Same tak wychowujecie swoje dzieci...

    • odalie Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 19:16
      Hej!

      A ja skomentuję to, co Mamaizyimoniki napisała w pierwszym poście, a co
      przypomnę poniżej:

      > Ostatnio byliśmy na
      > zakupach w pewnym dużym markecie i widziałam taką oto sytuację: Dziecko ok. 2
      > lat zrzuca paczki z pampersami, matka podnosi raz, drugi, trzeci, tłumaczy;
      > dziecko robi to samo, matka znów tłumaczy, dziecko oczywiście nie przestaje;
      > matka pochyla się po raz trzeci i........ chlaś w policzek! Zamilkła
      > zasłaniając ręką odznaczoną na nim dziecięca dłoń. Ja byłam ze swoimi dwiema
      > córkami. Nie stałam tam dłużej. Jak dla mnie to i tak za dużo widziałam.

      Ja sama powiedziałabym tak - owszem, mama rzeczonego dwulatka zrobiła źle.
      Dziecko mogło być w koszu wózka na zakupy - ale z drugiej strony, być może nie
      dało się tam bez oporów włożyć. Co ważniejsze, mogło pomagać mamie - mama
      zamiast poprawiać zrzucane paczki, mogła poprosić o niezbędną jej pomoc, dać
      dziecku poczucie misji smile, sprawić, aby stało się ważną osobą, bez której
      zakupy się nie powiodą, kimś odpowiedzialnym. Mogła nawet przygotować w domu
      kolorową listę zakupów - wesołe rysuneczki na kartce wręczonej w sklepie z
      powagą dziecku - nie wiem, czy na dwulatka już to działa, ale generalnie uważam
      za dobry patent.

      Mamaizy... nie napisała, jaka była reakcja mamy (bo sobie poszła,
      zdegustowana smile))) ). Według mnie, świat się nie zawalił, dlatego że dziecko
      klapsnęło mamę w twarz. To tylko mogło być bardzo istotne doświadczenie - mama
      powinna moim zdaniem wyrazić, pokazać że to zabolało, że to jest przykre.
      Dziecko owszem, nauczy się, ale czy to źle nauczyć się, że bicie jest złe, bo
      sprawia przykrość i boli? i że tak się nie traktuje bliskich, że to jest złe?

      Mnie natomiast nurtowała jedna myśl (jak mawia mój facet, dobrze że tylko
      jedna smile)))) ): Mamaizy... stała tam w sklepie i gapiła się, ale
      n i e p o m o g ł a!

      Miała ze sobą swoje pociechy i zamiast dać im lekcję pod tytułem "pomagamy
      bliźniemu", tylko zdegustowana gapiła się, a potem odwróciła jak od trędowatej.
      Przecież albo ona sama, albo jej córeczki mogły zabawić jakoś rzeczonego
      dwulatka, odwrócić jego uwagę od zrzucania pudeł. I nie mam na myśli
      jakiegoś "ale ty jesteś niegrzeczny" tylko np. sympatyczne zagadanie, prośba o
      pomoc (np. "zapytamy twojej mamy, czy możesz włożyć do mojego koszyka to
      pudło?").

      Bardzo łatwo jest nalepiać metki. A sytuacje bywają różne.

      Któraś mama wspominała o autyzmie. Ja od siebie dodam atak migreny (u mamy)
      albo rzut alergii (u dziecka). W przypadku migreny mam wszystkiego dość, słabo
      kontaktuję i zdarzało mi się ulegać córeczce, odpuszczać sobie jej
      wychowanie smile A gdy moja młoda ma ostre objawy alergii (początek sezonu) jest
      bardzo rozdrażniona, nerwowa, bo po prostu cierpi i jest zmęczona (źle sypia).
      Wtedy stosuję wobec niej taryfę ulgową.

      Podtrzymuję swoją opinię, że bicie, klaps czy nie klaps, ale bicie, jest drogą
      po lini najmniejszego oporu, drogą na skróty - i często sprowadza na manowce,
      czyli po prostu nie działa, skrótem jest jedynie pozornym. U Mamyizy... klapsy
      pomogły, ale czy Mamaizy... jest 100% pewna, że inna metoda (np. z mojej
      ulubionej "Jak mówić...") nie podziałałaby równie dobrze?
      • chalsia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 20:52
        W całej rozciągłości zgadzam się z Wieczną Gosią.
        Na posty Violi nawet nie chciało mi się tracić czasu, nasuwało mi się
        tylko "eee......". Zwłaszcza, że dla niej wychowanie bezstresowe znaczy bez
        klapsów. A wydaje mi się, że KAŻDE przeciwstawienie się woli dziecka (nie ważne
        jaką metodą) już jest stresem dla niego.

        Pozdrawiam,
        Chalsia

        PS. mam to szczęście, że moje dziecko (niespełna dwuletnie) nie sika w majty
        waląc głową o podłogę i kopiąc mnie w twarz. Co nie znaczy, że nie próbuje
        zachowań nie akceptowanych przeze mnie lub nie stara się postawić na swoim. ALE
        NIGDY NIE DAŁAM MU KLAPSA. Są inne metody np. ostatnią "próbę sił" opisałam w
        wątku "konsekwencja".
        • chalsia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 20:56
          Pomyliło mi się - nie pamiętam, w którym wątku (i czy w ogóle) opisałam
          ostatnią próbę sił.

          Chalsia
      • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 14:37
        odalie napisała:

        > Hej!
        >
        > A ja skomentuję to, co Mamaizyimoniki napisała w pierwszym poście, a co
        > przypomnę poniżej:
        >
        > > Mnie natomiast nurtowała jedna myśl (jak mawia mój facet, dobrze że tylko
        > jedna smile)))) ): Mamaizy... stała tam w sklepie i gapiła się, ale
        > n i e p o m o g ł a!
        >
        Mnie zaś nurtowała inna myśl: co czuła ta mama buntownika, kiedy mamaizyimonika
        stała tam i gapiła się na nią? Wyobrażacie sobie, jakie to deprymujące? Nie
        tylko nie pomogła, ale na pewno pogorszyła całą sytuację, ja przynajmniej
        poczułabym się 100 razy gorzej, widząc jej karcący wzrok, tę wyższość, którą
        można wyczytać z każdego posti i... radość, że innym powinęła się noga.
        Ciekawe, czy tak samo bezczynnie gapi się, kiedy staruszka potknie się na ulicy
        i rozsypie zakupy? He, he, trzeba się było uczyć chodzić...
        Sorry, wyszło ciut złośliwie, ale... tak właśnie miało być.
        Pozdrawiam Was serdecznie (bez cienia złowśliwości tym razem wink)),
        Grażka
        • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 15:19
          grazynka13 napisała:

          > odalie napisała:
          >
          > > Hej!
          > >
          > > A ja skomentuję to, co Mamaizyimoniki napisała w pierwszym poście, a co
          > > przypomnę poniżej:
          > >
          > > > Mnie natomiast nurtowała jedna myśl (jak mawia mój facet, dobrze że t
          > ylko
          > > jedna smile)))) ): Mamaizy... stała tam w sklepie i gapiła się, ale
          > > n i e p o m o g ł a!
          > >
          > Mnie zaś nurtowała inna myśl: co czuła ta mama buntownika, kiedy
          mamaizyimonika
          >
          > stała tam i gapiła się na nią? Wyobrażacie sobie, jakie to deprymujące? Nie
          > tylko nie pomogła, ale na pewno pogorszyła całą sytuację, ja przynajmniej
          > poczułabym się 100 razy gorzej, widząc jej karcący wzrok, tę wyższość, którą
          > można wyczytać z każdego posti i... radość, że innym powinęła się noga.
          > Ciekawe, czy tak samo bezczynnie gapi się, kiedy staruszka potknie się na
          ulicy
          >
          > i rozsypie zakupy? He, he, trzeba się było uczyć chodzić...
          > Sorry, wyszło ciut złośliwie, ale... tak właśnie miało być.
          > Pozdrawiam Was serdecznie (bez cienia złowśliwości tym razem wink)),
          > Grażka

          No, Grażko, myślałam, że faktycznie tylko mnie ponosi, jak czytam co niektóre
          posty...
          Jak widać, nie tylko. Z jedną różnicą jednak - ty piszesz takie bzdury, że mózg
          się przewraca...
          Życzę szybkiego powrotu do zdrowia ...
          • umargos Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 15:38
            Hmmm...nie rozumiem. Czy mamaizymoniki jest rzeczywiście taka jak jak wynika to
            jej postów na forum - czyli zarozumiała, całkowicie przekonana o swojej racji i
            nieomylności, nie wrażliwa, totalnie pozbawiona empatii? czy też jest to jej
            forumowa osobowość - Mr. Hyde..a w życiu codziennym jest Dr. Jekyllem...i tu
            odreagowuje....ciekawe, ciekawe...
            Pozdrawiam
            Ula
            • umargos Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 16:06
              Czy dodałam, że również nieuprzejma (a właściwie niegrzeczna, żeby nie użyc
              określeń bardziej dosadnych)...nie?? to dodaję. A i jeszcze małe problemy z
              czytaniem...no cóż każdemu może się zdarzyć brak zrozumienia :o)))
          • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 19:07
            Brawo Violu! Cóż za błyskotliwa odpowiedź!
            Podobnych argumetów używałaś, wychowując swoje dzieci? (dzieci albo dziecko -
            nie wiem, bo i ty sama troszkę się już chyba zaplątałaś w tych skomplikowanych
            wylicznkach... )
            Kłaniam się nisko,
            Grazka
            • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 23:10
              Cóż za konsekwencja, grażyno...
              Miałaś nie odpowiadać na moje posty.
              Zawiodłaś mnie...
          • skarolina Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 13.11.03, 09:36
            mamaizyimoniki napisała:

            >
            > No, Grażko, myślałam, że faktycznie tylko mnie ponosi, jak czytam co
            niektóre
            > posty...
            > Jak widać, nie tylko. Z jedną różnicą jednak - ty piszesz takie bzdury, że
            mózg
            >
            > się przewraca...
            > Życzę szybkiego powrotu do zdrowia ...

            Bzdury, powiadasz?? A może jednak powiesz nam, w jakim celu stałaś i
            przyglądałaś się tej sytuacji?? Pomóc nie chciałaś, to można ewentualnie
            zrozumieć. Ale co chciałaś osiągnąć gapiąc się na tę parę - satysfakcję, że
            Twoje dzieci są tak dobrze wychowane?? Czy może chciałaś, żeby tamta matka
            odczuła Twoją pogardę?? Bo właśnie pogarda przebija z każdego Twojego postu.


            A ja jestem ciekawa, jak szybko życie zweryfikuje Twoje doskonałe metody
            wychowawcze. Bo że prędzej czy później tak się stanie, tego jestem pewna.
            • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 13.11.03, 13:12
              Dzięki, Karolino,
              udało Ci się wyrazić dokładnie to, co myślę.
              Pozdrawiam, trzymam kciuki za kolejnych 9 tygodni smile
              Grażka
    • mama_wiktora Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 09:08
      Gratuluję nieomylności. Życzę zrewidowania poglądów przy kolejnych pociechach.
    • w1313 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 09:52
      Witam wszystkich
      Od pradziejow klaps byl "sposobem" na przywrocenie do porzadku nieznosnikow.Ja
      jestem za,nie zeby bic dziecko bez przerwy, ale jezeli zadne argumenty
      nieskutkuja to niestety trzeba mu przylozyc. Mam troje dzieci 15, 13 i 2,5,
      moge powiedziec duzo na ten temat.Pomimo, ze dostawaly i nieraz dostana klapsa
      wychowalam je (starsze) na madre dziewczyny.
      Bezstresowe wychowanie dzieci ?? Smieszne, znam jedna dziewczyne, ktora
      wychowywala w ten sposob swoja corcie, gdy ktoregos dnia zoataly zaproszone do
      mnie myslalam , ze osobiscie te mala trzepne w tylek.Miala wtedy 8 lat, wiec
      uwazam , ze jest to wiek w ktorym wiadomo co wolno a czego nie.
      Dziewczyny , ktore maja dzieci w wieku 2-5 lat naprawde jeszcze malo wiedza,
      dopiero ucza sie bycia matkami i niech nie wypisuja tutaj bzdur.
      Pozdrawiam Violetta
      • wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 10:11
        w1313,
        a przeczytalas dyskusje?
        Bo ja mam wrazenie ze nie wink))


        > Bezstresowe wychowanie dzieci ??

        ale skoro jestes kolejna osoba uzywajaca tego sformuowania to ja po raz
        kolejny poprosze o definicje wink)

        Bo jesli chodzi o wychowywanie bez klapsow a nie NIE bez kar (jeszcze jasniej
        moge napisac- w wachlarzu moich kar i represji klapsy nie istnieja) to takze
        posiadam dwie dziewczynki w wieku twoich i takze sa madre, a ani razu
        dydaktycznie nie dostaly- Ania dostala pol roku temu raz i obie wiemy ze byla
        to glownie moja bezradnosc doprawiona zmeczeniem.

        Jesli chodzi ci o wychowanie BEZ klapsow i BEZ kar, to moze zaprzestanmy
        uzywania terminu wychowanie bezstresowe, tylko zacznijmy mowic brak wychowania
        (podobnie jak zamiast brak wody nie mowimy sucha woda).

        zadne argumenty
        > nieskutkuja to niestety trzeba mu przylozyc.

        a moze mowmy o swoich doswiadczeniach? Ja wcale nie uwazam ze trzeba
        przylozyc. Uwazam ze jesli zadne argumenty nie skutkuja to znaczy ze sa do
        luftu wink) i trzeba poszukac innych wink)

        I Violetto- nomen omen wink)- mlode matki majace male dzieci sa w wielu
        przypadkach idealistkami. Ale to wlasnie w mlodych matkach jest piekne- ze
        zawsze uwazaja ze swoje dzieci wychowaja na lepszych ludzi. Pamietacie zdanie
        Dalajlamy bodajze? "Godybysmy umieli dobrze wychowywac nasze dzieci, na
        swiecie nie byloby wojen". Tak... zdecydowanie jestem idealistka wink))) chociaz
        dzieci mam juz podstarzale (jak na dzieci oczywiscie).
        • mamasita Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 12:09
          O ponownie Pani Violetta ze swoimi pryncypiami podpuszca dobre mamy. Ja nie
          będe się wypowiadac bo Violetty nikt nie przekona do niczego, ona i tak wie
          najlepije i jest szalenie poważną pania.
          • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 15:49
            mamasita napisała:

            > O ponownie Pani Violetta ze swoimi pryncypiami podpuszca dobre mamy. Ja nie
            > będe się wypowiadac bo Violetty nikt nie przekona do niczego, ona i tak wie
            > najlepije i jest szalenie poważną pania.

            Taaaaaaaaaaaaaaa.....
            Odezwała się ta, co rodziców biła i groziła nauczycielkom........
            Nie skomentuję.
            Jesteś najlepszym przykładem do tego wątku.
            Wolę być dla ciebie szalenie poważną panią niż jak ty dla mnie - żałośnie
            śmieszną panią...

            Violetta - szalenie poważna specjalnie dla ciebie
            • mamasita Re: Nie dajcie sie podpuszczac drogie panie 13.11.03, 11:15
              jedna uwaga, po co dyskutowac drogie mamy z mamą która sowje dzieci tresuje.
              NIc do niej nie dociera, ani nowe poglądy na wychowanie dzieci ani fakt że
              dzieci maja prawa i że tak się składa ze obecnie większość rodziców interesuje
              się nimi bardizej niz kiedykolwiek i chcą się czegos nauczyć.
              Ta dyskusja jest niemal bez przedmiotowa. Pani mamaizymoniki - z niej nie
              skorzysta.
              Violetto skąd te androny o mnie? Owszem zawsze stawałam na straży swoich praw
              nawet jako dziecko czego nauczyli mnie rodzice ale nigdy nikogo nie uderzyłam
              • mamaizyimoniki Re: Nie dajcie sie podpuszczac drogie panie 22.11.03, 22:49
                Ja nie byłam bita, no może kilka klapsów jak juz byłam starsza i zaraz
                chciałam oddać i oddawałam, więc nikt na mnie reki nie podniósł. Ale faktem
                jest, że były usiałowania dopóki sie nie postawiła. Poza tym byłam cwana i
                zaczynałam się tak drzeć zanim ktokolwiek się do mnie zbilżył, że okan pękały
                i żartowałam że policja przyjdzie. Moja mama i cała rodzina humanistyczna nie
                mogła uwierzyć że takie pomysły mi do głowy przychodzą i bali się nwet podejść.

                Wypowiedź z: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=7928826&a=8148002

      • malgosia87 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci- do w1313 12.11.03, 11:04
        Violetto napisałaś, że wychowałaś swoje starsze dzieci na mądre dziewczyny, a
        co przez to rozumiesz? Czy chodzi o to, że nie masz z nimi żadnych poważnych
        problemów, masz do nich zaufanie i dobry kontakt, a może chodzi o to, że
        dobrze się uczą i dlatego są mądre?
        Pozdr.
        Małgosia
        (mama 4 latki)
        • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci- do w1313 12.11.03, 15:54
          malgosia87 napisała:

          > Violetto napisałaś, że wychowałaś swoje starsze dzieci na mądre dziewczyny, a
          > co przez to rozumiesz? Czy chodzi o to, że nie masz z nimi żadnych poważnych
          > problemów, masz do nich zaufanie i dobry kontakt, a może chodzi o to, że
          > dobrze się uczą i dlatego są mądre?
          > Pozdr.
          > Małgosia

          Jeżeli większość mam na tym forum jest rozgarnięta tak jak malgosia87, to
          fajnie... Bo to chyba nie pytanie do mnie...


          > (mama 4 latki)
          • dewcia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci- do w1313 12.11.03, 16:11
            mamaizyimoniki napisała:

            > malgosia87 napisała:
            >
            > > Violetto napisałaś, że wychowałaś swoje starsze dzieci na mądre dziewczyny
            > , a
            > > co przez to rozumiesz? Czy chodzi o to, że nie masz z nimi żadnych poważny
            > ch
            > > problemów, masz do nich zaufanie i dobry kontakt, a może chodzi o to, że
            > > dobrze się uczą i dlatego są mądre?
            > > Pozdr.
            > > Małgosia
            >
            > Jeżeli większość mam na tym forum jest rozgarnięta tak jak malgosia87, to
            > fajnie... Bo to chyba nie pytanie do mnie...
            >
            >
            > > (mama 4 latki)
            No, to świadczy z jaką uwagą czytasz posty (przecież nie powiem, że coś z
            Twoją rozgarniętością nie tak smile. Zauważ, że post skierowany był do
            dziewczyny o nicku w1313, która też ma na imię Violetta. Niezły popis...
        • agata_edziecko Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci- do w1313 12.11.03, 16:12
          Violetto, a skąd wiesz, że Małgosia skierowała swe pytanie do Ciebie właśnie?
          Ta druga koleżanka też ma tak na imię. Kto tu jest nierozgarnięty?...
          • malgosia87 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci- do w1313 12.11.03, 17:47
            Dla pełnej jasnościwink)) Mój post adresowany był do Violetty (nick w1313), mamy
            trzech dziewczynek w wieku 2,5, 13 i 15 lat.
            • skarolina Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci- do w1313 13.11.03, 09:26
              malgosia87 napisała:

              > Dla pełnej jasnościwink)) Mój post adresowany był do Violetty (nick w1313),
              mamy
              > trzech dziewczynek w wieku 2,5, 13 i 15 lat.

              Małgosiu, dla każdego rozgarniętego i rozumiejącego co czyta człowieka było to
              całkiem jasne big_grin
    • ineta Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 14:35
      Wiesz, Mamoizyimoniki, jeszcze trzy lata temu )kiedy dziecko było dopiero w
      drodze),byłabym święcie przekonana, że masz rację. Kara w odpow. momencie i u
      dziecka zostaje zakodowane - ja kopię(itp.)- mama wleje. Prawie jak w tresurze
      psów, choć teraz i tam odchodzi się od kar fizycznych. Tylko dziecko to istota
      jednak głębiej myśląca i przeżywająca więcej emocji niż najmądrzejszy
      zwierzak. Wybaczcie porównania, ale takie skojarzenia mi sie nasuwają, jak
      czytam o założeniach wychowawczych Wioli - że dzieci się układa, nie
      wychowuje. Układanie nie wymaga tłumaczenia, dlaczego nie, po prostu NIE plus
      jakiś nieprzyjemny bodziec i w zależności od wrażliwości i siły charakteru
      osobnika - efekt po pierwszym razie lub wkrótce. Taki skrót "wychowawczy",
      tyle, że działa do czasu. Zeby nie było nieporozumień, ja nie twierdzę, że
      lejesz swoje dzieci nagminnie. I jeden klaps to nie zbrodnai ale efekt naszej
      bezsilności. Samej zdarzyło mi sie dać klapsa małemu i wcale nie byłam z
      siebie dumna, bo chociaż czasami rzeczywiście pomoże, to jednak każdego
      następnego dać łatwiej. Dobrze, że twoja starsza córka okazała się dziewczynką
      nie sprawiającą kłopotów. A gdyby jednak była bardziej zbuntowana? Co wtedy?
      Ile klapsów? Pamiętaj, że są też mamy może łatwiej tracące cierpliwość niż Ty.
      Jeżeli dotąd starają się wychowywać dzieci bez klapsów a przeczytają, że
      jadnak klaps działa cuda, mogą zacząć je stosować z czystym sumieniem. A jak
      trafi na nerwową mamę i zbuntowane dziecko, to bardzo łatwo przekroczyć
      granicę. I codzienne dawanie "w pupsko" staje się normą. Stąd dla jakiegoś
      ułamka procenta ludzkości, ale jednak, tylko krok do fizycznej przemocy w
      pełnym znaczeniu tego słowa.
      Ja dostałam porządnego klapsa w wieku 2 lat, przy pierwszym ataku histerii -
      pomogło, więcej nie próbowałam. Rodzice dumni z siebie, uważali podobnie jak
      Ty - właściwy klaps we właściwej chwili i dziecko chodzi jak w zegarku. Ale
      mam młodszego brata... Kiedy doszedł i on do wieku buntownika, pierwsza
      histeria, klaps od taty i co? Ano jeszcze większa wściekłość i histeria. I na
      szczęście rodzice zrewidowali swoje poglądy na wychowanie, chociaż wcześniej
      podobnie jak Ty potrafili opowiadać o swojej "cudownej metodzie" znajomym
      mającym bardziej zbuntowane dzieci.
      To tyle i mam nadzieję że nikogo nie obraziłam.
      • mama_wiktora Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 15:55
        I ja się pod tą wypowiedzią podpiszę. Powyżej użyłam skrótu bo ręce mi opadły...

        Ja byłam takim niereformowalnym dzieckiem, przy którym moi rodzice musieli
        zrewidować swoje poglądy na wychowanie. Mój starszy brat był niesłychanie
        grzeczny i posłuszny. Ja - diabeł wcielony. Ale każdy klaps wywoływał u mnie
        złość, histerię i chęć odwetu, niekoniecznie bijąc. Więc rodzice mi klapsy, a
        ja i tak robiłam im na złość, a co. Niespecjalnie to pomogło na budowanie
        dobrej więzi i obustronnego zaufania.

        Ale oczywiście wszystko zależy od tego jaki efekt chcemy osiagnąć. Ja chcę mieć
        szczęśliwe dziecko, które zna granice. Każdy klaps, choć na szczęście to
        jednostkowe wypadki, to moja porażka, a nie sukces wychowawczy. Natomiast
        niesamowitą satysfakcję sprawiają mi sytuacje kiedy umiem się opanować, kiedy
        uda mi się opanować sytuację, kiedy wymyślę taki sposób, żeby osiągnąć cel
        wychowawczy, jaki założyłam. I w takich przypadkach bywam z siebie dumna, a nie
        wtedy jak mi ręka poleci, bo nie poradziłam sobie z własnymi emocjami.
    • w1313 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 13.11.03, 15:18
      Witam Wszystkie
      widze, ze temat sie rozwija w zaskakujacym tepie.
      W jednym z postow padlo pytanie dlaczego uwazam moje starsze corki za madre,
      pomimo iz dostawaly klapsy w pupe.Otoz sa dziewczynami rozwaznymi ; jesli
      chodzi o nauke to u jednej jest lepiej u drugiej gorzej.Nie mam wiekszych
      problemow z nimi pomimo, ze wkraczaja w wiek dojrzewania.A co najwazniejsze
      NIGDY ale to przenigdy mi nie ublizyly nie mowiac o podniesieniu reki na
      mnie.Czasami pyskuja, ale ktora z nas tego nie robila w wieku nastu lat??
      Podkreslam, ze nie jestem zwolenniczka karania dzieci klapsami, ale jezeli
      zadne argumenty nie pomagaja to trzeba przylozyc dziecku.
      Dziewczyny ! ja tez probowalam bezstresowo wychowywac dzieci, jak przyszly na
      swiat to zaprzysiegalam sie , ze nigdy zadnej nie uderze.Ale nie wytrzymalam,
      po prostu nie da sie wytrzymac.
      Najmlodsza 2,5 letnia czesto tez probuje "przekonac" do czegos, np. zeby nie
      mazala pisakami po scianie, i co ?? Jak grochem....Ale jak dostala klapsa
      (wlasciwie to nie byl klaps, tylko klepniecie) to doszlo do niej, ze mazanie
      nowo wymalowanej sciany nie jest dla niej oplacalne.I juz tego nie robi.
      Na pewno codzienne klepanie pupy nie przyniesie dobrych wynikow w wychowywaniu
      dzieci, ale jezeli sie nalezy to ja nie mam najmniejszych obaw. Jezeli dziecko
      nie jest ciagle bite to zrozumie , ze klaps to oznacza , ze dostalo za cos
      czego nie moze robic i wydaje mi sie, ze madrze wychowane dziecko nie powtorzy
      bledu z obawy przed kolejnym uderzeniem.
      I jeszcze jedno nie wstydze sie tego , ze czasami klepne swoje dziecko.A
      mamy , ktore pozwalaja na podnoszenie reki na siebie trzeba potraktowac
      obojetnie i bez szacunku, bo widocznie zasluguja na to.Takie uderzenie mamy to
      pierwszy akt braku szacunku do matki a jezeli to sie powtarza i mama nic
      sobie z tego nie robi .....to co tu duzo pisac.
      Serdecznie Was pozdrawiam Violetta D
      Dopisalam literke D , zebyscie sie znowu nie pomylily.
      • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 13.11.03, 16:08
        akt braku szacunku do matki a jezeli to sie powtarza i mama nic
        > sobie z tego nie robi .....to co tu duzo pisac.

        Wiolu D,
        to nie tak, że ta mama nic sobie z tego nie robi. Ona właśnie szuka rozwiązań,
        próbuje róznych metod, prosi o rady na tym forum.

        > I jeszcze jedno nie wstydze sie tego , ze czasami klepne swoje dziecko.A
        > mamy , ktore pozwalaja na podnoszenie reki na siebie trzeba potraktowac
        > obojetnie i bez szacunku, bo widocznie zasluguja na to.Takie uderzenie mamy
        to > pierwszy >
        No a z tym niestety nie mogę się zgodzić. Mama nie zasługuje na szacunek, bo
        dziecko ją uderzyło? To chyba zbyt swobodna interpretacja... Oczywiście, żadna
        mama nie może tego tolerować i z postów, które tu czytam, wynika jednoznacznie,
        że żadna nie toleruje, ale... żeby od razu trzeba ją było "potraktowac
        > obojetnie i bez szacunku, bo widocznie zasluguje na to" - Wiolu, przyznasz,
        że to trochę przesada?
        Serdecznie pozdrawiam Ciebie i inne dziweczyny,
        Grażka
      • dewcia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 13.11.03, 16:18
        Violetto D o nicku w1313 dyskusja nie dotyczy tyle form zapobiegania, czy
        radzenia sobie z trudnymi zachowaniami dziecka, co przekonania niektórych osób
        (w tym mamyizyimoniki) o swej nieomylności. Wiele mam starało się tu dowieść,
        że dzieci są różne, mają różne temperamenty, a i różne okoliczności decydują o
        ich zachowaniu w danym momencie (to chyba jasne?). Ja jakoś nie doczytałam
        się, by któraś z mam starała się wychować swoje dziecko "bezstresowo" tzn. w
        moim rozumieniu - bez wyznaczania granic, tylko, że te granice można wyznaczać
        w rozmaity sposób. Piszesz,że Twoja córcia dostała klapsa za pisanie pisakiem
        po ścianie, ja też swojej na to nie pozwolę, ale prawdopodobnie, gdy słowne
        argumenty nie pomogą - zabiorę jej pisaki (stres jest i to duży, myślę, że
        zapamięta, a i jeszcze dodatkowo za właściwe wykorzystanie pisaków - tzn.
        rysowanie tam, gdzie należy, np. na kartce będzie chwalona i podziwiana).
        Podkreślam, że nie chodzi tu o dyskusję na temat kar cielesnych (bo ten temat
        poruszany był wiele razy), ale o przekonanie, że wszyscy są durni bo postępują
        inaczej niż ja. Pozdrawiam
        • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 00:11
          dewcia napisała:

          > Violetto D o nicku w1313 dyskusja nie dotyczy tyle form zapobiegania, czy
          > radzenia sobie z trudnymi zachowaniami dziecka, co przekonania niektórych
          osób
          > (w tym mamyizyimoniki) o swej nieomylności.

          No niezupełnie. Dyskusja może tego dotyczy, intencja założonego przeze mnie
          wątku była zgoła inna...

          > Wiele mam starało się tu dowieść,
          > że dzieci są różne, mają różne temperamenty, a i różne okoliczności decydują
          > o ich zachowaniu w danym momencie (to chyba jasne?). Ja jakoś nie doczytałam
          > się, by któraś z mam starała się wychować swoje dziecko "bezstresowo" tzn. w
          > moim rozumieniu - bez wyznaczania granic, tylko, że te granice można
          wyznaczać
          > w rozmaity sposób. Piszesz,że Twoja córcia dostała klapsa za pisanie pisakiem
          > po ścianie, ja też swojej na to nie pozwolę, ale prawdopodobnie, gdy słowne
          > argumenty nie pomogą - zabiorę jej pisaki (stres jest i to duży, myślę, że
          > zapamięta, a i jeszcze dodatkowo za właściwe wykorzystanie pisaków - tzn.
          > rysowanie tam, gdzie należy, np. na kartce będzie chwalona i podziwiana).
          > Podkreślam,

          Podkreślasz?... Przeczytaj wszystkie posty, a będziesz wiedziała czego dotyczy
          dyskusja.

          > że nie chodzi tu o dyskusję na temat kar cielesnych (bo ten temat
          > poruszany był wiele razy), ale o przekonanie, że wszyscy są durni bo
          postępują
          > inaczej niż ja. Pozdrawiam

          Na początku wątku zwróciłaś szczególną uwagę właśnie na mnie. Jednak zauważ, że
          wszystkie mamy, które stosują inne sposoby na, że tak powiem, skrzywienia
          zachowawcze, są baaaardzo przekonane, że "wszyscy są durni" (tak na marginesie -
          jeszcze nikt tu nie użył takiego sformułowania...).

          Pozdrawiam także szanowną Ewę
          Violetta
          • umargos Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 01:09
            mamaizyimoniki napisała:

            > dewcia napisała:
            >
            > > Violetto D o nicku w1313 dyskusja nie dotyczy tyle form zapobiegania, czy
            > > radzenia sobie z trudnymi zachowaniami dziecka, co przekonania niektórych
            > osób
            > > (w tym mamyizyimoniki) o swej nieomylności.
            >
            > No niezupełnie. Dyskusja może tego dotyczy, intencja założonego przeze mnie
            > wątku była zgoła inna...

            Hmm...to jaka była intencja wątku?? Czy miało to być stworzenie "kółka
            wzajemnej adoracji" czyli myślących tak samo, chwalących się nawzajem swoimi
            wychowawczymi osiągnięciami?? Bo jeżeli nie miała to być dyskusja o wychowaniu,
            a co za tym idzie o różnych sposobach podejścia do problemu chociażby "buntu",
            no i oczywiście o sposobach radzenia sobie z nim, to o czym?? Przecież to żadna
            chwała radzić sobie z "buntem" u dziecka, które najwyraźniej trudne specjalnie
            nie było i nie jest?? Nie wszystkie dzieci tak mają.

            > wszystkie mamy, które stosują inne sposoby na, że tak powiem, skrzywienia
            > zachowawcze, są baaaardzo przekonane, że "wszyscy są durni" (tak na
            marginesie
            > -
            > jeszcze nikt tu nie użył takiego sformułowania...).
            Co do mocniejszych określeń...wybacz, ale nikt oprócz Ciebie nie używał
            argumentów obraźliwych kierowanych wprost do autora jakiegoś postu. Wykazałaś
            niestety jednoznacznie brak umiejętności dyskutowania, przyjmowania krytyki i
            obrony własnych poglądów w sposób rzeczowy i konkretny. Co gorsza z góry
            założyłaś, że masz rację (a przynajmniej to sugerował ton Twoich wypowiedzi), a
            przecież Twoje wychowawcze doświadczenie wyniosłaś, jak przypuszczam, przede
            wszystkim z wychowywania swojego starszego dziecka?? Fakt, że ktoś się z Tobą
            nie zgadza, polemizuje, krytykuje i ma inne poglądy nie oznacza, że Cię atakuje
            czy odbiera prawo do Twoich własnych racji...tylko się z nimi nie zgadza, też
            ma do tego prawo.
            Pozdrawiam
            Ula

            Ps. i przepraszam za "wstawkę" (OT w dyskusji), ale miałam nadzieję, że dzięki
            temu dyskusja w takim tonie jak była prowadzona sie skończy.

            > Pozdrawiam także szanowną Ewę
            > Violetta
          • w1313 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 12:42
            Witam Wszystkie emamy
            ciesze sie, ze pomoglam rozwinac temat Violi (mamie Izy i Monisi).
            Fakt, ze nie przeczytalam wszystkich postow, uwazam , ze wystarczy przeczytac
            post zalozycielki i wiadomo czego temat dotyczy.Na pewno niektore z nas
            troszeczke odbiegly od tematu, ale nieszkodzi, wazne, ze mozemy na lamach
            egazety ujawnic swoje poglady na niektore tematy.
            Do chalsia- nie wiem dlaczego porownujesz dzieci do psow. Moze Ciebie kiedys
            tak potraktowano, ja bynajmniej swoje dzieci nie uwazam za psy. Pewnie dotyczy
            to wiekszosci mam.Czlowiek calkiem inaczej mysli niz zwierze i nie mozna w ten
            sposob reagowac.Ale nie o tym chcialam napisac.
            W jednym z ostatnich postow , mama napisala, ze zabralaby pisaki....
            Ja tego tez probowalam, ale niestety nie jest to latwe, bo wszystkie moje
            trzy corki dziela ze soba pokoj.Nie moge wiec kazac starszym dziewczynom zeby
            dostosowaly sie calkowicie do potrzeb najmlodszej.Zakazalam im trzymac w
            zasiegu malej ,przedmiotow , ktore moga jej zagrozic, a do tych, kredki czy
            pisaki nie naleza.
            A teraz to o czym chcialam napisac.
            Otoz w moim bloku mieszka 10-letni chlopiec, ktorego mama wychowuje mniej
            wiecej w sposob "bezstresowy" czyli probuje mu tlumaczyc .Chlopak ten jeszcze
            do nie dawna byl jedynakiem. Teraz ma 1,5 braciszka.
            Traktowany jest -mozna powiedziec -jak dorosly czlowiek.Kiedys opowiadala mi
            jak jej syn poszedl sie klocic do jednej z sasiadek, bo ta wyrzucila gruz obok
            naszego podworka.Mowila to tak jakby takie zachowanie bylo czyms nadzwyczajnym
            i niezwyklym .JEJ SYN!!!!
            Ktoregos dnia uslyszalam na wlasne uszy jak klocil sie z kobieta, ktora ma
            ponad 70 lat.Ten "dorosly" synek wyzwal ja od staroch itp.Przy ....kompanii
            ojca!Ten nawet sie nie odezwal, bo przecierz synus mial racje.
            Do tego wszystkiego czesto wszyscy slysza jak odzywa sie do swoich
            rodzicow.Nie bede tu przytaczala tego co mowi, ale co najgorsze to potrafi
            powiedziec do nich sp...
            I to wszystko robi dziecko, ktore nigdy nie bylo karane cielesnie.On sie nie
            boi ani ojca ani matki.Dopiero jak pojawil sie mlodszy braciszek tata wzial
            sie za pasa, ale czy to nie za pozno???
            Moze sie myle, ale rozmawiam czesto z mezem na jego temat i on tez jest
            takiego zdania, ze gdyby ten maly dostal wczesniej kilka razy lanie to pewnie
            byloby jego zachowanie inne.Moze gdyby bardziej bal sie rodzicow nie bylby
            taki "wielki".
            Serdecznie pozdrawiam Violetta D
            • chalsia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 13:18
              Violo D,

              jeśli nie rozumiesz, dlaczego opisałam historię z psem i nie rozumiesz samej
              historii, to znaczy, że wiele z tego co tu piszą inne emamy również nie jesteś
              w stanie zrozumieć.

              Nigdy nie byłam tak potraktowana, nie uwazam swoich dzieci za psy. Mechanizm
              działania, zarówno od strony "winowajcy" jak i karzącego (nie ważne czy jeden
              klap, czy lanie) jest identyczny, bez wzgledu na to, czy chodzi o psa czy o
              dziecko. Bo oprócz dzieci reagujących na klapy tak jak Twoje (czyli ze strachu
              nie robią czegoś), są i dzieci reagujące jak ten przykładowy pies.

              A cóż za problem by starsze dziewczynki (skoro są tak "usłuchane") róznież i
              kredki czy pisaki trzymały po za zasięgiem najmłodszej siostry ???


              A co do opisywanego 10-ciolatka - jak wiadomo tłumaczenie to nie wszystko, są
              jeszcze nagrody, kary czyli ogólnie mówiąc konsekwencje działania. Z Twojego
              opisu wynika, ze chłopiec nigdy nie poniósł konsekwencji swoich zachowań, na
              tłumaczeniu się kończyło. Ale nie znaczy to, że jedyna skuteczna konsekwencja
              to lanie. A po za tym, jak widać rodzice taki wzór zachowania mu przekazali

              Szkoda
              • adzia_a Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 13:34
                chalsia napisała:
                >
                > A co do opisywanego 10-ciolatka - jak wiadomo tłumaczenie to nie wszystko, są
                > jeszcze nagrody, kary czyli ogólnie mówiąc konsekwencje działania. Z Twojego
                > opisu wynika, ze chłopiec nigdy nie poniósł konsekwencji swoich zachowań, na
                > tłumaczeniu się kończyło. Ale nie znaczy to, że jedyna skuteczna konsekwencja
                > to lanie. A po za tym, jak widać rodzice taki wzór zachowania mu przekazali


                No własnie, ja też nie wyobrażam sobie, jak można oczekiwać dobroczynnych
                skutków klapsa (czy też ochrzanu, czy innej kary), jeśli pochodzą one od
                rodzica, który sam daje dziecku zły przykład - tak jak rodzice tego chłopaka.

                Nie wiem, Wiolu, czy Ty się spodziewasz, że jak ojciec
                sam zachowuje się obrzydliwie w stosunku do sąsiadów, to odniesie jakiś skutek,
                jeśli tego samego zabroni dziecku??????
              • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 15.11.03, 23:52
                chalsia napisała:

                > Violo D,
                >
                > jeśli nie rozumiesz, dlaczego opisałam historię z psem i nie rozumiesz samej
                > historii, to znaczy, że wiele z tego co tu piszą inne emamy również nie
                jesteś
                > w stanie zrozumieć.


                Witam wszystkie mamy.
                Ślędzę całą dyskusję rzadziej ostatnio, bo zajęć mam z pewnego powodu więcej.

                Chalsiu, może mnie ponosi. Taka już jestem, czasem żałuję, czasem dochodzę do
                wniosku, że może lepiej zamilknąć i swoje zdanie schować głęboko do kieszeni.
                Jednak ty, krytykując mnie, powinnaś także była zastanowić się, co piszesz;
                przeczytać przed wysłaniem to co sama napisałaś.
                Violetta D okazała się być bardzo taktowną osobą, bardziej opanowaną i
                zrównoważoną. Jednak w tym momencie to ty nie poskromiłaś swojego TAKŻE ciętego
                języka. Myślę, że autorka poprzedniego wątku tak ujęła swoją wypowiedź, że
                przyczyniła się ona do kulturalnej wymiany zdań, powinnaś była powstrzymać się
                od uogólnienia dotyczącego właśnie jej i do tego tak nieprzyjemnego dla niej.

                Pozdrawiam
                Violetta
                • chalsia Re: 16.11.03, 14:12
                  Mamaizyimoniki napisała:

                  > Witam wszystkie mamy.
                  > Ślędzę całą dyskusję rzadziej ostatnio, bo zajęć mam z pewnego powodu więcej.
                  >
                  > Chalsiu, może mnie ponosi. Taka już jestem, czasem żałuję, czasem dochodzę do
                  > wniosku, że może lepiej zamilknąć i swoje zdanie schować głęboko do kieszeni.
                  > Jednak ty, krytykując mnie, powinnaś także była zastanowić się, co piszesz;
                  > przeczytać przed wysłaniem to co sama napisałaś.
                  > Violetta D okazała się być bardzo taktowną osobą, bardziej opanowaną i
                  > zrównoważoną. Jednak w tym momencie to ty nie poskromiłaś swojego TAKŻE
                  ciętego
                  >
                  > języka. Myślę, że autorka poprzedniego wątku tak ujęła swoją wypowiedź, że
                  > przyczyniła się ona do kulturalnej wymiany zdań, powinnaś była powstrzymać
                  się
                  > od uogólnienia dotyczącego właśnie jej i do tego tak nieprzyjemnego dla niej.
                  >
                  > Pozdrawiam
                  > Violetta


                  ??????????????????????????????????????????????????

                  Pozdro
                  Chalsia
            • wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 21:42
              > Ktoregos dnia uslyszalam na wlasne uszy jak klocil sie z kobieta, ktora ma
              > ponad 70 lat.Ten "dorosly" synek wyzwal ja od staroch itp.Przy ....kompanii
              > ojca!Ten nawet sie nie odezwal, bo przecierz synus mial racje.
              > Do tego wszystkiego czesto wszyscy slysza jak odzywa sie do swoich
              > rodzicow.Nie bede tu przytaczala tego co mowi, ale co najgorsze to potrafi
              > powiedziec do nich sp...
              > I to wszystko robi dziecko, ktore nigdy nie bylo karane cielesnie.On sie nie
              > boi ani ojca ani matki.Dopiero jak pojawil sie mlodszy braciszek tata wzial
              > sie za pasa, ale czy to nie za pozno???

              no wiesz, co Wioletto zawodzisz mnie. Wygladasz na osobe z ktora podyskutowac
              sie da, po czym taki przyklad.... czy NAPRAWDE uwazasz ze najwiekszym
              problemem w wychowaniu tego chlopca byl BRAK klapsow??? A fakt ze ojciec w
              zaden sposob nie zareagowal na wyzwiska do starszej pani nie daje do myslenia??
              no blagam nie trywializujmy tematu. Fakt ze teraz szanowny tatus pasa wzial
              sprawia ze mialabym ochote na miejscu tego chlopca oddac tacie. Co nie
              wykluczone ze sie stanie.

              gdyby ten maly dostal wczesniej kilka razy lanie to pewnie
              > byloby jego zachowanie inne.Moze gdyby bardziej bal sie rodzicow nie bylby
              > taki "wielki".

              nie nie zgadzam sie- tzn powinien dostac od rodzicow sygnal, bardzo wyrazny ze
              TAK sie nie robi. Mozna po zalatwic klapsem, ale ja lubie wyrafinowanie wink)
              wiec kazalabym kolesiowi panie przepraszac, a kto kilkulatka posiada to wie
              jakim wyrzeczeniem moze byc powiedzenie slowa przepraszam wink)))))
              Poza tym nie zgadzam sie z zalozeniem ze dzieci powinny sie bac rodzicow.
              Swoje wychowuje w przekonaniu ze do rodzicow mozna przyjsc zawsze. Nawet jak
              czlowiek na wagary nawial dostal 5 pale kiedy zaszedl w ciaze lub ma kaca.
              Mama byc moze opieprzy, byc moze ukaze ale pomoze wink)

              Co do wypowiedzi aluca, dodam ze wsrod znajomych jestesmy postrzegami jako
              ludzie dosyc surowi, ktorzy dzieci wychowuja na krotkiej smyczy, i maja je
              dobrze wychowane, chociaz nieco zywe wink)))
              • anma wieczna-gosiu 15.11.03, 00:10
                Napisałaś tak:

                "nie nie zgadzam sie- tzn powinien dostac od rodzicow sygnal, bardzo wyrazny
                ze
                TAK sie nie robi. Mozna po zalatwic klapsem, ale ja lubie wyrafinowanie wink)
                wiec kazalabym kolesiowi panie przepraszac, a kto kilkulatka posiada to wie
                jakim wyrzeczeniem moze byc powiedzenie slowa przepraszam wink)))))
                Poza tym nie zgadzam sie z zalozeniem ze dzieci powinny sie bac rodzicow.
                Swoje wychowuje w przekonaniu ze do rodzicow mozna przyjsc zawsze. Nawet jak
                czlowiek na wagary nawial dostal 5 pale kiedy zaszedl w ciaze lub ma kaca.
                Mama byc moze opieprzy, byc moze ukaze ale pomoze wink)"

                Nie ujęłabym tego lepiejsmile)
                To o czym napisałaś to najważniejszy dla mnie cel wychowania. Osiągnąc to aby
                dziecko postepowało własciwie nie dlatego ze boi się mamy i taty, ale dlatego,
                ze wie, ze tak nalezy. I ze ZAWSZE, ZE WSZYSTKIM moze do rodziców przyjść. Mam
                nadzieję ze mi się to uda.
                Pozdrawiamsmile

                Ps. I w ogóle zgadzam się z Twoim stanowiskiem w tym wątku na tyle, ze juz nie
                zabieram osobno głosusmile)
          • ania9624 Nie macie innych problemow?! 15.11.03, 00:00
            Nie nawidze kobiet takich jak TY:wszechwiedzacej i robiacej wszystko
            najlepiej.....kazdy wychowuje swoje dziecko jak mu sie podoba a jesli nie
            podobal ci sie widok w supermarkecie to moglas sie nie patrzec.Jak na
            wcibskiego polaka przystalo Ty musisz tej mamie obrobic teraz "d..."
      • chalsia Re: Przykład psa 13.11.03, 22:14
        Viola D napisała "wydaje mi sie, ze madrze wychowane dziecko nie powtorzy
        bledu z obawy przed kolejnym uderzeniem".
        Po pierwsze:
        Wiesz, znałam psa, który świetnie wiedział, że robi coś czego nie wolno (zżerał
        syfy na dworzu), bo był za to karany smyczą W CHWILI POPEŁNIANIA "wykroczenia".
        Ale ten pies był tak łakomy (albo być może tak dobrze pamietał głód z czasów
        gdy był przez krótki czas "bezpański"), że świadomie decydował się na ból lania
        bo wolał zjeść. I żarł w czasie gdy dostawał smyczą.

        Po drugie: w Twoim zdaniu jest sprzeczność zasadnicza - jeśli dziecko jest
        dobrze wychowane, to nie będzie czegoś robiło, dlatego, że wie iz dana czynność
        jest niewskazana z różnych względów ALE NIE ZE STRACHU PRZED KARĄ. Jeśli nie
        robi czegoś, bo boi się klapa, to nie jest wychowanie, tylko strach przed karą.
        Większość ludzi na świecie nie morduje innych ludzi nie ze wzgledu na strach
        przed karą (więzienie, etc), tylko dlatego, że mają takie a nie inne poczucie
        wartości, moralność, czy jak tam sobie kto chce to nazwać. W drugą stronę -
        większość kierowców łamie przepisy i ma karę (mandat, punkty) w głębokim
        poważaniu lub o niej w ogóle nie mysli (jak również nie myśli o grożnych w
        skutkach konsekwencjach łamania przepisów).
        Zarówno ci nie mordujący, jak i ci, lamiacy przepisy, są zapewne, w szerokim
        rozumieniu, ludźmi dobrze wychowanymi.

        Pozdrawiam,
        (należąca do pierwszej i drugiej grupy) Chalsia
      • ann_mart Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 15.11.03, 11:37
        w1313 napisała:

        > Takie uderzenie mamy to
        > pierwszy akt braku szacunku do matki a jezeli to sie powtarza i mama nic
        > sobie z tego nie robi .....to co tu duzo pisac.

        parafrazując - takie uderzenie dziecka to pierwszy akt braku szcunku do dziecka.

        A może myślisz, że dziciom szacunek się nie należy? Albo, że metody jego
        okazywania powinny być w stosunku do niego inne?

        Pozdrawiam
        Anka
    • mama_wiktora Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 12:48
      Do Violetty D.
      Jak słusznie napisała Dewcia, jeśli dziecko pisze po ścianach zrozumie że nie
      wolno jeśli zabierzesz mu kredki. Proste, nie? Klapsa obawiam się nie zrozumie,
      tylko się będzie go bało. Tresura to nie to samo co wychowanie.

      Do mamyizyimoniki
      Ja również odebrałam twój post jako pochwalenie się swoimi nieomylnymi metodami
      wychowawczymi, nie opisałaś swoich metod, pytając czy u innych też się
      sprawdzają, lub może mają inne sprawdzone metody. Obraziłaś te matki które nie
      mają może tak spektakularnych sukcesów jak ty, bo nie stosują, a przecież
      powinny takich metod jak ty.

      Do obu pań w sprawie kar cielesnych, jakiekolwiek by one nie były, pomijając
      kwestie oceny moralnej, a skupiając się jedynie na efektywności:

      Nie łódźcie (chyba tak sie to pisze, głupie słowo) się tym, że na tzw. trudne
      dzieci skutkują klapsy. Jak już pisałam wcześniej sama takim dzieckiem byłam, a
      bicie jedynie zwiększało moją zaciętość i dalej "pisałam po ścianach". Być może
      właśnie dlatego, że wiedziałam, że dorosly wyraził biciem swoją słabość, nie
      siłę. Dupa nie szklanka, a ile ojciec musiał dochodzić do siebie to takim
      napadzie furii, cóż za satysfakcjasmile

      Pozdrawiam
      Gosia
      • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 13:23
        Violu D,
        naprawdę uważasz, że gdyby ten mały odpowiednio wcześnie dostał w pupę, to nie
        zwracałby się do rodziców „sp...” itp.? Bo moim zdaniem przyczyna jego
        zachowania leży zupełnie gdzie indziej. A może mały tak właśnie się zachowuje,
        bo JEST BITY. To taka jego obrona przed brutalnością jego świata. Stara się
        dostosować i zobojętnieć...

        Dziewczyny,
        znacie książkę Wojciecha Eichelbergera „jak wychować szczęśliwe dzieci”? WE
        pisze w niej tak:
        „Słynna pruska pedagogika, to rytualne bicie dzieci dyscypliną i upokarzanie
        ich, obowiązujące przez wiele pokoleń, musiało w końcu zaowocować przerażającym
        okrucieństwem w tych wszystkich dzieciach, które potem dostały karabiny i
        poszły zabijać pod sztandarem ze swastyką. I wtedy już mogły zrobić coś z tym,
        co dostały od rodziców. Mogły oddać.”

        Troszkę przejaskrawione? Możliwe. Ale tu chodzi o schemat.

        Pozdrawiam,
        Grażka
      • mama_wiktora Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 15:07
        I już się dowiedziałam: to się pisze Łudzić, sorki za błąd, już się nauczyłam
        poprawnej pisownismile
    • aluc Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 15:53
      taka pasjonująca dyskusja, że aż mi się nie chce czytać smile))))

      są różne dzieci, a dorośli różnie reagują na przeciwności losu

      mnie ryki i terror w wykonaniu choleryka Maksa utwierdzają w uporze
      mówienia "nie" choćby przez pół godziny na ten sam temat

      gdybym dała mu klapsa, to odczułabym, to jako swoją własną prywatną klęskę, bo
      dla choleryka (chilli mnie) największą sztuką jest trzymanie emocji na wodzy i
      udowodnienie samemu sobie, że potrafi wytrzymać i nie trzasnąć

      a czego nie przyłożę własnemu synowi w poczuciu wychowaczej misji, to se
      poużywam na innych dorosłych, co do których wychowawczej misji nie odczuwam smile))

      nie można wszystkich sprowadzać do jednego schematu "pozwala sobie, a potem
      skample" versus "daje klapa i ogólna buźka i spokój" tak, jakby klap był
      najlepszą receptą nie tylko na wrzeszczące dziecko, ale i na nasz własny brak
      konsekwencji, słabość wewnętrznego kręgosłupa i tak dalej

      mój syn - choleryk, terrorysta, w dodatku nie bity - uzyskał ostatnio
      opinię "wyjątkowo dobrze ułożonego dziecka" od osoby, która była z nami na
      wakacjach i miała z nim doczynienia przez tydzień niemal 24h na dobę

      da się

      a ja? tak, stoję nad wrzeszczącym dzieckiem i czekam, aż mu przejdzie
      ale nie ustepuję dla świętego spokoju
      nie pozwalam się bić
      usiłuję być KONSEKWENTNA
      tylko tyle
      • chalsia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 23:22
        Klapsy to nie tylko oznaka, że puściły nam nerwy (co każdemu w zyciu może się
        parę razy trafić - wystarczy mieć jakiś potworny dół, ALE NIE MUSI, jeśli jest
        się świadomym mechanizmu), czy też - bezsilności.
        To także totalne pójście na łatwiznę - zajmuje tylko moment (a nie np. pół
        godziny konsekwentnego proszenia o coś) i nie wymaga wysiłku umysłowego (bo
        przecież nie trzeba wymyslać co i jak przeprowadzić, jakie kije czy marchewki
        zastosować), ani wyśiłku emocjonalnego, by samemu trzymać się na wodzy.

        Jak Aluc i Wieczna Gosia pisały - kluczem jest konsekwencja, co w wielu
        przypadkach oznacza, że coś trwa wiele dłuzej niz by sie chciało, że trzeba
        planować z zapasem czasowym, a przede wszystkim, że ma się pewien (raczej
        wysoki) stopień samoświadomości i samokontroli.
        Być może Ci rodzice, którzy nie chcą i nie stosują klapsów są bardziej dojrzali
        emocjonalnie i tak ogólnie też.

        A co do konsekwencji - moja "próba sił" z 22 miesięcznym synkiem z przed 2
        tygodni.
        Wieczór, 20.00, właśnie umylismy z synkiem w łazience zęby i mamy iść spać.
        Mały pije wodę z butelki, po czym specjalnie wylewa trochę wody na podłogę.
        Ja "prosze, wytrzyj podłogę" podając szmatkę. Szmatka laduje na podłodze,
        mały "głuchy". Był "głuchy" przez dłuższy czas, mówił "mama wycie podloga".
        Spokojnie, ale z naciskiem powtarzałam (nie wiem ile razy, ale na bank bardzo
        dużo) "prosze wytrzyj podłogę". W międzyczasie mały poszedł sobie 2 razy do
        swojego pokoju (totalnie nie zwracając na mnie uwagi), ale po chwili wracał
        (potem już zamknęłam nas w łazience), a ja znowu zaczynałam "prośbę". Potem się
        rozpłakał, ale takim płaczem ze złości. Ja ze dwa razy wyszłam z łazienki i
        zostawiłam go samego (żeby sobie spuścił pary a i ja też musiałam, bo bym nie
        była w stanie do niego mówić - jak bym nie wyszła, to pewnie zaczęłabym
        krzyczeć albo poszła na łatwiznę = klapy). No i cały czas, jak mantrę powtarzam
        swoją prośbę. Mały w końcu zaczął płakać normalnie, z bólu duszy no i
        podchodzić do mnie. Przytuliłam go, mówię mu, ze wiem, że jest na mnie zły i
        rozżalony, rozumiem, jednak prosiłam o wytarcie podłogi i nie lubię, jak olewa
        moje prośby i takiego zachowania, no i znowu "prosze, wytrzyj podloge". Ciągle
        płacząc kręcił sie między mną (przytulanie się) a szmatą na podłodze. No i tak
        mi przyszło na myśl, że on nie chce się po tę szmatę schylić i wziąć jej w
        rękę, nie chce "stracić twarzy". No to mówię "proszę, wytrzyj podłoge, mama ci
        pomoże - weżmie cię na ręce jak do latania samolotem (= poziomo w powietrzu) i
        wtedy weźmiesz szmatkę". No i tak własnie się stało. W pozycji samolotu wziął
        szmatkę w rękę i trzy razy machnął nią po podłodze. Przytuliłam, podziekowałam,
        że pomógł mamie i zrobił to, o co go prosiłam. Trwało to całe zajscie 25 minut.
        A potem poszedł spać tak samo jak zwykle.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • sasha3 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 23:53
          Do konsekwencji trzeba dodać jeszcze anielską czasem cierpliwość. Zauważyłam u
          siebie, że przy drugim dziecku cierpliwość moja wydaje się być niewyczerpana.
          Aż sama się sobie dziwię wink
          Cierpliwie i konsekwentnie i nie ma siły, żeby odpowiedniego efektu nie było smile
          • mamongabrysi Re: Podręcznik wychowania - instrukcja 15.11.03, 13:26
            Wiecie co, dziewczyny? Tak czytam i czytam, i przyszło mi do głowy, że znam
            przyczynę dlaczego dzieci Violetty są takie i dlaczego ona sobie nie wyobraża
            tego czy owego. Bo one do niej nie mówią mamo tylko "Pani Matko" i zawsze mają
            w główkach że ma być z dużej litery wink)).
            A tak swoją drogą ciekawa jestem jak technicznie wygląda dawanie klapsa
            rocznemu dziecku? Dziecko coś przeskrobało. Następnie bierzemy dziecko pod
            pachę i lejemy? Mało skuteczne, bo dziecko ma pampersa... (Chyba, że dziecko
            Violetty już nie nosi pieluch, ale pozwolę sobie wyobrazić, że jeszcze nosi) No
            więc aby zwiększyć skuteczność należy spokojnym i opanowanym ruchem zdjąć
            dziecku pieluchę i ewentualnie poradzić sobie z jej zawartością bo i tak może
            się zdarzyć, lub chociaż zetrzeć resztki kremu czy czego tam stosujemy i
            następnie przymierzamy dobrze ręką (potrzebna jest niejaka wprawa i precyzja
            gdeż roczne pupy nie są szczególnie duże) i walimy. Raz a dobrze. Nie jestem
            sobie w stanie jednak wyobrazić co następuje dalej. Przytulamy i uspokajamy czy
            zostawiamy niech wyje? Czy zakładamy nową pieluchę czy nie i czy smaryjemy
            maścią gojącą czy tak zostawiamy. Może ktoś rozwieje moje ostatnie wątpliwości
            a będziemy wszystkie miały praktyczny podręcznik.
            Ania
            • mamaizyimoniki Re: Podręcznik wychowania - instrukcja 16.11.03, 00:28
              mamongabrysi napisała:

              > Wiecie co, dziewczyny? Tak czytam i czytam, i przyszło mi do głowy, że znam
              > przyczynę dlaczego dzieci Violetty są takie i dlaczego ona sobie nie wyobraża
              > tego czy owego. Bo one do niej nie mówią mamo tylko "Pani Matko" i zawsze
              mają
              > w główkach że ma być z dużej litery wink)).
              > A tak swoją drogą ciekawa jestem jak technicznie wygląda dawanie klapsa
              > rocznemu dziecku? Dziecko coś przeskrobało. Następnie bierzemy dziecko pod
              > pachę i lejemy? Mało skuteczne, bo dziecko ma pampersa... (Chyba, że dziecko
              > Violetty już nie nosi pieluch, ale pozwolę sobie wyobrazić, że jeszcze nosi)
              No
              >
              > więc aby zwiększyć skuteczność należy spokojnym i opanowanym ruchem zdjąć
              > dziecku pieluchę i ewentualnie poradzić sobie z jej zawartością bo i tak może
              > się zdarzyć, lub chociaż zetrzeć resztki kremu czy czego tam stosujemy i
              > następnie przymierzamy dobrze ręką (potrzebna jest niejaka wprawa i precyzja
              > gdeż roczne pupy nie są szczególnie duże) i walimy. Raz a dobrze. Nie jestem
              > sobie w stanie jednak wyobrazić co następuje dalej. Przytulamy i uspokajamy
              czy
              >
              > zostawiamy niech wyje? Czy zakładamy nową pieluchę czy nie i czy smaryjemy
              > maścią gojącą czy tak zostawiamy. Może ktoś rozwieje moje ostatnie
              wątpliwości
              > a będziemy wszystkie miały praktyczny podręcznik.
              > Ania


              Manonogabrysi, napsałam tyle postów, w których wyjaśniałam o co mi chodzi.
              To co ty napisałaś powyżej... Słów mi brak.
              Skoro tak dokładnie to opisałaś, to mogę się tylko zastanawiać, czy to twoja
              wyobraźnia jest taka bujna, czy może coś nie tak z twoją głową...
              Przepraszam, że nie jestem miła, ale o takich herezjach jeszcze nie słyszałam.
              Więc z łaski swojej najpierw pomyśl, potem zastanów się, co napisać, następnie
              się znów zastanów, popukaj się w szanowną makówkę, zaczerpnij kilka głębokich
              wdechów, na wszelki wypadek pomyśl raz jeszcze.

              Oczywiście wszystkie mamy napiszą: "tak, mamongabrysi ma świętą rację, brawo, d
              z i ę k i c i m a m o n o g a b r y s i, ż e j e s t e ś !!!"..........







              • sasha3 Re: Podręcznik wychowania - instrukcja 16.11.03, 01:04
                Ekhm, coś mi się wydaje, że dyskusja niuchronnie zmierza do katastrofy.

                Moje spostrzeżenia:
                Mama Izy i Moniki w sposób niemiły wypowiedziała się kilka razy, oceniając przy
                tym innych, ale czy inne emamy zrobiły inaczej? Nie, dokładnie tak samo,
                włącznie z ocenianiem.
                Każdy niech wychowuje swoje dzieci, tak jak uważa za stosowne, swoim
                doświadczeniem można się podzielić nie krytykując przy tym innych, nawet, jeśli
                czasem nóż w kieszeni się otwiera wink))

                Pozdrawiam!
              • mamongabrysi Re: Podręcznik wychowania - instrukcja 16.11.03, 12:06
                Droga Violetto!
                Juz wyjaśniam. Też jestem mamą, która nie wyobraża sobie bicia dziecka - bo
                moje dziecko mi ufa, a w naszym domu nikt nikogo nie bije. Być może kiedyś ja
                uderzę, ale myślę, że może się to stać tylko wtedy kiedy naorawdę poniosą mnie
                nerwy. I nie będę tego uważała za powód do dumy - a Ty tak to właśnie
                przedstawiasz. Klaps to nie jest mettoda wychowawcza - ale otym pisały juz
                Wiecznagosia, Chalsia i i inne mądre dziewczyny ze stoickim spokojem
                wyjaśniajace swe stanowisko. Z ich postów nie przebija nutka wyższości, która w
                Twoich brzmi z taka siłą. To właśnie jest powodem wielu kąśliwych postów jakie
                otrzymałaś, bo my, skamlące mamy poczułyśmy się urażone Twoim lekceważeniem.
                Rozumiem, że masz wspaniałe dzieci, które być może nie czują aż tak wielkiej
                potrzeby esperymentowania i sprawdzania wszystkiego i wszystkich. Ciesz się z
                tego, ale nie obarczaj winą mam, które maja inne dzieci i szukaja tutaj porad.
                Ja tezmam wspaniałą córeczkę - 23 miesiące- która nie robi mi scen w miejscach
                publoicznych. Niedługo będę miała też synka (za 1,5 miesiąca). Wiem, że będzie
                to okres trudny dla nas wszystkich, ale nie zamierzam bić córki w ramach
                wychowywania.
                Zdarzyło mi się kilkakrotnie, że dziecko mnie ugryzło - działo się to pomiędzy
                15 - 18 miesiącem i było naprawdę bolesne i zostawialo ślady. Sytuacje takie
                miały miejsce gdy dziecko nie mogło sobie poradzić z emocjami - np. gryzla mnie
                z radości po fali przytulania. Nie gryzła nikogo innego. Czy miałam jej wtedy
                dać klapsaJa ją przytrzymywałam i starałam się uniemożliwić ugryzienia. Po tym
                dziecko płakało rozżalone, bo nie mogło zrozumieć całej sytuacji. Przytulałam i
                uspokajałam. Zdarzylo mi się też kilka razy krzyknąć (każdego mogą czasem nerwy
                ponieść) i skutki nie były dobre - furja i proby ugryzienia ze złości. Pomimo,
                że była taka malutka staralam się tłumaczyć spokojnie, że tak nie wolno, że
                mamę boli i jest mi smutno. I po pewnym czasie pomogło. Moje dziecko zaczęło
                podbiegać do mnie z łobuzerskim uśmiechem i podgryzać - nie za mocno i potem
                przytulać i mówić: mama jest smutna, przytulę cię mamo, kocham cię mamo. Teraz
                nie ma w ogóle sprawy. czasem gryzie ze zloścci jakis przedmiot.
                Nie zdarzyla mi sie scena jak w supermarkecie, ale gdy widzę coś takiego
                współczuję takiej mamie, bo wiem jak ona się czuje gdy patrzą na nią
                potępiająco różne osoby.
                Myślę, że nie otrzymałabyś mojego pierwszego postugdybyś choć raz przeprosiła
                skamlące mamy i gdybyś choć raz powiedziała, że się zagalopowałaś w ocenianiu.
                Czytałam też Twoje postay w innych wątkach i uwagi o pieluchach dla dorosłych
                podczas gdy nikt Cię nie atakował... No sama wiesz..
                Pozdrawiam
                Ania
              • grazynka13 Re: Podręcznik wychowania - instrukcja 16.11.03, 16:17
                > Oczywiście wszystkie mamy napiszą: "tak, mamongabrysi ma świętą rację, brawo,
                d
                >
                > z i ę k i c i m a m o n o g a b r y s i, ż e j e s t e ś !!!"..........
                >

                No właśnie, skoro już zrozumiałaś, że wszystkie poprzemy mamonogabrysi, a nie
                Ciebie, to może wkrótce przejrzysz na oczy?
                G.
    • laura_eliza Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 16.11.03, 14:22
      Moze nie mam doswiadczenia w wychowaniu dzieci, ale stosuje pewne zasady wobec
      mojej córki. Wydaje mi sie ze jest to logiczne - Dziecko to nie Twoja
      wlasnosc!!! To tez czlowiek ktoremu masz pokazac jak zyc i kochac! Nie miesci
      sie w tym pojeciu bicie, choc wiem ze kazdemu moze sie zdazyc. Wiem tez ze
      jedno dziecko to aniolek inne diabelek. Ale moze warto sie troche pomeczyc.
      Ten maly czlowiek ma sie uczyc jak myslec, przewidywac konsekwencje swoich
      czynow, a nie czego sie bac. Klaps to latwa metoda na dziecko tylko chyba za
      prosta!!
    • odalie trochę OT 16.11.03, 16:56
      Hej!

      Ja trochę obok tematu, ale coś mi się przypomniało i aż nie mogę się
      powstrzymać smile - choć post pewnie pasuje bardziej na emamę smile)))))

      Otóż od ponad roku nie utrzymujemy żadnych kontaktów z teściem. Teść bardzo
      starannie odciął się od nas, nie życzy sobie żadnych stosunków, no a my tylko
      się z tego złośliwie cieszymy wink - co może się Wam wydawać dziwne, ale Wy moje
      drogie mamy nie znacie mojego teścia, nie musiałyście walczyć z nim o swój
      związek (dobry człowiek uwziął się, że nie dopuści do ślubu, bo mu narzeczona
      syna wyznaniem i całokształtem nie pasowała) i nie wiecie o jego bardzo
      swobodnym podejściu do zobowiązań majątkowych, podjętych przy rozwodzie z moją
      teściową (na czym stracił i to znacząco mój facet - ale przez lata musiał w
      imię układnych stosunków nie wolno było o tym wspominać).

      Otóż koronnym argumentem i gwoździem do trumny, powodem dla którego teść nas
      już nie zna, była m.in. nasza (ja, małżonek i teść czyli jego rodzony tata)
      rozmowa na temat wychowania. Teść zalecał nam, żebyśmy wreszcie zaczęli
      stosować bicie jako karę odpowiednią w procesie wychowania dziecka. Ponieważ
      tego nie robimy, nasze dziecko będzie źle wychowane!

      Nooo, ja starałam się wyjaśnić zasady, które przyjęliśmy z mężem w naszym domu.
      Opowiedziałam o "Jak mówić..." i podałam kilkanaście działających przykładów z
      życia naszej rodzinki. No i nie mogłam się zgodzić, że bicie, i to jeszcze na
      zimno - jak zalecał teść - z zimną krwią, nie w afekcie, nie bez namysłu, ale
      zlanie po pośladkach na zimno! jest w ogóle dopuszczalne.

      No i podpadłam smile)))))))

      Jak się dowidział mój mąż po kilku miesiącach, nie okazałam teściowi należytego
      szacunku smile)))))) - aha, dodam, że była to spokojna rozmowa na poziomie
      towarzyskim, że tak powiem, bez unoszenia się i inwektyw - no ale ja się
      ośmieliłam mieć odmienne zdanie.

      Jak czytam wypowiedzi zwolenniczek klapsów smile))) to zaraz mi się teść
      przypomina.












    • e.beata Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 18.11.03, 12:16
      >"U mnie raz była w domu taka sytuacja, że starsza córka rzuciła mi się na
      podłogę na plecy i waliła głową. Więcej się nie powtórzyła. Było to ok. 2 lat
      temu. Naprawdę, nie żałuję, że wtedy porządnego klapsa dostała w tyłek. I nie
      sądzę, że jakoś źle to na nią wpłynęło. Wie, co jej wolno, a czego nie.


      Masz 100% pewność, że nie kładła się więcej dlatego że klapsa dostała??
      Mój mały też położył się na ziemię w sklepie TYLKO RAZ. Klapsa nie dostał.
      Może bez klapsa Twoja córka też by więcej tego nie powtórzyła?



    • kasia_jed1 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 23.11.03, 14:27
      MamoIzyiMoniki
      cieszę się że natknęłam się na Twój post. mój synek ma prawie 14 m-cy, do tej
      pory nie miałam z nim iwększego problemu, ale wszystko co dobre szybko się
      kończy. jakis czas temu zauważyłam że gdy mały nie może dostać jakiejś rzeczy,
      na jaką akurat ma ochotę, siada na podłodze i przewraca się na wznak (celowo).
      gdy zrobił to po raz pierwszy - spokojnie wytłumaczyłam mu że tak nie wolno bo
      zrobi sobie krzywdę, ale tłumaczenie werbalne niewiele daje w przypadku tak
      małego i upartego dziecka. więc dostał solidnego klapsa na tyłek i odesłałam go
      do jego pokoju - za karę chwilę miał zostać sam. posłuchał od razu i poszedł.
      wrzeszczał (natężenie głosu było takie że jako krzyk tego nie można było
      poczytać) tam ok.5 min i kiedy zajrzałam i zapytałam czy już sie uspokoił, to
      uśmiechnął się, wział swoją ulubioną poduszke i przyszedł ze mną do pokoju
      gdzie wcześniej się bawiliśmy. niby problem rozwiązany, ale po jakimś czasie
      się powtórzył. poradź co robić, masz trochę większe doświadczenie.
      może wyślesz mi maila?
      pozdrawiam i czekam
      kasia_jed@wp.pl
      • chalsia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 23.11.03, 15:06
        Na podstawie postów Mamyizyimoniki mogę Ci podpowiedzieć - no chyba nie
        pozostaje Ci juz nic innego jak konsekwentnie walić w tyłek i odsyłac do pokoju
        by się wywrzeszczał w samotności, jak będzie dość "mądry" to się
        szybko "nauczy".

        A na poważnie.
        Szkoda, że nie stać Cię było na cierpliwość i zrozumienie. Jeśli wymagasz od 14-
        to miesięcznego dziecka, by po JEDNORAZOWYM wytłumaczeniu, dziecko przyjęło,
        zrozumiało i ZAPAMIĘTAŁO, to masz nierealistyczne (w moim mniemaniu) podejście
        do ludzi (w postaci dzieci).
        To co opisałaś to najgorsza tresura i tyle, skoro drugi epizod (tak odczytuję
        Twój post, jeśli było tego więcej, to cofam słowa najgorsza tresura)
        niepożądanego zachowania zostaje skorygowany biciem.

        A z większości postów w tym wątku akurat jasno wynika, że nawet u dziecka
        takiego jak Twoje tłumaczenie werbalne WSPARTE odpowiednim (ale nie biciem !!!)
        działaniem przynosi efekty. Tyle tylko, ze trzeba pogłówkować jakie to ma być
        to INNE niż klaps działanie.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
      • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 23.11.03, 15:25
        Kasiu,
        wczytaj się dokładnie w posty mamyizyi.. (tu i na innych forach) i zastanów
        się, czy na pewno warto nawiązywać z nią głębszy kontakt.
        To zły człowiek.

        Nie pozwól, żeby zrobiła Ci krzywdę. I nie stosuj jej metod wychowawczych!
        Szkoda Twojego dziecka!
        Trzymam kciuki za Ciebie i za Twojego synka i z całego serca życzę Wam
        wszystkiego najlepszego,
        Grażka
        • mamaizyimoniki DO GRAŻYNY 23.11.03, 22:48
          Ty także sie wczytaj, bo założeniem tego wątku był kontakt z mamami, które
          PORADZIŁY sobie. Dla mam, które sobie nie radzą są wątki pt. "Jak sobie nie
          radzę..." bądź "szukam dobrego psychologa dziecięcego".

          Zarzucasz mi tłuczenie wkółko swoich dzieci (w tym ROCZNE). Puknij się mocno w
          głowę i DOCZYTAJ; większość pozostałych mam także chyba powinna, bo napisze po
          raz kolejny: moja córka dostała ode mnie klapsa w wyjatkowych sytuacjach, kiedy
          jej zachowanie po moich kilkukrotnych prośbach nie ulegało zmianie.

          Porównałam swoje metody do metod mam, które tłumaczą, proszą, wymyślają
          przecudowne środki, wychodza do innego pokoju, aby ochłonąć, itp. itd.
          A tzw. BUNT nie ma jakby końca...
          I pocieszacie się: to minie, tak...
          Okazuje się, że... rany boskie - nie minął!!! Jest jeszcze gorzej!!!

          A tak w ogóle Grażyno, to chyba cos nie tak z twoimi hormonami, co? Ja
          rozumiem, że dla niektórych kobiet ciąża to niezbyt ciekawy etap w życiu... Tak
          więc daj sobie luz, zrelaksuj się, wyjdź na spacer, bo to niedzielne
          popołudnie, a ty zamiast z córką na spacerku, to przed monitorem wzrok sobie
          psujesz... To niezdrowe. A wiesz, że dbasz teraz nie tylko o siebie,
          nieprawdaż?...

          Życzę rychłej poprawy nastroju i wyeliminowania
          problemów psychologicznych z córką

          Violetta
    • e.beata Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 24.11.03, 11:55
      >"większość pozostałych mam także chyba powinna, bo napisze po raz kolejny:
      moja córka dostała ode mnie klapsa w wyjatkowych sytuacjach, kiedy jej
      zachowanie po moich kilkukrotnych prośbach nie ulegało zmianie."

      Jak to odnieść do pierwszego postu:
      >""U mnie raz była w domu taka sytuacja, że starsza córka rzuciła mi się na
      podłogę na plecy i waliła głową. Więcej się nie powtórzyła. Było to ok. 2 lat
      temu. Naprawdę, nie żałuję, że wtedy porządnego klapsa dostała w tyłek"
      "Uważam, że lepiej przy pierwszej sytuacji, kiedy dziecko postępuje źle, dać
      klapsa, a nie za jakiś czas znów zastanawiać się ""i co tu zrobić, błagam,
      pomocy, ratunku, pomóżcie, bo dziecko mnie bije; wstyd mi czasem przed ludźmi;
      rzuca piaskiem inne dzieci w piaskownicy; kopnął mnie w złości..."
      • edytkus Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 25.11.03, 04:04
        e.beata napisała:

        > > >""U mnie raz była w domu taka sytuacja, że starsza córka rzuciła mi się na
        > podłogę na plecy i waliła głową. Więcej się nie powtórzyła. Było to ok. 2
        lat
        > temu. Naprawdę, nie żałuję, że wtedy porządnego klapsa dostała w tyłek"

        Ciekawe ile czasu zajelo jej dojscie do siebie po takim "klapsie" (jesli matka
        w rekach taka mocna jak i w gebie)? smile))
        • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 25.11.03, 09:23
          mamaizyimoniki napisała:

          "Ty także sie wczytaj, bo założeniem tego wątku był kontakt z mamami, które
          PORADZIŁY sobie. Dla mam, które sobie nie radzą są wątki pt. "Jak sobie nie
          radzę..." bądź "szukam dobrego psychologa dziecięcego"."

          No tak, rzeczywiście, już sam tytuł tego wątku swiadczy o "przyjaznym"
          nastawieniu do świata. SAME TAK (wiadomo: źle)WYCHOWUJECIE SWOJE DZIECI. Czy
          przyjazne kontakty zaczyna się od tego rodzaju oskarżeń?
          Violu, na tym wątku jest sto kilkadziesiąt odpowiedzi. Znalazłaś wśród ich
          autorek bratnią duszę?

          G.
    • agusia029 Re: Nie zrozumiesz póki sama nie doświadczysz!:) 25.11.03, 10:16
      Droga Violetto, i ja dorzuce swoje trzy grosze. Przeczytałam tylko Twój list i
      nie wiem co napisały Tobie moje przedmówczynie. Powiem tylko tyle: gratuluję
      spokojnych dzieci, które daja sie łatwo lepić jak z plasteliny, które słuchają
      sie mamy, bo dla nich to świetość. Ja też ucze moje dzieci co jest dobre, a co
      złe staram sie jak moge aby przekazac im wartosci, którymi sama kieruje sie w
      zyciu, ale niestety niektórzy ludzie, wiec i dzieci tez maja swoje charakterki
      (najczęsciej po rodzicach) i tak łatwo nie daje sie nimi pokierowac, bronią sie
      przed tym jak moga, specjalnie wszystko robią na odwrót, zeby zaznaczyc swoją
      odrębnośc, swoją indywidualność, krzyczą wrecz: ZOBACZ JA TO JA , POZWÓL UCZYĆ
      MI SIE NA SWOICH BŁEDACH. Najbardziej widoczny jest bunt nastolatka (i to
      akceptują wszyscy?), a niekiedy zaczyna on juz sie w wieku 2 lat i trzeba umieć
      sobie z tym radzić. Nie na wszystkie dzieci działa klaps, czasami dziala on
      wrecz odwrotnie. Zreszta kto tego nie przeżył na własnej skórze nigdy sie nie
      dowie - proste. Ja mam dwie małe kochane buntowniczki z łobuzerskim błyskiem w
      oku i żaden klaps, ani wymuszanie posłuszeństwa (bo ja tu jestem mama i sie
      mnie trzeba słuchac)na nic sie zdaje. Probuje radzić sobie innymi sposobami i
      róznie mi to wychodzi, czasami lepiej czasami gorzej. Macierzyństwo nie jest
      łatwe, szczególnie gdy ma sie zbyt mało cierpliwosci, tak jak ja. Juz nie
      zazdroszcze matkom ich spokojnych dzieci,bo pokochałam buntowniczy charakterek
      moich małych gagatków i nauczyłam się tak z nimi rozmawiac żebyśmy wszyscy
      mogli zyć z godnoscią.
      Pozdrawiam. Mama Oleńki i Inusi

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=8434138
    • ligia76 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 26.11.03, 17:51
      Hej smile
      Nie czytałam wszystkich postów bo niesety nie mam na to czasu. Uważam że klaps
      w pupę w pewnych sytuacjach jest niestety konieczny. Wychowanie bezstresowe
      czasami źle rzutuje na życie w przyszłości. Dziecko nie może być przekonane że
      wszystko mu wolno i wszystko czego chce dostanie.
      W szkole mojego syna (podstawówka) był chłopiec który był postrachem innych
      dzieci. W przypadku gdy inne dziecko nie chciało mu dać tego czym się akurat
      bawiło (rzecz działa się w świetlicy) poprostu atakował i to z wielka
      zaciekłością i siłą. Nie byłoby w tym nic tragicznego gdyby nie przypadki
      poważnego uszkodzenia ciała (np. wbił koledze ołówek nad okiem i chyba tylko
      cud sprawił że nie wbił go niżej, swoja koleżankę popchnął tak że miała
      złamaną rękę w dwóch miejscach). Wezwana mama odpowiadała krótko, że ona
      dziecka bić nie będzie, bo biją tylko sadyści (cóż za bezkrytycyzm w stosunku
      do swojego synka)a poza tym to ona chowa dziecko bezstresowo. Nie wiem, ale
      dla mnie taka sytuacja jest poprostu niedopuszczalna. Efektem tych sytuacji
      (opisałam tylko dwie, a było ich znacznie więcej i takich dzieci też jest
      więcej) było przeniesienie tego chłopca do innej szkoły (to była prawdziwa
      walka z dyrekcją, kuratorium itd.). Ale chyba nikt z rodziców nie dopusci do
      sytuacji że jego dziecko zagrożone będzie atakiem innego dziecka, którego
      rodzice stwierdzą że wychowują swoje dzieci w jedyny słuszny sposób.
      A teraz coś ze swojego podwórka. Trzyletnia córka mojej koleżanki uderzyła
      kubełkiem mojego rocznego wówczas synka, tak że o mały włos nie złamała mu
      paluszków, innym razem patykiem podrapała mu twarz (koło oka). Reakcja mojej
      koleżanki (mamy tej dziewczynki) była taka że grzecznie zwróciła uwagę
      dzieczynce ...tak nie wolno. Więc nastepnym razem, gdy mała chciała rzucić
      kamieniem (sporym) w mojego Maćka, powiedziłam małej łobuzicy że jak będzie:
      biła, popychała, szczypała, gryzła, sypała piaskiem w inne dzieci i ich mamy
      itp. (tak, to były całkiem naturalne i codzienne zachowania), to poprostu ja
      dam jej klapsa. Poskutkowało. Koleżanka słowa nie pisnęła (dalej się
      spotykamy), może z obawy że inne mamy też dorzucą swoje "trzy grosze". Tak
      więc nie wszystkie dzieci są tak spokojne że wystarczy tylko tłumaczenie, a
      pewne sytuacje, jak już wcześniej pisałam są niedopuszczalne, ponieważ mogą
      doprowadzić do nieszczęścia.
      Przykłady można tu naprawdę mnożyć. I dodam że nie obracam się w jakimś
      patologicznym środowisku i nie mieszkam na Marsie.


      Pozdrowienia
      Ligia
      • odalie Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 26.11.03, 20:47
        A szkoda, szkoda, że nie poczytałaś postów.

        Mylisz pojęcia. Piszesz, że

        > Dziecko nie może być przekonane że
        > wszystko mu wolno i wszystko czego chce dostanie.

        Masz absolutną rację.

        Nikt tu w wątku nie wypowiadał się inaczej.

        Tylko, że większość dziewczyn tu w wątku proponuje inne niż bicie metody
        przekonania dziecka, że jego postępowanie zawsze ma jakieś konsekwencje, które
        trzeba ponosić. Niekoniecznie to wyłącznie przekonywanie, zależy od sytuacji i
        od wieku dziecka, a zawsze liczy się konsekwencja i wytrwałość. Wymaga to
        sporego wysiłku ze strony rodziców, kosztuje sporo czasu i energii, nie jest
        łatwe ani proste.

        Poczytaj posty dziewczyn polemizujących z Mamąizy.

        Ignorancja nie jest cnotą smile)))

        I daj spokój ze sloganem "wychowanie bezstresowe".

        A twoich wyczynów w piaskownicy nie skomentuję. Przemyśl sama, czy gdy Twój syn
        w przyszłości przekroczy granice, ale w dopuszczalnym ze względu na wiek i etap
        rozwoju dziecka zakresie, pozwolisz aby obca osoba zastraszała go czy poniżała.
        • chalsia Re: Uwaga techniczna do Moderatorki. 26.11.03, 21:15
          Droga Moderatorko,

          Może z Moderatorkami innych forów (???) zaczniecie akcję uświadamiającą na
          temat "chcesz sie dopisać do wątku - obowiązkowo przeczytaj go najpierw w
          całości"

          Pozdrawiam smile)
          Chalsia
          • anatemka Re: Uwaga techniczna do Moderatorki. 26.11.03, 21:35
            mama mnie kocha. jak zrobię coś źle-uderzy mnie. dla mojego dobra.
            mąż mnie kocha. jak zrobię coś źle-uderzy mnie. dla mojego dobra.
            takie luźne skojarzenie po przeczytaniu niektórych postów.
        • jogo2 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 00:16
          Odalie,

          Trochę nie rozumiem, dlaczego tak cię oburzyło to co Ligia powiedziała tej
          dziewczynce w piaskownicy. Jeżeli rzeczywiście codziennie zachowywała się
          agresywnie wobec innych dzieci (sypanie piaskiem, szczypanie, gryzienie, itp. o
          ile dobrze pamiętam), jej mama nie reaguje na to w odpowiedni sposób (to znaczy
          taki, żeby albo zapobiec każdemu takiemu wystąpieniu, albo tak, żeby już więcej
          się one nie powtarzały, to dlaczego uważasz, że w takiej sytuacji powiedzenie,
          że jeżeli będzie ona zachowywać się tak dalej, to dostanie klapsa, jest
          oburzające. Mała ma w końcu trzy latka, nie jest to wiek, w którym się nie
          rozumie co się robi w sytuacji, w której się albo gryzie, albo sypie piaskiem,
          albo w inny sposób odnosi agresywnie do drugiej osoby.(Jak ma się 10, 11 lub 12
          miesięcy to się może nie rozumie) Myślę, że trzyletnie a nawet młodsze dziecko
          rozumie, że wówczas robi coś co jest dla drugiej osoby niemiłe, albo nawet
          bardzo niemiłe. Wydaje mi się, że zapowiedź (jedynie zapowiedź, a nie
          realizacja) że się zrobi to samo (lub prawie to samo w moim odczuciu) jest w
          końcu wdrożeniem wiele razy przez przeciwniczki kar cielesnych wychwalanej
          zasady pozwolenia ponoszenia przez dziecko konsekwencji swojego zachowania. Już
          widzę jak w kolejnych postach zostanę zaatakowana za kryjącą się w poprzednim
          zdaniu sprzeczność, że klaps lub jego groźba w żadnym wypadku do repertuaru
          konsekwencji zachowania dziecka nie może wejść. Ale znów wracając do tej
          konkretnej sytuacji, co miała tej dziewczynce Ligia76 powiedzieć, że ją też
          ugryzie, też ją obrzuci piaskiem, też w nią rzuci kamieniem (a jak nie trafi,
          albo jak trafi w oko, albo w głowę?). Przepraszam, ale nie bądźmy dziecinni.
          Czy chodzi o to, żeby nigdy za wszelką cenę, nieważne co by się działo, nie
          odwołać się do klapsa. Mi, gdybym była w sytuacji Ligii76 nie przyszedłby żaden
          lepszy pomysł, jak tę dziewczynkę przekonać, że nie należy się tak zachowywać,
          a zapewne nie miałabym czasu, żeby nad tym rozmyślać godzinami, jak tu obce
          dziecko przekonać jak to się kolokwialnie mówi "po dobroci", że należy innym
          dzieciom dać spokój, bo o muszę rozmyślać o innych własnych sprawach
          niecierpiących zwłoki. To znaczy, jeżeli bym na taki pomysł wpadła to w
          porządku, ale trudno się dziwić, że ligia76 niczego takiego nie wymyśliła, bo
          to nie jest łatwe. W związku z tym co, skoro nie można szybko wpaść na pomysł
          jak rozwiązać sytuację (i to za mamusię kochanego dzieciątka)to z takim stanem
          rzeczy trzeba się godzić nie wiadomo jak długo (aż się nie wpadnie na właściwy
          pomysł, przy czym niektórym rodzicom zajmuje to lata, czyli aż kochana pociecha
          wyrośnie z takich zachowań), ponieważ broń Boże nie wolno postraszyć nikogo
          klapsem, bo to brzydko. Uważam, że nic strasznego się nie stało, a za to i
          dziecko Ligii i pozostałe dzieci w tej piaskownicy odetchneły, bo wreszcie się
          ktoś znalazł, kto nie pozwolił krzywdzić swojego dziecka (rozumiem, że chodziło
          o młodsze dzieci, np. 12 miesieczne dziecko samo się nie obroni przed 3
          latkiem). I niestety muszę tu dodać, że takie reakcje zwolenników niebicia są
          dla mnie dowodem, że można się dać zwariować w każdym kierunku. To samo dotyczy
          książki Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby do nas mówiły.
          Wiele przykładów jest przekonujących, ale propozycja, żeby zapobieć na przykład
          złemu zachowaniu w sklepie poprzez rysowanie razem z dzieckiem, jak pięknie
          mamie pomaga przed wyprawą do sklepu jest dla mnie pomysłem jak z księżyca, co
          źle świadczy w ogóle o mentalności autorek. A która normalnie zajmująca się
          domem i pracą (lub domem) matka (czy ojciec) ma na to czas? A nawet jeżeli
          miałaby, to moim zdaniem dla dziecka to też jest sygnał, że bardzo wiele mu
          wolno. Ileż to uwagi i czasu poświęcą rodzice, aby starać się mnie przekonać,
          żebym ja czasem znów im przy zakupach nie poprzeszkadzał. Nic na skróty. Moim
          zdaniem można w ten sposób dojść RÓWNIEŻ (podkreślam, nie zawsze, ale rówież)
          do przekonania że jest się świętą krową, z którą rodzice obchodzą się zawsze
          jak z jajkiem, w związku z tym można robić z nimi co się chce. Wiem, że
          niepójście na skróty MOŻE być wyrazem miłości i stanowczości, ale w wielu,
          bardzo wielu dających się zaobserwować wypadkach mających miejsce wokół nas tym
          nie jest. Jest natomiast wyrazem bezradności, tak samo jak osławione bicie i
          wyrasta z rozpowszechnionej ślepej wiary, że nigdy dziecka nie wolno skarcić. I
          tego zjawiska zdaje się dotyczył post, od którego zaczął się ten bardzo długi
          wątek. Niestety muszę się z tym zgodzić. Też uważam, że jak dziecko
          (kilkuletnie) daje matce po twarzy, to nie wynika to z tego, ze jest zmęczone,
          nadpobudliwe, rozkojarzone, itp., tylko coś w ich wzajemnych relacjach
          wcześniej nawaliło. Kiedyś to się nazywało brak szacunku. Ani ja swojej matki
          po twarzy nie biłam, ani w ogóle jej nie biłam i wydaje mi się, że nie brało
          się to z niczego, na pewno nie z braku mojego temperamentu i w ogóle jakoś
          bicie rodziców nie było kiedyś rozpowszechnione (zaznaczam, że nie odwołuję się
          tu do mojego pokolenia, bo chodzi o zachowania dzieci kilkuletnich), ciekawe
          dlaczego?

          Serdecznie pozdrawiam,

          Joanna
          • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 01:35
            Joanno, tak się zastanawiałam kilkadziesiąt minut bodajże, czy odpisać, bo
            dochodzę do wniosku, że może faktycznie, przykładem innych osób, nie wypowiadac
            się na forum (a przeciez chyba po to ono jest), bo można przypadkiem zostać
            zakwalifikowaną jako matka "tłucząca swoje dziecko" i wrzuconą do jednego wora
            z tymi co zamykają je w skrzyni bądź duszą zaraz po urodzeniu i wkładają do
            beczek z kiszona kapustą.

            Ja tylko odnośnie szacunku do rodziców. Pisałam o sytuacji kiedy dziecko leje
            matkę po twarzy. Stałam i patrzyłam; tak, na nic więcej nie było mnie stać, bo
            zszokowana mocno byłam. Mi nigdy do głowy nie przyszlo jako dziecko, aby coś
            takiego zrobić. Nie mieścilo się to ani w mojej małej główce, ani w większej,
            ani także teraz do mnie to nie dociera. Mimo tego, że czasem dostałam w dupsko.
            Ale wiem za co i wiem, biorąc pod uwagę trudy dorosłego życia, że rodzice nie
            sa w stanie czasem ogarnąć racjonalnie wszystkiego, co stawia ono przed nimi.
            Mogłabym pisać i pisać, ale wstrzymam się (byc może chwilowo).

            Dodam tylko, że zostałam wychowana tak dobrze, jak sama bym sobie życzyła
            wychować swoje dzieci. I szacunku do tej pory do swoich rodziców mi nie
            brakuje. Dlatego, przyznam, wzbudzaja we mnie oburzenie sytuacje wskazywane
            zarówno przeze mnie jak i przez inne, co prawda w mniejszości, mamy. Lecz
            dlaczego wyrażaja swoje zdanie tylko niektóre z nich, tego nie wiem. Być może
            poprzez wzgląd na potencjalne odrzucenie i prawdopodobną krytykę w innych
            wątkach, dotyczących dyskusji na zupełnie inne tematy.

            I jeszcze jedno. Część mam stwierzdiła, że klaps w dzieciństwie powoduje
            zamknięcie sie dziecka, brak poczucia swojej wartości, zamknięcie w sobie i tym
            podobne herezje. Jak widać ja, która klapsa zna, swoje zdanie także mam. I nie
            boję sie go wyrażać. O swoje prawa także walczę jak lwica. Wiem, że w tym
            dzisiejszym brutalnym świecie nie zginę. I nie "tytułuję" swojej mamy
            (najukochańszej na świecie, własnie tak :o))) Szanowna Pani Matko; zawszę mówię
            do niem Mamusiu; nie: "ty", "mama", czy "Jadziu", ale MAMUSIU. Tatusia nie
            pomijam oczywiście. Nie ze strachu czy z jakiegoś innego bzdetnego powodu, o
            których mówiły dyskutantki w tym wątku, ale dlatego, że Ich k o c h a m.

            Pozdrawiam
            Violetta
            • wieczna-gosia Re: matki tluczace dzieci ;)) 28.11.03, 11:27
              Mi nigdy do głowy nie przyszlo jako dziecko, aby coś
              takiego zrobić. Nie mieścilo się to ani w mojej małej główce, ani w większej,
              ani także teraz do mnie to nie dociera. Mimo tego, że czasem dostałam w
              dupsko.

              No wlasnie widzisz jakby o tym piszemy od samego poczatku. Czy jestes pewna ze
              tobie nie przyszlo do glowy i twojej corce nie przyszlo, wynika bardziej z
              faktu ze zostalas w tylek czy bardziej z takiego faktu ze nie odczuwalas
              potrzeby zachowan agresywnych. Ty twierdzisz ze bardziej to pierwsze, ja
              twerdze ze bardziej to drugie i jedynie tym sie roznimy. A twierdze tak, bo
              mam 4 dzieci nie z matrycy i zdarzylo mi sia takie ktore tluklo czym popadnie
              w co popadnie (raczej swoja glowa o sciane niz mnie w twarz, ale uderzyc jej
              sie pare razy mnie zdarzylo co pawda nie w twarz ale zawsze) oraz takie co to
              nie dosc ze nie tluklo to bylo tluczona i ja chodzilam za nim mowiec "oddaj
              mu, zobacz przeciez cie bije" wink) a rodzice ci sami, metody podobne (bez
              biscia generalnie..) no slowem tylko czynnik ludzki sie zmienial.

              Teraz druga sprawa. NIE MAM WIZJI WIOLI TLUCZACEJ IZE I MONIKE JAK POPADNIE I
              W CO POPADNIE. Mysle ze wylaczywszy wypowiedzi emocjonalne z tego watku, nikt
              tego wrazenia nie ma. Natomiast widzisz, co co budzi moj sprzeciw, to ocena
              wychowania matki po jednostkowym zachowaniu dziecka. Ja sie staram z moich
              przemyslen takie zachowania tepic, chociaz kazdy ma do nich sklonnosc a ja
              swiata nie jestem. Kiedy widze mame co przy akcji kladzenia sie na podlodze
              daje dziecku w dupe nie mysle "potwor tlucze dziecko", tylko raczej "nie
              wytrzymala presji opinii publicznej", "musi byc zmeczona" oraz glownie "ale
              czemu na oczach calego sklepu kobieto???" Ty pojechalas po najmniejsze linii
              oporu, ocenilas calosc wychowania i wysmazyas posta.

              Ostatnia sprawa. Dokladnie tak samo jak ty kocham moich rodzicow. Pomimo tego
              ze zdarzalo mi sie tluc lbem w sciane i oddac tacie kiedy mi wlasnie dwawl w
              dupe- nie ysle o nich per glupia habeta i stary rumpel ale mama i tata wink)) I
              Uwazam ze wychowali mnie dobrze. Jedyna rzecz w ktorej sie roznimy ty i ja- to
              akceptacja metod wychowawczych. Ty metody swoich rodzicow akceptujesz bez
              zastrzezen, ja uwazam ze jeden z niewielu bledow jaki popelnili to wlasnie te
              klapty, bicia i kary cielesne i tej metody nie pochwalam. natomiast, wiem ze
              nie karali mnie za rzeczy wyimaginowane lecz za faktyczne przestepstwa i tu sa
              OK.
              Mam ochote podyskutowac z toba na priva, ale ostatnio cos sie skarzylas na
              jakies paszkwile wiec oznajmiam swoja ochote wszem i wobec zeby nie byc
              posadzona o paszkwilarstwo wink))
          • ashan Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 09:27
            jogo2 napisała:

            > Trochę nie rozumiem, dlaczego tak cię oburzyło to co Ligia powiedziała tej
            > dziewczynce w piaskownicy. Jeżeli rzeczywiście codziennie zachowywała się
            > agresywnie wobec innych dzieci (sypanie piaskiem, szczypanie, gryzienie,
            itp. o
            >
            > ile dobrze pamiętam), jej mama nie reaguje na to w odpowiedni sposób (to
            znaczy
            >
            > taki, żeby albo zapobiec każdemu takiemu wystąpieniu, albo tak, żeby już
            więcej
            >
            > się one nie powtarzały, to dlaczego uważasz, że w takiej sytuacji
            powiedzenie,
            > że jeżeli będzie ona zachowywać się tak dalej, to dostanie klapsa, jest
            > oburzające. Mała ma w końcu trzy latka, nie jest to wiek, w którym się nie
            > rozumie co się robi w sytuacji, w której się albo gryzie, albo sypie
            piaskiem,
            > albo w inny sposób odnosi agresywnie do drugiej osoby.(Jak ma się 10, 11 lub
            12
            >
            > miesięcy to się może nie rozumie) Myślę, że trzyletnie a nawet młodsze
            dziecko
            > rozumie, że wówczas robi coś co jest dla drugiej osoby niemiłe, albo nawet
            > bardzo niemiłe. Wydaje mi się, że zapowiedź (jedynie zapowiedź, a nie
            > realizacja) że się zrobi to samo (lub prawie to samo w moim odczuciu) jest w
            > końcu wdrożeniem wiele razy przez przeciwniczki kar cielesnych wychwalanej
            > zasady pozwolenia ponoszenia przez dziecko konsekwencji swojego zachowania.

            Post co prawda do Odalie, ale może ja dodam kilka słów... smile
            Z dzieckiem znanym mi z piaskownicy mogę rozmawiać, napominać je wtedy, gdy
            burzy innym babki, zasypuje dołki smile. Gdy zachowuje się w sposób
            niebezpieczny dla innych dzieci rozmawiam zawsze z jego OPIEKUNEM. Oczywiście
            jest to nieco trudniejsze, niż nastraszenie dziecka. Trzeba wykazać się
            opanowaniem i chęcią porozumienia, a nie groźbą smile.Sorry, w takich kwestiach
            trzy, czy nawet czterolatek to nie jest partner do rozmowy smile.
            I jeszcze jedno, gdyby jakakolwiek osoba zachowała się w ten sposób wobec
            mojego dziecka na pewno spotkałaby się z moim bardzo stanowczym sprzeciwem :-
            ). I nie wyobrażam sobie Joanno, że Ty na to byś pozwoliła smile. Oczywiście
            nasze dzieci to co innego, bo są dobrze wychowane wink. Ale jeżeli komuś
            odpowiada, żeby obce dla dziecka osoby (panie z piaskownicy, ze żłobka,
            przedszkola, a może nawet nauczyciele w szkole - takie tam przecież teraz
            zdziczenie wink)) straszyły, dawały klapy w tyłek albo prewencyjnie biły
            linijką po ręku (żadna krzywda fizyczna się nie dzieje wink)- w imię
            wychowania? ponoszenia konsekwencji?. Pisałaś tylko o grożbach słownych? Ale
            skoro działają, tzn, że dziecko traktuje je poważnie, wierzy w nie. A jeśli
            nie podziałają? To co? Pozostaje chyba ich realizacja...

            pozdrawiam ciepło smile
            ashan
            • ligia76 Re: Same tak ...... do ashan i odalie 27.11.03, 15:38
              Hej
              Odalie tak napisałaś ostatnią część postu że musiałam zerknąć na swój i
              przeczytać o tych moich wyczynach w piaskownicy (sorry odalie , ale używasz
              słowa "wyczyny" jakbym conajmniej rozebrała się i latała nago po piasku przy
              dzieciach).
              Nie uważam że powiedzenie do dziecka że dostanie klapsa jest poniżeniem lub
              zastraszeniem.
              Moje zdanie jest takie, że jeśli ktoś nie radzi sobie ze swoim dzieckiem,
              będącym zagrożeniem dla innych dzieci (bo takich pisałam w swoim poście, ale
              być może dokładnie go nie przeczytałaś)i nie zamierza interweniować w sytuacji
              gdy jego dziecko robi krzywdę drugiemu dziecku to niesety musi liczyć się z
              tym że zostanie mu zwrócona uwaga aby dziecko bawiło sie w miejscu
              odosobnionym (poraz kolejny piszę że nie chodzi mi o dzieci tak poprostu
              niegrzeczne, bo takie są prawie wszystkie w pewnym wieku). Przykro mi ale
              bardziej niż czyjaś obrażona duma, interesuje mnie to aby moje dziecko (i nie
              tylko moje) miało np. oczy na swoim miejscu (kuzyn mojej bratowej ma sztuczne
              oko ponieważ jakiś chłopiec postanowił rzucać sobie w niego kamieniem).
              Piszecie o donosie na policję, to jest poprostu smieszne i żałosne. Czyli jak
              jakies dziecko wydrapie oko mojemu to mam założyć sprawę sądową i oskarżyć
              rodziców o nieumiejętność wychowywania dzieci ?
              Podkreslę jeszcze raz że nie interesuje mnie czyjaś obrażona duma, moim
              obowiążkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa mojemu dziecku.
              I poraz kolejny dodaję że nie dotyczy to dzieci niegrzecznych a agresywnych, i
              nie rocznych a min. trzyletnich.

              Ligia
              • ashan Re:do ligii 27.11.03, 21:00
                Miło poczuć się na tyle ważną, ze az adresuje się do mnie posty wink. Nie wiem
                tylko, jak treść Twojego ma się do mojej wypowiedzi. Miło mi występować ramię
                w ramię z Odalie, bo wiele z jej poglądów (wyrażanych na różnych forach) jest
                mi bliskich. ALe jednak uważam przypisanie mi wypowiedzi Odalie, za lekką
                przesadę smile (bo nie podejrzewam, że pisałaś na zasadzie: wiem, że gdzieś
                dzwonią, tylko nie wiem, w którym kościele wink).
                pzdrw
                ashan
            • ligia76 Re: Same tak wychowujecie ...do ashan 27.11.03, 23:06
              Hej
              Przeczytałam Twój wczesniejszy post i dziwi mnie Twoja reakcja. Odnosisz się
              tam konkretnie do sytuacji, którą ja opisałam. Chyba napisałam że mama tej
              dziewczynki poprostu miała głęboko w poważaniu co robi jej dziecko. Zwrócenie
              uwagi dziecku które właśnie dziobie inne patykiem "tak nie wolno" jest tu
              chyba mało przekonujące. Takiego zachowania nie mozna porównać do zburzenia
              babki z piasku (uwierz mi, na takie nawet nie zwracam uwagi).
              Mój post nie dotyczył całkiem normalnych zachowań dzieci (zburzenie babki za
              takowe uważam)a odnosił sie do dzieci agresywnych. I wiadomo także że nie
              chodzi mi o dwulatka, a o starsze dzieci.
              Piszecie cały czas o jakiś zburzonych babkach, a w moim poście zupełnie nie o
              to chodziło. Więc chyba te dzwony nie dotyczą mnie jednej.
              jogo 2 i mamaizyimoniki pisały o sytuacjach o które mi chodziło. Czy tylko one
              czytają ze zrozumieniem ?


              Pozdrowienia
              Ligia
          • odalie do Jogo2 27.11.03, 14:46
            Hej!

            To, co powiedziała Ligia tej dziewczynce w piaskownicy to była groźba
            naruszenia nietykalności cielesnej.

            Gdyby Ligia była konsekwentna (a dziecko szybko wyłapuje sprzeczności w
            deklaracjach i zachowaniu i jedynie konsekwencja do dziecka przemawia), powinna
            po kolejnym wybryku tej dziewczynki uderzyć ją.

            Mama tej małej miałaby prawo wezwać policję, a Ligia odpowiadałaby za
            pobicie/naruszenie nietykalności.

            Naprawdę zastanawiam się, czy Ligia albo Ty chciałybyście, aby Wasze dzieci
            dostawały w pupsko w przedszkolu/szkole/na placu zabaw od innych mam? A nie
            powiesz mi, że Twoje dziecko jest święte 24 godziny na dobę, 365 dni w roku...

            A co do pomysłu na uspokojenie tamtej dziewczynki - ja miałabym dwa: po
            pierwsze, zorganizować dla niej i innych dzieci jakąś wciągającą zabawę
            (podejrzewam, że mała rozrabiała poniekąd z nudów, brakowało jej partnerów w
            odpowiednim wieku - taki mój domysł, bo z postu Ligii nie wynika), po drugie -
            opisałabym uczucia skrzywdzonego dziecka, nie tylko "nie rób tak!" ale "teraz
            mojego synka boli..., jest mu przykro i smutno". Jak widać, nie chodzi o
            odgryzanie się metodą "ząb za ząb".

            Poza tym, trudno, ale gdyby się sytuacja powtarzała, porozmawiałabym z
            opiekunem tej dziewczynki (a gdyby mi nie zależało na konkretnym placu zabaw,
            po prostu byśmy sobie z młodą stamtąd poszły gdzie indziej i tyle).

            Co do metod wychowania - nie trzeba studiować stosów książek, wystarczy
            pamiętać, że dziecko nie jest naszą własnością, ma swoją godność i należy mu
            się jak każdej ludzkiej istocie szacunek. Czy to takie trudne?

            Piszesz:

            > ale propozycja, żeby zapobieć na przykład
            >
            > złemu zachowaniu w sklepie poprzez rysowanie razem z dzieckiem, jak pięknie
            > mamie pomaga przed wyprawą do sklepu jest dla mnie pomysłem jak z księżyca,
            co
            > źle świadczy w ogóle o mentalności autorek.

            Naprawdę nie wiem, jak to skomentować. Jak Twoja wypowiedź może świadczyć o
            Twojej mentalności...

            To, że Ty Jogo nigdy nie rysowałaś z dzieckiem listy zakupów nie znaczy
            jeszcze, że nie jest to możliwe czy wykonalne.

            Wyobraź sobie, jest to możliwe i wykonalne, a na dodatek sprawia wielką uciechę
            zarówno mamie, jak i dziecku.

            > A która normalnie zajmująca się
            > domem i pracą (lub domem) matka (czy ojciec) ma na to czas?

            Też nie bardzo wiem, jak na to odpowiedzieć - przerażasz mnie, Jogo.

            Masz dziecko i nie potrafisz wyobrazić sobie, że można poświęcić jakieś 10-15
            minut, aby usiąść na kanapie, wziąć do ręki blok i kredkę i pomazgać, tworząc z
            dzieckiem listę sprawunków?!

            Naprawdę brakuje na to czasu?

            > A nawet jeżeli
            > miałaby, to moim zdaniem dla dziecka to też jest sygnał, że bardzo wiele mu
            > wolno. Ileż to uwagi i czasu poświęcą rodzice, aby starać się mnie przekonać,
            > żebym ja czasem znów im przy zakupach nie poprzeszkadzał

            Nie stosowałaś tej metody, więc trochę się dziwię, czemu wypowiadasz się w taki
            sposób, skad to przekonanie.

            Otóż mylisz się.

            Dla dziecka jest to sygnał, że mama je szanuje, że się dla niej liczy, że może
            okazać swoją samodzielność, swoją "dorosłość". Dziecko jest naprawdę przejęte
            odpowiedzialnością, którą mama mu powierza. Przeżywa przyjemność wspólnego
            rysowania, a na zakupy czeka jak na wielką frajdę. Z prozy życia powstaje
            wspólna zabawa. Zakupy nie są katorgą do odbębnienia, tylko kolejna okazją, aby
            obserwować rozwój dziecka i budować z nim więź opartą na miłości.

            Zapewniam Cię, że dziecko przerabiające z mamą takie "pisanie listy zakupów"
            nie będzie przeszkadzało w sklepie, więc o co chodzi i w czym problem?

            Chyba domyślam się, w czym. Ty Jogo postrzegasz dzieci jak małych,
            wyrachowanych dorosłych. Niby wystarczy powiedzieć raz, a już powinno trafić do
            łba, bo jak nie, to klaps w tyłek.

            Ale dzieci tak nie funkcjonują. Nie wystarczy raz powiedzieć. Trzeba
            kilkanaście razy pokazać.



            • ann_mart Re: do Jogo2 27.11.03, 15:12
              Odalie - z ust mi to wyjęłaś. Dla dziecka nigdy nie szkoda czasu, sprawy domowe
              mogą poczekać, można też w miarę możliwości i wieku dziecka próbować je do nich
              włączać i różna rzeczy robić razem...
              No ale Jogo pewnie i to uznałaby za stratę czasu bo przecież samemu szybciej...
              Pozdrawiam
              Anka
              • odalie Re: do Jogo2 27.11.03, 15:18
                A ja powiem nawęt więcej - ja, tak jak zdaje się Adzia smile)) nie bardzo potrafię
                bawić się z córeczką w jej zabawy ("mamoooo, graj ta lalką..."). Wolę razem z
                nią sprzątać, gotować, planować, albo czytać jej lub łazić na spacery. Pewne
                pomysły typu rysowanie listy zakupów nie dość, że procentują nienagannym
                zachowaniem dziecka, to jeszcze poddają pomysły na zabawę inną niż "granie
                lalkami".

                Dlatego tak je lubię smile))))
              • odalie Re: do Jogo2 27.11.03, 15:19
                A bo to wygląda na to, że Jogo zajęta dzieckiem nie ma czasu dla dziecka smile
            • ligia76 Re: do Jogo2 27.11.03, 15:41
              Odalie i jeszcze jedno nie widze powodu, abym to ja opuszczała ten plac zabaw.
              Chyba powinna zrobić to druga ze stron.

              Ligia
            • jogo2 Re: do Jogo2 27.11.03, 16:54
              Droga Odalie,

              Po przeczytaniu postu Ashan już już miałam napisać, że przekonała mnie,
              niestety, akurat wtedy nie miałam więcej czasu niż na napisanie tego jednego
              zdania, a chciałam napisać więcej. Wracam do domu i co widzę, tyle odpowiedzi
              na mój list, i to jakich. Napisałam co myślę, co dowiedziałam się w zamian.
              Rozmaite sugestie, że nie mam czasu dla dziecka, że pewnie nie potrafię bawić
              się w zabawy, które by się dziecku podobały, nie mam w tej chwili czasu
              zamieszczać dokładnych cytatów z Twoich i jeszcze drugiej pani, której nicka
              nie pamiętam postów, ale powiedz mi, po co to? Dlaczego w Was jest dziewczyny
              tyle jadu wobec kogoś, kto myśli inaczej niż Wy i ośmielił się wyrazić swoje
              zdanie? Zresztą w całej tej dyskusji wiele jest tego przykładów kompletnie
              nierzeczowych odpowiedzi, za to dających wyraz negatywnym emocjom. Uważam, że
              na takie przytyki nie zasłużyłam, w swoim liście starałam się być rzeczowa, na
              ile mi to wyszło czytelnikom oceniać, ale w każdym razie nie sprowadziłam
              wyrażenia swojego odmiennego zdania do kilku złośliwych przytyków, a też
              mogłabym. Jeżeli Cię to tak denerwuje, że ktoś z tobą polemizuje, to masz za
              słabe nerwy na dyskutowanie. Oczywiście Ty, Odalie, jesteś w dużej grupie pań o
              zblizonych poglądach na pewną kwestię, o której tu dyskutujemy, czego nie mogę
              powiedzieć o sobie i, jak się okazuje, jaka to przyjemność dowalić komuś będąc
              w kupie (sorry, ktoś może odebrać ten wyraz dwuznacznie, jest to parafraza
              staropolskiego przysłowia, że w kupie raźniej).

              Serdecznie pozdrawiam,

              Joanna
              • odalie Re: do Jogo2 27.11.03, 17:56
                Jogo, Jogo, weź Ty i przeczytaj moje posty, a _potem_ się zabierz za
                odpowiadanie, bo jakoś nie na temat odpowiadasz.
              • odalie Re: do Jogo2 27.11.03, 18:20
                Jogo, przejrzałam posty wyżej i co znalazłam:

                - Twoje:

                > To samo dotyczy
                > książki Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby do nas mówiły.
                > Wiele przykładów jest przekonujących, ale propozycja, żeby zapobieć na
                > przykład
                > złemu zachowaniu w sklepie poprzez rysowanie razem z dzieckiem, jak pięknie
                > mamie pomaga przed wyprawą do sklepu jest dla mnie pomysłem jak z księżyca,
                > co
                > źle świadczy w ogóle o mentalności autorek. A która normalnie zajmująca się
                > domem i pracą (lub domem) matka (czy ojciec) ma na to czas?

                Pytam więc jeszcze raz - czy i dlaczego uważasz, że normalnie zajmujące się
                domem mamy nie są w stanie realizować zasad "Jak mówić..."?

                Dlaczego propozycja z "Jak mówić..." ma źle świadczyć o mentalności autorek?

                Podaj mi proszę, czemu Ty osobiście nie masz czasu na rysowanie zakupów i
                uważasz to za tak niemożliwy do wykonania pomysł.

                Po lekturze Twojego postu powyżej ("A która normalnie zajmująca się
                domem i pracą (lub domem) matka (czy ojciec) ma na to czas?") nasuwa się myśl,
                że przy dziecku realizujesz program minimum i na większy wysiłek włożony w
                wychowanie Cię nie stać. Pewnie jest jakiś inny powód, ale ja go nie znam, bo o
                tym nie pisałaś. Pamiętaj, odczytuję tylko posty, nic więcej, więc warto dbać o
                precyzję.

                ........................

                A to jest cytat z mojego postu i dotyczy mojej osoby, więc nie pisz, że ja
                Tobie zarzucam, że się nie potrafisz bawić z dzieckiem - pisałam o sobie,
                jak "Jak mówić..." sprawdza się w moim wypadku:

                >A ja powiem nawęt więcej - ja, tak jak zdaje się Adzia smile)) nie bardzo
                >potrafię
                >bawić się z córeczką w jej zabawy ("mamoooo, graj ta lalką..."). Wolę razem z
                >nią sprzątać, gotować, planować, albo czytać jej lub łazić na spacery.

                Nie doczytałas się, skoro piszesz że:

                >że pewnie nie potrafię bawić
                > się w zabawy, które by się dziecku podobały

                .............................

                Nie wiem, czy jestem w mniejszości, czy w większości, i co to ma mieć do
                rzeczy. Zdaje się, że na tym wątku jest kilka osób o zbliżonych poglądach i po
                jednej, i drugiej stronie.

                Argumenty skierowane wyłącznie do mojej osoby a nie do treści moich postów
                (najwyraźniej przez Ciebie niedoczytanych) jakoś mnie nie przekonują. Bo to nie
                są w ogóle argumenty smile)))))

                Piszesz Jogo:

                > w swoim liście starałam się być rzeczowa, na
                > ile mi to wyszło czytelnikom oceniać,

                no i masz babo placek smile))) ja, jako czytelnik, oceniłam że nie jesteś
                rzeczowa, wypisujesz banialuki typu "żadna matka nie ma czasu poświęcić chwilki
                na przygotowanie dziecka przed zakupami".

                Jak masz ochotę na wykazanie się rzeczowym podejściem do dyskusji, to odpowiedz
                na moje pytania a propos "Jak mówić..." i pomysłu z rysowaniem zakupów,
                naprawdę mnie interesuje czmu ten pomysł jest wedłu Ciebie taki nierealny
                i "źle świadczy o mentalności autorek".





              • ashan Re: do Jogo2 27.11.03, 20:47
                jogo2 napisała:

                > Droga Odalie,
                >
                > Po przeczytaniu postu Ashan już już miałam napisać, że przekonała mnie,
                > niestety, akurat wtedy nie miałam więcej czasu niż na napisanie tego jednego
                > zdania, a chciałam napisać więcej. Wracam do domu i co widzę, tyle
                odpowiedzi
                > na mój list, i to jakich.

                Joanna, ratunku! To znaczy, że już się ze mną nie zgadzasz, bo przeczytałaś
                posty innych dziewczyn wink? Naprawdę nie mam rozszczepienia jaźni smile
                Występuję pod jednym nickiem na całym forum smile. Nie wdając się w dyskusje,
                które w ciągu dnia tu rozgorzały, wyjaśnię może o co mi chodziło. Mianowicie o
                konsekwencję właśnie. Zwrócenie uwagi jest skuteczne wtedy, gdy dziecko
                zrozumie, że źle zrobiło i nie zechce tego powtarzać (bo może się zdarzyć, że
                w ramach eksperymentu spróbuje jednak posypać koledze jeszcze raz główkę
                pisakiem). Można użyć groźby: nie będziemy się z Tobą bawić, powiem Twojej
                opiekunce/mamie, za chwilę zrobię Ci to samo, za chwilę dam Ci klapsa. I o ile
                te dwa pierwsze wyjścia są dla mnie do przyjęcia, to dwa następne nie.
                Dlaczego? Dlatego, ze trzeba być świadomym, że sama groźba nie da rezultatu i
                dziecko jeszcze raz zrobi to, czego nie powinno. I co wtedy? Mogę zabrać swoje
                dziecko, mogę porozmawiać z matką/opiekunką. NIE MOGĘ obsypać dziecka piaskiem
                ani przylać mu klapsa. A jeżeli nie mogę, to następnym razem moją uwagę dane
                dziecko z góry oleje. I tyle.
                Nie raz byłam w sytuacji, gdy zmienialiśmy na kilka dni plac zabaw, bo
                na "nasz" przybywało jakieś wyjątkowo "dzikie" winkdziecko. Mnie korona z głowy
                nie spadła, mój synek poznał nowy placyk i nowe dzieci, a gdy po pewnym czasie
                wracaliśmy na "stare śmiecie" wszystko zyskiwało dla bejbisa urok nowości.
                Oczywiście, nie zawsze jest różowo i łatwo. Czasami mój maluch (latem miał dwa
                latka z maleńkim haczykiem) doprowadzał do rozpaczy inne dzieci, bo namiętnie
                (i podstępnie wink) niszczył innym babki, kopał w piachu z takim zapałem, że
                wszyscy wokół wydłubywali piasek z oczu i włosów. Mimo, ze dwoiłam się i
                troiłam, zawsze znalazł coś co można było zepsuć sad. Sposób? Gdy on
                zniszczył, ja odbudowywałam w dwójnasób smile. Kopałam dołki, budowałam zamki i
                garaże , ocierałam zasypane piaskiem buźki. Nigdy nie usłyszałam złego słowa
                pod swoim adresem, ani skierowanego do niego tekstu: jak jeszcze raz to
                zrobisz, to dostaniesz klapsa (może dlatego, że dużą kobietą jestem i respekt
                należny wzbudzam wink) Raz jeden babcia ok. pięcioletniej dziewczynki
                powiedziała do niej (po zepsuciu przez małego babki, którą babcia chwilę
                wcześniej zrobiła - wnuczka siedziała i patrzyła, babcia pracowicie budowała :-
                )) - popatrz co zrobił ten źle wychowany dzieciak! W ten sposób został
                podsumowany dwulatek, a ja przyznaję, wtedy właśnie przestałam się przejmować
                opiniami mam, babć, opiekunek, dla których miarą dobrego/złego wychowania jest
                stosunek dwulatka do budowli z piasku smile.
                Acha, mój pierwszy syn był cudownym, grzecznym dzieckiem, któremu zawsze inne
                dzieci psuły, niszczyły, obsypywały, popychały, a on ustępował. I zawsze
                patrzyłam z wyższością na matki, które nie potrafią (a może nawet o zgrozo nie
                chcą smile) wychowywać swoich dzieci tak dobrze i skutecznie, jak ja to robię :-
                ). Życie nieco zweryfikowało moje poglądy nt. wychowania. Zwłaszcza jeżeli
                chodzi o cudze dzieci smile)))

                pozdrawiam jeszcze raz smile
                ashan
            • mamaizyimoniki Re: do Jogo2 27.11.03, 22:18
              A co do pomysłu na uspokojenie tamtej dziewczynki - ja miałabym dwa: po
              > pierwsze, zorganizować dla niej i innych dzieci jakąś wciągającą zabawę
              > (podejrzewam, że mała rozrabiała poniekąd z nudów, brakowało jej partnerów w
              > odpowiednim wieku - taki mój domysł, bo z postu Ligii nie wynika), po drugie -

              > opisałabym uczucia skrzywdzonego dziecka, nie tylko "nie rób tak!" ale "teraz
              > mojego synka boli..., jest mu przykro i smutno". Jak widać, nie chodzi o
              > odgryzanie się metodą "ząb za ząb".


              No nie żartuj sobie...
              Widzisz jak jakies dziecko np. wymachuje rozbitą butelką, którą właśnie
              znalazł, bądź celuje kamieniami w oko twojego dziecka, a ty podchodzisz i
              mówisz mu: "przepraszam, słodki chłopczyku, ale mój synek jest teraz smutny /
              boli go / przykro mu"???????????????? A może jeszcze spytasz, czy nie boli go
              rączka, bo tak się namachał?... A może połączysz się z nim duchowo i przejmiesz
              jego emocje???...

              Dla mnie to ewidentny przykład tego, że świrnięta jesteś. Tak napiszę to, bo
              tak właśnie myślę. Napisałaś taką bzdurę, że mózg sie lasuje.

              Najciekwasze jest to, że byłabyś tak spokojna w owej sytuacji...


              • umargos Re: do Jogo2 27.11.03, 22:49
                Ja się wypowiem jako osoba, która dawno temu dała klapsa nie-swojemu dziecku
                (jeszcze dziś, po kilku latach pamietam i mam wyrzuty sumienia z tego
                powodu :[[[). Przylałam w tyłek mojemu siostrzeńcowi. Nie powiem, że nie
                zasłuzył na karę, choć oczywiście nie do mnie należało karanie. Miał wtedy
                chyba 4 lata, zachowywał się wobec mnie, no...powiedzmy agresywnie. Moje
                perswazje nie skutkowały, a moja siostra (jego mama) nie reagowała, a ja nie
                wytrzymałam. Jak dostał zareagowała, całkiem słusznie zresztą, bo objechała
                mnie z góry na dól, że tylko oni (w sensie rodzice) maja prawo wymierzania kar
                (bynajmniej nie rozdzielają klapsów). Potem palnęła mowę dziecku i problem
                zniknął. I tak sobie myślę, że gdyby zareagowała wcześniej, czyli palnęła tą
                mowę wcześniej problem by nie zaistniał lub został zduszony w tzw. zarodku.
                Innymi słowy to od rodziców/opiekunów dziecka zależy jak ono będzie się
                zachowywać. I tylko do nich należy karanie i wyciąganie konsekwencji. A jeszcze
                na przykładzie mojej siostry wiem, że klapsy wcale nie są koniecznym elementem
                wychowywania, bo oni swoich dzieci (obecnie 3) nie biją "z założenia" a dzieci
                jakoś całkiem dobrze wychowane.

                mamaizyimoniki napisała:

                > Widzisz jak jakies dziecko np. wymachuje rozbitą butelką, którą właśnie
                > znalazł, bądź celuje kamieniami w oko twojego dziecka, a ty podchodzisz i
                > mówisz mu: "przepraszam, słodki chłopczyku, ale mój synek jest teraz smutny /
                > boli go / przykro mu"????????????????
                Nic nie mówisz tylko w trybie natychmiastowym zabierasz swoje dziecko z miejsca
                zagrożenia, bo w przeciwieństwie do matki/opiekuna dziecka, które tak się
                zachowuje, jesteś obok i reagujesz od razu.
                >
                > Dla mnie to ewidentny przykład tego, że świrnięta jesteś.
                Bez komentarza...

                > Najciekwasze jest to, że byłabyś tak spokojna w owej sytuacji...
                W takiej sytuacji nikt nie byłby spokojny, ale każdy "normalny" kierowałby
                swoje działania do swojego dziecka....

                I tak jeszcze a propos tłumienia "buntów" w wątku tytułowym. Moje dziecko jest
                za małe, nie przeżywa. Ale dobrze pamietam ten etap rozwojowy w życiu mojej
                dużo młodszej siostry. Nawet moi rodzice byli zaskoczeni, w końcu było to ich
                czwarte dziecko, ale pierwsze które się tak zachowywało. Mimo to nikomu nie
                przyszło do głowy (nawet mojej "tradycyjnej" mamie), że dziecko w takim stanie
                można uderzyć. Najlepszą metodą było ignorowanie. W warunkach domowych wyjście
                do sąsiedniego pomieszczenia, bez podejmowania jakichkolwiek prób uspokajania.
                Dziecko uspokajało się samo dosyć szybko i mniej więcej po miesiącu (i kilku
                takich atakach) problem zniknął i nigdy nie powrócił.
                Pozdrawiam
                Ula
                >
                >
              • odalie Re: do Jogo2 28.11.03, 09:54
                Hej!

                Oj, uśmiałam się jak norka smile)))))))))

                Bardzo mi miło, że _Ty_ (ze swoimi poglądami, jakie tu reprezentujesz) nazywasz
                mnie świrnietą smile))))))))))) to zaiste wielka nobilitacja.

                Szkoda, że kamerek internetowych na forum nie ma, byś widziała, jak mnie
                ubawiłaś.

                Sorriii, ale czy Ty złotko myślisz, że co niby, zdeprymujesz mnie? obrazisz?
                uciszysz?

                ..................

                Mamoizy, kiedy Ty się nauczysz wreszcie, że na sieci nie ma innego kanału
                informacji, jak tylko i wyłącznie słowo pisane.

                Z postów Ligii nie dało się wyczytać, że dziewczynka wywijała rozbitą butelką.

                Przypomnę, że napisałam co następuje:

                > taki mój domysł, bo z postu Ligii nie wynika

                Gdyby wywijała rozbitą butelką, ja bym po prostu chwyciła moje dziecko i poszła
                sobie w siną dal, na inny placyk.

                Bodajże Ligia wyraziła opinię, że to nie ona powinna opuszczać plac zabaw - ale
                fakt jest taki, jak ja to widzę, że zabawy na placykach to nie próba sił, jeśli
                się nie da wynegocjować spokojnej, bezpiecznej zabawy, trudno, nie widzę sensu
                w walce o przestrzeń życiową, byle postawić na swoim.

                Nie raz i nie dwa zdarzały nam się kontakty w agresywnymi czy nadpobudliwymi
                dziećmi (dla mnie to nie to samo, ale i dziecko nadpobudliwe, choć nie ma złych
                intencji, może niechcąco przyłożyć kolegom z piaskownicy). Nie siadałam wtedy
                na ławce z dala od bawiących się dzieci, tylko starałam się być jak najbliżej
                moje młodej. No i trudno, bywało że ją w ostatniej chwili odsunęłam a nawet
                osłoniłam, blokując cios.

                Napisałaś:

                > Widzisz jak jakies dziecko np. wymachuje rozbitą butelką, którą właśnie
                > znalazł, bądź celuje kamieniami w oko twojego dziecka, a ty podchodzisz

                Nie, złotko, nie podchodzę smile))) tylko zabieram moją młodą albo nawet - o
                zgrozo!!! - zabieram kamień dziecku/blokuję jego rękę (taki fizyczny kontakt
                dopuszczam).

                > mówisz mu: "przepraszam, słodki chłopczyku,

                Nie widzę sensu w dodawaniu "słodki chłopczyku".

                Odwrotnie, ton mojego głosu byłby zdecydowany, nie podniesiony, ale z
                autorytetem.

                > ale mój synek jest teraz smutny /
                > boli go / przykro mu"????????????????

                To bym powiedziała dziecku, które w jakiś sposób skrzywdziło moje, ale
                oczywiście po tym, jak zajęłabym się ofiarą. Nie miałam i nie mam na myśli
                sytuacji ekstremalnych (wywijanie tulipankiem smile)))) )

                > A może jeszcze spytasz, czy nie boli go
                > rączka, bo tak się namachał?...

                Nie, kochanie.

                > A może połączysz się z nim duchowo i przejmiesz
                >
                > jego emocje???...

                Wiesz co, kochanie? A w pewnym sensie - tak! Żeby zrozumieć jego schemat
                zachowania, zrozumieć jak to dziecko reaguje i funkcjonuje - muszę jakoś
                zrozumieć zachowanie agresora - że tak powiem, rozgryźć je.

                .....................

                Pozdrowionka!


                • adzia_a Wiesz co Odalie ;-) 28.11.03, 11:42
                  Ty rzeczywiście musisz być świrnięta wink, skoro Ci się chce tak obszernie
                  tłumaczyć.

                  Ja już odpuszczam. Jak ktoś wie lepiej, to mi na niego czasu szkoda, co
                  najwyżej mogę przytaknąć. Takie przytakiwanie jest bardzo miłe, mam nadzieję,
                  że odbierane z przyjemnością, no to czemu mam komuś przyjemności nie zrobić,
                  tym bardziej, że mnie to nic nie kosztuje.

                  Tak więc przytakuję.

                  A osobom, które wszystko widziały, wszystko wiedzą i mają w ręku wytrych do
                  każdego dziecka i każdej sytuacji proponuję założenie forum prywatnego
                  pt. "Ludzie i problemy którymi gardzę". To nie takie trudne smile
        • ligia76 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 15:24
          Hej
          Tak napisałaś ostatnią część postu że musiałam zerknąć na swój i przeczytać o
          tych moich wyczynach w piaskownicy (sorry, ale używasz słowa "wyczyny" jakbym
          conajmniej rozebrała się i latała nago po piasku przy dzieciach).
          Nie uważam że powiedzenie do dziecka że dostanie klapsa jest poniżeniem lub
          zastraszeniem.
          Moje zdanie jest takie, że jeśli ktoś nie radzi sobie ze swoim dzieckiem,
          będącym zagrożeniem dla innych dzieci (bo takich pisałam w swoim poście, ale
          być może dokładnie go nie przeczytałaś)i nie zamierza interweniować w sytuacji
          gdy jego dziecko robi krzywdę drugiemu dziecku to niesety musi liczyć się z
          tym że zostanie mu zwrócona uwaga aby dziecko bawiło sie w miejscu
          odosobnionym (poraz kolejny piszę że nie chodzi mi o dzieci tak poprostu
          niegrzeczne, bo takie są prawie wszystkie w pewnym wieku). Przykro mi ale
          bardziej niż czyjaś obrażona duma, interesuje mnie to aby moje dziecko (i nie
          tylko moje) miało np. oczy na swoim miejscu (kuzyn mojej bratowej ma sztuczne
          oko ponieważ jakiś chłopiec postanowił rzucać sobie w niego kamieniem).


          Ligia
          • adzia_a Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 15:40
            Ale Ligia, przecież każdemu z nas zależy, żeby jego dziecku nikt nie zagrażał,
            no nie? Z tym, że to można załatwić na tysiąc innych sposobów.

            Pogadać z matką dziecka.
            W sytuacji awaryjnej złapać dziecko za rękę, odciągnąć - jeśli zamierza się do
            rzucania lub bicia - jak sądzę, rodzic nie powinien mieć o to pretensji.
            Cudze dziecko można też pouczyć, nawet ochrzanić - tu wiele osób może się ze
            mną nie zgadzać, ale jesli nie ma się innego wyjscia...
            Można dziecko postraszyć, że skoro się nie umie bawić z naszym, to nasze nie
            będzie się z nim bawiło.

            No bo właśnie - nie odpowiedziałaś na pytania: jaki byłby Twój nastepny krok,
            gdyby córeczka koleżanki pomimo Twojej groźby, nadal prześladowała Twojego
            synka? Trzeba by było groźbę spełnić, prawda?

            PS. Nie myśl, że Cię pouczam, też miałam do czynienia na placu zabaw z
            dziewczynką, która prześladowała moją córeczkę, ale naprawdę nie przyszłoby mi
            do głowy, żeby aż jej klapsem grozić. Chyba jak coś komuś obiecujemy, to
            powinno to być w zakresie naszych możliwości, prawda?
            • ligia76 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 15:51
              Hej Adzia smile

              Z mamą tej dziewczynki rozmawiałam parę razy, rozmawiałam ja i inne mamy też.
              W tej chwili jest tak (po paru interwencjach) że gdy owa dziewczynka
              zaczyna "szaleć" niestety zostaje zabierana przez swoją mamę z placu zabaw.
              Wybaczcie dziewczyny ale są pewne rzeczy na które dorosli nie mogą sobie
              pozwolić, jeśli np. moje dziecko pluje na moją koleżankę lub tłucze inne
              dzieci, a ja w żaden sposób nie mogę nad tym zapanować (sytuacja abstrakcyjna)
              wtedy niestety to ja musze zabrać dziecko i odejść, a nie nikt inny.


              Ligia
            • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 22:34
              adzia_a napisała:

              > Ale Ligia, przecież każdemu z nas zależy, żeby jego dziecku nikt nie
              zagrażał,
              > no nie? Z tym, że to można załatwić na tysiąc innych sposobów.
              >
              > Pogadać z matką dziecka.
              > W sytuacji awaryjnej złapać dziecko za rękę, odciągnąć - jeśli zamierza się
              do
              > rzucania lub bicia - jak sądzę, rodzic nie powinien mieć o to pretensji.
              > Cudze dziecko można też pouczyć, nawet ochrzanić - tu wiele osób może się ze
              > mną nie zgadzać, ale jesli nie ma się innego wyjscia...
              > Można dziecko postraszyć, że skoro się nie umie bawić z naszym, to nasze nie
              > będzie się z nim bawiło.
              >
              > No bo właśnie - nie odpowiedziałaś na pytania: jaki byłby Twój nastepny krok,
              > gdyby córeczka koleżanki pomimo Twojej groźby, nadal prześladowała Twojego
              > synka? Trzeba by było groźbę spełnić, prawda?
              >
              > PS. Nie myśl, że Cię pouczam, też miałam do czynienia na placu zabaw z
              > dziewczynką, która prześladowała moją córeczkę, ale naprawdę nie przyszłoby
              mi
              > do głowy, żeby aż jej klapsem grozić. Chyba jak coś komuś obiecujemy, to
              > powinno to być w zakresie naszych możliwości, prawda?
              >


              Taaak... Pewnie postraszyłaś ją, że skoro nie umie bawić się z twoja córką, to
              ta twoja nie będzie sie z nia bawiła... A tobie się wydaje, ze dla takiej,
              co "prześladuje" (hmm, ciekawe w jaki sposób, bo tego jeszcze nie
              słyszałam?...) to akurat będzie to straszną groźbą?!

              • ashan Re: do mamyizy... 27.11.03, 22:46
                Mam pytanie konkretne: jak TY byś zareagowała, gdyby po postraszeniu dziecka
                klapsem ono nadal przymierzało się do rzucenia kamieniem, czy nadal waliło
                pięściami jedną z Twoich cór? Powtarzałabyś, ze dostanie klapsa, dałabyś
                klapsa, zabrała swoje dziecko?
                Nie odbieraj tego postu, jako atak na siebie. Staram się tylko zrozumieć Twój
                tok rozumowania.
                pozdrawiam
              • adzia_a Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 28.11.03, 08:30
                mamaizyimoniki napisała:

                > Taaak... Pewnie postraszyłaś ją, że skoro nie umie bawić się z twoja córką,
                to
                > ta twoja nie będzie sie z nia bawiła... A tobie się wydaje, ze dla takiej,
                > co "prześladuje" (hmm, ciekawe w jaki sposób, bo tego jeszcze nie
                > słyszałam?...) to akurat będzie to straszną groźbą?!

                Oczywiście, Wiola, Ty wiesz lepiej smile))))
      • wieczna-gosia Re: a propos ligii, jogo i odalie ;)) 28.11.03, 11:44
        "Trzyletnia córka mojej koleżanki uderzyła
        kubełkiem mojego rocznego wówczas synka, tak że o mały włos nie złamała mu
        paluszków, innym razem patykiem podrapała mu twarz (koło oka). Reakcja mojej
        koleżanki (mamy tej dziewczynki) była taka że grzecznie zwróciła uwagę
        dzieczynce ...tak nie wolno. Więc nastepnym razem, gdy mała chciała rzucić
        kamieniem (sporym) w mojego Maćka, powiedziłam małej łobuzicy że jak będzie:
        biła, popychała, szczypała, gryzła, sypała piaskiem w inne dzieci i ich mamy
        itp. (tak, to były całkiem naturalne i codzienne zachowania), to poprostu ja
        dam jej klapsa. Poskutkowało. Koleżanka słowa nie pisnęła (dalej się
        spotykamy), może z obawy że inne mamy też dorzucą swoje "trzy grosze". Tak
        więc nie wszystkie dzieci są tak spokojne że wystarczy tylko tłumaczenie, a
        pewne sytuacje, jak już wcześniej pisałam są niedopuszczalne, ponieważ mogą
        doprowadzić do nieszczęścia. "

        Siem przychylam do zdania odalie. Dlaczego? Poniewaz jak to odalie zauwazyla,
        jedynym szczesciem bylo ze dziewczynka z ciekawosci/ przekory/ zlosliwosci/
        nudow nie walnela tym kamieniem. A gdyby walnela? Wlalybyscie jej? Serio???
        Ja po pierwsze zabralabym swoje dziecko z zasiegu kamienia i innych takich. Po
        drugie ZARZADALAMBYM od mamy dziewczynki by ja uspokoila bo ja sie boje o
        swoje dziecko. Po trzecie jesli mam nie bylaby skonna do wspolpracy-
        zabralabym jej ten kamien, patyk czy kubelek, oczywiscie tak jak odalie
        powiedzialabym o tym ze moze zrobic krzywde, ze dziecko bedzie plakac, ze
        bedzie mu przykro i ze powinna przeprosic. Oraz oddalila sie z takowego placu
        zabaw.
        Uwazam bowiem ze chociaz zachowanie mamy w opisanym przypadku nie bylo
        adekwatne do sytuacji to jednak JEJ dziecko i JEJ sprawa. Ja moge chronic
        swoje dziecko ogniem i mieczem, ale nie wolno mi obcego dziecka bic czy grozic
        mu i basta. Kiedy zas moje dziecko np sypie piaskiem (bo male i glupie) czy z
        nudow kogos szturcha reaguje zazwyczaj w sposob zdecydowany, przytrzymujac
        raczki, zabierajac delikwenta w ustonne miejsce i zapowiadajac mu ze jeszcze
        jedna proba i spacer sie skonczy. Bawie sie wtery tez z nim w razie potrzeby
        lapiac za lapy, a jesli proba faktycznie nastapi- faktycznie zbieram zabawki i
        sie zmywam. Nigdy zadna mama nie miala do mnie zalu ze nie reaguje na sytuacje
        a ponewaz moje dzieci znaja mnie z uporu i stanowczosci co do pewnych zachowan
        ( a agresja jest jednym z zachowan ktorych nie akceptuje i wykorzeniam) to
        zazwyczaj jeden krotszy spacer wystarcza wink))
        Naprawde dziwczyny pomiedzy grzecznym proszeniem a klapem jest jeszcze caly
        system zachowan ktory kulturalnemu czlowiekowi pozwala na wyrazenie
        zdecydowanego sprzeciwu. W przedszkolach jakos udaje sie to stosowac bo nie
        slysze zeby przedszkolanki masowo dawaly klapsy.
        • ligia76 Re: a propos - do gosi :-) 28.11.03, 17:06
          • ligia76 Re: a propos - do gosi :-) 28.11.03, 17:30
            Sorry, palec mi poleciał.
            Szczerze mówiąć juz nie mam siły poraz kolejny pisać że mam gdzieś ewentualną
            urażoną dumę mamy Kasi (powiedzmy że tak się nazywała ta dziewczynka).
            Widocznie jej nie przeszkadzało to co powiedziałam, może juz straciła siłę i
            ochotę na tłumaczenie Kasi że tak nie wolno. Ale to juz jej problem, nie mój.
            Siedziało nas tam kilka mam i ogrom dzieci w róznym wieku. Mama Kasi z wygody
            może nie zwróciła mi uwagi poniewaz nie chciała wysłuchiwać od innych mam że
            powinna bardziej reagować na takie rzeczy. Pisałam już wczesniej że jesli ktoś
            nie radzi sobie z agresją swojego brzdąca i nie zamierza interweniować to
            niech nie przychodzi w miejsca gdzie są dzieci.
            Nie jestem postrachem osiedla straszącym wszystkie dzieci klapsem ale moje
            nerwy i cierpliwość tez mają granice.
            I znów przypomnę że z mamą Kasi rozmawiałam ja i wiele innych mam, a sytuacje
            bicia, gryzienia itp ze strony Kasi były normalką i działo się to co chwila (a
            patyki i kamienie zabierałyśmy jej często i niestety nic to nie pomagało,
            wręcz przeciwnie potrafiła wtedy ze złości opluć lub rzucić piaskiem w dorosłą
            osobę).
            Więc nadal nie widzę nic złego w mojej reakcji. Jesli ktoś reaguje w taki
            sposób jak Magda (powiedzmy że tak ma na imię mama Kasi) to niestety musi być
            przygotowany na takie reakcje i uwagi. A jesli jej sie to nie podoba to ONA
            musi opuścić dany plac zabaw a nie nikt inny. Nadal nie jestem pewna że żadna
            z Was nie zareagowała by podobnie gdyby Wasze dzieci ciągle były posiniaczone,
            podrapane i pogryzione przez dużą już Kasię. Jeśli tak to Nobel za odporość i
            Nobel za cierpliwość w poszukiwaniu coraz to nowych placyków dla swoich dzieci
            (mama Kasi lgnie do nas jak rzepik i na Ursynowie tez pewnie by nas znalazła)
            I proszę, nie piszcie że chodzenie po osiedlu i innych placach zabaw to wielka
            przyjemność, ponieważ u mnie na osiedlu nie ma ich stu.
            I nie porównujecie tej sytuacji do burzenia babek z piasku lub zabieraniu
            łopatki czy grabek ponieważ sytuacja jest o wiele powazniejsza.


            Pozdrowienia
            Ligia
            • mamongabrysi Re: a propos - do ligii 28.11.03, 21:47
              Dalej jednak nie odpowiedziałaś na pytanie, które każda z polemizujących tu z
              tobą osób ci zadaje a które jest zdaje się istota sprawy - a nie jak to
              odbierasz urażona duma mamy niegrzecznej dziewczynki. Mianowicie:co zrobiłabyś
              gdyby ta dziewczynka nie zareagowała na twoja groźbę? Bardzo proszę o odpowiedź.
              Ania
              • ligia76 Re: a propos - do ligii - odpowiadam 29.11.03, 00:00
                Napisałam post ale mi go wcięło. Pisze jeszcze raz.
                Nie uderzyłabym Kasi, jeśli o to Ci chodzi.
                Mama Kasi sama zaproponowała mi (oraz innym mamom abysmy tak mówiły, to może
                Kasia sie posłucha). Mama Kasi jest moją koleżanką (nie przyjaciółką) i
                jedynym sposobem na zakończenie tych bójek byłoby to, żeby chadzała w inne
                miejsca niż reszta mam. Ale mama Kasi jest towarzyska i towarzyszy nam jak
                cień.
                I poraz kolejny piszę że prób tłumaczenia było wiele, a efektów mało. Po
                grzecznym tłumaczeniu w stylu ... teraz dzidzia ma kuku ... Kasia rzucała np.
                piaskiem w osobę zwracającą się do niej (mama Kasi udawała że tego nie widzi).
                Moim zdaniem w tej sytuacji duży problem ma raczej Kasiowa mama i nikt więcej
                (twierdzi że Kasia wyrosnie z tego, ja tez tak uważam, przy takim wychowaniu,
                w przyszłości zamiast dziobać patykiem inne dziecko, wydłubie oczko kotkowi).
                poza tym jst osobą wszystko-wiedzącą i nie bardzo interesuje się tym co mówią
                inni. I nie piszcie "niegrzeczna dziewczynka" ponieważ taka może zmieść z
                powierzchni ta cudowną babkę z piasku, a nie z premedytacją zadawać ból innym
                dzieciom.
                Ignorancja w takim wydaniu (Kasina mama) jest dla mnie nie do przyjecia.

                Pozdrawiam
                Ligia
                • wieczna-gosia Re: a propos - do ligii - odpowiadam 30.11.03, 00:23
                  Nie uderzyłabym Kasi, jeśli o to Ci chodzi.
                  Mama Kasi sama zaproponowała mi (oraz innym mamom abysmy tak mówiły, to może
                  Kasia sie posłucha).

                  No wlasnie o to nam idzie. I w tym wlasnie twoje wielkie szczescie ze Kasia
                  tym kamieniem nie miotnela. Morze to jest glebokie i szerokie, a tym sie
                  akurat zgadzam, ze problem ma kasina mama. Ale problem macie wy rowniez bo nie
                  za mna sie mama kasi wloczy wink)) tylko za wami. I jesli Kasia faktycznie ma
                  slonnosci ktore pozwalaja przypuszczac ze w przyszlosci wydziobie oczko
                  kotkowi- to sie skapnie ze gadacie cos zeby gadac i jednak kamieniem rzuci. I
                  w swietle tego watku- czyli watku o metodach wychowawczych uwazam ze twoj
                  przyklad akurat nic nie wnosi. Bo Kasia wychowywana nie jest nie przez to ze
                  nie dostaje klapsow ale przez totalna biernosc.
                  Ba powiem ci cos jeszcze. Jesli Kasia faktycznie tym kamieniem rzuci i
                  faktycznie komus sie cos stanie to bedzie to tzw musztarda po obiedzie i wtedy
                  najmniejszego znaczenia nie bedzie mialo czy faktycznie wlejesz kasi czy tez
                  kasinej mamie. W tym swietle zadziwia mnie psanie o takiej osobie moja
                  kolezanka. Bo ja o takiej osobie nie napisalabym moja kolezanka co sie wloczy
                  za mna jak cien, tylko albo bym zawinela sie i zaczela jej unikac, albo
                  podbuntowala kolezanki piaskownicowe zeby mame kasi zbojkotowaly lub posunela
                  sie do rzeczy tak parszywej jak np dzwonienie po straz miejska i sklocilabym
                  sie do dna z mama kasi. Bo w swietle ostatnich twoich postow wynika niezbicie
                  ze mama kasi ma gdzies, ale wynika tez ze grupa mam nic nie jest w stanie z
                  tym zrobic procz straszenia dziecka. Ja zastraszylaym mame.
                  • ligia76 Re: a propos - do ligii - odpowiadam 30.11.03, 00:42
                    Podobno nie można się wtrącać w wychowanie cudzych dzieci (tym bardziej
                    rodziców)- to słowa z niektórych postów.
                    Podobno każda matka wychowuje swoje dziecko tak jak uważa to zastosowne - te
                    słowa tez tam gdzieś padły.
                    Ponieważ ta wymiana zdań nie ma sensu (głębszego) i juz mnie zmęczyła więc
                    pozostawiona bez większego (lub mniejszego) wyboru idę z transparentem w
                    dłoniach i z okrzykiem na ustach podpalić drzwi w chacie Kasinej mamy, a potem
                    zagram na fortepianie.

                    Pozdrawiam udręczona ale z pieśnią walki na ustach
                    Ligia
                    • odalie Re: a propos - do ligii - odpowiadam 30.11.03, 10:42
                      Nie do końca i niezupełnie zgadzam się z poprzednią wypowiedzią Wiecznej Gosi,
                      ale w jedny przyznam jej rację - mama tej dziewczynki nie ma pomysłu na
                      wychowanie dziecka, nic nie robi, aby dziecko wychować - co nie ma żadnych, ale
                      to żadnych cech wspólnych z modelem wychowania proponowanym przez mamy
                      polemizujące tu z Mamąizy... oraz z wychowaniem wedle książki "Jak mówić..."

                      Dlaczego podałaś taki przykąłd w odpowiedzi na posty mam nieakceptujących kar
                      fizycznych?

                      Uważam, właśnie po Twoich dodatkowych wyjaśnieniach, że z przykładem Kasi nie
                      trafiłaś.

                      Podajesz przykład dziecka w ogóle nie wychowywanego (jeśli nie liczyć
                      przyzwolenia jej mamy na zastraszanie biciem - co w sumie sprowadza się do
                      akceptacji bicia jako metody wychowania, czyli jakby nie patrzeć, jest
                      argumentem dla przeciwniczek bicia smile))) ).

                      .................

                      A ja nadal czekam na wyjaśnienie, dlaczego matka albo ojciec nie są w stanie
                      poświęcić dzeicku kilkunastu minut na wspólne rysowanie listy zakupów i
                      dlaczego to ma źle świadczyć o mentalności autorek "Jak mówić..."

                      Czekam smile))))))))))))))))))

                      ...................

                      Aha, już to wyjaśniałam ale dodam jeszcze - dziecko rysując wyżej wymienioną
                      listę bawi się, cieszy, jest szczęśliwe z kontaktu z mamą/tatą, z tworzenia.
                      Nie myśli "po dorosłemu", na wyprzódki, że akurat to rysowanie to po to, aby w
                      sklepie zrobiło łaskę i nie przeszkadzało. Podczas zabawy (rysowanie,
                      planowanie) koncentruje się na zabawie - a ta ma po prostu naturalny efekt,
                      jakim jest późniejsze bardziej zorganizowane i celowe, spokojniejsze zachowanie
                      dziecka w sklepie.

                      Nie przykładajmy "dorosłej" miary do dziecka.

                      Nie wiem, czy Cię przekonałam, że metoda z rysowaniem zakupów nie oznacza, że
                      autorki "Jak mówić..." mają niedobrą mentalność smile)))), a wręcz przeciwnie,
                      sprawdza się. Pewnie Cię nie przekonałam smile))))))))

                      A wymiana zdań ma sens, i to głęboki - nie tylko, że się dowiedziałam czegoś
                      nowego o autorkach "Jak mówić..." i ich mentalności, ale także poznałam
                      mentalność osób propagujących uderzenia jako wychowawcze panaceum. Zawszeć to
                      poszerzenie horyzontów smile)))))
                      • ligia76 Re: a propos - do ligii - odpowiadam 30.11.03, 13:44
                        Niestety nie czytałam tej książki.
                        Pisałam juz w innym wątku (adzi) że mam to szczęście że moje dzieci nie
                        sprawiają mi problemów.
                        Jestem na urlopie wychowawczym i naprawdę mam sporo czasu na zabawę z dziećmi.
                        Daleka jestem od oceniania innych metod wychowawczych,a w swoich postach nie
                        potepiam założycielki wątku ani innych mam mających inne zdanie. Nie uzywam
                        żadnych epitetów.
                        Podałam taki przykład (masz rację, niezbyt trafiony w temat główny tego wątku)
                        bo wydaje mi sie że w swoich postach (NIEKTÓRE) mamy wcale nie chciały
                        przekonać mamyizyimoniki do zmiany zdania na temat wychowania dzieci, a
                        skupiły się bardziej na ataku słownym, ubranym w ładnie dobrane słowa, z czego
                        niezbicie miało wyniknąć że mamaizyimoniki jest poprostu potworem tłukącym
                        swoje dzieci (czego nie doczytałam się w jej poście, było tam o jednym
                        zdarzeniu)i ciemną kobietą z Ciemnogrodu .
                        Wiem równiez że mamaizyimoniki nie pozostała bierna i też dała "czadu".
                        Mam takie zdanie że nie należy bić dzieci (nie chodzi mi o katowanie,a
                        klapsa), ale też nie zdepczę mamy która uważa inaczej ponieważ ma do tego
                        pełne prawo. Uważam również że sporadyczny klaps w sytuacji gdy inne środki
                        (tłumaczenia, rysowania itp.) zawodzą nie jest chyba jakimś zwyrodnialstwem.
                        I o to tu chyba chodziło. Wyrazić swoją opinię, nie depcząc po drodze tych co
                        inaczej myślą.
                        Poza tym obserwuję forum i mam wrażenie że mamaizyimoniki pisze czasami posty
                        o charakterze małej prowokacji i dziwi mnie fakt że tyle muszek wpada w tą
                        sieć i trochę się zaplątuje. Patrząc na to z przymróżniem oka jest to bardzo
                        zabawne.
                        Moim skromnym zdaniem absolutnie nie ma w tym prowokowaniu nic złego. A
                        czytając posty typu 'jesteś świrnięta" moga nieźle rozbawić.


                        Ligia
                        P.S. Chata Kasinej mamy ocalała.
                        • odalie Re: a propos - do ligii - odpowiadam 30.11.03, 14:21
                          Pozostaje mi tylko zgodzić się z Twoim zdaniem, Ligio (w pewnym zakresie smile))) )

                          Napisałaś, zacytuję:

                          > Uważam również że sporadyczny klaps w sytuacji gdy inne środki
                          > (tłumaczenia, rysowania itp.) zawodzą nie jest chyba jakimś zwyrodnialstwem.
                          > I o to tu chyba chodziło.

                          Zgadzam się z Tobą.

                          Nie jest zwyrodnialstwem, ale nie jest też powodem do dumy i chwały. Wyłącznie
                          objawem naszej słabości. Według mnie smile)))), oczywiście.

                          Jednak nie zgodzę się w tym, że o to chodziło Mamieizy... oraz np. Jogo.
                          Ponieważ z ich postów wynika, że wcale nie warto podejmować żadnych prób
                          typu "tłumaczenie, rysowanie itp."

                          Nie będę wklejać cytatów, bo dziś pracuję i nie bardzo mam czas, ale jak się
                          ktoś upomni, to jestem w stanie takowe wyszukać.

                          Jogo zakwestionowała niejako "z marszu" to osławione moimi uporczywymi
                          pytaniami smile)))) rysowanie listy zakupów, pomimo iż jak sama przyznała, nigdy
                          nie próbowała tego sposobu - ale chociaż nie próbowała, wie lepiej (że nikt na
                          to nie ma czasu, że to rozpuszcza dziecko jak dziadowski bicz smile))) )

                          Taką posatwę nazywam ignorancją i jak mam nastrój, to ją tępię smile

                          Inaczej się czyta post typu: "próbowałam konsekwentnie metody xxx, nie
                          działało, spróbowałam yyy, więc według mnie yyy jest lepsza" niż "xxx jest do
                          niczego, to żałosne skomlenie, ja stosuję wyłącznie yyy, ale wiem doskonale, że
                          xxx jest do bani", nieprawdaż?

                          Ponieważ uważam propagowanie rozwiązań siłowych i przedmiotowego traktowania
                          dziecka za bardzo szkodliwe, z dziką rozkoszą dałam się ponieść dyskusji.

                          W końcu po to są fora na necie, żeby prowokować i żeby dawać się wciągnąć
                          prowokacjom, czasami.

                          .....................

                          A co do mojej normalności lub świrnięcia - oj, to naprawdę było zabawne, jak
                          zresztą pewnie orientują się mamy, pamiętające moje inne posty. Ja nijak nie
                          aspiruję do normalności, owszem, wręcz przeciwnie tongue_out W końcu wykonuje wolny i w
                          pewnym sensie artystyczny zawód smile)))))) więc muszę trzymać poziom.
                    • odalie "Jak mówić" 30.11.03, 10:45
                      Oczywiście o "Jak mówić..." pisała Jogo, ale ja już tak hurtem smile ale może i
                      Ligio Ty coś wiesz na ten temat smile)))
                    • wieczna-gosia Re: a propos - do ligii - odpowiadam 30.11.03, 14:23
                      NO ligia wyjasnijmy sobie cos:
                      Tak, nie uwazam ze mozna sie wtracac w wychowanie cudzych dzieci. Ale najpierw
                      opisalas sytuacje jako jednostkowa. Teraz piszesz ze taka sytuacja trwa od
                      dluzszego czasu i przewidujesz ze Kasia wykluje oko kotkowi.
                      O ile cudzych dzieci nie wychowuje, to jednak na punkcie bezpieczenstwa
                      wlasnych mam swira wink) I uwazam ze atak na mame (na mame nie na dziewczynke bo
                      dzieci nie wychowuje) jest jak najbardziej wskazany, bo sluzy ochronie mojego
                      dziecka.
                      A ty z jednej strony usprawiedliwiasz swoja grozbe bez pokrycia zachowaniem
                      Kasi a jednoczesnie beztrosko stwierdzasz ze znajomosc trwa dalej, ze
                      rozmawiacie itp, chociaz mala jak rozumiem dalej zagraza. I sila rzeczy
                      rozumiem coraz mniej.
                      A u mnie na podworku jest taka jedna co dzieci straszy biciem standardowo.
                      Dzieci powyzej 5 lat maja z niej jedna wielka polewke, bo wiedza ze ani grozby
                      nie spelni, ani nie przestanie tak mowic. Dlatego nie zdziwilabym sie gdyby
                      jednak Kasia nastepnym razem grozbe olala. A wtedy co? Podpalsz sie pod
                      drzwiami jej mamy?
                      • ligia76 Re: a propos - do ligii - odpowiadam 30.11.03, 14:54
                        A uważasz że rzeczywiscie kapowanie do np. opieki społecznej na mamę Kasi
                        byłoby rozwiązaniem ?
                        Nie doczytałaś poprzedniego posta, to nie ja miałam się podpalić, tylko ja
                        miałam podpalić drzwi chaty Kasinej mamy.

                        Pozdrowienia
                        Ligia
                        • mamongabrysi Re: a propos - do ligii - pytam natrętnie 30.11.03, 20:20
                          Ligio!
                          Domyślałam się, że nie uderzyłabyś Kasi. To chyba normalne i rozumiem, że
                          martwisz sie o bezpieczeństwo swojego maluszka. Całkowicie zrozumiale. Co
                          do "prowokacji" Mamyizyimoniki, to nie jestem taka pewna... Do napisania mojego
                          złośliwego postu skłoniły mnie głównie jej b. złośliwe komentarze w rozmaitych
                          wątkach, np "Jak długo jeszcze" oraz w bieżącym wątku i ton wyższości- rozumiem
                          natomiast, że nie jest osobą tłukącą stale swoje dzieci.
                          A teraz moje upierdliwe pytanie: co zrobiłabyś gdyby Kasia nie przestraszyła
                          się twojej groźby? (wiem doskonale czego byś nie zrobiła i wcale nie posądzam
                          cię o lanie dzieci w piaskownicy)
                          Pozdrawiam
                          Ania
                          • ligia76 Re: a propos - do ligii - pytam natrętnie 30.11.03, 23:51
                            • ligia76 Re: a propos - do ligii - pytam natrętnie 30.11.03, 23:58
                              Przepraszam, reka mi poleciała.

                              Gdyby Kasia by nie zareagowała na moje słowa, wtedy zmuszona bym była do
                              odciągania (od mojego dziecka), z wielką siłą zapierającej się, kopiącej i
                              wrzeszczącej Kasi. I pewnie bym tak zrobiła, nie zwracając uwagi czy sie to
                              komuś podoba, czy tez nie (takie poczynania powinny należeć do matki, a nie
                              obcej osoby, ale jak nie ma wyjścia ..). Pisałam tez wczesniej że inne próby
                              załagodzenia sytuacji (przekupowanie czekoladką, tłumaczenie, proszenie itp.
                              itd) nie przynosiły żadnych rezultatów.


                              Pozdrawiam
                              Ligia
                              • ligia76 Re: a propos - do ligii - pytam natrętnie 01.12.03, 00:07
                                Dodam jeszcze, że wśród nas (ławeczkowych mam) jest psycholog i nawet ona nie
                                może przemówić do mamy Kasi. Sama wiesz, że są osoby, które wiedzą najlepiej i
                                skorzystanie z czyjejś rady (nawet psychologa) uznają za osobista porażkę i
                                przejaw słabości. Donoszenie na Magdę (mamę Kasi) do opieki, czy tez gdzieś
                                indziej jest moim zdaniem przesadą i nie chcę być przyczyną czyjejś osobistej
                                tragedii (przyznanie kutatora za taką uważam).
                                Mam nadzieje że choc troszke coś się zmieni poniewaz mama Kasi jest obecnie w
                                ciązy i zaczyna (narazie bardzo rzadko) prosić o radę - zaczyna się powaznie
                                bac jak to będzie gdy urodzi się dziecko (Kasia otwarcie mówi m.in. że dzidzi
                                w domu nie chce i jak dzidzia będzie leżała w jej łóżeczku to ona wyrzuci na
                                dywan).
                                I moim skromnym zdaniem tu zaczyna się znacznie powazniejszy problem, chodzi
                                tu o bezpieczeństwo maleństwa.


                                Pozdrowienia
                                Ligia
                                • mamongabrysi Re: a propos - do ligii - pytam natrętnie 01.12.03, 21:28
                                  Rozumiem problem. I rozumiem, że na niektóre dzieci nie ma tzw rady. Rozumiem
                                  tez ,ze twoja koleżanka nie radzi sobie z wychowaniem dziecka i działa na
                                  zasadzie "jakoś to będzie". Moje natrętne pytanie miało na celu tylko i
                                  wyłącznie pokazanie, że osoby ktore wcześniej ci je zadawaly nie chciały moim
                                  zdaniem na ciebie napadać tylko pokazać, ze taka reakcja - nastraszenie dziecka
                                  klapsem - może byc cokolwiek zgubna bo wrazie gdyby przyszło "co do czego"
                                  raczej groźba jest niewykonalna wink)) A kolezanka musi sobie sama z pproblemem
                                  dac radę i dobrze, że zaczyna go dostrzegać.
                                  pozdrawiam
                                  Ania
                                  • ligia76 Re: a propos - do ligii - pytam natrętnie 02.12.03, 13:16
                                    Zgadzam się z Tobą w 100%.

                                    Pozdrowienia
                                    Ligia
    • ania_rosa Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 01:46
      hej
      1. Wychowanie bezstresowe. Po prawie dwuletnim pobycie na forum pogodziłam się
      juz z tym, że nie usłysze nigdy definicji wychowania bezstresowego innej
      niż "chowanie dziecka na rozpuszczonego bachora dzięki niestosowaniu kar
      cielesnych i pozwalaniu mu na wszystko"- dotyczy rodziców, którzy są przeciwni
      bezstresowemu wychowaniu i którym nie chce się definowac tego pojęcia w głębszy
      sposób. Pomijam fakt, że zycie jest stresem i "bezstresowość" to fikcja.
      2. Dziecko jest inwestycją nieopłacalną, bo nie dośc że kosztuje to jeszcze
      trzeba mu poświęcić czas. Nieprawdą jest natomiast, że proces wychowawczy
      przypomina obstawianie ruletki- na pewne rzeczy mamy wpływ, czasem świadomy
      czasem nie, jak z przesławną walizką, do której pakujemy określone rzeczy i
      określone rzeczy z niej wyjmiemy. W przyrodzie nic nie ginie. Nie przemawia do
      mnie argument "czasochłonnośc metody" bo akurat wychowywanie dziecka nie polega
      na ekonomicznym wyliczeniu wkładu i zysku. Jesli moja przedmówczyni uważa, że
      smieszne jest 25minutowe tłumaczenie dziecku zasadności starcia plamy na
      podłodze, bo danie klapsa pochłonie mniej czasu, to w sensie matematycznym ma
      rację, ale w sensie pedagogicznym- niekoniecznie.
      3. Testowałam rozmaite metody, choć doświadczenia mam mniej niż wiele
      wypowiadających się. Dawałam przez pewien czas klapsy- były one ZAWSZE wynikiem
      mojej bezradności (ale żeby dojśc do tego wniosku trzeba znowu poświęcić czas
      na analizę) i dały wynik w postaci bicia mnie przez dziecko (bicie po dłoni).
      Nie uważam się mimo to za matkę niegodną szacunku. Po pewnym czasie zaczęłam
      stosowac metode upierdliwego rodzica z uwzględnieniem faktu, że mój 2,5 latek
      pewnych rzeczy jeszcze nie jest władny przyswoić (to uważam za istotne:
      wymagajmy rzeczy realnych, a nie wygodnych dla nas). Czyli: sprzątasz po sobie,
      ale pomoge Ci w sprzątaniu; nie chcesz zjeść zupy, więc dopóki jej nie zjesz
      nie obejrzysz Mysi (ale dopuszczam negocjacje); musimy iśc z placu zabaw
      (nieodwołalnie)ale po drodze nakarmimy gołębie. Elastycznośc jednym słowem +
      negocjacje+ wytyczanie granic. Nie jestem fanatyczka i czasem "odwieszam
      wychowywanie" na kołek- jak pisała GWM. Nie uważam, aby walka o autorytet była
      walką. Jesli wyjątkowo zdarzy mi się klaps- przepraszam Kubę. Odsyłanie do
      drugiego pokoju tez już trenowałam i powiem jedno: skazane na banicję dziecko
      łatwo da się złamac, bo woli powiedzieć "przepraszam" niz pozostać opuszczone.
      Pytanie tylko czy chcemy je łamać. I czy "przepraszam" wyraża w tym momencie
      skruchę i zrozumienie, czy jest elementem przetargu i efektem skuteczności
      tresury. Generalnie sądze, że nie ma obligatoryjnych i jedynie słusznych metod,
      tak jak nie ma jednorodnych dzieci. Uważam tez, że w pewnych sytuacjach
      grożących zyciu lub zdrowiu dziecka (wkładanie palca w kontakt, bawienie się
      gałkami kuchenki, itd) i DO WIEKU 3 LAT, kiedy to dziecko zaczyna łapac związek
      przyczynowo- skutkowy, a także rozumie coraz więcej z praw
      rządzących "cywilizowanym światem"- do tego wieku i w takich okolicznościach
      klapsy mogą być usprawiedliwione. Nie znaczy to jednak, że musza się pojawić.
      Jeśli u kogoś skutkuje metoda tłumaczeń- to bardzo dobrze. Jeśli zaś
      okazjonalnie się zdarzy danie klapsa w takiej sytuacji (grożącej bezpieczeństwu
      dziecka- przypominam)- to tez niczego nie przekreśla. Nalezy natomiast
      pamiętać, że istnieje różnica między klapsem u dwulatka, który wyrywa się matce
      i pędzi na jezdnie, a klapsem u dwulatka, który się dorwał do
      niezabezpieczonego kontaktu. W drugim przypadku klapsa winni dostac rodzice wink))
      4. Byłam bita jako dziecko (klapsy pochodzące ze zniecierpliwienia i- najgorszy
      ich rodzaj- klapsy dawane "na zimno") i nie uważam, żeby mi to specjalnie w
      czyms pomogło. Pamiętam natomiast sytuację, w której mój ojciec próbował mnie
      uderzyć- miałam wówczas 16 lat- i wtedy mu oddałam. Nigdy więcej już tego nie
      zrobił i wkroczyliśmy na drogę dyskusji. I teraz tak: waluta, w jakiej dzieci
      nam odpłacą nie jest Wielką Niewiadomą. Autorytet nie jest pojęciem, które w
      dziecku się wyrabia poprzez tresurę, choć wielu myli lęk przed rodzicem z
      szcunkiem do rodzica. Moi rodzice stracili dużo szacunku w moich oczach poprzez
      a) hipokryzję b) argumenty siłowe w miejsce siły argumentów. Tak naprawdę
      proces wychowania jest procesem permanentnym i bynajmniej nie o teorię w nim
      chodzi. Zaś te klapsy bądź ich brak są jedynie dodatkiem- ważniejszy jest czas
      pomiędzy śniadaniem i kolacją, a także świadectwo jakie wystawiamy samym sobie
      jako ludziom, a nie rodzicom.
      Rosa
      • mamaadama4 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 27.11.03, 21:03
        Czy moglibyśmy potraktowac wypwoiedź Rosy jako puente?
        Ja się pod tym podpisuję.
        danka
        • chalsia Re: Popieram Mamaadama4 (n/txt) 28.11.03, 00:24
          • mamongabrysi Re: Popieram Mamaadama4 (n/txt) 28.11.03, 09:55
            Ja też
            Ania
    • ikrasiejko1 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 29.11.03, 22:49
      Mamo Izy i Moniki! Poczytaj sobie np. "Książeczkę dla przestraszonych
      rodziców" A. Samsona, gdzie jest opisany rozwój dzieci od narodzin po 18 rok
      życia. A dowiesz się, że opisane przez Ciebie w poście zachowania są normalne
      i typowe w rozwoju maluszków. Dowiesz się też na czym ten rozwój polega. Masz
      szczęście, że jesteś mamą spokojnych i radosnych dziewczynek, ale nie
      wszystkie dzieci są takie. Niektóre mają silną osobowość i co jakiś czas się
      buntują lub w sposób wyrazisty odreagowuja napięcia i negatywne emocje. I
      klapsy nic tu nie pomogą. Jestem ich stanowczą przeciwniczką. Gdy mój syn za
      bardzo bryka to albo czytam fragmenty owej książki, albo przypominam sobie jak
      leżał w inkubatorze i miał 20 % na przeżycie i modliłam się, by taki był. I.
      P.S. Co nie znaczy, że nie stawiam granic.
      • macio72 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 03.12.03, 01:17

        To jest dobry topik. Niektóre posty są przezabawne - szczególnie ten o
        zdejmowaniu pieluchy aby dać klapsa.
        Więc niech chociaz jeden e-tata wtrąci tu trzy grosze, otóż bachory to trzeba
        lać, lać i patrzeć czy równo puchnie.

        To oczywiście żart (napewno będzie mi on wypomniany). Raz już
        wsadziłem "klapsa w mrowisko" na innym topiku i zaraz bezstresowe e-mamy mnie
        zlinczowały. Życzono mi nawet szybkiej śmierci.

        Ale jeszcze żyję...

        Mamo Izy i Moniki - tak trzymać! Mam jeszcze malutką córeczkę, którą trzeba
        tulić, nosić i bawić się - za wcześnie na jakiekolwiek klapsy. Jednak wiem, że
        w przyszłości nie zawaham się i jeśli ocenię, że jest potrzeba przylać to
        przyleję. I to tak, że córunia poczuje i zapamięta.

        Ot taki ze mnie niedobry ojciec będzie.


        pozdrawiam wszystkie "stresowe" i "bezstresowe",
        Maciej
        • adzia_a No i zrobił się wątek o laniu (n/t) 03.12.03, 08:55

        • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 03.12.03, 09:12
          A pewnie, w końcu małe to, słabe, nie odda. Można zademonstrować swą "męskość".
          Przynajmniej na tym polu...
          Co innego, gdyby chodziło o faceta słusznej budowy - tu byś się pewnie
          zastanowił, czy aby warto się wychylać i.... zwiał z podkulonym ogonem?
          Grazka

          PS
          A zupa u was w domu często bywa za słona?
          • macio72 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 03.12.03, 15:58
            > A pewnie, w końcu małe to, słabe, nie odda.

            Jasne, że nie odda... nie odda teraz ale za kilkanaście lat jeśli nie będzie
            wiedziała co wolno a czego nie wolno.

            >Można zademonstrować swą "męskość".
            >Przynajmniej na tym polu...

            Hmmm...

            >Co innego, gdyby chodziło o faceta słusznej budowy - tu byś się pewnie
            >zastanowił, czy aby warto się wychylać i.... zwiał z podkulonym ogonem?

            Oczywiście, jeżeli sytuacja by nie wymagała działania to podkulił bym nie tylko
            ogon, na przykład idąc ciemną ulicą i widząc z prawej strony podejrzanego typa
            przejdę na lewą stronę. Zresztą przez całe osiem lat moich treningów kung-fu
            instruktor zawsze mawiał, że "prawdziwie wygrana walka to ta, która sie nie
            odbyła". Ale czy o tym to była ta dyskusja?...

            Nie widzę w Twoim poście, żadnego konstruktywnego wniosku - i co z tego, że
            sobie pogdybałaś, ulżyło?

            pozdrawiam,
            Maciej
            PS
            Zupy są bardzo smaczne.
            • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 03.12.03, 21:35
              Cieszę się, że zupy smaczne, przynajmniej żonę ominą próby sił, ciężko
              wypracowanych podczas ośmioletnich treningów kung-fu...
              A jednak jest coś na rzeczy, skoro poczułeś się zobowiąznay tak gęsto się
              tłumaczyć... I szpanować treningami. To żałosne dość... Sam tego nie
              dostrzegasz?
              G.
              PS
              Chcesz konstruktuwnej krytyki? Prosze bardzo: cząstkę "by" z formami osobowymi
              (to takie, które mają liczbę i osobę) piszemy łącznie. Piję do: "podkulił bym",
              oczywiście...
              • jogo2 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 03.12.03, 23:33
                Grażynko13,

                Nie staraj się być tak zjadliwa, bo to nie przystoi (złość piękności szkodzi)
                oraz BO TO NIEKONSTRUKTYWNE. Dziwne że nagle rażą Cię błędy ortograficzne. Do
                tej pory zauważyłaś zapewne tak samo jak i ja tony błędów ortograficznych
                zawartych w rozmaitych wypowiedziach na tym forum. Dlaczego właśnie ten jeden
                (i to nie tak rażący jak inne, które zdarzało mi się tu widzieć) wydał Ci się
                godny uwagi? Czyżby miało to jakiś związek z treścią listu, w jakim się on
                pojawił i co za tym idzie z poglądami autora?

                Pozdrawiam,

                Joanna
                • grazynka13 Re: do jogo2 04.12.03, 07:43
                  jogo2 napisała:

                  > Dziwne że nagle rażą Cię błędy ortograficzne. Do
                  > tej pory zauważyłaś zapewne tak samo jak i ja tony błędów ortograficznych
                  > zawartych w rozmaitych wypowiedziach na tym forum. Dlaczego właśnie ten jeden
                  > (i to nie tak rażący jak inne, które zdarzało mi się tu widzieć) wydał Ci się
                  > godny uwagi? Czyżby miało to jakiś związek z treścią listu, w jakim się on
                  > pojawił i co za tym idzie z poglądami autora?

                  Oczywiście, Joanno, masz rację! Dostrzegałam mnóstwo błędów, zawsze mnie
                  raziły, ale raczej nie mam zwyczaju wypominać ludziom braków w wykształceniu.
                  Nawet, jeśli je dostrzegam. Tu jednak autor sam prosił o konstruktywną
                  krytykę wink A że - moim zdaniem - w sprawie bicia nic się już nie da zrobić
                  (patrz jego kolejny post i dłuuugie rozażania na temat kung-fu - on naprawdę
                  nie może rozdzielić tych dwóch spraw: dziecko i sztuka walki...), tylko na
                  jednym polu mogłam być "kostruktywna".
                  Pozdrawiam,
                  Grazka
        • mamongabrysi Re: Pytam niekonstruktywnie... 03.12.03, 22:31
          A kiedy to nadchodzi ten piękny moment gdy zamiast tulić można wreszcie
          przylać? Czy chlopców i dziewczynki traktujemy równo czy też z jakich powodów
          stosujemy taryfę ulgową dla jednej z płci? Jestem żywo zainteresowana bo mam
          dwuletnią dziewczynkę i za jakieś dwa tygodnie urodzę chłopczyka.
          A teraz konstruktywnie: czy któraś z mam przeciwnych biciu jako metodzie
          wychowawczej twierdzi, że wychowanie bez klapsów to wychowanie bezstresowe?
          Czy na wspomnianych treningach kung-fu nie wspominano, że nie należy bić
          słabszych oraz, że przemocą nie budujemy autorytetu? Tak tylko pytam z czystej
          ciekawości...
          Myślę, że może mi się kiedyś zdarzyć, że przyleję - do tej pory nigdy mnie tak
          nie poniosło. Jeżeli to się zdarzy nie sądzę abym traktowała to jako metodę
          wychowawczą i że będę z tego dumna. Mam nadzieję, że uda mi się uniknąć bo
          moje dziecko mi ufa i nie spodziewa się abym mogla ja skrzywdzić
          Pozdrawiam
          Ania
          • macio72 Re: Pytam niekonstruktywnie... 04.12.03, 01:15
            No tak...

            >A kiedy to nadchodzi ten piękny moment gdy zamiast tulić można wreszcie
            >przylać?

            Nie wiem. Ale dlaczego przestac tulić? Nie odpowiem Tobie, że wtedy gdy
            dziecko ukończy 16 czy 18 miesięcy, czy że wtedy gdy coś zbroi raz ale za
            to "mocno" czy dwa razy ale "słabiej". Chyba też nie takiej odpowiedzi
            oczekujesz. Jestem natomiast pewen, że taki moment zauważy nawet średnio
            spostrzegawczy rodzic. A decyzja należy do rodzica...

            >Czy chlopców i dziewczynki traktujemy równo czy też z jakich powodów
            >stosujemy taryfę ulgową dla jednej z płci?

            Czy bardziej tłumaczyć złe zachowanie chłopcu czy dziewczynce (ustnie bądź
            ręcznie)? Jak równouprawnienie to równouprawnienie smile

            >czy któraś z mam przeciwnych biciu jako metodzie
            >wychowawczej twierdzi, że wychowanie bez klapsów to wychowanie bezstresowe?

            Dobre pytanie do tych mam. Ja podejrzewam, że może być o wiele bardziej
            stresowe od prawdziwego stresowego...

            >Czy na wspomnianych treningach kung-fu nie wspominano, że nie należy bić
            >słabszych oraz, że przemocą nie budujemy autorytetu?

            A to już temat na osobny topik. Chętnie jednak, mimo wszystko, coś o tym
            napiszę. Otóż postawa moralna adeptów sztuk walki winna byc jak najbardziej
            brana pod uwage. Jest to zadanie dla instruktora. Jeżeli tak nie jest zmień
            instruktora. Nie oddaje sie przeciez śmiertelnej broni w niepewne ręce.
            Jednakże wiekszośc z tych, którzy chcieli stać się poprzez te
            treningi "aniołami sprawiedliwości lutującymi pijaczków po bramach" wykrusza
            sie w ciągu pierwszego pół roku. Sprawa jest dosyc prosta - do samoobrony
            łatwiej zdobyć pozwolenie na broń i zakupić ją aniżeli ćwiczyć nie wiadomo ile.

            A co do tych słabszych - czy masz na myśli dzieci? Chyba nie, raczej słabszego
            przeciwnika w walce. Otóż tutaj prawdopodobnie Ciebie rozczaruję, słabszy też
            może chcieć Ciebie zabić. Takie tłumaczenie słyszymy na treningach szczególnie
            wtedy, gdy facet ćwiczy z dziewczyną.

            I uważam też, że przemocą nie budujemy trwałego autorytetu, będzie on trwał
            tak długo jak siła go wspierająca. A ta może się skończyć wczesniej niz
            myslimy...

            Ja też sie nad czyms zastanawiam: Czy klaps, ale taki porządny klaps, nie
            głaskanie - czy to jest przemoc fizyczna? A czy tłumaczenie, ale nie jakieś
            tam "babolenie" tylko porządne "suszenie głowy" - czy to jest przemoc
            psychiczna?

            Pozdrawiam,
            Maciej
            PS
            Dzisiaj były pyszne klopsiki.

            Życzę spokojnego porodu, ja też już rodziłem z żoną - krocze mnie bolało przez
            dwa dni na samo wspomnienie.
            • mama_wiktora Re: Pytam niekonstruktywnie... 04.12.03, 12:02
              Wiele mam w tym wątku usiłowało pokazać, że o niebo lepszy efekt można uzyskać
              innymi metodami, które są dla dziecka jak najbardziej stresujące, bo wcale nie
              chcemy mu tego stresu zaoszczędzić, lecz jednocześnie uczą. Nie tego, że jak
              tata powiedział nie, to ma być nie, no i z oczywistością się nie dyskutuje, ale
              tego, że postępowanie człowieka ma swoje konsekwencje i każdy, w tym i dziecko
              powinno się z tymi konsekwencjami liczyć.

              Chodzi tu o wychowanie człowieka rozumnego, nie tylko posłusznego.
              Posłuszeństwo dziecka paroletniego, gdy jego posłuszeństwo wynika z pacyfikacji
              zemści się na rodzicu trochę później.

              Tak czy inaczej odnoszę wrażenie, że nie przeczytałeś uważnie wszystkich
              postów. Nikt tu nie propaguje czegoś co potocznie zwie się wychowywaniem
              bezstresowym, a polega na wychowaniu rozwydrzonego malca, któremu wszystko
              wolno.

              Nadal nie rozumiem, jak bicie, czy klaps mogą odegrać pozytywną rolę w procesie
              wychowawczym. Oczywiście jeśli masz konkretne przykłady, chętnie poczytam.
            • mamongabrysi Re: Dyskutujemy tu o dzieciach a nie kung -fu... 04.12.03, 14:05
              Oczywiście, że poprzez słabszego miałam na myśli dziecko.
              No to jak przylać i tulić?- o tym już pisałam w poscie "Podręcznik wychowania"
              ( to jest zaczepka i niekoniecznie na serio - zwrócenie uwagi na pewien
              paradoks- takie małe wyjaśnienie)
              Mam nadzieję, że nie nadejdzie moment kiedy zauważę, że NALEŻY przylać -
              pomimo, że jestem chyba spostrzegawcza... Gdybyś dokładnie przeczytał większość
              wypowiedzi zrozumiałbyś, że w tej dyskusji chodzi o to czy przylanie jest
              metodą wychowawczą, do tego zbawienną, czy też nie. Ja uważam, że nie i
              wmawianie ludziom, że tak jest, lub traktowanie ich jak mięczaków za to że
              stosują inne metody jest nie fair. Wątek w pogardliwy i obraźliwy sposób
              zaczęła Mamaizyimoniki i wiele b. zrównoważonych osób chciało jej wytłumaczyć
              swoje stanowisko. Wczytaj się w te posty a zrozumiesz, że te mamy nie chcą iść
              na łatwiznę.
              Pozdrawiam
              Ania
              PS. A wiesz, że zdarzają się przypadki kiedy dziecko zabija rodzica - to tak a
              propos kung-fu i słabszych...
              • wieczna-gosia Re: Dyskutujemy tu o dzieciach a nie kung -fu... 04.12.03, 17:34
                > PS. A wiesz, że zdarzają się przypadki kiedy dziecko zabija rodzica - to tak
                a
                > propos kung-fu i słabszych...

                bo pewnie rodzic nie wyczul momentu kiedy nalezy przylac i to tak zeby dziecko
                poczulo wink

                Ja maciowi zazdroszcze. jego swiat jest taki prosty. Dziecko do pewnego
                momentu sie tuli, po czym przychodzi taki moment ze trzeba walnoc. jesli ktos
                walnie odpowiednio mocno w odpowiednim momencie- dziecko wyrasta wiedzac gdzie
                jego iejsce nie buntuje sie przeciw wladzy rodzicielskiej i wszyscy zyja dlugo
                i szczesliwe.
                Rzecz w tym ze wychowywanie przy pomocy bicia nie jest znane od wczoraj. W
                Polsce okolo 80% rodzicow przyznaje sie do klapsow- nie do znecania czy
                walenia w morde tylko do klapsow. Jesli 80% sie przyznaje to mozna zalozyc ze
                pewnien procent sie nie przyznal. Zreszta te proporcje widac na forum takze
                jednak zdecydowania wiekszosc rodzicow kiedys tam klapsnela. Roznica polega w
                sposobie podejscia do klapsow. Czesc traktuje to jako wypadek przy zasadniczej
                pracy wychowawczej, czesc jako niezbedny element wychowania.
                Mozemy nabic w ten sposob kolejne 200 postow po czym przyjdzie kolejny macio,
                nie doczytawszy wszystkich posotow poprze Wiolette, bo zaleje sie lzami ze
                smiechu gdy ktos do bicia sciagnal pieluche. I kompletnie umknie mu fakt ze
                nie dyskutuja tu zwolennicy wychowywania z klapsami i niewychowywania bez
                klapsow tylko ogol rozmowcow zgadza sie z tym ze dzieci trzeba wychowywac i ze
                wychowanie jako takie JEST stresujace zazwyczaj dla obu stron zreszta, a
                jedyna dyskusja przebiega de facto o tym czy klapsniecie JEST niezbedne zeby
                wychowac tzw. dobrego czlowieka.
    • macio72 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 04.12.03, 03:01
    • ligia76 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 04.12.03, 16:21
      A może by tak jakieś małe zapasy w kisielku (np. wisniowym)?
      Jak Macio jakiś przystojniaczek to ja się zapisuję (mój mąż pewnie się zgodzi,
      i tak nie ma innego wyjścia).

      Pozdrawiam
      Ligia

      P.S. Nie zgodzę się (nie pamietam kto to pisał) że błędy ortograficzne
      świadczą o brakach w wykształceniu, jeśli ktoś mówi że jest dobry we wszystkim
      znaczy to tylko tyle że nie jest dobry w niczym. Zdarza sie że np. profesor
      fizyki zrobi jakiegoś byczka ortograficznego, a doktor medycyny nie ma pojęcia
      w jakich jednostkach mierzymy np. opór i chyba nie można powiedzieć że te
      osoby są niewykształcone.
      A teraz idę zrobić sobię kaffkę i pomarzę sobie o tych zapasach w kisielu.
      • macio72 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 04.12.03, 17:46
        > A może by tak jakieś małe zapasy w kisielku (np. wisniowym)?
        > Jak Macio jakiś przystojniaczek to ja się zapisuję (mój mąż pewnie się
        zgodzi,
        > i tak nie ma innego wyjścia).

        A potem my sobie z szanownym mężulkiem usiądziemy przy piwku i popatrzymy
        sobie na mamy w konkursie mokrego podkoszulka. To jest to.

        Dosyć tego świntuszenia - to jest forum o dzieciach!!! A nie o kisielu!!!

        pozdrawiam,
        Maciej
        PS
        Rzeczywiście staram się nie robić błędów ale czasem coś się wymknie. No i
        wydaje mi się, że wykształcony to ja jestem - dodawanie w zakresie dziesięciu
        znam biegle.
      • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 04.12.03, 20:06
        Ligia napisała

        "P.S. Nie zgodzę się że błędy ortograficzne świadczą o brakach w
        wykształceniu..."

        Ależ świadczą, świadczą! A w przypadku osób chlubiących się wyższym
        wykształecniem są wręcz KOMPROMITUJĄCE.

        Chociaż na pewno (uwaga! pisane rozdzielnie wink łatwiej wybaczyć jakiś lapsus
        językowy, niż bicie dzieci.
        Pozdrawiam wszystkich, również tych podchodzących do zasad pisowni w sposób...
        alternatywny wink,
        Grazka
        • mamongabrysi Re: Ortografia, kisiel, itp. 04.12.03, 21:37
          Ekhm... O czym my tu dyskutujemy? Jeśli chodzi o te błędy to przyznaję się bez
          bicia. Rzuciłam okiem na posty wielu osób i chyba nie ma takiej u której by
          się nie zdarzyło. Myślę, że większość wynika z pośpiechu lub (jak to jest w
          moim przypadku) walki z klawiaturą. Ja również się chlubię wyższym
          wykształceniem.
          Wróćmy może do tematu.
          Pozdrawiam
          Ania
          • macio72 Re: Ortografia, kisiel, itp. 05.12.03, 01:56
            ...bo ja jestem macio, niech dziewciny mi wibaciom...
            • ligia76 Re: Ortografia, kisiel, itp. 05.12.03, 17:01
              Wibaciom, wibaciom. Choć pewnie nie wszystkie.
              A tak właściwie to kisiel może nie wiśniowy a malinowy ?
              Moze ktoś jeszcze się zgłosi do zapasów. A po zapasach możemy przy piwie lub
              drinku wszyscy poćwiczyć ortografię. I proszę jaki miły wieczorek by był smile

              Pozdrowienia
              Ligia
        • mamaizyimoniki Z wielką kurtuazją do Grazki z wykształ_e_c_niem 11.12.03, 13:04
          grazynka13 napisała:

          > Ligia napisała
          >
          > "P.S. Nie zgodzę się że błędy ortograficzne świadczą o brakach w
          > wykształceniu..."
          >
          > Ależ świadczą, świadczą! A w przypadku osób chlubiących się wyższym
          > wykształecniem są wręcz KOMPROMITUJĄCE.


          Hahahahahahahahahhahahahahahahahaha
          WYKSZTAŁECNIEM!!!!!!! W Y K S Z T A Ł E C N I E M

          ALE SIĘ SKOMPROMITOWAŁAŚ... Buhaha!!!

          >
          > Chociaż na pewno (uwaga! pisane rozdzielnie wink łatwiej wybaczyć jakiś lapsus
          > językowy, niż bicie dzieci.
          > Pozdrawiam wszystkich, również tych podchodzących do zasad pisowni w
          sposób...
          > alternatywny wink,
          > Grazka



          Pozdrawiam z wielką kuruazją, Grażyno... Ups, sorry: Grazko...
          • aga_rn Re: Z wielką kurtuazją do Grazki z wykształ_e_c_n 11.12.03, 19:11
            mamaizyimoniki napisała:

            > grazynka13 napisała:
            >
            > > Ligia napisała
            > >
            > > "P.S. Nie zgodzę się że błędy ortograficzne świadczą o brakach w
            > > wykształceniu..."
            > >
            > > Ależ świadczą, świadczą! A w przypadku osób chlubiących się wyższym
            > > wykształecniem są wręcz KOMPROMITUJĄCE.
            >
            >
            > Hahahahahahahahahhahahahahahahahaha
            > WYKSZTAŁECNIEM!!!!!!! W Y K S Z T A Ł E C N I E M
            >
            > ALE SIĘ SKOMPROMITOWAŁAŚ... Buhaha!!!
            >
            Straszna kompromitacja ROTFL wink
            >
            >
            >
            > Pozdrawiam z wielką kuruazją, Grażyno... Ups, sorry: Grazko...

            Przyganial kociol garnkowi ... LOL
          • asik69 Re: Z wielką kurtuazją do Grazki z wykształ_e_c_n 12.12.03, 14:24
            Mamoizyimoniki,
            chyba bardzo starałaś się znaleźć błąd ortograficzny w postach Grażki, ale ci
            nie wyszło, co? No i mogłaś się przyczepic jedynie do zwykłej literówki... He,
            he, he...
            Asik
            PS
            Co to znaczy z "kuRUAzją"? Czy to cenzuralne słowo? Brzmi dość nieładnie! Ale
            zakładam, że to nie jest kompromitująca literówka? Ty się przecież nie
            kompromitujesz... Ani ortografią, ani poglądami... Skądże!
            • mygda Re: kuruazja...;) 12.12.03, 19:19
              fajnie,ze zwrocilas uwage na ta kuruazje......
              a swoja droga jak sie wytknie mamie izy i moniki ,ze sie machnelawink w tych
              swoich docinkach to ona nagle sie nie odzywa
              nie ma : sorry dzieczyny bylam zlosliwa niepotrzebnie , pomylilam sie.
              Wtedy sie nie odzywa.
              Bylo tak samo jak pomylila nicki i myslala,ze jest jedyna Violawink
    • kicia_edziecko Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 05.12.03, 15:09
      Mam tu słówko do zwolenników bicia - abstrahując od całej dyskusji, która się
      wywiązała. Chciałabym (naprawdę!) zobaczyć jak podchodzi do Was taki duży (z 5,
      6 razy) i daje Wam z furią klapa w dupę. Tak mocno, że aż podskakujecie.
      Czasami jak nie wiadomo jak postąpić wystarczy pomyśleć, jak ja chciałbym
      zostać potraktowana. Zaraz pewnie okaże się, że skrycie tego pragniecie...
      Ehh...
      Ranicie, upokarzacie, zadajecie głęboki ból swoim własnym dzieciom i jeszcze
      przekonujecie innych, że to słuszne i wychowawcze. Obrzydliwe to i trąca
      ciemnogrodem.
      Raz dałam klapa mojemu synkowi i był to wyłącznie przejaw mojej bezradności i
      braku opanowania, wstydzę się tegosad
      Pozdrawiam
      • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 05.12.03, 16:11
        Kiciu,
        ja też kiedyś dałam klapa mojej córeczce - poniosło mnie, kiedy mała prawie
        wyskoczyła na ulicę (na moje: Chodź!, często reaguje radosnym: Łap! Goń! i
        zwiewa...) Wtedy dałam jej klapsa, ale był to efekt moich emocji (negatywnych),
        strachu, zdenerwowania, a nie żaden środek wychowaczy. A już na pewno nie miało
        to nic wspólnego z przemyślanym, wyrachowanym działaniem. Z takim "biciem
        programowym". Uważam - zresztą była tu już o tym mowa - że nic to nie daje, a
        tylko uczy, ze problemy można rozwiązywać przemocą. Pewnie taki klaps zdarzył
        się niejednemu przeciwnikowi bicia, ale tu nie chodzi o wyjątkową sytuację, ale
        o generalia, przekonanie, że nie tędy droga. A błędy popełniamy wszyscy (nie
        tylko ortograficzne wink
        Pozdrawiam,
        Grażka
      • odalie Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 05.12.03, 19:37
        > Zaraz pewnie okaże się, że skrycie tego pragniecie...
        > Ehh...

        A wiesz, Kiciu, powiadają, że ludzie, którzy w dzieciństwie przypatrywali się
        klapsom, biciu i te de, mają w życiu dorosłym tendencję sadystyczne, zaś ofiary
        domowego bicia - bywają masochistami albo samomasochistami.

        ......................

        Hasło na dziś - zwolennicy BDSM, łączcie się (w bólu) smile))))))))))))))))))))

        ......................
        • odalie Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 05.12.03, 19:39
          ojej, miało być "sado..." a nie "samo..." choć pewnie
          bywają "samosadomasochiści"
          • ima61 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 07.12.03, 02:00
            A co zrobisz, jeżeli ten jeden "wychowawczy" klaps nie da efektu? drugi?
            mocniejszy? Od "wychowawczego" klapsa do znęcania się jest znacznie bliżej niż
            się wydaje. Bez wstydu przyznajecie się do pojedyńczych klapsów a jeżeli na
            jednym się nie skończy? Mam możliwość oceny moich poczynań wychowawczych. Moje
            starsze dzieci (21,16) wyrosły na świetnych, młodych ludzi dlatego, że
            poświęcaliśmy im mnóstwo uwagi, a syn- pomimo tego, że brał w skórę. Dziś wiem,
            że byłam bezradna, zagubiona, pod presją otoczenia. To mnie oczywiście nie
            usprawiedliwia ale rozmawiam o tym z synem, ponieważ chcę go uchronić przed
            popełnieniem moich błędów. Moja dwuletnia córeczka ma znacznie trudniejszy
            charakter niż jej rodzeństwo. Rzuca się na podłogę, kopie, bije ale poradzę
            sobie z tym bez uciekania się do klapsa, bo czy bijąc można nauczyć, że nie
            wolno bić i kopać? czy bijąc można pokazać dziecku, że się je kocha? Nie mylcie
            klapsa z wychowywaniem a wychowania bezstresowego z brakiem wychowania.
            ima
            • wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 07.12.03, 12:45
              Mam możliwość oceny moich poczynań wychowawczych. Moje
              > starsze dzieci (21,16) wyrosły na świetnych, młodych ludzi dlatego, że
              > poświęcaliśmy im mnóstwo uwagi, a syn- pomimo tego, że brał w skórę.

              Ima chyle glowe. To moj poglad ze jestem czlowiekiem jakim jestem nie DLATEGO
              ze bralam w skore ale POMIMO tego. Moi rodzice chociaz teraz po 30 latach
              przyznaja mi ze bicie mnie nie bylo najlepszym srodkiem wychowawczym poniewaz
              swietnie sobie z nim radzilam, nic sobie z tego nie robilam a wiele ekscesow
              popelnialam z pelan swiadomoscia tego za zagrozone sa one kara klapsa, to
              jednak nie umiaja sie posunac do prostego stwierdzenia ze bicie bylo zupelnie
              niepotrzebne gdyz sa dobrymi i kochajacymi mnie ludzmi. I ja tez nie jestem
              degeneratem tylko co najwyzej rogata dusza i nie mialam nigdy zadatkow na
              dziwke, narkomanke i pijaczke, co najwyzej na mloda matke przed czym
              najwyrazniej metody rodzicow mnie nie uchronily. wink
              Ima mysle ze wielkiej klasy od czlowieka wymaga powiedzenie sobie ze calosc
              bicia jako taka nie jest zadnym powodem do dumy. Kurcze jestem pewna ze pomimo
              braku bicia popelniam bledy. Mam nadzieje ze z perspektywy czasu bede umiala
              powiedziec jakie, przyznac sie do tego glosno i to dzieciom w dodatku smile)
    • ann_mart Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 08.12.03, 09:34
      Nie było mnie na forum ponad tydzień i myślałam, że watek przygasł trochę a tu
      kwitnie.
      I widzę wyraźnie, że szybko się nie skończy.
      Przeczytałam posty i cos mi się zaczęło nie zgadzać. Jogo2 (chyba - w każdym
      razie któraś ze "zwolenniczek" bicia) stwierdziła, że grupa przeciwniczek
      napadła na mamęizymoniki, uzywając zwrotów dyskredytujących (ujmę to tak bo mi
      się nie chce szukać lepszego określenia) dlatego, że są "w kupie". Odnoszę
      wrażenie, że to mamaizyimoniki zaczęła ten wątek stwierdzając "i to skamlenie
      mam, które błagają o pomoc. Dla mnie żałosne". No cóż moim zdaniem to
      stwierdzenie wyznaczyło trochę poziom emocji.

      Poza tym mamaizyimoniki napisała
      "Jeżeli nie wiesz, co znaczy zwrot "uważam, że..." to nie widzę sensu, abyś
      brała udział w jakiejkowiek dyskusji, nie tylko na forum. W innej formie:
      Uważam, że nie powinnaś brać udziału w dyskusjach, jakichkolwiek, nie tylko na
      forum."
      Moim zdaniem sam zwrot "uważam, że" niczego nie przesądza. ważna jest bowiem
      treść jaka po nim jest zaprezentowana i to z nią się właśnie dyskutuje.

      "Piszę to dlatego, ponieważ chciałam znaleźć moment, w którym ktoś zarzucił mi
      jako pierwszy tzw. monopol na wychowanie; potem poszło gładko. Ktoś przeczytał
      twój post i powtórzył, ktoś stwierdził, że "tak, ona jest chamska", "tak, ona
      myśli, że wie wszystko"...
      Ale taka tendencja zdaje się istnieć na forum. Jak stado kwok. I to nie ja
      upieram się, że klaps to jedyna metoda. Pisałam to, co myślę, ale nie byłam
      osobą, która wyskoczyła z epitetami, chamstwem, itp."
      Moim zdaniem w kategorii "itp" mieszczą się takie sformułowania
      jak "skamlenie", "dla mnie to żałosne".

      Moim zdaniem = uważam, że....


      A tak w ogóle nie uważam, że "lepiej przy pierwszej sytuacji kiedy dziecko
      postepuje źle, dać klapsa". bo tak napisała mamaizyimoniki w pierwszym poście,
      choć potem zarzucała nam, że nie umiemy czytać bo przecież ona bije tylko jak
      kilkukrotne napomnienia nie dają rezultatu.

      Nie wiem czy kiedyś sama nie dam klapsa swojemu dziecku - może tak zrobię
      jeżeli będę bezradna i nie poradzę sobie w inny sposób. Ale gloryfikować się
      nie będę za to, bo wiem z doświadczenia (jako druga strona), że jako
      metoda "wychowawcza" jest to do kitu i dzieci starsze raczej będą skupiać sie
      na ukrywaniu tego co w pojeciu rodziców źle zrobiły niż na tym by robić dobrze.
      ja na przykład w niektórych sytuacjach wliczłam lanie w koszty i już. Jak w tym
      dowcipie (sorki za mocniejsze słowo, ale bez niego nie działa): Po rozdaniu
      świadectw Jasio westchnął "No to już tylko wpierdol i wakacje!"
      Pozdrawiam
      Anka

      • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.12.03, 09:30
        Aniu,
        zgadzam się z Tobą. Wiesz, co mnie najbardziej rozsierdziło w poście
        mamyizyimoniki? Właśnie pogarda dla innych, brak zrozumienia dla cudzych
        problemów, kpina z próśb o pomoc i radę, wywyższanie się (chyba bez powodu?).
        Ten post sprawił, że wywiązała się dyskusja mało merytoryczna, ale za tao
        bardzo emocjonalna. No cóż, skoro bierzemy wniej udział, to chyba potrzebujemy
        dawki adrenaliny wink, ale tak naprawdę nie o to biega...
        Nie wiem, czy już o tym pisałąm, ale moją uwagę orzykuła już sam tytuł postu:
        SAME TAK WYCHOWUJECIE SWOJE DZIECI. To jest ZARZUT.
        • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.12.03, 09:36
          Sorry,
          moje dziecko zgrabnie walnęło w klawiaturę i list "się" wysłał, zanim zdążyłam
          go dokończyć i przeczytać... "moją uwagę orzykuła już..." - nie "orzykuła" wink,
          tylko "przykuł" oczywiście, reszta chyba czytelna mimo pomocy dwulatki wink?
          I jeszcze odrobina kurtuazji wink, której tam zabrakło:
          Pozdrowienia,
          Grazka
    • iwcia30 Re: do Grazynki 10.12.03, 17:21
      Śledzę Twoje posty od początku no i nie wytrzymałam!
      Czepiasz sie autorki głownego postu a co ty wiesz o wychowywaniu dzieci??? czy
      twoje dzieci są juz dorosłe że mozesz sie wypowiadac i dawać rady innym w
      sprawach wychowywania??!! Piszesz jakies bzdurne , wyniosłe tezy na temat
      bezstresowego wychowania a ja czytając je dostałam ataku śmiechu .Klaps jeszcze
      nikomu nie zaszkodził a ja mojej dwojce dzieci nie raz przylałam i jakos
      problemu w tym nie widze. Cóż życzę ci aby twoje metody wychowawcze były
      LEPSZE, poczytaj jeszcze troche mądrych książek i oby nie skończyły się
      podbitym okiem przez syna czy córke!!
      Acha i te uwagi na temat błędów i wykształcenia - no cóż jeżeli według tego
      klasyfikujesz ludzi na wykształconych i nie to gratuluje!!
      Nie sil się na odpisywanie bo ja się w tą grę złośliwych słowek nie włącze.
      A swoją drogą złośliwa to ty jesteś!

      pozdrawiam Iwona
      • odalie Re: do Iwci 10.12.03, 20:14
        Czytasz te posty - Grażynki i inne - czytasz, czytasz, czytasz... no ale nie
        widzisz lasu spoza drzew, czyli treści spoza literek. Popraw mnie, jeśli się
        mylę, bo z Twojego postu nie wynika nic ponad to, że można osobę, która go
        napisała, uznać za analfabetę funkcjonalnego.

        Gdzie Ty widzisz te:

        > bzdurne , wyniosłe tezy na temat
        > bezstresowego wychowania

        No, pokaż mi cytat, gdzie?

        Oj, tyle się dziewczyny namęczyły, aby wytłumaczyć, że wychowanie bez bicia nie
        jest wychowaniem bezstresowym.

        Jest (w skrócie) po prostu wychowaniem bez bicia, gdzie dziecko - traktowane z
        poszanowaniem jego indywidualizmu i godności oraz empatią - ponosi konsekwencje
        wszystkich swoich czynów i decyzji na miarę swojego wieku, bardzo często
        konsekwencje niemiłe i niewygodne (ergo - doznaje mnóstwo stresu, ale to stres
        wypływający w sposób naturalny z sytuacji, a indukowany przez opiekunów), nie
        jest natomiast bite ani poniżane.

        .....................

        A ja nadal czekam na wypowiedź Jogo.... czemu autorki "Jak mówić..." mają złą
        mentalność (czy jak to szło).

        A może Ty Iwciu wiesz (skoro czytałaś wszystkie posty, może masz jakąś swoją
        hipotezę...? jak masz, to się podziel!)

        smile)))))))))
      • kicia_edziecko Re: do Grazynki 11.12.03, 09:14
        iwcia30 napisała:
        "klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził"
        Skąd Ty takie "mądrości" wyciągnęłaś, że klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził?
        Podeprzyj to czymkolwiek co będzie nosiło znamiona autorytetu. Moje autorytety
        mówią coś ZUPEŁNIE przeciwnego.
        "a ja mojej dwojce dzieci nie raz przylałam i jakos problemu w tym nie widze" -
        to się nazywa niefrasobliwość. Nie dość, że postępujesz niewłaściwie, podkreślę
        to raz jeszcze - upokarzasz, głęboko ranisz i zadajesz ból swoim dzieciom - to
        jeszcze się z tym obnosisz i podnosisz swój brak wiedzy nt. psychologii dziecka
        (=człowieka) do rangi metod wychowawczych.
        "Cóż życzę ci aby twoje metody wychowawcze były LEPSZE, poczytaj jeszcze troche
        mądrych książek i oby nie skończyły się podbitym okiem przez syna czy córke!!"
        Az boję się pomyśleć co Ty czytasz. W książkach, które ja czytam wszyscy
        psychologowie są zgodni - agresja rodzi agresję i to Ty iwciu masz największe
        szanse żeby skończyć z podbitym okiem. Warto abyś to zrozumiała zanim zaczniesz
        innych przed tym przestrzegać. A może to projekcja? Insynuujesz, że zdarzy się
        to innym bo już podświadomie się tego obawiasz?
        Pozdrawiam

        Mama Tygryskasmile
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=7082785&a=7732181
        • grazynka13 Re: do Grazynki 11.12.03, 09:26
          Dzięki Kiciu, dzięki Odalie,
          właściwie proszono mnie, żebym się nie odzywała, a zresztą zrobiłyście to za
          mnie (dzięki!), ale chciałam tu jeszzce powtórzyć myśl Kici, bo było to
          pierwsze, co nasunęło mi się po przeczytaniu postu iwci:

          kicia_edziecko napisała:


          > agresja rodzi agresję i to Ty iwciu masz największe szanse żeby skończyć z
          podbitym okiem. Warto abyś to zrozumiała zanim zaczniesz
          > innych przed tym przestrzegać. A może to projekcja? Insynuujesz, że zdarzy
          się
          > to innym bo już podświadomie się tego obawiasz?

          Pozdrawiam serdecznie,
          Grażka
      • ann_mart Re: do Grazynki 11.12.03, 10:47
        iwcia30 napisała:

        > Czepiasz sie autorki głownego postu a co ty wiesz o wychowywaniu dzieci???
        czy
        >
        > twoje dzieci są juz dorosłe że mozesz sie wypowiadac i dawać rady innym w
        > sprawach wychowywania??!!
        No cóż z tego co wiem to mamaizyimoniki też dorosłych dzieci nie ma, prawda
        A Ty masz?

        >Piszesz jakies bzdurne , wyniosłe tezy na temat
        > bezstresowego wychowania a ja czytając je dostałam ataku śmiechu .Klaps
        jeszcze
        >
        > nikomu nie zaszkodził a ja mojej dwojce dzieci nie raz przylałam i jakos
        > problemu w tym nie widze.

        No cóż moge powiedzieć, że mnie zaszkodził. Nota bene jako starsze dziecko
        dostawałam klapsy a moja młodsza siostra nie, ani razu (choć jak wspominają
        rodzice przy niej była aniołem) i różnic w efektach nie obserwują: obie
        jesteśmy wykształcone, uczciwe, nikogo nie zabiływink)) Przy czym z perspektywy
        czasu moge powiedzieć, że ja tak wyrosłam pomimo klapsów.

        Cóż życzę ci aby twoje metody wychowawcze były
        > LEPSZE, poczytaj jeszcze troche mądrych książek i oby nie skończyły się
        > podbitym okiem przez syna czy córke!!

        Czy naprawdę sądzisz, że czytanie książek, a sama stwierdzasz, że mądrych a
        nie "mądrych" kończy się podbijaniem oka? A moja siostra nikomu nie podbiła. O
        rany musi to uzupełnić i walnąć któregoś z rodzicówwink))))



        > Nie sil się na odpisywanie bo ja się w tą grę złośliwych słowek nie włącze.
        > A swoją drogą złośliwa to ty jesteś!
        >

        No cóż pisząc ten post się włączyłaś. I jakoś nie widzę, żeby był spokojny,
        wyważony, nieobraźliwy.
        A swoją drogą współczuję ludziom, którzy uważają, że wychowanie bez bicia = bez
        stresu. Nie wiem bowiem czy to nie jest tak, że po prostu ich nic innego poza
        biciem nie stresuje. Mnie tam różne rzeczy stresujai stresowały jako dziecko, a
        nie tylko bicie. Qrczę na przykłąd inne kary.
        Skoro najwyraźniej nie rozumiesz podkreślę, że nie ma czegoś takiego jak
        wychowanie bezstresowe (no chyba, że ktoś pozwala dziecku na wszystko bez
        żadnych ograniczeń, nie stawia wymagań, nie zabrania. Ale wtedy inni je
        zestresują (bo na przykład postraszą jak Lala - Lala nie obraź się to nie jest
        przytyk do Ciebie, słowo, po prostu akurat ty o tym pisałaś, a stresu
        normalnemu dziecku takie groźby mogą dostarczyć), albo w przedszkolu czy szkole
        czegoś zabronią, będą oceniać, wymagać i wszystkie wysiłki rodziców, żeby bez
        stresu na nicsmile))))

        I wiesz mnie Twój post nie śmieszy (raczej budzi współczucie), i dziwi mnie, że
        Ciebie śmieszą posty Grażynki. No bo skoro jej nie popierasz i uważasz, że złe
        metody stosuje - to znaczy, że krzywdzi swoje dziecko. A to chyba nie jest
        powód do śmiechu, prawda?

        Pozdrawaim
        Anka
    • wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.12.03, 11:27
      Nio dobra
      Zeby byla jasnosc:
      nie podobal mi sie zjazd grazynki na ortografie. Jest to jeden z argumentow
      ktorzy dziala na mnie jak plachta na byka. Ortogriafia na tym forum nie
      swiadczy o niczym bo to jest frum- odpowiednik rozmowy. Bede robic bledy
      ortograficzne i literowki i zdaje sobie sprawe ze macio oberwal za ortografie
      a ja nie, bo ja sie zgadzam z grazynka a on nie wink))
      ALE.
      To ze grazynka wyrwala sie z tematem zastepczym (tematem zastepczym byl tez
      kisiel) nie zmienia mojego pogladu w kwestii bicia.
      Ja (moze zaskakujaco) tez uwazam ze jeden czy dwa klapsy nikogo nie
      skrzywdza. Ale JEDEN CZY DWA. a prawda jest taka ze jak czlowiek klapsnie raz
      czy drugi i zobaczy ze sa efekty to klapsnie trzeci i czwarty. Potem bedzie
      jeden dwa klapsy na tydzien a potem jeden czy dwa dziennie. Bo to kuszace,
      opor dziecka silniejszy dorosly lamie jednym silnym klapsem (chyba ze trafi na
      taka cholere jak ja), a rozmawianie, tlumaczenie bachorowi z mozdzkiem
      madrzejszym od kury jest dlugie, upierdliwe, wkurzajace i w ogole. Takze ja
      sie w zasadzie nie sprzeciwiam klapsowi i nie uwazam ze mama ktora klapsa dala
      powinna glowe posypac popiolem i udac sie na pielgrzymke wink Ale trzeba sobie z
      pewnych rzeczy zdac sprawe na przyklad z tego ze nie bez powodu na swiecie
      pelno przemocy- jest ona najprostrzym, najmniej wymagajacym narzedziem
      rozwiazywania konfliktu. Wystarczy przewaga fizyczna- nie sa potrzebne racje
      oraz argumenty. W tylek i do pokoju.
      • ligia76 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.12.03, 12:14
        wieczna_gosiu smile

        Z całym szacunkiem wypraszam sobie ! wink Toż to nikt inny tylko ja miałam
        ochotę potaplać się z Maciem w kisielku smile

        Pozdrowienia
        Ligia
        • wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.12.03, 13:58
          z calym szacunkiem twierdzilam ze kisiel byl tematem pobocznym jak ortografia
          a nie ze poruszyla go grazynka- nie sadze ze jest masochistka zeby taplac sie
          z maciem wink)
          Wiec sobie nie wypraszaj tylko czytaj wink
          • ligia76 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.12.03, 15:59
            Ok. Doczytałam i zwracam honor.
            A tak na marginesie taplanie w kisielku nie jest objawem masochizmu a objawem
            otwartości na zdobywanie nowych doświadczeń smile

            Pozdrawiam
            Ligia
            • wieczna-gosia sie znowu pobocznie robi ;)) 11.12.03, 18:22
              Ligia wink)
              O ile taplanie sie w kiesie4lku ciebie i macia sklonna jestem uznac za nowe
              doswiadczenie wink)
              To te sama czynnosc w wykonaniu grazynki i macia- juz jednak za masochizm
              (ktory tez nowym doswiadczeniem byc moze nie przecze...)
              • adzia_a Re: sie znowu pobocznie robi ;)) 11.12.03, 22:14
                Co wy z tym kisielem, odparzenia macie czy co wink)))
      • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.12.03, 13:32
        wieczna-gosia napisała:

        > zdaje sobie sprawe ze macio oberwal za ortografie
        > a ja nie, bo ja sie zgadzam z grazynka a on nie wink))

        Pewnie, że tak! wink))))

        A z resztą Twojego postu też się zgadzam, już bez mrużenia oka.

        ortograficzna Grazka
        • macio72 ZROZUMIAŁEM!!!! 12.12.03, 01:58
          Zrozumiałem wreszcie o co chodzi z tym klapsem!!!
          Jasne, że klaps to porażka. I to całkiem już poważna porażka. A dokładniej –
          porażka rozmawiania, tłumaczenia – bo użyty klaps dowodzi, że te metody
          zawiodły. A z jakiej przyczyny – może z powodu kiepskiego podejścia przez
          rodzica, albo braku chęci czy posłuchu ze strony dziecka?


          A dlaczego uważam, że klaps w 90% na pewno okaże się niezbędny? Ano z
          obserwacji tego świata np.:
          1.
          Ja pamiętam, że kiedyś w klasie nauczyciel to miał posłuch wśród uczniów. Ja
          też nieraz dostałem od nauczycielki (rzeczywiście nienawidziłem jej wtedy) i
          uważam, że było to dobre rozwiązanie, bo teraz mam możność obserwowania
          efektów tego „pedagogicznego” podejścia bez bicia. Efektem takiego podejścia
          jest np. kosz na głowie nauczyciela. Czy pamiętacie szanowne emamusie coś
          takiego ze swoich podstawówek?
          A teraz takąż trzecią klasę podstawówki moja, naprawdę z powołania, ciocia
          nauczycielka nazywa „bydło” i dlatego też przeniosła się i uczy w liceum.
          Dodam, że jest bardzo lubiana przez uczniów, którzy dawno po ukończeniu swoich
          szkół ciągle jeszcze ją odwiedzają i umawiają się np. na grila.
          Ja też raz miałem „przyjemność” popilnowania takich dzieciątek na lekcji przez
          10 minut i uważam, że w każdej klasie powinna wisieć przy drzwiach dyscyplinka.

          2.
          Znam też, dorosłe już, dziecko małżeństwa pedagogów (klapsa nie zaznał, a znam
          go od samego noworodka). Ma raczej luz na wszystko, nieukończone szkoły, o
          pracy nie wspomnę – ale przynajmniej imprezuje sobie w najlepsze.

          3.
          Swego czasu (przez prawie 2 dwa lata) mieszkałem na stancji w mieszkaniu gdzie
          pewna pani psycholog z pedagogicznym podejściem do swoich dwóch chłopców
          również wynajmowała pokój. Zawsze jak coś zbroili to szli do pokoju na
          tłumaczenie. Hmmm... Tłumaczenie tłumaczeniem a chłopaki miały coraz większy
          luz. Skończyło się na zawaleniu jednego roku w szkole przez jednego z tych
          chłopców. Dalszej historii nie znam bo zmieniłem lokum. Chyba brakowało ojca...
          Pamiętam jedną rozmowę o której potem dowcipnie opowiadała mi ich mama –
          mianowicie chciała wejść młodszemu na ambicję i gdy ten znowu nie chciał
          odrobić zadania powiedziała mu tak: „Jeżeli nie chcesz chodzić do tej szkoły
          to nie, jutro pojedziemy na Śródkę (Śródka to dzielnica w Poznaniu) tam jest
          szkoła dla dzieci specjalnej troski, dużo się tam nie nauczysz, nie będziesz
          miał takich zadań, może będziesz potem pracował przy zamiataniu ulic...” itd.
          itp... Nazajutrz rano o siódmej mama budzi Piotrusia a on „Mamo a ja chcę na
          tą śrubkę!!!”.

          4.
          No i mój hit, dziecko koleżanki żony – czasem siusia do talerza z zupą (komuś –
          nie sobie) i nawet mówi mu się, że nie wolno. Gdy babcia szła z nim na spacer
          to nie mogła zrobić zakupów ponieważ chłopczyk pokazywał rączką gdzie babcia
          ma iść – „Tam!” i koniec. W towarzystwie dorosłych to on musi być gwiazdą i
          staje się bardzo złośliwy i niegrzeczny gdy dorośli przestają zwracać na niego
          uwagę. Dla swojej mamy krnąbrny i niegrzeczny, natomiast podobno w przedszkolu
          nie ma problemów. Ha, grupa dzieci nie da sobą pomiatać innemu dziecku. W
          zasadzie bardzo mi żal tego chłopczyka – to on będzie miał ewentualne problemy
          w swoim życiu.


          Czyżby odosobnione przypadki?

          Pozdrawiam,
          Maciej
          PS
          Muszę pisać w łordzie bo on sam poprawi mi błędy smile i GrażynkaTrzynasta się
          ucieszy!
          I co z tym kisielem? Dawno nie jadłem żadnego.
          • umargos Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 12.12.03, 03:01
            macio72 napisał:

            > Zrozumiałem wreszcie o co chodzi z tym klapsem!!!
            > Jasne, że klaps to porażka. I to całkiem już poważna porażka. A dokładniej R
            > 11;
            > porażka rozmawiania, tłumaczenia – bo użyty klaps dowodzi, że te metody
            > zawiodły. A z jakiej przyczyny – może z powodu kiepskiego podejścia przez
            > rodzica, albo braku chęci czy posłuchu ze strony dziecka?
            Hehe...a jednak akurat nie zrozumiałeś. Klaps zasadniczo jest porażką nie
            stricte wychowawczą, a naszą. Jest skutkiem naszego braku cierpliwości,
            niemożnoscia opanowania w konkretnej sytuacji negatywnych emocji (strachu,
            leku, złości itp.). "Porażką wychowawczą" staje się dopiero kiedy staje
            sie "metodą wychowawczą". Jest ogromna różnica jakosciowa pomiedzy sporadycznym
            klapsem, który zdarzyć się może z w/w przyczyn niejednemu rodzicowi, bo za
            takiego klapsa można dziecko przeprosić (i jeżeli to jest rzeczywiście
            sporadyczne to pewnie emocjonalnej krzywdy dziecku nie zrobi), oczywiscie
            jeżeli staje się to nagminne, nawet w chwili wzburzenia, to przepraszanie traci
            sens....a klapsem zastosowanym rzeczywiście jako zaplanowana kara; to taka
            różnica, oczywiscie w mniejszej skali, jak pomiedzy zbrodnia w afekcie a
            zbrodnią z premedytacją. To pierwsze można zrozumieć, a nawet wybaczyć. To
            drugie wybaczyć i zrozumieć, jak dla mnie nie bardzo...ale też nigdy nie
            musiałam tego wybaczać.

            > A dlaczego uważam, że klaps w 90% na pewno okaże się niezbędny? Ano z
            > obserwacji tego świata np.:
            > 1.
            > Ja pamiętam, że kiedyś w klasie nauczyciel to miał posłuch wśród uczniów. Ja
            > też nieraz dostałem od nauczycielki (rzeczywiście nienawidziłem jej wtedy) i
            > uważam, że było to dobre rozwiązanie, bo teraz mam możność obserwowania
            > efektów tego „pedagogicznego” podejścia bez bicia.

            Nigdy nie zostałam uderzona przez nauczyciela w szkole, ani nikt z moich
            kolegów. I nikt koszy na nauczycielskie głowy nie zakładał. Choc byli
            nauczyciele, którzy bez podnoszenia głosu, egzekwowali posłuch, szacunek i
            przygotowanie do lekcji i tacy, którzy wołali co chwile "proszę o spokój" i
            byli olewani, ale też sami do lekcji byli nieprzygotowani, nie umieli
            wykładać/uczyc, nie umieli nauczyć i ich lekcje, wówczas i nadal z perspektywy
            czasu, oceniam jako "do d...".

            > 2.
            > Znam też, dorosłe już, dziecko małżeństwa pedagogów (klapsa nie zaznał, a
            znam
            > go od samego noworodka). Ma raczej luz na wszystko, nieukończone szkoły, o
            > pracy nie wspomnę – ale przynajmniej imprezuje sobie w najlepsze.

            Moi rodzice nie-pedagodzy, nawet bez matury. Klapsami swoich dzieci nie
            raczyli. W tej chwili najmłodsze - czwarte już, studiuje...reszta studia
            skończyła, ew. kształci sie dalej, w celu osiagniecia jeszcze wyzszego stopnia.
            I problem znanego Tobie, dorosłego już, dziecka nie wynika z braku klapsów
            bynajmniej...a raczej z nadmiernej swobody - luzu na wszystko i pewnie innych
            błędów wychowawczych.

            > 3.
            > Swego czasu (przez prawie 2 dwa lata) mieszkałem na stancji w mieszkaniu
            gdzie
            > pewna pani psycholog z pedagogicznym podejściem do swoich dwóch chłopców
            > również wynajmowała pokój. Zawsze jak coś zbroili to szli do pokoju na
            > tłumaczenie. Hmmm...

            U mnie w domu tez było "tłumaczenie", na porządku dziennym były mowy (tzw.
            trucie) i moralizowanie...i jakos obywało się bez bicia. Tego trucia było
            czasem za dużo, aż się zastanawialiśmy we własnym dzięcięcym wówczas gronie czy
            nie wolelibysmy lania, żeby tylko tego nie wysłuchiwać...bo to owszem bolało.
            Ale też słowa mojej mamy nie były bez pokrycia. Ona mogła i truć i moralizować,
            wymagać, przydzielać obowiązki itp. Bo sama ciężko pracowała, dbała o rodzine,
            o nie-rodzine też. Zawsze znalazła czas dla nas, zawsze dla każdego kto o pomoc
            czy przysługę poprosił chociażby miała w tym celu zarwać noc (czyli nawet do
            przesady). Były i inne zachowania. Nigdy przy dzieciach nie krytykowała
            bliźnich, nie obrabiała sąsiadów, ani nikogo z rodziny, z szacunkiem mówiła i
            odnosiła się do swoich rodziców i zawsze była na każde ich zawołanie. A przy
            tym wszystkim oczywiscie była z dzieciecej i wczesno-młodzieńczej perspektywy
            domowym tyranem, który w mojej ocenie zbyt bezkompromisowo wszystko oceniał,
            zbyt duzo wymagał i niestety generalnie się nie liczył z naszym zdaniem (i to
            ostatnie troche mam jej chyba za złe)

            > 4.
            > No i mój hit, dziecko koleżanki żony

            A jak sie to ma do stosowania klapsów??? Moim zdaniem tak jak opisałeś
            zachowuje sie dziecko, któremu poświęca się/poświęcało się za mało uwagi i ma
            potrzebę zwracania jej na siebie wszystkimi sposobami, albo takie któremu
            poświęca sie/poswiecało się uwagi za dużo, ale niekoniecznie w "zdrowy"
            sposób...stad takie zachowania. Nie wychowa się dając klapsy, ale ucząc
            radzenia sobie z emocjami, z akceptacją rzeczywistości (tej na miarę
            dziecięcego pojmowwania świata), z akceptacja słów "nie" i "nie wolno"...jest
            tego dużo...

            > Czyżby odosobnione przypadki?
            Niekoniecznie odosobnione, ale mają się nijak do stosowania bądź niestosowania
            klapsów jako metody wychowawczej. Dlatego, że w ramach kontrargumentu, można by
            podać przykłady osób wychowywanych przy pomocy klapsów (lub większego lania),
            które teraz bija swoje dzieci, potrafią uderzyc partnera, reagują agresywnie na
            innych bliźnich i ogólnie kiepsko sobie radzą z emocjami, a chyba nie o to
            chodzi??

            Pozdrawiam
            Ula
          • adzia_a Logiki trochę... 12.12.03, 09:19
            Macio, na litość Boską wink
            Miałeś logikę w średniej szkole?
            Nie?
            No to Cię poinformuję, że nawet gdyby te problemowe przypadki, o których
            piszesz, wynikały li i wyłącznie z niebicia dzieci, to i tak z małego
            kwantyfikatora nie zrobisz dużego. Bo to tylko kilka przypadków.
            Inaczej mówiąc.
            Twierdzisz:
            "Znam takie dzieci, które nie były bite i dlatego nic z nich nie wyrosło".
            Zakładając nawet, że to prawda, to nie jest to twierdzenie równoważne
            następującemu:
            "Dzieci, które nie były bite, nie wyrosną na ludzi".
            czujesz różnicę? Tam mały kwantyfikator, tu duży.
            Sorki, że taka upierdliwa jestem, ale mnie coraz bardziej boli brak logicznego
            myślenia u ludzi dorosłych...
            • macio72 Czyli nie zrozumialem? :( 12.12.03, 10:08
              Witam,

              > Macio, na litość Boską wink
              Może się zlituje?smile

              > Miałeś logikę w średniej szkole?
              Nie, dopiero później.

              > czujesz różnicę? Tam mały kwantyfikator, tu duży.
              Czuję. I dlatego nie generalizowałem, jeśli dobrze się wczytasz to zauważysz,
              że ograniczyłem sie jedynie o 90% przypadków (a to na oko). Własnie przed
              chwilą Ula na każdy mój przykład przytoczyła kontrprzykład - mogłoby być zatem
              50% ale obstaję przy 90%.
              Zatem uważam, że klaps jest również jednym z narzędzi wychowawczych.

              Pozwolę jeszcze sobie na komentarz do postu Uli:
              > Tego trucia było
              > czasem za dużo, aż się zastanawialiśmy we własnym dzięcięcym wówczas gronie
              > czy nie wolelibysmy lania, żeby tylko tego nie wysłuchiwać

              W tym przypadku jak już samo dziecko zastanawia sie czy może klaps byłby lepszy
              to nosi to znamiona znęcania się psychicznego nad nim.

              pozdrawiam,
              Maciej
              Ciekawe co Leszek wynegocjuje...
              • umargos Re: Czyli nie zrozumialem? :( 12.12.03, 10:47
                macio72 napisał:

                > > Pozwolę jeszcze sobie na komentarz do postu Uli:
                > > Tego trucia było czasem za dużo, aż się zastanawialiśmy [...]
                czy nie wolelibysmy lania, żeby tylko tego nie wysłuchiwać
                >
                > W tym przypadku jak już samo dziecko zastanawia sie czy może klaps byłby
                lepszy to nosi to znamiona znęcania się psychicznego nad nim.

                Hehe...zastanawiać sie mogliśmy, bo lania nie było, i z perspektywy czasu wiem,
                pomimo całej niedoskonałości metod zastosowanych przez moich rodziców, że to
                było lepsze rozwiązanie. Ten nadmiar "trucia" był zresztą obserwowany wyłącznie
                przy przewinieniach większego kalibru...takich co to pewnie Twoim zdaniem
                zasługiwałyby na klapsa. Przy tym wszystkim jednak moja mama nigdy nie
                powiedziała do swojego dziecka - "jesteś głupi/zły/niedobry/nie kocham cie"
                zawsze całe gadanie odnosiło się do popełnionego czynu i jego skutków, a nie
                było wymierzone przeciwko nam personalnie. Pomagało, bo powtórek z naszej
                strony nie było. A i zawsze można było przyjść, przeprosić, wyrazić szczerą
                skruchę i kwestię zamknąć. Bicie na to nie pozwala...Kiedy rozwiązuje sie
                problemy "słownie" jednocześnie uczy się że jest to dobra metoda rozwiązywania
                problemów i całkiem przy okazji też, że słowa mogą boleć i je również należy
                stosowac z rozwagą. A jaka nauka płynie ze sprawienia lania? Czy nie
                przypadkiem taka, że silniejszy ma zawsze rację? Że metoda siłowa jest dobrą
                metodą rozwiązywania problemów, bo przecież "ja też obrywałem i nic mi się nie
                stało/albo ja też obrywałem więc teraz oberwie ktoś inny/itp."?

                Pozdrawiam
                Ula
                • macio72 Re: Czyli nie zrozumialem? :( 12.12.03, 12:10
                  Ulo,

                  Rzeczywiście takie podejście Twojej mamy było bardzo mądre. I dobrze, że nie
                  potrzeba było klapsów, dobrze, że tłumaczenie było wystarczające. Jeżeli chcesz
                  to spójrz na moją odpowiedź na "Konstruktywnie do Macia". Tam napisałem co
                  myślę o:
                  > A jaka nauka płynie ze sprawienia lania? Czy nie
                  > przypadkiem taka, że silniejszy ma zawsze rację? Że metoda siłowa jest dobrą
                  > metodą rozwiązywania problemów, bo przecież "ja też obrywałem i nic mi się
                  > nie
                  > stało/albo ja też obrywałem więc teraz oberwie ktoś inny/itp."?

                  pozdrawiam,
                  Maciej
          • odalie ZROZUMIAŁEM!!!! oj, nie bardzo, nie bardzo 12.12.03, 15:14
            > porażka rozmawiania, tłumaczenia – bo użyty klaps dowodzi, że te metody
            > zawiodły

            Nie wiem, czemu, ale już tak jest, że zwolennicy bicia jako metody wychowawczej
            przeciwstawiają bicie/klapsy - nieskutecznemu t ł u m a c z e n i u i
            r o z m o w i e.

            To jest mylenie pojęć.

            Dziecko nie działa na tłumaczenie, na dorosłą logikę smile

            Powiedzenie "nie wolno!" albo "nie dam ci białej kiełbaski, bo w domu nie mam,
            a sklep już zamknięty" (przykład z naszego domowego życia wzięty) nie działa i
            nie podziała.

            Trzeba dobrze, spokojnie pomyśleń, jak by tu dziecko p o d e j ś ć.

            Jaką znaleźć metodę, jaki fortel, jaki sposób zgodny z konstrukcją psychiczną
            dziecka. I tu okazują się przydatne rozmaite poradniki, jak mój
            ulubiony smile)) "Jak mówić..." - podawane są tam proste a skuteczne patenty na
            rozwiązywanie rozmaitych konfliktów bez agresji i dominacji.

            Jak kto myśli, że samym gadaniem (nawet nie przykładem, a gadaniem) coś
            zdziała, to jest w błędzie. Odwrotnie - dzieci nie przepadają za gadaniną-
            gderaniną (a kto by to lubił?) i najczęściej, im mniej słów tym lepiej. Także i
            do nastalotka gadać za wiele nie powinno się, zamiast nastolatkoi "truć" trzeba
            konsekwentni ustalać granice, a ich przekroczenie owszem karać - choć według
            mnie nie biciem, a po prostu egzekwowaniem ponoszenia skutków czy
            też "dokręcaniem śrubki" (nie jesteś w porządku? to trudno, widać na mniej
            wolno tobie pozwalać).

            ....................

            A podane przez Ciebie przykłady porażek wychowawczych świadczą jak zwykle o
            braku pomysłu na wychowanie rzeczonych osobników, o braku konsekwencji. Sorri
            Winetou, ale nie na tym polega model wychowania jaki ja propaguję smile
          • ligia76 Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 12.12.03, 17:45
            W kisielku to mamy sie potaplać, a później napić się drinka. Niestety nie
            możemy liczyc na obecność Grażynki Trzynastej, ponieważ dla niej taplanie w
            kisielku to poprostu masochizm, a szkoda sad. A mogło być tak pieknie ....

            Pozdrawiam
            Ligia
            • grazynka13 Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 13.12.03, 11:01
              ligia76 napisała:

              > W kisielku to mamy sie potaplać, a później napić się drinka. Niestety nie
              > możemy liczyc na obecność Grażynki Trzynastej, ponieważ dla niej taplanie w
              > kisielku to poprostu masochizm

              Owszem, zwłaszcza w towarzystwie osób preferujących przemoc fizyczną...
              Grażynka Trzynasta

              PS
              I znów zobiło się "pobocznie" wink

              • aha12 Re: !!! 13.12.03, 12:06
                Muszę przyznać, bardzo ciekawy wątek!

                P.S.
                Kisielek to też całkiem ciekawy pomysł.
              • ligia76 Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 13.12.03, 23:10
                Tak Grażynka tak, a świstak siedzi i zawija je w te sreberka ...

                Pozdrowienia i szczere życzenia postepu w nauce czytania ze zrozumieniem
                Ligia
                • grazynka13 Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 14.12.03, 14:57
                  ligia76 napisała:

                  > Jeśli fakty świadczą przeciwko mnie, tym gorzej dla faktów

                  Oj, Ligio, czytam tak te Twoje posty i czytam (choć treści w nich mało) i
                  wiesz, co myślę? Że fakty mają się coraz gorzej...
                  Grażka

                  PS
                  Polecam przenieść się z kisielkiem na inne forum, a tu w końcu wrócić do spraw
                  wychowania.
                  • ligia76 Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 14.12.03, 18:45
                    Milczenie jest złotem ...
                    Wypowiedź nie musi być "laniem wody" na kilka stron, może być krótka, zwięzła
                    i na temat. Może moje wypowiedzi są krótkie, poniewaz ja nie próbuję oceniać
                    innych (co zazwyczaj zajmuje trochę powierzchni) ?
                    Tematy "poboczne" są koniecznością w momencie gdy rozmowa zaczyna być mało
                    konstruktywna i nic z niej nowego (a przynajmniej dobrego) nie wynika.
                    A co do faktów ... no cóż napisałam jasno co o tym myslę, i jesli z faktami
                    coraz gorzej to punkt dla mnie smile
                    Nie napisałam że jestem zwolenniczką kar cielesnych, ale uważam że każdy ma
                    prawo do swojego zdania i nie jest przez to od nikogo gorszy.
                    Nie oburzyłam się również postem mamyizyimoniki ponieważ nie utożsamiam sie z
                    mamami opisanymi w jej wypowiedzi i nie czuję się w żaden sposób przez nią
                    zaatakowana. Sama tez nie mam potrzeby jej atakować i udowodnić że jestem
                    lepsza.


                    Pozdrowienia
                    Ligia
                    • chalsia Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 15.12.03, 00:11
                      Ligia napisała:
                      >Tematy "poboczne" są koniecznością w momencie gdy rozmowa zaczyna być mało
                      > konstruktywna i nic z niej nowego (a przynajmniej dobrego) nie wynika.

                      No to po co w ogóle zabierać głos jeśli nic konstruktywnego z tego nie wynika.
                      Jest to m.in. główny powód nie branie przeze mnie udziału w różnistych
                      forach "pogaduszkowych", bo zero konkretów, a mnóstwo żonglerki słownej, z
                      której nic nie wynika i w dodatku czesto jest dalekie od tzw. dobrego smaku.
                      "milczenie jest złotem"

                      Pozdrawiam,
                      Chalsia
                    • grazynka13 Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 15.12.03, 09:50
                      ligia76 napisała:

                      > Milczenie jest złotem ...
                      > Wypowiedź nie musi być "laniem wody" na kilka stron, może być krótka, zwięzła
                      > i na temat. Może moje wypowiedzi są krótkie

                      Nie o "metraż" mi chodziło, a o zwartość merytoryczną Twoich wypowiedzi. A poza
                      kisielkiem wiele treści w nich nie było...
                      G.
                      • ligia76 Re: ZROZUMIAŁEM!!!! 15.12.03, 10:11
                        Tak Grażynko, Ty piszesz posty znacznie lepiej niz ja. Wartość merytoryczna
                        Twoich postów jest wręcz porażająca.
                        Chylę czoła, "dygam" pokłony i zaraz położę się krzyżem.

                        Chalsia zgadzam się z Tobą, czasami chyba rzeczywiscie lepiej odejść w cień i
                        zostawić miejsce dla prawdziwych gwiazd.

                        Pozdrowienia
                        Ligia
                        • mumin_ek Wychowanie - moje refleksje 17.12.03, 15:32
                          Witam,

                          Dorzuce i moje 5 groszy.

                          Po pierwsze, szkoda, ze ten watek zjechal na temat poboczny - sorki, ale
                          przekomarzanki-flirtowanki o kisielku nie sa interesujace. Wolalabym wrocic do
                          tematu.

                          Po drugie, nie podoba mi sie ton wypowiedzi Mamyizyimoniki, a jej 'dobre'
                          wychowanie w odniesieniu do innych Forumowiczow w szczegolnosci. Zaimki osobowe
                          w jez. polskim pisze sie w listach, za ktore wypowiedzi na forum mozna uznac, z
                          wielkiej litery, co ma swiadczyc o szacunku dla adresatow. Mala rzecz, a
                          cieszy. Brak tego, szczegolnie w polaczeniu ze slowem 'skamlec' swiadczy (moim
                          zdaniem) o pogardzie dla innych.

                          Po trzecie, uwazam, ze klaps zawsze i to bez wyjatku jest objawem bezsilnosci
                          rodzica. Dostalam w zyciu 3 razy w skore (klapsa) wlasnie i nic mnie bardziej
                          nie upokorzylo i do tej pory kladzie sie cieniem na moim stosunku do mojego
                          Taty. Jak mozna tak odpowiedziec na slepa i bezkrytyczna milosc dziecka do
                          rodzica? Coz, pogodzilam sie z tym, co sie stalo, ale wciaz podchodze do niego
                          z duza nieufnoscia. Poza tym agresja rodzi agresje. Dziecko nie jest nasza
                          wlasnoscia.
                          Jest z nami przez okres swojego dziecinstwa i dojrzewania - wtedy mamy mu
                          pokazac jak zyc, co wolno, a czego nie. Ale nie klapsami, czy laniem. Dziecko
                          rodzac sie jest nagie, bezbronne, niesie ze soba tylko milosc, wiare i
                          nadzieje, ze ktos je pokocha i zaopiekuje sie nim, nie zdradzi jego zaufania. I
                          co? Dostaje klapa? Przeciez wraz z dzieckiem dostajemy wielki dar i obowiazek,
                          ktory najczesciej podejmujemy swiadomie. Klaps to droga na skroty i na dodatek
                          droga donikad, bo strachem nie wychowamy Czlowieka. Podobnie jest z krzykiem i
                          inna psychiczna manipulacja, czasem pt. 'zrob cos, bo mamusia bedzie plakac'.

                          Chodzi o to, zebysmy stawiali jasne granice, co dziecko moze, a czego nie i
                          zebysmy byli do bolu konsekwentni, a to jest duuuzo trudniejsze niz klaps czy
                          krzyk, czy manipulacja. Wychowanie to nie tresura. Dziecko powinno umiec bronic
                          swojego zdania, wiedziec, ze na rodzicow moze zawsze liczyc, powinno sie
                          sluchac, ale jesli nie poslucha, to wezmy pod uwage fakt, ze ono dopiero swiat
                          poznaje i eksperymentuje, probuje poznac swoje ograniczenia. Poza tym uczy sie
                          radzic sobie ze swoimi emocjami. Czy my to potrafimy? Czy sami sobie z nimi
                          radzimy? Chyba nie do konca.

                          Nie recze za siebie, ze klapsa nie dam, nie moge, jestem tylko czlowiekiem. Ale
                          wiem, ze doloze wszelkich staran, by tego nie zrobic, bo to bedzie moja porazka
                          i krzywda dla mojego dziecka, ale chyba wieksza dla mnie, bo to ja je zawiode.
                          Ja, ktora mam go wychowac, a nie wytresowac. Mam go nauczyc byc dobrym
                          czlowiekiem, a dobry czlowiek nie jest agresywny. Mam go nauczyc, ze zycie jest
                          zwiazane z emocjami i trzeba sobie z nimi radzic. Mam go nauczyc rozmawiac. Mam
                          go nauczyc szacunku dla innych i dla siebie. Duzo tego, wiec nie chcialabym
                          pojsciem na skroty to zepsuc.

                          Jestem mama watpiaca i szukajaca. Przyznaje sie do tego. Dlaczego tak jest? Bo
                          wiem, jakie jest moje zadanie jako matki i zdaje sobie sprawe z
                          odpowiedzialnosci jaka na mnie spoczywa. I chce wychowac mojego syna na dobrego
                          i szczesliwego czlowieka. Czy to, ze bede pytac, co zrobic z histeryzujacym
                          dwulatkiem czyni mnie skamlaca matka, ktora sobie nie radzi? Nie sadze.
                          Spytalabym, bo mysle, bo sie zastanawiam, jak sobie poradzic z dana sytuacja
                          tak, aby nie naruszyc godnosci mojego dziecka, nie wytresowac go, ale tez
                          pokazac, ze pewnych rzeczy nie wolno, ze innym ludziom i istotom nalezy sie
                          szacunek tak samo jak jemu. I o to chyba chodzi w tych pytaniach,
                          wszechwiedzaca Mamoizyimoniki.

                          Konflikty sie zdarzaja i trzeba nauczyc dzieci radzic sobie z nimi. Ja stosuje
                          zasade zelaznej konsekwencji czy tez NUR. Dziala na roczniaka. Uczy sie, ze ma
                          swoja autonomie i mozliwosc stosownego do wieku wyboru, ale jak powiem, ze cos
                          ma byc tak a nie inaczej, to wprowadzam to w zycie i dzieki temu nie mam zabawy
                          kontaktami, bo ze sto razy go odsuwalam od nich dajac zabawki i mowiac nie
                          wolno. Zrozumial! Pomogly tez zatyczki. Kontakty sa teraz bezpieczne. Zakazow
                          nie ma duzo, ale te ktore sa, sa egzekwowane. No i w jakims stopniu moze
                          decydowac sam o sobie. Nie chce jesc, nie zmuszam, ale nie dokarmiam miedzy
                          posilkami. Nie chce skarpet - nie nosi w domu. Jak zdejmie, chodzi na boso.
                          Potem sam ich szuka. Nie chcial rekawiczek i sciagal, raczki troche zmarzly -
                          polubil rekawiczki. Tylko nie myslcie, ze pozwalam na to na mrozie -
                          przecwiczylismy przy sprzyjajacej temperaturze. Ale czapka na glowie ma byc i
                          nie ma dyskusji.

                          Mimo roznic w pogladach na literature, zgadzam z GWM. I chcialabym byc tak
                          swirnieta jak Odalie, to najmilsza rzecz, jaka Ci ktos napisal na tym forum ;p
                          Chalsia - podobalo mi sie wycieranie podlogi z samolotu - zapamietam i moze sie
                          przyda do zazegnania sporu w przyszlosci.

                          Rozmawiajmy, tulmy, szanujmy, ustalajmy granice, zauwazajmy czlowieka w naszych
                          dzieciach i nie idzmy na skroty, jakie by one nie byly. Dziecinstwo czlowieka
                          mija tak szybko...

                          Pozdrawiam,
                          Kasia Mumin - Muminkowa Mama
                          • grazynka13 Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 09:33
                            Po pierwsze...
                            ...po drugie...
                            ...po trzecie...

                            Pod każdym fragmentem Twojej wypowiedzi, Kasiu, podpisuję się czterema łapami ;-
                            )
                            Grażka
                            • mumin_ek Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 11:18
                              smile)) - dziekuje.
                              Troche za dlugo wyszlo.
                              Znalazlam piekny cytat na okolicznosc tej dyskusji:

                              'Mądrość nie z wiekiem przychodzi,

                              A prawość nie tylko starcom jest znana. (Hi 32, 9)'

                              I jeszcze jedna rzecz mi przyszla do glowy - dziecko musi miec mozliwosc
                              wyrazania sie, swojej osobowosci. Nawet jesli robi to przez krzyk. Oczywiscie,
                              nie chodzi o pochwalanie takich zachowan, ale raczej pozwolenie mu na to w
                              jakis okreslonych ramach - bez krzywdzenia siebie i innych, rzecz jasna.

                              Pozwalacie na cos takiego? Ja tak - tlumacze, ze jest zly, niezadowolony, ale
                              nie uciszam na sile, nie ustepuje, nie daje tego, co chce, a nie powinien
                              dostac.

                              Pracujac z dziecmi zauwazylam, ze wiele z tych (choc na pewno nie wszystkie),
                              ktore byly za ciche, zbyt zamkniete w sobie, mialy problemy. Niestety. W
                              Ksiazeczce dla przestraszonych rodzicow wyczytalam, ze jedynym tak naprawde
                              niepokojacym objawem nieprawidlowego rozwoju emocjonalno-psychiczno-
                              intelektualnego jest nadmierne wyciszenie i spokoj dziecka.

                              Jak znajde chwile przekopiuje tu apel twojego dziecka ze Zwierciadla.

                              Pozdrawiam,
                              K-M

                              • macio72 Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 12:21
                                > 'Mądrość nie z wiekiem przychodzi,

                                > A prawość nie tylko starcom jest znana. (Hi 32, 9)'

                                Czy to jest fragment z Biblii?

                                Maciej
                              • chalsia Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 12:46
                                Całkowicie i zupełnie podpisuję się pod obydwoma postami Muminka !!
                                Ja bym nie potrafiła tego tak ująć.

                                I ja też pozwalam małemu się wyzłościc czy popłakać np. w moich ramionach.
                                Udało mi się zaszczepić w nim, że jak sie złości to tupie zamiast walic w kogoś
                                albo siebie w głowę.

                                Jednak mam wrazenie, że moje dziecko jest ZA spokojne (no ale jest i problem -
                                rozwiedzeni rodzice nie umiejący się dogadać).

                                Pozdrawiam,
                                Chalsia
                                • mumin_ek Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 12:55
                                  Pewnie juz probowaliscie rysowania? Wiem, ze w wielu sytuacjach pomaga. No i
                                  zlinczuj mnie wink zwierzatko pomaga, szczegolnie dane przez mame. Ja mialam
                                  takie i pomoglo mi przejsc przez zawirowania dziecinstwa, ale o tym nie tu...

                                  Macio, to z Ksiegi Hioba, fajne, prawda?

                                  Pozdrawiam,
                                  Mumin i Muminek
                                  • chalsia Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 15:39
                                    Muminku
                                    Wiem o rysowaniu ale co, jak i kiedy mamy rysować? Porada praktyczna mile
                                    widziana.

                                    Pozdrawiam,
                                    Chalsia
                                    • mumin_ek Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 17:45
                                      rysujcie otaczajaca Was rzeczywistosc. to jest doskonaly punkt startowy do
                                      rozmowy. dzieci glownie maja rysowac na potencjalnie dla nich trudne tematy.
                                      wiec dobrze by bylo, zeby wlasnie rysowal swoj dom i o nim opowiadal, mame,
                                      tate itd. a najlepiej podpowie Ci psycholog. powodzenia!
                                      Kaska
                                  • macio72 Re: Wychowanie - moje refleksje 19.12.03, 01:22
                                    Bardzo fajny fragment, podoba mi się. A jesli będziesz miała czas to zajrzyj
                                    tu (Prz 13:24) i tu (Syr 30:1). Piszę w ten sposób, żeby niektórych nie
                                    denerwować. Co o tym sądzić?

                                    pozdrowienia,
                                    Maciej
                                    • mumin_ek Re: Wychowanie - moje refleksje 19.12.03, 09:20
                                      Nie moge w tej chwili zajrzec, ale jesli to o tym, o czym mysle, to nalezy
                                      pamietac, ze starozytni byli duzo okrutniejsza cywilizacja niz my i nalezy na
                                      nich patrzec przez ten filtr. Nas obowiazuje przede wszystkim przeslanie
                                      milosci Boga i blizniego z NT. Mamy stac sie jak dzieci, zeby wejsc do
                                      Krolestwa Niebieskiego.

                                      Pomysl o tym klapie, jak chcesz pogadac o prywatnych doswiadczeniach, pisz na
                                      gazetowego priva.
                                      Szanuj core, zeby tego samego wymagala od swojego przyszlego meza.

                                      Pozdrawiam,
                                      Kasia
                                    • wieczna-gosia Re: Wychowanie - moje refleksje 19.12.03, 11:03
                                      Maciu mysle ze muminek ci odpowiedzial wink))
                                      Nikogo nie zdenerwujesz, ja sie zastanawialam dlaczego tu 250 postow a nikt
                                      jeszcze starego testamentu nie wyciagnal wink) Radujesz me serce wink)
                                      Poniewaz masz corke, jako wytrawny znawca Biblii pammietasz na pewno historie
                                      o tym jak do faceta przyszli goscie, a on im dal przenocowac. Po czym przyszli
                                      ludzie rzadajac wydania tamtych. I ow czlowiek wielkiej dobroci gosci nie
                                      wydal natomiast mial corke, wydal ja a tamci nagwalciwszy sie- odeszli.
                                      Mniamusne, n'es-ce pas? Niestety nie mam pojecia gdzie moja Biblia, ale w ST
                                      co historia to lepszy horror, a ksiega sedziow to juz w ogole wink)
                                      Uwielbiam wink) W tamtych czasach dziecko bylo czyms mniej wiecej miedzy swinia,
                                      a psami wink)) Chyba ze oczywiscie judaista jestes- ale wtedy w ogole nie
                                      powinnismy dyskutowac poniewaz nasze systemy wartosci sa z grubsza troszke
                                      inne, w nowym testamencie pojawia sie wielokros zdanie- w ksiedze napisano..
                                      ja ja wam powiadam.......... przykazanie milosci np w ten wlasnie sposob jest
                                      wprowadzone- przez negacje jednego z praw mojzeszowych.
                          • odalie Re: Wychowanie - moje refleksje 18.12.03, 14:58
                            Muninku, jak sądzę jesteś prawdziwą ciepłą i cierpliwą Mamusią Muminka!

                            Doskonale wyraziłaś w swoim poście także i moje odczucia.

                            Wątek trochę zjechał, trochę się przeniósł na "Konstruktywnie do Macia", to
                            fakt. Ale zobaczymy co dalej smile
    • kd0319 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.01.04, 20:36
      Nieiwarygodne! Idaelna mama z idealnym dzieckiem! Raz w tylek i po krzyku! To
      jest to. Dziecko jak pies - uczy sie. Podziwiam i zycze dalszych sukcesow
      wychowawczych, tyle ze Ci NIE WIERZE.
    • carolix Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 30.01.04, 10:15
      Witam serdecznie

      Próbowałam wczoraj przebrnąć przez ten wątek, wszystkich postów nie
      przeczytałam ale oto wnioski jakie mam po przeczytaniu większości z nich.

      Podziwiam większość z Was, a w szczególności wieczną_gosie i mumin_ek za poziom
      na jakim prowadzicie tą dyskusję. Jesteście osobami o bardzo wysokiej kulturze
      osobistej bo tylko takie osoby potrafiłyby rozmawiać w ten sposób z osobą jaką
      jest mamaizyimoniki. W przeciwieństwie do Was ona nie ma pojęcia czym jest
      kulturalna rozmowa.
      Myślę że to właśnie JEJ głównym problemem jest brak wychowania, a w zasadzie
      złe wychowanie, takie jakie i ona serwuje swoim córkom, klaps i siedzieć mi
      cicho! Ją też zapewne tak wychowywano, nie miała prawa do własnego zdania, do
      możliwości wyrażenia odmiennej opinii i dlatego nie potrafi dyskutować a tym
      bardziej zrozumieć że ktoś może mieć odmienne zdanie.
      Próbowała dać innym mamom właśniego takiego klapa swoim postem. Klaps i na tym
      koniec, nie ma mowy o dyskusji a ktokolwiek kto ma odmienne zdanie jest głupi i
      źle wychowuje swoje dzieci. Oto jej sposób rozumowania.
      Niestety nie jest to dobra metoda wychowawcza, może doprowadzić do tego że albo
      jej dzieci nigdy nie będą miały własnego zdania, będą łatwo ulegać wpływom
      innych albo pójdą jej wzorem - czyli będą próbowały innym narzucić swoje
      zdanie. Są to dzieci spacyfikowane a nie dobrze wychowane.
      Gdyby wychowanie było tak proste jak jej sie wydaje to ja też bym dawała te
      klapsy. Tak ! zrobiłabym tak.
      Ale moje dziecko jest inne niż jej dzieci. Ma bardzo silne poczucie własnego ja
      i potrzebe wolności co widać w zasadzie od pierwszych dni jego życia. Ma
      dopiero rok wiec jeszcze mnie nie bije smile ale za to mam z nim inne problemy.
      Nie lubi gdy cokolwiek idzie nie po jego myśli. Jedyną metodą jaką na razie
      stosuję jest konsekwencja. Niezależnie od krzyków i wrzasków, wyginania się, ja
      robię swoje. I mam nadzieję że gdy tylko będzie mądrzejszy to zrozumie, że
      jeśli mama mówi NIE to oznacza to zawsze NIE i nie ma sensu sie sprzeciwiać.
      Wiem że klaps zupełnie by nie podziałał, choć jeszcze nie próbowałam, ale pare
      razy gdy straciłam cierpliwość krzyknęłam na niego i nie odniosło to żadnego
      skutku - myślał że to taka zabawa i nieźle sie uśmiał ze mnie smile

      Mam natomiast problem z jego jedzeniem i tutaj chciałaby prosić o radę bardziej
      doświadczone mamy.
      Bartek od pewnego czasu buntuje sie przy jedzeniu. Jest dla mnie oczywiste że
      robi mi na przekór. Gdy go karmię łyżką odmawia jedzenia, je wtedy gdy może
      robić to sam - rączką, bo łyżką jeszcze nie umie. I co powinnam zrobić w
      sytuacji gdy wkłada ręce do talerza: - pozwolić mu grzebać w np. kaszy, bo gdy
      jest tym zajęty to je z łyżki i nauczy sie może w ten sposób szybciej
      samodzielnego jedzenia, czy kategorycznie zabronić grzebania w talerzu - ale
      łączy się to z histerią i zakończeniem posiłku. Wczoraj pozwoliłam troche
      pogrzebać, bo zależy mi na tym żeby jadł ale nie wiem czy to dobra metoda.
      Jakie jest Wasze zdanie?

      Serdecznie pozdrawiam wszystkie kulturalne mamy smile
      • amko Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 30.01.04, 11:20
        Hej,
        nasza Zosia, tez kolo roczku zaczela buntowac sie jesli chodzi o karmienie
        lyzka. Poczatkowo dawalam jej druga miseczke i druga lyzke i ona zajmowala sie
        podczas jedzenia swoimi naczyniami wink. Jednak nie na dlugo to pomoglo. Potem
        zaczelam gotowac jej jedzonko, ktore swobodnie mogla sama raczkami wkladac do
        buzi, lub nabijac na widelec i sama jesc (poczatkowo ja nabijalam a ona
        wkladala do buzi). Tak wiec, ziemniaczki w calosci do raczki do gryzienia (to
        samo z jablkami, bananami, gotowana marchewka). Jarzyny zawsze przed pokazaniem
        miesa, bo bylo bardziej prawdopodobne, ze ich wiecej zje. Potem miesko w
        kawaleczki, pieknie oprozniala sama caly talerz. To samo z kanapkami. Problem
        byl ocz. z kaszka, jogurtem, serkiem. Ale jak byla glodna to nie protestowala i
        dalo sie podac je lyzeczka. Nie protestowala jedynie przy rosole z makaronem
        (trudno jesc go rekami wink), a bardzo go lubi).
        Niemniej jednak na jakis czas odstawilam sypkie i plynne pokarmy w miare ocz.
        mozliwosci. Po kilku tygodniach lyzka wrocila do lask, choc nadal uwielbia jesc
        sama. Mysle, ze warto przeczekac. Nic na sile, bo skonczyc moze sie nie
        jedzeniem w ogole. A jesli tylko jest zapal, mozna probowac nauki uzywania
        sztuccow wink.

        pozdr. Asia
        • zarra Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 31.01.04, 12:51
          Carolix,jak najbardziej możesz pozwolić dziecku grzebac w kaszy,
          czyli ogólnie w talerzu.To (wbrew pozorom) uczy samodzielnego jedzenia i
          wogóle jest bardzo kształcące.
          Możesz np.dać dziecku odzielną miseczkę,
          nałożyc tam troszkę i niech je samo łapką,a ty w tym czasie karm.

          powodzenia

          Ps.:
          Ja nie dałam rady czytać całego watku i wogóle w nim nie uczestniczyłam.
          Otworzyłam go dziś,bo znów "wyszedł" i byłam ciekawa kto tu jeszcze ma
          cierpliowść.
          A tu taki normalny temacik smile
          • amko do zarry :) 31.01.04, 18:43
            zarra napisała:

            > A tu taki normalny temacik smile

            nieprawdaż wink? W przeciwienstwie do tematow, w ktorych szkoda nerwow i czasu na
            czytanie i odpisywanie na bzdury.

            pozdrawiam serdecznie
            Asia
            • carolix Re: do zarry :) 31.01.04, 22:10
              Dziewczyny
              dzięki za radę! pomogło! je troche lepiej, wszystko sam! tylko na razie nie
              daje mu kaszy ale ziemniaki, mięsko, brokułki itp itd czyli kawałki. Jak się
              rozkręci to je z widelca na który mu nabijam, a jak ma dobry humor to nawet ode
              mnie z widelca smile
              • mumin_ek Re: do zarry :) 02.02.04, 10:19
                Hej,

                Nie kpijcie, mnie na tym forum za czesto nerwy ponosza...

                Moim zdaniem, powinnas pozwalac jesc samodzielnie, nawet raczkami, za jakis
                czas sie to pewnie Dzidzi znudzi. Pozwalaj na autonomie tam, gdzie mozesz.
                Wtedy latwiej byc konsekwentnym przy zakazach - to tak z mojego podworka.

                Dawalam Muminkowi jesc samemu, oboje bylismy w jedzeniu po czubki glow, kuchnia
                w brokulach i ryzu, ale jaka radosc. Po jakims czasie sie znudzilo i teraz
                zazyczyl sobie lyzki i probuje nia jesc smile

                Pozdrawiam,
                Kasia
                • grazynka13 Re: do calorix 02.02.04, 19:07
                  Witaj, miło Cię słyszeć, ja też mam malucha (Maluszkę, raczej) o dość wyraźnie
                  zarysowanym charakterku... czrnym, jak mi się wydaje wink
                  Dużo siły Ci życzę,
                  Grazka
Pełna wersja