Bunt i stanowczość u 3,5 latki

21.01.08, 03:59
witam
chciałabym poprosić o pomoc i pomysły, co zrobić, kiedy dziecko
zachowuje się w sposób opisany poniżej.
Moja córka, 3,5 roku, od dawna próbuje wybadać, kto rządzi w domu.
Nie chodzi przy tym o klasyczny upór w stylu, nie pójdę na dwór, nie
włoże tych butów, nie sprzątnę zabawek. W takich kwestaich można się
dogadać, ustalamy coś i robimy wspólnie różne rzeczy, mała chtnie
pomaga, sama potrafi zrobić wiele. Ale przy byle okazji złości się
i buntuje wyrażając to tak: "Nie ma mowy..., o nie ...", robi przy
tym wściekłą minę, układa buzię w podkówkę, ręcę pod boki, tupie
nogą w podłogę lub zaczyna podnosić ręke zaciśniętą w pięść i macha
nią przed naszym nosem. Ostatnie sytuacje, np. siada przy stole do
jedzenia zupy, mając dobry humor, "jaka jest dzis
zupa?", "pomidorowa", ona: "o nie, nie lubie tej zupy", odsuwa przy
tym talerz gwałtownie wylewając część na stół i robiąc te swoje
miny. Potem zjada całą zupę i chwali, jaka pyszna.
Kolejne sytuacje, przychodzi do nas rano do łóżka, jak jest juz pora
naszego wstawania, chętnie ją wpuszczamy wtedy, śmiejemy się,
przytula się, jest super, do pewnego momentu, zaczyna kopać nogami,
uderzy nas czasami przypadkowo, wkłada nogi na głowę, prosimy, aby
uważała, bo może zrobić krzywdę, że to jest dla nas nieprzyjemne,
wtedy jest mina, ręcę pod boki, krzyk "mamo...", kończy sie na tym,
że ma powiedziane, że jak nie przestanie, to wychodzi z pokoju.
Kolejne, ubieramy się, wszystko ok, wkładamy bluzkę przez głowę, po
chwili wściekła, ręcę pod boki, tonem podniesionym wykrzykuje, że
nie lubi tej bluzki, tupie nogą.
Najgorzej jest jak ktoś do nas przyjdzie, zwłaszcza moi rodzice.
Mała wybadała, że babcia z dziadkiem szaleją za nią i rozstawia ich
po kątach, ja ile mogę upominam i tłumaczę jej, że robi im
przykrość, że ma przeprosić, za chwilę to samo. Przykład z
osataniego dnia. Wraca do domu ze swoim tatą, zaczyna się rozbierać,
babcia wychodzi i ja wita, odruchowo układając jej szalik, ta w
krzyk, "babciu zostaw, to mój szalik", wyrywa i rzuca na kanapę,
tupie przy tym i robi tą swoją wykrzywioną minę. Rano poszła do
babci, przyszło do ubierania. Babcia prosi, wołają ją, mała nie
przychodzi, w końcu babcia mówi, że ma się ubrać, bo jest chora i
marznie... słyszę wtedy wrzask, tupanie i podniediona do babci ręka,
która macha: "nie ma mowy...".
Sytuacje mozna mnożyć, kiedy tak sie zachowuje. Przyznam, że nie
wiem, jak mam dalej z tym postępować. Schemat jest taki zazwyczaj,
że mała nagada, potupie, jest rozmowa, tłumaczenie, że jak cos jej
się nie podoba, to niech to powie, ale innym tonem, pokazujemy to,
nie negujemy tego, że ma prawo miec negatywne emocje i frustracje,
ale zależy nam na tym, żeby okazywała to w jakiś inny sposób, przede
wszystkim adekwatny do sytuacji. Kiedy kończy się ulubiona bajka,
kiedy mówi, że ktoś coś jej zabrał itp, kiedy zepsuje jej sie
zabawka, próbujemy wczuć się, niegdy nie mówimy czegoś w stylu, nie
płacz, nie masz powodu. Naszym zdaniem nie bagatelizujemy jej
uczuć. Ale te inne sytuacje (np. krzyk i tupanie, 'mamo gdzie moja
poduszka..", rzuci czyms na podłgę, prośba, żeby podniosła i
natychmiast podobna reakcja.) dla nas są nie do zaakceptowania.
Z drugiej strony ma ostanio etap ciągłego przytulania, mówi, że nas
kocha, całuje nas, głaska, chwali, że mamy piekne ubrania,
cieplutkie rączki, do których się przytula. Kiedy przyjeżdżają
dziadkowie, cieszy sie starsznie, powtarza babci, że jest jej
ukochana babcią, że nikomu jej nie odda, bawi się z nią, tuli...
Super, dziecko słodzik, za chwile mina, pięść w górze i znów próba
sił.
Poświęcamy jej dużo czasu, razem się bawimy ( to jest temat tez do
dyskusji, w ogóle nie bawi sie sama, jedynie bajka jest momentem,
kiwedy nie wymaga naszej obecności)dużo czytamy, rozmawiamy... .
Córka chodzi do przedszkola, tzn więcj niż chodzi, ale jest
zapisana. Tam też próbuje swoich sił, dyskutuje z wychowawcami,
próbuje mieć ostanie zdanie. Woli pokontrolować, co oni robią, o
wszystko ich wypytuje, oznajmia podniesionym tonem, że nie ma na cos
ochoty, np na jedzenie obiadu.
Opinia jest o niej taka z przedszkola, że jest bardzo inteligentna,
ponad przeciętny rozwój intelektualny, ale nie idzie on w parze z
rozwojem emocjonalnym, że potrzeba jeszcze czasu, żeby zrozumiała
pewne zależności, zaczęła widzieć konsekwencje zachowania.
Może tak jest, może trzeba czasu, ale my z mężem uważamy, że nie
możemy pozowlić na takie wykrzykiwania, machanie ręką i wykrzywione
do nas miny. Mnie czasami puszczają nerwy, wychodzę wściekła z jej
pokoju, krzykne na nią. Potem żałuję, rozmawiamy. uzgadniamy jak
powinno być.
Słuchajcie, co robić? Dać jej więcej własnej przrestrzeni do
samodzielnych decyzji, karać stanowczo za każdym razem (teraz
ostrzegamy, że jak za kolejnym razem tak zrobi, to idzie na dwie min
na krzesełko, żeby pomyślała, co zrobiła, wtedy najczęściej
wrzeszczy w pokoju, tupie głośniej, krzyczy, że nie podoba jej sie
to, po czym płacze i potulnie nas woła, przeprasza).
Może my gdzieś robimy błąd? Bardzo proszę o jakieś sugestie,
naprawdę zaczynam się martwic, co będzie dalej.

