corneliss
07.05.08, 15:29
podpoweidzcie doswiadczeni w boju, bo ja juz wysiadam, nerwy mi wisza na postronku. Przechodzimy bunt dwulatka (synek ma 2l i 2 tyg., a to sie zaczelo jakies 2 tyg. przed jego urodzinami).
wszystko co dotad bylo Ok jest na NIE!
jedzenie - nie mam sily juz perswadowac (razem przygotowujemy sniadanie, ja gotuje mu np. mleko, on sam wsypuje sobie platki, bierze lyzke, zje moze sam ze trzy razy), nakarmic sie juz nie da, zachety nie pomagaja, straszenie! - nie, przekupstwo z marnym skutkiem, jedzenie przy zabawkach tez nie, efekt jest taki ze dziecko wyje jak poparzone, ucieka, mysli ze to zabawa (bo tesciowa tak biegala za nim z jedzeniem) jestem u kresu wytrzymalosci
zakaldanie spodenek - mimo ze ma wybor, moze sam wybrac i wlozyc, to nie - bo jest wycie
wyjscia na spacer od pewnego czasu przypominaja walke ze smokiem - mieszkamy przy ruchliwej ulicy, gdzie pare razy trezba przez nia przechodzic - odmawia podania reki, przytrzymywania za ramie - w efekcie przenosze pod pacha wierzgajace i wyjace dziecko
kapiel i mycie glowy to dopiero tragedia - a jeszcze do niedawna synek polewal sobie sam glowke czy to z butelki plastikowej czy z prysznica, teraz splukanie mu szamponu graniczy z cudem
za kazdym razem wyje - bo to nawet nie jest placz, rzuca sie, wklada rece do buzi i tak potrafi do pol godziny, gdzie mnie w miedzyczasie krew zalewa. wyizolowanie nie pomaga, prosby tez nie, przytrzymywanie tez nie, pogadanki rowniez
moje dziecko poza tym wymusza, choc z marnym skutkiem (lizaki, lody), mimo opowowiesci o bakteriach robiacych dziurki w zebach
poza tym jest bardzo pogodny i wesoly, bardzo kreatywny, wiekszosc dnia spedzamy razem, tata ma dla niego czas wieczorem (19-21) wydluzylismy czas kladzenia sie spac, dosyc dlugo jest jasno i oni sie dluzej bawia, aja moge odpoczac, i weekendy ale... na drugi dzien znow to samo
macie jakies patenty na takie 'wycia' jestem osoba raczej nerwowa i nietrudno aby wybuchnac, dzis sie poplakalam, i synek to widzial, podzedl do mnie i dal buziaka, powiedzial kocham, ale... no wlasnie spacer i znow od nowa... ratunku!