Problem z sześcioletnią córką...

15.09.08, 21:57
Normalnie mi ręce opadły,łzy płynęły ze złości i bezsilności. Nie
wiem co robić i prosze o rade...
Mam dwojke dzieci (prawie 3 latek, synek i 6 lat corka). W domu,jak
to w domu - ogromna dawka smiechu,szaleństwa,ganiania sie,ale
rowniez kłotni,przekrzykiwań,wyrywania,popychania itd -normalny stan
miedzy rodzenswtem. Generalnie mozna by powiedziec,ze cały czas
jestem czujna bo zarowno bloga cisza,jak i dzikie krzyki wymagają
naszej,rodziców interwencji. To tak aby opisac codziennosc.
Bylismy w ten weekend na weselu. Specjalnie poszłysmy kupic z corka
piekna suknie,rajstopki,wybrac kwiatki do wlosow. Przed samą
ceremonia godzinne czesanie w cudne,wymarzone loki,paznokacie
pomalowane na bezbarwny lakier,rozmowy jak to bedzie wspaniale,jaki
bal,jak sie wybawimy,i muzyka,i bedzie mozna pokazac taniec jaki
cwiczyli z tatą,i ze bedzie duzo dzieci,i ze nigdy na czyms takim
nie była...Cieszyła sie bardzo,duze emocje i .... tragediasad
Zaczelo sie od samego poczatku,nie chciala sieciec obok nas. Mysle
sobie,no dobra niech leci do dziadkow ktorzy prawie codziennie z nia
sa (mieszkaja obok,jest mocno z nimi zwiazana). Nie ,ona nie
chce. "Corcia czy cos zjesz"-fukneła,parsknełą jakby mogla to by
mnie wzrokiem zabila. OK,zobaczymy co dalej.. Zaczynaja sie
tance,corka poleciala do dzieci,ale jakos nie do konca chyba jej ten
kontakt wychodzil,szturchnela chlopca on ja i po zabawie. Dodam ze w
przedszkolu jest uwielbiana przez dzieciaki,wogole nigdy nie miala
problemu w odnalezieniu sie w nowej sytuacji,zawsze cos sie dzialo
wokol niej smile Stoi obok orkiestry,prawie siedzi im na perkusji,a my
z mezem podchodzimy i mowimy aby moze potanczyla z nami,z tata tak
jak cwiczeli - znowu warknela,wyrwala sie nerwowo i dalej stoi. Maz
tak sie wkurzyl ze mowil zeby ja zostawic. Wygladalo to super,my sie
bawimy a ona stoi 2 metry od nas jak zagubione dziecko.Kazde
podejscie nasze czy dziadkow konczylo sie prawie
atakiem,wyrwanienie,glupia mina i dajcie mi spokoj. Mam to gdzies co
inni pomysleli,ale moim rodzica bylo okropnie przykro,byla dla nich
taka oschla,taka knabrna - na co dzien to ukochany
dziadek,buziaki,usmiechy,rozmowy. A teraz... I to samo do nas. Bylam
zla na to ze ja wzielismy. Moze i to glupio zabrzmi,kocham ja bardzo
mocno ale byly momenty ze jej poprostu nie lubilam,wstydzilam sie
jej zachowania. Ok,tlumacze jej,gadam,mowie ze jakby jej corka tak
sie zachowywala do niej czy jej nie byloby
przykro,itd,spokojnie,milo jej mowie....ona mnie
przeprasza,caluje...juz mysle ze zrozumiala idziemy na poprawiny i
dalej to samo. Jak kot,wlasnymi drogami,chcaca byc samotna i aby
ktos nie kojarzyl,ze my to jej rodzice.
Zlosc z pekajacym sercem wymieszana,zal i z poraszka. W domu,znowu
aniol,usmiechnieta,rozmawiajaca,przytulajaca sie,wspaniala corka. I
musza ja karac,chociaz serce boli,"Mami,przytul sie do mnie","Nie
coreczko,poczuj jak to boli kiedy ty mnie tak odpychalas,kiedy ja
chcialam sie przytulic".
Nie wiem co robic,moja glowa jest za slaba na pomysly,z jednej
strony wiem ze to charakter,bo ma temperament i ciesze sie z tego.
Ale uderza w nas,odsuwa sie od nas przy innych,tak jakby nas nie
znala. Jest madra dziewczynka,o dobrym sercu,pomaga mi chetnie i
sama z siebie w domu, pomaga braciszkowi,kocha nas... Jednak jej
zachowanie,te zle powoduje ze ludzie odwarcaja sie od niej i w
nienaturalny sposob faworyzuja syna (bo on taki zawsze usmiechniety
a ona taka nabzdyczona)
Poradźcie,bo nie wiem co robic. Dwojka dzieci zoobowiazuje,w sposob
naturalny nie ma mozliwosci aby jednemu dac wiecej czasu niz
drugiemu.Nie wiem co robic...nie chce sie poddac,ale moja corka
poprostu przestaje byc lubiana. WIdze to i chce jej pomoc. Moge byc
nawet ta zla,ale jej nie chce zostawic,chce aby widziala swoje
bledy,ze trzeba mowic dziekuje,do widzenia,usmiechac sie,dostrzegac
plusy,ze ma co jesc,ze ma zdrowie,ze ma rodzine...
Piszcie,radzcie mi,bo uwazam ze problem narasta. Moze wy same
mialyscie podobne sytuacje? Moze macie jakies pomysly?
    • jola_ep Re: Problem z sześcioletnią córką... 15.09.08, 22:27
      Tak na szybko.
      Czy wiesz dlaczego tak się zachowywała? Bo jak zaczęłaś od karania, to teraz trochę trudno będzie się dowiedzieć.

      Dzieci w pewnym wieku w miejscu publicznym "nie przyznają" się do rodziców. Iść z mamą ze rękę to obciach. Wydaje mi się to dość normalne.
      Może przytłoczyła ją atmosfera wesela, wśród dzieciaków nie mogła się odnaleźć i stąd jej zachowanie? Dużo sobie obiecywała, a rzeczywistość okazała się inna?

      > dalej to samo. Jak kot,wlasnymi drogami,chcaca byc samotna i aby
      > ktos nie kojarzyl,ze my to jej rodzice.
      > Zlosc z pekajacym sercem wymieszana,zal i z poraszka.

      Dlaczego? Chciała jak kot? Ma prawo. Kiedyś w końcu te dzieciaki trzeba z łańcucha spuścić. Pewnie miała jakiś swój cel, a jej zachowanie miało swój sens. Zamiast karać, postaraj się ją zrozumieć. A uwierz mi, w przypadku niektórych dzieci może być to trudne i nie oczekuj, że zadasz pytanie i już otrzymasz odpowiedź... Rozmowa z dzieckiem o trudnych sprawach to sztuka, którą należy rozwijać i pielęgnować.

      > W domu,znowu
      > aniol,usmiechnieta,rozmawiajaca,przytulajaca sie,wspaniala corka. I
      > musza ja karac,chociaz serce boli,"Mami,przytul sie do mnie","Nie
      > coreczko,poczuj jak to boli kiedy ty mnie tak odpychalas,kiedy ja
      > chcialam sie przytulic".

      Głupie to było. I to bardzo.
      Dziecko nie ma obowiązku przytulać Ciebie, a już tym bardziej w miejscu publicznym. Owszem, mogłaś porozmawiać o tym, jak wypada się zachowywać.

      > Jest madra dziewczynka,o dobrym sercu,pomaga mi chetnie i
      > sama z siebie w domu, pomaga braciszkowi,kocha nas...

      Jest wspaniałą dziewczynką, która potrzebuje dużo wsparcia i miłości od Ciebie. Takiej bezinteresownej, bezwarunkowej.

      > Jednak jej
      > zachowanie,te zle powoduje ze ludzie odwarcaja sie od niej i w
      > nienaturalny sposob faworyzuja syna (bo on taki zawsze usmiechniety a ona taka nabzdyczona)

      I jeszcze ty się od niej odwróciłaś sad

      Pozdrawiam
      Jola
    • mama_kotula Re: Problem z sześcioletnią córką... 15.09.08, 22:37
      Problem jest z tobą, a nie z córką.
      Miałaś wizję wesela i córeczki-księżniczki na weselu, obiecywałaś córeczce cuda
      gwizdki i piękny bal w zamian za taniec z tatą i włożenie różowej sukienki.
      Rzeczywistość odbiegła od wizji - i obwiniasz za to córkę. Jakby była automatem
      sterowanym na opcję "uśmiech, radość, ukłon i taniec z tatusiem, cudowne
      spędzenie czasu z rodzicami na pięknym balu, holiłud i wata cukrowa". I jakby
      ten automat się popsuł.


      Po lekturze postu nie widzę niegrzecznej krnąbrnej niewdzięcznicy, która sprawia
      wszystkim przykrość swoim zachowaniem. Widzę małą dziewczynkę, która jest
      zagubiona, ma nadmiar wrażeń i bardzo chce wrócić do domu z tego okropnego balu.
      A własna matka ją odpycha.
      Przykre.
      • alabama8 Re: Problem z sześcioletnią córką... 16.09.08, 08:53
        Faktycznie, powinnaś zmienić tytuł posta na problem z ...letnią
        matką. Dziecko nie ma obowiązku być radosne kiedy ty sobie tego
        zażyczysz.
        W tym roku byłam z moim 5-cio latkiem na plaży w Sopocie.
        Zahaczyliśmy o dancing przy plaży. Młody uwielbia "tańczyć". Napalił
        się, ale na miejscu już nie miał tyle odwagi. Siedział godzinę na
        krześle i tylko patrzył na ludzi. Po godzinie podrygiwał na stojąco,
        kwadrans później wypuścił się na parkiet i czarował emerytki. Nie
        zmuszałam do tańca, nie namawiałam, cierpliwie czekałam aż sam
        przełamie tremę. Udało się.
      • guderianka Re: Problem z sześcioletnią córką... 16.09.08, 09:06
        Podpisuję się pod kotulą
        Dokładnie to samo przychodziło mi na myśl gdy czytałam twój wpis
        Przedstawiłaś córce swoje wyobrażenia, odczucia, emocje. Mała
        skonfrontowała rzeczywistość z tym co mowiła jej mama. Być może
        pomyślała nawet ,że ją okłamałaś. Bo wcale nie czuła się jak
        księżniczka bo nie była tak traktowana, sukienka nie była wygodna,
        zamiast fajnej muzyki była strasznie głośna nieznana piosenka.
        Porażka za porażką. Nie dałaś dziecku szansy na wyrobienie sobie
        własnego stosunku do wydarzenia. Za wszelką cenę chciałaś by było
        fun, happy, extra, cool. A tak niemkoniecznie musiało być
      • sir.vimes Tak, Kotula 16.09.08, 09:25
        dokładnie tak samo to widzę.

        Zresztą w poście nie ma mowy o żadnych rozrywkach DLA DZIECI. Sześciolatka to
        nie "panienka na wydaniu" by sam strój , taniec itp sprawiały jej przyjemność.

        Szczególnie, ze dziecko musiało być niesamowicie podekscytowane i zareagowało
        normalnie na nadmiar wrażeń, dźwięku, tłumu....
    • sir.vimes nie do końca rozumiem problem 16.09.08, 09:22
      córka źle się czuła na hałaśliwym weselu a Ty się JEJ wstydzisz???


      Bylam
      > zla na to ze ja wzielismy.

      Słusznie. Dzieci lepiej bawią się na imprezach dla dzieci, nie dla dorosłych.
    • lolinka2 Re: Problem z sześcioletnią córką... 16.09.08, 09:23
      nie bardzo rozumiem, w czym ten straszny problem - w budzącej się
      niezależności dziecka?
      O kurczę, ale z ciebie teściowa będzie, ja kicham....
      Poleciała do dzieci, kształtowała kontakty po SWOJEMU, siedziała w
      miejscu które wybrała SAMA i nie chciała się przyznać, że przyszła z
      Wapniakami - 100 proc normalności IMHO.

      Dziś zostałam zjechana przez moją 6-latkę o godz 7.58, że śmiałam
      wejść z nią w szkole do szatni, bo tylko z fajtłapami i beksami mamy
      schodzą do szatni, a ona jest uczeń, więc papa, spotkamy się
      popołudniu smile)
    • kawa08 Re: Problem z sześcioletnią córką... 16.09.08, 10:06
      Nie wiem co robic...nie chce sie poddac,ale moja corka
      > poprostu przestaje byc lubiana. WIdze to i chce jej pomoc. Moge
      byc
      > nawet ta zla,ale jej nie chce zostawic,chce aby widziala swoje
      > bledy,ze trzeba mowic dziekuje,do widzenia,usmiechac
      sie,dostrzegac
      > plusy,ze ma co jesc,ze ma zdrowie,ze ma rodzine...
      > Piszcie,radzcie mi,bo uwazam ze problem narasta. Moze wy same
      > mialyscie podobne sytuacje? Moze macie jakies pomysly?


      gosiu, tak bardzo ci zależy, żeby córka była lubiana, podobała się
      innym, cały czas uśmiechała i budziła ogólny podziw? Z takim chyba
      nastawieniem poszłaś na to wesele i oczekiwałaś, że córka będzie się
      tam świetnie bawic (świetnie, czyli zgodnie z twoją wizją)

      ważniejsze, byś ty lubiła córkę, a nie otoczenie

      nie wstydź się za nią, raczej staraj się ją rozumiec i uszanowac jej
      uczucia i zachowania, nawet jeśli są sprzeczne z twoją wizją
      cudownej zabawy

      chciała po swojemu? ja bym pozwoliła, w końcu krzywdy nikomu nie
      robiła

      a tak na marginesie: jak się wybieram gdzieś z córką, gdzie dotąd
      nie była, to raczej nie obiecuję jej świetnej zabawy i nie wiadomo
      czego, bo tak naprawdę nigdy nie możemy byc pewni, jak tam będzie,
      czy rzeczywiście się jej spodoba i jak tam będzie się czuła;
      moim zdaniem błędem było robienie wielkiego halo przed wyjściem na
      ten bal, trzeba było raczej powiedziec: idziemy na imprezę,
      zobaczymy, co tam będzie się działo, może będzie całkiem fajnie?
      • edziecko_gosia Re: Problem z sześcioletnią córką... 16.09.08, 11:12
        A wiec od poczatku - jestem ostatnia osoba ktora "robi" dziecko na
        pokaz,chce aby zachowywalo sie "tak a nie tak",tworzy jakies
        wizje,bajki,szablony. Uwazam ze troche pojechalyscie po mnie,bo to
        nie bylo tak,ze jaj jej mowilam,ze bedzie wspaniale,ze bedzie
        ksiezniczka, ze w nagrode (o Jezu!) bedzie tanczyc z tata. Ona sama
        chciala wybrac sobie suknie,mowila o tancach,wszystko to coreczka
        nakrecala,a jaj jej wtorowalam bo miala cudowna zabawe przy tym
        (coreczka). Wybor sukni,sama chciala miec nowa,i fryzura.
        Inni nic mnie nie obchodza,bo komus jej zachowanie sie nie spodoba
        czy cos tam.Mam to gdzies,ze ludzie ja tak oceniania czy tak -
        zawsze ja bronie. Kompletnie zle zostal zrozumiany moj post. Wy sobi
        zrobilyscie ze mnie jakas chora matke,o chorych abicjach,kreujaca
        corke na jakis wzor i wyobrazenia. Boze,jest kompletnie inaczej...
        Chce ja zozumiec,bardzo duzo z nia rozmawiam,SLUCHAM JEJ,nic nie
        komentujac. Ja na weselu nic od niej nie oczekiwalam,niczego jej nie
        obiecywalam,bralam sytuacje taka jaka byla. Nie chciala gadac,ma
        prawo,źle sie czuje ma prawo,proponowalam ze pojdziemy spac,ze albo
        sie pobawimy,albo pojdziemy do "tamtych" dzieci i zapoznamy ich,itd.
        Dawalam jej calkowita swobode zachowania,niczego nie
        wymuszajac,niczego nie narzucajc.
        Jezu,jak czytalam Wasze odpowiedzi to az dreszcze po plecach
        przechodzily. Stwierdzilam,ze skoro tak wiele osob zle odebralo
        postto zle sie wyrazilam. Ma calkowita akceptacje zachowan z mojej
        strony i taty strony (ba inni mowia ze az za bardzo). Nie mam
        wyobrazenia jaka powinna byc,pokazuje jej zasady a druga strona to
        charakter. Kocham ja ponad wszytsko,i wiem ze nie jest mna ani ja
        nia. Myslalam,ze tu mi doradzicieci,podpowiecie skad moze takie
        zachowanie wynikac,dacie dobre slowo,jaka rada. A wy sobie
        zrobilyscie lincz....szkoda bo napisalam po to aby znalesc wsparcie
        i rozwiazania BO NIE ZOSTAWILAM I NIGDY NIE ZOSTAWIE JEJ SAMEJ !
        Szukam rozwiazania,szukam powodu bo chce jej pomoc. Chce byc z nia i
        przy niej...

        • mama_kotula Re: Problem z sześcioletnią córką... 16.09.08, 11:25
          A jak się ma to:

          "Ja na weselu nic od niej nie oczekiwalam,niczego jej nie
          obiecywalam,bralam sytuacje taka jaka byla. Nie chciala gadac,ma
          prawo,źle sie czuje ma prawo,proponowalam ze pojdziemy spac,ze albo
          sie pobawimy,albo pojdziemy do "tamtych" dzieci i zapoznamy ich,itd.
          Dawalam jej calkowita swobode zachowania,niczego nie
          wymuszajac,niczego nie narzucając."


          do tego:
          "Mam to gdzies co inni pomysleli,ale moim rodzica bylo okropnie przykro,byla dla
          nich taka oschla,taka knabrna - na co dzien to ukochany
          dziadek,buziaki,usmiechy,rozmowy. A teraz... I to samo do nas. Bylam zla na to
          ze ja wzielismy. Moze i to glupio zabrzmi,kocham ja bardzo mocno ale byly
          momenty ze jej poprostu nie lubilam,wstydzilam sie jej zachowania. Ok,tlumacze
          jej,gadam,mowie ze jakby jej corka tak sie zachowywala do niej czy jej nie byloby
          przykro,itd,spokojnie,milo jej mowie....ona mnie przeprasza, caluje...juz mysle
          ze zrozumiala idziemy na poprawiny i
          dalej to samo."


          ????
          • edziecko_gosia Re: Problem z sześcioletnią córką... 16.09.08, 12:34
            No swietna jestes mamo_kotula,no normalnie super...Swietnie
            radzisz,wczuwasz sie w sytuacje,twoja wyobraźnia dziala....weż
            jeszcze cos wytknij,pokop,super ci to wychodzi. Kobieto,jestem
            matka,pisze o swoich odczuciach ,wewnetrzne rosterce,bolu i zalu.
            Dla mnie jest to prawdziwosc uczuc.Ty nigdy nie mialas takich
            rozterek? Widac ze nie,wiec nie rozumiesz mnie,nie wiesz co czuje.
            Wytknij cos jeszcze,przeciez jestes dobra w tym .... Prosze cie o
            jedno,nie bierz juz udzialu w tej dyskusji gdyz nie nie dajesz
            rady ,zmian,cennej uwagi a jedynie pajasz sie czyjas porazka. Ja tez
            mam sobie wiele do zarzucenia ale chcialabym pogadac,zmienic swoje
            zachowanie zastanowic sie gdzie lezy blad.Ewidentnie chce to
            zmienic,znalesc i w sobie blad,zastanowic sie. Ty nie pomagasz.
            Nic juz nie pisz,proszę cie...
            • mama_kotula Re: Problem z sześcioletnią córką... 16.09.08, 12:52
              Nic nie wytykam, nie upajam się twoją porażką (jaką porażką? napisze niżej), chciałam ci tylko pokazać, gdzie leży sprzeczność w tym, co deklarujesz (fragment z drugiego postu) a tym, co robisz (fragment z pierwszego postu).

              Więc gdzie leży twój błąd?
              Deklarujesz, że rozumiesz córkę i że chcesz ją rozumieć.
              Z twoich postów wynika jednak, że zetykietkowałaś córkę jako "miła, sympatyczna, lubi się przytulać, serdeczka" i każda próba odklejenia tej etykietki przez nią budzi w tobie sprzeciw, niezrozumienie - być może zdziwienie "jak to, zawsze taka, a nagle coś w nią wstąpiło?".
              Nie próbujesz zrozumieć dziecka, chcesz, aby dziecko zrozumiało, czego od niego oczekujesz ("szkoda mi było rodziców, zawsze taka miła, kochana wnuczka") i się podporządkowało. Nieświadomie, w dobrej wierze wzbudzasz w małej poczucie winy ("jakbyś się czuła, gdyby twoja córka tak się zachowywała na weselu? na pewno byłoby ci przykro").
              Kolejny błąd - córka nie jest nauczona wyrażania uczuć i emocji.
              Mogła przecież powiedzieć "mamo, źle się tu czuję, nie tak sobie wyobrażałam ten bal, jedźmy stąd, jestem zła na ciebie, że mnie tu zabrałaś" (ma prawo być zła). Nie powiedziała? Nie potrafiła. Wyraziła to w taki sposób, w jaki umiała - odrzuceniem, ignorancją - dla mnie była to rozpaczliwa prośba o pomoc. Problemem jest to, że zinterpretowałaś ją jako bunt i złą wolę i jesteś pełna żalu do córki (pierwszy post).

              Błąd następny - dlaczego myślisz o tym w kategorii "porażka"? Kategoria wartościująca: wyznaczyłam sobie misję i nie sprostałam, zachowanie córki uznaję za swoją porażkę, bo SIĘ NIE UDAŁO.
              Wychowanie dziecka to nie klasówka z historii.

              Wierz mi, akurat kto jak kto ale ja mogę wiele napisać na temat "wstydzenia się za zachowanie dziecka". Mój syn ma Zespół Aspergera, postrzegany jest przez innych jako arogancki ekscentryk i bardzo, bardzo często zachowuje się jak, za przeproszeniem, zwykłe niewychowane chamidło. Na inne dzieci patrzy spode łba i nie ma ochoty na nawiązywanie interakcji, gdy nie załapie humoru, odbiera go jako osobistą obelgę i reakcja jest adekwatna.
              Tak, że takie sytuacje jak opisana przez ciebie mam na co dzień, w życiu codziennym - nie wyobrażam sobie zachowania syna w sytuacji budzącej tak wiele emocji jak wesele, tłumy obcych ludzi, głośna muzyka (obawiam się, że by zwariował po prostu).
              • scher Re: Problem z sześcioletnią córką... 16.09.08, 13:01
                mama_kotula napisała:

                > Z twoich postów wynika jednak, że zetykietkowałaś córkę jako
                > "miła, sympatyczna, lubi się przytulać, serdeczka" i każda próba
                > odklejenia tej etykietki przez nią budzi w tobie sprzeciw,
                > niezrozumienie - być może zdziwienie "jak to, zawsze taka, a nagle
                > coś w nią wstąpiło?".

                > Nie próbujesz zrozumieć dziecka, chcesz, aby dziecko zrozumiało,
                > czego od niego oczekujesz ("szkoda mi było rodziców, zawsze taka
                > miła, kochana wnuczka") i się podporządkowało. Nieświadomie, w
                > dobrej wierze wzbudzasz w małej poczucie winy ("jakbyś się czuła,
                > gdyby twoja córka tak się zachowywała na weselu? na pewno byłoby
                > ci przykro").

                > Kolejny błąd - córka nie jest nauczona wyrażania uczuć i emocji.
                > Mogła przecież powiedzieć "mamo, źle się tu czuję, nie tak sobie
                > wyobrażałam ten bal, jedźmy stąd, jestem zła na ciebie, że mnie tu
                > zabrałaś" (ma prawo być zła). Nie powiedziała? Nie potrafiła.
                > Wyraziła to w taki sposób, w jaki umiała - odrzuceniem, ignorancją
                > - dla mnie była to rozpaczliwa prośba o pomoc. Problemem jest to,
                > że zinterpretowałaś ją jako bunt i złą wolę i jesteś pełna żalu do
                > córki (pierwszy post).

                > Błąd następny - dlaczego myślisz o tym w kategorii "porażka"?
                > Kategoria wartościująca: wyznaczyłam sobie misję i nie sprostałam,
                > zachowanie córki uznaję za swoją porażkę, bo SIĘ NIE UDAŁO.
                > Wychowanie dziecka to nie klasówka z historii.

                Musiałem tyle zacytować, bo zgadzam się z każdym słowem! smile
        • guderianka Re: Problem z sześcioletnią córką... 16.09.08, 13:13
          Gosiu-wszyscy wypowiadający się w tym wątku podobnie odebrali tekst,
          który napisałaś
          Może jest tak,że masz problemy z przekazywaniem swoich myśli i
          zamierzeń? Może wydaje ci się,że przekazujesz córce jasne
          komunikaty , że wyrażasz sie zrozumiale a tymczasem sygnały są
          sprzeczne i dziecko głupieje nie wiedząc jak się zachować
          Zobacz ile w tym wątku dorosłych kobiet, matek "na opak" cie
          zrozumiało. Nie sądzisz że małemu dziecku moze być jeszcze trudniej
          gdy mama myśli o jednym a wymaga drugiego, gdy mówi "ciasto" a
          myśli "ogórek "?
    • scher Re: Problem z sześcioletnią córką... 16.09.08, 11:10
      Miałem dokładnie te same odczucia co Przedmówczynie.
      Dziecko to nie zabawka, księżniczka, która służy do chwalenia się w towarzystwie.
      • asocial Re: Problem z sześcioletnią córką... 16.09.08, 12:09
        dziecko zapewne sie wstydzilo.
        corka miala oczekiwania, ze zabawa bedzie swietna, a okazalo sie, ze jest nudna
        i dla doroslych. pewnie myslala (na podstawie przygotowan do wesela, wybieranie
        sukienki itp), ze bedzie wazna na tym weselu, a okazalo sie, ze np. dzieci ja
        olewaly.
        + ogolne zawstydzenie, moze w porownaniu z innymi dziecmi czula, ze te
        rajstopki, fryzura i sukienka sa 'dziecinne' i chciala sie zrobic 'dorosla'
        poprzez olewanie mamy?
        ja mala troche rozumiem, ciebie tez, ale nie powinnas jej karac 'brakiem
        przytulania' itp
        • edziecko_gosia Re: Problem z sześcioletnią córką... 16.09.08, 12:40
          Asocial,bardzo Tobie dziekuje za ocene sytuacji,rzeczowa. Pewnie
          masz racje,wiele bledu w sobie dostrzegam. Przeroslo nas obie,ale ja
          powinnam byc "ta madrzejsza". Opisalam ze jej nie prztulilam,byla to
          sytuacja jednorazowa,bolalo mnie serce ale tak zrobilam. Oczywiscie
          bylo pytanie "dlaczego",powiedzialam jej ze to boli jak ktos jest
          odpychany ,przyznala mi racje. Potem sie mocno przytulilysmy i
          powiedziala,ze faktycznie boli jak sie odpycha kogos bliskiego.
          • alinawk Re: Problem z sześcioletnią córką... 16.09.08, 13:39
            Może po prostu miała zły dzień? Czasami tak jest, wstajemy rano i
            wszystko nas wkurza, nic się nie udaje, wszystko leci z rąk, z byle
            powodu człowiekowi się chce płakać... Nigdy tak nie miałaś?
            Ja mam 5-letnią córkę. Jednego dnia wstaje uśmiechnięta, bez
            problemu się ubiera, myje, rozmawiamy i idziemy do
            przedszkola.Drugiego dnia wszystko jest żle, płacze od rana, zebów
            myć nie będzie, uczesać się nie da, nie odzywa się, odpycha mnie gdy
            ją chcę wziąć za rękę itd. Powinnaś moim zdaniem wyluzować i mniej
            się przejmować. Dziecko to nie automat i nie będzie miało ciągle
            dobrego humoru. Zresztą my dorośli tez nie smile
    • jakw To raczej problem 6-letniej córki z rodzicami 16.09.08, 15:24
      Przecież nie chodzicie codziennie na wesele, prawda? Skąd dzieciak
      ma wiedzieć jak należałoby się zachowywać na weselu? W dodatku na
      weselu jest tyle fajnych rzeczy (orkiestra chociażby), że dziadek,
      babcia, mama czy tata stają się mniej ważni. O jedzeniu nie
      wspominając. Jeśli nie jęczała wam "nudzę się" to niepotrzebnie
      ingerowaliście w jej zabawę na weselu.
      A to
      > I musza ja karac,chociaz serce boli,"Mami,przytul sie do
      mnie","Nie
      > coreczko,poczuj jak to boli kiedy ty mnie tak odpychalas,kiedy ja
      > chcialam sie przytulic".
      jest po prostu karygodne. Nie jesteś 6-letnim dzieckiem i nie masz
      (nie macie) prawa się zachowywać jak 6-letnie dziecko. Już chyba
      lepszy byłby klaps na miejscu przewinienia (klaps, a nie lanie - też
      wprawdzie nie wiadomo za co), bo po klapsie można przytulić i
      powiedzieć "Musiałam cię ukarać, bo zrobiłaś tak czy siak i tego nie
      mogę zaakceptować. Ale i tak cię kocham". U nas w domu brak "tuli"
      to jest najwyższy wymiar kary.
      Chcecie, żeby córka była miła, uprzejma i się przytulała wtedy kiedy
      wy macie ochotę. Równocześnie ją odpychasz za karę wtedy kiedy ona
      potrzebuje się przytulić.
      Możesz (i powinnaś) wymagać od dziecka słów typu proszę, dziękuję,
      ustępowania starszym miejsca.
      Nie możesz wymagać uśmiechu wtedy, kiedy wcale jej jest nie do
      śmiechu (chyba że chcesz ją nauczyć obłudy) albo po prostu nie chce
      jej się śmiać. Co do dostrzegania plusów - dobrze, że w córce
