uparciuch na spacerach!

26.02.08, 15:34
Drogie Mamy, może problem wyda wam się błahy, ale mnie przyprawia juz o
nerwice. Może zacznę tak. Mam synka który ma 2 lata i 2 mce. Jest pogodnym,
fajnym, dobrze rozwijającym się dzieckiem, w domu jest grzeczny ( jak na
dwulatka) ale na spacerach nie. Notorycznie wchodzi w psia kupę co mnie
doprowadza do szału. Nie wymagam od niego żeby szedł ciągle grzecznie przy
mnie po chodniku, bo rozumiem że może ciekawiej dla niego iść po trawie ale
dziś w tą kupę wszedł specjalnie, choć go ostrzegałam żeby tego nie robił.
Skończyło się tak, że za karę wróciliśmy do domu i tak się zakończył spacer.
Mnie się już delikatnie mówiąc niedobrze robi jak codziennie muszę myć tak
śmierdzące buty. Nie wiem czy mam mu kazać iść wyłącznie po chodniku? Ale dla
niego to byłby, mam wrażenie, okropnie nudny spacer. On lubi iść po trawie,
grzebać patykiem w ziemi, bawić się na placu zabaw, ale te psie kupska mnie
wykańczają( dziś to właśnie było na placu zabaw). Po prostu gdzie człowiek nie
stanie tam psie odchody. Dodam że synek jest naprawde mądrym chłopczykiem i
napewno rozumie czego od niego wymagam. Jak wy na to patrzycie? Czy może tylko
mnie to przeszkadza?
    • faq Re: uparciuch na spacerach! 26.02.08, 16:20
      rany! co to znaczy dla Ciebie grzeczny? pretensje to miej do psiarzy, ze nie
      sprzataja po pupilach a nie do dwulatka, ze nie jest w stanie tropic psich
      go...ien. Dziecko w tym wieku jest zajete tysiacem spraw a nie uwazaniem gdzie
      stawia nogi. juz podejrzewanie go o zlosliwosc... Sa takie matki, ktore stroja
      dziecie do piaskownicy a potem strofuja: nie siadaj, nie brudz sie... wiem, ze
      nie o taka postawe Ci chodzi, ale lazenie po sciezkach to zajecie dla emeryta a
      nie dziecka. Sprawdz moze teren wpierw a potem daj mu wolna reke. Ja laze w
      terenie zakupionym i skanuje pole rownolegle z dziecieciem. Albo szukam miejsca
      gdzie psow jest malo lub jest zakaz wyprowadzania. btw na plac zabaw psy wstepu
      miec nie powinny - zwykle sa to miejsca ogrodzone, moze warto o to zadbac?
      • epreis Re: uparciuch na spacerach! 26.02.08, 16:28
        a mój omija psie kupy(i nie tylko) i jak je zobaczy to wręcz ostrzega mnie- uważaj mamo na kałuże, uważaj nie nadepnij - kupa..

