nieprzystosowany społecznie bystrzak

17.01.08, 11:08
mniej więcej taka jest konkluzja oceny opisowej mojego
trzecioklasisty. Najlepsze wyniki w matematyce, angielskim, wiedzy
ogólnej, lekturach, ale...ma problemy z dostosowaniem się do zasad
ustalonych w klasie, nieprawidłowy stosunek do nauczycieli, częste
konflikty z kolegami. No i martwię się od wczorajszej wywiadówki,
kto mi w domu rośnie? Jasne, że to nie jest nagła zmiana, od
początku szkoły zawsze coś tam zgrzytało, ale teraz problem podobno
się mocno nasilił. Ja od września, po kilku latach w domu, wróciłam
do pracy. Młodsza z opiekunką, syn trochę pozostawiony samemu sobie.
Nie jestem w stanie pomagać mu organizacyjnie, tak jak przedtem, nie
moge też tak kontrolować sposobu, w jaki spędza czas. Boję się, że
coś istotnego mi umyka, że młody nie daje sobie rady z rozdźwiękiem
między posiadaną wiedzą a wymaganiami szkolnymi, co gorsza, tak
naprawdę nie wiem, jak to zmienić. Czy macie jakiś pomysł, jak pomóc
takiemu dziecku? Chciałbym wychować człowieka, który jest
szczęśliwy, ale też takiego, z którym inni sa szczęśliwi, i mam
wrażenie, że coś istotnego mi umyka.
    • kanna Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 17.01.08, 13:04
      To niestety cecha dzieci zdolnych. Intelekt znacznie powyzej
      przecietnej, a rozwój społeczny/emocjonalny ponizej. Nie czyta
      reguł, nonszalnacko traktuje zasady, komentuje, a do tego labilnośc
      emocjonalna.

      Podstawowa zasada:
      ZAWSZE stajesz po stronie syna w sporach ze szkołą, NIGDY nie
      strofujesz go przy nauczycielach. Kiedy rozmawiasz z nauczycielem -
      odsyłasz dziecko.

      W rozmowach z nauczycielem domagasz sie KONKRETNYCH opisóqw tego, co
      syn rob źle. informacja "jest niegrzeczny" nie jest żadna
      informacją.
      Kiedy juz wisz, co źle robi, możecie w domu pracowac nad tym
      zachowaniem.
      Przyklad: dzieciak przynosi uwagę "Syn jest niegrzeczny na w-f" Mama
      idzie do szkoły, wypytuje, co sie stało "Wchodził nas drzewo
      zamkiast skakac w dal" Pytama młego "Synku, dlaczego wchodziłes na
      drzewo?" "Bo oni mamo skakali i ja musiałem widziec, jak daleko,
      żebym wiedział jak ja daleko mam skoczyc, zeby wygrać" I wtedy mam
      ma podstwy do rozmowy z dzieckiem CO INNEGO mozna zroibic jak sie
      chce widzieć , jak dzieci daleko skaczą.

      takie dzieci jak twój synek rzadko czuja sie dobrze w klasie
      szkolnej. Warto im szukac grupy, jakis dodatkowych zajęc
      pozaszkolnych gdzie będą docenione, lubiane, odniosa sukces i dobrze
      sie poczują. Kółka zainteresowań, sporty duzynowe, teatr - tez przy
      okazji bedzie mógł ćwiczycm umiejetności społecfzne - bo je tylko w
      grupie ćwiczyc sie da.

      pozd smile Ania
      • teraz_asia Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 17.01.08, 13:23
        Dzięki. Pierwsze zdania sa precyzyjną charakterystyką mojego
        dzieckasmile
        Prawdę mówiąc, bardzo sobie cenię nauczycielke syna- jest cierpliwa,
        mądra i naprawdę lubi te dzieciaki, chociaż klasę ma wyjątkowo
        trudną- kilkoro dzieci ze zdiagnozowanym ADHD i innymi zaburzeniami
        uwagi. A mój syn chociaż sam nie inicjuje raczej negatywnych
        zachowań, bardzo gwałtownie reaguje na jakiekolwiek zaczepki, i
        przypuszczam, ze to jest główna przyczyna konfliktów z kolegami. Ale
        rozumiem nauczycielkę, która powtarza, że ona chce wypuścić do
        dalszych klas dzieci nie tylko znające konkretny materiał, ale
        przygotowane do współpracy z nauczycielami i grupą. Martwię się, że
        takie "osobniki" jak moje dziecko będą miały zawsze pod górkę w
        systemie szkolnym. A przykłady: ostatnia awantura poszła o planety,
        kiedy to mój syn odmówił zaliczenia Plutona do planet Układu
        Słonecznego, bo "najnowsze badania wskazują.." Teoretycznie wiem, że
        powinnam stawać po stronie dziecka, a nie szkoły, ale z trudem
        powstrzymałam się przed powiedzeniem: siedź cicho i pisz to, co każą
        w podręczniku.
        Mam stracha, ze i tak najtrudniejsze chwile czekają nas w czwartej
        klasiesad
        • fugitive Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 17.01.08, 13:46
          teraz_asia napisała:

          > A przykłady: ostatnia awantura poszła o planety,
          > kiedy to mój syn odmówił zaliczenia Plutona do planet Układu
          > Słonecznego, bo "najnowsze badania wskazują.." Teoretycznie wiem,
          że
          > powinnam stawać po stronie dziecka, a nie szkoły, ale z trudem
          > powstrzymałam się przed powiedzeniem: siedź cicho i pisz to, co
          każą
          > w podręczniku.
          >
          a z kim była ta awantura bo nie zrozumiałam? Twój syn miał rację,
          rzeczywiście taka jest ostatnia klasyfikacja planet, a kto temu
          zaprzeczył? nauczyciel ? to powinien się dokształcic, a nie dziecku
          awantury robić. No myślę, ze tu jak najbardziej powinnaś stanąc po
          stronie dziecka i jeszcze samemu awanturę zrobić nauczycielowi
          • bazylea1 Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 17.01.08, 13:57
            ale syn miał rację z tym plutonem, nawet jesli podręczniki są stare
            to nauczyciel powinien wspomniec o tym że cos się zmieniło
            • bazylea1 Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 17.01.08, 14:01
              a w ogole to taki jak opisujesz był mój mąż, kłopoty cała
              podstawówkę. dopiero gdy trafił do liceum gdzie szanowano
              indywidualnosc "uspokoił się". w podstawówce do dzis wspominają go
              jako geniusza a wychodzenia przez okno nie pamiętają smile a teraz jest
              doktorem fizyki. moj starszy syn zapowiada się dokładnie tak samo. z
              tym że konflikty w przypadku obu są/były raczej z wychowawcami bo z
              rówiesnikami sobie radzą (rządząc smile a na marginesie miałam
              nadzieję że w dzisiejszych czasach trochę bardziej indywidualnie
              podchodzi się do "problemu" dzieci zdolnych. ale jak ma byc inaczej
              jak do zawodu nauczyciela jest selekcja negatywna.
              • p1001a Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 23.01.08, 20:43
                smile
                Dokładnie taki sam kiedyś byłem.
                Może nie we wszystkim najlepszy np. na języku polskim czy historii po prostu
                nikt nie wiedział, że istnieję. Ale matematyka czy fizyka - tu już było inaczej.
                Jeśli dostawało się zadania na dziesięć minut, a które czasem można było
                rozwiązać w pamięci, to czemu się dziwić komuś kto to w mig rozwiązał i się
                nudził. Pamiętam tylko, że na biologii nauczyciel nie pozwalał mi przesiadywać w
                klasie w czasie lekcji, ale w kantorku dostawałem różne preparaty do wykonania,
                a następnie do obserwacji pod mikroskopem czy zajmowałem się klasowym
                zwierzyńcem - rybki, chomiki i inne takie żyjątka. Uważam tę osobę za jednego z
                moich najlepszych nauczycieli ponieważ dała mi to czego potrzebowałem - cały
                czas nauka na odpowiednio wysokim poziomie.
                W liceum i na studiach było już trochę lepiej, bo i materiał był już ciekawszy smile
                Obecnie pracuję sobie naukowo i jest świetnie - powiedzmy, że w pracy zajmuję
                się moim hobby smile
                Co chciałbym napisać to faktycznie do dnia dzisiejszego nie ma programu pracy z
                dziećmi zdolnymi. Są tylko wszelakie dys-to dys-tamto, a chyba najbardziej to
                dys-mózgowie i idą tacy ludzie dalej w życie, i zostają nauczycielami, i mają
                później zajmować się zdolnymi dziećmi wink gdy sami mają problemy z rozwiązaniem
                prostych zadań czy to z fizyki, czy matematyki.
                Nie ganię wszystkich nauczycieli, ale tacy jak mój były biolog zdarzają się
                wyjątkowo rzadko. Pozdrawiam zdolnych dzieciaków i ich rodziców smile
                Wystarczy, że zapewni się takim zdolniachom wystarczająco trudny problem do
                rozwiązania i problem złego zachowania zniknie.
                Poza tym zgadzam się, że nie wolno ganić dzieciaka przy nauczycielu i należy
                stawać w jego obronie gdy przeciwną stroną jest szkoła. Natomiast na spokojnie
                wszystko wyjaśnić z pociechą w domu smile
        • titta Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 23.01.08, 13:01
          A przykłady: ostatnia awantura poszła o planety,
          > kiedy to mój syn odmówił zaliczenia Plutona do planet Układu
          > Słonecznego, bo "najnowsze badania wskazują.." Teoretycznie wiem,
          że
          > powinnam stawać po stronie dziecka, a nie szkoły, ale z trudem
          > powstrzymałam się przed powiedzeniem: siedź cicho i pisz to, co
          każą
          > w podręczniku.
          To o co chodzi? O wychowanie osoby samodzielnie mysloacej, czy
          konformisty, ktory wszystkim bedzie przytakiwal, zeby tylko 2byc w
          zgodzie z systemem". Zgadzam sie, ze takim ludzia nie jest latwo!
          Ale jak najbardziej powinnas stawac po stronie syna. Moze to
          smieszne, ale ja dorosla kobieta, do dzisiaj mam zal, ze nikt mnie
          nie poparl w sporze z nauczycielka o...o rosliny dwuletnie. Poszlo o
          to, ze moja nauczycielka twierdzila, ze marchewka jest jednoraczna,
          bo sie ja zjada w tym samym roku co posadzili. Reakcja typu "siac
          cicho i pisz co kaza" jest chyba najgorsza, bo to syn ma racje,
          (podobnie jak ja mialam w tedy) i w jego obronie powinnas stanac
          praktycznie, a nie teoretycznie. To co mozna, a nawet trzeba zrobic
          to nauczyc, by nawet bedac przekonany o swojej racji, podchodzil do
          tego spokojnie, nie wyklucal sie, ale tez robil (i pisal) to co
          uwaza za sluszne. Dobrych ocen moze mu to nie przyniesie ale
          szacunek do siebie i sile w zyciu napewno.Moze naprawde nie warto
          sie przejmowac "co powiedza" i "co pomysla" i byc soba ale tez uczyc
          zasad wspolzycia i szacunku (i cierpliwosci) do osob majacych inne
          przekonania (rowniez te falszywe).
          Ps. Plutona oficjalnie nie uznaje sie juz za planete.
          A marchewka jest dwuletnia, bo cykl "od nasionado nasiona" zamyka
          sie w ciagu dwuch sezonow wegetacyjnych.


