Dodaj do ulubionych

Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy dzi...

16.10.08, 09:05
Profilowanie ról świetnie widać w reklamach - wystarczy włączyć tak
zachwalane Mini Mini, by zobaczyć, jakie mają być dziewczynki i jacy
chłopcy. Błogosławię Panu Bogu, że gdy byłam w przedszkolu, a
reklamach nikt jeszcze nie słyszał - dlatego mogłam bawić się w
błocie, mieć krótkie włosy, a w zabawie w Czterech pancernych być
czasem Jankiem a czasem Marusią. Reklamy skierowane do dziewczynek
generalnie robią z nich kretynki, które koniecznie muszą nosić
różowe ubranka i bawić się kretyńskimi lalkami (księżniczki, fifi
niezapominajka, barbie). Do tego chcą wyglądać szałowo na imprezie
(taki tekst spotyka się na Mini Mini, które podobno jest skierowane
do przedszkolaków) i noszą "episiową" biżuterię (tak, tak). Każda
dziewczynka to mała mama, która karmi butelką swojego małego kucyka,
zmienia mu pieluszki i wciska do pyska smoczek. A chłopcy? Chłopcy
bawią się żywiołowo samochodami (które na reklamach ścigają się i
oczywiście zderzają z wielkim hukiem) i są często głównymi
bohaterami reklam skierowanych do obu płci (kolejny stereotyp:
mężczyzna to człowiek; kobieta odrębna kategoria): w reklamach dla
obu płci grają chłopcy, dziewczynki grają tylko w reklamach
skierowanych do dziewczynek. Dowód? Reklama tabletek do ssania
Sanostol - chłopiec; reklama kaszek Bobovita: sami śmiejący się
rozkosznie chłopcy (żadnej dziewczynki, a dzieci występuję tam chyba
pięcioro).

I jeszcze same bajki. Dziewczynki mogą sobie oglądnąć Fifi
Niezapominajkę (w jednym z odcinków był np. konkurs piękności).
Chłopcy mają cały arsenał pozytywnych bohaterów męskich: listonosz
Pat, strażak Sam, Bob budowniczy... Czy wyliczać dalej. Oczywiście
te bajki mogą oglądać również dziewczynki, ale czy ktoś się
zastanowił, dlaczego nigdy nie obsadzi się w głównej roli
dziewczynki?
Ja mam synka i jako była dziewczynka współczuję wszystkim mamom
dziewczynek, które muszą stawić czoła zmasowanemu atakowi reklam,
bajek i pań przedszkolanek. Dziewczyny, nie dajcie się!
Obserwuj wątek
    • alicja0 Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy dzi.. 18.10.08, 02:32
      Kolejna kryptoreklama "filozofii" gender - jesteśmy tacy, jak nas
      ukształtuje środowisko, włączając w to orientację płci bleeeee
      I znów powołują się na "jakieś badania" bleeee
      A czemu artykulik taki jednostronny? Jakiś wykładzik na studiach był
      i trzeba to teraz sprzedać na forum?
      A czemuż to nie ma "innych badań", które również bardzo naukowo,
      sprawdzalnie, profesjonalnie stwierdzają, że jednak płeć nie jest
      kształtowana kulturowo?
      A doświadczenia na bliźniakach jednojajowych, gdzie chirurgicznie
      zmieniono płeć jednemu z chłopców(bo mamuśka nie chciała mieć dwóch
      synków, ale parkę, to się zdecydowała na ekspertyment naukowy!!),
      wychowywano go jako dziewczynkę, a który później, zwłaszcza w wieku
      dorastania miał poważne problemy psychiczne z własną osobowością,
      próby samobójstwa i dopiero po latach kochana mamuśka zdradziła mu
      swą radosną koncepcję na jego życie? Facet ponownie przeszedł
      operację "rekonstrukcji płci" (ale co chirurdzy nieodwracalnie
      skasowali, to już czyni go kaleką) i nareszcie odżył, założył
      rodzinę?
      I takich, modnych wówczas eksperymentów było wiele - eksperymentów,
      które miały udowodnić, że płeć jest warunkowana jedynie kulturowo
      tzn. biologia daje tylko organa, ale styl zachowania jest wyłącznie
      rolą kulturową... I znów wracamy do "rewelacji odświeżanych
      kotletów"?
      Oczywiście, zapewne "nowe badania (?!!) postawią sprawę w nowym,
      ciekawym świetle", ale od lat w świecie nauki pojawiają się takie
      koncepcje, które nie bazują na realiach, ale na "pomyśle" jakiegoś
      sfrustrowanego "badacza", który nie z przyczyn naukowych, ale
      osobistych, chce pokazać, że świat biologiczny nie ma reguł i
      wszystko można nagiąć... bo albo jest feministką z kręgów
      lewicowych, albo wspiera kręgi homo, albo nie ma nic wartościowego
      do dodania w nauce, więc się łapie próby obalenia reguł świata...
      Najgorsze z tego, jest to, że sprzedaje te swoje pomysły i potem
      ludzie, z różnych, partykularnych interesów łapią się tych "badań" i
      wprowadzają chaos w życie społeczne.
      Jest oczywiste, że środowisko wpływa na człowieka, na kształtowanie
      jego poglądów, stylu bycia, ale nie jest to aż tak głęboki wpływ,
      który determinowałby tak biologicznie uwarunkowaną orientację
      płciową!
      Dziewczynki i chłopcy różnią się, już od urodzenia, swym
      zachowaniem - nie są to kosmiczne różnice, tak odległe, żeby
      dziewczynka była diametralnie różna od chłopca, bo (pomijając
      kwestie homoseksualne) u niektórych cechy charakterystyczne dla
      jednej płci, czasem są wyraźnie zauważalne u płci odmiennej.
      ALE jednak są istotne różnice między płciami, na tyle istotne, że
      nie można orientacji płciowej wsadzać do jednego worka i w
      zależności od środowiska, to mamy dziewczynkę czy chłopca.
      Na ten temat mogłyby się wypowiedzieć osoby, które np. uczą od wielu
      lat w szkołach niekoedukacyjnych, jak wyraźnie widać różnicę już
      nawet w samym stylu przyswajania nauki, jak bardzo różne stosuje się
      metody nauczania wobec dziewczynek i wobec chłopców. I nie jest to
      warunkowane tym, co kultura narzuca wobec dziewczynek czy chłopców,
      bo wypracowano ten model po latach doświadczeń w nauczaniu i dopiero
      dopasowując różne metody do różnych płci, osiągnięto wymierne efekty
      w nauce. Gdy stosowano "metody dziewczyńskie" do chłopców, wyniki w
      nauce były znacznie gorsze, a nikt nie mówił chłopcom, że to są
      metody dla dziewczynek! Zresztą - na ten temat napisano tomy
      książek, są badania naukowe, które zaprzeczają tezom tego artykułu i
      jeśli można dojść do jakiegoś konstruktywnego wniosku, to chyba
      tylko do tego, że płeć jest warunkowana biologicznie i pociąga za
      sobą stałe cechy w zachowaniu, w odbiorze świata, aczkolwiek
      kultura, środowisko wychowawcze mają swój silny wpływ na
      kształtowanie się osobowości,jednak nie na tyle, aby móc powiedzieć,
      że człowiek rodzi się mentalnie z "płcią zero", a dopiero otoczenie
      je warunkuje.
      Otoczenie raczej jest reakcją wtórną - stara się podkreślić
      istniejące już różnice, stąd te wszystkie zabawki "dla dziewczynek"
      i "dla chłopców", stąd różowy i niebieski, stąd lalki i samochody
      itd.itp. Jedynym, dobrym efektem gender jest chyba tylko to, że dziś
      dziewczynki i chłopcy nie są dyskryminowani, gdy bawią się zabawkami
      zarezerwowanymi dla odmiennej płci, gdzie dopuszcza się, że te
      światy nie są oddalone od siebie o lata świetlnie, ale przenikają
      się nieco na styku granic - jednak nie są to te same światy
      pojmowania i zachowania. Jesteśmy równi co do szacunku, co do praw,
      wolności - ale różni co do sposobu patrzenia i reagowania na świat.
      I to czyni świat ciekawym i daje możliwość ubogacania siebie
      nawzajem w kontaktach męsko-damskich.
      • alicja0 Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 18.10.08, 02:49
        Aha, i jeszcze co do poprzedniej autorki, która zastanawia się
        dlaczego reklamy są takie a nie inne, dlaczego w rolach reklamowych
        obsadza się tak a nie inaczej..
        Dlatego (co wydaje się być naprawdę oczywistym), że reklama nie
        pretenduje do ambitnych zadań - celem reklamy jest przyczynić się do
        sprzedaży danego artykułu. I nikt tu nie łapie się wysublimowanych
        chwytów, ale bazuje się na sprawdzonych wzorach: reklama odwołuje
        się do poglądów przeważających w danej grupie docelowej - jeśli ma
        za zadanie sprzedać koniki pony, to będzie i dziewczynka, i różowo
        do obrzydzenia, bo mamy w głowie już zakodowane, że ma być
        dziewczynka i różowo. Oglądając reklamy posługujemy się pewnym kodem
        odbioru. Czasem reklama chce być ambitniejsza i odwołuje się do
        bardziej skomplikowanego scenariusza, jednak te reklamy, choć
        dostają nagrody w konkursach medialnych, to paradoksalnie nie
        przynoszą wymiernych zysków, bo ludziska nie reagują odpowiednio he
        he
        Ludzie reagują na szybkie, proste informacje - nikt nie siedzi i
        analizuje reklam - tu trzeba szybko dotrzeć do człowieka, przekonać,
        go że "warto" kupić to i to, więc kod informacji musi odwoływać się
        do tego, co człowiek rozumie bez większego wysiłku.
        Czasem reklama pragnie nas zaskoczyć, ale też, co ciekawe,
        reklamy "zaskakujące" również odwołują się do stereotypów myślowych,
        a nie tworzą nowe, inne. Bo przy innych - trzeba myśleć, a dziś
        człowiek nie chce myśleć, a już na pewno nie przy reklamach.
        Tu chodzi o kasę i z reklamy ma być wymierny efekt w zyskach u
        producenta. Marekting bawi się na pograniczu odwoływania się do
        istniejących potrzeb u ludzi (i to w sumie jest rolą marketingu -
        odkryć czego ludzie chcą i to im sprzedać) oraz kreując potrzeby
        ludzi (bo kurcze, ludzie tak naprawdę nie potrzebują tego
        wszystkiego, co chcemy im wcisnąć, a wcisnąć trzeba, bo chce mieć
        zyski).
        Dlatego w reklamie nikt nastawiony na zysk nie będzie tworzył
        przesłania w kodzie niezrozumiałym w lot przez większość
        społeczeństwa - czyli do przeciętnego zjadacza chleba.
        Do tworzenia nowych wzorców są filmy. Te ambitne.
        Bo te komercyjne, też odwołują się do sprawdzonych schematów, gdzie
        większość ludzi "to kupi".
        • alicja0 Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 18.10.08, 03:02
          Wpadłam w szał pisania, sorry smile))
          Tylko krótkie przedstawienie spirali:
          to działa tak, że powiedzmy, zauważono, iż w grupie dziewczynek
          kolor różowy cieszy się większym uznaniem, niż inne kolory. Nie,
          żeby dziewczynki wybierały tylko róż, ale po prostu dla większości
          dziewczynek różowy był najbardziej interesujący.
          Dlatego, aby sprzedać, trzeba tłuc różem po oczach.
          Odbiorcy reklam czyli my smile)) oczywiście też to zauważyli (w sensie
          w czasach średniowiecza już smile)) i zwykle dawali coś
          różowego/lalkowego itp. dziewczynkom.
          Reklama odwołuje się do ich z lekka ukształtowanego poglądu, a
          ludzie z czasem przejmują ten skrót myślowy "dziewczynka - różowy".
          I wpadają w spiralkę nakręcania się: idzie się do sklepu, a że nie
          chce się myśleć, a zarazem nie chce się stracić kasy, więc kupuje
          się "pewniaka" czyli różowe dla dziewczynki, bo istnieje duże
          prawdopodobieństwo, że trafi się w gusta dziewczynki kupując róż,
          zamiast np. szarego. Co oczywiście nie wyklucza, że istnieje
          dziewczynka lubująca się w szaroburym kolorze. Ale dla rynku zbytu,
          taka dziewczynka jest nieinteresująca.
          I pogląd "róż dla dziewczynki" utrwala się w społeczeństwie, więc w
          tym sensie można mówić, że reklama wpływa na nasze poglądy i wybory.

              • rockclimber Widać że ten artykuł pisała BABA chłopczyca na100% 05.02.09, 13:53
                Do autorki:
                Co ty gadasz kobieto!

                -facet z natury jest silniejszy a kobieta słabsza fizycznie(kobieta nigdy nie
                dorówna facetowi nie ważne jak długo będzie ćwiczyć, chyba że zacznie przyjmować
                dożylnie testosteron - ale wtedy urosną jej wielkie WĄSY!)

                -kobieta jest lepsza w kontaktach z ludźmi. Ja wśród facetów jestem wyjątkiem
                pod względem wrażliwości i emocjonalnej inteligencji. A i tak większość
                przeciętnych kobiet bez problemu mi dorównuje.

                myślisz że skąd się wzięły te stereotypy i "narzucone" role?
                przez tysiące lat ludzie dokładnie poznali zachowania kobiet i mężczyzn, teraz
                po wielu latach doświadczeń role są już uporządkowane.

                No cóż chcesz być facetem? Twoja sprawa, ale ludzie wierzą w to co czytają w
                gazecie i robisz im zamęt w głowie. TO jest tylko twoje zdanie(albo nawet nie
                twoje tylko jakiejś filozofii)

                Zauważ że maminsynek nie poradzi sobie w życiu ani żadna kobieta go nie zechce.
                Tak samo mężczyzna nie chce chłopczycy ale kobietę, która nie nosi ciężarów -
                dla czego nie nosi ciężarów?

                Ponieważ kobieta w pewnych momentach życia nosi w sobie dziecko. I gdyby
                pracowała przy noszeniu ciężarów to co dziecku by groziło w czasie takiej
                pracy(i tak wiem że wy feministki-chłopczyce-dziwadła zasłonicie się urlopem
                macierzyńskim;])

                Na co dzień podrywam dziewczyny na ulicy i widzę że męskie chamstwo i "kozactwo"
                u dziewczyn to osoby pochodzące z patologicznych rodzin, których matki nie
                szanowały i nie doznały od rodziców uczuć przekształcając je w chłopczyce...
            • senta.fa Nie ma słowniku języka polskiego 04.02.09, 16:05
              Nie ma słowniku języka polskiego. W języku - jest. Niby niuans, nie?

              Zresztą odwrotnie też bywa: na przykład słowo "psycholożka" jest w słownikach, a z kolei nie istnieje w języku, nikt normalny tak nie mówi.

              A dziewczyna? Może rzeczywiście trochę wpadła w szał pisania, ale co pisała, było wcale niegłupie. Generalnie się zgadzam, że Wyborcza od jakiegoś czasu nachalnie lansuje pseudonaukowe feministyczne wywody, zaś autorka artykułu po prostu spisała to, czego nauczyli ją na jakichś kretyńskich studiach, w ramach tak zwanych nauk humanistycznych.

              Piszę tak zwanych, bo nauka humanistyczna ma tyle wspólnego z nauką, co demokracja z demokracją ludową - komuniści nie stosują metod demokratycznych, humaniści zaś metody naukowej.

              Tak na marginesie: teza o tym, że środowisko jest odpowiedzialne za całość kształtu człowieka, jest nazbyt bliska pomysłom marksistów, żeby można ją było traktować poważnie.
              • straszna.dziwka Re: Nie ma słowniku języka polskiego 04.02.09, 21:27
                Moze nie powinienes interpretowac tego, co ludzie pisza, w binarny sposob,
                doprowadzajac wszystko do skrajnosci. Nikt nie twierdzi, ze osobowosc jest w
                100% zdeterminowana przez wychowanie, tylko, ze w pewnych obszarach roli
                wychowania sie dramatycznie niedocenia, zas role genow dramatycznie przecenia.
                Faktem jest, ze istnieje ostry i w wielu przypadkach najwyrazniej niczym nie
                uzasadniony, podzial rol spolecznych na meskie i kobiece. Podzial ten wynika z
                glebokiego w niektorych srodowiskach przekonania, ze tak musi byc, bo tak jest w
                genach. Niektorzy kwestionuja to rozumowanie (o ile mozna nazwac to
                rozumowaniem, bo brakuje tu ciaglosci wywodu od niekwestionowanych przeslanek do
                ostatecznych wnioskow, i racjonalnych argumentow na kazdym kroku). Ci, ktorzy
                kwestionuja ten podzial, opieraja sie na fakcie, ze rownice osobowosci w obrebie
                tej samej plci, w konkretnych przypadkach, sa dosc czesto wieksze niz roznice
                pomiedzy plciami. Sztuczne wtlaczanie ludzi w role, ktore im nie odpowiadaja,
                jest wyrzadzaniem im krzywdy.
              • angazetka Re: Nie ma słowniku języka polskiego 04.02.09, 22:14
                > Zresztą odwrotnie też bywa: na przykład słowo "psycholożka" jest w
                słownikach, a z kolei nie istnieje w języku, nikt normalny tak nie
                mówi.

                Dobrze wiedzieć, że jestem nienormalna.

                > na jakichś kretyńskich studiach, w ramach tak zwanych nauk
                humanistycznych.

                Tak, to wiele tlumaczy wink
                  • senta.fa Re: Nie ma słowniku języka polskiego 05.02.09, 07:40
                    No ale ja nie miałem na myśli, że studia jako takie są kretyńskie, tylko że akurat te skończone przez autorkę były.

                    Inna sprawa, że generalnie edukacja wyższa jest dzisiaj masowa jak komunikacja miejska i ma niski poziom, więc to "studia są dla głupków" ma sens. Owszem, nie tylko dla głupków, ale również dla nich. Znam wystarczająco ludzi z "mgr" przed nazwiskiem, którzy nie wiedzą i nie umieją nic, żeby tak uważać.
                    • rockclimber Widać że ten artykuł pisała BABA chłopczyca na100% 05.02.09, 13:52
                      Do autorki:
                      Co ty gadasz kobieto!

                      -facet z natury jest silniejszy a kobieta słabsza fizycznie(kobieta nigdy nie
                      dorówna facetowi nie ważne jak długo będzie ćwiczyć, chyba że zacznie przyjmować
                      dożylnie testosteron - ale wtedy urosną jej wielkie WĄSY!)

                      -kobieta jest lepsza w kontaktach z ludźmi. Ja wśród facetów jestem wyjątkiem
                      pod względem wrażliwości i emocjonalnej inteligencji. A i tak większość
                      przeciętnych kobiet bez problemu mi dorównuje.

                      myślisz że skąd się wzięły te stereotypy i "narzucone" role?
                      przez tysiące lat ludzie dokładnie poznali zachowania kobiet i mężczyzn, teraz
                      po wielu latach doświadczeń role są już uporządkowane.

                      No cóż chcesz być facetem? Twoja sprawa, ale ludzie wierzą w to co czytają w
                      gazecie i robisz im zamęt w głowie. TO jest tylko twoje zdanie(albo nawet nie
                      twoje tylko jakiejś filozofii)

                      Zauważ że maminsynek nie poradzi sobie w życiu ani żadna kobieta go nie zechce.
                      Tak samo mężczyzna nie chce chłopczycy ale kobietę, która nie nosi ciężarów -
                      dla czego nie nosi ciężarów?

                      Ponieważ kobieta w pewnych momentach życia nosi w sobie dziecko. I gdyby
                      pracowała przy noszeniu ciężarów to co dziecku by groziło w czasie takiej
                      pracy(i tak wiem że wy feministki-chłopczyce-dziwadła zasłonicie się urlopem
                      macierzyńskim;])

                      Na co dzień podrywam dziewczyny na ulicy i widzę że męskie chamstwo i "kozactwo"
                      u dziewczyn to osoby pochodzące z patologicznych rodzin, których matki nie
                      szanowały i nie doznały od rodziców uczuć przekształcając je w chłopczyce.
                    • rikol Re: Nie ma słowniku języka polskiego 26.07.09, 01:43
                      Artykul mowi o tym, ze ludzie, niezaleznie od tego, jakie sa fakty, przypisuja
                      niemowlakowi-chlopcu sile, natomiast dziewczynce slabosc, nawet jesli jest duzym
                      niemowlakiem. To pokazuje, ze seksizm zaburza postrzeganie faktow.
          • milka1st Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 23.10.08, 11:35
            faktycznie słowotok i trochę niepotrzebny. w atrykule nikt nie
            kwestionuje różnic płci,wręcz przeciwnie, chodzi o to,że każdy z nas
            ma pewne role społeczne do "zagrania " w życiu a w niektóre jesteśmy
            niejako wtłaczani od razu po urodzeniu. Bez rozpisywania się -
            polecam podstawowe pozycje o socjologii i psychologii społecznej.
            Można się dowiedzieć wielu ciekawych i zaskakujących rzeczy.
            • pensioner63 Kobiety - na traktory i do kopalń! 04.02.09, 15:15
              alicja0 napisała:
              > Kolejna kryptoreklama "filozofii" gender - jesteśmy tacy, jak nas
              > ukształtuje środowisko ...
              > A czemu artykulik taki jednostronny?

              Pewnie dlatego jednostronny, że napisany przez feministkę propagujacą swoją
              ideologię. Takie feministki walczą uparcie, że nie ma różnicy między kobietą i
              mężczyzną.

              Inna sprawa, że od dziesiątków lat toczą się kłótnie czy człowiek jest
              zdeterminowany genetycznie czy przez wychowanie (teoria blank slate - czystej
              tablicy). W rzeczywistości oba czynniki są ważne. Ale faktem jest, że wskutek
              hormonalnych różnic mózg przeciętnej kobiety działa nieco inaczej niż mózg
              mężczyzny. Wpychanie kobiet na traktory czy do kopalń nie ma sensu. Ale są
              kobiety co walczą na ringu bokserskim, jeżdżą wyścigowymi samochodami itp.
              Podobnie jak są homoseksualiści i lesbijki, są ludzie mali i wysocy,
              inteligentni i głupi.

              Dlatego ważne jest aby wszyscy ludzie mieli te same prawa i mogli wybierać taki
              styl życia jaki jest dla nich najlepszy.
              • bezportek Tabula rasa - uporczywy zabobon 04.02.09, 15:30
                W sprawie genetycznej determinacji cech organizmu nie ma zadnej
                klotni. Jest szereg danych eksperymentalnych i setki statystyk,
                ktorych zabobonny zakon "inzynierow dusz" uparcie nie przyjmuje do
                wiadomosci. Hasla i zaklecia sekty fanatycznych wyznawcow
                kulturowego pochodzenia plci, seksu i majonezu nie maja zadnego
                sensu poza finansowym - pozwalaja pseudonaukowy zargonem oglupic
                lewacki margines politykierow i zalapac sie na ciezkie pieniadze.
                Przyklad akcji afirmatywnej w Stanach czy mit reedukacji
                kryminalistopw w europejskim wieziennictwie pokazuje, ze szamanskie
                inkantacje nadal potrafia przyniesc spory zysk - szamanom. Pieniadze
                nie smierdza, a spoleczenstwo ma cicho siedziec i placic za
                bezsensowne rytualy.
                  • johnny-kalesony To może ja spróbuję ... 04.02.09, 22:16
                    Zamieszczam stosowny link do wątku, demaskującego masowe oszustwo feministycznej
                    teorii genderowej. Na jej podstawie właśnie powstają takie żałosne,
                    dziennikarskie wypociny jak te, komentowane w tym wątku.

                    Więcej - tutaj:


                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=75408757&a=75482717


                    Pozdrawiam
                    Keep Rockin'
                    • straszna.dziwka Re: To może ja spróbuję ... 05.02.09, 05:32
                      Z tego, co widze, eksperyment dotyczy kilkuletnich malp, wiec ma z grubsza taki
                      sam sens, jak obserwacja dzieci. Jedyne, co nowego wnosi, to stwierdzenie, ze
                      malpy, choc ewolucyjnie nizej, takze sa podatne na utrwalanie wzorcow. Tresc
                      artykulu dobrze podsumowuje nastepujace zdanie: "the results suggest that
                      sexually differentiated object preferences arose early in human evolution, prior
                      to the emergence of a distinct hominid lineage". Wszystko, co nastepuje po tym
                      zdaniu, to czysta spekulacja. Z faltu, ze malpie dzieci powielaja wzorce
                      podobnie, jak ludzkie, nie wynika w zaden sposob, ze wtlaczanie ludzkich dzieci
                      w podobne wzorce ma sens. Dzisiejszy mezczyzna nie biega za miesem, a dzisiejsza
                      kobieta nie sluzy wylacznie do rozmnazania, i nie tylko wiele ewolucyjnie
                      uwarunkowanych zachowan, ale w ogole cala fizjologia czlowieka jest po prostu
                      przestarzala i nieoptymalna.
                      • johnny-kalesony Re: To może ja spróbuję ... 05.02.09, 10:06
                        Stalinowscy inżynierowie dusz również tak mówili, starając się zastąpić
                        człowieka - sowieckim cyborgiem.
                        Feminizm jednak jest jabłkiem, które niezbyt daleko upadło od Łysenkowskiej,
                        zmutowanej jabłoni. ; )




                        Pozdrawiam
                        Keep Rockin'
                        • straszna.dziwka Re: To może ja spróbuję ... 05.02.09, 16:43
                          Stalinowscy inzynierowie to byla banda niewyrafinowanych prostakow, nie mozna z tym porownywac. To ci sami ludzie, ktorzy robola o czerwonej twarzy, ktory nie umie czytac, ale lubi machac lopata, sprzedawali buractwu jako ideal mezczyzny. Nic dziwnego, ze ideal kobiety taktorzystki, byl rownie oblesny i nieapetyczny. Zreszta wszystko, co te miernoty stworzyly, bylo nieapetyczne. Natomiast nowoczesna wyksztalcona kobieta, ktora potrafi myslec abstrakcyjnie i osiaga sukcesy w meskich dziedzinach, jest dla wielu, na przyklad dla mnie, o wiele bardziej apetyczna niz standardowa (tak zwana kobieca) glupia kretynka.
                    • czemublokujecie_mikonto To szokujące! 01.01.14, 12:23
                      Jestem facetem, według tego co zamieściłeś swój mózg określam jako empatyczny, jestem gayem-gaye też są rózni-nie chcę być kobietą i nigdy za kobietę się nie uważam, więc jakoś nie pasuję ani do empatycznej kobiety-bo nią nie jestem ani do faceta-bo mam mózg raczej nie systematyzujacy, ani nie pasuję do "stereotypu gaya" w Polsce, nie lubię się wyginać i lubię meskich facetów a nie cioteczkismile Ot taki freaksmile
                  • tektek zacznijmy od czasopisma Cerebral Cortex 05.01.14, 19:10
                    co do biologicznych (nie genderowych) roznic w strukturach mozgu kobiet i mezczyzn zostalo opublikowane wiele, nawet w ostatnim (lub przedostatnim) wydaniu Cerebral Cortex. Nie sugeruje ze mozg kobiet jest "lepszy" lub "gorszy" jedynie ze istnieja miedzyplciowe roznice.
                    Polecam.
            • bmc3i Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 05.02.09, 08:20
              milka1st napisała:

              > faktycznie słowotok i trochę niepotrzebny. w atrykule nikt nie
              > kwestionuje różnic płci,wręcz przeciwnie, chodzi o to,że każdy z nas
              > ma pewne role społeczne do "zagrania " w życiu a w niektóre jesteśmy
              > niejako wtłaczani od razu po urodzeniu.

              Owszem, w pewne role jestesmy wtlaczani, ale nie az do tego stopnia, jak
              stwierdzi autorka artykułu, wg ktorej niemalze, to czy czujemy sie kobieta badz
              mezczyzna zalezy od wychowania.
          • jan_kucharski Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 15:56
            Alicja0 - dawno nie przeczytałem tak dobrego i wnikliwego tekstu, jak Twój. Do
            tego, (ale nie "ponieważ") zgadza się z moimi własnymi spostrzeżeniami. wink
            Powinnaś co najmniej prowadzić jakiegoś bloga.

            Wielu ludzi tkwi w błędzie i popada w skrajny relatywizm, zwalając wszystko na
            barki kultury. Robią tym sobie małe psychiczne kuku, bo "rozmywając" swoją płeć,
            rozmywają tym samym trochę siebie samych.

            Wielu ludzi wierzy zbytnio w pseudobadania, wikipedię, rozmaite "wiem:onety" itp.

            Ja z kolei słyszałem o badaniach, podczas których tygodniowym niemowlakom coś
            pokazywano i badano, co zwraca ich uwagę. Już wtedy wystąpiły różnice zależne od
            płci. A raczej trudno mówić o wpływie kultury w wieku 7 dni.
              • defunt Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 18:21
                lokke napisała:

                > jan_kucharski napisał:
                >
                > > A raczej trudno mówić o wpływie kultury w wieku 7 dni.
                >
                > Jednak chłopcy leżeli w niebieskich śpioszkach, dziewczynki w
                > różowych, i to mogło być nie bez znaczenia.


                Różowe i niebieskie śpioszki były bez znaczenia, bo niemowlaki widzą kolory
                dopiero po paru miesiącach.
                • straszna.dziwka Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 21:13
                  Nie potrzeba kretynskich badan, zeby stwierdzic, ze sa roznice, na przyklad
                  hormonalne. To, ze ludzie roznia sie od siebie, jest oczywiste. Roznia sie takze
                  w obrebie tej samej plci. Chodzi o to, ze te roznice sztucznie sie wyolbrzymia.
                  Z tego, ze chlopcy sa statystycznie rzecz biorac bardziej agresywni (co zapewne
                  jest prawda, biorac pod uwage poziom hormonow), nie wynika w zaden sposob, ze
                  kazdy chlopiec jest bardziej predysponowany niz kazda dziewczynka do ogrywania
                  pewnych rol, czy wykonywania pewnych zawodow. To ostatnie wynika co najwyzej z
                  glupiej sklonnosci do szufladkowania ludzi i przypinania im latek.
            • straszna.dziwka Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 21:08
              Ja slyszalem natomiast o badaniach o wplywie UFO na korelacje miedzy epidemia
              czerwonki w Sudetach i populacja mrowek w Pentagonie. Dla kazdej tezy, chocby
              nie wiadomo jak bzdurnej, a najlepiej kontrowersyjnej, znajda sie cale zastepy
              frustratow starajacych sie ja dowiesc i szukajacych rozglosu. Prosze, zacytuj
              jakies badania w powaznym periodyku naukowym.
            • labar Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 05.02.09, 00:35
              Słyszałeś, ale niewyraźnie i coś ci umknęło. W końcu, co głuchy nie usłyszy, to zmyśli. O tych badaniach czytałam w Forum (gazeta taka, to był numer z 2007 roku chyba) i bardzo wyraźnie było tam napisane, że ŃIE ZAOBSERWOWANO ŻADNYCH RÓŻNIC, a nawet jeśli już, to minimalne (badanie polegało na pokazywaniu noworodkom zdjęć i mierzeniu czasu, na jaki przykuwały one uwagę dzieci). Zanim zaczniecie pisać inne głupoty nt. gender studies, radzę bardziej zainteresować się tematem. Naukowcy już dawno uznali, że to kultura, nie biologia, determinuje postrzeganie płci i przypisywanie jej jakiś tam cech (nie powiesz mi chyba, że małe Indianki z Brazylii wolą różowy od niebieskiego)... Ale temat jest zbyt obszerny jak na forum gazety.
              • dem0kryt Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 05.02.09, 00:51
                "Naukowcy już dawno uznali, że to kultura, nie biologia, determinuje
                postrzeganie płci i przypisywanie jej jakiś tam cech"

                Znaczy: jacy naukowcy? Radzieccy? Ja mógłbym wymienić tu całkiem sporo takich,
                którzy twierdzą coś wręcz przeciwnego. Np. z grona psychologów ewolucyjnych...
                • rikol Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 26.07.09, 01:50
                  Psychologia ewolucyjna polega na interpretacji rzeczywistosci. W zwiazku z tym
                  prywatne poglady badaczy czesto zaklocaja wnioski. Przyklady: w XIX wieku
                  darwinisci zauwazali glownie konkurencje miedzy osobnikami tego samego gatunku
                  oraz miedzy gatunkowa. Dzis zauwaza sie zalety kooperacji; dziala to na zasadzie
                  'dzis ty pomozesz mnie, jutro ja pomoge tobie, dzieki czemu obaj przezyjemy i
                  obaj bedziemy mieli potomstwo'. Zmiana pogladow (i wnioskow naukowych) zbiega
                  sie ze zmianami spolecznymi, wprowadzeniem swiadczen socjalnych itd.
          • rikol Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 26.07.09, 01:39
            To czemu w takim razie w PRL-u nie bylo podzialu 'plciowego' kolorow? Dzieci
            nosily ubranka kolorowe, nie bylo tak jak teraz. Dzis po prostu firmy odziezowe
            moge wiecej sprzedac, bo jesli ludzie maja chlopca i dziewczynke, to jedno
            dziecko nie moze nosic ubran po drugim, bo 'nie wypada', bo to sa ubrania dla
            dziewczynki/chlopczyka. A male dzieci maja proporcje ciala takie same.
      • straszna.dziwka Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 21:05
        Twoj post jest chaotyczny i kompletnie nieczytelny. Czy mozesz strescic
        najwazniejsze (a) tezy i (b) argumenty na ich potwierdzenie? Bez obrazy, ale w
        tym slowotoku, jak to tu ktos okreslil, nie sposob doszukac sie jakichkolwiek
        konkretow, to zniecheca do czytania po dwoch paragrafach.

        Dla kontrastu, artykul formuuje konkretne tezy (np., ze schematy odgrywane przez
        dzieci sa uwarunkowane przez wychowanie), i podaje rzeczowe argumenty na ich
        potwierdzenie (w przedzkolach widac wieksze nasilenie schematow niz wsrod dzieci
        wychowujacych sie w domu, skad mozna wywnioskowac, ze prawdopodobnie w duzym
        stopniu jest to malpowanie innych dzieci). To nazywam rzeczowa dyskusja.
        • agata0 Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 22:52
          Naprawdę??? Wszystkiemu winne są Panie Przedszkolanki??? Ja przepraszam, ale
          czego 'rzeczowy' dowód (w przedzkolach widac wieksze nasilenie schematow niz
          wsrod dzieci wychowujacych sie w domu) ma się nijak do tezy (schematy odgrywane
          przez dzieci sa uwarunkowane przez wychowanie). Gdyby tak było wszystkie dzieci
          'przedszkolne' byłyby identyczne pod wieloma innymi względami - nie tylko
          'społecznych ról'.
          • straszna.dziwka Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 05.02.09, 05:24
            Teoria jest uzyteczna, jesli tlumaczy rzeczywistosc skuteczniej, niz inne teorie. Teoria z artykulu zaklada, ze pod wplywem obserwacji dzieci powielaja schematy. Natomiast fakt jest taki, ze wW przedszkolu dzieci maja wiecej okazji do interakcji i wzajemnych obseracji. Z tego faktu iz tej teorii wniosek, ze w przedszkolu dzieci powinny skuteczniej powielac dominujace schematy. Rzeczywistosc potwierdza, ze tak w istocie jest, wiec z tym przypadku teoria zgadza sie z obserwacja. Jesli zaproponujesz inne wyjasnienie, i ono bedzie sensowne, chetnie to kupie.

            Nikt nie twierdzi, jak tu sie zdajesz sugerowac nie wiadomo czemu, ze dzieci musialyby byc "identyczne". Dzieci moga sie co najwyzej upodobnic do siebie. No i upodobniaja sie. Chlopcy bawia sie podobnie do innych chlopcow, podobnie klna, z podobnych bzdur sie smieja, ogladaja te same kreskowki. Nie bez powodu mowi sie, ze dzieci wynosza rozne zle i dobre przyzwyczajenia ze szkoly.
            • agata0 Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 06.02.09, 11:15
              Dobrze, że wspominasz o użyteczności teorii. Bo właśnie o tej wspomnianej w
              artykule trudno powiedzieć, że jest prawdziwa, ale zgadzam się z Tobą - jest
              użyteczna.

              Fakt: 'w przedzkolach widac wieksze nasilenie schematow niz
              wsrod dzieci wychowujacych sie w domu' może być równie dobrze dowodem tezy 'u
              dzieci wychowywanych w domu naturalne biologiczne skłonności są tłumione'.

              Logika jest taką wredną nauką, że z fałszywych przesłanek można wyciągnąć
              prawdziwy wniosek. To jedna sprawa.

              Druga to to, że te tezy (ani moja, ani cytowana w artykule) nie są żadnymi
              tezami, z których za pomocą logicznego wnioskowania można przejść do wniosków.
              Żeby to zrobić, trzeba mieć definicję 'biologicznych skłonności dzieci różnej
              płci'. Tzn. wiedzieć jakie one są na początku, naturalnie. A Twoje wnioskowanie
              nie tylko próbuje udowodnić tezę, ale również dopasowuje do niej definicję. W
              matematyce definicje są niezmienne w każdym dowodzie. Są podstawą od której
              dowód się zaczyna.
        • p.pirx Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 05.02.09, 11:44
          Zasadniczo zatem szacowna "straszna.dziwko" jeżeli będę chciał
          zwalczać te wstrętne stereotypy i wychowywać chłopca, to co
          właściwie mam robić? Ubierać swojego synka w róż, kupować mu koniki
          pony i lalki? Czy w ten sposób mniej go skrzywdzę? A może na równi!
          Wbijać mu do głowy, że jak przez godzine pobawi sie samochodzikami,
          to koniecznie potem musi przez godzine czesać lale?
          Chcąc czy nie feministki w typie autorki doprowadzają do absurdu!
          Nikt nie pochwala zmuszania syna do zabawy autkiem jak nie chce, ani
          córki do picia herbatki z misiem. Tylko debile tak robią. Problem w
          tym, że z sytuacji skrajnych próbują te właśnie feministki wyciągać
          wnioski ogólne. Skoro jedna dziewczynka na 100 czuje sie zle ze
          wzgledu na wychowywanie jej poprzez wzgląd na stereotypy, to należy
          absolutnie zanegować istnienie wszelkich różnic w wychowaniu.
          Miałem kolege, który ze względu na tradycje rodzinna zmuszany byl do
          nauki lekcji gry na pianinie. Nie cierpial tego szczerze i
          ostatecznie na nic to granie sie zdało. Tak. Jego rodzice zrobili
          błąd. Taki sam bład robi każdy kto zmusza dziecko do innych zachowan
          kierujac sie swoja wizja, ale to jest tylko margines, a do tego nie
          zastrzeżony tylko dla stereotypów dotyczących płci.

          Alicja - świetna wypowiedź!
          • straszna.dziwka Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 05.02.09, 16:50
            Przeciez nikt nie namawia nikogo do tego, zeby zmuszac dziecko do czegokolwiek,
            chodzi o to, zeby zadbac o mniej tendencyjny i przerysowany przekaz, zeby nie
            poglebiac kretynskich stereotypow.
            Kilkadziesiat lat temu miejsce kobiety bylo przy garach, i tradycjonalisci mogli
            protestowac w ten sam sposob, ze na 100 kobiet wiekszosc wydaje sie szczesliwa w
            swojej roli i nie ma co ich na sile przymuszac. Nikt przeciez nikogo do niczego
            nie przymuszal, a pozytywne zmiany jednak nastapily, glownie dzieki kreowaniu
            pozytywnego wizerunku kobiet, ktore odnosza sukcesy w meskich dziedzinach.
      • figgin1 Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 05.02.09, 07:37
        alicja0 napisała:
        A doświadczenia na bliźniakach jednojajowych, gdzie chirurgicznie
        > zmieniono płeć jednemu z chłopców(bo mamuśka nie chciała mieć dwóch
        > synków, ale parkę, to się zdecydowała na ekspertyment naukowy!!),

        To nie tak. Jednemu z tych chłopców podczas usuwania stulejki pomyłkowo spalono
        fiutka, konsylium lekarskie zdecydowało, że lepiej będzie dla dziecka być
        dziewczynką niż kastratem.
      • bmc3i Stek bzur z tego artykulu 05.02.09, 08:09
        Chlopiec wychowywany w domu, a nie w srod rowniesnikiow, zachowuje sie jak
        chlopiec, a nie jeak dziewczynka. Samostnie interesuje sie samochadmi i
        "plastykowymi mieczami", a nie lalkami, choc nikt mu tego nie sugeruje.
        • rikol Re: Stek bzur z tego artykulu 26.07.09, 01:53
          A skad wie o istnieniu tych plastikowych mieczy? Ktos mu je chyba kupuje, co? A
          to juz jest formowanie dziecka. Gdyby mu kupili lalke, to moze by sie nia bawil.
          No ale lalki nie dostanie, wiec potem mozna mowic, ze chlopcy sie lalkami nie
          bawia. Pewnie, bo bawia sie tym, co im rodzice kupia.
      • ewwwwa "alicja0" Co ty za bzdury wypisujesz. 05.02.09, 13:55
        Sporadyczne przypadki są różne i nie można ich uogólniać. Zamiast
        czytać bzdury lepiej ucz się nauk rozwijających myślenie. Płeć ma
        związek tylko z rozmnarzaniem się, charakter i predyspozycje nie
        zależą od płci.
        • szary212 Re: "alicja0" Co ty za bzdury wypisujesz. 05.02.09, 18:10
          Nareszcie głos rozsądku i prawdziwej madrości. Najlepiej niech każdy/każda robi
          swoje, bez wzgledu na to, jakiego koloru ma ubranka. Ludzie sa madrzy; materia
          sama sie zbuntuje przeciwko temu, co jej nie w smak i zawsze poszuka własnej drogi.
    • funstein Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy dzi.. 18.10.08, 13:23
      dlaczego z kobiet na kazdy kroku wychodzi kompleks braku wacka?
      nie potrafia zrozumiec ze mezczyzna jest mezczyzna a kobiata kobieta
      i probuja na sile homogenizowac ludzi.

      To objaw kompleksu i glupoty powolywac sie na "badania" rownie zakmopleksionych
      samic.
      |Emocjonalne kastrowanie chlopcow w dziecinstwie sprawi, ze nie bedzie dla was
      mezczyzn. Chyba juz ich brakuje, bo matki wychowuja
      panienki a nie mezczyzn.
      • utalia Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 19.10.08, 12:49
        Mnie wkurza, ze buty i kurtki zimowe dla chłopczyków sa wygodne i
        zaprojektowane tak aby chłopczyk mógł swobodnie zazywac ruchu zima.
        A dla dziewczynki tak zeby najwyzej pojechała samochodem z mamusia
        do teatru. Buty maja od diabła klamerek puszków, błyskotek i widac
        gołym okiem, ze nie wytrzymaja nawet 15 minutowej bitwy snieznej.
        Dlatego czesto kupuje mojej corce w dziale chłopiecym. POza tym
        wiadomo jak sie wyglada w brazowej kurtce czy granatowej kiedy
        wpadnie sie z lakka w błotko...w sumie nie az tak zle ale w
        rozowej....uła, strach pomyslec, dlatego najlpeij sie nie pakowac w
        kłopoty, stac z boku w slicznym ubranku.
      • mal111 Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 22.10.08, 16:30
        funstein napisał:

        > dlaczego z kobiet na kazdy kroku wychodzi kompleks braku wacka?

        dowodząc tym samym, że ma cięzki kompleks braku mózgu.

        Łechtaczkę, chłopcze, to mają wszyscy - normalną mają kobiety, a
        przerośniętą i przemieszczoną (czyli wacka) mężczyźni. Jedyny organ,
        który występuje u jednej płci wyłacznie i nie ma homologu u drugiej
        płci, to macica.

        Kompleks braku wacka wymyślił Freud, który wymyślił też, że jak ci
        się śni szafa, to oznacza to żeńskie genitalia. Zrobił na tym kasę,
        podobnie, jak amerykańscy sprzedawcy kredytów. Powodzenia...
    • michulanka Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy dzi.. 19.10.08, 22:39
      Rzeczywiscie z coraz wiekszym przerazeniem zauwazam nakrecanie
      koniunktury poprzez wyrazne rozdzielanie tego co dziewczece od tego
      co chlopiece. Oczywiscie wiadomo, ze chlopcy od dziewczynek sie
      roznia, ale tez wiadomo ze we wspolczesnym swiecie nalezy dazyc do
      rownouprawnia i w pracy i w domu. Sluzy to nie tylko kobietom ale i
      mezczyznom. Tym bardziej to komercyjne szalenstwo w tak wyrazistym
      oddzielaniu rozowego swiata dziewczatek od herosowego swiata
      chlopcow coraz bardziej mnie denerwuje. Kiedys koziolek matolek,
      bolek i lolek byli dla wszystkich - chlopcow i dziewczynek. Upadek
      polskiej animacji dla dzieci, brak nowych polskich bohaterow
      dzieciecej wyobrazni powoduje ten zalew barbie i herosow. Zalew
      oczywiscie jest dzielem coraz prezniej dzialajacych u nas firm
      Marvel (herosi) i Mattel (barbie, pony). Obie te firmy walcza o
      rzady dusz chlopcow i dziewczynek - kazda osobno. Walka jest
      zaciekla a ofiarami sa nasze dzieci, ktore swiata poza sidermanami i
      ponymi nie widza. Problem w tym, ze chlopcy i dziewczynki zamiast
      uczyc sie siebie nawzajem od najmlodszych lat, sa antagonizowane
      przez komercje od najmlodszych lat. Niestety jako mama dziewczynki
      widze, ze w tym szalenstwie bardziej przegrani moga byc chlopcy. Oni
      czasem i do 30. roku zycia albo i pozniej zyja w swiecie podzialow i
      herosow i nie moga zrozumiec dlaczego dziewczyny sa takie jakie
      sa.Juz mali chlopcy dziwia sie dlaczego dziewczynki chociaz niby
      takie krolewny, jezdza na rowerze i bawia sie samochodami. Im samym
      wmawia sie, ze bawienie sie lalkami uwlacza godnosci chlopiecej. O
      narastajaca frustracje nietrudno...
      • soffia75 Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 22.10.08, 00:28
        Komercja swoje, stereotypy swoje - a, moim zdaniem, i tak najważniejsze, w jakim
        klimacie dziecko wyrasta w domu: czy rodzice wpychają je w kulturowe ramy z
        uporem godnym lepszej sprawy, czy też pozwalają chłopcu pobawić się wózkiem dla
        lalek, a dziewczynce autkami, bo akurat to sprawia dziecku przyjemność. Szacunek
        dla upodobań dziecka przede wszystkim - to jest najlepszy sposób na sztampę i
        komercję.
        Moja 3-latka stroi się na różowo, fakt; ale np. o kucykach Pony mawia, że są
        "jakieś takie dziwne", uwielbia za to auta i motocykle. Dzika gra "w nogę" na
        ogrodzie to dla niej równie wielka przyjemność, jak spacerek z lalką w wózku. I
        tę różnorodność w mojej córce bardzo cenię; oby trwała jak najdłużej!
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 17:06
        > Rzeczywiscie z coraz wiekszym przerazeniem zauwazam nakrecanie
        > koniunktury poprzez wyrazne rozdzielanie tego co dziewczece od tego
        > co chlopiece.

        Wszystko dlatego, że po okresie komuny Polacy przyjmują z bałwochwalczym
        entuzjazmem kulturę anglosaską i w ogóle zachodnią, która jest bardziej
        patriarchalna niż nasza.

        Ponadto, mówcie co chcecie, ale pewną dozę równouprawnienia kobiet zawdzięczamy
        też ideologii komunistycznej. To chyba jedyna pożyteczna rzecz, jaką mamy z komuny.

        Jakiś rok temu były takie europejskie testy kompetencji uczniów. Pracowałam
        wtedy w Niemczech, więc specjalnie przeanalizowałam wyniki pod kątem różnic
        polsko-niemieckich. Otóż okazało się, że w obu krajach chłopcy są lepsi z
        matematyki od dziewczynek, ale w Polsce ta różnica jest mniejsza! Nikt mi nie
        wmówi, że Niemcy mają inne geny i że ich chłopcy są genetycznie bardziej męscy
        od polskich! smile))
        • straszna.dziwka Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 21:40
          W ogole to, jakie kto ma wyniki w szkole podstawowej, np. w matematyce, jest
          mizerna miara tego, jakie moze osiagnac sukcesy w danej dziedzinie, w tym
          rowniez w nauce. Rownie wazne sa determinacja, motywacja, obecnosc pozytywnych
          wzorcow, umiejetnosc koncentracji, i cala gama innych czynnikow, ktore polski
          system edukacyjny traktuje po macoszemu. Po co w ogole robic np. doktorat w
          Polsce i inwestowac w matematyke, jesli typowy polski profesor czy doktorant to
          smutny, zestresowany, szary czlowiek, ktory chodzi w wytartym swetrze, jezdzi
          tramwajem, i nie potrafi w interesujacy sposob wyjasnic, czym konkretnie sie
          zajmuje. Mlody czlowiek po studiach ma motywacje bliska zeru, zeby wcielic sie w
          taka smetna role. Nalezaloby wiec zaczac od kreowania wizerunku. Skorzystaliby
          na tym wszyscy; i chlopcy, i dziewczynki.
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 23:21
            > i typowy polski profesor czy doktorant to
            > smutny, zestresowany, szary czlowiek, ktory chodzi w wytartym swetrze, jezdzi
            > tramwajem, i nie potrafi w interesujacy sposob wyjasnic, czym konkretnie sie
            > zajmuje.

            Tu przywaliłaś z grubej rury smile)) ale zasadniczo przywaliłaś słusznie.
            Niekoniecznie z tymi swetrami i tramwajami, ale z mętniactwem i niemożnością
            wyjaśnienia czym się zajmuje - niestety to się zdarza zbyt często. Choć powiem
            szczerze, raczej wśród starszej kadry, niż wśród młodych, którzy jeżdżą za
            granicę na współprace naukowe.

            smile)) Całe szczęście, że ja i moi koledzy potrafimy wyjaśnić czym się zajmuję:
        • johnny-kalesony Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 21:40
          anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

          > Wszystko dlatego, że po okresie komuny Polacy przyjmują z bałwochwalczym
          > entuzjazmem kulturę anglosaską i w ogóle zachodnią, która jest bardziej
          > patriarchalna niż nasza.

          I dlatego właśnie ten krąg cywilizacyjny odniósł taki sukces.
          Czy znamy jakieś cieszące się sukcesem kultury matriarchatu?


          Pozdrawiam
          Keep Rockin'
    • fairyboy Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy dzi... 04.02.09, 15:02
      1. dzieci powinny sie bawic zabawkami neutralnymi plciowo tak jak w
      sakndynawii ktore gender equality ma na bardzo wysokim poziomie.
      2. zabronione powinno byc zabawy w wojsko bo to uczy przemocy juz od bardzo
      mlodego wieku.
      3. i zabawy w dom, ucza dziewczynki ze ich przeznaczeniem jest bycie kura
      domowa !!!

      skonczmy ze swiatem gdzie kobieta jest podnozkiem i niewolnikiem meskiej
      przyjemnosci.
      • titta Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 16:28
        A byles w Skandynawi?
        Najlepiej sprzedajace sie zabawki to okropne wielkookie i straszie
        wymalowane lalki (takie "blachary" Brass i podobne) oraz zestawy
        typu superhero (jakis pakman z duza giwera). Sa neutralne plciowo,
        bo i chlopcy, i dziewczynki moga sie nimi bawic. Jednak jeszcze nie
        widzialam spiderwoman i chlopca-brass - wsrod przedszkolakow, bo
        potem wsrod nastolatkow to jak najbardziej...
        Ps. Zabron dziewczynka bawic sie w kuchnie i lalkami. Niezly
        sadyzm wink
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Pippi i Ronja 04.02.09, 17:17
          > A byles w Skandynawi?

          Heh, i pomyśleć, że ze Skandynawii pochodzi Fizia Pończoszanka (Pippi) i Ronja
          Córka Zbójnika.

          Nb. w dzieciństwie zawsze mnie frustrowało, że ciekawi bohaterowie książek i
          filmów musieli być mężczyznami. Tylko faceci robili ciekawe rzeczy i mieli
          przygody. Utożsamiać się mogłam albo z facetami, albo z Pippi i Ronją.
          • titta Re: Pippi i Ronja 04.02.09, 17:57
            > Nb. w dzieciństwie zawsze mnie frustrowało, że ciekawi bohaterowie
            książek i
            > filmów musieli być mężczyznami. Tylko faceci robili ciekawe rzeczy
            i mieli
            > przygody.
            Mnie nie frustrowalo. Jakos nie zauwazalam, ze byli facetami. Chyba
            malo inteligentna bylam wink Frustrowalo mnie za to to, ze odwgi Tomka
            Sawyerna nie mialam, bo dzikiej fantazji nie brakowalo smile
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Pippi i Ronja 04.02.09, 18:28
              A mnie wiesz dlaczego frustrowało? Bo często ci sami autorzy opisywali
              kobiety/dziewczynki jak debilki. Wówczas z kim się solidaryzować? Z macho, bo ma
              mój charakter? Czy z kobietą-idiotką bo jest jak ja kobietą? wink
              • titta Re: Pippi i Ronja 05.02.09, 13:57
                Jednak z macho, wlasnie ze wzgledu na charakter. Autorem byl facet,
                ktory w bohatera wlozyl troche siebie (swojego charakteru + "wishful
                thinking"), a przy kobietach wykazywal zwykle swoja ingnoracje
                (+"wishful thinking" wink Zreszta dziala to rowniez w druga strone:
                faceci w ksiazkach pisanych przez kobiety, sa albo rycerskimi,
                wrazliwymi idealami praktycznie bez wad (no moze z jedna mala
                slaboscia, zeby byl "realny") albo nudziazami,albo czrnymi
                charakterami. Swiniami o dobrej duszy i checiach, rzadko.
                Ps. Swietnie sie mozna ubawic jak facet kreuje mocna kobiete jako
                glowna bohaterke (np. "Pierwsza kobieca agencja detyktywistyczna") i
                zaczyna opisywac jak kobieta mysli.
          • czemublokujecie_mikonto Re: Pippi i Ronja 01.01.14, 12:35
            Pippi była najlepsza-nawe kupowała likarstwo i wylewała do studzienki żeby leczyło Chińczykówsmile Była klawa-i jako chłopakowi w dzieciństwie bardzo mi się podobała. Ciekawe kto teraz na podstawie tego że podobała mi się Pippi oraz Dzieci z Bullerbyn tudzież Muminki stwierdzi, że to dzięki temu zostałem gayem albo wybrałem sobie taki styl zycia-jak twierdzą rózni osobnicy określający się jako "badacze, naukowcy". Ja sobie nieczego nie wybierąłem, ja się taki urodziłem. Lubiłem zabawy z dziewczynami, skakanie w gumę, łazenie i gadanie z nimi godzinami, zabawy z chłopakami w ogóle mi się nie podobały, za to podobali mi się chłopcy-odkąd tylko pamiętamsmile Z dziewczynami można się kolegować, kochac się można tylko w chłopakach. Ludzie są rózni-żadna tabula rasa tego nie wytłumacyzła, człowiek rodzi się z predyspozycjami, życie i kultura otoczenia rozwija pewne cechy, co powoduje, że np. w Iranie nie ma gayów, ale wśród irańskich emigrantów już gaye się pojawiająsmile -co wskazuje że pewne oddziaływania kulturowe jedynie powodują maskowanie cech wystepujacych lub ich przytępienie tudzież uwypuklenie, cechy natomiast są. Z jednymi się rodzimy, innych uczymy się w życiu z otoczenia, inne powstają z połaczenia tego z czym się urodziliśmy i tego jak wpływało na nas otoczenie.
            Pozdrawiamsmile
      • czemublokujecie_mikonto Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 01.01.14, 12:28
        To tylko twoje pobożne zyczenia. Dzieci uczone są zabawu w wojne i mordowanie od najmłodszego-kiedyś była wojna w przedszkolu i strzelanie z patyków, póxniej pistolety na wodę i kapiszony, teraz są strzelanki w komputerach, tyle krwi i mordowania, że dzieci mające dostęp do broni rodziców jak w USA strzelają do siebie-co i w Europie się zdarzatongue_out Najpierw musiałbyś milionowy przemysł strzelanek-gier netowych zlikwidować-a to jest niewykonalne-niestetysad
    • lokke skończmy z tym ! 04.02.09, 15:21
      Należy się zabrać za ten problem! Indoktrynacja płciowa dzieci musi
      być stopniowo zakazywana. Wychowywanie do tradycyjnych ról
      społecznych jest oczywistą formą przemocy dlatego trzeba, wbrew
      moherowej większości edukować społeczeństwo.
      NADAWANIE IMION DETERMINUJĄCYCH POCZUCIE PRZYNALEŻNOŚCI PŁCIOWEJ
      JEST CIĄGLE PRZYMUSEM PRAWNYM W TYM ZACOFANYM KRAJU!
      Ludziom wychowującym dzieci w religijnym i płciowym zabobonie trzeba
      odbierać prawa rodzicielskie.

      • johnny-kalesony Re: skończmy z tym ! 04.02.09, 16:12
        Otóż to! Już na płaszczyźnie imion nadawana jest osobnikom ludzkim sztywna
        tożsamość!
        Zamiast imion proponuję numery rejestracyjne i świat będzie taki, jak w tym
        filmie --

        www.filmweb.pl/f11084/THX+1138,1971

        Pozdrawiam
        Keep Rockin'
    • grenzik Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 15:33
      Trzeba szukać złotego środka. Z jednej strony przesadą jest promowanie wizji
      androgenicznego społeczeństwa, z drugiej wspomniane schematy za mocno narzucają
      role. I potem mamy facetów, których pojęcie o kobietach do końca życia jest
      takie, że są to istoty z innej planety i panie całe życie utyskujące, że facet
      to świnia. Wszyscy jesteśmy ludźmi, a przy okazji mężczyznami lub kobietami (no
      są jeszcze wyjątki).
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 17:15

        > Trzeba szukać złotego środka. Z jednej strony przesadą jest promowanie wizji
        > androgenicznego społeczeństwa, z drugiej wspomniane schematy za mocno narzucają
        > role.

        AndrogYnicznego.

        Ale nasze społeczeństwo JEST androgyniczne.

        Dawniej podział na role płciowe był jak najbardziej uzasadniony. Gdybym żyła,
        powiedzmy, w czasach biblijnych patriarchów, w epoce braku szkół, policji,
        sądów, przedszkoli, szpitali, emerytur, supermarketów, lodówek, etc. - to
        byłabym absolutnie za podziałem ról. Inaczej społeczeństwo nie dałoby rady
        przeżyć i rozwijać się. Ale teraz jest inaczej, samiśmy sobie wynaleźli te
        wszystkie udogodnienia i cywilizację.

        Cywilizację, która uczyniła nasze życie androgynicznym. I życie w obecnym
        społeczeństwie spokojnie może być niezależne od płci. Obecnie nie ma już
        zawodów, których jedna z płci nie mogłaby wykonywać. Jedyne ograniczenia są
        kulturowe. Realnych powodów dla podziału ról płciowych już nie ma.
        • wj_2000 Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 22:54
          > Cywilizację, która uczyniła nasze życie androgynicznym. I życie w obecnym
          > społeczeństwie spokojnie może być niezależne od płci. Obecnie nie ma już
          > zawodów, których jedna z płci nie mogłaby wykonywać. Jedyne ograniczenia są
          > kulturowe. Realnych powodów dla podziału ról płciowych już nie ma.

          Warunki cywilizacyjne, które lokujesz w czasach biblijnych, miały miejsce
          jeszcze parę pokoleń temu. Jeszcze moja matka była 13-tym dzieckiem w rodzinie.
          Jej najstarsza siostra miała 7-mioro dzieci, a ona sama i jej tylko trochę
          starsza siostra miały po 3. Jeszcze moja starsza siostra była "przy mężu", a
          pracowała zawodowo zaledwie dwa, czy trzy lata do urodzenia pierwszej córki.
          Warunki wcześniejsze panowały SETKI TYSIĘCY lat, a nawet dłużej.
          Mam głębokie przekonanie, że ewolucja preferowała BIOLOGICZNE różnice
          sprzyjające pełnieniu drastycznie odmiennych ról w tamtych czasach. Bez
          znajomości szczegółowych badania mogę się założyć, że sporo takich różnic
          HARDWARE'owych istnieje. Dotyczących takich czy innych srawności, takich czy
          innych potrzeb i zachowań seksualnych, takich czy innych mechanizmów
          psychologicznych.
          One PRZESTAŁY być potrzebne, gdy się wychowuje jedno dziecko z pomocą niani, a
          obiady jada w restauracji (czy sporządzane łatwo i szybko z półproduktów). Ale
          SĄ. I na ich zniknięcie potrzeba setek pokoleń, a nie 50 lat.
          Prowadzi to do sprzeczności, do konfliktów i często do ludzkiej niedoli. I nie
          bardzo widać jak z tego wybrnąć.
          Nie chcę oceniać poglądów "genderowych" w kategoriach dobra czy zła,
          użyteczności, czy szkodliwości dla nas wszystkich.
          Z punktu widzenia intelektualnego są zwyczajnie fałszywe.
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 23:34
            > Mam głębokie przekonanie, że ewolucja preferowała BIOLOGICZNE różnice
            > sprzyjające pełnieniu drastycznie odmiennych ról w tamtych czasach. Bez
            > znajomości szczegółowych badania mogę się założyć, że sporo takich różnic
            > HARDWARE'owych istnieje.

            Tak, to jest bardzo prawdopodobne. Tylko że. Różnice hardware'owe to my widzimy
            gołym okiem - siła fizyczna, budowa miednicy, etc. Natomiast nijak nie da się
            udowodnić paru pokutujących stereotypów.

            Np. że ewolucja preferowała mężczyzn uzdolnionych matematycznie - bo przez owe
            setki tysiecy lat matematyką nie zajmował się nikt, a przez ostatnie kilka
            tysięcy - garstka kapłanów i grupy społeczne zajmujące się handlem.

            Tym bardziej nie da się podobnej tezy udowodnić o uzdolnieniach technicznych -
            na Boga, w jakimkolwiek stopniu powszechną technikę to my mamy no może od
            średniowiecza!
            • wj_2000 Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 06.02.09, 08:04
              anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:
              > Tak, to jest bardzo prawdopodobne. Tylko że. Różnice hardware'owe to my widzimy
              > gołym okiem - siła fizyczna, budowa miednicy, etc.

              Jest moją winą, zapewne, że inaczej zrozumiałaś owo "hardware'owe" niż była moja
              intencja. Fizyczna budowa mózgu, hormony - to wszystko co istnieje i ma swoje
              reguły ZANIM zaczniemy osobnika wychowywać i uczyć do dorosłości, to dla mnie
              "hardware".
              Przykładowo - matka, która "nie miała serca" do opieki nad dziećmi, wielką
              rozkosz sprawiałoby jej głównie kopulowanie, była eliminowana w ewolucji.
              Mężczyzna "skaczący w bok" rozsiewał swoje geny i raczej to takim genom sprzyjało!
              W plemionach, gdzie podstawą utrzymania było myślistwo, to mężczyźni polowali.
              Konieczność PLANOWANIA działania w grupie, rozmieszczenia przestrzennego i
              czasowego działań członków polującej grupy mogła sprzyjać wykształceniu - na
              trwałe - połączeń w mózgu sprzyjających abstrakcyjnemu myśleniu. Gdy przyszła
              pora (w "naszych czasach") na uprawianie matematyki - ci już byli lepsi.
              Bez zbadania empirycznego NIE WIEMY a priori, jakie różnice tego typu między
              płciami istnieją.
              Ale NIE WIEMY TEŻ a priori, że ich NIE MA. Feministki twierdzą, że (poza
              oczywistymi, jak macica, czy karmienie piersią) są tylko różnice wykształcone
              kulturowo, jako przejaw męskiej dominacji i niesprawiedliwości dziejowej.
              W łagodniejszej wersji mowa (jak u Ciebie), że do niedawna różne role to była
              konieczność, która szczęśliwie zanika w związku z rozwojem cywilizacji. I
              wystarczy powiedzieć "hokus pokus" - jesteśmy JEDNAKOWI mentalnie, emocjonalnie,
              intelektualnie, etc. etc.

              Różne role w przeszłości (których konieczność dostrzegasz) nie płynęły, nie
              musiały płynąć z ROZUMU. Ze świadomej decyzji - będę tak a nie inaczej
              postępować z dziećmi, z mężem (z żoną), bo inaczej ród ludzki wyginie. Ewolucja
              zadbała by wychodziło tak automatycznie z odczuć rozkoszy i bólu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

              Taka kura siedzi na jajach, bo wydzielający się na brzuchu kwas (po złożeniu
              jaj) piecze ją boleśnie, a wapienne skorupki rozkosznie to pieczenie łagodzą.
              I mężczyźni i kobiety zachowywali się korzystnie dla odchowania potomstwa, bo
              było to nagradzane rozkoszą, a działania przeciwne karane cierpieniem. Te
              mechanizmy to - w moim pojęciu - ewolucyjnie wykształcony hardware, którego
              prędko się nie pozbędziemy. A jest on różny u różnych płci.
              • rikol Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 26.07.09, 02:06
                Tylko niektore kury siedza na jajach; mniejszosc dokladnie. CZy w takim razie
                kury sa wyrodnymi matkami?

                Ludzkie dziecko rodzi sie nieporadne, kobieta po porodzie tez jest slaba; ktos
                sie musi nimi zaopiekowac. Mezczyzni, ktorzy byli nieodpowiedzialni i nie
                opiekowali sie potomstwem, mieli moze i duzo dzieci, ale te dzieci nie dozywaly
                wieku doroslego i nie mialy wlasnych dzieci. 'Rozsiewanie genow' to tylko czesc
                prawdy. U wielu gatunkow samice i samce lacza sie w pary, bo dzieki temu
                wychowaja wiecej potomstwa. To sie oplaca takze samcom - bez ich pomocy samica
                nie bylaby w stanie wychowac potomstwa i wszystkie mlode by zginely. Jesli
                chodzi o opieke nad potomstwem, to wazna jest cala spolecznosc. ludzie pierwotni
                zyli w bardzo malych grupach ,tak jak dzisiejsi Indianie. Dziecmi zajmowala sie
                cala spolecznosc, nie tylko rodzice - to znakomicie zwieksza szanse na
                przetrwanie. w spoleczenstwach zurbanizowanych analogia jest system opieki
                spolecznej, ktory pomaga samotnym matkom i ich dzieciom.
    • sebas.4 Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy dzi.. 04.02.09, 15:42
      Jakiś czas temu przeczytałem że w Izraelu, gdy tuż po wojnie
      tworzono kibuce, postanowiono w nich zrezygnować z tradycyjnych ról
      męskich i damskich, dlatego zachęcano kobiety aby wykonywały zajęcia
      typowo męskie i na odwrót. W takim też duchu wychowywano małe
      dzieci. I co się okazało? W pierwszym pokoleniu wydawało się że
      rzeczywiście wszystko zależy od wychowania bo kobiety chętnie
      wykonywały męskie zawody, dziewczynki bawiły się w chłopięce zabawy
      itd. Ale już w pokoleniu następnym wszystko wróciło do stanu
      pierwotnego. No może nie do końca, bo była grupa kobiet która wolała
      zajęcia "typowo męskie" i "męski styl życia" ale większość skupiała
      się na czynnościach "typowo kobiecych".
      • jazzmatazz2000 dajmy kobietom i mezczyznom rowne szanse rozwoju! 04.02.09, 16:58
        No i dobrze, ze stworzono zarowno kobietom/dziewczynkom jak i mezczyznom/chlopcom takie warunki, ktore pozwalaja na wybor!! Sa kobiety , ktore o wiele lepiej sprawdzaja sie w tzw. 'meskich' zawodach oraz mezczyzni, ktorzy chetnie zostaja w domu z dziecmi i gotuja obiady! Nasze spoleczenstwo prawie nie daje takiej szansy, postrzegajac to jako 'zamiane rol'. A przeciez czasy, gdy mezczyzna polowal a kobieta musiala opiekowac sie w tym czasie potomstwem juz dawno minely! Tylko wielu ludzi (przede wszystkim mezczyzn) nie umie sie z tym faktem pogodzic...
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 17:22
        > Ale już w pokoleniu następnym wszystko wróciło do stanu
        > pierwotnego.

        Taki eksperyment trzeba by przeprowadzić w kompletnie izolowanej społeczności,
        np. na Marsie. Bo tak to jest za wiele czynników dodatkowych. Chociażby upadek
        samej idei kibucu jako komuny. Nie dziwię się, że właśnie to drugie pokolenie
        zbuntowało się. Przecież i u nas po upadku komuny wyklęto równouprawnienie
        kobiet i kobiety na traktorach jako totalitarny wymysł.
        • sebas.4 Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 05.02.09, 11:51
          Zgadzam się że eksperymenty socjologiczne na dużych grupach ludzkich
          najlepiej przeprowadzać w warunkach kompletnej izolacji. Mało tego,
          należałoby też mieć kilka równie licznych i żyjących w warunkach
          ściśle zmodyfikowanych. Wtedy możnaby mówić o wpływie czy jego braku
          tego czy tamtego czynnika.
          Jednak wychodząc z takiego założenia nie mamy prawa mówić np.o
          szkodliwym wpływie telewizji czy gier komputerowych czy innych
          podobnych czynników na dzieci.
      • dorsai Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 16:05
        Ależ podział jest wyraźny!
        Mam sąsiada. Dres wyraźny, 100%. Chodzi na siłownię. Na basen nie pójdzie, bo to
        "babskie". Stały klient sklepu z "odżywkami dla sportowców", więc bicepsy i
        tricepsy ma prawidłowo napakowane. Ma syna i córkę. Córka była chłopczara -
        krótko ostrzyżona w spodenkach, syn był bardziej delikatny niż na syna dresa
        przystało i miał inteligentną buzię.
        Teraz córka chodzi ubrana na biało i różowo, tipsy ma 20 cm, - jak mamusia
        zresztą i wymalowana jest tak, ze palec wszedłby do środkowego stawu. Ma 17 lat
        Syn ma 15 lat i już jest napakowany, buźkę ma taką więcej bezmyślną i chodzi z
        tatulkiem na siłownie i to "sklepu z odżywkami"\
        Tak, ze nie martwcie się o terror gender studies w Polsce. Dresy będą produkować
        dresów, a blachary i tipsiary - blachary i tipsiary. Tyle tylko, ze młodsze...
        • kocia_noga Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 16:30
          dorsai napisał:

          > Ależ podział jest wyraźny!
          > Mam sąsiada. Dres wyraźny, 100%. Chodzi na siłownię. Na basen nie
          pójdzie, bo t
          > o
          > "babskie". Stały klient sklepu z "odżywkami dla sportowców", więc
          bicepsy i
          > tricepsy ma prawidłowo napakowane. Ma syna i córkę. Córka była
          chłopczara -
          > krótko ostrzyżona w spodenkach, syn był bardziej delikatny niż na
          syna dresa
          > przystało i miał inteligentną buzię.
          > Teraz córka chodzi ubrana na biało i różowo, tipsy ma 20 cm, - jak
          mamusia
          > zresztą i wymalowana jest tak, ze palec wszedłby do środkowego
          stawu. Ma 17 lat
          > Syn ma 15 lat i już jest napakowany, buźkę ma taką więcej
          bezmyślną i chodzi z
          > tatulkiem na siłownie


          A więc potwierdziłaś wpływ wychowania - i jaki z tego pozytek?
          Wrażliwy chłopak utracił wrażliwość, a córka jej nie zyskała przez
          ubieranie się w różowe ciuchy.
          To się nazywało Prokrustowe łoże - jednych się naciągnie, aż kości
          zazgrzytaja, ionnych ściśnie - porządek musi byc!
      • sojkaj2 Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 16:20
        A ja powiem szczerze nie spodziewałam się, że te "wmawiane nam" (tak
        mi sie zawsze wydawało) role społeczne są tak mocno... uwarunkowane
        przez geny. Obserwuję moją roczną córeczkę i porównuję jej
        zachowanie z zachowaniem równolatka - synka koleżanki. zupełnie inne
        dzieci - moja córa to urodzona przytulanka, przytula mnie, pluszaki,
        wszystkich głaska, kocha psa i każdemu okazuje uczucie, wszystkich
        dokarmia, po prostu urodzona opiekunka. Synek koleżanki - stale
        skupiony na rozwiązywaniu problemów technicznych na swoją miarę.
        Dodam, że moja mała ma różnorodne zabawki, klocki także, bawi się
        nimi, ale najbardziej lubi jednak przytulanki
        • hella_79 Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 22:20
          nie można uogólniać na podstawie jednego przykładu.
          ja, mając do dyspozycji wiele róznych zabawek wybierałam raczej te techniczne - za przytulankami nigdy nie przepadałam. owszem, lalkami się bawiłam czasem - no bo czym sie bawić z dziewczynkami wink ale w towarzystwie chłopaków zawsze czułam się jak ryba w wodzie i uwielbiałam piko, resorki a z lego to mnie njbardzie rozbrajały technicsy ;]
          jest jedna ciekawa sytuacja z czasów mojego dzieciństwa :] - uparłam sie na szablę, rodzice nie chcieli mi kupić (no bo jak, dziewczynce? wink) i stanęło na kompromisie - ze sklepu wyjechałam z wielką wywrotką ;D
          • agata0 Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 23:16
            Oczywiście, że nie można. Ale ja na podstawie jednego przykładu (w zasadzie
            dwóch - moich dzieci), zrozumiałam, jak to działa. Całe dorosłe życie
            obiecywałam sobie, że będę traktowała moje dzieci jednakowo. Tak się zdarzyło,
            że mam chłopca i dziewczynkę i traktuję ich kompletnie różnie. Czy wtłaczam w
            społeczne role? Nie wiem. Ja po prostu jako matka mówię do nich językiem, który
            do każdego z nich trafia. Dla każdego z nich ważne jest coś innego i każdemu z
            nich inaczej muszę argumentować.

            'Nie biegaj, bo w brudnej sukience będziesz wyglądać strasznie' - mówiłam do
            córki, bo wiedziałam, że ten argument do niej trafi (lubi ładnie wyglądać,
            dodam, że ma to 'znikąd', ja nie jestem dla niej wzorcem). I po prostu się
            uspokajała, jeśli trzeba było. Do syna nie trafiają w takiej sytuacji żadne
            argumenty, nawet powtarzane wielokrotnie smile Z boku wygląda, jakbym pozwalała mu
            na więcej.

            Argumenty z kolorami różowymi i niebieskimi mnie po prostu śmieszą. Gdy moja
            córka miała 5-7 lat wszystko MUSIAŁO być różowe. My nie cierpieliśmy tego koloru
            i walka była straszna. Ale ona go lubiła i już. Przeczekaliśmy po prostu.

            Zabawy dzieci - jeśli ktoś uważa, że w dzisiejszych czasach można zmusić dziecko
            do zabawy czymś czy w coś, na co nie ma ochoty, to znaczy, że nie ma dzieci.
            Ogólnie dziewczynki po prostu wolą zabawy w dom, odtwarzające, porządkujące
            otoczenie i już. Są oczywiście wyjątki, ale to są właśnie wyjątki.
      • titta Re: Jakbym się w przedszkolu bawił lalkami... 04.02.09, 16:20
        W Szwecji chlopcy sa delikatnie zachecani do zabawy lalkami. No i
        sie bawia, bo to normalne (zreszta ojciec zwykle byl z nimi na
        wychowawczym, wiec nic dziwnego). Jednak ta zabawa jest zupelnie
        inna niz dziewczynek. Chetniej beda urzadzac wyscigi wozkami niz
        przebierac lalki smile Plcie SA rozne i zwalczanie tego jest tak samo
        idiotyczne jak narzucanie sztywnych wzorcow - typu "delikatna i
        spokojna dziewczynka". (Tym bardziej, ze ciezko na taka trafic wink
    • arkady.ronin Mnie rodzice nie nauczyli kłamać i kombinować 04.02.09, 16:44
      Zostałem wychowany w duchu wiary katolickiej. Zostałem ukształtowany zgodnie z
      dekalogiem. I co w tym złego? Gdy dorastałem świat zrewidował wartości
      wtłoczone do głowy, samo się poukładało i jest. Dzieci nie wolno odcinać od
      świata, od rówieśników, od rywalizacji, od porażek i rozczarowań, od
      rzeczywistych i ważnych tematów. Płeć dziecka jaka jest to każdy widzi i nie
      ma to znaczenia dla przekazania wartości młodemu człowiekowi. Wszystkie sprawy
      z inicjacją i popędem każdy odkrywa dla siebie sam od nowa. Najgorsze jest
      wmawianie dziecku pierdół i dorabianie filozofii do prostych spraw.
      • robert.zimnicki Re: Mnie rodzice nie nauczyli kłamać i kombinować 05.02.09, 10:48
        > Zostałem wychowany w duchu wiary katolickiej. Zostałem ukształtowany zgodnie z
        > dekalogiem. I co w tym złego?

        Juz byles ksztaltowany.....

        Najgorsze jest
        > wmawianie dziecku pierdół i dorabianie filozofii do prostych spraw.

        Patrz zdanie ktore napisalem wyzej....

        >Gdy dorastałem świat zrewidował wartości
        > wtłoczone do głowy, samo się poukładało i jest. Dzieci nie wolno odcinać od
        > świata, od rówieśników, od rywalizacji, od porażek i rozczarowań, od
        > rzeczywistych i ważnych tematów.

        Dziecku trzeba dac niezaleznosc, wtedy samo odkryje kim jest. A nie sterowac go
        na lale albo dresa. Popatrz dookola co daje grupa - wlasciwie nic, to tylko
        stado baranow - ale potrzebne zeby nauczyc sie kontaktu z otoczeniem i wyrabiac
        wlasne zdanie.


        Płeć dziecka jaka jest to każdy widzi i nie
        > ma to znaczenia dla przekazania wartości młodemu człowiekowi. Wszystkie sprawy
        > z inicjacją i popędem każdy odkrywa dla siebie sam od nowa.

        Kolejne ustawianie plci w konkretnym szeregu - kobieta dostanie etykiete qrwy, a
        facet bedzie nazywany zaradnym (bo slowo ku...arz nie przystoi).
    • asdfhjkl Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy dzi.. 04.02.09, 17:39
      cos w tym jest. widze w Holandii ze ludzie z kasa (nie mylic z
      klasawink urzadzaja ZAWSZE dziewczynkom pokoje na ROZOWO,chlopcom
      niebiesko.
      dziewczynek pokoje sa w stylu ksiezniczek. i naprawde jes wszytsko
      rozowe. zaczynajac od SCIAN , zaslon, tapet, lozek, konczac na
      wozkach, toaletkach, i innych pie...ch.

      chlopcy maja pokoje niebieskie; typu pirat.
    • piotr.g444 Następna nawiedzona pisze artukuły 04.02.09, 17:42
      w ŚRODĘ nt. (JA)RUGA-nia jakichś wymyślonych "niesprawiedliwości
      płciowych". Czyli nastepna, która nie sprawdziła się w roli kobiecej
      (bo - podobie jak i męska - istnieje jednak taka rola narzucona
      przez naturę) i wini za to świat, a nie siebie. PS. Póki na Titanicu
      krzyczą "do szalup najpierw kobiety i dzieci!" - póty warto być
      kobietą, ale jak już odkryje się, że wśród prezesów firm więcej jest
      mężczyzn - wtedy kobietą być nie warto i jest się krzywdzoną tj.
      świat niesprawiedliwy być musi wobec płci... Jest już tak, że M nie
      będą się garnąć do bycia przedszkolanką, a K do bycia górnikiem i
      basta! Ale wy byście chciały żeby było równo i tak samo... tylko bez
      opcji górnika - a wyłacznie z opcją prezesa... PS_II: Jest jeszcze
      jedna zasadnicza róznica miedzypłciowa --> M nie są az takimi
      hipokrytami jak K, nie dorabiają aż tak filozofii do swoich
      partykularnych interesów oraz nie są aż tak próżni, żeby
      wymagać "raz tak, raz inaczej" byle wg prawa Kalego...
    • piotr.g444 Następna nawiedzona pisze artukuły 04.02.09, 17:44
      w ŚRODĘ nt. (JA)RUGA-nia jakichś wymyślonych "niesprawiedliwości
      płciowych". Czyli nastepna, która nie sprawdziła się w roli kobiecej
      (bo - podobie jak i męska - istnieje jednak taka rola narzucona
      przez naturę) i wini za to świat, a nie siebie. PS. Póki na Titanicu
      krzyczą "do szalup najpierw kobiety i dzieci!" - póty warto być
      kobietą, ale jak już odkryje się, że wśród prezesów firm więcej jest
      mężczyzn - wtedy kobietą być nie warto i jest się krzywdzoną tj.
      świat niesprawiedliwy być musi wobec płci... Jest już tak, że M nie
      będą się garnąć do bycia przedszkolanką, a K do bycia górnikiem i
      basta! Ale wy byście chciały żeby było równo i tak samo... tylko bez
      opcji górnika - a wyłacznie z opcją prezesa... PS_II: Jest jeszcze
      jedna zasadnicza róznica miedzypłciowa --> M nie są az takimi
      hipokrytami jak K, nie dorabiają aż tak filozofii do swoich
      partykularnych interesów oraz nie są aż tak próżni, żeby
      wymagać "raz tak, raz inaczej" byle wg prawa Kalego...
    • mezon.pi Reklama Mobilkinga 04.02.09, 18:35
      Ponownie przychodzi nam żyć w patologicznym państwie w którym
      media przeprowadzają indoktrynację a wyrażanie odmiennych poglądów
      (nawet w kabaretowej formie) staje się prawnie zakazane.

      Straszne jest królestwo w którym król zabija własnego błazna.
    • mezon.pi Reklama Mobilkinga 04.02.09, 18:35
      Ponownie przychodzi nam żyć w patologicznym państwie w którym
      media przeprowadzają indoktrynację a wyrażanie odmiennych poglądów
      (nawet w kabaretowej formie) staje się prawnie zakazane.

      Straszne jest królestwo w którym król zabija własnego błazna.
    • dem0kryt Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy dzi... 04.02.09, 18:37
      Tylko wychowanie? Tylko kultura, czy może jednak także biologia? Można
      wyobrazić sobie eksperyment, który by to rozstrzygnął: niemowlę płci męskiej
      należałoby poddać operacji zmiany płci, wychować jak dziewczynkę (tak
      traktowaliby to dziecko jego rodzice i otoczenie). Jeśli płeć jest wytworem
      społecznym - dziecko powinno wyrosnąć na normalną dziewczynkę... Jeśli nie,
      jeśli to jednak biologia - dziecko powinno czuć się, jak chłopiec uwięziony w
      ciele dziewczynki...

      Takie eksperymenty przeprowadzono... wskutek chorób i wypadków. Przebadano w
      jednym z nich 25 chłopców, którzy urodzili się bez penisa (wrodzona wada -
      wynicowanie kloaki). Poddano ich operacji chirurgicznej zmiany płci. Wychowano
      jak dziewczynki. U WSZYSTKICH badanych dzieci ujawniały się typowo chłopięce
      wzorce agresywnych zabaw, charakterystyczne dla chłopców postawy i
      zainteresowania. Ponad połowa z nich spontanicznie oświadczyła, że uważa się za
      chłopców (jeden już w wieku 5 lat).

      Inny przypadek - chłopca, który stracił penisa wskutek niewłaściwie wykonanego
      zabiegu obrzezania. Jeden z badaczy płci zasugerował rodzicom (zgodnie z
      poglądem, że płeć to tylko wytwór kultury), by usunęli chłopcu resztę męskich
      narządów. Dziecku operacyjnie ukształtowano sztuczna pochwę i wychowywano jak
      dziewczynkę. Potem to dziecko przedstawiano jako dowód na to, że dzieci rodzą
      się bez określonej płci... Tymczasem dziecko od wczesnego dzieciństwa czuło
      się jak chłopiec uwięziony w obcym ciele. Zdzierało z siebie sukienki,
      odrzucało lalki by bawić się pistoletami, upierało się by siusiać na
      stojąco... W wieku 14 lat chciało popełnić samobójstwo... i dopiero wtedy
      powiedziano mu prawdę... Kolejna operacja - męska tożsamość, małżeństwo z
      kobietą...

      Tego typu badań jest więcej (dzieci cierpiące na zespół Turnera, badania, jak
      rodzice traktują swoje dzieci - wbrew obiegowym opiniom nie traktują synów i
      córek w bardzo odmienny sposób)... Ale oczywiście można się upierać, że to
      tylko kultura. W końcu, jak to zauważył kiedyś antropolog Melford Spiro, idea
      zastąpienia sex przez gender jest zasadnicza dla projektu feministycznego.
      Jeśli bowiem pewne talenty z natury są męskie, a inne kobiece - ów projekt
      jest nieporozumieniem...
    • msp1 Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy dzi... 04.02.09, 18:40
      Czemu autorka przedstawia nam się jako Kasia, a nie Katarzyna? Pozazdrościła
      bohaterkom tabloidów i popularnych seriali, a może jeszcze nie dorosła? Jak
      poważnie traktować jej pisaninę? Same pytania, ale ludzie, którzy chcą aby ich
      traktować jak dorosłych, powinni dać nam sygnał, że już osiągnęli ten stan.
    • sanna.i Re: Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy d 04.02.09, 18:54
      >>I jeszcze same bajki. Dziewczynki mogą sobie oglądnąć Fifi
      Niezapominajkę (w jednym z odcinków był np. konkurs piękności).
      Chłopcy mają cały arsenał pozytywnych bohaterów męskich: listonosz
      Pat, strażak Sam, Bob budowniczy...

      Dlatego ja - jeśli będę miała córę - będę jej czytała Muminki,a za wzór stawiała
      Małą Mi tongue_out
      Mam syna, który faktycznie ma typowo chłopięce zainteresowania, ale nikt go do
      tego nie przekonywał, przeciwnie - próbowałam zainteresować go np.misiami czy
      lalkami.A w życiu! Tylko koparki, auta, samoloty...
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka