kowalikm
11.09.08, 22:15
wiem - co mnie spotka na forum, ale już sama nie wiem co z tym
zrobić.
Mój prawie 2,5 latek chodzi do przedszkola i na prawdę jest kochanym
dzieckiem. Po południu zazwyczaj jest ze mną albo u babci. Oprócz
drobnych spraw z którymi (mam nadzieję sobie poradzę) typu np.
dzielenie się czy "niegrzeczniactwo" w domu, typowych dla wieku, mam
poważniejszy problem.
Kiedy urodziłam go, biorąc również pod uwagę mnustwo info w TV o
strasznych przypadkach i konsekwensjach biacia dzieci postanowiłam,
że wytrwamy z mężem bez KLAPSOWANIA.
Najczęściej przemieszczamy się autem. Zakupy robimy bez wózka ale za
rączkę. Niezależnie od tego czy kładzie się na chodniku czy wyrywa
się (aczkolwiek żadko się zdarza) trzymam go mocno za rękę.
Problem pojawił się ostatnio na parkingach kiedy wychodzimy z auta
lub pakuję np. zakupy. Wcześniej (miałam wrażenie), że reagował na
STOP - zazwyczaj zatrzymywał się. W ostanim czasie jest koszmar, bo
jak tylko zwolnię rękę od razu zaczyna biec na oślep. Tłumaczę do
bólu, że:
- jeżdżą auta,
- że zrobią bami
- że trzeba będzie jachać do szpitala bo będzie bolało
- że auto by przejechało i będzie z niego placek (najbardziej
drastyczne, ale przypuszczam że nawet nie wie co to placek)
Zupełnie nie skutkuje. Wiem - powtarzanie w kółko.
Pytałam znajmych wszyscy twierdzą, że w takiej sytuacji jedynym
wyjściem był KLAPS i co najważniejsze pomógł (mówię o ludziach
którzy KLAPSUJĄ w syt. ekstremalnych - sporadycznie).
Dziś, z rozmysłem, przy kolejnej takiej sytuacji, po raz pierwszy mu
PRZYKLAPSIŁAM. Przypuszczam, że nawet nie poczuł przez pieluchę.
Zwróciło to jednak jego uwagę (tzn. odwrócił się

), znowu
wytułumaczyłam - patrsząc w oczy i najgorsze jest to że nie wiem czy
pomoże.
Zaznaczam że KLAPS to ostatnia "metoda" jaka przychodzi mi do głowy.
Jakie wy macie sposoby na takie problemy, zaznaczam że wózek odpada
bo jest już w bagażniku?
Czy udało wam się uniknąć TEJ metody wychowawczej?