jolab_32
28.08.08, 16:15
Pytanie chyba bardziej z serii "wychowanie męża" niż wychowanie
dziecka ale może ktoś coś doradzi? Otóż nasza pociecha ma iść do
przedszkola. Od dawna było ustalone, że to tata ją będzie na
poczatku woził - bo to facet, wiadomo mniej emocjonalnie reaguje
więc łatwiej będzie mu przez to przejść. Ponieważ coraz blizej do
godziny "0" i rozmów coraz więćej na ten temat to okazało się, że
zupełnie inaczej wyobrażamy sobie moment zostawienia córki w
przedszkolu. Moim zdaniem niestety na początku będzie to trochę na
siłę. natomist mój m oświadczył, że on nie zrobi nic wbrew woli
córki, tzn. nie wyobraża sobie np. że jak dziecko będzie czepiać mu
się nóg to jakaś pani oderwie córke i płacząćą za rękę odprowadzi
do sali. Podsumowując zostawi córkę w przedszkolu tylko pod
warunkiem, że ona się na to zgodzi. (argument mój, " a jeśli nie
będzie chciała iść do podstawówki to tez nie pójdzie"? i tym
podobne nie dają rezultatu bo "to co innego") Czyli moim zdaniem
sytuacja wygląda tak, że dobry tatuś nie zostawi płaczącego dziecka
w przedszkolu czyli albo muszę zrobić to sama (wiadomo jak zwykle
mama jest od czarnej roboty, szczepień, lekarzy itp) albo on nie
zostawi dziecka w przedszkolu (bo histeria będzie - znam swoje
dziecko) i w zasadzie nie będzie miał żadnej alternatywy i co
dalej. A dalej stracimy miejsce w publicznym przedszkolu, bo nikt
nie będzie czekał z miejcem na to, aż córka łaskawie zgodzi się
(np. za rok albo dwa) zostać w przedszkolu. Dodam, że jestem w
zaawansowanej ciąży, dość trudnej i dodatkowych "atrakcje" w
postaci zostawiania Córki w przedszkolu wolałabym uniknąć. I co o
tym myślicie? Bo ja nie wiem czy bardziej jestem zła czy bardziej
czuję się wystawiona do wiatru.