      • kandyd.a do kanna 17.01.08, 19:20
        kanna napisała:

        > Podstawowa zasada:
        > ZAWSZE stajesz po stronie syna w sporach ze szkołą, NIGDY nie
        > strofujesz go przy nauczycielach. Kiedy rozmawiasz z nauczycielem -

        > odsyłasz dziecko.


        Kanna.
        Wybacz, ale to jest bardzo niesprawiedliwe i nieobiektywne
        podejście. A co jesli nauczycielka (a tak się dzieje w 75%
        przypadków) ma absolutną rację w swoich uwagach dotyczących syna?
        Jesli dziecko naprawdę jest nieznośne? Owszem - odesłac syna na bok
        w takiej rozmowie, ale NIGDY, podkreslam z całą mocą: NIGDY nie
        możesz skreslić racji nauczcielki. Żaden naucziciel nie fatyguje
        rodzica do szkoły, jesli nie ma ku temu podstaw.

        Pokazując dziecku postawę roszczeniową i pretensjonalną wobec
        nauczyciela po raz kolejny uczysz go jak NIE NALEŻY robić, a nie o
        to chodzi? Wspierac dziecko, ale mądrze, a nie z podejściem ze cały
        świat sprzysiągł się przeciwko niemu!


        Poza tym nie można na 100% stwierdzić, że inteligencja ogólna jest
        odwrotnie proporcjonalna do rozwoju emocjonalno-społecznego. Z moich
        obserwacji wynika, ze najczęściej idzie to jednak w parze (dzieki
        mądrym rodzicom), a opisywane przypadki (na szczęście) jeszcze nie
        przeważają.

        Tylko w ostatnim akapicie mogę się z tobą zgodzić - dodatkowe
        zajęcia zgodne z temperamentem i zainteresowaniami dziecka (nie
        rodzica!) moga być rozwiązaniem.

        Choć podstawą jest oczywicie nauka własciwych zachowań społecznych.


        • kandyd.a Przepraszam za literówki 17.01.08, 19:23
          (nie swoja klawiatura - co tez przyzwyczajenie nie robi z
          człowiekiem...)
        • kanna kandyd.a 18.01.08, 12:52
          >Kanna.
          >Wybacz, ale to jest bardzo niesprawiedliwe i nieobiektywne
          >podejście. A co jesli nauczycielka (a tak się dzieje w 75%
          >przypadków) ma absolutną rację w swoich uwagach dotyczących syna?

          To przyznajesz jej racje, prosisz o pomoc w rozwiązaniu problemu i
          rozmawiasz z dzieckiem w domu. Nie mówię o postawie roszczeniowej,
          ale o OCZEKIWANIU zeby nauczuyciel mówił, co dziecko KONKRETNIE źle
          robi. Słuchanie ze jest niemile, niesforne itp. nie prowadzi do
          zadnych rozwiązań.
          Nawet jezeli dziecko robi źle musi wiedzieć, że zawsze na Twoje
          wsparcie i obronę może liczyć - bo kazdy ma prawo popełniać błędy.
          Jezeli nauczyciel strofuje je, a Ty sie przyłączasz - dziecko
          znajduje sie między mlotem a kowadłem.

          >Poza tym nie można na 100% stwierdzić, że inteligencja ogólna jest
          >odwrotnie proporcjonalna do rozwoju emocjonalno-społecznego.

          Nieharmonbijnoiśc rozwoju jest cechą dziecka zdolnego, powiem
          więcej - jest to pewna prawidłowośc rozwojowa. Pracuję z takimi
          dziećmi i ich rodzicami od 10 lat i dzieci harmoinijne rozwinięte
          (intelekt i umiejętności spoleczne powyzej średniej) sa w
          przeważającej mniejszości.

          >Choć podstawą jest oczywicie nauka własciwych zachowań społecznych.

          Problem w tym, że zachowań społecznych najlepiej sie uczy w grupie -
          analogicznie jak pływania powinno sie uczyc w wodzie. Dlatego
          grupa , gdzie dziecko sie dobrze poczuje, jest podstawą. I nie ma
          znaczenia, jakie to beda zajecia - grunt, by dziecku pasowały.

          pozd smile Ania
          • skorzasty Re: kandyd.a 23.01.08, 22:59
            Witaj Kanna,
            Mam podobny problem z moim synem, czy mogę Cię prosić o prywatny kontakt mailowy jskora@orange.pl - Twoje uwagi wydają mi się niezwykle celne, chciałbym prosić o więcej podpowiedzi. Pozdrawiam
        • damsob Re: do kanna 23.01.08, 15:21
          > Żaden naucziciel nie fatyguje
          > rodzica do szkoły, jesli nie ma ku temu podstaw.

          Chyba życia nie znasz. Spora część nauczycieli to skończeni debile, którzy na
          pedagogikę poszli, bo nigdzie indziej się nie dostali.

          W szkole przeżywałem katusze
          • kandyd.a Re: do kanna 27.01.08, 12:29
            Powiem ci tylko: OBYŚ CUDZE DZIECI UCZYŁ.
            Oczy ci się wtedy znacznie szerzej otworzą.
        • tyrranus Re: do kanna 24.01.08, 08:30
          > Poza tym nie można na 100% stwierdzić, że inteligencja ogólna jest
          > odwrotnie proporcjonalna do rozwoju emocjonalno-społecznego. Z moich
          > obserwacji wynika, ze najczęściej idzie to jednak w parze (dzieki
          > mądrym rodzicom), a opisywane przypadki (na szczęście) jeszcze nie
          > przeważają.

          W liceum tak. W podstawówce raczej nie.
    • teraz_asia Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 17.01.08, 15:20
      No, ja wiem, co z tym Plutonemsmile
      Ale jeżeli ma konkretne zadanie w podręczniku, które uwzględnia
      Plutona, to jeśli go nie zrobi, to nie odrobi pracy domowej.
      Awantura to za dużo powiedziane- najpierw protestowal w domu,
      zaproponowałam mu wypełnienie ćwiczeń zgodnie z danymi
      obowiązującymi w książce i ewentualne dopisanie wyjaśnienia, ale
      jego poczucie ładu najwyraźniej znalazło ujście w klasie, gdzie
      postanowił udowodnić Pani i kolegom, że sprawa ma się inaczej i,
      hmm, zdecydowanie upierał sie przy swoim zdaniusmile
      Nie mam problemu z tym, ze jest zdolny i asertywny- to fajny i
      bystry chłopak, martwi mnie raczej skondensowanie cech charakteru,
      które mogą mu utrudnić życie: jest bardzo chwiejny emocjonalnie, a
      równocześnie zamknięty w sobie. Problemy sprawiają, że zatrzaskuje
      się w sobie jak w skorupce albo reaguje agresją, a ponieważ jest
      bardzo roztargniony, tych problemów w szkole robi się sporo, poza
      tym niestety, znalazł nienajlepszy sposób na integrację z grupą-
      robi się takim klasowym zabawiaczem, co znowu powoduje konflikty z
      nauczycielami. Eh, chwilami wolałabym najpierw przetrenować
      dorastanie na córce, a potem dopiero "hodować" taki trudny
      przypadeksmile)
      • verdana Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 17.01.08, 20:34
        Upierał sie i miał w tym wypadku rację. Dla trzecioklasisty
        konieczność zrobienia zadania źle, bo tak podręcznik wymaga - jest
        niewytłumaczalna. Możesz to wytłumaczyć starszemu oportuniscie,
        dzieci bywaja bezkompromisowe. I dobrze - chyba nie chcesz wychować
        dziecka, ktore wbrew przekonaniom robi to co każą?
        Natomiast nie tłumaczyłabym jego kłopotów wyłacznie inteligencja,
        chyba że ma IQ gdzieś powyżej 160. Takie dzieci maja rzeczywiscie
        kłopoty w kontaktach z otoczeniem, bo nie mają z kim rozmawiać. To
        tak, jakby nas przeniesiono do piatej klasy podstawówki i kazano się
        z klasą zaprzyjaźnić i dostosować do zachowań otoczenia- bez
        możliwości znalezienia kogoś na swoim poziomie.
        jestem za tym, ze dziecka przed nauczycielem trzeba bronić do
        upadlego, o ile dziecko ma rację - choćby z tym Plutonem nie trzeba
        byo się kłócić, tylko przyznać rację, albo powiedzieć "sprawdzę" .
        Skoro wybuchła awantura, to wina lezy li i jedynie po stronie
        nauczycielki. Natomiast może zdarzyć się, ze nauczyciel ma racje -
        wtedy trzeba zadbac o interes dziecka, ale bronić go? Dlaczego?
        • jvenables14 Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 20.01.08, 17:55
          Takie dzieci maja rzeczywiscie
          > kłopoty w kontaktach z otoczeniem, bo nie mają z kim rozmawiać. To
          > tak, jakby nas przeniesiono do piatej klasy podstawówki i kazano się
          > z klasą zaprzyjaźnić i dostosować do zachowań otoczenia- bez
          > możliwości znalezienia kogoś na swoim poziomie.

