marghe_72 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 01:11 Lubię Dorotę Zawadzką Podobają mi się jej metody ale nie wszystkie wśród tych, których nie aprobuję jest nagradzanie za dobre zachowanie.. Odpowiedz Link Zgłoś
myelegans Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 01:51 Bardzo dobrze robisz, nie wychowujesz konsumpcyjnych pasozytow, ktorzy dostaja wszystko tylko dlatego, ze chca. Niech to bedzie w systemie nagrod, na cos ekstra trzeba zarobic, trzeba sie postarac. Rzecz w ten sposob zarobiona jest bardziej doceniana i bardziej cieszy. Tez bede tak robic, tygodniowke wyplacac nie dlatego, ze dziecku sie nalezy, ale dlatego, ze zarobilo i bedzie mial pare obowiazkow, w zaleznosci od wieku. Zadna krzywda im sie nie dzieje, maja wlasne pieniadze, moga je wydawac jak chca, ale rowniez wiedza, ze nie wystarczy wyciagnac reke do mamy i taty i juz. Mnie rodzice dali wyksztalcenie, wikt i opierunek, zajecia pozalekcyjne, ale na przyjemnosci typu narty, obozy, zagle musialam sama zarobic i zaczelam od liceum. Cale studia pracowalam, do 16 roku zycia placili za jakies kolonie, do kina z klasa, na wycieczki z klasa, reszta byla ekstra. Od 21 roku zycia studiujac na dziennych studiach stalam sie zupelnie niezalezna. Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 02:06 Akurat system zettonowy nie jest metoda Doroty zawadzkiej- jest to jeden z systemow promujacych porzadane zachowania. Skoro mojemu synowi powstrzymanie sie od walniecia dziecka w przedszkolu sprawia trudnosc- to dlaczego nie mam jego wysilkow nagrodzic. montechrosto- co do ciebie- ja uwazam ze wypaczasz te moetode. Tzn. po pierwsze jest ona jedna z metod a nie jedyna. Po drugie- wszystkie systemy sa ok i w porzadku i dopuszczalne w momencie gdy cwiczymy z dzieckiem cos, z czym ma trudnosc. Tzn. jesli moja corka ma trudnosci z utzrymaniem porzadku w pokoju, gdy co wieczor mamy z tym problem, sa jej lzy i moje merwy, gdy ja widze ze ona sie w gruncie rzeczy meczy, bo cioagle czegos szuka, placze ze znalesc nie moze itd- to w tym moemencie zaproponowanie "sluchaj, ja widze ze masz problem, wiec ustalmy ze co woeczor dolozysz wysilkow, a ja za 7 takich wieczorow nagrodze cie czyms ekstra"- jest dla mnie ok. Jesli robimy z tego metode w pewien sposob definiujaca nasze wzajemne stosunki- to moim zdaniem to nie jest ok. Inaczej mowiac montechrosto- jesli ta metoda wynikla z tego ze twoj syn nie szanuje twojej pracy, albo ze ma nagminnie marnotrawczy stosunek do pieniedzy- to dla mnie to jest OK jako interwencja wychowawcza. O ile jestes w stanie po tygodniu bez fajerwerkow nie dac dziecku jakies innej kary, tylko przyjac ze olewa wiec OK do kina nie pojdzie i na tym koniec. Bo ta metoda zaklada sysyem nagroda/ brak nagrody. Nie zaklada natomiast kar- kara ma byc poczucie straty, latwo naprawialne bo dozbiera czlowiek te chmurki i do kina pojdzie. Odpowiedz Link Zgłoś
figrut Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 03:59 To mnie powaliło "Ale jeżeli syn zachowuje się "normalnie", czyli jest umiarkowanie grzeczny i umiarkowanie niegrzeczny, to za co mam nagradzać go "materialnymi" przyjemnościami? " Czyli jeśli dziecko jest po prostu dzieckiem, to nie zasługuje na dodatkowe przyjemności ?? Rozumiem, gdyby dziecko cały tydzień było nieznośne i wtedy konsekwencją byłoby nie danie na kino , czyli taka forma kary. Jednak "byłeś zwyczajnym dzieckiem a nie aniołem, więc teraz musisz zarobić na kino" jest według mnie idiotyzmem. Praca dziecka to z reguły jest nauka i wywiązywanie się z obowiązków domowych. Nawali w szkole z własnej winy, nawali w domu z własnej winy - nie idzie do kina za karę. Jako pracownik - robię to, co do mnie należy, należy mi się też normalna wypłata . Nawalę, potrącają mi z pensji i wypłata starcza tylko na przeżycie, zostanę po godzinach, wykonam dodatkową pracę - mam dodatkowy pieniądz na dodatkową przyjemność. Nawet alimenty się przyznaje nie tylko na wikt i opierunek, ale i na dodatkowe atrakcje dla dzieci jeśli rodzic nie żyje na krawędzi ubóstwa. Jeśli dziecko ma kaprys na dodatkowy gadżet,DODATKOWY wypad do kina to OK., niech to będzie kupione jako nagroda, lub też niech sam na to zapracuje, ale kino, wesołe miasteczko raz na jakiś czas ? Odpowiedz Link Zgłoś
montechristo4 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 08:24 Ale to jest w formie właśnie dodatkowej nagrody. Nie muszą zarabiać na wakacje, "normalne wyjścia". W skali miesiąca - chodzą do kina 3-4 razy. Przewaznie w nagrodę. Tygodniówkę dostają, bo tak ustalilismy i jest ona niezależna od nagród. Natomiast w kwestii nagradzania niematerialnego - to nie jest tak, ze chłopcy muszą zasłużyć na miłośc i uwagę - tego mają dużo. Wieczory spędzane na grach planszowych, łyżwy, basen, wycieczki rowerowe i to wszystko co robimy razem, cała uwaga i miłośc, jaką otrzymują nie wymaga starań i wypełniania obowiązków domowych. Któraś z was pytała, czy 13 latek chętnie spędza czas z rodzicami? Mój syn własnie tak, nie wiem czy jego adhd ma na to wpływ, ale lubi, kiedy coś robimy razem, jako rodzina. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 08:48 Monte, jestes nienajlepsza matką, własciwie jestescie nienajlepszymi rodzicami. I nie chodzi tu o pieniadze na kino - chodzi o to, ze - jak piszesz - w swoim wychowaniu staralaś sie wprowadzac jak najwiecej kar i nagród. I to jest fatalne. Bo czlowiek nie moze kierowac sie w zyciu kara i nagrodą - musi kierowac się poczuciem dobra i zła. Wiecej o tym napisała Ci Verdana, wiec juz nie bedę powtarzac. Odpowiedz Link Zgłoś
katia.seitz Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 10:51 >>Bo czlowiek nie moze kierowac sie w zyciu kara i nagrodą - musi kierowac się >poczuciem dobra i zła. I to jest chyba sedno sprawy... Ja nigdy nie musiałam specjalnie zasługiwać na żadne przyjemności, co nie znaczy że miałam wszystko - jak dostałam kasę na kino, to szłam, a jak nie, to nie, jak to w życiu - i jakoś nie wyrosłam na rozpuszczonego potwora. To, o czym pisze autorka postu, przypomina mi sposób, w jaki wychowywany był mój mąż. Czyli model następujący: przyjemności nie należą się od tak, po prostu, nie są normalną częścią życia - tak jak i nieprzyjemności - ale czymś, co nas spotyka w nagrodę,na co musimy sobie zasłużyć. W efekcie: mąż jest człowiekiem zestresowanym, wiecznie napiętym, nie umiejącym zrelaksować się ani odpoczywać - bo ciągle trzeba pracować, starać się, być jak najlepszym. Nie umie się odprężyć ani być zadowolonym z życia "tak po prostu". Nie ma miejsca na spontaniczną radość ani cieszenie się byle czym - jest za to ciągła obawa, czy jestem dostatecznie dobry, czy dostatecznie się starałem, żeby móc teraz z czystym sumieniem pójść do kina albo obejrzeć film na DVD. Fatalna sprawa Odpowiedz Link Zgłoś
bi_scotti Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 17:16 nangaparbat3 napisała: > Monte, > jestes nienajlepsza matką, własciwie jestescie nienajlepszymi rodzicami. A ktoz to ten standard dobra-lepsza-najlepsza ustalil? Jak Ci to, Nangaparbat, w ogole moze przejsc pod palcami zeby obcej kobiecie tak napisac? Ty sama jestes najlepsza? No chyba, ze to mialo byc zartobliwe poklpeanie po ramieniu... Ilu rodzicow, ile rodzin, tyle wersji wychowania. Bledy poplenia kazdy, zawsze latwiej punktowac cudze. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 18:05 Biscotti, nie złosc się, jest jeszcze kontekst. "Nienajlepsza" jest tylko odpowiedzia na pytanie: czy jestem beznadziejną matką? Własnie troche zartem. Gdyby nie tak sformułowane pytanie, nie sadzę, że uzylabym tego słowa Odpowiedz Link Zgłoś
gemelas Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 13.02.09, 00:12 Mi kieszonkowego nie dawali,bo nie mieli.Tak mnie wychowali,zeby cos miec(zachcianki)musialam na nie zapracowac(dobre stopnie przyniesc,myc naczynia,obierac ziemniaki itp.)Daje wiec moim dzieciom(3,5 latkom)to czego ja nie mialam ale nie dlatego ze one chca ,tylko ze ja mam ochote.Kupilam kazdej skarbonke i od czasu do czasu dam jakas monete,w ten sposob ucza sie oszczedzania. Popieram Cie.Nie jestes beznadziejna matka. Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 09:33 Zastanawiam sie, na jakie to filmy chodza az 4 razy w miesiacu.Przegladam stale repertuar kinowy i filmow dla 9-13 latkow jak na lekarstwo.Po kilka razy na ten sam film chodza czy jak? - ---------------------------------------------- www.zobacz-uslysz-powiedz.pl/wychowanie_bez_przemocy.html Odpowiedz Link Zgłoś
gryzelda71 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 11:00 lola211 napisała: > Zastanawiam sie, na jakie to filmy chodza az 4 razy w > miesiacu. Tez o tym pomyślałam. Odpowiedz Link Zgłoś
cas_sie Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 27.02.09, 12:40 Nie jestes beznadziejna tylko rozsądna. Poza tym dzieciaki naprawde uwielbiaja dostawac cos w nagrode! A was nagrody nie ciesza ? Nie obchodzi was że ktos docenia wasze starania? Nie uwierze! Premie w pracy odrzucacie ze wstrentem? Bo z tego co zrozumiałam to te dodatkowe przyjemności sa dodatkiem do normalnych codziennych . miłosć musi być rozsądna i nie polega na dawaniu wszystkiego ale pokazywaniu co jest dobre Odpowiedz Link Zgłoś
paolka_82 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 03.03.09, 15:52 Zaczełam czytac te komentarze od najstarszych i sie przeraziłam, wyszło mi, że ja tez jestem wyrodną matka która miłość odmierza złotówkami. Włos mi się zjeżył na głowie ale te ostatnie komentarze mnie uspokoiły. Uważam że w ten sposób dzieciaki ucza sie wartości pieniądza i w zyciu dorosłym będą miały świadomość że nie ma nic za darmo i jaką cenę ma każdy zarobiony grosz. Bez obaw, napewno nie wyrosna z nichbezduszni materialiści tylko dlatego że musza na swoje przyjemności zarobić. Idąc tym tropem -to dzieciaki z bogatych domów, które mają wszystko na zawołanie powinny być szalenie empatyczne, kochane , dobre i dzielić się wszystkim z każdym. A wiadomo że na ogół jest wprost przciwnie. Odpowiedz Link Zgłoś
azile.oli Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 10:19 Mam dwójkę nastolatków. Nigdy nie musieli pracować na bilet do kina. Na ogół sobie zawsze zasługują na przyjemności, żadnych chmurek i słoneczek nie stosowałam, raczej jasne komunikaty. Moja córka potrafi mieć w swoim pokoju totalny dsyf. I wiecie co? To jej pokój i nie uważam, że pójdzie do kina dopiero, jak posprząta. Ma wiele innych zajęć i wiem, że potrzebuje też rozrywki. Podobnie zresztą syn. Moje dzieciaki też mają swoją kasę i bardzo często płacąś same za siebie, lub fundują bilet całej rodzinie (tak, zapraszają mnie i męża do kina). Jak idą z przyjaciółmi przeważnie daję im kasę, chyba, że nie chcą. Nie muszą dodatkowo zapracowywać na rozrywki, bo wystarczy , że cały tydzień solidnie pracują, nie poganiane przeze mnie, nie rozliczane. Co ciekawe, bardozo często zrobią coś, co nie należy do ich obowiązków sami z siebie : syn skosi trawnik, córka odkurzy dom, umyją ojcu samochód. Nigdy za to nie dostają pieniędzy, ani żadnej nagrody, po prostu pomagamy sobie w rodzinie. Za to zawsze wiedzą, że dostaną pieniądze na kino, pizzę, nowe spodnie czy bluzę. Stać mnie, więc\ im daję, ale wcale za często nie proszą o pieniądze na przyjemności, nie są roszczeniowi ani rozwydrzeni. Każda rodzina jest inna, może czasem taki system nagród się sprawdza. Ale kino to przecież rozrywka intelektualna, podobnie jak książka, a nawet gra komputerowa. Nie potrafiłabym odmówić tego dziecku, chyba, że nie byłoby mnie stać. Ale to chyba zrozumiałe i kasy od tego, że dziecko dostanie dodatkowe zadanie do wykonania mi nie przybędzie. Odpowiedz Link Zgłoś
3.14-roman Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 04.03.09, 22:10 U mnie w domu wyglądało podobnie. Też mogłem mieć bałagan w pokoju, ale poza moim królestwem musiałem utrzymywać ład. Kiedy przekroczyłem pewien...hmmm.. etap buntu młodzieńczego, zacząłem sam z siebie pomagać rodzicom. Bez nagród Odpowiedz Link Zgłoś
anmala Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 09:24 Popieram Cię. To chyba tylko u nas w Polsce przyjęło się, że dziecko jest pępkiem świata i podstawową oznaką miłości jest spełnianie wszelkich zachcianek. W USA dzieciaki powszechnie zarabiają na różne swoje potrzeby i nikt nie robi z tego problemu. Przy okazji uczą się odpowiedzialności i szacunku dla pracy. A to, że młodzi ludzie zamiast mieszkać z rodzicami szybciej się usamodzielniają, to tylko dobrze. Dlatego nie uważam, abyś była beznadziejną matką. Nie zwracaj uwagi na forumowe ujadanie, tylko kieruj się własnym zdaniem i sercem, a wszystko będzie w porządku. Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 09:48 Na nauke poszanowania pracy 9 latek ma jeszcze czas.W Polsce dzieci nie moga pracowac ponizej 15 r.z. Ciekawe dlaczego? Dziecinstwo powinno upłynac w duzej mierze na beztrosce, podstawowy obowiazek dziecka to nauka.Pracowac bedzie sie pozniej cale zycie. Nie popieram absolutnie zasypywania dziecka przyjemnosciami.Trzeba je dawkowac, trzeba odmawiac. Odpowiedz Link Zgłoś
tylna.szyba Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 09:34 Preczytalam wszystkie posty w tym watku i nasuwa mi sie taka mysl: Moze poluzuj troszeczke te cugle i np. daj dzieciakom isc do kina tak raz na miesiac (jesli nie bylo jakis ekscesow i wybrykow dzien, czy pare dni przed). Wydaje mi sie, ze za normalne zachowanie powinny byc normlne przyjemnosci - kino raz na dwa/trzy tygodnie do nich nalezy (moim zdaniem). A za umycie samochodu wtedy moze byc dodatkowe wyjscie do kina czy cos innego extra. Nie jestes bezadziejna matka - nie daj sobie tego wmowic. Jestes po prostu hm..surowa mama...I wydaje mi sie, ze jak troszke odpuscisz z ta konsekwencja i systemem (ale tylko troche) to powinno to wyjsc dzieciakom na dobre. Odpowiedz Link Zgłoś