        ale ma to chyba po tatusiu, tamten też psie odchody zauważa na kilometr - ja z tych bujających w obłokach której wpadki się zdarzają big_grin (i dlatego przez całe życie jeden raz znalazłam grosza big_grin big_grin big_grin )
        • mamapiti Re: uparciuch na spacerach! 26.02.08, 16:43
          Mieszkam na osiedlu gdzie psów jest mnóstwo i niestety ale psie kupy są wszędzie
          nawet na chodnikach. Nie ma tu ogrodzonych placów zabaw jedynie niektóre
          piaskownice są ogrodzone. Chyba żle mnie zrozumiałyście bo nie chodzi mi o
          sytuację kiedy dziecko nie zauważy i wejdzie, ale o to że on po prostu świadomie
          w to wchodzi i rozmalowuje po całych butach. Zadne argumenty nie docieraja, że
          śmierdzi, że mama musi to myć. Nie jestem przewrażliwioną matką, ani nie stroję
          dziecka w najlepsze ciuchy na zwykły spacer, ale chcę wyegzekwowac od mojego
          dziecka żeby nie zabawiało się w ten sposób. Tak więc jakie macie pomysły, jak
          to uczynić?
          • faq Re: uparciuch na spacerach! 26.02.08, 16:52
            to faktycznie klopot, moze ustalenie zasady - wejdziesz w kupe to koniec spaceru
            i konsekwentne trzymanie sie tego? albo system nagrod - spacer bez niespodzianek
            razy x, to jakas nagroda - co tam dziecina lubi, jakies wyjscie do zoo, do sali
            zabaw. Albo wszystko razem. a czy jak nie zwracasz uwagi, zeby nie wchodzil w
            kupy to tez wchodzi? Bo moze jakos zakaz wywoluje przekorne zachowanie i nie do
            konca dajesz mu sygnal, ze mamie sie to bardzo nie podoba?
            A moze nie mama tylko ulubiony krolik, mis czy inny stwor wybierze sie z nim na
            spacer i pomoze uwazac, bo nie lubi sie ze smierdzidelkiem bawic?
          • epreis Re: uparciuch na spacerach! 26.02.08, 17:12
            sposób jest jeden, mówisz - nie wolno wchodzić w kupy!
            jak widzisz że wchodzi celowo to łapiesz delikwenta za raczkę i prowadzisz tak by wkupe nie wdepnęło, awanturującemu się (bo nie iwerze, że spokojnie zareaguje na brak wolności swobodnego biegania) tłumaczysz - trzymam cię bo mnie nei słuchasz, prosiłam nie wchodź w kupy.
            tak przez chwilę konsekwentnie (ewentualnie jak mały nerwus do zakońćzenia histerii) w każdym razie gdy mały pogodzi się ztym "uwięzieniem" pytasz - czy teraz już będziesz mnie słuchał i nie będziesz wchodził w kupy?
            i z wależności od odpowiedzi tak lub nie albo puszczasz i sprawdzasz czy słucha (jeśli nie to od początku to samo) albo idziecie dalej "grzecznie" za rączkę..

            ja tą metodę stosowałam gdy mały uczył się chodzić bez wózka i nie bardzo miał ochotę iśc tam gdzie ja, albo stał sobie i godzinę patrzył na trawę a mnie czas gonił to wołałam, raz, drugi, trzeci a potem za raczkę i idziemy - był wtedy młodszy niż twój synek obecnie.
            teraz są w jednakowym prawie wieku i ja nie mam z nim problemów na spacerach...
            • mamapiti Re: uparciuch na spacerach! 26.02.08, 18:05
              Tak dziś właśnie zrobiłam, od razu wróciliśmy do domu. Zobaczymy czy poskutkuje.
              Mam nadzieję że tak bo był bardzo niezadowolony że wracamy. Z tym trzymaniem za
              rękę to może się nie udać bo moje dziecko nie cierpi chodzic za rękę. Jak mamy
              przejśc przez ulicę to muszę go dobrze za nią trzymać bo się wyrywa. Więc to
              byłaby po prostu szarpanina. No coż mam nadzieję że mu to przejdzie jak będę
              konsekwentna. A będzie trudno bo to naprawde uparciuch (po mamie i po tacie więc
              podwójnie uparty).
              • mamapiti Re: uparciuch na spacerach! 26.02.08, 18:13
                Aha i każdy zakaz zazwyczaj mu jakos uzasadniam, dlaczego czegoś nie wolno. W
                domu jest naprawdę bardzo grzeczny ale na spacerze to jakbym go ze smyczy
                spuściła. Po prostu wejdzie wszędzie, a najchętniej właśnie w psią kupę w kopiec
                kreta lub gęste błoto. Mówię wam WKURZA mnie to. Spotykam się na spacerach z
                koleżankami które maja dzieci w wieku mojego synka i one idą chodnikiem a jak na
                trawe to tylko na placu. Może mój synek ma za mało wrażeń w domu bo praktycznie
                cały dzień siedzi tylko ze mną. Tata wraca wieczorem i wtedy się z nim bawi.
                Babci żadnej pod ręką nie mam żeby go zabrała czasem na spacer. Za to zabawek ma
                mnóstwo i tym się zajmujemy, oprócz tego zajęcia plastyczne mu organizuję,
                tańczymy itp. A na spacerze to tak jak pisałam powyżej. Dzieki za rady i proszę
                o jeszcze : )
                • ibulka Re: uparciuch na spacerach! 28.02.08, 19:42
                  mamapiti napisała:

                  > Aha i każdy zakaz zazwyczaj mu jakos uzasadniam, dlaczego czegoś nie wolno. W
                  > domu jest naprawdę bardzo grzeczny ale na spacerze to jakbym go ze smyczy
                  > spuściła. Po prostu wejdzie wszędzie, a najchętniej właśnie w psią kupę w kopie
                  > c
                  > kreta lub gęste błoto. Mówię wam WKURZA mnie to. Spotykam się na spacerach z
                  > koleżankami które maja dzieci w wieku mojego synka i one idą chodnikiem a jak n
                  > a
                  > trawe to tylko na placu. Może mój synek ma za mało wrażeń w domu bo praktycznie
                  > cały dzień siedzi tylko ze mną. Tata wraca wieczorem i wtedy się z nim bawi.
                  > Babci żadnej pod ręką nie mam żeby go zabrała czasem na spacer. Za to zabawek m
                  > a
                  > mnóstwo i tym się zajmujemy, oprócz tego zajęcia plastyczne mu organizuję,
                  > tańczymy itp. A na spacerze to tak jak pisałam powyżej. Dzieki za rady i proszę
                  > o jeszcze : )


                  a weź załóż mu kiedyś stare portki, kalosze, płaszczyk przeciwdeszczowy i pozwól
                  polatać po kałużach, błotku itd smile
                  kalosze łatwo wymyjesz, stare porty można opłukać i wykorzystać na szmatę albo
                  wyprać i niech czekają na kolejną taką zabawę.

                  wiesz jak się dziecko ucieszy z takiego spaceru?
                  nie często, raz na jakiś czas, i jak będzie grzeczny. na przykład - nie
                  wejdziesz dzisiaj w kupę, to jutro zakładamy w/w strój i lecimy w błoto.
              • epreis Re: uparciuch na spacerach! 26.02.08, 18:14
                heh ale to ma o to chodzić, że on tego nie cierpi smile to nie ma być nagroda ale forma "kary" za nieposłuszeństwo - mó też tego niecierpiał..ale konsekwentnie - nie słuchasz?to dawaj łapę!
                no i ZAWSZE przed jezdnią, na chodniku mógł iść sam ale przed jezdnią za rękę i idziemy razem bo na ulicy jadą samochody..
                owszem napoczątku nie było łatwo, trzymałam za rękę szarpiącego się malucha który bardzo protestował..
                ale to trwało krótko - dokładnie ci nie powiem ale max 2 tygodnie..
                potem nie było z nim problemów na spacerach, a przy przejściu na drugą stronę nie musiałam go wołac ale on sam stawał kawałek przed przejściem wyciągał rękę i mówił "mama, ulica"..
                a teraz gdy wie, że może chodzić swobodnie gdy słucha to sam woli chodzić za raczkę i rzadko kiedy idzie czy biegnie przedemną, najczęściej własnie spacerujemy za rączki..

                jesli idzie o powroty do domu, metoda dobra ale pod warunkiem, że będziesz tak ZAWSZE robiła..a teraz wyobraź sobie, że MUSISZ wyjść i o powrocie do domu nie ma mowy bo..np idziecie do lekarza, czy zakupy KONIECZNIE musisz zrobić- różne sytuacje (u mnie tak jest, nikt za mnie zakupów nie zrobi a do sklepu musze dojść)...wystarczy, że raz darujesz taki wsytępek i do domu nie wrócisz i wracasz na linię startową problemu..

                trzymanie za rękę mimo awantur ma tą zaletę, że możesz to zrobić zawsze - no chyba, że wstydzisz się spojrzeń życzliwych na ulicy..ale to bez sensu smile
                • mamapiti Re: uparciuch na spacerach! 27.02.08, 13:19
                  To mnie pocieszyłaś że nie tylko moje dziecko nie lubi chodzić za rękę. Chyba
                  faktycznie tak zacznę robić, że biorę za rękę jak się nie słucha i już. A
                  życzliwi faktycznie się znajdują. Jak tylko dziecko zapłacze to od razu :"A co
                  się stało? Biedne dziecko". Mam ochote powiedzieć wtedy żeby nie wtrącali nosa w
                  nie swoje sprawy. Zdarzyło mi się tak parę razy, szczególnie w sklepie gdy za
                  złe zachowanie nie kupiłam np jajka niespodzianki. Patrzą wtedy jak na wyrodną
                  matkę, ale jak potem nastolatki są chamskie i niewychowane to pretensja do
                  rodziców, że dzieciom wszystko było wolno w dzieciństwie.
                  Kocham nad życie mojego synka, bardzo dużo się przytulamy, poświęcam mu dużo
                  czasu, ale chcę go wychować na mądrego i kulturalnego człowieka, więc swoje
                  granice musi znać.
                  • epreis Re: uparciuch na spacerach! 27.02.08, 13:45
                    jak kochasz swoje dziecko to kochaj je z czystym sumieniem i nie pozwól sobie wmówić, że jesteś złą matką!!!

                    mój obecnie sam dobrowolnie i z własnej chęci podaje mi rękę i idzię za nią (heh straszne to było jak było zimno a ja gapa notorycznie rękawiczek dla siebie zapominałam i marzły mi łapy oj marzły...)
                    ale trochę czasu poświęciłam by te spacery sprawiały przyjemność nam obojgu...

                    co do życzliwych, to ja szczerze przyznaję, że mam to szczęście nie mieć poważnych kłopotów wychowawczych zmoim maluchem bo on raczej ugotowy chłopak i ztych co szybko wszelkie zasady załapują...
                    ale raz..heh jeden raz odstawił mi standardową histerie na ulicy..
                    musiałam kupić mięso w sklepie..a on chciał iść gdzie indziej..ja go za rączkę (to było teraz na jesień) a on heh - zwis...troszkę mnie zaszokowało, naszczęście nie położył sie plackiem tylko tak "wisiał" no to ja go trzymam za tą rękę, ciagne i mówię- nie podoba mi się twoje zachowanie, teraz muszę zrobić zakupy..
                    a on jak nie zaczął się drzeć..MASAKRA...
                    wchodze do sklepu z rozwrzeszczanym maluchem, drze się i drze się..
                    "mamusiu puść, mamusiu przytul, mamusiu puść" i tak w kółku na co jam u ciagle spokojnie "jak się uspokoisz to puszczę cię i przytulę a teraz czekam aż będziesz spokojny"..
                    ludzie się oglądają ale ja zamiast być zdenerwowana to wyjątkowo byłam strasznie rozbawiona w taki wpadłam szok, że mój anioł potrafi wystawić pazury smile
                    w końcu jakas babcia przed nami w kolejce - "niech pani coś zrobi z tym dzieckiem, głowa mnie boli"
                    a ja jej na to- "a co mam z nim zrobić? buzię mu zakleić czy szmatę do ust wepchnąć? a może wolałaby pani żebym mu wtłukła tak, żeby z bólu przestał się drzeć?"
                    mąż na to "jak pani przeszkadza to niech pani wyjdzie na zewnątrz..."
                    a ona" ja muszę zakupy zrobić"
                    ja "a pani myśli, ze ja tu przyszłam darmowy koncert dać i po to stoję wkolejce? też zakupy musze zrobić"
                    babcia zaczęła coś pod nosem fafrać w stylu że rozbestwione dzieci itp itd...
                    wtedy strasznie się wkurzyłam bo jak mówię moje dziecko jest z natury łagodny niczym baranek i to była PIERWSZA ( i jak dotąd tfu tfu jedyna taka akcja z jego strony) więc w końcu wypaliłam, "ze nie życze sobie takich głupich komentarzy z jej ust.nie zna ani nas ani tego dziecka więc nie ma prawa nikogo z nas osadzać. miała czas by wychowywać swoje dzieci nie Bóg jej wynagrodzi jeśli wychowała je dobrze a teraz jakby mogła to niech stoi i zastanawia się co ma kupić bo może zapomni, a głupie komentazre niech sobie w buty wsadzi żeby była wyższa i lepiej mięso widziała..."
                    babę zmiejsca zatkało i więcej się nie odezwała...
                    a mały uspokoił się i wszystko było ok...
                    • novalee1 Re: uparciuch na spacerach! 27.02.08, 14:47
                      no to niezle jej odpowiedzialas.Jaki ostry jezyczeksmile
                  • jola_ep Re: uparciuch na spacerach! 27.02.08, 18:34
                    > To mnie pocieszyłaś że nie tylko moje dziecko nie lubi chodzić za rękę.

                    Spójrz na to tak: małe dzieci nie powinny wręcz chodzić za rękę. Przecież muszą wyciągnąć rękę do góry, nie jest to dla nich wygodne, ani nie jest dobre dla ich kręgosłupa (przekręcona, asymetryczna z konieczności pozycja). Chodzenie po chodniku nie jest dobre dla ich stóp (twarde podłoże). Z moim synkiem chodziłam sporo - i jak zmęczył się (prosty, stosunkowo długi odcinek), to proponowałam, aby pobiegł po trawniku obok. Zawsze pomagało smile) (ale to jak był nieco starszy).

                    W wieku Twojego synka z zasady nie chodził za rękę, chodził własnymi ścieżkami. Pilnowałam tylko, aby przez ulicę przechodził trzymając mnie za rękę. Czasem z tego powodu bywały sceny, ale ludzie z reguły byli życzliwi (z małymi wyjątkami wink ).

                    To moje drugie dziecko (starsza córa), więc przyjęłam, że po prostu chłopaki tak mają smile Jak miał 1,5 roku byłam z nim u mamy (dzieli nas odległość 400km) i jak moja mama zobaczyła, jak on chodzi na spacerach (czyli idziemy tam, gdzie on akurat sobie życzy) to zapowiedziała, że na wakacjach nauczy go chodzić przy nodze jak piesek. Na co mój synek przytomnie odpowiedział "hau, hau" wink
                    Na wakacjach pytam mamy (zabierała wnuka na niemal codzienny spacer), czy idą do ogródka, więc założę mu gorszą bluzeczkę (niemal wszystkie wykańczał przy wisience, bo bardzo lubił sam zrywać wisienki i wydłubywać pestki), czy ładniejszą, jak pójdzie odwiedzać sąsiadów. Na to moja mama ze zdziwieniem: "a skąd mogę wiedzieć, dokąd mnie zaprowadzi" wink I tyle z nauki chodzenia jak piesek wink

                    "Za rękę" nie chodził niemal nigdy. Na prostych odcinkach zwykle "robił" ze dwa razy taką trasę, bo musiał obiec np. wszystkie schodki do sklepów smile

                    Teraz ma 8 lat i jest bardzo grzecznym, spokojnym chłopakiem. Czasem się martwię, że aż za grzecznym...

                    Pozdrawiam
                    Jola
                    • mamapiti Re: uparciuch na spacerach! 28.02.08, 13:55
                      Więc wychodzi na to że chłopcy tacy są (pewnie z małymi wyjątkami). Generalnie
                      zachęcam synka żeby biegał i "gimnastykował" się na spacerach bo on lubi jeździć
                      wózkiem. Czasem nie chce z niego wysiadać, ale wiem że dzieci potrzebują ruchu
                      dla prawidłowego rozwoju. Tyle że jak już z wózka wysiądzie to tak jest jak
                      pisałam na wstępie. Miłego popołudnia.
    • babcia47 Re: uparciuch na spacerach! 28.02.08, 17:22
      ja to bym najpierw zadzwoniła do straży miejskiej,albo nawet do
      burmistrza żeby moze zaczęli pilnować psiarzy (choć sama nim jestem)
      bo włażenie z psami na plac zabaw dla dzieci kwalifikuje sie do
      mandatu! Juz nie mówię nawet o niesprzataniu po pupilach, nawet samo
      przebywanie z psem w miejscu gdzie dzieci się bawia w trawie czy
      piaskownicy jest niedopuszczalne, w koncu łapę w górę też podnosi!!
      Na ogródki działkowe psów nie wolno wprowadzać tym bardziej nie
      powinny przebywac w takim miejscu!!!
      • kropkacom Re: uparciuch na spacerach! 28.02.08, 17:31
        Tu gdzie mieszkam place zabaw są ogrodzone siatką. Dla mało rezolutnych wisi
        zawsze tabliczka z zakazem wchodzenia na teren z psem. Czasami takie proste
        rozwiązania dużo dają.
        • ibulka Re: uparciuch na spacerach! 28.02.08, 19:52
          to zazdroszczę, bo u nas te tabliczki i plakietki informacyjne są omijane
          wzrokiem. w ogrodzonych piaskownicach zamontowali takie 'podłogi' kratkowane,
          żeby psy nie mogły przejść - efektem tego są pokaleczone rączki dzieci, które
          się na tym często przewracają i kilka babć, które swoje pieseczki przenoszą do
          piaskownicy, kiedy pilnują wnuków.
Pełna wersja