Pasierb

10.03.08, 12:13
Poślubiłem kobietę z synem z poprzedniego związku. Syn ma 10 lat.

Na początku moje stosunki z małym układały się poprawnie, co prawda nie bardzo
wiedziałem, o czym rozmawiać z dzieckiem, ale on coś tam mówił, ja
odpowiadałem, czasem sobie żartowaliśmy, wszyscy byli zadowoleni.

Pewien czas temu coś się zmieniło, chłopak zaczął działać mi na nerwy. Nie
wiem dokładnie kiedy to się stało i dlaczego. Drażnią mnie jego męczące,
dziecięce pytania, czuję się nieswojo i źle w jego obecności, szczególnie w
sytuacjach sam na sam. Nie potrafię się zmusić do rozmowy. Po części irytują
mnie jego zachowania związane z ADHD - nerwowe podrygiwanie, brak
koncentracji, brak prawie jakiejkolwiek reakcji na to, co się do niego mówi
(on ma swój świat, wciąż się rozprasza, nie odpowiada na pytania, tylko mówi o
tym, co go interesuje), zadawanie wciąż jednakowych pytań. Chwilami robi wręcz
wrażenie niedorozwiniętego, chociaż nie jest. Mówi się coś do niego, a jego
oczy uciekają tymczasem w bok i nic już nie słyszy.

Ja w jego wieku zachowywałem się bardzo podobnie (były to czasy, gdy ADHD
leczyło się jeszcze pasem, a nie wizytami u psychologa), to zadziwiające jak
wiele moich zachowań mogę u niego zaobserwować. Są to niestety dosyć bolesne
obserwacje, bo wciąż jeszcze przypominam sobie swoje dziecięce lata i to, jak
bardzo odstawałem od kolegów. Też musiałem robić wrażenie opóźnionego w rozwoju.

Moją żonę, a jego matkę, bardzo boli ta sytuacja. Co jakiś czas mamy "poważną
rozmowę" na temat moich stosunków z dzieckiem, zazwyczaj wtedy, gdy chłopak
mocno mnie zirytuje. Co prawda żona nie czyni żadnych nacisków, nie zmusza
mnie do zajmowania się czymkolwiek w związku z jej dzieckiem, ale pragnęłaby,
żebym się z nim zaprzyjaźnił.

Właściwie nie wiem, jakiej pomocy miałbym oczekiwać na forum internetowym, ale
nie mam się z kim podzielić tymi problemami, a kto wie, może dostanę jakąś
radę od osób w podobnej sytuacji.
    • working_class_hero Re: Pasierb 10.03.08, 12:32
      Dodam jeszcze jedną rzecz, o której zapomniałem napisać.

      Czasem rozmawiam z ludźmi, którzy są rodzicami. Mówią mi oni o przyjemności,
      jaką sprawia im spędzanie czasu z dzieckiem, o satysfakcji pokazywania świata,
      uczenia różnych rzeczy. Ja w ogóle nie odczuwam takiej potrzeby; po prostu nie
      mogę znaleźć ani jednego powodu, żeby spędzać czas z dzieckiem żony.

      Dobrze, jest jeden powód, chciałbym aby moja żona była szczęśliwa, a byłaby
      zadowolona, gdybym nawiązał dobry kontakt z jej synem. Tyle tylko, że ja na
      niego reaguję wręcz alergicznie, drażni mnie wszystko, co dzieciak zrobi nie
      tak, czas spędzony z nim jest dla mnie stracony. Nie jestem nawet w stanie
      udawać, że cieszy mnie spędzanie z nim czasu, to kosztuje mnie zbyt wiele nerwów.

      Chciałbym znaleźć choć jeden dobry powód, aby nawiązać dobre kontakty z
      dzieckiem, tak by mnie ono nie drażniło i abym chciał spędzać z nim czas, ale
      nie potrafię.
      Ja nawet nie chcę mieć własnych dzieci; nigdy nie chciałem. Nie lubię dzieci,
      nie czuję potrzeby poświęcania swojego czasu na zajmowanie się dzieckiem. Mam
      już zainteresowania, które zajmują mi cały wolny czas, musiałbym zrezygnować z
      wielu rzeczy.
      To prawda, że wiążąc się z kobietą z dzieckiem niejako wziąłem na siebie część
      odpowiedzialności, ale jedyne co mogę zrobić, to zapewnić mu dach nad głową,
      pełną lodówkę itd. Nie potrafię być ojcem, bo nie widzę w tym celu.
      • mama303 Re: Pasierb 10.03.08, 12:52
        working_class_hero napisał:

        > To prawda, że wiążąc się z kobietą z dzieckiem niejako wziąłem na
        siebie część
        > odpowiedzialności, ale jedyne co mogę zrobić, to zapewnić mu dach
        nad głową,
        > pełną lodówkę itd. Nie potrafię być ojcem, bo nie widzę w tym celu.

        To trudno, nie staraj sie być ojcem, jeśli nie potrafisz. Nic na
        siłę. Staraj sie aby Wasze stosunki były poprawne. Może z czasem sie
        dotrzecie.
        Staraj sie patrzeć na małego nie jak na dziecko a jak na małego
        człowieka. Coś tam pewnie posiada godnego Twojego zainteresowania.
        Życzę powodzenia.
        • working_class_hero Re: Pasierb 10.03.08, 13:33
          mama303 napisała:

          > Staraj sie patrzeć na małego nie jak na dziecko a jak na małego
          > człowieka. Coś tam pewnie posiada godnego Twojego zainteresowania.
          > Życzę powodzenia.

          To jest problem, bo nie mogę się zdecydować, jak na niego patrzeć.
          Jeżeli jak na małego człowieka - jest to wyjątkowo głupiutki człowiek, niestety.
          Jeżeli jak na dziecko, wszystko w porządku, ale znoszenie dziecięcych zachowań
          jest ... trudne i rozmowa z dzieckiem też nie jest łatwa.
          W gruncie rzeczy nie udało mi się nawet ustalić, na jakim właściwie poziomie
          abstrakcji mogę z nim rozmawiać, jakie tematy poruszać poza tymi, które go
          interesują
          • sir.vimes Re: Pasierb 10.03.08, 14:23
            > W gruncie rzeczy nie udało mi się nawet ustalić, na jakim właściwie poziomie
            > abstrakcji mogę z nim rozmawiać, jakie tematy poruszać poza tymi, które go
            > interesują
            • triss_merigold6 Chyba czytamy inny tekst 10.03.08, 14:32
              Mój odbiór jest taki, że niechęć i dystans faceta wobec pasierba
              zaczyna w końcu rzutować na relacje z żoną i pod wpływem żony
              zdecydował się poszukać jakichś opinii. Sam z siebie potrzeby
              nawiązania bliższej relacji nie odczuwa, nie ma na to ochoty, czuje
              się poirytowany i znudzony. Dzieci nie lubi więc próby wymuszenia
              zainteresowania są sztuczne i nieprzekonujące. W przyszłości
              prognozuję im wielki rodzinny shit.
              • working_class_hero Re: Chyba czytamy inny tekst 10.03.08, 14:48
                Akurat moja żona nie wywiera na mnie żadnej presji. Nigdy nie miała do mnie
                pretensji, nigdy nie było o to kłótni. Po prostu jest jej źle z tym, że nie
                potrafię nawiązać kontaktu z jej synem. Nigdy nie mieliśmy sytuacji kryzysowej z
                powodu moich relacji z jej dzieckiem.
              • sir.vimes Re: Chyba czytamy inny tekst 10.03.08, 15:37
                Może czytamy inny tekst...
                ale ja znam i mężczyzn i kobiety bardzo niechętne dzieciom, nie umiejące spedzać
                z nimi czasu (nie chodzi akurat o własne dzieci). Zostawienie takiej osoby na
                kwadrans z dzieckiem jest dla niej źródłem niepokoju. Bo z jednej strony - "nie
                zachwyca" (zresztą, mnie tez najczęsćiej nic nie zachwyca w cudzych dzieciach),
                a z drugiej - wydaje im się , ze taki 9, 10 latek potrzebuje jakigos super
                specjalnego traktowania w normalnej , 15 minutowej rozmowie.

                Zastanawiam się też czy konieczna jest głęboka relacja z dzieckiem by być
                niezłym ojczymem / macochą.

                Czytałaś Musierowicz? Tam stawiany na piedestale super-ojczym Grzesio kompletnie
                nie interesuje się dziećmi.

                Jakiekolwiek zainteresowanie w tej kwestii - choćby lekkie wyrzuty sumienia, ze
                się nie potrafi - to juz dla mnie plus.

                Zresztą, jeżeli ktoś nie potrafi i się nie wtrąca, nie udaje taty/mamy, nie
                próbuje wychowywać, po prostu "nie robi" - to w sumie nieźle.

                Jeżeli pana można zostawic z chłopcem i najwyżej znudzi sie słuchaniem o
                kolegach szkolnych, ale zrobi dzieciakowi kolację, przypilnuje - to chyba niezły
                poczatek.
                • triss_merigold6 Re: Chyba czytamy inny tekst 10.03.08, 18:29
                  Musierowicz nie jest dla mnie żadnym autorytetem w zakresie kreacji
                  pozytywnych wizji rodzicielstwa, wręcz przeciwnie.

                  Również znam osoby niekompatybilne z dziećmi. Nie wiążą się one z
                  partnerami całodobowo posiadającymi dziecko.

                  Relacja macochą/ojczymem mieszkającym oddzielnie może byc uprzejmo-
                  obojętna, jak z osobą z dalszej rodziny czy znajomą. Mieszkanie pod
                  jednym dachem to inna bajka.
                  Ten pan nie jest testowany na okoliczność ewentualnych zachowań
                  wobec dziecka - to odbywa się w fazie randek - ten pan jest już
                  mężem matki dziecka więc tekst o niewtrącaniu się do wychowania jest
                  cokolwiek niestosowny. Nie musi udawać ojca, bo nim nie jest,
                  niemniej trudno na dłuższą metę przyjmować tak dalece wycofaną
                  postawę.
                  Dziecko tego pana drażni. Ok, moje również potrafi otoczenie
                  doprowadzić do szału ale sporadycznie i nie akceptowałabym we
                  własnym domu kogoś kogo dziecko drażniłoby cały czas. W tym zakresie
                  nie jestem teoretykiem.
                  • sir.vimes Re: Chyba czytamy inny tekst 11.03.08, 09:31
                    > Musierowicz nie jest dla mnie żadnym autorytetem w zakresie kreacji
                    > pozytywnych wizji rodzicielstwa, wręcz przeciwnie.

                    Triss... najpierw czytaj potem pisz...

                    Dla mnie też nie jest - chodzi o to, ze takie są realia.

                    Ten facet robi wiecej niż nic, czyli wiecej niż wielu całkiem bio tatusiów.
                    Relacja uprzejmo-obojętna lepsza jest od okazywania wprost niechęci.


                    Poza tym - człowiek przyszedł z tym problemem (bo widzi problem) - teraz na
                    forum, może później uda się też do jakiegoś eksperta.
                    Stara się zmienić relacje - i myslę, że ma całkiem niezły punkt startu.

          • mama303 Re: Pasierb 10.03.08, 19:30
            working_class_hero napisał:

            > To jest problem, bo nie mogę się zdecydować, jak na niego patrzeć.
            > Jeżeli jak na małego człowieka - jest to wyjątkowo głupiutki
            człowiek, niestety

            No jest głupiutki bo to narazie mały człowiek smileale i w głupim tez
            mozna sie dopatrzec człowieka.
      • guderianka Re: Pasierb 10.03.08, 12:55
        A jakie były twoje relacje z tatą?

        Nie potrafię Ci powiedzieć nic mądrego- bo ja jestem z tej drugiej
        strony barykady wink Może tylko to, że kobiecie łatwiej jest kochać bo
        ułatwiają jej to hormony. Facet, żeby kochać musi się napracować,
        zmudnie nawiązywać więzi dzień po dniu. Ty nie miałeś możności
        poznać jak to jest obserwować rosnący brzuch i mieć świadomosć że
        masz udział w procesie tworzenie. Nie było cię od pierwszych dni,
        pierwszych kroków, łez, żarów-tego co tworzy codzienność. Dlatego
        jest ci trudno
        To co odczuwasz nie jest złe.
        Ale może wyniknąć z tego dużo złego.
        Ja na Twoim miejscu udałabym się do psychologa-by zrozumieć, skąd
        się biorą twoje emocje-ich brak, Twoje przemyślenia itp. W sumie to
        dziwne że nie chcesz miec dzieci, bo natura tak faceta wysposażyła,
        że ma parcie na "rozdawanie" swoich genów
        • working_class_hero Re: Pasierb 10.03.08, 13:25
          > A jakie były twoje relacje z tatą?

          Rodzice się rozwiedli, ale ojca regularnie widywałem. Jako dziecko bardzo
          kochałem ojca i zawsze wyczekiwałem spotkania, potem też mieliśmy sporo
          kontaktu, zwłaszcza gdy byłem już na tyle duży, aby samemu do niego podjechać
          (lub wrócić).

          > Ja na Twoim miejscu udałabym się do psychologa-by zrozumieć, skąd
          > się biorą twoje emocje-ich brak, Twoje przemyślenia itp. W sumie to
          > dziwne że nie chcesz miec dzieci, bo natura tak faceta wysposażyła,
          > że ma parcie na "rozdawanie" swoich genów

          Rozdawanie genów to jedno, wychowanie dziecka to drugie. Przez jakiś czas
          istotnie chciałem mieć dziecko, ale szybko mi przeszło, gdy związałem się z moją
          żoną. Zajmowanie się dzieckiem to bardzo, bardzo ciężki kawałek chleba,
          przynajmniej z mojej perspektywy, a przecież ja nic w gruncie rzeczy nie muszę,
          wystarczy że obserwuję. Godziny spędzone nad odrabianiem lekcji, odprowadzanie
          do szkoły, pilnowanie czy zjadł obiad, upominanie, żeby dał wreszcie spokój
          kotu, żeby nie podsłuchiwał i nie wtrącał się do rozmowy, i tak dalej, i od
          nowa. A on jest przy tym wszystkim jednak grzecznym dzieckiem.

          Koszmar.
          • guderianka Re: Pasierb 10.03.08, 15:25
            chyba nie doceniasz co masz wink

            poczytaj forum-zobacz jakie mogą być dzieci wink
            • working_class_hero Re: Pasierb 11.03.08, 11:07
              Doceniam, doceniam. Sam w jego wieku byłem gorszy.
      • iza38bp Re: Pasierb 30.03.08, 12:00

        Ja tez jestem mama ;trudnego dziecka;,yrudnego w opinii mojego
        partnera.Zupełnie was nie rozumiem,po jaka cholere dorosły niby madry człowiek
        wiaze sie z kims kto ma dziecko,jesli ;podejrzewa; jesli nie jest w stanie byc
        mu ojcem.Było postawic sprawe tak,ze własnie bedziesz dochodzacym
        facetem,miałbys wtedy czas na swoje hobby,itd.Przeciez brałes pod uwage,ze moze
        byc róznie,nie tylko dobrze\zreszta co to za sztuka byc z kims lub kochac jesli
        wszystko jest ok.Ja sama wiem z doswiadczenia,ze bez psychologa i terapii bedzie
        ciezko.Pomysl ,ze pasierb nie jest taki na złosc,ze to wynika z jego jakichs
        problemów,emocjonalnych badz innych.Znajdz sobie wszystko o nadwrazliwosci
        sensorycznej-byc moze własnie nie ma ADHG ale taki własnie problem.I jeszcze
        jedno,nie uwierze ,ze Twoja zona nie widzi tego co dzieje sie miedzy synem i
        Tobą,i pewnie tak jak ja nawet gdy tego nie mówi ma Ci to za złe.Bo Ty jestes
        dorosły,powinienes mu jakos pomóc.Jesli bedzie tak dalej to nie bedzie dobrze
        miedzy wami,tzn,Ty i zona.

        • working_class_hero Re: Pasierb 31.03.08, 11:33
          > Ja tez jestem mama ;trudnego dziecka;,yrudnego w opinii mojego
          > partnera.Zupełnie was nie rozumiem,po jaka cholere dorosły
          > niby madry człowiek wiaze sie z kims kto ma dziecko,jesli
          > ;podejrzewa; jesli nie jest w stanie byc mu ojcem.

          A dlaczego miałbym być mu ojcem? Związałem się z kobietą, która ma dziecko, bo
          jest nam razem dobrze. Dziecko to nie jest najważniejszy członek rodziny, ani w
          opinii mojej, ani mojej żony. Co nie oznacza, że jest mało ważne, po prostu
          należy znać proporcje.

          Jakbym na każdy potencjalny związek patrzył przez pryzmat dzieci (posiadanych
          lub planowanych), byłoby to po prostu głupie. Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla
          mnie to nie dzieci są sensem wspólnego życia, bardziej produktem ubocznym.
          Instynkt każe je mieć, więc się je ma.

          Owszem, na początku nawet chciałem, aby między mną a tym chłopakiem powstała
          więź jak między ojcem i synem, ale okazało się to niemożliwe, głównie z mojej
          winy, więc trudno. Kontakty z dzieckiem obarczonym ADHD są dla mnie niełatwe i
          kropka. Kontakty z jakimkolwiek dzieckiem są dla mnie niełatwe, bo ja dzieci nie
          "czuję".

          No ale jest dziecko, nie mogę go ignorować i muszę jakoś sobie radzić ze
          wspólnym życiem.

          > Było postawic sprawe tak,ze własnie bedziesz dochodzacym
          > facetem,miałbys wtedy czas na swoje hobby,itd.Przeciez brałes
          > pod uwage,ze moze byc róznie,nie tylko dobrze\zreszta co to za
          > sztuka byc z kims lub kochac jesli wszystko jest ok.
          > Ja sama wiem z doswiadczenia,ze bez psychologa i terapii bedzie
          > ciezko.Pomysl ,ze pasierb nie jest taki na złosc,ze to wynika
          > z jego jakichs problemów,emocjonalnych badz innych.Znajdz sobie
          > wszystko o nadwrazliwosci sensorycznej-byc moze własnie nie ma
          > ADHG ale taki własnie problem.

          Psycholog twierdzi, że to ADHD, nie będę się spierał ze specjalistą. Cokolwiek
          by to nie było, powoduje że dzieciak bardzo różni się od swoich rówieśników,
          niestety in minus.

          > I jeszcze jedno,nie uwierze ,ze
          > Twoja zona nie widzi tego co dzieje sie miedzy synem i Tobą
          > ,i pewnie tak jak ja nawet gdy tego nie mówi ma Ci to za złe.
          > Bo Ty jestes dorosły,powinienes mu jakos pomóc.Jesli bedzie tak
          > dalej to nie bedzie dobrze miedzy wami,tzn,Ty i zona.

          Ależ owszem, żona widzi, rozmawiamy o tym (wydaje mi się, że wspominałem o tym w
          tym wątku). Zdaję sobie sprawę z tego, że żonę rani sytuacja, w której mam
          problemy z kontaktami z jej dzieckiem, dlatego m.in. napisałem tutaj. Nie sądź
          jednak, że samo napisanie na forum powoduje, iż mogę się odprężyć z poczuciem
          dobrze wykonanego zadania smile
    • sir.vimes Re: Pasierb 10.03.08, 12:59
      "Ja w jego wieku zachowywałem się bardzo podobnie (były to czasy, gdy ADHD
      leczyło się jeszcze pasem, a nie wizytami u psychologa), to zadziwiające jak
      wiele moich zachowań mogę u niego zaobserwować. Są to niestety dosyć bolesne
      obserwacje, bo wciąż jeszcze przypominam sobie swoje dziecięce lata i to, jak
      bardzo odstawałem od kolegów. Też musiałem robić wrażenie opóźnionego w rozwoju."

      Sądzę , ze twoja niechęć do dziecka jest własnie związana z tym co zacytowałam
      powyżej.

      Podświadomie boisz się , ze nie umiesz (a sądzisz , ze powinieneś ) mu pomóc,
      zmienić jego zachowanie tak by był chłopcem, którym sam w dzieciństwie chciałeś być.

      Patrząc na podobne do swoich zachowania czujesz tez pewnie to samo co czułeś jak
      dziecko, widzisz w nim swoje ówczesne problemy i porażki.

      Nic dziwnego, że czujesz w tej sytuacji niepokój.

      Może pomoga Ci jakies warsztaty?

      Albo - nabranie dystansu. Musisz pamiętać - on - to nie ty.

      Poza tym - chłopiec pewnie tez ma mniejszy czy wiekszy problem z
      przyzwyczajeniem się do ciebie. I może jak wiele dzieci wyczuwa co ci sie nie
      podoba i w zdenerwowaniu, nie celowo, nieświadomie "nasila" te właśnie
      zachowania... Czasem tak jest , ze gdy dziecko bardzo stara się czegoś nie robic
      - nie wiadomo czemu, wbrew sobie, nerwowo to robi.
      • working_class_hero Re: Pasierb 10.03.08, 13:14
        To mi się właśnie narzucało, że podobieństwo naszych zachować może być przyczyną
        mojej niechęci, dlatego o tym napisałem. Ale może to zbyt proste i oczywiste
        wyjaśnienie? Nie wiem, pewnie musiałbym z tym rzeczywiście pójść do psychologa.

        Przykre jest to, że on szuka ze mną kontaktu, tyle że ja nie potrafię się
        przemóc. Czasem nawet porozmawiamy ze sobą (rzadko), ale generalnie czuję się
        przy nim spięty, zamykam się w swoim pokoju, unikam rozmowy, zdawkowo odpowiadam
        na "zaczepki".
        • verdana Re: Pasierb 10.03.08, 13:40
          A nie za duzo od siebie wymagasz? wszystkie dzieci maja to do
          siebie, ze czasem cholernie denerwują przez dłuzszy czas rodzicow.
          Byawaja tez całe miesiace, gdy z wlasnym dzieckiem trudno jest
          zlapać kontakt. A liczac rzeczy, ktore wymienileś (lekcje,
          pilnowanie itd) to wcale nie brak Ci kontaktu z synem, tylko to nie
          jest taki kontakt, jaki Ci się marzy.
          Ja to widzę, nie ukrywam, dosyc optymistycznie. Jestes zaangazowany,
          podejrzewam ze kochasz dziecko, choc świadomie nie zdajesz sobie z
          tego sprawy, ale Twoja troska, martwienie się o niego, to, ze
          chicialbys dla niego jak najlepiej - swiadczy o uczuciu. Inaczej po
          prostu wycofałbys się i zostawił zonie wychowanie syna. A ze za nim
          nie przepadasz? Tak bywa, ale to może się zmienić.
          Na razie radzilabym takie aktywnosci, ktore sa dla dziecka fajne, a
          nie wymagają rozmowy i uczuciowego zaangazowania - kino, teatr,
          wycieczki np. w Wysokie Tatry.
          O grach komputerowych to ja musialam rozmawiać łącznie przez 20
          lat... Jedyne co moge poradzić, to zacząć grac w te same, albo nawet
          razem.
          • sir.vimes Re: Pasierb 10.03.08, 13:59
            > Na razie radzilabym takie aktywnosci, ktore sa dla dziecka fajne, a
            > nie wymagają rozmowy i uczuciowego zaangazowania - kino, teatr,
            > wycieczki np. w Wysokie Tatry.

            O dokładnie, isć razem na koncert, spektakl, do kina... Jednocześnie - to jest
            ważny kontakt a przy tym o tyle łatwy, ze nie trzeba na siłę wymyślać tematu
            rozmowy wink

          • working_class_hero Re: Pasierb 10.03.08, 14:20
            > A nie za duzo od siebie wymagasz? wszystkie dzieci maja to do
            > siebie, ze czasem cholernie denerwują przez dłuzszy czas rodzicow.
            > Byawaja tez całe miesiace, gdy z wlasnym dzieckiem trudno jest
            > zlapać kontakt.

            Trochę mnie pocieszyłaś, dzięki.

            > Ja to widzę, nie ukrywam, dosyc optymistycznie. Jestes zaangazowany,
            > podejrzewam ze kochasz dziecko, choc świadomie nie zdajesz sobie z
            > tego sprawy, ale Twoja troska, martwienie się o niego, to, ze
            > chicialbys dla niego jak najlepiej - swiadczy o uczuciu. Inaczej po
            > prostu wycofałbys się i zostawił zonie wychowanie syna. A ze za nim
            > nie przepadasz? Tak bywa, ale to może się zmienić.

            Chyba widzisz to nazbyt optymistycznie. Raczej go nie kocham
            • triss_merigold6 Re: Pasierb 10.03.08, 14:28
              Jak chłopak będzie nastolatkiem to jakiś miliard razy usłyszysz, że
              nie jesteś jego ojcem i możesz mu skoczyć. Brak sympatii i więzi się
              zemści, nie ma innej opcji. Chłopak w końcu zorientuje się, że
              postrzegasz go jako upośledzonego i naprawdę może postarać się
              zatruć wam i sobie życie.
              Olać gry komputerowe, ADHD-owcowi one akurat są doskonale zbędne,
              jesli już to sport pozwalający na fizyczne wyżycie się. Dużo
              intensywnego, wspólnego sportu.
              • working_class_hero Re: Pasierb 10.03.08, 14:44
                > Jak chłopak będzie nastolatkiem to jakiś miliard razy usłyszysz, że
                > nie jesteś jego ojcem i możesz mu skoczyć.

                I tak usłyszę.

                > Brak sympatii i więzi się
                > zemści, nie ma innej opcji. Chłopak w końcu zorientuje się, że
                > postrzegasz go jako upośledzonego i naprawdę może postarać się
                > zatruć wam i sobie życie.

                Podobno ludzi na wózkach inwalidzkich drażni, gdy ktoś na siłę udaje, że są
                zupełnie sprawni i w ogóle o co chodzi. A nawet jeżeli nie
            • budyniowatowe Re: Pasierb 10.04.08, 19:37
              working_class_hero napisał:

              O "życiowych" sprawach nie potrafię z nim rozmawiać
              > ,
              > bo nie widzę, aby cokolwiek do niego trafiało. Żona twierdzi, że
              trafia, ale
              > trudno się rozmawia z dzieciakiem, który cały czas strzela oczami
              na boki, a na
              > pytania lub stwierdzenia nie odpowiada nawet "yhy", w
              ostateczności co najwyżej
              > "yhy".
              >


              To moze nie probuj z nim zbyt duzo rozmawiac, a idzcie pokopac pilke
              albo pojezdzic na rowerze. Gadac przy tych czynnosciach za duzo nie
              trzeba, a mozna milo spedzic czas. (Tylko nie probuj z niego zrobic
              od razu przy pierwszym treningu Bonka, bo sie chlopak zniechci).
        • sir.vimes Re: Pasierb 10.03.08, 13:56
          może spróbuj zainteresować go czymś co sam lubisz? Jakąś grą? Programem
          komputerowym (dzieci fascynuje grafika np ) , ? Jeżeli nie lubisz dzieci, nie
          chcesz byc tatą - nie bżdź tatą , bądź ojczymem-kumplem od gier komputerowych .
          Nic na siłę, a może wieź między Tobą a dzieckiem sama się rozwinie.
    • triss_merigold6 Niefajnie 10.03.08, 14:17
      Bardzo niefajnie. Nie lubisz dzieci, nie widzisz w czasie spędzanym
      z nimi nic interesującego, drażnią Cię sytuacje sam na sam z
      pasierbem, nie odczuwasz potrzeby zaangażowania się w bliższy
      kontakt etc. To po gwint ożeniłeś się z dzieciatą kobietą?! Pliz,
      gadki o miłości sobie darujmy.

      Mam syna z małżeństwa, dziecko ma częsty i regularny kontakt z
      ojcem. Mam również nowego partnera więc zaangażowania typowo
      ojcowskiego od niego nie oczekuję ale oczekuję sympatii wobec
      dziecka, życzliwości, wyrozumiałości dla różnych zachowań
      przedszkolaka i tego żeby lubił spędzać z dzieckiem czas.
      Niekoniecznie sam na sam ale żeby wspólne wyjścia, zabawa, wycieczki
      nie były wykluczone. SYMPATIA słowo klucz.
      Z aktualnym nie mieszkamy razem ale nie wyobrażam sobie w
      przyszłości życia pod jednym dachem z kimś kto by mojego dziecka
      zwyczajnie nie lubił i unikał kontaktów. Gwarantuję, że dziecko w
      wieku nastoletnim dałoby odczuć ojczymowi i matce, że nie akceptuje
      takiej sytuacji, że czuje się nielubiane i nietraktowane dobrze.
      W perspektywie lat przyszłość waszego związku stoi pod znakiem
      zapytania.
      • working_class_hero Re: Niefajnie 10.03.08, 14:30
        > Pliz, gadki o miłości sobie darujmy.

        W takim razie nie wiem, co odpowiedzieć.

        > Niekoniecznie sam na sam ale żeby wspólne wyjścia, zabawa, wycieczki
        > nie były wykluczone. SYMPATIA słowo klucz.

        Zgadzam się. Dlatego boli mnie, że ja tej sympatii nie czuję i nawet nie wiem,
        dlaczego. Na początku mojego małżeństwa tak nie było.

        > Z aktualnym nie mieszkamy razem ale nie wyobrażam sobie w
        > przyszłości życia pod jednym dachem z kimś kto by mojego dziecka
        > zwyczajnie nie lubił i unikał kontaktów. Gwarantuję, że dziecko w
        > wieku nastoletnim dałoby odczuć ojczymowi i matce, że nie akceptuje
        > takiej sytuacji, że czuje się nielubiane i nietraktowane dobrze.

        To akurat do mnie nie przemawia. Nastolatek, o ile dobrze pamiętam własną
        młodość, da odczuć cały szereg negatywnych emocji, niezależnie od tego jak
        bardzo jest kochany i akceptowany.
        A nawet jak czuje się nielubiany
        • triss_merigold6 Re: Niefajnie 10.03.08, 14:38
          Ale zrozum, że intensywność buntu dziecka kochanego i akceptowanego
          jest inna niż takiego, które przez partnera rodzica mieszkającego na
          stałe czuje się ledwie tolerowane. Osoba darząca dziecko sympatią ma
          większą cierpliwość i współczucie dla rzutów hormonów rozwalających
          psyche nastolatka i wiele zachowań może hm... przeczekać.

          Nie lubisz dzieci i nie interesują Cię - tu odpowiedź. Mniej
          absorbujący wbrew pozorom jest przedszkolak, łatwiej go ucieszyć,
          rozbawić, ze starszym dzieckiem poziom kontaktów jest nieco inny.
          Dlatego pewnie wczesniej było lepiej. Dziesięciolatki bywają męczące
          i bez ADHD ale życzliwo-wyrozumiałe podejście pozwala to jakoś
          znosić, krytyczne wręcz przeciwnie.
          • verdana Re: Niefajnie 10.03.08, 15:32
            Nie, ja to jednak widze inaczej, chocby dlatego, ze autor potrafi
            sporo o dziecku powiedziec - jakby go pasierb w ogole nie
            interesował, to 3/4 spostrzezen by nie mial.
            Nigdy nie odrabiałam lekcji z dziećmi z powodu morderczych
            instynktow. Zwróć jednak uwage, ze z dzieckiem kompletnie obcym, na
            ktorym ci w ogóle nie zalezy pewnie bys mógł lekcje odrabiać - bo
            nie rozumie, to nie, nie chce mu się, to nie - co cie to obchodzi? A
            Ciebie obchodzi.
            Pytanie jednak brzmi - czy z dzieckiem jest na pewno wszystko OK?
            czy tylko Tobie nie odpowiada na pytania, czy szystkim? Czy jak
            opowiada innym o grze, to tez sto razy to samo? Bo zaden z moich 10-
            latkow ( w tym jeden zdecydowanie nadpobudliwy) tak się nie
            zachowywał. Zawsze wydawalo mi sie, ze to już wiek na zupełnie
            normalną rozmowę - od gier komputerowych do opinii na temat parady
            gejów.
            • triss_merigold6 Re: Niefajnie 10.03.08, 18:31
              Halo! Facet mieszka z dzieckiem pod jednym dachem od lat, potrafi
              zwerbalizować obserwacje na piśmie w sposób spójny i IMO nie jest to
              żaden przejaw wiedzy na temat pasierba tylko minimum inteligencji.
              Na tej samej zasadzie mógłby opisać zachowania psa rodziców u
              których bywa sporadycznie a psa nie cierpi.
            • mama303 Re: Niefajnie 10.03.08, 19:26
              verdana napisała:
              > Pytanie jednak brzmi - czy z dzieckiem jest na pewno wszystko OK?

              No właśnie nie jest OK bo chłopiec ma ADHD. Nawet rodzicom z takim
              dzieckiem bywa ciężko a co dopiero obcemu facetowi trudno
              nawiązujacemu kontakt z dziećmi.
              Ja myślę że włąsnie ADHD jest główną przyczyną problemów.
              Ale ja tez oceniam autora wątku pozytywnie bo jednak to co pisze
              jest troską o dziecko.
              • guderianka Re: Niefajnie 10.03.08, 19:51
                Główną przyczyną problemów nie jest choroba dziecka. Podejrzewam, że
                gdyby był chory autor wątku również miałby problem z relacjami
                Kwestia osobowości. Nie można zmusić się do miłości i już. Albo się
                kocha i akceptuje-albo nie.
                • mama303 Re: Niefajnie 10.03.08, 20:50
                  Dziecko z ADHD jest trudne do kochania.
                  • guderianka Re: Niefajnie 11.03.08, 09:00
                    Każde obce dziecko jest trudne do kochania

                    Skoro niektórzy faceci kochają obce niepełnosprawne dzieci a autor
                    nie, to wina (czy raczej problem ) tkwi w nim. Autor ma szansę i
                    możliwość zmienić swe pewne zachowania (np. poprzez wizyty u
                    specjalisty )-dziecko chore nie wyzdrowieje
                    • mama303 Re: Niefajnie 11.03.08, 09:13
                      guderianka napisała:

                      > Każde obce dziecko jest trudne do kochania

                      Wcale nie. Niektóre egzemplarze są szczególnie ciężkie do kochania a
                      inne az sie chce kochać.
                      Dzieci są przeróżne, niektóre przemiłe, kontaktowe, radosne,
                      towarzyskie, inne - marudy, naburmuszone, zamkniete w sobie,
                      upierdliwe itd. ADHD-ocy akurat gromadza w sobie dużo meczących dla
                      otoczenia cech, nawet rodzice maja czesto problem z akceptacja ich
                      zachowań /stąd np. specjalne terapie/.
                      Ja sie specjalnie nie dziwię autorowi wątku.
                      • guderianka Re: Niefajnie 11.03.08, 09:15
                        Nie chodzi o dziwienie się lub nie, nie chodzi o zrozumienie autora
                        lub nie
                        Chodzi o to co można zrobić, by było lepiej
                        Dziecka nie zmienisz
                        • working_class_hero Re: Niefajnie 11.03.08, 11:15
                          Piszecie o kochaniu, ale ja w ogóle nie mam takiego planu. Wątpię, aby potrafił
                          go pokochać, zresztą nawet mi na tym nie zależy. Bez kochania też można nawiązać
                          relacje. Nie jestem człowiekiem, który się łatwo zakochuje, nie jest mi nawet
                          łatwo nawiązywać zwyczajne kontakty z ludźmi.

                          Nie mogę myśleć o niczym innym, tylko o tym chłopaku
                          • mama303 Re: Niefajnie 11.03.08, 12:52
                            working_class_hero napisał:

                            > Kiedy nie jestem w jego towarzystwie, choćby w pracy, myślę o nim
                            z sympatią,

                            Jesteś na dobrej drodze moim zdaniem - napewno mały nie jest Ci
                            obojetny, bo to byłoby gorsze.
                          • sir.vimes Re: Niefajnie 11.03.08, 13:01
                            Kiedy nie jestem w jego towarzystwie, choćby w pracy, myślę o nim z sympatią,
                            ale jak tylko się zobaczymy i znowu usłyszę jakieś idiotyczne pytanie (a wiem,
                            że zadaje je na siłę i celowo robi z siebie głąba), coś mnie trafia i nie umiem
                            nad tym zapanować.

                            Wielu rodziców tak ma.
                            A dzieci sa najsłodsze, najgrzeczniejsze i najbardziej kochane gdy ŚPIĄ wink

                            Ale wątpię by chłopak celowo robił z siebie głąba.
                            • mama303 Re: Niefajnie 11.03.08, 13:02
                              sir.vimes napisała:

                              > Ale wątpię by chłopak celowo robił z siebie głąba.

