kellss
26.07.08, 22:29
Kiedy urodzilam Anie mialam 35 lat. Moze to i pozno, moze zbyt dlugo bylam
singlem, niezaleznym,zbuntowanym, silnym singlem, ktory wszystko co ma i kim
jest,zawdziecza sobie. Skonczylam studia, na ktore ciezko sie dostac bez
tzw.'chodow', pracowalam w ciekawych, prestizowych miejscach, ja corka robola
i gryzipiorki (?). Wszystko ladnie pieknie, a kiedy urodzila sie Ania wpadlam
w panike. Nie umialam sobie z nia w zaden sposob poradzic - nie wychodzilo ani
karmienie, ani kolysanie (nie chcialam jej lulac, zaslanaijac sie zmeczeniem).
Potem polozylam totalnie kwestie wychowania, wracajac do pracy kiedy Ania
miala pol roku,zatrudnilam nianke zamiast bawic dziecko osobiscie. Potem nie
nauczylam Ani siadc na nocnik....
Ale do rzeczy. NIE UMIEM BYC MATKA. W domu rodzinnym bylam przez swoja matke
odpychana, moze i kochana,ale niekoniecznie. Nie spodziewalam sie od matki
niczego dobrego - kiedy po raz 1 od kilkunastu lat mnie przytulila, i kiedy
zaplakala na moim slubie zesztywnialam i zdebialam zamiast wtulic sie w nia.
Matka zawsze mowila mi, ze ja bede beznadziejna matka i nie warto zebym miala
dzieci.
Te wszystkie zle slowa zatruly mnie do tego stopnia, ze nie zawsze potrafie
kochac moja Coreczke. cale szczescie, ze pilnuje sie bardzo, ale nie w tym
rzecz, zeby sie pilnowac z tym. Pomozcie, co mam sobie powiedziec, jak sie
pozbierac, zeby nie zafundowac mojemu dziecku powtorki z mojego dziecinstwa...