4latka wszystko neguje,wszystkiemu zaprzecza

24.12.08, 09:17
Wszystko jest na "nie". Nie dość tego towarzyszą temu jakieś
kosmiczne pokłady emocji - nerwów/smutku i pretensji. Nie chce
wstawać rano, nie chce się ubierać, wychodzić do przedszkola, do
sklepu, na dwór - ogólnie nie chce tego, czego my
chcemy/potrzebujemy. Nie chodzi tylko o polecenia, ale też o zwykłe
stwierdzenia czy plany na najbliższy czas. Buntuje się, gdy czegoś
się jej nie pozwoli, odmówi - oo, wtedy jest już sajgon. Chodzi
nawet o takie pryszczowate sprawy jak "czy mogę otworzyć to pudełko"
i z jakichś względów nie może.
Gdy coś się nie udaje - zapięcie buta - od razu jest płacz, niemoc i
pomóż mi i w ogóle świat się wtedy staje do niczego.
Gdy np zapomnę że ona chciała jakąś pojedynczą kolorowankę
pokolorować u babci i powiem "o, może tę pokolorujesz", to ona w
płacz, że przecież mi mówiła, że chce ją pokolorować u babci i
czasem nakręca się na histerię...
Pomóżcie mi proszę zrozumieć, z czego to wynika i powiedzcie, jak to
wytrzymać albo jak temu zaradzić...
    • per-vers Re: 4latka wszystko neguje,wszystkiemu zaprzecza 24.12.08, 09:19
      Aha, no i jeszcze ostatnio stos pretensji: "odkryłaś mi maskotki, a
      miały być cały czas przykryte" - tu płacz i złość niepohamowana...
      Próbowałam obracać to w żart czy udawać, że to strasznie poważne -
      "o rany, przepraszam, pluszaczki, jak się macie, zmarzłyście?
      biedactwa", ale po jakimś czasie mam wrażenie, że to małą
      utwierdziło w przekonaniu, że stała się jej wielka krzywda... indifferent
      • srebrnarybka Re: 4latka wszystko neguje,wszystkiemu zaprzecza 24.12.08, 14:17
        problem kolorowanki czy pluszaczków jest dla dziecka strasznie ważny
        i o to chodzi, żeby traktować je poważnie z jego problemami. To, że
        Tobie jest wszystko jedno, którą kolorowankę będzie kolorować u
        babci, to nie znaczy, że jej też. Dla niej to jest strasznie ważne,
        bo jedna kolorowanka różni się od drugiej czymś, co dla niej jest
        ważne, a dla dorosłych nieistotne. I trzeba, o ile tylko możliwe,
        unikać lekceważenia takich rzeczy. Myślę, że dziecko, które poczuje
        się poważnie traktowane, łatwiej także zrozumie rozmaite wymagania i
        ograniczenia.
        • ik_ecc Re: 4latka wszystko neguje,wszystkiemu zaprzecza 24.12.08, 15:11
          Zgadzam sie ze srebrnarybka. To sa dla dziecka wazne sprawy. Jak Ty
          bys sie czula gdybys mowila mezowi, ze chcesz konkretna pralke
          automatyczna, a on zaskoczylby Cie stara Frania czy tara do
          prania. wink
          Dziecko najbardziej boli to ze jej nie sluchasz i nie bierzesz na
          powaznie.
    • ik_ecc Re: 4latka wszystko neguje,wszystkiemu zaprzecza 24.12.08, 14:03
      Nam najlepiej dziala szczere, glosne, emocjonalne i dramatyczne
      empatyzowanie razem z corka (3,5 ale mysle ze 4 tez odpowie na to),
      typu:
      "Na prawde nie chcesz rano wstawac, ja tez nie lubie rano wstawac,
      nie, nie, nie, wstawanie rano jest okropne! Chcialabys jeszcze lezec
      w lozku, ja tez!"
      Powspolczuj jej - i sobie - szczerze. Pokaz jej ze ja rozumiesz,
      ze "gdybys mogla to by bylo inaczej". DZieciom najczesciej chodzi
      tylko o zrozumienie, o to zeby ktos dostrzegl jego potrzeby i
      dramaty, a nie zeby wszystko bylo zawsze bagatelizowane, zaprzeczane
      lub ignorowane.

      Nie ma mozliwosci zebys np jeden dzien wziela wolny i z nia zostala?
      U nas jeden dzien, caly spedzony w pizamie na robieniu "niczego",
      bez pospiechu, bez nacisku na to ze gdziies cos trzeba, dziala cuda.
      Moze Twoja corka jest po prostu przeciazona wlasnie
      ciaglym "musisz", ciaglym pospiechem... Ma w koncu tylko 4 lata.
      Moze np. przechodzi skok rozwojowy (fizyczny lub mentalny) i
      potrzebuje wiecej odpoczynku. Czasami histeria jest wynikiem
      zwyklych potrzeb fizycznych, ktorych dziecko nie ptorafi wyrazic i
      naczej jak wlasnie histeria.
      • per-vers Re: 4latka wszystko neguje,wszystkiemu zaprzecza 24.12.08, 15:37
        Chodzi mi raczej o skalę jej reakcji... Rozumiem, że kolorowanka
        jest dla niej ważna, ale nie chciałabym żeby przy mojej pomyłce przy
        proponowaniu kolorowanki mała od razu reagowała histerią... Akurat
        ta sytuacja wyglądała tak, że ja się najzwyczajniej w świecie
        pomyliłam, a ona narobiła afery już bez żadnego dodatkowego mojego
        słowa - nie było z mojej strony "oj już dobra", tylko akcja-reakcja:
        -"może tą?"
        -"nie, przecież tą zabieram do babciiiii" i tu nie tylko płacz, ale
        czołganie się po podłodze i wielka złość...

        No i empatyzowania też próbowałam... Rano kończyło się to tak, że
        mała albo jeszcze bardziej się nad sobą rozczulała i też wpadała w
        histerię albo odkręcała się na drugi bok i spała dalej... Musiałam
        ją obudzić... Niestety nie mogę wziąć wolnego dnia, ale już od
        jakiegoś czasu sobota jest takim naszym dniem nic-nierobienia,
        piżamowania i totalnego odpoczynku dla małej... Niestety to trochę
        jakby nie działa. Pamiętam ze swojego dzieciństwa takie różne
        bonusy - "dzień brudasa", kiedy to darowane było wieczorne mycie
        się tongue_out albo jakiś ponadprogramowy słodycz - było to dla mnie i dla
        moich braci frajdą, to samo funduję nieraz córce, ona owszem, cieszy
        się, ale potem domaga się tego non stop, a przy odmowie? -
        histeria... Usiłowałam wytłumaczyć, że takie sytuacje to coś
        wyjątkowego, jakby święto, że oto dzisiaj... Ale ona tej
        wyjątkowości potem chce cały czas indifferent
        Ostatnio mam wrażenie, że mała chce nami rządzić...
        Ja nie wiem, czy my przypadkiem nie przesadzamy w drugą stronę: czy
        nie traktujemy jej spraw ZBYT poważnie... Każdy jej problem jest
        uznawany za problem i może przez to ona jakoś zaczęła traktować sama
        te problemy jako jakąś masakrę? Może gdybyśmy czasem powiedzieli "o
        rany, dziecko, pomyliłam się z tą kolorowanką, ale przecież to nic
        takiego, wybacz, zapomnij, weź sobie inną..." - innymi słowy
        gdybyśmy od czasu do czasu zbagatelizowali jakiś jej problem, to i
        ona niektóre nauczylaby się bagatelizować....?
        • verdana Re: 4latka wszystko neguje,wszystkiemu zaprzecza 24.12.08, 15:49
          To calkiem mozliwe. Mozna tez pokazywać, jak wy radzicie sobie z
          problemami "Chcialam wlozyc tę bluzke, a na niej plama - ojej!
          Jestem zła, ale trudno, włożę inną". Ja rozumiem, ze kolorowanka to
          ważna rzecz, ale dziecko nie moze oczekiwac, ze wszystko zawsze
          bedzie tak, jak ono chce - a jak sie pomylicie, to trzeba robić z
          tego aferę.
        • ik_ecc Re: 4latka wszystko neguje,wszystkiemu zaprzecza 24.12.08, 17:29
          per-vers napisała:

          > Chodzi mi raczej o skalę jej reakcji... Rozumiem, że kolorowanka
          > jest dla niej ważna, ale nie chciałabym żeby przy mojej pomyłce
          przy
          > proponowaniu kolorowanki mała od razu reagowała histerią...

          Tak z ciekawosci - dlaczego to Ty jej proponujesz kolorowanki? Ja
          mojej 3-latce daje plecak i sama sobie pakuje co jej trzeba.

          > -"może tą?"
          > -"nie, przecież tą zabieram do babciiiii" i tu nie tylko płacz,
          > ale
          > czołganie się po podłodze i wielka złość...

          Jesli skala reakcji jest nieproporcjonalna do wydarzenia, to ja
          osobiscie doszukiwalabym sie przyczyn fizycznych. Znam zbyt wiele
          dzieci, ktore byly histeryczne, wiecznie nieszczesliwe, wiecznie im
          wszystko bylo zle... co okazalo sie nieodpowiednia dieta, ukrytymi
          alergiami, itp. Kiedy taka reakcja przytrafia sie u mojej corki,
          wiem na 100% ze przyczyna jest fizyczna - jest zmeczona, glodna,
          bedzie chora,czy cos w tym rodzaju. Kiedys przez 2 tygodnie byla nie
          do zniesienia - okazalo sie ze urosla przez te 2 tygodnie 5cm - ja
          tez bym wyla.

          > No i empatyzowania też próbowałam... Rano kończyło się to tak, że
          > mała albo jeszcze bardziej się nad sobą rozczulała i też wpadała w
          > histerię albo odkręcała się na drugi bok i spała dalej...

          Widocznie tego wlasnie potrzebuje... Rozumiem, ze Twoja sytuacja na
          to nie pozwala, ale dziecko, generalnie, robi (lub stara sie robic)
          to, co najlepiej spelnia jego potrzeby. Widocznie ma potrzebe na
          wiecej snu i wiecej nicnierobienia, byc moze z przyczyn czysto
          fizycznych. Ma 4 lata. Rozumiem, ze nie mozesz tej potrzeby spelnic,
          ale warto wziac taka ewentualnosc pod uwage. Nie ma histerii bez
          powodu.



          • mak-111 Re: 4latka wszystko neguje,wszystkiemu zaprzecza 25.12.08, 01:29
            www.babyboom.pl/dzieci_3_5/rozwoj/rozwoj_psychofizyczny_czterolatka.html
            polecam ten tekst.ja tez jestem mama 4 latki, ktora miala identyczne zachowania
            (chwilowo-odpukac jest super)i mi to pomoglo ja zrozumiec. i pocieszylo smile.
    • alpepe Re: 4latka wszystko neguje,wszystkiemu zaprzecza 25.12.08, 12:54
      ikk_ecc, pod nią się podpisuję, szczególnie pod ostatnią wypowiedzią i pod
      zdaniem, które padło na temat reakcji rodziców na analogiczne sytuacje.
      Moja córka jak bardzo już była nieznośna, to najczęściej zżerała ją choroba.
      Co do zachowań histerycznych, to zawsze pozwoliłam córce na takie reakcje, ale z
      dala ode mnie, czyli w swoim pokoju mogła wyć, ile wlezie, ale musiała szanować
      moje uszy. Przepraszałam raz, jak coś poknociłam, a jak córka nie przechodziła
      na tym do porządku dziennego, tylko wyła dalej, to musiała być odizolowana.
      Często wolała się uspokoić i być obok mnie, niż się wściekać w swoim pokoju.
      • joan2705 Re: 4latka wszystko neguje,wszystkiemu zaprzecza 29.12.08, 23:46
        U nas od pewnego czasu ma miejsce identyczna sytuacja, z tym ze syn ma 2 i pol roku. Nic mu sie nie podoba, za wszelka cene chce postawic na swoim, nie slucha prosb, polecen, krotko mowic caly jest na jedno wielkie NIE. Z poczatku dla swietego spokoju mu ustepowalam (oczywiscie w granicach rozsadku), roztkliwialam sie nad nim i ze zrouzmieniem podchodzilam do roznych, nieraz absurdalnych (dla mnie) jego zachowan i reakcji wedlug zasady, ze dla niego to jest wazne i musze uszanowac jego drobne dziwactwa. W efekcie jednak utwierdzilam go w przekonaniu, ze jest pepkiem swiata, a ja musze skakac wokol niego tak jak on mi zagra. Teraz staram sie na nowo wporwadzac mu pewne ograniczenia i uczyc go, ze nie zawsze moze byc tak jak sie tego chce. Nadal tam gdzie moge odpuscic - odpuszczam by mial poczucie, ze jednak czasem to on "panuje" nad sytuacja, innym razem staram sie dochodzic z nim do jakiegos kompromisu bo tez nie chodzi mi o to by byl mi bezwglednie posluszny. Jest to trudne bo zwykle odrzuca moje propozycje, ale w koncu widzac moja stanowczosc zgadza sie na to czy tamto chociaz i tak czasami woli sam stracic niz dac za wygrana - taki honorowy jestsmilePrzyklad - chce cos slodkiego do zjedzenie, ja sie zgadzam, ale wymagam by umyl wczesniej brudne rece. I co? Syn woli zrezygnowac z ulubionego cistka niz mnie posluchac.
        Dotychczasowe metody z dawaniem wyboru, formulowaniem zdan w taki sposob by nie padalo tam slowo "nie" (zamiast "nie rozlewaj soku" - "trzymaj prosze prosto kubek")albo takich pytan by syn nie mogl ich zanegowac (zamiast "chesz poczytac?" - po prostu "poczytajmy ksiazeczki,wybierz ktore chcesz") wczesniej swietnie sie sprawdzaly, a teraz tylko w zaleznosci od humoru syna. W kazdym razie nie rezygnuje z nich i polecam. Badz co badz innego sposobu na malego buntownika nie widze.
        Moim zdaniem jesli to nie sa objawy jakis zmian/dolegliwosci fizycznych, o ktorych wczesniej ktos pisal, to taka ciagla negacja to nic innego jak dazenie do samodzielnosci i przekraczania narzuconych przez rodzicow granic oraz ksztaltowanie wlasnego poczucia wartosci:"to ja tu decyduje, musicie sie ze mna liczyc". Niektore dzieci latwo godza sie z tym, ze nie moga w domu rzadzic i ciagle sie przeciwstawiac, inne sa przez to bardziej sfrustrowane co okazuja placzem, zloscia, histeria.
        Dla mnie osobiscie wiekszym problemem nie jest to jak sobie z tym poradzic tylko to czy wystarczy mi cierpliwosci i wyrozumialosci bo przyznaje czasem czuje, ze oszaleje slyszac po raz tysieczny w ciagu dnia - nie, nie chce, nie bede, nie podoba mi sie, nie, nie,nie...
Pełna wersja