montechristo4
01.02.09, 21:18
I w dodatku skąpą? Nie tak dosłownie co prawda, ale w tym kontekście
zostało ocenione moje zachowanie przez koleżankę. No i siedze i się
zastanawiam.
Rzecz w tym, że uważam, że nie nalezy dzieciom dawac absolutnie
wszystkiego, powinni się starać. Np. jeśli syn (moi chłopcy 9 i 13
latek) chce iśc do kina, to albo jest to forma nagrody za coś -
dobre zachowanie przez tydzień, pomoc w domu przez jakiś okres, coś
w tym stylu. A jeżeli nie mam za co nagradzać - Młody wyciąga kasę
ze skarbonki lub zarabia.
I na temat tego zarabiania właśnie toczyła się dyskusja, bo
koleżanka zobaczyła, jak starszy w pocie czoła czyści ojcu samochód,
żeby zarobić na bilet do kina.
Ona twierdzi, że skoro dziecko chce, to powinniśmy ,mu na to kino
dać, chyba że podpadł i ma szlaban. Ja z kolei twierdzę, że skoro
nie wyróżniał się jakoś specjalnie, nie ma powodu, żeby go
nagradzać, a chce pójść - niech zarobi na bilet. "Prace zarobkowe" w
naszym domu to coś extra, czyli pomoc w sprzątaniu to obowiązek, ale
dodatkowe czyszczenie czegoś, co wiąże się z wysiłkiem - jest
opłacone "premią" (przykład: odkurzanie to obowiązek, ale umycie
podłogi starannie, czyli nie mopem, jest premiowane).
Chętnie posłucham Waszego zdania na ten temat, bo na razie mam
mętlik w głowie i czuję się jak wyzykiwacz. Aha, dzieci są
zadowolone w takiego układu