pozdrawiam
Marysia
    • sir.vimes Re: Bunt i stanowczość u 3,5 latki 21.01.08, 09:26
      "Ale przy byle okazji złości się
      i buntuje wyrażając to tak: "Nie ma mowy..., o nie ...", "

      Sama tego tekstu nie wymyśliła.

      Ostatnie sytuacje, np. siada przy stole do
      > jedzenia zupy, mając dobry humor, "jaka jest dzis
      > zupa?", "pomidorowa", ona: "o nie, nie lubie tej zupy", odsuwa przy
      > tym talerz gwałtownie wylewając część na stół i robiąc te swoje
      > miny. Potem zjada całą zupę i chwali, jaka pyszna.

      Normalne, sprawdza co się stanie. Powinno przejśc - i przejdzie pod warunkiem,
      ze pozwolicie jej "zupy nie lubić" i nie bedziecie robić wokół tego wielkiej
      sprawy (i na plus - tzn , nie daj bożyszcze proponować jej jakiś innych potraw).
      Natomiast TO CO WYLAŁA - POWINNA SAMA ZETRZEĆ.

      > Najgorzej jest jak ktoś do nas przyjdzie, zwłaszcza moi rodzice.
      > Mała wybadała, że babcia z dziadkiem szaleją za nią i rozstawia ich
      > po kątach, ja ile mogę upominam i tłumaczę jej, że robi im
      > przykrość, że ma przeprosić, za chwilę to samo.

      Nie upominaj, zlekceważ. To sa "układy" między babcia i dziadkiem a małą. Sami
      musza sobie poradzic.
      A to, ze babcia na coś pozwala mozesz kwitować - "babcia tak, a JA NIE." i tyle.

      W "podwójnych zasadach" nie ma nic złego , dopóki dziecko wie , że to nie jest
      argumen, ze nie zmienisz swojego zdania, swoich zasad, bo u babci nie
      obowiązują. Niemal czteroletnie dziecko dokładnie wie, ze babcia to nie mama,
      dziadek nie tata - i że mają prawo do innych zachowań i reakcji. I że wymagają
      czegoś innego.

      Jeżeli zachowanie córki w trakcie odwiedzin denerwuje cie tak, ze nie możesz
      wstrzymać się przed ingerencja - idź do kuchni, gabinetu poczytać coś czy choćby
      pogadac na forum. Nie musisz na to patrzeć.


      > Super, dziecko słodzik, za chwile mina, pięść w górze i znów próba
      > sił.

      Sama sobie zdiagnozowałaś - próba soił. Normalny etap. Najlepiej wymagać na
      spokojnie, nie dać sie sprowokować. Każdy Twój krzyk czy zdenerwowanie - to znak
      dla małej, że nad Tobą panuje, że może manipulować Twoimi emocjami.


      Dać jej więcej własnej przrestrzeni do
      > samodzielnych decyzji, karać stanowczo za każdym razem (teraz
      > ostrzegamy, że jak za kolejnym razem tak zrobi, to idzie na dwie min
      > na krzesełko, żeby pomyślała, co zrobiła, wtedy najczęściej
      > wrzeszczy w pokoju, tupie głośniej, krzyczy, że nie podoba jej sie
      > to, po czym płacze i potulnie nas woła, przeprasza).
      > Może my gdzieś robimy błąd?

      Sugeruję dać jej przestrzeń do decydowania - bluzka zielona czy czerwona,
      teatrzyk czy kino - ale jednocześnie jasno wymagać tego co naprawdę dla Ciebie
      ważne.
      Nawet jeśli jestes zdenerwowana i wychodzisz ze skóry - staraj sie zachować
      spokój i nie rozkazywać tylko łagodnie napominać ("W naszej rodzinie nie
      bijemy", " W naszej rodzinie nie wygrażamy sobie piastkami" , "Opuść rączkę i
      powiedz co cię martwi")





