kuka9
09.08.08, 21:13
wklejam część tekstu - całość na
www.lex.com.pl/?cmd=artykul,1550
Naukowcy przeciwni obniżeniu wieku szkolnego
Sześciolatki powinny zostać w przedszkolach, a projektowana reforma edukacji
może pogorszyć ich szkolny start - twierdzą pedagodzy, psychologowie i badacze
zajmujących się rozwojem człowieka i dysfunkcjami ujawniającymi się na etapie
wczesnej edukacji.
Na krytyczne głosy ekspertów na temat obniżenia wieku szkolnego oraz nowej
podstawy programowej powołują się inicjatorzy akcji społecznych mających
skłonić resort edukacji do rezygnacji z planowanych zmian.
Rodzice zwrócili się do nowo powołanego Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka
o interwencję w sprawie reformy. Wcześniej interweniowali u Rzecznika Praw
Obywatelskich Janusza Kochanowskiego, który ocenił, że szkoły nie są
przygotowane na przyjęcie tak małych dzieci i prosił ministerstwo o odłożenie
reformy w czasie.
"Jednym z głównych elementów tej reformy jest obniżenie wieku szkolnego do lat
6-ciu. Początek reformy został wyznaczony już na 1 września 2009 r. Jako
rodzice dzieci, które w najbliższym czasie rozpoczną edukację szkolną i
których ma dotyczyć ta zmiana, wyrażamy nasze najwyższe zaniepokojenie trybem
wprowadzania tej zmiany (...)" - piszą rodzice w liście do RPD. Swój niepokój
uzasadniają licznymi badaniami i analizami polskich przedstawicieli świata nauki.
JEŚLI NIE WIADOMO, O CO CHODZI...
Polskie Towarzystwo Dysleksji, w opinii na temat projektu Podstaw Programowych
Kształcenia Ogólnego wyraziło przekonanie, że próba wdrożenia go w życie
pociągnęłaby za sobą wiele negatywnych następstw dla nauczycieli, rodziców, a
przede wszystkim dzieci. Zdaniem Towarzystwa, propozycja reformy programowej
służy głównie osiągnięciu celów finansowych, bowiem skrócenie o rok czasu
przebywania dzieci i młodzieży w szkole pozwoliłoby na poczynienie
oszczędności w budżecie państwa.
Wyniki projektu badawczego "Sześciolatki w Polsce" dowodzą, że niemal we
wszystkich sferach przygotowania do edukacji sześciolatki z przedszkoli
wykazywały znacząco wyższy poziom rozwoju niż sześciolatki z "zerówek"
szkolnych. Były wyraźnie aktywniejsze, wykazywały wyższy poziom rozwoju
umysłowego i uzyskiwały lepsze wyniki w zakresie przygotowania do rozpoczęcia
nauki. Były także lepsze w kategoriach szczegółowych, składających się na
ogólny poziom dojrzałości szkolnej: gotowość do czytania, pisania, liczenia
oraz rozumowanie.
U dzieci takich intensywniej rozwijały się zdolności poznawcze. Maluchy
osiągały wyższy poziom analizy i syntezy słuchowej oraz wzrokowej, potrafiły
lepiej dbać o porządek, sprawniej poruszały się po placówce, częściej
wykonywały zadania bez niczyjej pomocy, sprawniej posługiwały się przyborami
szkolnymi i lepiej o nie dbały, łatwiej nawiązywały kontakt. Były też bardziej
opiekuńcze, lepiej potrafiły oceniać zachowanie rówieśników, nie były uległe i
ciche, za to pewniejsze swojej decyzji i adekwatnie do sytuacji reagowały
złością lub gniewem. Także poprawnie wykonywały wszystkie polecenia, były
bardziej wytrwałe i zainteresowane oraz lepiej koncentrowały uwagę.
Przewaga dzieci z oddziałów zerowych uwidoczniła się natomiast tylko w dwóch
dziedzinach: częściej brały one udział w zorganizowanych systematycznych
zajęciach sportowych poza placówką oraz statystycznie częściej uzyskiwały
wyższy poziom umiejętności ruchowych (np. rzutów, chwytów jednorącz i chwytów
oburącz).
Zdaniem ekspertów, raport z badania dowodzi, że przeniesienie sześciolatka z
placówki przedszkolnej do szkolnej pogorszy jego szkolny start.
POLEPSZENIE NA GORSZE
Polski Komitet Światowej Organizacji Wychowania Przedszkolnego podziela
pogląd, że przenoszenie wszystkich oddziałów dzieci sześcioletnich do szkół
przyczyni się do pogorszenia ich edukacji. Komitet przekonuje, że rodzice
powinni mieć prawo wyboru miejsca edukacji swoich dzieci.
Zdaniem specjalistów Komitetu, oddziały przedszkolne w szkołach nie są
przygotowane do pełnej realizacji zadań wychowania przedszkolnego. Ze względu
na krótki czas pracy i warunki, w jakich funkcjonują, skupiają się jedynie na
zadaniach dydaktycznych. Większość szkół podstawowych nie ma warunków, aby
zapewnić dzieciom sześcioletnim edukację i opiekę zgodną z ich potrzebami
rozwojowymi. Dwuzmianowość, brak miejsc w świetlicach, brak nauczycieli
wychowania przedszkolnego zatrudnionych w szkołach, metody pracy nieadekwatne
do potrzeb i możliwości małych dzieci stanowią zagrożenie dla edukacji
sześciolatków.
Prof. Danuta Waloszek z Akademii Pedagogicznej w Krakowie stwierdza, że
edukacją dzieci sześcioletnich, a teraz także pięcioletnich, ustawicznie się
rozgrywa w Polsce interes polityczny, przy czym zupełnie nie dba się o jej
jakość, uwrażliwioną na specyfikę rozwoju człowieka w tym wieku.
"Dzieciństwo do 6 roku życia najszerzej przekłada się na sprawność człowieka w
dorosłości (...) Takich warunków nie ma w żadnym razie w szkole, która
organizowana jest wedle paradygmatu masowości, unifikacji form i
uniwersalizacji treści kształcenia. Dzieci do szóstego roku życia są rozwojowo
nieprzygotowane do wejścia w przestrzeń społeczną. Z trudem wchodzą w
przestrzeń publiczną w przedszkolu - przychodzą ze środowiska rodzinnego,
zdominowanego emocjonalnie. Muszą uczyć się zupełnie nowych relacji,
regulatorów, rozpoznawać siebie jako jednostkę społeczna. Dzieci są zbyt
wrażliwe i delikatne by mogły sprostać czasami bezwzględnej walce o miejsce w
społeczności szkolnej" - mówi prof. Waloszek.
Stanowisko Zespołu Edukacji Elementarnej Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN w
sprawie wychowania przedszkolnego dzieci w Polsce jest podobne. "Uważamy, iż
dla zrównoważonej przyszłości państwa, społeczeństwa i indywidualnego
człowieka, niezbędne jest (...) pozostawienie dzieci sześcioletnich w
budynkach przedszkolnych, dobrze przygotowanych dla realizacji procesu
wspierania tych dzieci w ich rozwoju, zamiast lokowania ich w nieprzyjaznych
warunkach szkolnych" - piszą naukowcy.
JAK ZNIECHĘCIĆ DZIECI DO NAUKI
Dr Marta Kochan-Wójcik zwraca uwagę na nowy aspekt sprawy. Jak przypomina,
nauczyciele dzieci sześcioletnich to specjaliści nauczania przedszkolnego,
przygotowani metodycznie do pracy z najmłodszymi. Natomiast edukacją
siedmiolatków zajmują się nauczyciele nauczania zintegrowanego, kształceni do
pracy z dziećmi w klasach I-III.
"Ma to związek ze zmianą rozwojową dokonującą się pod koniec szóstego roku
życia w umysłach maluchów i przejściem przez nie w kolejne stadium rozwoju
myślenia. Inaczej zatem pracuje się z sześciolatkami, a inaczej z dziećmi
powyżej siódmego roku życia. Uwzględnienie tej specyfiki rozwojowej to warunek
powodzenia pierwszego etapu edukacji" - uważa doktor.
Jej zdaniem, obniżenie edukacji szkolnej nie może odbyć się przez przesunięcie
treści obecnie realizowanych w klasie I do poziomu klas zerowych. Przeciętny
sześciolatek nie jest gotowy do rozumienia pojęć wykorzystywanych w edukacji
siedmiolatków. Zderzenie go z wiedzą nie na jego poziomie skutkuje lękiem,
poczuciem bezradności, niechęcią wobec nauki i szkoły.
Prof. Anna Brzezińska, psycholog rozwoju i edukacji, też poparłaby protesty
rodziców ze względu na proces rozwojowy przedszkolaka. W jej ocenie, to raczej
przedszkola są przygotowane do wyłapania niedostatków u dzieci. "Do uważnej
opieki indywidualnej. Do stymulowania lekko opóźnionych i dopasowania programu
dla zdolniejszych.
Nauczycielka zna doskonale każde swoje dziecko, bo spędziła z nim trzy lata.
Patrzy z dołu. Wie, że doprowadzić ma dziecko do tego cudownego
intelektualnego błysku, który zdarza się w okolicy szóstego roku życia i
polega na tym, że mały człowiek, zanim wykona czynność, zaczyna myśleć" -
wylicza profesor.
"To jest ostatni rok indywidualnej stymulacji malucha. Jeśli się go zaniedba,
nie ma mowy o równaniu szans. Raczej - o pogłębianiu dysfunkcji i różnic" -
podsumowuje.