Metoda matki nauczycielki....

11.09.03, 10:00
Tak sobie czytam posty i piszecie o klapsach i o konsekwencjach dawania
tychże klapsów itd.A ja tak się zastanawiam co lepsze czy klaps czy zamykanie
w łazience dzieciaka.Tak,tak...Mam znajomą matkę nauczycielkę,która zamyka
swojego synka w łazience wtedy kiedy jest niegrzeczny.Mówi mu że może wyjść
dopiero wtedy jak sobie przemyśli co źle zrobił.A dodam żę światło się nie
pali a łazienka bez okien.Ten Chłopoczyk nie miał 3 latek jak pierwszy raz to
zobaczyłam.I tak się zastanawiam czy nie lepiej dać klapsa?Nie jestem
zwolenniczką dawania klapsów ale coś takeigo po prostu mnie zatkało.Wierzcie
mi tak głupio się wtedy czułam...a on tak płakał.A co taki maluszek może
sobie przemyśleć?I wiedzieć co złego zrobił? ja nic już nie dodam....i to
jest nauczycielka..
    • kicia_edziecko Re: Metoda matki nauczycielki.... 11.09.03, 10:25
      jak widać i nauczycielki bywają chore psychiczniesad
      • aniask_mama Re: Metoda matki nauczycielki.... 11.09.03, 11:24
        Ta..... jak łatwo przychodzi nam oceniać innych...
        • apniunia Re: Metoda matki nauczycielki.... 11.09.03, 12:52
          niestety im rodzice bardziej wykształceni tym większa inwencja twórcza
          oni nie tłuką swoich dzieci - to takie pospolite no i tyle sie o tym mówi
          kiedyś czytałam (jakieś 3-4 lata temu) o znalezionym przez gosposię dziecku
          zamkniętym w wersalce
          dzieciak był wycieńczony i tylko cudem udało się go uratować
          tę metode rodzice stosowali na codzień w ramach uspakajania malca, tyle ,że
          wtedy on się uspokoił, a oni o nim poprostu zapomnieli
          sad
          • kopytko1 Re: Metoda matki nauczycielki.... 11.09.03, 13:29
            NIe potrafię nic powiedzieć...jak można?!!!
          • domali Re: Metoda matki nauczycielki.... 11.09.03, 13:38
            Myślisz że to zależy od wykształcenia???
            Ja od moich rodziców - oboje wyższe - czasami dostałam klapsa (np za ładowanie
            czegoś do kontaktu), ale poza tym nie stosowali wobec mnie i mojego rodzeństwa
            jakichś niezwykłych, wymyślnych metod...
            • apniunia Re: Metoda matki nauczycielki.... 15.09.03, 11:08
              nie , to nie jest tak, że kazdy kto ma wyższe, musi być potworem
              ja sama jestem panią magister inż.,która przez całe wakacje po obronie
              tłumaczyła swojemu promotorowi, że ja wcale nie marnuję sobie życia nie
              podejmując się doktoratu (chwalę sięsmile)
              a moją małą kocham i jest dla mnie całym światem i walczę z panującym u moich
              rodziców poglądem, że jednak mozna dziecko wychować bez bicia - systemem nagród
              a nie kar
              ale przy okazji tamtej sprawy dziennikarz skomentował ją w ten właśnie sposób,
              że badania dotyczące przemocy wobec dzieci dowodzą właśnie tego, że im rodzice
              bardziej wykształceni, tym niestety bardziej wymyslne kary stosują
              podobno nie radzą sobie z kimś tak niepodporządkowanym jak berbeć, który nagle
              z nimi zamieszkał - ale powtarzam, to są wyniki jakiegoś sondażu, co wcale nie
              znaczy, że ma odzwierciedlenie w naszych domach
              założę się, że połowa mam na tym forum ma wykształcenie wyższe i doskonale
              radzi sobie z frustracją i tym, że dziecko czasami potrafi dać w kość i wcale
              nie zamykają go w łazience, czy w wersalce
        • kicia_edziecko Re: Metoda matki nauczycielki.... 11.09.03, 16:03
          Łatwo, bo opisane postępowanie (zimne, metodyczne znęcanie się psychiczne nad
          dzieckiem, upokarzanie go, sprawianie, że odczuwa strach w ciemnym
          pomieszczeniu)świadczy moim zdaniem o zaburzeniach psychiatrycznych.
          • eiza Re: Metoda matki nauczycielki.... 11.09.03, 18:30
            podpisuję się pod tym, że kobieta ma problemy natury psychiatrycznej, już nie
            wspomnę o tych, którzy zamknęli dziecko w werasalce - tu by się prokurator
            przydał...kompletna dewiacja psychiczna
            W głowie się nie mieści..
            • apniunia Re: Metoda matki nauczycielki.... 15.09.03, 11:13
              przypadek, o którym napisałam oczywiście znalazł swoje odbicie w odp sądzie, bo
              pewnie inaczej sprawa nie ujzałaby światła dziennego
    • netia3 Re: Metoda matki nauczycielki.... 15.09.03, 12:29
      Chyba kazdy wie ze najgorzej byc dziekiem policjnta, wojskowego i nauczyciela,
      ja w kazdym razie wiem!!!
      • adzia_a Re: Metoda matki nauczycielki.... 15.09.03, 12:33
        netia3 napisała:

        > Chyba kazdy wie ze najgorzej byc dziekiem policjnta, wojskowego i
        nauczyciela,
        > ja w kazdym razie wiem!!!

        A ja nie wiem. Czemu?
        Córka nauczycielki smile
        • netia3 Re: Metoda matki nauczycielki.... 16.09.03, 14:36
          Oczywiscie,- ze nie mozna uogolniac to takie "powiedzonko" i duzo w nim prawdy.
          Osoby wykonujace te zawody (zawsze chcialam pracowac w policji)musza miec pewne
          predyspozycje, zeby w jakis sposob okielznac grupe czy podwladnych i nie dac
          sobie "wejsc na glowe" i czasami tak sie wczuwaja ze nawet w domu "pracuja".
          Nie chcialam nikogo obrazic tym stwierdzeniem!!! Jesli ktos poczul sie
          dotkniety to przepraszam!
      • domali Re: Metoda matki nauczycielki.... 15.09.03, 12:54
        No właśnie, czemu??? (tata - nauczyciel)
      • ewbal Re: Metoda matki nauczycielki.... 15.09.03, 14:29
        Naprawdę? To biedne to moje dziecko, bo ma ojca wojskowego i matkę z wyższym
        wykształceniem. A do tego dziadków nauczycieli.

        Pozdrawiam
        Ewa, mama Jakuba (21 m-cy)
      • apniunia Re: Metoda matki nauczycielki.... 16.09.03, 08:12
        no to niestety i ja muszę się tu dopisać
        ja mam wyższe, mąż wojskowy, teść wojskowy, Teściowa wykształcona
        a moi rodzice pochodzą ze wsi, nie mają wykształcenia, bo ktoś musiaj w
        gospodarstwie zasówać i to z ich metodami wychowawczymi mam problem

        muszę jednak przyznać jedno, mój mąż nigdy nie postawił "do pionu" naszej
        córki, ale kiedy mielismy psa, to ton jakiego czasami mój ślubny użył
        wystarczył żeby jednym słowem przywołać psa do porządku, a ja to mogłam sobie
        wrzeszczeć w niebogłosy, a pies i tak szedł tam gdzie mu było wygodniej
        czasami nawet mąż nie zdążył się odezwać, jego wzrok powodował, że przerosnięty
        wilczór wracał z "podkulonym ogonem"
Inne wątki na temat:
Pełna wersja