    • bazylea1 Re: Bunt i stanowczość u 3,5 latki 21.01.08, 09:29
      chętnie poczytam bo u mojego prawie 5-latka non stop podobne sceny.
      ma gorsze i lepsze okresy, ostatnio jest ten gorszy sad wczoraj mąz
      się wsciekł po cyrku od rana i za karę zabrał mu wszystkie zabawki.
      nie wiem czy to dobry pomysł ale to była ostatnia rzecz którą mógł
      zrobić żeby go nie sprac sad u nas jeszcze dochodzi kwestia młodszego
      brata, starszy chce miec cały czas 200% uwagi otoczenia (od zawsze
      tak miał, nie tylko po urodzeniu brata). choc staramy się dawac mu
      dużo uwagi i czułosci, wiadomo ze nie mozemy tego robic cały czas.
      wtedy starszy jest złośliwy w stosunku do brata, wyrywa mu zabawki i
      dokucza.
      syn tez bardzo podobnie - gorzej zachowuje się jak jest z więcej niż
      jednym dorosłym.
    • daga_j Re: Bunt i stanowczość u 3,5 latki 22.01.08, 18:52
      Ja tu widzę opis normalnej 3,5-latki (a też taką mam w domu). Często grzeczna, przylepa, uśmiechnięta, współpracująca - normalne, ale czasem też zdenerwowana, krzykliwa, próbująca coś wyegzekwować w ten sposób - też normalne. Z tego co opisujesz reagujecie dobrze i pewnie im starsza tym pewne problemy znikną (np. z ubieraniem bluzek przez głowę czy poprawianiem szalika, bo będzie o to sama dbała), a pojawią się nowe (jakie nie wiem, też się przekonam). Jeśli to jak córka wyraża swoją złość Wam nie odpowiada, to nauczcie ją jak może to robić, choć z opisów wygląda nie tak źle (nie uderza nikogo, nie niszczy rzeczy, a "ta mina" - no cóż, kto jest uśmiechnięty gdy jest zły?) Zachowanie przy babci też jest normalne, bo wiele babć sobie na to pozwala, bo jakoś ich miłość do wnucząt przysłania takie uczynki i mają pociąg do wyręczania maluchów - ich sprawa.
      Twój pomysł z poszerzeniem jej pola decyzyjnego wydaje się dobry, może nie będzie się złościć na sposób ubierania bluzki jeśli sama wybierze w co się dziś ubierze; może jeśli wymiesza Ci coś do zupy (generalnie weźmie udział w przygotowaniu) to chętniej ją zje, a jak będzie musiała wytrzeć stół po rozlaniu to następnym razem z mniejszym impetem przesunie talerz, itd.
      według mnie dobrze postępujecie, ja robię podobnie i sądzę, że to normalne czasem się pozłościć również dla dziecka!
      • marysia251 Re: Bunt i stanowczość u 3,5 latki 23.01.08, 13:50
        Chyba masz rację daga, trzeba pewnie przejść ten etap i różne inne
        także, to nas wszystkich czeka. Ostatnio czytamy z mężem
        książkę "Rozwój psychologiczny dziecka 0-10 lat", co kilka stron
        mamy mniej więcej dokładny opis sytuacji z naszego domu. To trochę
        uspokaja, że my rodzice nie popełniamy karygodnych błędów a i
        dziecko też jest normalne. Nasza młoda to od zawsze bardzo stanowcza
        osóbka, chciałaby decydować o rzeczach, które sorry należą do
        naszych kompetencji, wtedy zaczyna się przepychanka. Widzi, że my
        stanowczo postępujemy, więc ona też będzie stanowczo chciała...
        Na pewno jest tak, że kiedy ja spokojnie podchodzę do tych jej prób
        i nie daję sie sprowokować, dużo szybciej sytuację da sie opanować.
        Teraz mamy często okazje to sprawdzić. Mała nie chodzi do
        przedszkola i prędko nie pójdzie, bo jest po zapaleniu płuc, więc
        siedzimy dużo w domu. Wczoraj znów napięcie, bo mama cały dzień nie
        może sie bawić tylko cos musi zrobić w domu. Omówiłyśmy plan na
        najbliższą godzinę, że po obiedzie zabawa w chowanego, potem mama
        odkurza i wiesza pranie, ok ustalone. Ale kiedy po skończonej
        zabawie oznajmiłam, że teraz musze zrobić, to co było zaplanowane,
        ryk i z płaczem standardowe pytanie: "kiedy mój kochany tatuś
        wróci", bo przecież kochany tatuś po powrocie z pracy ma czas dla
        niej, nie musi gotować, sprzatać, prasować itpsmile) Spokojnie
        odpowiedziałam kiedy ów tatuś wróci, marudziła i jęczała, co ona ma
        teraz robić, że się nudzi strasznie, kto będzie się z nią bawić.
        Spokojnie więc powiedziałam, że może mnie pomagać albo będzie sie
        bawiła i ja dołącze kiedy skończę swoje prace. I więcj nie
        dyskutowałam, zaczęłam swoje. Chyba zrozumiała, bo uspokoiła się,
        coś tam robiła, po czym z poduszeczką schowała się w swojej wielkiej
        szafie i czekała, aż skończę odkurzać i hałasować. Dziś numer z
        minutnikiem, na 15 min nastawiłam budzik w piekarniku, ona układała
        przy mnie klocki, a ja prasowałam. Byłam pełna podziwu, świetnie
        sobie to zorganizowała, chwaliłam ją za pomysły i po 15 min
        pomagałam jej budować. Widze,że najwięcej daje mój spokój i
        opanowanie. Mam nadzieję, że się w tym wytrenuję, bo do końca lutego
        zamierzam ja zatrzymać w domusmile.

