dagmama
30.10.08, 20:57
Szczerze mówiąc, zwykle wystarczały groźby, na 90 procent: "jeśli
zrobisz to jeszcze raz, będziemy musieli cię ukarać". Mały wiedział,
że rodzice karzą dzieci, kojarzył przewinienie z karą (albo mamy
taką nadzieję), staraliśmy się, żeby kara była związana z tym, co
zrobił.
Teraz coraz częściej czuję, że nasz autorytet pada. Mały "robi to
jeszcze raz" i kara powinna być nieuchronna.
Zbiegło się to z pojawieniem się w naszym domu dorosłego psa.
Mały znęca się nad psem. A może to nie znęcanie? Przytula za mocno,
aż pies się dusi, ciągnie za ogon, ma pomysły w stylu "przywiążę
Funię do stołu".
Tu wiem, jak ukarać. Zakaz zbliżania się do psa do końca dnia.
Ale są inne sprawy. Wkręcanie się, że mama zapaliła światło na
klatce, a on chciał. Mama odpięła smycz psu, a on chciał, tata
wyłączył DVD, a on chciał. Robi nam o to awantury, płacze, ma
pretensje, do nas, rodziców, trwa to po pół godziny!
I kiedy robi inne rzeczy, które nam się nie podobają, mówimy
raz: "nie rób tak", czy "nie mów tak", tłumaczymy, dlaczego,
w prostych słowach, mówimy drugi raz. Za trzecim razem wkraczamy.
I tu powinniśmy ukarać, żeby załapał, że tak nie można, ale jak?
Mąż jest za tym, że "mama nie odezwie się do ciebie przez pół
godziny" ( w przypadku robienia mi awantury), ale mnie wydaje się to
ciężką karą.
To jest jedynak (i chyba tak zostanie) i jest naszym oczkiem w
głowie. On chyba wie o tym.
Czasem myślę, że dobrze go wychowujemy, przedciez się staramy, a z
dugiej boję się, że to jednak prowadzi do przemądrzałego pępka
świata, któremu wszystko wolno.
Może macie jakieś rady?