Boze! niecierpie byc mama :-((

15.03.08, 16:35
Nie mam sily. 3 lata jestem z corka a w sumie w domu juz 3,5. czasem
pomagam mezowi w pracy ale glownie zajmuje sie corka. do tego w
miescie w ktorym mieszkamy nie mam doslownie nikogo. najblizsza
rodzina mieszka 400 kilometrow od nas. do tego maz jest kierwoca
tira i jest w domu bardzo rzadko moze dwa pelne dni. jak wroci to
jest tak wykonczony ze nawet jak sie dzieckiem zajmie to zasypia
przy nim. na opiekunke oczywiscie mnie stac ale wzbraniam sie jak
moge bo zwyczajnie nie mam zaufania no i nie znam tu nikogo. przez
to bycie z corka caly czas stalam sie zamknieta na wszelkie
kontakty. Nie chce mi sie nawet nikogo poznawac.czasem mysle ze nie
mam sily wyjsc z tej beznadzieji.Karolina idzie we wrzesniu do
przedszkola o ile nauczy sie zalatwiac na kibelek bo walcze z
pieluchami juz pol roku. Jak uda mi sie ja poslac to oczywiscie
wracam do pracy. Prace mam fajna wiec marze o niej.jak pomysle o tym
jak dziecko mmie zmienilo,jaka byla kiedys,co soba
reprezentowalam,jakie mialam ambicje a kim jestem teraz, to coraz
czesciej wyje!Z corka jestem w ciaglym konflikcie(jesli mozna to tak
nazwac) od roku odkad zaczal sie bunt 2 latka.nie wymagam od Karolci
zeby byla bardzo grzeczna i mila bo to tylko dzieciak ale ona
przerasta wszelkie moje wyobrazenia o tym jak upiorne i potworne
moze byc dziecko. w ciagu 5 minut potrafi nabroic tyle ze mnie i
wszystkim naokolo kopara opada jak widza i juz widze te spojrzenia
ludzi co oczywiscie oznaczaja ze zle wychowalam bachora.a ja nie
moge jej zostawic w domu bo nie mam z kim.przed wyjsciem do sklepu
rozmawiam z nia, tlumacze po co idziemy i obiecuje mi zawsze ze
bedzie grzeczna a potem znow to samo czyli np. zrzucanie wszystkiego
z polek,robienie dziur w jogurtach,wczoraj zwalila stend z jakimis
slodyczami sobie prosto na glowe!Pewnie powiecie ze jej nie pilnuje
ale tak nie jest!to tak zywe dziecko ze nawet jak z mezem jestem to
i tak zawsze nam sie wyrwie i nabroi.Ja juz nie mam na nia
sily.Zaczynam miec mysli tego typu,ze zaluje ze jestem matka,ze
fajnie bylo kiedys jak jej nie bylo. Czasem mam tak straszne mysli
ze az ich nie przytocze.Czy to sie zdarza tylko mnie?Mowiono mi
zawsze ze dziecko kocha sie bezwarunkowo ale to chyba nie o mnie, bo
ja ciagle tej milosci sie ucze.Moze inaczej:kocham ja ale za chiny
ludowe nie potrafie byc super cierpliwa,usmiechnieta,mila!nie umiem.
Ostatnio czesto wrzeszcze na mala,jestem bardzo zmeczona,ciagle
choruje chyba ze stresow i przemeczenia.mam ochote czasem wyjsc i
juz nie wrocic do tego dzieciara niedobrego.moze jej zachowanie
wynika z tego ze ona chce zwrocic na siebie cala moja
uwage,najlepiej przez caly dzien a ja juz sie pogubilam w tym, czy
mam prawo dziecku czasem odmowic zabawy z nim czy mam prawo pozyc
tylko dla siebie przez chwile.Ona mnie dobija jak na sile zadrecza
mnie postaciami ze swoich zabaw!mam ciagle cos udawac,bawic sie
tylko z nia a jak nie to jest taka histeria ze doslownie wstydze sie
nowych sasiadow!Dzisiaj na przyklad Karolina zarzyczyla sobie
monte,ktorego akurat nie mialam w domu wiec tlumacze jej,zeby szybko
sie ubierala (uszykowalam jej ciuszki) i pojdziemy na zakupy i to
monte jej kupie, a ona we wrzask ze nie bedzie sie ubierac ze chce
monte i mozecie mi nie wierzyc ale z 10 minut darla sie ze jest
glodna i ze mama nie chce jej dac!!! Myslalam ze oszaleje. Nie
chcialam dac jej klapa a jakos musialam odreagowac i nie ulegac
histerii wiec poszlam do 2 pokoju i wieszam pranie, a dziecko za mna
i az zanosi sie od ryku ze chce monte teraz i juz!no to przysiadlam
do niej na podlodze i probuje jej prosto w oczy powiedziec ze musi
sie uspokoic potem ubrac i pojdziemy do sklepu kupic monte a
gowniarz dalej jazda, ze jest glodna,a darla sie tak ze na pewno
wszyscy ja slyszeli. Probowalam jeszcze raz jej powiedziec to samo i
zaprowadzic do ubranek ale nagle dostalam od corki w twarz i tego
juz nie wytrzymalam. Szarpnelam nia mocno i wyrzucilam ja do
drugiego pokoju.nie wiem, na poewno zle zareagowalam ale emocje byly
ogromne zreszta sa od dawna bo ostatnio co dzien jest jakas scena a
nasze klotnie sa na porzadku dziennym. Corka oczywiscie wyla jeszcze
bardziej. Po jakis 10 minutach sie uspokoila, pogadalam z
nia,przeprosilysmy sie i poszlysmy do sklepu w ktorym byla w miare
grzeczna.Szlam sobie z nia i wiecie co myslalam?Ze jej niecierpie
czasem,ze kocham ale tez nienawidze.Jak sobie z tym poradzic?Niby
kocha sie dziecko ale czasem sie zaluje ze jest. To znaczy,ja
zaluje,mowie o sobie. Jest mi strasznie ciezko z ta cala sytuacja, z
uczuciami ktore sa a ktorych pewnie nie powinno byc.jak widze te
wszystkie cholerne kolorowe gazetki z usmiechnietymi mamusiami ktore
zyja tym ze sa matkami,to wpadam w dol bo ja tym nie zyje.Wiem jedno
nie chce nigdy zadnego dziecka wiecej,nie mam az tyle milosci w
sobie i cierpliwosci.Wypalilam sie.Czy w ten sposob sie da wychowac
szczesliwe dziecko co o tym myslicie bo ja mam juz taka gonitwe
mysli ze nie daje rady wymyslic cos konstruktywnego.Przepraszam za
haos ale pisze pod wplywem duzych emocji. Ostatnio emocje mna
targaja. Ciagle sama, obca w nowym miejscu,majaca do pogadania tylko
male dziecko ktore daje ostro popalic.czuje sie jak w pulapce.
Nienawidze sie za to ze wrzeszcze na dziecko, ze czasem nia
potrzasne,ze nie mam nigdy ochoty na zabawy z nia,ze czekam tylko na
koniec dnia kiedy pojdzie spac a ja moge wtedy nadrobic zaleglosci
czasowe dla siebie!Czy tak moga sie zachowywac matki?Czy tak maja
prawo czuc?Ja nie potrafie sie cieszyc dzieckiem,nie kumam tego jej
swiata i szczerze mowic nie bardzo mnie cale te zabawy
interesuja.Lubie malej poczytac,isc z nia na spacer,poukladac
klocki,powyglupiac sie ale niecierpie bawic sie w glupie teletubisie
i inne pokemony a ona w sumie tylko to chce robic! Bajki slucha
tylko pzreed snem,na nocnik usiadzie jak jej wlaczysz bajke,jak nie
to zapomnij!Moze tez jest coraz bardziej niegrzeczna bo wie,ze
pojdzie do przedszkola?Przyznam wam sie do czegos jeszcze.Nieraz w
zlosci wykrzyczalam jej,ze juz nie mam sily z nia byc,ze dluzej nie
wytrzymam,ze zaraz zadzwonie do zlobka i zalatwie miejsce a sama
pojde pracowac nawet na kase w markecie aby tylko nie byc juz z nia!
Okropne prawda,ale tak sie stalo i tak tez czuje!Ja do tej pory
wszystko dusilam w sobie i staralam sie dziecka nie obarczac wina za
swoje emocje ale cos peklo we mnie i teraz stalam sie miekka i
bardziej podatna na zdenerwowanie.Najbardziej mnie ostatnio wk...to
ze corka wymysla ze cos tam chce do jedzenia czy picia,ja jej to
robir a ona smieje mi sie w twarz ze nie chce,nie bedzie pila
itp.Wczoraj wylala na moich oczach na obrus cale kakao czym bardzo
mnie wkurzyla bo nie byl to przypadek.Mialam ochote zbic ja za to
zachowanie,ale zamiast tego poryczalam sie jak dziecko przy
niej.Mala zdziwila sie i zaczela zagadywac dlaczego placze a ja jej
powiedzialam, ze po prostu wkurzylam sie bardzo i zeby nie dac jej
klapa wolalam sie poryczec, ze mama do cholery tez ma uczucia!Czasem
mam wrazenie ze ona traktuje mnie jak zabawke a moze to tylko wynik
mojej niskiej samooceny spowodowany rutyna,wykolejeniem z zycia,bo
czy mozna az tak do siebie brac zachowania dziecka?Maz tlumaczy mi
ze to ze byla niegrzeczna nie bylo skierowane przeciwko mnie ale
bylo raczej jakims tak jej dzieciecym wybrykiem.Ja nie umiem tak
myslec,wszystko biore do siebie. Zaraz wstanie z drzemki
popoludniowej a ja juz jestem zla, ze wstanie wogole sad((. Jest mi
bardzo smutno ale tak wlasnie czuje.Czuje sie jak jeden wielki
smute. Ciagle placze,glownie w ukryciu.Nie lubie ostatnio ani mojej
roli matki ani mojej corki.Co sie ze mna dzieje?Czy mozna kochac
dziecko a jednoczesnie nie skakac z radosci z powodu codziennych
obowiazkow?Boze,jak sie w tym odnalesc?Nie widze wyjscia.Praca
owszem,ale od wrzesnia,co teraz?Nie chce skrzyw
    • ik_ecc Re: Boze! niecierpie byc mama :-(( 15.03.08, 17:30
      Dziecka nie wychowuje sie samemu. Jesli sie podejmuje taka decyzje -
      efekty sa takie jakie opisujesz.

