Prawo wyboru i prawo konsekwencji

14.10.08, 18:44
Nie wiem czy potrafię krótko, węzłowato i na temat napisać o co mi
chodzi, ale spróbuję z nadzieją, że mnie zrozumieciesmilePowyższy
temat od jakiegoś czasu zaprząta nieustannie moją uwagę - chodzi o
wychowywanie dzieci w duchu prawa wyboru i prawa konsekwencji. W
teorii jestem jak najbardziej za, w praktyce w zasadzie też,
ale...No właśnie. Mam dziesięcioletniego syna, któremu ciągłe,
wielokrotne zwracanie uwagi, że ma połknąć leki, że ma zacząć
odrabiać lekcje itp. doprowadza mnie do szału i białej gorączki,
albowiem ja jestem z tych, którym wystarczy powiedzieć raz i słyszą.
Nie cierpię się powtarzać i spokojnie mogłabym go, mówiąc brzydko
olać, ale....kolejne alewinkleki brać musi, nie ma zmiłuj się, bo od
tego zależy stan jego zdrowia, do szkoły też musi chodzić. Drogie
mamy podzielcie się ze mną swoim doświadczeniem - czy wychowujecie
swoje dzieci poprzez krzyk, zrzędzenie , przypominanie i kontrolę
czy też właśnie w oparciu o wybór i jego konsekwencje? Szczególnie
zależy mi na wypowiedziach mam mających starsze dzieci(zaznaczcie
proszę ile lat mają Wasze dzieci), bo chodzi mi o nieco poważniejsze
wybory niż kolor sweterka do przedszkola.
    • gacusia1 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 14.10.08, 19:03
      Moja cora ma 13 lat i nie pozostawiam jej wyboru,jesli chodzi o
      przyjmowanie lekow. Nie pozostawialam jej wyboru co do odrabiania
      lekcji. Dopiero w tym roku zrozumiala,ze warto sie uczyc i sluchac
      na lekcjach,bo w domu jest luz. Ma wybor co do kupna ubran.
      Uwazam,ze 10 lat to naprawde nie czas na pozostawianie wolnego
      wyboru odnosnie rzeczy waznych,majacych wplyw na zdrowie lub
      przyszlosc. Moja wyskoczyla mi z pytaniem czy moze nos przekluc.Nie
      zgodzilam sie.Powiedzialam,ze jak skonczy 16 lat...
    • e_r_i_n Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 14.10.08, 19:33
      Mam siedmiolatka, więc to już powoli ten wiek, kiedy trzeba zacząć
      się zdawać na rozum młodego człowieka.
      Nie mam odwagi pozwolić młodemu na odczucie konsekwencji
      nieodrabiania lekcji, tym bardziej, że musimy sobie radzić ze
      zmniejszoną koncentracją w czasie lekcji i aby nie było zaległości,
      robić w domu to, czego nie zrobił w szkole. Tak więc tutaj jest
      twarda postawa 'lekcje mają być zrobione, BO TAK'.
      Znam natomiast osobę, która pierwszakowi powiedziała wprost, że
      lekcje to jej obowiązek i ona nie ma zamiaru za niego o nich
      pamiętać. Skutek - córka ledwo zdała do drugiej klasy, miała spore
      zaległości, które nadrabiała w wakacje, a potem była prymusem
      samopilnującym się.
      Wszystko tak naprawdę kwestia dziecka - moje niepilnowane (w sensie
      nie kontrolowane i bez egzekwowania obowiązków) szybko olałoby
      wszystko totalnie.
      Aha, w temacie leków nie ma zmiłuj, póki co. No ale 7 a 10 lat to
      spora różnica.
      • wieczna-gosia Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 14.10.08, 20:25
        ja o lekcjach nie pamietam- ale do tej pory mialam modele, ktore zapominaly o
        lekcjach sporadycznie. Przy najmlodszym szalapucie bedzie gorzej, ale tez
        zamierzam od czasu do czasu luzowac smycz i patrzec ilu zajec nie odrobi smile
        same sie pakuja na WF i baseny a takze na zagle. Nie wezma ianki czy sztprmiaka-
        marzna. Nie maja czepka- nie cwicza i dostaja minusa. Bardzo skuteczne lekcje.
        Poproszona o kontrole, pomoc itd- pomagam. Sama z siebie- raczej eksperymentuje smile
        • bea.bea Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 14.10.08, 20:51
          jesli sprawa dotyczy rzeczy malo istotnej luzuje...ale jesli chodzi o zdrowie
          czy obowiazki...to zasada...smile
          z dziecmi i z terrorystami sie nie negocjuje...sprawdza siesmile
    • pade Joasiu, mam to samo:) 14.10.08, 20:53
      Leków nie podaję, ale lekcje...
      Porażka totalna, sama wiesz jak jest w czwartej klasie, a mały
      kombinuje jak może, zeby robić co innego. Wszystko tylko nie lekcje.
      Cały czas go popędzam, pomagam niewiele, z nauką nie ma kłopotów,
      ale z koncentracją...jest fatalnie. Nie wiem co Ci poradzić, trzeba
      to chyba jakoś przeżyć. Mamy leniuszków łączmy się!smile
      Acha, ostatnio ktoś mi napisał i to dość nieuprzejmie, ze dziecko w
      4 klasie to już samo powinno lekce odrabiać, bez pilnowania czy
      sprawdzania, hmmm, ciekawa jestem czy ta osoba ma syna w 4
      klasie...wątpięsmile
      • take_that Re: Joasiu, mam to samo:) 15.10.08, 08:50
        ja mam syna w piątej klasie i też nie zamierzam odstawiać tańca z
        lekcjami. Od czasu do czasu sprawdzam zeszyty czy nie ma uwag (ale
        rzadko, żeby się nie denerwowaćsmile. Dopóki ma dobre oceny (w zeszłym
        roku miał świadectwo z paskiem) uznaję, że jakoś się wywiązuje z
        obowiązków, choć przyznam szczerze, że w duchu szlag mnie trafia, bo
        nie widzę wcale jak się przygotowuje do jakiegokolwiek sprawdzianu,
        lekcje podobno odrabia po powrocie ze szkoły (wraca sam i jest sam w
        domu). Nie truję, bo to nic nie daje i już. Najwyżej na złość zrobi
        na odwrót. Staram się go tylko zainteresować wieloma rzeczami,
        mnóstwo czyta, kupujemy książki nie tylko "do poczytania", ale też
        historyczne, przyrodnicze, do tego wycieczki, czasem jakieś muzeum.
        Wychodzę z założenia, że moi rodzice nie zmuszali mnie do nauki
        (wiem, jestem dziewczynkąwink, sprawa jest inna)i ja też nie będę -
        nie z uwagi na własne lenistwo i komfort psychiczny, bo i tak go nie
        mam, tylko na brak efektów takiego przymusu w przypadku mojego syna.
    • royalmail Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 14.10.08, 22:10
      Prawo samodzielności, odpowiedzialności i konsekwencji zastosowałam
      na córce (lat ponad 16 obecnie). Lekcje pomagałam jedynie odrobić w
      I klasie, od II-III klasy szk. pods. miała powiedziane, że na niej
      ciąży odpowiedzialność za jej wyniki w nauce.
      Powiem krótko - to zdało egzamin, wcale nie pilnowałam, czy ma
      odrobione, nauczone itp. i tak było przez całą podstawówkę i
      gimnazjum.
      Nie wdając się w szczegóły - pewne cechy charakteru dziecka
      pozwalają na takie pole manewru, dużo daje stawianie na
      samodzielność i odpowiedzialność od najmłodszych lat (a nie - ocknę
      się, gdy dzieciak ma 10 lat i się zdziwię, że taki niesamodzielny).
      To wszystko jest do przeprowadzenia w praktyce, pod warunkiem, że
      pewne cechy temperamentu i charakteru są ku temu "przyjazne". Nie
      mylić tych cech z zastraszeniem i robieniem "starej maleńkiej" z
      dziecka.
      Niektóre dzieci takie są i już.Mądre, wyważone, odpowiedzialne,
      empatyczne.
      Taka była, jest moja córa, więc łatwo mi przyszło. Natomiast syn
      jest zupełnie inny, więc na razie jesteśmy w fazie testów hehe.
      • pade Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 14.10.08, 22:24
        no właśniesmile my o synach piszemysmile
    • maanki Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 14.10.08, 23:36
      syn jest w IV klasie (10 lat)i nagle okazało się że o lekcjach
      przypomianć już nie muszę, ani stać nad nim jak je robi, skończyły
      się wrzaski i rzucanie zeszytami po pokoju (jak to bywało w
      poprzednich klasach)pakuje się sam i już nie sprawdzam-trudno
      dostanie minusa może się nauczy
      ale
      przykład: na poniedziałek ma zrobić zielnik (miał na to 2 tygodnie)
      ususzyć 10 roslin, opisać, wkleić na kartki i w segregator -
      przypominałam, kiwał głową i na tym się skończyło
      na spacerze z córką zebrałam te 10 roslin i je suszę on nawet o tym
      nie wie
      i mam dylemat-dac mu je jak zacznie panikować w weekend czy
      maponieść konsekwencje olewania tematu i co za tym idzie dostanie 1
      ma prawo decydowac w czym chce chodzić i z kim się spotykać
      we wakacje miał prawo wysiadywać przed domem z bandą rówiesników do
      22:00 ale każde wyjście czy wyjazd rowerem dalej musiał meldować
      chcaił mieć długie włosy i dredy - ok zapuszczał,ale teraz ściął bo
      mu niewygodnie - ok
      a poza tym jest leń i w domu palcem nie kiwnie i muszę marudzić że
      ma posprzątać, sam sobie zrobić np. płatki z mlekiem bo ja służącą
      nie jestem itp.
    • marghe_72 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 14.10.08, 23:51
      Mam ośmiolatkę
      Cierpi na lekką alergię wziewną - jak nie weźmie lekartw to kicha i
      prycha. Decyzja należy do niej.
      Witaminy bierze, po uprzednim dopytaniu się czy jej wolno smile

      W przypadku powazniejszych chorób ja pilnuję

      O lekcjach pamięta.
      Czasami pytam czy odrobiła, czasami nie.

      Uczę się nie podnosić głosu.
      Konsekwecje są zdrowsze smile
    • fajka7 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 00:05
      10 latek to dziecko i z definicji nie moze miec pelnego wyboru w
      swoich sprawach, no bo jak? Ale rzeczywiscie mysle, ze nie nalezy
      chronic dziecka do tego stopnia, zeby nie moglo odczuc smaku
      konsekwencji, tylko to jako matka musisz Ty dopasowac do swojego
      dziecka.
      Mnie nikt nie pilnowal jesli chodzi o lekcje i zawsze ponosilam
      pelne konsekwencje lenistwa i nie zgubilo mnie to. Ale to nie bylo
      takie proste- nie odrabialam lekcji, robilam uniki i nie lubilam
      tego, a jak odrabialam z rzadka to ze strachu przed ocena, czyli
      kiepska motywacja. Uratowalo mnie to, ze mialam czym nadrabiac na
      etapie szkoly podstawowej czyli ponadprzecietnym oczytaniem i wiedza
      ogolna i wtedy to wystarczalo na same piatki.
      Ale w liceum i na studiach juz nie wystarczalo i bylo mi trudno, tym
      trudniej, ze nikt mnie nigdy nie pokierowal jak sie uczyc, zeby sie
      nauczyc i nie nienawidzic uczenia. Takze sama nie wiem czy gdyby
      rodzice nie poswiecili mi jednak wiecej uwagi na poczatku szkoly,
      nie byloby mi w zyciu latwiej. Trudno powiedziec, bo z drugiej
      strony wyksztalcilam w sobie przy okazji kilka przydatnych cech,
      ktore sobie cenie smile
      Czyli wszystko jest wzgledne smile
      • montechristo4 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 08:51
        mój 13-letni syn poprosił o zaufanie w kwestii lekcji.
        Zgadziliśmy się i ..... efekt: dwa tygodnie totalnych zaległości,
        kilka pał.
        W kwestii odrabiania i nauki jest dramat w trzech aktach. Nie mam
        wyjścia, muszę go pilnować sad
    • lola211 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 08:49
      Temat u mnie na czasiesmile.Moja córka ma 10 lat, chodzi do IV klasy.
      Wczoraj mialam taka sytuacje- córka zapomniala zabrac do szkoly
      plakat, ktory dzien wczesniej wykonala jako zadanie domowe.Duzy,
      wymagajacy sporego nakladu pracy, ja mialam w tym tez swoj udzial w
      doborze techniki wykonania- poswiecilam swoj cenny czas.Plakat
      skonczyla o 22.00 prawie juz na spiaco.A rano poleciala do szkoły
      bez niego.W pierwszym momencie we mnie zawrzalo- kurcze, co za
      podejscie, lekcewazenie, zapominalstwo, niedbalstwo etc.Dostanie
      pale za brak zadania, niech ponosi konsekwencje.Na przyszlosc bedzie
      pamietac.
      A za chwile otrzeźwienie- nie dalej jak wczoraj zapomnialam zabrac
      do pracy sniadania i obiadu- moj facet to zauwazyl i przywiozl mi to.
      czyli- zrobilam dokladnie to samo co moja corkasmile.Plakat zanioslam
      jej do szkoly, potrzebny byl na ostatnia lekcje-dostala ocene
      celujacasmile.

      czy wychowujecie
      > swoje dzieci poprzez krzyk, zrzędzenie , przypominanie i kontrolę
      > czy też właśnie w oparciu o wybór i jego konsekwencje?

      Calkowita swoboda skonczylaby sie odrabianiem lekcji na kolanie,
      nieprzygotowaniem do lekcji, godzinnym ogladaniem tv i graniem na
      kompie.O takich dzieciach mowie- ze rosna jak badyl na psim
      g.ó.w.n.i.e.Aby zapobiec takim sytuacjom sprawuje piecze nad
      poczynaniami dziecka, co wcale nie oznacza ze non stop mysle za nia
      o wszystkim.Bywa, ze zrzedze i krzykne, coz - jestem czlowiekiem.
      Co do lekarstw- przypominam, bo chodzi o zdrowie - to za powazna
      kwestia, by zostawiac ja w gestii dziecka.
    • take_that Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 08:59
      staram się nie zrzędzić, co ma o tyle pozytywny efekt, że nie
      zrzędzę też do mężasmile. Nie znoszę zrzędzenia, wolę awanturę z
      piorunamismile. Tak, zostawiam wybór czasami - połykasz lekarstwo teraz
      czy za 10 minut (może właśnie coś zjadł i mu tabletka przez gardło
      nie przejdzie), albo umyjesz zęby, albo jutro szlaban na komputer,
      masz 10 minut (ustawiam minutnik) - i tego się trzymam. Oczywiście
      na początku były nieumyte zęby (przykładowo), szlaban na komputer i
      potworna zrzęda, ale jak przetestował, że nie odpuszczę, to stara
      się podporządkować. Zrzędzenie, przekonywanie, namawianie, argumenty
      logiczne i dyskusja w przypadku mojego syna nic nie dają jak się na
      coś uprze. Tylko stres dla obu stron. Daję wybór (zęby/szlaban) i
      wychodzę z pokoju ucinając wszelką dyskusję. Inaczej zasypie mnie
      argumentami, dlaczego nie może tego zrobić.
      Nie chciałabym, żeby wyglądało tak różowo, bo tak nie jest,
      oczywiście "walka o władzę" trwasmile. Zapomniałam napisać, że ma 11
      lat.
      • pade Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 10:10
        U mnie to nie jest kwestia uporu, mój syn ze mną nie dyskutuje, wie,
        ze to nic nie da. To jest kwestia wyższości zabawy kapslami nad
        odrabianiem lekcji. Chwilę po zostawieniu go nad matmą np. zastaję
        syneczka pochylonego nad komiksem, zabawką itd. jak do tej pory nie
        poskutkowało tłumaczenie (trzy lata mówię to samo), ze im szybciej
        zrobisz, tym więcej czasu będziesz miał dla siebie. Nie dociera.
        Wskutek tego cale nasze zycie w roku szkolnym toczy się wokół tego
        czego jeszcze synuś nie zrobił. Nie raz siedział do 23,
        nieprzytomny, nauczki z tego nie wyniósł żadnej, niestetysad
        Kary typu szlaban sa bardzo często, ale krótkie, długoterminowe w
        ogóle nie przynoszą efektów tylko zniechęcenie. Poza tym syn się nie
        buntuje, wie, ze lekcje to obowiązek, ale co z tego...
        • take_that Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 11:34
          ależ z moim jest tak samo. Zaczyna niby coś odrabiać, a pod zeszytem
          ma ukrytą książkę do poczytania. Ja odpuściłam, bo ma dobre stopnie
          i w szkole nie narzekają (braki zadania czasami się zdarzą) - dziś
          idę na wywiadówkę, hehe więc może zrewiduję moją postawę.
          Zrezygnowałam, BO TO NIC NIE DAWAŁO. Tworzyłam tylko wizerunek
          jęczącego potwora, którego i tak się nie słucha. A ileż można? Do
          matury będę z nim codziennie przez 5 godzin odrabiać lekcje? Jakby
          miał złe stopnie, a nauczycielka ciągłe pretensje, pewnie inaczej
          bym o tym myślała. Wolę, żeby się czymś interesował, niż miał
          wszystko od linijki, bo tak trzeba. Ale nie ukrywam, że też się
          martwię. Im starsza klasa, tym więcej przecież się trzeba uczyć, on
          on do tego jakiś nie nawykłysmile.
    • robatchek Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 09:01
      12 lat. Brak dozoru to równia pochyła, niestety. W zeszłym roku olałam kontrolę,
      bo z racji ciąży tylko chodziłam do pracy i spałam, kontrola była raz na tydzień
      i wszystko niby było dobrze. Na zebraniu okazało się, że pał jest kilkanaście, a
      dziecię nie mówiło, żeby mamuni nie denerwować... big_grin
      Tak naprawdę, to tylko mu w głowie komputer, playstation i klocki LEGO
      (największa moja życiowa porażka). Czytać, czyta dużo, wiedzę ogólną ma wielką,
      lecz nieuporządkowaną, inteligentny jest bardzo, ale leń nieprzeciętny. Prawo
      wyboru ogranicza się więc do ciuchów, byle by z siebie w szkole kretyna nie
      robił, oraz jedzenia - nie zmuszam. Lekcje MUSZĄ być zrobione bez dyskusji,
      codzienna kontrola zeszytów, ćwiczeń i dzienniczka. Młody jest w szóstej klasie,
      i bez kontroli to ja go w gimnazjum nie widzę... wink
      • a.nancy Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 09:28
        > Tak naprawdę, to tylko mu w głowie komputer, playstation i klocki LEGO
        > (największa moja życiowa porażka).

        dlaczego klocki LEGO sa twoja zyciowa porazka?
    • karambol45 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 09:21
      u nas jest tak: syn 8 lat kiedyś ociągał sie rano z ubieraniem
      jedzeniem, wcześniejsze budzenie nie pomagało, gadanie ,
      przypominanie też aż pewnego dnia w czerwcu było ciepło więc mogłam
      sobie na to pozwolić wsiadł do samochodu w piżamce i ubraniem w
      garści , ubrał się w sekundę - zadziałało! teraz się wyrabia , z
      lekacjami a w I klasie trochę siedziałam z nim teraz sam robi chyba
      że czegoś nie wie , nie rozumie to się pyta, poza tym zauważyłam że
      ma większą satysfakcję jak bierze w czymś udział np. w
      przygotowywaniu posiłków, śniadania więc sam sobie robi mleko z
      płatkami , kanapkę
      wydaje mi się że czasami trzeba postawić na samodzielność i tego
      konsekwencje oczywiście w granicach rozsądku
      • pade Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 10:16
        Moje dziecko jest samodzielne. Samo robi sobie kanapki, chociaz nie
        jest to jego obowiązek, raczej rozrywka. Sam podgrzewa sobie obiad,
        dba o porządek w pokoju (przypomnieć trzebasmile) Wraca o umówionej
        godzinie, nosi klucze i komórę. U nas jest raczej problem w tym jak
        skrócić odrabianie lekcji z 5 godzin do półtorej. Lekcji ma duzo,
        niestety, z matmy codziennie po kilka stron zadań plus dodatkowe raz
        w tygodniu. Czasu na pozostałe lekcje zostaje niewiele...A dzień
        coraz krótszy...
    • a.nancy Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 09:25
      nie dajmy sie zwariowac wink
      prawo wyboru prawem wyboru, ale sa kwestie elementarne (takie jak polkniecie
      lekow), gdzie ewentualne negatywne konsekwecje moga byc na tyle powazne, ze
      kontrola jest niezbedna.
      100-procentowe prawo wyboru moze miec jedynie osoba w pelni dojrzala, swiadoma
      konsekwencji i umiejaca obiektywnie ocenic ryzyko. dlatego wlasnie 10-letnie
      dzieci nie ponosza pelnej odpowiedzialnosci prawnej. do rodzicow nalezy
      stopniowe uswiadamianie dziecku owych konsekwencji i ryzyka, i stopniowe
      (uzaleznione od rozwoju dziecka) rozszerzanie jego prawa wyboru - na tym polega
      nauka odpowiedzialnosci.
    • jakw Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 10:38
      Spytaj się swoich rodziców czy jak miałaś 10 lat to nie trzeba było
      powtarzać poleceń. Bałagan w pokoju mojej starszej (lat 11) zaczęłam
      olewać dopóki się nie potykam. Czasami zrzędzę i wtedy słyszę:"Bo ty
      się zawsze czepiasz". No, rzeczywiście się czepiam durnej brudnej
      skarpetki leżącej tydzień na środku pokoju. A skoro druga skarpetka
      już dawno uprana to potem okazuje się, że skarpetek nie ma...Hm,
      młoda i tak wtedy nie poniesie konsekwencji, bo sobie moje skarpetki
      zgarnie. Dzisiaj chyba spóźniła się do szkoły (raczej miała bardzo
      niewielkie szanse zdążyć, chyba że nauczycielka się spóźniła), bo
      oczywiście nie spakowała się wczoraj wieczoerem. O odrabianiu lekcji
      na szczęście przypominać nie muszę. Ale tu zostało ustalone już
      dawno, że zanim usiądzie do kompa to ma te lekcje odrobić. I wie, że
      karą może być ileś dni bez tzw mediów (i wie, że mi serce nie
      zmięknie) albo obcięcie kieszkonkowego.
      • joanna35 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 10:54
        No właśnie, problem polega na tym, że nie trzeba było powtarzać i o
        ile sobie przypominam nikt ze mną lekcji nie odrabiał, chociaż
        zeszyty owszem miałam sprawdzanesmileOboje z mężem nie sprawialiśmy
        żadnych problemów wychowawczych - mężowi laurki wystawia teściowa, a
        ja doskonale pamietam jakie obowiązki miałam jako 9 letnie dziecko i
        nie była to tylko nauka. Z moją matką się nie dyskutowało, bo był
        wrzask i lanie, a ja na pewno nie tak chcę wychowywać syna. W swoim
        poscie poruszyłam temat leków i szkoły, bo one wydają mi się
        najistotniejsze - nie posprzata pokoju - jego sprawa, jak lubi
        siedzieć w bałaganie itp. Wracając do szkoły - chodziło mi o wybór i
        związane z tym naturalne konsekwencje - nie odrobi lekcji dostanie
        pałę itp. Tylko właśnie co zrobić kiedy jest kolejna pała i żadnej
        zdolności do wyciągania właściwych wniosków - to są dywagacje czysto
        teoretyczne, bo akurat dziecko pilnuję, ale zastanawiam się ile
        jeszcze - do końca studiów? Kiedy on zrozumie, że uczy się dla
        siebie - nie dla mnie i nie dla nauczyciela, kiedy dzieci - chłopcy -
        osiągają tego typu dojrzałość i czy ułatwianie mu życia w zakresie
        jego podstawowych obowiązków nie oddala osiągnięcia tej dojrzałości
        i odpowiedzialności za siebie i swoje wybory o lata świetlne?
        Spróbujcie trochę poteoretyzować w oparciu o własne doświadczenia,
        bo psycholodzy chyba jednak zakładają, ze 10 latek powinien
        sam "zadbać o szkołę". Tak jak pisałam - w teorii jestem dobra,
        gorzej z praktyką, kiedy widzę podejście mojego dziecka do nauki.
        Niezmiennie jestem w szoku, że przy takim podejściu ma takie dobre
        oceny.
        • jakw Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 11:50
          No dobra, z jednej strony piszesz coś o kolejnych pałach, z drugiej
          o nadspodziewanie dobrych ocenach. Próbowałaś go nie pilnować z
          odrabianiem lekcji i nie odrabiał, jak rozumiem? A oprócz pał w
          dzienniku ponosił jakieś konsekwencje w domu? Konsekwencje domowe
          mogą polegać na "odcięciu" ulubionej rozrywki domowej - w końcu coś
          pewnie w tym domu robi zamiast odrabiania lekcji? A może spróbuj
          metody typu:"jak przyjdę z pracy/o godzinie x to proszę mi pokazać
          odrobione lekcje". I jak nie są odrobione, to np. odcinasz na kilka
          dni telewizję/komputer albo kapsle itp (oczywiście poinformuj go o
          tym przed). A lekcje i tak musi odrobić. I wtedy konsekwencje są
          bardziej domowe, a pały nie będzie. Problem jest taki, że trzeba być
          potem rzeczywiście konsekwentnym i nie reagować na błagania.
          Oczywiście możesz dać synowi możliwość skrócenia "wyroku". Np.
          odcinasz media na tydzień, ale jeśli przez 3 dni będzie elegancko
          odrabiał lekcje to reszta "wyroku" może zostać zawieszona. Jeśli 4-
          tego dnia młody nawali - odwieszasz karę. Na moją starszą podobny
          system całkiem nieźle zadziałał parę lat temu gdy chyba próbowała
          testować czy może "zapomnieć" o odrabianiu lekcji. Może akurat "ten
          typ tak ma" - ale faktem jest, że nie ma problemów z nauką.
          Co do leków - oczywiście musisz dopilnować, żeby syn je jednak
          wziął. Może jakiś system drobnych kar i nagród za to, że nie
          będziesz musiała go z tym pilnować?
          • joanna35 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 14:42
            Syn nie ma żadnych problemów z nauką, oceny dostaje 4, 5, 6, ale,
            jak pisałam, to ja gonię go do nauki, ja sprawdzam i porawiam jego
            zeszyty, ćwiczenia. Tyle, że po pierwsze strasznie mnie to męczy, a
            po drugie nie wyobrażam sobie, że ta sytuacja przeciąga się na lata,
            a po trzeci8e jestem jak najbardziej za wychowaniem odpowiedzialnego
            człowieka - i tu zaczynają się schody, bo takie kontrolowanie raczej
            pozbawia go szansy na samodzielny rozwój(moim skromnym zdaniem).
            Poza tym jest to pewnie kwestia, z którą zmierza się większość
            rodziców - chęć ochrony dzieckaq przed konsekwencjami jego głupoty
            czy jak tam zwał. Przecież to logiczne, że jak go przypilnuję to nie
            dość, że nie przypałuje, to jeszcze jest duża szansa, ze dostanie
            dobrą lub bardzo dobrą ocenę. Tylko czego go to uczy?
            • jakw Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 16:23
              joanna35 napisała:

              > Syn nie ma żadnych problemów z nauką, oceny dostaje 4, 5, 6, ale,
              > jak pisałam, to ja gonię go do nauki, ja sprawdzam i porawiam jego
              > zeszyty, ćwiczenia.
              Joanna, to ty dostajesz te 6 za prace domowe...
              • joanna35 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 17:14
                To nie tak, ja nie podaję mu gotowych rozwiązań na tacy. Jeżeli
                sprawdzam np. jego zeszyt z polskiego i jest błąd ortograficzny to
                pytam się go jak się pisze dany wyraz, a jak nie wie czy w dalszym
                ciągu mówi źle to go odsyłam do słownika, każę kilka razy napisać.
                Jeżeli jest jakieś zadanie "na myślenie" to słucham tego co mówi i
                ewentualnie koryguję jego myślenie. Ja nie rozwiązuję zadań za
                niego, ale faktem jest, jak napisała Verdana, że gdybym przestała
                zaglądać do jego zeszytów oceny byłyby gorsze. I, szczerze mówiąc,
                gorsze oceny to dla mnie nie problem, o ile młody nauczyłby się przy
                okazji odpowiedzialności za siebie i swoje wybory i wiedział, że z
                danym wyborem wiążą się określone konsekwencje. A mówię mu na ten
                temat od czterech lat, że jak się nie bedzie systematycznie uczył to
                będzie miał zaległości, gorsze oceny, że uczy się dla siebie, że od
                tego zależy jego przyszłość itp. Jakbym rzucała grochem o ścianę -
                dlatego twierdzę, ze to ja robię gdzieś błąd i dlatego założyłam ten
                wątek i dlatego jestem ciekawa jak radzicie sobie Wy. Nie z czystej
                ciekawości tylko dlatego, że mam szansę się czegoś od Was nauczyć.
                • jakw Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 18:10
                  No właśnie - mówisz mu i mówisz o konsekwencjach, ale równocześnie
                  systematycznie od 4 lat robisz wszystko, żeby nie miał żadnej
                  możliwości ponieść tych konsekwencji. Po co właściwie młody ma
                  sprawdzać sobie wypracowanie pod kątem błędów skoro ty i tak
                  przeczytasz, a co najwyżej odeślesz do słownika. I tak ma korzyść -
                  musi zaglądać do tego słownika tylko wtedy, gdy zrobi błąd, a nie za
                  każdym razem, gdy ma wątpliwości.
                  Btw jakie ma stopnie z klasówek? Jeśli w miarę ok (a skoro pisałaś
                  że ma całkiem dobre stopnie to pewnie tak jest) to na początek
                  ogranicz się do sprawdzenia, czy praca domowa jest i ewentualnie
                  tego czy się czegoś tam nauczył. Oczywiście, jeśli prosi o pomoc -
                  nie odmawiaj.
                  Był jakiś czas temu na wychowaniu czy starszym dziecku wątek pt. jak
                  nauczyć dziecko samodzielnej nauki - właśnie w odniesieniu do 4-
                  klasisty. Spektrum postaw rodzicielskich jest szerokie - ale imho
                  raczej ciężko będzie uzyskać przejęcie odpowiedzialności przez syna
                  za JEGO naukę skoro zdejmujesz z niego całą odpowiedzialność.
                  • joanna35 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 19:59
                    Są dwie możliwości - albo tego nie napisałam wprost, bo wydawało mi
                    się, że to wynika z całokształtu, albo Ty przeczytałaś to co
                    chciałaśsmile Gdybym zdejmowała z ramion dziecka całą odpowiedzialność
                    za naukę to nie miałabym dylematów, bo uznałabym, że mamusia czyli
                    ja i tak wie najlepiej co jest dla dziecka dobre. Swoje wątpliwości
                    czy 10 letnie dziecko jest w stanie samodzielnie wywiązywać się ze
                    swoich szkolnych, zresztą nie tylko, obowiązków wysnułam na
                    podstawie obserwacji jego zachowania kiedy "luzuję smycz" - lekcje
                    są odrabiane późnym wieczorem, a to i tak po zwróceniu mu uwagi, ze
                    moze by się do nich zabrał. Jak pokazała lektura tego wątku nie ja
                    jedna mam tego rodzaju problem i nie ja jedna "ograniczam" moje
                    dziecko w samodzielności. Widzisz, boję się nie tego, ze moje
                    dziecko nie zda do nastepnej klasy, boję się tego, że jak sobie
                    odpuszczę to moge kiedyś tego żałować i...boję się, ze jak nie
                    odpuszczę też mogę tego kiedyś żałować. Mam nadzieję, że
                    zrozumiesz "co poeta miał na myśli", bo nie chce mi się tego
                    rozwlekać. Z klasówek ma czwórki, piątki. Dziękuję Ci za informacje
                    o tym wątku o samodzielnej nauce, spróbuję go znaleźć. I na koniec,
                    zasadniczo ja się z Tobą zgadzam i gdybym to ja udzielaa komuś rad
                    powiedziałabym dosłownie to samo co Ty, ale to moje dziecko i do
                    racji zdroworozsądkowych dochodzą też emocjesmile
                    • jakw Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 21:23
                      Ok, być może wyciągnęłam zbyt daleko idące wnioski - ale to na
                      podstawie wszystkich twoich wcześniejszych postów. Pisałaś w nich,
                      między innymi, że strasznie męczy cię sprawdzanie, poprawianie i
                      gonienie do nauki. Wysnułam stąd wniosek, że robisz to praktycznie
                      codziennie i że bez twojego ciągłego "dozoru" to nie ma mowy o
                      odrobieniu lekcji. Fałszywy, skoro jednak jakoś odrabia.
                      > Swoje wątpliwości (...) wysnułam na
                      >podstawie obserwacji jego zachowania kiedy "luzuję smycz" - lekcje
                      >są odrabiane późnym wieczorem, a to i tak po zwróceniu mu uwagi, ze
                      > moze by się do nich zabrał.
                      No dobra, ale co on właściwie robi do tego późnego wieczora, że nie
                      ma czasu na odrobienie lekcji? Czyta? Ogląda telewizję? Gra na
                      kompie? Lata z kolegami po podwórku? A ty stoisz nad głową i
                      marudzisz, żeby te lekcje zrobił...Skoro twoje dziamganie na niego
                      nie działa, zastosuj jakiś inny "kij" albo też marchewkę, żeby to
                      jednak robił wcześniej. Zresztą może niepotrzebnie panikujesz. Jak
                      młody dostanie 3 zamiast 4 czy 5 to może sam wpadnie na to, że mu
                      się ten stopień aż tak strasznie nie podoba?
                      Moja 5-klasistka lekcje odrabia sama o przyzwoitej porze. Fakt, że
                      to dziewczynka, o ile ma to jakieś znaczenie. Ale pracę nad tym,
                      żeby te lekcje odrabiała sama w jakiś sensowny sposób zaczęliśmy od
                      I-szej klasy. Teraz po prostu wie, że te lekcje ma odrobić. I nie o
                      22, a znacznie wcześniej. Choćby dlatego, że ma wredną matkę, która
                      wymyśli jakąś straszliwą szykanę i np. odetnie dostęp do kompa. A
                      ona przecież blogi koleżanek musi "komciować". Zresztą dobre stopnie
                      też lubi dostawać. A tłumaczenia typu "jak nie będziesz się uczyć =>
                      nie pójdziesz do dobrego gimnazjum => nie pójdziesz do dobrego
                      liceum => nici z porzadnych studiów => twoja przyszłość stoi pod
                      znakiem zapytania" to chyba jeszcze nie ten etap rozwoju. A dylemat
                      pt. "co poeta miał na myśli" to będziesz mieć przez najbliższych
                      kilka lat. Jak nie z nauką to z kumplami czy dziewczynami swojego
                      syna.
                      Pzdr
    • 13monique_n Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 11:14
      15 lat syn i 13 lat córka.

      Najczęściej stosuje prawo wyboru i prawo ponoszenia za nie
      konsekwencji.
      Z tym, że z lekcjami to im przypominam, ale nie jak pies gończo-
      policyjny, tylko jako sugestię, albo dwie. U Młodego wzmacniam to
      przekazem pt. egzaminy w kwietniu. Gotowa jestem do pomocy i
      współpracy, ale na ich prośbe. sama poduszek pod tyłek nie
      podkładam. Chcą sprawdzić, że klapnięcie tyłkiem o ziemię boli, to
      niech sprawdzają.
      Od czasu do czasu mam atak mędzenia w stylu, czy oni wola, jak ja
      tak marudze i kontroluję??? Bo ja sama siebie słuchać wtedy nie
      mogę. Zasady mamy proste i naprawdę można ich po prostu przestrzegać
      i byc wolnym dzieckiem/nastolatkiem smile działa nienajgorzej big_grin
      • joanna35 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 14:53
        W zasadzie mam bardzo podobnie, za wyjątkiem obowiązków szkolnych,
        bo tu niestety jestem psem gończym - policyjnymsad Czasami
        zastanawiam się, że może tu jest pies pogrzebany. Dziękuję za Wasze
        odpowiedzi i podzielenie się doświadczeniem - bardzo to dla mnie
        cenne. Na pewno jeszcze parę razy przeczytam sobie Wasze posty
        i "zaadoptuję" zawarte w nich rady do własnych potrzebsmileA swoją
        drogą pocieszające dla mnie, że inne dzieci też tak mają, bo muszę
        przyznać, że bardzo źle myślałam o sobie jako o matce.
    • allija Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 11:36
      tobie wystarczy powiedziec raz i pamietasz ale jestes osoba dorosłą
      i juz w pełni ukształtowaną. Z dzieckiem jest przeciez troche
      inaczej, trzylatkowi nie zostawiłabyś żadnego wyboru i wydaje sie to
      wszystkim oczywiste, a dziesieciolatek musi byc juz w pełni
      odpowiedzialny za wszystko? otóż on także ciagle sie rozwija, mózg
      dziecka i nastolatka pracuje zupełnie inaczej niż człowieka
      dorosłego. Warto sobie przyswoic taka wiedzę, pozwoli to lepiej
      zrozumiec swoje dziecko i nie mieć mu wszystkiego za złe bowiem to
      tylko fizjologia. Dopiero ok. 25 roku życia mózg człowieka osiaga
      tzw dojrzałość poznawczą czyli np mozliwość rozsądnego postępowania,
      zdolność patrzenia w przyszłość i planowania, rozumienia zasad
      współżycia społecznego itd. I w zasadzie do tego wieku jest młodemu
      człowiekowi potrzebna pomoc rodziców, madra, pozwalajaca popełniać
      błędy /bo to tez uczy/ ale i pomagajaca. Dlatego tez krzyk i
      zrzedzenie - nie ale przypominanie jak najbardziej. W sprawach mało
      ważnych pozwolic na samodzielność i tzw życiową naukę ale w sprawach
      istotnych nie zostawiac dziecka samopas. Innymi słowy coraz bardziej
      pozwalać na samodzielność ale nie na ryzyko, które przynosiłoby
      nieodwracalne konsekwencje np zawalony rok szkolny czy później
      nałogi, wczesna ciąża.
      Generalnie ja stosuje zasadę żeby nie kruszyć kopii o sprawy mało
      ważne, po co mamy sie denerwować. Jeśli nie lubisz powtarzać to
      wymyśl cos innego, np. napisz na dużej kartce i przyczep na scianie,
      nad łóżkiem, nad biurkiem, wyślij mu smsa lub ustawcie przypomnienie
      w telefonie komórkowym co godzinę. I w ogóle trzeba nabrać dystansu
      do wielu spraw, częściej sie usmiechać i obracać w żart drobiazgi.
      10 lat to jeszcze bardzo mało, nauka tak ale to jescze wiek głównie
      zabawy. Przypominanie i kontrola w tym wieku to chyba nic dziwnego.
      Ja mam dwóch synów, młodszy w klasie maturalnej, starszy zaczął
      studia.
      • joanna35 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 14:57
        allija napisała:

        > tobie wystarczy powiedziec raz i pamietasz ale jestes osoba
        dorosłą
        > i juz w pełni ukształtowaną.

        Allija ja tak mam od zawsze, ale ja miałam taką matkę, że lepiej dla
        mnie było nie zapominaćsad Może mam mnóstwo wątpliwości co do wyboru
        i konsekwencji, ale na pewno wiem, że nie chcę, żeby moje dziecko
        się mnie bało, żeby truchlało na sam dzwięk mojego głosu, bo nie
        tędy droga. Allija bardzo Ci dziękuję za odpowiedź, to co napisałaś
        jak najbardziej trafia mi do przekonania.
    • kurczak1 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 14:53
      Syn 8 lat. Od połowy I klasy niezmiernie rzadkie zaglądanie do
      wybranych zeszytów (dzienniczek codziennie), o lekcjach przypominam,
      jego biznes czy zrobił wszystko. W ciagu roku nastąpiło zmniejszenie
      ilosci uwag dotyczących powolnosci w wykonywaniu zadań i gadania na
      lekcji o jakieś 1000 procent, zmniejszenie czasu siedzenia nad
      lekcjami o jakieś 600 procent i mojej pomocy tez o 800 proc. -
      ty;lko na życzenie. Stoczyłam też bój z wychowawczynią na temat
      kontroli zadań domowych (że nie bede) oraz zadań domowych dla
      rodziców (Że niby stwórzcie coś rodzinnie). Wygrałam - to on chodzi
      do szkoły, a nie ja. Leki jeśli trzeba daję do pyszczka.
      • verdana Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 15:02
        Przypominam o lekcjach, ale nie sprawdzam, nie kontroluję. Od
        pierwszej klasy. Mogę pomoc, ale na pewno nie odrabiac razem z
        dzieckiem. Jesli dziecko, ktore odrabia zawsze z mamą, mama
        sprawdza, pomaga dostaje 5 czy 6 to co z tego? Nie on dostaje,
        dostaje pilna mama, ktora pilnuje, aby w pracach domowych nie było
        błędów. Tym samym przejmuje na siebie odpowiedzialność za naukę, za
        stopnie. Odpowiedzialność dziecka jest zerowa. Może sie ociągac,
        zapominac - od przypominania i nadzorowania jest mama, to na niej
        spoczywa odpowiedzialność.
        Rozumiem, ze poluzoanie takiemmu dziecku musi kończyć się fatalnie,
        bo ona nawet nie rozumie, ze szkola to jego sprawa i ze to on, nie
        mama, powiniensie uczyć.
        Owszem, w systemie "niepilnowania" stopnie sa znacznie gorsze -
        choćby dlatego, ze praca, nad ktorą siedzi ktos dorosly jest
        bezbłedna. Praca, ktora robi dziecko bezbłedna nie będzie.
        No, ale zwykle w okolicach wyzszych klas gimnazjum czy liceum
        rodzice już nie nadzoruja dzieci. Wtedy nastepuje kryzys...
        natomiast w pewnych sprawach - leków, bezpieczeństwa itd. nie mozna
        pozostawiac prawa "wyboru" dziecku, bowiem ono żadnego wyboru nie
        ma.
        • srebrnarybka Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 17:47
          W czasach, kiedy chodziłam do szkoły, odrabianie lekcji przy pomocy
          rodziców było wręcz karane przez szkołę i jeśli się wydało, że komuś
          pomagali rodzice, obniżano stopień. I słusznie, bo to jest
          nieuczciwe. Pracę odrabia dziecko, a nie rodzice. Poza tym
          zaliczanie prac odrobionych przez rodziców stawia od razu w gorszej
          sytuacji dzieci rodziców niewykształconych lub takich, których oboje
          rodzice mają wykształcenie o zbliżonym profilu, bo wtedy nie
          obskoczą wszystkich przedmiotów. Pisałam już kiedyś o 12 latce
          opuszczonej przez ojca, który jedyny w rodzinie znał francuski.
          Pozostałe przedmioty ojciec i dziadkowie byli w stanie odrobić, a i
          to dlatego, że babcia i dziadek skończyli dwa zupełnie różne
          kierunki studiów. Znam córki rodziców po biologii i politechnice,
          które z polskiego dostawały dobre stopnie tylko wtedy, kiedy
          przyjeżdżał z innego miasta w odwiedziny wujek-polonista i odrobił
          za dziewczynki polski. Na szczęście było to dość często. Trudno się
          zresztą dziwić, skoro dziewczynki miewały zadane np. napisać wiersz.
          Tyle tylko, że rodzice powinni byli pójść do szkoły i zrobic
          karczemną awanturę, a nie czekać na wizytę wujka-polonisty.
          • joanna35 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 20:08
            srebrnarybka napisała:

            > W czasach, kiedy chodziłam do szkoły, odrabianie lekcji przy
            pomocy
            > rodziców było wręcz karane przez szkołę i jeśli się wydało, że
            komuś
            > pomagali rodzice, obniżano stopień. I słusznie, bo to jest
            > nieuczciwe.
            To chyba dawno było? Kiedy moje dziecko poszło do pierwszej klasy
            uważałam tak jak Ty, dopóki nie zobaczyłam pierwszych prac
            plastycznych przygotowywanych przez dzieci w domu. Moje dziecko
            było jedynym, które zrobiło ją samo. Owszem dostało 5 jak większość
            klasy, bo parę osób dostało 6, tzn. rodzice dostali. No więc
            dopasowałam się do "wymagań" chociaż nie bez moralnego kaca, bo za
            mnie nikt lekcji nie odrabiał. Pisałam wtedy o tym na emamie. Na
            pierwszym zebraniu w czwartej klasie wychowawczyni kilkakrotnie
            uczulała rodziców, żeby dzieci pilnowali, bo czwarty rok nauki, ze
            względu na odmienną specyfikę od pierwszych trzech, jest dla dzieci
            najtrudniejszy i nie należy ich zostawiać samym sobie, bo potem są
            kłopoty. Masz dzieci? Jeżeli masz to co Ty byś zrobiła w podobnej
            sytuacji(dziecko zaczęło naukę w czwartej klasie)? Pytam poważnie,
            bez złośliwości.
            • srebrnarybka Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 20:17
              co Ty byś zrobiła w podobnej
              > sytuacji

              Oczywiście tylko część odpowiedzi: już od I klasy robiłabym w szkole
              systematyczne awantury, jeśli wyżej ocenia się prace odrobione przy
              pomocy rodziców. Gdyby wszyscy rodzice robili takie awantury zamiast
              pokornie odrabiać lekcje za dzieci, proceder by się skończył.
              Niestety rodzice wolą odrobić lekcje za dziecko, ucząc przy okazji
              oszustwa, zamiast walczyć z patologią w szkole. Cierpią na tym
              dzieci myślących matek, jak Ty. Odpowiedziałam tylko na część Twoich
              problemów, współczuję i życzę sensownego rozwiązania sprawy.
            • jola_ep Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 15.10.08, 20:44
              > To chyba dawno było? Kiedy moje dziecko poszło do pierwszej klasy
              > uważałam tak jak Ty, dopóki nie zobaczyłam pierwszych prac
              > plastycznych przygotowywanych przez dzieci w domu.

              Na szczęście ich nie widziałam. Ja mam dwie lewe ręce do prac plastycznych. Ograniczam się do kupowania różnych dodatków (typu koronki, cekiny, dobrego kleju) i podpowiadania paru pomysłów.

              >Masz dzieci? Jeżeli masz to co Ty byś zrobiła w podobnej
              > sytuacji(dziecko zaczęło naukę w czwartej klasie)?

              Tylko przypominałam. (niezobowiązujące "odrobiłaś lekcje?"), Rozmawiałam o tym jak się uczyć, aby jak najmniej się napracować (uważać na lekcjach, systematycznie uczyć się po trochu, bo na raz przed sprawdzianem się nie da itp.). Zawsze pomagałam, gdy przyszła po pomoc. W rezultacie moje dziecko, które test na koniec trzeciej klasy napisała najlepiej z czterech klas w szkole, zeszło na trójki. Co ją nieco otrzeźwiło i z ważniejszych przedmiotów wywindowała się na czwórki pod koniec semestru. Trójki rozpatrywałam pod kątem: widzisz, że nie wyszło, dlaczego, co możesz zrobić, aby to poprawić i "na pewno ci się uda". Nie tyle zrzędziłam, co dobrze radziłam i sobie rozmawiałyśmy. (jedynka też się trafiła)
              Szkołę podstawową skończyła ze świadectwem z paskiem.

              Młodszy jest w III klasie. Lekcje od dawna odrabia sam. Czasem przypominam. Jak ocknie się po 21 to nawet pomagam, ale zrzędzę przy tym strasznie wink Więc woli zrobić to wcześniej i bez zrzędzenia.
              Nie zadają mu dużo.
              Jak ma problem i zabrał się za lekcje o rozsądnej porze - to pomagam bez marudzenia.

              Pakuje się do szkoły sam. W rezultacie czasem nie zabiera potrzebnych rzeczy. Ale bardzo nie lubi, jak pani "krzyczy", więc po paru wpadkach pamięta i przygotowuje wszystko wieczorem. Tydzień temu zapomniał zabrać przygotowany zestaw na basen, więc zamiast ukochanego pływania była nuda. Potem te zapomniane rzeczy wracały w postaci koszmaru sennego. Wypracował więc sobie technikę układania potrzebnych rzeczy na plecaku. Ostatnio nie zapomniał smile

              Generalnie to typ, co lubi sam o sobie decydować. A jednocześnie zapomina, gubi i jest roztargniony. Pozwalam więc mu ponosić konsekwencje. Bo jak ja go chronię i zapobiegam - to on odbiera to jak zamach na własną wolność.

              Pozdrawiam
              Jola
              • kurczak1 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 16.10.08, 14:08
                A tak w ogóle to chciałabym tu promować zasady konsekwencji i
                samodzielnosci dzieci. Mój syn (8 lat) kiedyś zapomniał tornistra w
                szkole i musiał po niego śmigać, gdy ja jadłam obiad. Wyrodna matka?
                No własnie...Tyle że sąsiadka (juz o tym kiedyś pisałam) ma córkę w
                IV klasie, którą trzeba codziennie przyprowadzić ze szkoły posadzić
                nad lekcjami i robić za nią. Gorzej że to rodzina niezbyt
                wykształcona i juz przestają nadązac za matematyką i angielskim. Co
                będzie w gimnazjum? Na egzaminach? Dziecko, którym rodzice sie
                przesadnie zajmują (czyt. robią za nie) nie wierzy w siebie -
                powstaje tzw. bezradność wyuczona. Oceny są w tym kontekście
                naprawde nieważne
                • allija Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 17.10.08, 13:16
                  ja nigdy z dzieckiem lekcji nie odrabiałam, w pierwszych klasach
                  przynosił odrobione lekcje do sprawdzenia i pochwalenia się, w
                  dalszych prosił o sprawdzanie wypracowań i ew zadań, potem juz o nic
                  nie prosił co najwyżej zapytał gdzie jest jakis słownik lub czy mamy
                  w domu jakąś lekturę. Jednak kiedy zdarzało mu się czegos zapomnieć,
                  zeszytu, wfu czy pracy nad którą ślęczał pół nocy i będąc rano
                  półprzytomnym zapomniał schować do plecaka to mu ją podwoziłam do
                  szkoły. I nie traktuje takich rzeczy w ramach konsekwencji tylko
                  zwyczajnej rodzinnej pomocy. Ja też ostatnio zatrzasnęłam sobie
                  kluczyki w samochodzie, mąż mi przywiózł zapasowe, czy powinnam
                  jechać autobusem po nie sama?
                  Tak więc ja promuję zdrowy razsądek i bez tresowania dziecka.
                  • jola_ep Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 17.10.08, 13:26
                    > Ja też ostatnio zatrzasnęłam sobie
                    > kluczyki w samochodzie, mąż mi przywiózł zapasowe, czy powinnam
                    > jechać autobusem po nie sama?

                    Jeśli mąż akurat byłby w pracy (i nie mógł wyjść w godzinach pracy) to
                    musiałabyś jechać po nie sama.

                    Pozdrawiam
                    Jola
                    • allija Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 18.10.08, 00:35
                      ale nie był, gdyby był to poradziłabym sobie pewnie sama. Kiedy
                      dziecko zapomni zeszytu a ja jestem w pracy to też się nie zwalniam.
                      I chyba o takiej sytuacji mowimy, to oczywista oczywistość
                      • jola_ep Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 18.10.08, 08:34
                        Bo mi czasem przykro, że jak taka wyrodna matka muszę być i kazać dziecku
                        ponosić konsekwencje. Wtedy ten strój na basen to bym na pewno mu zawiozła, bo
                        wiedziałam, jak kocha lekcje pływania. Ale nic z tego... Rano musi wstać sam, o
                        wszystkim pamiętać, a ja ciągle się martwię - np. że wyjdzie z domu, gdy będzie
                        siostra, zapomni kluczy i będzie czekał pod płotem, aż ktoś przyjdzie i mu otworzy.

                        Czasem do bezwzględnej nauki przez konsekwencje zmusza życie i nie zawsze z tym
                        matce dobrze. Mam nadzieję, że chociaż będzie z tego jakiś pożytek.

                        Pozdrawiam
                        Jola
                      • kurczak1 Re: Prawo wyboru i prawo konsekwencji 20.10.08, 13:03
                        No oczywiscie
Pełna wersja