mamy trzylatków...

13.09.03, 12:31
... napiszcie, jak sobie radzicie ze swoimi pociechami. Bo mi coraz częściej
brakuje pomysłów. Moja córcia stała się uparta, wszystko robi nam na przekór,
czasami mam naprawdę dość. Wiem, że to taki trudny czas, ale jak go przeżyć?
Jedzenie - koszmar, rozlewanie, spadanie z krzesła, ciągły pisk "Ja chcę to,
ja chcę sama, bez tego, już nie będę, jestem najedzona, mamusia ma
karmić!!!!" itd. Do tego koszmarne odgłosy, siorbanie, czasami wypluwanie
jedzenia. Generalnie dziecko przyjęło taktykę lekceważenia nas - na prośby
nie reaguje, udaje że nie słyszy. Mycie, ubieranie - może trwać godiznami.
Wiem, konsekwencja, staram się, chociaż jest mi trudno, ale mam takie
wrażenie, że Jagódka wstąpiła z nami na wojenną ścieżkę i to jest dla mnie
bardzo przykre sad Pocieszcie mnie, że to się kiedyś skończy - tylko kiedy?
    • ianna Re: mamy trzylatków... 13.09.03, 14:47
      Cześć,
      Ja mam właśnie 3-latka. Rzeczywiście to podobno trudny wiek i chyba w istocie
      tak jest. Wydaje mi się, że trzeba bardzo delikatnie postępować z dzieckiem i
      dawać mu odczuć, że jego zdanie jest wysłuchane co nie oznacza, że zawsze robi
      dobrze.
      Jeśli mój synek na moją prośbę o posprzątanie zabawek mówi nie to odpowiadam
      Mu , że owszem słyszę jego nie ale prędzej czy później i tak będzie musiał
      posprzątać zabawki bo nic nie będzie mógł znaleźć a ja jestem cierpliwa więc
      możemy sobie siedzieć w tym miejscu baaardzo długo. No i po kilku minutach
      synek zaczyna sprzątać ze mną ( z hasłem - to razem posprzątamy) albo sam.

      A tak w ogóle to widzę,że dosłownie z dnia na dzien staje się coraz mądrzejszy
      i bardzo mnie to cieszy tak więc dzieci chyba z tego wyrastają.

      Pozdrawiam
      ianna
    • sylwia-wesola1 Re: mamy trzylatków... 14.09.03, 22:10
      Witam smile

