fryzjer a 2,4 chlopiec...

25.07.08, 02:44
Moj dwulatek nie lubi zeby mu strzyc wlosy... Generalnie nie lubi,
zeby mu robic cokolwiek. Kiedy wpadl w kaktusa (mieszkamy w USA, w
Arizonie) wieksze kolce wyjelam na zywca, mniejsze kiedy zasnal.
Staram sie szanowac, to, ze nie lubi/boi sie takich zabiegow.
Drzazge tez wyciagam kiedy spi. Ale do fryzjera nie da sie isc kiedy
spi. Kiedy byl mlodszy dawal sie jeszcze jakos zagadac i zabawic.
Teraz jak juz tylko zblizamy sie do salonu fryzjerskiego mowi mi, ze
sie boi. Staram sie to robic naprawde rzadko i prosze o bardzo
krotka fryzurke. Moja ostatnia wizyta (dwa miesiace temu) skonczyla
sie tym, ze musialam go mocno trzymac, zeby pani nie zrobila mu
krzywdy nozyczkami. Maszynka nie wchodzi w gre, boi sie nawet
elektrycznej szczoteczki do zebow.
Wczoraj do fryzjera synek poszedl ze swoim tata...Mial popatrzec jak
tata pddaje sie takiemu zabiegowi, a potem sam dac sie ostrzyc. Taki
byl plan. Dziecko wrocilo z wlosami na glowie i z lizakiem w garsci.
Maz obuzony powiedzial mi, ze nie szanuje dziecka jako osobnego
czlowieka, jego szeroko pojetego "ja", robie rzeczy na sile i
generalnie jestem zla matka. Okazalo sie, ze pani fryzjerka (inna
niz ta do ktorej ja chodze), powiedziala mojemu mezowi, ze ostatnio
dziecko tak plakalo, ze ona sama musiala isc sobie poplakac w
kanciapce...Przyznam szczerze, ze mocno mnie zabolalo, ze obca osoba
+ moj maz zaklasyfikowali mnie do zlych matek.
Efekt jest taki, ze dziecko jest nieostrzyzone, ja poklocona z mezem
i do tego mam watpliwosci, czy dobrze robie obcinajac wlosy na sile,
skoro syn nie daje sie przekonac. Z drugiej strony, zastanawiam sie,
co zrobi moj maz kiedy trzeba bedzie zaplabowac dziecku zab, jak sie
zepsuje... Syn jak dotad nie otworzyl jeszcze buzi u dentysty. Tego
nie robie na sile, bo nie chce go zrazic + nie ma takiej potrzeby
(na razie).
A Wy, co o tym myslicie?
    • jola_ep Re: fryzjer a 2,4 chlopiec... 25.07.08, 07:50
      Nie lubię robić na siłę rzeczy, których nie muszę robić.
      Na siłę chyba tylko robiliśmy zastrzyki córze, gdy miała jakieś 3,5 lat. Do dziś boi się panicznie zastrzyków. Na wieść o szczepieniu w wieku 5 lat włazła do szafy. Wyciągnęłam ją tylko dlatego, że obiecałam, że szczepienie jest w rękę. Myślałam, że zapomniała, ale głęboko w środku pozostał jej uraz.

      Córka do fryzjera pierwszy raz poszła, gdy miała jakieś 3 lata. Pamiętam, że robiłam wiele podchodów. Zwiedziliśmy paru fryzjerów. Ze mną, z babcią, z dziadkiem, z tatą. Wchodziła. Siedziała. Stwierdzała, że nie dziś i wychodziliśmy wink Spokojnie, bez stresu. Za którymś razem stwierdziła, że jednak jej się podoba i dała się ostrzyc smile) Była taka z siebie dumna smile

      Młodszego synka wysłałam z tatą do fryzjera. Podobnie jak Ty. Podobnie jak u Ciebie przyszli: tata ostrzyżony, synek nie wink Byłam wściekła (choć nie robiłam awantury). Mógł go przekonywać, zachęcić, zmusić, a nie tak po prostu stwierdzić, że jak nie chce, to nie.

      Z perspektywy czasu wydaje mi się, że mój mąż miał rację. Wtedy kupiliśmy maszynkę: ale synka strasznie łaskotała. Ostatecznie stanęło na tym, że to ja go ostrzygłam: bez stresu, przy bajkach. Nie wyglądał najlepiej wink Ale z czasem przekonał się do fryzjera smile

      Jeśli zrobisz coś raz na siłę dziecku, to potem dużo trudniej jest go przekonać. Czasem trzeba, a czasem nie warto przełamywać dziecko siłą. Trzeba wyczuć granicę, której bez potrzeby nie powinniśmy przekraczać: gdy kończy się zwykły bunt i opór dwulatka, a zaczyna jest autentyczny strach. Bo dzieciaki boją się różnych, dziwnych, irracjonalnych rzeczy.

      Na razie spróbuj może oswoić fryzjera poprzez zabawę: strzyżenie (może być na niby) misiów, oczywiście zabawkowymi nożyczkami. Tłumacz. Chodź z nim do fryzjera, lepiej może damskiego (warkot maszynek).

      > Z drugiej strony, zastanawiam sie,
      > co zrobi moj maz kiedy trzeba bedzie zaplabowac dziecku zab, jak sie
      > zepsuje...

      W tym samym czasie, gdy mój mały nie akceptował fryzjera, bez problemu chodził do dentysty smile Miły gabinet, zabawki, panie też go zabawiały, a leczenie było bezbolesne. Za pierwszym razem nie chciał otworzyć buzi: a właściwie otworzył i zamknął, zanim pani zdążyła coś konkretnego zrobić. Powiedziała wtedy, że lepiej go nie zrażać. Trochę się zdenerwowałam i nie miałam pewności, czy kobieta ma rację. Ale poddałam się jej decyzji. Przyszliśmy ponownie za parę dni i tak chodziliśmy, aż w końcu pozwalał nawet na borowanie.

      Pozdrawiam
      Jola
    • majenkir Re: 25.07.08, 13:57
      ingrid0 napisała:
      > Okazalo sie, ze pani fryzjerka (inna
      > niz ta do ktorej ja chodze), powiedziala mojemu mezowi, ze
      ostatnio dziecko tak plakalo, ze ona sama musiala isc sobie
      poplakac w kanciapce...

      Idiotka.... Generalnie radze sie nie przejmowac, co mowia
      Amerykanki, matki w szczegolnosci wink. Moj Wiktor tez taki byl -
      pierwszy raz poszedl do fryzjera w wieku lat 5 (z tata wlasnie), a
      do tego czasu strzyglam go sama w domu, moj stary trzymal mocno(tez
      widzialam,ze go serce boli,hehe), a dzieciak darl sie jak opetany!
      Musisz po prostu zacisnac zeby i przeczekac, bo to minie - w koncu
      zaden dorosly nie boi sie fryzjera tongue_out...
      • ilianna Re: 25.07.08, 14:08
        Niech chodzi w długich włosach.
        • agalipi Re: 25.07.08, 20:24
          Mój Igorek na sam widok fryzjerki dostawał spazmów,a warczących przedmiotów się bał bardzo. Pożyczyliśmy od Dziadka bardzo cichą maszynkę do strzyżenia i Tata ze Stryjem Go ostrzygli..Tata ciął,a Stryju zabawiał pokazując,bardzo pedagogicznie smile),śmieszne filmiki w telefonie.
          Chyba dobrze podziałało,że mnie przy tym nie było,atrakcja w postaci ulubionego Stryjka wiele zmieniła.
Pełna wersja