        pozdrawiam serdecznie.
        • daga_j Re: Bunt i stanowczość u 3,5 latki 28.01.08, 23:12
          Bardzo pomysłowo, też muszę czasem ustalić plan dnia. Ale z drugim 3 miesięczniakiem o taki plan trudno.. wink Ale gdy mogę to się z nią bawię, a też ostatnio zauważyłam, że świetnie potrafi bawić się sama, czasem idzie do swojego pokoju i nawet drzwi zamknie i bawi się!
          I racja - jak rodzic spokojnie coś wytłumaczy, jak jest coś takiego jak "plan" to dzieci się słuchają smile Na przykład jak dziecko za coś zbiera naklejki by potem dostać nagrodę, wie co go czeka więc nawet jak trudno zdobyć te naklejki to stara się (my np. wykorzystujemy tę metodę po raz trzeci, oczywiście za każdym razem do innych zadań, teraz pewien zabieg medyczny, niebolesny ale nieprzyjemny no i jak skłonić dziecko by się mu poddało kilka razy? a moja dzielna córcia pozwala!)
    • epreis Re: Bunt i stanowczość u 3,5 latki 29.01.08, 20:59
      ja mam tak u prawie 2,5 latka...
      dosłownie to samo (oczwyiście w różnych sytuacjach), plus jeszcze zaczął wszystkiego nie lubić i niechcieć- nie lubię mamy, nie chcę mamy, idź sobie stąd..i nie tylko mamy ale wszystkich i wcale niekoniecznie gdy na niego nakrztczę czy czegoś mu zabronię (lub ktoś inne mu dokuczy), po prostu nastrój zmienia mu się z sekundy na sekundę i nagle przestaje kogoś lubić co donośnie obwieszcza..
      pewnie macie rację, że to normalny etap..
      tylko ja zwuażyłam pewną prawidłowość...mój synek generalnie jest i zawsze był spokojnym i usłuchanym chłopczykiem, nie miałam z nim problemów a gdy czasem miewał gorsze okresy mijały szybko i bez bólu..teraz jest dużo gorzej niż zawsze i zawsze to moja zdanie było pierwsze a teraz dużo łatwiej było męzowi go przekonywać do zmiany zdania mimo, że nie używał "przemocy" czy gróźb...
      jestem teraz w ciąży, jestem strasznie zmeczona i nie mam siły by zapewniac atrakcje synkowi, z tego powodu jest we mnie ogromne poczucie winy, że go zaniedbuję w jakimś sensie i od jakiegoś czasu zaczęłam tłumaczyć jego gorsze zachowanie tym, że jest znudzony i ma do tego prawo bo takie biedactwo ma mamę "kalekę" i chyba przez to porzestałam być konsekwentna i tak bardzo wymagająca...
      bez poczucia winy nie miałam problemów z tymi cechami, wiedziałam, że synek ma prawo mieć zły humor i czasem zrobić jakiś "wyskok" ale nie miałam oporów przed tym by zwrócić mu uwagę i konsekwentnie wymagać zmiany zachowania...
      teraz nie mam chyba siły i zawsze czuję wtych momentach ból, że za mało czasu mu poświęcam i dlatego on się tak zachowuję, więc z tonu stanowczej matki przeszłam na proszący a nawet błagalny, czyli zamiast wymagać prosze i błagam by się uspokoił...i niestety z dnia na dzień jest coraz gorzej...
    • ejka.pe oj, znam ten ból 31.01.08, 05:58
      Napiszę, co pomaga u nas w trudnych sytuacjach.
      Pomaga, jeśli się sami nie wkurzymy (my zdenerwowani to sytuacja
      pogorszona na amen), jeśli nie podnosimy głosu. Krzyki, piski -
      ignorujemy, reagując tylko na "normalnie" wyrażone prośby. A krzyków
      mamy teraz więcej, niestety... Zuzia widzi, że płacz braciszka
      natychmiast przyciąga uwagę rodziców, i próbuje tego samego... Ale
      to nic, damy radę...

      Radziłabym zapomniec o karach, a skupic się na tym, co dobre. Nie
      rozpamiętywac przykrych incydentów, nie wypominac.
      Unikac obwiniania. Jeśli jest problem, to lepiej skupic się na
      wspólnym poszukiwaniu rozwiązania (o, mamy tu rozlaną zupę; jak
      myslisz, co możemy z tym zrobic? - to taki przykład tylko)

      Nie odrzucac dziecka, nawet gdy jest niegrzeczne, nie odpychac od
      siebie. Okazac zrozumienie. Przekonałam się, że odsuwanie dziecka
      potęguje problem... i wcale nie pomaga. Jeszcze większy płacz i
      rozpacz.