      dostrzegasz plusy - ale czy mówisz jej o tym. Czy tylko nie
      przytulasz jej, bo się nie uśmiechnęła wtedy gdy uważałaś, że należy
      rozciągnąć usta od ucha do ucha?
      Btw czy córka ma problemy z tym, że koleżanki/koledzy masowo jej nie
      lubią? Podaj może kilka przykładów, bo na razie można wywnioskować,
      że nie lubią jej niektórzy dorośli.
      Chcesz, żeby twoja córka była lubiana? Najpierw polub ją sama.
      Sorry, chyba cię trochę zjechałam. Ale tak trochę z boku widać
      trochę inaczej niż od środka.
    • nangaparbat3 Re: Problem z sześcioletnią córką... 16.09.08, 17:47
      Gosiu, ja sie zgadzam z tym co napisali dziewczyny i Scher, z tym wszystkim, co
      tak Cię rozeźliło. Ale to o czym piszą wynika jasno z Twoich tekstów.
      Mnie sie zdaje, ze za bardzo przejmujesz tym, "co ludzie powiedzą". A co komu do
      tego, gdzie siedzi Twoje dziecko, czy tanczy, czy stoi przy perkusji. Nic złego
      nie robi.
    • srebrnarybka Re: Problem z sześcioletnią córką... 17.09.08, 00:07
      A możesz wyjaśnić, w czym problem, bo nie widzę ŻADNEGO problemu. Że
      dziecko stoi przy perkusji? Zrozumiałe, pewnie widzi ją pierwszy raz
      i ją to interesuje. Jest samodzielna - to dobrze. Nie marudziła na
      weselu, nie płakała, więc o co chodzi? I za co karzesz ją i to
      okrutnie, odmawiając przytulenia, kiedy ona tego potrzebuje.
      Moim zdaniem to jest modelowy przykład jak z Toksycznych rodziców.
      Jesteś zła na dziecko, bo nie było słodkim aniołkiem i zabawką,
      którą mogłabyś się pobawić na weselu. Niestety, dziecko nie jest po
      to, zeby było maskotką dla przyjemności rodziców. Dziecko
      wychowywane w ten sposób, że żyje tylko dla przyjemności rodziców, a
      wszelkie przejawy jego włąsnej aktywności są karane, ma szanse na
      bardzo poważne skazy w psychice. Albo całe życie będzie zaspokajało
      wyłącznie Twoje potrzeby, nie założy rodziny i nie będzie miało
      własnego życia i będzie bardzo nieszczęśliwe, albo szybko się zerwie
      ze smyczy i stracisz z nim wszelki kontakt. To drugie rozwiązanie
      jest lepsze dla dziecka i tego mu życzę. Jeśli potrzebujesz żywej
      maskotki do zabawy, kup sobie psa.
    • irmaaa Re: Problem z sześcioletnią córką... 18.09.08, 00:22
      Chcesz zrobić z córki lalunię pozbawioną własnego zdania, żeby
      budowac cukierkowy wizerunek swojej rodziny.
      Napisałaś to w poście zaczynającym wątek, a w kolejnych starasz się
      zaprzeczyć.
    • alika77 Re: Problem z sześcioletnią córką... 18.09.08, 02:20
      A mnie tam najbardziej rozbawil fragment: "Ok,tlumacze
      jej,gadam,mowie ze jakby jej corka tak sie zachowywala do niej czy
      jej nie byloby przykro"... Uczyc szesciolatke empatii kazac jej
      wyobrazac sobie, ze ma corke, to chyba lekka przesada... Pamietam
      moja mame mowiaca "jak bedziesz miala swoje dzieci to zrozumiesz", a
      mialam wtedy jakies 15 lat i nijak tych dzieci i bycia matka nie
      moglam sobie wyobrazic, a tu do takiego dziecka tekst "jakbys miala
      corke"...
      A tak w ogole to uwazam, ze autorka ma problemy przede wszystkim z
      akceptacja siebie i swoich uczuc, wiec niestety przenosi sie to na
      dziecko sad Mala zachowala sie tak, jak zachowuja sie czasem dzieci,
      czyli nieprzewidywalnie, po swojemu, tak jak miala na to ochote. Nie
      plula, nie gryzla, nie kopala, nie wyzywala innych, jak dla mnie
      problemu nie bylo, a raczej nie byloby gdyby matka zaakceptowala to
      zachowanie )niezgodne z jej oczekiwaniem) i dala jej prawo do
      wlasnych uczuc i nastroju.
    • titta Re: Problem z sześcioletnią córką... 22.09.08, 18:29
      Ale o co chodzi?
      Ze mala nie miala humoru? To chyba normalne, co wiecej bedzie sie
      jej coraz czesciej - w miare dorastania - zdazac. Moze byla
      rozczarowana po tych wszystkich przygotowaniach, inaczej sobie to
      wesele wyobrazala...
      Zamiast sie obrazac i karac moze normalnie zapytac o co chodzilo?
      Nawet nie oczekujac specjalnie odpowiedzi, bo mala moze nawet nie
      byc w stanie wytlumaczyc. No i starac sie zrozumiec ja, a nie kazac
      szesciolatce (sic!) stawiac sie w pozycji mamy...
    • morekac Re: Problem z sześcioletnią córką... 23.09.08, 17:14
      Dobrze, że młoda nie pisze na forum :"KLOPOT Z MAMAĄ NA WESELU":
      "Mam problem z mamą. Poszłyśmy na wesele, była super orkiestra ,
      państwo młodzi (a ta suknia!), a rodzice ciągle chcieli, żebym
      tańczyła i coś jadła. Więc się trochę zdenerwowalam, ze mi zawracają
      głowę, a matka się na mnie obraziła i nie chciala mnie przytulać. I
      co ja mam z nią zrobić? Wstydzę się za jej zachowanie, jest mi
      przykro i nie umiem do niej trafić."
Pełna wersja