working_class_hero
10.03.08, 12:13
Poślubiłem kobietę z synem z poprzedniego związku. Syn ma 10 lat.
Na początku moje stosunki z małym układały się poprawnie, co prawda nie bardzo
wiedziałem, o czym rozmawiać z dzieckiem, ale on coś tam mówił, ja
odpowiadałem, czasem sobie żartowaliśmy, wszyscy byli zadowoleni.
Pewien czas temu coś się zmieniło, chłopak zaczął działać mi na nerwy. Nie
wiem dokładnie kiedy to się stało i dlaczego. Drażnią mnie jego męczące,
dziecięce pytania, czuję się nieswojo i źle w jego obecności, szczególnie w
sytuacjach sam na sam. Nie potrafię się zmusić do rozmowy. Po części irytują
mnie jego zachowania związane z ADHD - nerwowe podrygiwanie, brak
koncentracji, brak prawie jakiejkolwiek reakcji na to, co się do niego mówi
(on ma swój świat, wciąż się rozprasza, nie odpowiada na pytania, tylko mówi o
tym, co go interesuje), zadawanie wciąż jednakowych pytań. Chwilami robi wręcz
wrażenie niedorozwiniętego, chociaż nie jest. Mówi się coś do niego, a jego
oczy uciekają tymczasem w bok i nic już nie słyszy.
Ja w jego wieku zachowywałem się bardzo podobnie (były to czasy, gdy ADHD
leczyło się jeszcze pasem, a nie wizytami u psychologa), to zadziwiające jak
wiele moich zachowań mogę u niego zaobserwować. Są to niestety dosyć bolesne
obserwacje, bo wciąż jeszcze przypominam sobie swoje dziecięce lata i to, jak
bardzo odstawałem od kolegów. Też musiałem robić wrażenie opóźnionego w rozwoju.
Moją żonę, a jego matkę, bardzo boli ta sytuacja. Co jakiś czas mamy "poważną
rozmowę" na temat moich stosunków z dzieckiem, zazwyczaj wtedy, gdy chłopak
mocno mnie zirytuje. Co prawda żona nie czyni żadnych nacisków, nie zmusza
mnie do zajmowania się czymkolwiek w związku z jej dzieckiem, ale pragnęłaby,
żebym się z nim zaprzyjaźnił.
Właściwie nie wiem, jakiej pomocy miałbym oczekiwać na forum internetowym, ale
nie mam się z kim podzielić tymi problemami, a kto wie, może dostanę jakąś
radę od osób w podobnej sytuacji.