Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mies!!!

07.03.08, 10:02
Juz nie wiem co mam robić z moim małym synkiem dla którego liczę
się tylko ja...Jak tylko jest zmeczony, zły lub jeszcze cos inengo
to istnieje tylko mama - nie mogę sie ruszcy nawet do łazienki. Bo
gdy trzy,ma go tata to jest wielkie wycie aż do zachodzenia się.
Tylko ja go mogę usypiać, tylko ja wstaje do niego w nocy bo jak
widzi tatę to dostaje histerii. Gdy tylko wezme go na ręce od razu
jest spokój bo natychmiast wkłada mi rękę pod bluzkę na pierś drugą
do buzi (paluszki ) i tak się uspokaja.. Jakoś chciałabym go od
tego wszystkeigo odzwyczaic ale nie wiem jak. Podobno jak mnie w
domu nie ma to wszystko jest ok łądnei sie bawi potrafi sobie
wytłumaczyc ze mamy nie ma ale jak tylko jestem to od razu
rozpoczyna się marudzenie i tylko " mama". Próbowalismy go jakoś
przetrzymać ale to nic nie daję bo aż trzesię się od płaczu, kaszle
nie moze złapac oddechu wiec to chyba nie ma sensu.. Pomożcie co
robić!!!!
    • salommea Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 07.03.08, 12:00
      witam,
      W tym wieku (ok 2,5 roku życia) na sinusoida rozwoju psychicznego
      dziecka jesteśmy pod kreską. Znaczy to tyle, że o ile dwulatki są
      spokojniejsze, więcej rozumieją i w ogóle życie z nimi jest
      prostsze, to około 2,5 roku życia się to zmienia. Takie dziecko z
      jednej strony sprawdza na ile moze sobie pozwolić i na ile jego
      zachcianki są spełniane (tak jak dziecko 1,5 roku, tyle, że już na
      większą skalę), z drugiej strony pojawiają się pewnego rodzaju lęki
      a także wybór "ulubionego" rodzica, który ma wszystko z dzieckiem
      robić. W tym wieku dziecko przestaje się tak fascynować światem
      zewnętrznym i "wraca do mamy" czyli potrzebuje więcej bliskości. To
      jest teoria bardzo w skrócie.
      z punktu widzenia psychologicznego istnieją dwie szkoły reagowania
      na histeryczne zachowania dzieci w tym wieku:
      jedna jest taka, żeby dziecko przetrzymać w płaczu i histerii aż
      zrozumie, że nie moze wymagać ciagłej obecności jednego z rodziców.
      Należy wytłumaczyć dziecku, że w tym momencie zajmuje się nim Tatuś
      i że będą się fajnie bawić a Mamusia ma coś ważnego do zrobiena i
      przyjdzie się pobawić później. Jeśli zacznie się histeria, nie
      zwracasz na to uwagi, za to Tato dziecka próbuje je czymś zajać.
      jesli nie skutkuje przez jakieś 10 minut, Tato zostawia dziecko,
      odchodzi (ale pozostaje w zasiegu wzroku), zaczyna sam sobie budować
      z klocków czy robic coś, co dziecko bardzo lubi i nie zwraca uwagi
      na histerię. Jeszcze przed tym mówi do małego, ze jak juz przestanie
      płakać, to moze dołączyć do zabawy.
      Ostrzegam, że taki atak histerii moze trwać nawet 2 godziny, więc
      trzeba się uzbroić w cierpliwość. Najlepiej zrób sobie kąpiel,
      poczytaj coś w wannie albo spróbuj się w inny sposób zdystansować
      tak, żeby nie było Cię w pokoju, w którym się to rozgrywa.
      Pamietaj, że dziecku nie dzieje się wtedy żadna krzywda, jest pod
      opieką kochajacej osoby a atak histerii wynika z faktu, że się
      przyzwyczaiło, ze to Ty zawsze się z nim bawisz i musi teraz się
      odzwyczaić.
      Staraj się najpierw wykonać to wszystko podczas zabawy. Jest to
      najbardziej komfortowa opcja dla dziecka ponieważ moze przełamać
      swoją histerię chęcią do zabawy.
      Takie zachowania mogą się powtarzać kilkakrotnie - zawsze należy
      reagować w ten sam sposób (jeśli raz się złamiesz, dasz dziecku
      znak: popłacz odpowiednio długo, a mama na pewno w końcu przyjdzie)
      W końcu powinna pojawiać się poprawa - po sprawdzeniu parokrotnym
      (na niektóre dzieci działa juz dwukrotne sprawdzenie, ze mimo płaczu
      rodzice trwają w swoim postanowieniu), dziecko będzie płakało coraz
      krócej aż wreszcie przestanie zupełnie.
      Drugi sposób jest prostszy w wykonaniu, ale nie działa wychowawczo
      na dziecko i niczego go nie uczy, za to daje mu bardzo dużo poczucia
      bezpieczeństwa - po prostu zgadzasz się na ciągnięcie tego
      uzależnienia, teoretycznie w okolicy 3 roku życia powinno ono trochę
      zelżeć, ale nie jest to powiedziane w 100%.
      Ze swej strony dodam, ze polecam wyjście pierwsze.
      w razie pytań pisz w tym wątku. postaram sie odpowiedzieć.
      pozdrawiam
      • jola_ep Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 07.03.08, 12:29
        > Drugi sposób jest prostszy w wykonaniu, ale nie działa wychowawczo
        > na dziecko i niczego go nie uczy, za to daje mu bardzo dużo poczucia
        > bezpieczeństwa

        No to ja stosowałam sposób drugi smile
        Nie działa wychowawczo? Niczego nie uczy? Wręcz przeciwnie, uczy, że zawsze może liczyć na mamę, daje mu to poczucie bezpieczeństwa i dłuższej perspektywnie dużo bardziej się opłaca smile

        Oczywiście warto co jakiś czas sprawdzać, na ile dziecko dorosło do "odklejania": spokojnie, stopniowo, nie na siłę, z wyczuciem. Ale najpierw dać mu się nasycić.

        Trafił mi się wyjątkowy "przylepiec", w dodatku wrażliwy. Próbowałam różnych technik: z odzwyczajaniem ode mnie i z pozwoleniem na bliskość. U nas dużo bardziej sprawdziła się ta druga technika. Moja córa jakby ładowała swoje akumulatorki, a potem ruszała w świat. Wracała do mnie, gdy np. zostało zaburzone poczucie jej bezpieczeństwa. Jeśli pozwoliłam jej "pilnować się", to dużo szybciej sytuacja wracała do normy.


        Kiedy moja córa poszła do szkoły, okazało się, że jest odważna (jako jedyna z klasy potrafiła sytać na wycieczce obcej osoby, co robi - bo koleżanki "bały się"), pewna siebie, bez problemów nawiązuje nowe znajomości. Po części to cechy jej osobowości, w dużej mierze jednak chyba procentuje poczucie bezpieczeństwa jakie zdobyła w dzieciństwie smile Nadal głęboko w środku jest wrażliwa i wiem, jak przeżywa wszystkie trudne wydarzenia. Ale patrząc na nią, sama się dziwię, jak z nieśmiałego przyplepca, totalnie uzależnionego ode mnie, wyrosła tak odważna, śmiała dziewczyna smile

        Pozdrawiam
        Jola
        • salommea Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 07.03.08, 13:02
          pisałam, że to teoria i w życiu różnie bywa. U mnie sprawdza się
          sposób pierwszy - wprowadzany z wprawą i rozsądkiem nie jest jakimś
          sadystycznym aktem wobec dziecka.
          Dziecko musi mieć stawiane granice, bo jeśli ich nie ma, to równiez
          zaburza to poczucie bezpieczeństwa.
          Uważam, ze tato może tak samo okazać uczucia jak mama - przynajmniej
          u mnie w domu tak jest. Nie widzę nic złego w tym, że rodzice
          wymieniają sie opieką nad dzieckeim - uważam nawet że tak powinno
          być.
          Uważasz, ze spędzanie z tatą popołudnia nie daje poczucia
          bezpieczeństwa? technika, którą podałam nie opiera się na tym, żeby
          zostawić dziecko samo i się nim nie zajmować. każdy ma prawo do
          odpoczynku a dziecko powinno to rozumieć i nie zmienia to faktu, ze
          jest dla nas najważniejsze na świecie.
          • jola_ep Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 07.03.08, 15:17
            > Dziecko musi mieć stawiane granice

            Swoją drogą smile

            > Uważasz, ze spędzanie z tatą popołudnia nie daje poczucia
            > bezpieczeństwa?

            Daje. Przecież dziecko autorki tego wątku nie robi problemu, gdy zostaje z tatą, a mama wychodzi smile

            > technika, którą podałam nie opiera się na tym, żeby
            > zostawić dziecko samo i się nim nie zajmować.

            Jeśli dziecko potrzebuje akurat matki i gwałtownie domaga się jej obecności, to chyba rzeczywiście jej potrzebuje? To nie jest jakaś fanaberia...
            Jeśli więc bardzo potrzebuje mamy, to należy
            " dziecko przetrzymać w płaczu i histerii aż
            zrozumie, że nie moze wymagać ciagłej obecności jednego z rodziców."
            Czyli zrozumie, że nie może liczyć na osobę, której akurat bardzo potrzebuje.

            "taki atak histerii moze trwać nawet 2 godziny, więc
            trzeba się uzbroić w cierpliwość. Najlepiej zrób sobie kąpiel,
            poczytaj coś w wannie albo spróbuj się w inny sposób zdystansować
            tak, żeby nie było Cię w pokoju, w którym się to rozgrywa."
            Dla mnie jest to niezmiernie sztuczne i nienaturalne zachowanie. Osobiście nie umiałabym się zrelaksować w takiej sytacji.

            Ale OK, każdy robi jak lubi i uważa za słuszne.
            Nie zgadzam się jednak z Twoim stwierdzeniem, że drugi sposób:
            "nie działa wychowawczo na dziecko i niczego go nie uczy"
            Wręcz przeciwnie. Jest trudniejszy dla matki, ale lepszy dla dziecka. I uczy go wiele.

            O tym, że z tatą też można się fajnie bawić, można przekonać dziecko bez jego płaczu. Zresztą nie sądzę, aby to akurat było problemem. Chodzi raczej o sytuację, gdy dziecko jest zmęczone i potrzebuje akurat mamy...

            Spójrz na to tak: co powiedziałabyś o matce, która świadomie zabiera dziecku jego pluszaka-uspokajacza, maskotkę lub inną rzecz, która pozwoli mu ukoić się do snu, uspokoić i wyciszyć. Zabrałaby, bo przecież to niewychowawcze, a dziecko powinno zrozumieć, że są też inne maskotki na świecie i nie powinien się do niej przyzywaczjać. A potem słuchałaby ze spokojem dwugodzinnego płaczu dziecka, trzymając pluszaka w łazience... (można przy okazji zrelaksować się w wannie)

            > a dziecko powinno to rozumieć i nie zmienia to faktu, ze
            > jest dla nas najważniejsze na świecie.

            Po pewnym czasie zrozumiałam, że to co nam się wydaje, że małe dziecko powinno zrozumieć jest zupełnie czymś innym, niż to, co w rzeczywistości rozumie.

            Pozdrawiam
            Jola
            • atenette Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 08.03.08, 23:48
              Swietnie napisane. Podpisuje sie obiema rekami smile
              • nangaparbat3 Jola 13.03.08, 14:50
                dopiero dzisiaj przeczytałam - nie mogę sie podpisać, bo nie umiałabym tak
                swietnie tego wyrazić.
                Z jednym sie tylko nie zgodzę - ze kazdy może robic to co lubi.
                Może, ale nie wtedy, kiedy krzywdzi kogos innego. A tu, jak sama wykazałaś,
                krzywdzi.
                Z drugiej strony - nie mozna zabronic.
                Ot, paradokswink
        • zonka77 Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 13.03.08, 10:55
          Zastosowałam sposób pierwszy - moja córka miała okres około 2 r.ż. kiedy
          próbowała histerią wymusić różne rzeczy, nie akurat moją obecność ale inne swoje
          żądania (wg nas niewłaściwe)
          Była zostawiana (w zasięgu wzroku) do uspokojenia z histerią, bez krzyku,
          spokojnym tonem mówiliśmy jej ze jak się uspokoi to czekamy z
          zabawą/przytuleniem. Wręcz założyliśmy że póki ona robi histerię i wyrzuca
          złości to nie ma mowy o rozmowie i nie ma mowy o spełnianiu żądań. Próbowała
          kilka razy przez kilka tygodni i się skończyło. Do dzisiaj nie stosuje wymuszeń,
          histerii, nie wrzeszczy nie krzyczy z rykiem, nie rzuca się na ziemię - w ogóle
          nie ma takich histerycznych zachowań.Doskonale wie że jeśli chce negocjować coś
          wątpliwego to z płaczem i złością nie ma szans. Na spokojnie możliwy jest
          kompromis w ramach rozsądku ale z poszanowaniem i jej pragnień. Wydaje mi się że
          wymuszania histerią, wściekłością i wrzaskiem nie powinno się tolerować w żadnym
          przypadku.

          Córka ma teraz 7 lat i jest BARDZO śmiałą i odważną dziewczynką. Ma do nas
          wielkie zaufanie, rozmawiamy z nią dużo. Oczywiście ani my ani ona ideałami nie
          jesteśmy Ale uważam że dzięki dużej konsekwencji udało nam się pokonać sporo
          problemów wychowawczych smile
    • madic Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 08.03.08, 00:11
      Mam ten sam problem, tylko z 3latkiem! Wszystko musi robić mama, nawet nalać
      soku. Każde najmniejsze wyjście do sklepu czy gdziekolwiek jest związane z
      histerią. Pewnie, że się uspokaja po 5 minutach od mojego wyjścia, tylko ja już
      nie daję rady. Naprawdę dużo można mojemu dziecku wytłumaczyć, oprócz tego, że
      nie wszystko musi robić mama.
      Spędzam z synem prawie cały dzień sama, to tez ma znaczenie, ale przecież nie ja
      jedna.
      Poza tym, mam właśnie za sobą tydzień choroby małego (czyli areszt domowy) i
      czuję się, jakby sufit wisiał na wysokości moich oczu...
    • asia_i_p Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 09.03.08, 00:56
      U nas też bardzo ważne, żeby coś robił wyznaczony rodzic, ale na
      zmianę sa wyznaczani tata i mama - tata ma poczytać przed snem,
      potem mama przyjśc i opowiedzieć bajeczkę o misiach (tata leży
      obok). Zgadzamy się na to, chociaż trochę to pachnie zarządzaniem
      zasobami ludzkimi - niewychowawcze?
      • salommea Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 10.03.08, 09:44
        na takie rzeczy to i ja się zgadzam. Trzeba rozróżnić 2 sprawy:
        zgadzanie się na prośby dziecka i poddawanie się jego zarządzeniom.
        osobiście uważam (je ja sama ale również dużo większa część grona
        psychologów wychowawczych), że dziecku należy dawać bardzo wiele,
        ale też je wychowywać. Do 1 roku życia generalnie się dziecka nie
        wychowuje i daje mu się wszystkiego, czego mu potrzeba a to właśnie
        dlatego, że w tym okresie rozwija się "podstawowa ufność" czyli
        poczucie bezpieczeństwa i zaufania do świata ogólnie. Niestety
        później należy jednak zacząć wychowywać, chociaż moze to być
        bolesne. Dziecko musi mieć stawiane granice a także nauczyć się
        (powoli) odseparowywać od rodziców. Jeśli komuś nie przeszkadza, ze
        dziecko chce spędzać czas tylko z nim, ok, nie mówię, że to jest
        kompletnie bez sensu, ale należy być czujnym - na przykład dlatego,
        że nieodseparowane dzieci mogą miec później problemy z samooceną i
        poczuciem własnej wartości (zawsze były przy mamie i czuły, że
        dzięki niej sobie radzą.) Od razu dodam, że tak może być, ale nie
        musi i zależy to od wielu innych czynników.
        Jeśli mamie zależy, zeby mieć chwilę dla siebie to powinna nauczyć
        dziecko, że ma do tego prawo i nic się złego nie dzieje.
        To nie zawsze jest prawda, że dziecko domaga się histerycznie mamy
        bo jej właśnie potrzebuje. Tak, jak pisałam, dziecko w tym wieku
        testuje trochę na ile może sobie pozwolić w stosunku do rodziców i o
        tym też trzeba pamiętać.
        Nie chciałabym być źle zrozumiana - uważam, że dziecko jest z natury
        dobre i należy dawać mu dużo więcej miłości niż dyscypliny, jednak
        pewnych spraw każdy musi się nauczyć, szczegówlnie jeśli są to
        sprawy ważne dla otoczenia. Poza tym wydaje mi się, że pół godziny,
        czy godzina bez mamy a za to z tatą to nie jest kara, nic strasznego
        się nie dzieje i każdy ma prawo do odpoczynku.
        • jola_ep Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 10.03.08, 16:00
          Pomińmy frazesy. Wiadomo, dzieci się wychowuje, stawia granice itd. itp.

          Skupmy się na tym: dziecko potrzebuje fizycznej obecności matki w pewnych trudnych dla niego sytuacjach (jest zmęczone, senne, czuje się źle). Dodatkowo sama napisałaś, że ta potrzeba jednej osoby i "przyklejenie" do niej jest naturalne dla pewnego wieku dziecka (zwykle są to tzw. okresy nierównowagi). W dodatku wyrasta z tego.
          Skąd więc obawa przed nieodseparowaniem dziecka? Czy to nasze zadanie jako rodziców? Nie. Taka sepracja jest wkodowana w rozwój dziecka (jej przejawem są np. okresy "buntów"), a naszym zadaniem jest nie PRZESZKADZAĆ. I tyle. Komunikujemy się z dzieckiem. I ono informuje nas o swoich potrzebach. Jakoś tak łatwiej nam zrozumieć fizyczne potrzeby: np. głód. Jasne, trzeba nakarmić smile Ale z potrzebą bliskości już nieco gorzej. Zaczynamy się obawiać, czy dziecko nami nie rządzi wink

          A to nie tak. Wystarczy obserwować, przyjąć, że potrzeba bezpieczeństwa jest również ważna w tym wieku (sama to napisałaś smile ) i troszkę dziecku pomóc. Tyle i aż tyle. Delikatnie "popchnąć palcem", gdy dziecko jest gotowe na odsperowanie. Jak godzinę ryczy i histeryzuje, to nie jest gotowe.

          Jeśli jakaś matka NIE MOŻE zapewnić swojej obecności dziecku w tym wieku, to nie może. Trudno. Ale to wcale nie znaczy, że zezwolenie dziecku na przyklejenie do nas w wieku 2,5 lat czymkolwiek grozi. Wręcz przeciwnie.

          Macierzyństwo nauczyło mnie, że w życiu dziecka wiele da się przeprowadzić bez rozpaczy i histerii.
          Podchowałam już dwójkę dzieci. Wyszły z okresu "przyklenia". Nie muszę ich usypiać, a z kolegami i koleżankami bawią się zdecydowanie lepiej niż ze mną wink Nie odklejałam ich na siłę. Pokazywałam, że mogą na mnie liczyć i nie zamykam przed nimi drzwi w domu.

          Ale jak pisałam - starsza córa to był wyjątkowy przylepiec. Przez pewnien czas próbowałam ją odseparować "na siłę". Efekt nie był najlepszy. Dopiero gdy machnęłam ręką i zdałam się na "naturę" moja córa odzyskała skrzydła i wyleciała z domu wink (trochę to oczywiście trwało).

          Jeśli akceptujemy fakt, że dziecko wie, kiedy nasyci swój głód i dajemu mu jeść do woli, dlaczego boimy się nasycić je swoją bliskością?

          Pozdrawiam
          Jola
          • salommea Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 11.03.08, 09:34
            > Pomińmy frazesy. Wiadomo, dzieci się wychowuje, stawia granice
            itd. itp.

            to nie są frazesy. To są fakty.

            > Skupmy się na tym: dziecko potrzebuje fizycznej obecności matki w
            pewnych trudn
            > ych dla niego sytuacjach (jest zmęczone, senne, czuje się źle).

            potrzebuje, ale nie MATKI tylko RODZICA. Może u Ciebie jest tak, że
            tylko Ty opiekujesz się dziećmi, ale u mnie robimy to z mężem
            wspólnie i jesteśmy dla naszej Alki równie ważni, co wyraźnie nam
            okazuje. Dlatego właśnie mówię o tym, że można czasem zastąpić mamę
            tatą i warto tego dziecka uczyć, jeśli nie wyniknęło to naturalnie.

            Dodatkowo sama
            > napisałaś, że ta potrzeba jednej osoby i "przyklejenie" do niej
            jest naturalne

            nie napisałam, że jest to naturalna potrzeba. Jest to pewnego
            rodzaju wybór, niekoniecznie wynikający z silej potrzeby (badania
            wskazują, że jest to jednak pierwsza próba wpływu społecznego i
            sprawdzania swoich możliwości)

            > dla pewnego wieku dziecka (zwykle są to tzw. okresy nierównowagi).
            W dodatku wy
            > rasta z tego.

            Nie wychowuje się dzieci do 1 roku życia, ponieważ wtedy wykształca
            się podstawowa ufność i należy dziecku dostarcząć wszystkiego, czego
            potrzebuje.
            Wyrasta lub nie wyrasta. Różnie z tym bywa i jak pisałam, wpływa na
            to jeszcze parę innych czynników. Nie powiesz chyba, że nie znasz
            przylepionych do mamy 8 latków, które boją się iść do szkoły albo
            terroryzujących całą rodzinę 10 latków, bo nie mają wytyczonych
            granic i wiedzą, że wszystko im wolno. Wychowanie to proces. To, jak
            postępujesz z dzieckiem mającym 2 lata bezpośrednio wpływa na jego
            zachowanie w wieku młodzieńczym (nastoletnim)


            > Skąd więc obawa przed nieodseparowaniem dziecka? Czy to nasze
            zadanie jako rodz
            > iców? Nie. Taka sepracja jest wkodowana w rozwój dziecka (jej
            przejawem są np.
            > okresy "buntów"), a naszym zadaniem jest nie PRZESZKADZAĆ. I tyle.

            nie jestem zwolenniczką twierdzenia, że naszym zadaniem jest tylko
            nie przeszkadzać. Jeśli by tak było, nie istniałoby wychowanie (to
            jest podejście tzw wychowania bezstresowego, które zostało
            dostatecznie mocno skrytykowane przez środowisko psychologów -
            powodów jest wiele)
            Jeśli chodzi o nieodseparowanie dziecka, jest to możliwe i zdarza
            się.
            Okresy buntów przejawiają się w różny sposób. Zdarza się też tak, że
            one nie występują, są stłumione. Na to też wpływa nieodseparowanie
            dziecka w dzieciństwie.

            Komunikujemy
            > się z dzieckiem. I ono informuje nas o swoich potrzebach. Jakoś
            tak łatwiej na
            > m zrozumieć fizyczne potrzeby: np. głód. Jasne, trzeba nakarmić smile
            Ale z potrze
            > bą bliskości już nieco gorzej. Zaczynamy się obawiać, czy dziecko
            nami nie rząd
            > zi wink

            to prawda, czasem rodzicom trudno jest zrozumieć potrzebę bliskości
            dziecka, ale z drugiej strony czasem zdarza się również, że dziecko
            zaczyna nami rzdzić, nawet nie wiemy kiedy. To również zależy od
            wielu czynników.


            > A to nie tak. Wystarczy obserwować, przyjąć, że potrzeba
            bezpieczeństwa jest ró
            > wnież ważna w tym wieku (sama to napisałaś smile ) i troszkę dziecku
            pomóc. Tyle i
            > aż tyle. Delikatnie "popchnąć palcem", gdy dziecko jest gotowe na
            odsperowanie
            > . Jak godzinę ryczy i histeryzuje, to nie jest gotowe.

            nie rozgraniczasz pojęć. Potrzeba bezpieczeństwa TAK, uzależnienie
            od JEDNEGO RODZICA NIE, chyba że mamy do czynienia z patologia,
            gdzie jeden z rodziców nie nadaje się na wychowawcę.
            Naprawdę uważasz, że w wielu 2 lat zdrowe jest uzależnienie tylko od
            jednego rodzica? Nie sądzisz, ze potrzebę bezpieczeństwa moze
            zagwarantować ojciec tak samo dobrze jak matka? U mnie się to
            sprawdza. Znam wiele rodzin, w których się to sprawdza. Specjalisci
            twierdzą, że się to sprawdza. Dlatego uważam, że to, co piszę jest
            poparte wiedzą i doświadczeniem wielu ludzi (także wykształconych w
            tym obszarze)
            Czasem histeria dziecka jest oznaką próby zdominowania i to również
            jest fakt niezaprzeczalny (równiez potwierdzony licznymi badaniami).
            Nie zawsze wynika ona z potrzeby bezpieczeństwa. Jeśli dwuletnie
            dziecko histeryzuje z powodu pozostawienia go z tatą, moze to
            znaczyć równie dobrze, że ma kaprys, aby to mama się nim zajęła.

            Tu jest jeszcze dodatkowa sprawa - jesli dziecko zostaje z tatą samo
            w domu wszystko jest ok, jesli jest w domu także mama, chce być
            tylko z mamą - chcesz mi powiedzeć, że potrzeba bezpieczeństwa
            ujawnia się TYLKO wtedy, gdy mama jest w domu i tata nie może jej
            zaspokoić?


            > Jeśli jakaś matka NIE MOŻE zapewnić swojej obecności dziecku w tym
            wieku, to ni
            > e może. Trudno. Ale to wcale nie znaczy, że zezwolenie dziecku na
            przyklejenie
            > do nas w wieku 2,5 lat czymkolwiek grozi. Wręcz przeciwnie.

            Cały czas mówisz o matce a ja nadal uważam, że oboje rodzice są
            równie ważni i potrzebni.
            Nie wiem co to znaczy, że matka nie może zapewnić swojej obecności
            dziecku? Ktoś tu na forum ma przyklejone motto, że matka dobra to
            matka trochę leniwa (czy coś w tym rodzaju) i to jest prawda. Każdy
            rodzic powinien mieć chwilę dla siebie.


            > Macierzyństwo nauczyło mnie, że w życiu dziecka wiele da się
            przeprowadzić bez
            > rozpaczy i histerii.
            > Podchowałam już dwójkę dzieci. Wyszły z okresu "przyklenia". Nie
            muszę ich usyp
            > iać, a z kolegami i koleżankami bawią się zdecydowanie lepiej niż
            ze mną wink Nie
            > odklejałam ich na siłę. Pokazywałam, że mogą na mnie liczyć i nie
            zamykam prze
            > d nimi drzwi w domu.

            to o czym piszę nie jest odklejaniem na siłę. Przecież ja nie mówię
            o porzucaniu dziecka tylko o przekazaniu go w opiekę tak samo
            dobremu drugiemu rodzicowi. Ja również jestem rodzicem i mam w
            wychowywaniu doświadczenie a przy okazji jestem psychologiem, przez
            5 lat poznawałam teorię a później miałam także kontakt z praktyką
            psychologa wychowawczego.
            Widzisz, ja równiez uważam, ze wiele mozna zrobić bez wywoływania
            histerii. jest to kwestia tak zwanych działań zapobiegawczych. jeśli
            zna się teorię, mozna reagować i uczyć wcześniej, zanim pojawią się
            problemy. Dlatego moje dziecko było od początku przyzwyczajone do
            tego, ze mama i tata są równie ważni i nie płacze gdy jedno odchodzi
            a drugie zostaje. Dlatego malutkimi kroczkami nauczyam dziecko
            zasypiać samo (przy czytaniu książeczki przez 5 minut) zanim
            pojawiły się lęki przy zasypianiu charakterystyczne dla jednego
            jednego z okresów rozwoju dziecka (dzięki temu lęków nie ma). Jeśli
            dziecko jest chore albo coś złego się wydarzy, poświęcam mu cały
            swój czas nie zwracając uwagi na cokolwiek innego, jednak jeśli
            wszystko jest ok, staram się mieć dziennie 2 godziny dla siebie i
            moja córeczka doskonale to rozumie, mówi papa i idzie bawić się z
            tatą. to tylko niektóre przykłady.
            • szarsz Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 11.03.08, 12:01
              salommea napisała:
              > > Skupmy się na tym: dziecko potrzebuje fizycznej obecności matki
              > > w pewnych trudnych dla niego sytuacjach (jest zmęczone, senne,
              > > czuje się źle).
              > potrzebuje, ale nie MATKI tylko RODZICA.

              A moje właśnie potrzebuje MATKI. Mimo że Tata zajmuje się nim równie
              intensywnie jak ja, to jednak w sytuacjach bólu, potwornego
              zmęczenia, choroby, potrzebuje mnie. I ja to szanuję.

              > wspólnie i jesteśmy dla naszej Alki równie ważni

              Aha, równouprawnienie za wszelką cenę? A ja uważam za cenną naukę,
              że Tata jest inny i Mama jest inna. Do Mamy się lepiej przytula, jak
              boli, a z Tatą lepiej się szaleje na podłodze. A wiele rzeczy robimy
              we trójkę. Moje dziecko potrzebuje nas obojga, oboje kocha równie
              mocno, ale z każdym ma swoje sprawy. Uważasz, że to źle? Chyba
              żartujesz?
              • salommea Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 11.03.08, 13:48
                sorry, ale nie rozumiem zaczepki. Nie, nie uważam, że to źle. To był
                tylko przykład z mojej strony.
                Przecież nie było mowy o tym, że dziecko autorki wątku potrzebuje
                mamy jak mu jest źle, tylko zawsze. Uważam, że w tym względzie
                równouprawnienie jest jak najbardziej ok.
                U nas równouprawnienie nie jest za wszelką cenę. Ze mną mała jest
                związana naturalną więzią z matką, natomiast tato jest na urlopie
                wychowawczym a ja pracuję, stąd też wynika silna więź z nim. Uważam
                taką sytuację za jak najbardziej fajną ponieważ ojcom częściej
                trudniej nawiązać kontakt z dzieckiem.
                Dziecko naturalnie wyczuwa, ze mama i tata są innymi osobami i nie
                widzę potrzeby rozgraniczania, że mama jest od przytulania a tata od
                zabawy.
                • szarsz Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 12.03.08, 19:23
                  Zaczepki?????

                  salommea napisała:
                  > Przecież nie było mowy o tym, że dziecko autorki wątku potrzebuje
                  > mamy jak mu jest źle, tylko zawsze.

                  Czytanie ze zrozumieniem się kłania sad
                  Weźże sobie kobieto i przeczytaj, cytuję pierwszy post:
                  "Jak tylko jest zmeczony, zły lub jeszcze cos inengo
                  to istnieje tylko mama - nie mogę sie ruszcy nawet do łazienki. Bo
                  gdy trzy,ma go tata to jest wielkie wycie aż do zachodzenia się.
                  Tylko ja go mogę usypiać, tylko ja wstaje do niego w nocy bo jak
                  widzi tatę to dostaje histerii."
                  • salommea Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 12.03.08, 23:10
                    "jak tylko jestem to od razu
                    rozpoczyna się marudzenie i tylko " mama".

                    a to inny cytat z pierwszego postu, który wyrażnie wskazuje, ze
                    zawsze a nie tylko jak mu smutno.
                    A nawet, gdybym przeczytała bez zrozumienia, to co? od razu trzeba
                    wytknąć i pisać posty pełne agresji?
                    Kultury trochę.
            • jola_ep Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 11.03.08, 22:06
              Ale litości, jak zaczniemy się rozdrabniać, to miejsca zabraknie smile
              Skupmy się więc na temacie.

              Czy do prawidłowego rozwoju dziecka _należy_ je sztuczne speparować od matki (bo czym innym jest sytuacja, gdy matka chowa się przed dzieckiem w łazience?) i znosić godzinny i dłuższy płacz dziecka?
              Dziecko wyraża w ten sposób, że potrzebuje matki, także w trudnych dla niego momentach.
              Zgodnie z tym co napisałaś wcześniej - uważasz, że trzeba (bo inaczej jest to niewychowawcze).

              Proponujesz godzenie się na godzinny płacz dziecka, ja twierdzę, że do pokazania, że z tatą też jest fajnie nie jest to potrzebne. Oczywiście pod warunkiem, że mamy cierpliwości i umiemy te parę miesięcy poczekać.

              Twierdzisz, że nauka powinna być zdecydowana i konsekwentna (bo jak raz odpuścimy, to cała "zabawa" zacznie się od początku), ja sądzę, że warto podążać za potrzebami dziecka, zaakceptować także jego potrzeby emocjonalne, a nauka powinna być stopniowa, dostosowana do etapu na którym znajduje się dziecko.

              Każdy wie, że dziecko powinno mieć ustawione przez nas granice, ale problem zaczyna się, gdy spróbujemy określić, jakie mają one być. Jeśli musimy je pilnować kosztem godzinnego płaczu, to zaczy, że warto je jeszcze raz przemyśleć.

              Piszesz, że jeśli dziecko nie odsperujemy gwałtownie w wieku 2,5 lat, to "skrzywimy" mu osobowość (będzie niepewne itd.). A ja sądzę, że lęk jest złym doradcą. Zaufajmy sobie i spróbujmy się wsłuchać się w to, co mówi nam dziecko.

              > nie napisałam, że jest to naturalna potrzeba.

              "z drugiej strony pojawiają się pewnego rodzaju lęki
              a także wybór "ulubionego" rodzica, który ma wszystko z dzieckiem
              robić. W tym wieku dziecko przestaje się tak fascynować światem
              zewnętrznym i "wraca do mamy" czyli potrzebuje więcej bliskości"

              Rozumiem, że według Ciebie dziecko nie ma prawa różnicować rodziców i musi traktować ich tak samo. Co jednak, gdy dzieje się inaczej? Tylko mama łagodzi jego lęk? Może np. kojarzy mu się z ciepłem, które dawało mu karmienie piersią?

              > Nie wychowuje się dzieci do 1 roku życia, ponieważ wtedy wykształca
              > się podstawowa ufność i należy dziecku dostarcząć wszystkiego, czego
              > potrzebuje.

              A może właśnie w wieku 2,5 lat wytwarza się "ufność rozszerzona"? Ja jeszcze pamiętam czasy, gdy odradzano branie niemowląt na ręce sad

              > terroryzujących całą rodzinę 10 latków, bo nie mają wytyczonych
              > granic i wiedzą, że wszystko im wolno.

              Przepraszam, ale jaki to ma związek z tematem wątku?

              > nie jestem zwolenniczką twierdzenia, że naszym zadaniem jest tylko
              > nie przeszkadzać.

              Obracam się w temacie wątku: nie przeszkadzać w naturalnym procesie odseparowania dziecka. Czyli nie zajmować mu całego czasu, ale np. pozwolić na włączenie w to innych osób, pozwolenie na samodzielność itd. Ale nie na siłę.

              > ale z drugiej strony czasem zdarza się również, że dziecko
              > zaczyna nami rzdzić, nawet nie wiemy kiedy.

              Boisz się tego?

              > nie rozgraniczasz pojęć. Potrzeba bezpieczeństwa TAK, uzależnienie
              > od JEDNEGO RODZICA NIE,

              A jeśli w tym momencie dziecku poczucie bezpieczeństwa daje tylko matka, to co????

              > Naprawdę uważasz, że w wielu 2 lat zdrowe jest uzależnienie tylko od
              > jednego rodzica?

              Tak. Przy czym jedno moje dziecko było uzależnione (choć bez problemu bawiło się z innymi osobami, gdy byłam np. w pracy). Drugie nie było. Inne charaktery, inne potrzeby.

              > Nie sądzisz, ze potrzebę bezpieczeństwa moze
              > zagwarantować ojciec tak samo dobrze jak matka?

              A jak jest inaczej, to co? (np. matka jest z nim przez cały dzień, albo spędza więcej czasu) Łamać na siłę, bo się BOIMY? Czego? Nieodesparowanego dwulatka???? Też się bałam... A okazało się, że nie miałam racji. Bo czasem bywa tak, że wystaczy dziecko nasycić sobą, aby spkojnie ruszyło na podbój świata. smile

              > to o czym piszę nie jest odklejaniem na siłę.

              ? Odklejasz od matki. Nie zawsze ojciec i matka pełnią tę samą rolę.

              > wychowywaniu doświadczenie a przy okazji jestem psychologiem, przez
              > 5 lat poznawałam teorię

              Czułam smile))))

              > Widzisz, ja równiez uważam, ze wiele mozna zrobić bez wywoływania
              > histerii.

              To po co to proponujesz???

              Pozdrawiam
              Jola
              • salommea Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 11.03.08, 22:33
                Jolu, za dużo już chyba tych rozważań, które nie są odpowiedzią na
                pytanie autorki wątku.
                Za dużo też detali, które powodują niedomówienia niemożliwe do
                skorygowania na forum. Myślę jednak, że w realu dogadałybyśmy się,
                szanuję poglądy i w ogóle.
                Moje zdanie jest troszkę spatrzone przez psychologię i chęć, zeby
                wszystko było idealnie - boję się popełnić błędu, to prawda.
                Myślę, że mam trochę racji, tak samo jak Ty.
                Jeśli masz tyle cierpliwości do dzieci ile deklarujesz, greatuluję smile
                pozdrawiam
                • jola_ep Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 12.03.08, 10:16
                  Pomyślałam jeszcze o jednym. Czym różni się przywiązanie do MATKI od
                  przywiązania do RODZICA w aspekcie separacji. Piszesz:
                  "nieodseparowane dzieci mogą miec później problemy z samooceną i
                  poczuciem własnej wartości (zawsze były przy mamie i czuły, że
                  dzięki niej sobie radzą.)" - przecież to samo dotyczy RODZICA.

                  Ja po prostu nadal nie rozumiem, skąd takie rady, jak w Twoim pierwszym poście?
                  (potrafiłabyś relaksować się w łazience, gdy Twoje dziecko płacze przez dwie
                  godziny?) Dlaczego wmawiasz, że to dla dobra dziecka? Przecież nadal pozostaje
                  problem nieodseparowania, tym razem od rodzica. Chyba, że .... to nie jest
                  problem w tym wieku smile
                  Ale wtedy logicznie rzecz biorąc nie jest też problemem nieodseparowanie od matki.

                  > Myślę, że mam trochę racji, tak samo jak Ty.

                  W tym jednym temacie? Ty patrzysz od strony obaw, ja nie, bo przerobiłam już to
                  w praktyce.
                  Bo przecież na dobre wychowanie składa się całe mnóstwo niuansów codziennego
                  dnia wraz z osobowością dziecka. Jeśli ta całość jest dobra, nie widzę podstaw
                  do obawiania się "przylepienia" dziecka do matki.

                  > Jeśli masz tyle cierpliwości do dzieci ile deklarujesz

                  Czy ja gdzieś deklarowałam cirepliwość? smile Dawałam wiele z siebie (w sensie
                  bliskości), zezwalałam na przylepienie itd. itp. bo czułam, że tak trzeba, bo
                  tak zostałam wychowana i nie bałam się, że coś z tego złego wyniknie. Jak tak
                  patrzę wstecz, to cierpliwość traciłam w tych momentach, gdy pojawiał się lęk:
                  że źle robię, nie odklei się do 18-tki, albo gdy zwyczajnie bałam się choćby o
                  zdrowie dziecka.

                  Przerabiałam też sytuacje, gdy dziecko znowu przeżywało okres "przyklejenia się"
                  do mnie. I przekonałam się, że najlepsze co mogę zrobić, to mu na to zezwolić -
                  choćby dlatego, że wtedy ten czas mija szybciej smile

                  Pozdrawiam
                  Jola
                  • salommea Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 12.03.08, 12:30
                    > Pomyślałam jeszcze o jednym. Czym różni się przywiązanie do MATKI
                    od
                    > przywiązania do RODZICA w aspekcie separacji. Piszesz:
                    > "nieodseparowane dzieci mogą miec później problemy z samooceną i
                    > poczuciem własnej wartości (zawsze były przy mamie i czuły, że
                    > dzięki niej sobie radzą.)" - przecież to samo dotyczy RODZICA.

                    trochę to to samo a trochę nie. To, co piszę, ma swoje korzenie w
                    teorii relacji z obiektem i paru innych pomniejszych. Odsyłam do
                    literatury z psychologii wychowawczej, jak mówiłam, nie ma sensu
                    rozprawiać o tym przez internet. Widzisz, nie bierzesz pod uwagę
                    skrótów myślowych, których ja używam (nie intencjonalnie, po prostu
                    mam to jakoś ułożone w głowie a zwerbalizować myśli nie zawsze jest
                    łatwo - szczególnie, gdy nie da się reagować na odbiór tych treści
                    przez rozmówcę)


                    > Ja po prostu nadal nie rozumiem, skąd takie rady, jak w Twoim
                    pierwszym poście?
                    > (potrafiłabyś relaksować się w łazience, gdy Twoje dziecko płacze
                    przez dwie
                    > godziny?) Dlaczego wmawiasz, że to dla dobra dziecka? Przecież
                    nadal pozostaje
                    > problem nieodseparowania, tym razem od rodzica. Chyba, że .... to
                    nie jest
                    > problem w tym wieku smile
                    > Ale wtedy logicznie rzecz biorąc nie jest też problemem
                    nieodseparowanie od mat
                    > ki.

                    Rada - nie z doświadczenia a z treningów i wielu szkoleń odnośnie
                    wychowywania dziecka (jak już wspomniałam), z psychologiczno-
                    pedagogicznych materiałów.
                    Jak już pisałam, sama nie musiałam tego stosować, bo działając zanim
                    powstał problem udało mi się go uniknąć w zupełnie spokojny sposób.
                    Tego typu metody wychowawcze stosuje się, kiedy pojawia sie problem,
                    bo jeśli się zapobiega, nie trzeba ich stosować. Tak, jak napisałam,
                    nie trzeba wprowadzać tej metody w życie, czasem i bez konsekwencji -
                    tak jak w Twoim przypadku, ale jeśli pojawiają sie następujące
                    rzeczy:
                    - rodzicom ewidentnie przeszkadza zachowanie dziecka i chcieliby,
                    żeby ono się zmieniło,
                    - dziecko jest na takim etapie rozwoju, na którym pojawia się
                    korzyści z wprowadzenia metody wychowawczej (korzyści dla dziecka
                    również)
                    - rodzaj metody jest dopasowany do wieku dziecka itp

                    wtedy mogę podać metodę, która może pomóc. Autorka wątku prosiła o
                    pomoc- podanie metody. Nie rozumiem dlaczego miałabym jej nie podać,
                    skoro jest to sposób sprawdzony wieloletnimi badaniami i mamy dowody
                    na to, że przynosi więcej korzyści niż problemów także dla dziecka.

                    jesli chodzi o problem odseparowania, to w wieku 2,5 lat dziecko
                    rozwijające się prawidłowo dawno powinno czuć się odrębna jednostką.
                    Po wiecej informacji odsyłam ponownie do teorii relacji z obiektem

                    > > Myślę, że mam trochę racji, tak samo jak Ty.
                    >
                    > W tym jednym temacie? Ty patrzysz od strony obaw, ja nie, bo
                    przerobiłam już to
                    > w praktyce.
                    > Bo przecież na dobre wychowanie składa się całe mnóstwo niuansów
                    codziennego
                    > dnia wraz z osobowością dziecka. Jeśli ta całość jest dobra, nie
                    widzę podstaw
                    > do obawiania się "przylepienia" dziecka do matki.

                    ja też już to przerobiłam w praktyce i nie tylko ze swoim dzieckiem,
                    które nie wymagało tego typu działań, ale z masą innych dzieci.
                    moje obawy biorą sie stąd, że podczas studió i wielu kursów poznałam
                    rozwój dziecka z rozbiciem na każdy etap, wiem co moze spowodować to
                    a co tamto, mam w głowie rozpisane całe mapy zależności jednych
                    decyzji wychowawczych na inne. Uważam, ze to budująca obawa, bo nie
                    wywodzi się ona z niewiedzy,a le właśnie z tego, że wiem, jak
                    wychowanie wygląda.
                    Może obawa jest nawet za dużym słowem - ja powiedziałabym ostrożnosć.
                    A co do mojej i Twojej racji - widzisz, to nas różni, że ja rozumiem
                    Ciebie trochę bardziej niż Ty mnie, moze dlatego, że staram się
                    przyjmować Twoje wypowiedzi i analizować je pod kątem tego, w czym
                    się z Tobą zgadzam a nie pod kątem zaczepki i doszukiwania się
                    niedomówień. Wypowiadając się pisemnie zawsze niestety pojawia się
                    problem niuansików.


                    > do mnie. I przekonałam się, że najlepsze co mogę zrobić, to mu na
                    to zezwolić -
                    > choćby dlatego, że wtedy ten czas mija szybciej smile

                    Widzisz, Ty postanowiłaś zezwolić i poczekać - super. Natomiast
                    autorka wątku pytała co ma zrobić, żeby się to skończyło i dostała
                    konkretny sposób postępowania. Dodatkowo zaznaczyłam, że moze
                    poczekać, ale wtedy problem moze powrócić w przyszłości. Nie
                    odpowiadałam na ten post z pozycji matki opierajac się na
                    jednostkowym doświadczeniu, ale z pozycji specjalisty, który widzał
                    takich przypadków więcej. Poradziłam metodę sprawdzoną i skuteczną,
                    być może jako matka odpowiedziałabym trochę inaczej - na wasne
                    dziecko patrzy się bardziej emocjonalnie i opiera się na
                    jednostkowym doświadczeniu, co daje poczucie, że jeśli nam się
                    udało, to metoda jest idealna. Rolą specjalisty jest pokazywać
                    rozwiązania najbardziej optymalne i sprawdzone.
                    • jola_ep Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 12.03.08, 16:18
                      Ech... jak mogę w ogóle z Tobą dyskutować, przecież nie jestem w stanie podjąć merytorycznej dyskusji - bo wykształcenie cieniutkie i z praktyką krucho. Nawet nie dyskutuję, tylko patrzę, do czego sie przyczepić ....

                      Widzisz, całkiem prawdopodobne, że jakoś tam w realu byśmy się dogadali smile
                      Ale tu jest Internet, słowo pisane i gdzieś umyka cały przekaz pozawerbalny.
                      Więc napisałam, co czułam po Twoim pierwszym poście. Spójrz na moje wypowiedzi nie pod kątem "czepia się" tylko na to, jak można je zrozumieć. Pomyśl, co zrobi z Twoim radami mama, która właśnie po przeczytaniu Twoich wypowiedzi (a głownie pierwszej) zaczęła się martwić, że krzywdzi dziecko i MUSI je nauczyć, że nie tylko mama pomaga. (jeśli jest rzeczywiście tak zmęczona, że musi, to co innego - jak to już parę razy zaznaczyłam). Może tylko znużona, albo się tym po prostu martwi i wygdanie się, zobaczenie, że to taki naturalny etap, który zdarza się też innym dzieciom, może pomóc?

                      Chcę, abyś spróbowała spojrzeć obiektywnie i z boku na swoje rady. Bez tego wszystkiego, co masz w głowie. Czy proponowałabyś zabranie dziecku ukochanej maskotki, która pomaga mu utulić się do snu? Nie zaczepiam. Pytam. Sądzę, że nie. A jeśli mama jest takim "utulakiem"? Jeśli jest ważna w trudnych dla dziecka momentach (gdy jest smutne, zmęczone), to powinna na siłę uciekać przed nim? Nie potrafię wyobrazić sobie, że to byś właśnie doradzała.

                      > nie bierzesz pod uwagę
                      > skrótów myślowych, których ja używam (nie intencjonalnie, po prostu
                      > mam to jakoś ułożone w głowie a zwerbalizować myśli nie zawsze jest
                      > łatwo - szczególnie, gdy nie da się reagować na odbiór tych treści
                      > przez rozmówcę)

                      Właśnie. Po prostu spróbowałam Ci pokazać, jak można odebrać Twoje rady. Ja je tak właśnie odbrałam - drastycznie i niepotrzebnie. Z sianiem "paniki", że każdy inny sposób będzie "niewychowawczy".

                      To nie jest tak, że rodzice zawsze oczekują prostej recepty: moje dziecko nie chce spać, proszę coś zrobić (efekt ma być szybko), albo moje dziecko nie chce się odkleić, proszę coś zrobić w ciagu paru dni.

                      >Poradziłam metodę sprawdzoną i skuteczną,
                      > być może jako matka odpowiedziałabym trochę inaczej

                      Myślę, że właśnie takie spojrzenie byłoby cenniejsze. Po spojrzenie psychologa lepiej iść w realu.

                      > Rolą specjalisty jest pokazywać
                      > rozwiązania najbardziej optymalne i sprawdzone.

                      Ech...
                      To niby się nie da bez dwugodzinnej histerii? Nie ma takich metod? Przy założeniu, że nie chodzi nam o szybki efekt, ale przede wszystkim o dobro dziecka.

                      Pozdrawiam
                      Jola
                      • salommea Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 12.03.08, 22:24
                        > Ech... jak mogę w ogóle z Tobą dyskutować, przecież nie jestem w
                        stanie podjąć
                        > merytorycznej dyskusji - bo wykształcenie cieniutkie i z praktyką
                        krucho. Nawet
                        > nie dyskutuję, tylko patrzę, do czego sie przyczepić ....

                        nic takiego nie powiedziałam, akurat z Tobą dyskutuje sie dużo
                        lepiej niż z paroma innymi bardzo poważanymi na tym forum osobami


                        Może tylko znużona, albo się tym po pro
                        > stu martwi i wygdanie się, zobaczenie, że to taki naturalny etap,
                        który zdarza
                        > się też innym dzieciom, może pomóc?

                        jasne. zgadzam się. bardzo pomaga informacja, ze coś, co się nam
                        przytrafia jest powszechne.

                        > Chcę, abyś spróbowała spojrzeć obiektywnie i z boku na swoje rady.
                        Bez tego wsz
                        > ystkiego, co masz w głowie. Czy proponowałabyś zabranie dziecku
                        ukochanej masko
                        > tki, która pomaga mu utulić się do snu? Nie zaczepiam. Pytam.
                        Sądzę, że nie. A
                        > jeśli mama jest takim "utulakiem"? Jeśli jest ważna w trudnych dla
                        dziecka mome
                        > ntach (gdy jest smutne, zmęczone), to powinna na siłę uciekać
                        przed nim? Nie po
                        > trafię wyobrazić sobie, że to byś właśnie doradzała.

                        oczywiście, że nie doradzałabym


                        > Właśnie. Po prostu spróbowałam Ci pokazać, jak można odebrać Twoje
                        rady. Ja je
                        > tak właśnie odbrałam - drastycznie i niepotrzebnie. Z
                        sianiem "paniki", że każd
                        > y inny sposób będzie "niewychowawczy".

                        moze i racja, nie mnie to oceniać, ja siebie rozumiem smile


                        > To nie jest tak, że rodzice zawsze oczekują prostej recepty: moje
                        dziecko nie c
                        > hce spać, proszę coś zrobić (efekt ma być szybko), albo moje
                        dziecko nie chce s
                        > ię odkleić, proszę coś zrobić w ciagu paru dni.
                        >
                        to jest prawda, jednak jeśli ktoś pisze : "nie wiem już co mam
                        zrobić, pomóżcie" czy coś w tym rodzaju, odbieram to dość dosłownie.
                        Wiadomo, żeporada psychologiczna powinna być udzielona w gabinecie
                        czy w poradni, ale zobacz ile osób szuka jej w internecie zamiast
                        tam. Wiesz dlaczego to piszę? ponieważ siedząc na tym forum
                        przeczytałam juz taki stos dziwnych, ewidentnie szkodzących rad, ze
                        uznałam za potrzebne ukazywanie sposobów tak zwanych przebadanych i
                        sprawdzonych.


                        > > Rolą specjalisty jest pokazywać
                        > > rozwiązania najbardziej optymalne i sprawdzone.
                        >
                        > Ech...
                        > To niby się nie da bez dwugodzinnej histerii? Nie ma takich metod?
                        Przy założen
                        > iu, że nie chodzi nam o szybki efekt, ale przede wszystkim o dobro
                        dziecka.
                        >

                        są inne sposoby, jest ich bardzo dużo. jednak ich powodzenie zalezy
                        od wielu czynników między innymi od ogólnego podejścia do wychowania.
                        Metoda, którą podałam nie krzywdzi dziecka, chociaż pewnie mi nie
                        uwierzysz, jest natomiast najbardziej optymalna w sensie tego, że
                        można z niej skorzystać prawie że niezależnie od tych innych
                        czynników - jest dość uniwersalna. Nie znam tej rodziny, nie znam w
                        niej technik wychowawczych i podobnych rzeczy. zaproponowałam metodę
                        skuteczną i mało zagrażającą bez względu na tę wiedzę, a tym samym
                        próbowałam wyeliminować błędy. Może faktycznie powinnam odnosić się
                        tylko do przykładów z własnej rodziny, jak inni, ale to też nie jest
                        juz takie proste. To tak, jakby lekarz wypowiadający się na tym
                        forum miał odpowiedzieć na pytanie "co mam zrobić, moje dziecko
                        często ulewa" (przykłąd pewnie niezbyt elokwentny). Przypuszczasz,
                        ze on odniósłby się tylko do doświadczeń z ulewaniem u własnego
                        dziecka? Kiedy wypowiadamy się w dziedzinie, w której pracujemy,
                        mamy wykształcenie, ciężko nie brać wiedzy pod uwagę. Przynajmniej
                        mnie. Pewnie teraz będę bardziej zwracała uwagę na to, co i jak
                        opisuję, zeby nie zostawiać niedomówień, ale jak to wyjdzie,
                        zobaczymy przy kolejnej okazji.

                        na marginesie - zaśmieciłyśmy trochę ten wątek smile
                        pozdrawiam
                        • jola_ep Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 13.03.08, 09:49
                          > moze i racja, nie mnie to oceniać, ja siebie rozumiem smile

                          Ale przecież doskonale wiesz, że jeśli ty siebie rozumiesz, to wcale nie znaczy,
                          że inni odbierają to tak samo. Szczególnie jeśli przekaz odbywa się poprzez
                          Internet.

                          > przeczytałam juz taki stos dziwnych, ewidentnie szkodzących rad,

                          Włącz się więc w dyskusję. Na tym polega działanie grup i for dyskusyjnych.

                          > Metoda, którą podałam nie krzywdzi dziecka, chociaż pewnie mi nie
                          > uwierzysz,

                          Moim zdaniem dzieci są dość "odporne" smile Przy próbie stosowania tej metody
                          bardziej bałabym się o siebie i swojego męża wink

                          Rozumiem, że jest to metoda do zastosowania, gdy dziecko jest w dobrym humorze i
                          skore do zabawy? Czy napisałaś to w sposób dostatecznie jasny? Co jeśli inne
                          mamy zastosują ją wieczorem, gdy dziecko jest już w naturalny sposób zmęczone?
                          (bo mąż dopiero teraz wrócił z pracy i świetna pora na relaks w wannie)?

                          Poza tym sądzę, że lepiej unikać wszelkich sztucznych sytuacji. Moje dzieci
                          rozumiały, że np. jestem chora, leżę w łóżku (nawet moje najbardziej przylepione
                          dziecko bawiło się z tatą wink ), albo prasuję - jestem, ale bawić się nie będę.
                          Bo nie. Za to tata na podłodze zaczyna kuszącą zabawę wink A potem można przejść
                          do: mama się kąpie smile
                          Zawsze starałam się znaleźć chwilę na relaks przy robótkach ręcznych i sama się
                          dziwiłam, jak doskonale dzieciaki rozumiały tę moją potrzebę wink

                          >Może faktycznie powinnam odnosić się
                          > tylko do przykładów z własnej rodziny

                          Nie chodziło mi przykłady tylko z własnej rodziny, ale o "być może jako matka
                          odpowiedziałabym trochę inaczej - na własne
                          dziecko patrzy się bardziej emocjonalnie" wink

                          Czy rzeczywiście są metody zawsze najbardziej optymalne i skuteczne? smile Nie jest
                          tak, że dla każdego coś innego? smile (sytuacja, dziecko)

                          > na marginesie - zaśmieciłyśmy trochę ten wątek smile

                          Na tym polega urok usnetu smile

                          Pozdrawiam
                          Jola
                          • salommea Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 13.03.08, 12:27
                            > Ale przecież doskonale wiesz, że jeśli ty siebie rozumiesz, to
                            wcale nie znaczy
                            > ,
                            > że inni odbierają to tak samo. Szczególnie jeśli przekaz odbywa
                            się poprzez
                            > Internet.

                            wiem, tylko czasem ciężko wyczuć jak bardzo.


                            > Włącz się więc w dyskusję. Na tym polega działanie grup i for
                            dyskusyjnych.

                            właśnie to robię smile


                            > Rozumiem, że jest to metoda do zastosowania, gdy dziecko jest w
                            dobrym humorze
                            > i
                            > skore do zabawy? Czy napisałaś to w sposób dostatecznie jasny? Co
                            jeśli inne
                            > mamy zastosują ją wieczorem, gdy dziecko jest już w naturalny
                            sposób zmęczone?
                            > (bo mąż dopiero teraz wrócił z pracy i świetna pora na relaks w
                            wannie)?

                            chodziło mi raczej o to, zeby zacząć tę metodę w takiej sytuacji.
                            Jak sama napisałaś dalej - powoli i stopniowo. Dziecko skore do
                            zabawy lepiej zniesie metodę niż zmęczone. łtwiej mu będize
                            zrozumieć.


                            > Poza tym sądzę, że lepiej unikać wszelkich sztucznych sytuacji.
                            Moje dzieci
                            > rozumiały, że np. jestem chora, leżę w łóżku (nawet moje
                            najbardziej przylepion
                            > e

                            nie każde dziecko to rozumie.

                            > Czy rzeczywiście są metody zawsze najbardziej optymalne i
                            skuteczne? smile Nie jes
                            > t
                            > tak, że dla każdego coś innego? smile (sytuacja, dziecko)

                            gdyby było dla każdego coś innego, nie byłoby badań i tzw
                            sprawdzonych sposobów, bo one opierają sie na statystyce. Samo
                            wprowadzanie danej metody przez daną rodzinę już ją modyfikuje, bo
                            każdy dostosowuje to, czego się uczy do tego co już umie (dana
                            atmosfera rodzinna czy sposób wychowania zawsze trochę modyfikuje
                            metodę i powstaje dla każdego coś bardziej dopasowanego.)

                            • jola_ep Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 14.03.08, 09:51
                              > Moje dzieci
                              > > rozumiały, że np. jestem chora, leżę w łóżku (nawet moje
                              > najbardziej przylepion
                              > > e
                              >
                              > nie każde dziecko to rozumie.

                              Bo je się tego uczy - stopniowo. Po co sztuczne sytuacje, gdy można wykorzystać te naturalne?

                              > dana
                              > atmosfera rodzinna czy sposób wychowania zawsze trochę modyfikuje
                              > metodę i powstaje dla każdego coś bardziej dopasowanego.

                              Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam Twoje intencje. Uważasz, że zawsze metoda się trochę modyfikuje? Bo mi chodzi o to, że warto daną metodę dostosować do dziecka (i siebie). Weźmy np. time out. Kiedy ją stosowałam u mojego synka, to nawet nie wiedziałam, że taka istnieje wink Dosokonale działała. Ale wszelka próba zrobienia tego na siłę, w stylu karnego jeżyka, skończyłaby się wielką niepotrzebną awanturą (mój synek był ... konsekwentny wink )

                              Rzecz w tym, że teraz wiele matek wychowuje swoje dzieci zgodnie z poradami (w najlepszej wierze), stosując je tak, jak zostały im przekazane. A w życiu wygląda to różnie.

                              Miałam okazję obserwować taką scenę z boku: czterolatek chciał zepchnąć moją córę (12 l) z krzesła. Ta spokojnie i stanowczo powiedziała, że zejdzie (czemu nie?), ale musi ją poprosić, a nie spychać. Czuło się wręcz, jak młody zbierał się w sobie, przeżywał rozterki i już, już poddawał się, gdy ... weszła jego mama. Dba o dobre wychowanie dziecka. A tu proszę - awanturuje się. Więc - oczywiście metoda superniani karnego jeżyka zawsze działa. Ryk, wrzask, mały posiedział, uspokoił się, wszystko ok... ale okazja pokazania mu pozytywnego sposobu działania minęła. A mama dumna, że umie zastosować nowoczesne metody wychowania, zawsze skuteczne sad

                              Patrząc z boku wiele razy widziałam, że czasem wystarczy odpowiednie słowo w odpowiednim momencie, aby nie było potrzeby stosowania "metod" wymagających wytrzymywania płaczu dziecka. Ale to takie nienaukowe wink

                              Pozdrawiam
                              Jola
                              • salommea Re: Wielkie uzależnienie od mamy - 2 latka i 4 mi 14.03.08, 21:49
                                > Bo je się tego uczy - stopniowo. Po co sztuczne sytuacje, gdy
                                można wykorzystać
                                > te naturalne?

                                zgadza się. Uczy się dziecko stopniowo. To jest właśnie to, co we
                                wcześniejszym poście nazwłąm "zapobieganiem". Przyjmujesz tylko
                                jedną stronę medalu - że dziecko jest za małe, żeby było na coś
                                gotowe. A co, jeśli przegapiło się moment, w którym był czas na
                                stopniową naukę? Wtedy pojawia się reakcja podobna do tej, gdy
                                dziecko do czegoś jeszcze nie dorosło.
                                Przyjmijmy - dziecko uczy się separacji z mamą - wyczuwasz moment,
                                albo nie. jeśli nie wyczujesz, mozesz nawet podświadomie,
                                niejako "na siłę" przyzwyczajać dziecko, że mama ciągle jest obok. W
                                ten sposób nie pozwalasz mu na samodzielną separację, nie tylko mu
                                nie pomagasz, ale i przeszkadzasz. Dziecko przyzwyczaja się do tego,
                                przychodzi czas, że uznaje to za jedyne optymalne rozwiązanie i już.
                                czas w którym mogłaś wspomóc (nie metodami a zwykłym zrozumieniem,
                                delikatnym odsunięciem się) minął. W tej sytuacji dziecko już nie
                                rozumie, że można inaczej funkcjonować a nie jeszcze nie rozumie.

                                > Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam Twoje intencje. Uważasz, że
                                zawsze metoda się
                                > trochę modyfikuje? Bo mi chodzi o to, że warto daną metodę
                                dostosować do dzieck
                                > a (i siebie). Weźmy np. time out. Kiedy ją stosowałam u mojego
                                synka, to nawet
                                > nie wiedziałam, że taka istnieje wink Dosokonale działała. Ale
                                wszelka próba zrob
                                > ienia tego na siłę, w stylu karnego jeżyka, skończyłaby się wielką
                                niepotrzebną
                                > awanturą (mój synek był ... konsekwentny wink )

                                chodzi mi dokładnie o to, co napisałaś. Każdy dopasowuje do swoich
                                potrzeb i to powinno dziać się naturalnie, tak jak u Ciebie, bo nie
                                ma twardych zasad - co człowiek, to inna historia. Natomiast
                                korzenie metody pozostają takie same i ich sens wychowawczy równiez.

                                > Rzecz w tym, że teraz wiele matek wychowuje swoje dzieci zgodnie z
                                poradami (w
                                > najlepszej wierze), stosując je tak, jak zostały im przekazane. A
                                w życiu wyglą
                                > da to różnie

                                i to jest kwestia niezrozumienia i podążania ślepo za sztywnymi
                                zasadami. W każdym MĄDRYM podręczniku, który zawiera zasady
                                wychowania dziecka jest informacja o tej elastyczności i
                                dopasowaniu, o tym, żeby nie trzymać się sztywno zasad. Jedno tylko
                                pozostaje niezmienne i konieczne - konsekwencja w działaniu.

                                > Miałam okazję obserwować taką scenę z boku: czterolatek chciał
                                zepchnąć moją có
                                > rę (12 l) z krzesła. Ta spokojnie i stanowczo powiedziała, że
                                zejdzie (czemu ni
                                > e?), ale musi ją poprosić, a nie spychać. Czuło się wręcz, jak
                                młody zbierał si
                                > ę w sobie, przeżywał rozterki i już, już poddawał się, gdy ...
                                weszła jego mama
                                > . Dba o dobre wychowanie dziecka. A tu proszę - awanturuje się.
                                Więc - oczywiśc
                                > ie metoda superniani karnego jeżyka zawsze działa. Ryk, wrzask,
                                mały posiedział
                                > , uspokoił się, wszystko ok... ale okazja pokazania mu pozytywnego
                                sposobu dzia
                                > łania minęła. A mama dumna, że umie zastosować nowoczesne metody
                                wychowania, za
                                > wsze skuteczne sad

                                to akurat bez sensu. zupełna nieumiejętność odczytywania sygnałów z
                                otoczenia przez tę mamę. Czasem jednak tak jest, że rodzic chce
                                pochwalić się przed otoczeniem jak to ładnie potrafi radzić sobie z
                                dzieckiem za wszelką cenę, nie widząc co się dzieje.

                                > Patrząc z boku wiele razy widziałam, że czasem wystarczy
                                odpowiednie słowo w od
                                > powiednim momencie, aby nie było potrzeby stosowania "metod"
                                wymagających wytrz
                                > ymywania płaczu dziecka. Ale to takie nienaukowe wink

                                nie rozumiem co to znaczy nienaukowe. Akurat jeśli chodzi o
                                wychowanie, zakłada ono, ze jeśli będzie się reagowało w odpowiednim
                                momencie (czyli "zapobiegało"), co jedni wyczuwają instynktownie,
                                inni się tego uczą a jeszcze inni w ogóle nie zauważają, to nie
                                trzeba stosować metod wychowawczych w ogóle. Samo zauważanie,
                                reagowanie w porę, uczenie dziecka pewnych rzeczy zanim pojawi się
                                moment krytyczny i będzie ciężko, lekkie stymulowanie dorastania, to
                                najlepsza, najmniej drastyczna i najbardziej owocna w akutkach
                                metoda. Dzięki takiemu wyłapywaniu zmian i instynktownemu reagowaniu
                                w delikatny sposób w odpowiednim czasie można wychować nastolatka,
                                którego bunt sprowadzi się do tego, ze zamiast tatuować i
                                kolczykować całe ciało, uciekać z domu czy trzaskać drzwiami i mówić
                                na rodziców "starzy", będzie wyrażał własne poglądy, dyskutował w
                                mądry sposób itp.
                                Jednak często zdarza się, ze w którymś momencie rodzic gubi którąś
                                zmianę albo coś dzieje się tak szybko, ze nie sposób tego wyłapać.
                                Są też takie elementy rozwoju jak bunt, który można zminimalizować,
                                ale nie da się go wykluczyć - to byłoby złe. Małe dzieci tez
                                przechodzą tego rodzaju bunt i z tym trzeba sobie poradzić w jakiś
                                sposób. Jeśli od samego początku takiego buntu zastosuje się metodę
                                wychowawczą, obędzie się bez płaczu i krzyku (będzie on trwał bardzo
                                krótko), bo dziecko zrozumie, że nie ma sensu się buntować, ze w
                                pewnych sprawach nie wygra. Oczywiście nie twierdzę, że dziecko
                                zawsze w takiej sytuacji powinno przegrywać. wystarczy znaleźć złoty
                                środek - sytuacja niezagrażająca nikomu - niech wygra, sytuacja
                                zagrażająca, niebezpieczna, stwarzająca trudność- zdecydowanie nie.
                                pozdrawiam
    • nangaparbat3 Salommeo 13.03.08, 20:55
      Przeczytałam cały wątek i nie mogę oprzeć się chęci napisania paru uwag.
      Co prawda nie jestem psychologiem, ale wiele czytałam, od dwudziestu lat
      "wychowuję" mnóstwo cudzych dzieci, a moje własne jest jeszcze niepełnoletnią,
      ale bardzo dojrzałą osobą. Wiele widziałam i wiele udało mi się zrozumieć, choc
      oczywiście w miare rozumienia przybywa pytań, oczywiscie.
      Wizja matki, która siedząc w aromatycznej kapieli relaksuje się, słysząc
      rozpaczliwe krzyki swego dwuletniego dziecka, zbiła mnie z nóg. Kiedy w naszym
      domu komus zdarza się rozpaczliwie płakać, przychodzi kot i zaczyna lizac go po
      rękach. Kiedys sama płakałam - zobaczyłam nagle, że mój pies trzęsie się cały.
      Kiedy słyszałam rozpaczliwy płacz mojej córki, nic nie powstrzymałoby mnie, by
      nie biec jej na ratunek.
      Nie uzywam słowa "histeria". To słowo poniża i rani, to słowo znaczy: nie wierzę
      w twoje uczucia, nie wierzę w twoj ból, nie czujesz tego, co usiłujesz okazać.
      Wiem lepiej od ciebie, co czujesz - i wiem, ze to nic nie warte.
      "Histeria", słowo tak często uzywane na tym forum, wyraża przede wszystkim
      przemoc. Ocenia i odrzuca.
      Wrócmy do matki w wannie - czego uczy sie dziecko? ano tego, ze jego bol nie
      obchodzi jej. Czego jeszcze? Że mozna, nawet nalezy byc obojetnym wobec bolu
      drugiej osoby. Że manifestujac ból zasługujemy na odrzucenie.
      Nie wiem, jaka psychologia uczy takiego postępowania.
      Nie wiem, jaka psychologia uczy, ze >>>Na to też wpływa nieodseparowanie
      dziecka w dzieciństwie.<<< Odseparowanie dziecka???
      Czytałam , że to dziecko separuje SIE od obiektu. Jest podmiotem tego procesu,
      nie przedmiotem. Ono decyduje, kiedy przychodzi odpowiedni moment, kiedy jest
      dość silne - a my mozemy ten proces zaburzyć, utrudniając mu odseparowanie sie.
      Mozemy go tez zaburzyć, usiłujac go przyspieszyć, przeprowadzić na siłę, wtedy
      kiedy my uznamy to za stosowne.
      Kiedy czytałam Twoje wypowiedzi przypomniały mi sie badania, jakie niedawno
      przepprowadzili naukowcy, tak tak, psycholodzy. Badali relacje rodzinne
      chłopcow, u ktorych stwierdzono powazne zaburzenia zachowania - wiesz co wyszło?
      Że najwiecej z nich miało ojców, którzy byli w stosunku do nich OBOJETNI. Którzy
      swoich synów ignorowali.
      Polecam goraco lekture ksiażek Alice Miller.
      • mama303 Re: Salommeo 13.03.08, 21:11
        nangaparbat3 napisała:

        > Wizja matki, która siedząc w aromatycznej kapieli relaksuje się,
        słysząc
        > rozpaczliwe krzyki swego dwuletniego dziecka, zbiła mnie z nóg.

        Trochę histeryzujesz smile
        Mysle że matka umie odróznić rozpaczliwy płacz dziecka od płaczu,
        którym dziecko chce coś wymusić.
        • nangaparbat3 Re: Salommeo 13.03.08, 21:32
          mama303 napisała:

          > nangaparbat3 napisała:
          >
          > > Wizja matki, która siedząc w aromatycznej kapieli relaksuje się,
          > słysząc
          > > rozpaczliwe krzyki swego dwuletniego dziecka, zbiła mnie z nóg.
          >
          > Trochę histeryzujesz smile
          > Mysle że matka umie odróznić rozpaczliwy płacz dziecka od płaczu,
          > którym dziecko chce coś wymusić.

          No własnie. Oceniłaś, odrzuciłaś, Przyjemnie Ci?
          • mama303 Re: Salommeo 13.03.08, 22:45
            nangaparbat3 napisała:

            >
            > No własnie. Oceniłaś, odrzuciłaś, Przyjemnie Ci?

            jaśniej proszę bo nie zrozumiałam Cię ni w ząb.

            • nangaparbat3 Re: Salommeo 13.03.08, 22:47
              Nie wiem, dlaczego nie rozumiesz. Napisalaś, ze histeryzuje, w odpowiedzi na
              post, w ktorym piszę:

              >>>Nie uzywam słowa "histeria". To słowo poniża i rani, to słowo znaczy: nie wierzę
              w twoje uczucia, nie wierzę w twoj ból, nie czujesz tego, co usiłujesz okazać.
              Wiem lepiej od ciebie, co czujesz - i wiem, ze to nic nie warte.
              "Histeria", słowo tak często uzywane na tym forum, wyraża przede wszystkim
              przemoc. Ocenia i odrzuca.
              • mama303 Re: Salommeo 13.03.08, 22:59
                nangaparbat3 napisała:

                > Nie wiem, dlaczego nie rozumiesz. Napisalaś, ze histeryzuje, w
                odpowiedzi na
                > post, w ktorym piszę:

                Bo ja używam słowa "histeria" - owszem oceniłam to co napisałaś,
                bynajmniej nie odrzuciłam a czy jest mi przyjemnie? Pisze żeby
                wyrazić swoje zdanie gdy mnie cos zainteresuje wiec owszem sprawia
                mi to jakąs tam przyjemność gdy moge to zrobić.
        • zonka77 nie zgodzę się 14.03.08, 11:42
          nanga - też uważam że trochę przesadzasz.
          Jeśli moja córka płakałaby z rozpaczy/cierpienia to ja bym sobie dała rękę uciąć
          żeby jej pomóc.
          Ale zwykły ryk ze złości bo nie dostała szklanki do zabawy to zupełnie co
          innego. Ona mnie testowała. Kiedy widziała że to nie przynosi efektu to po
          prostu przestawała. Zazwyczaj wyglądało to tak - ryk ze złosci a dwie minuty
          potem wesoła zabawa i totalne zapomnienie o powodzie złosci.
          Gdybym jej uległa to nauczyłabym ją tylko i wyłącznie tego że wystarczy
          odpowiednio głośno i z odpowiednią złością wyrazić niezadowolenie i dostanie się
          wszystko.
          No nijak się z tym nie zgodzę. Tym bardziej że moja córka nie ma dzisiaj żadnego
          problemu z wyrażaniem emocji, z dzieleniem się smutkami i myślę że dobrze wie że
          jej problemy /ból/ smutek nie są mi obojętne i wręcz bardzo poważnie to
          traktuję, pocieszam, przytulam, całuję i głaskam a w duchu przeżywam każdy jej
          problem tak jak swój.
          Ale nie jeśli chodzi o złość i wymuszanie złością.
          • salommea Re: nie zgodzę się 14.03.08, 14:23
            tak, własnie o to mi chodzi przez cały czas.

            > Gdybym jej uległa to nauczyłabym ją tylko i wyłącznie tego że
            wystarczy
            > odpowiednio głośno i z odpowiednią złością wyrazić niezadowolenie
            i dostanie si
            > ę
            > wszystko.

            A gdy dziecko nauczy się już tej zależności, bedzie wiedziało, ze
            wystarczy odpowiednio długo płakać. Stąd moje słowa o tym, że taki
            płacz moze trwać nawet godzinę - dziecko czeka, bo wie, że w końcu
            ktoś mu ulegnie. Dlatego też pisałam o konsekwencji w postępowaniu.
            • jola_ep Re: nie zgodzę się 14.03.08, 14:35
              > A gdy dziecko nauczy się już tej zależności, bedzie wiedziało, ze
              > wystarczy odpowiednio długo płakać. Stąd moje słowa o tym, że taki
              > płacz moze trwać nawet godzinę

              Ale nie wiesz, czy dane dziecko nauczyło się tej zależności, czy nie.
              W przypadku np. moich dzieciaków płacz dłuższy niż 5 minut oznaczał, że rzeczywiście potrzebują tego, o co proszą.

              Pozdrawiam
              Jola
              • zonka77 Re: nie zgodzę się 14.03.08, 14:50
                > W przypadku np. moich dzieciaków płacz dłuższy niż 5 minut oznaczał, że rzeczyw
                > iście potrzebują tego, o co proszą.

                np igły którą dziecko wykukało u szyjącej mamy i koniecznie chce nie tylko
                oglądać ale dostać do zabawy? Albo kruchego kieliszka żeby nim walić o podłogę?
                Albo ewentualnie parzącego kubka z wrzątkiem bo ten i tylko ten się nadaje do
                zabawy?
                O ile pamiętam najdłuższą awanturę moja córka urządziła właśnie o wypełniony
                wrzątkiem kubek.
                • jola_ep Re: nie zgodzę się 14.03.08, 15:12
                  > O ile pamiętam najdłuższą awanturę moja córka urządziła właśnie o wypełniony
                  > wrzątkiem kubek.

                  Może rzeczywiście tego potrzebowała? wink W końcu potrzeba poznawania świata jest u niektórych dzieci bardzo silna.

                  Tak poważnie, to miałam to szczęście, że mój uparty synek był jednocześnie mądry. Przytrzymanie łapki w pobliżu gorącego pieca (taki na drewno) przekonało go, że tam gorąco i łap nie warto pchać wink Całkiem niechcący zostawiałam w jego pobliżu gorące żelazka(ale oczywiście było już dobrze podsygnięte!), jedno dotknięcie i dał spokój. Tak więc w wieku 2 lat pojęcie "gorące" miał całkiem nieźle rozpracowane wink (a i tak gorące kubki były poza jego zasięgiem, także wzroku wink - takie przyznaczajenie z mojego domu rodzinnego )

                  Dość szybko nauczył się obsługiwać (w miarę) niebezpieczne przedmioty. Nożyczki dostał, gdy ukończył dwa lata. Nóż ze dwa lata wcześniej niż jego starsza siostra (trochę tępy wink ) A zanim zmądrzał był dość podatny na odwracanie uwagi wink

                  Pozdrawiam
                  Jola
                  • srebrnarybka Re: nie zgodzę się 14.03.08, 21:01
                    Może rzeczywiście tego potrzebowała? wink W końcu potrzeba poznawania
                    świata jest
                    > u niektórych dzieci bardzo silna.

                    - to Twoim zdaniem należało dać ten kubek???? Chyba lepiej
                    uświadomić dziecku, że są sprawy, o których decydują rodzice, i jak
                    zdecydowali, że nie dostanie, to nie dostanie.
                    • jola_ep Re: nie zgodzę się 15.03.08, 11:02
                      > Może rzeczywiście tego potrzebowała? wink W końcu potrzeba poznawania
                      > świata jest
                      > > u niektórych dzieci bardzo silna.
                      >
                      > - to Twoim zdaniem należało dać ten kubek????

                      1. Zauważyłaś emotikon? (uśmiech z przymróżeniem oka)
                      2. Czy napisałam, że zawsze należy spełniać wszystkie potrzeby dziecka?
                      3. Można oczywiście uczyć dziecko, że są sprawy, o których decydują rodzice, ale dlaczego przy okazji nie spróbować wytłumaczyć DLACZEGO?
                      (nie pchaj łap do kubka, bo będzie nieprzyjemnie)

                      Pozdrawiam
                      Jola
          • nangaparbat3 Re: nie zgodzę się 14.03.08, 15:58
            Mozliwe, ze przesadzam - ogólnie - bo tez dość juz mam czytania o "histerii"
            dzieci, poczynajac od niemowlat.
            W konkretnym przypadku nie sądzę, abym przesadzała - tu nie chodzilo o iglę ani
            o kubek wrzątku - tu chodzilo o kontakt z matką, którego dziecku odmowiono.
      • salommea Re: Salommeo 14.03.08, 08:27
        jeśli przeczytałaś cały wątek i nie zrozumiałaś intencji mojej
        wypowiedzi, to chyba powinnaś przeczytać jeszcze raz, ale tym razem,
        zamiast skupić się na negatywnych emocjach związanych z pierwszym
        zdaniem i szukaniu dziury w całym, moze zwróć uwagę na ogólny
        wydźwięk.
        Ja używam słowa histeria w przypadku, gdy ktoś histeryzuje, bo
        uwierz mi, nie zawsze jest tak, że płacz jest przejawem ogromnego
        cierpienia i bólu duszy czy ciała. Nie widziałaś nigdy płaczu,
        mającego na celu wymuszenie czegoś? ja widziałam i to nie tylko u
        dzieci, ale u dorosłych też.
        Nie popadajmy w skrajnosci - podejście, że dziecko jest samym dobrem
        jest tak samo zgubne jak to, że jest z natury złe. Dziecko to
        człowiek i tak samo jak dorosły ma skłonności do manipulacji, które
        w pewnym wieku się uwydatniają (próba sprawdzenia otoczenia itp.)

        • nangaparbat3 Re: Salommeo 14.03.08, 09:24
          Zapewne zdarza się, ze płacz słuzy wyłącznie wymuszeniu - ale przyjrzyj się, ile
          na tym forum "histerii", a ile bolu i cierpienia dziecka. I zapewniam Cie, ze
          lep[iej wziać cheć wymuszenia za prawdziwy ból niz na odwrót.
          a jeszcze - skupiłas sie na histerii, nad "separowaniem dziecka od obiektu"
          jakos dziwnie sie pzeslizgujesz.
          • salommea Re: Salommeo 14.03.08, 10:03
            > Zapewne zdarza się, ze płacz słuzy wyłącznie wymuszeniu - ale
            przyjrzyj się, il
            > e
            > na tym forum "histerii", a ile bolu i cierpienia dziecka. I
            zapewniam Cie, ze
            > lep[iej wziać cheć wymuszenia za prawdziwy ból niz na odwrót.

            z tym sie zgadzam. Zakładam jednak, że matka potrafi to odróżnić..
            Wiem, ze czasem tak nie jest, ale przecież nie jestem w stanie tego
            sprawdzić, jesli ktoś prosi o radę, to ją daję. Bardzo łatwo
            powiedzieć "przeczekaj" a czasem to też nie wystarcza. Myślę, że po
            przeczytaniu tej dyskusji ktoś, kto zastanawia się nad tym, jak
            poradzić sobie z dzieckiem będzie potrafił odpowiedzieć sobie na
            pytanie, czy ten płacz to wymuszenie, czy autentyczna potrzeba.


            > a jeszcze - skupiłas sie na histerii, nad "separowaniem dziecka od
            obiektu"
            > jakos dziwnie sie pzeslizgujesz.

            tego nie rozumiem. Wytłumacz co masz na myśli.
            • nangaparbat3 Re: Salommeo 14.03.08, 23:40
              salommea napisała:

              > > a jeszcze - skupiłas sie na histerii, nad "separowaniem dziecka od
              > obiektu"
              > > jakos dziwnie sie pzeslizgujesz.
              >
              > tego nie rozumiem. Wytłumacz co masz na myśli.
              To ja powtórzę:

              Nie wiem, jaka psychologia uczy, ze >>>Na to też wpływa nieodseparowanie
              dziecka w dzieciństwie.<<< Odseparowanie dziecka???
              Czytałam , że to dziecko separuje SIE od obiektu. Jest podmiotem tego procesu,
              nie przedmiotem. Ono decyduje, kiedy przychodzi odpowiedni moment, kiedy jest
              dość silne - a my mozemy ten proces zaburzyć, utrudniając mu odseparowanie sie.
              Mozemy go tez zaburzyć, usiłujac go przyspieszyć, przeprowadzić na siłę, wtedy
              kiedy my uznamy to za stosowne.
              Kiedy czytałam Twoje wypowiedzi przypomniały mi sie badania, jakie niedawno
              przepprowadzili naukowcy, tak tak, psycholodzy. Badali relacje rodzinne
              chłopcow, u ktorych stwierdzono powazne zaburzenia zachowania - wiesz co wyszło?
              Że najwiecej z nich miało ojców, którzy byli w stosunku do nich OBOJETNI. Którzy
              swoich synów ignorowali.
          • zonka77 Re: Salommeo 14.03.08, 11:49
            ależ histeria to histeria. JEST. Dzieci POTRAFIĄ manipulować i często to robią,
            zwłaszcza małe dzieci. I nie chodzi o to żeby je za to straszliwie karać,
            krzyczeć, zamykać i nie wiem co jeszcze. Zwykle taka histeria nie występuje ot
            tak - jest jakiś powód, to widać. Dziecko czegoś chce, nie dostaje i zaczyna
            wymuszać. Jakoś jednak wiedziałam kiedy to płacz ze złości a kiedy nie. Kiedy
            był ze złosci - mówiłam wyraźnie że krzyki i złość nie sprawią że dostanie to
            czego nie dostała i nie wiem czemu miałoby służyć pogłaskanie jej wtedy po
            głowie i przekaz typu "moje biedactwo nie płacz" Może jeszcze powinnam jej dawać
            wszystko czego chciała? A kochała szklane kruche rzeczy, maleńkie i ostre -
            bardzo chciała bawić się np nożami...
            A jak nie to ryk i złość.

            W sumie to moja córka dosyć krótko tak nas testowała bo po prostu zobaczyła że
            to NIC NIE DAJE.
        • jola_ep Re: Salommeo 14.03.08, 10:15
          > Ja używam słowa histeria w przypadku, gdy ktoś histeryzuje, bo
          > uwierz mi, nie zawsze jest tak, że płacz jest przejawem ogromnego
          > cierpienia i bólu duszy czy ciała.

          "To nie jest histeria. Histeria to jest choroba, zaburzenie. A reakcja synka jest normalna, mozna powiedzieć - rozwojowa. Określając to mianem choroby przypisuje Pani dziecku patologię. Niepotrzebnie bo to Pania jeszcze bardziej napina a synka dodatkowo stresuje.
          Dwulatek ma cięzkie życie (polecam nasze teksty na ten temat) i nie radzi sobie ze swoimi emocjami. Potrzebuje bezpieczeństwa i jasnych granic i bardzo bardzo duzo miłości.
          Przezywa duzo lęku i niepokoju i w taki sposób to manifestuje."
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=851&w=66550737&a=66622670
          Tak mi się skojarzyło smile

          > Dziecko to
          > człowiek i tak samo jak dorosły ma skłonności do manipulacji, które
          > w pewnym wieku się uwydatniają (próba sprawdzenia otoczenia itp.)

          Moje dzieci płakały w celu wymusznia bardzo, bardzo rzadko. A już na pewno w wieku 2,5 lat. Nie do pomylenia z prawdziwą burzą uczuć, które nimi targały, gdy życie ułożyło się nie po ich myśli.

          Pozdrawiam
          Jola
          • zonka77 ok niech bedzie 14.03.08, 11:54
            więc nie histeria tylko płacz ze złości w celu wymuszenia reakcji otoczenia smile
            • jola_ep Re: ok niech bedzie 14.03.08, 13:20
              > więc nie histeria tylko płacz ze złości w celu wymuszenia reakcji otoczenia smile

              Tak jak napisałaś wcześniej - u nas też płacz w celu wymuszenia zawsze trwał krótko (sprawdził, przekonał się wink )

              Ale dużo częściej występował płacz ze złości (smutku, rozgoryczenia itp.) Niby podobny, ale jednak to coś innego. Klasyfikacja nie jest taka prosta. Na przykład płacz w nocy. Wymusza, czy potrzebuje? Niektórzy twierdzą, że to pierwsze stąd "metody uczące samodzielnie zasypiać" - nawet skuteczne. No i dziecku nie dzieje się krzywda, a większość szybko się uczy, że nie warto płakać, bo nikt nie przyjdzie.
              Albo dziecko doskonale bawi się w kąpieli. Kiedyś jednak musi się skończyć. I ryk. Wymuszenie? Nie. Bo prostu rozpacz, bo było tak fajnie. Naprawdę nie w celu wymuszenia reakcji otoczenia.

              A samo wymuszenie? Dziecko wyraża swoje potrzeby także poprzez płacz. My jako rodzicie musimy określić, na ile jego potrzeby są ważne, i na ile możemy je zaspokoić. (oczywiście zawsze warto uczyć dzieci, aby prosiły nie uciekając się do ryku smile ).

              Pozdrawiam
              Jola
              • salommea Re: ok niech bedzie 14.03.08, 14:39
                > Ale dużo częściej występował płacz ze złości (smutku,
                rozgoryczenia itp.) Niby
                > podobny, ale jednak to coś innego. Klasyfikacja nie jest taka
                prosta. Na przykł
                > ad płacz w nocy. Wymusza, czy potrzebuje? Niektórzy twierdzą, że
                to pierwsze st
                > ąd "metody uczące samodzielnie zasypiać" - nawet skuteczne. No i
                dziecku nie dz
                > ieje się krzywda, a większość szybko się uczy, że nie warto
                płakać, bo nikt nie
                > przyjdzie.

                nie wiem czy płacz przy zasypianiu w ciemnym pokoju bez rodziców
                jest płaczem ze złosci, raczej z lęku. Metody zasypiania są dość
                drastyczne. mnie się nie podobają z tego względu, że wywołują
                właśnie lęki. Poza tym nauka zasypiania przy książeczce zajmuje
                porównywalną ilosć czasu co metoda z zostawianiem dziecka samego.
                Po 2 tygodniach czytania bajek przeszlismy od czytania 30min do 5-10
                minut zanim mała zaśnie

                Zaraz pewnie zapytasz czym różni sie zostawianie dziecka samego w
                sypialni od zostawiania go przez mamę w dzień - uważam, ze jest to
                różnica znacząca - w dzień sytuacja jest dość komfortowa (zabawa np)
                i dziecko nie zostaje samo tylko z drugim opiekunem.


                > Albo dziecko doskonale bawi się w kąpieli. Kiedyś jednak musi się
                skończyć. I r
                > yk. Wymuszenie? Nie. Bo prostu rozpacz, bo było tak fajnie.
                Naprawdę nie w celu
                > wymuszenia reakcji otoczenia.

                tu się zgadzam - płacz ze złosci, ale są w nim elementy wymuszania.
                U mnei takie rzeczy się nie dzieją, Ala wychodzi z wanny tak samo
                zadowolona jak wchodzi. Jednak gdyby coś takiego wystąpiło,
                wyciągnęłabym z wanny mimo krzyku - woda stygnie i lepszy chyba 2
                minutowy krzyk niż przeziębienie. Ja rozgraniczam tak:
                jesli dziecko czegoś chce ale jest to niebezpieczne,
                nieprzystosowane dla dzieci, moze spowodować wypadek/chorobę/źle
                wpłynąć, mimo krzyków i płaczów nie dałabym tego.
                jeśli dzieckoc zegoś chce a nikomu to nie zagrozi, nie zabraniam
                nigdy
                jesli słyszę płacz wymuszenia - przeczekuję
                jesli słyszę płacz bólu, żalu, rozpaczy - rzucam wszystko i przytulam
                • jola_ep Re: ok niech bedzie 14.03.08, 15:01
                  > Metody zasypiania są dość
                  > drastyczne. mnie się nie podobają z tego względu, że wywołują
                  > właśnie lęki.

                  Już za to jedno Cię lubię smile))

                  > Zaraz pewnie zapytasz czym różni sie zostawianie dziecka samego w
                  > sypialni od zostawiania go przez mamę w dzień

                  Nawet przez myśl mi to nie przeszło. Chciałam tylko pokazać, że są różne rodzaje płaczu, a rodzice różnie je klasyfikują. Dla niektórych wieczorny płacz to wymuszanie, a obecność rodzica przeszkadza w zasypianiu uncertain

                  > tu się zgadzam - płacz ze złosci, ale są w nim elementy wymuszania.

                  To był pierwszy poważny atak złości u mojego młodego.
                  Sądzę, że był bez wymuszania (może nie licząc pierwszych paru sekund) choćby dlatego że przez kolejne dwadzieścia minut nie dawało się z nim nawiązać kontaktu (jakby zamknął się wewnętrznie).
                  Typowe wymuszanie widziałam u niego raz: jak rzucił się z wrzaskiem na podłogę w sklepie (chciał coś). Myślałam, że ryknę śmiechem, ale zachowałam powagę. Pewna miła pani spytała, czy złapał zająca, on się zawstydził i szybciutko wstał wink

                  Pozdrawiam
                  Jola
                  • nangaparbat3 Re: ok niech bedzie 14.03.08, 16:10
                    > Typowe wymuszanie widziałam u niego raz: jak rzucił się z wrzaskiem na podłogę
                    > w sklepie (chciał coś). Myślałam, że ryknę śmiechem, ale zachowałam powagę. Pew
                    > na miła pani spytała, czy złapał zająca, on się zawstydził i szybciutko wstał ;
                    > )


                    U nas było niemal identycznie: raz, ja wyjmowałam zakupy z wózka, nie ruszylam
                    sie z miejsca, za to prędko zebrała sie gromadka dobrych ludzi, chcacych
                    ratować. Kiedy ich zobaczyła, pozbierała sie szybciutko, przybiegła do mnie i
                    juz nigdy wiecej nie rzuciła się na ziemię.
                  • salommea Re: ok niech bedzie 14.03.08, 22:04
                    > Już za to jedno Cię lubię smile))
                    smile
                    > Typowe wymuszanie widziałam u niego raz: jak rzucił się z
                    wrzaskiem na podłogę
                    > w sklepie (chciał coś). Myślałam, że ryknę śmiechem, ale
                    zachowałam powagę. Pew
                    > na miła pani spytała, czy złapał zająca, on się zawstydził i
                    szybciutko wstał ;
                    > )

                    szybka reakcja (czy raczej jej brak z Twojej strony), szybka nauka,
                    że takie zachowanie nie ma sensu. Jednak nie potrafię nawet
                    policzyć, ile razy widziałam wrzeszczące, rzucające się na podłogę
                    dziecko a nad nim tak samo wrzeszczącą, tyle że w pozycji
                    wertykalnej matkę i tłum gapiów - dziecko w centrum uwagi i
                    informacja zwrotna "to działa!!, muszę to kiedyś powtórzyć" (jak już
                    się taka mam wykrzyczy, najczęściej biegnie kupić dziecku tę zabawkę
                    czy coś tam, za czym tak płacze.. niestety)
              • zonka77 Re: ok niech bedzie 14.03.08, 15:06
                odpowiem konkretnie:

                w nocy zawsze szłam do dziecka, siadałam przy łóżeczku, głaskałam i śpiewałam.
                Był etap kiedy brałam na ręce albo do łóżka. Niestety skończyło się to na tym że
                córka co noc budziła się ile razy była odnoszona do łóżeczka lub kładłam ją po
                zaśnięciu na rękach.
                miałam wybór - wyrzucić męża z łóżka i spać zawsze z dzieckiem albo nosić co noc
                na rękach średnio co godzinę. Albo jednak przyzwyczaić dziecko do snu przy
                pomocy wstawania i głaskania - obecności ale nie przenoszenia z łóżeczka.
                Wybrałam ostatnią opcję ponieważ na noszenie nie miałam siły (byliśmy oboje
                wykończeni po wielu nocach) a ze spaniem z dzieckiem i wywaleniem męża z łóżka
                na niejednokrotnie kilka lat się nie zgadzam bardzo.

                To noszenie zaczęło się po szpitalu, kiedy wiedziałam że malutka jest jeszcze
                wymęczona, wystraszona i owszem uważałam że to jest czas kiedy powinnam być
                bardzo blisko. Ale potem mała wydobrzała i nie chciała wrócić do starych
                zwyczajów. Więc po wielu nieprzespanych nocach postanowiłam skorzystać z takiej
                metody z jakiej skorzystałam i podziałało również dosyć szybko.

                Potem ile razy się budziła to czekałąm - byłam bardzo wyczulona i słyszałam że
                się obudziła ale nie leciałam od razu. Jeśli pokwękałą chwilę i zasnęła to
                wstawałm najwyżej za jakis czas sprawdzić czy jest przykryta. Jeśli płakała nie
                wiem -2/3 minuty i słyszałam że się nie uspokoi to szłam, siadałam, głaskałam i
                śpiewałam. Zasypiała bardzo szybko.

                Do dzisiaj czasem się w nocy budzi jak ma zły sen albo wyje wiatr. Siku idzie
                robić sama ale jeśli potrzebuje pocieszenia to siadam przy niej albo się kładę
                na chwilę. Ze spaniem jest sprawa jasna - ma swoje łóżko a my swoje. Rodzice
                śpią razem, dzieci osobno. Co nie znaczy że raz na jakiś czas dla jej
                przyjemności nie śpimy razem we trójkę albo ona ze mną albo ona z tatą.
                Ale to wyjątki.

                Z kąpielą również były płacze - jak była trochę starsza. I z wychodzeniem od
                dzieci i powrotem z placu zabaw. Po prostu mówiłam że już czas i tak musi być.
                Zbierałam, wychodziłyśmy i już. Tu już nie było wielkiej awantury tylko zwykły
                żal - zrozumiały dla mnie ale niestety u mnie "nie" znaczyło "nie" Nie działało
                to tak że jak dziecko odpowiednio głośno będzie krzyczeć to ja się ugnę i zostanę.
                Wręcz odwrotnie - często jeśli mogłam - były umowy że możemy zostać jeszcze 5
                lub 10 min (z zegarkiem) ale potem wraca grzecznie. Działało.
                • salommea Re: ok niech bedzie 14.03.08, 21:59
                  > miałam wybór - wyrzucić męża z łóżka i spać zawsze z dzieckiem
                  albo nosić co no
                  > c
                  > na rękach średnio co godzinę. Albo jednak przyzwyczaić dziecko do
                  snu przy
                  > pomocy wstawania i głaskania - obecności ale nie przenoszenia z
                  łóżeczka.

                  uważam, ze bardzo dobrze wybrałaś. Byłaś z dzieckiem, czuło Twoja
                  obecność a jednocześnie uczyło się samo zasypiać. BArdzo łatwo
                  nauczyć dziecko spać z nami, później jest problem. Znam rodziny, w
                  których dzięki takiej metodzie na zasypianie (mamy tłumaczyły sie
                  zwykle, ze nie miały sily głaskać w nocy więc brały do siebie)
                  dzieci spały z mamami do 5-6 roku życia.

                  > Do dzisiaj czasem się w nocy budzi jak ma zły sen albo wyje wiatr.
                  Siku idzie
                  > robić sama ale jeśli potrzebuje pocieszenia to siadam przy niej
                  albo się kładę
                  > na chwilę. Ze spaniem jest sprawa jasna - ma swoje łóżko a my
                  swoje. Rodzice
                  > śpią razem, dzieci osobno. Co nie znaczy że raz na jakiś czas dla
                  jej
                  > przyjemności nie śpimy razem we trójkę albo ona ze mną albo ona z
                  tatą.
                  > Ale to wyjątki.

                  dla mnie super. Ważne, ze dziecko rozumie, ze to wyjatki.
            • nangaparbat3 Re: ok niech bedzie 14.03.08, 16:04
              zonka77 napisała:

              > więc nie histeria tylko płacz ze złości w celu wymuszenia reakcji otoczenia smile
              >
              >
              Ale widzisz, czym innym jest stwierdzenie, ze dziecko płacze ze złości, a czym
              innym, że histeryzuje. Mówiąc "histeryzujesz" nie akceptujemy emocji, ktorych
              dziecko doswiadcza. Jesli natomiast powiemy: wiem, że cie to zlości, ale nie
              moge ci tego dać i nie dam - nie ustepujemy wcale, ale emocje akceptujemy.
              Niby błaha róznica, a zasadnicza.
              Nawet jesli dziecko nie rozumie słowa "histeria" - ono okresla naszą postawę
              wobec uczuć dziecka, a tę postawe dziecko, nawet zupełnie male, percepuje. Jakośwink
    • kicia031 Taka przykra obserwacja 14.03.08, 13:54
      zauwazyalma, i na tym forum, i w realu, ze wielu osobom wychowywanie
      dziecka kojarzy sie z tym, by za wszelka cene nie dac mu tego, czego
      ono chce. Chce byc z mama - ma byc z tata, chce do taty - ma isc do
      babci, i tak dalej i tak dalej. Chce pic, to mu nie dac, bo nie zje.
      Mam wrazenie, ze sluzy to raczej leczeniu kompleksow rodzicow
      chorych na wladze i potrzebe pokazywania, kto tu rzadzi.

      A po za tym w 100% zgadzam sie z nanga.
      • salommea Re: Taka przykra obserwacja 14.03.08, 14:27
        przeczytaj dokładnie cały wątek, a przekonasz się, że nam tu raczej
        chodzi o coś zupełnie innego.
      • zonka77 Re: Taka przykra obserwacja 14.03.08, 15:24
        kicia a ja miewam wrażenie że na tym i na innych forach mamom się wydaje że
        powinny dać dziecku wszystko czego chce a każdy płacz jest traktowany jako coś
        strasznego.
        W skutek tego potem mamy są wykończone bo nie mają dosłownie 2 minut oddechu a
        dzieci nie potrafią godziny bez mamy spędzić. Nikt mnie nie przekona że to dobre
        - miałam koleżankę z takim dzieckiem. Miało dobre 5 lat i kiedy ona schodziła ze
        mną do auta po coś i córka tylko zobaczyła że mama wychodzi to był ryk taki że
        szyby drżały. Tata nie istniał. Tylko mama - wykończona i wściekła na siebie że
        doprowadziła do takiego uzależnienia.

        Przecież tu nie chodzi o to że jak chce być z tatą to ma iść do babci. Tu chyba
        chodzi o skrajne przypadki - kiedy dziecko chce non stop być z mamą. no ile tak
        można? Siku z dzieckiem, kąpać się z dzieckiem, do sklepu z dzieckiem, spać z
        dzieckiem. A gdzie mąż, gdzie małżeństwo? Gdzie ta mama - sprowadzona do
        własności dziecka 24h/dobę.

        Czy leczeniem kompkeksów jest ustawienie zdrowych relacji w domu?
        W końcu wybacz ale nie jest dobrze kiedy to dzieci rządzą rodzicami. no niestety
        powinno być odwrotnie. Z miłością i dbałością o dziecko oczywiście.

        Mojej córce pić dawałam ZAWSZE kiedy chciała. Jeść również. Przytulałam kiedy
        chciała. No co ty piszesz. Przesadzasz trochę.
        • nangaparbat3 Re: Taka przykra obserwacja 14.03.08, 16:17
          Zonka, tu rzeczywiscie chodzi o cos innego.
          Jeśli dziecko przez dlugi czas nie chce oderwać sie od matki, to cos jest grubo
          nie tak. To to dziecko ma zachwiane, i to bardzo mocno, poczucie bezpieczeństwa.
          To trzeba iść do psychologa i prosic o rade czy terapię, nie wiem, ale na pewno
          nie relaksować sie w wannie kiedy ono wyje. Lepiej pójść na basen, i ja to pisze
          zupełnie serio, że lepiej, bez ironii.

          I jeszcze jedno - ani przez chwile nie twierdziłam nigdy i nigdzie, ze nalezy
          spełniac wszystkie zachcianki dziecka.
          Ale czym innym jest spełnianie zachcianek, czym innym odmowa kontaktu z matką,
          ktora jest w domu.
        • salommea Re: Taka przykra obserwacja 14.03.08, 21:24
          dziękuję!! wreszcie ktoś myśli podobnie jak ja! dokładnie to samo
          miałam na myśli
          • tintaja Wielkie uzaleznienie od mamy 15.03.08, 09:57
            A ja jeszcze mam kilka uwag na temat szkol psychologiczno -
            wychowawczych. To nie jest tak, ze wszystkie szkoly psychologicne
            zgadzaja sie co do tego jak najlepiej wychowac dziecko. nie ma takze
            jednej techniki dzialania - gdyby byla i byla efektywna nie
            istnialoby tyle szkol i orientacji psychologicznych. Psychologia
            wychowacza to ogromy temat badan i wnioskow i prob wprowadzenia ich
            w zycie - sprowadzenie tych badan do jednej w typie supernianiowego
            'Time out' jest nieporozumieniem, ktore powoduje ze matki zapominaja
            wierzyc we wlasna intuicje, zdecydowac co jest najlepszym
            rozwazeniem dla nich i dla dziecka itd.

            Sa psycholodzy i neurolodzy ktorzy mowia dokladnie to co napisala
            Jola (jolu, podziwiam, szczerze podziwiam twoja intuicyjna madrosc
            jezeli chodzi o wychowanie dzieci - pisze to jako matka i jako
            psycholog). Np Margot Sunderland, psycholog i neurolog ktora badala
            jakie zmiany w mozgach dzieci zachodza na skutek zostawiania ich
            samych aby radzily sobie z emocjami bardzo podobna opinie w kwesti
            wychowania dzieci do Joli.

            Do autorki watku - czy mozesz powiedziec kiedy przestalas karmic,
            do kiedy bylas z dzieckiem w domu, od kiedy taka sytuacja istnieje?
            Moja mala (teraz 20 mies) tez potrzebowala mojego ciepla zeby sie
            uspokoic (efekt karmiania piersia smile ) - proces odzwyczajania jej
            zaczelam od tego ze wybralam jej ulubiona maskotke i noslam ja przy
            sobie tak aby przeszla moim zapachem. Wkladalam ja zawsze do
            lozeczka Jess i jakos tak mimochodem maskotka stala sie teraz
            uspokajaczem do ktorego sie przytula, chodzi z nim gdy jest zmeczona
            itd.

            Chodzenie z toba krok w krok - jezeli wychodzisz z domu, w jakiej
            sytuacji to sie odbywa? Moze twoje dziecko nie jest pewne kiedy
            wychodzisz na dluzej a kiedy np tylko do lazienki? Moja mala tez tak
            reagowala na poczatku gdy poszlam do pracy - potem kazde moje
            wyjscie z pokoju uruchamialo w niej strach ze znowu wyjde. teraz
            moje wyjscie do pracy ma elementy rytualu ktory sygnalizuje jej
            kiedy wychodze do pracy, co oznacza ze nie boi sie ze wyjde z domu
            gdy na przyklad znikam jej z oczu bo ide do lazienki. u ciebie jest
            jeszcze pluz ze niektore rzeczy mozesz juz dziecku wytlumaczyc albo
            jak ja np. mozesz kupic budzik (koniecznie kolorowy i dzieciecy smile)
            - ja przed pojciem do pracy go nakrecam (czesc rytualu wyjscia),
            mowie Jess ze wroce i ze dzwonek zasygnalizuje jej kiedy bede (alarm
            koryguje niania gdy wysylma jej sms ze jestem przed drzwiam smile )

            I w kwestii rzucania sie na podloge (tez nie lubie slowa histeria,
            ang tantrum sa lepszym odpowiednikiem smile ) - ja widze kiedy Jess
            robi sie malym dyktatorem - wtedy probuje odwrocic jej uwage lub
            siedze obok niej, patrze i staram sie nie reaguje. Ale czasem jak
            pisaly dzewczyny niby podobne zachowanie ale ma jednal w sobie bol i
            widze ze to nie jest czyste wymuszanie ale takie zagubienie - wtedy
            staram sie ja przytulic, albo glasze po pleckach, glowce (czasem mi
            nie pozwala) i mowie jej ze wiem ze jest jej ciezko i ze postaram
            sie jej pomoc tak jak potrafie. w tym wypadku pomagasz twojemu
            dziecku radzic sobie z emocjami bo ono samo jeszcze tego nie
            potrafi.





            • mama303 Re: Wielkie uzaleznienie od mamy 16.03.08, 09:56
              tintaja napisała:

              > reagowala na poczatku gdy poszlam do pracy - potem kazde moje
              > wyjscie z pokoju uruchamialo w niej strach ze znowu wyjde. teraz
              > moje wyjscie do pracy ma elementy rytualu ktory sygnalizuje jej
              > kiedy wychodze do pracy, co oznacza ze nie boi sie ze wyjde z domu
              > gdy na przyklad znikam jej z oczu bo ide do lazienki. u ciebie
              jest
              > jeszcze pluz ze niektore rzeczy mozesz juz dziecku wytlumaczyc
              albo
              > jak ja np. mozesz kupic budzik (koniecznie kolorowy i
              dzieciecy smile)
              > - ja przed pojciem do pracy go nakrecam (czesc rytualu wyjscia),
              > mowie Jess ze wroce i ze dzwonek zasygnalizuje jej kiedy bede
              (alarm
              > koryguje niania gdy wysylma jej sms ze jestem przed drzwiam smile )

              To ja dorzucę, że z rytuałem czy bez specjalnego rytuału dziecko
              musi sie tego nauczyć, prawda? Podjęłas ten trud i sie udało. Ja
              miałam to samo gdy poszłam do pracy i tez moje dziecko musiało
              przeżyć tę rozłakę. Dlaczego więc nie może sie nauczyc
              podobnej "rozłąki" z mamą podczas gdy jest obok tata? Można tez
              wprowadzić jakieś rytuały. Ja np. świadomie chciałam nauczyć moje
              dziecko że nie może sie tak do mnie przylepiać i mnie nie
              odstępować, że równie dobrze może zastąpic mnie tatus w wielu
              czynnościach i dziecko nauczyło się /chociaz nie obyło sie bez
              płaczów, niestety/. Dzieki temu ja miałam troche spokoju gdy tego
              potrzebowałam a dziecko doceniło tatę a i tata się czuł bardziej
              potrzebny. Wszystko dla obopulnej korzysci członków rodziny.
              No chyba że mama bardzo lubi być taka przylepą niezastapioną dla
              dziecka /bo pewnie to może dowartosciowac taką mamę/ nawet gdy w
              poblizu jest tatuś. Niektóre to nawet w obecności taty starają sie
              byc tym bardziej niezastapione- są takie mamy.
              • nangaparbat3 Re: Wielkie uzaleznienie od mamy 17.03.08, 01:11
                Mamo 303!
                Dziecko nie tyle musi sie tego nauczyc, ile do tego dojrzeć. Dorosnąć. Mozemy mu
                w tym pomagać, jak najbardziej - ale nadmierne przyspieszanie takiego procesu
                pociaga za soba wysokie koszty emocjonalne - po stronie dziecka.
                • mama303 Re: Wielkie uzaleznienie od mamy 17.03.08, 19:19
                  nangaparbat3 napisała:

                  > Mamo 303!
                  > Dziecko nie tyle musi sie tego nauczyc, ile do tego dojrzeć.

                  Ja sądze że może sie nauczyć. Czy sądziesz że kilkumiesieczne
                  dziecko jest dojrzałe do rozstania z matką a jednak matki wracaja do
                  pracy i dziecko musi nauczyc się zyc w nowej rzeczywistosci.
                  Podobnie jest np. z pójsciem do przedszkola, samodzielna zabawą itd.

Pełna wersja