                              Mnie sie tez nie wydaje.
                            • guderianka Re: Niefajnie 11.03.08, 13:02

                              • sir.vimes Re: Niefajnie 11.03.08, 14:31
                                jak mają gorączkę to owszem - grzeczne są ale rodzice zbyt zdenerwowani by to
                                docenic wink

                                A co do babci - racja wink

                                Natomiast tak na poważnie - kazdy człowiek bywa irytujący i męczący. Dziecko też.
                                • guderianka Re: Niefajnie 11.03.08, 17:59
                                  Dokładnie!

                                  p.s. u mojej starszej bo tym można poznać prawdziwą chorobę-nie
                                  gada, nie truje, nie irytuje, nie jest wścibska i bezczelna...leży
                                  sobie z gorączką i ogląda bajki achhh wink
                            • working_class_hero Re: Niefajnie 11.03.08, 14:13
                              > Wielu rodziców tak ma.

                              Niestety, ja jestem w gorszej sytuacji niż rodzice, bo jako ojczym jestem
                              wiecznie na cenzurowanym. Nikt mi tego wprawdzie nie mówi, ale to wychodzi przy
                              byle okazji. Choćby taka sytuacja: dziadkowie i matka mogą sobie żartować, jaki
                              to mały jest głupiutki, bo ich to rozczula. Ale kiedy ja rzuciłem jakiś żart na
                              ten temat, twarze stężały...

                              > A dzieci sa najsłodsze, najgrzeczniejsze i najbardziej kochane gdy ŚPIĄ wink

                              smile

                              > Ale wątpię by chłopak celowo robił z siebie głąba.

                              Może nie robi tego z myślą "a teraz pokażę jaki jestem głupi", ale chyba trochę
                              na siłę gada co mu ślina na język przyniesie, niekiedy są to naprawdę idiotyczne
                              rzeczy, nawet jak na dziecko. Jest nadpobudliwy i tyle, jak milczy to się męczy smile
                              • guderianka Re: Niefajnie 11.03.08, 18:01
                                Może nie robi tego z myślą "a teraz pokażę jaki jestem głupi", ale
                                chyba trochę
                                na siłę gada co mu ślina na język przyniesie, niekiedy są to
                                naprawdę idiotyczne
                                rzeczy, nawet jak na dziecko. Jest nadpobudliwy i tyle, jak milczy
                                to się męczy smile


                                Dziecko w ten sposób zwraca na siebie uwagę, chce zabłysnąc . Nie
                                rozumie, ze robi z siebie idiotkę
                                Moja córka też tak ma
                              • izabelski Re: Niefajnie 12.03.08, 02:21
                                >>>>Choćby taka sytuacja: dziadkowie i matka mogą sobie żartować, jaki
                                to mały jest głupiutki, bo ich to rozczula. Ale kiedy ja rzuciłem jakiś żart na
                                ten temat, twarze stężały... <<<<

                                z calej historii ten aspekt w waszej rodzinie najbardziej mnie poruszyl
                                nie wiem, ajk twoja zona podchodzi do pracy z synem, ale nazywanie go glupiutkim
                                jest co najmniej nie na miejscu

                                nie wiem, czy tak jak ty mowisz maly ma przechlapane do konca zycia ale nigry w
                                zyciu nie przypinalabym latki "glupiutki"
                                chlopec nie jest nieczuly na takie komenatrze a ze latwiej jest grac role
                                "glupka wiejskiego" to on wlasnie przyjmuje taka role w rodzinie

                                czy maly ma jakas konkretna terapie?
                                jakie sa jej postepy?

                                no bo jesli ich nie ma to nie tylko masz 10 latka pod opieka - ale i 40 latka
                                bedziesz mia lw przyszlosci

                                niejako w twoim interesie jest wyprowadzic go na ludzi, zeby mogl zadbac o
                                siebie i zyc samodzielnie (lub w miare samodzielnie ) w spoleczenstwie
                                i tu nie jest wazne czy go kochasz czy nie - czesto bezinteresownie pomagamy
                                ludziom, ktorych malo znamy a tym, ktorzy sa blizej nas jest trudniej - czesto
                                nie jest to wdzieczna rola

                                jak pisales - maly przypomina ci siebie samego wiec wiesz jak mu jest ciezko w
                                szkole i wsrod rowiesnikow, dlatego wiev jeslibys wszedl glebiej w to jak mu
                                pomoc zrozumialbys lepiej i siebie i swoje relacje z otaczajacym cie swiatem

                                na pewno dostepne sa artykuly na necie ktore mozesz odniesc do waszej sytuacjii
                                rodzinnej, sa fora, ksiazki no i na pewno sa jakies warsztaty dal rodzicow

                                wiem, ze nie czujesz sie jego ojcem - ale z racjii roli jaka przyjales w tej
                                rodzinie niejako automatycznie nim jestes

                                jak u was w rodzinie z rutyna i systemem kar i nagrod - moze warto od tego
                                zaczac, bo wszystkie dzieci reaguja swietnie na dokladnie sprecyyzowane zasady i
                                proste reguly, ktore moga zrozumiec
                                www.ptadhd.pl/gw_rodz_warszt.html
                                wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/303192.html
                                na pewno sa jakies zajecia , ktore pomagaja dzieciom z ADHD - jesli cos
                                znajdziesz i poswiecisz jeden wieczor lub popoludnia na zawiezienie pasierba to
                                lepiej go poznasz i byc moze stanie ci sie on blizszy

                                www.dogoterapia.net/zajecia_dla_dzieci.html
                                jesli jednak nie odpowaidaja ci moje rady - to przepraszam, ale ja zawsze lubie
                                podchodzic tego rodzaju odpowiedzi z konkretnymi sugestiami a nie tylko
                                glaskaniem po glowie lub ganieniem
                                • working_class_hero Re: Niefajnie 12.03.08, 09:52
                                  > z calej historii ten aspekt w waszej rodzinie najbardziej mnie
                                  > poruszyl nie wiem, ajk twoja zona podchodzi do pracy z synem,
                                  > ale nazywanie go glupiutkim jest co najmniej nie na miejscu

                                  Przecież nikt tego nie mówi przy nim, poza tym było to mówione z czułością. Tak
                                  już u nas jest, że dziecinne zachowania chłopca (nieprzystające do jego wieku)
                                  dziadków rozczulają. Matkę nieco mniej.

                                  Mały chodzi do psychologa, ale ja szalonych postępów nie widzę, niestety. No,
                                  może jest spokojniejszy i mniej męczący niż dwa lata temu, ale moim zdaniem to
                                  kwestia wieku, nie terapii.

                                  Nie mamy jakiegoś sprecyzowanego systemu kar i nagród, wymagamy po prostu
                                  dobrego zachowania i staramy się to robić konsekwentnie, czyli nie wymyślamy
                                  nowych zasad co minutę. Rzeczywiście, znam rodziny w których dzieciom wolno
                                  więcej, ale ja nie zgadzam się na zostawianie po sobie śmietnika w łazience,
                                  hałasowanie w samochodzie czy grymaszenie nad obiadem (to akurat matka, moim
                                  zdaniem jak nie chce, niech nie je). Z drugiej strony, jak chłopak chce cały
                                  weekend spędzić w łóżku z telewizorem, OK, grunt żeby odrobił lekcje.

                                  Ponieważ nie mam własnych dzieci, trudno jest mi intuicyjnie wiedzieć, na co
                                  mogę mu pozwolić, a na co nie. Poza tym czuję się jednak niepewnie w roli ojca,
                                  bo jaki ze mnie ojciec?
                                  • izabelski Re: Niefajnie 12.03.08, 17:00
                                    macie system zasad - ale czy jest system nagrod?
                                    • working_class_hero Re: Niefajnie 13.03.08, 09:19
                                      Do tej pory nie było konsekwentnego systemu nagród, ale będzie (psycholog to
                                      doradził).
                                      • izabelski Re: Niefajnie 13.03.08, 15:11
                                        z opowiadan kolezanek z dziecmi z ADHD jest to trudny proces, ale
                                        jesli kontynuowany konsekwentnie przez otoczenie po pewnym czasie
                                        przynosi duze efekty

                                        zycze wam powodzenia a najpiewrw cierpliwosci smile
                          • a.nancy Re: Niefajnie 11.04.08, 11:40
                            > Nie jestem człowiekiem, który się łatwo zakochuje, nie jest mi nawet
                            > łatwo nawiązywać zwyczajne kontakty z ludźmi.

                            a widzisz. trafil swoj na swego. napisales, ze widzisz w nim swoje cechy, gdy
                            byles w jego wieku. jemu tez jest na pewno trudno.
                        • mama303 Re: Niefajnie 11.03.08, 12:49
                          guderianka napisała:

                          > Chodzi o to co można zrobić, by było lepiej
                          > Dziecka nie zmienisz

                          Ja myślę że pozostac przy poprawnych stosunkach i nie robic niczego
                          na siłę.
                          Dziecka nie zmienisz a dorosłego faceta tez nie. Moim zdaniem jakaś
                          cienka nic sympatii jest i OK a że chłopiec irytuje no to trudno,
                          trzeba z tym żyć a nawet powiedziec małemu że "denerwuje mnie to i
                          to..." Może dotrze.
                          Nawet własne dziecie często irytuje.
            • milla7 Re: Niefajnie 17.03.08, 19:54
              Do Verdany!

              Czy z 10 latkiem rozmawialas rowniez o tym w jaki sposób "kochają"
              sie geje? bo ja własnie z obawy (mój synek jest bardzo dociekliwy)
              przed pytaniem o szczegoły techniczne nie poruszam tego tematu z
              moim 10 latkiem. Wiem, że predzej czy pózniej dowie się ale licze na
              to, że jednak pózniej i nie bedzie to dla niego wstrząsem, takim
              jaki byłby teraz.

              pozdrawiam Milka
            • a.nancy Re: Niefajnie 11.04.08, 11:38
              verdana napisała:

              > Nie, ja to jednak widze inaczej, chocby dlatego, ze autor potrafi
              > sporo o dziecku powiedziec - jakby go pasierb w ogole nie
              > interesował, to 3/4 spostrzezen by nie mial.

              nie powiedzialabym, ze go nie interesuje. powiedzialabym, ze go interesuje - w
              sensie negatywnym. co jest gorsze.
              spostrzezenia ma, bo dzieciak go wkurza. jak dla mnie, te spostrzezenia to jest
              kolekcja zali i wyliczanka wku..w. nie ma wsrod nich ani jednego pozytywnego -
              to naprawde mozliwe, zeby dziecko nie mialo ani jednej pozytywnej cechy?
              ADHD-owcy (o ile to faktycznie ADHD) maja czesto IQ powyzej przecietnej - moga
              zachowywac sie kretynsko, ale nie mozna im odmowic inteligencji. ale autor watku
              widzi tylko kretyna. nie widzi pozytywow w tym, ze dziecko ma jakies
              zainteresowania (a wiec zapewne cos, w czym jest dobry lub na czym sie zna) -
              widzi wade: dzieciaka gadajacego w kolko o jednym (a ma gadac o czyms, co go nie
              interesuje?).
              • working_class_hero Re: Niefajnie 11.04.08, 12:40
                > nie powiedzialabym, ze go nie interesuje. powiedzialabym, ze go
                > interesuje - w sensie negatywnym. co jest gorsze.

                Piszę tutaj z powodu cech negatywnych, więc tylko je wymieniam.

                > kolekcja zali i wyliczanka wku..w. nie ma wsrod nich ani jednego
                > pozytywnego - to naprawde mozliwe, zeby dziecko nie mialo ani
                > jednej pozytywnej cechy?

                Owszem, dziecko ma cechy pozytywne, np. takie, że wykazuje dużo chęci
                zaprzyjaźnienia się ze mną, a przynajmniej zakolegowania. Problem w tym, że ja
                tego nie potrzebuję. Nigdy nie potrzebowałem czyjejkolwiek przyjaźni, więc
                przyjaźń wykluczam. Dążę do poprawnych stosunków i takiej sytuacji, żebym nie
                musiał się wewnętrznie zmuszać do spędzania czasu w towarzystwie dziecka.
                Chciałbym, aby stało się to dla mnie naturalne.

                > autor watku widzi tylko kretyna

                Nie widzę w chłopaku tylko kretyna, czasem ma przebłysk normalności, ale co z
                tego? Przez większość czasu jestem zmuszony właśnie do znoszenia kretyńskich
                zachowań.

                Może nie są tak do końca kretyńskie, czasami po prostu dziecięce smile Mam tylko
                niekiedy problem, aby je odróżnić.

                > zainteresowania (a wiec zapewne cos, w czym jest dobry lub na czym
                > sie zna) - widzi wade: dzieciaka gadajacego w kolko o jednym
                > (a ma gadac o czyms, co go nie interesuje?).

                Ależ skąd, niech mówi, tylko czemu mam tego słuchać? Nie mogę nie słuchać, bo
                jakaś uwaga z mojej strony się temu dziecku należy. Z drugiej strony, słuchanie
                go jest przeraźliwie nudne.

                Najgorsze, że nie umiem wymyślić żadnego powodu, aby nawiązywać bliską więź z
                tym dzieckiem (oprócz tego, że to sprawiłoby to radość mojej żonie).
        • salommea Re: Niefajnie 10.03.08, 15:54
          sorry, będę nieprzyjemna
          o czym myślałeś wiążąc się z tą kobietą? nie potrafię pojąć tego
          fenomenu a zdarza się on nierzadko.
          Nie przyszło Ci do głowy, że związek z kobietą, która jest matką
          czyni z Ciebie w jakimś sensie opiekuna? nie chodzi tu o wypełnioną
          lodówkę, tylko o kontakt z dzieckiem. nie wyobrażam sobie domu
          dobrze funkcjonujacego, w którym 2 osoby nie mogą się znieść,
          irytują się. Jak można nazwać takie coś domem?
          Teraz pomyśl o chłopcu. Jego ojciec w jakiś sposób go opuścił a
          chłopak w tym wieku potrzebuje męskiego wzorca, rozmów, nawet, gdyby
          były dziecinne. Tak już jest. Chłopak lgnie do Ciebie ale dziecko
          nie jest głupie i wyczuwa sympatie oraz antypatie.
          Niebawem rozszyfruje Twoją niechęć a wtedy poczuje się odrzucone
          przez kolejnego mężczyznę w jego życiu. I ak właśnie powstaje
          mężczyzna porzucający, nieumiejący się zaangażować - wzorzec ma
          świetny.
          Nie zrzucaj winy na ADHD, bo przy dobrym kontakcie z dzieckiem można
          tej przypadłości w ogóle nie zauważyć. To nie ADHD tylko Ty jesteś
          problemem w tej sytuacji.

          Piszę to wszystko dlatego, żeby uświadomić Ci perne sprawy, o
          których pewnie wiesz.
          Jeszcze tylko jedno: jeśli szybko nie zaczniesz zmieniać swojego
          nastawienia, stracisz rodzinę szybko, bo nie sądzę, zeby matka
          wybrała Ciebie a odrzuciła własne dziecko.

          Jak zmienić nastawienie?
          jeśli nie znajdujesz pomysłu, proponuję wizytę u specjalisty, który
          Ci w tym pomoże i nie mówię tego złośliwie.

          Dodatkowo Twoje powody nieposiadania dzieci wydaja sie na tyle
          niedojrzałe, że albo jesteś bardzo młody i wszystko jeszcze przed
          Tobą, albo masz problem wynikajacy z czegoś, co stało się kiedy Twój
          wzorzec mężczyzny i ojca się kształtował.

          Rozumiem, że nie każdy musi marzyć o dzieciach, ale po co w takim
          razie pakuje się w wychowywanie i to z własnej woli??

          W tym wszystkim najsmutniejsze jest to, że dziecku oberwie się
          najbardziej (w sensie emocjonalnym)
          • verdana Re: Niefajnie 10.03.08, 21:59
            Mylisz się - prawdziwego, pełnoobiawowego ADHD nie da się nie
            zauwazyć. Da się "nie zauwaxyc" tam, gdzie dziecko jest trochę
            nadpobudliwe, a orzeczono ADHD.
            • salommea Re: Niefajnie 11.03.08, 09:37
              mnie chodzi o więź emocjonalną i o to, że jesli się zaangazuje i
              zrozumie, to nie będzie zauważał.
              Wiem jak wygląda ADHD. Jestem psychologiem.
              • working_class_hero Re: Niefajnie 11.03.08, 12:04
                No dobrze, więc wycofuję pytanie, czy widziałaś kiedyś dziecko z ADHD.
                Ale ja nie zaangażuję się do tego stopnia, żeby przestać to zauważać. Ja nie
                jestem ojcem tego chłopaka, jestem tylko mężem jego matki. To z nią się
                wiązałem, nie dla dziecka.
              • mama303 Re: Niefajnie 11.03.08, 12:56
                salommea napisała:

                > mnie chodzi o więź emocjonalną i o to, że jesli się zaangazuje i
                > zrozumie, to nie będzie zauważał.
                Ale jako psycholog chyba zdajesz sobie sprawe że nie da się sobie
                tak powiedzieć - "oto teraz sie zaangażuję"
          • working_class_hero Re: Niefajnie 11.03.08, 11:28
            > sorry, będę nieprzyjemna
            > o czym myślałeś wiążąc się z tą kobietą? nie potrafię pojąć tego
            > fenomenu a zdarza się on nierzadko.

            Jak już go pojmę, napiszę o tym książkę.

            > Niebawem rozszyfruje Twoją niechęć a wtedy poczuje się odrzucone
            > przez kolejnego mężczyznę w jego życiu. I ak właśnie powstaje
            > mężczyzna porzucający, nieumiejący się zaangażować - wzorzec ma
            > świetny.

            Otóż to, tego też się boję. Sorry, ale to nie ja jestem ojcem, który go opuścił,
            nie czuję się winny tego, że dzieciak ma generalnie przerąbane w życiu (bo ma i
            żadne zaangażowanie z mojej strony tego już nie zmieni).

            Ja mogę co najwyżej usiłować łatać to, co nabroił jego własny ojciec, ale to
            będą ćwierćśrodki.

            > Nie zrzucaj winy na ADHD, bo przy dobrym kontakcie z dzieckiem można
            > tej przypadłości w ogóle nie zauważyć. To nie ADHD tylko Ty jesteś
            > problemem w tej sytuacji.

            Widziałaś kiedyś dziecko z ADHD? Tego się nie da nie zauważyć, trzeba się
            nauczyć tolerować, ale zignorować się nie da.

            > Dodatkowo Twoje powody nieposiadania dzieci wydaja sie na tyle
            > niedojrzałe, że albo jesteś bardzo młody i wszystko jeszcze przed
            > Tobą, albo masz problem wynikajacy z czegoś, co stało się kiedy Twój
            > wzorzec mężczyzny i ojca się kształtował.

            Jestem egoistą, nie ukrywam tego. Nie mam czasu na zajmowanie się małym (tj.
            własnym) dzieckiem, bo mam ciekawsze zainteresowania. Co w tym złego?

            > W tym wszystkim najsmutniejsze jest to, że dziecku oberwie się
            > najbardziej (w sensie emocjonalnym)

            Już się oberwało, jak napisałem wyżej, a ja nie jestem matką Teresą, żeby mu to
            w stu procentach wynagrodzić, chciałbym jedynie dojść do jądra problemu, który
            nie pozwala mi nawiązać odpowiednich stosunków z dzieckiem.
            • guderianka Re: Niefajnie 11.03.08, 12:22
              A myślisz, że chodzi konkretnie o TO dziecko?
              Czy takm samo byłoby z innym dzieckiem? Jak myślisz?
              • working_class_hero Re: Niefajnie 11.03.08, 12:35
                > A myślisz, że chodzi konkretnie o TO dziecko?
                > Czy takm samo byłoby z innym dzieckiem? Jak myślisz?

                Sądzę, że tak samo.
                • guderianka Re: Niefajnie 11.03.08, 12:43
                  Czyli problem jest w Tobie -i tylko w Tobie uncertain
                  • triss_merigold6 CBDU 12.03.08, 09:17
                    Co Było Do Udowodnienia od pierwszego postu autora.
                    Problem nie leży w dziecku i jego dysfunkcji. Inne dziecko mogłoby
                    być: zbyt ciche/zbyt towarzyskie/maniakalnie zafascynowane sportem/
                    dysgraficzne/genialne etc. i też irytowałby autora swoją obecnością
                    ponieważ on z definicji dzieci NIE LUBI. Toleruje, owszem ale nie
                    lubi. I rady typu "znajdź jaką przyjemną i inteersującą formę
                    spędzania czasu z pasierbem" można o kant dupy potłuc.

                    Analogicznie: nie znoszę latać samolotem. Korzystałam z tej formy
                    komunikacji jeśli nie było innego wyjścia ale nie lubię i unikam.
                    Znam setkę zalet przemieszczania się samolotem i rozumiem ich
                    racjonalność oraz zachwyt innych ale sama NIE LUBIĘ ergo unikam.
                    Rady typu "zrelaksuj się, upij, wybierz linie lotnicze, które dają
                    najlepsze żarcie, leć business class, rozmawiaj z kimś przez cały
                    lot" będą doskonale nieskuteczne.

                    Autor może iść do psychologa i opisywać mu swoje odczucia, może
                    spróbować sformatować sobie mózg, może przeprowadzić tysiąc rozmów z
                    żoną a pasierb nadal będzie go irytował, drażnił, nudził. BO TAK.
                    • working_class_hero Re: CBDU 12.03.08, 09:34
                      Przecież napisałem tutaj WŁAŚNIE DLATEGO, że uważam, że TO JA ma problem.

                      Owszem, masz rację, nie przepadam za dziećmi, ale jeżeli nie to dziecko
                      • triss_merigold6 Re: CBDU 12.03.08, 09:44
                        Yyyy... dojrzeć? Trenować wyrozumiałość? Porozmawiać z psychologiem?
                        Nie mam pojęcia. Normalne zachowania dziecka irytują często również
                        kochających owo dziecko rodziców ale nie zaburzają na ogół
                        pozytywnego odbioru całości i przekonania, że zasadniczo posiadanie
                        dziecka jest fajne.
                        Twoj pasierb dopiero wkroczy w wiek dojrzewania a wtedy irytujących,
                        męczących, nieznośnych zachowań zaprezentuje całą paletę (serdecznie
                        współczuję męskim nastolatkom) i jedynym ratunkiem pozwalającym
                        przetrwać to w równowadze psychicznej jest sympatia i wyrozumiałość.
      • maxxt a dlaczego... 15.03.08, 14:32
        ma sobie darować "gadki o miłości"? nie rozumiem. pojął za zone pewna kobiete i
        to JA kocha. JEJ slubowł miłosc wiernosc itd co jednak nie obliguje w zadnym
        razie do pokochania cudzego dziecka. owszem- do dzielenia rodzicielskich
        obowiazkow (w pewnym zakresie oczywiscie), utzrymania, zapewnienia dachu nad
        glowa- tak. ale milosci? czy wstepujac w zwiazek malzenski natychmiast
        pokochujemy własnych tesciow, ciotki babki i kuzynki wspolmalzonków? nie. bo tu
        jest wlasie miejsce na "gadke o milosci" do konkretnej osoby.
    • etruska Re: Pasierb 11.03.08, 15:50
      Nie jestem psychologiem, ale wielokrotnie czytałam/słyszałam, że
      mężczyzna przeważnie (co nie znaczy, że zawsze) ma kłopoty z
      akceptacją nie swojego dziecka. Mężczyźni nawet własnych dzieci nie
      kochają instynktownie, bezwarunkowo, w przeciwieństwie do kobiet.
      Dojrzewają do bycia ojcami, kochają „za coś”, chcą być dumni itd.
      itp. Spójrzcie, ile jest wątków w stylu „ojciec nie interesuje się
      dzieckiem, nie zajmuje się, nie spędza z nim czasu, nie dojrzał do
      ojcostwa” etc.
      Tu sytuacja jest dużo trudniejsza. Założyciel wątku nie jest ojcem,
      nie był obecny w życiu dziecka od wczesnego dzieciństwa, niejako
      wskoczył w gotową, ukształtowana sytuację długo po jej początku.
      Ponoć u większości mężczyzn występuje mniej lub bardziej świadoma
      (często podświadoma) chęć odrzucenia „obcych genów”. Stąd irytacja,
      niechęć, brak sympatii i empatii. To ten sam mechanizm, który w
      bardziej prymitywnych środowiskach sprawia, że ojczymowie znęcają
      się nad pasierbami, a w środowiskach patologicznych dochodzi do
      tragedii na tym tle. To tak jak u zwierząt – gdy lew przejmuje
      przywództwo w stadzie, na początku zagryza potomstwo poprzedniego
      samca alfa.
      Pozytywne w tym wszystkim jest to, że autor wątku zauważa problem i
      wykazuje chęć zmiany sytuacji. Czy to się uda – trudno powiedzieć, z
      pewnością będzie ciężko. Tym niemniej obecny stan rzeczy może
      doprowadzić do rozpadu tej rodziny. Szkoda, że autor wątku nie
      zdecydował się na rozmowę z jakimś specjalistą – psychologiem,
      pedagogiem itp. – zanim zdecydował się na związek z dzieciatą
      partnerką. Może ktoś pomógłby mu wtedy uświadomić sobie, na co tak
      naprawdę się porywa i bardziej świadomie rozważyć, czy jest w stanie
      temu sprostać.
      Swoją drogą, dziewczyny, zastanówcie się – ile z nas byłoby w stanie
      przyjąć do rodziny obce duże dziecko (nie niemowlę) z wszystkimi
      jego przywarami i w pełni je zaakceptować, polubić, czy pokochać?
      • 13monique_n Re: Pasierb 11.03.08, 22:54
        etruska napisała:

        > Swoją drogą, dziewczyny, zastanówcie się – ile z nas byłoby w stanie
        > przyjąć do rodziny obce duże dziecko (nie niemowlę) z wszystkimi
        > jego przywarami i w pełni je zaakceptować, polubić, czy pokochać?
        Ta, która poznała mężczyznę "z przeszłośćią" w postaci dziecka (dzieci) i ma
        ochotę się z nim spotykać, powinna brać to pod uwagę. Bo jeśli znajomość się
        rozwinie, to owo duże dziecko (dzieci) może stać się członkiem rodziny wraz ze
        swoim ojcem.
        • myelegans Re: Pasierb 12.03.08, 01:56

          > > Swoją drogą, dziewczyny, zastanówcie się – ile z nas byłoby w stani
          > e
          > > przyjąć do rodziny obce duże dziecko (nie niemowlę) z wszystkimi
          > > jego przywarami i w pełni je zaakceptować, polubić, czy pokochać?

          Ojcowie po rozwodzie nie maja zwykle dzieci na stale, tylko na widzenia, czyli
          machocha nie ma koniecznosci przebywania z nimi 7/24. Jak sie bardzo postara, to
          mozna zminimalizowac kontakty z dziecmi do absolutnie niezbednego minimum, wiec
          i dynamika inna.

          Cudzego dziecka nie pokocha sie automatycznie, wszystko co mozesz zrobic to
          zaakceptowac sytuacje jaka jest, jezeli nie masz motywacji i energii, zeby cos
          zmienic. Mozesz postarac sie miec jakies zjaecia z nim, cos co Wam obu
          przyniesie frajde: wycieczki rowerowe, pilka, basen, puszczanie latawcow,
          robienie modeli, jakis srodek mozna znalezc.
          Niektore dzieci ciezko sie kocha, dziecko sie kocha (rodzice), ale niekoniecznie
          trzeba je lubic.
      • sir.vimes Re: Pasierb 12.03.08, 09:23
        Mężczyźni nawet własnych dzieci nie
        > kochają instynktownie, bezwarunkowo, w przeciwieństwie do kobiet.
        > Dojrzewają do bycia ojcami, kochają „za coś”, chcą być dumni itd.

        Kobiety też bardzo często musza dojrzewać do miłości ale w kraju "Matki Polki"
        to nadal temat tabu.

        Wielu zas mężczyzn kocha swoje dzieci instyntownie , bezwarunkowo.

        To, ze mężczyźni czasem nie potrafią spędzać czasu z dziećmi - to wpływ kultury
        , nie natury.

        Ale tu sytuacja jest, jak piszesz, inna - to nie jest dziecko autora wątku, na
        dodatek to nie jest malutkie dziecko. On nigdy nie będzie ojcem tego dziecka - i
        nie ma powodu by ojca udawał.


        • triss_merigold6 Re: Pasierb 12.03.08, 09:32
          Oczywiście, że nie ma powodu żeby ojca udawał. Nie ma nawet powodu,
          żeby dziecko kochał. Niemniej wiążąc się na stałe z kobietą z
          dzieckiem w pakiecie nie ma prawa przyjmować postawy "dzieci mnie
          nie interesują, mam ciekawsze hobby, dzieci nie lubie i nie widzę w
          nich nic fajnego".
          Mężczyźni nie potrafią spędzać czasu z dziećmi, bo to wpływ kultury?
          Wybacz ale gentelman autor nie jest niepiśmiennym durniem i gdyby
          zechciał potrafiłby na podstawie stosownych lektur (prasa, książki,
          net) sporządzić grafik możliwości spędzania czasu do przetestowania
          w ramach wykazania dobrej woli. Ale nie chce, bo go to NUDZI.

          Na razie prezentuje postawę "wiem, że moje podejście nie jest ok ale
          cóż panie Boże jestem jaki jestem".
          • guderianka Re: Pasierb 12.03.08, 09:40
            Zgadzam się z triss
          • kropkacom Re: Pasierb 12.03.08, 09:47
            > Na razie prezentuje postawę "wiem, że moje podejście nie jest ok ale
            > cóż panie Boże jestem jaki jestem".

            No właśnie. I co w tym wypadku poradzić skoro tak naprawdę autor wątku nie
            będzie się do niczego "zmuszał"? Czego oczekuje?
            • working_class_hero Re: Pasierb 12.03.08, 10:04
              > No właśnie. I co w tym wypadku poradzić skoro tak naprawdę autor wątku nie
              > będzie się do niczego "zmuszał"? Czego oczekuje?

              Cały czas próbuję to zdefiniować i pisanie tutaj wydatnie mi w tym pomaga.

              Nie zmuszę się do zainteresowania dziećmi jako takimi, ale mogę się zmusić do
              znalezienia czegoś, co mnie w tym konkretnym dziecku interesuje i co ułatwi mi
              kontakt.
              • triss_merigold6 Re: Pasierb 12.03.08, 10:08
                To może nakłoń matkę dziecka do precyzyjnego określenia co chciałaby
                abyś z pasierbem robił. IMO nie mozna mieć ciastka i zjeść ciastka -
                jeśli żyjesz z dzieckiem pod jednym dachem i jestes pełnoprawnym
                członkiem rodziny to masz również prawo do codziennego wychowywania.
                Ale... prawo do zwracania uwagi dziecku ma tylko ktoś zaangażowany a
                nie zdystansowany.
            • triss_merigold6 Re: Pasierb 12.03.08, 10:04
              Że ktoś mu powie "spoko stary, wielu rodziców biologicznych nie jest
              zainteresowanych własnymi dziećmi i ograniczają się do zapewnienia
              dziecku żarcia, kieszonkowego i miejsca do spania więc ty jako
              niebiologiczny i tak jesteś super, bo nie dajesz małolatowi kopa jak
              tylko się denerwująco odezwie"?
              Nie chce się zmuszać to niech się nie zmusza. Małolat będzie go
              irytował nadal - proste.
              IMO życie jest proste: jeśli ktoś nie lubi dzieci z w/w przez autora
              powodów to:
              - nie wiąże się z kobietą posiadającą dziecko
              - wiąże się ale ogranicza do funkcji weekendowego kochanka
              - klarownie przedstawiając własne podejście bierze pod uwagę, że
              singielka planująca w przyszłości potomstwo obsadzi go w roli
              weekendowego kochanka do czasu poznania kogoś kto chce dzieci
              - szuka kobiety, która ze względu na wiek albo poglądy dzieci
              całkowicie wyklucza
              Proste.
              • working_class_hero Re: Pasierb 12.03.08, 11:50
                Proste, kiedy się siedzi na forum. Co prawda Twoje widzenie świata jest nieco
                uproszczone i oceniasz mnie niesprawiedliwie, ale w porządku. I tak uzyskałem tu
                sporo cennych dla mnie opinii, od Ciebie również.
                • nisar Re: Pasierb 12.03.08, 12:45
                  Wydaje mi się, że chciałbyś za dużo na raz, a po drugie - za bardzo się tą
                  sytuacją przejmujesz. Bo widzisz, Twoim problemem nie jest do końca Twój
                  stosunek do pasierba, tylko to, że nie jesteś jego ojcem. Z tego powodu to, co
                  rodzic uważa za normalne i oczywiste (np. fakt że trzeba wyjść z pokoju, żeby
                  nie udusić gada) u Ciebie wywołuje poczucie winy. Daj spokój. Każde dziecko
                  potrafi doprowadzić rodziców do szału, każdy normalny rodzic oddycha z ulgą, gdy
                  wysyła ukochanego nastolatka na trzytygodniowy obóz itd. Ja bym raczej zapytała
                  o co innego:
                  1. czy jeśli chłopaka nie ma w domu dłużej (np. wyjechał na wakacje) to jest Ci
                  w tym domu pusto? Chociaż chwilami?
                  2. czy jeśli jest chory to jest Ci go żal, że cierpi bo np. nie może jeść przy
                  zapaleniu gardła?
                  3. czy jeśli się czegoś boi to masz odruch, żeby go uspokoić?
                  4. wreszcie - czy jeśli ktoś go krzywdzi to jest Ci to obojętne, czy masz odruch
                  żeby go bronić?

                  A co do rozmów - każdy dziesięciolatek zazwyczaj sprawia wrażenie głupola, rozum
                  dziesięcioletni a mniemanie o sobie ho ho. Osobiście nie lubię dzieci w wieku od
                  mniej więcej 7 do 13 roku życia. Nic na to nie poradzę, że cieszę się że ten
                  okres u mojej córki minął. Wkurzała mnie niemożebnie.

                  Myślę że warto byłoby znaleźć coś, co moglibyście robić razem, przynajmniej od
                  czasu do czasu - ważne jest, żeby dla Ciebie to była czynność ciekawa. Może
                  jakiś sport? Samochody? Majsterkowanie? I na razie ogranicz się do tej
                  płaszczyzny. Naprawdę nie musisz uwielbiać przebywania z dziesięciolatkiem w
                  każdym zakresie. Raczej świadczyłoby to o Tobie nienajlepiej.

                  Pozdrawiam
                  • working_class_hero Re: Pasierb 12.03.08, 12:51
                    > 1. czy jeśli chłopaka nie ma w domu dłużej (np. wyjechał na wakacje) to jest
                    Ci w tym domu pusto? Chociaż chwilami?
                    > 2. czy jeśli jest chory to jest Ci go żal, że cierpi bo np. nie może jeść przy
                    zapaleniu gardła?
                    > 3. czy jeśli się czegoś boi to masz odruch, żeby go uspokoić?
                    > 4. wreszcie - czy jeśli ktoś go krzywdzi to jest Ci to obojętne, czy masz
                    odruch żeby go bronić?

                    Cztery razy tak. Może nie jest tak źle jak sądziłem?
                    • nisar Re: Pasierb 12.03.08, 13:00
                      Wiesz co? To odczep Ty się od siebie łaskawie. I uwierz, że masz absolutnie
                      normalne odruchy niemal idealnego ojca nastolatka. I nie zmuszaj się "ponad
                      normę" bo to bez sensu.
                      Dla przykładu:
                      1. nigdy nie bawiłam się z moją córką, tak jak to robią inne matki - lalkami, w
                      sklep, w cholera-wie-co-jeszcze. Potrafiłam z nią rozmawiać, czytać jej, zadawać
                      zagadki, chodzić w różne fajne miejsca. Zabawa odpadała. Nie byłam w stanie się
                      zmusić i nie zmuszałam się.
                      2. nienawidzę (słowo) łażenia po sklepach z ciuchami, jestem głęboko
                      nieszczęśliwa gdy muszę jej kupić coś, bo np. wyrosła z butów. Odliczam dni do
                      momentu, kiedy dam jej kasę i powiem żeby sobie sama kupiła.
                      W obu przypadkach moja córka ma do mnie żal, że tego nie robię. Trudno. Niech
                      ma. Ja się nie zmuszę za skarby świata.