      Piszesz ze stac Cie na nianie, tylko nie chcesz nikomu zaufac. Jesli
      masz te pieniadze, mozesz np:

      - Najac kogos, kto bedzie w domu razem z Toba - ja tak mam, 2 moje
      kolezanki tez. Nasze nianie to mlode dziewczyny, mozna z nimi przy
      okazji pogadac. Ja robie rzeczy domowe (albo i nie), niania siedzi z
      corka. Poczatkowo siedzialysmy razem wszystkie trzy, chodzilysmy
      razem na spacery. Z czasem wszystkie poznalysmy sie na tyle dobrze,
      niania na tyle sie napatrzyla jak co robie z corka, ze nie ma
      problemu ich razem zostawic czy wyslac na dwor. Moja niania
      przychodzi do mnie tylko 3 razy w tygodniu na 3 godziny dziennie -
      dla mnie doskonaly uklad. teraz bez problemu wychodze sobie w tym
      czasie na zakupy czy kawe z sasiadka.

      - Pozapisywac sie na rozne zajecia. Nie siedz z corka w domu - wyjdz
      z nia gdzies. Nie wiem co jest w Twoim miescie - my chodzimy na
      muzyke, na basen i na cos w rodzaju rytmiki - to sa zajecia
      zorganizowane, zawsze ta sama grupa, poznalam w ten sposob duzo
      fajnych osob. Poza tym chodzimy do muzeow, do kina, na place zabaw
      (pod dachem i na dworze), w lecie nad rzeke, do lasu, odwiedzamy
      pobliska stadnine koni, gospodarstwo ze zwierzetami, itd. Bardzo
      rzadko siedze z corka sama w domu, w zasadzie tylko kiedy jestesmy
      chore.

      - Jesli mieszkasz w wiekszym miescie poznac mozesz kogos nawet
      przez internet - znajdz sobie forum swojego miasta. Ja przez
      internet poznalam mnostwo fajnych osob (wlaczajac meza i najlepsza
      przyjaciolke). Od wrzesnia regularnie (raz na tydzien) spotykam sie
      z 5 mamami i ich dziecmi w wieku zblizonym do wieku mojej corki - te
      grupe poznalam wlasnie przez internet.

