marysia251
22.07.08, 12:48
Tak jak w tytule, osatnimi czasy zaczął się u mnie problem z
ubraniem mojej 4 letniej córki. Na wiosnę zaczęła próbować sama
decydować, co włoży danego dnia, nie chciała nosic jakichs
konkretnych spodni, bluzek. Ok, zrozumiałam, że jest coraz starsza i
potrzebuje więcej przestrzeni, gdzie sama może podejmowac decyzje.
Dla niej to jest bardzo ważne, jest ona bowiem silna osóbka i często
za wszelką cene próbuje forsować swoje pomysły, taki trochę mały
uparciuch. Ale wracając do ubierania, z czasem zaczęło sie to
wymykać spod kontroli. Nie me juz tak, że kiedy wstała rano,
przychodziła do nas w piżamce i dopiero za jakiś czas szłyśmy do
pokoju i ubierała się (w zimie był znów problem, żeby w ogóle zdjęła
piżamę). Teraz jak wstanie, sama sie ubiera i przychodzi do nas
gotowa, najczęściej w letniej sukience, czy letniej bluzeczce, bo to
ostatnio sa ulubione ubrania. Każdy widzi, jaką pogode mamy tego
lata, a mała chodzi do przedszkola i musi miec ubranie dostosowane
do pogody. Rano jest zawsze dużo chłodniej niż w południe, kiedy
dzieci idą na spacer, więc próbuję ubrac ja tak, żeby mogła coś
zdjąc i nie spociła się, ewentualnie jakaś dodatkowa bluza w szatni,
gdyby się ochłodziło. Ale nie jest to łatwe, jednego dnia pewne
ubrania lubi, drugiego są wstrętnie, nie cierpi ich, nie nałoży.
Chce to lub to, a akurat jest chłodno i to sie ne nadaje i wojna
gotowa. Prawda jest taka, że ma ładne ubrania, nie musi po nikim
donaszać, wszystko jest nowe, ma w czym wybierać, może ma aż za
dużo. Naprawde przykro mi jest, kiedy przychodzi kolejny ranek,
otwieramy jej szafę, a ona znowu swoje, że połowy ciuchów nie cierpi
i sa paskudne. Poza tym, to przeciez nie ona ocenia pogodę, mając 4
lata. dzis była znów afera o bluzę dresowa, wybrała spodnie o d
dresu, to dałam jej od tego bluzę, nadawało sie to tez na dzisiejszy
ranek, oczywiście nie, nie nałoży, bo przez głowę i nie umie zdjąć,
co jest bzdurą, bo radzi sobie z takimi rzeczami świetnie. I płacze.
A mnie dziś juz trafiło, rozebtałam ja z tej bluzy, wyrzuciłam do
jej pokoju i wygłosiłam tyradę, która tak naprawde można skierowac
do 14 latki a nie do 4 latki. Ale poniosło mnie. Żeby bardziej sie
nie nakręcić, zamknęłam sie w sypialni, powiedziałam, że ma nie
wchodzić i siedziałam, a ona stała pod drzwiami i wyła, że chce
przeprosić. Przyszła, przeprosiła, na pytanie, czy wie w ogóle za co
przeprasza, odpowiedziała, że za to, że marudzi na swoje ubrania.
Jakoś sprawa przycichła, ale nie na długo. Poszła do przedszkola,
poprzytulałyśmy się przed wyjściem, że by poszła bez żalu, a ja mam
doła, bo kompletnie nie wiem, jak te sytuacje rozgrywać.
Poza tym, jak przychodzi z przedszkola, obowiązkowo sie przebiera w
te swoje sukienki, wyciąga czyste bzluzki, mimo, że ubranie z
przedszkola nie jest brudne i mogłaby chodzic w nim do wieczora.
Poradźcie proszę, co robić? Czy ja przeginam i nie daję jej tyle
swobody, co powinnam, czy ona przekracza granice?
Może przechodziłyście coś podobnego z dziećmi w tym wieku, może
macie jakieś sposoby na rozwiązywanie takich sytuacji?
pozdr.
marysia