darwina
26.05.08, 16:40
Moj synek 6-letni jest chyba "przepieszczony".
Od malego ode mnie i innych czlonkow rodziny dostaje mnostwo
milosci, buziakow, bardzo czesto mowi sie mu, ze sie go kocha, duzo
przytulania.
Poszedl do szkoly i niestety wielu obcym osobom -dzieciom,
nauczycielom -on sam mowi im, ze kocha, sciska, przytula, caluje po
rekach i w buzie. Nie sposob go oduczyc, pomimo wielu tlumaczen.
Wydaje sie nawet, ze w ten sposob odreagowuje emocje.
Duzo mowi o milosci. Na poczatku ludziom sie to nawet podoba ale po
krotkim czasie przestaje. Syn jest bowiem natarczywy i zdecydowanie
przesadza z okazywaniem uczuc, calowaniem innych.
Postanowilam to zmienic i po wielokrotnych tlumaczeniach a takze
ochlodzeniu w relacji ze mna (tlumaczylam, ze "kocham cie" lepiej
mowic rzadziej, wtedy to cenniejsze, rzadziej calowac itd) nastapila
poprawa. Przyszedl dzien, ze syn nie pocalowac niogo w szkole.
Wspolnie z synem sie cieszylismy z jego sukcesu.
Teraz jednak wyjechal do babci, ktora od zawsze dawala mu mase
milosci i czulosci i jak to powiedziala, "synek ma jak w niebie,
jest na okraglo ciuciany". Wiedzialam, ze problem powroci. Bardzo
dlugo jej naopowiadalam ze nie moze go tak przepieszczac i
opowiedzialam o problemach, ktore mam.
Czuje jednak, ze tesciowa mogla sie obrazic, to jej ukochany
wnuczek, poza tym ona uwaza, ze milosc nie moze wyrzadzic dziecku
krzywdy. Czuje sie teraz glupio, ze niejako zabraniam jej okazywac
za duzo milosci mojemu dziecku.
Ale chce aby moj syn byl lubiany i mial akceptacje otoczenia i
kolegow a nie tylko rodziny.
Niejedna osoba mowila mi juz ze jego czulosci sa przesadne.
Jego calowanie wszystkich w szkole nie jest mile widziane.
Czy dobrze robie?
Kto ma racje: ja czy babcia?