kowalikm
18.08.08, 23:45
Witam.
Drogie mamy proszę o poradę. Mimo, że nie nazwałabym tego zachowania jeszcze
problemem mam wrażenie, że niebawem nim będzie.
Mój synek od ok. 2-tygodni w sytuacji max. stresu zaczął podnosić na mnie
rękę. Wcześniej nie obserwowałam takich zachowań, a może raczej zdażały się
bardzo sporadycznie. Jeśli robił to celowo książkowo starałam się (lub jego
ciocia) przytrzymać mu rękę i tłumaczyć, że nie wolno, że boli, że przykro,
smuto i trzeba przeprosić.
W ostatnim czasie mały np. jak czegoś nie dostanie (oczywiście nie za każdym
razem) lub np. przerywam fajną zabawę mimo, że 4 razy powtarzałam że niebawem
koniec:
- zaczyna krzyczeń
- tupać
- rzucać się (np. ręcznik przy kąpieli)
- wyrwać się
- oczywiście do tego odpowiednio zmarszczone brwi i max złość
- i w za chwilę następuje ten moment, nie mając gdzie uderzyć, bije mnie.
W tym tygodniu zdarza się to już po raz kolejny. Ja za każdym razem smutna
mina (czyt obrażona), odwracam się od niego, mówiąc że boli. On od razu mnie
przytula, całuje ściska - "nie płać mama itp" lub "plasiam".
Wcześniej efektem kulminacyjnym takich sytuacji było zazwyczaj porozrzucanie
zabawek lub rzucenie czymś w zasięgu ręki, ew. np. walnięcie ręką w stół.
Nie wiem czy to normalny etap rozwoju dziecka w tym wieku? Zaznaczam, że
chodząc do przedszkola nigdy nie słyszałam o jakiejkolwiek przemocy z jego
strony (raczej on był "ofiarą). Podobnie bawiąc się z dziećmi nie widziałam
nigdy, aby kogokolwiek uderzył.
Co robić? Czy w ogóle coś robić?
Zaznaczam, że nie klapsuję dziecka. Nie mam nic przeciwko rozsądnemu
dawkowaniu w uzasadnionych sytuacjach, ale w moim wypadku boję się, że takie
rozwiązwanie "problemów" weszłoby mi w nawyk. Tata jest już totalnym "pacyfistą".