mag-giore
18.03.08, 22:32
Nie radzę sobie. Złą mamą zostałam.
Dzisiaj był przełom i zdałam sobie sprawę, że sama się z tym nie uporam.
Mam dwóch synów, starszy zaraz będzie miał 4 lata, młodszy dopiero co się urodził.
Nie daję rady ze swoimi emocjami w stosunku do Starszego. Coś stało się w zeszłe wakacje, gdy miał 3 lata i ciut. Wszystko było na NIE, były chwile, że wydawaliśmy mu się wrogami bardziej niż rodzicami. Myślałam - przejdzie. No cóż, nie przeszło, tylko się trochę przyzwyczailiśmy. Z czasem syn nie złagodniał niestety. Jesienią od pani w przedszkolu dowiedziałam się, że żywe z niego dziecko, choć nie nadruchliwe. To dziwne, bo do tamtej pory wydawał mi sie spokojny na tle innych dzieci.
Wiem, że dziecko rośnie i niektóre zmiany są naturalne. Tylko u nas wszystko się zbiegło w czasie - zabawy coraz gwałtowniejsze, postawa na NIE w dalszym ciągu, postępująca niechęć do przytulania (oj, to boli szczególnie..). Do tego moja ciąża, więc i rozchwianie emocjonalne.
Jak reagujemy na zachowanie synka? Cóż, im bardziej on ostro pogrywa, tym bardziej srodzy jesteśmy. On bryka, nie słucha o co się go prosi, my wymyślamy kary, on jest rozgoryczony. Nasze metody "temperowania" nie przynoszą skutku, jest coraz więcej krzyków, kar. Nakręcamy się wzajemnie - im my jesteśmy gorsi dla niego tym on dla nas.
Nasze rodzicielstwo (a zwłaszcza moje) coraz bardziej przypomina musztrę, hodowlę jakąś, a nie miłość.
Dzisiaj mogę szczerze powiedzieć, że nie lubię dziecka własnego. Jak myślę o tym jak mi zniszczył kanapę, jak się nie można doprosić by się ubrał/rozebrał/poszedł na kąpiel, jak się ze mną kłóci i wrzeszczy - to go nie lubię i już. Lecz gdy na siebie spojrzę z boku, to widzę, że to głupie i obrzydliwe,że takie drobiazgi mnie doprowadzają do furii. Ale co z tego, skoro dalej doprowadzają?
Dziś byłam sama z dziećmi w domu i mieliśmy ze Starszym scysję przy kąpieli - za to, że wcześniej na mnie krzyczał ustaliłam, że będzie miał tylko przysznic, a nie pluskanie w głębokiej wannie. Niby przyjął to do wiadomości, ale jak przyszło co do czego to się nie dał dotknąć i umyć, tylko stał w łazience goły i płakał. Nie dałam rady, po kilku spokojnych tłumaczeniach wrzasnęłam tak jak jeszcze nigdy. Zobaczyłam swoją twarz w lustrze.... Ryczeliśmy już oboje. Jak po takiej scenie mam być dla niego oparciem?
Młodszego urodziłam 1,5 miesiąca temu. Wszelkie problemy domowe z ostatnich miesięcy urosły teraz niebotycznie ze względu na moje poporodowe obniżenie nastroju. Paradoksalnie jednak szykuje mi się depresja poporodowa związana ze Starszym a nie z Maluchem. Jako mama niemowlaka radzę sobie świetnie, w końcu to już drugi raz, za to mama przedszkolaka ze mnie beznadziejna. To ze Starszym mam ten typowy depresyjny problem - wiem, że kocham, lecz tej miłości nie czuję.
Mąż mnie wspiera, dużo ostatnio rozmawiamy, ale okazuje się, że to nie wystarcza. Potrzebuję pomocy z zewnątrz, nie wiem, czy psychoterapii, bo nigdy takowej nie przechodziłam, nie wiem na ile by pomogła. Nie wiem też gdzie się zwrócić, żeby fortuny nie stracić. Więc na początek tu napisałam.
Czytam to forum od ho ho! i wiem, że problemy podobne mojemu często się tu przewijają, jednak będzie mi raźniej jak ktoś mi osobiście coś poradzi, zwłaszcza, że to moje pierwsze takie wystąpienie.