          Bzdura. Chodzilem do klasy w podstawowce gdzie bylo kilku odstajacych poziomem,
          miedzy innymi ja. Nauka przychodzila mi bez trudu, ale nigdy nie mialem problemu
          w kontaktach z gorszymi ode mnie uczniami. W 3 klasie tez sie zaczytywalem w
          ksiazkach i chcialem blyszczec na kazdej lekcji, a jak nie moglem to sie czulem
          przybity.
          Trzeba mu wyjasnic ze nie musi byc najlepszy i zeby nie byl za dorosly.
          Nienawidzilem i nienawidze ludzi takiego sortu, co chca byc najmadrzejsi i
          innych maja za g... A ten maly o ktorym mowa wlasnie taki jest i powinien dostac
          po lbie.
          Moze potem z tego wyrosnie i doceni uroki roznorodnego towarzystwa i bedzie sie
          umial dogadac ze wszystkimi. Z niektorymi sie nie pogada o Plutonie, ale
          przynajmniej jest wiekszy ubaw smile
          • verdana Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 20.01.08, 18:05
            Hm... pomiedzy uczniem zdolnym, a człowiekiem wybitnie
            inteligentnym, o ilorazie inteligencji 160-200 zieje przpaść. To nie
            polega na tym, ze się odstaje poziomem i czyta książki i tyle.
            • jvenables14 To powinni dla takich bystrzakow robic specjalne 20.01.08, 18:22
              szkoly. Nie psuliby atmosfery w klasie i nie narazali sie na dostanie po lbie.
              • tyrranus Podobnież nie wolno 24.01.08, 08:29
                bo to nierówność społeczną rodzi, bo szkoły specjalne będą w miastach i dzieci
                ze wsi do takich szkół nie pójdą.
                A do tego nie można wyróżniać dzieci i trzeba dbać o słabszych uczniów.

                W efekcie słabi się wku..ają na zdolnych i próbują ich pobić, zdolni się nudzą
                na lekcjach i marnują bezsensownie czas.
            • bazylea1 Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 21.01.08, 09:25
              ja mam powyżej 160 i tak tragicznie nie było smile
            • tyrranus Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 24.01.08, 08:33
              nie musisz mieć 160 IQ by odstawać poziomem w podstawówce.
              Zresztą zobacz ile osób na tym forum wspomina właśnie w ten sposób podstawówkę.
              Jeśli ktoś wyskakuje poziomem powyżej 30-osobowej klasy, to szybko ląduje w
              takiej roli. W liceum może być później nawet średniakiem...
          • teraz_asia Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 21.01.08, 10:14
            Trudno jest jednym postem scharakteryzować człowieka, choćby i
            dziesięcioletniego. Jesli przeczytasz mój post nad wypowiedzią
            Verdany, zauważysz, że problemy, które mnie najbardziej martwią,
            wcale nie są związane z jego "wybijaniem się ponad przeciętną". Bo
            mój syn wcale geniuszem nie jest i sam też o tym wie, ze np.
            plastycznie i manualnie jest do tyłu za Murzynami w stosunku do
            innych dzieci. Ale sama nauczycielka mówi, że cały kłopot wynika za
            faktu, że Młody ma duży rozdźwięk pomiędzy rozwojem intelektualnym i
            emocjonalnym i to powoduje pewne rozchwianie. Nie napisałam, żeby
            się chwalić zdolnym dzieckiem, tylko z pytaniem, czy jest jakiś
            sposób, żeby ten rozdźwięk wyrównać. Nie mogę kandydować na Matkę
            Roku, jestem zapracowana i zazwyczaj zmęczona, i tak naprawdę nie
            wiem, jak realizować polecenie- trzeba nad tym pracować w domu.
            A bicie po łbie nie spowoduje poprawy zachowań społecznych, chyba
            że masz inne doświadczenia?
            • jvenables14 Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 22.01.08, 00:54
              > A bicie po łbie nie spowoduje poprawy zachowań społecznych, chyba
              > że masz inne doświadczenia?

              Chodzi mi raczej o to ze moze dostac w leb od bardziej przystosowanych
              spolecznie rowiesnikow, ktorzy uznaja ze musza mu przemowic do rozumu, jak np.
              za bardzo szarzuje. No trudno to wyjasnic ale w podstawowce moze jeszcze mu
              ujdzie. Jak bedzie dalej takim nieprzystosowanym spolecznie to go w gimnazjum
              zajada. Sam wiem jak trzeba lawirowac zeby byc po silniejszej stronie.
              • titta Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 23.01.08, 14:22
                do jvenables14
                Po pierwsze, z tego sie zwykle wyrasta. Po drugie, zawsze moze
                trafic do "lepszego" gimnazjum, gdzie inteligentnych i
                nieprzystosowanych spolecznie (niestety bywa, ze te dwie rzeczy
                chodza parami) jest wiecej. Np. w moim liceum byla to wiekszasc i
                to "normalni" byli slabsza strona i troche gubiaca sie
                w "klimatach". Bez nadzoru psychologicznego sie nie obeszlowink ale
                wiekszasc wyszla na prosta i sobie w zyciu swietnie radza.
                Inna sprawa, ze takie niedostosowanie zwiazane jest czesto z niskim
                poczuciem wlasnej wartosci. Trudno mi powiedzic czy jest jego
                zrodlem, skutkiem, czy wspowystepuje ale ja bym sie glownie tym
                zajela. Chlopiec braki na polu socjalym moze nadrabiac "szpanujac"
                wiedza, a to przy przecietnej klasie nie przynosi mu uznania.
                Zamiast tepic takie bybryki pokazywala bym inne strony w ktorych
                jest silny. Ale bez przesady, bo przekonanie o byciu "cudownym"
                dzieckiem tez nie jest dobre. (Nawet jak sie naprawde jest wczesniej
                czy pozniej trafi sie na lepszych od siebie, ktorzy nie docenia
                i ...moze sie skaczyc niezla depresja). Moze jakies zajecia
                dodatkowe, gdzie bedzie mogl sie wykazac i pobyc z dziecmi o
                podobnych zainteresowaniach? Jakies harcerstwo, sport, organizacja
                (chocby religijna) gdzie bedzie w pelni akceptowany?

    • weronikarb Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 22.01.08, 09:07
      Asia chetnei czytam ten watek poniewaz mnie to moze czekac .
      Juz teraz mlody w przedszkolu ma ten problem
      Odtsaje od reszty, trudno mu sie z nimi zzyc.
      Najchetniej to rozmawia z Pania, zabawy i halas go mecza

      Pani mowi ze moze sie jeszcze uspoleczni, ze trudno mu dogadac sie z
      nnymi, bo ona na innych falach troszke nadaje smile

      Nie jest geniuszem, poprostu woli towarzystwo doroslych i z nimi
      dyskusje
      • bazylea1 Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 22.01.08, 09:54
        weronikarb napisała:


        > Najchetniej to rozmawia z Pania, zabawy i halas go mecza
        >
        moze sprobuj terapii integracji sensorycznej - podobno można
        dziecko "odwrażliwic" na głosne dzwieki

        a moj syn ma w grupie podobną mądralę, małą cudną dziewczynkę w
        okularkach i sobie gawędzą o dinozaurach i asteroidach smile ich pasja
        poznawcza nie ogranicza się do tego, np syn wraca i mowi ze Basia
        pokazała mu ze nie ma siusiaka smile))) ale ogolnie dobrze bawi się
        równiez z chłopakami, rządzi nimi i ich ustawia zeby budowali lub
        walczyli jak on kaze smile
        • weronikarb Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 22.01.08, 10:20
          Bazylea nie da sie go odwrazliwic, bo go sam halas jako taki nie
          meczy chyba ze jest jednostajny przez dluzszy czas.
          W przedszkolu niema idealnej ciszy tylko caly czas miarowy halas i
          to go meczy.
          Na codzien uon w domu przebywa albo z nami albo z dziadkami,
          wychodzil na place zabaw co jakis czas (my mieszkamy na wsi) i tam
          caly dzien potrafil sie bawic - ale byl to jeden dzien pod rzad smile

          geniuszem nie jest i niema jakis zainteresowan wybiegajacych do
          przodu, chodzi mi glownie o zasob slow i jego gadulstwo.
          Lubi dyskutowac na tematy poruszane w przedszkolu, a takie podjac
          moze tylko z pania jak slysze

          Pani stara sie wciagnac go w zabawe ogolna, czasami sie udaje,
          jednak to bardziej gdy bawi sie z jedna gora 2 dzieci. Gdy zabawa
          dotyczy wiekszosc, to maly poprostu idzie usiasc do stoliczka i
          sobie popatrzec smile
          • srebrnarybka Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 22.01.08, 10:36
            Bardzo współczuję Twojemu synkowi. Byłam jedynaczką, do czasu
            pójścia do szkoły w wieku 7 lat (nie było wtedy zerówek) przebywałam
            stale z rodzicami, babcią albo wynajętą do opieki studentką. W I
            klasie przeżywałam bardzo to, ze od razu stałam się pośmiewiskiem
            grupy, byłam mniej sprawna fizycznie, nie umiałam się bawić z innymi
            dziećmi. Kilkanaście lat ciężkiej pracy kosztowało mnie to, zeby
            umieć kontaktować się z rówieśnikami. Bardzo dobrze, że syn chodzi
            do przedszkola, więc ten trud może podjąć już wcześniej. I trzeba go
            w tych wysiłkach wspierać, a nie umacniać izolację od grupy. Inaczej
            będzie mu bardzo cięzko w życiu.
            • weronikarb Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 23.01.08, 07:25
              Stale z doroslymi nie przebywa, ma kontakt z innymi na placach
              zabaw - wczesniej
              Od zeszlego roku do przedszkola chodzi.
              Nie kazdy do szczescia potrzebuje ludzi - ja nie bylam jedynaczka i
              przez nasz dom przewijalo sie mnostwo dzieci, a najlepiej czuje sie
              we wlasnym towarzystwie. Mecza mnie ludzie

              Maly ma to samo.
              Rozwoj psychiczny i fizyczny w normie, w niektorych dziedzinach
              nawet ponad.

              Nie umacniam izolacji, tylko rozumiem jego potrzebe i staram sie aby
              jakos jedno z drugim pogodzil i aby mu to az tak nie ciazylo.

              Zeby umial zyc z ludzmi jak musi smile
              • srebrnarybka Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 24.01.08, 14:31
                Wcale nie krytykowałam Twojego sposobu wychowania, bo wcześniej niż
                4 lata trudno dostrzec, że dziecko ma większe od rówieśników kłopoty
                w kontaktach z nimi i zacząć nad tym pracować. Uważam, że słusznie
                robisz posyłając go do przedszkola.

                Tego, że ludzie moga męczyć, rzeczywiście zrozumieć nie potrafię,
                dla mnie kontakt z ludźmi to bogactwo życia, po to żyję, by dzielić
                się z innymi ludźmi samą sobą i moimo przeżyciami. Ale wiem, że są
                ludzie, którzy tak funkcjonują, szanuję to, a ja oczywiście nie
                muszę wszystkiego rozumieć. Tyle tylko, że dobrze jednak dziecko
                nauczyć kontaktów z rówieśnikami, żeby umiało je nawiązać, jeśli w
                świadomym życiu zechce ograniczać swoje kontakty międzyludzkie, to
                już jego sprawa, ale nie będzie wynikało z nieumiejętności ich
                nawiązywania, tylko braku silnej motywacji.
    • matka-natka Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 22.01.08, 17:49

      Świetnie ujęłaś istotę rzeczy: “nieprzystosowany społecznie
      bystrzak”!

      Jesteś trzy lata mądrzejsza ode mnie, bo moje szczęście dopiero na
      progu edukacji szkolnejwink

      Pytasz o rady. Chyba powinniśmy założyć oddzielne forum dla mam
      takich bystrzaków, żeby się wspierać, bo łatwo nie jest, a nie ma
      cudownego antidotum na ich aspołeczność. Rodzic musi się uczyć krok
      po kroku na własnych błędach, jak takie dziecko wspierać. Rada
      kanny, żeby rozpatrywać konkrety i murem stać za dzieckiem są
      bezcenne. Najpierw musiałam popełnić ten błąd, że sie denerwowałam
      na dziecko, podczas gdy “wina” nie zawsze albo nie w całości leżała
      po jego stronie. A najbardziej smuci mnie to, że staram się jak
      mogę, jednak dziecko i tak pójdzie w świat, a w tym świecie różnie
      bywa. Świat nie będzie dziecka wspierał, tylko – jak to nam świetnie
      prezentuje jvenables14 – walił w łeb.

      Dobrze rozumiem twoje odczucie, że coś ci umyka. Największego doła
      przeżyłam, gdy byłam w ciąży z drugim dzieckiem, musiałam leżeć i po
      prostu fizycznie nie byłam w stanie małego wspierać. Czułam się źle,
      jakbym go zaniedbywała i zostawiła na pastwę losu. Nauczyłam się
      jednak czegoś: w szkole i tak mu nie pomogę, bo mnie tam po prostu
      nie będzie. Mogę z jednej strony tak na niego wpływać, żeby był w
      stanie sam sobie radzić i nie dać się walic w łeb – ciągle szukam
      odpowiedzi, jak to robić mądrze. Eksperymentuję i błądzę. Z drugiej
      strony wiem, że muszę szukać sprzymierzeńców. Macie szczęście, że
      trafiliście na mądrą nauczycielkę. Drugim ważnym atutem jest to, że
      nasze bystrzaki mają rodzeństwo – mogą się “docierać” z innym
      dzieckiem w domu pod okiem rodziców. Staram się nawiązać kontakt z
      innymi rodzicami z grupy mojego dziecka. Najlepsza okazja była przy
      okazji urodzin małego. Zaprosiliśmy dzieci z rodzicami,
      powiedziałam, jakie mam kłopoty z małym. Zareagowali raczej
      pozytywnie. W rozmowie wyszło, że każdy rodzic ma swoje kłopoty. Z
      kilkoma z tych osób może uda mi się wejść w bliższy kontakt. Liczę
      na to, że jeśli będziemy mieli dobre pozaszkolne relacje
      przynajmniej z jednym, dwoma dzieciakami z klasy i ich rodzicami,
      będzie mi łatwiej “socjalizować” moją latorośl.

      Myślę, że chwilowo po prostu dołujesz bardziej niż zwykle, bo
      poszłaś do pracy = mniej czasu dla małego, no i jeszcze ten lęk
      przed nowym czyli czwartą klasą. Ja też się boję naszej pierwszej i
      wiem, że będę miała pietra przed czwartą. Później będziemy się bać
      gimnazjum a później będziemy się przyglądać, jak im się układa albo
      nie układa z dziewczynami itd. – taki nasz loswink

      Ostatnio usłyszałam w radio coś ciekawego dla nas. Redaktor zaprosił
      na pogawędke profesora, którego nazwiska nie pamiętam. Prof. pyta:
      no to o czym będziemy rozmawiać. Redaktor na to, że o finansowaniu
      polskiej nauki. Na to prof. roześmiał się głośno i mówi: a to nie
      mamy o czym mówić, bo coś takiego prawie wcale nie występuje. No a w
      toku dalszej rozmowy prof. powiedział jeszcze coś takiego: my jako
      kraj nie mamy jakichś większych bogactw typu ropa naftowa itp.
      Jedyne co mamy naprawdę cennego to ta dzieciarnia w przedszkolach i
      szkołach i to co mają w głowach.

      I tak sobie pomyślałam: Dzisiaj polska oświata zaczyna sobie radzić
      z problemem ADHD, tworzy sie klasy integracyjne dla dzieciaków z
      różnymi deficytami rozwojowymi, głosno się mówi o tym, żeby objąć
      nauką w przedszkolu coraz więcej dzieci szczególnie tych ze wsi. To
      bardzo dobrze, ale jest też druga strona medalu. Nauczycielka mojego
      dziecka, gdy zauważyła, co on umie, potrafiła jedynie powiedzieć do
      mnie coś takiego: Pani wie, ile on umie? Wiem – odpowiedziałam. A
      ona do mnie: Jezus, Maria, niech pani coś z tym zrobi!!!

      Naszych bystrzaków i ich potencjału system szkolny jeszcze nie
      zauważa. Wrzuca się ich do wora aspołeczni... Czy nam wszystkim jako
      społeczeństwu przypadkiem coś nie umyka?

