mam_dosc_only
15.03.08, 16:35
Nie mam sily. 3 lata jestem z corka a w sumie w domu juz 3,5. czasem
pomagam mezowi w pracy ale glownie zajmuje sie corka. do tego w
miescie w ktorym mieszkamy nie mam doslownie nikogo. najblizsza
rodzina mieszka 400 kilometrow od nas. do tego maz jest kierwoca
tira i jest w domu bardzo rzadko moze dwa pelne dni. jak wroci to
jest tak wykonczony ze nawet jak sie dzieckiem zajmie to zasypia
przy nim. na opiekunke oczywiscie mnie stac ale wzbraniam sie jak
moge bo zwyczajnie nie mam zaufania no i nie znam tu nikogo. przez
to bycie z corka caly czas stalam sie zamknieta na wszelkie
kontakty. Nie chce mi sie nawet nikogo poznawac.czasem mysle ze nie
mam sily wyjsc z tej beznadzieji.Karolina idzie we wrzesniu do
przedszkola o ile nauczy sie zalatwiac na kibelek bo walcze z
pieluchami juz pol roku. Jak uda mi sie ja poslac to oczywiscie
wracam do pracy. Prace mam fajna wiec marze o niej.jak pomysle o tym
jak dziecko mmie zmienilo,jaka byla kiedys,co soba
reprezentowalam,jakie mialam ambicje a kim jestem teraz, to coraz
czesciej wyje!Z corka jestem w ciaglym konflikcie(jesli mozna to tak
nazwac) od roku odkad zaczal sie bunt 2 latka.nie wymagam od Karolci
zeby byla bardzo grzeczna i mila bo to tylko dzieciak ale ona
przerasta wszelkie moje wyobrazenia o tym jak upiorne i potworne
moze byc dziecko. w ciagu 5 minut potrafi nabroic tyle ze mnie i
wszystkim naokolo kopara opada jak widza i juz widze te spojrzenia
ludzi co oczywiscie oznaczaja ze zle wychowalam bachora.a ja nie
moge jej zostawic w domu bo nie mam z kim.przed wyjsciem do sklepu
rozmawiam z nia, tlumacze po co idziemy i obiecuje mi zawsze ze
bedzie grzeczna a potem znow to samo czyli np. zrzucanie wszystkiego
z polek,robienie dziur w jogurtach,wczoraj zwalila stend z jakimis
slodyczami sobie prosto na glowe!Pewnie powiecie ze jej nie pilnuje
ale tak nie jest!to tak zywe dziecko ze nawet jak z mezem jestem to
i tak zawsze nam sie wyrwie i nabroi.Ja juz nie mam na nia
sily.Zaczynam miec mysli tego typu,ze zaluje ze jestem matka,ze
fajnie bylo kiedys jak jej nie bylo. Czasem mam tak straszne mysli
ze az ich nie przytocze.Czy to sie zdarza tylko mnie?Mowiono mi
zawsze ze dziecko kocha sie bezwarunkowo ale to chyba nie o mnie, bo
ja ciagle tej milosci sie ucze.Moze inaczej:kocham ja ale za chiny
ludowe nie potrafie byc super cierpliwa,usmiechnieta,mila!nie umiem.
Ostatnio czesto wrzeszcze na mala,jestem bardzo zmeczona,ciagle
choruje chyba ze stresow i przemeczenia.mam ochote czasem wyjsc i
juz nie wrocic do tego dzieciara niedobrego.moze jej zachowanie
wynika z tego ze ona chce zwrocic na siebie cala moja
uwage,najlepiej przez caly dzien a ja juz sie pogubilam w tym, czy
mam prawo dziecku czasem odmowic zabawy z nim czy mam prawo pozyc
tylko dla siebie przez chwile.Ona mnie dobija jak na sile zadrecza
mnie postaciami ze swoich zabaw!mam ciagle cos udawac,bawic sie
tylko z nia a jak nie to jest taka histeria ze doslownie wstydze sie
nowych sasiadow!Dzisiaj na przyklad Karolina zarzyczyla sobie
monte,ktorego akurat nie mialam w domu wiec tlumacze jej,zeby szybko
sie ubierala (uszykowalam jej ciuszki) i pojdziemy na zakupy i to
monte jej kupie, a ona we wrzask ze nie bedzie sie ubierac ze chce
monte i mozecie mi nie wierzyc ale z 10 minut darla sie ze jest
glodna i ze mama nie chce jej dac!!! Myslalam ze oszaleje. Nie
chcialam dac jej klapa a jakos musialam odreagowac i nie ulegac
histerii wiec poszlam do 2 pokoju i wieszam pranie, a dziecko za mna
i az zanosi sie od ryku ze chce monte teraz i juz!no to przysiadlam
do niej na podlodze i probuje jej prosto w oczy powiedziec ze musi
sie uspokoic potem ubrac i pojdziemy do sklepu kupic monte a
gowniarz dalej jazda, ze jest glodna,a darla sie tak ze na pewno
wszyscy ja slyszeli. Probowalam jeszcze raz jej powiedziec to samo i
zaprowadzic do ubranek ale nagle dostalam od corki w twarz i tego
juz nie wytrzymalam. Szarpnelam nia mocno i wyrzucilam ja do
drugiego pokoju.nie wiem, na poewno zle zareagowalam ale emocje byly
ogromne zreszta sa od dawna bo ostatnio co dzien jest jakas scena a
nasze klotnie sa na porzadku dziennym. Corka oczywiscie wyla jeszcze
bardziej. Po jakis 10 minutach sie uspokoila, pogadalam z
nia,przeprosilysmy sie i poszlysmy do sklepu w ktorym byla w miare
grzeczna.Szlam sobie z nia i wiecie co myslalam?Ze jej niecierpie
czasem,ze kocham ale tez nienawidze.Jak sobie z tym poradzic?Niby
kocha sie dziecko ale czasem sie zaluje ze jest. To znaczy,ja
zaluje,mowie o sobie. Jest mi strasznie ciezko z ta cala sytuacja, z
uczuciami ktore sa a ktorych pewnie nie powinno byc.jak widze te
wszystkie cholerne kolorowe gazetki z usmiechnietymi mamusiami ktore
zyja tym ze sa matkami,to wpadam w dol bo ja tym nie zyje.Wiem jedno
nie chce nigdy zadnego dziecka wiecej,nie mam az tyle milosci w
sobie i cierpliwosci.Wypalilam sie.Czy w ten sposob sie da wychowac
szczesliwe dziecko co o tym myslicie bo ja mam juz taka gonitwe
mysli ze nie daje rady wymyslic cos konstruktywnego.Przepraszam za
haos ale pisze pod wplywem duzych emocji. Ostatnio emocje mna
targaja. Ciagle sama, obca w nowym miejscu,majaca do pogadania tylko
male dziecko ktore daje ostro popalic.czuje sie jak w pulapce.
Nienawidze sie za to ze wrzeszcze na dziecko, ze czasem nia
potrzasne,ze nie mam nigdy ochoty na zabawy z nia,ze czekam tylko na
koniec dnia kiedy pojdzie spac a ja moge wtedy nadrobic zaleglosci
czasowe dla siebie!Czy tak moga sie zachowywac matki?Czy tak maja
prawo czuc?Ja nie potrafie sie cieszyc dzieckiem,nie kumam tego jej
swiata i szczerze mowic nie bardzo mnie cale te zabawy
interesuja.Lubie malej poczytac,isc z nia na spacer,poukladac
klocki,powyglupiac sie ale niecierpie bawic sie w glupie teletubisie
i inne pokemony a ona w sumie tylko to chce robic! Bajki slucha
tylko pzreed snem,na nocnik usiadzie jak jej wlaczysz bajke,jak nie
to zapomnij!Moze tez jest coraz bardziej niegrzeczna bo wie,ze
pojdzie do przedszkola?Przyznam wam sie do czegos jeszcze.Nieraz w
zlosci wykrzyczalam jej,ze juz nie mam sily z nia byc,ze dluzej nie
wytrzymam,ze zaraz zadzwonie do zlobka i zalatwie miejsce a sama
pojde pracowac nawet na kase w markecie aby tylko nie byc juz z nia!
Okropne prawda,ale tak sie stalo i tak tez czuje!Ja do tej pory
wszystko dusilam w sobie i staralam sie dziecka nie obarczac wina za
swoje emocje ale cos peklo we mnie i teraz stalam sie miekka i
bardziej podatna na zdenerwowanie.Najbardziej mnie ostatnio wk...to
ze corka wymysla ze cos tam chce do jedzenia czy picia,ja jej to
robir a ona smieje mi sie w twarz ze nie chce,nie bedzie pila
itp.Wczoraj wylala na moich oczach na obrus cale kakao czym bardzo
mnie wkurzyla bo nie byl to przypadek.Mialam ochote zbic ja za to
zachowanie,ale zamiast tego poryczalam sie jak dziecko przy
niej.Mala zdziwila sie i zaczela zagadywac dlaczego placze a ja jej
powiedzialam, ze po prostu wkurzylam sie bardzo i zeby nie dac jej
klapa wolalam sie poryczec, ze mama do cholery tez ma uczucia!Czasem
mam wrazenie ze ona traktuje mnie jak zabawke a moze to tylko wynik
mojej niskiej samooceny spowodowany rutyna,wykolejeniem z zycia,bo
czy mozna az tak do siebie brac zachowania dziecka?Maz tlumaczy mi
ze to ze byla niegrzeczna nie bylo skierowane przeciwko mnie ale
bylo raczej jakims tak jej dzieciecym wybrykiem.Ja nie umiem tak
myslec,wszystko biore do siebie. Zaraz wstanie z drzemki
popoludniowej a ja juz jestem zla, ze wstanie wogole

((. Jest mi
bardzo smutno ale tak wlasnie czuje.Czuje sie jak jeden wielki
smute. Ciagle placze,glownie w ukryciu.Nie lubie ostatnio ani mojej
roli matki ani mojej corki.Co sie ze mna dzieje?Czy mozna kochac
dziecko a jednoczesnie nie skakac z radosci z powodu codziennych
obowiazkow?Boze,jak sie w tym odnalesc?Nie widze wyjscia.Praca
owszem,ale od wrzesnia,co teraz?Nie chce skrzyw