odalie Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 19:16 Hej! A ja skomentuję to, co Mamaizyimoniki napisała w pierwszym poście, a co przypomnę poniżej: > Ostatnio byliśmy na > zakupach w pewnym dużym markecie i widziałam taką oto sytuację: Dziecko ok. 2 > lat zrzuca paczki z pampersami, matka podnosi raz, drugi, trzeci, tłumaczy; > dziecko robi to samo, matka znów tłumaczy, dziecko oczywiście nie przestaje; > matka pochyla się po raz trzeci i........ chlaś w policzek! Zamilkła > zasłaniając ręką odznaczoną na nim dziecięca dłoń. Ja byłam ze swoimi dwiema > córkami. Nie stałam tam dłużej. Jak dla mnie to i tak za dużo widziałam. Ja sama powiedziałabym tak - owszem, mama rzeczonego dwulatka zrobiła źle. Dziecko mogło być w koszu wózka na zakupy - ale z drugiej strony, być może nie dało się tam bez oporów włożyć. Co ważniejsze, mogło pomagać mamie - mama zamiast poprawiać zrzucane paczki, mogła poprosić o niezbędną jej pomoc, dać dziecku poczucie misji , sprawić, aby stało się ważną osobą, bez której zakupy się nie powiodą, kimś odpowiedzialnym. Mogła nawet przygotować w domu kolorową listę zakupów - wesołe rysuneczki na kartce wręczonej w sklepie z powagą dziecku - nie wiem, czy na dwulatka już to działa, ale generalnie uważam za dobry patent. Mamaizy... nie napisała, jaka była reakcja mamy (bo sobie poszła, zdegustowana ))) ). Według mnie, świat się nie zawalił, dlatego że dziecko klapsnęło mamę w twarz. To tylko mogło być bardzo istotne doświadczenie - mama powinna moim zdaniem wyrazić, pokazać że to zabolało, że to jest przykre. Dziecko owszem, nauczy się, ale czy to źle nauczyć się, że bicie jest złe, bo sprawia przykrość i boli? i że tak się nie traktuje bliskich, że to jest złe? Mnie natomiast nurtowała jedna myśl (jak mawia mój facet, dobrze że tylko jedna )))) ): Mamaizy... stała tam w sklepie i gapiła się, ale n i e p o m o g ł a! Miała ze sobą swoje pociechy i zamiast dać im lekcję pod tytułem "pomagamy bliźniemu", tylko zdegustowana gapiła się, a potem odwróciła jak od trędowatej. Przecież albo ona sama, albo jej córeczki mogły zabawić jakoś rzeczonego dwulatka, odwrócić jego uwagę od zrzucania pudeł. I nie mam na myśli jakiegoś "ale ty jesteś niegrzeczny" tylko np. sympatyczne zagadanie, prośba o pomoc (np. "zapytamy twojej mamy, czy możesz włożyć do mojego koszyka to pudło?"). Bardzo łatwo jest nalepiać metki. A sytuacje bywają różne. Któraś mama wspominała o autyzmie. Ja od siebie dodam atak migreny (u mamy) albo rzut alergii (u dziecka). W przypadku migreny mam wszystkiego dość, słabo kontaktuję i zdarzało mi się ulegać córeczce, odpuszczać sobie jej wychowanie A gdy moja młoda ma ostre objawy alergii (początek sezonu) jest bardzo rozdrażniona, nerwowa, bo po prostu cierpi i jest zmęczona (źle sypia). Wtedy stosuję wobec niej taryfę ulgową. Podtrzymuję swoją opinię, że bicie, klaps czy nie klaps, ale bicie, jest drogą po lini najmniejszego oporu, drogą na skróty - i często sprowadza na manowce, czyli po prostu nie działa, skrótem jest jedynie pozornym. U Mamyizy... klapsy pomogły, ale czy Mamaizy... jest 100% pewna, że inna metoda (np. z mojej ulubionej "Jak mówić...") nie podziałałaby równie dobrze? Odpowiedz Link Zgłoś
chalsia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 20:52 W całej rozciągłości zgadzam się z Wieczną Gosią. Na posty Violi nawet nie chciało mi się tracić czasu, nasuwało mi się tylko "eee......". Zwłaszcza, że dla niej wychowanie bezstresowe znaczy bez klapsów. A wydaje mi się, że KAŻDE przeciwstawienie się woli dziecka (nie ważne jaką metodą) już jest stresem dla niego. Pozdrawiam, Chalsia PS. mam to szczęście, że moje dziecko (niespełna dwuletnie) nie sika w majty waląc głową o podłogę i kopiąc mnie w twarz. Co nie znaczy, że nie próbuje zachowań nie akceptowanych przeze mnie lub nie stara się postawić na swoim. ALE NIGDY NIE DAŁAM MU KLAPSA. Są inne metody np. ostatnią "próbę sił" opisałam w wątku "konsekwencja". Odpowiedz Link Zgłoś
chalsia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 20:56 Pomyliło mi się - nie pamiętam, w którym wątku (i czy w ogóle) opisałam ostatnią próbę sił. Chalsia Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 14:37 odalie napisała: > Hej! > > A ja skomentuję to, co Mamaizyimoniki napisała w pierwszym poście, a co > przypomnę poniżej: > > > Mnie natomiast nurtowała jedna myśl (jak mawia mój facet, dobrze że tylko > jedna )))) ): Mamaizy... stała tam w sklepie i gapiła się, ale > n i e p o m o g ł a! > Mnie zaś nurtowała inna myśl: co czuła ta mama buntownika, kiedy mamaizyimonika stała tam i gapiła się na nią? Wyobrażacie sobie, jakie to deprymujące? Nie tylko nie pomogła, ale na pewno pogorszyła całą sytuację, ja przynajmniej poczułabym się 100 razy gorzej, widząc jej karcący wzrok, tę wyższość, którą można wyczytać z każdego posti i... radość, że innym powinęła się noga. Ciekawe, czy tak samo bezczynnie gapi się, kiedy staruszka potknie się na ulicy i rozsypie zakupy? He, he, trzeba się było uczyć chodzić... Sorry, wyszło ciut złośliwie, ale... tak właśnie miało być. Pozdrawiam Was serdecznie (bez cienia złowśliwości tym razem )), Grażka Odpowiedz Link Zgłoś
mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 15:19 grazynka13 napisała: > odalie napisała: > > > Hej! > > > > A ja skomentuję to, co Mamaizyimoniki napisała w pierwszym poście, a co > > przypomnę poniżej: > > > > > Mnie natomiast nurtowała jedna myśl (jak mawia mój facet, dobrze że t > ylko > > jedna )))) ): Mamaizy... stała tam w sklepie i gapiła się, ale > > n i e p o m o g ł a! > > > Mnie zaś nurtowała inna myśl: co czuła ta mama buntownika, kiedy mamaizyimonika > > stała tam i gapiła się na nią? Wyobrażacie sobie, jakie to deprymujące? Nie > tylko nie pomogła, ale na pewno pogorszyła całą sytuację, ja przynajmniej > poczułabym się 100 razy gorzej, widząc jej karcący wzrok, tę wyższość, którą > można wyczytać z każdego posti i... radość, że innym powinęła się noga. > Ciekawe, czy tak samo bezczynnie gapi się, kiedy staruszka potknie się na ulicy > > i rozsypie zakupy? He, he, trzeba się było uczyć chodzić... > Sorry, wyszło ciut złośliwie, ale... tak właśnie miało być. > Pozdrawiam Was serdecznie (bez cienia złowśliwości tym razem )), > Grażka No, Grażko, myślałam, że faktycznie tylko mnie ponosi, jak czytam co niektóre posty... Jak widać, nie tylko. Z jedną różnicą jednak - ty piszesz takie bzdury, że mózg się przewraca... Życzę szybkiego powrotu do zdrowia ... Odpowiedz Link Zgłoś
umargos Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 15:38 Hmmm...nie rozumiem. Czy mamaizymoniki jest rzeczywiście taka jak jak wynika to jej postów na forum - czyli zarozumiała, całkowicie przekonana o swojej racji i nieomylności, nie wrażliwa, totalnie pozbawiona empatii? czy też jest to jej forumowa osobowość - Mr. Hyde..a w życiu codziennym jest Dr. Jekyllem...i tu odreagowuje....ciekawe, ciekawe... Pozdrawiam Ula Odpowiedz Link Zgłoś
umargos Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 16:06 Czy dodałam, że również nieuprzejma (a właściwie niegrzeczna, żeby nie użyc określeń bardziej dosadnych)...nie?? to dodaję. A i jeszcze małe problemy z czytaniem...no cóż każdemu może się zdarzyć brak zrozumienia :o))) Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 19:07 Brawo Violu! Cóż za błyskotliwa odpowiedź! Podobnych argumetów używałaś, wychowując swoje dzieci? (dzieci albo dziecko - nie wiem, bo i ty sama troszkę się już chyba zaplątałaś w tych skomplikowanych wylicznkach... ) Kłaniam się nisko, Grazka Odpowiedz Link Zgłoś
mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 23:10 Cóż za konsekwencja, grażyno... Miałaś nie odpowiadać na moje posty. Zawiodłaś mnie... Odpowiedz Link Zgłoś
skarolina Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 13.11.03, 09:36 mamaizyimoniki napisała: > > No, Grażko, myślałam, że faktycznie tylko mnie ponosi, jak czytam co niektóre > posty... > Jak widać, nie tylko. Z jedną różnicą jednak - ty piszesz takie bzdury, że mózg > > się przewraca... > Życzę szybkiego powrotu do zdrowia ... Bzdury, powiadasz?? A może jednak powiesz nam, w jakim celu stałaś i przyglądałaś się tej sytuacji?? Pomóc nie chciałaś, to można ewentualnie zrozumieć. Ale co chciałaś osiągnąć gapiąc się na tę parę - satysfakcję, że Twoje dzieci są tak dobrze wychowane?? Czy może chciałaś, żeby tamta matka odczuła Twoją pogardę?? Bo właśnie pogarda przebija z każdego Twojego postu. A ja jestem ciekawa, jak szybko życie zweryfikuje Twoje doskonałe metody wychowawcze. Bo że prędzej czy później tak się stanie, tego jestem pewna. Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 13.11.03, 13:12 Dzięki, Karolino, udało Ci się wyrazić dokładnie to, co myślę. Pozdrawiam, trzymam kciuki za kolejnych 9 tygodni Grażka Odpowiedz Link Zgłoś
mama_wiktora Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 09:08 Gratuluję nieomylności. Życzę zrewidowania poglądów przy kolejnych pociechach. Odpowiedz Link Zgłoś
w1313 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 09:52 Witam wszystkich Od pradziejow klaps byl "sposobem" na przywrocenie do porzadku nieznosnikow.Ja jestem za,nie zeby bic dziecko bez przerwy, ale jezeli zadne argumenty nieskutkuja to niestety trzeba mu przylozyc. Mam troje dzieci 15, 13 i 2,5, moge powiedziec duzo na ten temat.Pomimo, ze dostawaly i nieraz dostana klapsa wychowalam je (starsze) na madre dziewczyny. Bezstresowe wychowanie dzieci ?? Smieszne, znam jedna dziewczyne, ktora wychowywala w ten sposob swoja corcie, gdy ktoregos dnia zoataly zaproszone do mnie myslalam , ze osobiscie te mala trzepne w tylek.Miala wtedy 8 lat, wiec uwazam , ze jest to wiek w ktorym wiadomo co wolno a czego nie. Dziewczyny , ktore maja dzieci w wieku 2-5 lat naprawde jeszcze malo wiedza, dopiero ucza sie bycia matkami i niech nie wypisuja tutaj bzdur. Pozdrawiam Violetta Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 10:11 w1313, a przeczytalas dyskusje? Bo ja mam wrazenie ze nie )) > Bezstresowe wychowanie dzieci ?? ale skoro jestes kolejna osoba uzywajaca tego sformuowania to ja po raz kolejny poprosze o definicje ) Bo jesli chodzi o wychowywanie bez klapsow a nie NIE bez kar (jeszcze jasniej moge napisac- w wachlarzu moich kar i represji klapsy nie istnieja) to takze posiadam dwie dziewczynki w wieku twoich i takze sa madre, a ani razu dydaktycznie nie dostaly- Ania dostala pol roku temu raz i obie wiemy ze byla to glownie moja bezradnosc doprawiona zmeczeniem. Jesli chodzi ci o wychowanie BEZ klapsow i BEZ kar, to moze zaprzestanmy uzywania terminu wychowanie bezstresowe, tylko zacznijmy mowic brak wychowania (podobnie jak zamiast brak wody nie mowimy sucha woda). zadne argumenty > nieskutkuja to niestety trzeba mu przylozyc. a moze mowmy o swoich doswiadczeniach? Ja wcale nie uwazam ze trzeba przylozyc. Uwazam ze jesli zadne argumenty nie skutkuja to znaczy ze sa do luftu ) i trzeba poszukac innych ) I Violetto- nomen omen )- mlode matki majace male dzieci sa w wielu przypadkach idealistkami. Ale to wlasnie w mlodych matkach jest piekne- ze zawsze uwazaja ze swoje dzieci wychowaja na lepszych ludzi. Pamietacie zdanie Dalajlamy bodajze? "Godybysmy umieli dobrze wychowywac nasze dzieci, na swiecie nie byloby wojen". Tak... zdecydowanie jestem idealistka ))) chociaz dzieci mam juz podstarzale (jak na dzieci oczywiscie). Odpowiedz Link Zgłoś
mamasita Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 12:09 O ponownie Pani Violetta ze swoimi pryncypiami podpuszca dobre mamy. Ja nie będe się wypowiadac bo Violetty nikt nie przekona do niczego, ona i tak wie najlepije i jest szalenie poważną pania. Odpowiedz Link Zgłoś
mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 15:49 mamasita napisała: > O ponownie Pani Violetta ze swoimi pryncypiami podpuszca dobre mamy. Ja nie > będe się wypowiadac bo Violetty nikt nie przekona do niczego, ona i tak wie > najlepije i jest szalenie poważną pania. Taaaaaaaaaaaaaaa..... Odezwała się ta, co rodziców biła i groziła nauczycielkom........ Nie skomentuję. Jesteś najlepszym przykładem do tego wątku. Wolę być dla ciebie szalenie poważną panią niż jak ty dla mnie - żałośnie śmieszną panią... Violetta - szalenie poważna specjalnie dla ciebie Odpowiedz Link Zgłoś
mamasita Re: Nie dajcie sie podpuszczac drogie panie 13.11.03, 11:15 jedna uwaga, po co dyskutowac drogie mamy z mamą która sowje dzieci tresuje. NIc do niej nie dociera, ani nowe poglądy na wychowanie dzieci ani fakt że dzieci maja prawa i że tak się składa ze obecnie większość rodziców interesuje się nimi bardizej niz kiedykolwiek i chcą się czegos nauczyć. Ta dyskusja jest niemal bez przedmiotowa. Pani mamaizymoniki - z niej nie skorzysta. Violetto skąd te androny o mnie? Owszem zawsze stawałam na straży swoich praw nawet jako dziecko czego nauczyli mnie rodzice ale nigdy nikogo nie uderzyłam Odpowiedz Link Zgłoś
mamaizyimoniki Re: Nie dajcie sie podpuszczac drogie panie 22.11.03, 22:49 Ja nie byłam bita, no może kilka klapsów jak juz byłam starsza i zaraz chciałam oddać i oddawałam, więc nikt na mnie reki nie podniósł. Ale faktem jest, że były usiałowania dopóki sie nie postawiła. Poza tym byłam cwana i zaczynałam się tak drzeć zanim ktokolwiek się do mnie zbilżył, że okan pękały i żartowałam że policja przyjdzie. Moja mama i cała rodzina humanistyczna nie mogła uwierzyć że takie pomysły mi do głowy przychodzą i bali się nwet podejść. Wypowiedź z: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=7928826&a=8148002 Odpowiedz Link Zgłoś
malgosia87 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci- do w1313 12.11.03, 11:04 Violetto napisałaś, że wychowałaś swoje starsze dzieci na mądre dziewczyny, a co przez to rozumiesz? Czy chodzi o to, że nie masz z nimi żadnych poważnych problemów, masz do nich zaufanie i dobry kontakt, a może chodzi o to, że dobrze się uczą i dlatego są mądre? Pozdr. Małgosia (mama 4 latki) Odpowiedz Link Zgłoś
mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci- do w1313 12.11.03, 15:54 malgosia87 napisała: > Violetto napisałaś, że wychowałaś swoje starsze dzieci na mądre dziewczyny, a > co przez to rozumiesz? Czy chodzi o to, że nie masz z nimi żadnych poważnych > problemów, masz do nich zaufanie i dobry kontakt, a może chodzi o to, że > dobrze się uczą i dlatego są mądre? > Pozdr. > Małgosia Jeżeli większość mam na tym forum jest rozgarnięta tak jak malgosia87, to fajnie... Bo to chyba nie pytanie do mnie... > (mama 4 latki) Odpowiedz Link Zgłoś
dewcia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci- do w1313 12.11.03, 16:11 mamaizyimoniki napisała: > malgosia87 napisała: > > > Violetto napisałaś, że wychowałaś swoje starsze dzieci na mądre dziewczyny > , a > > co przez to rozumiesz? Czy chodzi o to, że nie masz z nimi żadnych poważny > ch > > problemów, masz do nich zaufanie i dobry kontakt, a może chodzi o to, że > > dobrze się uczą i dlatego są mądre? > > Pozdr. > > Małgosia > > Jeżeli większość mam na tym forum jest rozgarnięta tak jak malgosia87, to > fajnie... Bo to chyba nie pytanie do mnie... > > > > (mama 4 latki) No, to świadczy z jaką uwagą czytasz posty (przecież nie powiem, że coś z Twoją rozgarniętością nie tak . Zauważ, że post skierowany był do dziewczyny o nicku w1313, która też ma na imię Violetta. Niezły popis... Odpowiedz Link Zgłoś
agata_edziecko Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci- do w1313 12.11.03, 16:12 Violetto, a skąd wiesz, że Małgosia skierowała swe pytanie do Ciebie właśnie? Ta druga koleżanka też ma tak na imię. Kto tu jest nierozgarnięty?... Odpowiedz Link Zgłoś
malgosia87 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci- do w1313 12.11.03, 17:47 Dla pełnej jasności)) Mój post adresowany był do Violetty (nick w1313), mamy trzech dziewczynek w wieku 2,5, 13 i 15 lat. Odpowiedz Link Zgłoś
skarolina Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci- do w1313 13.11.03, 09:26 malgosia87 napisała: > Dla pełnej jasności)) Mój post adresowany był do Violetty (nick w1313), mamy > trzech dziewczynek w wieku 2,5, 13 i 15 lat. Małgosiu, dla każdego rozgarniętego i rozumiejącego co czyta człowieka było to całkiem jasne Odpowiedz Link Zgłoś
ineta Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 14:35 Wiesz, Mamoizyimoniki, jeszcze trzy lata temu )kiedy dziecko było dopiero w drodze),byłabym święcie przekonana, że masz rację. Kara w odpow. momencie i u dziecka zostaje zakodowane - ja kopię(itp.)- mama wleje. Prawie jak w tresurze psów, choć teraz i tam odchodzi się od kar fizycznych. Tylko dziecko to istota jednak głębiej myśląca i przeżywająca więcej emocji niż najmądrzejszy zwierzak. Wybaczcie porównania, ale takie skojarzenia mi sie nasuwają, jak czytam o założeniach wychowawczych Wioli - że dzieci się układa, nie wychowuje. Układanie nie wymaga tłumaczenia, dlaczego nie, po prostu NIE plus jakiś nieprzyjemny bodziec i w zależności od wrażliwości i siły charakteru osobnika - efekt po pierwszym razie lub wkrótce. Taki skrót "wychowawczy", tyle, że działa do czasu. Zeby nie było nieporozumień, ja nie twierdzę, że lejesz swoje dzieci nagminnie. I jeden klaps to nie zbrodnai ale efekt naszej bezsilności. Samej zdarzyło mi sie dać klapsa małemu i wcale nie byłam z siebie dumna, bo chociaż czasami rzeczywiście pomoże, to jednak każdego następnego dać łatwiej. Dobrze, że twoja starsza córka okazała się dziewczynką nie sprawiającą kłopotów. A gdyby jednak była bardziej zbuntowana? Co wtedy? Ile klapsów? Pamiętaj, że są też mamy może łatwiej tracące cierpliwość niż Ty. Jeżeli dotąd starają się wychowywać dzieci bez klapsów a przeczytają, że jadnak klaps działa cuda, mogą zacząć je stosować z czystym sumieniem. A jak trafi na nerwową mamę i zbuntowane dziecko, to bardzo łatwo przekroczyć granicę. I codzienne dawanie "w pupsko" staje się normą. Stąd dla jakiegoś ułamka procenta ludzkości, ale jednak, tylko krok do fizycznej przemocy w pełnym znaczeniu tego słowa. Ja dostałam porządnego klapsa w wieku 2 lat, przy pierwszym ataku histerii - pomogło, więcej nie próbowałam. Rodzice dumni z siebie, uważali podobnie jak Ty - właściwy klaps we właściwej chwili i dziecko chodzi jak w zegarku. Ale mam młodszego brata... Kiedy doszedł i on do wieku buntownika, pierwsza histeria, klaps od taty i co? Ano jeszcze większa wściekłość i histeria. I na szczęście rodzice zrewidowali swoje poglądy na wychowanie, chociaż wcześniej podobnie jak Ty potrafili opowiadać o swojej "cudownej metodzie" znajomym mającym bardziej zbuntowane dzieci. To tyle i mam nadzieję że nikogo nie obraziłam. Odpowiedz Link Zgłoś
mama_wiktora Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 15:55 I ja się pod tą wypowiedzią podpiszę. Powyżej użyłam skrótu bo ręce mi opadły... Ja byłam takim niereformowalnym dzieckiem, przy którym moi rodzice musieli zrewidować swoje poglądy na wychowanie. Mój starszy brat był niesłychanie grzeczny i posłuszny. Ja - diabeł wcielony. Ale każdy klaps wywoływał u mnie złość, histerię i chęć odwetu, niekoniecznie bijąc. Więc rodzice mi klapsy, a ja i tak robiłam im na złość, a co. Niespecjalnie to pomogło na budowanie dobrej więzi i obustronnego zaufania. Ale oczywiście wszystko zależy od tego jaki efekt chcemy osiagnąć. Ja chcę mieć szczęśliwe dziecko, które zna granice. Każdy klaps, choć na szczęście to jednostkowe wypadki, to moja porażka, a nie sukces wychowawczy. Natomiast niesamowitą satysfakcję sprawiają mi sytuacje kiedy umiem się opanować, kiedy uda mi się opanować sytuację, kiedy wymyślę taki sposób, żeby osiągnąć cel wychowawczy, jaki założyłam. I w takich przypadkach bywam z siebie dumna, a nie wtedy jak mi ręka poleci, bo nie poradziłam sobie z własnymi emocjami. Odpowiedz Link Zgłoś
w1313 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 13.11.03, 15:18 Witam Wszystkie widze, ze temat sie rozwija w zaskakujacym tepie. W jednym z postow padlo pytanie dlaczego uwazam moje starsze corki za madre, pomimo iz dostawaly klapsy w pupe.Otoz sa dziewczynami rozwaznymi ; jesli chodzi o nauke to u jednej jest lepiej u drugiej gorzej.Nie mam wiekszych problemow z nimi pomimo, ze wkraczaja w wiek dojrzewania.A co najwazniejsze NIGDY ale to przenigdy mi nie ublizyly nie mowiac o podniesieniu reki na mnie.Czasami pyskuja, ale ktora z nas tego nie robila w wieku nastu lat?? Podkreslam, ze nie jestem zwolenniczka karania dzieci klapsami, ale jezeli zadne argumenty nie pomagaja to trzeba przylozyc dziecku. Dziewczyny ! ja tez probowalam bezstresowo wychowywac dzieci, jak przyszly na swiat to zaprzysiegalam sie , ze nigdy zadnej nie uderze.Ale nie wytrzymalam, po prostu nie da sie wytrzymac. Najmlodsza 2,5 letnia czesto tez probuje "przekonac" do czegos, np. zeby nie mazala pisakami po scianie, i co ?? Jak grochem....Ale jak dostala klapsa (wlasciwie to nie byl klaps, tylko klepniecie) to doszlo do niej, ze mazanie nowo wymalowanej sciany nie jest dla niej oplacalne.I juz tego nie robi. Na pewno codzienne klepanie pupy nie przyniesie dobrych wynikow w wychowywaniu dzieci, ale jezeli sie nalezy to ja nie mam najmniejszych obaw. Jezeli dziecko nie jest ciagle bite to zrozumie , ze klaps to oznacza , ze dostalo za cos czego nie moze robic i wydaje mi sie, ze madrze wychowane dziecko nie powtorzy bledu z obawy przed kolejnym uderzeniem. I jeszcze jedno nie wstydze sie tego , ze czasami klepne swoje dziecko.A mamy , ktore pozwalaja na podnoszenie reki na siebie trzeba potraktowac obojetnie i bez szacunku, bo widocznie zasluguja na to.Takie uderzenie mamy to pierwszy akt braku szacunku do matki a jezeli to sie powtarza i mama nic sobie z tego nie robi .....to co tu duzo pisac. Serdecznie Was pozdrawiam Violetta D Dopisalam literke D , zebyscie sie znowu nie pomylily. Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 13.11.03, 16:08 akt braku szacunku do matki a jezeli to sie powtarza i mama nic > sobie z tego nie robi .....to co tu duzo pisac. Wiolu D, to nie tak, że ta mama nic sobie z tego nie robi. Ona właśnie szuka rozwiązań, próbuje róznych metod, prosi o rady na tym forum. > I jeszcze jedno nie wstydze sie tego , ze czasami klepne swoje dziecko.A > mamy , ktore pozwalaja na podnoszenie reki na siebie trzeba potraktowac > obojetnie i bez szacunku, bo widocznie zasluguja na to.Takie uderzenie mamy to > pierwszy > No a z tym niestety nie mogę się zgodzić. Mama nie zasługuje na szacunek, bo dziecko ją uderzyło? To chyba zbyt swobodna interpretacja... Oczywiście, żadna mama nie może tego tolerować i z postów, które tu czytam, wynika jednoznacznie, że żadna nie toleruje, ale... żeby od razu trzeba ją było "potraktowac > obojetnie i bez szacunku, bo widocznie zasluguje na to" - Wiolu, przyznasz, że to trochę przesada? Serdecznie pozdrawiam Ciebie i inne dziweczyny, Grażka Odpowiedz Link Zgłoś
dewcia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 13.11.03, 16:18 Violetto D o nicku w1313 dyskusja nie dotyczy tyle form zapobiegania, czy radzenia sobie z trudnymi zachowaniami dziecka, co przekonania niektórych osób (w tym mamyizyimoniki) o swej nieomylności. Wiele mam starało się tu dowieść, że dzieci są różne, mają różne temperamenty, a i różne okoliczności decydują o ich zachowaniu w danym momencie (to chyba jasne?). Ja jakoś nie doczytałam się, by któraś z mam starała się wychować swoje dziecko "bezstresowo" tzn. w moim rozumieniu - bez wyznaczania granic, tylko, że te granice można wyznaczać w rozmaity sposób. Piszesz,że Twoja córcia dostała klapsa za pisanie pisakiem po ścianie, ja też swojej na to nie pozwolę, ale prawdopodobnie, gdy słowne argumenty nie pomogą - zabiorę jej pisaki (stres jest i to duży, myślę, że zapamięta, a i jeszcze dodatkowo za właściwe wykorzystanie pisaków - tzn. rysowanie tam, gdzie należy, np. na kartce będzie chwalona i podziwiana). Podkreślam, że nie chodzi tu o dyskusję na temat kar cielesnych (bo ten temat poruszany był wiele razy), ale o przekonanie, że wszyscy są durni bo postępują inaczej niż ja. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 00:11 dewcia napisała: > Violetto D o nicku w1313 dyskusja nie dotyczy tyle form zapobiegania, czy > radzenia sobie z trudnymi zachowaniami dziecka, co przekonania niektórych osób > (w tym mamyizyimoniki) o swej nieomylności. No niezupełnie. Dyskusja może tego dotyczy, intencja założonego przeze mnie wątku była zgoła inna... > Wiele mam starało się tu dowieść, > że dzieci są różne, mają różne temperamenty, a i różne okoliczności decydują > o ich zachowaniu w danym momencie (to chyba jasne?). Ja jakoś nie doczytałam > się, by któraś z mam starała się wychować swoje dziecko "bezstresowo" tzn. w > moim rozumieniu - bez wyznaczania granic, tylko, że te granice można wyznaczać > w rozmaity sposób. Piszesz,że Twoja córcia dostała klapsa za pisanie pisakiem > po ścianie, ja też swojej na to nie pozwolę, ale prawdopodobnie, gdy słowne > argumenty nie pomogą - zabiorę jej pisaki (stres jest i to duży, myślę, że > zapamięta, a i jeszcze dodatkowo za właściwe wykorzystanie pisaków - tzn. > rysowanie tam, gdzie należy, np. na kartce będzie chwalona i podziwiana). > Podkreślam, Podkreślasz?... Przeczytaj wszystkie posty, a będziesz wiedziała czego dotyczy dyskusja. > że nie chodzi tu o dyskusję na temat kar cielesnych (bo ten temat > poruszany był wiele razy), ale o przekonanie, że wszyscy są durni bo postępują > inaczej niż ja. Pozdrawiam Na początku wątku zwróciłaś szczególną uwagę właśnie na mnie. Jednak zauważ, że wszystkie mamy, które stosują inne sposoby na, że tak powiem, skrzywienia zachowawcze, są baaaardzo przekonane, że "wszyscy są durni" (tak na marginesie - jeszcze nikt tu nie użył takiego sformułowania...). Pozdrawiam także szanowną Ewę Violetta Odpowiedz Link Zgłoś
umargos Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 01:09 mamaizyimoniki napisała: > dewcia napisała: > > > Violetto D o nicku w1313 dyskusja nie dotyczy tyle form zapobiegania, czy > > radzenia sobie z trudnymi zachowaniami dziecka, co przekonania niektórych > osób > > (w tym mamyizyimoniki) o swej nieomylności. > > No niezupełnie. Dyskusja może tego dotyczy, intencja założonego przeze mnie > wątku była zgoła inna... Hmm...to jaka była intencja wątku?? Czy miało to być stworzenie "kółka wzajemnej adoracji" czyli myślących tak samo, chwalących się nawzajem swoimi wychowawczymi osiągnięciami?? Bo jeżeli nie miała to być dyskusja o wychowaniu, a co za tym idzie o różnych sposobach podejścia do problemu chociażby "buntu", no i oczywiście o sposobach radzenia sobie z nim, to o czym?? Przecież to żadna chwała radzić sobie z "buntem" u dziecka, które najwyraźniej trudne specjalnie nie było i nie jest?? Nie wszystkie dzieci tak mają. > wszystkie mamy, które stosują inne sposoby na, że tak powiem, skrzywienia > zachowawcze, są baaaardzo przekonane, że "wszyscy są durni" (tak na marginesie > - > jeszcze nikt tu nie użył takiego sformułowania...). Co do mocniejszych określeń...wybacz, ale nikt oprócz Ciebie nie używał argumentów obraźliwych kierowanych wprost do autora jakiegoś postu. Wykazałaś niestety jednoznacznie brak umiejętności dyskutowania, przyjmowania krytyki i obrony własnych poglądów w sposób rzeczowy i konkretny. Co gorsza z góry założyłaś, że masz rację (a przynajmniej to sugerował ton Twoich wypowiedzi), a przecież Twoje wychowawcze doświadczenie wyniosłaś, jak przypuszczam, przede wszystkim z wychowywania swojego starszego dziecka?? Fakt, że ktoś się z Tobą nie zgadza, polemizuje, krytykuje i ma inne poglądy nie oznacza, że Cię atakuje czy odbiera prawo do Twoich własnych racji...tylko się z nimi nie zgadza, też ma do tego prawo. Pozdrawiam Ula Ps. i przepraszam za "wstawkę" (OT w dyskusji), ale miałam nadzieję, że dzięki temu dyskusja w takim tonie jak była prowadzona sie skończy. > Pozdrawiam także szanowną Ewę > Violetta Odpowiedz Link Zgłoś
w1313 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 12:42 Witam Wszystkie emamy ciesze sie, ze pomoglam rozwinac temat Violi (mamie Izy i Monisi). Fakt, ze nie przeczytalam wszystkich postow, uwazam , ze wystarczy przeczytac post zalozycielki i wiadomo czego temat dotyczy.Na pewno niektore z nas troszeczke odbiegly od tematu, ale nieszkodzi, wazne, ze mozemy na lamach egazety ujawnic swoje poglady na niektore tematy. Do chalsia- nie wiem dlaczego porownujesz dzieci do psow. Moze Ciebie kiedys tak potraktowano, ja bynajmniej swoje dzieci nie uwazam za psy. Pewnie dotyczy to wiekszosci mam.Czlowiek calkiem inaczej mysli niz zwierze i nie mozna w ten sposob reagowac.Ale nie o tym chcialam napisac. W jednym z ostatnich postow , mama napisala, ze zabralaby pisaki.... Ja tego tez probowalam, ale niestety nie jest to latwe, bo wszystkie moje trzy corki dziela ze soba pokoj.Nie moge wiec kazac starszym dziewczynom zeby dostosowaly sie calkowicie do potrzeb najmlodszej.Zakazalam im trzymac w zasiegu malej ,przedmiotow , ktore moga jej zagrozic, a do tych, kredki czy pisaki nie naleza. A teraz to o czym chcialam napisac. Otoz w moim bloku mieszka 10-letni chlopiec, ktorego mama wychowuje mniej wiecej w sposob "bezstresowy" czyli probuje mu tlumaczyc .Chlopak ten jeszcze do nie dawna byl jedynakiem. Teraz ma 1,5 braciszka. Traktowany jest -mozna powiedziec -jak dorosly czlowiek.Kiedys opowiadala mi jak jej syn poszedl sie klocic do jednej z sasiadek, bo ta wyrzucila gruz obok naszego podworka.Mowila to tak jakby takie zachowanie bylo czyms nadzwyczajnym i niezwyklym .JEJ SYN!!!! Ktoregos dnia uslyszalam na wlasne uszy jak klocil sie z kobieta, ktora ma ponad 70 lat.Ten "dorosly" synek wyzwal ja od staroch itp.Przy ....kompanii ojca!Ten nawet sie nie odezwal, bo przecierz synus mial racje. Do tego wszystkiego czesto wszyscy slysza jak odzywa sie do swoich rodzicow.Nie bede tu przytaczala tego co mowi, ale co najgorsze to potrafi powiedziec do nich sp... I to wszystko robi dziecko, ktore nigdy nie bylo karane cielesnie.On sie nie boi ani ojca ani matki.Dopiero jak pojawil sie mlodszy braciszek tata wzial sie za pasa, ale czy to nie za pozno??? Moze sie myle, ale rozmawiam czesto z mezem na jego temat i on tez jest takiego zdania, ze gdyby ten maly dostal wczesniej kilka razy lanie to pewnie byloby jego zachowanie inne.Moze gdyby bardziej bal sie rodzicow nie bylby taki "wielki". Serdecznie pozdrawiam Violetta D Odpowiedz Link Zgłoś
chalsia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 13:18 Violo D, jeśli nie rozumiesz, dlaczego opisałam historię z psem i nie rozumiesz samej historii, to znaczy, że wiele z tego co tu piszą inne emamy również nie jesteś w stanie zrozumieć. Nigdy nie byłam tak potraktowana, nie uwazam swoich dzieci za psy. Mechanizm działania, zarówno od strony "winowajcy" jak i karzącego (nie ważne czy jeden klap, czy lanie) jest identyczny, bez wzgledu na to, czy chodzi o psa czy o dziecko. Bo oprócz dzieci reagujących na klapy tak jak Twoje (czyli ze strachu nie robią czegoś), są i dzieci reagujące jak ten przykładowy pies. A cóż za problem by starsze dziewczynki (skoro są tak "usłuchane") róznież i kredki czy pisaki trzymały po za zasięgiem najmłodszej siostry ??? A co do opisywanego 10-ciolatka - jak wiadomo tłumaczenie to nie wszystko, są jeszcze nagrody, kary czyli ogólnie mówiąc konsekwencje działania. Z Twojego opisu wynika, ze chłopiec nigdy nie poniósł konsekwencji swoich zachowań, na tłumaczeniu się kończyło. Ale nie znaczy to, że jedyna skuteczna konsekwencja to lanie. A po za tym, jak widać rodzice taki wzór zachowania mu przekazali Szkoda Odpowiedz Link Zgłoś
adzia_a Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 13:34 chalsia napisała: > > A co do opisywanego 10-ciolatka - jak wiadomo tłumaczenie to nie wszystko, są > jeszcze nagrody, kary czyli ogólnie mówiąc konsekwencje działania. Z Twojego > opisu wynika, ze chłopiec nigdy nie poniósł konsekwencji swoich zachowań, na > tłumaczeniu się kończyło. Ale nie znaczy to, że jedyna skuteczna konsekwencja > to lanie. A po za tym, jak widać rodzice taki wzór zachowania mu przekazali No własnie, ja też nie wyobrażam sobie, jak można oczekiwać dobroczynnych skutków klapsa (czy też ochrzanu, czy innej kary), jeśli pochodzą one od rodzica, który sam daje dziecku zły przykład - tak jak rodzice tego chłopaka. Nie wiem, Wiolu, czy Ty się spodziewasz, że jak ojciec sam zachowuje się obrzydliwie w stosunku do sąsiadów, to odniesie jakiś skutek, jeśli tego samego zabroni dziecku?????? Odpowiedz Link Zgłoś
mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 15.11.03, 23:52 chalsia napisała: > Violo D, > > jeśli nie rozumiesz, dlaczego opisałam historię z psem i nie rozumiesz samej > historii, to znaczy, że wiele z tego co tu piszą inne emamy również nie jesteś > w stanie zrozumieć. Witam wszystkie mamy. Ślędzę całą dyskusję rzadziej ostatnio, bo zajęć mam z pewnego powodu więcej. Chalsiu, może mnie ponosi. Taka już jestem, czasem żałuję, czasem dochodzę do wniosku, że może lepiej zamilknąć i swoje zdanie schować głęboko do kieszeni. Jednak ty, krytykując mnie, powinnaś także była zastanowić się, co piszesz; przeczytać przed wysłaniem to co sama napisałaś. Violetta D okazała się być bardzo taktowną osobą, bardziej opanowaną i zrównoważoną. Jednak w tym momencie to ty nie poskromiłaś swojego TAKŻE ciętego języka. Myślę, że autorka poprzedniego wątku tak ujęła swoją wypowiedź, że przyczyniła się ona do kulturalnej wymiany zdań, powinnaś była powstrzymać się od uogólnienia dotyczącego właśnie jej i do tego tak nieprzyjemnego dla niej. Pozdrawiam Violetta Odpowiedz Link Zgłoś
chalsia Re: 16.11.03, 14:12 Mamaizyimoniki napisała: > Witam wszystkie mamy. > Ślędzę całą dyskusję rzadziej ostatnio, bo zajęć mam z pewnego powodu więcej. > > Chalsiu, może mnie ponosi. Taka już jestem, czasem żałuję, czasem dochodzę do > wniosku, że może lepiej zamilknąć i swoje zdanie schować głęboko do kieszeni. > Jednak ty, krytykując mnie, powinnaś także była zastanowić się, co piszesz; > przeczytać przed wysłaniem to co sama napisałaś. > Violetta D okazała się być bardzo taktowną osobą, bardziej opanowaną i > zrównoważoną. Jednak w tym momencie to ty nie poskromiłaś swojego TAKŻE ciętego > > języka. Myślę, że autorka poprzedniego wątku tak ujęła swoją wypowiedź, że > przyczyniła się ona do kulturalnej wymiany zdań, powinnaś była powstrzymać się > od uogólnienia dotyczącego właśnie jej i do tego tak nieprzyjemnego dla niej. > > Pozdrawiam > Violetta ?????????????????????????????????????????????????? Pozdro Chalsia Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 21:42 > Ktoregos dnia uslyszalam na wlasne uszy jak klocil sie z kobieta, ktora ma > ponad 70 lat.Ten "dorosly" synek wyzwal ja od staroch itp.Przy ....kompanii > ojca!Ten nawet sie nie odezwal, bo przecierz synus mial racje. > Do tego wszystkiego czesto wszyscy slysza jak odzywa sie do swoich > rodzicow.Nie bede tu przytaczala tego co mowi, ale co najgorsze to potrafi > powiedziec do nich sp... > I to wszystko robi dziecko, ktore nigdy nie bylo karane cielesnie.On sie nie > boi ani ojca ani matki.Dopiero jak pojawil sie mlodszy braciszek tata wzial > sie za pasa, ale czy to nie za pozno??? no wiesz, co Wioletto zawodzisz mnie. Wygladasz na osobe z ktora podyskutowac sie da, po czym taki przyklad.... czy NAPRAWDE uwazasz ze najwiekszym problemem w wychowaniu tego chlopca byl BRAK klapsow??? A fakt ze ojciec w zaden sposob nie zareagowal na wyzwiska do starszej pani nie daje do myslenia?? no blagam nie trywializujmy tematu. Fakt ze teraz szanowny tatus pasa wzial sprawia ze mialabym ochote na miejscu tego chlopca oddac tacie. Co nie wykluczone ze sie stanie. gdyby ten maly dostal wczesniej kilka razy lanie to pewnie > byloby jego zachowanie inne.Moze gdyby bardziej bal sie rodzicow nie bylby > taki "wielki". nie nie zgadzam sie- tzn powinien dostac od rodzicow sygnal, bardzo wyrazny ze TAK sie nie robi. Mozna po zalatwic klapsem, ale ja lubie wyrafinowanie ) wiec kazalabym kolesiowi panie przepraszac, a kto kilkulatka posiada to wie jakim wyrzeczeniem moze byc powiedzenie slowa przepraszam ))))) Poza tym nie zgadzam sie z zalozeniem ze dzieci powinny sie bac rodzicow. Swoje wychowuje w przekonaniu ze do rodzicow mozna przyjsc zawsze. Nawet jak czlowiek na wagary nawial dostal 5 pale kiedy zaszedl w ciaze lub ma kaca. Mama byc moze opieprzy, byc moze ukaze ale pomoze ) Co do wypowiedzi aluca, dodam ze wsrod znajomych jestesmy postrzegami jako ludzie dosyc surowi, ktorzy dzieci wychowuja na krotkiej smyczy, i maja je dobrze wychowane, chociaz nieco zywe ))) Odpowiedz Link Zgłoś
anma wieczna-gosiu 15.11.03, 00:10 Napisałaś tak: "nie nie zgadzam sie- tzn powinien dostac od rodzicow sygnal, bardzo wyrazny ze TAK sie nie robi. Mozna po zalatwic klapsem, ale ja lubie wyrafinowanie ) wiec kazalabym kolesiowi panie przepraszac, a kto kilkulatka posiada to wie jakim wyrzeczeniem moze byc powiedzenie slowa przepraszam ))))) Poza tym nie zgadzam sie z zalozeniem ze dzieci powinny sie bac rodzicow. Swoje wychowuje w przekonaniu ze do rodzicow mozna przyjsc zawsze. Nawet jak czlowiek na wagary nawial dostal 5 pale kiedy zaszedl w ciaze lub ma kaca. Mama byc moze opieprzy, byc moze ukaze ale pomoze )" Nie ujęłabym tego lepiej) To o czym napisałaś to najważniejszy dla mnie cel wychowania. Osiągnąc to aby dziecko postepowało własciwie nie dlatego ze boi się mamy i taty, ale dlatego, ze wie, ze tak nalezy. I ze ZAWSZE, ZE WSZYSTKIM moze do rodziców przyjść. Mam nadzieję ze mi się to uda. Pozdrawiam Ps. I w ogóle zgadzam się z Twoim stanowiskiem w tym wątku na tyle, ze juz nie zabieram osobno głosu) Odpowiedz Link Zgłoś
ania9624 Nie macie innych problemow?! 15.11.03, 00:00 Nie nawidze kobiet takich jak TY:wszechwiedzacej i robiacej wszystko najlepiej.....kazdy wychowuje swoje dziecko jak mu sie podoba a jesli nie podobal ci sie widok w supermarkecie to moglas sie nie patrzec.Jak na wcibskiego polaka przystalo Ty musisz tej mamie obrobic teraz "d..." Odpowiedz Link Zgłoś
chalsia Re: Przykład psa 13.11.03, 22:14 Viola D napisała "wydaje mi sie, ze madrze wychowane dziecko nie powtorzy bledu z obawy przed kolejnym uderzeniem". Po pierwsze: Wiesz, znałam psa, który świetnie wiedział, że robi coś czego nie wolno (zżerał syfy na dworzu), bo był za to karany smyczą W CHWILI POPEŁNIANIA "wykroczenia". Ale ten pies był tak łakomy (albo być może tak dobrze pamietał głód z czasów gdy był przez krótki czas "bezpański"), że świadomie decydował się na ból lania bo wolał zjeść. I żarł w czasie gdy dostawał smyczą. Po drugie: w Twoim zdaniu jest sprzeczność zasadnicza - jeśli dziecko jest dobrze wychowane, to nie będzie czegoś robiło, dlatego, że wie iz dana czynność jest niewskazana z różnych względów ALE NIE ZE STRACHU PRZED KARĄ. Jeśli nie robi czegoś, bo boi się klapa, to nie jest wychowanie, tylko strach przed karą. Większość ludzi na świecie nie morduje innych ludzi nie ze wzgledu na strach przed karą (więzienie, etc), tylko dlatego, że mają takie a nie inne poczucie wartości, moralność, czy jak tam sobie kto chce to nazwać. W drugą stronę - większość kierowców łamie przepisy i ma karę (mandat, punkty) w głębokim poważaniu lub o niej w ogóle nie mysli (jak również nie myśli o grożnych w skutkach konsekwencjach łamania przepisów). Zarówno ci nie mordujący, jak i ci, lamiacy przepisy, są zapewne, w szerokim rozumieniu, ludźmi dobrze wychowanymi. Pozdrawiam, (należąca do pierwszej i drugiej grupy) Chalsia Odpowiedz Link Zgłoś
ann_mart Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 15.11.03, 11:37 w1313 napisała: > Takie uderzenie mamy to > pierwszy akt braku szacunku do matki a jezeli to sie powtarza i mama nic > sobie z tego nie robi .....to co tu duzo pisac. parafrazując - takie uderzenie dziecka to pierwszy akt braku szcunku do dziecka. A może myślisz, że dziciom szacunek się nie należy? Albo, że metody jego okazywania powinny być w stosunku do niego inne? Pozdrawiam Anka Odpowiedz Link Zgłoś
mama_wiktora Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 12:48 Do Violetty D. Jak słusznie napisała Dewcia, jeśli dziecko pisze po ścianach zrozumie że nie wolno jeśli zabierzesz mu kredki. Proste, nie? Klapsa obawiam się nie zrozumie, tylko się będzie go bało. Tresura to nie to samo co wychowanie. Do mamyizyimoniki Ja również odebrałam twój post jako pochwalenie się swoimi nieomylnymi metodami wychowawczymi, nie opisałaś swoich metod, pytając czy u innych też się sprawdzają, lub może mają inne sprawdzone metody. Obraziłaś te matki które nie mają może tak spektakularnych sukcesów jak ty, bo nie stosują, a przecież powinny takich metod jak ty. Do obu pań w sprawie kar cielesnych, jakiekolwiek by one nie były, pomijając kwestie oceny moralnej, a skupiając się jedynie na efektywności: Nie łódźcie (chyba tak sie to pisze, głupie słowo) się tym, że na tzw. trudne dzieci skutkują klapsy. Jak już pisałam wcześniej sama takim dzieckiem byłam, a bicie jedynie zwiększało moją zaciętość i dalej "pisałam po ścianach". Być może właśnie dlatego, że wiedziałam, że dorosly wyraził biciem swoją słabość, nie siłę. Dupa nie szklanka, a ile ojciec musiał dochodzić do siebie to takim napadzie furii, cóż za satysfakcja Pozdrawiam Gosia Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 13:23 Violu D, naprawdę uważasz, że gdyby ten mały odpowiednio wcześnie dostał w pupę, to nie zwracałby się do rodziców „sp...” itp.? Bo moim zdaniem przyczyna jego zachowania leży zupełnie gdzie indziej. A może mały tak właśnie się zachowuje, bo JEST BITY. To taka jego obrona przed brutalnością jego świata. Stara się dostosować i zobojętnieć... Dziewczyny, znacie książkę Wojciecha Eichelbergera „jak wychować szczęśliwe dzieci”? WE pisze w niej tak: „Słynna pruska pedagogika, to rytualne bicie dzieci dyscypliną i upokarzanie ich, obowiązujące przez wiele pokoleń, musiało w końcu zaowocować przerażającym okrucieństwem w tych wszystkich dzieciach, które potem dostały karabiny i poszły zabijać pod sztandarem ze swastyką. I wtedy już mogły zrobić coś z tym, co dostały od rodziców. Mogły oddać.” Troszkę przejaskrawione? Możliwe. Ale tu chodzi o schemat. Pozdrawiam, Grażka Odpowiedz Link Zgłoś
mama_wiktora Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 15:07 I już się dowiedziałam: to się pisze Łudzić, sorki za błąd, już się nauczyłam poprawnej pisowni Odpowiedz Link Zgłoś
aluc Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 15:53 taka pasjonująca dyskusja, że aż mi się nie chce czytać )))) są różne dzieci, a dorośli różnie reagują na przeciwności losu mnie ryki i terror w wykonaniu choleryka Maksa utwierdzają w uporze mówienia "nie" choćby przez pół godziny na ten sam temat gdybym dała mu klapsa, to odczułabym, to jako swoją własną prywatną klęskę, bo dla choleryka (chilli mnie) największą sztuką jest trzymanie emocji na wodzy i udowodnienie samemu sobie, że potrafi wytrzymać i nie trzasnąć a czego nie przyłożę własnemu synowi w poczuciu wychowaczej misji, to se poużywam na innych dorosłych, co do których wychowawczej misji nie odczuwam )) nie można wszystkich sprowadzać do jednego schematu "pozwala sobie, a potem skample" versus "daje klapa i ogólna buźka i spokój" tak, jakby klap był najlepszą receptą nie tylko na wrzeszczące dziecko, ale i na nasz własny brak konsekwencji, słabość wewnętrznego kręgosłupa i tak dalej mój syn - choleryk, terrorysta, w dodatku nie bity - uzyskał ostatnio opinię "wyjątkowo dobrze ułożonego dziecka" od osoby, która była z nami na wakacjach i miała z nim doczynienia przez tydzień niemal 24h na dobę da się a ja? tak, stoję nad wrzeszczącym dzieckiem i czekam, aż mu przejdzie ale nie ustepuję dla świętego spokoju nie pozwalam się bić usiłuję być KONSEKWENTNA tylko tyle Odpowiedz Link Zgłoś
chalsia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 23:22 Klapsy to nie tylko oznaka, że puściły nam nerwy (co każdemu w zyciu może się parę razy trafić - wystarczy mieć jakiś potworny dół, ALE NIE MUSI, jeśli jest się świadomym mechanizmu), czy też - bezsilności. To także totalne pójście na łatwiznę - zajmuje tylko moment (a nie np. pół godziny konsekwentnego proszenia o coś) i nie wymaga wysiłku umysłowego (bo przecież nie trzeba wymyslać co i jak przeprowadzić, jakie kije czy marchewki zastosować), ani wyśiłku emocjonalnego, by samemu trzymać się na wodzy. Jak Aluc i Wieczna Gosia pisały - kluczem jest konsekwencja, co w wielu przypadkach oznacza, że coś trwa wiele dłuzej niz by sie chciało, że trzeba planować z zapasem czasowym, a przede wszystkim, że ma się pewien (raczej wysoki) stopień samoświadomości i samokontroli. Być może Ci rodzice, którzy nie chcą i nie stosują klapsów są bardziej dojrzali emocjonalnie i tak ogólnie też. A co do konsekwencji - moja "próba sił" z 22 miesięcznym synkiem z przed 2 tygodni. Wieczór, 20.00, właśnie umylismy z synkiem w łazience zęby i mamy iść spać. Mały pije wodę z butelki, po czym specjalnie wylewa trochę wody na podłogę. Ja "prosze, wytrzyj podłogę" podając szmatkę. Szmatka laduje na podłodze, mały "głuchy". Był "głuchy" przez dłuższy czas, mówił "mama wycie podloga". Spokojnie, ale z naciskiem powtarzałam (nie wiem ile razy, ale na bank bardzo dużo) "prosze wytrzyj podłogę". W międzyczasie mały poszedł sobie 2 razy do swojego pokoju (totalnie nie zwracając na mnie uwagi), ale po chwili wracał (potem już zamknęłam nas w łazience), a ja znowu zaczynałam "prośbę". Potem się rozpłakał, ale takim płaczem ze złości. Ja ze dwa razy wyszłam z łazienki i zostawiłam go samego (żeby sobie spuścił pary a i ja też musiałam, bo bym nie była w stanie do niego mówić - jak bym nie wyszła, to pewnie zaczęłabym krzyczeć albo poszła na łatwiznę = klapy). No i cały czas, jak mantrę powtarzam swoją prośbę. Mały w końcu zaczął płakać normalnie, z bólu duszy no i podchodzić do mnie. Przytuliłam go, mówię mu, ze wiem, że jest na mnie zły i rozżalony, rozumiem, jednak prosiłam o wytarcie podłogi i nie lubię, jak olewa moje prośby i takiego zachowania, no i znowu "prosze, wytrzyj podloge". Ciągle płacząc kręcił sie między mną (przytulanie się) a szmatą na podłodze. No i tak mi przyszło na myśl, że on nie chce się po tę szmatę schylić i wziąć jej w rękę, nie chce "stracić twarzy". No to mówię "proszę, wytrzyj podłoge, mama ci pomoże - weżmie cię na ręce jak do latania samolotem (= poziomo w powietrzu) i wtedy weźmiesz szmatkę". No i tak własnie się stało. W pozycji samolotu wziął szmatkę w rękę i trzy razy machnął nią po podłodze. Przytuliłam, podziekowałam, że pomógł mamie i zrobił to, o co go prosiłam. Trwało to całe zajscie 25 minut. A potem poszedł spać tak samo jak zwykle. Pozdrawiam, Chalsia Odpowiedz Link Zgłoś
sasha3 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 23:53 Do konsekwencji trzeba dodać jeszcze anielską czasem cierpliwość. Zauważyłam u siebie, że przy drugim dziecku cierpliwość moja wydaje się być niewyczerpana. Aż sama się sobie dziwię Cierpliwie i konsekwentnie i nie ma siły, żeby odpowiedniego efektu nie było Odpowiedz Link Zgłoś
mamongabrysi Re: Podręcznik wychowania - instrukcja 15.11.03, 13:26 Wiecie co, dziewczyny? Tak czytam i czytam, i przyszło mi do głowy, że znam przyczynę dlaczego dzieci Violetty są takie i dlaczego ona sobie nie wyobraża tego czy owego. Bo one do niej nie mówią mamo tylko "Pani Matko" i zawsze mają w główkach że ma być z dużej litery )). A tak swoją drogą ciekawa jestem jak technicznie wygląda dawanie klapsa rocznemu dziecku? Dziecko coś przeskrobało. Następnie bierzemy dziecko pod pachę i lejemy? Mało skuteczne, bo dziecko ma pampersa... (Chyba, że dziecko Violetty już nie nosi pieluch, ale pozwolę sobie wyobrazić, że jeszcze nosi) No więc aby zwiększyć skuteczność należy spokojnym i opanowanym ruchem zdjąć dziecku pieluchę i ewentualnie poradzić sobie z jej zawartością bo i tak może się zdarzyć, lub chociaż zetrzeć resztki kremu czy czego tam stosujemy i następnie przymierzamy dobrze ręką (potrzebna jest niejaka wprawa i precyzja gdeż roczne pupy nie są szczególnie duże) i walimy. Raz a dobrze. Nie jestem sobie w stanie jednak wyobrazić co następuje dalej. Przytulamy i uspokajamy czy zostawiamy niech wyje? Czy zakładamy nową pieluchę czy nie i czy smaryjemy maścią gojącą czy tak zostawiamy. Może ktoś rozwieje moje ostatnie wątpliwości a będziemy wszystkie miały praktyczny podręcznik. Ania Odpowiedz Link Zgłoś
mamaizyimoniki Re: Podręcznik wychowania - instrukcja 16.11.03, 00:28 mamongabrysi napisała: > Wiecie co, dziewczyny? Tak czytam i czytam, i przyszło mi do głowy, że znam > przyczynę dlaczego dzieci Violetty są takie i dlaczego ona sobie nie wyobraża > tego czy owego. Bo one do niej nie mówią mamo tylko "Pani Matko" i zawsze mają > w główkach że ma być z dużej litery )). > A tak swoją drogą ciekawa jestem jak technicznie wygląda dawanie klapsa > rocznemu dziecku? Dziecko coś przeskrobało. Następnie bierzemy dziecko pod > pachę i lejemy? Mało skuteczne, bo dziecko ma pampersa... (Chyba, że dziecko > Violetty już nie nosi pieluch, ale pozwolę sobie wyobrazić, że jeszcze nosi) No > > więc aby zwiększyć skuteczność należy spokojnym i opanowanym ruchem zdjąć > dziecku pieluchę i ewentualnie poradzić sobie z jej zawartością bo i tak może > się zdarzyć, lub chociaż zetrzeć resztki kremu czy czego tam stosujemy i > następnie przymierzamy dobrze ręką (potrzebna jest niejaka wprawa i precyzja > gdeż roczne pupy nie są szczególnie duże) i walimy. Raz a dobrze. Nie jestem > sobie w stanie jednak wyobrazić co następuje dalej. Przytulamy i uspokajamy czy > > zostawiamy niech wyje? Czy zakładamy nową pieluchę czy nie i czy smaryjemy > maścią gojącą czy tak zostawiamy. Może ktoś rozwieje moje ostatnie wątpliwości > a będziemy wszystkie miały praktyczny podręcznik. > Ania Manonogabrysi, napsałam tyle postów, w których wyjaśniałam o co mi chodzi. To co ty napisałaś powyżej... Słów mi brak. Skoro tak dokładnie to opisałaś, to mogę się tylko zastanawiać, czy to twoja wyobraźnia jest taka bujna, czy może coś nie tak z twoją głową... Przepraszam, że nie jestem miła, ale o takich herezjach jeszcze nie słyszałam. Więc z łaski swojej najpierw pomyśl, potem zastanów się, co napisać, następnie się znów zastanów, popukaj się w szanowną makówkę, zaczerpnij kilka głębokich wdechów, na wszelki wypadek pomyśl raz jeszcze. Oczywiście wszystkie mamy napiszą: "tak, mamongabrysi ma świętą rację, brawo, d z i ę k i c i m a m o n o g a b r y s i, ż e j e s t e ś !!!".......... Odpowiedz Link Zgłoś
sasha3 Re: Podręcznik wychowania - instrukcja 16.11.03, 01:04 Ekhm, coś mi się wydaje, że dyskusja niuchronnie zmierza do katastrofy. Moje spostrzeżenia: Mama Izy i Moniki w sposób niemiły wypowiedziała się kilka razy, oceniając przy tym innych, ale czy inne emamy zrobiły inaczej? Nie, dokładnie tak samo, włącznie z ocenianiem. Każdy niech wychowuje swoje dzieci, tak jak uważa za stosowne, swoim doświadczeniem można się podzielić nie krytykując przy tym innych, nawet, jeśli czasem nóż w kieszeni się otwiera )) Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
mamongabrysi Re: Podręcznik wychowania - instrukcja 16.11.03, 12:06 Droga Violetto! Juz wyjaśniam. Też jestem mamą, która nie wyobraża sobie bicia dziecka - bo moje dziecko mi ufa, a w naszym domu nikt nikogo nie bije. Być może kiedyś ja uderzę, ale myślę, że może się to stać tylko wtedy kiedy naorawdę poniosą mnie nerwy. I nie będę tego uważała za powód do dumy - a Ty tak to właśnie przedstawiasz. Klaps to nie jest mettoda wychowawcza - ale otym pisały juz Wiecznagosia, Chalsia i i inne mądre dziewczyny ze stoickim spokojem wyjaśniajace swe stanowisko. Z ich postów nie przebija nutka wyższości, która w Twoich brzmi z taka siłą. To właśnie jest powodem wielu kąśliwych postów jakie otrzymałaś, bo my, skamlące mamy poczułyśmy się urażone Twoim lekceważeniem. Rozumiem, że masz wspaniałe dzieci, które być może nie czują aż tak wielkiej potrzeby esperymentowania i sprawdzania wszystkiego i wszystkich. Ciesz się z tego, ale nie obarczaj winą mam, które maja inne dzieci i szukaja tutaj porad. Ja tezmam wspaniałą córeczkę - 23 miesiące- która nie robi mi scen w miejscach publoicznych. Niedługo będę miała też synka (za 1,5 miesiąca). Wiem, że będzie to okres trudny dla nas wszystkich, ale nie zamierzam bić córki w ramach wychowywania. Zdarzyło mi się kilkakrotnie, że dziecko mnie ugryzło - działo się to pomiędzy 15 - 18 miesiącem i było naprawdę bolesne i zostawialo ślady. Sytuacje takie miały miejsce gdy dziecko nie mogło sobie poradzić z emocjami - np. gryzla mnie z radości po fali przytulania. Nie gryzła nikogo innego. Czy miałam jej wtedy dać klapsaJa ją przytrzymywałam i starałam się uniemożliwić ugryzienia. Po tym dziecko płakało rozżalone, bo nie mogło zrozumieć całej sytuacji. Przytulałam i uspokajałam. Zdarzylo mi się też kilka razy krzyknąć (każdego mogą czasem nerwy ponieść) i skutki nie były dobre - furja i proby ugryzienia ze złości. Pomimo, że była taka malutka staralam się tłumaczyć spokojnie, że tak nie wolno, że mamę boli i jest mi smutno. I po pewnym czasie pomogło. Moje dziecko zaczęło podbiegać do mnie z łobuzerskim uśmiechem i podgryzać - nie za mocno i potem przytulać i mówić: mama jest smutna, przytulę cię mamo, kocham cię mamo. Teraz nie ma w ogóle sprawy. czasem gryzie ze zloścci jakis przedmiot. Nie zdarzyla mi sie scena jak w supermarkecie, ale gdy widzę coś takiego współczuję takiej mamie, bo wiem jak ona się czuje gdy patrzą na nią potępiająco różne osoby. Myślę, że nie otrzymałabyś mojego pierwszego postugdybyś choć raz przeprosiła skamlące mamy i gdybyś choć raz powiedziała, że się zagalopowałaś w ocenianiu. Czytałam też Twoje postay w innych wątkach i uwagi o pieluchach dla dorosłych podczas gdy nikt Cię nie atakował... No sama wiesz.. Pozdrawiam Ania Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Podręcznik wychowania - instrukcja 16.11.03, 16:17 > Oczywiście wszystkie mamy napiszą: "tak, mamongabrysi ma świętą rację, brawo, d > > z i ę k i c i m a m o n o g a b r y s i, ż e j e s t e ś !!!".......... > No właśnie, skoro już zrozumiałaś, że wszystkie poprzemy mamonogabrysi, a nie Ciebie, to może wkrótce przejrzysz na oczy? G. Odpowiedz Link Zgłoś
laura_eliza Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 16.11.03, 14:22 Moze nie mam doswiadczenia w wychowaniu dzieci, ale stosuje pewne zasady wobec mojej córki. Wydaje mi sie ze jest to logiczne - Dziecko to nie Twoja wlasnosc!!! To tez czlowiek ktoremu masz pokazac jak zyc i kochac! Nie miesci sie w tym pojeciu bicie, choc wiem ze kazdemu moze sie zdazyc. Wiem tez ze jedno dziecko to aniolek inne diabelek. Ale moze warto sie troche pomeczyc. Ten maly czlowiek ma sie uczyc jak myslec, przewidywac konsekwencje swoich czynow, a nie czego sie bac. Klaps to latwa metoda na dziecko tylko chyba za prosta!! Odpowiedz Link Zgłoś
odalie trochę OT 16.11.03, 16:56 Hej! Ja trochę obok tematu, ale coś mi się przypomniało i aż nie mogę się powstrzymać - choć post pewnie pasuje bardziej na emamę ))))) Otóż od ponad roku nie utrzymujemy żadnych kontaktów z teściem. Teść bardzo starannie odciął się od nas, nie życzy sobie żadnych stosunków, no a my tylko się z tego złośliwie cieszymy - co może się Wam wydawać dziwne, ale Wy moje drogie mamy nie znacie mojego teścia, nie musiałyście walczyć z nim o swój związek (dobry człowiek uwziął się, że nie dopuści do ślubu, bo mu narzeczona syna wyznaniem i całokształtem nie pasowała) i nie wiecie o jego bardzo swobodnym podejściu do zobowiązań majątkowych, podjętych przy rozwodzie z moją teściową (na czym stracił i to znacząco mój facet - ale przez lata musiał w imię układnych stosunków nie wolno było o tym wspominać). Otóż koronnym argumentem i gwoździem do trumny, powodem dla którego teść nas już nie zna, była m.in. nasza (ja, małżonek i teść czyli jego rodzony tata) rozmowa na temat wychowania. Teść zalecał nam, żebyśmy wreszcie zaczęli stosować bicie jako karę odpowiednią w procesie wychowania dziecka. Ponieważ tego nie robimy, nasze dziecko będzie źle wychowane! Nooo, ja starałam się wyjaśnić zasady, które przyjęliśmy z mężem w naszym domu. Opowiedziałam o "Jak mówić..." i podałam kilkanaście działających przykładów z życia naszej rodzinki. No i nie mogłam się zgodzić, że bicie, i to jeszcze na zimno - jak zalecał teść - z zimną krwią, nie w afekcie, nie bez namysłu, ale zlanie po pośladkach na zimno! jest w ogóle dopuszczalne. No i podpadłam ))))))) Jak się dowidział mój mąż po kilku miesiącach, nie okazałam teściowi należytego szacunku )))))) - aha, dodam, że była to spokojna rozmowa na poziomie towarzyskim, że tak powiem, bez unoszenia się i inwektyw - no ale ja się ośmieliłam mieć odmienne zdanie. Jak czytam wypowiedzi zwolenniczek klapsów ))) to zaraz mi się teść przypomina. Odpowiedz Link Zgłoś
e.beata Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 18.11.03, 12:16 >"U mnie raz była w domu taka sytuacja, że starsza córka rzuciła mi się na podłogę na plecy i waliła głową. Więcej się nie powtórzyła. Było to ok. 2 lat temu. Naprawdę, nie żałuję, że wtedy porządnego klapsa dostała w tyłek. I nie sądzę, że jakoś źle to na nią wpłynęło. Wie, co jej wolno, a czego nie. Masz 100% pewność, że nie kładła się więcej dlatego że klapsa dostała?? Mój mały też położył się na ziemię w sklepie TYLKO RAZ. Klapsa nie dostał. Może bez klapsa Twoja córka też by więcej tego nie powtórzyła? Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_jed1 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 23.11.03, 14:27 MamoIzyiMoniki cieszę się że natknęłam się na Twój post. mój synek ma prawie 14 m-cy, do tej pory nie miałam z nim iwększego problemu, ale wszystko co dobre szybko się kończy. jakis czas temu zauważyłam że gdy mały nie może dostać jakiejś rzeczy, na jaką akurat ma ochotę, siada na podłodze i przewraca się na wznak (celowo). gdy zrobił to po raz pierwszy - spokojnie wytłumaczyłam mu że tak nie wolno bo zrobi sobie krzywdę, ale tłumaczenie werbalne niewiele daje w przypadku tak małego i upartego dziecka. więc dostał solidnego klapsa na tyłek i odesłałam go do jego pokoju - za karę chwilę miał zostać sam. posłuchał od razu i poszedł. wrzeszczał (natężenie głosu było takie że jako krzyk tego nie można było poczytać) tam ok.5 min i kiedy zajrzałam i zapytałam czy już sie uspokoił, to uśmiechnął się, wział swoją ulubioną poduszke i przyszedł ze mną do pokoju gdzie wcześniej się bawiliśmy. niby problem rozwiązany, ale po jakimś czasie się powtórzył. poradź co robić, masz trochę większe doświadczenie. może wyślesz mi maila? pozdrawiam i czekam kasia_jed@wp.pl Odpowiedz Link Zgłoś
chalsia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 23.11.03, 15:06 Na podstawie postów Mamyizyimoniki mogę Ci podpowiedzieć - no chyba nie pozostaje Ci juz nic innego jak konsekwentnie walić w tyłek i odsyłac do pokoju by się wywrzeszczał w samotności, jak będzie dość "mądry" to się szybko "nauczy". A na poważnie. Szkoda, że nie stać Cię było na cierpliwość i zrozumienie. Jeśli wymagasz od 14- to miesięcznego dziecka, by po JEDNORAZOWYM wytłumaczeniu, dziecko przyjęło, zrozumiało i ZAPAMIĘTAŁO, to masz nierealistyczne (w moim mniemaniu) podejście do ludzi (w postaci dzieci). To co opisałaś to najgorsza tresura i tyle, skoro drugi epizod (tak odczytuję Twój post, jeśli było tego więcej, to cofam słowa najgorsza tresura) niepożądanego zachowania zostaje skorygowany biciem. A z większości postów w tym wątku akurat jasno wynika, że nawet u dziecka takiego jak Twoje tłumaczenie werbalne WSPARTE odpowiednim (ale nie biciem !!!) działaniem przynosi efekty. Tyle tylko, ze trzeba pogłówkować jakie to ma być to INNE niż klaps działanie. Pozdrawiam, Chalsia Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 23.11.03, 15:25 Kasiu, wczytaj się dokładnie w posty mamyizyi.. (tu i na innych forach) i zastanów się, czy na pewno warto nawiązywać z nią głębszy kontakt. To zły człowiek. Nie pozwól, żeby zrobiła Ci krzywdę. I nie stosuj jej metod wychowawczych! Szkoda Twojego dziecka! Trzymam kciuki za Ciebie i za Twojego synka i z całego serca życzę Wam wszystkiego najlepszego, Grażka Odpowiedz Link Zgłoś
mamaizyimoniki DO GRAŻYNY 23.11.03, 22:48 Ty także sie wczytaj, bo założeniem tego wątku był kontakt z mamami, które PORADZIŁY sobie. Dla mam, które sobie nie radzą są wątki pt. "Jak sobie nie radzę..." bądź "szukam dobrego psychologa dziecięcego". Zarzucasz mi tłuczenie wkółko swoich dzieci (w tym ROCZNE). Puknij się mocno w głowę i DOCZYTAJ; większość pozostałych mam także chyba powinna, bo napisze po raz kolejny: moja córka dostała ode mnie klapsa w wyjatkowych sytuacjach, kiedy jej zachowanie po moich kilkukrotnych prośbach nie ulegało zmianie. Porównałam swoje metody do metod mam, które tłumaczą, proszą, wymyślają przecudowne środki, wychodza do innego pokoju, aby ochłonąć, itp. itd. A tzw. BUNT nie ma jakby końca... I pocieszacie się: to minie, tak... Okazuje się, że... rany boskie - nie minął!!! Jest jeszcze gorzej!!! A tak w ogóle Grażyno, to chyba cos nie tak z twoimi hormonami, co? Ja rozumiem, że dla niektórych kobiet ciąża to niezbyt ciekawy etap w życiu... Tak więc daj sobie luz, zrelaksuj się, wyjdź na spacer, bo to niedzielne popołudnie, a ty zamiast z córką na spacerku, to przed monitorem wzrok sobie psujesz... To niezdrowe. A wiesz, że dbasz teraz nie tylko o siebie, nieprawdaż?... Życzę rychłej poprawy nastroju i wyeliminowania problemów psychologicznych z córką Violetta Odpowiedz Link Zgłoś
e.beata Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 24.11.03, 11:55 >"większość pozostałych mam także chyba powinna, bo napisze po raz kolejny: moja córka dostała ode mnie klapsa w wyjatkowych sytuacjach, kiedy jej zachowanie po moich kilkukrotnych prośbach nie ulegało zmianie." Jak to odnieść do pierwszego postu: >""U mnie raz była w domu taka sytuacja, że starsza córka rzuciła mi się na podłogę na plecy i waliła głową. Więcej się nie powtórzyła. Było to ok. 2 lat temu. Naprawdę, nie żałuję, że wtedy porządnego klapsa dostała w tyłek" "Uważam, że lepiej przy pierwszej sytuacji, kiedy dziecko postępuje źle, dać klapsa, a nie za jakiś czas znów zastanawiać się ""i co tu zrobić, błagam, pomocy, ratunku, pomóżcie, bo dziecko mnie bije; wstyd mi czasem przed ludźmi; rzuca piaskiem inne dzieci w piaskownicy; kopnął mnie w złości..." Odpowiedz Link Zgłoś
edytkus Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 25.11.03, 04:04 e.beata napisała: > > >""U mnie raz była w domu taka sytuacja, że starsza córka rzuciła mi się na > podłogę na plecy i waliła głową. Więcej się nie powtórzyła. Było to ok. 2 lat > temu. Naprawdę, nie żałuję, że wtedy porządnego klapsa dostała w tyłek" Ciekawe ile czasu zajelo jej dojscie do siebie po takim "klapsie" (jesli matka w rekach taka mocna jak i w gebie)? )) Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 25.11.03, 09:23 mamaizyimoniki napisała: "Ty także sie wczytaj, bo założeniem tego wątku był kontakt z mamami, które PORADZIŁY sobie. Dla mam, które sobie nie radzą są wątki pt. "Jak sobie nie radzę..." bądź "szukam dobrego psychologa dziecięcego"." No tak, rzeczywiście, już sam tytuł tego wątku swiadczy o "przyjaznym" nastawieniu do świata. SAME TAK (wiadomo: źle)WYCHOWUJECIE SWOJE DZIECI. Czy przyjazne kontakty zaczyna się od tego rodzaju oskarżeń? Violu, na tym wątku jest sto kilkadziesiąt odpowiedzi. Znalazłaś wśród ich autorek bratnią duszę? G. Odpowiedz Link Zgłoś
agusia029 Re: Nie zrozumiesz póki sama nie doświadczysz!:) 25.11.03, 10:16 Droga Violetto, i ja dorzuce swoje trzy grosze. Przeczytałam tylko Twój list i nie wiem co napisały Tobie moje przedmówczynie. Powiem tylko tyle: gratuluję spokojnych dzieci, które daja sie łatwo lepić jak z plasteliny, które słuchają sie mamy, bo dla nich to świetość. Ja też ucze moje dzieci co jest dobre, a co złe staram sie jak moge aby przekazac im wartosci, którymi sama kieruje sie w zyciu, ale niestety niektórzy ludzie, wiec i dzieci tez maja swoje charakterki (najczęsciej po rodzicach) i tak łatwo nie daje sie nimi pokierowac, bronią sie przed tym jak moga, specjalnie wszystko robią na odwrót, zeby zaznaczyc swoją odrębnośc, swoją indywidualność, krzyczą wrecz: ZOBACZ JA TO JA , POZWÓL UCZYĆ MI SIE NA SWOICH BŁEDACH. Najbardziej widoczny jest bunt nastolatka (i to akceptują wszyscy?), a niekiedy zaczyna on juz sie w wieku 2 lat i trzeba umieć sobie z tym radzić. Nie na wszystkie dzieci działa klaps, czasami dziala on wrecz odwrotnie. Zreszta kto tego nie przeżył na własnej skórze nigdy sie nie dowie - proste. Ja mam dwie małe kochane buntowniczki z łobuzerskim błyskiem w oku i żaden klaps, ani wymuszanie posłuszeństwa (bo ja tu jestem mama i sie mnie trzeba słuchac)na nic sie zdaje. Probuje radzić sobie innymi sposobami i róznie mi to wychodzi, czasami lepiej czasami gorzej. Macierzyństwo nie jest łatwe, szczególnie gdy ma sie zbyt mało cierpliwosci, tak jak ja. Juz nie zazdroszcze matkom ich spokojnych dzieci,bo pokochałam buntowniczy charakterek moich małych gagatków i nauczyłam się tak z nimi rozmawiac żebyśmy wszyscy mogli zyć z godnoscią. Pozdrawiam. Mama Oleńki i Inusi forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=8434138 Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 26.11.03, 17:51 Hej Nie czytałam wszystkich postów bo niesety nie mam na to czasu. Uważam że klaps w pupę w pewnych sytuacjach jest niestety konieczny. Wychowanie bezstresowe czasami źle rzutuje na życie w przyszłości. Dziecko nie może być przekonane że wszystko mu wolno i wszystko czego chce dostanie. W szkole mojego syna (podstawówka) był chłopiec który był postrachem innych dzieci. W przypadku gdy inne dziecko nie chciało mu dać tego czym się akurat bawiło (rzecz działa się w świetlicy) poprostu atakował i to z wielka zaciekłością i siłą. Nie byłoby w tym nic tragicznego gdyby nie przypadki poważnego uszkodzenia ciała (np. wbił koledze ołówek nad okiem i chyba tylko cud sprawił że nie wbił go niżej, swoja koleżankę popchnął tak że miała złamaną rękę w dwóch miejscach). Wezwana mama odpowiadała krótko, że ona dziecka bić nie będzie, bo biją tylko sadyści (cóż za bezkrytycyzm w stosunku do swojego synka)a poza tym to ona chowa dziecko bezstresowo. Nie wiem, ale dla mnie taka sytuacja jest poprostu niedopuszczalna. Efektem tych sytuacji (opisałam tylko dwie, a było ich znacznie więcej i takich dzieci też jest więcej) było przeniesienie tego chłopca do innej szkoły (to była prawdziwa walka z dyrekcją, kuratorium itd.). Ale chyba nikt z rodziców nie dopusci do sytuacji że jego dziecko zagrożone będzie atakiem innego dziecka, którego rodzice stwierdzą że wychowują swoje dzieci w jedyny słuszny sposób. A teraz coś ze swojego podwórka. Trzyletnia córka mojej koleżanki uderzyła kubełkiem mojego rocznego wówczas synka, tak że o mały włos nie złamała mu paluszków, innym razem patykiem podrapała mu twarz (koło oka). Reakcja mojej koleżanki (mamy tej dziewczynki) była taka że grzecznie zwróciła uwagę dzieczynce ...tak nie wolno. Więc nastepnym razem, gdy mała chciała rzucić kamieniem (sporym) w mojego Maćka, powiedziłam małej łobuzicy że jak będzie: biła, popychała, szczypała, gryzła, sypała piaskiem w inne dzieci i ich mamy itp. (tak, to były całkiem naturalne i codzienne zachowania), to poprostu ja dam jej klapsa. Poskutkowało. Koleżanka słowa nie pisnęła (dalej się spotykamy), może z obawy że inne mamy też dorzucą swoje "trzy grosze". Tak więc nie wszystkie dzieci są tak spokojne że wystarczy tylko tłumaczenie, a pewne sytuacje, jak już wcześniej pisałam są niedopuszczalne, ponieważ mogą doprowadzić do nieszczęścia. Przykłady można tu naprawdę mnożyć. I dodam że nie obracam się w jakimś patologicznym środowisku i nie mieszkam na Marsie. Pozdrowienia Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 26.11.03, 20:47 A szkoda, szkoda, że nie poczytałaś postów. Mylisz pojęcia. Piszesz, że > Dziecko nie może być przekonane że > wszystko mu wolno i wszystko czego chce dostanie. Masz absolutną rację. Nikt tu w wątku nie wypowiadał się inaczej. Tylko, że większość dziewczyn tu w wątku proponuje inne niż bicie metody przekonania dziecka, że jego postępowanie zawsze ma jakieś konsekwencje, które trzeba ponosić. Niekoniecznie to wyłącznie przekonywanie, zależy od sytuacji i od wieku dziecka, a zawsze liczy się konsekwencja i wytrwałość. Wymaga to sporego wysiłku ze strony rodziców, kosztuje sporo czasu i energii, nie jest łatwe ani proste. Poczytaj posty dziewczyn polemizujących z Mamąizy. Ignorancja nie jest cnotą ))) I daj spokój ze sloganem "wychowanie bezstresowe". A twoich wyczynów w piaskownicy nie skomentuję. Przemyśl sama, czy gdy Twój syn w przyszłości przekroczy granice, ale w dopuszczalnym ze względu na wiek i etap rozwoju dziecka zakresie, pozwolisz aby obca osoba zastraszała go czy poniżała. Odpowiedz Link Zgłoś
chalsia Re: Uwaga techniczna do Moderatorki. 26.11.03, 21:15 Droga Moderatorko, Może z Moderatorkami innych forów (???) zaczniecie akcję uświadamiającą na temat "chcesz sie dopisać do wątku - obowiązkowo przeczytaj go najpierw w całości" Pozdrawiam ) Chalsia Odpowiedz Link Zgłoś
anatemka Re: Uwaga techniczna do Moderatorki. 26.11.03, 21:35 mama mnie kocha. jak zrobię coś źle-uderzy mnie. dla mojego dobra. mąż mnie kocha. jak zrobię coś źle-uderzy mnie. dla mojego dobra. takie luźne skojarzenie po przeczytaniu niektórych postów. Odpowiedz Link Zgłoś
jogo2 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 00:16 Odalie, Trochę nie rozumiem, dlaczego tak cię oburzyło to co Ligia powiedziała tej dziewczynce w piaskownicy. Jeżeli rzeczywiście codziennie zachowywała się agresywnie wobec innych dzieci (sypanie piaskiem, szczypanie, gryzienie, itp. o ile dobrze pamiętam), jej mama nie reaguje na to w odpowiedni sposób (to znaczy taki, żeby albo zapobiec każdemu takiemu wystąpieniu, albo tak, żeby już więcej się one nie powtarzały, to dlaczego uważasz, że w takiej sytuacji powiedzenie, że jeżeli będzie ona zachowywać się tak dalej, to dostanie klapsa, jest oburzające. Mała ma w końcu trzy latka, nie jest to wiek, w którym się nie rozumie co się robi w sytuacji, w której się albo gryzie, albo sypie piaskiem, albo w inny sposób odnosi agresywnie do drugiej osoby.(Jak ma się 10, 11 lub 12 miesięcy to się może nie rozumie) Myślę, że trzyletnie a nawet młodsze dziecko rozumie, że wówczas robi coś co jest dla drugiej osoby niemiłe, albo nawet bardzo niemiłe. Wydaje mi się, że zapowiedź (jedynie zapowiedź, a nie realizacja) że się zrobi to samo (lub prawie to samo w moim odczuciu) jest w końcu wdrożeniem wiele razy przez przeciwniczki kar cielesnych wychwalanej zasady pozwolenia ponoszenia przez dziecko konsekwencji swojego zachowania. Już widzę jak w kolejnych postach zostanę zaatakowana za kryjącą się w poprzednim zdaniu sprzeczność, że klaps lub jego groźba w żadnym wypadku do repertuaru konsekwencji zachowania dziecka nie może wejść. Ale znów wracając do tej konkretnej sytuacji, co miała tej dziewczynce Ligia76 powiedzieć, że ją też ugryzie, też ją obrzuci piaskiem, też w nią rzuci kamieniem (a jak nie trafi, albo jak trafi w oko, albo w głowę?). Przepraszam, ale nie bądźmy dziecinni. Czy chodzi o to, żeby nigdy za wszelką cenę, nieważne co by się działo, nie odwołać się do klapsa. Mi, gdybym była w sytuacji Ligii76 nie przyszedłby żaden lepszy pomysł, jak tę dziewczynkę przekonać, że nie należy się tak zachowywać, a zapewne nie miałabym czasu, żeby nad tym rozmyślać godzinami, jak tu obce dziecko przekonać jak to się kolokwialnie mówi "po dobroci", że należy innym dzieciom dać spokój, bo o muszę rozmyślać o innych własnych sprawach niecierpiących zwłoki. To znaczy, jeżeli bym na taki pomysł wpadła to w porządku, ale trudno się dziwić, że ligia76 niczego takiego nie wymyśliła, bo to nie jest łatwe. W związku z tym co, skoro nie można szybko wpaść na pomysł jak rozwiązać sytuację (i to za mamusię kochanego dzieciątka)to z takim stanem rzeczy trzeba się godzić nie wiadomo jak długo (aż się nie wpadnie na właściwy pomysł, przy czym niektórym rodzicom zajmuje to lata, czyli aż kochana pociecha wyrośnie z takich zachowań), ponieważ broń Boże nie wolno postraszyć nikogo klapsem, bo to brzydko. Uważam, że nic strasznego się nie stało, a za to i dziecko Ligii i pozostałe dzieci w tej piaskownicy odetchneły, bo wreszcie się ktoś znalazł, kto nie pozwolił krzywdzić swojego dziecka (rozumiem, że chodziło o młodsze dzieci, np. 12 miesieczne dziecko samo się nie obroni przed 3 latkiem). I niestety muszę tu dodać, że takie reakcje zwolenników niebicia są dla mnie dowodem, że można się dać zwariować w każdym kierunku. To samo dotyczy książki Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby do nas mówiły. Wiele przykładów jest przekonujących, ale propozycja, żeby zapobieć na przykład złemu zachowaniu w sklepie poprzez rysowanie razem z dzieckiem, jak pięknie mamie pomaga przed wyprawą do sklepu jest dla mnie pomysłem jak z księżyca, co źle świadczy w ogóle o mentalności autorek. A która normalnie zajmująca się domem i pracą (lub domem) matka (czy ojciec) ma na to czas? A nawet jeżeli miałaby, to moim zdaniem dla dziecka to też jest sygnał, że bardzo wiele mu wolno. Ileż to uwagi i czasu poświęcą rodzice, aby starać się mnie przekonać, żebym ja czasem znów im przy zakupach nie poprzeszkadzał. Nic na skróty. Moim zdaniem można w ten sposób dojść RÓWNIEŻ (podkreślam, nie zawsze, ale rówież) do przekonania że jest się świętą krową, z którą rodzice obchodzą się zawsze jak z jajkiem, w związku z tym można robić z nimi co się chce. Wiem, że niepójście na skróty MOŻE być wyrazem miłości i stanowczości, ale w wielu, bardzo wielu dających się zaobserwować wypadkach mających miejsce wokół nas tym nie jest. Jest natomiast wyrazem bezradności, tak samo jak osławione bicie i wyrasta z rozpowszechnionej ślepej wiary, że nigdy dziecka nie wolno skarcić. I tego zjawiska zdaje się dotyczył post, od którego zaczął się ten bardzo długi wątek. Niestety muszę się z tym zgodzić. Też uważam, że jak dziecko (kilkuletnie) daje matce po twarzy, to nie wynika to z tego, ze jest zmęczone, nadpobudliwe, rozkojarzone, itp., tylko coś w ich wzajemnych relacjach wcześniej nawaliło. Kiedyś to się nazywało brak szacunku. Ani ja swojej matki po twarzy nie biłam, ani w ogóle jej nie biłam i wydaje mi się, że nie brało się to z niczego, na pewno nie z braku mojego temperamentu i w ogóle jakoś bicie rodziców nie było kiedyś rozpowszechnione (zaznaczam, że nie odwołuję się tu do mojego pokolenia, bo chodzi o zachowania dzieci kilkuletnich), ciekawe dlaczego? Serdecznie pozdrawiam, Joanna Odpowiedz Link Zgłoś
mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 01:35 Joanno, tak się zastanawiałam kilkadziesiąt minut bodajże, czy odpisać, bo dochodzę do wniosku, że może faktycznie, przykładem innych osób, nie wypowiadac się na forum (a przeciez chyba po to ono jest), bo można przypadkiem zostać zakwalifikowaną jako matka "tłucząca swoje dziecko" i wrzuconą do jednego wora z tymi co zamykają je w skrzyni bądź duszą zaraz po urodzeniu i wkładają do beczek z kiszona kapustą. Ja tylko odnośnie szacunku do rodziców. Pisałam o sytuacji kiedy dziecko leje matkę po twarzy. Stałam i patrzyłam; tak, na nic więcej nie było mnie stać, bo zszokowana mocno byłam. Mi nigdy do głowy nie przyszlo jako dziecko, aby coś takiego zrobić. Nie mieścilo się to ani w mojej małej główce, ani w większej, ani także teraz do mnie to nie dociera. Mimo tego, że czasem dostałam w dupsko. Ale wiem za co i wiem, biorąc pod uwagę trudy dorosłego życia, że rodzice nie sa w stanie czasem ogarnąć racjonalnie wszystkiego, co stawia ono przed nimi. Mogłabym pisać i pisać, ale wstrzymam się (byc może chwilowo). Dodam tylko, że zostałam wychowana tak dobrze, jak sama bym sobie życzyła wychować swoje dzieci. I szacunku do tej pory do swoich rodziców mi nie brakuje. Dlatego, przyznam, wzbudzaja we mnie oburzenie sytuacje wskazywane zarówno przeze mnie jak i przez inne, co prawda w mniejszości, mamy. Lecz dlaczego wyrażaja swoje zdanie tylko niektóre z nich, tego nie wiem. Być może poprzez wzgląd na potencjalne odrzucenie i prawdopodobną krytykę w innych wątkach, dotyczących dyskusji na zupełnie inne tematy. I jeszcze jedno. Część mam stwierzdiła, że klaps w dzieciństwie powoduje zamknięcie sie dziecka, brak poczucia swojej wartości, zamknięcie w sobie i tym podobne herezje. Jak widać ja, która klapsa zna, swoje zdanie także mam. I nie boję sie go wyrażać. O swoje prawa także walczę jak lwica. Wiem, że w tym dzisiejszym brutalnym świecie nie zginę. I nie "tytułuję" swojej mamy (najukochańszej na świecie, własnie tak :o))) Szanowna Pani Matko; zawszę mówię do niem Mamusiu; nie: "ty", "mama", czy "Jadziu", ale MAMUSIU. Tatusia nie pomijam oczywiście. Nie ze strachu czy z jakiegoś innego bzdetnego powodu, o których mówiły dyskutantki w tym wątku, ale dlatego, że Ich k o c h a m. Pozdrawiam Violetta Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: matki tluczace dzieci ;)) 28.11.03, 11:27 Mi nigdy do głowy nie przyszlo jako dziecko, aby coś takiego zrobić. Nie mieścilo się to ani w mojej małej główce, ani w większej, ani także teraz do mnie to nie dociera. Mimo tego, że czasem dostałam w dupsko. No wlasnie widzisz jakby o tym piszemy od samego poczatku. Czy jestes pewna ze tobie nie przyszlo do glowy i twojej corce nie przyszlo, wynika bardziej z faktu ze zostalas w tylek czy bardziej z takiego faktu ze nie odczuwalas potrzeby zachowan agresywnych. Ty twierdzisz ze bardziej to pierwsze, ja twerdze ze bardziej to drugie i jedynie tym sie roznimy. A twierdze tak, bo mam 4 dzieci nie z matrycy i zdarzylo mi sia takie ktore tluklo czym popadnie w co popadnie (raczej swoja glowa o sciane niz mnie w twarz, ale uderzyc jej sie pare razy mnie zdarzylo co pawda nie w twarz ale zawsze) oraz takie co to nie dosc ze nie tluklo to bylo tluczona i ja chodzilam za nim mowiec "oddaj mu, zobacz przeciez cie bije" ) a rodzice ci sami, metody podobne (bez biscia generalnie..) no slowem tylko czynnik ludzki sie zmienial. Teraz druga sprawa. NIE MAM WIZJI WIOLI TLUCZACEJ IZE I MONIKE JAK POPADNIE I W CO POPADNIE. Mysle ze wylaczywszy wypowiedzi emocjonalne z tego watku, nikt tego wrazenia nie ma. Natomiast widzisz, co co budzi moj sprzeciw, to ocena wychowania matki po jednostkowym zachowaniu dziecka. Ja sie staram z moich przemyslen takie zachowania tepic, chociaz kazdy ma do nich sklonnosc a ja swiata nie jestem. Kiedy widze mame co przy akcji kladzenia sie na podlodze daje dziecku w dupe nie mysle "potwor tlucze dziecko", tylko raczej "nie wytrzymala presji opinii publicznej", "musi byc zmeczona" oraz glownie "ale czemu na oczach calego sklepu kobieto???" Ty pojechalas po najmniejsze linii oporu, ocenilas calosc wychowania i wysmazyas posta. Ostatnia sprawa. Dokladnie tak samo jak ty kocham moich rodzicow. Pomimo tego ze zdarzalo mi sie tluc lbem w sciane i oddac tacie kiedy mi wlasnie dwawl w dupe- nie ysle o nich per glupia habeta i stary rumpel ale mama i tata )) I Uwazam ze wychowali mnie dobrze. Jedyna rzecz w ktorej sie roznimy ty i ja- to akceptacja metod wychowawczych. Ty metody swoich rodzicow akceptujesz bez zastrzezen, ja uwazam ze jeden z niewielu bledow jaki popelnili to wlasnie te klapty, bicia i kary cielesne i tej metody nie pochwalam. natomiast, wiem ze nie karali mnie za rzeczy wyimaginowane lecz za faktyczne przestepstwa i tu sa OK. Mam ochote podyskutowac z toba na priva, ale ostatnio cos sie skarzylas na jakies paszkwile wiec oznajmiam swoja ochote wszem i wobec zeby nie byc posadzona o paszkwilarstwo )) Odpowiedz Link Zgłoś
ashan Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 09:27 jogo2 napisała: > Trochę nie rozumiem, dlaczego tak cię oburzyło to co Ligia powiedziała tej > dziewczynce w piaskownicy. Jeżeli rzeczywiście codziennie zachowywała się > agresywnie wobec innych dzieci (sypanie piaskiem, szczypanie, gryzienie, itp. o > > ile dobrze pamiętam), jej mama nie reaguje na to w odpowiedni sposób (to znaczy > > taki, żeby albo zapobiec każdemu takiemu wystąpieniu, albo tak, żeby już więcej > > się one nie powtarzały, to dlaczego uważasz, że w takiej sytuacji powiedzenie, > że jeżeli będzie ona zachowywać się tak dalej, to dostanie klapsa, jest > oburzające. Mała ma w końcu trzy latka, nie jest to wiek, w którym się nie > rozumie co się robi w sytuacji, w której się albo gryzie, albo sypie piaskiem, > albo w inny sposób odnosi agresywnie do drugiej osoby.(Jak ma się 10, 11 lub 12 > > miesięcy to się może nie rozumie) Myślę, że trzyletnie a nawet młodsze dziecko > rozumie, że wówczas robi coś co jest dla drugiej osoby niemiłe, albo nawet > bardzo niemiłe. Wydaje mi się, że zapowiedź (jedynie zapowiedź, a nie > realizacja) że się zrobi to samo (lub prawie to samo w moim odczuciu) jest w > końcu wdrożeniem wiele razy przez przeciwniczki kar cielesnych wychwalanej > zasady pozwolenia ponoszenia przez dziecko konsekwencji swojego zachowania. Post co prawda do Odalie, ale może ja dodam kilka słów... Z dzieckiem znanym mi z piaskownicy mogę rozmawiać, napominać je wtedy, gdy burzy innym babki, zasypuje dołki . Gdy zachowuje się w sposób niebezpieczny dla innych dzieci rozmawiam zawsze z jego OPIEKUNEM. Oczywiście jest to nieco trudniejsze, niż nastraszenie dziecka. Trzeba wykazać się opanowaniem i chęcią porozumienia, a nie groźbą .Sorry, w takich kwestiach trzy, czy nawet czterolatek to nie jest partner do rozmowy . I jeszcze jedno, gdyby jakakolwiek osoba zachowała się w ten sposób wobec mojego dziecka na pewno spotkałaby się z moim bardzo stanowczym sprzeciwem :- ). I nie wyobrażam sobie Joanno, że Ty na to byś pozwoliła . Oczywiście nasze dzieci to co innego, bo są dobrze wychowane . Ale jeżeli komuś odpowiada, żeby obce dla dziecka osoby (panie z piaskownicy, ze żłobka, przedszkola, a może nawet nauczyciele w szkole - takie tam przecież teraz zdziczenie )) straszyły, dawały klapy w tyłek albo prewencyjnie biły linijką po ręku (żadna krzywda fizyczna się nie dzieje )- w imię wychowania? ponoszenia konsekwencji?. Pisałaś tylko o grożbach słownych? Ale skoro działają, tzn, że dziecko traktuje je poważnie, wierzy w nie. A jeśli nie podziałają? To co? Pozostaje chyba ich realizacja... pozdrawiam ciepło ashan Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: Same tak ...... do ashan i odalie 27.11.03, 15:38 Hej Odalie tak napisałaś ostatnią część postu że musiałam zerknąć na swój i przeczytać o tych moich wyczynach w piaskownicy (sorry odalie , ale używasz słowa "wyczyny" jakbym conajmniej rozebrała się i latała nago po piasku przy dzieciach). Nie uważam że powiedzenie do dziecka że dostanie klapsa jest poniżeniem lub zastraszeniem. Moje zdanie jest takie, że jeśli ktoś nie radzi sobie ze swoim dzieckiem, będącym zagrożeniem dla innych dzieci (bo takich pisałam w swoim poście, ale być może dokładnie go nie przeczytałaś)i nie zamierza interweniować w sytuacji gdy jego dziecko robi krzywdę drugiemu dziecku to niesety musi liczyć się z tym że zostanie mu zwrócona uwaga aby dziecko bawiło sie w miejscu odosobnionym (poraz kolejny piszę że nie chodzi mi o dzieci tak poprostu niegrzeczne, bo takie są prawie wszystkie w pewnym wieku). Przykro mi ale bardziej niż czyjaś obrażona duma, interesuje mnie to aby moje dziecko (i nie tylko moje) miało np. oczy na swoim miejscu (kuzyn mojej bratowej ma sztuczne oko ponieważ jakiś chłopiec postanowił rzucać sobie w niego kamieniem). Piszecie o donosie na policję, to jest poprostu smieszne i żałosne. Czyli jak jakies dziecko wydrapie oko mojemu to mam założyć sprawę sądową i oskarżyć rodziców o nieumiejętność wychowywania dzieci ? Podkreslę jeszcze raz że nie interesuje mnie czyjaś obrażona duma, moim obowiążkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa mojemu dziecku. I poraz kolejny dodaję że nie dotyczy to dzieci niegrzecznych a agresywnych, i nie rocznych a min. trzyletnich. Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
ashan Re:do ligii 27.11.03, 21:00 Miło poczuć się na tyle ważną, ze az adresuje się do mnie posty . Nie wiem tylko, jak treść Twojego ma się do mojej wypowiedzi. Miło mi występować ramię w ramię z Odalie, bo wiele z jej poglądów (wyrażanych na różnych forach) jest mi bliskich. ALe jednak uważam przypisanie mi wypowiedzi Odalie, za lekką przesadę (bo nie podejrzewam, że pisałaś na zasadzie: wiem, że gdzieś dzwonią, tylko nie wiem, w którym kościele ). pzdrw ashan Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: Same tak wychowujecie ...do ashan 27.11.03, 23:06 Hej Przeczytałam Twój wczesniejszy post i dziwi mnie Twoja reakcja. Odnosisz się tam konkretnie do sytuacji, którą ja opisałam. Chyba napisałam że mama tej dziewczynki poprostu miała głęboko w poważaniu co robi jej dziecko. Zwrócenie uwagi dziecku które właśnie dziobie inne patykiem "tak nie wolno" jest tu chyba mało przekonujące. Takiego zachowania nie mozna porównać do zburzenia babki z piasku (uwierz mi, na takie nawet nie zwracam uwagi). Mój post nie dotyczył całkiem normalnych zachowań dzieci (zburzenie babki za takowe uważam)a odnosił sie do dzieci agresywnych. I wiadomo także że nie chodzi mi o dwulatka, a o starsze dzieci. Piszecie cały czas o jakiś zburzonych babkach, a w moim poście zupełnie nie o to chodziło. Więc chyba te dzwony nie dotyczą mnie jednej. jogo 2 i mamaizyimoniki pisały o sytuacjach o które mi chodziło. Czy tylko one czytają ze zrozumieniem ? Pozdrowienia Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
odalie do Jogo2 27.11.03, 14:46 Hej! To, co powiedziała Ligia tej dziewczynce w piaskownicy to była groźba naruszenia nietykalności cielesnej. Gdyby Ligia była konsekwentna (a dziecko szybko wyłapuje sprzeczności w deklaracjach i zachowaniu i jedynie konsekwencja do dziecka przemawia), powinna po kolejnym wybryku tej dziewczynki uderzyć ją. Mama tej małej miałaby prawo wezwać policję, a Ligia odpowiadałaby za pobicie/naruszenie nietykalności. Naprawdę zastanawiam się, czy Ligia albo Ty chciałybyście, aby Wasze dzieci dostawały w pupsko w przedszkolu/szkole/na placu zabaw od innych mam? A nie powiesz mi, że Twoje dziecko jest święte 24 godziny na dobę, 365 dni w roku... A co do pomysłu na uspokojenie tamtej dziewczynki - ja miałabym dwa: po pierwsze, zorganizować dla niej i innych dzieci jakąś wciągającą zabawę (podejrzewam, że mała rozrabiała poniekąd z nudów, brakowało jej partnerów w odpowiednim wieku - taki mój domysł, bo z postu Ligii nie wynika), po drugie - opisałabym uczucia skrzywdzonego dziecka, nie tylko "nie rób tak!" ale "teraz mojego synka boli..., jest mu przykro i smutno". Jak widać, nie chodzi o odgryzanie się metodą "ząb za ząb". Poza tym, trudno, ale gdyby się sytuacja powtarzała, porozmawiałabym z opiekunem tej dziewczynki (a gdyby mi nie zależało na konkretnym placu zabaw, po prostu byśmy sobie z młodą stamtąd poszły gdzie indziej i tyle). Co do metod wychowania - nie trzeba studiować stosów książek, wystarczy pamiętać, że dziecko nie jest naszą własnością, ma swoją godność i należy mu się jak każdej ludzkiej istocie szacunek. Czy to takie trudne? Piszesz: > ale propozycja, żeby zapobieć na przykład > > złemu zachowaniu w sklepie poprzez rysowanie razem z dzieckiem, jak pięknie > mamie pomaga przed wyprawą do sklepu jest dla mnie pomysłem jak z księżyca, co > źle świadczy w ogóle o mentalności autorek. Naprawdę nie wiem, jak to skomentować. Jak Twoja wypowiedź może świadczyć o Twojej mentalności... To, że Ty Jogo nigdy nie rysowałaś z dzieckiem listy zakupów nie znaczy jeszcze, że nie jest to możliwe czy wykonalne. Wyobraź sobie, jest to możliwe i wykonalne, a na dodatek sprawia wielką uciechę zarówno mamie, jak i dziecku. > A która normalnie zajmująca się > domem i pracą (lub domem) matka (czy ojciec) ma na to czas? Też nie bardzo wiem, jak na to odpowiedzieć - przerażasz mnie, Jogo. Masz dziecko i nie potrafisz wyobrazić sobie, że można poświęcić jakieś 10-15 minut, aby usiąść na kanapie, wziąć do ręki blok i kredkę i pomazgać, tworząc z dzieckiem listę sprawunków?! Naprawdę brakuje na to czasu? > A nawet jeżeli > miałaby, to moim zdaniem dla dziecka to też jest sygnał, że bardzo wiele mu > wolno. Ileż to uwagi i czasu poświęcą rodzice, aby starać się mnie przekonać, > żebym ja czasem znów im przy zakupach nie poprzeszkadzał Nie stosowałaś tej metody, więc trochę się dziwię, czemu wypowiadasz się w taki sposób, skad to przekonanie. Otóż mylisz się. Dla dziecka jest to sygnał, że mama je szanuje, że się dla niej liczy, że może okazać swoją samodzielność, swoją "dorosłość". Dziecko jest naprawdę przejęte odpowiedzialnością, którą mama mu powierza. Przeżywa przyjemność wspólnego rysowania, a na zakupy czeka jak na wielką frajdę. Z prozy życia powstaje wspólna zabawa. Zakupy nie są katorgą do odbębnienia, tylko kolejna okazją, aby obserwować rozwój dziecka i budować z nim więź opartą na miłości. Zapewniam Cię, że dziecko przerabiające z mamą takie "pisanie listy zakupów" nie będzie przeszkadzało w sklepie, więc o co chodzi i w czym problem? Chyba domyślam się, w czym. Ty Jogo postrzegasz dzieci jak małych, wyrachowanych dorosłych. Niby wystarczy powiedzieć raz, a już powinno trafić do łba, bo jak nie, to klaps w tyłek. Ale dzieci tak nie funkcjonują. Nie wystarczy raz powiedzieć. Trzeba kilkanaście razy pokazać. Odpowiedz Link Zgłoś
ann_mart Re: do Jogo2 27.11.03, 15:12 Odalie - z ust mi to wyjęłaś. Dla dziecka nigdy nie szkoda czasu, sprawy domowe mogą poczekać, można też w miarę możliwości i wieku dziecka próbować je do nich włączać i różna rzeczy robić razem... No ale Jogo pewnie i to uznałaby za stratę czasu bo przecież samemu szybciej... Pozdrawiam Anka Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: do Jogo2 27.11.03, 15:18 A ja powiem nawęt więcej - ja, tak jak zdaje się Adzia )) nie bardzo potrafię bawić się z córeczką w jej zabawy ("mamoooo, graj ta lalką..."). Wolę razem z nią sprzątać, gotować, planować, albo czytać jej lub łazić na spacery. Pewne pomysły typu rysowanie listy zakupów nie dość, że procentują nienagannym zachowaniem dziecka, to jeszcze poddają pomysły na zabawę inną niż "granie lalkami". Dlatego tak je lubię )))) Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: do Jogo2 27.11.03, 15:19 A bo to wygląda na to, że Jogo zajęta dzieckiem nie ma czasu dla dziecka Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: do Jogo2 27.11.03, 15:41 Odalie i jeszcze jedno nie widze powodu, abym to ja opuszczała ten plac zabaw. Chyba powinna zrobić to druga ze stron. Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
jogo2 Re: do Jogo2 27.11.03, 16:54 Droga Odalie, Po przeczytaniu postu Ashan już już miałam napisać, że przekonała mnie, niestety, akurat wtedy nie miałam więcej czasu niż na napisanie tego jednego zdania, a chciałam napisać więcej. Wracam do domu i co widzę, tyle odpowiedzi na mój list, i to jakich. Napisałam co myślę, co dowiedziałam się w zamian. Rozmaite sugestie, że nie mam czasu dla dziecka, że pewnie nie potrafię bawić się w zabawy, które by się dziecku podobały, nie mam w tej chwili czasu zamieszczać dokładnych cytatów z Twoich i jeszcze drugiej pani, której nicka nie pamiętam postów, ale powiedz mi, po co to? Dlaczego w Was jest dziewczyny tyle jadu wobec kogoś, kto myśli inaczej niż Wy i ośmielił się wyrazić swoje zdanie? Zresztą w całej tej dyskusji wiele jest tego przykładów kompletnie nierzeczowych odpowiedzi, za to dających wyraz negatywnym emocjom. Uważam, że na takie przytyki nie zasłużyłam, w swoim liście starałam się być rzeczowa, na ile mi to wyszło czytelnikom oceniać, ale w każdym razie nie sprowadziłam wyrażenia swojego odmiennego zdania do kilku złośliwych przytyków, a też mogłabym. Jeżeli Cię to tak denerwuje, że ktoś z tobą polemizuje, to masz za słabe nerwy na dyskutowanie. Oczywiście Ty, Odalie, jesteś w dużej grupie pań o zblizonych poglądach na pewną kwestię, o której tu dyskutujemy, czego nie mogę powiedzieć o sobie i, jak się okazuje, jaka to przyjemność dowalić komuś będąc w kupie (sorry, ktoś może odebrać ten wyraz dwuznacznie, jest to parafraza staropolskiego przysłowia, że w kupie raźniej). Serdecznie pozdrawiam, Joanna Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: do Jogo2 27.11.03, 17:56 Jogo, Jogo, weź Ty i przeczytaj moje posty, a _potem_ się zabierz za odpowiadanie, bo jakoś nie na temat odpowiadasz. Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: do Jogo2 27.11.03, 18:20 Jogo, przejrzałam posty wyżej i co znalazłam: - Twoje: > To samo dotyczy > książki Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby do nas mówiły. > Wiele przykładów jest przekonujących, ale propozycja, żeby zapobieć na > przykład > złemu zachowaniu w sklepie poprzez rysowanie razem z dzieckiem, jak pięknie > mamie pomaga przed wyprawą do sklepu jest dla mnie pomysłem jak z księżyca, > co > źle świadczy w ogóle o mentalności autorek. A która normalnie zajmująca się > domem i pracą (lub domem) matka (czy ojciec) ma na to czas? Pytam więc jeszcze raz - czy i dlaczego uważasz, że normalnie zajmujące się domem mamy nie są w stanie realizować zasad "Jak mówić..."? Dlaczego propozycja z "Jak mówić..." ma źle świadczyć o mentalności autorek? Podaj mi proszę, czemu Ty osobiście nie masz czasu na rysowanie zakupów i uważasz to za tak niemożliwy do wykonania pomysł. Po lekturze Twojego postu powyżej ("A która normalnie zajmująca się domem i pracą (lub domem) matka (czy ojciec) ma na to czas?") nasuwa się myśl, że przy dziecku realizujesz program minimum i na większy wysiłek włożony w wychowanie Cię nie stać. Pewnie jest jakiś inny powód, ale ja go nie znam, bo o tym nie pisałaś. Pamiętaj, odczytuję tylko posty, nic więcej, więc warto dbać o precyzję. ........................ A to jest cytat z mojego postu i dotyczy mojej osoby, więc nie pisz, że ja Tobie zarzucam, że się nie potrafisz bawić z dzieckiem - pisałam o sobie, jak "Jak mówić..." sprawdza się w moim wypadku: >A ja powiem nawęt więcej - ja, tak jak zdaje się Adzia )) nie bardzo >potrafię >bawić się z córeczką w jej zabawy ("mamoooo, graj ta lalką..."). Wolę razem z >nią sprzątać, gotować, planować, albo czytać jej lub łazić na spacery. Nie doczytałas się, skoro piszesz że: >że pewnie nie potrafię bawić > się w zabawy, które by się dziecku podobały ............................. Nie wiem, czy jestem w mniejszości, czy w większości, i co to ma mieć do rzeczy. Zdaje się, że na tym wątku jest kilka osób o zbliżonych poglądach i po jednej, i drugiej stronie. Argumenty skierowane wyłącznie do mojej osoby a nie do treści moich postów (najwyraźniej przez Ciebie niedoczytanych) jakoś mnie nie przekonują. Bo to nie są w ogóle argumenty ))))) Piszesz Jogo: > w swoim liście starałam się być rzeczowa, na > ile mi to wyszło czytelnikom oceniać, no i masz babo placek ))) ja, jako czytelnik, oceniłam że nie jesteś rzeczowa, wypisujesz banialuki typu "żadna matka nie ma czasu poświęcić chwilki na przygotowanie dziecka przed zakupami". Jak masz ochotę na wykazanie się rzeczowym podejściem do dyskusji, to odpowiedz na moje pytania a propos "Jak mówić..." i pomysłu z rysowaniem zakupów, naprawdę mnie interesuje czmu ten pomysł jest wedłu Ciebie taki nierealny i "źle świadczy o mentalności autorek". Odpowiedz Link Zgłoś
ashan Re: do Jogo2 27.11.03, 20:47 jogo2 napisała: > Droga Odalie, > > Po przeczytaniu postu Ashan już już miałam napisać, że przekonała mnie, > niestety, akurat wtedy nie miałam więcej czasu niż na napisanie tego jednego > zdania, a chciałam napisać więcej. Wracam do domu i co widzę, tyle odpowiedzi > na mój list, i to jakich. Joanna, ratunku! To znaczy, że już się ze mną nie zgadzasz, bo przeczytałaś posty innych dziewczyn ? Naprawdę nie mam rozszczepienia jaźni Występuję pod jednym nickiem na całym forum . Nie wdając się w dyskusje, które w ciągu dnia tu rozgorzały, wyjaśnię może o co mi chodziło. Mianowicie o konsekwencję właśnie. Zwrócenie uwagi jest skuteczne wtedy, gdy dziecko zrozumie, że źle zrobiło i nie zechce tego powtarzać (bo może się zdarzyć, że w ramach eksperymentu spróbuje jednak posypać koledze jeszcze raz główkę pisakiem). Można użyć groźby: nie będziemy się z Tobą bawić, powiem Twojej opiekunce/mamie, za chwilę zrobię Ci to samo, za chwilę dam Ci klapsa. I o ile te dwa pierwsze wyjścia są dla mnie do przyjęcia, to dwa następne nie. Dlaczego? Dlatego, ze trzeba być świadomym, że sama groźba nie da rezultatu i dziecko jeszcze raz zrobi to, czego nie powinno. I co wtedy? Mogę zabrać swoje dziecko, mogę porozmawiać z matką/opiekunką. NIE MOGĘ obsypać dziecka piaskiem ani przylać mu klapsa. A jeżeli nie mogę, to następnym razem moją uwagę dane dziecko z góry oleje. I tyle. Nie raz byłam w sytuacji, gdy zmienialiśmy na kilka dni plac zabaw, bo na "nasz" przybywało jakieś wyjątkowo "dzikie" dziecko. Mnie korona z głowy nie spadła, mój synek poznał nowy placyk i nowe dzieci, a gdy po pewnym czasie wracaliśmy na "stare śmiecie" wszystko zyskiwało dla bejbisa urok nowości. Oczywiście, nie zawsze jest różowo i łatwo. Czasami mój maluch (latem miał dwa latka z maleńkim haczykiem) doprowadzał do rozpaczy inne dzieci, bo namiętnie (i podstępnie ) niszczył innym babki, kopał w piachu z takim zapałem, że wszyscy wokół wydłubywali piasek z oczu i włosów. Mimo, ze dwoiłam się i troiłam, zawsze znalazł coś co można było zepsuć . Sposób? Gdy on zniszczył, ja odbudowywałam w dwójnasób . Kopałam dołki, budowałam zamki i garaże , ocierałam zasypane piaskiem buźki. Nigdy nie usłyszałam złego słowa pod swoim adresem, ani skierowanego do niego tekstu: jak jeszcze raz to zrobisz, to dostaniesz klapsa (może dlatego, że dużą kobietą jestem i respekt należny wzbudzam ) Raz jeden babcia ok. pięcioletniej dziewczynki powiedziała do niej (po zepsuciu przez małego babki, którą babcia chwilę wcześniej zrobiła - wnuczka siedziała i patrzyła, babcia pracowicie budowała :- )) - popatrz co zrobił ten źle wychowany dzieciak! W ten sposób został podsumowany dwulatek, a ja przyznaję, wtedy właśnie przestałam się przejmować opiniami mam, babć, opiekunek, dla których miarą dobrego/złego wychowania jest stosunek dwulatka do budowli z piasku . Acha, mój pierwszy syn był cudownym, grzecznym dzieckiem, któremu zawsze inne dzieci psuły, niszczyły, obsypywały, popychały, a on ustępował. I zawsze patrzyłam z wyższością na matki, które nie potrafią (a może nawet o zgrozo nie chcą ) wychowywać swoich dzieci tak dobrze i skutecznie, jak ja to robię :- ). Życie nieco zweryfikowało moje poglądy nt. wychowania. Zwłaszcza jeżeli chodzi o cudze dzieci ))) pozdrawiam jeszcze raz ashan Odpowiedz Link Zgłoś
mamaizyimoniki Re: do Jogo2 27.11.03, 22:18 A co do pomysłu na uspokojenie tamtej dziewczynki - ja miałabym dwa: po > pierwsze, zorganizować dla niej i innych dzieci jakąś wciągającą zabawę > (podejrzewam, że mała rozrabiała poniekąd z nudów, brakowało jej partnerów w > odpowiednim wieku - taki mój domysł, bo z postu Ligii nie wynika), po drugie - > opisałabym uczucia skrzywdzonego dziecka, nie tylko "nie rób tak!" ale "teraz > mojego synka boli..., jest mu przykro i smutno". Jak widać, nie chodzi o > odgryzanie się metodą "ząb za ząb". No nie żartuj sobie... Widzisz jak jakies dziecko np. wymachuje rozbitą butelką, którą właśnie znalazł, bądź celuje kamieniami w oko twojego dziecka, a ty podchodzisz i mówisz mu: "przepraszam, słodki chłopczyku, ale mój synek jest teraz smutny / boli go / przykro mu"???????????????? A może jeszcze spytasz, czy nie boli go rączka, bo tak się namachał?... A może połączysz się z nim duchowo i przejmiesz jego emocje???... Dla mnie to ewidentny przykład tego, że świrnięta jesteś. Tak napiszę to, bo tak właśnie myślę. Napisałaś taką bzdurę, że mózg sie lasuje. Najciekwasze jest to, że byłabyś tak spokojna w owej sytuacji... Odpowiedz Link Zgłoś
umargos Re: do Jogo2 27.11.03, 22:49 Ja się wypowiem jako osoba, która dawno temu dała klapsa nie-swojemu dziecku (jeszcze dziś, po kilku latach pamietam i mam wyrzuty sumienia z tego powodu :[[[). Przylałam w tyłek mojemu siostrzeńcowi. Nie powiem, że nie zasłuzył na karę, choć oczywiście nie do mnie należało karanie. Miał wtedy chyba 4 lata, zachowywał się wobec mnie, no...powiedzmy agresywnie. Moje perswazje nie skutkowały, a moja siostra (jego mama) nie reagowała, a ja nie wytrzymałam. Jak dostał zareagowała, całkiem słusznie zresztą, bo objechała mnie z góry na dól, że tylko oni (w sensie rodzice) maja prawo wymierzania kar (bynajmniej nie rozdzielają klapsów). Potem palnęła mowę dziecku i problem zniknął. I tak sobie myślę, że gdyby zareagowała wcześniej, czyli palnęła tą mowę wcześniej problem by nie zaistniał lub został zduszony w tzw. zarodku. Innymi słowy to od rodziców/opiekunów dziecka zależy jak ono będzie się zachowywać. I tylko do nich należy karanie i wyciąganie konsekwencji. A jeszcze na przykładzie mojej siostry wiem, że klapsy wcale nie są koniecznym elementem wychowywania, bo oni swoich dzieci (obecnie 3) nie biją "z założenia" a dzieci jakoś całkiem dobrze wychowane. mamaizyimoniki napisała: > Widzisz jak jakies dziecko np. wymachuje rozbitą butelką, którą właśnie > znalazł, bądź celuje kamieniami w oko twojego dziecka, a ty podchodzisz i > mówisz mu: "przepraszam, słodki chłopczyku, ale mój synek jest teraz smutny / > boli go / przykro mu"???????????????? Nic nie mówisz tylko w trybie natychmiastowym zabierasz swoje dziecko z miejsca zagrożenia, bo w przeciwieństwie do matki/opiekuna dziecka, które tak się zachowuje, jesteś obok i reagujesz od razu. > > Dla mnie to ewidentny przykład tego, że świrnięta jesteś. Bez komentarza... > Najciekwasze jest to, że byłabyś tak spokojna w owej sytuacji... W takiej sytuacji nikt nie byłby spokojny, ale każdy "normalny" kierowałby swoje działania do swojego dziecka.... I tak jeszcze a propos tłumienia "buntów" w wątku tytułowym. Moje dziecko jest za małe, nie przeżywa. Ale dobrze pamietam ten etap rozwojowy w życiu mojej dużo młodszej siostry. Nawet moi rodzice byli zaskoczeni, w końcu było to ich czwarte dziecko, ale pierwsze które się tak zachowywało. Mimo to nikomu nie przyszło do głowy (nawet mojej "tradycyjnej" mamie), że dziecko w takim stanie można uderzyć. Najlepszą metodą było ignorowanie. W warunkach domowych wyjście do sąsiedniego pomieszczenia, bez podejmowania jakichkolwiek prób uspokajania. Dziecko uspokajało się samo dosyć szybko i mniej więcej po miesiącu (i kilku takich atakach) problem zniknął i nigdy nie powrócił. Pozdrawiam Ula > > Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: do Jogo2 28.11.03, 09:54 Hej! Oj, uśmiałam się jak norka ))))))))) Bardzo mi miło, że _Ty_ (ze swoimi poglądami, jakie tu reprezentujesz) nazywasz mnie świrnietą ))))))))))) to zaiste wielka nobilitacja. Szkoda, że kamerek internetowych na forum nie ma, byś widziała, jak mnie ubawiłaś. Sorriii, ale czy Ty złotko myślisz, że co niby, zdeprymujesz mnie? obrazisz? uciszysz? .................. Mamoizy, kiedy Ty się nauczysz wreszcie, że na sieci nie ma innego kanału informacji, jak tylko i wyłącznie słowo pisane. Z postów Ligii nie dało się wyczytać, że dziewczynka wywijała rozbitą butelką. Przypomnę, że napisałam co następuje: > taki mój domysł, bo z postu Ligii nie wynika Gdyby wywijała rozbitą butelką, ja bym po prostu chwyciła moje dziecko i poszła sobie w siną dal, na inny placyk. Bodajże Ligia wyraziła opinię, że to nie ona powinna opuszczać plac zabaw - ale fakt jest taki, jak ja to widzę, że zabawy na placykach to nie próba sił, jeśli się nie da wynegocjować spokojnej, bezpiecznej zabawy, trudno, nie widzę sensu w walce o przestrzeń życiową, byle postawić na swoim. Nie raz i nie dwa zdarzały nam się kontakty w agresywnymi czy nadpobudliwymi dziećmi (dla mnie to nie to samo, ale i dziecko nadpobudliwe, choć nie ma złych intencji, może niechcąco przyłożyć kolegom z piaskownicy). Nie siadałam wtedy na ławce z dala od bawiących się dzieci, tylko starałam się być jak najbliżej moje młodej. No i trudno, bywało że ją w ostatniej chwili odsunęłam a nawet osłoniłam, blokując cios. Napisałaś: > Widzisz jak jakies dziecko np. wymachuje rozbitą butelką, którą właśnie > znalazł, bądź celuje kamieniami w oko twojego dziecka, a ty podchodzisz Nie, złotko, nie podchodzę ))) tylko zabieram moją młodą albo nawet - o zgrozo!!! - zabieram kamień dziecku/blokuję jego rękę (taki fizyczny kontakt dopuszczam). > mówisz mu: "przepraszam, słodki chłopczyku, Nie widzę sensu w dodawaniu "słodki chłopczyku". Odwrotnie, ton mojego głosu byłby zdecydowany, nie podniesiony, ale z autorytetem. > ale mój synek jest teraz smutny / > boli go / przykro mu"???????????????? To bym powiedziała dziecku, które w jakiś sposób skrzywdziło moje, ale oczywiście po tym, jak zajęłabym się ofiarą. Nie miałam i nie mam na myśli sytuacji ekstremalnych (wywijanie tulipankiem )))) ) > A może jeszcze spytasz, czy nie boli go > rączka, bo tak się namachał?... Nie, kochanie. > A może połączysz się z nim duchowo i przejmiesz > > jego emocje???... Wiesz co, kochanie? A w pewnym sensie - tak! Żeby zrozumieć jego schemat zachowania, zrozumieć jak to dziecko reaguje i funkcjonuje - muszę jakoś zrozumieć zachowanie agresora - że tak powiem, rozgryźć je. ..................... Pozdrowionka! Odpowiedz Link Zgłoś
adzia_a Wiesz co Odalie ;-) 28.11.03, 11:42 Ty rzeczywiście musisz być świrnięta , skoro Ci się chce tak obszernie tłumaczyć. Ja już odpuszczam. Jak ktoś wie lepiej, to mi na niego czasu szkoda, co najwyżej mogę przytaknąć. Takie przytakiwanie jest bardzo miłe, mam nadzieję, że odbierane z przyjemnością, no to czemu mam komuś przyjemności nie zrobić, tym bardziej, że mnie to nic nie kosztuje. Tak więc przytakuję. A osobom, które wszystko widziały, wszystko wiedzą i mają w ręku wytrych do każdego dziecka i każdej sytuacji proponuję założenie forum prywatnego pt. "Ludzie i problemy którymi gardzę". To nie takie trudne Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 15:24 Hej Tak napisałaś ostatnią część postu że musiałam zerknąć na swój i przeczytać o tych moich wyczynach w piaskownicy (sorry, ale używasz słowa "wyczyny" jakbym conajmniej rozebrała się i latała nago po piasku przy dzieciach). Nie uważam że powiedzenie do dziecka że dostanie klapsa jest poniżeniem lub zastraszeniem. Moje zdanie jest takie, że jeśli ktoś nie radzi sobie ze swoim dzieckiem, będącym zagrożeniem dla innych dzieci (bo takich pisałam w swoim poście, ale być może dokładnie go nie przeczytałaś)i nie zamierza interweniować w sytuacji gdy jego dziecko robi krzywdę drugiemu dziecku to niesety musi liczyć się z tym że zostanie mu zwrócona uwaga aby dziecko bawiło sie w miejscu odosobnionym (poraz kolejny piszę że nie chodzi mi o dzieci tak poprostu niegrzeczne, bo takie są prawie wszystkie w pewnym wieku). Przykro mi ale bardziej niż czyjaś obrażona duma, interesuje mnie to aby moje dziecko (i nie tylko moje) miało np. oczy na swoim miejscu (kuzyn mojej bratowej ma sztuczne oko ponieważ jakiś chłopiec postanowił rzucać sobie w niego kamieniem). Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
adzia_a Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 15:40 Ale Ligia, przecież każdemu z nas zależy, żeby jego dziecku nikt nie zagrażał, no nie? Z tym, że to można załatwić na tysiąc innych sposobów. Pogadać z matką dziecka. W sytuacji awaryjnej złapać dziecko za rękę, odciągnąć - jeśli zamierza się do rzucania lub bicia - jak sądzę, rodzic nie powinien mieć o to pretensji. Cudze dziecko można też pouczyć, nawet ochrzanić - tu wiele osób może się ze mną nie zgadzać, ale jesli nie ma się innego wyjscia... Można dziecko postraszyć, że skoro się nie umie bawić z naszym, to nasze nie będzie się z nim bawiło. No bo właśnie - nie odpowiedziałaś na pytania: jaki byłby Twój nastepny krok, gdyby córeczka koleżanki pomimo Twojej groźby, nadal prześladowała Twojego synka? Trzeba by było groźbę spełnić, prawda? PS. Nie myśl, że Cię pouczam, też miałam do czynienia na placu zabaw z dziewczynką, która prześladowała moją córeczkę, ale naprawdę nie przyszłoby mi do głowy, żeby aż jej klapsem grozić. Chyba jak coś komuś obiecujemy, to powinno to być w zakresie naszych możliwości, prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 15:51 Hej Adzia Z mamą tej dziewczynki rozmawiałam parę razy, rozmawiałam ja i inne mamy też. W tej chwili jest tak (po paru interwencjach) że gdy owa dziewczynka zaczyna "szaleć" niestety zostaje zabierana przez swoją mamę z placu zabaw. Wybaczcie dziewczyny ale są pewne rzeczy na które dorosli nie mogą sobie pozwolić, jeśli np. moje dziecko pluje na moją koleżankę lub tłucze inne dzieci, a ja w żaden sposób nie mogę nad tym zapanować (sytuacja abstrakcyjna) wtedy niestety to ja musze zabrać dziecko i odejść, a nie nikt inny. Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 22:34 adzia_a napisała: > Ale Ligia, przecież każdemu z nas zależy, żeby jego dziecku nikt nie zagrażał, > no nie? Z tym, że to można załatwić na tysiąc innych sposobów. > > Pogadać z matką dziecka. > W sytuacji awaryjnej złapać dziecko za rękę, odciągnąć - jeśli zamierza się do > rzucania lub bicia - jak sądzę, rodzic nie powinien mieć o to pretensji. > Cudze dziecko można też pouczyć, nawet ochrzanić - tu wiele osób może się ze > mną nie zgadzać, ale jesli nie ma się innego wyjscia... > Można dziecko postraszyć, że skoro się nie umie bawić z naszym, to nasze nie > będzie się z nim bawiło. > > No bo właśnie - nie odpowiedziałaś na pytania: jaki byłby Twój nastepny krok, > gdyby córeczka koleżanki pomimo Twojej groźby, nadal prześladowała Twojego > synka? Trzeba by było groźbę spełnić, prawda? > > PS. Nie myśl, że Cię pouczam, też miałam do czynienia na placu zabaw z > dziewczynką, która prześladowała moją córeczkę, ale naprawdę nie przyszłoby mi > do głowy, żeby aż jej klapsem grozić. Chyba jak coś komuś obiecujemy, to > powinno to być w zakresie naszych możliwości, prawda? > Taaak... Pewnie postraszyłaś ją, że skoro nie umie bawić się z twoja córką, to ta twoja nie będzie sie z nia bawiła... A tobie się wydaje, ze dla takiej, co "prześladuje" (hmm, ciekawe w jaki sposób, bo tego jeszcze nie słyszałam?...) to akurat będzie to straszną groźbą?! Odpowiedz Link Zgłoś
ashan Re: do mamyizy... 27.11.03, 22:46 Mam pytanie konkretne: jak TY byś zareagowała, gdyby po postraszeniu dziecka klapsem ono nadal przymierzało się do rzucenia kamieniem, czy nadal waliło pięściami jedną z Twoich cór? Powtarzałabyś, ze dostanie klapsa, dałabyś klapsa, zabrała swoje dziecko? Nie odbieraj tego postu, jako atak na siebie. Staram się tylko zrozumieć Twój tok rozumowania. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
adzia_a Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 28.11.03, 08:30 mamaizyimoniki napisała: > Taaak... Pewnie postraszyłaś ją, że skoro nie umie bawić się z twoja córką, to > ta twoja nie będzie sie z nia bawiła... A tobie się wydaje, ze dla takiej, > co "prześladuje" (hmm, ciekawe w jaki sposób, bo tego jeszcze nie > słyszałam?...) to akurat będzie to straszną groźbą?! Oczywiście, Wiola, Ty wiesz lepiej )))) Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: a propos ligii, jogo i odalie ;)) 28.11.03, 11:44 "Trzyletnia córka mojej koleżanki uderzyła kubełkiem mojego rocznego wówczas synka, tak że o mały włos nie złamała mu paluszków, innym razem patykiem podrapała mu twarz (koło oka). Reakcja mojej koleżanki (mamy tej dziewczynki) była taka że grzecznie zwróciła uwagę dzieczynce ...tak nie wolno. Więc nastepnym razem, gdy mała chciała rzucić kamieniem (sporym) w mojego Maćka, powiedziłam małej łobuzicy że jak będzie: biła, popychała, szczypała, gryzła, sypała piaskiem w inne dzieci i ich mamy itp. (tak, to były całkiem naturalne i codzienne zachowania), to poprostu ja dam jej klapsa. Poskutkowało. Koleżanka słowa nie pisnęła (dalej się spotykamy), może z obawy że inne mamy też dorzucą swoje "trzy grosze". Tak więc nie wszystkie dzieci są tak spokojne że wystarczy tylko tłumaczenie, a pewne sytuacje, jak już wcześniej pisałam są niedopuszczalne, ponieważ mogą doprowadzić do nieszczęścia. " Siem przychylam do zdania odalie. Dlaczego? Poniewaz jak to odalie zauwazyla, jedynym szczesciem bylo ze dziewczynka z ciekawosci/ przekory/ zlosliwosci/ nudow nie walnela tym kamieniem. A gdyby walnela? Wlalybyscie jej? Serio??? Ja po pierwsze zabralabym swoje dziecko z zasiegu kamienia i innych takich. Po drugie ZARZADALAMBYM od mamy dziewczynki by ja uspokoila bo ja sie boje o swoje dziecko. Po trzecie jesli mam nie bylaby skonna do wspolpracy- zabralabym jej ten kamien, patyk czy kubelek, oczywiscie tak jak odalie powiedzialabym o tym ze moze zrobic krzywde, ze dziecko bedzie plakac, ze bedzie mu przykro i ze powinna przeprosic. Oraz oddalila sie z takowego placu zabaw. Uwazam bowiem ze chociaz zachowanie mamy w opisanym przypadku nie bylo adekwatne do sytuacji to jednak JEJ dziecko i JEJ sprawa. Ja moge chronic swoje dziecko ogniem i mieczem, ale nie wolno mi obcego dziecka bic czy grozic mu i basta. Kiedy zas moje dziecko np sypie piaskiem (bo male i glupie) czy z nudow kogos szturcha reaguje zazwyczaj w sposob zdecydowany, przytrzymujac raczki, zabierajac delikwenta w ustonne miejsce i zapowiadajac mu ze jeszcze jedna proba i spacer sie skonczy. Bawie sie wtery tez z nim w razie potrzeby lapiac za lapy, a jesli proba faktycznie nastapi- faktycznie zbieram zabawki i sie zmywam. Nigdy zadna mama nie miala do mnie zalu ze nie reaguje na sytuacje a ponewaz moje dzieci znaja mnie z uporu i stanowczosci co do pewnych zachowan ( a agresja jest jednym z zachowan ktorych nie akceptuje i wykorzeniam) to zazwyczaj jeden krotszy spacer wystarcza )) Naprawde dziwczyny pomiedzy grzecznym proszeniem a klapem jest jeszcze caly system zachowan ktory kulturalnemu czlowiekowi pozwala na wyrazenie zdecydowanego sprzeciwu. W przedszkolach jakos udaje sie to stosowac bo nie slysze zeby przedszkolanki masowo dawaly klapsy. Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: a propos - do gosi :-) 28.11.03, 17:30 Sorry, palec mi poleciał. Szczerze mówiąć juz nie mam siły poraz kolejny pisać że mam gdzieś ewentualną urażoną dumę mamy Kasi (powiedzmy że tak się nazywała ta dziewczynka). Widocznie jej nie przeszkadzało to co powiedziałam, może juz straciła siłę i ochotę na tłumaczenie Kasi że tak nie wolno. Ale to juz jej problem, nie mój. Siedziało nas tam kilka mam i ogrom dzieci w róznym wieku. Mama Kasi z wygody może nie zwróciła mi uwagi poniewaz nie chciała wysłuchiwać od innych mam że powinna bardziej reagować na takie rzeczy. Pisałam już wczesniej że jesli ktoś nie radzi sobie z agresją swojego brzdąca i nie zamierza interweniować to niech nie przychodzi w miejsca gdzie są dzieci. Nie jestem postrachem osiedla straszącym wszystkie dzieci klapsem ale moje nerwy i cierpliwość tez mają granice. I znów przypomnę że z mamą Kasi rozmawiałam ja i wiele innych mam, a sytuacje bicia, gryzienia itp ze strony Kasi były normalką i działo się to co chwila (a patyki i kamienie zabierałyśmy jej często i niestety nic to nie pomagało, wręcz przeciwnie potrafiła wtedy ze złości opluć lub rzucić piaskiem w dorosłą osobę). Więc nadal nie widzę nic złego w mojej reakcji. Jesli ktoś reaguje w taki sposób jak Magda (powiedzmy że tak ma na imię mama Kasi) to niestety musi być przygotowany na takie reakcje i uwagi. A jesli jej sie to nie podoba to ONA musi opuścić dany plac zabaw a nie nikt inny. Nadal nie jestem pewna że żadna z Was nie zareagowała by podobnie gdyby Wasze dzieci ciągle były posiniaczone, podrapane i pogryzione przez dużą już Kasię. Jeśli tak to Nobel za odporość i Nobel za cierpliwość w poszukiwaniu coraz to nowych placyków dla swoich dzieci (mama Kasi lgnie do nas jak rzepik i na Ursynowie tez pewnie by nas znalazła) I proszę, nie piszcie że chodzenie po osiedlu i innych placach zabaw to wielka przyjemność, ponieważ u mnie na osiedlu nie ma ich stu. I nie porównujecie tej sytuacji do burzenia babek z piasku lub zabieraniu łopatki czy grabek ponieważ sytuacja jest o wiele powazniejsza. Pozdrowienia Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
mamongabrysi Re: a propos - do ligii 28.11.03, 21:47 Dalej jednak nie odpowiedziałaś na pytanie, które każda z polemizujących tu z tobą osób ci zadaje a które jest zdaje się istota sprawy - a nie jak to odbierasz urażona duma mamy niegrzecznej dziewczynki. Mianowicie:co zrobiłabyś gdyby ta dziewczynka nie zareagowała na twoja groźbę? Bardzo proszę o odpowiedź. Ania Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: a propos - do ligii - odpowiadam 29.11.03, 00:00 Napisałam post ale mi go wcięło. Pisze jeszcze raz. Nie uderzyłabym Kasi, jeśli o to Ci chodzi. Mama Kasi sama zaproponowała mi (oraz innym mamom abysmy tak mówiły, to może Kasia sie posłucha). Mama Kasi jest moją koleżanką (nie przyjaciółką) i jedynym sposobem na zakończenie tych bójek byłoby to, żeby chadzała w inne miejsca niż reszta mam. Ale mama Kasi jest towarzyska i towarzyszy nam jak cień. I poraz kolejny piszę że prób tłumaczenia było wiele, a efektów mało. Po grzecznym tłumaczeniu w stylu ... teraz dzidzia ma kuku ... Kasia rzucała np. piaskiem w osobę zwracającą się do niej (mama Kasi udawała że tego nie widzi). Moim zdaniem w tej sytuacji duży problem ma raczej Kasiowa mama i nikt więcej (twierdzi że Kasia wyrosnie z tego, ja tez tak uważam, przy takim wychowaniu, w przyszłości zamiast dziobać patykiem inne dziecko, wydłubie oczko kotkowi). poza tym jst osobą wszystko-wiedzącą i nie bardzo interesuje się tym co mówią inni. I nie piszcie "niegrzeczna dziewczynka" ponieważ taka może zmieść z powierzchni ta cudowną babkę z piasku, a nie z premedytacją zadawać ból innym dzieciom. Ignorancja w takim wydaniu (Kasina mama) jest dla mnie nie do przyjecia. Pozdrawiam Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: a propos - do ligii - odpowiadam 30.11.03, 00:23 Nie uderzyłabym Kasi, jeśli o to Ci chodzi. Mama Kasi sama zaproponowała mi (oraz innym mamom abysmy tak mówiły, to może Kasia sie posłucha). No wlasnie o to nam idzie. I w tym wlasnie twoje wielkie szczescie ze Kasia tym kamieniem nie miotnela. Morze to jest glebokie i szerokie, a tym sie akurat zgadzam, ze problem ma kasina mama. Ale problem macie wy rowniez bo nie za mna sie mama kasi wloczy )) tylko za wami. I jesli Kasia faktycznie ma slonnosci ktore pozwalaja przypuszczac ze w przyszlosci wydziobie oczko kotkowi- to sie skapnie ze gadacie cos zeby gadac i jednak kamieniem rzuci. I w swietle tego watku- czyli watku o metodach wychowawczych uwazam ze twoj przyklad akurat nic nie wnosi. Bo Kasia wychowywana nie jest nie przez to ze nie dostaje klapsow ale przez totalna biernosc. Ba powiem ci cos jeszcze. Jesli Kasia faktycznie tym kamieniem rzuci i faktycznie komus sie cos stanie to bedzie to tzw musztarda po obiedzie i wtedy najmniejszego znaczenia nie bedzie mialo czy faktycznie wlejesz kasi czy tez kasinej mamie. W tym swietle zadziwia mnie psanie o takiej osobie moja kolezanka. Bo ja o takiej osobie nie napisalabym moja kolezanka co sie wloczy za mna jak cien, tylko albo bym zawinela sie i zaczela jej unikac, albo podbuntowala kolezanki piaskownicowe zeby mame kasi zbojkotowaly lub posunela sie do rzeczy tak parszywej jak np dzwonienie po straz miejska i sklocilabym sie do dna z mama kasi. Bo w swietle ostatnich twoich postow wynika niezbicie ze mama kasi ma gdzies, ale wynika tez ze grupa mam nic nie jest w stanie z tym zrobic procz straszenia dziecka. Ja zastraszylaym mame. Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: a propos - do ligii - odpowiadam 30.11.03, 00:42 Podobno nie można się wtrącać w wychowanie cudzych dzieci (tym bardziej rodziców)- to słowa z niektórych postów. Podobno każda matka wychowuje swoje dziecko tak jak uważa to zastosowne - te słowa tez tam gdzieś padły. Ponieważ ta wymiana zdań nie ma sensu (głębszego) i juz mnie zmęczyła więc pozostawiona bez większego (lub mniejszego) wyboru idę z transparentem w dłoniach i z okrzykiem na ustach podpalić drzwi w chacie Kasinej mamy, a potem zagram na fortepianie. Pozdrawiam udręczona ale z pieśnią walki na ustach Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: a propos - do ligii - odpowiadam 30.11.03, 10:42 Nie do końca i niezupełnie zgadzam się z poprzednią wypowiedzią Wiecznej Gosi, ale w jedny przyznam jej rację - mama tej dziewczynki nie ma pomysłu na wychowanie dziecka, nic nie robi, aby dziecko wychować - co nie ma żadnych, ale to żadnych cech wspólnych z modelem wychowania proponowanym przez mamy polemizujące tu z Mamąizy... oraz z wychowaniem wedle książki "Jak mówić..." Dlaczego podałaś taki przykąłd w odpowiedzi na posty mam nieakceptujących kar fizycznych? Uważam, właśnie po Twoich dodatkowych wyjaśnieniach, że z przykładem Kasi nie trafiłaś. Podajesz przykład dziecka w ogóle nie wychowywanego (jeśli nie liczyć przyzwolenia jej mamy na zastraszanie biciem - co w sumie sprowadza się do akceptacji bicia jako metody wychowania, czyli jakby nie patrzeć, jest argumentem dla przeciwniczek bicia ))) ). ................. A ja nadal czekam na wyjaśnienie, dlaczego matka albo ojciec nie są w stanie poświęcić dzeicku kilkunastu minut na wspólne rysowanie listy zakupów i dlaczego to ma źle świadczyć o mentalności autorek "Jak mówić..." Czekam )))))))))))))))))) ................... Aha, już to wyjaśniałam ale dodam jeszcze - dziecko rysując wyżej wymienioną listę bawi się, cieszy, jest szczęśliwe z kontaktu z mamą/tatą, z tworzenia. Nie myśli "po dorosłemu", na wyprzódki, że akurat to rysowanie to po to, aby w sklepie zrobiło łaskę i nie przeszkadzało. Podczas zabawy (rysowanie, planowanie) koncentruje się na zabawie - a ta ma po prostu naturalny efekt, jakim jest późniejsze bardziej zorganizowane i celowe, spokojniejsze zachowanie dziecka w sklepie. Nie przykładajmy "dorosłej" miary do dziecka. Nie wiem, czy Cię przekonałam, że metoda z rysowaniem zakupów nie oznacza, że autorki "Jak mówić..." mają niedobrą mentalność )))), a wręcz przeciwnie, sprawdza się. Pewnie Cię nie przekonałam )))))))) A wymiana zdań ma sens, i to głęboki - nie tylko, że się dowiedziałam czegoś nowego o autorkach "Jak mówić..." i ich mentalności, ale także poznałam mentalność osób propagujących uderzenia jako wychowawcze panaceum. Zawszeć to poszerzenie horyzontów ))))) Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: a propos - do ligii - odpowiadam 30.11.03, 13:44 Niestety nie czytałam tej książki. Pisałam juz w innym wątku (adzi) że mam to szczęście że moje dzieci nie sprawiają mi problemów. Jestem na urlopie wychowawczym i naprawdę mam sporo czasu na zabawę z dziećmi. Daleka jestem od oceniania innych metod wychowawczych,a w swoich postach nie potepiam założycielki wątku ani innych mam mających inne zdanie. Nie uzywam żadnych epitetów. Podałam taki przykład (masz rację, niezbyt trafiony w temat główny tego wątku) bo wydaje mi sie że w swoich postach (NIEKTÓRE) mamy wcale nie chciały przekonać mamyizyimoniki do zmiany zdania na temat wychowania dzieci, a skupiły się bardziej na ataku słownym, ubranym w ładnie dobrane słowa, z czego niezbicie miało wyniknąć że mamaizyimoniki jest poprostu potworem tłukącym swoje dzieci (czego nie doczytałam się w jej poście, było tam o jednym zdarzeniu)i ciemną kobietą z Ciemnogrodu . Wiem równiez że mamaizyimoniki nie pozostała bierna i też dała "czadu". Mam takie zdanie że nie należy bić dzieci (nie chodzi mi o katowanie,a klapsa), ale też nie zdepczę mamy która uważa inaczej ponieważ ma do tego pełne prawo. Uważam również że sporadyczny klaps w sytuacji gdy inne środki (tłumaczenia, rysowania itp.) zawodzą nie jest chyba jakimś zwyrodnialstwem. I o to tu chyba chodziło. Wyrazić swoją opinię, nie depcząc po drodze tych co inaczej myślą. Poza tym obserwuję forum i mam wrażenie że mamaizyimoniki pisze czasami posty o charakterze małej prowokacji i dziwi mnie fakt że tyle muszek wpada w tą sieć i trochę się zaplątuje. Patrząc na to z przymróżniem oka jest to bardzo zabawne. Moim skromnym zdaniem absolutnie nie ma w tym prowokowaniu nic złego. A czytając posty typu 'jesteś świrnięta" moga nieźle rozbawić. Ligia P.S. Chata Kasinej mamy ocalała. Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: a propos - do ligii - odpowiadam 30.11.03, 14:21 Pozostaje mi tylko zgodzić się z Twoim zdaniem, Ligio (w pewnym zakresie ))) ) Napisałaś, zacytuję: > Uważam również że sporadyczny klaps w sytuacji gdy inne środki > (tłumaczenia, rysowania itp.) zawodzą nie jest chyba jakimś zwyrodnialstwem. > I o to tu chyba chodziło. Zgadzam się z Tobą. Nie jest zwyrodnialstwem, ale nie jest też powodem do dumy i chwały. Wyłącznie objawem naszej słabości. Według mnie )))), oczywiście. Jednak nie zgodzę się w tym, że o to chodziło Mamieizy... oraz np. Jogo. Ponieważ z ich postów wynika, że wcale nie warto podejmować żadnych prób typu "tłumaczenie, rysowanie itp." Nie będę wklejać cytatów, bo dziś pracuję i nie bardzo mam czas, ale jak się ktoś upomni, to jestem w stanie takowe wyszukać. Jogo zakwestionowała niejako "z marszu" to osławione moimi uporczywymi pytaniami )))) rysowanie listy zakupów, pomimo iż jak sama przyznała, nigdy nie próbowała tego sposobu - ale chociaż nie próbowała, wie lepiej (że nikt na to nie ma czasu, że to rozpuszcza dziecko jak dziadowski bicz ))) ) Taką posatwę nazywam ignorancją i jak mam nastrój, to ją tępię Inaczej się czyta post typu: "próbowałam konsekwentnie metody xxx, nie działało, spróbowałam yyy, więc według mnie yyy jest lepsza" niż "xxx jest do niczego, to żałosne skomlenie, ja stosuję wyłącznie yyy, ale wiem doskonale, że xxx jest do bani", nieprawdaż? Ponieważ uważam propagowanie rozwiązań siłowych i przedmiotowego traktowania dziecka za bardzo szkodliwe, z dziką rozkoszą dałam się ponieść dyskusji. W końcu po to są fora na necie, żeby prowokować i żeby dawać się wciągnąć prowokacjom, czasami. ..................... A co do mojej normalności lub świrnięcia - oj, to naprawdę było zabawne, jak zresztą pewnie orientują się mamy, pamiętające moje inne posty. Ja nijak nie aspiruję do normalności, owszem, wręcz przeciwnie W końcu wykonuje wolny i w pewnym sensie artystyczny zawód )))))) więc muszę trzymać poziom. Odpowiedz Link Zgłoś
odalie "Jak mówić" 30.11.03, 10:45 Oczywiście o "Jak mówić..." pisała Jogo, ale ja już tak hurtem ale może i Ligio Ty coś wiesz na ten temat ))) Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: a propos - do ligii - odpowiadam 30.11.03, 14:23 NO ligia wyjasnijmy sobie cos: Tak, nie uwazam ze mozna sie wtracac w wychowanie cudzych dzieci. Ale najpierw opisalas sytuacje jako jednostkowa. Teraz piszesz ze taka sytuacja trwa od dluzszego czasu i przewidujesz ze Kasia wykluje oko kotkowi. O ile cudzych dzieci nie wychowuje, to jednak na punkcie bezpieczenstwa wlasnych mam swira ) I uwazam ze atak na mame (na mame nie na dziewczynke bo dzieci nie wychowuje) jest jak najbardziej wskazany, bo sluzy ochronie mojego dziecka. A ty z jednej strony usprawiedliwiasz swoja grozbe bez pokrycia zachowaniem Kasi a jednoczesnie beztrosko stwierdzasz ze znajomosc trwa dalej, ze rozmawiacie itp, chociaz mala jak rozumiem dalej zagraza. I sila rzeczy rozumiem coraz mniej. A u mnie na podworku jest taka jedna co dzieci straszy biciem standardowo. Dzieci powyzej 5 lat maja z niej jedna wielka polewke, bo wiedza ze ani grozby nie spelni, ani nie przestanie tak mowic. Dlatego nie zdziwilabym sie gdyby jednak Kasia nastepnym razem grozbe olala. A wtedy co? Podpalsz sie pod drzwiami jej mamy? Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: a propos - do ligii - odpowiadam 30.11.03, 14:54 A uważasz że rzeczywiscie kapowanie do np. opieki społecznej na mamę Kasi byłoby rozwiązaniem ? Nie doczytałaś poprzedniego posta, to nie ja miałam się podpalić, tylko ja miałam podpalić drzwi chaty Kasinej mamy. Pozdrowienia Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
mamongabrysi Re: a propos - do ligii - pytam natrętnie 30.11.03, 20:20 Ligio! Domyślałam się, że nie uderzyłabyś Kasi. To chyba normalne i rozumiem, że martwisz sie o bezpieczeństwo swojego maluszka. Całkowicie zrozumiale. Co do "prowokacji" Mamyizyimoniki, to nie jestem taka pewna... Do napisania mojego złośliwego postu skłoniły mnie głównie jej b. złośliwe komentarze w rozmaitych wątkach, np "Jak długo jeszcze" oraz w bieżącym wątku i ton wyższości- rozumiem natomiast, że nie jest osobą tłukącą stale swoje dzieci. A teraz moje upierdliwe pytanie: co zrobiłabyś gdyby Kasia nie przestraszyła się twojej groźby? (wiem doskonale czego byś nie zrobiła i wcale nie posądzam cię o lanie dzieci w piaskownicy) Pozdrawiam Ania Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: a propos - do ligii - pytam natrętnie 30.11.03, 23:58 Przepraszam, reka mi poleciała. Gdyby Kasia by nie zareagowała na moje słowa, wtedy zmuszona bym była do odciągania (od mojego dziecka), z wielką siłą zapierającej się, kopiącej i wrzeszczącej Kasi. I pewnie bym tak zrobiła, nie zwracając uwagi czy sie to komuś podoba, czy tez nie (takie poczynania powinny należeć do matki, a nie obcej osoby, ale jak nie ma wyjścia ..). Pisałam tez wczesniej że inne próby załagodzenia sytuacji (przekupowanie czekoladką, tłumaczenie, proszenie itp. itd) nie przynosiły żadnych rezultatów. Pozdrawiam Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: a propos - do ligii - pytam natrętnie 01.12.03, 00:07 Dodam jeszcze, że wśród nas (ławeczkowych mam) jest psycholog i nawet ona nie może przemówić do mamy Kasi. Sama wiesz, że są osoby, które wiedzą najlepiej i skorzystanie z czyjejś rady (nawet psychologa) uznają za osobista porażkę i przejaw słabości. Donoszenie na Magdę (mamę Kasi) do opieki, czy tez gdzieś indziej jest moim zdaniem przesadą i nie chcę być przyczyną czyjejś osobistej tragedii (przyznanie kutatora za taką uważam). Mam nadzieje że choc troszke coś się zmieni poniewaz mama Kasi jest obecnie w ciązy i zaczyna (narazie bardzo rzadko) prosić o radę - zaczyna się powaznie bac jak to będzie gdy urodzi się dziecko (Kasia otwarcie mówi m.in. że dzidzi w domu nie chce i jak dzidzia będzie leżała w jej łóżeczku to ona wyrzuci na dywan). I moim skromnym zdaniem tu zaczyna się znacznie powazniejszy problem, chodzi tu o bezpieczeństwo maleństwa. Pozdrowienia Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
mamongabrysi Re: a propos - do ligii - pytam natrętnie 01.12.03, 21:28 Rozumiem problem. I rozumiem, że na niektóre dzieci nie ma tzw rady. Rozumiem tez ,ze twoja koleżanka nie radzi sobie z wychowaniem dziecka i działa na zasadzie "jakoś to będzie". Moje natrętne pytanie miało na celu tylko i wyłącznie pokazanie, że osoby ktore wcześniej ci je zadawaly nie chciały moim zdaniem na ciebie napadać tylko pokazać, ze taka reakcja - nastraszenie dziecka klapsem - może byc cokolwiek zgubna bo wrazie gdyby przyszło "co do czego" raczej groźba jest niewykonalna )) A kolezanka musi sobie sama z pproblemem dac radę i dobrze, że zaczyna go dostrzegać. pozdrawiam Ania Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: a propos - do ligii - pytam natrętnie 02.12.03, 13:16 Zgadzam się z Tobą w 100%. Pozdrowienia Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
ania_rosa Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 01:46 hej 1. Wychowanie bezstresowe. Po prawie dwuletnim pobycie na forum pogodziłam się juz z tym, że nie usłysze nigdy definicji wychowania bezstresowego innej niż "chowanie dziecka na rozpuszczonego bachora dzięki niestosowaniu kar cielesnych i pozwalaniu mu na wszystko"- dotyczy rodziców, którzy są przeciwni bezstresowemu wychowaniu i którym nie chce się definowac tego pojęcia w głębszy sposób. Pomijam fakt, że zycie jest stresem i "bezstresowość" to fikcja. 2. Dziecko jest inwestycją nieopłacalną, bo nie dośc że kosztuje to jeszcze trzeba mu poświęcić czas. Nieprawdą jest natomiast, że proces wychowawczy przypomina obstawianie ruletki- na pewne rzeczy mamy wpływ, czasem świadomy czasem nie, jak z przesławną walizką, do której pakujemy określone rzeczy i określone rzeczy z niej wyjmiemy. W przyrodzie nic nie ginie. Nie przemawia do mnie argument "czasochłonnośc metody" bo akurat wychowywanie dziecka nie polega na ekonomicznym wyliczeniu wkładu i zysku. Jesli moja przedmówczyni uważa, że smieszne jest 25minutowe tłumaczenie dziecku zasadności starcia plamy na podłodze, bo danie klapsa pochłonie mniej czasu, to w sensie matematycznym ma rację, ale w sensie pedagogicznym- niekoniecznie. 3. Testowałam rozmaite metody, choć doświadczenia mam mniej niż wiele wypowiadających się. Dawałam przez pewien czas klapsy- były one ZAWSZE wynikiem mojej bezradności (ale żeby dojśc do tego wniosku trzeba znowu poświęcić czas na analizę) i dały wynik w postaci bicia mnie przez dziecko (bicie po dłoni). Nie uważam się mimo to za matkę niegodną szacunku. Po pewnym czasie zaczęłam stosowac metode upierdliwego rodzica z uwzględnieniem faktu, że mój 2,5 latek pewnych rzeczy jeszcze nie jest władny przyswoić (to uważam za istotne: wymagajmy rzeczy realnych, a nie wygodnych dla nas). Czyli: sprzątasz po sobie, ale pomoge Ci w sprzątaniu; nie chcesz zjeść zupy, więc dopóki jej nie zjesz nie obejrzysz Mysi (ale dopuszczam negocjacje); musimy iśc z placu zabaw (nieodwołalnie)ale po drodze nakarmimy gołębie. Elastycznośc jednym słowem + negocjacje+ wytyczanie granic. Nie jestem fanatyczka i czasem "odwieszam wychowywanie" na kołek- jak pisała GWM. Nie uważam, aby walka o autorytet była walką. Jesli wyjątkowo zdarzy mi się klaps- przepraszam Kubę. Odsyłanie do drugiego pokoju tez już trenowałam i powiem jedno: skazane na banicję dziecko łatwo da się złamac, bo woli powiedzieć "przepraszam" niz pozostać opuszczone. Pytanie tylko czy chcemy je łamać. I czy "przepraszam" wyraża w tym momencie skruchę i zrozumienie, czy jest elementem przetargu i efektem skuteczności tresury. Generalnie sądze, że nie ma obligatoryjnych i jedynie słusznych metod, tak jak nie ma jednorodnych dzieci. Uważam tez, że w pewnych sytuacjach grożących zyciu lub zdrowiu dziecka (wkładanie palca w kontakt, bawienie się gałkami kuchenki, itd) i DO WIEKU 3 LAT, kiedy to dziecko zaczyna łapac związek przyczynowo- skutkowy, a także rozumie coraz więcej z praw rządzących "cywilizowanym światem"- do tego wieku i w takich okolicznościach klapsy mogą być usprawiedliwione. Nie znaczy to jednak, że musza się pojawić. Jeśli u kogoś skutkuje metoda tłumaczeń- to bardzo dobrze. Jeśli zaś okazjonalnie się zdarzy danie klapsa w takiej sytuacji (grożącej bezpieczeństwu dziecka- przypominam)- to tez niczego nie przekreśla. Nalezy natomiast pamiętać, że istnieje różnica między klapsem u dwulatka, który wyrywa się matce i pędzi na jezdnie, a klapsem u dwulatka, który się dorwał do niezabezpieczonego kontaktu. W drugim przypadku klapsa winni dostac rodzice )) 4. Byłam bita jako dziecko (klapsy pochodzące ze zniecierpliwienia i- najgorszy ich rodzaj- klapsy dawane "na zimno") i nie uważam, żeby mi to specjalnie w czyms pomogło. Pamiętam natomiast sytuację, w której mój ojciec próbował mnie uderzyć- miałam wówczas 16 lat- i wtedy mu oddałam. Nigdy więcej już tego nie zrobił i wkroczyliśmy na drogę dyskusji. I teraz tak: waluta, w jakiej dzieci nam odpłacą nie jest Wielką Niewiadomą. Autorytet nie jest pojęciem, które w dziecku się wyrabia poprzez tresurę, choć wielu myli lęk przed rodzicem z szcunkiem do rodzica. Moi rodzice stracili dużo szacunku w moich oczach poprzez a) hipokryzję b) argumenty siłowe w miejsce siły argumentów. Tak naprawdę proces wychowania jest procesem permanentnym i bynajmniej nie o teorię w nim chodzi. Zaś te klapsy bądź ich brak są jedynie dodatkiem- ważniejszy jest czas pomiędzy śniadaniem i kolacją, a także świadectwo jakie wystawiamy samym sobie jako ludziom, a nie rodzicom. Rosa Odpowiedz Link Zgłoś
mamaadama4 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 21:03 Czy moglibyśmy potraktowac wypwoiedź Rosy jako puente? Ja się pod tym podpisuję. danka Odpowiedz Link Zgłoś
ikrasiejko1 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 29.11.03, 22:49 Mamo Izy i Moniki! Poczytaj sobie np. "Książeczkę dla przestraszonych rodziców" A. Samsona, gdzie jest opisany rozwój dzieci od narodzin po 18 rok życia. A dowiesz się, że opisane przez Ciebie w poście zachowania są normalne i typowe w rozwoju maluszków. Dowiesz się też na czym ten rozwój polega. Masz szczęście, że jesteś mamą spokojnych i radosnych dziewczynek, ale nie wszystkie dzieci są takie. Niektóre mają silną osobowość i co jakiś czas się buntują lub w sposób wyrazisty odreagowuja napięcia i negatywne emocje. I klapsy nic tu nie pomogą. Jestem ich stanowczą przeciwniczką. Gdy mój syn za bardzo bryka to albo czytam fragmenty owej książki, albo przypominam sobie jak leżał w inkubatorze i miał 20 % na przeżycie i modliłam się, by taki był. I. P.S. Co nie znaczy, że nie stawiam granic. Odpowiedz Link Zgłoś
macio72 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 03.12.03, 01:17 To jest dobry topik. Niektóre posty są przezabawne - szczególnie ten o zdejmowaniu pieluchy aby dać klapsa. Więc niech chociaz jeden e-tata wtrąci tu trzy grosze, otóż bachory to trzeba lać, lać i patrzeć czy równo puchnie. To oczywiście żart (napewno będzie mi on wypomniany). Raz już wsadziłem "klapsa w mrowisko" na innym topiku i zaraz bezstresowe e-mamy mnie zlinczowały. Życzono mi nawet szybkiej śmierci. Ale jeszcze żyję... Mamo Izy i Moniki - tak trzymać! Mam jeszcze malutką córeczkę, którą trzeba tulić, nosić i bawić się - za wcześnie na jakiekolwiek klapsy. Jednak wiem, że w przyszłości nie zawaham się i jeśli ocenię, że jest potrzeba przylać to przyleję. I to tak, że córunia poczuje i zapamięta. Ot taki ze mnie niedobry ojciec będzie. pozdrawiam wszystkie "stresowe" i "bezstresowe", Maciej Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 03.12.03, 09:12 A pewnie, w końcu małe to, słabe, nie odda. Można zademonstrować swą "męskość". Przynajmniej na tym polu... Co innego, gdyby chodziło o faceta słusznej budowy - tu byś się pewnie zastanowił, czy aby warto się wychylać i.... zwiał z podkulonym ogonem? Grazka PS A zupa u was w domu często bywa za słona? Odpowiedz Link Zgłoś
macio72 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 03.12.03, 15:58 > A pewnie, w końcu małe to, słabe, nie odda. Jasne, że nie odda... nie odda teraz ale za kilkanaście lat jeśli nie będzie wiedziała co wolno a czego nie wolno. >Można zademonstrować swą "męskość". >Przynajmniej na tym polu... Hmmm... >Co innego, gdyby chodziło o faceta słusznej budowy - tu byś się pewnie >zastanowił, czy aby warto się wychylać i.... zwiał z podkulonym ogonem? Oczywiście, jeżeli sytuacja by nie wymagała działania to podkulił bym nie tylko ogon, na przykład idąc ciemną ulicą i widząc z prawej strony podejrzanego typa przejdę na lewą stronę. Zresztą przez całe osiem lat moich treningów kung-fu instruktor zawsze mawiał, że "prawdziwie wygrana walka to ta, która sie nie odbyła". Ale czy o tym to była ta dyskusja?... Nie widzę w Twoim poście, żadnego konstruktywnego wniosku - i co z tego, że sobie pogdybałaś, ulżyło? pozdrawiam, Maciej PS Zupy są bardzo smaczne. Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 03.12.03, 21:35 Cieszę się, że zupy smaczne, przynajmniej żonę ominą próby sił, ciężko wypracowanych podczas ośmioletnich treningów kung-fu... A jednak jest coś na rzeczy, skoro poczułeś się zobowiąznay tak gęsto się tłumaczyć... I szpanować treningami. To żałosne dość... Sam tego nie dostrzegasz? G. PS Chcesz konstruktuwnej krytyki? Prosze bardzo: cząstkę "by" z formami osobowymi (to takie, które mają liczbę i osobę) piszemy łącznie. Piję do: "podkulił bym", oczywiście... Odpowiedz Link Zgłoś
jogo2 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 03.12.03, 23:33 Grażynko13, Nie staraj się być tak zjadliwa, bo to nie przystoi (złość piękności szkodzi) oraz BO TO NIEKONSTRUKTYWNE. Dziwne że nagle rażą Cię błędy ortograficzne. Do tej pory zauważyłaś zapewne tak samo jak i ja tony błędów ortograficznych zawartych w rozmaitych wypowiedziach na tym forum. Dlaczego właśnie ten jeden (i to nie tak rażący jak inne, które zdarzało mi się tu widzieć) wydał Ci się godny uwagi? Czyżby miało to jakiś związek z treścią listu, w jakim się on pojawił i co za tym idzie z poglądami autora? Pozdrawiam, Joanna Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: do jogo2 04.12.03, 07:43 jogo2 napisała: > Dziwne że nagle rażą Cię błędy ortograficzne. Do > tej pory zauważyłaś zapewne tak samo jak i ja tony błędów ortograficznych > zawartych w rozmaitych wypowiedziach na tym forum. Dlaczego właśnie ten jeden > (i to nie tak rażący jak inne, które zdarzało mi się tu widzieć) wydał Ci się > godny uwagi? Czyżby miało to jakiś związek z treścią listu, w jakim się on > pojawił i co za tym idzie z poglądami autora? Oczywiście, Joanno, masz rację! Dostrzegałam mnóstwo błędów, zawsze mnie raziły, ale raczej nie mam zwyczaju wypominać ludziom braków w wykształceniu. Nawet, jeśli je dostrzegam. Tu jednak autor sam prosił o konstruktywną krytykę A że - moim zdaniem - w sprawie bicia nic się już nie da zrobić (patrz jego kolejny post i dłuuugie rozażania na temat kung-fu - on naprawdę nie może rozdzielić tych dwóch spraw: dziecko i sztuka walki...), tylko na jednym polu mogłam być "kostruktywna". Pozdrawiam, Grazka Odpowiedz Link Zgłoś
mamongabrysi Re: Pytam niekonstruktywnie... 03.12.03, 22:31 A kiedy to nadchodzi ten piękny moment gdy zamiast tulić można wreszcie przylać? Czy chlopców i dziewczynki traktujemy równo czy też z jakich powodów stosujemy taryfę ulgową dla jednej z płci? Jestem żywo zainteresowana bo mam dwuletnią dziewczynkę i za jakieś dwa tygodnie urodzę chłopczyka. A teraz konstruktywnie: czy któraś z mam przeciwnych biciu jako metodzie wychowawczej twierdzi, że wychowanie bez klapsów to wychowanie bezstresowe? Czy na wspomnianych treningach kung-fu nie wspominano, że nie należy bić słabszych oraz, że przemocą nie budujemy autorytetu? Tak tylko pytam z czystej ciekawości... Myślę, że może mi się kiedyś zdarzyć, że przyleję - do tej pory nigdy mnie tak nie poniosło. Jeżeli to się zdarzy nie sądzę abym traktowała to jako metodę wychowawczą i że będę z tego dumna. Mam nadzieję, że uda mi się uniknąć bo moje dziecko mi ufa i nie spodziewa się abym mogla ja skrzywdzić Pozdrawiam Ania Odpowiedz Link Zgłoś
macio72 Re: Pytam niekonstruktywnie... 04.12.03, 01:15 No tak... >A kiedy to nadchodzi ten piękny moment gdy zamiast tulić można wreszcie >przylać? Nie wiem. Ale dlaczego przestac tulić? Nie odpowiem Tobie, że wtedy gdy dziecko ukończy 16 czy 18 miesięcy, czy że wtedy gdy coś zbroi raz ale za to "mocno" czy dwa razy ale "słabiej". Chyba też nie takiej odpowiedzi oczekujesz. Jestem natomiast pewen, że taki moment zauważy nawet średnio spostrzegawczy rodzic. A decyzja należy do rodzica... >Czy chlopców i dziewczynki traktujemy równo czy też z jakich powodów >stosujemy taryfę ulgową dla jednej z płci? Czy bardziej tłumaczyć złe zachowanie chłopcu czy dziewczynce (ustnie bądź ręcznie)? Jak równouprawnienie to równouprawnienie >czy któraś z mam przeciwnych biciu jako metodzie >wychowawczej twierdzi, że wychowanie bez klapsów to wychowanie bezstresowe? Dobre pytanie do tych mam. Ja podejrzewam, że może być o wiele bardziej stresowe od prawdziwego stresowego... >Czy na wspomnianych treningach kung-fu nie wspominano, że nie należy bić >słabszych oraz, że przemocą nie budujemy autorytetu? A to już temat na osobny topik. Chętnie jednak, mimo wszystko, coś o tym napiszę. Otóż postawa moralna adeptów sztuk walki winna byc jak najbardziej brana pod uwage. Jest to zadanie dla instruktora. Jeżeli tak nie jest zmień instruktora. Nie oddaje sie przeciez śmiertelnej broni w niepewne ręce. Jednakże wiekszośc z tych, którzy chcieli stać się poprzez te treningi "aniołami sprawiedliwości lutującymi pijaczków po bramach" wykrusza sie w ciągu pierwszego pół roku. Sprawa jest dosyc prosta - do samoobrony łatwiej zdobyć pozwolenie na broń i zakupić ją aniżeli ćwiczyć nie wiadomo ile. A co do tych słabszych - czy masz na myśli dzieci? Chyba nie, raczej słabszego przeciwnika w walce. Otóż tutaj prawdopodobnie Ciebie rozczaruję, słabszy też może chcieć Ciebie zabić. Takie tłumaczenie słyszymy na treningach szczególnie wtedy, gdy facet ćwiczy z dziewczyną. I uważam też, że przemocą nie budujemy trwałego autorytetu, będzie on trwał tak długo jak siła go wspierająca. A ta może się skończyć wczesniej niz myslimy... Ja też sie nad czyms zastanawiam: Czy klaps, ale taki porządny klaps, nie głaskanie - czy to jest przemoc fizyczna? A czy tłumaczenie, ale nie jakieś tam "babolenie" tylko porządne "suszenie głowy" - czy to jest przemoc psychiczna? Pozdrawiam, Maciej PS Dzisiaj były pyszne klopsiki. Życzę spokojnego porodu, ja też już rodziłem z żoną - krocze mnie bolało przez dwa dni na samo wspomnienie. Odpowiedz Link Zgłoś
mama_wiktora Re: Pytam niekonstruktywnie... 04.12.03, 12:02 Wiele mam w tym wątku usiłowało pokazać, że o niebo lepszy efekt można uzyskać innymi metodami, które są dla dziecka jak najbardziej stresujące, bo wcale nie chcemy mu tego stresu zaoszczędzić, lecz jednocześnie uczą. Nie tego, że jak tata powiedział nie, to ma być nie, no i z oczywistością się nie dyskutuje, ale tego, że postępowanie człowieka ma swoje konsekwencje i każdy, w tym i dziecko powinno się z tymi konsekwencjami liczyć. Chodzi tu o wychowanie człowieka rozumnego, nie tylko posłusznego. Posłuszeństwo dziecka paroletniego, gdy jego posłuszeństwo wynika z pacyfikacji zemści się na rodzicu trochę później. Tak czy inaczej odnoszę wrażenie, że nie przeczytałeś uważnie wszystkich postów. Nikt tu nie propaguje czegoś co potocznie zwie się wychowywaniem bezstresowym, a polega na wychowaniu rozwydrzonego malca, któremu wszystko wolno. Nadal nie rozumiem, jak bicie, czy klaps mogą odegrać pozytywną rolę w procesie wychowawczym. Oczywiście jeśli masz konkretne przykłady, chętnie poczytam. Odpowiedz Link Zgłoś
mamongabrysi Re: Dyskutujemy tu o dzieciach a nie kung -fu... 04.12.03, 14:05 Oczywiście, że poprzez słabszego miałam na myśli dziecko. No to jak przylać i tulić?- o tym już pisałam w poscie "Podręcznik wychowania" ( to jest zaczepka i niekoniecznie na serio - zwrócenie uwagi na pewien paradoks- takie małe wyjaśnienie) Mam nadzieję, że nie nadejdzie moment kiedy zauważę, że NALEŻY przylać - pomimo, że jestem chyba spostrzegawcza... Gdybyś dokładnie przeczytał większość wypowiedzi zrozumiałbyś, że w tej dyskusji chodzi o to czy przylanie jest metodą wychowawczą, do tego zbawienną, czy też nie. Ja uważam, że nie i wmawianie ludziom, że tak jest, lub traktowanie ich jak mięczaków za to że stosują inne metody jest nie fair. Wątek w pogardliwy i obraźliwy sposób zaczęła Mamaizyimoniki i wiele b. zrównoważonych osób chciało jej wytłumaczyć swoje stanowisko. Wczytaj się w te posty a zrozumiesz, że te mamy nie chcą iść na łatwiznę. Pozdrawiam Ania PS. A wiesz, że zdarzają się przypadki kiedy dziecko zabija rodzica - to tak a propos kung-fu i słabszych... Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Dyskutujemy tu o dzieciach a nie kung -fu... 04.12.03, 17:34 > PS. A wiesz, że zdarzają się przypadki kiedy dziecko zabija rodzica - to tak a > propos kung-fu i słabszych... bo pewnie rodzic nie wyczul momentu kiedy nalezy przylac i to tak zeby dziecko poczulo Ja maciowi zazdroszcze. jego swiat jest taki prosty. Dziecko do pewnego momentu sie tuli, po czym przychodzi taki moment ze trzeba walnoc. jesli ktos walnie odpowiednio mocno w odpowiednim momencie- dziecko wyrasta wiedzac gdzie jego iejsce nie buntuje sie przeciw wladzy rodzicielskiej i wszyscy zyja dlugo i szczesliwe. Rzecz w tym ze wychowywanie przy pomocy bicia nie jest znane od wczoraj. W Polsce okolo 80% rodzicow przyznaje sie do klapsow- nie do znecania czy walenia w morde tylko do klapsow. Jesli 80% sie przyznaje to mozna zalozyc ze pewnien procent sie nie przyznal. Zreszta te proporcje widac na forum takze jednak zdecydowania wiekszosc rodzicow kiedys tam klapsnela. Roznica polega w sposobie podejscia do klapsow. Czesc traktuje to jako wypadek przy zasadniczej pracy wychowawczej, czesc jako niezbedny element wychowania. Mozemy nabic w ten sposob kolejne 200 postow po czym przyjdzie kolejny macio, nie doczytawszy wszystkich posotow poprze Wiolette, bo zaleje sie lzami ze smiechu gdy ktos do bicia sciagnal pieluche. I kompletnie umknie mu fakt ze nie dyskutuja tu zwolennicy wychowywania z klapsami i niewychowywania bez klapsow tylko ogol rozmowcow zgadza sie z tym ze dzieci trzeba wychowywac i ze wychowanie jako takie JEST stresujace zazwyczaj dla obu stron zreszta, a jedyna dyskusja przebiega de facto o tym czy klapsniecie JEST niezbedne zeby wychowac tzw. dobrego czlowieka. Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 04.12.03, 16:21 A może by tak jakieś małe zapasy w kisielku (np. wisniowym)? Jak Macio jakiś przystojniaczek to ja się zapisuję (mój mąż pewnie się zgodzi, i tak nie ma innego wyjścia). Pozdrawiam Ligia P.S. Nie zgodzę się (nie pamietam kto to pisał) że błędy ortograficzne świadczą o brakach w wykształceniu, jeśli ktoś mówi że jest dobry we wszystkim znaczy to tylko tyle że nie jest dobry w niczym. Zdarza sie że np. profesor fizyki zrobi jakiegoś byczka ortograficznego, a doktor medycyny nie ma pojęcia w jakich jednostkach mierzymy np. opór i chyba nie można powiedzieć że te osoby są niewykształcone. A teraz idę zrobić sobię kaffkę i pomarzę sobie o tych zapasach w kisielu. Odpowiedz Link Zgłoś
macio72 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 04.12.03, 17:46 > A może by tak jakieś małe zapasy w kisielku (np. wisniowym)? > Jak Macio jakiś przystojniaczek to ja się zapisuję (mój mąż pewnie się zgodzi, > i tak nie ma innego wyjścia). A potem my sobie z szanownym mężulkiem usiądziemy przy piwku i popatrzymy sobie na mamy w konkursie mokrego podkoszulka. To jest to. Dosyć tego świntuszenia - to jest forum o dzieciach!!! A nie o kisielu!!! pozdrawiam, Maciej PS Rzeczywiście staram się nie robić błędów ale czasem coś się wymknie. No i wydaje mi się, że wykształcony to ja jestem - dodawanie w zakresie dziesięciu znam biegle. Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 04.12.03, 20:06 Ligia napisała "P.S. Nie zgodzę się że błędy ortograficzne świadczą o brakach w wykształceniu..." Ależ świadczą, świadczą! A w przypadku osób chlubiących się wyższym wykształecniem są wręcz KOMPROMITUJĄCE. Chociaż na pewno (uwaga! pisane rozdzielnie łatwiej wybaczyć jakiś lapsus językowy, niż bicie dzieci. Pozdrawiam wszystkich, również tych podchodzących do zasad pisowni w sposób... alternatywny , Grazka Odpowiedz Link Zgłoś
mamongabrysi Re: Ortografia, kisiel, itp. 04.12.03, 21:37 Ekhm... O czym my tu dyskutujemy? Jeśli chodzi o te błędy to przyznaję się bez bicia. Rzuciłam okiem na posty wielu osób i chyba nie ma takiej u której by się nie zdarzyło. Myślę, że większość wynika z pośpiechu lub (jak to jest w moim przypadku) walki z klawiaturą. Ja również się chlubię wyższym wykształceniem. Wróćmy może do tematu. Pozdrawiam Ania Odpowiedz Link Zgłoś
macio72 Re: Ortografia, kisiel, itp. 05.12.03, 01:56 ...bo ja jestem macio, niech dziewciny mi wibaciom... Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: Ortografia, kisiel, itp. 05.12.03, 17:01 Wibaciom, wibaciom. Choć pewnie nie wszystkie. A tak właściwie to kisiel może nie wiśniowy a malinowy ? Moze ktoś jeszcze się zgłosi do zapasów. A po zapasach możemy przy piwie lub drinku wszyscy poćwiczyć ortografię. I proszę jaki miły wieczorek by był Pozdrowienia Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
mamaizyimoniki Z wielką kurtuazją do Grazki z wykształ_e_c_niem 11.12.03, 13:04 grazynka13 napisała: > Ligia napisała > > "P.S. Nie zgodzę się że błędy ortograficzne świadczą o brakach w > wykształceniu..." > > Ależ świadczą, świadczą! A w przypadku osób chlubiących się wyższym > wykształecniem są wręcz KOMPROMITUJĄCE. Hahahahahahahahahhahahahahahahahaha WYKSZTAŁECNIEM!!!!!!! W Y K S Z T A Ł E C N I E M ALE SIĘ SKOMPROMITOWAŁAŚ... Buhaha!!! > > Chociaż na pewno (uwaga! pisane rozdzielnie łatwiej wybaczyć jakiś lapsus > językowy, niż bicie dzieci. > Pozdrawiam wszystkich, również tych podchodzących do zasad pisowni w sposób... > alternatywny , > Grazka Pozdrawiam z wielką kuruazją, Grażyno... Ups, sorry: Grazko... Odpowiedz Link Zgłoś
aga_rn Re: Z wielką kurtuazją do Grazki z wykształ_e_c_n 11.12.03, 19:11 mamaizyimoniki napisała: > grazynka13 napisała: > > > Ligia napisała > > > > "P.S. Nie zgodzę się że błędy ortograficzne świadczą o brakach w > > wykształceniu..." > > > > Ależ świadczą, świadczą! A w przypadku osób chlubiących się wyższym > > wykształecniem są wręcz KOMPROMITUJĄCE. > > > Hahahahahahahahahhahahahahahahahaha > WYKSZTAŁECNIEM!!!!!!! W Y K S Z T A Ł E C N I E M > > ALE SIĘ SKOMPROMITOWAŁAŚ... Buhaha!!! > Straszna kompromitacja ROTFL > > > > Pozdrawiam z wielką kuruazją, Grażyno... Ups, sorry: Grazko... Przyganial kociol garnkowi ... LOL Odpowiedz Link Zgłoś
asik69 Re: Z wielką kurtuazją do Grazki z wykształ_e_c_n 12.12.03, 14:24 Mamoizyimoniki, chyba bardzo starałaś się znaleźć błąd ortograficzny w postach Grażki, ale ci nie wyszło, co? No i mogłaś się przyczepic jedynie do zwykłej literówki... He, he, he... Asik PS Co to znaczy z "kuRUAzją"? Czy to cenzuralne słowo? Brzmi dość nieładnie! Ale zakładam, że to nie jest kompromitująca literówka? Ty się przecież nie kompromitujesz... Ani ortografią, ani poglądami... Skądże! Odpowiedz Link Zgłoś
mygda Re: kuruazja...;) 12.12.03, 19:19 fajnie,ze zwrocilas uwage na ta kuruazje...... a swoja droga jak sie wytknie mamie izy i moniki ,ze sie machnela w tych swoich docinkach to ona nagle sie nie odzywa nie ma : sorry dzieczyny bylam zlosliwa niepotrzebnie , pomylilam sie. Wtedy sie nie odzywa. Bylo tak samo jak pomylila nicki i myslala,ze jest jedyna Viola Odpowiedz Link Zgłoś
kicia_edziecko Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 05.12.03, 15:09 Mam tu słówko do zwolenników bicia - abstrahując od całej dyskusji, która się wywiązała. Chciałabym (naprawdę!) zobaczyć jak podchodzi do Was taki duży (z 5, 6 razy) i daje Wam z furią klapa w dupę. Tak mocno, że aż podskakujecie. Czasami jak nie wiadomo jak postąpić wystarczy pomyśleć, jak ja chciałbym zostać potraktowana. Zaraz pewnie okaże się, że skrycie tego pragniecie... Ehh... Ranicie, upokarzacie, zadajecie głęboki ból swoim własnym dzieciom i jeszcze przekonujecie innych, że to słuszne i wychowawcze. Obrzydliwe to i trąca ciemnogrodem. Raz dałam klapa mojemu synkowi i był to wyłącznie przejaw mojej bezradności i braku opanowania, wstydzę się tego Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 05.12.03, 16:11 Kiciu, ja też kiedyś dałam klapa mojej córeczce - poniosło mnie, kiedy mała prawie wyskoczyła na ulicę (na moje: Chodź!, często reaguje radosnym: Łap! Goń! i zwiewa...) Wtedy dałam jej klapsa, ale był to efekt moich emocji (negatywnych), strachu, zdenerwowania, a nie żaden środek wychowaczy. A już na pewno nie miało to nic wspólnego z przemyślanym, wyrachowanym działaniem. Z takim "biciem programowym". Uważam - zresztą była tu już o tym mowa - że nic to nie daje, a tylko uczy, ze problemy można rozwiązywać przemocą. Pewnie taki klaps zdarzył się niejednemu przeciwnikowi bicia, ale tu nie chodzi o wyjątkową sytuację, ale o generalia, przekonanie, że nie tędy droga. A błędy popełniamy wszyscy (nie tylko ortograficzne Pozdrawiam, Grażka Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 05.12.03, 19:37 > Zaraz pewnie okaże się, że skrycie tego pragniecie... > Ehh... A wiesz, Kiciu, powiadają, że ludzie, którzy w dzieciństwie przypatrywali się klapsom, biciu i te de, mają w życiu dorosłym tendencję sadystyczne, zaś ofiary domowego bicia - bywają masochistami albo samomasochistami. ...................... Hasło na dziś - zwolennicy BDSM, łączcie się (w bólu) )))))))))))))))))))) ...................... Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 05.12.03, 19:39 ojej, miało być "sado..." a nie "samo..." choć pewnie bywają "samosadomasochiści" Odpowiedz Link Zgłoś
ima61 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 07.12.03, 02:00 A co zrobisz, jeżeli ten jeden "wychowawczy" klaps nie da efektu? drugi? mocniejszy? Od "wychowawczego" klapsa do znęcania się jest znacznie bliżej niż się wydaje. Bez wstydu przyznajecie się do pojedyńczych klapsów a jeżeli na jednym się nie skończy? Mam możliwość oceny moich poczynań wychowawczych. Moje starsze dzieci (21,16) wyrosły na świetnych, młodych ludzi dlatego, że poświęcaliśmy im mnóstwo uwagi, a syn- pomimo tego, że brał w skórę. Dziś wiem, że byłam bezradna, zagubiona, pod presją otoczenia. To mnie oczywiście nie usprawiedliwia ale rozmawiam o tym z synem, ponieważ chcę go uchronić przed popełnieniem moich błędów. Moja dwuletnia córeczka ma znacznie trudniejszy charakter niż jej rodzeństwo. Rzuca się na podłogę, kopie, bije ale poradzę sobie z tym bez uciekania się do klapsa, bo czy bijąc można nauczyć, że nie wolno bić i kopać? czy bijąc można pokazać dziecku, że się je kocha? Nie mylcie klapsa z wychowywaniem a wychowania bezstresowego z brakiem wychowania. ima Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 07.12.03, 12:45 Mam możliwość oceny moich poczynań wychowawczych. Moje > starsze dzieci (21,16) wyrosły na świetnych, młodych ludzi dlatego, że > poświęcaliśmy im mnóstwo uwagi, a syn- pomimo tego, że brał w skórę. Ima chyle glowe. To moj poglad ze jestem czlowiekiem jakim jestem nie DLATEGO ze bralam w skore ale POMIMO tego. Moi rodzice chociaz teraz po 30 latach przyznaja mi ze bicie mnie nie bylo najlepszym srodkiem wychowawczym poniewaz swietnie sobie z nim radzilam, nic sobie z tego nie robilam a wiele ekscesow popelnialam z pelan swiadomoscia tego za zagrozone sa one kara klapsa, to jednak nie umiaja sie posunac do prostego stwierdzenia ze bicie bylo zupelnie niepotrzebne gdyz sa dobrymi i kochajacymi mnie ludzmi. I ja tez nie jestem degeneratem tylko co najwyzej rogata dusza i nie mialam nigdy zadatkow na dziwke, narkomanke i pijaczke, co najwyzej na mloda matke przed czym najwyrazniej metody rodzicow mnie nie uchronily. Ima mysle ze wielkiej klasy od czlowieka wymaga powiedzenie sobie ze calosc bicia jako taka nie jest zadnym powodem do dumy. Kurcze jestem pewna ze pomimo braku bicia popelniam bledy. Mam nadzieje ze z perspektywy czasu bede umiala powiedziec jakie, przyznac sie do tego glosno i to dzieciom w dodatku ) Odpowiedz Link Zgłoś
ann_mart Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 08.12.03, 09:34 Nie było mnie na forum ponad tydzień i myślałam, że watek przygasł trochę a tu kwitnie. I widzę wyraźnie, że szybko się nie skończy. Przeczytałam posty i cos mi się zaczęło nie zgadzać. Jogo2 (chyba - w każdym razie któraś ze "zwolenniczek" bicia) stwierdziła, że grupa przeciwniczek napadła na mamęizymoniki, uzywając zwrotów dyskredytujących (ujmę to tak bo mi się nie chce szukać lepszego określenia) dlatego, że są "w kupie". Odnoszę wrażenie, że to mamaizyimoniki zaczęła ten wątek stwierdzając "i to skamlenie mam, które błagają o pomoc. Dla mnie żałosne". No cóż moim zdaniem to stwierdzenie wyznaczyło trochę poziom emocji. Poza tym mamaizyimoniki napisała "Jeżeli nie wiesz, co znaczy zwrot "uważam, że..." to nie widzę sensu, abyś brała udział w jakiejkowiek dyskusji, nie tylko na forum. W innej formie: Uważam, że nie powinnaś brać udziału w dyskusjach, jakichkolwiek, nie tylko na forum." Moim zdaniem sam zwrot "uważam, że" niczego nie przesądza. ważna jest bowiem treść jaka po nim jest zaprezentowana i to z nią się właśnie dyskutuje. "Piszę to dlatego, ponieważ chciałam znaleźć moment, w którym ktoś zarzucił mi jako pierwszy tzw. monopol na wychowanie; potem poszło gładko. Ktoś przeczytał twój post i powtórzył, ktoś stwierdził, że "tak, ona jest chamska", "tak, ona myśli, że wie wszystko"... Ale taka tendencja zdaje się istnieć na forum. Jak stado kwok. I to nie ja upieram się, że klaps to jedyna metoda. Pisałam to, co myślę, ale nie byłam osobą, która wyskoczyła z epitetami, chamstwem, itp." Moim zdaniem w kategorii "itp" mieszczą się takie sformułowania jak "skamlenie", "dla mnie to żałosne". Moim zdaniem = uważam, że.... A tak w ogóle nie uważam, że "lepiej przy pierwszej sytuacji kiedy dziecko postepuje źle, dać klapsa". bo tak napisała mamaizyimoniki w pierwszym poście, choć potem zarzucała nam, że nie umiemy czytać bo przecież ona bije tylko jak kilkukrotne napomnienia nie dają rezultatu. Nie wiem czy kiedyś sama nie dam klapsa swojemu dziecku - może tak zrobię jeżeli będę bezradna i nie poradzę sobie w inny sposób. Ale gloryfikować się nie będę za to, bo wiem z doświadczenia (jako druga strona), że jako metoda "wychowawcza" jest to do kitu i dzieci starsze raczej będą skupiać sie na ukrywaniu tego co w pojeciu rodziców źle zrobiły niż na tym by robić dobrze. ja na przykład w niektórych sytuacjach wliczłam lanie w koszty i już. Jak w tym dowcipie (sorki za mocniejsze słowo, ale bez niego nie działa): Po rozdaniu świadectw Jasio westchnął "No to już tylko wpierdol i wakacje!" Pozdrawiam Anka Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.12.03, 09:30 Aniu, zgadzam się z Tobą. Wiesz, co mnie najbardziej rozsierdziło w poście mamyizyimoniki? Właśnie pogarda dla innych, brak zrozumienia dla cudzych problemów, kpina z próśb o pomoc i radę, wywyższanie się (chyba bez powodu?). Ten post sprawił, że wywiązała się dyskusja mało merytoryczna, ale za tao bardzo emocjonalna. No cóż, skoro bierzemy wniej udział, to chyba potrzebujemy dawki adrenaliny , ale tak naprawdę nie o to biega... Nie wiem, czy już o tym pisałąm, ale moją uwagę orzykuła już sam tytuł postu: SAME TAK WYCHOWUJECIE SWOJE DZIECI. To jest ZARZUT. Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.12.03, 09:36 Sorry, moje dziecko zgrabnie walnęło w klawiaturę i list "się" wysłał, zanim zdążyłam go dokończyć i przeczytać... "moją uwagę orzykuła już..." - nie "orzykuła" , tylko "przykuł" oczywiście, reszta chyba czytelna mimo pomocy dwulatki ? I jeszcze odrobina kurtuazji , której tam zabrakło: Pozdrowienia, Grazka Odpowiedz Link Zgłoś
iwcia30 Re: do Grazynki 10.12.03, 17:21 Śledzę Twoje posty od początku no i nie wytrzymałam! Czepiasz sie autorki głownego postu a co ty wiesz o wychowywaniu dzieci??? czy twoje dzieci są juz dorosłe że mozesz sie wypowiadac i dawać rady innym w sprawach wychowywania??!! Piszesz jakies bzdurne , wyniosłe tezy na temat bezstresowego wychowania a ja czytając je dostałam ataku śmiechu .Klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził a ja mojej dwojce dzieci nie raz przylałam i jakos problemu w tym nie widze. Cóż życzę ci aby twoje metody wychowawcze były LEPSZE, poczytaj jeszcze troche mądrych książek i oby nie skończyły się podbitym okiem przez syna czy córke!! Acha i te uwagi na temat błędów i wykształcenia - no cóż jeżeli według tego klasyfikujesz ludzi na wykształconych i nie to gratuluje!! Nie sil się na odpisywanie bo ja się w tą grę złośliwych słowek nie włącze. A swoją drogą złośliwa to ty jesteś! pozdrawiam Iwona Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: do Iwci 10.12.03, 20:14 Czytasz te posty - Grażynki i inne - czytasz, czytasz, czytasz... no ale nie widzisz lasu spoza drzew, czyli treści spoza literek. Popraw mnie, jeśli się mylę, bo z Twojego postu nie wynika nic ponad to, że można osobę, która go napisała, uznać za analfabetę funkcjonalnego. Gdzie Ty widzisz te: > bzdurne , wyniosłe tezy na temat > bezstresowego wychowania No, pokaż mi cytat, gdzie? Oj, tyle się dziewczyny namęczyły, aby wytłumaczyć, że wychowanie bez bicia nie jest wychowaniem bezstresowym. Jest (w skrócie) po prostu wychowaniem bez bicia, gdzie dziecko - traktowane z poszanowaniem jego indywidualizmu i godności oraz empatią - ponosi konsekwencje wszystkich swoich czynów i decyzji na miarę swojego wieku, bardzo często konsekwencje niemiłe i niewygodne (ergo - doznaje mnóstwo stresu, ale to stres wypływający w sposób naturalny z sytuacji, a indukowany przez opiekunów), nie jest natomiast bite ani poniżane. ..................... A ja nadal czekam na wypowiedź Jogo.... czemu autorki "Jak mówić..." mają złą mentalność (czy jak to szło). A może Ty Iwciu wiesz (skoro czytałaś wszystkie posty, może masz jakąś swoją hipotezę...? jak masz, to się podziel!) ))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
kicia_edziecko Re: do Grazynki 11.12.03, 09:14 iwcia30 napisała: "klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził" Skąd Ty takie "mądrości" wyciągnęłaś, że klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził? Podeprzyj to czymkolwiek co będzie nosiło znamiona autorytetu. Moje autorytety mówią coś ZUPEŁNIE przeciwnego. "a ja mojej dwojce dzieci nie raz przylałam i jakos problemu w tym nie widze" - to się nazywa niefrasobliwość. Nie dość, że postępujesz niewłaściwie, podkreślę to raz jeszcze - upokarzasz, głęboko ranisz i zadajesz ból swoim dzieciom - to jeszcze się z tym obnosisz i podnosisz swój brak wiedzy nt. psychologii dziecka (=człowieka) do rangi metod wychowawczych. "Cóż życzę ci aby twoje metody wychowawcze były LEPSZE, poczytaj jeszcze troche mądrych książek i oby nie skończyły się podbitym okiem przez syna czy córke!!" Az boję się pomyśleć co Ty czytasz. W książkach, które ja czytam wszyscy psychologowie są zgodni - agresja rodzi agresję i to Ty iwciu masz największe szanse żeby skończyć z podbitym okiem. Warto abyś to zrozumiała zanim zaczniesz innych przed tym przestrzegać. A może to projekcja? Insynuujesz, że zdarzy się to innym bo już podświadomie się tego obawiasz? Pozdrawiam Mama Tygryska forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=7082785&a=7732181 Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: do Grazynki 11.12.03, 09:26 Dzięki Kiciu, dzięki Odalie, właściwie proszono mnie, żebym się nie odzywała, a zresztą zrobiłyście to za mnie (dzięki!), ale chciałam tu jeszzce powtórzyć myśl Kici, bo było to pierwsze, co nasunęło mi się po przeczytaniu postu iwci: kicia_edziecko napisała: > agresja rodzi agresję i to Ty iwciu masz największe szanse żeby skończyć z podbitym okiem. Warto abyś to zrozumiała zanim zaczniesz > innych przed tym przestrzegać. A może to projekcja? Insynuujesz, że zdarzy się > to innym bo już podświadomie się tego obawiasz? Pozdrawiam serdecznie, Grażka Odpowiedz Link Zgłoś
ann_mart Re: do Grazynki 11.12.03, 10:47 iwcia30 napisała: > Czepiasz sie autorki głownego postu a co ty wiesz o wychowywaniu dzieci??? czy > > twoje dzieci są juz dorosłe że mozesz sie wypowiadac i dawać rady innym w > sprawach wychowywania??!! No cóż z tego co wiem to mamaizyimoniki też dorosłych dzieci nie ma, prawda A Ty masz? >Piszesz jakies bzdurne , wyniosłe tezy na temat > bezstresowego wychowania a ja czytając je dostałam ataku śmiechu .Klaps jeszcze > > nikomu nie zaszkodził a ja mojej dwojce dzieci nie raz przylałam i jakos > problemu w tym nie widze. No cóż moge powiedzieć, że mnie zaszkodził. Nota bene jako starsze dziecko dostawałam klapsy a moja młodsza siostra nie, ani razu (choć jak wspominają rodzice przy niej była aniołem) i różnic w efektach nie obserwują: obie jesteśmy wykształcone, uczciwe, nikogo nie zabiły)) Przy czym z perspektywy czasu moge powiedzieć, że ja tak wyrosłam pomimo klapsów. Cóż życzę ci aby twoje metody wychowawcze były > LEPSZE, poczytaj jeszcze troche mądrych książek i oby nie skończyły się > podbitym okiem przez syna czy córke!! Czy naprawdę sądzisz, że czytanie książek, a sama stwierdzasz, że mądrych a nie "mądrych" kończy się podbijaniem oka? A moja siostra nikomu nie podbiła. O rany musi to uzupełnić i walnąć któregoś z rodziców)))) > Nie sil się na odpisywanie bo ja się w tą grę złośliwych słowek nie włącze. > A swoją drogą złośliwa to ty jesteś! > No cóż pisząc ten post się włączyłaś. I jakoś nie widzę, żeby był spokojny, wyważony, nieobraźliwy. A swoją drogą współczuję ludziom, którzy uważają, że wychowanie bez bicia = bez stresu. Nie wiem bowiem czy to nie jest tak, że po prostu ich nic innego poza biciem nie stresuje. Mnie tam różne rzeczy stresujai stresowały jako dziecko, a nie tylko bicie. Qrczę na przykłąd inne kary. Skoro najwyraźniej nie rozumiesz podkreślę, że nie ma czegoś takiego jak wychowanie bezstresowe (no chyba, że ktoś pozwala dziecku na wszystko bez żadnych ograniczeń, nie stawia wymagań, nie zabrania. Ale wtedy inni je zestresują (bo na przykład postraszą jak Lala - Lala nie obraź się to nie jest przytyk do Ciebie, słowo, po prostu akurat ty o tym pisałaś, a stresu normalnemu dziecku takie groźby mogą dostarczyć), albo w przedszkolu czy szkole czegoś zabronią, będą oceniać, wymagać i wszystkie wysiłki rodziców, żeby bez stresu na nic)))) I wiesz mnie Twój post nie śmieszy (raczej budzi współczucie), i dziwi mnie, że Ciebie śmieszą posty Grażynki. No bo skoro jej nie popierasz i uważasz, że złe metody stosuje - to znaczy, że krzywdzi swoje dziecko. A to chyba nie jest powód do śmiechu, prawda? Pozdrawaim Anka Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.12.03, 11:27 Nio dobra Zeby byla jasnosc: nie podobal mi sie zjazd grazynki na ortografie. Jest to jeden z argumentow ktorzy dziala na mnie jak plachta na byka. Ortogriafia na tym forum nie swiadczy o niczym bo to jest frum- odpowiednik rozmowy. Bede robic bledy ortograficzne i literowki i zdaje sobie sprawe ze macio oberwal za ortografie a ja nie, bo ja sie zgadzam z grazynka a on nie )) ALE. To ze grazynka wyrwala sie z tematem zastepczym (tematem zastepczym byl tez kisiel) nie zmienia mojego pogladu w kwestii bicia. Ja (moze zaskakujaco) tez uwazam ze jeden czy dwa klapsy nikogo nie skrzywdza. Ale JEDEN CZY DWA. a prawda jest taka ze jak czlowiek klapsnie raz czy drugi i zobaczy ze sa efekty to klapsnie trzeci i czwarty. Potem bedzie jeden dwa klapsy na tydzien a potem jeden czy dwa dziennie. Bo to kuszace, opor dziecka silniejszy dorosly lamie jednym silnym klapsem (chyba ze trafi na taka cholere jak ja), a rozmawianie, tlumaczenie bachorowi z mozdzkiem madrzejszym od kury jest dlugie, upierdliwe, wkurzajace i w ogole. Takze ja sie w zasadzie nie sprzeciwiam klapsowi i nie uwazam ze mama ktora klapsa dala powinna glowe posypac popiolem i udac sie na pielgrzymke Ale trzeba sobie z pewnych rzeczy zdac sprawe na przyklad z tego ze nie bez powodu na swiecie pelno przemocy- jest ona najprostrzym, najmniej wymagajacym narzedziem rozwiazywania konfliktu. Wystarczy przewaga fizyczna- nie sa potrzebne racje oraz argumenty. W tylek i do pokoju. Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.12.03, 12:14 wieczna_gosiu Z całym szacunkiem wypraszam sobie ! Toż to nikt inny tylko ja miałam ochotę potaplać się z Maciem w kisielku Pozdrowienia Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.12.03, 13:58 z calym szacunkiem twierdzilam ze kisiel byl tematem pobocznym jak ortografia a nie ze poruszyla go grazynka- nie sadze ze jest masochistka zeby taplac sie z maciem ) Wiec sobie nie wypraszaj tylko czytaj Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.12.03, 15:59 Ok. Doczytałam i zwracam honor. A tak na marginesie taplanie w kisielku nie jest objawem masochizmu a objawem otwartości na zdobywanie nowych doświadczeń Pozdrawiam Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia sie znowu pobocznie robi ;)) 11.12.03, 18:22 Ligia ) O ile taplanie sie w kiesie4lku ciebie i macia sklonna jestem uznac za nowe doswiadczenie ) To te sama czynnosc w wykonaniu grazynki i macia- juz jednak za masochizm (ktory tez nowym doswiadczeniem byc moze nie przecze...) Odpowiedz Link Zgłoś
adzia_a Re: sie znowu pobocznie robi ;)) 11.12.03, 22:14 Co wy z tym kisielem, odparzenia macie czy co ))) Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.12.03, 13:32 wieczna-gosia napisała: > zdaje sobie sprawe ze macio oberwal za ortografie > a ja nie, bo ja sie zgadzam z grazynka a on nie )) Pewnie, że tak! )))) A z resztą Twojego postu też się zgadzam, już bez mrużenia oka. ortograficzna Grazka Odpowiedz Link Zgłoś
macio72 ZROZUMIAŁEM!!!! 12.12.03, 01:58 Zrozumiałem wreszcie o co chodzi z tym klapsem!!! Jasne, że klaps to porażka. I to całkiem już poważna porażka. A dokładniej – porażka rozmawiania, tłumaczenia – bo użyty klaps dowodzi, że te metody zawiodły. A z jakiej przyczyny – może z powodu kiepskiego podejścia przez rodzica, albo braku chęci czy posłuchu ze strony dziecka? A dlaczego uważam, że klaps w 90% na pewno okaże się niezbędny? Ano z obserwacji tego świata np.: 1. Ja pamiętam, że kiedyś w klasie nauczyciel to miał posłuch wśród uczniów. Ja też nieraz dostałem od nauczycielki (rzeczywiście nienawidziłem jej wtedy) i uważam, że było to dobre rozwiązanie, bo teraz mam możność obserwowania efektów tego „pedagogicznego” podejścia bez bicia. Efektem takiego podejścia jest np. kosz na głowie nauczyciela. Czy pamiętacie szanowne emamusie coś takiego ze swoich podstawówek? A teraz takąż trzecią klasę podstawówki moja, naprawdę z powołania, ciocia nauczycielka nazywa „bydło” i dlatego też przeniosła się i uczy w liceum. Dodam, że jest bardzo lubiana przez uczniów, którzy dawno po ukończeniu swoich szkół ciągle jeszcze ją odwiedzają i umawiają się np. na grila. Ja też raz miałem „przyjemność” popilnowania takich dzieciątek na lekcji przez 10 minut i uważam, że w każdej klasie powinna wisieć przy drzwiach dyscyplinka. 2. Znam też, dorosłe już, dziecko małżeństwa pedagogów (klapsa nie zaznał, a znam go od samego noworodka). Ma raczej luz na wszystko, nieukończone szkoły, o pracy nie wspomnę – ale przynajmniej imprezuje sobie w najlepsze. 3. Swego czasu (przez prawie 2 dwa lata) mieszkałem na stancji w mieszkaniu gdzie pewna pani psycholog z pedagogicznym podejściem do swoich dwóch chłopców również wynajmowała pokój. Zawsze jak coś zbroili to szli do pokoju na tłumaczenie. Hmmm... Tłumaczenie tłumaczeniem a chłopaki miały coraz większy luz. Skończyło się na zawaleniu jednego roku w szkole przez jednego z tych chłopców. Dalszej historii nie znam bo zmieniłem lokum. Chyba brakowało ojca... Pamiętam jedną rozmowę o której potem dowcipnie opowiadała mi ich mama – mianowicie chciała wejść młodszemu na ambicję i gdy ten znowu nie chciał odrobić zadania powiedziała mu tak: „Jeżeli nie chcesz chodzić do tej szkoły to nie, jutro pojedziemy na Śródkę (Śródka to dzielnica w Poznaniu) tam jest szkoła dla dzieci specjalnej troski, dużo się tam nie nauczysz, nie będziesz miał takich zadań, może będziesz potem pracował przy zamiataniu ulic...” itd. itp... Nazajutrz rano o siódmej mama budzi Piotrusia a on „Mamo a ja chcę na tą śrubkę!!!”. 4. No i mój hit, dziecko koleżanki żony – czasem siusia do talerza z zupą (komuś – nie sobie) i nawet mówi mu się, że nie wolno. Gdy babcia szła z nim na spacer to nie mogła zrobić zakupów ponieważ chłopczyk pokazywał rączką gdzie babcia ma iść – „Tam!” i koniec. W towarzystwie dorosłych to on musi być gwiazdą i staje się bardzo złośliwy i niegrzeczny gdy dorośli przestają zwracać na niego uwagę. Dla swojej mamy krnąbrny i niegrzeczny, natomiast podobno w przedszkolu nie ma problemów. Ha, grupa dzieci nie da sobą pomiatać innemu dziecku. W zasadzie bardzo mi żal tego chłopczyka – to on będzie miał ewentualne problemy w swoim życiu. Czyżby odosobnione przypadki? Pozdrawiam, Maciej PS Muszę pisać w łordzie bo on sam poprawi mi błędy i GrażynkaTrzynasta się ucieszy! I co z tym kisielem? Dawno nie jadłem żadnego. Odpowiedz Link Zgłoś
umargos Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 12.12.03, 03:01 macio72 napisał: > Zrozumiałem wreszcie o co chodzi z tym klapsem!!! > Jasne, że klaps to porażka. I to całkiem już poważna porażka. A dokładniej R > 11; > porażka rozmawiania, tłumaczenia – bo użyty klaps dowodzi, że te metody > zawiodły. A z jakiej przyczyny – może z powodu kiepskiego podejścia przez > rodzica, albo braku chęci czy posłuchu ze strony dziecka? Hehe...a jednak akurat nie zrozumiałeś. Klaps zasadniczo jest porażką nie stricte wychowawczą, a naszą. Jest skutkiem naszego braku cierpliwości, niemożnoscia opanowania w konkretnej sytuacji negatywnych emocji (strachu, leku, złości itp.). "Porażką wychowawczą" staje się dopiero kiedy staje sie "metodą wychowawczą". Jest ogromna różnica jakosciowa pomiedzy sporadycznym klapsem, który zdarzyć się może z w/w przyczyn niejednemu rodzicowi, bo za takiego klapsa można dziecko przeprosić (i jeżeli to jest rzeczywiście sporadyczne to pewnie emocjonalnej krzywdy dziecku nie zrobi), oczywiscie jeżeli staje się to nagminne, nawet w chwili wzburzenia, to przepraszanie traci sens....a klapsem zastosowanym rzeczywiście jako zaplanowana kara; to taka różnica, oczywiscie w mniejszej skali, jak pomiedzy zbrodnia w afekcie a zbrodnią z premedytacją. To pierwsze można zrozumieć, a nawet wybaczyć. To drugie wybaczyć i zrozumieć, jak dla mnie nie bardzo...ale też nigdy nie musiałam tego wybaczać. > A dlaczego uważam, że klaps w 90% na pewno okaże się niezbędny? Ano z > obserwacji tego świata np.: > 1. > Ja pamiętam, że kiedyś w klasie nauczyciel to miał posłuch wśród uczniów. Ja > też nieraz dostałem od nauczycielki (rzeczywiście nienawidziłem jej wtedy) i > uważam, że było to dobre rozwiązanie, bo teraz mam możność obserwowania > efektów tego „pedagogicznego” podejścia bez bicia. Nigdy nie zostałam uderzona przez nauczyciela w szkole, ani nikt z moich kolegów. I nikt koszy na nauczycielskie głowy nie zakładał. Choc byli nauczyciele, którzy bez podnoszenia głosu, egzekwowali posłuch, szacunek i przygotowanie do lekcji i tacy, którzy wołali co chwile "proszę o spokój" i byli olewani, ale też sami do lekcji byli nieprzygotowani, nie umieli wykładać/uczyc, nie umieli nauczyć i ich lekcje, wówczas i nadal z perspektywy czasu, oceniam jako "do d...". > 2. > Znam też, dorosłe już, dziecko małżeństwa pedagogów (klapsa nie zaznał, a znam > go od samego noworodka). Ma raczej luz na wszystko, nieukończone szkoły, o > pracy nie wspomnę – ale przynajmniej imprezuje sobie w najlepsze. Moi rodzice nie-pedagodzy, nawet bez matury. Klapsami swoich dzieci nie raczyli. W tej chwili najmłodsze - czwarte już, studiuje...reszta studia skończyła, ew. kształci sie dalej, w celu osiagniecia jeszcze wyzszego stopnia. I problem znanego Tobie, dorosłego już, dziecka nie wynika z braku klapsów bynajmniej...a raczej z nadmiernej swobody - luzu na wszystko i pewnie innych błędów wychowawczych. > 3. > Swego czasu (przez prawie 2 dwa lata) mieszkałem na stancji w mieszkaniu gdzie > pewna pani psycholog z pedagogicznym podejściem do swoich dwóch chłopców > również wynajmowała pokój. Zawsze jak coś zbroili to szli do pokoju na > tłumaczenie. Hmmm... U mnie w domu tez było "tłumaczenie", na porządku dziennym były mowy (tzw. trucie) i moralizowanie...i jakos obywało się bez bicia. Tego trucia było czasem za dużo, aż się zastanawialiśmy we własnym dzięcięcym wówczas gronie czy nie wolelibysmy lania, żeby tylko tego nie wysłuchiwać...bo to owszem bolało. Ale też słowa mojej mamy nie były bez pokrycia. Ona mogła i truć i moralizować, wymagać, przydzielać obowiązki itp. Bo sama ciężko pracowała, dbała o rodzine, o nie-rodzine też. Zawsze znalazła czas dla nas, zawsze dla każdego kto o pomoc czy przysługę poprosił chociażby miała w tym celu zarwać noc (czyli nawet do przesady). Były i inne zachowania. Nigdy przy dzieciach nie krytykowała bliźnich, nie obrabiała sąsiadów, ani nikogo z rodziny, z szacunkiem mówiła i odnosiła się do swoich rodziców i zawsze była na każde ich zawołanie. A przy tym wszystkim oczywiscie była z dzieciecej i wczesno-młodzieńczej perspektywy domowym tyranem, który w mojej ocenie zbyt bezkompromisowo wszystko oceniał, zbyt duzo wymagał i niestety generalnie się nie liczył z naszym zdaniem (i to ostatnie troche mam jej chyba za złe) > 4. > No i mój hit, dziecko koleżanki żony A jak sie to ma do stosowania klapsów??? Moim zdaniem tak jak opisałeś zachowuje sie dziecko, któremu poświęca się/poświęcało się za mało uwagi i ma potrzebę zwracania jej na siebie wszystkimi sposobami, albo takie któremu poświęca sie/poswiecało się uwagi za dużo, ale niekoniecznie w "zdrowy" sposób...stad takie zachowania. Nie wychowa się dając klapsy, ale ucząc radzenia sobie z emocjami, z akceptacją rzeczywistości (tej na miarę dziecięcego pojmowwania świata), z akceptacja słów "nie" i "nie wolno"...jest tego dużo... > Czyżby odosobnione przypadki? Niekoniecznie odosobnione, ale mają się nijak do stosowania bądź niestosowania klapsów jako metody wychowawczej. Dlatego, że w ramach kontrargumentu, można by podać przykłady osób wychowywanych przy pomocy klapsów (lub większego lania), które teraz bija swoje dzieci, potrafią uderzyc partnera, reagują agresywnie na innych bliźnich i ogólnie kiepsko sobie radzą z emocjami, a chyba nie o to chodzi?? Pozdrawiam Ula Odpowiedz Link Zgłoś
adzia_a Logiki trochę... 12.12.03, 09:19 Macio, na litość Boską Miałeś logikę w średniej szkole? Nie? No to Cię poinformuję, że nawet gdyby te problemowe przypadki, o których piszesz, wynikały li i wyłącznie z niebicia dzieci, to i tak z małego kwantyfikatora nie zrobisz dużego. Bo to tylko kilka przypadków. Inaczej mówiąc. Twierdzisz: "Znam takie dzieci, które nie były bite i dlatego nic z nich nie wyrosło". Zakładając nawet, że to prawda, to nie jest to twierdzenie równoważne następującemu: "Dzieci, które nie były bite, nie wyrosną na ludzi". czujesz różnicę? Tam mały kwantyfikator, tu duży. Sorki, że taka upierdliwa jestem, ale mnie coraz bardziej boli brak logicznego myślenia u ludzi dorosłych... Odpowiedz Link Zgłoś
macio72 Czyli nie zrozumialem? :( 12.12.03, 10:08 Witam, > Macio, na litość Boską Może się zlituje? > Miałeś logikę w średniej szkole? Nie, dopiero później. > czujesz różnicę? Tam mały kwantyfikator, tu duży. Czuję. I dlatego nie generalizowałem, jeśli dobrze się wczytasz to zauważysz, że ograniczyłem sie jedynie o 90% przypadków (a to na oko). Własnie przed chwilą Ula na każdy mój przykład przytoczyła kontrprzykład - mogłoby być zatem 50% ale obstaję przy 90%. Zatem uważam, że klaps jest również jednym z narzędzi wychowawczych. Pozwolę jeszcze sobie na komentarz do postu Uli: > Tego trucia było > czasem za dużo, aż się zastanawialiśmy we własnym dzięcięcym wówczas gronie > czy nie wolelibysmy lania, żeby tylko tego nie wysłuchiwać W tym przypadku jak już samo dziecko zastanawia sie czy może klaps byłby lepszy to nosi to znamiona znęcania się psychicznego nad nim. pozdrawiam, Maciej Ciekawe co Leszek wynegocjuje... Odpowiedz Link Zgłoś
umargos Re: Czyli nie zrozumialem? :( 12.12.03, 10:47 macio72 napisał: > > Pozwolę jeszcze sobie na komentarz do postu Uli: > > Tego trucia było czasem za dużo, aż się zastanawialiśmy [...] czy nie wolelibysmy lania, żeby tylko tego nie wysłuchiwać > > W tym przypadku jak już samo dziecko zastanawia sie czy może klaps byłby lepszy to nosi to znamiona znęcania się psychicznego nad nim. Hehe...zastanawiać sie mogliśmy, bo lania nie było, i z perspektywy czasu wiem, pomimo całej niedoskonałości metod zastosowanych przez moich rodziców, że to było lepsze rozwiązanie. Ten nadmiar "trucia" był zresztą obserwowany wyłącznie przy przewinieniach większego kalibru...takich co to pewnie Twoim zdaniem zasługiwałyby na klapsa. Przy tym wszystkim jednak moja mama nigdy nie powiedziała do swojego dziecka - "jesteś głupi/zły/niedobry/nie kocham cie" zawsze całe gadanie odnosiło się do popełnionego czynu i jego skutków, a nie było wymierzone przeciwko nam personalnie. Pomagało, bo powtórek z naszej strony nie było. A i zawsze można było przyjść, przeprosić, wyrazić szczerą skruchę i kwestię zamknąć. Bicie na to nie pozwala...Kiedy rozwiązuje sie problemy "słownie" jednocześnie uczy się że jest to dobra metoda rozwiązywania problemów i całkiem przy okazji też, że słowa mogą boleć i je również należy stosowac z rozwagą. A jaka nauka płynie ze sprawienia lania? Czy nie przypadkiem taka, że silniejszy ma zawsze rację? Że metoda siłowa jest dobrą metodą rozwiązywania problemów, bo przecież "ja też obrywałem i nic mi się nie stało/albo ja też obrywałem więc teraz oberwie ktoś inny/itp."? Pozdrawiam Ula Odpowiedz Link Zgłoś
macio72 Re: Czyli nie zrozumialem? :( 12.12.03, 12:10 Ulo, Rzeczywiście takie podejście Twojej mamy było bardzo mądre. I dobrze, że nie potrzeba było klapsów, dobrze, że tłumaczenie było wystarczające. Jeżeli chcesz to spójrz na moją odpowiedź na "Konstruktywnie do Macia". Tam napisałem co myślę o: > A jaka nauka płynie ze sprawienia lania? Czy nie > przypadkiem taka, że silniejszy ma zawsze rację? Że metoda siłowa jest dobrą > metodą rozwiązywania problemów, bo przecież "ja też obrywałem i nic mi się > nie > stało/albo ja też obrywałem więc teraz oberwie ktoś inny/itp."? pozdrawiam, Maciej Odpowiedz Link Zgłoś
odalie ZROZUMIAŁEM!!!! oj, nie bardzo, nie bardzo 12.12.03, 15:14 > porażka rozmawiania, tłumaczenia – bo użyty klaps dowodzi, że te metody > zawiodły Nie wiem, czemu, ale już tak jest, że zwolennicy bicia jako metody wychowawczej przeciwstawiają bicie/klapsy - nieskutecznemu t ł u m a c z e n i u i r o z m o w i e. To jest mylenie pojęć. Dziecko nie działa na tłumaczenie, na dorosłą logikę Powiedzenie "nie wolno!" albo "nie dam ci białej kiełbaski, bo w domu nie mam, a sklep już zamknięty" (przykład z naszego domowego życia wzięty) nie działa i nie podziała. Trzeba dobrze, spokojnie pomyśleń, jak by tu dziecko p o d e j ś ć. Jaką znaleźć metodę, jaki fortel, jaki sposób zgodny z konstrukcją psychiczną dziecka. I tu okazują się przydatne rozmaite poradniki, jak mój ulubiony )) "Jak mówić..." - podawane są tam proste a skuteczne patenty na rozwiązywanie rozmaitych konfliktów bez agresji i dominacji. Jak kto myśli, że samym gadaniem (nawet nie przykładem, a gadaniem) coś zdziała, to jest w błędzie. Odwrotnie - dzieci nie przepadają za gadaniną- gderaniną (a kto by to lubił?) i najczęściej, im mniej słów tym lepiej. Także i do nastalotka gadać za wiele nie powinno się, zamiast nastolatkoi "truć" trzeba konsekwentni ustalać granice, a ich przekroczenie owszem karać - choć według mnie nie biciem, a po prostu egzekwowaniem ponoszenia skutków czy też "dokręcaniem śrubki" (nie jesteś w porządku? to trudno, widać na mniej wolno tobie pozwalać). .................... A podane przez Ciebie przykłady porażek wychowawczych świadczą jak zwykle o braku pomysłu na wychowanie rzeczonych osobników, o braku konsekwencji. Sorri Winetou, ale nie na tym polega model wychowania jaki ja propaguję Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 12.12.03, 17:45 W kisielku to mamy sie potaplać, a później napić się drinka. Niestety nie możemy liczyc na obecność Grażynki Trzynastej, ponieważ dla niej taplanie w kisielku to poprostu masochizm, a szkoda . A mogło być tak pieknie .... Pozdrawiam Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 13.12.03, 11:01 ligia76 napisała: > W kisielku to mamy sie potaplać, a później napić się drinka. Niestety nie > możemy liczyc na obecność Grażynki Trzynastej, ponieważ dla niej taplanie w > kisielku to poprostu masochizm Owszem, zwłaszcza w towarzystwie osób preferujących przemoc fizyczną... Grażynka Trzynasta PS I znów zobiło się "pobocznie" Odpowiedz Link Zgłoś
aha12 Re: !!! 13.12.03, 12:06 Muszę przyznać, bardzo ciekawy wątek! P.S. Kisielek to też całkiem ciekawy pomysł. Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 13.12.03, 23:10 Tak Grażynka tak, a świstak siedzi i zawija je w te sreberka ... Pozdrowienia i szczere życzenia postepu w nauce czytania ze zrozumieniem Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 14.12.03, 14:57 ligia76 napisała: > Jeśli fakty świadczą przeciwko mnie, tym gorzej dla faktów Oj, Ligio, czytam tak te Twoje posty i czytam (choć treści w nich mało) i wiesz, co myślę? Że fakty mają się coraz gorzej... Grażka PS Polecam przenieść się z kisielkiem na inne forum, a tu w końcu wrócić do spraw wychowania. Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 14.12.03, 18:45 Milczenie jest złotem ... Wypowiedź nie musi być "laniem wody" na kilka stron, może być krótka, zwięzła i na temat. Może moje wypowiedzi są krótkie, poniewaz ja nie próbuję oceniać innych (co zazwyczaj zajmuje trochę powierzchni) ? Tematy "poboczne" są koniecznością w momencie gdy rozmowa zaczyna być mało konstruktywna i nic z niej nowego (a przynajmniej dobrego) nie wynika. A co do faktów ... no cóż napisałam jasno co o tym myslę, i jesli z faktami coraz gorzej to punkt dla mnie Nie napisałam że jestem zwolenniczką kar cielesnych, ale uważam że każdy ma prawo do swojego zdania i nie jest przez to od nikogo gorszy. Nie oburzyłam się również postem mamyizyimoniki ponieważ nie utożsamiam sie z mamami opisanymi w jej wypowiedzi i nie czuję się w żaden sposób przez nią zaatakowana. Sama tez nie mam potrzeby jej atakować i udowodnić że jestem lepsza. Pozdrowienia Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
chalsia Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 15.12.03, 00:11 Ligia napisała: >Tematy "poboczne" są koniecznością w momencie gdy rozmowa zaczyna być mało > konstruktywna i nic z niej nowego (a przynajmniej dobrego) nie wynika. No to po co w ogóle zabierać głos jeśli nic konstruktywnego z tego nie wynika. Jest to m.in. główny powód nie branie przeze mnie udziału w różnistych forach "pogaduszkowych", bo zero konkretów, a mnóstwo żonglerki słownej, z której nic nie wynika i w dodatku czesto jest dalekie od tzw. dobrego smaku. "milczenie jest złotem" Pozdrawiam, Chalsia Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 15.12.03, 09:50 ligia76 napisała: > Milczenie jest złotem ... > Wypowiedź nie musi być "laniem wody" na kilka stron, może być krótka, zwięzła > i na temat. Może moje wypowiedzi są krótkie Nie o "metraż" mi chodziło, a o zwartość merytoryczną Twoich wypowiedzi. A poza kisielkiem wiele treści w nich nie było... G. Odpowiedz Link Zgłoś
ligia76 Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 15.12.03, 10:11 Tak Grażynko, Ty piszesz posty znacznie lepiej niz ja. Wartość merytoryczna Twoich postów jest wręcz porażająca. Chylę czoła, "dygam" pokłony i zaraz położę się krzyżem. Chalsia zgadzam się z Tobą, czasami chyba rzeczywiscie lepiej odejść w cień i zostawić miejsce dla prawdziwych gwiazd. Pozdrowienia Ligia Odpowiedz Link Zgłoś
mumin_ek Wychowanie - moje refleksje 17.12.03, 15:32 Witam, Dorzuce i moje 5 groszy. Po pierwsze, szkoda, ze ten watek zjechal na temat poboczny - sorki, ale przekomarzanki-flirtowanki o kisielku nie sa interesujace. Wolalabym wrocic do tematu. Po drugie, nie podoba mi sie ton wypowiedzi Mamyizyimoniki, a jej 'dobre' wychowanie w odniesieniu do innych Forumowiczow w szczegolnosci. Zaimki osobowe w jez. polskim pisze sie w listach, za ktore wypowiedzi na forum mozna uznac, z wielkiej litery, co ma swiadczyc o szacunku dla adresatow. Mala rzecz, a cieszy. Brak tego, szczegolnie w polaczeniu ze slowem 'skamlec' swiadczy (moim zdaniem) o pogardzie dla innych. Po trzecie, uwazam, ze klaps zawsze i to bez wyjatku jest objawem bezsilnosci rodzica. Dostalam w zyciu 3 razy w skore (klapsa) wlasnie i nic mnie bardziej nie upokorzylo i do tej pory kladzie sie cieniem na moim stosunku do mojego Taty. Jak mozna tak odpowiedziec na slepa i bezkrytyczna milosc dziecka do rodzica? Coz, pogodzilam sie z tym, co sie stalo, ale wciaz podchodze do niego z duza nieufnoscia. Poza tym agresja rodzi agresje. Dziecko nie jest nasza wlasnoscia. Jest z nami przez okres swojego dziecinstwa i dojrzewania - wtedy mamy mu pokazac jak zyc, co wolno, a czego nie. Ale nie klapsami, czy laniem. Dziecko rodzac sie jest nagie, bezbronne, niesie ze soba tylko milosc, wiare i nadzieje, ze ktos je pokocha i zaopiekuje sie nim, nie zdradzi jego zaufania. I co? Dostaje klapa? Przeciez wraz z dzieckiem dostajemy wielki dar i obowiazek, ktory najczesciej podejmujemy swiadomie. Klaps to droga na skroty i na dodatek droga donikad, bo strachem nie wychowamy Czlowieka. Podobnie jest z krzykiem i inna psychiczna manipulacja, czasem pt. 'zrob cos, bo mamusia bedzie plakac'. Chodzi o to, zebysmy stawiali jasne granice, co dziecko moze, a czego nie i zebysmy byli do bolu konsekwentni, a to jest duuuzo trudniejsze niz klaps czy krzyk, czy manipulacja. Wychowanie to nie tresura. Dziecko powinno umiec bronic swojego zdania, wiedziec, ze na rodzicow moze zawsze liczyc, powinno sie sluchac, ale jesli nie poslucha, to wezmy pod uwage fakt, ze ono dopiero swiat poznaje i eksperymentuje, probuje poznac swoje ograniczenia. Poza tym uczy sie radzic sobie ze swoimi emocjami. Czy my to potrafimy? Czy sami sobie z nimi radzimy? Chyba nie do konca. Nie recze za siebie, ze klapsa nie dam, nie moge, jestem tylko czlowiekiem. Ale wiem, ze doloze wszelkich staran, by tego nie zrobic, bo to bedzie moja porazka i krzywda dla mojego dziecka, ale chyba wieksza dla mnie, bo to ja je zawiode. Ja, ktora mam go wychowac, a nie wytresowac. Mam go nauczyc byc dobrym czlowiekiem, a dobry czlowiek nie jest agresywny. Mam go nauczyc, ze zycie jest zwiazane z emocjami i trzeba sobie z nimi radzic. Mam go nauczyc rozmawiac. Mam go nauczyc szacunku dla innych i dla siebie. Duzo tego, wiec nie chcialabym pojsciem na skroty to zepsuc. Jestem mama watpiaca i szukajaca. Przyznaje sie do tego. Dlaczego tak jest? Bo wiem, jakie jest moje zadanie jako matki i zdaje sobie sprawe z odpowiedzialnosci jaka na mnie spoczywa. I chce wychowac mojego syna na dobrego i szczesliwego czlowieka. Czy to, ze bede pytac, co zrobic z histeryzujacym dwulatkiem czyni mnie skamlaca matka, ktora sobie nie radzi? Nie sadze. Spytalabym, bo mysle, bo sie zastanawiam, jak sobie poradzic z dana sytuacja tak, aby nie naruszyc godnosci mojego dziecka, nie wytresowac go, ale tez pokazac, ze pewnych rzeczy nie wolno, ze innym ludziom i istotom nalezy sie szacunek tak samo jak jemu. I o to chyba chodzi w tych pytaniach, wszechwiedzaca Mamoizyimoniki. Konflikty sie zdarzaja i trzeba nauczyc dzieci radzic sobie z nimi. Ja stosuje zasade zelaznej konsekwencji czy tez NUR. Dziala na roczniaka. Uczy sie, ze ma swoja autonomie i mozliwosc stosownego do wieku wyboru, ale jak powiem, ze cos ma byc tak a nie inaczej, to wprowadzam to w zycie i dzieki temu nie mam zabawy kontaktami, bo ze sto razy go odsuwalam od nich dajac zabawki i mowiac nie wolno. Zrozumial! Pomogly tez zatyczki. Kontakty sa teraz bezpieczne. Zakazow nie ma duzo, ale te ktore sa, sa egzekwowane. No i w jakims stopniu moze decydowac sam o sobie. Nie chce jesc, nie zmuszam, ale nie dokarmiam miedzy posilkami. Nie chce skarpet - nie nosi w domu. Jak zdejmie, chodzi na boso. Potem sam ich szuka. Nie chcial rekawiczek i sciagal, raczki troche zmarzly - polubil rekawiczki. Tylko nie myslcie, ze pozwalam na to na mrozie - przecwiczylismy przy sprzyjajacej temperaturze. Ale czapka na glowie ma byc i nie ma dyskusji. Mimo roznic w pogladach na literature, zgadzam z GWM. I chcialabym byc tak swirnieta jak Odalie, to najmilsza rzecz, jaka Ci ktos napisal na tym forum ;p Chalsia - podobalo mi sie wycieranie podlogi z samolotu - zapamietam i moze sie przyda do zazegnania sporu w przyszlosci. Rozmawiajmy, tulmy, szanujmy, ustalajmy granice, zauwazajmy czlowieka w naszych dzieciach i nie idzmy na skroty, jakie by one nie byly. Dziecinstwo czlowieka mija tak szybko... Pozdrawiam, Kasia Mumin - Muminkowa Mama Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 09:33 Po pierwsze... ...po drugie... ...po trzecie... Pod każdym fragmentem Twojej wypowiedzi, Kasiu, podpisuję się czterema łapami ;- ) Grażka Odpowiedz Link Zgłoś
mumin_ek Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 11:18 )) - dziekuje. Troche za dlugo wyszlo. Znalazlam piekny cytat na okolicznosc tej dyskusji: 'Mądrość nie z wiekiem przychodzi, A prawość nie tylko starcom jest znana. (Hi 32, 9)' I jeszcze jedna rzecz mi przyszla do glowy - dziecko musi miec mozliwosc wyrazania sie, swojej osobowosci. Nawet jesli robi to przez krzyk. Oczywiscie, nie chodzi o pochwalanie takich zachowan, ale raczej pozwolenie mu na to w jakis okreslonych ramach - bez krzywdzenia siebie i innych, rzecz jasna. Pozwalacie na cos takiego? Ja tak - tlumacze, ze jest zly, niezadowolony, ale nie uciszam na sile, nie ustepuje, nie daje tego, co chce, a nie powinien dostac. Pracujac z dziecmi zauwazylam, ze wiele z tych (choc na pewno nie wszystkie), ktore byly za ciche, zbyt zamkniete w sobie, mialy problemy. Niestety. W Ksiazeczce dla przestraszonych rodzicow wyczytalam, ze jedynym tak naprawde niepokojacym objawem nieprawidlowego rozwoju emocjonalno-psychiczno- intelektualnego jest nadmierne wyciszenie i spokoj dziecka. Jak znajde chwile przekopiuje tu apel twojego dziecka ze Zwierciadla. Pozdrawiam, K-M Odpowiedz Link Zgłoś
macio72 Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 12:21 > 'Mądrość nie z wiekiem przychodzi, > A prawość nie tylko starcom jest znana. (Hi 32, 9)' Czy to jest fragment z Biblii? Maciej Odpowiedz Link Zgłoś
chalsia Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 12:46 Całkowicie i zupełnie podpisuję się pod obydwoma postami Muminka !! Ja bym nie potrafiła tego tak ująć. I ja też pozwalam małemu się wyzłościc czy popłakać np. w moich ramionach. Udało mi się zaszczepić w nim, że jak sie złości to tupie zamiast walic w kogoś albo siebie w głowę. Jednak mam wrazenie, że moje dziecko jest ZA spokojne (no ale jest i problem - rozwiedzeni rodzice nie umiejący się dogadać). Pozdrawiam, Chalsia Odpowiedz Link Zgłoś
mumin_ek Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 12:55 Pewnie juz probowaliscie rysowania? Wiem, ze w wielu sytuacjach pomaga. No i zlinczuj mnie zwierzatko pomaga, szczegolnie dane przez mame. Ja mialam takie i pomoglo mi przejsc przez zawirowania dziecinstwa, ale o tym nie tu... Macio, to z Ksiegi Hioba, fajne, prawda? Pozdrawiam, Mumin i Muminek Odpowiedz Link Zgłoś
chalsia Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 15:39 Muminku Wiem o rysowaniu ale co, jak i kiedy mamy rysować? Porada praktyczna mile widziana. Pozdrawiam, Chalsia Odpowiedz Link Zgłoś
mumin_ek Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 17:45 rysujcie otaczajaca Was rzeczywistosc. to jest doskonaly punkt startowy do rozmowy. dzieci glownie maja rysowac na potencjalnie dla nich trudne tematy. wiec dobrze by bylo, zeby wlasnie rysowal swoj dom i o nim opowiadal, mame, tate itd. a najlepiej podpowie Ci psycholog. powodzenia! Kaska Odpowiedz Link Zgłoś
macio72 Re: Wychowanie - moje refleksje 19.12.03, 01:22 Bardzo fajny fragment, podoba mi się. A jesli będziesz miała czas to zajrzyj tu (Prz 13:24) i tu (Syr 30:1). Piszę w ten sposób, żeby niektórych nie denerwować. Co o tym sądzić? pozdrowienia, Maciej Odpowiedz Link Zgłoś
mumin_ek Re: Wychowanie - moje refleksje 19.12.03, 09:20 Nie moge w tej chwili zajrzec, ale jesli to o tym, o czym mysle, to nalezy pamietac, ze starozytni byli duzo okrutniejsza cywilizacja niz my i nalezy na nich patrzec przez ten filtr. Nas obowiazuje przede wszystkim przeslanie milosci Boga i blizniego z NT. Mamy stac sie jak dzieci, zeby wejsc do Krolestwa Niebieskiego. Pomysl o tym klapie, jak chcesz pogadac o prywatnych doswiadczeniach, pisz na gazetowego priva. Szanuj core, zeby tego samego wymagala od swojego przyszlego meza. Pozdrawiam, Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Wychowanie - moje refleksje 19.12.03, 11:03 Maciu mysle ze muminek ci odpowiedzial )) Nikogo nie zdenerwujesz, ja sie zastanawialam dlaczego tu 250 postow a nikt jeszcze starego testamentu nie wyciagnal ) Radujesz me serce ) Poniewaz masz corke, jako wytrawny znawca Biblii pammietasz na pewno historie o tym jak do faceta przyszli goscie, a on im dal przenocowac. Po czym przyszli ludzie rzadajac wydania tamtych. I ow czlowiek wielkiej dobroci gosci nie wydal natomiast mial corke, wydal ja a tamci nagwalciwszy sie- odeszli. Mniamusne, n'es-ce pas? Niestety nie mam pojecia gdzie moja Biblia, ale w ST co historia to lepszy horror, a ksiega sedziow to juz w ogole ) Uwielbiam ) W tamtych czasach dziecko bylo czyms mniej wiecej miedzy swinia, a psami )) Chyba ze oczywiscie judaista jestes- ale wtedy w ogole nie powinnismy dyskutowac poniewaz nasze systemy wartosci sa z grubsza troszke inne, w nowym testamencie pojawia sie wielokros zdanie- w ksiedze napisano.. ja ja wam powiadam.......... przykazanie milosci np w ten wlasnie sposob jest wprowadzone- przez negacje jednego z praw mojzeszowych. Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 14:58 Muninku, jak sądzę jesteś prawdziwą ciepłą i cierpliwą Mamusią Muminka! Doskonale wyraziłaś w swoim poście także i moje odczucia. Wątek trochę zjechał, trochę się przeniósł na "Konstruktywnie do Macia", to fakt. Ale zobaczymy co dalej Odpowiedz Link Zgłoś
kd0319 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.01.04, 20:36 Nieiwarygodne! Idaelna mama z idealnym dzieckiem! Raz w tylek i po krzyku! To jest to. Dziecko jak pies - uczy sie. Podziwiam i zycze dalszych sukcesow wychowawczych, tyle ze Ci NIE WIERZE. Odpowiedz Link Zgłoś
carolix Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 30.01.04, 10:15 Witam serdecznie Próbowałam wczoraj przebrnąć przez ten wątek, wszystkich postów nie przeczytałam ale oto wnioski jakie mam po przeczytaniu większości z nich. Podziwiam większość z Was, a w szczególności wieczną_gosie i mumin_ek za poziom na jakim prowadzicie tą dyskusję. Jesteście osobami o bardzo wysokiej kulturze osobistej bo tylko takie osoby potrafiłyby rozmawiać w ten sposób z osobą jaką jest mamaizyimoniki. W przeciwieństwie do Was ona nie ma pojęcia czym jest kulturalna rozmowa. Myślę że to właśnie JEJ głównym problemem jest brak wychowania, a w zasadzie złe wychowanie, takie jakie i ona serwuje swoim córkom, klaps i siedzieć mi cicho! Ją też zapewne tak wychowywano, nie miała prawa do własnego zdania, do możliwości wyrażenia odmiennej opinii i dlatego nie potrafi dyskutować a tym bardziej zrozumieć że ktoś może mieć odmienne zdanie. Próbowała dać innym mamom właśniego takiego klapa swoim postem. Klaps i na tym koniec, nie ma mowy o dyskusji a ktokolwiek kto ma odmienne zdanie jest głupi i źle wychowuje swoje dzieci. Oto jej sposób rozumowania. Niestety nie jest to dobra metoda wychowawcza, może doprowadzić do tego że albo jej dzieci nigdy nie będą miały własnego zdania, będą łatwo ulegać wpływom innych albo pójdą jej wzorem - czyli będą próbowały innym narzucić swoje zdanie. Są to dzieci spacyfikowane a nie dobrze wychowane. Gdyby wychowanie było tak proste jak jej sie wydaje to ja też bym dawała te klapsy. Tak ! zrobiłabym tak. Ale moje dziecko jest inne niż jej dzieci. Ma bardzo silne poczucie własnego ja i potrzebe wolności co widać w zasadzie od pierwszych dni jego życia. Ma dopiero rok wiec jeszcze mnie nie bije ale za to mam z nim inne problemy. Nie lubi gdy cokolwiek idzie nie po jego myśli. Jedyną metodą jaką na razie stosuję jest konsekwencja. Niezależnie od krzyków i wrzasków, wyginania się, ja robię swoje. I mam nadzieję że gdy tylko będzie mądrzejszy to zrozumie, że jeśli mama mówi NIE to oznacza to zawsze NIE i nie ma sensu sie sprzeciwiać. Wiem że klaps zupełnie by nie podziałał, choć jeszcze nie próbowałam, ale pare razy gdy straciłam cierpliwość krzyknęłam na niego i nie odniosło to żadnego skutku - myślał że to taka zabawa i nieźle sie uśmiał ze mnie Mam natomiast problem z jego jedzeniem i tutaj chciałaby prosić o radę bardziej doświadczone mamy. Bartek od pewnego czasu buntuje sie przy jedzeniu. Jest dla mnie oczywiste że robi mi na przekór. Gdy go karmię łyżką odmawia jedzenia, je wtedy gdy może robić to sam - rączką, bo łyżką jeszcze nie umie. I co powinnam zrobić w sytuacji gdy wkłada ręce do talerza: - pozwolić mu grzebać w np. kaszy, bo gdy jest tym zajęty to je z łyżki i nauczy sie może w ten sposób szybciej samodzielnego jedzenia, czy kategorycznie zabronić grzebania w talerzu - ale łączy się to z histerią i zakończeniem posiłku. Wczoraj pozwoliłam troche pogrzebać, bo zależy mi na tym żeby jadł ale nie wiem czy to dobra metoda. Jakie jest Wasze zdanie? Serdecznie pozdrawiam wszystkie kulturalne mamy Odpowiedz Link Zgłoś
amko Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 30.01.04, 11:20 Hej, nasza Zosia, tez kolo roczku zaczela buntowac sie jesli chodzi o karmienie lyzka. Poczatkowo dawalam jej druga miseczke i druga lyzke i ona zajmowala sie podczas jedzenia swoimi naczyniami . Jednak nie na dlugo to pomoglo. Potem zaczelam gotowac jej jedzonko, ktore swobodnie mogla sama raczkami wkladac do buzi, lub nabijac na widelec i sama jesc (poczatkowo ja nabijalam a ona wkladala do buzi). Tak wiec, ziemniaczki w calosci do raczki do gryzienia (to samo z jablkami, bananami, gotowana marchewka). Jarzyny zawsze przed pokazaniem miesa, bo bylo bardziej prawdopodobne, ze ich wiecej zje. Potem miesko w kawaleczki, pieknie oprozniala sama caly talerz. To samo z kanapkami. Problem byl ocz. z kaszka, jogurtem, serkiem. Ale jak byla glodna to nie protestowala i dalo sie podac je lyzeczka. Nie protestowala jedynie przy rosole z makaronem (trudno jesc go rekami ), a bardzo go lubi). Niemniej jednak na jakis czas odstawilam sypkie i plynne pokarmy w miare ocz. mozliwosci. Po kilku tygodniach lyzka wrocila do lask, choc nadal uwielbia jesc sama. Mysle, ze warto przeczekac. Nic na sile, bo skonczyc moze sie nie jedzeniem w ogole. A jesli tylko jest zapal, mozna probowac nauki uzywania sztuccow . pozdr. Asia Odpowiedz Link Zgłoś
zarra Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 31.01.04, 12:51 Carolix,jak najbardziej możesz pozwolić dziecku grzebac w kaszy, czyli ogólnie w talerzu.To (wbrew pozorom) uczy samodzielnego jedzenia i wogóle jest bardzo kształcące. Możesz np.dać dziecku odzielną miseczkę, nałożyc tam troszkę i niech je samo łapką,a ty w tym czasie karm. powodzenia Ps.: Ja nie dałam rady czytać całego watku i wogóle w nim nie uczestniczyłam. Otworzyłam go dziś,bo znów "wyszedł" i byłam ciekawa kto tu jeszcze ma cierpliowść. A tu taki normalny temacik Odpowiedz Link Zgłoś
amko do zarry :) 31.01.04, 18:43 zarra napisała: > A tu taki normalny temacik nieprawdaż ? W przeciwienstwie do tematow, w ktorych szkoda nerwow i czasu na czytanie i odpisywanie na bzdury. pozdrawiam serdecznie Asia Odpowiedz Link Zgłoś
carolix Re: do zarry :) 31.01.04, 22:10 Dziewczyny dzięki za radę! pomogło! je troche lepiej, wszystko sam! tylko na razie nie daje mu kaszy ale ziemniaki, mięsko, brokułki itp itd czyli kawałki. Jak się rozkręci to je z widelca na który mu nabijam, a jak ma dobry humor to nawet ode mnie z widelca Odpowiedz Link Zgłoś
mumin_ek Re: do zarry :) 02.02.04, 10:19 Hej, Nie kpijcie, mnie na tym forum za czesto nerwy ponosza... Moim zdaniem, powinnas pozwalac jesc samodzielnie, nawet raczkami, za jakis czas sie to pewnie Dzidzi znudzi. Pozwalaj na autonomie tam, gdzie mozesz. Wtedy latwiej byc konsekwentnym przy zakazach - to tak z mojego podworka. Dawalam Muminkowi jesc samemu, oboje bylismy w jedzeniu po czubki glow, kuchnia w brokulach i ryzu, ale jaka radosc. Po jakims czasie sie znudzilo i teraz zazyczyl sobie lyzki i probuje nia jesc Pozdrawiam, Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
grazynka13 Re: do calorix 02.02.04, 19:07 Witaj, miło Cię słyszeć, ja też mam malucha (Maluszkę, raczej) o dość wyraźnie zarysowanym charakterku... czrnym, jak mi się wydaje Dużo siły Ci życzę, Grazka Odpowiedz Link Zgłoś