                      Powracam do propozycji - jeśli np. pasjonujesz się wyścigami F1 - wciągnij
                      małego w to, zainteresuj go czymś, co sam lubisz, nie zmuszaj się do gadek na
                      temat gier komputerowych, skoro on nie dorasta do tego, czego Ty od takich
                      rozmów oczekujesz. I wyluzuj. Naprawdę nie jest źle.
                • salommea Re: Pasierb 12.03.08, 12:55
                  nie będe już odpowiadać na wcześniejsze posty, za dużo mieszania.
                  Napisze tylko tu:
                  pierwszą sprawą jest chęć a z tym się wiąże jakaś dojrzałość.
                  Oczywiście rozumiem, ze nie da się tak po prostu, że masz z tym
                  problem. Powodem ataku było raczej podejście - nie chcę mieć dzieci,
                  mam inne sprawy.
                  Musisz zdać sobie sprawę z tego, że to Twoje stwierdzenie jest już
                  iestety nieaktualne.
                  Teraz jesteś juz w tej trudnej dla Ciebie sytuacji i albo spróbujesz
                  się w niej odnaleźć albo bedzie tak zwana klapa.
                  To bedzie na pewno trudna praca nad sobą (dobrze, ze zdajesz soie
                  sprawę z tego, po czyjej stronie jest problem).
                  Spróbuj (wiem, ze to trudne, że Cię to nie bawi i w ogóle) znaleźć
                  wspólny punkt z dzieckiem. Na pewno coś uda Ci się znaleźć. Pomyśl o
                  tym, ze jesteś jego opiekunem, postaraj się dać coś z siebie.
                  Porozmawiaj z żoną o tym, że jest Ci trudno (spokojnie i rzeczowo
                  wytłumacz, co jest nie tak i że chcesz coś z tym zrobić).
                  To naprawdę nadaje się na poradę psychologiczną, której trudno
                  udzielić nie będąc twarzą w twarz, nie poznając relacji, nie widząc
                  jej. Dlatego szukanie konkretnej pomocy na forum nic nie da.
                  Mogę powiedzieć tyle: pracuj nad chęcią, bo to najważniejsze, znajdź
                  wspólne punkty, wymyśl, co mógłbyś z małym robić. ADHD ma to do
                  siebie, że z wiekiem się często uspokaja i za parę lat moze być dużo
                  lepiej. jednak jesli będziesz myślał o niechęci do chłopca i o tym,
                  co Ci sie nie podoba, nic nie zmienisz. musisz znaleźć "szczelinę" w
                  swoim egoizmie, przez którą przyjmiesz dziecko i polubisz je nawet
                  jako dużo młodszego kumpla, któremu mozesz bardzo fajnie pokazać
                  świat. Jak? albo znajdziesz to w sobie, albo znajdziesz osobę, która
                  Ci w tym pomoże
          • sir.vimes Re: Pasierb 12.03.08, 12:56
            > Mężczyźni nie potrafią spędzać czasu z dziećmi, bo to wpływ kultury?

            triss, coraz częsciej zdarza sie , ze wybierasz zpostów jakies wyrwane z
            kontekstu zdania. czemu?

            Nieumiejętność zajmowania sie dziećmi u niektórych mężczyzn to bezsprzecznie
            wpływ naszej kultury, nie NATURY. Mężczyzna jest do zajmowania się dzieckiem z
            natury zdolny.

            "Ale nie chce, bo go to NUDZI. "

            Chyba jednka chce. P{o pierwsze - martwi go to, ze go nudzi. Po drugie - szuka
            pomocy.

            Myślę, że filtrujesz ten watek przez własne doświadczenia - ale zważ, że twoje
            dziecko jest małe, na innym etapie rozwoju, potrzebuje zupełnie innego rodzaju
            kontaktu i zainteresowania niż konkretny chłopak z tego wątku.

            Poza tym - nie ma nic złego w samej świadomości, ze jest się znudzonym
            kontaktami z dzieckiem. I dobrze jest szukać pomocy - na forum, w ksiązkach,
            prasie, u specjalisty - by te kontakty stały się mniej nudne i satysfakcjonujące
            dla obu stron.

            I ciekawe - w jednym poście piszesz , ze bezsensu jest podrzucanie internaucie
            Working pomysłów na spędzanie czasu z dzieckiem, w tym zaś postulujesz by
            właśnie różnymi sposobami spędzania czasu się zainteresował?


    • rycerzowa Re: Pasierb 12.03.08, 12:32
      Mówisz,że chciałbyś dotrzeć do "jądra problemu"?
      No to ja proponuję, byś polubił siebie.wink

      Wiele naszych problemów z innymi wynika stąd,że siebie nie lubimy, nie akceptujemy.
      Mały jest podobny do ciebie, i pewnie tego w nim nie lubisz,tego nie znosisz.
      Chciałbyś zapomnieć siebie takiego, jakim kiedyś byłeś.
      Czy to konieczne? Byłeś taki, no i co? Wyrosłeś na normalnego faceta.
      Czemu jemu nie miałoby się udać?
      To tyle "psychologizowania", teraz konkretnie.

      Czemu wydaje ci się, że mały ma "przechlapane"?
      Widzę,że różni ludzie rosną sobie po swojemu, znajdują swoje miejsce w życiu, są
      na swój sposób szczęśliwi. Inaczej niż my, co wcale nie znaczy,że gorzej.

      Ojcowie są różni. Nie każdy znajduje swoje powołanie w czynnościach
      opiekuńczych. Trzeba być kimś w swoim zawodzie, nie przynosić dziecku wstydu,
      zapewnić "pełną lodówkę", to jest absolutne minimum.
      Znam wiele rodzin, gdzie rola nie tylko ojca ale też i matki ograniczała się do
      tych najprostszych ról, i może nie było idealnie, ale też nic specjalnie złego
      się nie stało. Wystarczyło,że był ktoś (drugi rodzic,dziadkowie), z kim dziecko
      miało serdeczny kontakt.

      W życiu nie zawsze można mieć wszystko, niestety.
      Jeśli twój pasierb będzie miał (przez ciebie) zapewnione środki na terapię,
      leczenie, pomoc w nauce, to jest już coś, to jest bardzo dużo.
      Jeśli twoja żona będzie się czuła przez ciebie zwyczajnie kochana, akceptowana
      jako kobieta, to będzie zwyczajnie szczęśliwym człowiekiem , i przez to - lepszą
      matką dla swego "trudnego" dziecka.
      Czyli JUŻ dużo robisz dla małolata, i oby tak dalej.

      A jak ulepszyć wzajemne kontakty?
      Nie każdego musimy lubić, stale , albo czasowo. Gdy ktoś nam naprawdę działa na
      nerwy, wtedy dobrym rozwiązaniem jest uczuciowy dystans, bo wchodzenie w relacje
      oznacza zadrażnienia. Obojętność to jest niby negatywne określenie, szczególnie
      w domu, ale czasem naprawdę takie rozwiązanie jest przydatne. Tym bardziej, że
      najczęściej bywa czasowe. Zacznij od obojętności, zdystansowania się,
      zobaczysz,że minie niechęć. Dystans oznacza tolerancję. Potem pojawi się
      odrobina współczucia, potem zrozumienia. Potem znajdziecie płaszczyznę
      wzajemnych kontaktów.
      Acha, nie trzeba się wcale bać wieku dojrzewania.Wcale nie musi być źle, może
      być lepiej. Dojrzewanie to jest wszak z definicji mądrzenie.

      • verdana Re: Pasierb 13.03.08, 19:47
        Eh, gadzam sie i z Nisar i z Rycerzową. Zły ojczym to taki, ktory
        dzieciaka nie lubi i tępi, a bo taki co olewa totalnie i w ogole sie
        jego losem nie przejmuje.
        Ty wyznacZyłes sobie jakies cele nie do spelnienia - wydaje Ci sie,
        ze dobry ojczym to osoba, której dziecko nie denerwuje, ktora lubi z
        nim stale byc, dla ktorego pasierb stanowi niemal centrum świata.
        A to chyba wcale dziecku nie jest tak bardzo potrzebne. On chce
        życzliwej akceptacji, tolerancji, nie wtracania się za bardzo - wie
        przeciez , ze nie jesteś jego ojcem, więc na slepa milość nie ma co
        liczyc.
        SDla mnie Twoje odpowiedzi 4xtak i troska o to, co z przyszłością
        dziecka - to jednak dowod uczuć, ktorych sobie nie uświadamiasz - bo
        wydaje Ci się, że albo sie dziecko uwielbia i akceptuje bez
        zastrzezen, albo nic do niego nie czuje. A Ty przecież jesteś gdzies
        posrodku.
        • working_class_hero Re: Pasierb 14.03.08, 15:38
          Dziękuję wszystkim za uwagi. Chyba wyznaczyłem sobie od początku zbyt wielkie
          cele, dla mnie niemożliwe do osiągnięcia. Zacznę więc od drobiazgów, może na
          początek spróbuję sprowadzać rozmowę na tematy, które chłopaka jeszcze
          interesują, a mnie nie zanudzają na śmierć. Potem zobaczę co dalej. Nie wszystko
          musi być od razu idealne, będę tak sobie powtarzać.
          • izabelski Re: Pasierb 14.03.08, 18:43
            podchodzisz do tego bardzo rozsadnie
            malymi, systematycznymi kroczkami osiagniesz tyle, co kazdy rodzic smile
    • burza4 Re: Pasierb 14.03.08, 21:20
      working_class_hero napisał:

      > Czasem rozmawiam z ludźmi, którzy są rodzicami. Mówią mi oni o
      przyjemności, > jaką sprawia im spędzanie czasu z dzieckiem, o
      satysfakcji pokazywania świata,> uczenia różnych rzeczy. Ja w ogóle
      nie odczuwam takiej potrzeby;

      daj spokój - ta przyjemność jest mocno przereklamowana, a ci ludzie
      robią sobie po prostu odpowiedni PR. Osobiście nie znam matki, która
      by (mimo ogromnej miłości) nie miała często chęci uciekać z krzykiem
      od ukochanego dziecięcia, a co dopiero mówić o dziecku nie swoim i
      problematycznym?

      sama specjalnej przyjemności z aktywnego spędzania czasu z własnym
      dzieckiem nie czułam, raczej było to jedynie nużące doświadczenie.
      Sorry, ale znam ciekawsze zajęcia niż budowanie z klocków lego i
      lepienie z plasteliny. To co interesuje mnie - nie kręciło z kolei
      mojej córki. Jak jej pokazywałam np. piękny widok to wznosiła oczy
      do nieba. Gdzie tu radocha? przy tym moje dziecko było z gatunku
      nieupierdliwych z natury.

      Satysfakcję z uczenia córki różnych rzeczy miałam o tyle, że te
      rzeczy które opanowała przestawały obciążać mnie.

      ja ci się bynajmniej nie dziwię, że cię młody irytuje. Większość
      osób też by irytował, mnie w każdym razie na pewno. Podziwiam jednak
      za cierpliwość, bo ja bym tego nie zniosła na dłuższą metę, moja
      kumpela ma takiego syna jak opisujesz i mnie zaczyna trząść na sam
      jego widok. Na szczęście jest już prawie dorosły i przestał bywać
      tam gdzie ja. A ty jednak jakoś w tym układzie funkcjonujesz. Jest
      poprawno-neutralnie ale panujesz nad nagatywnymi odczuciami.
      Normalne jest, że twoja żona cieszyłaby się z idyllicznych relacji,
      ale bądźmy realistami...

      Moja własna córka mnie często doprowadza na skraj białej gorączki.
      Często irytuje również mojego męża (z wzajemnością), ale jakoś sobie
      dotąd łbów nie pourywali. A z drugiej strony - świetnie dogadują się
      na innych płaszczyznach, np. knują przeciwko mniesmile
      • to.ja.kas Re: Pasierb 19.03.08, 13:36
        Czytam ten watek z zainteresowaniem od jakiegos czasu.
        I cieszę się Working, ze doszedłeś do jedynego madrego w tej
        sytuacji wniosku - małe kroczki....
        Tak naprawdę kazdy z nas nosi w sobie pewien diabelski mechanizm -
        na "muszę" reagujemy dokładnie odwrotnie od tego co od nas wymagaja
        lub czego sami po sobie oczekujemy. Jak widzisz nie jestes wyjatkiem.
        Myślę, ze powinienes porozmawiać z zoną.
        Dla mnie w Twojej opowiesci wyrazista była sytuacja gdy Ty
        niefortunnie zażartowałes na temat pasierba i "stężała twarz zony i
        teściów". Czy Ty nie czujesz się pod ścianą ze strony zony i jej
        rodziny? Ona może Ci pomóc najbardziej w sposób który dla niej
        pewnie będzie najtrudniejsz, a tym sposobem jest "przestac oczekiwac
        i nie doszukiwac sie w kazdym Twoim słowie chęci dogryzienia
        synowi". Wiem, ze to trudne z własnego doświadczenia, ale zyczę Ci
        by Wam się udało. Bo w grunciw rzeczy to odnoszę wrażenie, że Ty
        kochasz swoją rodzinę (celowo nie napisałam 'żonę" tongue_out)
        • working_class_hero Re: Pasierb 20.03.08, 11:02
          > Tak naprawdę kazdy z nas nosi w sobie pewien diabelski mechanizm -
          > na "muszę" reagujemy dokładnie odwrotnie od tego co od nas wymagaja
          > lub czego sami po sobie oczekujemy.

          Dobre spostrzeżenie. Faktycznie, czasem trzęsie mną, gdy czuję się w obowiązku
          dopilnować czegoś przy dziecku, czy nagiąć swoje plany do jego potrzeb
          (zwłaszcza gdy okaże się, że przyczyną tego jest niedbalstwo lub zapominalstwo
          chłopaka).

          > Dla mnie w Twojej opowiesci wyrazista była sytuacja gdy Ty
          > niefortunnie zażartowałes na temat pasierba i "stężała twarz zony i
          > teściów". Czy Ty nie czujesz się pod ścianą ze strony zony i jej
          > rodziny?

          Właściwie trudno powiedzieć. Nigdy nie zażądano ode mnie wprost i nie dawano do
          zrozumienia, abym zajmował się dzieckiem (odrabiał lekcje, zabrał na basen etc.)
          ani tym bardziej bym traktował je jak własnego syna. Na pewno rodzina ma jakieś
          oczekiwania i wszyscy byliby zachwyceni, gdybym zachowywał się jak rodzony
          ojciec, ale tego akurat nie potrafię. W żadnym też razie żona nie doszukuje się
          u mnie chęci dogryzienia jej dziecku. Już prędzej moi rodzice mówią mi wprost,
          że byłoby nieźle, gdybym traktował go jak swojego syna.

          Nadal jednak uważam
          • to.ja.kas Re: Pasierb 20.03.08, 11:10
            Working to nie jest ostrzejsza ocena....to jest strach, że Ty jesteś
            zirytowany, że się zezłoscisz, ze bedzie zona musiała znów uprawiac
            ekwilibrystykę bys i Ty i syn poczuli się dla niej ważni.
            To niełatwe zadanie nawet jak ma sie w domu dziecko i faceta którzy
            się doskonale dogadują, a co dopiero jak idzie jak po grudzie.
            Także jesli Cie to pocieszy to żona też łatwo nie ma.tongue_out
            Patrzenie z pobłażliwościa na innych i siebie w takich sytuacjach
            bardzo pomaga smile
          • monika19782 Re: Pasierb 24.03.08, 23:41
            Moim zdaniem powinieneś po pierwsze pogadać z jakimś specjalistą, to
            jet poważny problem bo nigdy niewiadomo jakie skutki dla tego
            chłopca będzie miało w przyszłości twoje obecne zachowanie co może
            przełożyć się na jakość funkcjonowania całej waszej rodziny w
            przyszłości, co ja bym zrobiła ? Chyba zacisnęłabym zęby i
            poświeciła dzieciakowi jakiś konkretny czas w tygodniu, np. trzy
            godziny intensywnie spędzone na twoich zasadach bo rozumiem że na
            jego nie wchodzi w grę, ty coś zaproponuj, tenisa, kino, łyżwy,
            piłka, basen, targi komputerowe, nie chodzi o ilość tylko jakość,
            staraj się być z nim szczery, mów że to nie bardzo cię interesuje
            ale może zrobilibyście coś innego, małymi krokami może dasz radę
            okazać dzieciakowi że nie jest ci zpełnie obojętny.
    • febrina Re: Pasierb 22.03.08, 15:52
      Widzisz, ja Cię doskonale rozumiem, bo sama poniekąd mam podobny
      problem, tyle, że ze swoim chrześniakiem. Ma w chwili obecnej 9 lat,
      a zachowuje się jakby miał co najmniej 4. Nie umiem z nim rozmawiać,
      boję się nawet powiedzieć słowo "nie lubię go", drażni mnie jego
      zachowanie, jego sposób bycia, jego męczące w kółko powtarzające się
      pytania, jego napady "wyżycia się", głupkowate spojrzenia i miny,
      chęć zwrócenia na siebie uwagi. Szczerze powiedziwaszy to unikam go
      jak tylko mogę, a jak przychodzi do mnie ze swoją mamą a moją
      siostrą to już od progu zaczynają się pytania i
      stwierdzenia : "ciociu a wiesz" wtedy myslę sobie, że "ja to
      wszystko wiem i nie mów już więcej do mnie bo mi działasz na nerwy."
      Staram się go jednak polubić, moze jak dorośnie, bedzie nastolatkiem
      to mi się to uda.
      Swoją drogą, mam synka 2 lata i choćby nawet niewiem jak broił i jak
      głupio mówił - to mi nie przeszkadza, kocham go po prostu takim
      jakim jest, nie denerwuje mnie i nie doprowadza do szału. Wydaje mi
      się, że będzie inny, niż mój chrześniak, bo już teraz jest
      nadzwyczaj spokojnym dzieckiem. A poza tym to moje dziecko i kocham
      go nad życie.
      Nie namawiam Cię do polubienia pasierba, bo sama wiem po moim
      chrześniaku, że nie jest łatwo, ale postaraj się jakoś aby było ok
      między Wami. Jak będziesz miał własne dziecko to zrozumiesz pewne
      sprawy.
      Pozdr.
      • jogo2 Re: Pasierb 25.03.08, 21:46
        W zasadzie już wszystko zostało powiedziane i nie ma co dodawać. Jesteś moim
        zdaniem bardzo fajnym facetem, że tak podchodzisz do całej sprawy. Nie idź do
        żadnego specjalisty, no chyba że jest to przy okazji twój kumpel i w ogóle
        gościu super. Specjalista to nie jest Pan Bóg Wszechmogący ani antybiotyk, który
        zażyty - zadziała na pewno. Specjalista to zwykle jest człowiek, który najpierw
        skończył studia, a potem zrobił odpowiednią specjalizację, a poza tym jest takim
        lub innym człowiekiem, któremu trzeba ponaopowiadać o swoich dosyć osobistych
        sprawach i zawsze, bez względu na skutek, zapłacić na końcu. Psychologowie są
        różni, tak samo jak są różni lekarze, przedstawiciele innych zawodów - jedni
        gorsi, drudzy lepsi i tak z pięciu gorszych przypada na jednego lepszego. Szkoda
        tylko, że w przypadku niektórych zawódów nie od razu widać, jak ktoś, kto go nie
        powinien wykonywać, coś napsuł. Psychologów bym z całą pewnością do tej grupy
        zaliczyła.

        Psycholog nic ci nie powie więcej ponad to co tu zostało napisane. Poza tym
        nigdy dość kontemplowania najprostszych stwierdzeń typu czas leczy rany. Z
        czasem będzie wszystko lepiej, co też zostało już napisane powyżej.
        • everyday75 Re: Pasierb 10.04.08, 12:18
          Przyszłam po linku, ciekawy temat, dość aktualny w moim życiu, acz
          oglądany oczyma "żony". Z góry przepraszam piszących jeśli powielę,
          którąś z myśli ale skupiłam się tylko na czytaniu autora wątku.
          Drogi autorze nie bierz tego jako atak, ok?

          1.Pomyśl sobie, że nie jesteś jedynym na świecie,który ma takie
          dylematy, bo problemem bym tego nie nazwała.Natomiast jednym z
          niewielu, który potrafi o tym napisać na forum.
          2.Chłopiec opisany przez Ciebie, nawet jeśli ma ADHD,przejawia
          zachowania typowe dla dziecka,jak słusznie zauważyłeś, byłeś
          gorszy,może Twoja mama da cenne wskazówki jak przeżyć, wszak ona
          przeżyła.
          3.Kiedy poznałeś matkę, mogę się założyć,iż nie odkryłeś swej
          niechęci do dzieci, wręcz przeciwnie nagiąłeś trochę prawdę,
          cel uświęca środki.
          4.Kolejna refleksja moja i tu zastanów się proszę, bo warto, warto
          może zrobić coś nie tylko dla polepszenia własnego samopoczucia a
          dla innych, choć chyba nie jesteś typem altruisty.Chłopiec ten
          obserwuje Ciebie mieszkając z Tobą, chcąc niechcąc przejmie Twoje
          zachowania, wzorce, możesz aczkolwiek niekoniecznie zobaczyć swoje
          odbicie za kilka lat.
          5.Szczęśliwa mama szczęśliwe dziecko i na odwrót - kwintesencja.

          Więc jeśli zależy Ci na tym związku, weź się w graść jak prawdziwy
          mężczyzna i zgłoś się do specjalisty, serce kobiety może pomieścić
          wiele ukrytego żalu... do czasu,do czasu aż zaczniesz pisać na
          forum "Rozwód i co dalej...?" .
    • a.nancy Re: Pasierb 11.04.08, 11:26
      po pierwsze, jak juz napisano powyzej: nie masz obowiazku go kochac. nie masz
      obowiazku byc idealnym ojcem (czy w ogole ojcem).

      > Ja w jego wieku zachowywałem się bardzo podobnie (były to czasy, gdy ADHD
      > leczyło się jeszcze pasem, a nie wizytami u psychologa), to zadziwiające jak
      > wiele moich zachowań mogę u niego zaobserwować. Są to niestety dosyć bolesne
      > obserwacje, bo wciąż jeszcze przypominam sobie swoje dziecięce lata i to, jak
      > bardzo odstawałem od kolegów. Też musiałem robić wrażenie opóźnionego w rozwoju

      to moze sprobuj go zrozumiec? zobaczyc jakas "wspolnote doswiadczen"? i
      zastanowic sie, czego TY bys oczekiwal na jego miejscu?
      • working_class_hero Re: Pasierb 11.04.08, 12:47
        > to moze sprobuj go zrozumiec? zobaczyc jakas "wspolnote
        > doswiadczen"? i zastanowic sie, czego TY bys oczekiwal
        > na jego miejscu?

        Nie wiem. Na to nie ma rady. Do dzisiaj mam problem z nadpobudliwością i nieco
        dziecinnymi zachowaniami. Nie wyobrażam sobie, aby można mi było jakkolwiek
        pomóc, gdy byłem w wieku tego chłopca. Po prostu jest się kretynem i już, to
        silniejsze od człowieka. Dopiero po latach docierało do mnie powoli, jak ludzie
        mogli odbierać moje zachowania. Właściwie jest to okres w moim życiu, o którym
        chciałbym raz a dobrze zapomnieć.
        • a.nancy Re: Pasierb 11.04.08, 14:35
          > Nie wiem. Na to nie ma rady. Do dzisiaj mam problem z nadpobudliwością i nieco
          > dziecinnymi zachowaniami. Nie wyobrażam sobie, aby można mi było jakkolwiek
          > pomóc, gdy byłem w wieku tego chłopca. Po prostu jest się kretynem i już, to
          > silniejsze od człowieka. Dopiero po latach docierało do mnie powoli, jak ludzie
          > mogli odbierać moje zachowania. Właściwie jest to okres w moim życiu, o którym
          > chciałbym raz a dobrze zapomnieć.

          juz ktos ci wyzej zwrocil uwage, ze problem masz TY - ze nie akceptujesz tego
          chlopca tym bardziej, im bardziej przypomina ciebie.
          chyba nie da sie pomoc ot tak, na forum. bo to nie jest problem, jak masz
          postepowac z dzieckiem, tylko splot rozmaitych czynnikow, w tym braku akceptacji
          samego siebie.
          nie pytalam, czy mozna ci bylo pomoc. chodzilo mi o to, jaki rodzaj kontaktu by
          TOBIE odpowiadal, gdybys byl tym dzieckiem. a przede wszystkim o to, zebys
          spojrzal na nie z sympatia jako na kogos podobnego do siebie - tyle ze teraz
          widze, ze te podobienstwa raczej wywoluja niechcec niz sympatie. temat dla
          terapeuty, nie na forumowe dyskusje.

          a ja sobie moge sie madrzyc, ale sama nie wiem, czy mialabym cierpliwosc, gdyby
          spadla mi na glowe dziewczynka taka, jaka ja bylam. ale ja sie caly czas ucze
          wyciagania korzysci z wlasnej nadpobudliwosci (wiec moze staralabym sie szukac
          zalet). i akceptacji tego, ze do dzisiaj zdarza mi sie zachowac jak kretynka.
          taki lajf.
Pełna wersja