dojrzewające dziecko-jak to przeżyć

18.09.08, 09:01
czy Wasze dzieciaki też Wam dają w kość?
    • 13monique_n Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 18.09.08, 09:07
      beniita35 napisała:

      > czy Wasze dzieciaki też Wam dają w kość?
      Owszem smile))) A co konkretnie masz na myśli? Bo moi bywają i
      najwspanialsi naświecie (i bardzo pomocni) i takie zgredy, że udusić
      miewam czasem ochotę smile))
      A co Ciebie skłoniło do założenia tego posta?
    • beniita35 Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 18.09.08, 09:15
      zalożyłam posta bo chyba niedługo zwariuje i ucieknę z domu od tego małego
      potwora.Wszystko "nie","zaraz""potem".Coś zakazuje a ona dalej to robi.Widze że
      sprawia jej przyjemność denerwowanie mnie .Jak wymyślę karę np zakaz kompa to
      ona "no i bardzo dobrze"i to jest odp na wszystkie kary.No poprostu ma wszystko
      i wszystkich w d...e
      • ekkd Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 18.09.08, 10:34
        właśnie siedziałam w pracy i na kartce próbuję spisać jakie plusy i
        minusy ma mój syn. Własciwie chciałam znaleźć te plusy. Niestety
        wychodzi odwrotnie. Doszłam właśnie do wniosku, że to ze mna cos
        jest nie tak, że nie potrafie lubić swojego dziecka, a tu taki wątek.

        Nie wiem jak przeżyć, ja już mam dość. Zero kontaktu, totalna
        olewka. Kary? jakie kary nie to nie i cały czas ironia z napadami
        złości. Nie potrafię tego zaakceptować, czy teraz bedzie juz tak, że
        każdy będzie żył swoim życiem, a kontakty i rozmowy czy ma ich już
        nie być?
        Co matka wie o swoim dorosłym lub prawie dorosłym synu? Wiem, że ten
        kontakt jest inny, ale jaki?
        Wiec niestety nie moge Ci pomóc, bo nie wiem, czy to się przeżywa
        czy powoli akceptuje i przyzwyczaja.
      • 13monique_n Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 18.09.08, 13:46
        Ma dwoje. 15 i 13 lat. Startowali w dojrzewanie niemal jednocześnie,
        bo róznica wieku akurat taka, że starszy chłopak zaczynał dosłownie
        kilka miesięcy przed młodszą dziewczynką.
        Bywało róznie - córka ma już najgorsze chwile za sobą,
        wszystkie "nie", "potem", czy coś w tym stylu. Ja już ją pytałam,
        czy może ma ochotę na zwykłego, prymitywnego klapa w tyłek, bo skoro
        ona mnie nie szanuje swoim zachowaniem, to ja jej nie uszanuję
        strzelając owego klapa. Odpowiedź była "a to mnie zbij". No to klap
        poleciał. Ja przeżywałam to bardziej niż ona. POtem wreszcie, jak
        już odetchnęłyśmy - usiadłyśmy na spokojnie. I zaczęłam ją
        pytać "ale do czego zmierzasz takim zachowanie?", "Co chcesz
        osiągnąć?". Opowiedziałam jej, że ja sama w jej wieku straszliwie
        źle się czułam i byłam chyba najgorsza złośnica w domu.
        Opowiedziałam, jak mi to w sobie samej przeszkadzało. Generalnie, od
        tamtego czasu i rozmowy zaczęło być lepiej. Oczywiście, nie ma
        stanów idealnych, ale potrafimy ze sobą rozmawiać.
        Podobnie rzecz się miała z synem. Najbardziej otwarta rozmowa z
        pytaniami z mojej strony - o co chodzi, dlaczego tak. Bez krzyków,
        ale z żalem, jeśli taki czułam.
        I teraz, w samym środku tego dojrzewania wiem, że mam fajne dzieci,
        dużo pracy jeszcze przed nami, ale myślące sztuki mi się trafiły smile

        Kary - bywają baaaardzo dokuczliwe - zero słodyczy (są łasuchami)
        przez kilka dni, albo wieczny (jako kara) szlaban. smile
        • ekkd Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 18.09.08, 16:16
          Ja wiem, że rozmowa i rozmowa to podstawa. Tylko do tanga trzeba
          dwojga..... Były momenty, że wydawało się lepiej, ale widzę, że to
          nie jest lepiej, jest gorzej. Mój syn ma prawie 17 lat i to co dla
          niego było karą w wieku np. 14 czy 15 lat teraz juz nie jest. Nie
          chcę karać chcę porozumienia, ale i respektowania zasad, a on chce
          wolności, całkowitej, a takiej nie ma tylko on nie do końca zdaje
          sobie z tego sprawę.
          Tego co było juz nigdy nie będzie, a może to moja wina, że nie
          potrafię przestawić się na nowe. Brakuje mi bliskości i nie umiem
          znaleźć porozumienia bądź innej płaszczyzny kontaktu.
          • oldrena1 Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 18.09.08, 21:30
            ekkd napisała:

            > nie jest lepiej, jest gorzej. Mój syn ma prawie 17 lat i to co dla
            > niego było karą w wieku np. 14 czy 15 lat teraz juz nie jest.

            Kary? Mam w domu młodzieńca prawie siedemnastoletniego. Do głowy by mi nie przyszło karanie go. Na człowieka płci męskiej w tym wieku najlepiej działa ponoszenie konsekwencji własnych działań. Czasem trzeba dać mu się sparzyć. To pozwala dojrzeć, w sensie: dorosnąć.
            Dobrze jest przy tym, gdy ma świadomość, że jeśli noga mu się powinie, to w domu znajdzie pomoc.

            > Nie
            > chcę karać chcę porozumienia, ale i respektowania zasad, a on chce
            > wolności, całkowitej, a takiej nie ma tylko on nie do końca zdaje
            > sobie z tego sprawę.

            A co on rozumie przez tę wolność? Czego się domaga?
            Co jest źródłem konfliktu? Trudno cokolwiek sensownego Ci napisać, gdy nie zna się żadnego konkretu.
            Zwykle radzę znajomym, by w ciężkich sytuacjach z dziećmi spojrzeli na nie jak na obcych, z dystansu; i żeby zastanowili się, jak by potraktowali obce dziecko, z którym chcą dojść do porozumienia. Czasem - by uruchomili pokłady swojego poczucia humoru. To pomaga wyjść z dotychczasowych schematów postępowania.

            Smutno zabrzmiało, że widzisz tylko jego wady. Może to tylko przejściowy etap w Twoim spojrzeniu na syna?

            Co do porozumienia... jeśli wcześniej było nienajlepsze, to w tym momencie trudno o poprawę, jeżeli sami rodzice nie zmienią czegoś w sobie. Moim zdaniem, naturalne jest, że węzi między rodzicami i dziećmi się rozluźniają. Jeśli nie mamy wspólnych zainteresowań, tematów do rozmów innych, niż szkoła i obowiązki domowe, jeśli niezbyt lubimy siebie nawzajem jako ludzi... odległość między nami z upływem lat bardzo się zwiększa.

            Ja powoli popuszczałam cugli mojemu synowi. Coraz więcej w jego życiu teraz od niego zależy, ma dużo wolności (pomijając dostęp do internetu smile). Inna sprawa, że jej nie nadużywa. Chyba trafił mi się dobry egzemplarz. Gdybym miała spisać jego plusy i minusy, to po stronie minusów byłyby tylko: potworne bałaganiarstwo, niewykorzystywanie w pełni swojej inteligencji i nieumiejętność czytania w myślach (np. moich). To samo mogłabym zarzucić sobie.

            Masz w domu młodego mężczyznę, który być może ma złudzenie, że najważniejszą rzeczą jakiej potrzebuje jest swoboda w czynieniu wszystkiego, co zapragnie. A może żyć tym złudzeniem, bo ma dom, w którym o codzienność troszczą się inni. smile
            • ekkd Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 19.09.08, 10:26
              oldrena1 napisała:

              > ekkd napisała:
              >
              > > nie jest lepiej, jest gorzej. Mój syn ma prawie 17 lat i to co
              dla
              > > niego było karą w wieku np. 14 czy 15 lat teraz juz nie jest.
              >
              > Kary? Mam w domu młodzieńca prawie siedemnastoletniego. Do głowy
              by mi nie przy
              > szło karanie go. Na człowieka płci męskiej w tym wieku najlepiej
              działa ponosze
              > nie konsekwencji własnych działań. Czasem trzeba dać mu się
              sparzyć. To pozwala
              > dojrzeć, w sensie: dorosnąć.
              > Dobrze jest przy tym, gdy ma świadomość, że jeśli noga mu się
              powinie, to w dom
              > u znajdzie pomoc.
              >
              > > Nie
              > > chcę karać chcę porozumienia, ale i respektowania zasad, a on
              chce
              > > wolności, całkowitej, a takiej nie ma tylko on nie do końca
              zdaje
              > > sobie z tego sprawę.
              >
              > A co on rozumie przez tę wolność? Czego się domaga?
              > Co jest źródłem konfliktu? Trudno cokolwiek sensownego Ci napisać,
              gdy nie zna
              > się żadnego konkretu.
              > Zwykle radzę znajomym, by w ciężkich sytuacjach z dziećmi
              spojrzeli na nie jak
              > na obcych, z dystansu; i żeby zastanowili się, jak by potraktowali
              obce dziecko
              > , z którym chcą dojść do porozumienia. Czasem - by uruchomili
              pokłady swojego p
              > oczucia humoru. To pomaga wyjść z dotychczasowych schematów
              postępowania.
              >
              > Smutno zabrzmiało, że widzisz tylko jego wady. Może to tylko
              przejściowy etap w
              > Twoim spojrzeniu na syna?
              >
              > Co do porozumienia... jeśli wcześniej było nienajlepsze, to w tym
              momencie trud
              > no o poprawę, jeżeli sami rodzice nie zmienią czegoś w sobie. Moim
              zdaniem, nat
              > uralne jest, że węzi między rodzicami i dziećmi się rozluźniają.
              Jeśli nie mamy
              > wspólnych zainteresowań, tematów do rozmów innych, niż szkoła i
              obowiązki domo
              > we, jeśli niezbyt lubimy siebie nawzajem jako ludzi... odległość
              między nami z
              > upływem lat bardzo się zwiększa.
              >
              > Ja powoli popuszczałam cugli mojemu synowi. Coraz więcej w jego
              życiu teraz od
              > niego zależy, ma dużo wolności (pomijając dostęp do internetu smile).
              Inna sprawa,
              > że jej nie nadużywa. Chyba trafił mi się dobry egzemplarz. Gdybym
              miała spisać
              > jego plusy i minusy, to po stronie minusów byłyby tylko: potworne
              bałaganiarst
              > wo, niewykorzystywanie w pełni swojej inteligencji i
              nieumiejętność czytania w
              > myślach (np. moich). To samo mogłabym zarzucić sobie.
              >
              > Masz w domu młodego mężczyznę, który być może ma złudzenie, że
              najważniejszą rz
              > eczą jakiej potrzebuje jest swoboda w czynieniu wszystkiego, co
              zapragnie. A mo
              > że żyć tym złudzeniem, bo ma dom, w którym o codzienność troszczą
              się inni. smile
              >

              Kiedys myślałam, że mamy dobry kontakt, ale widać byłam ślepa.
              • oldrena1 Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 19.09.08, 17:00
                ekkd napisała:
                > Kiedys myślałam, że mamy dobry kontakt, ale widać byłam ślepa.

                Myślę, że sama dodatkowo się dołujesz. To był dobry kontakt, gdy syn
                był młodszy, dlaczego w to wątpisz?

                Dziecko dorasta, robi się bardziej niezależne, jest bardziej wobec
                nas - rodziców - krytyczne... to i nasze wzajemne relacje sa inne.
                W dodatku pierwsze kontakty dzieci z alkoholem czy papierosami - o
                których łatwo się dowiadujemy - wystawiają nas (i ich) na próbę.
                Nie ma co liczy na to, że teraz twoja kontrola nad synem będzie
                niezmieniona.
                Ja np. mam niezły (choć nie określiłabym go dobrym) kontakt z synem,
                ale niewiele wiem o jego najbliższych kolegach, nic o jego życiu
                intymnym. Gdy jedzie do innego miasta na jakieś imprezy związane z
                jego hobby - nie wydzwaniam do niego co kilka godzin, więc nie wiem,
                co dokładnie porabia. Nie kontroluję też _dokładnie_ jego wydatków.
                Ale za to już wiem że alkohol nie jest dla niego atrakcją (a mógł
                być), narkotyki również; wiem, jakie ma plany na przyszłość, jakie
                poglądy na kilka ważnych kwestii, co się dla niego liczy w życiu. I
                to mi wystarczy, by wiedzieć, że obraca się w odpowiednim dla niego
                towarzystwie.

                Skoro, jak piszesz, możesz liczyć na syna w naprawdę ważnych
                sprawach - to znaczy, że to odpowiedzialny młody facet. Może warto
                mu zaufać i pokonać lęk o niego? Zastanówcie się nad tymi późnymi
                powrotami do domu wspólnie. Może da się wypracować kompromis. Która
                godzina dla Ciebie i męża jest nieprzekraczalna? Ile imprez
                miesięcznie jesteście w stanie znieść bez bólu? Jak syn ma wam dawać
                znak, że jest bezpieczny? Czym będzie wracał w nocy do domu, by
                zminimalizować niebezpieczeństwo pobicia czy okradzenia?
    • lila1974 Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 18.09.08, 17:32
      Wiem jedno - to nie dzieci są złe, wredne, krnąbrne itp. - to my
      rodzice takimi je widzimy a potem już konsekwentnie doczepiamy łatki.

      Przekonałam się na własnym przykładzie, że jesli tylko znajdę w
      sobie cierpliwość, by do "zagrywki" swojego dziecka podejść z
      rozwagą, to zawsze znajdziemy zadowalające nas obie rozwiązanie.

      O ile łatwiej jest ukarac, zastraszyć, wydrzeć się lub wlepić
      klapa ... a potem zdziwienie, że brak przepływu informacji i
      pozytywnych uczuć na lini dziecko-rodzic.
    • beniita35 Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 18.09.08, 18:50
      ech.....a ja sie znowu dziś poryczałam z bezsilności.wszystko o czym sie nagadam
      nie rób ona i tak robi.Ja swoje ona swoje.Ja mówie nie możesz a ona
      moge.......Nawet nie chce opisywać jak wygladał nasz dzisiejszy dzień bo z tego
      wyjdzie tylko moja nieumiejetność wychowywania...
      • jola_ep Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 18.09.08, 19:59
        jeśli chcesz się wyżalić, to nie ma sprawy smile

        Jeśli chcesz coś zrobić, to napisz coś więcej: ile lata ma córa, o co są główne konflikty, może jakiś konkretny przykład. Wtedy być może uda się nawet coś, komuś, doradzić.

        Bo może walczycie o porządek np. w pokoju, może o naukę, może o nocne zabawy, a może w grę wchodzi np. alkohol. Może masz zwyczajną, dorastającą nastolatkę, a może są tak poważne problemy, że przydałaby się np. terapia rodzinna.

        Pozdrawiam
        Jola
        • verdana Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 18.09.08, 20:46
          Nie wiem - ale dla mnie danie klapa nastolatkowi, albo oczekiwanie,
          ze 17-latek zareaguje na kary, to niezrozumienie, ze w domu oprocz
          nas jest drugi, niemal dorosly czlowiek i metody dla przedszkolakow
          go rozjusza, a nie spowodują, ze zrobi to, czego rodzice sobie zyczą.
          Jesli traktuje się nastolatki jak male dzieci, mozna oczekiwac od
          nich buntu dwulatka, a nie racjonalnego zachowania.
          Rozumiem problemy, ale tego typu rozwiazania i zachowania rodzicow
          na pewno ich nie załatwią.
          • bi_scotti Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 18.09.08, 22:04
            O pewne rzeczy nie warto kopii kruszyc. A jak sie czlowiek gleboko
            zastanowi to sie najczesciej okazuje, ze jest bardzo malo rzeczy, o
            ktore naprawde warto walczyc. Ja tam zawsze staralam sie elimonowac
            w mojej wlasnej glowie te rzeczy, ktore nie byly warte spierania sie
            z nastolatnimi dziecmi. Oczywiscie, dla kazdej z nas co innego jest
            sprawa podstawowa a co innego drugorzedna ale ogolnie to kazdy ma
            multum tych spraw mniej waznych i w nich naprawde warto odpuszczac a
            wrecz czasem warto odpuszczac demonstracyjnie smile
    • ekkd Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 19.09.08, 10:22
      Dlatego też pisałam, że nie chcę karać. Jak moge ukarać dorosłego
      prawie człowieka. Nie chce się tez na wszystko godzić, np. proszę
      wróc wcześniej bo niebezpiecznie itd., a on ja jako jedyny muszę
      wracać, reszta moze siedzieć ile chce. I tym podobne dyskusje. Z
      poczuciem humoru też próbowaliśmy, skutek odwrotny. Generalnie na
      razie chodzi o późne powroty, zdarzył się raz alkohol i tym podobne
      zachowania. Nie chodzi już o drobiazgi. Przeraziło mnie to i
      załamało, że nie znalazłam w nim prawie żadnych plusów. Czy ja go
      już nie lubię? Kłamie, kręci i nie dotrzymuje słowa. Wszystko jest
      zaraz i później, czyli nigdy. Ale wiem, że jak naprawdę trzeba
      zawsze moge na niego liczyć.
    • alina66 Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 19.09.08, 13:19
      a probowalas się dogadać- tzn. wytłumaczyć, że umawiasz sie ,że
      wróci o tej i o tej i jak nie wraca to się denerwujesz, bo go
      kochasz i się o niego boisz? (zakładam, że nie kazesz synowi wracać
      o 19:30)?
      i że po to ma komórę, żeby uprzedzać o spóźnieniach, bo się
      denerwujesz?
      U mnie działało aż za dobrze (tzn. biada gdybym ja nie uprzedziła o
      spóźnieniu- natychmiast słyszałam od dzieciątka, że mam go traktować
      poważnie, "bo on się denerwuję" smile)
    • beniita35 Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 19.09.08, 13:38
      No więc corka ma zaledwie 10 lat.Uważa że skoro może coś koleżanka to ona też
      powinna móc.Raz jej nie pozwolilam gdzieś tam pójść.Ona "pojde" ale ja ci nie
      pozwalam "i tak pójde"jeżeli pójdziesz to -zakaz kompa na tydzień,zero kasy i
      nie pojedziemy w obiecane ci miejsce,i jeszcze raz powtarzam że nie pozwalam,"i
      tak pójde.Po tym wszystkim znając moje dziecko bylam na 100% pewna ze mnie
      poslucha i co?Przyszła potem i zapierala sie w oczy że nie była(KŁAMSTWO!!!)Ja
      naciskałam wiec sie przyznała że była.
      • jola_ep Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 20.09.08, 09:41
        Jak przeżyć dojrzewające dziecko? Chyba tylko tak, że będziemy dojrzewać wraz z
        nim smile

        > No więc corka ma zaledwie 10 lat.

        Po pierwsze zrozumienie. Zaczyna się trudny okres dla dziecka. Bo to nadal
        dziecko, ale w mieszance wybuchowej z dorosłością. Musisz zaakceptować to, że
        masz do czynienia z dzieckiem (nie oczekuj więc dojrzałej odpowiedzialności) i z
        osobą dorosłą, więc potrzebującą więcej samostanowienia. A my zazwyczaj
        postępujemy odwrotnie: chcemy kontrolować je jak dziecko i oczekujemy od niego
        odpowiedzialności osoby dorosłej.

        Zaczyna się dojrzewanie. Organizm początkowo nie produkuje hormonów w sposób
        ciągły, ale jakby takimi "rzutami". Więc są dni, gdy mamy dziecko "do rany
        przyłóż", a są takie, że iskry strzelają i pioruny walą. Szczególnie jak zejdą z
        moim PMS. Wtedy mój mąż się śmiał, że w domu strach przebywać, bo można
        rykoszetem oberwać.

        Dlatego nauczyłam się NIE ROZMAWIAĆ jak jesteśmy wzburzone. To nasze wspólnie
        wypracowane osiągnięcie smile Jak córa trzaska drzwiami, a ja mam ochotę wydusić
        własne dziecko, to oddzielamy się. Czasem ja ją wypycham do jej pokoju
        ("porozmawiamy, jak się uspokoisz"), a potem to i ona mnie wypychała ze swojego
        pokoju. I całkiem słusznie, bo mogłabym zrobić coś, czego bym żałowała. Ale tak
        trudno powstrzymać się od zrzędzenia czy wrzasków i odejść, aby odszukać spokój smile

        Ale w tym wszystkim musi być porozumienie i rozmowa. Na różne tematy, takie co
        ją interesują, czasem nawet omawiamy problemy z forum, albo problemy innych
        ludzi. "Co ty o tym myślisz?" Czasem muszę wysłuchiwać rzeczy dla mnie nudnych,
        ale przecież ważnych dla mojego dziecka. Rozmowa nie bardzo wychodzi nam w
        stylu: usiądźmy i porozmawiajmy". Więc rozmawiamy po drodze: gdy odprowadzam ją
        na zajęcia dodatkowe, w drodze do sklepu (mamy ze dwa kilometry). Albo w domu,
        gdy przygotowuję obiad (a ona nawet mi pomaga). Trudne sprawy dobrze omawia się
        w łóżku wieczorem - to taki wypracowany nasz schemat z dzieciństwa, gdy musiałam
        ją długo usypiać. Teraz czasem ona leży, a ja siedzę obok.

        > Uważa że skoro może coś koleżanka to ona też
        > powinna móc.

        No cóż, u nas też nie jest tak, że może to, co koleżanka. Ale ja daję bardzo
        szerokie granice, ufam w odpowiedzialność mojego dziecka i przede wszystkim:
        zawsze uzasadniam moje decyzje.
        Przy tym jestem otwarta na spokojną negocjację. Jeśli czegoś zabraniam, to można
        ze mną porozmawiać i odkręcić zakaz.

        Pozdrawiam
        Jola
      • scher Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 20.09.08, 10:01
        beniita35 napisała:

        > Po tym wszystkim znając moje dziecko bylam na 100% pewna ze mnie
        > poslucha i co?Przyszła potem i zapierala sie w oczy że nie była
        > (KŁAMSTWO!!!)Ja naciskałam wiec sie przyznała że była.

        I jakie konsekwencje poniosła? Jak je uzasadniłaś? Jak to przyjęła? Zrozumiała?
    • beniita35 Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 19.09.08, 13:42
      następnym razem miała po szkole zanieść kolezance lekcje.Czekam 1 godz,2
      godzine.Dzwoni-zaraz wracam -mija kolejna godzina.Dzwonie ja a ona "już
      ide"-szła 20 minut.Nad lekcjami jęczy-nie bede sie tego uczyć bo to trudne itp
      • jola_ep Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 20.09.08, 10:19
        > następnym razem miała po szkole zanieść kolezance lekcje.

        Czy określiłaś jak długo miała tam być? Przecież wiadomo, że przyniesienie
        lekcji to świetna okazja do zabawy smile

        Jeśli nie może być długo, to dlaczego? Bo musi odrobić lekcje? Wtedy informujesz
        po jej telefonie, że może zostać trochę dłużej, ale musi pamiętać, że powinna
        odrobić lekcje. Jak wróci późno, lekcji nie odrobi (nie wykona innych obowiązków
        itp.) to po prostu następnym razem nie puszczasz jej do tej koleżanki (ale tylko
        przez jakiś czas) albo każesz wrócić już po godzinie. To trzeba tak taktycznie
        rozegrać: dajesz dziecku kredyt zaufania, jeśli go nie spełni, to po prostu
        przykracasz mu cugle (na jakiś czas). Nie za karę. Ot, jeszcze dziecko nie
        dorosło do samodecydowania o tym, jak długo może być u koleżanki, aby obowiązki
        domowe były wykonane.
        Wszystko rozgrywasz spokojnie. Komunikat i koniec.

        Jeśli dzwonisz, bo dziecko nie wraca, to możesz spytać dlaczego chce zostać
        dłużej. Może akurat wymyśliły kosmiczną zabawę, albo przyszła inna koleżanka
        itp. Możesz wtedy się zgodzić, ale wyjątkowo, powiedzieć, że zgadzasz się, ale
        oczekujesz, że wróci za godzinę (albo dwie). Spytaj, czy to jej odpowiada (jak
        nie odpowiada, to każ jej wrócić natychmiast, albo zrób siarę przychodząc po nią
        osobiście wink ). Powiedz, że jak nie wróci w określonym czasie, to następnym
        razem się nie zgodzisz. Wtedy dziecko przejmuje odpowiedzialność i może o czymś
        zdecydować. A potem je nie karzesz, tylko ono ponosi konsekwencje swoich złych
        wyborów. Jak w życiu. Następnym razem na pewno wybierze lepiej smile

        Dzieci mają prawo do błędnych decyzji. Jeśli skłamała i poszła tam gdzie miała
        nie iść, to traci Twoje zaufanie. Porozmawiajcie o tym. Bez oskarżania,
        opowiedz, jak się czujesz. Na spokojnie. To nie ma być kazanie, marudzenie i
        zrzędzenie, tylko rozmowa. A mniejsze zaufanie, to krótsze cugle wink Ale wszystko
        na określony czas. W końcu wierzysz swojemu dziecku i temu, że z czasem się nauczy.

        > Nad lekcjami jęczy-nie bede sie tego uczyć bo to trudne itp

        Bo pewnie jest trudne. Wtedy pojęczeć trzeba, inaczej człowiek wybuchnie. Moja
        córa to dopiero odstawiała sceny... ech... Ale teraz jest już dobrze. Spokój
        (Twój) i zrozumienie. Możesz ją pożałować, podpowiedzieć, że jak będzie
        potrzebowała, to spróbujesz jej pomóc, ale wierzysz, że jej się uda smile

        Moja córa ma dopiero 13 lat. Sama jestem ciekawa, jak wychowywać takie podlotki
        i dopiero się uczę. Nawet nie wiem, czy robię to dobrze...
        Na razie dobrze mi z moją trzynastką smile T

        Pozdrawiam
        Jola
        • verdana Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 20.09.08, 11:14
          Okreslanie 17-latkowi pory powrotu do domu, szczeglnie w weekendy i
          oczekiwanie, ze wroci - to nie tylko naiwność. To skrajny brak
          zrozumienia. mama sie denerwuje - trudno, to jej sprawa. jesli
          denerwuje sie bardzo, może dac 17-latkowi na taksówkę.
          Tak wlasnie rodzice tworza zbuntowane dzieci - uwazając, ze icjh
          potrzeby (mam się nie denerwować), sa wazniejsze niż nastolatka
          (chcę pobyc z kolegami).
          • ekkd Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 24.09.08, 15:37
            verdana napisała:

            > Okreslanie 17-latkowi pory powrotu do domu, szczeglnie w weekendy
            i
            > oczekiwanie, ze wroci - to nie tylko naiwność. To skrajny brak
            > zrozumienia. mama sie denerwuje - trudno, to jej sprawa. jesli
            > denerwuje sie bardzo, może dac 17-latkowi na taksówkę.
            > Tak wlasnie rodzice tworza zbuntowane dzieci - uwazając, ze icjh
            > potrzeby (mam się nie denerwować), sa wazniejsze niż nastolatka
            > (chcę pobyc z kolegami).

            Przez kilka dni nie miałam dostępu do internetu.
            Może masz rację, że to głupota, od tej strony tego nie
            rozpatrywałam, ale chyba jakieś zasady powinny obowiazywać. Nie wiem
            sama czy nie przesadzam. Staram się teraz nie zwracać uwagi na
            drobiazgi i nie czepiać się o byle co. Jest mi trudno się z nim
            dogadać. 10 x proszę posprzątaj pokój i przez tydzień nic sie nie
            dzieje, nie daje się tam wejść. Generalnie jak o coś prosimy to jest
            później i zaraz, dobrze na odczepnego. Czy tak ma być już zawsze?
            Czy pozwolić żeby robił co chce?

            Jak innym udaje sie wychować dzieci na ludzi, sama już nie wiem. Ja
            chyba nie umiem, a w kolejce mam jeszce jednego.
            • verdana Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 24.09.08, 17:42
              7-latek na pewno musi sprzatac pokój. 10-latek - jak wyżej. 17 latek
              musi wyrzucić smiecie, zmywać, wrzucać do prania swoje rzeczy i
              pilnowac, aby z jego pokoju nie wydobywał się zbyt intensywny smrod.
              Natomiast albo przyjmujemy, ze 17-latek mieszka "u rodziców" i wtedy
              ma obowiązek spełniac ich wszelkie żądania dotyczace jego pokoju, bo
              nie jest u siebie, alebo mieszka "z rodzicami' i zachowuje na swojej
              przestrzeni swoje własne standardy.
              To pierwsze powoduje, ze w pokoju 17-latak jest porzadek, wymuszony
              awanturami. I 17-latek zwiewa z domu, bo to nie jego dom.
              To drugie - powoduje, ze nie wchodzimy do pokoju 17-latka w obawie
              pzed zawałem. Za to w domu jest spokoj i nastolatek wraca do siebie,
              nie do cudzego domu. A u siebie nawet chętniej sie śmiecie wyrzuca,
              bo to nie jest usluga dla rodzicow, tylko wyrzucanie śmieci z
              wlasnego domu (bez przesady - entuzjazmu nie trzeba oczekiwać).
              Ja zdecydowanie wole to drugie rozwiązanie.
              • ekkd Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 25.09.08, 09:13
                Na pewno muszę przemyślec równiez swoje zachowanie. Zawsze takie
                spojrzenie z zewnątrz pomaga. Dziękuję.
                Jeszcze muszę zadzwonić do wychowawczyni, bo złapała go na paleniu
                papierosów na wycieczce integracyjnej. Nawet juz nie mam ochoty
                dzwonić...mam tylko nadzieję, że z tego powodu nie muszę po niego
                jechać.
    • beniita35 Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 20.09.08, 17:31
      ale sie naczytałam tych Waszych rad.Po tym czytaniu wyszłam ja na jakąś okropna
      jędze chyba....A tak naprawde to ja wlasnie jestem za dobra i pozwalam na
      wiele,Dlatego włsnie mnie to boli że zamiast powiedziec "mamo świetnie sie bawie
      czy moge jeszcze troche zostać?"melduje juz ide i nie idzie.Własnie ja na bardzo
      wiele pozwalam o wszystkim mozna ze mną pogadać-jak dojrzewa w kim sie zakochala
      itp.i gdyby zadzwoniła chcę jeszcze zostac napewno bym sie zgodziła.A lekcje
      poszła zaniesć innej kolezance a znalazła sie u innej.No dobra już nie
      marudze.Dzisiaj była rozmowa-o ile to można nazwac rozmową.Moje pretensje jej
      pretensje,moje zrzędzenie moje i jej łzy ,krzyki ale..........chyba
      dotarło.Doznałam szoku bo jak wychodziła spytała czy wynieść smiecie.A to nie
      zdażyło sie nigdy.....Może to nie byla rozmowa o jakiej piszecie ale zawsze
      coś.Dziękuje mamausie
      • jola_ep Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 20.09.08, 18:36
        >Po tym czytaniu wyszłam ja na jakąś okropna
        > jędze chyba....

        Nie nadintepretujesz aby?

        > Dlatego włsnie mnie to boli że zamiast powiedziec "mamo świetnie
        sie bawie czy moge jeszcze troche zostać?"melduje juz ide i nie
        idzie.

        Dlaczego Ciebie to boli? Pisałaś o płaczu z bezsilności. Usiłowałam
        napisać, że 10-latka choć pozornie duża, jest dzieckiem i ma pełne
        prawo do nieodpowiedzialności, podobnie jak ma prawo ponosić
        konsekwencje swoich działań. To nie jest powód do rozpaczy, tylko
        normalny proces wychowawczy smile

        > i gdyby zadzwoniła chcę jeszcze zostac napewno bym sie zgodziła.

        OK. Nie zadzwoniła, poszła do innej koleżanki bez porozumienia z
        Tobą. W mojej rodzinie jest zwyczaj, że zawsze wiemy, gdzie ktoś
        jest. Jeśli nie: pora na ograniczenie wolności i czas na pozwalanie
        na mniej. Za jakiś czas można pozwolić na kolejną próbę. Kiedyś się
        nauczy smile Dotąd Ty miałaś nad nią kontrolę. Teraz ona musi nauczyć
        się kontrolować siebie.

        > Dzisiaj była rozmowa-o ile to można nazwac rozmową.Moje pretensje
        jej
        > pretensje,moje zrzędzenie moje i jej łzy ,krzyki

        Właśnie dlatego pisałam o zmakniętych drzwiach i oddzielniu dla
        ochłonięcia. Bo takie "rozmowy" mogą się powtarzać, a wcale
        atmosferze rodzinnej nie służą. Owszem, masz prawo się zdenerwować,
        trochę wydrzeć, ale rozmowa to już na spokojnie. U nas zwykle
        kilkanaście minut wystarczy dla uspokojenia. Wtedy można porozmawiać
        i wysłuchać się nawzajem. Swoich argumentów (dlaczego chcę wiedzieć,
        gdzie jesteś), jej (dlaczego nie zadzwoniła? dlaczego poszła do
        innej koleżanki?). Wtedy odpowiednio możesz zadziałać.

        Pozdrawiam
        Jola
    • vase Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 27.01.09, 12:48
      Ja zawsze w takich sytuacjach (tak naprawde to w wielu roznych (tych
      fajnych tez) sytuacjach) probuje sobie przypomniec siebie z tamtego
      okresu. I tak np. pamietam, ze bylam straszna "balaganiara" (taki
      nick dostalam od rodzicow wink ). Mnie to w ogole nie przeszkadzalo,
      zawsze wiedzialam gdzie co mam (zeszyty, ubrania, ksiazki z
      biblioteki..) Teraz wyroslam na ludzi wink
      Ale np. wiem, ze od syna bede wymagac tylko min. porzadku.

      Jeszcze apropos Twojej corki. Moze Ona nie wie, ze gdyby Cie
      poprosila, czy moze dluzej zostac to Ty bys sie zgodzila? Ja
      bylam "rebel" nastolatka. I juz sie widze w tej sytuacji. Jestem u
      kolezanki, poszlam do innej ("po chalpach" lubie do tej pory
      chodzic wink) i doslownie slysze sie jak zrzedze do kolezanki, ze
      musze isc, bo mama.. itd. I nawet jak zapowiadam mamie, ze juz ide,
      to jeszcze to, jeszcze tamto.. i nastepne 45min mija (mam to do tej
      pory!) Wiem doskonale, ze gdybym wiedziala, ze jak poprosze to mama
      sie zgodzi przedluzyc wizyte - bylabym naprawde b. zadowolona i
      dumna, ze "mam taka fajna mame". I na pewno bym sie starala
      dotrzymac tej uzgodnionej (przedluzonej) godziny.

      Moze akurat u Ciebie jest inaczej, ale moze cos w tym jednak jest.
      • hermenegilda_k Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 27.01.09, 15:15
        mam w domu prawie 12-latka, który też momentami jest całkiem dorosły a po chwili
        zamienia się w dzidziusia smile)
        kary - ja się trzymam zasady 1 przewinienie - 1 kara (nie zakaz kompa, zero
        słodyczy i rekwizycja komórki jednocześnie) i staram się, żeby była realna do
        wykonania, żebym mogła ją wyegzekwować
        ale raczej staram się tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć... nawet takie najprostsze
        wydałaby się sprawy typu "ty się spóźniasz ale pamiętaj, że ja w tym czasie po
        prostu denerwuję się o ciebie, chciałabym, żebyś sobie zdawał z tego sprawę",
        zauważyłam, że młodemu po prostu taki tok myślenia nie przychodzi do głowy smile)
        mój ma poczucie humoru, więc zamiana trudnej sytuacji w żart skutkuje (jeszcze)
        np. jaką karę wybierasz - "będę ci godzinę truła czy odcięcie od kompa na tydzień"
        ale jak już dajesz karę to nie ma zmiłuj
        ja jeszcze lubię się czasem zachowywać tak jak on - strasznie go to wkurza ale
        coś mu daje do zrozumienia
        no niestety, czeka nas trudny czas i to chyba ja jako osoby bardziej dojrzałe
        powinyśmy podchodzić do dojrzewających dzieci bez złych emocji - co nie znaczy,
        że to łatwe, ale próbować trzeba
        • szymucia Re: dojrzewające dziecko-jak to przeżyć 29.01.09, 11:38
          Jestem po lekturze tych wszystkich postów i wiecie co, cieszę się bo myślałam że
          jestem nieudolną matką , że moje dziecko jest wyjątkowo okropne , ale nie, widać
          tak jest i będzie dopóki nie będziemy dorastać wraz z diecmi. Tak jak wyrasta
          się ze śpiochów tak mam nadzieję wyrośnie z wiecznego "focha". Ale jest to
          trudne, okropnie. Czasem tak daje w d... że mogłabym powiedzieć sobie oczywiście
          że go nie cierpię bo dręczy jak mało kto, ale co to zmieni.Moja bezsilnośc nie
          uzdrowi naszych kontaktów. Myśle wtedy że kiedyś to zrozumie jak jego dzieci
          dadzą mu tak do wiwatu .I to przynosi ulge. Kiedy leże "na minutke bo głowa
          boli" okrywa swoim kocem , ale jak wstane to dręczy że "tego jeść nie będzie bo
          okropne". On pewnie wreszczie"dojrzeje" ale ja wtedy "spadne"/śmiech/
Pełna wersja