Dziecko odmawia chodzenia do szkoły

08.01.08, 09:12
Moje dziecko stanowczo odmówiło pójścia do szkoły.Twierdzi ze sie nudzi i że
nic nie robi.Pani wprawdzie już kiedyś powiedziała że Mały się nudzi bo to
wszystko co przerabiają już wie.Co robić?
    • lila1974 Re: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły 08.01.08, 09:18
      Przenieść do starszej klasy?
    • milenium5 Re: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły 08.01.08, 19:00
      Wyjaśnić, że do szkoły nie można niechodzić? Dziecko jest
      zdecydowanie za małe na podejmowanie decyzji czy będzie chodzić do
      szkoły czy nie...
      • ik_ecc Re: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły 08.01.08, 20:02
        milenium5 napisał:

        > Wyjaśnić, że do szkoły nie można niechodzić?

        Mozna. W Polsce jest to legalne, w wielu krajach zachodnich rowniez -
        i opcja ta staje sie coraz bardziej popularna, bo ma mnostwo dobrze
        udokumentowanych zalet.
        Edukacja domowa sie to chyba w Polsce nazywa.
        Po ang. homeschooling, unschooling - jesli znasz angielski polecam
        zapuscic w wyszukiwarke i poczytac.
        Homeschooling daje duzo lepsze efekty akademicznie niz uczenie sie w
        szkolach - a program mozna dostosowac do dziecka.
    • donna28 Re: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły 08.01.08, 19:31
      Miałam podobny problem w szkole ze sobą smile wszystko wiedziałam, co było na
      lekcji. Jedynym wyjściem było czytanie książek pod ławką, inaczej można
      ześwirować. Albo może pogadaj z panią, niech da Małemu jakieś bardziej ambitne
      zadania?
    • zawilec1 Re: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły 08.01.08, 20:10
      Prawdopodobnie nie chodzi tylko o nudę; może jest lękliwe, może nie
      ma dobrych kontaktów z rówieśnikami, nie wytrzymuje dyscypliny
      szkolnej, przymusu siedzenia w ławce i wykonywania poleceń, z powodu
      hałasu,itp. Warto porozmawiać z wychowacą i pedagogiem szkolnym;
      może wspólnie ustalicie przyczynę niechęci do szkoły. W szkole mogło
      sie cos przykrego wydarzyć o czym państwo nie wiecie, warto to
      sprawdzić. Dziecko było stanowcze, nie ma rady musicie być bardziej
      stanowczy, wytłumaczyć dlaczego musi chodzić do szkoły i skupić się
      na pozytywach. Dziecko, które czuje ,że z rodzicami nie wygra do
      szkoły pomaszeruje. Jeżeli rzeczywiście jest tak, że sie nudzi,
      nauczycielka powinna mu zorganizowac dodatkowe zadania, jezeli
      dziecko jest bardzo zdolne można po przebadaniu w poradni
      psychologiczno-pedagogicznej starać sie o śródroczne promowanie do
      klasy wyzszej, ale uwaga musi byc również dojrzałe emocjonalnie!
      • verdana Re: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły 08.01.08, 20:37
        Obawiam się - i to nie ma być obraza - że dziecko, które odmawia
        chodzenia do szkoły nie jest dojrzałe emocjonalnie wystarczajaco,
        aby iść do wyższej klasy.
        Wiele dzieci nudzi się w szkole, a mimo to chodzi dosyc chętnie w
        pierwszej klasie, ze wzgledu na kolegow i na prestiż związany z tym,
        ze jest wreszcie uczniem. Cos jest chyba nie tak, jesli dziecko tym
        uczniem w pierwszej klasie juz nie chce być. Ja bym doszukiwała się
        powazniejszych problemow niż nuda.
        Może - ale to tylko hipoteza - dziecko nie było dotychczas nauczone,
        ze cos musi, nawet jak mu się nie chce? Że pewne rzeczy robi się z
        obowiazku, a nie dla przyjemności?
        • ik_ecc nie ma obowiazku chodzenia do szkoly 08.01.08, 20:51
          Dziecko, ktore odmawia isc do szkoly moze miec lepiej pod sufitem
          niz wiekszosc spoleczenstwa... Szkola nie jest obowiazkowa i szkola
          nie jest dobrem najwyzszym. W Polsce edukacja domowa to nowa opcja,
          ale na zachodzie (homeschooling, unschooling) jest coraz bardziej
          popularna, bo ma solidne (i dobrze juz udokumentowane) zalety.

          Niedawno np. opublikowane byly badania z ktorych wyynikalo ze dzieci
          uczone w domu przez rodzicow majacych tylko edukacje podstawowa maja
          lepsze wyniki niz dzieci rodzicow z wyzsza edukacja, ale ktore
          chodzily do zwyklych szkol.

          Nikogo nie namawiam do edukacji domowej - chce tylko powiedziec, ze
          dziecko, ktore odmawia isc do szkoly nie musi byc "niedojrzale" i
          nie musi miec koniecznie "wiekszych problemow niz nuda". Niechec do
          szkoly jest z reguly zdrowa reakcja.
          • verdana Re: nie ma obowiazku chodzenia do szkoly 08.01.08, 21:02
            Nie, niechęć do szkoły jest zdrową reakcja w starszych klasach, nie
            u pierwszoklasisty. Szkola - w klasie pierwszej - jest opresyjna
            tylko wówczas, gdy nauczycieka jest zła. A obiowiazki? W gruncie
            rzeczy dla dziecka chodzenie do przedszkola jest wiekszym
            obowiazkiem - w przedszkolu każą jeść, co daja , spać, bawić się w
            okreslone zabawy. W wielu wypadkach dziecko w szkole czuje się
            znacznie mniej "zniewolone" niż w przedszkolu. Na przerwach, w
            swietlicy, ma znacznie wiecej możliwosci wyboru zajęć, mniejszy
            nadzor niz w przedszkolu.
            Szkola ma nauczyć nie tylko pisac i czytać, ale takze nauczyć
            dziecko pracy grupowej i funkcjonowania w spoleczeństwie - oraz
            tego, że nie zawsze robi się to, na co akurat ma sie ochotę - i ze
            nie wszystko jest dostosowane do dziecka, ale ze i ono musi sie
            dostosowywać. I tego dziecko w domu się nie nauczy.
            Może mieć świetne wyniki na egazminach, ale nie będzie wiedziało
            rzeczy podstawowej - że ludzie maja różne poglądy - bo pozna tylko
            opinie i poglady rodziców.
            • ik_ecc Re: nie ma obowiazku chodzenia do szkoly 08.01.08, 21:34
              verdana napisała:

              > Nie, niechęć do szkoły jest zdrową reakcja w starszych klasach,
              > nie
              > u pierwszoklasisty.

              Niechec do instytucji, gdzie jest sie zmuszanym do robienia rzeczy
              nudnych, lub po prostu innych od tego co nam akurat mozg podpowiada
              moze wystapic w kazdym wieku.

              > Szkola ma nauczyć nie tylko pisac i czytać, ale takze nauczyć
              > dziecko pracy grupowej i funkcjonowania w spoleczeństwie - oraz
              > tego, że nie zawsze robi się to, na co akurat ma sie ochotę - i ze
              > nie wszystko jest dostosowane do dziecka, ale ze i ono musi sie
              > dostosowywać. I tego dziecko w domu się nie nauczy.

              Wlasnie, jak sie okazuje, jest to mit... Tzn. mitem jest to, ze
              tylko w szkole dziecko moze sie tego nauczyc.

              Tak sie sklada, ze ostatnio (od jakiegos poltora roku) poznalam
              bardzo wiele rodzin z dziecmi (w roznym wieku), ktore do szkoly nie
              chodza. Dzieci sa z reguly doskonale zsocjalizowane zarowno z
              dziecmi w kazdym wieku (nie tylko z rowiesnikami) - fajnie sie bawia
              i z mlodszymi i ze starszymi, jak rowniez i z doroslymi - np. nie ma
              wsrod nich nastolakow-niemow jakich czesto mialam okazje obejrzec
              (bo nawet nie poznac) wsrod szkolnych przyjaciol mojej nastoletniej
              siostry. Dzieci uczone w domu z reguly zaskakuja inteligencja - nie
              tylko sama inteligenca, ale swoista swiezoscia spojrzenia na swiat -
              czego znow nie zauwazylam wsrod przyjaciol mojej siostry. Typowe
              problemy behawioralne spotykane wsrod uczniow szkol publicznych plus
              sprawy takie jak niechec do nauki czy klamstwo niemalze nie istnieja
              wsrod dzieci uczonych w domu.

              Niechodzenie do szkoly nie musi oznaczac bycia zamknietym w domu i
              interakcji jedynie z rodzicami. Jesli rodzice sie przyloza - i to
              jest, przyznaje, ten "gwozdz" - moga dziecku zapewnic duzo lepsza
              socjalizacje niz szkola.

              W zasadzie wszystkie szkolone domowo dzieci w wieku nastoletnim,
              jakie znam, pracuja. Niektore maja fajne roboty, np ucza innych
              karate, plywac czy jezdzic na nartach, dwojka pracuje w zakladzie
              fotograficznym, inne pracuja w McDonaldach, sklepach, domach starcow
              jako zmywacze naczyn i tym podobnych miejscach, ktore (w kraju w
              ktorym mieszkam) przyjmuja do pracy nastolatkow. Robia dobra robote,
              pomimo, ze czesto nie jest to ich wymarzona praca - czyli nauczyly
              sie jakos, ze czasami trzeba robic to, czego sie nie lubi.

              Natomiast wszyscy znani mi dorosli, ktorzy jako dzieci byli uczeni w
              domu, maja prace jakie LUBIA. Wiekszosc ukonczyla studia. Wszsycy
              normalnie funkcjonuja w spoleczenstwie...
              • alanta1 Re: nie ma obowiazku chodzenia do szkoly 08.01.08, 21:39
                ik_ecc napisała:

                > Tak sie sklada, ze ostatnio (od jakiegos poltora roku) poznalam
                > bardzo wiele rodzin z dziecmi (w roznym wieku), ktore do szkoly nie
                > chodza.

                1. Kto uczy takie dziecko w domu, jedno z rodziców ?
                2. Skąd czerpie wiedzę niezbędną do nauczenia wszystkich przedmiotów ?
                • ik_ecc Re: nie ma obowiazku chodzenia do szkoly 08.01.08, 22:01
                  alanta1 napisała:

                  > 1. Kto uczy takie dziecko w domu, jedno z rodziców ?
                  > 2. Skąd czerpie wiedzę niezbędną do nauczenia wszystkich
                  > przedmiotów ?

                  Sa dwa podejscia (o ktorych wiem).

                  Jedno to uczenie zgodnie z programem szkolnym - ma sie wtedy zwykle
                  szkolne ksiazki i idzie mniej wiecej wedlug nich. Oczywiscie nie
                  korzysta sie tylko z tych ksiazek, ale z wszelkich innych dostepnych
                  zrodel informacji - takich jak inne ksiazki, internet, filmy, kolka
                  zainteresowan, spotkania z ekspertami, czasami konkretne klasy
                  prowadzone przez tych rodzicow ktorzy maja z danego przedmiotu
                  wyzsze wyksztalcenie (tak sie sklada, ze w grupie w ktorej jestem
                  nie ma nikogo z mniej niz magistrem i jest wielu nauczycieli(!)),
                  lub platne korki. Z reguly tematy interesujace (dla dziecka)
                  traktowane sa duzo bardziej doglebnie niz program wymaga. Dziecko
                  jest w stanie (akademicznie) sprostac programowi duzo szybciej niz w
                  szkole, bo nie ma mnostwa rozproszen wystepujacych w szkole.

                  Drugie podejscie - tzw. unschooling - nie idzie sie wg programu ale
                  wedlug zainteresowan dziecka. Czyli np przez pol roku jest tylko
                  historia, bo dziecko wciagnelo sie w historie - wiec pochlania jak
                  najwiecej inforamcje na ten temat. Przedmioty nie sa traktowane jako
                  czysto osobne i czysto rozlaczne (jest to jedna z wad szkolnego
                  programu) - przy okazji historii dziecko uczy sie przeciez pisac,
                  czytac (duzo chetniej pisze sie wypracowania na tematy interesujace
                  niz nudne), poznaje geografie, problemy socjologiczne, polityczne,
                  sztuke na przestrzeni wiekow, itp. Potem dziecko przerzuca se na cos
                  innego (co byc moze wyniklo przy okazji doglebnego poznawania
                  historii) i przez jakis czas jest ta nowa rzecz.
                  Jesli dziecko chce wrocic do szkoly czy isc na studia, nadgania to z
                  czego ma luki. Ze znanych mi historii wynika, ze z reguly dzieje sie
                  to zdumiewajaco szybko.

                  Moje osobiste doswiadczenie ze szkoly w Polsce jest nastepujace. Od
                  5 klasy szkoly podstawowej przestalam chodzic do szkoly. Wiazalo sie
                  to z bardzo skomplikowanymi klamstwami i innymi przestepstwami typu
                  podrabianiem podpisow matki czy wykradaniem dziennika
                  i "usprawiedliwaniem" sobie nieobecnosci. Interesowalo mnie jedynie
                  co jest do przeczytania w ktorej ksiazce oraz kiedy sa klasowki - bo
                  na te zawsze chodzilam, nawet jak bylam chora. Nigdy nie bralam
                  korkow i nigdy nie prosilam o pomoc rodzicow. Bylam jedna z
                  najlepszych (choc "najrzadziej widywanych", jak to wielu nauczycieli
                  zauwazylo) uczennic. Tknelo mnie niedawno, ze to co robilam bylo w
                  zasadzie edukacja domowa. Nie jestem bardziej inteligentna czy
                  bardziej uzdolniona - po prostu nie tracilam czasu w szkole. wink
                  • alanta1 Re: nie ma obowiazku chodzenia do szkoly 09.01.08, 21:35
                    ik_ecc napisała:

                    > czasami konkretne klasy
                    > prowadzone przez tych rodzicow ktorzy maja z danego przedmiotu
                    > wyzsze wyksztalcenie

                    Skoro klasy, to nie jest to do końca domowe uczenie.
                    I rozumiem, ze wszyscy Ci rodzice, którzy uczą, nie pracują zawodowo ? A może
                    zajęcia odbywają sie wieczorami ?
                    Jak są finansowane kółka, filmy, spotkania z ekspertami, przez gminę ? Jakiś
                    system bonów szkolnych ?

                    Przyznam, ze nie rozumiem jak ten system działa, jak jest finansowany, przed kim
                    nauczający odpowiadają merytorycznie...
              • srebrnarybka Re: nie ma obowiazku chodzenia do szkoly 08.01.08, 21:48
                fajnie sie bawia
                > ... z doroslymi - np. nie ma
                > wsrod nich nastolakow-niemow jakich czesto mialam okazje obejrzec
                > (bo nawet nie poznac) wsrod szkolnych przyjaciol mojej
                nastoletniej
                > siostry.
                Oczywiście to nie jest nic dziwnego, skoro przebywają stale z
                dorosłymi, a nie z rówieśnikami. Tylko, że szkoła jest właśnie po
                to, by dzieci nauczyły się kontaktu z rówieśnikami, a nie z
                dorosłymi, bo ten już mają. A poza tym dzieci w przyszłości będę
                żyły w społeczeństwie ze swoimi rówieśnikami, a nie z pokoleniem
                swoich rodziców.
                W zasadzie wszystkie szkolone domowo dzieci w wieku nastoletnim,
                > jakie znam, pracuja. Niektore maja fajne roboty, np ucza innych
                > karate, plywac czy jezdzic na nartach, dwojka pracuje w zakladzie
                > fotograficznym, inne pracuja w McDonaldach, sklepach, domach
                starcow
                > jako zmywacze naczyn i tym podobnych miejscach, ktore (w kraju w
                > ktorym mieszkam) przyjmuja do pracy nastolatkow. Robia dobra
                robote,
                > pomimo, ze czesto nie jest to ich wymarzona praca - czyli nauczyly
                > sie jakos, ze czasami trzeba robic to, czego sie nie lubi.
                - wydaje mi się, że jednak z większym pożytkiem jest socjalizować
                dziecko przez chodzenie do szkoły, niz pracę w McDonaldzie przy
                zmywaniu naczyń. To po prostu wydaje mi się stratą czasu, chyba, że
                nastolatek koniecznie chce na zarobić na coś extra.
                Natomiast wszyscy znani mi dorosli, ktorzy jako dzieci byli uczeni w
                > domu, maja prace jakie LUBIA. - nie widzę związku. Chodziłam do
                szkoły i też wybrałam sobie kierunek studiów, jaki lubię i pracę,
                jaką lubię. Jeżeli ktoś nie lubił chodzenia do szkoły, to tym
                bardziej powinien wybrać przynajmnej lubiane studia, żeby nie męczyć
                się dalej tak jak w szkole.
                • ik_ecc Re: nie ma obowiazku chodzenia do szkoly 08.01.08, 22:08
                  srebrnarybka napisała:

                  > fajnie sie bawia
                  > > ... z doroslymi - np. nie ma
                  > > wsrod nich nastolakow-niemow jakich czesto mialam okazje
                  obejrzec
                  > > (bo nawet nie poznac) wsrod szkolnych przyjaciol mojej
                  > nastoletniej
                  > > siostry.
                  > Oczywiście to nie jest nic dziwnego, skoro przebywają stale z
                  > dorosłymi, a nie z rówieśnikami.

                  Srebrnarybko, szalenie mnie rozbawilas tym, ze wycielas wlasnie
                  kawalek o dzieciach a zostawilas tylko o doroslych. smile)) Npisalam
                  przeciez, ze doskonale dogaduja sie z dziecmi W ROZNYM WIEKU - w tym
                  tez z rowiesnikami. Rodziny z reguly jakostam sie organizuja w
                  grupach luzno wiekowych, np 1-5 lat, 4-10 lat, itp., czyli
                  rowiesnicy sa jak najbardziej.

                  > A poza tym dzieci w przyszłości będę
                  > żyły w społeczeństwie ze swoimi rówieśnikami, a nie z pokoleniem
                  > swoich rodziców.

                  Absolutna nieprawda! Pracuje sie z ludzmi mlodszymi i starszymi, nie
                  wylacznie z rowiesnikami. Pracuje sie rowniez z pokoleniem swoich
                  rodzicow. Powinno sie umiec DOGADAC z pokoleniem naszych rodzicow
                  (patrz wszystkie zatargi z rodzicami i tesciowymi).

                  To szkola na nas wymusila odruch, zeby przyjaciol szukac wsrod
                  rowiesnikow - jest to wyuczone i niekoniecznie "jedynie wlasciwe".
                  Moje dwie najblizsze przyjaciolki nie sa w moim wieku - jedna jest
                  12 lat ode mnie starsza, druga 9 lat ode mnie mlodsza. Nie "corkuje"
                  tej starszej i nie "matkuje" tej mlodszej - jestesmy po prostu
                  przyjaciolkami. Mam tez znajomych wsrod rowiesnikow, ale chwilowo
                  nie mam wsrod nich nikogo bardzo bliskiego.

                  • srebrnarybka Re: nie ma obowiazku chodzenia do szkoly 08.01.08, 22:20
                    szalenie mnie rozbawilas tym, ze wycielas wlasnie
                    > kawalek o dzieciach a zostawilas tylko o doroslych
                    - przecież to uczciwie zaznaczyłam. Napisałaś, że zaletą kształcenia
                    domowego jest to, że dziecko ma dobry kontakt nie tylko z dziećmi,
                    ale i z dorosłymi - wskazałam, że dobry kontakt z dorosłymi można
                    osiągnąć juz wcześniej, a szkoła służy nawiązaniu kontaktu z
                    rówieśnikami.
                    Pracuje sie z ludzmi mlodszymi i starszymi, nie
                    > wylacznie z rowiesnikami.
                    - wtedy, kiedy się już wspólnie pracuje, wiek nie odgrywa takiej
                    roli, bo wszyscy są w jednakowej sytuacji społecznej. Ale młodzież
                    musi to trenować w grupie rówieśniczej, bo w wieku młodzieżowym jest
                    w innej sytuacji społecznej niż dorośli. Obecnie wykładam na wyższej
                    uczelni razem z osobą, która już jako dr była moim wykładowcą, ja
                    też już mam doktorat i jesteśmy sobe obecnie równe rangą, więc
                    układy mamy koleżeńskie. Ale ja jestem zdolna do wejścia w układ
                    koleżeński dlatego, że w czasie studiów przetrenowałam to z moimi
                    rówieśnikami. Nie mogłam wtedy ćwiczyć układu koleżeńskiego z tą
                    panią.
                    Pracuje sie z ludzmi mlodszymi i starszymi, nie
                    > wylacznie z rowiesnikami.
                    - ja też mam przyjaciół i znajomych w różnym wieku, ale dlatego, że
                    przetrenowałam w młodości nawiązywanie kontaktów z ludźmi w
                    zbliżonej sytuacji społęcznej.
                    Powinno sie umiec DOGADAC z pokoleniem naszych rodzicow
                    > (patrz wszystkie zatargi z rodzicami i tesciowymi). - do tanga
                    trzeba dwojga. Konflikty z rodzicami i teściami wynikają z tego, że
                    oni nie portrafią zrozumieć, że ich dzieci dorosły i się
                    usamodzielniają. Sądzę, że układ utrwalający więzi rodzinne tylko
                    może wzmocnić ten problem.
                    • ik_ecc Re: nie ma obowiazku chodzenia do szkoly 08.01.08, 23:05
                      srebrnarybka napisała:

                      > wskazałam, że dobry kontakt z dorosłymi można
                      > osiągnąć juz wcześniej, a szkoła służy nawiązaniu kontaktu z
                      > rówieśnikami.

                      "Wczesniej" ok - ale pozniej (czesto) zanika. Problemy z rodzicami
                      zaczynaja sie w wieku nastoletnim i czesto nigdy nie mijaja. Wielu
                      nastolatkow jest "zdziczalych" - unikaja doroslych, nie umieja
                      nawet "dzien dobry" powiedziec, nie umieja sie zachowac. To jest
                      zanik socjalizacji - wczesniej jako dzieci pewnie ja mieli, pozniej
                      juz nie. I nie jest to tylko patologia - moja siostra np. taka w
                      pewnym momencie byla (dobra rodzina, przebywa z doroslymi tez - ale
                      najwyrazniej niewystarczajaco) - matka to aktywnie nadgonila.

                      > - wtedy, kiedy się już wspólnie pracuje, wiek nie odgrywa takiej
                      > roli, bo wszyscy są w jednakowej sytuacji społecznej. Ale młodzież
                      > musi to trenować w grupie rówieśniczej, bo w wieku młodzieżowym
                      > jest
                      > w innej sytuacji społecznej niż dorośli.

                      Kompletnie tego nie rozumiem. Nie rozumiem dlaczego czlowiek
                      powinien przebywac wylacznie z ludzmi w "tej samej sytuacji
                      spolecznej". Czlowiek powienien sie uczyc przebywac z ludzmi
                      w "kazdej sytuacji spolecznej" - w przeciwnym wypadku po prostu nie
                      umie sie przy wszystkich zachowac.
                      Czy wg Ciebie sa tylko dwie "sytuacje spleczne"? Najpierw czlowiek
                      jest w szkole, potem pracuje?
                      Nie wydaje Ci sie ze utrudnia to mlodym ludziom wejscie w doroslosc?
                      Przejscie w te druga "sytuacje spleczna" jesli byli przez +/- 20 lat
                      od niej izolowani? Wielu osobom zajmuje to lata, badz nigdy do tego
                      nie dochodza - pozostaja dziecmi na cale zycie.

                      > Obecnie wykładam na
                      > wyższej
                      > uczelni razem z osobą, która już jako dr była moim wykładowcą, ja
                      > też już mam doktorat i jesteśmy sobe obecnie równe rangą, więc
                      > układy mamy koleżeńskie. Ale ja jestem zdolna do wejścia w układ
                      > koleżeński dlatego, że w czasie studiów przetrenowałam to z moimi
                      > rówieśnikami. Nie mogłam wtedy ćwiczyć układu koleżeńskiego z tą
                      > panią.

                      Nie moglas, bo szkola Cie ograniczyla. Gdybys ta pania poznala poza
                      szkola i bez uprzedniego ukladu wykladowca-student, byc moze
                      zaprzyjaznilabys sie z nia szybciej.

                      > Pracuje sie z ludzmi mlodszymi i starszymi, nie
                      > > wylacznie z rowiesnikami.
                      > - ja też mam przyjaciół i znajomych w różnym wieku, ale dlatego,
                      > że
                      > przetrenowałam w młodości nawiązywanie kontaktów z ludźmi w
                      > zbliżonej sytuacji społęcznej.

                      Na prawde tak uwazasz? Uwazasz ze to ta sama "sytuacja spoleczna"
                      nauczyla Cie wszystkiego? A nie po prostu przebywanie z ludzmi? Nie
                      odczuwalas pewnej niesmialosci w stosunku do starszych po
                      rozpoczeciu pracy? Od razu wskoczylas w kolezenskie uklady z ludzmi
                      duzo od Ciebie starszymi? Nie wierze. Podejrzewam, ze chwile Ci to
                      zajelo - a przeciez byliscie juz w "tej samej sytuacji spolecznej".

                      > Konflikty z rodzicami i teściami wynikają z tego,
                      > że
                      > oni nie portrafią zrozumieć, że ich dzieci dorosły i się
                      > usamodzielniają.

                      Tak - dlatego, ze w pewnym momencie komunikacja zostala zaburzona. W
                      pewnym momencie (okolo 13-15 roku zycia dziecka) rodzice i dzieci
                      przestali ze soba normalnie rozmawiac - narastalo to przez lata, ale
                      w wieku nastoletnim zaczelo sie zbierac tegoz 'plony'. Oczywiscie,
                      ze poszlo to z dwoch stron, ale wyniklo wlasnie z niezrozumienia,
                      slabej komunikacji, nieznajomosci siebie nawzajem, nieumiejetnosci
                      przeskoczenia tego, ze rozmowca nie jest... rowiesnikiem - czy tez
                      osoboa w "tej samej sytuacji spolecznej". Przykladaja sie do tego
                      silne wplywy zewnetrzne (dzieci sa pod silniejszym wplywem rownie
                      jak one same glupich rowiesnikow), jak i caly segregujaco-izolujacy
                      system.

                      > Sądzę, że układ utrwalający więzi rodzinne tylko
                      > może wzmocnić ten problem.

                      Nieprawda. W spoleczenstwach gdzie nie ma takiej segregacji wiekowo-
                      sytuacyjno-spolecznej, nie ma problemow na taka sama skale co w
                      spoleczesntwach, ktore te segregacje maja.

                      Oczywisie w naszej sytuacji - gdzie wszystko jest juz zaburzone -
                      calkowite odseparowanie sie od rodziny jest rozwiazaniem latwiejszym.
                      • srebrnarybka Re: nie ma obowiazku chodzenia do szkoly 08.01.08, 23:55
                        ik_ecc napisała:

                        >
                        >
                        > Problemy z rodzicami
                        > zaczynaja sie w wieku nastoletnim i czesto nigdy nie mijaja. Wielu
                        > nastolatkow jest "zdziczalych" - unikaja doroslych, nie umieja
                        > nawet "dzien dobry" powiedziec, nie umieja sie zachowac. To jest
                        > zanik socjalizacji - wczesniej jako dzieci pewnie ja mieli,
                        pozniej
                        > juz nie. I nie jest to tylko patologia - moja siostra np. taka w
                        > pewnym momencie byla (dobra rodzina, przebywa z doroslymi tez -
                        ale
                        > najwyrazniej niewystarczajaco) - matka to aktywnie nadgonila.
                        Nie uważam, żeby okoliczność, że nastolatek nie chce rozmawiać z
                        dorosłymi, była jakimś nieszczęściem. Nastolatek ma inne problemy,
                        niż dorośli, właściwe dla jego wieku, i towarzystwo dorosłych nie
                        jest dla niego interesujące.
                        >
                        > > - wtedy, kiedy się już wspólnie pracuje, wiek nie odgrywa takiej
                        > > roli, bo wszyscy są w jednakowej sytuacji społecznej. Ale
                        młodzież
                        > > musi to trenować w grupie rówieśniczej, bo w wieku młodzieżowym
                        > > jest
                        > > w innej sytuacji społecznej niż dorośli.
                        >
                        > Kompletnie tego nie rozumiem. Nie rozumiem dlaczego czlowiek
                        > powinien przebywac wylacznie z ludzmi w "tej samej sytuacji
                        > spolecznej". Czlowiek powienien sie uczyc przebywac z ludzmi
                        > w "kazdej sytuacji spolecznej" - w przeciwnym wypadku po prostu
                        nie
                        > umie sie przy wszystkich zachowac.

                        Człowiek, także uczeń szkolny, przebywa z ludźmi w rożnej sytuacji
                        społecznej i dowiaduje się, że istnieją różne role społeczne:
                        przebywa przecież z rodzicami, z nauczycielami, widuje woźnych w
                        szkole, współpasażerów w autobusie czy pociągu (rozumiem, że dobra
                        rodzina powinna wszędzie jeździć własnym samochodem), biletera w
                        kinie, trenera, mamę kolegi, młodszą siostrę kolegi etc. To jasne,
                        ale zarazem tylko wśród osób w tej samej sytuacji społecznej jest
                        równoprawnym partnerem i na terenie klasy może przećwiczyć problemy
                        koleżeństwa, lojalności, solidarności, etc., które będzie musiał
                        potem przećwiczyć wśród ludzi równych sobie statusem.
                        > Czy wg Ciebie sa tylko dwie "sytuacje spleczne"? Najpierw czlowiek
                        > jest w szkole, potem pracuje?
                        > Nie wydaje Ci sie ze utrudnia to mlodym ludziom wejscie w
                        doroslosc?
                        > Przejscie w te druga "sytuacje spleczna" jesli byli przez +/- 20
                        lat
                        > od niej izolowani? Wielu osobom zajmuje to lata, badz nigdy do
                        tego
                        > nie dochodza - pozostaja dziecmi na cale zycie.
                        >

                        Dziećmi na całe życie pozostaję maminsynkowie (córki), którzy nie
                        zostali nauczeni samodzielnego działania, bo zawsze byli stymulowani
                        przez potężniejszych do nich rodziców. Natomiast samodzielnych
                        kontaktów z ludźmi można się nauczyć właśnie w kontakcie z osobami o
                        równym statusie, które nie przytłaczają.
                        > > Obecnie wykładam na
                        > > wyższej
                        > > uczelni razem z osobą, która już jako dr była moim wykładowcą,
                        ja
                        > > też już mam doktorat i jesteśmy sobe obecnie równe rangą, więc
                        > > układy mamy koleżeńskie. Ale ja jestem zdolna do wejścia w układ
                        > > koleżeński dlatego, że w czasie studiów przetrenowałam to z
                        moimi
                        > > rówieśnikami. Nie mogłam wtedy ćwiczyć układu koleżeńskiego z tą
                        > > panią.
                        >
                        > Nie moglas, bo szkola Cie ograniczyla. Gdybys ta pania poznala
                        poza
                        > szkola i bez uprzedniego ukladu wykladowca-student, byc moze
                        > zaprzyjaznilabys sie z nia szybciej.
                        KOntakt młodziutkiej osoby z panią, która ją naucza jako
                        specjalistka czy ekspert, nawet jeśli odbywa się to poza szkołą, ma
                        inny charakter niż kontakt dwóch osób, które mają już podobny
                        dorobek życiowy, doświadczene i pozycję zawodową. W czasie studiów
                        ta pani miała wielokrotnie większą wiedzę ode mnie i mogła mnie
                        tylko zdominować, obecnie zaś możemy dyskutować jak równy z równym o
                        sprawach zawoowych. Gdybym w młodości dyskutowała o sprawach
                        naukowych wyłącznie z osobami o wielokrotnie większej wiedzy od
                        moej, nigdy nie nauczyłabym się samodzielnego myślenia.
                        >
                        > > Pracuje sie z ludzmi mlodszymi i starszymi, nie
                        > > > wylacznie z rowiesnikami.
                        > > - ja też mam przyjaciół i znajomych w różnym wieku, ale dlatego,
                        > > że
                        > > przetrenowałam w młodości nawiązywanie kontaktów z ludźmi w
                        > > zbliżonej sytuacji społęcznej.
                        >
                        > Na prawde tak uwazasz? Uwazasz ze to ta sama "sytuacja spoleczna"
                        > nauczyla Cie wszystkiego? A nie po prostu przebywanie z ludzmi?
                        Nie
                        > odczuwalas pewnej niesmialosci w stosunku do starszych po
                        > rozpoczeciu pracy? Od razu wskoczylas w kolezenskie uklady z
                        ludzmi
                        > duzo od Ciebie starszymi? Nie wierze. Podejrzewam, ze chwile Ci to
                        > zajelo - a przeciez byliscie juz w "tej samej sytuacji spolecznej".
                        łatwiej było mi przezwyciężyć barierę pokoleniową wobec starszych do
                        siebie kolegów z pracy niż wobec znajomych rodziców, którzy na
                        zawsze pozostali dla mnie znajomymi rodziców. Nie ma to nic
                        wspólnego z chodzeniem lub nie do szkoły, bo mówię teraz o ludizach
                        spotykanych w domu.

                        > > Konflikty z rodzicami i teściami wynikają z tego,
                        > > że
                        > > oni nie portrafią zrozumieć, że ich dzieci dorosły i się
                        > > usamodzielniają.
                        >
                        > Tak - dlatego, ze w pewnym momencie komunikacja zostala zaburzona.
                        W
                        > pewnym momencie (okolo 13-15 roku zycia dziecka) rodzice i dzieci
                        > przestali ze soba normalnie rozmawiac - narastalo to przez lata,
                        ale
                        > w wieku nastoletnim zaczelo sie zbierac tegoz 'plony'. Oczywiscie,
                        > ze poszlo to z dwoch stron, ale wyniklo wlasnie z niezrozumienia,
                        > slabej komunikacji, nieznajomosci siebie nawzajem, nieumiejetnosci
                        > przeskoczenia tego, ze rozmowca nie jest... rowiesnikiem - czy tez
                        > osoboa w "tej samej sytuacji spolecznej". Przykladaja sie do tego
                        > silne wplywy zewnetrzne (dzieci sa pod silniejszym wplywem rownie
                        > jak one same glupich rowiesnikow), jak i caly segregujaco-
                        izolujacy
                        > system.
                        >
                        > > Sądzę, że układ utrwalający więzi rodzinne tylko
                        > > może wzmocnić ten problem.
                        >
                        > Nieprawda. W spoleczenstwach gdzie nie ma takiej segregacji
                        wiekowo-
                        > sytuacyjno-spolecznej, nie ma problemow na taka sama skale co w
                        > spoleczesntwach, ktore te segregacje maja.
                        >
                        Kompletnie się nie rozumiemy. Konflikt pokoleniowy wynika z faktu,
                        iż rodzice nie przyjmują do wiadomości, że ich dzieci zaczynają mieć
                        odrębne życie. Proponowany przez Ciebie model silniej związuje
                        dzieci z rodzicami, jeszcze bardziej im utrudniając zorganizowanie
                        sobie tego życia. Skutki mogą być dwojakie: albo dzieci nigdy nie
                        dorosną i rzeczywiście mają intensywny kontakt z rodzicami, poddają
                        się im we wszystkim i rodzice rządzą dalej ich życiem, nawet zza
                        grobu, albo jeszcze silniejze konflikty, by zerwać jeszcze bardziej
                        krępujący związek.
                        W kulturach bardziej tradycyjnych konflikt pokoleniowy z pozoru mógł
                        być mniejszy, bo rodzina była zarazem przedsiębiorstwem i zbuntowany
                        jedynak nie miał gdzie się oddalić, podobnie, jak nie było rozwodów,
                        bo samotna rozwódka nie miała możliwości egzystowania. Ale to nie
                        znaczy, że małżeńswa w takich kultirach są idealne, a więzi międzi
                        rodzicami i dziećmi idealne.

                        > Oczywisie w naszej sytuacji - gdzie wszystko jest juz zaburzone -
                        > calkowite odseparowanie sie od rodziny jest rozwiazaniem
                        latwiejszym.
              • ma.pi Re: nie ma obowiazku chodzenia do szkoly 09.01.08, 20:19
                ik_ecc napisała:

                >
                > W zasadzie wszystkie szkolone domowo dzieci w wieku nastoletnim,
                > jakie znam, pracuja. Niektore maja fajne roboty, np ucza innych
                > karate, plywac czy jezdzic na nartach, dwojka pracuje w zakladzie
                > fotograficznym, inne pracuja w McDonaldach, sklepach, domach
                starcow
                > jako zmywacze naczyn i tym podobnych miejscach, ktore (w kraju w
                > ktorym mieszkam) przyjmuja do pracy nastolatkow.

                W Kanadzie, bo tutaj mieszkasz, nastolatki ktore chodza do szkoly
                tez pracuja popoludniami lub w weekendy, bo tutaj to jest normalne.
                Takze nie jest to zadna jakas unikatowa cecha nastolatkow uczonych w
                domu. :o)
            • cautious Re: nie ma obowiazku chodzenia do szkoly 09.01.08, 19:59
              Verdano, zwykle zgadzalam sie z Twoimi pogladami wyrazanymi na tym forum...ale
              tym razem z wlasnego doswiadczenia wiem, ze mozna bardzo nie lubic szkoly
              wlasnie w klasach poczatkowych. W pierwszej klasie, dzieci (wiekszosc) uczyly
              sie czytac o Ali i Asie, pisać literki i liczyc a ja czytałam książki o
              zwierzętach, czy 'w pustyni i w puszczy'. Straszliwie mi sie nudzilo i widzieli
              to i rodzice i nauczycielka. Polubilam szkole dopiero w 4 klasie kiedy zaczely
              sie 'normalne' przedmioty i nauka. A socjalizowalam sie chyba wiecej na podworku
              niz w szkole...I teraz widze to samo u mojej siostrzenicy, ktora w wakacje
              czytala Mikolajka i pisala wierszyki, a teraz w 1 klasie nie znosi chodzic do
              szkoly, nie odrabia zadan.chyba jednak cos w tym jest smile pozdrawiam
        • bszalacha Re: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły 09.01.08, 02:10
          Mogło nie być nauczone bycia w roli nieuprzywilejowanej/tzn.jednym z
          wielu/.Typowy syndrom u jedynaków,nad którymi "pracują"cale zastepy
          dorosłych:rodzice,dziadkowie,ciocie itd.Współistnieje to czesto z
          przekazywaniem przekonań w stylu"jestes lepszy od innych",masz prawo
          do specjalnych przywilejów".
          Nie muszę udowadniać,jak bardzo jest to niebezpieczne dla samego
          dziecka,jakie reakcje wywołuje taką postawą u innych rówieśników,jak
          zaburza to odbiór rzeczywistości.
          Rozwiązaniem będzie uporanie się samych rodziców z ich własnymi
          problemami,pozwolenie dziecku żyć jego własnym trybem.
    • alanta1 Re: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły 08.01.08, 21:34
      Jeśli nauczycielka pójdzie na współpracę:poprosić o bardziej ambitne zadania.
      Jeśli nie: nauczyć czytać pod ławką albo dyskretnie rozwiązywać krzyżówki smile
      • verdana Re: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły 09.01.08, 22:33
        Ale nudzenie sie w szkole i nawet nie lubienie szkoly - to jedno. A
        odmowa chodzenia do niej siedmiolatka - to co innego. Zazwyczaj
        dziecko woli byc samo, a nie z kolegami, zdezygnowac z bycia
        uczniem, choć o tym marzyło nie tylko dlatego, ze się po prostu
        nudzi na lekcjach.
        • paszczakowna1 Re: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły 10.01.08, 07:17
          Verdano, być może akurat Twoje doświadczenia są inne, ale nielubienie szkoły
          przez 7-latka wcale nie jest jakąś anomalią. Ja szkoły nie znosiłam przez niemal
          całą podstawówkę, a pierwsze lata wspominam akurat najgorzej. I to właśnie
          głównie przerwy. Potworny hałas (to było najgorsze), tłok, tłum nieznanych
          dzieci, brak spokojnego miejsca (w klasie nie wolno było zostać), no i pretensje
          ze strony nauczycieli o wszystko (akurat nie do mnie na ogół, ja byłam dzieckiem
          bardzo spokojnym, ale do kolegów - nie biegaj, nie krzycz, nie bij się, nie
          śmieć). Plus, w moim przypadku - obrzydliwa stołówka i za mało czasu na posiłek,
          i świetlica przed lekcjami (na szczęście rodzice szybko się zorientowali, że
          zdrowiej mi będzie samej z domu wychodzić). Przedszkola też nie lubiłam, ale w
          porównaniu ze szkołą to był raj.

          A co prestiżu "bycia uczniem" - nikły. Pamiętaj, że w przedszkolnej zerówce jest
          się najstarszym, podczas gdy w szkolej znów pierwszoklasista jest na dole
          drabiny społecznej.
          • verdana Re: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły 10.01.08, 09:30
            A odmowilas pójścia do szkoly? Czy tylko mowilaś, ze nie lubisz i ci
            się nie chce tam chodzić?
            • moleslaw Re: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły 10.01.08, 13:31
              Dziękuje za wypowiedzi.Niestety chyba zrobiliśmy błąd,nie poszedł wtedy do
              szkoły a od wczoraj mąż z nim w domu siedzi.Mówiłam że nawet sama mu napisze
              całe strony "trudniejszych "zadań ale stwierdził że Pani zabrania.Mały nie może
              iść do wyższej klasy ponieważ ma podejrzenie dysleksji,i mam obawy że wtedy
              dopiero na poważnie by się do szkoły zniechęcił.
              Chcę tak rozwiązać problem żeby nie czuł się zmuszany,znam dziewczynkę ,którą
              mama odprowadzała do szkoły a ona drugim wyjściem wędrowała dalej.Nie chcę żeby
              tak się to skończyło.
              Edukacja domowa również była przez nas rozważana ale ze względu na brak
              środków finansowych pomysł upadł.Może nauczanie indywidualne?
              Właściwie go rozumiem sama polubiłam szkołę dopiero w liceum dla dorosłych.
              • verdana Re: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły 10.01.08, 14:39
                A! To juz masz odpowiedź.
                dzieci z klopotami w nauce nie lubia szkoly, bo szkola wymaga od
                nich rzeczy, których zrobic nie sa w stanie i z kazdym dniem czuja
                się gorsze. Porozmawiaj z Panią, popros w poradni o zalecenia, jak
                szkola powinna oceniać dziecko - i zanies je do szkoły.
                • zawilec1 Re: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły 10.01.08, 15:34
                  Aby dziecko było nauczane indywidualnie musi być wydane orzeczenie
                  przez poradnie psychologiczną na podstawie orzeczenia lekarza, w tym
                  przypadku nie wchodzi to w grę. Jezeli jest podejrzenie dysleksji, a
                  dziecko nie było badane w tejże poradni, zróbcie to państwo
                  koniecznie, systematczna terapia pedagogiczna w duzym stopniu pomga
                  przezwyciężyc trudności. Warto również zrobić najpierw badanie
                  okulistyczne. Nauczyciele mają teraz duzą wiedze na temat dysleksji
                  i dostosowują wymagania do mozliwości ucznia /mają taki obowiazek/.
                  Dziecko najprawdobodobniej nie ma ochoty na wysiłek zwiazany z
                  systematyczną nauką, ale najpierw obowiązek a potem przyjemności.
                  Państwo wyznaczacie granice i stawiacie warunki, myslenie dziecka
                  może być takie; nie muszę chodzić do szkoły, to nie muszę robić
                  wielu innych rzeczy.
              • dorota.konowrocka Re: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły 10.01.08, 16:12
                Bardziej konkretne informacje na temat edukacji domowej można znaleźć pod
                adresami www.edukacjadomowa.pl, www.edukacjadomowa.piasta.pl oraz
                www.naukapozaszkola.blog.onet.pl

                Finansowo to rzeczywiście uderza w rodzinę o tyle, że jedno z rodziców musi
                zrezygnować z pracy na pełnym etacie (ale już na pół może się udać, pod
                warunkiem, że drugi rodzic też się zaangażuje, przynajmniej kilka godzin w
                tygodniu). Na stronie www.edukacjadomowa.pl jest zakładka pytań i odpowiedzi na
                najczęściej zadawane pytania dotyczące edukacji domowej, polecam lekturę.

                Wydaje mi się, że w szkole niewiele da się zrobić z dzieckiem, które się nudzi,
                bo już wszystko wie... Szkoła idzie ustalonym trybem i raczej nie ma tam miejsca
                na indywidualne nauczanie. Pozostaje chyba poszukać alternatyw albo po prostu
                zgasić dziecko, że sorry, ale nic nie da się zrobić, musi swoje odbębnić i
                wynudzić, może sobie poczytać pod ławką, jak mu się uda...
Pełna wersja