  • agatka_s Re: I tu robisz powazny błąd 08.01.08, 19:34
                                    hmmmm


                                    no to bedzie dalej proktologicznie: a co ma wspolnego czytanie z
                                    napieciem miesni odbytu ? Moj syn czyta oczami, moze jestem
                                    ignorantka ale nie bardzo widze zwiazku.

                                    serio jest to pytanie
                                    • srebrnarybka Re: I tu robisz powazny błąd 08.01.08, 19:42
                                      Mnie się też zdaje, że napinanie mięśni odbytu nie jest niezbędne do
                                      czytania i że do tego generalnie służą jednak oczy, a nie odbyt.
                                      Z czasów PRL pamiętam taki dowcip: stoi milicjant na rogu i wpycha
                                      sobie bagietkę w pupę, prosi przechodnia o pomoc, we dwóh się
                                      siłują, wreszcie im się udało, więc przechodzień pyta: ale po co?
                                      - dentysta kazał mi jeść drugą stroną.
                                      • srebrnarybka Re: I tu robisz powazny błąd 08.01.08, 19:43
                                        P.S. przepraszam za błąd ortograficzny - we dwóch - c mi nie wybiło.
                                    • radiata Re: I tu robisz powazny błąd 09.01.08, 11:00
                                      No cóż - przepraszam, ale ponieważ napisałaś cytuję " nieustanne okupowanie
                                      toalety z ksiazka" to mi się to kojarzy z siedzeniem, no chyba, że miałaś na
                                      myśli wannę i czytanie książki w trakcie kąpieli - jak najbardziej polecam, byle
                                      książki nie były z biblioteki.
                                      • verdana Re: I tu robisz powazny błąd 09.01.08, 12:40
                                        Mnie czytanie w ogóle kojarzy się z siedzeniem. Na fotelu, na
                                        kanapie, przy biurku. Okulisci nawet przestrzegają przed czytaniem w
                                        innej pozycji.
                                        Nie bardzo rozumiem, ale czy uważasz, ze należy nie pozwalać dziecku
                                        czytać w pozycji siedzącej, bo nabawi się hemoroidów? Hm.., trudno
                                        mi sobie wyobrazić normalne życie ucznia bez długotrwałego
                                        siedzenia. Czyli czytanie w ogóle powoduje hemoroidy i należy raczej
                                        zabraniać dziecku czytać w obawie o jego odbyt?
                                        Rodzić zresztą też nie należy.
                                        • guderianka Re: I tu robisz powazny błąd 09.01.08, 12:54
                                          chętnie poczytam meduczne dane na temat szkodliwości czytania
                                          podczas załatwiania potrzeb fizjologicznych. Czy są jakieś
                                          szczególne gatunki lektur które zwiększają ryzyko hemoroidów? Czy
                                          lekki romans zaszkodzi mniej niż mocny thiller wink?
                                          • radiata zakończmy ten temat, bo jest nie na temat 09.01.08, 13:30
                                            serwisy.gazeta.pl/nauka/2029020,34144,127475.html
                                            www.gazetaecho.pl/cgi-bin/echo/zdrowie/zdrowie/art/2002/56
                                            www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/zylaki/wstydliwy-problem,946_3085.htm
                                            www.apte.pl/id/210.html
                                            może starczy, na prawdę możecie sobie same poszukać, zamiast czynić jakieś
                                            kąśliwe uwagi.
                                            • guderianka Re: zakończmy ten temat, bo jest nie na temat 09.01.08, 19:03
                                              a tam zaraz kąśliwe, niezbyt fortunnie napisałaś- nie chodzi o to że
                                              się czyta w toalecie ale o to że się dużo siedzi. Można mieć pracę
                                              fizyczną wymagającą ruchu i pozycji stojącej i siedziec długo w wc i
                                              nie mieć hemorodiów i można mieć pracę biurową siedzacą która
                                              bardziej zaszkodzi niż siedzenie na sedesie z książką

                                              Ale dzięki za linki- nie wiedziałam że istnieją takie zaleceniawink
                            • nangaparbat3 agatko 07.01.08, 17:17
                              No ale sa rzeczy ktorych za Chiny nie
                              > wprowadzi (czytanie po ciemku (czyta wszedzie i w kazdym
                              > oswietleniu), czy np odpowiednie do warunkow atmosferycznych ubior).
                              > No i niestety trzeba gderac nadal, az sam zrozumie ze stopniowo
                              > oslabia mu sie wzrok, a katar czesto wynika z przemoknietych butow.
                              >
                              > Jak to (i kilka innych rzeczy) przyjmie jako swoje zasady to moja
                              > misja skonczona, moze isc i miec swoje dzieci, zeby im gderac (tzn
                              > truc)


                              Po co gderać, skoro zadnego skutku to nie daje? Nie szkoda energii?
                              Gderałam na moje dziecko, kiedy siedziało do poxna w nocy, chodzilo spać po mnie
                              - dopoki ja sie nie kladlam, nie było szans. A gderalam, a prosiłam, a
                              krzyczałam, a tłumaczyłam.
                              Odpuscilam. W ogole przestałam się tym interesować - chodzi spać kiedy chce.
                              I wystarczyło pare miesiecy powstrzymania sie od gderania, zeby kładła się o
                              wiele wcześniej niż dotąd.
                              Podejrzewam, ze moje gderanie tylko i wyłacznie odwodziło ja od checi pojścia
                              spać - że opór przeciw moim naciskom był silniejszy niz jejsenność.
                      • sir.vimes Re: Z perspektywy nastolatki 07.01.08, 14:45
                        ""Nie chcę bo nie" - to nie argument" - ale lepsze to niż udawanie, że jakiś
                        czynnik wyższy (słaba wola) wymusił zjedzenie wora słodyczy czy niezałozenia czapki.
                • verdana Re: Verdana. 07.01.08, 13:51
                  Nisar - nie udawaj, ze jest to pierwszy watek o Eli. Nie rozumiesz
                  problemu, niestety. kazdy, ale to kazdy nastolatek czasem wykonuje
                  polecenie, a czasem nie. I tu sa dwa problemu, ktorych nie
                  dostrzegasz
                  -pierwszy - czy nastolatek ma obowiazek wykonywac kazde polecenie
                  mamy? Otóz nie. Nie ma obowiązku. Szczególnie, gdy polecenie jest
                  nieistotne (nie ogladanie telewizji w wakacje, gdy nie ma żadnych
                  obowiazków)
                  - drugi - wyciaganie daleko idacych wnioskow z drobnych
                  niedociagnięć. dziecko ma wyłaczyc telewizor i nie wyłącza?
                  mowimy "cholera, przecież kazalam Ci wyłączyć", albo nic nie mowimy
                  i nie wyciagamy zadnych, ale to zadnych wniosków. Wnioski dotyczace
                  przyszłosci dziecka, jego silnej woli i charakteru rozwazamy tylko w
                  przypadku powąznych uchybień, a nie przy idiotycznych
                  drobiazgach.
                  Wywnioskowałam, ze wychowujesz Elę 24 godziny na dobe, ponieważ
                  kiedyś SAMA napisałaś,ze nie umiesz odpuscić i nie wychowywać...
                  Tak, pora przygotować się do myśli, ze rzeczywiscie tak jest - matka
                  gada, a dorastajace dziecko moze to olać i zrobic co chce. Ty masz
                  prawo być zła, rozumiem, ale warto się z tym pogodzic i wziąć pod
                  uwagę, że to co ty chcesz i co dziecko chce zaczyna być powoli
                  równorzedne. Aby dorosnąć nasze dzieci musza powoli przestać się
                  podporzadkowywać temu, co my uznajemy za jedyne słuszne.
                  I pytam - czy Ty zawsze wykonywałas bez szemrania 100% poleceń
                  matki?
                  • triss_merigold6 Re: Verdana. 07.01.08, 13:59
                    Yyy mój trzylatek polecenie "odsuń się od telewizora" czasem wykona
                    a czasem nie. Częściej nie. Podejrzewam, że traktuje mnie jak radio,
                    znaczy "coś wydaje dźwięki w tle" i zasadniczo ma rację, bo mówię to
                    z automatu. Taka konwencja.P Poza takimi drobiazgami jest -
                    przynajmniej na tle innych dzieci - dzieckiem wybitnie karnym i
                    posłusznym.
                  • nisar Re: Verdana. Oraz Triss. 07.01.08, 14:57
                    No więc o to mi właśnie chodziło. Tylko o to. O uspokojenie mnie, że
                    nastolatek PO PROSTU czasem olewa to co mówimy, że to jest typowe,
                    normalne i nie ma się czym przejmować, że tak ma każdy przeciętny
                    nastolatek. Że normą jest to, co pamiętam ze swojego domu, że mama
                    dziamgała za plecami, ja się wkurzałam i czasem zdejmowałam czapkę
                    za rogiem, ale generalnie wiedziałam, że mogę na nią liczyć.

                    Nikt nie ma obowiązku wykonywania wszystkich moich poleceń
                    bezszmerowo, wręcz cieszę się, gdy moje dziecko dyskutuje ze mną na
                    ten temat, bo to oznacza, że myśli, nawet jeśli ewidentnie nie ma
                    racji. Ale czuję się zaniepokojona niektórymi zachowaniami mojego
                    dziecka, bo nie ma do niego instrukcji obsługi z odniesieniem, co
                    jest normalne, a co może świadczyć o "psuciu się mechanizmu". I
                    dlatego wtedy pytam, "Czy Wasze dzieci w wieku X też....". I chcę
                    usłyszeć "jasne, parę razy dziennie" albo "nie, tak nigdy nie robi".
                    Bo to jest dla mnie miarodajna informacja. Po prostu.
                    • verdana Re: Verdana. Oraz Triss. 07.01.08, 15:42
                      Nisar, naprawdę NIGDY nie słyszałaś o tym, że nastolatki nie zawsze
                      sa stuprocentowo posłuszne i czesto robia co innego, niż rodzice
                      oczekują? Że olewanie gderania rodziców jest najbardziej typowym
                      zachowaniem dla tego wieku.
                      No, nie wierzę...smile)))
                      • nisar Re: Verdana. Oraz Triss. 07.01.08, 16:13
                        Słyszałam, słyszałam. Oraz, że tak powiem, przerobiłam na własnej
                        skórze i na własnej matcesmile Niemniej ja natomiast albo unikałam jak
                        ognia sformułowań "dobrze, tak, zrobię" (zazwyczaj), albo zgrzytając
                        zębami robiłam jak obiecałam. Stąd mój problem.
                        • agatka_s Re: Verdana. Oraz Triss. 07.01.08, 16:29
                          Triss, to jestes dokladnie jak syn Verdany o ktorym pisala
                          wczesniej....

                          Moze stad ona tak cie przeswietlila na wylot ???
                    • triss_merigold6 A propos czytania 07.01.08, 15:58
                      Również czytałam 100x te same książki. Mojej matki to nie
                      irytowałao, bo miała identycznie. Czytałam przy włączonym radio,
                      przy tv (rzadko, teraz częściej), po ciemku i przy jedzeniu.
                      Uwielbiam czytać przy jedzeniu i nie widzę powodu, żeby z tym
                      walczyć.
                      Piszesz o podejmowaniu dyskusji, wiesz jako nastolatka w wielu
                      kwestiach nie podejmowałam dyskusji, bo mi się nie chciało. Bo
                      dyskusja by trwała a i tak rodzice upieraliby się przy kwestii
                      czapki. Albo przy innych sprawach. Upierałam się wlaściwie głównie w
                      kwestiach późniejszych niż przewidziane powrotów do domu. Sprawa
                      była prosta - żadna dziewczyna, która chciała się podobać nie nosiła
                      cholernej czapki, rozpuszczone włosy wyglądały atrakcyjniej ale
                      prędzej bym sobie odgryzła głowę niż przyznała się do tego rodzicom
                      mając lat 13.
                      Czasem motywacja istotna dla nastolatka dorosłym wydaje się głupia,
                      żałosna, niewłaściwa i dlatego w ogóle nie podejmuje polemiki, bo
                      wie jaka będzie reakcja.
                • guderianka Re: Verdana. 07.01.08, 14:06
                  I jeszcze jedno, piszesz "każda matka jest do pewnego stopnia
                  > upierdliwa, mówi włóż czapkę, zjedz obiad... ale nie oczekuje że
                  > nastolatek się temu podporządkuje". Nie rozumiem

                  hyhyh-a ja rozumiem wink
                  to sie nazywa gderanie albo zrzędzeniewink
                  • verdana Re: Verdana. 07.01.08, 14:34
                    To się nazywa "trucie"smile
                    • guderianka Re: Verdana. 07.01.08, 14:38
                      O ! wink
    • rycerzowa Hurrrra!!! 07.01.08, 14:58
      Przede wszystkim, Nisar, serdecznie gratulujemy!!!
      Czekamy na nowego współobywatela. smile

      Co do meritum, rzeczywiście istnieją rzeczy których NIE WOLNO,
      i dzieciom i dorosłym.
      Problem w tym, JAK to egzekwować.

      Nie ma sensu stawianie ostrego szlabanu, nie wolno i już.
      To znaczy ma sens, ale absolutnie wyjątkowo, żeby w ogóle działało.

      Dreptusiowi nie ma sensu mówić "nie wolno ruszać kontaktu", tylko trzeba kontakt
      zabezpieczyć.
      Nie ma sensu mówić,że nie wolno szarpać babci, tylko trzeba odwrócić uwagę.

      Ze starszym jest trudniej, ale ciekawiej.
      Jeśli dzieciak jest uczulony na czekoladę, nie kupuje się jej i już.
      I nie przyjmuje się czekoladowych prezentów.
      W zamian dogadza się dzieciakowi innymi przyjemnościami.

      Jak się nie chce, by oglądało non stop tv, to mu się organizuje inaczej,
      ciekawiej czas.
      Jak chcesz, by nie wpadło w złe towarzystwo - musi mieć dostęp do dobrego.

      Jak masz nastolatka, to się nie da już nim ręcznie sterować.
      Tak jak dorosłym.
      Trzeba szukać mechanizmów wpływu.
      Osobny temat.

      Nie denerwuj się niepotrzebnie, wyluzuj, ciesz się zimą i dziećmi.
      Zabierz czasem Młodą do MC Donald's na jakieś fastfudztwo, by potem wrócić na
      drogę cnoty.

      Owszem, "nasze dzieci też tak miewają", od tego są dziećmi.
      My też czasem "tak mamy", człowiek z natury jest wszak niepoprawnym hedonistą,
      ale potrafi też mieć wolę.
      Czasem właśnie jakieś małe szaleństwo ("jem świństwa i oglądam głupoty") jest
      wentylem bezpieczeństwa i pomaga utrzymać poziom.
      Pozdrowienia!
      • asocial Re: a propos tego watku...: 07.01.08, 16:06
        nisar napisala:

        Poza tym - skąd na Boga wniosek, że ja kontroluję KAŻDĄ sferę życia
        mojej córki? Bo wymagam ograniczenia czekolady i nie bawienia się z
        kotami? To raczej duperele, nieprawda? Jak więc wpadliście na to, że
        generalnie dokonuję za dziecko wyborów? Nie wiem, naprawdę.


        Ciekawe ile z Was za parę lat uprze się, żeby syn/córka poszło do
        tego a nie innego liceum?

        -> ani mnie ani mojemu bratu ani zadnemu dziecko, ktore znam rodzice nie wybrali
        liceum...SAMA je wybralam, przedstawilam pomysl rodzicom a oni sie zgodzili.

        Koniecznie zdawało na studia?

        -> moi rodzice w ostatniej klasie LO mi powiedzieli: masz robic to, co tobie da
        szczescie. nie chcesz studiowac to nie studiuj. zeby nie bylo: wszyscy w mojej
        rodzinie sa prawnikami oprocz mnie, ja sobie wybralam fajne i lajtowe studia,
        przede wszystkim takie, ktore nie maja zadnego zwiazku z wyksztalceniem rodziny

        Zerwało
        znajomość z tą koleżanką?

        -> naprawde, jestem w szoku. nigdy mi nikt w domu czegos takiego nie powiedzial.
        a kolezanki mialam, w zaleznosci od etapu: rozniaste. kiedy mialam 12 lat
        mieszkalismy na okropnym blokowisku i trzymalam sie z dzieciakami stamtad. jakos
        mi nie ubylo, szybko sama doszlam do tego, ze pewne dzieci (nie chodzace do
        szkoly, popalajace itp) nie sa dla mnie dobrym towarzystwem. doszlam do tego
        sama majac 12- 13 lat, niesamowite nie? ze dzieci w tym wieku mysla samodzielnie...

        Bo jakoś z moich obserwacji otoczenia
        wychodzi mi, że wcale nierzadko się to zdarza.

        Ciekawa jestem więc, czego Wy zakazujecie swoim dzieciom? Czy
        faktycznie pozwalacie nastolatkom czytać przy latarce;

        ->nie, ja mialam zawsze lampke nocna i nierzadko, o zgrozo w dzien powszedni
        czytalam do wczesnego rana, bo mnie zainteresowala ksiazka

        latać z gołą
        głową po mrozie;

        -> nigdy nie nosze czapki. NIGDY. podejrzewam, ze jak bylam niemowleciem to mi
        zakladali czapke, ale od kiedy poszlam do szkoly nikt mi na to nie zwracal uwagi.


        jeść tylko to na co mają ochotę;

        -> oczywiscie. maja jesc to, na co ochoty nie maja? nie rozumiem? je sie to co
        jest w lodowce. ja mialam to 'szczescie', ze moja matke zmuszano do jedzenia w
        dziecinstwie, wiec mnie dala calkowicie wolna reke. celebrowalismy obiady
        codziennie, ale nie bylo przymusu jedzenia.

        siedzieć w dzień
        powszedni do drugiej w nocy?

        -> co w tym zlego? najwyzej dziecko sie nie wyspi. mnie to jakos nigdy nie
        przeszkadzalo. co wiecej; nie kazdy potrafi np sie uczyc w dzien, ja np zaczynam
        sie uczyc po polnocy i mialam tak od zawsze, moze twoja corka ma tak samo? poza
        tym ona ma prawie 14 lat!!!! co zlego w tej godzinie? ja w jej wieku poszlam z
        kolezankami na pierwszy moj w zyciu koncert kazikasmile ktory skonczyl sie POZNO.

        Czy macie po prostu idealne dzieci,
        które tego nie robią?

        -> nie. dzieci to robia. bo dzieci to ludzie. i fakt, ze to robia nie znaczy
        aboslutnie nic zlego. naprawde, wspolczuje twojej Eli bardzo. bo widac, ze ani
        specjalnie sily walki nie ma, zrobisz z niej kaleke. ale nie martw sie, moglo
        byc gorzej: moja kolezanka, w ktorej domu rodzice sie czepiali absolutnie
        wszystkiego, w wieku 14 lat w kazdy piatek przychodizla pijana po szkole, palila
        papierosy w domu albo nie wracala na noc.(nie musze dodawac, ze teraz jest pilna
        doktorantka).

    • nangaparbat3 jeszcze pytanie 07.01.08, 17:23
      Jaką infekcję łapie się dotykając kota?
      • srebrnarybka Re: jeszcze pytanie 07.01.08, 17:29
        kocią grypę.
        P. S. Jeżeli Szanowna Moderatorka uzna ten post za karygodne
        obrażanie powagi niniejszego forum, w pokorze zniosę jego usunięcie,
        ale "nie mogłam się opanować", żeby tak nie odpowiedzieć.
        • nisar Re: jeszcze pytanie 08.01.08, 10:16
          Skrót myślowy. Chodziło mi oczywiście o katar, kaszel i oczy
          typu "jestem króliczkiem angorskim". Młoda ma potworne uczulenie na
          kota (oraz niektóre inne sierściuchy, ale kot uczula ją niemal
          widokiem) smile))
    • ewa2233 Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 08.01.08, 11:25
      Na szczęście nie mam tych (dla niektórych) OCZYWISTYCH problemów z
      nastolatkiem. Dlaczego nastolatek/nastolatka musi np. z założenia
      nie lubić noszenia czapki? Przecież teraz jest tyle
      wzorów/kolorów/firm? Naprawdę można kupić coś extra, co się
      nastolatkom spodoba!
      Poza tym narażanie zdrowia, może skutkować wykupieniem najbliższej
      recepty z kieszonkowego smile
      Czy próbowaliście zwyczajnie z nastolatkiem rozmawiać?
      U nas główne "zasady domowe" działają, bo mają swoje uzasadnienie.
      13_nastolatek chodzi spać o 22.
      (Jeśli idzie później, nie może wstać rano, a wyjeżdzamy autem razem
      i ja nie mogę sobie pozwolić na spóźnienie w pracy. Wie o tym. Nie
      protestuje.).
      Słodycze jemy wieczorem - oczywiście ZDARZAJĄ się wyjątki.
      (Tak ustaliliśmy wieki temu, ze względu na wstręt
      do "czarnych_pieńków_posłodyczowych" w dziecięcych buziach. Do tej
      pory syn ma całkowicie zdrowe zęby! Ani jednej plomby!)

