apocalipsaa
10.05.08, 15:18
Wychodzę z dzieckiem na plac zabaw, żeby się pobawiło, wyganiało, wykrzyczało
i pohałasowało. Spotyka się z rówieśnikami, gania, gra w piłkę, robią sobie
zawody, bawią w piratów, w dom, itd.
Na plac przychodzą również mamy i dziadkowie z niemowlakami. Siadają na
ławeczkach wokół placu i co chwilę ganiające kilkulatki są upominane "ciszej
się bawcie, bo dzidziuś chce spać".
Jestem w stanie zrozumieć mamę dwójki, starszak też chce wyjść do rówieśników,
chociaż taka podwójna mama jeszcze nigdy nie zwróciła uwagi innym dzieciom.
Ale po co przychodzić z maluchem na gwarny, w ich mniemaniu plac, skoro 20
metrów dalej jest cichy park? Tego nie rozumiem.
Dzisiaj zwróciłam jednej pani uwagę, że na placu zabaw się BAWI, nawet i
głośno. Chwilę wcześniej moja córa, bawiąca się w piratów na okręcie krzyknęła
z góry zjeżdżalni "Ahoj, piraci widzę ziemie!". Owa pani powiedziała do niej
właśnie "Nie krzycz, bo mój dzidziuś śpi". Pani zbulwersowała się, że plac
jest dla wszystkich i wyszła. Owszem, dla wszystkich, w tym dla kilkulatków,
którzy czasem krzyczą bawiąc się w berka.
Jak sądzicie?