Pierwszy raz... Obiad na mieście

26.01.09, 15:13
"Dobrze sprawdza się też odwracanie uwagi. Może odwiedzicie restauracyjną
toaletę i umyjecie ręce przed obiadem? Taka atrakcja na pewno będzie dla
malucha interesująca."

10/10

Nie wiedzialem ze mycie rak przed jedzeniem jest atrakcja. lol



    • prawdziwy_artur Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 15:13
    • mnieeecio Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 15:19
      Co za debile... Nie po to chodzi się do restauracji, żeby przebywać tam z
      dziećmi. Poza tym nie wyobrażam sobie nauczyć 3-latka jedzenia pałeczkami w
      restauracji sushi - przynajmniej tam ich nie zaniesie smile Z przykrością, ale
      przestałbym chodzić do restauracji, do której ludzie przychodzą z dziećmi.
      • titta Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 15:42
        Do restauracji chodzi sie przezde wszystkim zjesc, wiec obecnosc
        dzieci w porze objadowej, to normalna sprawa (poza Polska rzecz
        jasna).

        A co do nie wrzeszczenia, rzucania jedzeniem itp. warunek jest
        jeden: dziecko niezmuszane do jedzenia, nie bedzie na jego widok
        urzadzac histeri. Jesli "nie, nie bede jedl2 dziecka jest szanowane,
        nie bedzie ono rzucac ani pluc, bo i po co?
        • joxanna Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 15:44
          Sushi akurat jest bardzo fajne dla dzieci - w małych kawałkach, wygląda jak
          zabawka. Moja je widelcem. Gdzie problem?
          • mnieeecio Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 15:57
            > zabawka. Moja je widelcem. Gdzie problem?
            Oczywiście, hamburgera też można jeść nożem i widelcem...
            • ichi51e Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 20:11
              Akurat cala japonia je sushi rekami, tylko cudzoziemcy robia cyrk z
              paleczkami smile
        • mnieeecio Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 15:59
          > Do restauracji chodzi sie przezde wszystkim zjesc, wiec obecnosc
          > dzieci w porze objadowej, to normalna sprawa (poza Polska rzecz
          > jasna).

          Chodzi się zjeść i porozmawiać o interesach. Dzieci w takiej rozmowie są jak
          najbardziej pomocne...
          • walislaw_konski Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 17:21
            Dziwne. Ostatnio byłem w restauracji, jadłem i nie rozmawiałem o interesach. A dzieci były przy stoliku obok. Dwie sztuki, jedno mobilne, drugie zainstalowane w takim specjalnym foteliku. Nie przeszkadzały mi.
          • camel_3d mnieeecio ..dobrze to ujales... 02.06.10, 21:25
            mnieeecio napisał:

            > > Do restauracji chodzi sie przezde wszystkim zjesc,

            dokladnie..a dzieci, jak zapewne wiesz tez musza czasem cos zjesc...
            a niektorzy nie chodza z dziecmi do mc donaldsa
      • camel_3d Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 02.06.10, 21:23
        mnieeecio napisał:

        > Co za debile... Nie po to chodzi się do restauracji, żeby przebywać tam z
        > dziećmi.

        serio? a po co? zeby pofikac koziolki?
    • emixes Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 15:38
      A jednak kiedyś ten pierwszy raz musi nastapić i wcale nie widzę powodu by dzieci nie miały prawo bywać w restauracjach. Moim zdaniem dobry artykuł. Wyprawa z dzieckiem do toalety może być dla dziecka atrakcją, tak jak wszystko co nie pozwoli mu sie nudzić. "Najgorsze" są dzieci, które mają złych rodziców, rodziców, którzy nie wychowują dziecka, nie poświęcają mu uwagi i najchętniej chcieli by aby dziecko od razu wszystko wiedziało albo stosowało się bez mrugnięcia do ich poleceń. To prawda rozwrzeszczany "bachor" w restauracji potrafi skutecznie uniemilic pobyt ale od czego ma rodziców? Wszak nie przyszedł tam sam.
      • silic Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 15:45
        Owszem, dzieci mają jak najbardziej prawo bywać w restauracjach. Jednak
        zasadniczo mamy wtedy 2 przypadki : dzieci szalejące pod okiem rodziców bądź
        dzieci szalejące bez dozoru dorosłych. Rodziców, którzy kontrolują swoje dziecko
        i mają na uwadze odczucia innych jest znikomy procent. Przyznam, że czytając ten
        artykuł odniosłem wrażenie jakby pisząca go osoba nigdy w życiu nie była z
        dzieckiem 2 lub 3 letnim w publicznym miejscu.
        • nessie-jp Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 19:45
          Dodam jeszcze, że wszelkie zabawy z dzieckiem w restauracji
    • zyta17 Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 16:25
      W USA wszyscy chodza z dziecmi do restauracji. Amerykanie sa bardzo
      rodzinni i calymi rodzinami wybieraja sie wszedzie, dlatego tez w
      kazdym miejscu sa wysokie krzeselka dla dzieci, rozne atrakcje, m
      alowanki, ksiazki zabawki itp przedmioty, aby dzieci nie znudzily
      sie rpzy stole. Nawet na duzych ekranach pokazuje sie filmy
      rysunkowe. Pamietam gdy w Warszawie poszlam do Cristal_Budapest z
      3 dzieci i szok kelnerow... Tutaj to naormalne, no ale do tego
      trzeba dorosnac
      • whitney85 Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 18:35
        W USA hostessa musi sie bardzo natrudzic, by namowic kelnera do
        obslugi rodzinki z dziecmi. Przewaznie rodzinki zostawiaja gorsze
        napiwki, maja za duzo pytan, dzieciak jest glosny i utrudnia kontakt
        a po fakcie jedzenie sprzata sie ze stolu, krzesel, podlogi i scian.
        Istnieja tez restauracje i hotele, ktore w swojej ofercie
        zastrzegaja, ze nie zycza sobie dzieci ponizej 12 roku zycia.
        Jesli chodzi o podejscie do dzieci w miejscach publicznych to akurat
        Polska jest bardziej tolerancyjna.
    • lkprezydent [...] 26.01.09, 17:55
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • camel_3d Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 18:01
      niedalej jak wczoraj bylem w Lodzi na obiedzie rodzinnym. W restauracji
      znajdowala sie rowniez rodzina z maluchem..mysle ze tak kolo 2 lat. Maluch albo
      bawil sie swoja dosc glosna zabawka (wydawala jakies dziwieki..spiewala itd..ale
      bya bardzi glosna), albo biegla po sali w kazdmy kierunku.
      Z jednej strny przyznam, ze nie przeszkadzalo mi to bieganie az tak bardzo..z
      drugie jednak..bylo kilka sytuacje, ze malo kielnerk anie wyladowala z jedzeniem
      na podlodze bo maly akurat zza krzesla wybiegl.
      Mama caly czas chodzila za nim,..wiec nei biegal samopas.
      nie wiem czy tak powinno byc czy nie...
    • luber82 Jestem zwolennikiem wolności, ale nie kosztem inny 26.01.09, 18:32
      Bardzo często jadam w restauracjach, jednak jest taka pora w tygodniu kiedy
      trzymam się z daleka...niedziela popludniu. A to wlasnie ze wzgledu na
      schizofreniczne wrzaski dzieci, ktorych nieodpowiedzialni rodzice na sile
      biora do restauracji w niewiadomo jakim celu. Ani oni nie moga sie
      zrelaksować, ani tym bardziej pozostali goscie. Dlaczego do wielu restauracji
      nie wpuszcza sie naprzyklad zwierzat, wlasnie ze wzgledu na to, ze nie da sie
      w pelni kontrolowac ich zachowania - sikania, warczenia, skakania etc.

      Jestem za wolnoscia wyboru, ale uwazam, ze powinny byc specjalne restauracje
      dla osob z dziecmi, tak by spokojny posilek za sporo pieniadze nie byl dla
      pozostalych katorga.

      Prosze was drodzy rodzice o troche szacunku.
      • russellr Re: Jestem zwolennikiem wolności, ale nie kosztem 26.01.09, 18:48
        Od momentu kiedy urodzilo nam sie dziecko zawsze bralismy je do
        restauracji srednio 3 lub 4 razy w tygodniu. Oczywiscie tam gdzie
        nie palilo sie paierosow itp. Prawde mowiac ten tekst mnie bardzo
        zdziwil bo nigdy by mi nie przyszlo do glowy ze sa osoby ktore moga
        to spostrzegac jako problem. Nawet mam takie fajne zdjecie jak
        jestem z dzieckim w restauracji i caly personel (jakies 8 osob)
        wyszedl ja ogladac i sie zachwycac jak miala dopiero kilka tygodni
        zyciasmile

        Bedac w Polsce tez wszedzie bralam juz wtedy 6 letnia corke i nigdy
        nie mialam z tego powodu problemu. Czy cos sie zmienilo w ciagu
        ostatnich 5 lat?

        Czytalam tez ostatnio ze w Angli i Irlandii bardzo sie obawiano
        wprowadzenia zakazu palenia i spadku ilosci klientow w lokalach.
        Praktyka pokazala ze zamiast spadku byl wzrost a to dzieki temu ze
        coraz wiecej rodzin z dziecmi mogla wejsc do nie zadymionych lokali.

        Pozdrawiam
      • blekitnykoralik Zwierzęta? 26.01.09, 21:03
        Czy ty się czasem oby nie za bardzo zagalopowałeś?
        Jeśli jesteś za wolnością wyboru, to wybierz dom, bo społeczeństwo
        to dzieci, ludzie starsi, niepełnosprawni, a także chamscy i
        alkoholicy, wszędzie się czają, żeby zaburzyć Twoje poczucie
        estetyzmu i pomniejszyć przyjemność z wydania przez ciebie sporych
        pieniędzy.


      • lavielavie Żyjcie i dajcie żyć innym. 26.01.09, 23:24
        > schizofreniczne wrzaski dzieci, ktorych nieodpowiedzialni rodzice na sile biora do restauracji w niewiadomo jakim celu.

        > Dlaczego do wielu restauracji
        nie wpuszcza sie naprzyklad zwierzat, wlasnie ze wzgledu na to, ze nie da sie w pelni kontrolowac ich zachowania - sikania, warczenia, skakania etc.

        > Jestem za wolnoscia wyboru, ale uwazam, ze powinny byc specjalne restauracje
        > dla osob z dziecmi, tak by spokojny posilek za sporo pieniadze nie byl dla
        > pozostalych katorga.
        >
        > Prosze was drodzy rodzice o troche szacunku.

        Drogie polskie społeczeństwo... Najlepiej zamknijcie rodziców z dziećmi w getcie! Wiesz dlaczego rodzice biorą dzieci do restauracji? Bo rodzice też ludzie i maja prawo gdzieś wyjść, a z racji swego rodzicielstwa nie mogą wyjść sami. Nie każdy ma do dyspozycji pomocną babcię. Zrezygnował(a)byś nagle ze zwykłych swoich rozrywek na kilka lat? Zapewne nie. Rodzic też chce żyć normalnie, nie tylko wegetować.
        Ja mieszkam w jednym z największych polskich miast, szczycącym się olbrzymią ilością lokali. A jednak w ciąży oraz teraz z dzieckiem nie bardzo mogę gdzieś wyjść. Jak zatem jest w mniejszych miejscowościach?
        Ostatnio byłam z prawie roczną córką w barze sałatkowym i to jeszcze wyraźnie reklamującym się jako przyjazny dzieciom (na fakt, że do lokalu prowadzą strome, długie schody i nie posiada on przewijaka, należy spuścić kurtynę milczenia). Krzywe spojrzenia części gości rozpoczęły sie już w momencie, kiedy przystawiałam do naszego stolika krzesełko dla Małej. Dlaczego? Nie wiem, córa nie krzyczała, nie hałasowała zabawkami. Rozglądała się uszczęśliwiona, gaworzyła pod nosem, machała sobie nóżkami i podgryzała w spokoju kiełki. Niejednokrotnie mam wrażenie, że w Polsce mniej przeszkadza palacz w restauracji niż rodzina z dzieckiem.
        Inny przypadek. Robiłam zakupy w jedynym w swojej okolicy sklepie zoologicznym. Jedna z klientek natychmiast zaczęła mieć pretensje, że blokuję _część_ wyjścia wózkiem. Miałam zostawić córkę w wózku przed sklepem jak psa? Pytam, bo autor(ka) powyższego posta, z tego co widzę, uważa, że zwierzęta i dzieci to ten sam poziom. A może miałam dać umrzeć moim kotom z głodu, tudzież karmić je Whiskasem z hipermarketu (jedno drugiemu w sumie równe), bo sklep jest zamknięty w czasie wolnego mego męża? Ciekawe, czy ta pani zwróciłaby tak samo uwagę człowiekowi na wózku inwalidzkim? Ciekawe, czy będąc tak gorliwa, zwraca uwagę kierowcom parkującym samochody na chodnikach? Bo dla tego procederu istnieje społeczne przyzwolenie, tymczasem mnie nie wolno wjechać wózkiem dziecięcym do sklepu, do tramwaju/autobusu w godzinach szczytu, bo przeszkadzam, zajmuję miejsce.
        Szanowne społeczeństwo polskie! Czy pojawiliście się na świecie w wyniku pączkowania? Czy wasi rodzice robili wam krzywdę w dzieciństwie, że macie taką awersję do ludzi z dziećmi? Czy po narodzinach waszego dziecka zamkniecie żonę/męża w domu, zabraniając mu wychodzić gdziekolwiek indziej, niż do spożywczego, czy na spacerki z maluchem? Pytania retoryczne...
        Znam mnóstwo par z małymi dziećmi i nie ma w tym gronie ani jednej osoby, która by nie dbała o to, by jej dziecko nie wchodziło nikomu na głowę. Zarówno w domu jak i w miejscach publicznych. Czyżbym się obracała w wyjątkowym towarzystwie?
        Zamiast tracić energię na złości i fochy, otwórzcie się trochę na innych. Przelejcie tą energię na pomoc przy drzwiach pani z wózkiem dziecięcym, czy ustąpcie w autobusie miejsca ciężarnej...
        My rodzice nie rościmy sobie prawa do tego by świat kręcił sie wokół nas i naszego dziecka. My po porostu chcemy normalnie funkcjonować.
        Dlatego prosimy: żyjcie i dajcie żyć innym...
        • r_mol Tylko że twoje dzieci przeszkadzają innym 26.01.09, 23:43
          Tak trudno to zrozumieć?
          • lavielavie Re: Tylko że twoje dzieci przeszkadzają innym 27.01.09, 00:07
            1. Pan/i pijesz do mnie, to uprzejmie proszę doczytać, że mam DZIECKO. Jedno.

            2. Hałasem, nie, bo nie hałasowała.
            Ruchliwością nie, bo siedziała w krzesełku.
            Brakiem estetyki nie, bo praktycznie nie jadła.
            Nawet widokiem nie bardzo, bo była odwrócona tyłem.

            Zatem pytam CZYM moje dziecko przeszkadzało tej pani w barze sałatkowym? CZYM
            przeszkadzałoby Tobie?
            Alergia na dzieci, przynajmniej jako jednostka chorobowa, nie istnieje.
            • r_mol Wyjątek potwierdzający regułę 27.01.09, 00:15
              Pies też czasem potrafi cichutko przykucnąć pod stołem. Mamy pozwolić na
              wprowadzanie psów do restauracji?
              A co do jednego dziecka - to się da naprawić smile
              • lavielavie ROTFL 27.01.09, 00:42
                [machanie łapą mode on] A o to Ci chodzi. Podpucha, a nie merytoryczna dyskusja.
                Eeee, szkoda czasu wink[machanie łapą mode off]
          • aurita Re: Tylko że twoje dzieci przeszkadzają innym 27.01.09, 17:34
            a Ty przeszkadzasz dzieciatym. Ida do knajpy aby dobrze zjesc, pokazac brzdacam
            cos innego niz kartofle ze schabowym, odprezyc sie , pogadac, pousmiechac.
            A tu siedzi jakis gbur i psuje atmosfere krzywiac sie na wszystko i wszystkich
            dookola.
            Nie lubisz ludzi: to siedz w domu!!!!!
            trudno zrozumiec ze sie nie jest pepkiem swiata???
          • mak-111 Re: Tylko że twoje dzieci przeszkadzają innym 27.01.09, 18:12
            zawszae jak jestesmy na wakacjach to chodzimy do restauracji.
            dziecko ma swoja zabawke i jak zje to moze sie po cichutku
            pobawic.zawsze mowimy dziecku, ze nie jest samo i nie moze
            przeszkadzac innym.to sie tyczy zarowno wizyty w restauracji,na
            wystawie,w sklepie czy autobusie- kwestia wychowania i
            konsekwecji.jesli dziecko zachowywaloby sie zle to wtedy nalezy
            wyjsc i juz.n
      • aamg Re: Jestem zwolennikiem wolności, ale nie kosztem 27.01.09, 08:21
        Proponuję otwarcie innych specjalistycznych restauracji:
        - dla krawaciarzy, którzy ochrzaniają kelnera za postawienie talerza
        pod złym kątem,
        - dla właścicieli wyjących psów,
        - dla tych, którzy mają sztuczną szczękę i czyszczą ją po każdym
        posiłku, wyjmując wcześniej na talerz,
        - i parę innych, wg potrzeb.
        WIdzicie, jaka nisza na rynku?
    • jac-uch Manifest wyzwolonego rodzica - dzieci do knajp!!! 26.01.09, 18:59
      Witam wszystkich,

      Temat wbrew pozorom jest bardzo ważny i drażliwy zarazem.

      Sam fakt, iż ten artykuł powstał, oraz jakie wzbudza komentarze pokazuje, że
      nasze społeczeństwo ma problem. Problem z małymi dziećmi.

      Tak jak pisał ktoś wcześniej - w USA ludzie chodzą całymi rodzinami. Podobnie
      jest we Włoszech, Skandynawii, Holandii i wielu, wielu krajach. Także o wiele
      mniej rozwiniętych, jak np. Chiny. Nikt tam się nie pyta czy to właściwe czy nie
      - bo to nie jest kwestia "właściwości". Dzieci jedzą. Do restauracji idzie się,
      aby zjeść. Czyli dzieci sa właciwymi osobami na własciwym miejscu.

      Jakie są przyczyny tego stanu rzeczy? Widzę dwie glówne. Pierwsza to swoista
      "mitologizacja restauracji". Nie są one traktowane jako zwykłe miejsce, gdzie
      człowieksię posila, lecz jak jakies świątynie gdzie idzie się z okazji święta.
      Oczywiście patrząc w ten sposób dyskryminacja dzieci może być jakoś
      usprawiedliwona. Ale jest to myślenie błędne. Restauracje są po to, aby w nich
      jeść. I powinienmieć tan dostęp każdy - od najmłodszego do najstarszego.

      Druga rzecz to dziwne podejście do wychowania dzieci w naszym kraju. Matka ma
      siedzieć w domu, dzieci mają siedziec, w domu, mąż tez najlepiej jakby siedział
      w domu albo zarabiał - tomu wolno. Za granicę nie jedź, bo niedobre dla dziecka.
      Do centrum handlowego nie idź, bo zarazki. Do restauracji nie idź, bo będzie
      wstyd. Do żłobka dzieci nie oddajemy, do przedszkoli juz trochę ale wciąż rzadko.

      Ludzie, opamietajmy się!!! Jeśli chcemy, aby w tym kraju był przyrost naturalny,
      rodzice nie mogą być więźniami swoich dzieci!!! Nie mogą też być zakładnikami
      dziadków, którzy wyświadczając przysługę i opiekując sie dziećmi dyktuja swój
      punkt widzenia na wiele spraw.

      Ja osobiście mam dwie córy – 2,5 roku i 2 miesiące. Starsza pierwszy raz była w
      restauracji 9 dni po porodzie. Młodsza – miesiąc po porodzie. Chodzą z nami do
      restauracji dość często. Dzięki temu nie jest to dla nich coś obcego, nie
      denerwują się i cieszą sie tym tak samo jak my. Młodsza jeszcze nic nie jada,
      ale rozgląda się ciekawie. Starsza uwielbia chińską kuchnię, je pałeczkami dość
      sprawnie. Nawet jeśli czasami jest z nimi jakiś problem, zazwyczaj obsługa
      podcodzi ze zrozumieniem i pomaga udobruchac zły humor.

      Knajpy, które mogę szczególnie polecić w Warszawie to The Mexican, Pekin, China
      Town, Antich Cafe. A dla rodziców, którzy się boją, polecam zapisanie
      dziecidoprzedszkolaczy żłobka organizującegowyjscia do knajp dzieci z rodzicami.
      W grupie raźniej, a i obsługa do większej grupy inaczej podchodzi. Łatwiej np. O
      osobną salę. Żłobek (a w zasadzie klubik malucha), do którego niedługo pójdzie
      młodsza córka, Moje Sloneczko na warszawskim Wilanowie, ma takie wyjścia.
      • aurita Re: Manifest wyzwolonego rodzica - dzieci do knaj 26.01.09, 20:35
        Chodzimy z dzieckiem do kanjpy "od zawsze" i jak przeczytalam pierwsze zdanie ze
        2-3 latek moze isc ewentualnie i ze to ma byc pierwszy raz to szczena mi
        opadla... (o stol klasnela jak sie doczytalam ze to jest wiek w ktorym DOPIERO
        autor ma zamiar uczyc dziecko zachowania przy stole)
        Drugi raz mi opadla jak przeczytalam komentarze. Moze dlatego ze wychowalam sie
        za granica?
        Ludzie do knajpy idzie czlowiek zjesc i sie zrelaksowac z przyjaciolmi.
        "lunche biznesowe" moze robily na kims wrazenie 10 lat temu, teraz budza chyba
        tylko litosc? to sie pracoholizm nazywa.

        Raz mi sie tylko zdarzylo ze moje dziecko zakumplowalo sie z dzieckiem obok i
        narobily zadymy w susharni. Na szczescie tylko te dwa stoliki byly zajete smile
        Zazwyczaj biore kredki, ksiazeczke i danie ktore dziecko lubi.
        Na szczescie restauratorzy widza pozytek z przyszlych klientow (ten zabobon
        przed relaksem w knajpie, moim zdaniem wiaze sie z tym ze wiekszoscia rodzice
        wlasnie nie chodzili do restauracji) i sa coraz lepiej dostosowani: np paleczki
        na gumce w Sensei sushi, karta dla dzieci, kolorowanki, kredki, kaciki zabaw...
        Polecam Arsenal: jest plac zabaw dla dzieci na zewnatrz i coscik wewnatrz
        (niestety drogo a ostatnio mniej smacznie)
        Blue Iguana (jakos tak?), Chinczyka na Karabelli, Pizerie itp.
        • memphis90 Re: Manifest wyzwolonego rodzica - dzieci do knaj 06.02.09, 18:31
          Ja ostatnio widziałam jakieś "spotkanie biznesowe" przy stoliku w KFC. To co to
          za wielki biznes był?
      • lavielavie Re: Manifest wyzwolonego rodzica - dzieci do knaj 27.01.09, 00:47
        Nic dodać, nic ująć. Brawo za mądry post.
        Swoją drogą - pozwolę sobie na odrobinę prywaty - szkoda, że mieszkacie Rodzino
        w innym mieście. Myślę, że spotkanie z takimi ludźmi, z takimi rodzicami byłoby
        prawdziwą przyjemnością i ciekawym doświadczeniem.
        Z wyrazami szacunku pozdrawiam smile
        Lav
        • jac-uch Re: Manifest wyzwolonego rodzica - dzieci do knaj 27.01.09, 01:57
          Nic straconego wink Oprócz tego, że chodzimy rodzinnie do knajp, uwielbiamy także
          podróże samochodem.
          • lavielavie Re: Manifest wyzwolonego rodzica - dzieci do knaj 27.01.09, 13:28
            Zatem proszę sobie zapisać mojego maila i serdecznie zapraszam(y) smile Mieszkamy w
            samym centrum, więc przynajmniej przez krakowskie korki przez całe miasto (a
            jedynie przez pół wink) nie będziecie się musieli przeciskać.
            Pisze poważnie - bardziej niezwykły sposób niż ten nawiązywałam wspaniałe
            internetowe a potem "realowe" znajomości smile
            • aurita Re: Manifest wyzwolonego rodzica - dzieci do knaj 27.01.09, 17:33
              to moze jakies namiary w Krakowie? mamy zamiar sie tam wybrac pokazac dziecku
              Smoka (a zjesc trzeba przy okazjismile
              • lavielavie Re: Manifest wyzwolonego rodzica - dzieci do knaj 27.01.09, 22:51
                Priv
    • blekitnykoralik Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 20:44
      Jeśli komuś przeszkadzają dzieci w restauracji, powinien jadać w
      domu, ponieważ nie jest przystosowany do życia w społeczeństwie.
      W ogóle by mi do głowy nie przyszło, żeby krępować się iść do
      restauracji z dzieckiem, a nawet z dwójką. Trzeba być nieźle
      nadętym, żeby myśleć, że się ma prawo komuś tego zabraniać.

      Zawsze przy stoliku obok, może usiąść pani zjadająca szminkę, albo
      siorbiący pan z wąsami.
    • r_mol Do restauracji z dziećmi się nie chodzi 26.01.09, 21:15
      bo przeszkadzają innym. Tak samo jak nie chodzi się z psami. Choć nie wykluczam
      że dla czerwonej hołoty z GW pod pojęciem "restauracji" kryje się McDonald's -
      wtedy OK. Choć oczywiście szkoda dziecka.
      • jac-uch Re: Do restauracji z dziećmi się nie chodzi 27.01.09, 01:52
        A w czym ci przeszkadza dziecko? Może w tym że potrafi beztrosko spędzać czas,
        gdy ty się napinasz przed kelnerem by dobrze wypaść?

        Poza tym, tak jak pisałem w poście wcześniej, w świecie raczej się z dziećmi
        jednak chodzi a nie trzyma w domu pod kluczem. Skąd więc Twoje przekonanie, że
        się nie chodzi? To że cię rodzice nie zabierali to nie znaczy że tak właśnie
        powinno być.
      • the_last_guardian_angel Re: Do restauracji z dziećmi się nie chodzi 27.01.09, 04:12
        r_mol napisał:

        > bo przeszkadzają innym. Tak samo jak nie chodzi się z psami. Choć nie wykluczam
        > że dla czerwonej hołoty z GW pod pojęciem "restauracji" kryje się McDonald's -
        > wtedy OK. Choć oczywiście szkoda dziecka.

        Jak kiedyś ruszysz się dalej niż za granicę powiatu to możesz się bardzo
        zdziwić. I mam tu na myśli te psy, nie dzieci.

        W.
      • bun01 Re: Do restauracji z dziećmi się nie chodzi 27.01.09, 09:18
        Matko, ale prymityw!
        Z tonu twojej wypowiedzi wnoszę, że nie powinieneś pokazywać się
        ludziom, bo budzisz obrzydzenie.
        Pewnie jak byłeś dzieckiem rodzice dawali ci do zabawy w wanie
        suszarkę włączoną do prądu, stąd twój "intelekt".
    • badziaa Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 21:56
      ostatnio byłam na mieście z siostrą i jej prawie dwuletnim maluchem i na
      miejsce posiłku wybrałyśmy KFC. my wzięłyśmy Bsmarty, a mały zajadał się
      frytkami, no i w KFC jak najbardziej wszystko przystosowane dla takich
      maluszków - dużo miejsca i ładne kolorowe wnętrze.
      • lavielavie Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 26.01.09, 23:35
        Tylko jedzenie śmieciowe. Ani dla dorosłych, ani tym bardziej dla dzieci.
      • blackbattie Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 27.01.09, 14:16
        tak, zwłaszcza jedzenie dla dzieci przystosowane...
    • jenisiej Postawcie mu browca, będzie spokój 27.01.09, 01:40
      Albo na wszelki wypadek niech jeszcze przed wyjściem z domu walnie
      pięćdziesiątkę.

      No, chyba, że już przyswoił kilka nieprzyzwoitych piosenek od
      Rodziców, wujków i cioć. W takim wypadku doradzam knebel.
    • martadyna Pierwszy raz... Obiad na mieście 27.01.09, 02:27
      A ja powiem tak: nie ma strasznych dzieci, sa tylko po(***)myleni
      rodzice.
      Nic nie mam do rodzin z dziecmi w restauracji jezeli
      rodzic/opiekun sie dzieckiem zajmuje. Ale jezeli ten maly czlowiek
      wrzeszczy, kopie krzesla innych klientow a ten wspanialy rodzic nie
      reaguje (bo to przeciez jeszcze dziecko wiec mu wzystko wolne) to ja
      juz nie chce jadac w towrzystwie dzieci- a wlasciwie: w towarzystwie
      ich rodzicow ktorzy nie radza sobie z rodzicielstwem. Aha- i jeszcze
      jedno: jestem w USA i w restauracjach gdzie jadaja rodziny z dziecmi
      bardziej mnie irytuja rozkapryszeni i rozpieszczeni do granic
      mozliwosci faktem rodzicielstwa i bycia z dzieckiem w restauracji
      rodzice, niz same dzieci. Kilka razy zdarzylo mi sie wyjsc z lokalu
      bo "rodzice" kompletnie nie reagowali ze ich pociechy utrudniaja
      zycie wszystkim dookola.
      • aurita Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 27.01.09, 08:14
        Tak mi sie pomyslalo ze jestesmy ciekawym spoleczenstwem:
        -zarodek to czlowiek, nienarodzone dziecko dla ktorego trzeba poswiecic WSZYSTko
        a juz szczegolnie zycie matki
        -dzieci juz urodzone to nie ludzie tylko jakies zwierzeta (nie chodzi sie z nimi
        do restauracji np.)


        PS. owszem ze zwierzetami sie chodzi, moze nie u nas ale ogolnie owszem...
      • lavielavie Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 27.01.09, 13:45
        Racja. I wierz mi, że takie zachowani są irytujące nie tylko dla niedzieciatych.
        Dla dzieciatych także i może nawet czasem bardziej, bo oni dobrze wiedzą, że jak
        się chce, to się da.
    • whiskas-on-line Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 27.01.09, 10:14
      Moim zdaniem należy zwrócić szczególną uwagę na pierwszą część
      artykułu - tę dotyczącą nauki zachowania przy stole. Niestety w
      wielu domach nadal obowiązuje zasada, że maluchy nie jedzą przy
      wspólnym stole z pozostałymi członkami rodziny - jedzą tam, gdzie
      akurat się znajdują - na podłodze wśród zabawek, na kanapie przed
      telewizorem, albo złapane przez mamę goniącą je z talerzem gdzieś w
      innym miejscu mieszkania. Podobno to dla dobra dziecka - coby nie
      przeżywało stresu, że odrywa się je od ulubionego zajęcia (tak
      twierdzi moja kuzynka, która uważa, że wpajanie zasad zachowania
      przy stole to właśnie... tresura). Nic więc dziwnego, że w
      restauracji maluch zachowuje się tak samo - bo niby skąd ma
      wiedzieć, jak powinien się zachować, skoro nikt go tego nie uczył?
      My z naszymi stosowalismy właśnie zabawy opisane na wstępie - a
      więc zabawa w restaurację z udziałem lalek, misiów. Ponadto nasze
      dzieci ZAWSZE jadły z nami przy stole (no oczywiście za wyjątkiem
      przyjęć odbywających się późnym wieczorem). W związku z tym zasady
      zachowania przy posiłku po prostu przyswoiły sobie w sposób
      naturalny, obserwując dorosłych i same uczestnicząc we wspólnym
      posilku. W restauracji nie było nigdy żadnych problemów typu
      bieganie, zaczepianie innych gości, płaczu ani krzyków. Zabieranie
      ulubionej zabawki może być pomocne ale osobiście odradzałbym
      proponowaną w artykule zabawę "w kolory". Proszę sobie np. wyobrazić
      sytuację, kiedy dziecko szuka jakiegos koloru - wiadomo, że będzie
      przypatrywalo się także gościom przy stolikach. czy któraś z Pań
      byłaby szczęśliwa, gdzyby jakieś dziecko nagle wrzasnęło na całą
      salę: o ta pani ma czerwone włosy!!!! i pokazało Panią palcem?
      Nie mam absolutnie nic przeciwko przyprowadzaniem dzieci do
      restauracji. uważam jednak, że dzieci powinno się od małego uczyć
      pewnych zasad zachowania a nie liczyć, że jak dorośnie to samo się
      nauczy.
    • anew3 Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 27.01.09, 17:06
      jakos nigdy nie bralam pod uwage zeby zrobic sobi eprzerwe od
      wychodzenia na miasto tylko dlatego, ze zostalam mama.Wpadamy do
      tych samych lokali co przed ciaza.Np na 2 dni przed rozwiazaniem
      bylismy na lodach we wloskiej lodziarni, po 2 tyg wpadlismy
      ponownie, wozevzek zaparkowalismy niedaleko naszego stolika.W
      restauracjach niegy nie bylo zadnego problemu, miejsce na wozeczek
      zawsze si eznalazlo.Mala zasiadla w krzeselku dla dzieci kiedy miala
      6 mies, kiedys pamietam zniszczyla tektorowa podstawke do piwa,
      zartem zaproponowalam zeby kelner doliczyl to do rachunku."1 raz
      gratis"powiedzial "zawsze liczymy na to ze klietowi posmakuje i ze
      bedzie do nas wracal"powiedzial z usmiechem.zycie toczy sie dalej,
      po prostu!
    • memphis90 Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 06.02.09, 18:39
      Mi dzieci nie przeszkadzają, może mam szczęście, że nie spotkałam się z jakimiś
      wrzeszczącymi, rzucającymi czym popadnie potworkami. Jedyne, co budziło mój
      niesmak to zachowanie dzieci tureckich (podczas wakacji w Turcji, w hotelu "z
      tubylcami"), którym pozwalano na wszystko- rozlewanie soku, wsmarowywanie sosu w
      obrus, rzucanie jedzeniem- ale to w sumie nie mój problem, tylko restauracji,
      która musiała ten bajzel sprzątać; ja siadałam tyłem do ucztującej tureckiej
      rodziny i tyle. Z moim dzieckiem też chodzę do restauracji, nawet kiedyś ją
      karmiłam (poprosiłam o stolik na uboczu i usiadłam tyłem, żeby nikogo nie urażać
      tym ledwo widocznym skrawkiem piersi). Jeśli komuś to przeszkadza- może sobie
      jeść w domu albo w mc donaldzie.
    • kol.3 Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 07.02.09, 17:36
      Faktem jest, że nie dzieci w rastauracji są problemem tylko rodzice,
      sami niewychowani i swoich dzieci nie wychowujący, no i zakładający,
      że ich rozrabiające dziecko jest główną atrakcją towarzystwa
      (restauracji) a jeśli ktoś uważa, że tak nie jest, to jest
      nieuspołecznionym sobkiem, dziwakiem.
      • dr.skrobisz Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 07.02.09, 19:04
        Podczas pierwszej wyprawy do restauracji zalecałbym od razu
        zaprowadzić dziecko do toalety. Szum spuszczanej wody, dźwięk
        pocięgla spłuczki, szelest papieru toaletowego i odgłosy rzygania za
        przegródką zajmą malucha bardziej, niż konsumpcja dań, do których
        kucharz nacharkał, a kelner ulżył katarowi. Dziecko w restauracji
        przydatne jest jedynie w sytuacji braku wolnych stolików, kiedy
        opętańczy wrzask bachora przepłoszy gości i ułatwi zdobycie miejsca.
        Najważniejsze, żeby przyuczyć dziecko do chodzenia wśród innych
        stolików i wygłaszania zdania: "Mama i tata nie majom na chlebek,
        dajcie co łaska...." Jedynie wtedy pójście z dzieckiem do lokalu ma
        sens i przynosi wymierne korzyści. Jeśli się wstydzimy, lepiej
        zrobić mu kaszkę w domu i niech siedzi przy Call of Duty.
        • malinova14 Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 08.02.09, 10:13

          Do restauracji z moja 2,5 latka chodze tylko gdy musze ,gdy mam impreze typu
          urodziny lub gdy jestem gdzies na wyjezdzie i chce cos dobrego zjescwink
          Niestety wychowywanie w domu ,dobre maniery przy stole to moze za jakies 3 lata
          wink bo tymczasem trudno utrzymac ciekawska dwulatke w jednym miejsscu tym
          bardziej gdy na potrawe trzeba czasem dluzej poczekac .Czasem przezywam wrecz
          meke probujac utrzymac przy stoliku coreczke zabawiajac jak tylko moge
          wymyslonymi rozrywkamiwink
          Co lepsze pomyslowe restauracje /Niemcy/ czasem maja np kacik dla dzieci co
          pozwala rodzicom zjesc w spokoju obiadsmile
          Najczesciej jednak korzystam z baroww szybkiej obslugi i najlepiej na wynos aby
          beezstresowo zjescna jakims placu zabaw lub w aucie.
          Z pewnoscia sa dzieci -wyjatki siedzace grzeczniutko,cichutko 2 godz w
          restauracji niczym "stare ciotki" nikomu niewadzac big_grin
          Czy to wychowanie,charakter dzieci ,sama niewiem ...no bo jak okielznac
          niepokornego,buntowniczego dwulatkasmile
          • megg_an1 Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 16.02.09, 15:27
            Przeczytałam prawie wszystkie wypowiedzi i się zadziwiłam. To nie to że w Polsce
            jesteśmy zacofani no może troszkę ale nie widuje się albo rzadko się widuje
            dzieci w restauracji i nie zdążyliśmy do tego widoku przyzwyczaić z pewnego
            prostego powodu normalnie jesteśmy BIEDNI. Szczytem jest czasem pizza zamówiona
            do domu. Jestem od 13 lat mężatką w restauracji z mężem byłam dwa razy w tym raz
            bo miałam wygrany kupon. Z moim 2 letniego synka nie byłam i się nie wybieram
            bo mnie nie stać na obiad w knajpie. Wyjście na hamburgera to raczej nie to co
            bym chciała dziecku zafundować.
            Jak społeczeństwo się wzbogaci to będzie lepiej. Teraz chodzą nieliczni. A
            komentując branie 9 dniowego dziecka do knajpy to nie będę tu pisać co sobie o
            tych rodzicach pomyślałam. Powiem tylko - dziecko dużo zmienia w stylu i w
            całym życiu i szkoda tylko że niektórzy tego nie rozumieją.
            • reninka72 Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 16.02.09, 22:28
              > Jak społeczeństwo się wzbogaci to będzie lepiej. Teraz chodzą nieliczni. A
              > komentując branie 9 dniowego dziecka do knajpy to nie będę tu pisać co sobie o
              > tych rodzicach pomyślałam. Powiem tylko - dziecko dużo zmienia w stylu i w
              > całym życiu i szkoda tylko że niektórzy tego nie rozumieją.

              9-dniowe dziecko jest wbrew pozorom znacznie latwiejsze w obsludze niz dajmy na
              to dwulatek. Zje i spi, jak wrzeszczy to mozna wyjsc.
              Ale do rzeczy. Ja rowniez mieszkam za granica i wypowiedzi wielu osob sa dla
              mnie szokujace i swiadcza o tym, ze w Polsce nadal wiele osob chodzi do
              restauracji od wielkiego dzwonu i oczekuje zachowania jak w kosciele. Z moim
              dzieckiem zaczelismy chodzic do restauracji jak mala miala moze ze dwa miesiace.
              Trzeba nakarmic przed wyjsciem z domu, w restauracji fotelik i dziecko spi.
              Czasem zaplacze, z czasem zacznie glosniej mowic, no i co z tego? To tez czlonek
              spoleczenstwa, to NIE JEST PIES, na milosc boska. Nigdy nie zdarzylo mi sie aby
              ktos nieprzychylnie patrzyl na moje dziecko w restauracji do momentu kiedy
              zachcialo mi sie polskiego jedzenia i wybralismy sie w niedziele do polskiej
              knajpy. Te oburzone spojrzenia, zgorszone miny, jak dzieciak smie wydawac z
              siebie jakiekolwiek dzwieki. Przeciez tu sie je! Polak placi, Polak wymaga. A
              moje dziecko jest akurat wyjatkowo grzeczne, nie z tych ktore jedza pod stolem
              albo w biegu. Ale to jest po prostu dziecko, czasem cos glosniej powie i nie mam
              zamiaru jej tresowac tylko dlatego, ze jakis pan krzywo na mnie spojrzal. Coz,
              kochani, nie oszukujmy sie, jestesmy spoleczenstwem w duzej mierze chlopskim czy
              post-chlopskim i nawyki pozostaja. Wiecej tolerancji, takze dla mlodocianych
              czlonkow spoleczenstwa. Przeciez oni od nas sie ucza.
    • alek06 Pierwszy raz... Obiad na mieście 27.05.10, 15:48
      My mamy już swoją ulubioną restauracje do której chodzimy z
      przyjemnościa.To Antich Caffe na Ursynowie.
      Tutaj nikt nic nie mówi ze dziecko cos głosniej krzyknie.Córeczka
      siedzi sobie w specjalnie wydzielonym kąciku dla dzieci,a my
      spokojnie mozemy jeść smaczne makarony.
      • ira_07 Re: Pierwszy raz... Obiad na mieście 07.06.10, 23:22
        Reklama dźwignią handluwink

        a my
        > spokojnie mozemy jeść smaczne makarony.
    • camel_3d najlepiej... 02.06.10, 21:20
      jest zaczac wychodzi do restauracji od poczatku....
      ja wychodze odkad maly skonczyl kilka tygodni. Ma 19 miesiecy i spokojnie czeka
      az zostanie zlozone zamowienie, siedzi na krzesle. Jedynie po obiedzie juz nie
      moze usiiedzecsmile Ale wtedy staram sie go czyms zajac. Cos pokazuje itd... Ale
      ciezko zmuszac takiego malucha do dlugiego siedzenia.
      Mysle, ze to kwestia przyzwyczajenia i obycia. Duzo zalezy tez od tego gdzei
      chodzimy. Jezeli chodzim yto restauracji, gdzie sa miejsca zabaw, z ktorych
      dziecko korzysta..to nie powinnismy sie dziwic, ze nie moze usiadziec w
      restauracjie gdzei takiego miesca zabaw nie ma.
      • kol.3 Re: najlepiej... 03.06.10, 21:07
        Jeśli rodzice są wychowani to i dzieci wychowują tak, że potrafią się
        dobrze zachować. W ubiegłym roku w nadmorskiej tawernie, matka z małymi
        dziećmi przechodziła między stolikami w poszukiwaniu miejsca,
        potrącając ludzi, talerze na stolikach, no horror. Dzieci takie same
        jak mamusia, wrzaski, bieganie między stolikami, potrącanie wszystkich.
        Dzieci nie są problemem, problemem są niewychowani rodzice, którzy nie
        potrafią nauczyć manier swoich dzieci.
      • alek06 Re: najlepiej... 07.06.10, 12:56
        Zgadzam sie ze tak od poczatku powinno byc.Ale jednak tu juz nie
        problem tkwi w naszych dzieciach ,ale w ludziach którym w takich
        restauracjach przeszkadza pisk dzieci.Niestety...Dlatego czasami
        trzeba wybierac takie gdzie nie ma takich złych oczu wink
        • kol.3 Re: najlepiej... 08.06.10, 19:40
          Nie masz racji. Problem tkwi nie w ludziach, którym przeszkadza pisk
          dzieci. Nie po to idzie się do restauracji, żeby przy jedzeniu dostawać
          nerwicy z powodu dziecięcych wrzasków. Problem tkwi w chamstwie
          rodziców, obojętnie przyglądających się rozrabianiu swoich dzieci,
          które biegają miedzy stolikami, potrącają cudze krzesła, wrzeszczą.
          Każdy kocha bezwarunkowo swoje dzieci, ale osoby postronne nie chcą być
          tyranizowane przez ich chamskie zachowanie.
Pełna wersja