lusiap6
03.01.08, 10:01
Mam niemaly klopot. Jestem z mezem po rozwodzie od 5 lat okolo. Moj
synek chce nadal bysmy byli razem. Oczywiscie mu tlumaczymy ze my
nie mozemy byc z tata razem. Maz (ex) mieszka w innym miescie i co
2 , 3 tyg zabiera dziecko do siebie. Odwiedza synka takze u nas, ok
2 razy w tyg.
Dziecko po powrocie od niego jest smutne, kloci sie w szkole, ma
nieudane dni.
Skarzy exowi na mnie, zas kiedy on wyjdzie skarzy jaki czuje sie
ignorowany tam u niego. Przypuszczam ze zmysla. Jest w fatalnym
stanie psychicznym. Nie moge sie z exem dogadac, nie lubie go juz
nawet. Dziecko wrocilo z paluszkami - skora na paluszkach obgryziona
prawie do krwi. Ex oczywiscie uwaza ze to moja wina, ze dziecko ma
stres jadac do domu... Wogole wszystko jest moja wina.
Bylismy u terapeutki, powiedziala mi ze ex jest "zaburzony". Dziecko
mimo to kocha tatę , chce do niego jezdzic i to czesto, juz za 2
dni. Ale taka sytuacja jest niemozliwa poniewaz musi miec 1 dom a
nie 2. co robic??? Strace jego milosc. Kolejne 3, 4 dni bedą
koszmarem, bo maly pewno narozrabia w szkole. Ma zanizone poczucie
wartosci. Latwo mu o mnie wyrazac sie zle przy tacie, za to mi
skarzy na ojca kiedy ten jest nieobecny. Ex twierdzi ze palce
obgryzl sobie bedac tam, ze przyjechal z takimi, przeciez bym
zauwazyla.....co robic???