      Uff, te trzylatki. Ja też przez to przechodzę już od dobrych paru miesięcy,
      synek ma teraz prawie 4 latka (3,9). I dobrze wiem jak bywa trudno. Ale
      zauważyłam, że niektóre metody skutkują. Daje synkowi prawo do decydowania w
      wielu sprawach, mniej ważnych dla mnie, ale ważnych dla niego. Na przykład
      zawsze przygotowuję do ubrania po 2 rzeczy każdej części ubranka (2 pary
      majtek, skarpetek, 2 koszulki czy bluzy) i pytam sie synka czy chce ubrac te
      czy tamte, żołtą bluzke czy może z misiem.To może smieszne czy czasochłonne,
      ale naprawde daje efekt szybszego ubrania go niż godzina smile A do tego synek
      czuje, że ma prawo do swojego zdania i że ja je szanuję. Przy obiadach też
      czasem białej gorączki dostaję jak widzę ten bałagan, albo wybrzydzanie w
      stylu tego nie chcę, tego nie lubię...itp. Dlatego przed nałożeniem pytam czy
      chce na duży czy mały talerz, surówkę czy może ogórka, ziemniaki duszone czy w
      kawałkach. Może nie za każdym razem, ale na ogół zdaje to egzamin. Czasem
      wcale nie chce jeść i trudno żadną siłą się nie da, wtedy czekam aż sam zawoła
      że głodny, i dostanie to co było na obiad a nie deser czy słodycze. A przy
      sprzątaniu zabawek, cóż czasem sama sprzątam mówiąc ,że schowam skoro nie są
      mu już potrzebne - zwykle zaczyna pomagac mi sprzątać, jeśli nie -
      autentycznie zaczynam chować, wtedy szybko zmienia zdanie smile Zdecydowanie
      łatwiej przekonać mi go do sprzątania jeśli biorę się za to razem z nim, mamy
      też specjalną piosenke do sprzątania (z bajki na minimaxie)i naprawdę chętniej
      sprząta sie z humorem niż z konieczności smile))
      To takie moje sposoby. Najważniejsze jest chyba pozwolenie na własne zdanie.
      Dziecko w tym wieku chce czuć się ważne, chce czuć ,że ma swoje zdanie, że
      rodzice liczą się z nim a nie traktują jak własność. Więc musimy wykazać się
      sprytem i czasem trochę przechytrzyć smile To chyba w tym wieku kształtuje się
      własne, odrębne "ja" naszego dziecka. Musimy mu na to pozwolić na tyle ile
      można.
      A na pocieszenie - w mądrych książkach piszą, że ten bunt wkońcu
      przechodzi...., ustępuje miejsca kolejnemu smile))
      Pozdrawiam i życzę sprytu i cierpliwości.
      Sylwia
    • zygmund Re: mamy trzylatków... 14.09.03, 22:28
      Moj syn niedlugo bedzie mial 3 lata i sa z nim podobne problemy. Zdarza sie, ze
      jest to zwykly bunt typu "nie chce isc do domu", ale ma tez czasami faze
      robienia na zlosc, kiedy z kpiacym usmieszkiem w oczach robi wszystko o czym
      wie, ze jest zakazane i nie slucha zadnych tlumaczen, odwraca glowe zeby nie
      patrzec w oczy. Mysle, ze w takich chwilach dziecko powinno zostac
      poporzadkowane na zasadzie silowej. Nie koniecznie chodzi tu o klapsy, ktorych
      nie stosuje (chyba, ze poniesie mnie zlosc, ale wtedy raczej uwazam to za blad).

      Moja metoda jest przetrzymanie mlodego buntownika np. w jego pokoju. Ma tam
      siedziec az do momentu, kiedy zaprzestanie buntu. Oczywiscie poczatkowo wpada w
      totalna furia, wrzeszczy w nieboglosy kopie w drzwi. Od czasu do czasu, kiedy
      na moment ucichnie, zaczynam z nim rozmawiac proponujac ugode np. "ubierz sie,
      a potem pojdziemy na spacer na plac zabaw. Po co mamy sie klocic? Nie chcesz
      sie pogodzic z tatusiem?" Jesli nie ustepuje wraca do pokoju i dalej sie
      wscieka. W koncu ustepuje i troche rozzalony deklaruje, ze sie np. ubierze i
      zwykle dotrzymuje wtedy slowa. Oczywiscie wylewnie chwale, go i podkreslam jak
      to jest dobrze sie pogodzic z rodzicami i byc grzecznym. Trwa taka zabawa ok.
      10 minut, maly potem jest wyraznie w lepszym nastroju, spokojniejszy i
      posluszniejszy (tzn. nie kontestuje automatycznie kazdego polecenia). Metoda ta
      choc czasochlonna jest o tyle lepsza od klapsow, ze po prostu ciezko mi jest na
      zimno uderzyc male dziecko, a bicie w zlosci jest dla mnie glupota i
      pokazywaniem dziecku swojej slabosci. Ale znam ludzi ktorzy stosuja klapsy i
      jestem pewien, ze nie krzywdza swoich dzieci, wrecz przeciwnie.

      Nie wiem co mowia na ten temat aktualne teorie psychologiczne, dla mnie jest
      widoczne golym okiem, ze dziecko w chwilach buntu wrecz pragnie zostac
      zdyscyplinowane. W momencie kiedy popada w bunt i szaleje a rodzice bezsilnie
      prosza, tlumacza dziecko czuje sie zle. Rozumie, ze rodzice sa na nie zli ale
      jednoczesnie nie jest w stanie zapanowac nad swoim zachowaniem. Ciekawosc czy
      chec skierowania na siebie uwagi, czy inna chwilowa zachcianka jest po prostu
      silniejsza od jego woli bycia dobrym. Silowo wymuszajac powstrzymanie takiego
      buntu dziecko otrzymuje trening samokontroli i uczy sie satysfakcji plynacej z
      wlasciwego zachowania.
      Tyle teorii - ide wdrazac praktyke, bo mama juz chyba opada z sil smile
      • grazbed Re: mamy trzylatków... 15.09.03, 11:20
        Też mam prawie 3 latka.
        U nas najgorsza sprawa jest z jedzeniem.
        O ile zabawki, ubranka i inne własne drobiazgi sprząta na ogół z własnej
        inicjatywy to z jedzeniem dramat. Niejednokrotnie puszczają mi nerwy.
        Potrafi nagle odwrócić talerz czy kubek i wyrzucić wszystko na podłogę. I
        właściwie nie widać przyczyny: napewno nie chodzi o to, że jest nie smaczne czy
        za dużo. Od dawna bowiem je samodzielnie i nie przymuszamy jej żeby zjadała
        wszystko.

        Raczej wynika to z chęci proowkoacji i wielokrotnego sprawdzania jak bardzo ja
        (rzadziej mąż)zestresuję się tym razem.

        Jaką metodę zastosować?:
        - Nie komentować i nie zwracać w ogóle uwagi? - ale sprowadza się to do tego,
        że sama muszę sprzątnąć bo nie sposób poruszać sie po takiej kuchni, no i chyba
        nie jest za bardzo "wychowacze"
        - Odesłać do swojego pokoju - spływa to po niej jak po kaczce, chętnie tam
        idzie i bawi się jakby nigdy nic.
        - Kazać sprzątnąć - zaczyna się wtedy zabawa z chlapaniem ścierką na wszystkie
        strony. Co prawda ostatnio do akcji wkroczył mąż i nie pozwolił jej wyjść z
        kuchni dopóki nie pozbiera wyrzuconej fasolki. Był ryk, tupanie nogami,
        rzucanie się na podłogę ale mąż był nieugięty. I wreszcie zaczęła sprzątać a po
        całej sprawie uspokoiła się natychmiast i jakby nigdy nic zaczęła sobie
        podśpiewywać. Czy zatem metoda siłowa - jak pisał poprzednik - ale bez bicia
        tylko "na przetrzymanie" jest najskuteczniejsza????

        Doradźcie!!

        Pozdrowienia
        Grażyna

    • milorzab Re: mamy trzylatków... 17.09.03, 20:49
      Ja mam trzylatka i nie narzekam. Generalnie podoba mi się dziecko w tym wieku.
      Ma fajne pomysły, jest bardzo rozmowny, umie się sam bawić, strasznie nas
      rozśmiesza. Są też trudniejsze momenty. Dla mnie trudne jest dłubanie w nosie,
      trzymanie palców w buzie, wkładanie rąk do spodni, podwijanie koszulki i
      rozciaganie na rękach, drapanie się. Nie lubię jak atakuje córke mojej
      przyjaciółki.
      Stosuję zamykanie w pokoju - aż sie uspokoisz(przynajmniej zaczniesz się
      uspokajać), bo też potrafi urządzić histerię, zamykanie zabawek w więzieniu w
      wersji - za małą sprawę - on daje, za wiekszą np. uporczywe bicie, szturchanie
      siostry, my wybieramy, co zabieramy. I przede wszystkim metoda im bardziej
      wymuszasz, tym mniej dostajesz.
      Ale ogólnie życie płynie nam miło. Zauważyłam, że czepiam się Ignasia jak mam
      zły humor, jestem bardzo zmęczona. A jak ja jestem w dobrej formie, to
      zazwyczaj nie ma problemu. I dlatego z dystansem patrzę na te zastrzeżenia,
      które mam do niego.
      Pozdrawiam. Asia
Pełna wersja