jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-(((

16.09.03, 15:21
Czuję się zmaltretowana i zmęczona. Mój 2-letni synek - zaplanowany,
wyczekany - pastwi się nade mną. Naprawdę - nie wiem co mam robić. Nic nie
skutkuje. Mały mnie zupełnie nie słucha, a wręcz ignoruje. Gdy mu na coś nie
pozwalam ( na przykład na zabawy w pustej fontannie pełnej szkła i śmieci w
parku)to kładzie się na ziemi, chodniku, podłodze itp i wrzeszczy albo
(ostatnio)leży na brzuchu i chowa głowę w dłonie albo zatyka uszy. Nie wiem,
gdzie to podpatrzył. Ja nic mu takiego nie pokazywałam, sami z mężem tak sie
też przecież nie zachowujemy. Mały chodzi od kwietnia do żłobka i tam jest
grzeczny. Zresztą, gdy siedział z opiekunką, to też był grzeczny przy niej.
Czyli - jak chce to może... Nie wiem o co chodzi. Nie pomaga ani groźba ani
prośba. Mąż jest mniej ciertpliwy i po prostu stosuje rozwiązania siłowe. Ja
próbuję z podejściem psychologicznym tzn spokojne tłumaczenie albo "bo sobie
pójdę"... Nic nie skutkuje, jest totalna olewka i obojętność. Najgorsze jest
to że jest tylko coraz gorzej. Kiedyś lubiłam wychodzić z nim do parku. Teraz
MUSZĘ! bo dla zdrowia... ale wcale nie mam ochoty. Miłym dziciaczkiem jest w
zasadzie tylko wieczorem jak leżymy w łóźku i usypiamy się z herbatką i
książeczką.
Jestem już strzępkiem nerwów, jadę na prochach ale jak długo można? Dziś
spóźniłam się do pracy pół godziny i ze łzami w oczach(same popłynęły)
tłumaczyłam się mojemu szefowi jak to mały obraził sie na mnie bo nie
chciałam mu dać mojego jogurtu którego nie może i tak jeść bo ma dużą skazę
białkową i jak darł się w samochodzie przez całą drogę do żłobka z powodu i
tego jogurtu i tego że nie dałam mu siedzieć z przodu, tylko w foteliku i
potem jak w szatni legł na podłogę i żadna siła nie mogła go stamtąd ruszyć (
a żłobek bardzo lubi). Szef się śmiał że mam takie udane dziecko, a ja nie
mogłam się uspokoić. Wczoraj w piaskownicy też siedziałam i łzy mi same
leciały po kolejnym pokazie tarzania się w ziemi pełnej petów i mrówek (bo
akurat tam wziął i legł). Być może wpadłam w jakąś depresję, nie umiem sobie
już poradzić z własnymi emocjami. Kiedyś byłam znana jako siła spokoju i oaza
cierpliwości. Teraz jestem kłębkiem nerwów. Płaczę z byle powodu. Wystarczy
że mąż się na mnie krzywo spojrzy, bo znowu zrobię coś nie tak (czyt. coś co
on by zrobił metodą siłową). Dochodzi na tym tle coraz częściej do wymiany
zdań, niestety przy małym, ale to właśnie on jest tą przyczyną. Mąż też już
jest tym zmęczony, tym bardziej że ma perspektywę siedzenia z synkiem od
października 3 dni w tygodniu pod rząd samemu bo mnie zaczyna się rok
alademicki (studia wieczorowe). Szczerze mówiąc nie zazdroszczę mu.
Poradźcie co mam zrobić, jak reagować na takie zachowanie. Boję się że w
końcu po prostu nie wrócę któregoś dnia do domu, do nich...Już nie mogę...
    • agakz Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 16.09.03, 15:46
      1.To jest normalny bunt dwulatka, wszystkie dzieci to przechodzą, silniej lub
      słabiej
      2.Dziecko podobno nie potrafi inaczej poradzić sobie z emocjami, stąd te ataki
      histerii itp
      3.Czytałam też, że dziecko szuka granicy (naszej tzn rodziców) wytrzymałosci i
      że bardzo w tym okresie potrzebuje, by mu takie granice ustalić, wtedy czuje
      się bezpiecznie
      4. podobno jedynym rozwiązaniem jest brak reakcji - drze się, lezy na ziemi,
      zostawiasz i odchodzisz bez słowa, aż się uspokoi (u mojej małej jako typowego
      Barana trwa to baardzo długo, bo jest bardzo zacięta). No, może w kałuży nie
      zostawiajsmileŻadne tłumaczenie, przytulanie nic nie pomaga.
      5. zauważyłam, ze mój nastrój i podejście do problemu bardzo wpływa na nastrój
      dziecka. Kiedy jestem zła lub załamana, rozrabia ze zdwojona energią
      6. To mija, taki naturalny etap w rozwoju, choć rzeczywiście trudny
      Daj sobie trochę możliwosci odpoczynku, relaksu, nie szukaj winy po swojej
      stronie, to naprawdę pomoże. jeszcze niedawno tez szukałam tu pomocy na
      histerie Majki
      pozdrawiam
      Aga
    • k1234561 Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 16.09.03, 16:41
      Mój zodiakalny baranek(Kasia 2,5roku)też tak reaguje na różne rzeczy.No może
      bez rzucania się na ziemię,ale za to tłucze mnie.Rad jest kilka na takie
      zachowanie.Częściowo udzieliła ich Tobie porzedniczka.Ja mogę tylko dodać z
      własnych obserwacji ,że pomaga spokój(choć wewnętrznie aż kipisz)ale pamietaj
      spokój jest najważniejszy i totalnie olewaj zachowanie małego.Leży,niech
      leży,a Ty usiądz gdzieś sobie i z daleka dyskretnie obserwuj.U nas pomaga też
      coś takiego Kasia chce szóstą lalkę?O.k. tłumaczę,że zaraz kupię tylko
      pojedziemy do innego sklepu podczas drogi albo kończy się paliwowink,albo Kasia
      zdąży już zapomnieć.Generalnie gdy widzę, że atak furii bliski staram się
      ustępować ,obiecać coś na pózniej itd.
      Myślę, że moje przemyślenia trochę pomogły.W żadnym razie nie obwiniaj
      siebie.Pociesz się ,że to mija.Anika
    • agatak Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 16.09.03, 18:31
      Ello
      To minie!!!!
      Bylam wsciekla tysiace razy kiedy sceny ktore opisalas dzialy sie w moim pokoju. Grunt to spokoj i
      konsekwencja, jak mialo nie byc deseru to nie bylo chocby sie walilo i palilo a bylo do tego blisko.
      A teraz dziecko. z ktorym mozna sie dogadac i negocjowac- chociaz lwy nie sa do tego specjalnie
      skonne.
      • maak3 Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 16.09.03, 20:09
        Twój maluch zachowuje się jak typowy dwulatek i buntuje się, bo chce sprawdzić
        granice...
        jedynym sposobem jest przewidywanie sytuacji kryzysowych i przygotowanie sie
        na nie: skuteczne jest zamiast bezradności (maluch przeżywa silne emocje, ma
        prawo rzucic sie na ziemię, a podkręca go Twoja bezradność, myśli sobie ja
        sobie nie radzę,a mama też nie) odwracanie uwagi, nietypowe zajęcia typu
        skaczemy jak żabki oraz zestawy antykryzysowe: naklejki, latarka etc.) oraz
        dużo sprytu i poczucia humoru
        możesz tez zajrzec do poradników i czerpac z nich konkretne sposoby na
        budowanie granic maluchowi i zdrowych relacji
      • maja252 Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 16.09.03, 21:17
        -Hej ...uszy do góry...to napewno niedługo minie ...proponuje nastepnym razem
        jak synek legnie na ziemi to zostawić go tam az się wykrzyczy ..najlepiej
        odejść kawałeczek i udawać że się nie widzi ...wiem trudne ..prawie niemożliwe
        żeby to znieść ze spokojem ale to najskuteczniejszy sposób im bedziesz
        spokojniejsza tym szybciej dziecko skończy scene jak bedzie tak kilka razy z
        żędu to mały sam zobaczy że nic tym nie osiąga i poprostu przestnie to
        robić ..to samo jak bedziecie w domu ...ja mam drógiego dwulatka też mu się
        zdaża choć po doswiadczeniach z pierwszym dzieckiem duuuuużo się nauczyłam i
        musze ci powiedzieć że spokuj działa ..jak moje słonko leży w kuchni i prubuje
        walić głowa w podlogę to mu proponuję żeby jeszcze nogami potupał ...i z
        usmiechem na ustach wychodzę z pomieszczenia po minucie synek wraca zaodwolony
        jak by tego nie było..to nie zawsze działa i nie jest regułą ale błgam cię
        dla własego spokoju i zdrowia psychiczego nie przejmuj się tak dziecko krzywdy
        sobie nie zrobi a ty masz się cieszyć macierzyństwem a nie katować...więc od
        jutra spokuj i tyle ...a co do męza to nie pozól na rozwiązanie siłowe
        cokolwiek to znaczy to potęguje agresje i nerwowość u dziecka dwólatki są
        szalenie wrażliwe bardziej niż ci się wydaję....zaczynają zorumieć świat ale
        nie radzą sobie z emocjami z tąd te "problemy"


        Polecam jeszcz oszczędzać energię na upartego czterolatka.....taki to dopiero
        potrafi......a radzi sobie ze wszystkim najbardziej z pyskowaniemsmile))))


        pozdrawiam Maja z Kamilem i Grzesiem i (babeczką w srodku)
    • joa_boa Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 16.09.03, 20:06
      Powinnaś pójść do psychologa - ze sobą i z dzieckiem, a raczej z wami
      wszystkimi - calą trojka. Nie może tak być, że dorosła kobieta boi się swojego
      2 letniego dziecka. Boi sie , nie umie opanować jego złości, i swojej
      bezsilności. Tu cos jest nie tak - ale nie ma co gdybać przez internet, trzeba
      o tym porozmawiac i to nie raz, przyjrzeć się - co jest źródłem tego poczucia
      bezradności niemocy,i złości i znaleźć sposoby zmiany.
      • kerstink Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 17.09.03, 08:32
        Oj, Joa_Boa, zazwyczaj cenie to co piszesz, ale czy w tej
        chwili to nie troche przesadzasz ?
        Ja to bym podobnie zareagowala jak dziewczyny powyzej.
        Kazda matka moze miec dosc zachowania dziecka i nie
        chciec wrocic do domu przez pare dni. Tez mialam cos
        podobnego ze swoim synem, tylko chodzilo o usypianie. Po
        prostu nie cierpialam tego, ale bylam z nim przez caly
        dzien przez 15 mies. bez dziadkow, maz pozno wrocil i ja
        juz mialam tego wszystkiego dosc. Jasne, ze to sie zle
        odbija na dziecko, jasne, ze niedobrze, ze sie balam tego
        wieczornego rytualu. Ale chyba jedynym rozwiazaniem wtedy
        bylo odciazenie mnie od tego obowiazku, bym mogla nabrac
        dystans. I to samo radze w tym opisanym przypadku. To
        niech maz sie zajmie przez tydzien dzieckiem. Moze to
        miec dobry wplyw i na dziecko (moze sie uspokoi) i na
        meza (moze zobaczy, ze sila nie zawsze sie da).

        Kerstin
      • pesteczka5 Re: jestem zdruzgotana... do joa boa 17.09.03, 16:38
        Wiesz co, joa, sama idź do psychologa.
        Tak kategoryczne, jednoznaczne, oceniające są twoje posty.
        Dziewczyna ma doła, chyba każda mama dwulatka miała takie chwile... oczekuje
        od nas ciepłej rady i podniesienia na duchu. W dodatku pracuje, a co za tym
        idzie nie zawsze może przeczekiwać, mieć czas i co za tym idzie cierpliwość.

        Mamo dwulatka, jeśli chcesz, pisz na priva na adres gazety. Jestem mamą
        dwuipóllatka bardzo charakternego , ale przekochanego. Wiele już za mna i w
        sumie myślę, że z sukcesem. Chętnie podzielę się z Tobą moimi przemyśleniami
        i 'sposobami". Kasia
        • joa_boa Re: Psycholog-od Joa_boa 17.09.03, 17:29
          Tak, chodzę do psychologa, a nawet do psychoanalityka wtedy, kiedy przerasta
          mnie sytuacja, a w wypadku postu tytułowego "Jestem ZDRUZGOTANA moim dzieckiem"
          - zdecydowanie można mówić o tym, że sytuacja przerasta autorkę. I tu nie
          chodzi o to, czy zachowanie jej dziecka to typowy, czy nietypowy bunt dwulatka
          - to sa truizmy. Chodzi o to, że johana (sorry, jeżeli kopnęłam sie w Twoim
          nicku)czuje się zdruzgotana - swoim dzieckiem (sic!) - rozczarowana,
          zawiedziona w swoich wyobrażeniach na temat siebie jako matki, zapewne też w
          wyobrażeniach na temat swojego dziecka. Ale nauczyłam się nie stawiać diagnoz
          przez telefon, internet itp, dlatego uważam - z całym przekonaniem - że rozmowa
          (-y) z sensownym dziecięcym psychologiem ma szansę przynieść ulgę johanie i
          zmianę relacji z dzieckiem.
        • mamaizyimoniki Re: jestem zdruzgotana... do joa boa 26.09.03, 09:41
          pesteczka5 napisała:

          > Wiesz co, joa, sama idź do psychologa.
          > Tak kategoryczne, jednoznaczne, oceniające są twoje posty.
          > Dziewczyna ma doła, chyba każda mama dwulatka miała takie chwile... oczekuje
          > od nas ciepłej rady i podniesienia na duchu. W dodatku pracuje, a co za tym
          > idzie nie zawsze może przeczekiwać, mieć czas i co za tym idzie cierpliwość.
          >
          > Mamo dwulatka, jeśli chcesz, pisz na priva na adres gazety. Jestem mamą
          > dwuipóllatka bardzo charakternego , ale przekochanego. Wiele już za mna i w
          > sumie myślę, że z sukcesem. Chętnie podzielę się z Tobą moimi przemyśleniami
          > i 'sposobami". Kasia


          Wiem, że narażę się, ale jak czytam wypowiedzi matek, którym dziecko kładzie
          się na chodniku, tupie nogami i wrzeszczy, to ...
          Piszecie, że dziecko sprawdza was, ile wytrzymacie; no i należy zachować
          spokój... Jedno mi wytłumaczcie proszę: jeśli widzi, że nie ma żadnych granic,
          to co dalej?
          Kiedyś czytałam wypowiedź jakiejś mamy, która opisała podobną scenę, własnie z
          leżeniem na chodniku, wrzaskiem, płaczem, tupaniem nogami, machaniem nimi i na
          koniec zlaniem się w majty.
          A później, kiedy wasze dzieci będą miały 8 czy 10 lat napiszecie na tym forum
          do mam z 3,4-latkami: Wasze problemy to nic... Poczekajcie jeszcze trochę, to
          wtedy zobaczycie, co to prawdziwe kłopoty...

          Nie jestem zwolenniczką katowania dzieci, bicia przy byle okazji, n-razy
          dziennie za to, że np. nie jest głodne i nie chce jeść obiadu, za to, że bije
          siostrę, za to, że pokazało język koledze, itp. Przykłady można mnożyć. W
          takich sytuacjach tłumaczę, przemawiam, proszę.
          Tylko że dla mnie powyżej opisane zachowania to skrajności. Gdyby były one
          normalne, to powszechnie widywałoby się w sklepie, na chodniku, na placu zabaw
          jak dzieci biją swoje matki, obsypują je piaskiem, kopią, plują na nie, rzucają
          się w kałużę, chlapią je, wrzeszczą, walą głową w beton i może do tego jeszcze
          wyzywają je od jakich tylko... Jakoś tak się składa, nieczęsto zdarza mi się
          widziec takie sceny...

          Jakiś czas temu modne było tzw. "bezstresowe wychowywanie dzieci".
          Ja wychodzę z założenia, że ostatni krzyk mody nie powinien zagłuszyć głosu
          rozsądku.

          Pozdrawiam
    • abakus2 Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 17.09.03, 08:56
      Kopiuję ze znalezionego w sieci:
      (...)O miłościach nie takich oczywistych, gdy wpatrzone w nas oczy proszą się o
      kochanie , przytulenie, uśmiech gasi wszelkie zarzewia konfliktów, gdy jesteśmy
      alfą i omegą dla kochającego. (...)
      A co z dziećmi, których miłość nie jest taka prosta?
      Gdy nie chcą nas słyszeć, nie chcą nam opowiadać, nie chcą się przytulać i być
      całowane?
      Najczęściej zdarza się to, gdy dorastają. Krytykują wszystko i wszystkich, na
      przekór zasadom "odmrażają sobie uszy", byleby tylko postawić na swoim. I teraz
      oni są wszechwiedzący. Tak im się wydaje.

      Zdarzają się też takie "zbuntowane" dzieci od urodzenia. Każda nowa potrawa,
      zabawa, ubranie wprowadzamy podstępem lub całą masą argumentów. Każda prośba,
      czy nauka jest negowana, podważana, szczegółowo rozpatrywana. Najprostrze
      zasady współżycia są "olewane", krytykowane. Liczy się tylko ich JA.

      Jak często słyszymy od takich dzieci "jesteś głupia", "nie, bo
      nie", "nienawidzę cię" , bo domagasz sie posprzątania pokoju czy przeproszenia
      babci?
      Dzieci wiecznie niezadowolone, nadąsane, humorzate nie jest łatwo kochać, nie
      są lubiane przez rówieśników, dalszą rodzinę, znajomych.

      To nie jest już taka prosta miłość, ale czy przez to mniejsza?

      Jak wychowywać takie dzieci? Jak nauczyć je porządku, obowiązkowości, szacunku
      do innych? jak wpoić im pewne wartości, bez których ich przyszłe życie będzie
      bardzo trudne?
      Jak wychować takie dzieci, by im sie dobrze żyło i Z NIMI można było żyć, nie
      powodując, by dzieciństwo kojarzyło się tylko z krzykiem, nerwami, płaczem,
      przykrością z obu stron?

      Jak zadbać o taką miłość, by nie zginęła w drodze do celu?
      Bo wiem, widzę, słyszę, że trudnych miłości jest bardzo dużo, i coraz więcej.
      Może faktycznie jest to jakiś błąd cywilizacyjny, zachwianie autorytetów,
      pzrewartościowania (bleeeeeeee, starsznie oklepanie to zabrzmiało, ale nie
      znalazłam innych słów).

      A domowi "terroryści" rosną..........

      Ja po stronie swoich zwycięstw mogę zapisać to, ze nie poddaję się histerycznym
      atakom. Od pierwszej próby rzucania się na podłogę i tupania nogami NIGDY nie
      ustąpiłam. Nawet, jeśli chodzilo o bzdurę nie wartą "zachodu", jeśli była
      histeria -nie.
      I jasno postawiłam sprawę: chcesz coś -powiedz, rozmawiaj, przekonaj mnie.
      Jeśli bedzie furia - nigdy nie dostaniesz. Powtarzałam to w kółko,
      konsekwentnia trzymając się tego. 2-latek pewnie niewiele zrozumiał, ale
      póżniej.....
      wprawdzie furie się wciąż zdarzają, ale to już nie to: nie ma "ja chcę mieć!",
      nie bałam się wchodzic do sklepów.
      Tylko, że na to poświęciłam parę lat.......................niepotrzebna para w
      gwizdek....................

      pamietam wzrok kobiet na placu zabaw - moje dziecko tupiąc, wrzeszcząc,
      rzucając się na ziemię usiłowało wymusić coś na mnie (już nie pamiętam, o co
      chodziło). I trwało to 45 minut..........zasikana, zasmarkana, umorusama
      piaskiem i ziemią wyła, a ja siedziałam obok i czekałam bez słowa..........ktoś
      nawet odważył się podejść i jakieś uwagi mi robić.......... szybko sie
      oddalił.....a ja czekałam...........
      kiedy dała mi się wziąść na ręce, zaniosłam ją do domu, wykąpałam, usnęła już w
      ręczniku. A ja przepłakałam resztę popołudnia. Ale nigdy więcej się to nie
      powtórzyło.

      Tylko........wy wiecie, jak ciężko zachować rozsądek i trzymać swoje emocje w
      ryzach, gdy takie "bitwy" są codziennością.............i każdy dzień, godzina,
      sytuacja jest walką o duszę najkochańszej istoty na ziemi










    • redorek Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 17.09.03, 09:07
      Dokładnie jakbym czytała opowieść a raczej horror o sobie - dla mnie jest to
      tym bardziej przykre, że mnie tyranizuje dziewczynka, maluska i chdziutka - bo
      do tego niejadek, co tym bardziej mnie dobija, bo i przy jedzeniu
      przeżywamy "ciężkie chwile". Tak jak piszesz z każdym miesiącem zachowanie
      jest coraz gorsze mimo tłumaczeń, krzyków, klapsów - nic nie dochodzi. Od
      niedawna poszła do żłobka - bardzo grzeczna podobno, zasypia podobno sama i
      ładnie (niesamowite dla mnie ale myślę, że to prawda, bo w domu tęż sie
      poprawiło zasypianie)-ale nie chce jeść, zamyka buzię i koniec. Poza tym
      zrobiła się jakaś niekontaktowa - wcześniej jakoś tam na pytania odpowiadała, a
      teraz to jakby żyła w innym świecie - rozmawiamy tylko o tym o czym ona chce,
      na moje najprostsze pytania nie odpowiada, powiem więcej - to tak jakby ich nie
      słyszała - czy to też objaw tego "buntu"? Mam dziwne wrażenie, że ten żłobek
      też się przyczynił do tego, że się "oddalamy" od siebie, choc wcześniej też nie
      spędzała ze mną całych dni, była z babcią. Ale to pewnie fanaberie
      przewrażliwionej mamuśki, która puściła dziecię na głęboką wodę.
      Oczywiście nie dac czegoś to wrzask - a w zasadzie to nie można nie dać, bo ona
      jest tak konsekwentna, że nic ją nie zajmie innego - powróci jak bumerang do
      rzeczy wypatrzonej wcześniej (na szczęście nie są to rzeczy w sklepach
      lecz "domowe niewskazane" dla dwulatki).
      Dziewczyny, mówicie, że to naprawdę mija??? To naprawde jest możliwe??
      Pocieszyło mnie to, bo juz zaczęłam mysleć, że może być tylko gorzej i gorzej..

      ....światełko w tunelu.....

      Redorek - mama buntowniczki
      Gdzie mieszkasz - może poznamy małych buntowników ze sobą - może wyjdzie z tego
      niezły duet?? hehe
    • mama_wiktora Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 17.09.03, 09:09
      Nie bardzo ci pomogę, bo właściwie Wiktor nie ma jeszcze pełnych dwóch lat i
      generalnie cierpliwość, upierdliwość i konsekwencja w jego przypadku działają.
      Ale powinnać dać sobie trochę odpoczynku, nabrać dystansu - twoje emocje, obawy
      przechodzą na dziecko. Dziecko nie robi tego złośliwie, szuka granic,
      wyznaczając je dajesz mu poczucie bezpieczeństwa - wie co wolno, a czego nie.
      Konsekwencja w nieuleganiu wrzaskom daje efekty. Ale najpierw ty nabierz sił,
      wróć do równowagi, zrób coś dla siebie - to że mały się tak zachowuje nie
      znaczy że ty jesteś złą matką, ani że on jest jakiś lewy, ani nie jest
      złośliwy. Polecam lekturę "Dobra Miłość" i "Książeczka dla przestraszonych
      rodziców".
      Gosia
    • wilga_kasia Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 17.09.03, 09:32
      To ja też podrzucę kilka rad, może się przydadzą.

      - jeśli dziecko rzuca się na ziemię, mozna je zostawić, ale jeśli jest to
      miejsce niebezpieczne - fontanna ze szkłem - to ja brałam małą pod pachę i nie
      zwracając uwagi na wrzaski niosłam do domu
      - zauważyłam, że do dziecka lepiej dociera to, co się mówi, jeśli kucnie się
      koło niego, zbliży swoją twarz do jego twarzy i mówi się spokojnym, stanowczym
      głosem, można dziecko przytrzymać za ramiona i postarać się nawiązać kontakt
      wzrokowy
      - w wielu sytuacjach niezbędne jest poczucie humoru
      - trzeba starać się ograniczyć zakazy do minimum i dać swobodę dziecku w
      sprawach, w których jest to możliwe - zauważyłam, że gdy przestaję się spieszyć
      i ponaglać dziecko, to jest lepiej

      Niestety, wydaje mi się, że nie wystarczy czekać, aż samo przejdzie, bo może to
      potrwać długo. Moja JAgódka ma 3 latka i też jest ciężko. Dlatego warto
      postarać się wypracować jakieś metody, żeby ułatwić przeżycie tego okresu i
      sobie, i dziecku.
    • zygmund Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 17.09.03, 14:15
      Chyba wiekszosc mam ma takie problemy z pierwszym dzieckiem. Chyba wynika do z
      zaskoczenia tym, ze maluch moze w tak krotkim czasie przemienic sie z
      bezbronnego niemowlecia w kipiacego zloscia i wlasna wola potworka.

      Wydaje mi sie, ze musisz jednak stoczyc walke z maluchem, w ktorej on uzna
      twoja zwierzchnosc. Nie jest to takie trudne - w koncu to malutki dzidzius.
      Mozna to zrobic tylko na swoim terenie czyli w domu. Jak dojdzie do konfliktu
      nie ustepujesz ani na krok. Wscieka sie, tupie, a ty nie denerwujesz sie tylko
      stanowczym tonem patrzac mu w oczy mowisz, ze nie ustapisz i tlumaczysz
      dlaczego. Masz czas. Jak ciebie np. kopnie to wywalasz go do pokoju i nie wolno
      mu wychodzic. I tak 5,10, 25 minut. W koncu opadnie z sil i ustapi. Wtedy od
      razu bardzo go chwalisz, wyrazasz radosc z tego, ze jest grzeczny. Potem bedzie
      jescze jakis czas grzeczny. Zabieg powtorz raz dziennie, zawsze w sytuacji,
      kiedy masz gwarancje, ze jestes w stanie go przetrzymac. Po trochu zaskoczy w
      malej glowce, ze czasem lepiej posluchac mamusi.

      Wazne, zeby nie nie ustepowac mu kiedy stosuje zakazane metody dyskusji
      (kopiniaki, tupanie, kladzenie sie, wrzask). Jak ulegniesz raz to znowu
      pomysli, ze mamusia jest miekka, trzeba tylko po prostu wrzasnac, przykopac i
      zaraz ustapi.

      Nie wiem co na to psychologia. Chyba nie jest to niebezpieczna metoda.
      • maak3 Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 17.09.03, 15:57
        wywalanie złoszczącego się dziecka z pokoju jest skuteczne, by mu pokazać,że
        nieakceptujemy przeżywanych przez niego emocji i uczy,że za okazywanie
        niektorych emocji spotka je kara, więc co robi? oprócz przeżywania lęku przed
        odrzuceniem rodziców zaczyna blokować w sobie niektórych emocji nie
        wypuszczając ich z siebie
        efektem tego mogą być poważne trudności emocjonalne dziecka, co za tym idzie
        trudności w nauce( a to baaardzo wazna sfera dla rodziców sad, żeby nie
        powiedzieć,że najważniejsza!), choroby psychosomatyczne
        (alergie,astmy,migreny,problemy z zaparciami,biegunkami i duzo jeszcze
        innych....) i nerwice i trudności w kontaktach z innymi ludźmi....co
        potwierdzają badania przeprowadzane wiele lat temu badania przez duet Miller i
        Dollard (to dla powątpiewających)

        czasami jak piszecie o dzieciach to mam wrazenie,ze dziecko jest wrogiem
        number one i w stosunku do niego nie jesteście w stanie ani trochę uruchomić
        empatii....
        po prostu mimo rodzicielskiej świadomości, trąbienia na prawo i lewo
        o ''dobrej miłości'' i itd. rośnie nowe pokolenie potencjalnych klientów dla
        psychologów :-\
        • zygmund Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 17.09.03, 20:23
          Nie myslalem, ze to az tak niebezpieczne. W takim razie musze sie zapoznac z
          tymi badaniami.

          Moze zostalem po prostu zle odebrany. Ja nigdy werbalnie nie odrzucam, ani nie
          strasze mojego syna. Po prostu nie ustepuje jednoczesnie grzecznie proponujac
          mu zakonczenie klotni i jak sie juz uspokoi udaje, ze wyszedl z twarza z calego
          zajscia i mocno go chwale. Zdecydowanie tylko nie pozwalam na wyrazanie emocji
          poprzez bicie matki. To jest raczej zademonstrowanie, ze agresja i tarzanie sie
          po ziemi jest calkowicie nieskuteczne, a grzeczna rozmowa moze byc skuteczna w
          zalatwieniu tego czego dziecko chce. Chyba czlowiek zeby funkcjonowac w
          spoleczenstwie musi troche tlumic emocje inaczej wszyscy by sie ciagle bili.

          Poprzednie pokolenia dostawaly jeszcze ostrzejsza szkole hierarchi i
          posluszenstwa i cywilizacja sie nie zawalila. Pod tym wzgledem moja metoda jest
          sprawdzona. Juz raczej niebezpieczne moze byc trzymanie sie jednej teorii
          psychologicznej, ktorej wychowankowie nie sa jeszcze nawet pelnoletni. Nie
          wykluczam, ze za kilka lat teorie sie zmienia i pojawia sie nowe. Przeciez w
          przeszlosci tez wychowywano wg. ksiazek napisanych przez psychologow i
          pedagogow, tyle, ze wtedy zalecaly on np. bicie linijka po tylku. Przypominam
          sobie tez jakis ekperyment z wychowaniem bezstresowym, ktory zakonczyl sie
          wielka kleska, a uczestnicy popelnili samobojstwa.
          • maak3 Re: jestem zdruzgotana do zygmunda 17.09.03, 21:16
            te badania mają dobre 30 parę lat, poza tym kazdy psycholog klinicysta to
            potwierdzi zamykanie drzwi przed nosem maluchawi niczego nie rozwiązuje
            tw sytuacji kryzysowej trzeba agresora ''unieszkodliwić'' biorąc na ręce
            powiedzieć,że tak nie mozna i już i poćwiczyć inne sposoby wyrazania złości
            niż przez bicie (np. rzucanie poduszkami, rysowanie złości, gniecenie gazet) i
            zastanowienie się czemu dziecko kopie i bije? może ja też czasem uzywam
            tych ''argumentów''
          • rysia_mama_wiktorka Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 17.09.03, 21:34
            Jak czytalam Twoją wypowiedź to tak jakbym widziała wczoraj siebie i oczywiście
            mojego synka. Moje dziecko też w przedszkolu jest chodzącym aniolkiem ale to
            aniolkowanie ma swój koniec czyli nasze popołudnia. Jest w zasadzie tragicznie
            ale bywają dni lepsze. Wczoraj np. był dzień zdecydowanie gorszy, bo chcąc
            dziecku zrobić radośc, zaprosiłam go do cukierni na ciacho w drodze powrotnej z
            przedszkola. Wszystko super, maly wybral cukiernię, bo mamy dwie po drodze
            i .... zauważył na ladzie TIKTAKI. On lubi pomarańczowe a takich akurat nie
            było ale mimo to chciał, żeby mu kupić nawet białe. Powiedziałam
            stanowcze "nie" na co wtedy mój pierworodny rzucił się na ziemię, zapowietrzył,
            czyli jednym słowem dostał ataku furii. Nie mogłam z nim iść, bo cały czas się
            pokladał na chodniku więc mu zapowiedziałam, że jak jeszcze raz to zrobi to go
            zostawię. Na chwilę pomogło ale zaraz znowu to samo, tłumaczyłam, prosiłam i
            nic caly czas wrzask i płacz. W końcu powiedziałam, że jak będzie się tak
            zachowywał to go nie będę brała na ręce, bo płaczącego dziecka nie będę nosić.
            Nic nie dalo, w końcu dotarliśmy do domu i też ciągle płacz. W końcu do domu
            wrócił tatuś więc ja korzystając z okazji poszłam do sklepu po zakupy a on
            siedział z rozwrzeszczanym dzieciakiem w domu. Jak mąż już nie wytrzymał
            wrzasków, odstawil małego do pokoju, do kąta i powiedział, że jak się uspokoi
            może wyjść i co, pełen sukces. Jak mąż wszedł do pokoju to mały wyciągnał ręce
            i zaczął się normalnie bawić. Dodam, że stosujemy tego typu "terapię" baaardzo
            rzadko, bo zazwyczaj stramy się z nim rozmawiać lub staramy się zainteresować
            czymś innym, żeby zapomniał. Ale wczoraj to była furia do kwadratu i nie było
            innego rozwiązania.
            Także powinnaś spróbować parę razy różnego rodzaju perswazji, poprzez spokój
            wewnętrzny/ u nas to sie nie sprawadza/ rozmowę, zagadywanie, do odstawienia
            delikwenta w ustronne miejsce.

            pozdrawiam i życzę więcej odwagi w postepowaniu z własnym dzieckiem i głowa do
            górysmile)

            Paulina mama Wiktorka
        • dewcia Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 17.09.03, 21:11
          Jaaasne!!! Pozwalajmy dzieciom na wszystko, a za kilka lat przekonamy się kogo
          wychowaliśmy. Nie każdy sposób okazywania emocji jest dobry! Chyba w to nie
          wątpisz? Czy wolno bić i kopać? Dziecko musi od nas dowiedzieć się co jest
          złe. Dobra miłość to mądra miłość. Kara jest nieodzownym elementem wychowania
          (oczywiście mądrze przeprowadzona), daje sygnał, że trzeba coś zmienić.
          Odizolowanie dziecka od osoby, której wyrządza krzywdę swoim agresywnym
          zachowaniem jest jak najbardziej na miejscu. Oczywiście potem musi być
          rozmowa, przytulanie, tłumaczenie. Te poglądy ukształtowała we mnie profesor
          Gruszczyk - Kolczyńska, znakomity psycholog i pedagog, twórca
          metody "Dziecięca matematyka" z powodzeniem stosowanej w wielu przedszkolach.
          • dewcia Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 17.09.03, 21:42
            W zasadzie to bardzo niełatwy temat. Nie da się odpowiedzieć w paru zdaniach.
            Wychowanie jest procesem bardzo skomplikowanym, nie można tu generalizować i
            wrzucać wszystkich do jednego wora.Wiesz, czasem przytrzymanie dziecka w furii
            wymaga użycia nielada przemocy fizycznej. I co Ty na to? A w zasadzie co na to
            badania? Ja wiem - bardzo różnie. Psycholodzy mają bardzo skrajne poglady na
            temat holdingu. A tak na marginesie: to nie każdy psycholog klinicysta wyznaje
            przedstawioną przez Ciebie szkołę (bo tak to można nazwać), zapytaj o zdanie
            choćby profesora Kostrzewskiego (pomijam już to, że nie jest to mój idol),
            jakby nie było - światową sławę z wieloletnim doświadczeniem. Nie ukrywam, że
            trochę "podkurzył" mnie Twój post, pełen oskarżających słów.W zasadzie nie
            lubię zabierać głosu w tak drażliwych tematach, ale nie lubię też, gdy ktoś
            kogoś, na moje oko bezpodstawnie, atakuje.
            • dewcia Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 17.09.03, 21:45
              Oczywiscie moje posty dotyczą wypowiedzi maak3, żeby nie było nieporozumień.
        • agata_edziecko Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 19.09.03, 15:20
          W ten sposób pokazujemy dziecku, że nie akceptujemy sposobu wyrażania złości, a
          nie samej złości jako takiej. A to wielka różnica. Nie akceptujemy bicia,
          wydzierania się, niszczenia czegokolwiek. W zamian za to musimy oczywiście
          nauczyć dziecko, jak wyrażać takie złe emocje w sposób nieszkodliwy dla
          otoczenia.
          Maak, wydajesz się być osoba zorientowaną, a nie odróżniasz, że można
          krytykować zachowanie dziecka, a akceptować jego emocje i oczywiście samo
          dziecko?
          Pozdrawiam
          agata
          • maak3 Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 19.09.03, 16:44
            agata_edziecko napisała:

            > W ten sposób pokazujemy dziecku, że nie akceptujemy sposobu wyrażania
            złości, a
            >
            > nie samej złości jako takiej. A to wielka różnica. Nie akceptujemy bicia,
            > wydzierania się, niszczenia czegokolwiek. W zamian za to musimy oczywiście
            > nauczyć dziecko, jak wyrażać takie złe emocje w sposób nieszkodliwy dla
            > otoczenia.
            > Maak, wydajesz się być osoba zorientowaną, a nie odróżniasz, że można
            > krytykować zachowanie dziecka, a akceptować jego emocje i oczywiście samo
            > dziecko?
            > Pozdrawiam
            > agata
            >
            odpisując trochę się zapędziłam i nie przeczytałam dokładnie,że chodziło o
            bicie i pisałam o emocjach,a nie o zachowaniu
            ale mimo to dwu czy trzylatek ''wywalony'' ze swoją złością za drzwi
            i ''przyjmowany'' dopiero gdy się ''opamięta'' to dobrze nie wróży
            za którymś razem zorientuje się,że tylko niektóre emocje są akceptowane przez
            rodziców, a inne nie....
      • judytak Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 26.09.03, 11:02
        zygmund napisał:

        >>
        > Wydaje mi sie, ze musisz jednak stoczyc walke z maluchem, w ktorej on uzna
        > twoja zwierzchnosc. >
        > W koncu opadnie z sil i ustapi. Wtedy od razu bardzo go chwalisz, wyrazasz
        radosc z tego, ze jest grzeczny. >

        Przepraszam, czy to o tresowanie psów?

        Judyta
    • evee1 Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 17.09.03, 16:48
      > Chyba wiekszosc mam ma takie problemy z pierwszym dzieckiem. Chyba wynika do
      z
      > zaskoczenia tym, ze maluch moze w tak krotkim czasie przemienic sie z
      > bezbronnego niemowlecia w kipiacego zloscia i wlasna wola potworka.
      Niekoniecznie. Ja mialam ten problem z drugim dzieckiem i bylo to tym
      wiekszym zaskoczeniem, ze pierwsze takich napadow furii nie miewalo.
      Owszem bylo do niemozliwosci zywe i ruchliwe, tez sie zloscilo, ale
      to co mialam z drugim przeszlo wszelkie oczekiwania.
      Zaczelo sie to jak syn miala jakies poltora, moze dwa lata. Pewnego razu,
      kiedy wracalm z zakupow i chcialam wyniesc cale towarzystwo z samochodu,
      syn dostal ataku szalu. Nic nie pomagalo, przytulania, prosby, grozby,
      klaps. Nic. Trwalo to ze 20 minut, wreszcie sie uspokoil i dal sie przytulic.
      Moj maz nie chcial uwierzyc w to, ale kiedy kiedys zostal sam z dziecmi
      i syn mu wycial taki numer przy wychodzeniu z kapieli (tatus uznal, ze czas
      juz konczyc te pluski, ale synek byl odmiennego zdania), to uwierzyl.
      Malzonek od stop do glow i cala lazienka byla mokra.
      Od tego czasu podobne ataki zdarzaly mu sie co pare dni, oczywiscie
      w momencie jak cos szlo nie po jego mysli. Ja juz nie wiedzialam co
      z tym fantem zrobic, bo probowalam juz wszystkiego i nic nie przynosilo
      efektow i wreszcie znalazlam metode, ktora polecaja tez inne Mamy.
      Stoicki spokoj. Ja zauwazylam, ze mojego syna najszybciej uspokajalo to,
      jak sie obok niego siadlo i nic absolutnie nie robilo. Zadnych prob
      uspokajania, tylko spokojne czekanie, az tez diabel go opusci.
      Ataki furii nadal sie zdarzaly, z tym, ze im byl starszy, to widac bylo,
      ze nie jest to cos czego nie potrafi kontrolowac, tylko specjalnie urzadza
      sceny. No i wszyscy mniej sie denerwowali i przejmowali, bo wiadomo bylo,
      ze to sie skonczy. Teraz (lat 6 i pol) synek jest juz bardziej ukladny,
      chociaz dziko uparty jak jest przekonany o slusznosci swojego zdania,
      ale w jego wieku mozna z nim jakos porozmawiac i go przekonac.
      Ale to dopiero przychodzi po jakims czasie, czego wszystkim mamom i
      zbuntowanym dzieciaczkom zycze. I nie przejmowac sie tym co glupie baby
      gadaja!!
      • mamaizyimoniki Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 26.09.03, 09:58
        evee1 napisała:

        > > Chyba wiekszosc mam ma takie problemy z pierwszym dzieckiem. Chyba wynika
        > do
        > z
        > > zaskoczenia tym, ze maluch moze w tak krotkim czasie przemienic sie z
        > > bezbronnego niemowlecia w kipiacego zloscia i wlasna wola potworka.
        > Niekoniecznie. Ja mialam ten problem z drugim dzieckiem i bylo to tym
        > wiekszym zaskoczeniem, ze pierwsze takich napadow furii nie miewalo.
        > Owszem bylo do niemozliwosci zywe i ruchliwe, tez sie zloscilo, ale
        > to co mialam z drugim przeszlo wszelkie oczekiwania.
        > Zaczelo sie to jak syn miala jakies poltora, moze dwa lata. Pewnego razu,
        > kiedy wracalm z zakupow i chcialam wyniesc cale towarzystwo z samochodu,
        > syn dostal ataku szalu. Nic nie pomagalo, przytulania, prosby, grozby,
        > klaps. Nic. Trwalo to ze 20 minut, wreszcie sie uspokoil i dal sie przytulic.
        > Moj maz nie chcial uwierzyc w to, ale kiedy kiedys zostal sam z dziecmi
        > i syn mu wycial taki numer przy wychodzeniu z kapieli (tatus uznal, ze czas
        > juz konczyc te pluski, ale synek byl odmiennego zdania), to uwierzyl.
        > Malzonek od stop do glow i cala lazienka byla mokra.
        > Od tego czasu podobne ataki zdarzaly mu sie co pare dni, oczywiscie
        > w momencie jak cos szlo nie po jego mysli. Ja juz nie wiedzialam co
        > z tym fantem zrobic, bo probowalam juz wszystkiego i nic nie przynosilo
        > efektow i wreszcie znalazlam metode, ktora polecaja tez inne Mamy.
        > Stoicki spokoj. Ja zauwazylam, ze mojego syna najszybciej uspokajalo to,
        > jak sie obok niego siadlo i nic absolutnie nie robilo. Zadnych prob
        > uspokajania, tylko spokojne czekanie, az tez diabel go opusci.
        > Ataki furii nadal sie zdarzaly, z tym, ze im byl starszy, to widac bylo,
        > ze nie jest to cos czego nie potrafi kontrolowac, tylko specjalnie urzadza
        > sceny. No i wszyscy mniej sie denerwowali i przejmowali, bo wiadomo bylo,
        > ze to sie skonczy. Teraz (lat 6 i pol) synek jest juz bardziej ukladny,
        > chociaz dziko uparty jak jest przekonany o slusznosci swojego zdania,
        > ale w jego wieku mozna z nim jakos porozmawiac i go przekonac.
        > Ale to dopiero przychodzi po jakims czasie, czego wszystkim mamom i
        > zbuntowanym dzieciaczkom zycze. I nie przejmowac sie tym co glupie baby
        > gadaja!!

        Rozumiem, że jak ci dziecko będzie zalewało łazienkę swoim wiaderkiem, a przy
        okazji także sąsiadów, bądź rozlewało w ataku szału barszcz z buraków na dywan
        i chlapało nim po ścianach, to także będziesz spokojnie siedziała i czekała...?
        No przecież należy akceptować WSZYSTKIE emocje dziecka...
        • judytak Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 26.09.03, 10:58
          >
          > Rozumiem, że jak ci dziecko będzie zalewało łazienkę swoim wiaderkiem, a przy
          > okazji także sąsiadów, bądź rozlewało w ataku szału barszcz z buraków na
          dywan
          > i chlapało nim po ścianach, to także będziesz spokojnie siedziała i
          czekała...?
          > No przecież należy akceptować WSZYSTKIE emocje dziecka...

          Po pierwsze, rozlewanie wody czy barszczu, to nie emocje, tylko zachowania. To
          tak dla jasności. I żeby było zrozumiale, kiedy się mówi, że się akceptuje
          wszystkie emocje, ale nie akceptuje się wszystkich zachowań.

          Po drugie, raczej rzadko koiedy dzieci aż takie pomysły mają. Pod warunkiem, że
          od początku jest jasne, że rodzice na pewne zachowania pozwalają, a na inne
          nie. Od początku, to mam na myśli właśnie od urodzenia. Bo najgorzej, kiedy
          niemowlak może wszystko, a kiedy dziecko ma gdzieś około dwóch lat, to nagle
          rodzicom się wydaje, że "jest już taki duży i nie powinien takich rzeczy robić".

          W normalnym wypadku spokojne przetrzymywanie ataków złości, pozwalanie przez
          parę minut dziko wrzeszczeć, ale fizyczne uniemożliwienie niszczenia sprzętów
          lub agresji (przytrzymanie dziecka), a potem wytłumaczenie, że "jak tak
          wrzeszczysz, to ja nie wiem, o co ci chodzi, a przecież zawsze możesz
          powiedzieć, że nie chcesz dzisiaj szpinaku, to ci dam same ziemniaki" po jakimś
          czasie (miesiące, lata, niestety) skutkuje.

          Ja mam syna wyjątkowo wrzaskliwego, a teraz (6 lat) właśnie już potrafi nie
          wrzsnąć, nawet nie robić obrażonej miny, tylko powiedzieć "nie chcę teraz
          rozmawiać o przedszkolu". Córka (nie wrzeszcząca, a piszcząca i płacząca)
          osiągnęła tę umiejętność już w wieku czterech lat, ale zdarzały się "nawroty"
          które wymagały ponowniej "terapii".

          To tak dla zaznaczenia, że pisze to praktyk, a nie psycholog.
          Pozdrawiam
          Judyta
    • u1309 Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 17.09.03, 23:59
      witam.jestem mamą 2 letniej córeczki.do dzisiaj myślałam że to tylko moje
      dziecko zachowóje się w ten sposób.wszystkie powyższe rady co do sposobu
      postępowania przydadzą mi się na pewno.Moja córeczka oprócz krzyków walenia
      głową o podłogę sikania ze złości w majteczki rozwalania wszystkiego w około
      również bije .Na wszystkie powyższe zachowania najlepszy jest stoicki spokój i
      w ogóle nie reagowanie.Tylko nie wiem już co mam robić w przypadku gdy moja
      Gabrysia bije.Celem jej jesteśmy my rodzice inni dorośli a nawet
      dzieci .oczywiście są to nie mocne uderzenia ręką,często z okrzykiem "a
      ty".doszło do tego ,że boję się Nią puścić w grono innych dzieci.Bo gdy Ona
      się z nimi ja siedzę z sercem na ramieniu w obawie że łopatką jakiemuś dziecku
      obtłucze głowę, obficie obsypie piaskiem lub pobije po twarzy.Na początku były
      tłumaczenia typu "nie wolno bo to mnie boli, będę płakać"Gdy to nie pomagało w
      ogóle zdarzały się i klapsy.Widząc że bicie nic nie skutkuje znowu tłumaczymy
      jej za każdym jej uderzeniem.A ona czasami uśmiecha się i jeszcze bardziej
      bije.Może podoba jej się to że tak żywo reagujemy.Nie wiem już jak mamy się
      zachowywać w takiej sytuacji.Czy za każdym uderzeniem tylko spokojnie
      tłumaczyć,karać(jeżeli tak ,to w jaki sposób?),czy zachować sokój nie reagować
      jakby nic sie nie stało.Pomóżcie.A tak poza tym nasza Gabrysia jest wspaniałym
      dzieckiem.Czasami ręce mi opadająjak mie uderzy a po chwili podejdzie pocałuje
      uściska i powie "kocham cię mamo"
      • kerstink Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 18.09.03, 08:57
        Ja w tej sytuacji pojde z dzieckiem do domu. Dla mojego syna jest to najwieksza
        kara. Pozniej wystarczy grozba, ze jesli ponownie cos takiego robi, to
        pojdziemy. U nas dziala. Tez mi szkoda, ze musimy isc.
        K.
      • mamaizyimoniki Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 26.09.03, 10:11
        u1309 napisała:

        doszło do tego ,że boję się Nią puścić w grono innych dzieci.Bo gdy Ona
        > się z nimi ja siedzę z sercem na ramieniu w obawie że łopatką jakiemuś
        dziecku
        > obtłucze głowę, obficie obsypie piaskiem lub pobije po twarzy.


        Moja córka znalazła jakiś czas temu w piaskownicy szklaną butelkę (!!!).
        Módl się, aby twoja córka nie odkryła czegoś takiego, bo możesz nie zdążyć
        zareagować i szkło rozbije się na głowie np. kolegi twojej córki.
        Myślę, że trudno byłoby wytłumaczyć jego matce, że twoje dziecko przechodzi
        okres buntu...
    • wieczna-gosia Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 18.09.03, 08:34
      Johana, chyba zbyt powaznie traktujesz dziecko- stad twoje zdruzgotanie.
      popatrz na niego. Ma dwa lata. jest malym, w gruncie rzeczy glupiutkim
      chlopcem, ktory nie rozumie wielu rzeczy, a przy tym jest egocentykiem
      idealnym. Liczy sie JA, MOJE, MNIE i O MNIE. I koniec. wink)
      Natura tak to urzadzila ze mamusie nie chca zeby dzieci sie bawily w
      fontannach pelnych dzieci a dzieci wrecz przeciwnie wink) Ale johann to mausie
      na szczescie sa starsze wink)
      Pozwol mu na bunt bo to wazny etap w jego rozwoju. pozwol mu odreagowywac
      emocje. Ale jednoczesnie nauc ze pewne rzeczy sa zabronione bo tak juz jest, a
      po drugie bunt poza wyladowaniem emocji do niczego nie prowadzi. Na praktyke
      przeklada sie to tak. Ty wyjmujesz dziecko z fontanny czy tez w ogole go tam
      nie wpuszczasz. Dziecko ryczy. Ty mowisz nie, krotko i prosto, nie bo jest
      brudno, nie, bo sa szkla. Dziecko kladzie sie na ziemi. I tu nastepuje
      kluczowy moment- albo zaczynasz zachowywac sie nerwowo (ach ci ludzie co
      powiedza) i uciszasz, przekupujesz slodyczami, tulisz i krzyczysz na zmiane,
      dajesz klapa itd a dziecko czuje ze sie boisz, ze ma de facto nad toba
      kontrole i z tego sroda przymusu korzysta z upodobaniem, albo spokojnie i bez
      nerw dajesz sie wyryczec na tej ziemi, nie prowiadzisz negocjacji, nie dajesz
      sie tluc i szczypac. jestes obok, ale bez narzucania sie i niepotrzebnych
      emocji. Czyli- ty masz kontrole nad sytuacja wink) Oczywiscie mozesz wziac
      dziecko pod pache i zaniesc je do domu czy w bardziej ustronne miejsce ale
      caly czas bez zbednych emocji.
      Zareczam ci ze dziecko przede wszystkim domaga sie twojej uwagi i stara sie
      osiagnac to co chce. Jesli wyraznie cala swoja osoba dasz mu do zrozumienia ze
      nie w twoim jezyku znaczy "nie" a nie "nie, ale jak glosniej pokrzyczysz to
      tak, tylko sie zamknij" to dziecko szybko zrezygnuje z tego srodka przymusu.
      Ba, moje dzieci jeszcze na krawedzi histerii ( z cyklu mamao kuuup)juz staraly
      sie wynegocjowac cos w zamian (w stylu chodzmy na plac zabaw) albo NIE ZALOZE
      TEJ CZAAAPKI BO JEEEST GLUUUPIA zmienialo sie w zaloze ale niech tata mi
      zalozy/ ale ja sama.
      Co do psychologow nie mam zdania wink) byc moze tobie akurat jest takowy
      potrzebny jesli na prochach jestes wink)
      Pomysl sobie ze to dopiero poczatek drogi. Dzieci rosna a wcale tak bardzo nie
      madrzeja. Za to wydaje im sie ze madrzeja niesamowicie. i teraz sie trzeba
      pewnych rzeczy nauczyc zeby za te 10 lat miec jakiesz szanse wobec
      nastolatka wink)
      • kerstink Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 18.09.03, 09:04
        Wieczna-Gosia, jednak najlepsza szkola to praktyka, ktora Ty masz. Ty powinnasz
        pisac te ksiazki - moze sie doczekamy ?

        Kerstin
      • magolcia Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 18.09.03, 10:26
        Jestem pod wrażeniem Wieczna Gosiu smile Muszę się od Ciebie nauczyć paru fajnych
        rzeczy - opanowanie, rozsądne podejście do sprawy, nie wyolbrzymianie problemów
        i konsekwencja.
        Pozdrawiam
        Magda
    • johana2 Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 18.09.03, 10:24
      Bardzo dziekuję za Wasze wszystkie rady i spostrzeżenia. Nie spodziewałam się
      że będzie tak duży odzew. Fajnie wiedzieć, że nie tylko moje dziecko jest
      takie "udane" i że nie jestem z tymi kłopotami sama. Dużo do myślenia dał mi
      post Abakus2, szczególnie rozmyślania o tym (cyt.) "jak wychować takie dzieci,
      by im się dobrze zyło i Z NIMI można było żyć, nie powodując, by dzieciństwo
      kojarzyło się tylko z krzykiem, nerwami, płaczem, przykrością z obu stron?"...
      Niestety - nie każdy rodzic jest urodzonym psychologiem. Można przecież ze
      wszystkim dziecku ustępować i wtedy rzeczywiście jest "święty spokój", dziecko
      jest zadowolone, nie ma wojny nerwów. Tylko...jakim człowiekiem będzie ktoś,
      komu zawsze wszystko było wolno, kto nie zna rygoru ani granic? Z jednej strony
      maak3 rzeczywiście ma rację - wywalanie z pokoju (nieraz to robię, jeśli napady
      szału są w domu) mogą zrodzić trudności emocjonalne u dziecka. Z drugiej strony
      jak nauczyć dziecko, że pewne zachowania nie będą respektowane? Jeśli będziemy
      mu pobłażać we wszystkim, to też będzie w przyszłości przeżywał emocjonale
      trudności, bo w pewnym momencie życia zacznie bywać w sytuacjach, gdzie mu nie
      będą ustępować a wręcz będą wymagać określonego zachowania. I to będzie właśnie
      dla niego szokiem! Myślę że odpowiednie pokierowanie tymi nadmiernymi emocjami
      jest tu najlepszym rozwiązaniem. Sęk w tym że nie bardzo wiadomo, jak to
      zrobić...
      Do Redorka, Pesteczki5 i innych mam, które mają ochotę pogadać dłużej-mój
      adres: johana5@poczta.onet.pl. Chetnie pomailuję.
      A poza tym mój dołek dzięki Wam już się spłycił i mam nadzieję, że niedługo nie
      będzie po nim śladu smile))
      • agnieszka_azj_edziecko Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 26.09.03, 11:20
        Do tego, co napisała Wieczna Gosia (wiecznie mądra i rozsądna smile)) mogę dodac
        tylko jedno a propos awantury o jogurt. Kiedy miałam w domu Anię ze skaza
        białkową, to poprostu nie było w domu w zasięgu jej wzroku rzeczy, których nie
        mogła jeść. Dostosowałam nasze menu do jej ograniczeń, a rzeczy zakazane
        jedliśmy, kiedy nie widziała. Dwulatek nie zrozumie, że nie może jeść czegoś co
        je Mama, więc może moglabyś jeść te jogurty np. w pracy na drugie śniadanie.
        • agnieszka_azj_edziecko Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 26.09.03, 11:30
          A tak generalnie, to chodzi mi o to, żeby zawczasu usunąc zarzewia ewentualnych
          awantur. Nie zostawiać w zasięgu dziecka, rzeczy ktorych nie powinno ruszać,
          rano wstać wczesniej, żeby nie trzeba się było spieszyc, a jak jest zmęczone,
          to bez zbędnych dyskusji wziąć "pod pachę" i zabrac do domu, ograniczyć
          wchodzenie do sklepu itd.
    • evee1 Re: jestem zdruzgotana moim dzieckiem:-((( 18.09.03, 11:51
      Oprocz tego co napisala Wieczna Gosia:
      > Liczy sie JA, MOJE, MNIE i O MNIE. I koniec. wink)
      i co jest zuplenie normalne u malych dzieci,
      warto tez pamietac, ze dzieci nie maja poczucia
      czasu.
      Dla nich istnieje tylko TERAZ i zadne obiecanki, ze
      zrobi sie cos pozniej do nich w ogole nie trafiaja.
      Nawet jak wiedza (moje dzieci), ze sklep juz zamkniety,
      to cos koniecznie trzeba kupic JUZ i TERAZ.
Pełna wersja