mamabuly
06.10.08, 20:54
No właśnie pod nieobecność męża mała przeprowadza się z całym
zwierzyńcem do naszego małżeńskiego łoża. Świetnie usypia, normalnie
ma zwyczaj wzywać mnie wieczorem po tysiąc razy, a tak dwie bajeczki,
gaszę świało i wychodzę.
Problem w tym, a może jednak szczęście, że mąż po kilku dniach, ale
zawsze wraca. Wtedy zaczyna się prawdziwy sajgon żeby małą znowu
przestawić. To znaczy dla mnie to nie problem mam nieskończone
pokłady cierpliwości. Mąż mój znnosi to znacznie ciężej. Jako ojciec
bywalec rozpieszcza zwykle swoją cócię do niemożności. Nie potrafi
też przeciwstawić się jej buntowi, a może to ja nie potrafię?

co
myślicie?
pozdrawiam