awostomka
22.01.09, 21:32
Może ktoś ma albo miał podobny problem, to spróbuje mi pomóc, bo nie wiem, jak
postępować z 5-letnią córką, której podczas ubierania się nic nie pasuje -
rajstopy cisną (choć to niemożliwe, nie są za małe), rękaw - niedobrze,
cokolwiek to znaczy?, spódniczkę wkłada kilka razy i poprawia, wpuszczając
koszulkę, po czym znów zdejmuje, bo jest źle, ściąga wtedy do kostek rajstopy,
znów wpuszcza koszulkę, przygładza, prostuje, jest już niby ubrana, ale znów
niedobrze - rozbiera się, i przy tym wszystkim strasznie płacze. Moze to
trudno opisać, a tym bardziej sobie wyobrazić, ale każde wyjście przeciąga się
w nieskończoność, czy córcia idzie gdzieś chętnie czy mniej chętnie, zawsze
coś jest nie tak. Jak ubierze się możliwie w ubranka "przy ciele", to z kurtką
albo czapką będzie problem, którego nie jest w stanie nigdy przewidzieć, bo
wczoraj czapka była OK, dziś jest już dramat, bo "przeszkadza". Ratunku! Nie
pomagają prośby, żeby się pospieszyła, czy nie przykładała do tego zbytniej
wagi, nie pomaga obracanie sytuacji w żart (czasem pomaga na krótko, ale za
chwilę jest to samo - płacz na granicy histerii i przebieranki, i poprawianki,
bo znów "niedobrze" - cytuję córcię). Sama wybiera sobie ubranka, bo to, co ja
zasugeruję, odpada w przedbiegach. Myślałam, że coś da przygotowanie ubrania
wieczorem na drugi dzień - niby będzie OK, włoży to i to, będzie dobrze, po
czym rano ubierając się właśnie w naszykowane ubranka, zaczyna się histeria.
czasem sie zastanawiamy z mężem, może jej faktycznie ubrania "przeszkadzają",
tzn. bardziej niż przeciętny człowiek odczuwa, że je ma, drażnią jej skórę -
już głupia jestem! Ale czasem to samo jest z kurtką, nakładana przed wyjściem
i zdejmowaną parę razy, a kurtka do ciała przecież nie dotyka. Boje się
gdziekolwiek wybierać z córką, bo dość mamy tych scen, ale chodzi do
przedszkola, na inne zajęcia, do tego spacer czy do babci - ale co robić, aby
wyjście nie było koszmarem? Młodsza córka (3 lata) ubiera się w kilka minut z
moją pomocą, starsza nie daje sobie absolutnie pomagać. Zawsze pod względem
ubierania się był kłopot, ale ostatnio jest to już nie do zniesienia, może
trudno w to uwierzyć. Poza tym jest grzeczną dziewczynką, inteligentną,
bystrą. Po scenie z ubieraniem wie, że znów to było niepotrzebne i przeprasza,
i obiecuje, że już tak nie będzie, a na drugi dzień - to samo. Tulę ją wtedy,
sugerowałam, aby usiadła, policzyła do 10, to się uspokoi, i już będzie OK,
nie myślała, że coś tam gniecie czy przeszkadza. Ktoś coś mi doradzi? Czy to
normalne zachowanie? Czy za takie wybieranie się mam czegoś zakazać (zdarzało
mi się, np. słodyczy czy bajki)? Czy ktoś miał podobny problem i udało się go
zwalczyć? Naprawdę jestem już zdesperowana.