      • teraz_asia Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 23.01.08, 09:53
        Dzięki za wszystkie rady. Masz rację, w szkole trudno indywidualnie
        zająć się nad dziećmi, które wychylają się ponad przeciętną w
        którąkolwiek stronę. Ale zdaję sobie sprawę, że dzieci utykają w tym
        systemie na wiele lat, i dlatego ważne wydaje mi się, zeby dobrze
        sobie radziły- nie tylko w nauce, ale też w środowisku szkolnym.
        Dla mnie zaskoczeniem było to, co pierwsza zauważyła nauczycielka
        (i to też mnie boli, ze nie ja), że wiele problematycznych zachowań
        Maćka bierze się z poczucia niskiej wartości. Bo ja płynnie
        przechodziłam do porządku dziennego nad jego wiedzą, która dla mmnie
        była oczywista, a skupiałam się na problemach z pisaniem czy
        zapominaniem np o pracy domowej.
        Być może problem, paradoksalnie, nieco się wyrówna w przyszłym roku.
        Wychowawczyni syna pociesza mnie,że bardzo często takie dzieci w
        pewnym sensie odżywają w czwartej klasie. Duża ilość nowej wiedzy,
        podanej w konkretnych przedmiotach, powinna jakoś nasycić jego głód
        poznawczy, po prostu nie będzie się nudził, a równocześnie być może
        zainteresuje się czymś nowym (znając moje dziecko, stawiam na
        historię i geografięsmile)
        Tylko ciągle się tak boję, zebym umiała wychować moje dziecko na
        fajnego faceta. Jakoś wcześniej, kiedy był młodszy, wydawało mi się
        to o wiele prostsze. A teraz mam wrażenie uciekającego czasusmile
        • marina2 Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 23.01.08, 10:33
          asiu teraz w czwartej klaskie nie ma geografii - jest przyroda z
          małymi jej elementami.
          możesz spróbować przepadać syna w poradni pod kątem ułozenia mu
          indywidualnego programu nauczania z jednego-dwóch
          przedmiotow.niemniej wiele zależy od tego na jakich nauczycieli
          trafi i czy szkoła będzie zainteresowana pracą z uczniem
          zdolnym.mój syn ma taki glejt,ale szkoła się wymigała od ustalenia
          mu programu.możliwe,że trafi Twój syn na fajnych nauczycieli,.z
          serca Ci życzę.dobry nauczyciel potrafi zmotywować do
          pracy,zaciekawić.na szczęście tacy też istnieją.
          • dgrzechu Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 23.01.08, 15:06
            No to moze teraz pare slow ode mnie big_grin Jestem 8 lat starszy od Twojego dziecka
            (3 kl. gim). Jak bylem w jego wieku zachowywalem sie bardzo podobnie. Do szkoly
            nie lubialem chodzic, czasami nawet plakalem, matka zabrala mnie do poradni
            psychologicznej i sie okazalo, ze po prostu sie nudze. No to poszedlem do klasy
            wyzszej. Skonczylem podstawowke z b. dobra srednia i max wynikiem z egzaminu. W
            gimnazjum poznalem nowych, glupich ludzi, stalem sie strasznym egoista z az za
            wysokim poczuciem wlasnej wartosci smile Przez 2 pierwsze lata nie mialem nikogo z
            kim moglbym normalnie pogadac (no w koncu jestem aspoleczny). Moja klase
            denerwuje swoja osoba, polowa mnie szczerze nienawidzi. Czesto sie kloce z
            nauczycielami, tak jak Twoj syn (szczegolnie z pania z angielskiego), ale
            potrafia oni mi przyznac racje, za co ich bardzo szanuje. Na szczescie (a moze
            nieszczescie - w koncu zmieniam teraz szkole, a pozniej chce isc do szkoly z
            Miedzynarodowa Matura) dopiero w ostatniej klasie znalazlem kogos (2 ktosiow)
            jeszcze z wyzszych klas (I LO) kto mnie choc troche rozumie i z kim moge
            pogadac. No i nie jest zle tongue_out Sadze tak jak marina, ze powinnas przebadac
            dziecko, moze tez bedzie mialo indywidualny tok nauczania i bedzie sie lepiej
            czulo wsrod starszych osob smile
        • tyrranus Wyluzuj 24.01.08, 08:48
          O ile Twój syn nie jest typem mądrali - takiego który wszystko musi wiedzieć,
          zawsze chce odpowiadać na lekcji itd, to wszystko z nim będzie w porządku. A
          najlepszym sposobem by nie był mądralą jest pomóc mu w likwidacji poczucia
          niskiej wartości - wtedy nie będzie musiał za każdym razem udowadniać że ma
          rację, tylko spokojnie zrobi po swojemu i tyle.

          Polska szkoła wychodzi z założenia, że gdy klasa jest o różnym stopniu
          zdolności, to wtedy uczniowie lepsi mobilizują i pomagają uczniom słabszym.
          Podobno jest w tym nawet korzyść dla uczniów lepszych. Nie wiem, nigdy nie
          zauważyłem.
          Efektem tego wszystkiego jest, że najzdolniejsi w grupie (niekoniecznie
          geniusze), jeśli przewyższają tych za nimi w zauważalny sposób, nudzą się na
          lekcjach i ściągają na siebie powszechną uwagę (w domyśle - niechęć).
          Więc nie przejmuj się, ze jest "zabawiaczem klasowym" - bo łatwo mógłby zostać
          wrogiem klasowym numer 1, a zabawiania się wyrasta (o ile pomożesz mu nauczyć
          się odpowiedzialności, coby nie robił prawdziwych głupot).

          Najlepsze co możesz zrobić, to po pierwsze pomóc mu zrozumieć, że jest
          zarąbistym dzieciakiem i nie musi być ulubieńcem każdego i wszystkim udowadniać,
          że ma rację, po drugie - umożliwić mu znalezienie jakiegoś hobby, takiego, które
          pozwoli mu się zrealizować.

          A w liceum wszystko się poprawi i będziesz potem z zadowoleniem rozprawiać o
          tym, na jakiego fajnego człowieka wyrósł Twój syn - klasowe trudne dziecko.
      • hannan Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 23.01.08, 17:13
        matka-natka napisała:
        > Pytasz o rady. Chyba powinniśmy założyć oddzielne forum dla mam
        > takich bystrzaków, żeby się wspierać, bo łatwo nie jest, a nie ma
        > cudownego antidotum na ich aspołeczność. Rodzic musi się uczyć krok
        > po kroku na własnych błędach, jak takie dziecko wspierać.

        Takimi dziećmi zajmuje się m.in. stowarzyszenie Mensa.
        • kasiamat00 Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 23.01.08, 17:52
          Takimi dziećmi zajmuje się m.in. KFnRD: www.fundusz.org/fundusz.php

          Ja czas w Funduszu wspominam rewelacyjnie, było to drugie miejsce (po
          Olimpiadzie Matematycznej) gdzie byli ludzie z którymi chciało mi się i miałam o
          czym rozmawiać. Trzecim były studia.

          A, i jeszcze jedno - jeśli dziesięciolatek wie, że zgodnie z najnowszą
          klasyfikacją Pluton nie jest planetą, to _jest_ wybitnie uzdolniony. To nie jest
          tak, że super zdolne dziecko to to, które czyta w przedszkolu i mnoży ułamki z
          pierwszej klasie. Ja się nauczyłam czytać w zerówce, do drugiej-trzeciej klasy
          byłam tylko trochę lepszym uczniem niż reszta.

          Taki dzieciak na swojej drodze szkolnej najprawdopodobniej spotka bardzo wielu
          nauczycieli, którzy będą od niego po prostu głupsi. Najgorsze co można zrobić,
          to stanąć po stronie takiego nauczyciela gdy nie ma on racji - wtedy oprócz
          utraty szacunku dla nauczyciela, jest duża szansa, że dzieciak straci też
          szacunek dla ciebie.
          • ewa_kocur Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 24.01.08, 08:51
            Ja mialam podobny problem, musze Cie jednak zmartwic, ze problem sie
            nie konczy. Moj syn jest teraz w liceum. W zwiazku z tym, iz od
            poczatku widac bylo problemy z przystosowaniem sie do regul i duza
            inteligencje, poslalam go do szkoly spolecznej. Male
            klasy,indywidualne podejscie. Niestety problemy wystepowaly non-
            stop. Bylam stalym rezydentem w szkole, wzywana co najmniej raz w
            miesiacu, czasem czesciej. Rozwazalismy indywidualny tok nauczania,
            ale dyrektorka sie nie zgodzila, twierdzac ze skoro tak rozrabia, to
            nie mozna go nagradzac indywidulanym tokiem. Teraz juz wiem, ze byla
            idiotka, bo rozrabianie na lekcji bralo sie stad, ze potwornie sie
            nudzil, robiac zadania w 5 minut, a nie 20 jak reszta klasy.
            Sytaucja powtorzyla sie w gimnazjum, na lekcjach z madrymi
            nauczycielami, ktorzy umieli dac mu dodatkowe i ciekawe zadania,
            podejsc indywidualnie, poswiecic wiecej uwagi byl idealem. Na innych
            po prostu rozbijal lekcje, wyglupiajac sie, robiac glupie dowcipy,
            rozsmieszajac klase. Ci nauczyciele go wprost nienawidzili. Teraz
            jest w liceum, juz jest troche lepiej, ale tylko troche. Jednak
            klopoty szkolne to najmniejsze zlo w tej calej historii. Duzo
            wiekszy problem to klopoty z rowiesnikami. Syn odznacza sie dosc
            specyficznym poczuciem humoru, sarkazm i ironie wykorzystujac do
            bolu. Literalnie do bolu - wiele razy swoimi zartami zadaje innym
            bol. Nie umie dostrzec, gdzie sa granice, poza ktore nie powinien
            sie posuwac. Twierdzi, ze trzeba miec dystans do siebie i tyle. Jego
            inteligencja sluzyla mu od zawsze do wynajdywania slabosci u innych
            i wykorzystywania tego. Manipuluje rowiesnikami, manipuluje mniej
            rozgarnietymi doroslymi. Rosnie na zlego czlowieka. Klopot polega na
            tym, ze w domu, wsrod rodziny, jest milym, kochajacym i uwaznym
            czlowiekiem. Jezeli probuje wyskaiwac z czyms, co nie miesci sie w
            rodzinnych normach, szybko jest usadzany. My w rodzinie mamy na
            niego sposoby. To samo sie tyczy jego najblizszych przyjaciol, umie
            sie im podporzadkowac, przyznac racje dostosowac sie, oni umieja go
            ustawic. Ale w swiecie zewnetrznym - srodowisku szkolnym jest
            okrutny dla rowiesnikow i meczacy dla nauczycieli. nauczyciele maja
            tez do niego ambiwalentny stosunek, bo potrafi byc wybitny z
            jakiegos przedmiotu a jednoczesnie prowokowac non-stop nauczyciela.
            Nie znalazlam do tej pory psychologa, ktory w madry sposob poradzil
            by cos na te wieczna walke. Walke, ktora jest meczaca dla
            wszystkich, dla mojego bardzo uzdolnionego intelektualnie i
            uposledzonego spolecznie syna rowniez.
          • tyrranus Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 24.01.08, 08:54
            > Takimi dziećmi zajmuje się m.in. KFnRD: www.fundusz.org/fundusz.php

            nie lubię ich szefa, ale robi dobrą robotę (chociaż nad selekcją mógłby trochę
            popracować).
            Funduszowcy to jednak dość nietypowi ludzie ;P

            > A, i jeszcze jedno - jeśli dziesięciolatek wie, że zgodnie z najnowszą
            > klasyfikacją Pluton nie jest planetą, to _jest_ wybitnie
            > uzdolniony. To nie jest
            > tak, że super zdolne dziecko to to, które czyta w przedszkolu i
            > mnoży ułamki z pierwszej klasie.

            To jeszcze nie dowodzi tego, że naprawdę jest WYBITNIE uzdolniony. Jeśli
            korzysta z netu, to spokojnie mógł choćby przypadkiem trafić na jeden z
            artykułów których pełno było w ubiegłym roku na ten temat po tej konferencji na
            której przekwalifikowali Plutona.
            Jeden przykład to wciąż ciut mało.... no i wszystko zależy od tego jak
            zdefiniujesz "wybitnie"
    • aniaporaj Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 23.01.08, 16:52
      Przeczytawszy wszystkie Twoje zapisy w dotychczasowej dyskusji dzielę sie z Tobą
      obawą, że Twój syn może mieć Zespół Aspergera. W łagodnej postaci jest to rzecz
      arcytrudna do zdiagnozowania, zwłaszcza w naszym kraju, ale literatury i
      papierowej i internetowej jest coraz więcej i można sobie samemu zobaczyć,
      zwłaszcza że Twoje dziecko najlepiej znasz Ty sama. Sama posiadam dziecko z ZA,
      oceniane jako "wysoko funkcjonujące" (tzn. intelektualnie sprawne, a nawet
      wykraczające ponad wiek) lecz ze sporymi zaburzeniami w kontaktach społecznych.
      Ja i mąż dość szybko zauważyliśmy dziwne zachowania społeczne naszego syna oraz
      jego niemożność uporania się z nimi samodzielnie lub przy zastosowaniu
      zwyczajowych działań wychowawczych. Trzy lata zajęło nam przekonanie o trafności
      diagnozy różnej maści psychologów, którzy początkowo stwierdzili "autyzm
      wczesnodziecięcy" na co my się zgodziliśmy bo to zaburzenie podobne a
      przynajmniej otrzymał pomoc fachowego terapeuty.
      Co obudziło moje podejrzenia w tym co napisałaś:
      zachowania kompulsywne (to znaczy jak coś sobie umyśli, nie ma siły żeby go
      przekonać i nie jest w stanie "uelastycznić" swego umysłu na ten cel - bardzo
      charakterystyzne dla ZA
      zaburzone kontakty społeczne z rówieśnikami
      plus NIEDOBORY W ZDOLNOśCIACH MANUALNYCH (jak bym czytała o swoim synu)
      niestandardowe "niegrzeczne" zachowania, z którymi nie radzą sobie nauczyciele a
      inne dzieci nie rozumieją.

      Dla ZA charakterystyczne są także zdolności tzw. "wyspowe" (ponadprzeciętne
      zdolności w wąsko wyspecjalizowanych dziedzinach), "obsesyjne" (to znaczy
      niezwykle intensywne i pochłaniające uwagę i uporczywe) zainteresowania jakimiś
      konkretnymi aspektami lub dziedzinami (może być taka astronomia, mój syn miał na
      przykład samochody oraz ich numery rejestracyjne, które zapamiętywał bez trudu,
      a potem np. zagadki), pewne "nieliczenie" się z wymogami i potrzebami innych.

      Nie miałam zamiaru Cię straszyć, gdyż piszę to tylko na podstawie szczątkowych
      danych jakie zamieszczasz w swoich notkach, ale schorzenie to - jeśli nie
      poddane terapii na wczesnym etapie - bywa że ewoluuje w bardzo niepokojący
      sposób i z wiekiem jest coraz trudniej. Moim zdaniem najskuteczniejsza jest
      terapia behawioralna. W każym razie sprawdzić nic ci nie zawadzi.

      Mój obednie siedmioletni syn liczyć nauczył się wcześniej niż mówić (gdy miał
      mniej niż 2 liczył do 100 i to w tę i od tyłu, gdy już mówił to przeprowadzał
      rachunki (dodawanie, odejmowanie). CZytał w wieku la trzech, w wieku trzech i
      pół pisał (na komputerze, bo manualnie jest tak niezborny że mimo codziennych
      treningów jego pismo jest nadal bardzo nieczytelne). Natomiast manualnie to
      porażka, rysunki wykonuje typu bazgroł, rysunek postaci człowieka obecnie osiąga
      poziom plastycznego zaawansowania trzylatka, lepienie z plasteliny jest katorgą
      któej owocem są bezkształtne bałwany, itp.) Społeczne problemy ma większe niż
      Twój syn, ale o tym długo by pisać.

      Objawy ZA łatwo wygooglać w internecie. Jest tego cała lista, jeśli stwierdzisz
      że ma ich mniej niż 60% możesz się tym nie przejmować. Jeśli zobaszysz, ze ma
      75% to na Twoim miejscu mocno bym się namyśliła. Jeśli ma 90% to wymaga terapii.
      • teraz_asia Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 24.01.08, 11:33
        Dzięki. Prawdę mówiąc, wrzuciłam sobie zespół Aspergera w google i
        lekko się spłoszyłam, bo w dośc łagodnej formie większość tych
        objawów dotyczy mojego syna. Młody od początku był "trudny", nie
        raczkował, zaczął mówić dośc wcześnie, ale całkowicie niezrozumiale.
        Jego problemy manualne były na tyle duże (do tej pory nie potrafi na
        przykład zawiązać sznurówek), ze szukałam pomocy u psychologa, który
        poza zaburzeniami uwagi stwierdził zaburzenia integracji
        sensorycznej. Ćwiczenia pomogły na tyle, że idąc do szkoły,
        posługiwał się nożyczkami i ołówkiem na poziomie mojej czterolatki
        (ale płynnie czytał, rozwiązywał zadania matematyczne, miał wiedzę
        ogólną zdecydowanie ponad poziom ośmiolatka). Faktycznie, jego
        wiedza jest jakby zafiksowana- kiedy się czymś zainteresuje,
        wchłania totalnie wszystko na temat, i zapamiętuje niemal
        fotograficznie- teraz jest w fazie polityki- zna zdecydowanie więcej
        polityków, partii i aktualnych zagadnień politycznych niż ja. Często
        reaguje nieproporcjonalnie do sytuacji albo zupełnie niestosownie do
        wieku- ostatnio dostał prezent od opiekunki córki. Bardzo się lubią,
        więc nie było to spowodowane jakąś niechęcią- a on rzucił prezent
        pod fotel, krzyknął, że jest beznadziejny, i poszedł sobie. Byłam
        totalnie załamana, kiedy po raz kolejny tłumaczyłam mu, jak się
        czuje ktoś, tak potraktowany. Zrozumiał, owszem, po dłuższym czasie,
        i kiedy zrozumiał, z kolei on się załamał, do tego stopnia, że
        wstydził się coś powiedzieć do opiekunki przez parę dni. No, ale
        mojej czteroletniej córce wystaczy zmiana tonacji głosu albo
        spojrzenie, zeby połapała się, że coś robi nie tak.
        No i ten brak dystansu, tak jakby zupełnie nie rozróżniał w
        kontaktach kolegów i osób starszych...
        A z drugiej strony muzyczny słuch absolutny, wybitne zdolności
        matematyczne, a w polskim- fascynuje go to, co da się jakoś
        uporządkować- ma perfekcyjną ortografię, lubi gramatykę, czyta
        wszystko błyskawicznie, a ma problem przy napisaniu choćby pół
        strony swobodnej wypowiedzi "od siebie"
        Czy sa poradnie, gdzie można przebadac dziecko na
        taką "okoliczność", jak zespół Aspergera? I przede wszystkim, czy ma
        to sens? No bo jeśli nawet w wieku 10 lat zostanie tak
        zdiagnozowany, co moge robić innego niż do tej pory, żeby poprawić
        jego zachowanie (poza tłumaczeniam, rozmowami, wreszcie
        zaakceptowaniem pewnych cech niezmiennych)?
        • aniaporaj Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 24.01.08, 13:47
          To co dodatkowo opisałaś jest jak najbardziej charakterystyczne dla ZA (oraz dla
          autyzmu, bo wiele cech te choroby mają wspólnych). Mój chłopak chodzi na terapię
          Integracji Sensorycznej (to są ćwiczenia, które trzeba też razem w domu
          kontynuować, bo jedno czy dwa spotkania w tygodniu to za mało) - podsuwają
          świetne pomysły. A to trzeba robić, bo on "sam z tego nie wyjdzie", nie ma się
          co łudzić.
          Mój synek ma także terapeutę, który chodzi z nim do szkoły (codziennie na cztery
          godziny) i jest odpowiedzialna (bo to Pani) za "socjalizowanie" go oraz
          "redukcję zachowań niepożądanych" przy pomocy specjalnej terapii behawioralnej.
          Synek jest jeszcze w zerówce i w szkole integracyjnej, większość dzieci jeszze
          niezupełnie zdaje sobie sprawę z jego zaburzeń bo bywa, że jego zachowanie nie
          odbiega od normy, a poziomem intelektualnym i możliwościami poznawczymi
          przewyższa większość, natomiast społecznie to wielka porażka.
          10 lat to oczywiście dużo, ale o terapię radzę Ci się starać (niełatwa to
          batalia, nawet jeśli jesteś z dużego miasta i masz ośrodek w pobliżu) bo
          zaburzenia nieleczone niestety mogą (choć nie muszą) pogłębiać się i ewoluować w
          niebezpieczne strony (pewnie widziałaś film Rain Man, z Dustinem Hoffmanem. To
          właśnie nieleczony autysta-sawant, profil baaaaaaaardzo podobny do Zespołu
          Aspergera. Gdyby wcześniej zastosowano terapię, być może potrafiłby żyć w
          społeczeństwie na bardziej normalnych zasadach.)
          Ponadto życie z ZA to terapia 24/7, w którą angażuje się cała rodzina -wtedy
          dopiero można osiągnąc dobre efekty. A z zasadami terapii niestety trzeba się
          dobrze zapoznać i konsekwentnie je stosować, bo ludzie z ZA (czy autyzmem) po
          prostu widzą świat na zupełnie innych zasadach niż ludzie bez tego rodzaju
          zaburzeń i ten sposób trzeba dobrze poznać by móc pomóc w zrozumieniu zasad
          społecznego współżycia.
          Myśmy 2 lata czekali na diagniozę i przyznanie terapii, ale odkąd sami
          "zdiagnozowaliśmy" synka (z pomocą terapeutki wynajmowanej prywatnie), staramy
          się tą terapię robić samodzielnie, co nie jest takie znowu trudne, a i tak się
          tego trzeba nauczyć. W Gdańsku (mieszkamy obok Trójmiasta) jest świetny ośrodek
          oraz Stowarzyszenie Pomocy Osobom Autystycznym, które ZA również się zajmuje.
          Nie wiem skąd jesteś, ale sprawdź kto się tym zajmuje w Twojej okolicy i
          chłopaka przebadaj. Nawet gdyby się okazało, że jest na granicy normy, terapia
          mu nie zaszkodzi, bo to po prostu specjalnie przykrojone do rozumowania osób z
          ZA "metody wychowawcze". Nie ma żadnych leków, żadnych zabiegów, czy "sesji dla
          psychicznych", więc zaszkodzić to nie może.
          Jeśli okaże się, że Twój syn tego potrzebuje (a wygląda, że tak) to nie ma co
          zwlekać.
    • bazylea1 a rady dla rodziców na wczesniejszym etapie? 24.01.08, 09:35
      moj syn nie ma jeszcze 5 lat, umie czytac i pisac i wie ze Pluton
      nie jest planetą smile chodzi do przedszkola, nie ma jakis strasznych
      problemów ale pewne zaczątki tego o czym piszecie już się
      pojawiają... np nudzi się na zorganizowanych zajęciach w
      przedszkolu, nie chce w nich uczestniczyc i panie się skarżą.
      w "czasie wolnym" za to doskonale organizuje zabawę sobie i
      kolegom. obawiam się podobnych problemów w szkole jak te o których
      piszecie. ja sobie radziłam tak że zawsze miałam jakąś książkę i
      czytałam ją pod ławką ale faceta energia rozniesie. co byscie mi
      radzili patrząc wstecz na wychowanie dzieci? na co kłasc nacisk?
      posyłac wczesniej do szkoły? szkoła panstwowa-moloch czy raczej małe
      klasy? duzo zajęc po przedszkolu/szkole czy raczej wyciszanie?
    • bogna7.4 Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 24.01.08, 09:53
      kluczem do sprawy jest pokazanie dziecku, ze nie sukces i zwyciestwo jest
      przyjemnoscia i celem a wspolpraca i kopromis.
      Zrodlem madrego i zrownowazonego podejscia do rowiesnikow, nauczyciela i zycia w
      ogole jest wzorzec harmonijnego wspolzycia wyniesiony z domu.
      Trzeba pokazac na wlasnym przykladzie, ze celem i przyjemnoscia zycia jest
      osiagniecie porozumienia a nie zwyciestwo i racja za wszelka cene.
      Dzieciak jest w wieku, kiedy zaczynaja sie problemy z onanizmem, wiec
      warto przypilnowac, zeby nie psul sobie tym psychiki, bo ADHD tez go moze dopasc
      jak bedzie sobie roztrzepywal mozg.
      • pan_rotametr Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 24.01.08, 10:48
        Może jeszcze od onanizmu mogą włosy na rękach wyrosnąć?
    • pan_rotametr Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 24.01.08, 10:46
      A skąd wiesz, że to on jest nieprzystosowany społecznie? Moim rodzicom to samo
      mówili o mnie przez całą podstawówkę... A teraz te "normalne" dzieci, z którymi
      miałem konflikty, siedzą w kryminałach lub na detoksach. Skąd wiesz, z kim Twój
      syn się nie dogaduje? Czy osoby, z którymi ma konflikty to nie są przypadkiem
      przyszli przestępcy, ulicznicy i narkomani? Jeśli chcesz, aby Twój syn ćwiczył
      zdolności społeczne, to poszukajcie wspólnie odpowiedniej grupy poza szkołą. A
      teraz się ciesz, że syn nie dogaduje się z przypadkową społecznością. Jeśli jest
      zdolny, to im dalej, tym lepiej się będzie dogadywał z rówieśnikami. Nie
      dlatego, że on się zmieni - po prostu on po gimnazjum pójdzie do dobrego
      ogólniaka, a chuligani i nieuki pójdą do dużo gorszych szkół. A potem, na
      studiach, to zostaną tylko tacy jak on.
      • mk2133 Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 24.01.08, 12:29
        Nie teoretyzuje, jestem ojcem trojga dzieci. To co chce powiedziec
        zostalo juz prawie dopowiedziane ale nie do konca. Tego co nam
        (spoleczenstwu, krajowi czy nawet calemu Swiatu) brakuje to ludzi
        kreatywnych. Nie kujonow, grzeczniuchow czy innych dobrze ulozonych
        ale wlasnie ludzi kreatywnych. Nie mamy nic oprocz tego kapitalu.
        Ludzie kreatywni charakteryzuja sie tym ze nie uznaja istniejacego
        porzadku rzeczy chocby straznikami tego porzadku byli nauczyciele
        czy rodzice. Jest ich malo, ktos powiedziak ze nie wiecej niz jedno
        dziecko na 10 000. Oni zawsze beda szukali konfrontacji swoich idei
        z pogladami otoczenia, czym z definicji beda sprowadzali na siebie
        niechec tego otoczenia przywyklego do urawnilowki. Kreatywny uczen
        nigdy nie bedzie mial samych ocen b. dobrych. Takie oceny od gory do
        dolu naprawde sa swiadectwem konformizmu mlodego czlowieka,przeczac
        idei kreatywnosci, ja takiego nigdy bym nie zatrudnil w mojej
        firmie.
        Dla Matki ktora rozpoczela to forum - masz trudny wybor. Ze strachu
        o "dobro" syna masz ochote by go "przystosowac" do spoleczenstwa.
        Statystycznie moze i masz racje. Pomysl jednak jaka krzywde uczynisz
        jemu i nam wszystkim jezeli jest on wlasnie ten o kim pisalem.
        • zawsze-zosia Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 27.01.08, 13:44
          No i mk2133 sięgnął sedna sprawy. Wielu tu ( na forum) rodziców
          jest przekonanych , że ma genialne dzieci. Może i takie nawet są.
          Ale prawdziwy geniusz rzeczywiście zdarza się baaaardzo żadko. Swego
          czasu pasjonowało mnie czytanie biografii wybitnych ludzi. I
          poraziło mnie to ( byłam wtedy nastolatką), że ci naprawdę genialni
          (czyt.kreatywni) ludzie byli najczęściej totalnie nieprzystosowani
          społecznie, rzadko zakładali rodziny, a nawet jeśli, to potrafili
          totalnie je zaniedbywać. I nie dlatego, że byli "złymi" ludźmi,
          tylko ich pasja ( obojętne jaka ; muzyka, fizyka, malarstwo...)
          pochłaniały ich umysły niemal całkowicie, czasami nawet
          doprowadzając do szaleństwa.
          Doszłam do wniosku, że taki prawdziwy geniusz ( jeszcze raz
          powtarzam twórczy, a nie odtwórczy) to wręcz choroba- przeciwna do
          debila ( brzydkie słowo, ale chyba tak niestety brzmi fachowe
          okreslenie człowieka z ilorazem poniżej 80?).
          Sama mam w rodzinie genialnego informatyka ( ale nie wybitnego tylko
          genialnego) i cóż... potrafi zapominać, że jest głodny, że jest
          lato i nie trzeba zakładać kurtki, że ma córkę ( super uzdolnioną
          dziewczynkę matematycznie - niestety z dawno zdiagnozowanym
          autyzmem;-(.Można z nim czasem w miarę normalnie pogadać (przy
          spotkaniach rodzinnych). Czasem, bo najczęsciej mu się nie chce
          uczestniczyć ( mniemam w banalnych dla niego ploteczkach - no ale tu
          to wielu akurat miałoby ochotę nawiać hi, hi). Opinia o nim - dziwak
          i zarozumiały gbur. A on jest ponad to i żyje własnym światem.
          Tacy ludzie najczęściej nie osiągają potocznie rozumianego szczęścia
          rodzinnego i społecznego.
          Pewnie, że właśnie tacy ludzie sa najbardziej potrzebni światu...
          ale ja nigdy nie chciałabym mieć genialnego dziecka! Bardzo zdolne?
          Proszę bardzo. Wiem ,że to egoistyczne... ale cóż.
          I jeszcze jedno spostrzeżenie jako tej być może beznadziejnej
          nauczycielki. Kochani rodzice dbajcie o rozwój społeczny własnych
          bardzo zdolnych i wybitnych dzieci. Piaskownica i najlepsza babcia,
          a nawet rodzeństwo to najczęściej za mało. Pozwólcie im poznać
          zasady funkcjonowanaia w grupie i nie oczekujcie zbyt wiele...
          Dzieci to czują i bardzo chcą sprostać tej opinii jakie sa mądre i
          wybitne. Ciągle wtedy chcą ( wręcz muszą) udowadnaiać jacy są
          wyjątkowi ( a w rzeczywistosci niedowartościowani ).
          A i ostatnie... człowiek inteligentny nigdy się nie nudzi
          (podobno)smile
          Nie mam czasu sprawdzać tekstu, bo pedzę na basen... Pozdrawiam
          • maksimum Uposledzony czy genialny? 28.01.08, 07:12
            "Sama mam w rodzinie genialnego informatyka ( ale nie wybitnego
            tylko
            genialnego) i cóż... potrafi zapominać, że jest głodny, że jest
            lato i nie trzeba zakładać kurtki, że ma córkę ( super uzdolnioną
            dziewczynkę matematycznie - niestety z dawno zdiagnozowanym
            autyzmem;-(.Można z nim czasem w miarę normalnie pogadać (przy
            spotkaniach rodzinnych). Czasem, bo najczęsciej mu się nie chce
            uczestniczyć ( mniemam w banalnych dla niego ploteczkach - no ale tu
            to wielu akurat miałoby ochotę nawiać hi, hi). Opinia o nim - dziwak
            i zarozumiały gbur. A on jest ponad to i żyje własnym światem.
            Tacy ludzie najczęściej nie osiągają potocznie rozumianego szczęścia
            rodzinnego i społecznego.
            Pewnie, że właśnie tacy ludzie sa najbardziej potrzebni światu...
            ale ja nigdy nie chciałabym mieć genialnego dziecka! Bardzo zdolne?
            Proszę bardzo. Wiem ,że to egoistyczne... ale cóż."
            ------------------
            Genialny jest Gates i nie ma zadnych problemow w kontaktach z ludzmi
            ani w zalozeniu rodziny.
            A twoj kuzyn informatyk jest czlowiekiem uposledzonym,czyli
            uzdolnionym w jednym kierunku i nie potrafi objac swoim rozumem
            calosci zagadnien skladajacych sie na zycie.
            Moje dzieci chodza do bardzo dobrych ,wyselekcjonowanych szkol i
            musze Ci powiedziec,ze ich rowiesnicy sa jak najbardziej normalni.
            • zawsze-zosia Re: Uposledzony czy genialny? 28.01.08, 11:25
              maksimum, ja się z Tobą zgadzam co do tego , ze w pewien sposób jest
              upośledzony (kuzyn) i o tym właśnie moje wywody były. wink). Pewka ,
              że geniusz geniuszowi też nierówny, bo jednej matrycy nie przyłożysz
              do nikogo.
              Gratuluję dzieci, ale napisz coś więcej o ich genialności ( bo to
              zawsze ciekawe).Jest tysiące ludzi, którzy w całym świecie chodzą do
              bardzo dobrych , wyselekcjonowanych szkół, jednak najczęściej są
              zdolni, wybitnie zdolni, niesamowicie zdolni( ale w odtwórczym
              rozumieniu zagadnienia - czyli genialnie przyswajają wiedzę ,
              kojarzą fakty, ale... sami nie zawsze potrafią coś przełomowego
              odkryć lub stworzyć).
              Dla mnie geniusz to wielki umysł, który zdzarza sie w przyrodzie
              bardzo rzadko. Natomiast ludzie wybitnie zdolni już częściej. I
              dobrze. pozdrawiamsmile
              • maksimum Wlasciwa selekcja w szkolach. 28.01.08, 17:33
                Zalozylem caly watek na ten temat.
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=37673622&v=2&s=0
                Poprzez wlasciwa selekcje w szkolach,moje dzieci juz teraz sa wsrod
                1% najzdolnielszych,a co bedzie dalej,to pokaze praca nad soba.
                Corka ma 10 lat i za miesiac bedzie zdawac do Junior High a syn ma
                13 lat i juz jest po egzaminach do High School.
                Konkurencja teraz jest tak duza,ze geniuszu nie ma sily zauwazyc
                przed 20 rokiem zycia,czyli pod koniec studiow.
                To ze ktos jest bardzo dobry w High School o niczym nie swiadczy,bo
                chec do nauki lub zdolnosci moga mu wyparowac juz na pierwszym roku
                studiow.
                Na dobra sprawe wykazac sie w spoleczenstwie mozna dopiero po
                studiach,bo zdolnosci do brylowania na studiach moga nie
                wystarczyc,do brylowania poza najlepsza uczelnia.
                A ten ,kto zostaje wykladowca na uczelni,jest zazwyczaj
                nieudacznikiem,bo nie daje sobie rady w biznesie prywatnym.
                No wiec zadowolony jestem z dzieci na dzisiaj,a czy sa ewentualnie
                genialne,to sie dowiem za 10 lat.

    • teraz_asia Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 28.01.08, 11:07
      OK, bardzo dziękuję za wpisy, które przerodziły się z ciekawą
      dyskusję na temat "ustawienia" w systemie szkolnym dzieci
      odbiegającej od średniej. Tak jak już napisałam, definitywnie nie
      podciągam mojego dziecka pod hasło "geniusz". Poza tym w dalszym
      ciągu uważam, że same zdolności, choćby mocno wybiegające ponad
      przeciętną wieku, nie są obietnicą sukcesów w dorosłym życiu. Liczą
      się także bardzo podstawowe "cnoty", jak pracowitość i sumienność, a
      także osławione przystosowanie społeczne. To prawda, trudno jakoś
      wypośrodkować, jak nie zabić w dzieciaku tej kreatywności i
      ciekawości intelektualnej- myślę, że muszę jakoś pracować na dwa
      fronty. Ja sama przefrunęłam przez podstawówkę i liceum na laurce
      "leniwa, ale bardzo zdolna" i wcale mi to nie posłużyło. To znaczy,
      nie mam w sobie takiego parcia na to, żeby coś osiągnąć, bo wszystko
      przychodziło mi bez żadnego wysiłku,a to naprawdę rozleniwia. W
      sumie nie narzekam, robię teraz coś, co naprawdę lubię, i co nie
      jest wynikiem moich studiów ani pilności w nauce, tylko moich
      zdolności i upodobań. Ale kto powiedział, ze tak się ułoży życie
      mojego syna?
      No nic, na razie faktycznie wyciągnę go na przebadanie pod kątem
      Aspergera, chociaż mam nadzieje, ze jednak wszystko OK. W sumie,
      kiedy to przemyślałam, to zobaczyłam, ze wykonaliśmy (jednak)
      mnóstwo pracy, takiej zdrowo rozsądkowej i intuicyjnej, żeby
      poprawić jego zachowanie. I kiedy wydawało mi się, ze już wychodzimy
      powoli na prostą, teraz ta opinia szkolna pokazała mi, że znowu jest
      jakiś regres, czy załamanie. Ma nadzieję, ze jednak z tego kryzysu
      wyjdziemy, to półrocze było bardzo trudne dla całej naszej rodziny.
      Dzięki jeszcze raz za bardzo fajne i ciekawe wpisy.
      • zawsze-zosia Re: nieprzystosowany społecznie bystrzak 28.01.08, 11:30
        Pozdrawiam i gratuluję zdrowego rozsądkusmile)
Pełna wersja