      Dodam jeszcze, ze od 5 lat tez jestem w nowym miescie - i do tego za
      granica - wiec nie tylko nie mam rodziny i znajomych, ale do tego
      jezyk nie ten... Ale jak sie czlowiek przylozy to i z tym mozna
      sobie poradzic.

      Moj plan tygodniowy, tak dla orientacji, wyglada tak:
      Poniedzialek - rano muzyka, po poludniu niania
      Wtorek - basen
      Sroda - spotkanie z mamami, po poludniu niania
      Czwartek - rytmika
      Piatek - jedyne wolne przedpoludnie - zakupy, wyjscie do muzeum czy
      gdziestam indziej czy przebimbanie w domu, po poludniu niania
      Weekend - roznie, zalezy od tego czy maz jest w domu, czasami
      dluzsza wycieczka, czasami cos robimy w domu, czasami corka na
      chwile do niani my do kina, itp.

      Tak mi jeszcze przyszlo do glowy - jesli pieniedzy Wam nie braknie,
      moze maz by sobie zmniejszyl godziny? W tempie w jakim jestes
      rzeczywiscie zwariujesz...
      • ik_ecc Re: Boze! niecierpie byc mama :-(( 15.03.08, 17:39
        Tak jeszcze dodam - Twoja corka NIE JEST WINNA temu ze chwilowo masz
        zorganizowane zycie tak jak masz. To TY musisz poprosic kogos o
        pomoc, TY musisz wyjsc z domu, TY musisz sie inaczej zorganizowac,
        znalezc czas dla siebie, znalezc jakies inne zajecia dla niej. To
        nie jest jej wina. Zadne dziecko nie chce byc wychowywane przez
        jedna osobe, ktora ma tego dosc. Zadne dziecko nie chce byc dla
        nikogo ciezarem. Zadne dziecko nie bedzie celowo wkurzac
        najwazniejszej dla siebie osoby. Ale kazde dziecko ma swoje
        potrzeby - ktorych Ty sama jedna nie jestes w stanie chwilowo
        spelnic. Czlowiek nie jest zaprogramowany do tego zeby dzieci
        wychowywac w pojednynke - do tego potrzeba wiecej osob. Musisz wyjsc
        z domu i poprosic o pomoc. Nie jest to niemozliwe - natomiast zalezy
        tylko i wylacznie od Ciebie. Twoja corka tego za Ciebie nie zrobi
        (zrobilaby na pewno gdyby wiedziala jak i miala odpowiednia sile
        przebicia).

        Ja na Twoim miejscu zaczelabym od zrobienia megahisterii mezowi -
        niech wezmie urlop, niech sobie zmniejszy godziny - Ty musisz dojsc
        do siebie na tyle, zeby byc w stanie zreorganizowac sobie zycie.
        • marzeka1 Re: Boze! niecierpie byc mama :-(( 15.03.08, 18:27
          "na opiekunke oczywiscie mnie stac ale wzbraniam sie jak
          moge bo zwyczajnie nie mam zaufania"- no i odgrywasz super matkę,która pada na twarz, ale musi wszystko sama. Czytając post, miłam poczucie klaustrofobii! Kobieto, ty dobrowolnie, sama zamknęłaś się w 4 ścianach! A dlaczego nawet teraz opiekunka to zły pomysł? tym bardziej, że dziecko widzi, że może na tobie sporo wymusić wrzeszcząc? Moim zdaniem jesteś na drodze do depresji. Dziecka nie wychowuje się samemu i tyle!
        • mam_dosc_only Re: Boze! niecierpie byc mama :-(( 16.03.08, 00:09
          Wiem.Corka nie jest niczemu winna.Jest raczej ofiara nawiedzonej
          matki.Mocne ale taka jest prawda.
          Tak,musze sobie zapewnic kogos do pomocy bo inaczej nie bedzie
          dobrze. zawsze bylam na pograniczu myslenia o tym czy Karolina jest
          taka zlosliwa czy byc moze zwyczjanie sie nudzi i ma dosc tego ze do
          towarzystwa ma tylko mame ktora ma serdecznie dosc bycia z nia
          ciagle sam na sam.Musze pomoc i sobie i corce.
          Pozdrawiam
      • mam_dosc_only Re: Boze! niecierpie byc mama :-(( 16.03.08, 00:05
        ik_ecc napisała:

        > Dziecka nie wychowuje sie samemu. Jesli sie podejmuje taka
        decyzje -
        > efekty sa takie jakie opisujesz.

        To niestety cala prawda.smutna prawda o nas

        > Piszesz ze stac Cie na nianie, tylko nie chcesz nikomu zaufac.
        Jesli
        > masz te pieniadze, mozesz np:
        >
        > - Najac kogos, kto bedzie w domu razem z Toba - ja tak mam, 2 moje
        > kolezanki tez. Nasze nianie to mlode dziewczyny, mozna z nimi przy
        > okazji pogadac. Ja robie rzeczy domowe (albo i nie), niania siedzi
        z
        > corka. Poczatkowo siedzialysmy razem wszystkie trzy, chodzilysmy
        > razem na spacery. Z czasem wszystkie poznalysmy sie na tyle
        dobrze,
        > niania na tyle sie napatrzyla jak co robie z corka, ze nie ma
        > problemu ich razem zostawic czy wyslac na dwor. Moja niania
        > przychodzi do mnie tylko 3 razy w tygodniu na 3 godziny dziennie -
        > dla mnie doskonaly uklad. teraz bez problemu wychodze sobie w tym
        > czasie na zakupy czy kawe z sasiadka.

        GENIALNY POMYSL! Wlasnie tak sprobuje zrobic.Dzieki serdeczne za cos
        co dla ciebie byc moze takie oczywiste,dla mnie wydaje sie byc
        wyjsciem.widze swiatelko w tunelu.Tylko bedzie to musiala byc chyba
        jakas mlodsza osoba bo starsza pani moglaby miec jakies ale.Cudowny
        pomysl!Teraz widze jak bardzo czlowiek zestresowany ma ciasny leb big_grin
        To w sumie by mi nawet na poczatek wystarczylo az do tego wrzesnia a
        potem taka pani by sie nieraz przydala bo jak mowie,nie mamy tu z
        mezem nikogo

        > - Pozapisywac sie na rozne zajecia. Nie siedz z corka w domu -
        wyjdz
        > z nia gdzies. Nie wiem co jest w Twoim miescie - my chodzimy na
        > muzyke, na basen i na cos w rodzaju rytmiki - to sa zajecia
        > zorganizowane, zawsze ta sama grupa, poznalam w ten sposob duzo
        > fajnych osob. Poza tym chodzimy do muzeow, do kina, na place zabaw
        > (pod dachem i na dworze), w lecie nad rzeke, do lasu, odwiedzamy
        > pobliska stadnine koni, gospodarstwo ze zwierzetami, itd. Bardzo
        > rzadko siedze z corka sama w domu, w zasadzie tylko kiedy jestesmy
        > chore.

        Ja w starym naszym miescie tez chodzilam z corka na konie i na
        basen,czesto wyjezdzalismy chocby na weekend ale od jakiegos czasu
        jeszcze przed przeprowadzka zaczelam dziczec serio sad(
        Najchetniej bym sie tu sama zamknela.nawet prawa jazdy boje sie
        dokonczyc bo mam wrazenie ze zgine w wypadku a corka zostanie bez
        mamy

        > - Jesli mieszkasz w wiekszym miescie poznac mozesz kogos nawet
        > przez internet - znajdz sobie forum swojego miasta. Ja przez
        > internet poznalam mnostwo fajnych osob (wlaczajac meza i najlepsza
        > przyjaciolke). Od wrzesnia regularnie (raz na tydzien) spotykam
        sie
        > z 5 mamami i ich dziecmi w wieku zblizonym do wieku mojej corki -
        te
        > grupe poznalam wlasnie przez internet.

        Jakos sobie nie potrafie wyobrazic znajomosci z internetu.czesto
        jestem na forum mojego nowego miasta ale jakos nie moge poznac
        nikogo ciekawego.moze to ja sama nie jestem ciekawa?Nie wiem.Chyba
        mam dola i tyle

        > Dodam jeszcze, ze od 5 lat tez jestem w nowym miescie - i do tego
        za
        > granica - wiec nie tylko nie mam rodziny i znajomych, ale do tego
        > jezyk nie ten... Ale jak sie czlowiek przylozy to i z tym mozna
        > sobie poradzic.
        Tylko chyba trzeba przestac sie bac.Ja calkiem zamknelam sie w
        swojej rutynie>kiedys bylam bardzo towarzyska,mialam kupe znajomych
        zajec dodatkowych,ale to na studiach i potem w pracy a od czasu
        urodzenia corki stopniowo sie wycofalam ze wszystkiego.Teraz ciezko
        jest wrocic.Napisanie tego posta i Wasze odpowiedzi dopiero mi to
        uswiadomily!!!

        > Moj plan tygodniowy, tak dla orientacji, wyglada tak:
        > Poniedzialek - rano muzyka, po poludniu niania
        > Wtorek - basen
        > Sroda - spotkanie z mamami, po poludniu niania
        > Czwartek - rytmika
        > Piatek - jedyne wolne przedpoludnie - zakupy, wyjscie do muzeum
        czy
        > gdziestam indziej czy przebimbanie w domu, po poludniu niania
        > Weekend - roznie, zalezy od tego czy maz jest w domu, czasami
        > dluzsza wycieczka, czasami cos robimy w domu, czasami corka na
        > chwile do niani my do kina, itp.
        >
        > Tak mi jeszcze przyszlo do glowy - jesli pieniedzy Wam nie
        braknie,
        > moze maz by sobie zmniejszyl godziny? W tempie w jakim jestes
        > rzeczywiscie zwariujesz...

        Maz nie moze mniej pracowac.Oprocz tej pracy ma jeszcze do spolki
        mala firme,kupe zobowiazan,kredytow,wiadomo,nie da rady. I ja to juz
        wiem ze nie tedy droga zeby meza trzymac w domu a raczej ja musze
        otworzyc sie na nowych ludzi.Bo to ze on bedzie wiecej,owszem
        fizycznie mi pomoze,ale psychicznie chyba nie bardzo bo nie muszac
        szukac pomocy poza domem zamkne sie w nim jeszcze bardziej
        Ik_ecc bardzo ale to bardzo mi pomoglas.dziekuje!
        • gaja78 Re: Boze! niecierpie byc mama :-(( 26.03.08, 11:56
          mam_dosc_only napisała:

          >> Moja niania
          > > przychodzi do mnie tylko 3 razy w tygodniu na 3 godziny dziennie -
          > > dla mnie doskonaly uklad. teraz bez problemu wychodze sobie w tym
          > > czasie na zakupy czy kawe z sasiadka.
          >
          > GENIALNY POMYSL! Wlasnie tak sprobuje zrobic.Dzieki serdeczne za cos
          > co dla ciebie byc moze takie oczywiste,dla mnie wydaje sie byc
          > wyjsciem.widze swiatelko w tunelu.Tylko bedzie to musiala byc chyba
          > jakas mlodsza osoba bo starsza pani moglaby miec jakies ale.

          Popieram pomysł z niepełnoetatową nianią. Do mnie przychodzi studentka
          (dzienna), dwa razy w tygodniu po 6 godzin. W poprzednim semestrze były to 3x4
          godziny. Nie wyobrażam sobie życia bez tych 12 godzin "wolności" smile
          • mamamamba autorko 03.04.08, 12:58
            kochana, nie bede sie powtarzac, to co napisaly dziewczyny jest bardzo madre.
            moim zdaniem 1 z nich trafila w samo sedno- Twoja fobia z powodu przebywania w
            innym miescie (strach przed wszystkim).tez odnioslam wrazenie,ze Towj lek jest
            paranoiczny, zwlaszca.ze jak p;iszesz, wszesniej bylas inna. musisz to
            przezwyciezyc (nie wiem jak w sumie...pisz do autorki postu), a potem zajac sie
            organizowaniem zycia sobie i Malej. gdy go nie pokonasz, wszystkieTwoje wysilki
            moga byc na prozno. nie chce Cie dolowac, jesli bardziej w ogole mozna. ale tak
            wlasnie sobie pomyslalam. i napisalamsmile
            baardzo Ci wspolczuje,nie wiem nawet jak to wyrazic.. tymbardziej ,ze jestesmy
            w 1 grupie zawodowej smile
            nota bene-ja tez bawie sie non toper z Malym , ma poltora roku, nie umie sie sam
            soba zajac w ogole. czasem mnie to meczy, lecz dopiero jakis czas temu
            uswiadomilam sbie,ze NIE bede udawac przed nim. jak mi sie chce, to szalejemy, a
            jak nie -to leze na kanapie i amm wszystko w d..! on przylazi, lazi po mnie, a
            ja nic. poprzytulamy sie i ejst milo.
            od niedawna chodze do pracy, co mnie ratuje. wprawdzie nie na caly etat, ale...
            wlasnie dlatego jest idealnie. cos innego porobie, potem wracam do domu, mam
            energie dla niego. choc tez nie zawsze,czasem nie che mi sie , albo mam pelno
            rzeczy do zrobienia w chaci, ale staram sie nie dopuszczac do wyrzutow sumienia.
            musi wiedziec, ze oprocz niego musze wyprac, ugotowac, ogarnac chate. fakt,ze
            robie minimum z minimum, zeby potem czas mu poswiecic. no i tez marze by poszedl
            spac!

            tak wiec trzymaj sie...pamietaj tez, ze jak to maja niektore w sygnaturkach
            dziewczyny "mama szczesliwa to mama troche leniwa.."
            nie musisz byc the best, odpusc! Mala za bycie mama Cie kocha.
            buziki
    • epreis czułam się tak samo 15.03.08, 20:06
      pewnie cię nie pocieszę jeśli ci powiem, że to może być albo wręcz napewno jest depresja?!?!
      rok temu czułam się tak samo, synek miał wtedy niecałe półtora roku a ja nie mogłam na niego patrzec, nienawidziłam jego dotyku..czułam się wręcz "gwałcona" gdy chciał mnie przytulić...mąż marynarz więc tez byliśmy sami..to był KOSZMAR!! jak ja go nienawidziłam za to że był i siebie za swoje uczucia...
      jednocześnie na samą myśl, że mogłabym go stracić robiło mi się słabo, mało tego ja w odróżnieniu od ciebie mieszkam w mieście gdzie jest cała moja rodzina - dwie babcie chętne do pomocy..
      ale ja nie mogłam znieśc myśli, że nie podłoam jako matka, że one wychowają moje dziecko (a raczej moja mama, bo z teściową byłam w takim konflikcie wtedy że nie chodziłąm wcale z dzieckiem nie mówiąc by ona sama była z nim), głupiałam...czułam że zaczynam szaleć, awantury z moją mama i innymi były codziennością, przez moje nastroje zaczął się sypiac związek z mężem...
      mały był grzeczny ale u mnie depresja pojawiła się z powodu "nadmiaru dobrych rad" od znajomych/rodziców i ciągłych pretensji że mam inne zdanie na temat wychowania niż oni...zgłupiałam...wydawało mi się, że nie mam prawa być matką...
      i właśnie to spowodowało że zaczęłam bać się i nienawidzić synka bo czułam się zła, złą matką...

      w końcu powiedziałam - DOŚĆ! wystarczył jeden dzień, mały od rana był marudny, ja szczególnie zmęczona, wywrócił się i chciał się przytulić do mnie...a ja na myśl o jego dotyka wpadłamw furię..zaczęłam wrzeszczęc, że jest ciapą, niedojdą i niech w końcu zajmie się sobą i przestanie drzeć...strasznie się darłam....i w poewnym momencie zobaczyłam w jego oczach strach i niezrozumienie gdy na mnie patrzył, na dodatku potem nie podchodził do mnie tak chętnie i ufnie...
      zrozumiałam, że robię mu krzywdę itak dłużej nie można, że coś jest nie tak, że muśzę porozmawiać z kimś obiewktywnym, kimś kto spojrzy na moje problemy z dystansu...
      poszłam do psychiatry...
      dostałam leki na depresje..
      wystarczył miesiąc bym znów umiała cieszyć się z synka, znów go kochać...

      zrobisz jak zechcesz ale moim zdaniem taka wizyta ci nie zaszkodzi, moim zdaniem te leki które brałam miesiąc były zbędne- po miesiącu je odstawiłam choć podobno za wcześnie...ale mi potrzebna była rozmowa...i mimo, że lekarz nie powiedział nic innego niż przyjaciółki, to sposób w jaki to powiedział, w jaki ze mną porozmawiał sprawił, ze znów poczułam się dobrze...
      • mam_dosc_only Re: czułam się tak samo 15.03.08, 23:44
        U mnie jest troche inaczej bo ja w sumie bardzo lubie tulic moja
        corke i ciagle prosze o buziaka ale ogolnie mam to samo: czasem
        bierze mnie straszny nerw ze Karolina jest,ze jest taka absorbujaca
        ze zyc mi nie daje,ze wikla mnie we wszystkie zabawy.mam do siebie
        zal ze tak reaguje na jej chec spedzania czasu ze mna.raz sie winie
        bardzo ale za chwile mowie: zaraz chwileczke,przeciez to dlatego ze
        jestem przez nia do tego zmuszana!Ja mam podobnie z tym panicznym
        lekiem o utrate dziecka.ja mysle ze to wynika z tego ze matka taka
        jak ja czy moze Ty ma zwyczajne wyrzuty sumienia i odreagowuje je
        nadmiernym lekiem o dziecko. ja mam takie obawy jesli chodzi o
        zostawienie corki z niania ze na prawde nie wiem jak to przetrawie.
        Wyobrazam sobie duzo zlych sytuacji...Nie bede pisac bo to moze
        dzialac na wyobraznie.nie umiem zaufac obcej osobie.
        Epreis,tak to jest: najpierw nienawidze dziecka a potem siebie za ta
        nienawisc. Bledne kolo,ciezka sprawa.masz racje z tym
        psychiatra,moze psychoanalitykiem bo moze psychoanaliza pomoze mi
        znalesc zrodlo problemu.U nas corka byla akurat niestety
        nieplanowana.moze ja podswiadomie nigdy nie bylam gotowa na dziecko?
        jestem farmaceutka,mialam ciekawa prace,zylam tym wirem a teraz
        jestem niania,szkoda ze taka kiepska sad(
        Moze ciezko w to uwierzyc po napisaniu przeze mnie posta ale staram
        sie jak moge tylko jestem juz bardzo zmeczona.w poniedzialek
        zapisuje sie na yoge,moze to cos da i na basen.
        Moj maz nigdy w zyciu nie bedzie mniej pracowal.oprocz pracy tej o
        ktorej pisalam prowadzi ze wspolnikiem mala firme.nie moge miec do
        niego pretensji o to bo skoro chcialo sie miec fajny dom to teraz
        ktos musi zarabiac na to a wygodne zycie kosztuje. teraz widze ze
        ponosze tego konsekwencje sad. majac mase zobowiazan nie moge od tak
        powiedziec mezowi ze ma mniej pracowac. musze byc silna,on i tak
        stara sie mi bardzo pomagac. a dla mnie najcenniejsze jest to ze ze
        mna o tym wszystkim rozmawia i nie bagatelizuje sprawy.
        Takze bardzo Ci dziekuje Epreis za rady i udam sie do psychiatry.
        musze pomoc nam wszystkim
        Pozdrawiam

        • croyance Re: czułam się tak samo 16.03.08, 21:35
          Hey. Przyszlo mi cos do glowy; piszesz o tym, ze przeprowadzilas sie
          w nowe miejsce, boisz sie zginac w wypadku, boisz sie opiekunki,
          boisz sie znajomych internetowych, panicznie boisz sie o dziecko.

          Istnieje cos takiego, jak szok akulturacyjny (dotyczy imigrantow,
          ale moze i Ty masz jakies objawy ze wzgledu za zmiane miejsca
          zamieszkania i odciecia od dawnych znajomych) i jednym z jego
          objawow jest pojawiajaca sie paranoja i strach. Wielu imigrantow
          przez to przechodzi, i jest to normalna reakcja na nowe otoczenie, w
          ktorym nie wiadomo, czego i kogo trzeba sie bac. Zgadzam sie z
          dziewczynami co do wszystkiego, co napisaly i uwazam, ze to, o czym
          pisze ja, nie stanowi clou Twojego problemu, ale istnieje mozliwosc,
          ze w pewnym stopniu to postepujacy lek powoduje negatywne uczucia do
          corki.

          Mechanizm wyglada tak - z jednej strony coraz bardziej sie boisz, i
          wiesz, jak bedziesz cierpiec, jezeli cos sie stanie. Zwiekszasz wiec
          kontrole, stajesz sie nadopiekuncza, ale instynkt unikania bolu kaze
          Ci sie emocjonalnie dystansowac do dziecka, ze nie cierpiec 'w razie
          czego'. To jest taka dziwna wiez; wielka kontrola, ale zimno w
          srodku. Wytwarza sie taka ambiwalencja.

          Dziewczyny pisza Ci madrze i maja racje; musisz sie lepiej
          zorganizowac, wyjsc do ludzi etc. Ale zadbaj tez o swoje poczucie
          bezpieczenstwa, bo im wiecej bedziesz sie bala o corke, tym bardziej
          moga rosnac Twoje negatywne uczucia do niej.

        • epreis Re: czułam się tak samo 16.03.08, 22:48
          u nas też mały był wpadką, ja studiowałam...gdy dowiedziałam się o ciąży mimo, że generalnie marzyłam o dziecku..rodzinie..pomyślałam- to jakiś koszmar...
          gdy mały się urodził bardziej się go bałam niż chciałam tulić itp, jak miał 6 tyg trafiliśmy do szpitala z powodu tzw żółtaczki patologicznej, po tygodniu stan małego się baaardzo pogorszył..i wtedy coś we mnie pękło - jak zrozumiałam że mogę go stracić, przenieśli nas do innego szpitala i w sumie w obu spędziliśmy 2 tyg, ja sama znim w małym pomieszczeniu non stop,po wyjściu nie mogłam stracić go z oczu..to moze śmieszne ale zmuszałąm się by jego ojcu pozwolić go potrzymac, mojej mamie...zaciskałam zęby i pozwalałam im mieć go na ręcach choć moje włąsne świerzbiły by go zabrać z powrotem bo jest tylko mój...ale gdy tylko ktoś znikał mi z małym na rękach z oczu to ja ruszałam za nimi...to trwało kilka miesięcy zanim się uspokoiłam że mały jest już bezpieczny...
          rzuciłam studia bo na samą myśl o tym że nie widywałabym go prawie wcale (studiowałam w innym mieście) czułam że umieram...
          nie żałuję, choć czasem tęsknie za "młodością", teraz spodziewam się drugiego malucha bo mimo, że synek skończył 2,5 roku ja dalej mam problemy z byciem od niego daleko...

          a co do uczuć...to ja generalnie też chciałam go przytulać i całować, uwielbiałam jego wybuchy miłości i czułość...ale - tylko wtedy gdy czułam się "dobrze".. wysdtarczył mały kryzys, maleńki dół i jakieś jego gorsze zachowanie a ja już nie mogłam go znieść..dosłownie..
          jak przypomnę sobie co czułam do niego rok temu to czuję do siebie wstręt i obrzydzenie...
          gdy mały spał ja leżałam na kanapie, odpoczywałam..
          a gdy wstał to zaczynałam "pracować" byle tylko dał mi spokój...
          to było straszne gdy ja czułam się źle a on przychodził i spragniony ciepła przytulał mnie, pozwalałam mu na to ale płakałam...otwarcie, czułam się jak taka lalka...
          ja długo sama z tym walczyłąm, nie tyle wstydziłam sie iść do psychologa czy psychiatry o ile wydawało mi się, że dam rade..
          że generalnie problemem był brak włąsnego mieszkanka..
          ale na swoim było gorzej..bo okazało się że nadzieje legły wgruzach i mieszkanie nie jest ratunkiem i lekarstwem...
          wtedy popełniłam mnóstwo błędów..naprawdę mnóstwo...skrzywdziłam swoje dziecko...

          cieszę się, że nadszedł dzień gdy otrząsłam się i zdecydowałam wołać o pomoc...
          nawet jeśli twó problem jest nieco inny niż mój, to wydaje mi się że rozmowa czy to z psychologiem/psychoanalitykiem czy psychiatrą napewno ci nie zaszkodzi...
          i nie zwlekaj...
          jak ci pisałam ja dostałam leki antydepresyjne (jedynym z objawów depresji jaki u mnie nie występował były myśli samobócze, myślaąłm ojakiejś poważnej chorobie, ale nie o śmierci bo śmieć nie była rozwiązaniem, jeślibym umarła wtedy napewno ZABRALIBY mi dziecko),które niestety mają skutki uboczne i o ile po miesiącu znó było ok, o tyle przez ten miesiąc dobrze że mąż nie był w rejsie..
          i to on zajmował się małym..ja byłam ospała...
          nie do życia...
          otumaniona..
          i trochę zirytowana..
          wszystko to to normalne objawy gdy zaczyna się brac antydepresanty.im szybciej zdecydujesz się zasięgnąć fachowej pomocy tym większą masz szansę że wystarczy czy rozmowa, jedna, dwie lub kilka...
          ja po kilku miesiącach poszłam drugi raz...
          ale tylko tak..by się upewnić, że jest ok..
          za pierwszy razem wyszłam zapłakana...ciężko było zacząć wogóle mówić o swoich problemach obcemu, i zdać sobie sprawę z ich istnienia..
          za drugim razem prawie wyfrunęłam z radości..bo siedząc tam i rozmawiając z nim..zrozumiałam jak bardzo kocham swoje dziecko, zrozumiałam że jestem matką, mam prawo być matką i nikt nigdy nie zastąpi mnie mojemu dziecku...

          teraz jest łatwiej, nie drżę z zazdrosci gdy mały z rozpędu kogoś innego nazwie mama - wręcz jestem dumna, bo to o mnie myśli ggdy coś się dzieje...
          nie świruję gdy zostaje na jakiś czas z babciami że wróci do mnie obcy mały człowiek...wiem że jeden dzień rozpuszczania nie zmieni mojego skarba...
          łatwiej mi żyć wiedząc że mam prawo być sobą..i że jest dobrze jak jest, że nie musze się zmieniać o podporządkowywać, że jestem ważna i mam prawo walczyć o siebie...

          wierzę, że tobie też się uda...
          i że znów poczujesz dumę z bycia matką..
    • srebrnarybka Re: Boze! niecierpie byc mama :-(( 15.03.08, 23:32
      Inne dyskutantki już co nie co powiedziały, więc krótko:
      1. Twój stan i wielu innych znanych mi supermatek jest żywym dowodem
      na to, że bycie supermatką z ambicjami matki dyplomowanej jest
      szkodliwe, także dla dziecka. I dla dobra dziecka powinnaś zmienić
      postępowanie.
      2. Drobny szczegół: dlaczego przepraszałaś córkę za to, że dała Ci w
      twarz? To ona powinna Cię przeprosić. 3,5 letnie dziecko powinno już
      wiedzieć, że bardzo zawiniło. Oczywiście tego nie wie, bo mu nie
      powiedziałaś. I jeżei je przeprosiłaś, to będzie żyło w
      przeświadczeniu, że nie zrobiło nic złego. Będzie żyło w tym
      przeświadczeniu tak długo, aż spotka kogoś, kto mu odda. I to może
      być bardzo bolesne. Naucz córkę, co jest złem, a co dobrem. Dla jej
      dobra.
      • mam_dosc_only Re: Boze! niecierpie byc mama :-(( 15.03.08, 23:49
        Napisalam ze sie z corka przeprosilysmy a nie ze ja ja przeprosilam.
        Najpierw ona mnie za to ze uderzyla a potem ja ja za to ze na nia
        nakrzyczalam.tak to wygladalo.Nie staram sie jej poblazac i nigdy
        nie mialam ambicji byc super matka.U mnie to ze wszystkiem zajmuje
        sie sama wynika po pierwsze z sytuacji (opisalam) a po drugie z
        nieufnosci wobec ewentualnych nian. Dzieki za opinie srebrnarybko
        Pozdrawiam
        • epreis Re: Boze! niecierpie byc mama :-(( 16.03.08, 22:56
          tu się zgadzam, dobrze zrobiłaś..
          mój maluch teraz mocno chorował, ja ledwo żyję pod koniec icązy, niestety przez chorobę zrobiłs ię torchę marudny bo jakby nie było pozwalaliśmy mu na więcej (od kiedy mając te kilka tyg wyszedł ze szpitala nigdy nie był tak mocno chory) ma zastrzyki i jedna dziwna pani pielęgniarka nieumiejęstnie zrobiła mu zastrzyk czym go wystraszyłą tak, że od dzisiaj na sam widok przychodni wpada w histerię, choć na pobieraniu krwi czy testach alergicznych nawet nie kwęknął...
          no i gdzieś te emocje musi wyzwalać więc stał się lekko agresywny, generalnie zwracam uwagę i tłumaczę że bicie jest złę, pilnuję by te odruchy hamować ale przy tym sama go nie bić..
          ale dziś zaskoczył mnie i sieknął mnie gumowym młotkiem, choć kilka minut wzesniej rozmawialiśmy że bić nie wolno, a dodatkowo zrobił to ze złości ze mu czegoś nie pozwoliłam i ja w impulsie dałam mu klapsa...straszne bo w tym samym momencie zrobiło mi się wstyd, bo przecież ma tak pokłutą pupcię..
          ale kazałam iść do drugiego pokoju i się uspokoić, wrócił i też PRZEPROSILIŚMY SIĘ, nie wymagałam by on tylko przeprosił za to że mnie udeżył..
          ja też go przeprosiłam..
          bo bić nie wolno i jemu, i mnie, i nikomu innemu...
    • green_land Re: Boze! niecierpie byc mama :-(( 17.03.08, 11:51
      Rzeczywicie masz niezła jazdęsmile
      Nie powinnaś straszyć dziecka przedszkolem, bo może się to odbić
      czkawką.
      Męża bym nie winiła - ma rację w tym, co mówi. A że ma taką pracę a
      nie inna - cóż, przynajmniej nie musicie biedować, a to już coś.
      Rzadko jest tak, że praca jest dobrze płatna i w godzinach 7-15smile
      Swoim uczucim się nie dziw. Siedzialam w domu 8 miesięcy z dzieckiem
      zanim wróciłam do pracy i powiem szczerze - miałam serdecznie dość.
      Może jednym kobietom przychodzi to łatwiej, taklie siedzenie. Dla
      mnie było męczarnią. W pracy odpoczywałamsmile I dlatego wracając do
      domu miałam więcej sił dla małej, więcej cierpliwości.
      Co do zabaw z dzieckiem - jakoś tak ją nauczyłam, że bawi się w
      większości sama. Teraz np. siedzę za kompem od 2 godzin, a ona
      owszem, pierw siedziała mi na kolanach, ale potem twierdziła, że
      idzie się bawić i poszła. Może Ty chciałaś być dobrą matką i zawsze
      bawiłaś się z nią, co zaowocowało tym, że teraz ona nie chce bawić
      się sama?

      Wiesz, każda z nas miała takie chwile, że wolała, by dzieciaka nie
      było. I nie ma co wypierać się tych uczuć i udawać, że takie
      nieskazitelne jesteśmysmile Gdy było mi ciężko, dziecko wyprowadzało
      mnie z równowagi i myślałąm, że jest taka i siaka - wtedy
      przypominałam sobie tekst, który przeczytałam w jakiejś książce. Że
      to nie tak, że dziecko jest złośliwe i nam chce zrobić psikusa. Ono
      jest absolutnie zalezne od nas. To od nas zależy, czy będzie
      szczęśliwe, najedzone i zdrowe. Jest złe? A moze nauczyliśmy
      je /najczęściej nieswiadomie/ takiej reakcji? Chciała monte a Ty od
      razu biegniesz do sklepu? Więc wie, ze każda jej zachcianka musi być
      spełniona, jak nie, zaczyna raban. Wtedy złoć, którą ma w sobie
      wyładowuje. Nieważne, czy to z powodu monte, czy nieudanej zabawy -
      może odreagować. Biega po sklepie i zrzuca wszystko? Powiedz jej, że
      jak będzie dotykac artykułów na półkach, zostawisz ją w samochodzie.
      Daj jej jeszcze 2-3 szanse i potem rzeczywiście zaprowadź ją do
      auta. Przy aucie zapytaj znowu. Jak będzie już siedziała w foteliku
      powtórz pytanie, czy będzie grzeczna. Jeżeli będzie widziała Twoją
      nieustępliwośc i zdecydowanie, będzie musiała obrać inną strategię
      zamiast wrzasku.
      Ona MUSI wiedzieć, że TWOJE zdanie jest wazniejsze, że nie liczy się
      jej awanturowanie, ze nic nim nie wskóra. Wtedy zacznie szukać
      innego rozwiązania - pokojowego. To dziecko, uwierz, jest mąrda i
      wybierze takie rozwiązanie, które przyniesie rezultaty.
      A jak chcesz odpocząć - ona musi wiedzieć ze to czas dla Ciebie.
      Owszem, chce pić - robisz jej, ale nie ma tak, że Ty siedzisz w
      necie, a ona ciągnie Cię za rękaw i zmusza do zabawy z sobą. TY
      musisz jej wyznaczyć granice i się ich trzymać. Wiem, to czasami
      bardzo trudne. Ale też przynosi świetne rezultaty przy odrobienie
      konsekwencji.
      Trzymam kciuki!
    • mim288 Re: Boze! niecierpie byc mama :-(( 26.03.08, 10:57
      Zatrudnij nianię i idź do pracy - będziesz miec popowrocie więcej
      cierpliwości dla dziecka. Albo jeszcze lepiej poślij Młodą czym
      prędzej do prywatnego przedszkola (w grupie się "utemperuje"). Na
      jej psoty po prostu nie pozwól - fizycznie trzymaj przy sobie za
      rękę, albo przypiętą w wózku to nie będzie zrzucać w sklepie rzeczy
      z półek, ani dziurawic jogurtów. Dziecko w tym wieku potrzebuje
      zabawy z innymi - jak nie ma innych dzieci (a nie ma bo jest
      jedynakiem i siedzi z mama w domu) to będziesz mieć motyw "mamo
      pobaw się ze mną" non stop kolor i na to nie ma rady. Zacznij ufać
      innym -nie spędzisz z córką całego jej życia musi kiedyś "iść do
      ludzi" - w stanie w jakim jesteś nie sądzę byś - wybacz - była
      najlepszą opieką dla dziecka (sama przyznajesz, że na nią krzyczysz
      również za rzeczy, które obiektywnie biorąc nie są niczym złym w
      jej zachowaniu - np. że chce sie bawić w postacie z bajek dla
      dzieci).
    • miacasa Re: Boze! niecierpie byc mama :-(( 26.03.08, 14:42
      idź do psychologa dziecięcego, wesprze cię i wzmocni, podpowie jak sobie radzić
      z uczuciami córki i ze swoimi, twoje dziecko może mieć zaburzenia zachowania,
      rodzaj nadruchliwości, który na dłuższą metę wykończyłby anioła a ty możesz mieć
      przetrwałą postać depresji poporodowej
    • mamusiam_1985 Re: Boze! niecierpie byc mama :-(( 26.03.08, 22:20
      Witam smile Mysle, ze idac do psychologa (co uwazam za dobre
      rozwiazanie, jesli psycholog jest dobry, polecony i wzbudza
      zaufanie), powinnas wczesniej wydrukowac swoj pierwszy post z tego
      tematu i dac mu do przeczytania ... wypowiedzialas sie w sposob tak
      szczery i otwarty, a przy okazji dokladny, ze psychlog bedzie mial
      jasne spojrzenie na sytuacje. Oczywiscie jestem za otwarta rozmowa
      twarza w twarz, ale bedac kiedys u psychologa co chwile urywalam
      watek placzac, a w konsekwencji ciezko mnie bylo zrozumiec. Mialam
      tez taki okres (mysle, ze jak wiekszosc matek), ze myslalam, ze
      jestem zla matka, ze lepiej by bylo gdybym nie miala dzieci itp. W
      moim przypadku psycholog mi nie pomogla, bo nie budzila we mnie
      zaufania, wiec jesli nie poczujesz do swojej lekarki chemii, po
      prostu podziekuj i wyjdz, nie ma sensu sie meczyc, ja sie meczylam i
      nic z tego nie wyszlo, bylam u niej skrepowana, zamknieta w sobie i
      w sumie nic nie potrafila ze mnie wyciagnac, a tych wizytach
      utopilam sporo kasy ehhhh. Dodam, ze wg mnie przydalby Ci sie
      solidny odpoczynek, jak ja juz nie moge wytrzymac i jestem juz
      psychicznie zmeczona jade do rodzicow na noc, na szczescie maz sam
      mi to kiedys zaproponowal, wiec czasem wyjezdzam po wieczornej
      kapieli malego i wracam przed kolejna kapiela, dzieki czemu ja moge
      wypoczac, a dziecko zaciasnia wiezi z ojcem smile Jakoby Twoj maz nie
      pracowal nalezy mu sie czasem dzien spedzony z dzieckiem smile Przyda
      sie tez szczera rozmowa z mezem przy dobrym winku, na pewno Cie
      zrozumie jesli naprawde powiesz jak sie czujesz smile mam nadzieje, ze
      i corcia Cie zrozumie smile Pozdrawiam smile
      • vega181 Re: Boze! niecierpie byc mama :-(( 01.04.08, 21:30
        głowa do góry dasz radę

        -----
        www.allegro.pl/sklep/7961585_planeta-dzieci
Pełna wersja