      Przykłady mogę mnożyć ...
      ----------------------------------------------------------------
      çççç§Ăç§Ă (Janosch, "Wielki bal dla Tygryska") çççĂççĂç
      Miś obudził się o czwartej rano z pytaniem: - Tygrysku,co to
      właściwie jest ten bal? - Pumpernikiel - mruknął Tygrysek i spał
      dalej. - Tak,to jasne - szepnął Miś i spokojnie zasnął.
      • verdana Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 08.01.08, 12:17
        To były przykladowe OCZYWISTE problemy - moj syn nosi czapke nawet
        wtedy, gdy moim zdaniem jest za ciepłosmile)), ale za to nie robi
        pewnych innych rzeczy. Problemy mogą byc zupełnie inne - a jak nie
        ma żadnych, absolutnie, i nastolatek robi bez szemrania wszystko, co
        kaze mama - o, to wtedy dopiero jest powazny problem z nastolatkiem,
        wymagajacy wnikliego zastanowienia sie. Naprawdę.
        • ewa2233 Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 08.01.08, 12:26
          >Problemy mogą byc zupełnie inne - a jak nie ma żadnych, absolutnie,
          i nastolatek robi bez szemrania wszystko, co kaze mama - o, to wtedy
          dopiero jest powazny problem z nastolatkiem, <


          Nooooo, z tym też nie mam problemu wink
          -----------------------------------------------------------------
          çççç§Ăç§Ă (Janosch, "Wielki bal dla Tygryska") çççĂççĂç
          Miś obudził się o czwartej rano z pytaniem: - Tygrysku,co to
          właściwie jest ten bal? - Pumpernikiel - mruknął Tygrysek i spał
          dalej. - Tak,to jasne - szepnął Miś i spokojnie zasnął.
        • triss_merigold6 Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 08.01.08, 12:27
          Ale to chyba w przyrodzie nie występuje? Albo przynajmniej rzadko...
          Byłabym zdziwiona gdyby przedszkolak czy wczesnopodstawówkowe
          dziecko robiło bez szemrania to czego się od niego oczekuje. To
          jakieś takie nienaturalne. Naturalny jest bunt, protest, chęć
          poszerzania autonomii, łamania granic i barier, samodzielnego
          sprawdzania się.
          • verdana Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 08.01.08, 13:19
            Wystepuje - za wyjątkiem sprzątania pokoju (pokoj ma ok 5 m. kw. i
            ja tez bym go nie sprzatnęła) i czytania w nocy, moj syn wykonuje
            wszystkie polecenia, gasi TV w środku filmu na pierwsze żądanie,
            przerywa gry, czasem nieco mamrocząc pod nosem, ale bez awantur.
            Cała rodzina zaczyna syna buntować (znowu myjesz korytarz, siostra
            moze, zostaw dla niej!), a jak siostra zaczyna myć, to młody się
            rzuca pomoc, choć wczesniej ją oklinał za lenistwo "bo ona zmęczona".
            Może to "dobre serduszko", ale ja, cholera, widzę problem w
            takim "dobrym serduszku" u 13-latka.
            Może wyrośnie.
    • aluc Re: Problem z nastolatką. Helpunku!!! 08.01.08, 11:48
      nisar, do dzisiaj nie mogę się opanować, a niedługo minie
      dwadzieścia lat, odkąd przestałam być nastolatką wink
      w kwestii czekolady nie mogę, w kwestii komputera nie mogę, w
      kwestii skubania skórek nie mogę i jeszce mogłabym długo wymieniać smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja