Czy naprawde jestem beznadziejną matką?

01.02.09, 21:18
I w dodatku skąpą? Nie tak dosłownie co prawda, ale w tym kontekście
zostało ocenione moje zachowanie przez koleżankę. No i siedze i się
zastanawiam.
Rzecz w tym, że uważam, że nie nalezy dzieciom dawac absolutnie
wszystkiego, powinni się starać. Np. jeśli syn (moi chłopcy 9 i 13
latek) chce iśc do kina, to albo jest to forma nagrody za coś -
dobre zachowanie przez tydzień, pomoc w domu przez jakiś okres, coś
w tym stylu. A jeżeli nie mam za co nagradzać - Młody wyciąga kasę
ze skarbonki lub zarabia.
I na temat tego zarabiania właśnie toczyła się dyskusja, bo
koleżanka zobaczyła, jak starszy w pocie czoła czyści ojcu samochód,
żeby zarobić na bilet do kina.
Ona twierdzi, że skoro dziecko chce, to powinniśmy ,mu na to kino
dać, chyba że podpadł i ma szlaban. Ja z kolei twierdzę, że skoro
nie wyróżniał się jakoś specjalnie, nie ma powodu, żeby go
nagradzać, a chce pójść - niech zarobi na bilet. "Prace zarobkowe" w
naszym domu to coś extra, czyli pomoc w sprzątaniu to obowiązek, ale
dodatkowe czyszczenie czegoś, co wiąże się z wysiłkiem - jest
opłacone "premią" (przykład: odkurzanie to obowiązek, ale umycie
podłogi starannie, czyli nie mopem, jest premiowane).
Chętnie posłucham Waszego zdania na ten temat, bo na razie mam
mętlik w głowie i czuję się jak wyzykiwacz. Aha, dzieci są
zadowolone w takiego układu smile
    • morgen_stern Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:19
      Doprawdy, współczuję twoim dziecią tongue_out
      • deela Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:22
        a wiesz ze ja tez
        matko zeby na glupie kino dzieciak musial sobie szczegolnie zasluzyc
      • w_miare_normalna Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:23
        Beznadziejną matką może nie jesteś,ale chyba za dużo wymagasz od
        swoich dzieci.Chyba tak trochę nie czasowo żeby 9 latek sprzątał
        mieszkanie żeby iść na karuzele.Nie mieści mi się to w głowie..
        • montechristo4 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:27
          to nie jest tak, że musi zrobić coś żeby zasłużyć. Ale od lat
          wychowuje dzieci na podstawie nagród i kar (coś w stylu Super Niani,
          tylko że ja byłam pierwsza tongue_out) i to działa! Natomiast jeżeli przez
          tydzień moje dziecko nie było jakieś szczególnie grzeczne, nie
          zrobiło czegoś dodatkowo, a wręcz przeciwnie, to dlaczego w weekendy
          mam mu sprawiac przyjemność?
          Uwierz, że na wspólnie spędzony czas z rodzicami dzieci nie muszą
          zarabiać.
          • w_miare_normalna Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:31
            Przyjemność to nie tylko spędzanie czasu z rodzicami.Dziecko starsze
            chce także pobyć w towarzystwie rówieśników czyli choćby iść do
            kina.Dlaczego dziecko musi zrobić coś,że dostać na to pieniądze.Bo
            rozumiem,że jeśli nie zarobi to nie pójdzie.
          • deela Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:34
            > Uwierz, że na wspólnie spędzony czas z rodzicami dzieci nie muszą
            > zarabiać.
            13loatek wprost marzy o tym zeby spedzac czas z rodzicami na rodzinnych rozrywkach
            smile
          • lola211 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:37
            Aha, czyli w ramach zaznania przyjemnosci trzeba sie specjalnie
            wykazac? To chyba uczy tego, ze jak sie nic nadzwyczajnego nie
            zrobilo, to sie na nic nie zasluguje, a wyjscie do kina urasta do
            rangi nadzwyczajnego wydarzenia.
          • nangaparbat3 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 22:46
            > Uwierz, że na wspólnie spędzony czas z rodzicami dzieci nie muszą
            > zarabiać.

            Na ich miejscu zarabialabym na czas spedzony z dala.
          • agazuchwa Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 11.03.09, 08:48
            hmmmmmmmmmm bo chodził do szkoły ? bo przez 5 dni ...kurde poza tym
            dlaczego na przyjemnośc ma zasługiwać?
            jak przeczytaąłm pierwszego posta pomyslalam moze to i dobry sposób
            na wychowanie ale twoje póxniejsze tłumaczenia...troszke mnie
            przeraziły
      • attiya Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 15:05
        a ja nie - bardzo słusznie postepujesz bo za 5 lat zażyczą sobie
        najnowszego modelu ferrari i mieszkania dwupoziomowego.
        • angazetka Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 17:22
          Możesz tę myśl jakoś rozwinąć?
    • mama-maxa Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:22
      ja uważam, że dobrze robisz i mam nadzieję, ze i mi uda się taki
      plan wprowadzić w zycie. Podstawowe rzeczy dzieciom zapewniasz, a na
      dodatkowe rozrywki niech zasłużą, tym bardziej że im też taki układ
      odpowiada. Uważam, że dzięki temu uczą się też szacunku do pracy i
      pieniędzy.

      Ze swoją koleżanką pogadaj za kilka lat, kiedy to już wasze dzieci
      będa dorosłe. Podejście do życia twoich, a jej - z pewnością bedzie
      sie różniła tak myslę że na niekorzyść jej dzieci.

      pozdrawiam
      • w_miare_normalna Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:27
        A ja myślę,że takie dziecko w wieku 18 lat spieprzy w domu gdzie
        pieprz rośnie.Mam taki przypadek u znajomych moich rodziców.Dzieciaki
        17 i 14 lat stoją u swoich rodziców na targowisku żeby na coś
        zarobić,Np.na kurtkę zimową musieli stać tydzień bo kosztowała 100
        zł,a młodszy stał 5 dni bo jego kosztowała 70 zł.Jest mi ich bardzo
        żal.Młodszy jeszcze trochę miejsca zagrzeje u rodziców,ale starszy
        zapowiedział,że w 18 ucieka z domu.
        • attiya Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 18:05
          hmmm ale tu nikt nie pisze o zarabianiu na ubrania to raz a dwa jak
          postoją to zobaczą jak rodzice ciężko pracują - choć oczywiście
          praca aby mieć ciepłą kurtkę jest lekką przesadą....choc z drugiej
          strony znam młodych ludzi, którzy bez pytania poszliby popracować,
          bo nie mają co na grzbiet włożyć a rodzice nie zapewniają im
          podstawowego minimum
      • kali_pso Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:28


        Podstawowe rzeczy dzieciom zapewniasz, a na
        > dodatkowe rozrywki niech zasłużą,

        Znaczy się wikt i opierunek za darmo a rozrywka typu kino za robotę?
        yyyyyy nie wiem, to nie jest jakieś wydumane chciejstwo, typu 25
        gadżet z popularnego serialu, tylko bilet do kina.
        Ani to fanaberia, ani zdaje się nadmierne drenowanie kieszeni
        rodziców, moim zdaniem, więc autorka z lekka przesadza.
    • hevel1 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:26
      Cieszę się, że nie miałam takiej matki jaką ty jesteś i wiele rzeczy
      otrzymywałam z racji tego,że mnie po prostu kochano.Dzieci trzeba
      rozpieszczać, żeby miały poczucie własnej wartości.
      • montechristo4 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:30
        Napisałam już wyżej, ale jeszcze raz powtórzę: czas spędzony z
        rodzicami jest ok (basen, łyżwy, wyprawy rowerowe, spacery itd). Ale
        jeżeli syn zachowuje się "normalnie", czyli jest umiarkowanie
        grzeczny i umiarkowanie niegrzeczny, to za co mam nagradzać
        go "materialnymi" przyjemnościami?
        Na ubrania nie musza zarabiać tongue_out
        • maria220 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 23:07
          ale jesteś zimną i wyrachowaną istotą brrrr,wspólczuje twoim
          dzieciakom
        • dag_dag Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 23:29
          > Ale jeżeli syn zachowuje się "normalnie", czyli jest umiarkowanie
          > grzeczny i umiarkowanie niegrzeczny, to za co mam nagradzać
          > go "materialnymi" przyjemnościami?

          Nagradzać? Umiarkowanie grzeczny, umiarkowanie niegrzeczny? A wcześniej jeszcze
          mi się rzuciło w oczy, że szorował samochód ojca żeby na bilet do kina zarobić?
          Matko! Jeśli już musisz mieć jakiś powód by własne dziecko "nagradzać
          "materialnymi" przyjemnościami" to może tym powodem mogłoby być to, że kochasz
          dziecko, że je uwielbiasz, że robisz coś spontanicznie...
          Wcale nie uważam, że dziecko powinno mieć wszystko, tylko dlatego że jest. To
          byłoby przegięcie. Ty przeginasz, według mnie, w drugą stronę. Warto wyczuć
          granicę. Pytasz, czy jesteś naprawdę beznadziejną matką. Według mnie - jesteś.
        • lolinka2 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 16:02
          montechristo4 napisała:
          > Ale
          > jeżeli syn zachowuje się "normalnie", czyli jest umiarkowanie
          > grzeczny i umiarkowanie niegrzeczny, to za co mam nagradzać
          > go "materialnymi" przyjemnościami?
          >

          Jeśli jest umiarkowanie grzeczny, to ty to wyłapuj i punktuj smile
          Jeśli jest umiarkowanie niegrzeczny "czapka niewidka". W grubszych
          sprawach - konsekwencje, wg ustalonych wcześniej zasad.

          Chmurki i reszta OK, bylebyś czarnych chmurek nie wymyśliła....
        • ykke Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 18:19
          montechristo4 napisała:
          >jeżeli syn zachowuje się "normalnie", czyli jest umiarkowanie
          >grzeczny i umiarkowanie niegrzeczny, to za co mam nagradzać
          >go "materialnymi" przyjemnościami?

          Przesadzasz. Przyjęłaś taktykę skrajności jak widzę-albo nagroda,
          albo kara. JAk dziecko jest "normalne i codzienne" to nie pójdzie do
          kina? CZyli zbliża sie premiera jakiegos fajnego filmu i dzieciak,
          aby iśc do kina ma "stawac na głowie", albo na siłę wymyślacie
          jakies zadania? Daj spokój. Pomysł wychowawczy dobry, tylko trochę
          ci się zjechało z drogi. Super Niania robiła to inaczej. Wyluzuj.
          Rozumiem, że jak ostro nabroił to kara musi by, ale w innym wypadku?
          -Synu, zachowywałeś sie zbyt normalnie, nie pójdziesz więc do kina.
          Nie smieszy cię to?
          Ps. Jeśli chłopcy naprawdę zadowoleni to chwała niebu, byle nie
          znalazł się jakis kumpel, który uświadomi im, że to normalne nie jest
        • znowuniedziela Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 26.02.09, 21:25
          Nie jestes beznadzierjna matka.
          Podoba mi sie Twoje podejscie do "zarabianai" na przyjemosci-sama
          stosuje podobne wink
    • lola211 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:28
      No nie, specjalnie sie wykazywac, zeby dostac na bilet do kina? az
      strach pomyslec, co musza w ramach zasługi wykonac, by na wakacje
      pojechac.
      Czy ty jakos szczegolnie zapracowujesz na wlasne przyjemnosci?
      wyjscie np. do reastauracji okupujesz dodatkowa praca?

      Samochod owszem, niech myje, ale w ramach prac w rodzinie, a nie "za
      bilet".
    • 18_lipcowa1 jestes 01.02.09, 21:31
      zeby dzieciak musial pracowac na wypad do kina to jest lekka przesada
      • montechristo4 Re: aaaaaaaa czytajcie ze zrozumieniem 01.02.09, 21:35
        wyjście do kina = 3 opcje: w nagrodę, ze własne pieniądze ze
        skarbonki (dostają tygodniówki) lub jak zarobią?
        Naprawdę to przegięcie?
        Dodam, że zarabiają raczej rzadko, bo przeważnie chodzą gdzieś w
        nagrodę.
        • 18_lipcowa1 Re: aaaaaaaa czytajcie ze zrozumieniem 01.02.09, 21:39
          montechristo4 napisała:

          > wyjście do kina = 3 opcje: w nagrodę, ze własne pieniądze ze
          > skarbonki (dostają tygodniówki) lub jak zarobią?
          > Naprawdę to przegięcie?

          Tak przegiecie.
          Czego chcesz ich tym nauczyc i dlaczego uwazasz ze to jest dobre?

          > Dodam, że zarabiają raczej rzadko, bo przeważnie chodzą gdzieś w
          > nagrodę.

          A tak 'po prostu' nie moga?
        • lola211 Re: aaaaaaaa czytajcie ze zrozumieniem 01.02.09, 21:39
          Tak, uwazam ze przeginasz.
        • uhu_an Re: aaaaaaaa czytajcie ze zrozumieniem 10.03.09, 23:03
          No to chcesz tej oceny, czy tez nie chcesz sluchac, ze jestes
          beznadziejna?
    • madameblanka Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:36
      z dwojga złego lepsze to niż rozpuszczanie dzieciaków.

      może tym zarobkowaniem nie męczyła bym 9-latka, rozumiem że chodzi ci o to zeby
      szanowały to co mają i że to nie jest za darmo, z nieba nie spadło, żeby
      szanowały pracę, i czyjś /tu wasz/ wysiłek włożony w to żeby w domu niczego nie
      brakowało.
      • montechristo4 Re: lipcowa 01.02.09, 21:44
        Czego chcę nauczyć? Ano chyba tego, że skoro są duzi, to mogą
        zrozumieć, że złe zachowanie się nie opłaca, bo wtedy życie toczy
        się normalnie, bez ekstra przyjemności. Tego, że trzeba włożyc
        trochę wysiłku, żeby coś zdobyć. Wyjśc do tego kina (skoro juz
        podałam ten przykład) mogą za swoją tygodniówkę i nie ma problemu,
        więc przy okazji uczą się, że skoro pójdą gdzieś za własną kasę, to
        już na inne rzeczy w danym tygodniu im nie starcza.
        Patrzę na mojego siostrzeńca, którym ma wszystko i bez problemu. I
        patrze na moją siostrę, która "boi się" czegokolwiek mu odmówić.
        Moje dzieci mają jasne zasady w domu.
        • 18_lipcowa1 Re: lipcowa 01.02.09, 21:54


          > Czego chcę nauczyć? Ano chyba tego, że skoro są duzi, to mogą
          > zrozumieć, że złe zachowanie się nie opłaca, bo wtedy życie toczy
          > się normalnie, bez ekstra przyjemności. Tego, że trzeba włożyc
          > trochę wysiłku, żeby coś zdobyć. Wyjśc do tego kina (skoro juz
          > podałam ten przykład) mogą za swoją tygodniówkę i nie ma problemu,
          > więc przy okazji uczą się, że skoro pójdą gdzieś za własną kasę,
          to
          > już na inne rzeczy w danym tygodniu im nie starcza.
          > Patrzę na mojego siostrzeńca, którym ma wszystko i bez problemu. I
          > patrze na moją siostrę, która "boi się" czegokolwiek mu odmówić.
          > Moje dzieci mają jasne zasady w domu.


          Szkoda mi ich, tych twoich dzieci.
          Ja nigdy na przyjemnosci nie musialam odrabiac panszczyzy u rodzicow
          a wyroslam na osobe ktora i tak wie ze bez pracy nie ma kolaczy i ze
          zdrowym podejsciem do pieniedzy
    • malila Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:40
      Nie jestem pewna, czy dobrze sobie wyobrażam, jak funkcjonuje Twoja
      rodzina. Napiszę więc w ten sposób: obdarzanie dzieci przyjemności
      wyłącznie w ramach nagrody najprawdopodobniej będzie skutkować tym,
      że dzieci jako dorosłe osoby będą sprawiać sobie przyjemność
      wyłącznie w nagrodę. Jeśli będzie im się wydawało, że zapracowały za
      mało, będą miały poczucie winy. Co z kolei może je wpędziić w jakiś
      rodzaj nerwicy typu pracoholizm.
      Nie uważam też, żeby kino było jakimś specjalnym przywilejem.
    • bea.bea Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:44
      jesli w całym tym interesie, jest jeszcze dużo miłosci, a nie tylko zimna
      kalkulacja...to ja z moim 5cio latkiem robie podobnie...marzy o
      samochodziku...wiec dostaje go gdy bedzie miał 7 sloneczek...a słoneczka dostaje
      za dobre zachowanie w przedszkolu...

      o kasie jeszcze nie mówimy..i nie wiem jak bedzie..nie mam na to pomysłu..choc
      podoba mi sie co piszesz..też będe ta wredną matka..smile
      • montechristo4 Re: bea, dokładnie 01.02.09, 21:48
        Chłopcy "zbierają" chmurki. 10 chmurek, to nagroda, czyli wyjście do
        kina ( a chodza skubańcy często), kasa na pizzę z kolegami (starszy)
        lub czas na sali zabaw (młodszy).

        Zastanawiam się, dlaczego ludzie postrzegają to jako coś złego? A
        chyba tak jest, skoro nawet tutaj zostałam potępiona.
        Czyli bez oporu powinnam dawać im na wszystko co zechcą i jak często
        zechcą?
        • kali_pso Re: bea, dokładnie 01.02.09, 21:52

          Czyli bez oporu powinnam dawać im na wszystko co zechcą i jak często
          zechcą

          Nie.
          Ale zrobiłaś kiedyś akcję typu- przechodzicie obok sklepu i wiesz,
          że mały marzy o tym, co tam widzisz, więc mu kupujesz?
          Czy też każda przyjemność musi być "okupiona" serduszkami czy innymi
          chmurkami a na zwykły spontan miejsca już nie ma?
        • deela Re: bea, dokładnie 01.02.09, 21:53
          13latek zbiera CHMURKI????????????????????????????????????
        • bea.bea Re: bea, dokładnie 01.02.09, 22:00
          wcale bym sie innymi nie przejmowała...
          nasze dzieci maja wszystko, i daleko im do dzieciaków przyklejonych do szyby
          marzacych o samochodziku czy innym garzacie, który MOŻe przyniesie im
          mikołaj...moze bo nie wiadomo...
          sama spełniałam marzenia mojego syna...do czasu gdy z przerazeniem stwierdziłam
          że on przestał sie cieszyć...
          a człowiek cieszy sie i szanuje rzeczy, gdy nie są one łatwo osiagalne...

          i kiedy kupiłam mu rower...a on mi na to..ze fajny, ale wolałby bionikla,
          których ma z 10...powiedziałam basta...

          nie wszystkie marzenia sie spełniaja,
          a nawet w bajkach ( nie pamietam, ale o jakis misiach) było , ze marzenia
          spełnia sie pracą...nauką, itd...
          i ja tej wersji sie trzymam...wiem o czym piszesz, i wiem, ze nie spłycasz
          tematu, do
          kino = jazda na szczotce...
          • montechristo4 Re: bea, dokładnie 01.02.09, 22:04
            dzięki, chyba jesteś jedną z nielicznych, która zrozumiała ideę.
            Kurcze, nie odbieram mojego domu jako kolonii karnej, ale zwyczajnie
            nie chcę dawać im wszystkiego, co tylko zapragną. Popełniałam ten
            bła, kiedy starszy był mały i miał wszystko to co zechciał.
            • bea.bea Re: bea, dokładnie 01.02.09, 22:08
              a swoja droga, moze nie musze sie podlizywac mezowi..zeby sobie cos kupic..tongue_out
              ale na pewno zeby spełnic wlasne zachcianki, musze wiecej pracowac, albo z
              czegos innego zrezygnowac, w końcu z nieba mi nie spada..smile
            • kali_pso Re: bea, dokładnie 01.02.09, 22:10


              > dzięki, chyba jesteś jedną z nielicznych, która zrozumiała ideę

              Zrozumiała, nie zrozumiała, zdaje się, że robi to samo co Ty po
              prostuwinkp
              • bea.bea Re: bea, dokładnie 01.02.09, 22:18
                dokładnie...
                nawet mam cennik wywieszony w kuchi, zeby było wiadomo co za ile...

                dla męza

                laseczka - mycie okien
                seksik - zmywanie

                dla dziecka
                wyjscie na kulki - posprzatany pokój
                przytulenie mamusi - umyta wanna
                czekolada...o to umyta cała łazienka
                itd
                tongue_out
                polecam, mąz chodzi jak w zegarku...
                a ja leże na kanapie i marze o kolejnym futrze..
          • kali_pso Re: bea, dokładnie 01.02.09, 22:17

            > sama spełniałam marzenia mojego syna...do czasu gdy z przerazeniem
            stwierdziłam
            > że on przestał sie cieszyć...
            > a człowiek cieszy sie i szanuje rzeczy, gdy nie są one łatwo
            osiagalne...
            >


            No na chwyt- zobaczył reklamę w telwizji i sobie wymarzył to, co
            zobaczył- nabierają się rodzice na całym świecie.wink
            Natomiast- ja spełniam marzenia mojego dziecka, co do których
            rzeczywiscie jestem przekonana, że jest to jego prawdziwe marzenie,
            a nie małpi zachwyt. Dostaje zabawki bez okazji, z okazji, bo ja mam
            fanaberię, coby mu coś kupić itd. I doprawdy nie widzę róznicy w
            jego uciesze na widok zabawki kupionej ot tak sobie, podczas powrotu
            z pracy a tej, na która czeka np, z okazji urodzin- jest tak samo
            duża.
        • mama-maxa montechristo 01.02.09, 22:04
          a jakbys napisała, ze dajesz im wszystko ot tak, to by cie pewnie
          też potepili,że tacy jak ty wychowują rozpieszczonych bachorówwink
          • emigrantka34 Re: montechristo 01.02.09, 22:07
            miedzy tresura a wychowaniem jest roznica
            ktorej autorka nie widzi
            • fioretti Re: montechristo 02.02.09, 00:25
              emigrantka34 napisała:

              > miedzy tresura a wychowaniem jest roznica
              > ktorej autorka nie widzi

              a ty moim zdaniem jestes tak ograniczona intelektualnie,ze kompletnie nic nie
              widzisz tylko powtarzasz zaslyszane frazesy,a sensownego zdania sklecic to nie
              da sie?

              znalazla sie specialistka
              • emigrantka34 Re: montechristo 02.02.09, 10:33
                powiem Ci delikatnie - odczep sie od mojej skladni idiotko;


          • triss_merigold6 Re: montechristo 01.02.09, 22:08
            A ja nie rozumiem czemu dziecko nie maiłoby mieć atrakcji i rozrywek
            tak bez powodu (z opcją zawieszenia za poważne przewinienia). O ile
            nie kolidują z czasem nauki to w czym problem?
        • agama77 Re: bea, dokładnie 02.02.09, 00:14
          13-latek zbiera chmurki?????!!! ale numer! i jemu to pasuje??
        • e_r_i_n Re: bea, dokładnie 02.02.09, 09:47
          montechristo4 napisała:

          > Czyli bez oporu powinnam dawać im na wszystko co zechcą i jak
          > często zechcą?

          Naprawde, są stany pośrednie.
          Ja mam podobny system w temacie zabawek - ale to polaczone jest z
          dyscyplinowaniem w szkole.
          Mamy umowe, ze tydzien bez uwagi na temat jego pracy w szkole jest
          nagradzamy. Tydzien z taka uwaga - nagrody w postaci czegos
          wymarzonego nie ma.
          ALE kino - juz ten przyklad dalas, wiec wszyscy o tym pisza - nie
          wchodzi w zakres nagrod moim zdaniem.
          Kino, teatr, koncert to sa normalne aktywnosci 'kulturalne'. I na to
          w moim odczuciu nie trzeba zasluzyc.
        • ykke Re: bea, dokładnie 02.02.09, 18:23
          montechristo4 napisała:

          >Zastanawiam się, dlaczego ludzie postrzegają to jako coś złego? A
          >chyba tak jest, skoro nawet tutaj zostałam potępiona.
          >Czyli bez oporu powinnam dawać im na wszystko co zechcą i jak
          >często
          >zechcą?

          JAk napisałam wcześniej, reguły masz dobre, tylko te nagrody własnie
          dziwne. Chodzi mi o to, że musza sobie zapracowac na ZWYKŁE rzeczy.
          A moze kino tylko dla mnie jest zwykłe? A wyjście na lody na
          przykład? Musza zapracowac na to, czy nie?
      • phantomka Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:52
        Jezeli jest to taka nadprogramowa przyjemnosc, to uwazam, ze to
        swietny pomysl, ze na nia sobie po prostu zapracuje. Rodzice maja
        ograniczony budzet na przyjemnosci dla dzieci, ale jezeli dzieciak
        wykona jakas prace, moze to wydac na cos, co sobie wymarzyl.
        Nie widze w tym zalozeniu kalkulacji, czy braku milosci, bo w koncu
        autorka nie napisala slowa o relacjach w domu. Podala prosty
        przyklad, jak uczyc dziecko wartosci pieniadza. To, ze dziecko chce
        wyjsc do kina czy kupic sobie cos super hiper, nie oznacza, ze
        rodzic musi spelnic jego zachcianke. I to nie jest kwestia
        zasobnosci portfela. Ot po prostu ustalamy, ze w tym m-cu dzieci
        zabieramy tylko na basen np. A tu nagle pojawia sie wizja ciekawego
        filmu w kinie. Czy ja jako rodzic jestem zmuszona oplacac wszelkie
        wymysly dziecka? Zupelnie nie widze sensu.
      • moofka Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 22:18
        bea.bea napisała:

        > jesli w całym tym interesie, jest jeszcze dużo miłosci, a nie
        tylko zimna
        > kalkulacja...to ja z moim 5cio latkiem robie podobnie...marzy o
        > samochodziku...wiec dostaje go gdy bedzie miał 7 sloneczek...a
        słoneczka dostaj
        > e
        > za dobre zachowanie w przedszkolu...
        >
        dziwne troche
        przeciez nie jestes z nim w tym przedszkolu to skad wiesz, jak sie
        zachowuje??
    • na_pustyni Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:52
      Nie podoba mi się. Potem taki dzieciak wyrośnie na faceta, który będzie
      oczekiwał nagrody od żony za posprzątanie mieszkania. Pachnie mi to tresurą.
    • emigrantka34 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:52
      ty qrde zartujesz chyba
      oni sa w kampusie karnym czy jak???
      nie zdziwie sie jak Ci na starosc szklanki wody nie podadza
    • grimma Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:56
      tylko ze superniania czasem tez zauwaza ze wychowanie to cos wiecej niz system
      nagrod i kar, konsekwencja, punkty za sprawowanie, jasne zasady.

      czasem istotniejsze jest nauczenie dzieciaka jak wyrazac emocje, jak mowic o
      potrzebach itd.
      cos sie we mnie burzy jak slysze to wychowaaniu w stylu:
      kara-nagroda-zapracowywanie, mam wrazenie ze to pewne uproszczenie i pojscie na
      latwizne.
      poza tym czy ojciec tez jak chce isc do kina to pucuje samochod? albo klatke
      schodowa?

      (jestem matka 2 latka, ale dlugo pracowalam w roznych placowkach naszego
      boskiego systemu opieki nad mlodzieza. tam gdzie byl system punktowy/kar/nagrod
      kontatk z dzieciakmi byl znacznie gorszy i plytszy)
      • montechristo4 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 22:00
        A czy ja gdzies pisałam o kontakcie z dziećmi? Czy relacjach
        emocjonalnych? Akurat w tej kwestii nie mam sobie wiele do
        zarzucenia. smile

        A, na dobicie dodam, że telewizję i komputer też im dawkuję. I dawki
        są naprawdę minimalne.

        Któras jeszcze pytała, czy 13 latek zbiera chmurki. Tak, a co ma
        zbierać? Biusty (skoro tym się aktualnie zaczął interesować)?
        Przecież nie ma znaczenia nomenklatura - czy to będą chmurki, kreski
        czy trójkąty. Chodzi o efekt.
        • triss_merigold6 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 22:05
          Spox, odbiją sobie jak będą miały własna kasę i będą ją mogły
          wydawać ot tak, dla przyjemności a nie w nagrodę.
          Gdyby mnie jako trzynastolatce rodzice zaproponowali zbieranie
          chmurek za zachowanie to chyba bym ich wyśmiała...
          • montechristo4 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 22:12
            mają własnę kasę smile
          • stillgrey Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 08:50
            a ta kasa to im z nieba spadnie czy jednak na nia wczesniej zapracuja?
        • grimma Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 22:22
          a ja Ci napisalam ze wchodzac w wyliczanie, chmurki, punkty latwo jest zgubic
          kontakt i wyczulenie na potrzeby. i tyle
        • hanalui Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 22:39
          montechristo4 napisała:
          > A, na dobicie dodam, że telewizję i komputer też im dawkuję. I
          dawki
          > są naprawdę minimalne.

          Szkoda mi twoich dzieciakow.
          Jak tak patrze wstecz to jedynie ograniczano mi filmy dla doroslych
          i w jakis strasznie nocnych godzinach. Ba...moglam nawet na nocnych
          imprezach jako 13-14 latka juz zostawac pod warunkiem ze rodzice
          wiedzieli gdzie jestem i bylo to ustalone wczesniej.
          Wszystkie przyjemnosci typu kino, lodowisko czy wyjscia z innymi
          dzieciakami do miejsc uciech byly za darmo tzn nie musialam na to
          szczegolnie pracowac.
          I kurcze o dziwo wyroslam ja i moje rodzenstwo na ludzi ktorzy
          doceniaja wartosc pieniadza, pracy i potrafia zrozumiec jak na cos
          rodzice nie chcieli nam dac lub ich stac nie bylo.
          Podpisuje sie pod tym ze jakas kolonie karna masz w domu. Koszmarnie
          jesli 13 latek mowi w szkole ze ma limitowany dostep do tv i czy
          kompa i ze na zwykle kino musi zarabiac szorowaniem auta.
    • lidia341 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:56
      Uważam że jeśli dziecko chce i nie ma przeciw wskazań powinno dostać na kino.
      Mój też odkłada sobie pieniądze ale to nie znaczy że ja nie dam mu na nic więcej.
    • triss_merigold6 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 21:57
      Jak dla mnie jesteś.
      Nie wyobrażam sobie, żebym jako dorosła musiała wykazywać się
      wybitnie dobrym zachowaniem przed rodziną aby w nagrodę móc sobie
      kupić drogi krem czy iść do teatru.
      Nie uważam wyjścia do kina, na basen, pizzę czy innych tego typu
      rozrywek za coś super hiper ekstra na co dziecko musi zasłużyć i
      wyróżnić się.
    • croyance Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 22:07
      Mysle, ze nie zostal poruszony tu jeden problem.

      Kino ma takze roke edukacyjna, jak muzeum, teatr, wystawa etc.
      Rozumiem, jesli chlopcy chca isc obejrzec Supermena - powiedzmy -
      ale nie chodzisz z nimi na jakies fajne filmy nie dla rozrywki, ale
      zeby poruszyc pewne tematy, pokazac im rozne perspektywy, czegos ich
      nauczyc?

      Przeciez kino to nie tylko rozrywka. Nie boisz sie, ze ograniczasz
      im kontakt z kultura?

      I dlaczego rodzinna wyprawa na, dajmy na to, niezbyt ambitny film
      mialaby byc czyms tak strasznym? smileTo tez wspolne spedzananie
      czasu. Nie byliscie nigdy z dziecmi w kinie? To naprawde taka
      wyjatkowa, nadzwyczajna przyjemnosc?
      • montechristo4 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 22:11
        razem do kina chodzimy, w nagrodę.
        Za to wydatki na koncerty, teatr (przynajmniej raz w miesiącu) i
        muzea (mąż chodzi, bo ja już mam alergię na wystawy w muzeum
        techniki) są NIELIMITOWANE. I nie muszą prać na tarze, żeby zasłużyc
        na obejrzenie przedstawienia.
        • 18_lipcowa1 to o co chodzi z tym kinem? 01.02.09, 22:13
          koncerty i teatr ok a kino nie?

          • croyance Re: to o co chodzi z tym kinem? 01.02.09, 22:18
            Tez nie rozumiem. Zreszta kazdemu sie nalezy jakas rozrywka,
            dzieciom tez.
          • jakw Re: to o co chodzi z tym kinem? 11.03.09, 10:40
            18_lipcowa1 napisała:

            > koncerty i teatr ok a kino nie?
            >
            Żeby pójść na kocert czy do teatru to pewnie by tej podłogi tak nie
            czyscili.
      • verdana Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 22:19
        Wcale nie uczysz tego, że na przyjemnosci trzeba zapracować. Uczysz
        tego, ze dziecko ma karnie robic wszystko to, czego sobie życzysz
        pod groźbą utraty wszelkich dodatkowych atrakcji. Jedynie dzieciak
        posluszny, pracowity i wypelniajacy wzorowo obowiązki może zaslużyć
        na jakąkolwiek przyjemność - wszelki bunt, niesubordynacja itd sa
        zakazane. z jednym wyjątkiem - jesli się ma pieniądze, to mozna
        gwizdac na zasady i kupic sobie za nie przyjemność. A więc praca
        rozumiana tylko jako zdobywanie pieniędzy są jedynym sposobem
        uniezalezninia się od restrykcyjnych wymagan rodzicow.
        Czy wyobrazasz sobie, jakich ludzi wychowujesz? Albo posłuszne
        roboty, potencjalnych pracoholikow poslusznych szefowi, którym zadna
        przyjemnośc w życiu sie nie nalezy, o ile nie "zaslużą", albo ludzi,
        ktorzy wiedza, ze za kaase mozna kupić wolność od zasad. I wiedzą,
        ze za kasę kupuje się przyjemnosci - prosty krok do powaznych
        klopotow w nastolatkowym życiu.
        W dodatku przekazujesz dzieciom informację "zalezy mi na tym,
        abyscie robili to co chcę, nie zalezy mi na tym, aby wam bylo milo,
        aby wam sprawic przyjemność". Twoje dzieci prawdopodobnie nie będa
        umialy sprawic nikomu przyjemnosci ot tak, aby był zadowolony.
        najwyżej będa dawaly nagrody. Rozwody maja jak w banku.
        Dzieciom nie nalezy dawac wszystkiego, czego chcą, ale w rownym
        stopniu nie nalezy uwazać, ze kazda przyjemność, każdy prezent to
        cos na co trzeba zasluzyć lub zarobić.
        Twoje wychowanie jest niezwykle proste- dla Ciebie. Bardzo łatwo
        sterowac dziećmi odmawiając im przyjemnosci, o ile nie są grzeczne -
        to forma szantazu, a szantaz działa. Do czasu...
        • montechristo4 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 22:38
          kino było przykładem. sprawiam im przyjemność wspólnym spedzaniem
          czasu, robieniem tego, na czym im zależy - np. maniackim wręcz
          chodzeniem na basen lub kręgle. Podałam kino jako przykład, bo w
          skali miesiąca jest najbardziej chyba kosztowne (bilety, zestawy z
          popcornem itd) i bardzo częste.
          Czyli wg Ciebie powinni dostawać bez ograniczeń wszystko?
          Pytam poważnie, bez złośliwości.
          • lola211 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 09:42
            > Czyli wg Ciebie powinni dostawać bez ograniczeń wszystko?

            No wlasnie twoi synowie moga otrzymac wszystko, bo wystarczy ze
            sobie zapracuja i juz - moga do kina pojsc i ze 20 razy.Owszem,
            bedzie to okupione praca, ale skoro sa przyzwyczajeni, to zaden
            problem.
            Ja swojemu dziecku odmawiam pewnych przyjemnosci i ich po prostu nie
            otrzyma.Albo otrzyma ale w ramach prezentu z okazji urodzin,
            mikolaja, dnia dziecka itd- to jesli chodzi o drozsze prezenty.
            Nie ma wszystkiego, w odróznieniu od twoich synów, a tego sie
            wlasnie obawiasz.No i mamy paradoks.
            • nie.mam.tipsow Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 25.02.09, 14:31
              Ze tak się wtrącę.. Dzieci montechristo4 sa w układzie, któego są
              świadome. I maję ciekawsza opcję, bo Twoje dziecko nie będzie mialo
              wcale, bo Ty mu nie dasz i już, a chłopcy montechristo sobie
              zarobią, jesli im będzie zależałosmileKrzywda im się nie dzieje. Ile
              jest dzieci, kótre mieszkaja na wsi i pomagają rodzicom NIC Z TEGO
              NIE MAJĄC
              • nie.mam.tipsow Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 25.02.09, 14:35
                Ze tak się wtrącę.. Dzieci montechristo4 sa w układzie, którego są
                świadome. I maję ciekawsza opcję, bo Twoje dziecko nie będzie mialo
                wcale, bo Ty mu nie dasz i już, a chłopcy montechristo sobie
                zarobią, jesli im będzie zależałosmileKrzywda im się nie dzieje. Ile
                jest dzieci, które mieszkaja na wsi i pomagają rodzicom NIC Z TEGO
                NIE MAJĄC. Mam tu na myśli przyjemności, bo to, że na chleb rodzice
                orką zarabiają to logiczne. Uważam, że dzieci montechristo sa w tym
                wieku, że rozumieją o co chodzii w żaden sposób nie odbije sie to na
                ich psychice w przyszłosci, jak tu większość prorokuje.
          • annamariamuff Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 11:07
            Podałam kino jako przykład, bo w
            skali miesiąca jest najbardziej chyba kosztowne (bilety, zestawy z
            popcornem itd) i bardzo częste.

            No i sama wpedzilas sie w slepy zaulek.Nie lepiej bylo powiedziec
            dzieciakom ,ze budzet jest ograniczony ,ze pieniadze nie spadaja z
            niebo i ,ze np kino 3 razy w tyg przed dwa to dla was zbyt duze
            obciazenie, bo chcecie te pieniadze spozytkowac inaczej. Teraz umowa
            jest umowa za prace kino. Z 9 latkiemi i13 latkiem mysle ,ze juz
            spokojnie mozna sie dogadac a nie opracowaywac system kar i nagrod ,
            to dziala bardziej u malego dziecka aby skojarzylo ( akcja -reakcja).

            Moj syn 16 lat chodzi do kina w soboty wieczorem kiedy leci cos
            ciekawego .Jesli nie, wychodzi poprostu z przyjaciolmi .Kino nie
            jest okupione jakimis specjalnymi wyrzeczeniami , nie musi zbierac
            chmurek ani specjalnie dobrze zachowywac, podobnie jest z wyjsciem
            na pizze czy kregle.
            Moj syn wie jednak ze sa to rozrywki , ktore zwyczajnie kosztuja i
            sam sie ogranicza ,zna wartosc pieniadza bo z nim o tym
            rozmawialismy.
        • rayon_de_soleil Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 14.03.09, 18:13
          Verdana dobrze to ujeła. Moi kuzyni byli wychowywani w podobny
          sposób. Żeby zasłużyć na przyjemność musieli się porządnie
          napracować. W weekendy pracowali u rodziców w sklepie, żeby zarobić.
          Chmurki, punkty ... były na porządku dziennym. Nic nie było za
          darmo. Efekt - ludzie którzy nie umieją ciszyć się z przyjemności
          wspólnie z innymi. Nie zafundują komuś biletu do kina, bo przecież
          to uszczupliłoby ich zasoby. Od małego cały czas liczyli pieniądze.
          Zastanawiali się : kupić popcorn, czy colę ? bo na obie rzeczy nie
          starczy.
          Nie umieją się też dzielić, są chytrzy. Jednocześnie zawsze
          rozglądali się bacznie, żeby jakiegoś frajera zahaczyć, a może się
          uda i od kolegi można będzie podskubać popcornu ? i zaoszczędzić.
          Moja ciocia to się cieszyła, że chłopcy znają wartość pieniądza. Od
          18 roku życia uczestniczyli w opłatach za mieszkanie i zużycie wody -
          w ramach nauki o wartości pieniądza.
          Teraz są już dorośli. Szybko od rodziców się wynieśli.
          Ciocia jest już starsza. Kiedy prosi któregoś z synów o pomoc,
          skoszenie trawnika np. to najczęściej nie mają czasu, a jak mają to
          ciotka musi im za to zapłacić smile
      • alyeska Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 22:41
        Czesc,
        czy Ty moze ksiegowa jestes i spisy prowadzisz, co ktore dziecko jak
        zrobilo?.
        Nie wyobrazam sobie aby moje musialo pracowac na bilet do kina. Moje
        potomstwo ma swoje obowiazki ale nie sa za to nagradzani ( no chyba,
        ze dobrym slowem smile).Wazniejsze wydaje mi sie wpojenie w nich
        obowiazkowosci i odpowiedzialnosci a nie jak zasluzysz. Przez to ,
        ze sa istnieja nie musza zaslugiwac na nic, tak ich rozpieszczam
        okrutnie. Maja co chca ( w rozsadnych granicach), wiecej to ja im
        kupuje bo lubie. U mnie i u meza w domu bylo tak samo, rodzice nie
        oszczedzali na nas ani nie prowadzili kartotek. Oboje ciezko
        pracujemy i jakos nie widze coby rozpieszczanie materialne domowe
        nas zepsulo. Boze jak pamietam jak moja dawna znajoma traktowala
        swoje dzeici wlasnie slodycze w nagrode, costam w nagrode za
        ekstraordynaryjne zachownanie pieciolatkow to mialam wrazenie ,ze te
        jej dzieci cale zycie beda musialy sobie zaslugiwac na cos... No
        k..a bez przesady, chce to kupuje, a nie jak zasluze. Zasluguje bo
        istnieje. Inna moja znajoma rozpieszczala 2 corki zakupami i
        wyjazdami ponad przyzwoitosc i obie dziewczyny ( obecnie
        dwudziestoparolatki sa swietne, wyksztalcone, hojne, dobre,
        szczesliwe) - dalej sie rozpieszczaja z matka wzajemnie. Tys madra
        kobieta i granice znasz ale odpusc sobie troche czasami i bez
        zaslugiwania kup im cos i spal te archiwa kartotek.
    • artemisia_gentileschi Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 22:16
      Moze nie beznadziejna, ale IMO nieco przesadzasz z tym wyliczaniem.
      Moje maja takie rzeczy za free (o ile mam kase ofc). Natomiast kiedy
      cos zdemoluja, potracam im z kieszonkowego, wiec az taka kochana nie
      jestemwink
    • graue_zone Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 22:16
      Nie wiem, mnie się to bardzo nie podoba. Nie jestem zdania, że dziecko musi mieć
      wszystko, co zechce, raczej staram się zachować zdrowy rozsądek, ale zmuszanie
      dzieci do zarabiania sobie na kino w wieku 9 lat to dla mnie przesada.
      Rozumiem, że 13-latek chce nową grą, że coś ekstra, ale kino? I nie bardzo
      rozumiem ten sposób budowania motywacji - coś za coś. A coś tak spontanicznie,
      altruistycznie od siebie? Mam wrażenie, że wychowasz koszmarnych materialistów,
      prowadzących w głowach księgowość, co, gdzie i za ile opłaca się zrobić.
      • croyance Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 22:21
        He he, bo to cos jakby 'maz zabiera mnie do kina jak pozamiatam i
        ugotuje obiad'.
    • golfstrom A mnie się ta Twoja metoda podoba 01.02.09, 22:42
      Chyba cos podobnego opisywała kiedyś osa - dzieci zbieraja punkty.
      Taki rodzinny program lojalnościowy smile

      Choć ja, jako osoba z silna motywacja zewnętrzną i kompletnym
      flakiem motywacji wewnętrznej, moge jedynie zasugerować, żebyś
      sprawdziła, czy będa potrafili się starać nawet bez wizji nagrody.
      Wiesz, np. w sytuacji, kiedy trzeba Cię będzie zastąpić, bo będziesz
      chora. Czy dla niech praca wiąże się jedynie z nagrodą, czy również
      z obowiązkiem.

      Nie uważam, że jesteś wyrodna.

      A to, że dzieci należy rozpieszczać, żeby miały poczucie własnej
      wartości, to imo jakaś kompletna bzdura.

      Dzieciom należy okazywać miłość i uwagę, żeby czuły i wiedziały, że
      są kochane. Rozpieszczanie nie ma z tym nic wspólnego.

      Aha - no i wg mnie na Twoją korzyść przemawia fakt, że w ogóle
      rozpatrujesz poważnie sugestie koleżanki, co znaczy, że nie
      podchodzisz do swojej wizji świata ortodoksyjnie, więc myslę, że
      Twoi chłopcy mają się świetnie.

    • mama-maxa uczepiłyście sie tych biletów do kina... 01.02.09, 22:54
      gdzies sie sens całego wątku zatracił
    • s.z-n dzieci Cie osadza po latach, sama nie mam zdania 01.02.09, 23:00
    • marychna31 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 23:11
      Wyjścia do kina, teatru, muzeum, zoo, koncert czy wernisaż traktuję
      jak edukację (niezwykle przyjemną oczywiście) a nie samą
      przyjemność, w związku z tym nie traktowałabym tego jako coś, na co
      trzeba zasłużyć. Mój synek ma niespełna trzy lata więc w kinie
      jeszcze nie był ale do teatru, na koncerty dziecięce, do zoo,
      palmiarnii i galerii chodzimy regularnie. Chcę, żeby wyrósł na
      kinomana, teatromana, melomana i wielbiciela malarstwa a tego, moim
      zdaniem, trzeba sie nauczyć.

      raczej bym dziecku w drodze do takich przyjemności nie stawiała
      przeszkód w postaci "musisz zasłużyć" a zachęcała do jak
      najczęstszej tego typu aktywności.
    • jo-asiunka Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 01.02.09, 23:58
      na podstawie tego co napisałaś, uważam że przesadzasz. W końcu dzieci nie mogą
      zarabiać! Bałabym, że naucza się w ten sposób, że tylko coś za coś! Oczywiście,
      dzieci nie powinny miec wszystkiego. Ale przyjemności TYLKO za pracę to jakoś
      nie bardzo...
    • fioretti Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 00:16
      nie jestes beznadziejna matkawink i nie sluchaj e-mamowych jedz;0 moim zdaniem
      masz bardzo dobra strategie.A Twoj post byl niestety zbyt ambitny na to forum;0
      • emigrantka34 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 00:18
        napisz ksiazke o wychowaniu dziecka to moze czegos ciekawego sie
        domwiemy
        i po co czytasz to forum skoro jest tak malo ambitne

        • bi_scotti Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 00:47
          Od razu powiem, ze chmurek, sloneczek, plusow i innych znakow
          tajemnych nigdy nie stosowalismy, bo mnie to sie zawsze jakies takie
          infantylne wydawalo. I akurat kino, teatr, koncert to byly zawsze
          wyjscia "oczywiste" gdy bylo nas na to stac chociaz zawsze rowniez w
          duzym stopniu "cenzurowane" dopoki my (rodzice) placilismy za
          bilety - na pewne filmy czy koncerty po prostu NIGDY nie dalam
          pieniedzy, bo uwazalam, ze bylyby wyrzucone. Podobnie NIGDY nie
          kupilam dzieciom popcornu i calej reszty junk'u kinowego chociaz
          mieszkam gdzie mieszkam, gdzie "wszyscy" ogladaja filmy zrac popcorn
          i slurpiac cole.
          Jesli chodzi o negocjowanie i fundowanie dzieciom extra przyjemnosci
          to zawsze uwazalam, ze takie dodatkowe frajdy musza miec sens i JA
          musze byc do tego sensu przekonana. Jesli bylam przekonana, to extra
          przyjemnosc mogla byc sobie ot tak, bez powodu - nie koniecznie jako
          nagroda za cos tam. jesli nie bylam przekonana, dopoki dzieci nie
          mialy swoich pieniedzy, nie mialy tez tej extra frajdy; odkad jako
          mlode nastolatki zaczeli miec swoja forse, stali sie bardziej
          niezalezni. Wedlug mnie, 13-latek powinien juz miec sam przez siebie
          zarobione pieniadze (koszenie trawy, odsniezanie, babysitting etc.).
          Prace domowe - sprzatanie, gotowanie, pranie, zakupy, mycie
          samochodu, praca w ogrodzie byly i sa (chociaz 2 dzieci juz nie
          mieszka na stale w domu tylko w nim bywa) to byly i sa NORMALNE
          OBOWIAZKI w rodzinie i kazdy z nas je wykonuje bez dodatkowych
          nagrod wink Extra "bonusy" dzieci dostawaly i dostaja za wysmienite
          (wylacznie naprawde WYSMIENITE) wyniki w nauce, okazjonalne sukcesy
          sportowe czy artystyczne - Oni o tym zawsze wiedzieli i wiedza. I
          wciaz (mimo formalnej doroslosci wink ) na bonusy licza smile
          Przyjemnosci "bez okazji" robimy sobie rodzinnie raz na jakis czas i
          jest to zawsze bardzo mile. Robilismy tak gdy dzieci byly male i One
          sie nauczyly robic nam podobne przyjemnosci; odkad zaczeli pracowac
          zarobkowo jako nastolatki i odkad dysponuja swoimi pieniedzmi
          sprawiaja nam (rodzicom) rozne niespodzianki bez okazji. Najlepiej
          sie uczy przez przyklad.
    • gyba Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 00:37
      popieram, w calosci.
      uczysz tego, ze pieniadze nie kapia z nieba, ze na cos ekstra trzeba
      zapracowac.
      uczysz tego, ze z pieniedzmi trzeba sie liczyc - w przyszlosci to
      zaprocentuje, zobaczysz.
      znam kilka osob, ktore byly w mniej wiecej ten sposob wychowywane -
      swietnie sobie radza w zyciu finansowo (i wbrew pozorom, nie
      zarabiaja az tak duuzo, jakby sie to moglo wydawac) aha, i nie sa
      wyrachowanymi pracoholikami czy sknerami, ktore licza grosz do
      grosza.
      • ca.melia Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 01:07
        Jakiś czas temu bodajże w TS był artykół o tym, jak bardzo zatraciły
        sie granice między rodzicielstwem a koleżeństwem.
        Słusznie tam zauważono,że w dzisiejszych czasach według wszelkich
        prawideł dziecku "wszystko się należy", o nic nie musi się starać,
        na nic nie musi zasłużyć - wszystko po prostu ma. Było to poparte
        kilkoma przykładami "z życia". I najbardziej utwkił mi w pamięcii
        przykład 17 latka, który wyprowadził się z domu, gdzie miał
        wszystko na skinięcie, i przeprowadził się do babci, która wymagała
        od niego posłuszeństwa i nie dawała nic.
        Napisali, że świat swego czasu był bardziej uporządkowany i w
        rodzinie miał każdy swoje miejsce. Rządzili rodzice, a potem był
        dzieci. I każde posuniecie wobec dzieci pokierowane miłością, ale tą
        zdrową. Kocham Cię dlatego Cię skarcę, dlatego czegoś odrazu nie
        dostaniesz, dlatego się musisz o coś czasem bardziej postarać.

        uważam, że robisz dobrze, jesli nie wpadasz w skrajności, a nie
        wydaje mi sie żeby tak było. Dziecko, które ma wszystko nie docenia
        niczego. banalnie najzwyczajniej się tym nie cieszy. Wiem, bo
        obserwuje to na własnym dziecku, które ma wszystko podtykane pod
        nosek.

        Kino, prezenty, codziennie jakies drobiazgi ot tak, z matczynej
        miłości dawane, robione. I widzę, że to nie jest dobre, że moje
        kochane, układne dziecko powoli zaczyna przybierać postawę dość
        roszczeniową "ja chce", "Ty mi musisz" itd. Jakoś jej umyka, że ja
        na to wszystko ciężko pracuję, że "ekstrasy" nie sa takie oczywiste,
        że nalezy to jednak w jakimś stopniu docenic i szanować.

        i postanowiłam to zmienić, dopóki jeszcze dziecię nie zapedziło
        sie w swoim zachowaniu, i dopóki mam na to wpływ.

        Tak, ucięłam kino (przysłowiowe juz tu chyba), drobiazgi po
        powrocie z pracy, telewizor w pokoju i komputer.

        Tak, teraz ma na to zasłużyć. pomóc mi w domu, w miarę swoich
        możliwości oczywiście (wyniesc smieci, posprzatac swój pokój), nie
        pyskować. I nie widzę w tym nic zdrożnego, wrecz odwrotnie.
        Tak, za swietną naukę dostała prezent, o ktorym marzyła. Gdyby
        uczyła się źle, nie dostałaby nic.

        Kocham moje dziecko do szaleństwa ale preferuję miłość mądrą, z
        dominacją rodzica. Bo ja jestem starsza, zakładam, że mądrzejsza, ja
        wychowuję dziecko a nie ono mnie.

        Od jutra zbiera kuleczki do słoika za właściwe (tak, którego JA
        oczekuję) zachowanie.

        • ca.melia Artykuł - oczywiscie n/t 02.02.09, 01:08
        • pade Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 09:27
          podpisuję się pod postem camelii rękami i nogami.
          Moje 10 letnie dziecko-chłopak- zbiera słoneczka. Wydrukowałam
          tablicę ze strony superniani. I... jest tym zachwycony, jego młodsza
          o 5 lat siostra tez ma taką tablicę.
          Ponieważ sam nie potrafi się do niczego zmobilizować, póki co, ja
          muszę to robic. A mobilizuję go zbieraniem punktów, za ileś tam
          słoneczek nagroda. W przypadku mojej córy system dziala znakomicie.
          Jak tylko odpuściłam przez ferie od razu dała nam popalićsmile
          Jesli chodzi o syna zdarzają się niestety sytuacje kiedy zabawa jest
          duuzo ważniejsza od punktu za odrobienie lekcjisad
          Aha, limituję dostęp do tv i komputera za co dostałam ochrzan od...
          pedagoga szkonego! Uważam, ze słusznie robię, moje dziecko po
          godzinie grania na kompie ma sińce pod oczami, jest wpół przytomne i
          po oderwaniu się od monitora potrzebuje kilkunastu minut na powrót
          do rzeczywistości.
          Wiele osób uważa, ze tresuję dziecko. Być może, tylko jakie mam
          wyjście jesli żaden inny sposób nie działa, a uczyć się trzeba?




        • lola211 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 10:16
          > Tak, teraz ma na to zasłużyć. pomóc mi w domu, w miarę swoich
          > możliwości oczywiście (wyniesc smieci, posprzatac swój pokój), nie
          > pyskować.

          Ten sam skutek osiagam bez systemu nagród i kar.Corka nie myje
          naczyn, by zasłuzyc na nagrode, tylko dlatego , ze to jej obowiazek-
          zupelnie nie zwiazany z gra na kompie np.I ona te obowiazki
          wykonuje, bez zaplaty za nie.

          Uwazam, ze codzienne przyjemnosci naleza sie czlowiekowi jak psu
          micha, bez wzgledu na to, ile ma lat.Dorosly pracuje, dziecko sie
          uczy- to tez praca.A wolny czas kazdy powinien poswiecic na swoje
          ulubione zajecia bez koniecznosci zasługiwania na nie.

          Co do pyskowania- rozumiem, ze masz na mysli wyrazanie wlasnego
          zdania przez dziecko? Tu akurat wyznaje zasade, ze dziecko ma prawo
          miec odmienne zdanie od mojego i ma pelne prawo je zaprezentowac.Nie
          jestem alfa i omega i moge sie mylic, do czego jestem w stanie sie
          przyznac i o swoj autorytet sie nie boje.Zakaz tzw. pyskowania to
          prosta droga do wychowania potulnego czlowieka, obawiajacego sie
          forsowania swoich racji w zyciu doroslym.
          • e_r_i_n Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 10:24
            Przypuszczam, że jednak w temacie pyskowania to nie o to, CO dziecko
            mowi chodzi, tylko czesciej o to JAK.
            Ja tez daje prawo mojemu dziecku do dyskusji ze mna (BTW ostatnio
            zostala za to skrytykowana przez 'pania pedagog z dwudziestoletnim
            doswiadczeniem, ktora zna moje dziecko, bo sie z jego wychowawczynia
            przyjazni' - uznane to zostalo za rozpuszczanie dziecka wink) - bo jak
            ono ma sie nauczyc sluchania argumentow innych, jesli jego
            argumentow nikt nie bierze pod uwage.
            No wlasnie - daje prawo do dyskusji, ALE nie daje prawa do
            wrzeszczenia, rzucania sie czy jeczenia pt 'mamooo, ale ja przeciez
            chceee'.
            Dla mnie to wlasnie SPOSOB mowienia jest pyskowaniem. Nie wyrazanie
            wlasnego zdania.
          • ca.melia Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 10:33
            lola211 napisała:

            Corka nie myje
            > naczyn, by zasłuzyc na nagrode,

            moja tez nie - robii to zmywarka.

            > Co do pyskowania- rozumiem, ze masz na mysli wyrazanie wlasnego
            > zdania przez dziecko?

            źle rozumiesz. Wyrazanie własnego zdania a pyskowanie, to dwie inne
            bajki. Chętnie wysłucham poglądów mojego dziecka, ale nieżyczę sobie
            w ustach mojej córki tekstów typu "Czepiasz się" wygłoszone
            odpowiednim tonem - kiedy proszę kilkanaście razy o odrobienie
            lekcji, i tym podobnych. Bo nie i tyle, i nie mam zamiaru z tego się
            tłumaczyć.

            Zakaz tzw. pyskowania to
            > prosta droga do wychowania potulnego czlowieka, obawiajacego sie
            > forsowania swoich racji w zyciu doroslym.

            zakaz pyskowania, to nauka taktu, kultury, szacunku i tego , że
            słowa "palnięte" ot tak mogą komuś zrobić krzywdę. I nijak ma sie do
            wyrazania własnych poglądów.
            • lola211 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 10:40
              > moja tez nie - robii to zmywarka.

              No ale co z sednem sprawy? W miejsce mycia naczyn wstaw cos innego.

              > zakaz pyskowania, to nauka taktu, kultury, szacunku i tego , że
              > słowa "palnięte" ot tak mogą komuś zrobić krzywdę. I nijak ma sie
              do
              > wyrazania własnych poglądów

              Az zazdroszcze, bo to oznacza, ze ty zawsze wyrazasz swoje zdanie z
              taktem, grzecznie i z kultura.
              Ja niestety mam czasami sklonnosc do wybuchów, potrafie palnac
              glupote, za co pozniej przepraszam.I mi jakas hipokryzja zalatuje,
              jak tlumacze dziecku, ze taki ton nie przystoi, gdy ona "pyskuje".
              • ca.melia Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 10:54
                >
                > Az zazdroszcze, bo to oznacza, ze ty zawsze wyrazasz swoje zdanie
                z
                > taktem, grzecznie i z kultura.

                staram się. Zresztą między innymi wymaga tego ode mnie praca
                zawodowa, gdzie muszę bardzo bronić swojego zdania, jednocześnie
                zachowując takt, grzeczność. O kulturze nie wspomną, bo to wpisane
                ma raczej każda z nas.
                > Ja niestety mam czasami sklonnosc do wybuchów, potrafie palnac
                > glupote, za co pozniej przepraszam.

                a ja nie. A wiesz dlaczego? Bo mojej mamie zdarzało się mieć
                takie "wybuchy", w których waliła słowami na oślep. I ja wiem, że
                mówiła wiele rzeczy w złości i wcale tak nie myslała, ale niektóre
                jej słowa siedzą we mnie do dziś, i na pewno będą siedziały do końca
                życia.
                I to jest zasada, której maniakalnie wrecz sie trzymam zwłaszcza w
                stosunku do swoich bliskich. I mogę być wściekła, i krzyczeć ale
                jeszcze raz powtórze - maniacko pilnuję tego, co mówie w złości.

                I skoro odnoszę sie z szacunkiem do mojego dziecka, to tego
                samego wymagam dla siebie.

                I mi jakas hipokryzja zalatuje,
                > jak tlumacze dziecku, ze taki ton nie przystoi, gdy ona "pyskuje".
                >
                • lola211 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 11:02
                  Usilnie nad soba pracuje, by takich sytuacji bylo jak najmniej.
        • e_r_i_n Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 10:25
          Fajnie napisane.
          Sama się łapię na tym, że czasami trudno mi zachowac równowage
          miedzy 'madrym dawaniem' a 'spelnianiem zachcianek' (bo to strasznie
          przyjemne jest - dawac dziecku to, czego chce).
          Tez zauwazam, ze moje dziecko miewa momenty podejscia do zakupow na
          zasadzie - kase masz przeciez w bankomacie, wiec jaki problem.
    • fajka7 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 00:57
      "Natomiast jeżeli przez
      tydzień moje dziecko nie było jakieś szczególnie grzeczne, nie
      zrobiło czegoś dodatkowo, a wręcz przeciwnie, to dlaczego w weekendy
      mam mu sprawiac przyjemność? "

      Wydaje mi sie, ze dlatego, ze to Twoje dziecko i milo jest sprawic
      bliskiej osobie przyjemnosc, moze nawet szczegolnie w weekend.
      Mnie tez sie nie podoba, to co opisujesz. Szczegolnie ze wzgledu na
      przyklad z kinem- jesli na inne przyjemnosci z tej kategorii wagowej
      dzieci musza pracowac, to cos jest nie tak.
      Ale najbardziej nie lezy mi kwestia wprowadzania w swiat pracy
      zarobkowej 9-latka.
      Wydaje mi sie, ze jesli 9 latek chce isc do kina 8. raz w miesiacu,
      to po prostu mu sie odmawia i w ten sposob dowiaduje sie, ze nie
      mozna miec wszystkiego. Propozycja taka, ze pojdzie ten 8. raz jesli
      wyszoruje podlogi nie wydaje mi sie dobra alternatywa.
      Nie no, nie podoba mi sie zarabianie przez dzieci i tyle.
      To ze dzieci sa zadowolone nic nie znaczy, bo to dzieci. Nie sa w
      stanie przewidziec w najmniejszym stopniu konsekwencji takiego
      wychowania w swoim doroslym zyciu.
      Co z tego, ze nie musza zarabiac na jedzenie? Czy 9 latek ma taka
      hierarchie potrzeb i wartosci, ze jest w stanie odroznic i
      kategoryzowac swoje potrzeby? Wrecz wydaje mi sie, ze absolutnie
      nie. Ze wyjscie do kina postrzega jako potrzebe podstawowa i
      oczywista, na ktora musi specjalnie pracowac, a jedzenia czy
      zuzytego pradu po prostu nie dostrzega. I w efekcie jego swiat
      wyglada tak, ze cos tam ma gratis, ale wszystko co najfajniejsze
      jest okupione praca fizyczna i jego najblizsi za darmo nie maja mu
      nic do zaoferowania. Czy dzieci w tym wieku z cala pewnoscia
      potrzebuja takich doswiadczen do prawidlowego rozwoju?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja