Mamo, ja się boje...

02.09.08, 11:06
Hej,

od jakiegoś czasu moje dziecię (3,5 latek) dość często mówi "boję
się". Do tej pory zdarzało się to głównie w nocy - co jest dla mnie
zrozumiałe, że tak może być.
Dziś rano powiedział, że on się boi dzieci. (wczoraj był 1. dzień w
przedszkolu). Do tej pory zawsze jak się bał w nocy czegoś to
przychodził do nas i spał z nami już do rana. Często zdarzało się,
że bał się wieczorem przed zaśnięciem i trzeba było z nim siedzieć.
Zastanawiam się czy przypadkiem moje dziecko nie odkryło, że to
słowao to takie "wytrych" który zmiękcza mamę smile No bo jak boi się
zasnąć, czy boi się w nocy - to mama ulega i odpowiednio albo siedzi
do zaśnięcia albo bierze w nocy do łóżka rodziców.
Jak reagować na coś takiego? Jak znaleźć złoty środek, żeby dziecko
nie czuło się odrzucone i zostawione samo ze swoimi strachami ale
jednocześnie, żeby to nie był właśnie taki "wytrych"??
Kurde, normalnie mi się zrobiło smutno dziś rano jak stwierdził, że
on się boi dzieci sad(
    • mamciulka-nikulka Re: Mamo, ja się boje... 02.09.08, 16:05
      a powiedział, dlaczego się tych dzieci boi?
    • green_land Re: Mamo, ja się boje... 02.09.08, 23:19
      Może zwyczajnie jest wrażliwym dzieckiem? I ma złe sny?

      Moja siostra /przedszkolanka etc/ uważa, że nawet 6 letnie dziecko
      może spać z rodzicami, jezeli odczuwa taką potrzebę. Sama jest matką
      2 chłopców i każdy w pewnym momencie sam dojrzewał do decyzji, że
      śpi we własnym łóżku. Bo - jak uważa - dziecko potrzebuje
      ciepła /głównie matki/, a spanie w jednym łóżku jest częstokroć
      jedynym czułym kontaktem fizycznym matki i dziecka w ciągu dnia.

      Pamiętam, jak moja mała dostała śliczne łóżeczko. Kwiczała, że już
      tylko w nim będzie spała. Po 3 dniach znowu spała z nami tłumacząc,
      że chce się przytulić. Gdy kupiłam jej rózową moskitierę sytuacja
      była taka sama. Gdy dostała różową pościel w serduszka sytuacja
      znowu się powtórzyła. Nie mam serca wyganiać jej do swojego
      łóżeczka, bo płacze, że mnie kocha i chce się przytulić. Nie wiem,
      jak długo będzie to jeszcze trwało. Siostra pociesza mnie, że mam
      się nie martwić, bo już niedługosmile

      Ni wydaje mi się żeby Twoje dziecko znalazło na Ciebie
      taki "haczyk". CHyba jest tak, ze nie potrafi sobie dać rady z
      własnymi emocjami, a Twoje obecnośc pomaga mu z tym walczyć, albo
      przed tym się schować.

      Pamiętam, że jako dziecko bałam się zasnąć. Sny miałam potworne, ale
      komu miałam o tym powiedzieć? I to było najgorsze, bo sama musiałam
      się z tym zmierzyć, i nie udało mi sięuncertain
      Twoje dziecko szuka u Ciebie pomocy, jest malutkie. Przytulaj je
      długo na dobranoc i pozwól spać ze sobą, będzie spokojniejsze,
      silniejsze i łatwiej będzie mu poradzić sobie z nocnymi strachami.
    • alika77 Re: Mamo, ja się boje... 03.09.08, 01:03
      A ja mysle, ze to "boje sie" jest po prostu wyrazeniem emocji
      zwiazanych z nowa sytuacja. Maly poszedl do przedszkola, znalazl sie
      w nowym, obcym srodowisku, wsrod obcych dzieci i pan, ma prawo sie
      bac. Jedno dziecko powie "boje sie dzieci", a inne powie "nie lubie
      dzieci", to juz kwestia indywidualna, ale wcale nie musi oznaczac,
      ze de facto ktores z nich rzeczywiscie boi sie dzieci jako takich
      lub ich nie lubi. Uwazam, ze jak najbardziej na miejscu jest
      powiedzenenie czegos takiego przez 3,5-latka w obliczu nowej i jakby
      nie bylo stresujacej sytuacji. Ja potraktowalabym to "boje sie"
      powaznie, tzn. pokazac dziecku, ze akceptuje sie jego strach, nie
      wmawiac, ze nie ma sie czego bac, nie zaprzeczac, nie mowic, ze
      przeciez dzieci sa takie fajne, bo to tylko pogorszy sprawe.
      Powiedziec, ze sie rozumie, ze czuje sie niepewnie w nowej sytuacji
      i ze moze troszke sie boi, ze mama tez w nowych sytuacjach czasami
      boi sie, ale ze ten strach przechodzi, trzeba sie przyzwyczaic, ze
      jak juz strach minie to okazuje sie, ze jest fajnie. I dac mu pare
      dni, mysle, ze minie.
    • stypkaa Re: Mamo, ja się boje... 03.09.08, 09:03
      Dzięki Wam za odpowiedzi.
      Pytałam go czemu się boi dzieci, nie powiedział - nie wiem czy nie
      wie czy nie potrafi tego wyrazić.
      Dziś rano dodatkowo powiedział, że on się boi dzieci i pani.
      Pewnie jest tak jak napisała jedna z Was, ze jest to jego wyrażenie
      emocji na nową sytuację.
      Nie zaprzeczam jego uczuciom, ma prawo wyrażać je i ja je akceptuje.
      I mam wyrzuty, że na siłę zaprowadzamy go do przedszkola, choć wiem,
      ze tak trzeba.
      Nie wiem, może moje dziecko jest z tych, które czują się w ogóle
      dobrze w większej grupie.
      Poprzednim razem jak chodził do przedszkola pół roku - to przez cały
      ten czas płakał. To ile w końcu może trwać ta adaptacja??

      Co do nocy - to robimy tak jak mówicie, tzn. nie zabraniamy mu
      przychodzenia do nas w nocy. Wiem, że kiedyś w końcu przestanie
      przychodzić i odpuściłam sobie nauczenie go za wszelką cenę spania
      całą noc w swoim łóżku.

      • stypkaa Re: Mamo, ja się boje... 03.09.08, 09:05
        > Nie wiem, może moje dziecko jest z tych, które czują się w ogóle
        > dobrze w większej grupie

        Sorki, miało być:
        Nie wiem, może moje dziecko jest z tych, które czują się w ogóle
        ŻLE w większej grupie

      • titta Re: Mamo, ja się boje... 03.09.08, 13:45
        Tu jest troche inny problem. Z mojego osobistego doswiadczenia:
        adaptacja moze nigdy w pelni nie nastapic. Dziecko moze miec jakies
        zaburzenia sensoryczne powodujace np. ze halas mu przeszkadza. Moze
        autentycznie bac sie dzieci i obcych doroslych (obcy bedzie kazdy z
        ktorym nie ma nawiazanej osobistej relacji wiec moze byc to nawet
        niewpelni zaangazowana babcia (sic!) a co dopiero przedszkolanka).
        Moze nie rozumiec ich (np. problem z odczytaniem emocji z twarzy i
        glosu), ich zachowania, dowcipow (np. braki w mysleniu
        abstrakcyjnym). Oczywiscie to tylko przyklad. Moze caly czas czuc
        sie zagrozone, widziec siebie jako odrebne i inne. Co wiecej to samo
        nakrecajaca sie spirala, bo takie dziecko zwykle jest wysmiewane.
        Jak pomoc: po pierwsze poszukac jak najmniejszej grupy i
        empatycznej, spokojnej opiekunki. Jesli to niemozliwe, to nie
        lekcewazyc lekow dziecka: ZAWSZE okazywac zrozumienie (udawac, nawet
        jak sie nie rozumie). Starac sie nie zwalczac - nie wypychac na sile
        miedzy ludzi, a raczej zachecac i krok po kroku budowac poczucie
        wartosci (ktore moze byc mocno nadszarpniete). Dyskretnie asystowac
        w sytuacjach miedzyluckich i starac sie je tlumaczyc (nawet jak nam
        sie wydaje ze cos jest oczywiste)np. upewnic sie, ze dziecko rozumie
        dlaczego ktos podniusl glos, ze smieje sie bo sytuacja jest
        smieszna, a nie z niego. Okazywac tez jak najwiecej akceptacji i
        czulosci - to bardzo wazny fundament.
        Na pocieszenie dodam, ze...pisze z autopsji, a nie na podstawie
        wiedzy ksiazkowej. I moze zapewnic, ze w zyciu doroslym mozna
        calkowicie normalnie towarzysko funkcjonowac. No i jeszcze, ze w
        Szwecjji chyba co piate dzicko tak ma...
        • stypkaa Re: Mamo, ja się boje... 03.09.08, 14:32
          Bardzo dziękuję smile

          Przeczytałam bardzo wnikliwie to co napisałaś. I przemyślałam. I
          sądzę, że (na szczęście) nie dotyczy to tak do końca mojego dziecka.
          Okazało się, że płakał, a w zasadzie marudził tylko 5 minut. Jak
          Babcia po niego poszła po obiedzie to Pani powiedziała, zeby go nie
          zabierać bo:
          - super się bawił,
          - pięknie zjadł obiad,
          - już leżakuje,
          - marudził tylko właśnie przez te 5 minut na początku po rozstaniu.
          A poza tym to "jest bardzo mądrym chłopcem" - to cytat smile

          Poza tym on raczej nie boi się każdego obcego. Mam bardzo namacalny
          przykład z ostatnich dni - przyjechali do nas znajomi, których Kuba
          na oczy nie widział, z dziećmi - m.in. dziewczynka lat. 9. Kuba od
          razu praktycznie zaangażował się w zabawę z tą dziewczynką i co
          więcej, bardzo ją polubił. Z młodszym chłopcem (l.1,5) nie chciał
          się bawić, może dlatego, ze dokładnie w tym samym wieku ma brata i
          wie czym to grozi wink

          Drugi przykład: wczoraj na placu zabaw bardzo mu się spodobała
          kopara jaką miał jakiś inny chłopiec. Dobre 10 minut stał i prosił
          tego chłopca, żeby mu ją pożyczył. Za nic nie mogłam go stamtąd
          odciągnąć. A on stał sam przy tym chłopcu, przy jego mamie i przy
          jeszcze dwóch innych osobach - ja w tym czasie zajmowałam się
          młodszym synkiem.
          • titta Re: Mamo, ja się boje... 03.09.08, 17:35
            No to super.
            Pozdrawiam
    • titta Re: Mamo, ja się boje... 03.09.08, 13:28
      Te straszne dzieci stosuja rozne metody manipulacji aby spac z
      rodzicami/ miec ich przy sobie.
      A nie jest to czasem tak, ze one potrzebuja tej bliskosci? Tak
      naturalnie, biologicznie? Przez tysiace lat dzieci spaly z
      rodzicami: na jednym poslaniu, w jednym pomieszczeniu, na jednym
      lozku. Jak nie z rodzicami to z soba nawzajem. Czlowiek jest
      zwierzeciem stadnym i kontakt z innymi go uspakaja. Skoro my
      (dorosli) potrzebujemy sie w nocy do kogos przytulic, to tym
      bardziej dziecko.
Pełna wersja