      Unikac słowa "NIE"! Zamiast "nie ruszaj", "nie rób tak" - lepiej
      formułowac polecenia "pozytywnie": "lepiej to zostawic" etc.

      Pomaga nam również własna pomysłowośc - dzieci nie lubią, jeśli coś
      im się narzuca. Trzeba zatem główkowac, by zrobiły coś, co muszą
      zrobic, ale żeby wyszło to od nich, a nie od rodziców. Odgrywanie
      jakichś postaci z bajki albo jakieś wygłupy, które prowokują
      śmiech... Sprawdź, co zadziała u Was!

      Wylaną zupę - niech posprząta sama. Zresztą jak wszystko, co
      rozleje. Ja daję ściereczkę i mówię: Zuziu, widzę, że masz tu
      problem z zupą. Proszę, oto ściereczka. Poradzisz sobie?
      Gdybym to samo ujęła tak: wytrzyj natychmiast zupę! zobacz, co
      narobiłaś! - wtedy awantura gwarantowana.

      Przykład z porannego przytulania znam z autopsji, zupełnie jakbym
      czytała o nas samych. Pomogło u nas... zapobieganie kłopotom. Jak
      tylko widzę, że coś się święci, ewakuujemy się z łóżka. WYmyślamy
      plan na cały dzień, planujemy śniadanie, cokolwiek - byle odwrócic
      uwagę.

      Jeśli córeczka sprawi komuś przykrośc, tłumaczę jej, że ktoś jest
      teraz smutny i nie może się uśmiechac. Działa.

      Na pewno dobrym rozwiązaniem jest pozwolic córeczce "porządzic".
      Pamiętaj też, że w sytuacjach "kryzysowych" wydawanie poleceń mija
      się z celem. Kiedy dziecko jest wściekłe i rzuca poduszkami, bez
      sensu jest kazac mu je posprzątac, albo nawet prosic o to. Atak
      złości musi minąc, bo inaczej nie da rady...
    • ejka.pe "jesteś brzydka" i dziadkowie 31.01.08, 06:16
      Przypomniało mi się jeszcze o tej brzydocie. Jakiś czas temu
      usłyszałam od Zuzi, że jestem brzydka (bo nie zgodziłam się na coś
      tam). Powtórzyło się to potem jeszcze raz. Nie zwróciłam w ogóle na
      to uwagi, zignorowałam. I przeszło... Już jestem dla córy piękna.
      Czasem pomaga zignorowanie czegoś, po prostu.
      Podobnie mieliśmy z obgryzaniem paznokci, wkładaniem włosów do ust.
      Pomogło, gdy przestaliśmy o tym w kółko mówic i napominac.

      Z dziadkami, w miarę możliwości, ustalamy "wspólny front", choc oni,
      jak to dziadkowie, są bardziej liberalni. Ja np. nie noszę Zuzi na
      rękach, ale z babcią mają swoją umowę, że babcia ponosi
      Zuzię, "jeśli będzie wiał wiatr". I mi nic do tego.
      Babcia czasem usłyszy: zostaw babciu, to moje, nie dotykaj. Babcia
      mówi wtedy: rozumiem, to twoja rzecz, w porządku, nie będę dotykac.
      Kiedy babcia ubiera, posluguje się metodą: Zuziu, czekam na ciebie,
      przyjdź, jak będziesz gotowa. Jeśli Zuzia długo nie jest gotowa i po
      prostu "olewa" to, co babcia mówi, babcia rezygnuje z ubierania i
      tyle. Doda tylko: szkoda, że nie jesteś ubrana, bo mogłybyśmy się
      razem bawic/iśc na spacer/zrobic ciasteczka etc.
      A jeśli mają gdzieś razem wyjśc i babcia czeka, sama już ubrana,
      wówczas mówi: trudno, będę musiała iśc sama. Kiedy zaczyna na serio
      wychodzic, Zuzia jest natychmiast gotowa do współpracy.
      Spróbuj może porozmawiac z rodzicami. Wytłumacz, że polecenia
      zrobienia czegoś, powtarzane w kółko prośby nie skutkują. Lepiej
      powiedziec coś jeden raz i przejśc do działania, byle spokojnie i
      bez nerwów! Na pewno pomoże.
Pełna wersja