morgen_stern Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 09:51 Monte, nie przejmuj się. Byłam u was w domu i być może za mało widziałam ale dzieciaki wyglądały mi na szczęśliwe, wygadane a wasz dom odebrałam jako pełen ciepła i miłości. Tak, jak radziło ci parę dziewczyn - dobrze kombinujesz, tylko czasem możesz nieco popuścić cugli. Jako rozpuszczone dziecko, któremu pozawalano w dzieciństwie na zbyt wiele mogę stwierdzić, że dzieci czują się i chowają znacznie lepiej, gdy obracają się wśród jasnych i czytelnych zasad. A miłości jej dzieciom nie brakuje, więc nie przesadzajcie z tymi koloniami karnymi Odpowiedz Link Zgłoś
czar_bajry Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 10:05 Nie nie jesteś beznadziejną matką,a wręcz przeciwnie uważam że kochasz i wychowujesz swoje dzieci bardzo mądrze. Tylko u nas przyjęło się wychowywać dzieci w przekonaniu iż są pępkiem świata, w innych krajach nie jest niczym dziwnym iż dziecko zarobi na swoje przyjemności wykonując jakieś drobne prace domowe. Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 10:20 > innych krajach nie jest niczym dziwnym iż dziecko zarobi na swoje przyjemności > wykonując jakieś drobne prace domowe. Widocznie nie potrafia inaczej wymóc na dzieciach wykonywania obowiazkow jak tylko płacac za nie.IMo glupie podejscie. Odpowiedz Link Zgłoś
czar_bajry Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 10:39 Głupim podejściem to jest dawanie dziecku wszystkiego na co ma ochotę a nie zawsze na to zasłużyło. Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 10:43 Napisalam tu juz nie raz, ze daleka jest od dawania wszystkiego.Jestem jak najbardziej za ograniczaniem rozrywek i rozsadnym ich dawkowaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
ca.melia Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 10:48 tak, czyli możesz mi wejsć na głowę, robić, co chcesz a ja i tak spełnie Twoje zachcianki? I możesz mieć syf w pokoju, bo w tyg. masz zajęcia? No przeprasza, to ja rozumiem, że jak w tygodniu haruje w pracy, to mogę mieć w nosie cały dom, no bo ciezko pracuję? Owszem, bez względu na wiek dzieci mają w szkole mnóstwo obowiazków. Ale to jest życie. Odpocznij sobie jednego dnia ale nastepnego bierz sie skarbie n.p za sprzatanie. Korona z głowy nie spadnie, wrecz przeciwnie. I o jakiej "pracy zabrobkowej" mówicie??!! To,że dzieciak pomógł swojej mamie ponad "program" i ona muu za to dała n.p 5 zł , to już "wyzysk nieletnich"? No bez przesady. Tak, życie składa się z obowiązków i przyjemności. Jedno z drugim sie zazębia. i rozsądne uczenie tego na pewno zaprocentuje pozytywnie. Potem jest wielkie zdziwienie, zwłaszcza wśród młodych mężatek, że mąż w domu nie pomaga, że nie jest nauczony, że nie ma poczucia obowiązku. Bo nigdy nie musiał. Bo mamusia mu wszystko pod nosek podnosiła. Kobiety też takie bywają. Tacy ludzie niezaradni życiowo. skąd się tacyy biorą? Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 10:57 Mylisz dwie sprawy.Obowiazki i zarabianie na przyjemnosci. Aby dziecko nauczyc, ze obowiazki posiada nie trzeba tego wiazac nijak z nagroda.Ma obowiazki i ma je wykonac.To tyle jesli chodzi o pozniejszych mezów. > tak, czyli możesz mi wejsć na głowę, robić, co chcesz a ja i tak > spełnie Twoje zachcianki? Trzeba popracowac nad egzekwowaniem polecen.Naprawde twoje dziecko wlazi ci na glowe? Robi co chce? Odpowiedz Link Zgłoś
ca.melia Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 11:05 Trzeba popracowac nad egzekwowaniem polecen.Naprawde twoje dziecko > wlazi ci na glowe? Robi co chce? nie, bo bym ją chyba zjadła natomiast jej zachowanie pozostawia ostatnioo dużo do życzenia, dlatego dostała "szlabany", miedzyy innymi na "kino"P własnie w takii sposób będę egzekwować polecenia, skoro inne metody narazie zawiodły. a zarabianie na przyjemności, hmmm Mając 13 latt chciałam bardzo czerwone szpilki, szczyt moich marzeń. Moi rodzice stwierdzili, że mi ich nie kupią (choć mogli z 10 par). Zatem nie wiele się zastanawiając poszukałam sobie pracy, która polegała na sprzątaniu raz w tyg. małego biura DHL. I kupiłam sobie czerwone szpilki. I miałam dziką radochę, że zrobiłam to za swoje pieniadze, sama. Byłam z siebie dumna. Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 11:12 > nie, bo bym ją chyba zjadła Moja cora tez w zasadzie nie robi nic takiego, co musialoby uzasadniac wprowadzanie kar czy odbieranie przyjemnosci.A biorac pod uwage, co tu sie pisze, powinna byc rozwydrzonym , roszczeniowych bachorzyskiem.To moze jednak te dzieci same z siebie nie sa takie okropne i nie trzeba ich z gruntu dyscyplinowac? Ja rowniez majac 13 lat zarobilam swoje pierwsze pieniadze, na plantacji.Tyle, ze to nie mialo nic wspolnego z narzucaniem mi takiego obowiazku ptzez rodzicow.Mialam czas, były wakacje, popracowałam,BO CHCIALAM.A gdy ukonczylam 15 lat pracowalam juz regularnie w weekendy.To był moj wybor, nie koniecznosc. Odpowiedz Link Zgłoś
ca.melia Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 11:27 bo ja to rozumiem inaczej ja tę metodę uważam jako metodę "wspomagającą" Kiedy nie można prośbą i goźbą, to trzeba nałożyć sankcje. Taka Unia Europejska w domu To moze jednak te dzieci same z siebie nie sa takie > okropne i nie trzeba ich z gruntu dyscyplinowac? nie są. Dla mnie dzieci z założenia sa boskie, tylko brak umiejetnego postepowania rodziców zamienia dzieci w obrzydliwe bachory---> idealnie pokazuje to program "Superniania". ale i autorka chyba ma podobny pogląd. Jej dzieci mają i przyjemości bez starania, jeno z miłości rodzicielskiej, i takie, na które czasem trzeba sie postarać bardziej. I słusznie Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 11:39 i takie, na > które czasem trzeba sie postarać bardziej Hmm, no ale wlasnie tu mi nie gra.Praca na rzecz przyjemnosci.Jakos tego nie kupuje, bo nie widze w sumie korzysci. Odpowiedz Link Zgłoś
mama_kotula Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 13:07 Cytat Mając 13 latt chciałam bardzo czerwone szpilki, szczyt moich marzeń. Moi rodzice stwierdzili, że mi ich nie kupią (choć mogli z 10 par). Zatem nie wiele się zastanawiając poszukałam sobie pracy, która polegała na sprzątaniu raz w tyg. małego biura DHL. I kupiłam sobie czerwone szpilki. I miałam dziką radochę, że zrobiłam to za swoje pieniadze, sama. Byłam z siebie dumna. No widzisz, ja bym tych butów nie kupiła. Wiesz czemu? Bo skoro moja matka uznała - i słusznie - że szpilki nie są odpowiednim obuwiem dla 13-latki, to kupienie tych butów przeze mnie za moje zarobione pieniądze oznaczałoby "mam cię w dupie, droga mamusiu". Mniej więcej jakbym roześmiała jej się prosto w twarz i stwierdziła "gó... wiesz, a ja i tak wiem swoje". Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 11:34 Przeczytałam całą dyskusję. Dziwny masz ten system. Taki... przykry. Nie rozumiem tego, że nie dacie dziecku na kino, skoro zachowywało się "normalnie" - kino, wyjście z kolegami itp. to nie jest jakiś szczyt luksusu, tylko zwykła ludzka potrzeba rozrywki po tygodniu pracy/nauki. Wymuszanie na dziecku (dziewięciolatku!), że ma sobie na to jeszcze dodatkowo zasłużyć, jest wredne. Odpowiedz Link Zgłoś
mamongabrysi Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 12:07 Beznadziejną matką nie jesteś. Natomiast czy to jest dobry system - mam wątpliwości. Ja takiego nie stosuję i nie będę stosować. Mam wrażenie że taki system prowadzi do interesowności. Pomogę ojcu myć samochód bo dostanę za to kasę lub chmurki, ale nie pomogę jeśli tato prosi o pomoc bo jest zmęczony/zapracowany. A dlaczego nie? Bo moi rodzice też nie spełnią mojej zachcianki/potrzeby jeśli nie zasłuzyłam na nią ekstra. W takim aspekcie bym całą sprawę rozpatrywała. Nie bardzo tez uznaję ustalenia cennika za oceny - tez takie funkcjonują w niektórych domach. Generalnie nie lubię cenników. Myślę że one prowadzą do powierzchownych relacji oraz uczą kultu pieniądza. Dodam ze nie uważam aby wszystkie zachcianki musiały być spełnione - ja staram się tłumaczyc dzieciakom że nie wszystko trzeba kupować, że nie możemy wszystkiego kupić/mieć bo a)zagracimy dom b) wydamy pieniądze na głupoty i jak będą potrzebne. Dzieciaki są małe i niekoniecznie się zgadzają ale też zaczynają rozumieć pewne sprawy finansowe. Nie uważam też za poprawny model - dzieci będą nosiły oryginalne adidasy/ jeansy itp a rodzice ubierają się w ciuchlandzie. Moim zdaniem trzeba dzieci uczyć zrozumienia i empatii. Ze swojego dzieciństwa pamiętam jednak że dostawałam kasę za suuuuuuuper ekstra robotę - właściwie jedną i to raz do roku chyba - sprzątanie piwnicy - bo nikt nie chciał tego robić i był to cały dzień w plecy. Odpowiedz Link Zgłoś
lubie_gazete Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 13:13 Tak jesteś. Moje dziecko musi nawet odpracować kanapkę z szynką i majonezem. Kanapka z szynką-należy się,bo musi coś jeść,ale już majonez to dodatkowa niepotrzebna atrakcja,chce kanapkę z szynką i majonezem,musi dodatkowo na ten majonez zapracować. Raz z miesiącu pójście do kina,które w co najmniej połowie finasuje ze swojego kieszonkowego (10zł miesięcznie). Odpowiedz Link Zgłoś
in-ca Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 14:45 Nie wyobrażam sobie takie systemu u mnie w domu. Byłam wychowywana inaczej. Tak jak kilka z Was rodzice zapewniali mi "wszystkie" zachcianki typu kino. Moim obowiązkiem była nauka i pomoc w domu. Sprzątanie swojego pokoju, odkurzanie domu, zmywanie na zmiany itp. jak to w domach bywa. Nigdy też nie miałam jakiś wygórowanych potrzeb. Moje dziecko też tak wychowuje. Dostaje na "wszystko" na co chce, gdy uważam, że coś Mu jest niepotrzebne, zbędne, a Jemu się zachciało, bo reklama, czy koledzy, to rozmawiamy o tym i zwykle razem dochodzimy do wniosku, że nie jest to potrzebne. Młody kieszonkowe dostaje, ale, ponieważ ma dopiero 9 lat, to nie wydaje go tylko sobie odkłada. Nie jest zainteresowany gadżetami i nowinkami, nie wymaga i nie wymusza. Jest radosny i z własnej woli zmywa naczynia, czy wyciąga odkurzacz. Nie wyobrażam sobie kazania mu pracować na kino itp. ponieważ nie jest to jakaś luksusowa fanaberia, czy szczyt nagrody, to norma. Z drugiej strony moje dziecko nie ma ADHD i nie muszę wprowadzać tego typu zasad. Być może u Was one właśnie zdają egzamin. Może gdyby to inaczej napisać to inaczej by zabrzmiało, bo tutaj aż się chce zadać pytanie, a co Ty robisz ekstra, żeby móc sobie sprawić przyjemność, kupić nową sukienkę? Umyjesz okna? A jak nic nowego nie potrzebujesz, to już tych okien nie umyjesz? Wszystko jest ok dopóki system działa. A u Ciebie zdaje się, że tak, więc chyba nie problemu, choć mi wydaje się trochę niesłuszny i niesprawiedliwy. Jak długo jesteście szczęśliwi, niech sobie funkcjonuje, krzywdy większej im nie zrobi Odpowiedz Link Zgłoś
betty_julcia Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 14:49 To wszystko zależy od tego co i ile dajesz bezinteresownie. Zarzucają ci dziewczyny że nie widzisz odcieni szarości, a tak naprawdę to 70% odpowiedzi to własnie widzenie tylko koloru czarnego, czytanie bez totalnego zrozumiena i czepienie sie jednego zdania. Nie wiem, jakaś mgła opadła na umysły??? Wg mnie jeżeli dajesz swoim dzieciom wiele to to ze mogą zapracować na jeszcze więcej nie jest niczym złym. Ja z moją 5 latką chodzę na większość imprez dziecięcych, przedstawień (organizowanych w teatrze, operze, filharmoni), z okazji i bez okazji, chodzimy na lodowisko, jeździ na nartach, zwiedziła z nami i dziadkami pół Polski i pół świata, jest rozpieszczana drobnymi przyjemnosciami niemalże na codzień, ale jak zobaczyła reklamę filmu na który chciała iśc do kina to też jej powiedziałam - tydzień grzecznego zachowania i rozładowywania zmywarki (co za wyzysk, no nie?) i w niedzielę idziemy do kina! Wg mnie należy przyjąć jakiś punkt odniesienia, bo możliwe że ocenia cię ten który naprawdę raz na pół roku szarpnie się bez okazji a ty dajesz wiele bez okazji ale dajesz też możliwość czegoś dodatkowego. Pzoa tym mi mądra pedagog powiedziała, ze dzieci powinno się nagradzać nie zabawkami ani słodyczami tylko właśnie czasem spędzanym wspólnie czyli własnei wspólnym wyjściem, wspólną grą. Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 17:23 A dlaczego akurat filharmonia jest "za darmo", a kino wymaga dodatkowego nakładu pracy? Odpowiedz Link Zgłoś
betty_julcia Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 23:35 Wybacz, dla podobnie ciężko myślących sperostowanie. Do nawiasu powinnam dodać jeszcze kino, basen, wyjścia do cyrku, zawożenie do koleżanek i przywożenie koleżanek, jeśli tylko ma ochotę prowadzanie na zajęcia dodatkowe itp itd Odpowiedz Link Zgłoś
anek130 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 16:02 co to za pytanie "dlaczego masz mu sprawiac przyjemność skoro w tygodniu niczym się nie wyróżnił",a może dlatego, że nic nie przeskrobał to mogłabyś mu na to kino dac/ czy TY nie lubisz tak bezinteresownie sprawiać swoim dzieciom przyjemności? bo ja bardzo- oczywiście w granicach rozsądku, a kino moim zdaniem się w nich mieści. Radze trochę wyluzować. Aia Odpowiedz Link Zgłoś
semijo Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 18:41 Nie wiem czy większość ma problem z czytaniem czy ja coś ominęłam, ale wydaje mi się że Montechristo wyraźnie napisała, ze dzieci zapracowują na ekstra wypady. Co oznacza, ze w domu mają zapewniony nie tylko wikt i opierunek ale również i przyjemności ( w tym kieszonkowe) W czym więc problem ??? Jeśli dzieciaki chcą mieć coś ekstra niech sie wykazą, zwłaszcze, ze sprawia im to przyjemność i jest to dla nich mobilizacją. Nie przejmuj się Montechristo czas pokaże kto miał racje Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 21:23 Dla mnie wyłania się tu jeden podstawowy, a przeocony problem. Uczysz mianowicie dziecko, ze czlowiek musi byc przyzwoity tylko jesi nie ma kasy. Nie ma kasy - musi się uczyć, starać, nie pyskować, aby zasluzyc na przyjemność. Zarobi i może kopnąć brata, nie odrobić lekcji i powiedziec matce, ze jest głupia - a i tak do kina pójdzie. Bo jak go stać, to już miły i przyzwoity być nie musi. Czyli - moralność zalezy od kasy - masz być czlowiekiem przyzwoitym, tylko jesli nie masz pieniedzy. jak masz - możesz sobie gwizdac na wszystko. Odpowiedz Link Zgłoś
montechristo4 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 02.02.09, 22:31 upraszczasz, Verdana. Zupełnie nie tak. Odpowiedz Link Zgłoś
bi_scotti Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 03.02.09, 02:51 Montechristo, podlozylas sie juz samym tytulem watku Nie przejmuj sie - kto chcial sie doczytac to sie doczytal, ze codzienne, normalne, domowo-rodzinne przyjemnosci sa u Ciebie na codzien bez restrykcji; ze na extra przyjemnosci trzeba zapracowac (jak to w zyciu!!!); ze za bledy sie placi a za szczegolne starania jest sie nagradzanym. Osobiscie nie widze w tym nic szczegolnie oryginalnego (wybacz ) ani budzacego watpliwosci. Jesli ktoras z piszacych powyzej forumowiczek ma inaczej w zyciu to to jest dopiero ewenement. Dzieci, na Ich miare, tez tak maja w normalnych domach. Szara, bezpieczna codziennosc z "codziennymi" uprzyjemnianiami sobie czasu + wyjatkowe dodatki/bonusy za wyjatkowy wklad w cos tam lub - (minus) jakies przywileje na okolicznosc spieprzenia czegos, olania, zniszczenia czy innego przewinienia. Normalka. Ja sie moge troche dziwic, ze akurat kino jest traktowane jako extra frajda ale skoro dla Twoich dzieci tak jest no to juz sprawa miedzy Wami. Nie przypuszczam zebys wychowywala zimnych materialistow, ktorzy beda robic cos porzadnie lub dodatkowo wylacznie w oczekiwaniu bonusa. Wrecz przeciwnie, mam wrazenie, ze Twoje dzieci doskonale wiedza, ze codziennosc jest fajna i bezpieczna a moze byc jeszcze fajniej jesli sie czlowiek wiecej przylozy. Zeby sie tylko chcialo chciec Odpowiedz Link Zgłoś
mruwa9 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 03.02.09, 08:04 ladnie napisalas Podpisuje sie. Odpowiedz Link Zgłoś
montechristo4 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 03.02.09, 13:39 dzięki bi_scotti Odpowiedz Link Zgłoś
malinaprzelotem Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 10.02.09, 14:55 montechristo4 na pewno nie jestes beznadziejna i rzeczywiscie podłożyłas sie samym tytułem wątku. moim zdaniem chcesz dla swoich synów jak najlepiej ale za bardzo poszłas w strone kar i nagród. ktos dobrze napisał ze takie wieczne staranie sie powoduje ze potem w dorosłym zyciu uwazamy ze nie zasługujemy na nic. za duzo ustalen, wymagan troche trzeba wyhamowac by nie było wszystko pod linijkę, ułożone. na pewno nie wpływa to za dobrze na poczucie własnej wartości. pozdrawiam i nie mysl o sobie źle jako matce, bo akurat to to bedą oceniac nasze dzieci a nie otoczenie Odpowiedz Link Zgłoś
lesia27 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 26.02.09, 20:27 bi_scotti - 100% podzielam twoją opinię Nie mam pojęcia o co tyle krzyku. Montechristo - myślą że postępujesz bardzo mądrze, a jak jeszcze dzieci są z tego układu zadowolone to dodatkowy punkt dla ciebie Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 03.02.09, 15:51 jestem absolutnie, 100% przekonana, ze nie uczysz tego dzieci świadomie, ani ze nie takie sa Twoje intencje. Jednak jesli nagrodę, ktorej nie chcą dac rodzice można sobie kupić za pieniądze - to nie jest dobre rozwiazanie. Zastanow się nad tym. Nie mam nic przeciwko temu, aby za zle zachowanie pozbawic dziecka nagrody (mam watpliwosci jednak czy jest dobrze nie sprawiać przyjemności, jesli dziecko zachowuje się po prostu zwyczajnie). Natomiast nie może być tak, ze posiadanie pieniedzy niweluje karę czy brak nagrody. Odpowiedz Link Zgłoś
a_gurk Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 09.02.09, 00:47 Nie jesteś. Dajesz im zaskórniaki, z którymi mogą robić, co chcą. TAKŻE CHODZIĆ DO KINA. Jeżeli chcą więcej pieniedzy, niech zapracują, zaoszczedzą itp. Przecież wiele przyjemności mają zafundowane. Ludzie, zazdroszczę im. Ja w szarych komunistycznych czasach musiałam sprzedawać butelki i makulaturę, żeby móc kupić sobie reklamówki, cukierki czy pączki na przerwie. Dorabiałam również na wakacjach. Rodzice nie dawali mi kieszonkowego, nie sponsorowali wyjść kulturalnych, o pieniądze na książki musiałam dłuuugo prosić. No i dodatkowe sprzątanie, tudzież dobre wyniki w nauce, było obowiązkiem. Dodam, że obydwoje sa dosyć oszczędni (tata na szczęście mniej) i czasach mojego dzieciństwa wcale nie biedowaliśmy. Efekt? Mnie pieniadze się nie trzymaja. Nie nauczono mnie nimi gospodarować, bo miałam je w dzieciństwie niezwykle rzadko, tylko podczas zakupów lub rzadkich wakacyjnych prac. Zaspakajanie każdej zachcianki dziecka, nawet iluś tam wyjść do kina, również nie jest dobrym pomysłem. Lepiej nauczyć je chodzenia na pewne, wybrane filmy. A jaki jest lepszy argument niz kasa? Zresztą ile dzisiejszych hitów kinowych spełnia choćby minimalne wymagania rozrywki kulturalnej? Filmy wartościowe są dostępne najczęściej na specjalnych pokazach i przypuszczam, że na takie imprezy autorka wątku nie skąpi grosza. Odpowiedz Link Zgłoś
avvg Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 26.02.09, 12:18 Wiesz co, gdyby mi ktoś zaproponował na przykład opcję kino za dobre oceny w szkole i dobre zachowanie, to stwierdzilabym, że leję na kino, oceny wystarczą mi przeciętne i zachowywałabym się poprawnie - i nic ponad to. Odpowiedz Link Zgłoś
kopytko1 Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 27.02.09, 11:31 Ja też jestem beznadziejną matką bo wymagam od dzieci pewnie za dużo a system kar i nagród wprowadziłam już kilka lat temu. Widzę, że najlepiej pozwolić dziecku na wszystko, dać na wszystko co tylko zechce i mieć go z głowy.A skończy się na tym, że za kilka lat przyjdzie i powie:mamo daj na piwo. I co dacie? No przecież będzie chciało spędzić czas ze znajomymi... Kochać trzeba umieć... Odpowiedz Link Zgłoś
uhu_an Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 10.03.09, 23:02 a mnie takie "wychowanie" zrujnowało. Bo zawsze mysle, ze ktos cos robi dla mnie/daje- nawet prezent za cos. gdy cos chce musze "zasłużyć". nawet na miłosc. Bo doswiadczona jestem, ze kocha sie za cos. jak sie postaram, tzn jaka mam byc? grzeczna, nie pyskowac? nie zloscic sie i nie wymagac i prosic? Odpowiedz Link Zgłoś
vharia Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 11.03.09, 00:58 Nie chce mi się czytać wszystkiego, bo już za dużo masz postów. Co do mnie, to nie uznaję płacenia za prace domowe. Nie ma specjalnych premii za to, że ktoś zrobił coś trudniejszego, bo trudniejsze prace domowe poprostu ISTNIEJĄ, nie wszystkie są łatwe. Premią jest to, że nie musimy ich robić codziennie... Nie wydaje mi się złe wymaganie od dzieci, aby zasłużyły (zasłużyły! nie "zarobiły") na droższą przyjemność czy rzecz. Jestem jednoznacznie przeciwo "zarzynaniu się" aby kupić im zachciankę przekraczającą moje normalne mozliwości. Nie jestem za dawaniem wszystiego tego, co chcą nawet, jeśli mnie stać. Ale jestem za dawaniem jakichś 60% czyli nie wyobrażam sobie, że o nic nie mogą zwyczajnie poprosić i dostać, tylko za kazdym razem będą prowadzone targi i wyliczenia. Rodzina to całość, dzieco jest "słabszym" jej członkiem, bo nie zarabia samodzielnie, a rodzina ochrania i wspomaga swoich słabszych. Nie rozlicza. Tego bym chciała dzieci nauczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
jakw Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 11.03.09, 10:36 Ale młody dostaje jakieś kieszonkowe, które może przepuścić albo zaoszczędzić np. na kino? Jeśli tak to nie widzę problemu. Odpowiedz Link Zgłoś
rayon_de_soleil Re: Czy naprawde jestem beznadziejną matką? 14.03.09, 17:41 Nie jesteś beznadziejną matką, ale nie chciałabym być twoim dzieckiem Przecież to normalne, że dziecko nie ma jeszcze swoich pieniędzy i dostaje je od rodziców. Rozumiem, że dziecko może np. oszczędzać na rower, czy komputer ale żeby musiało zarobić na każdą najmniejszą przyjemność to już przesada. W przyszłości, jak dzieci dorosną pewnie będą ci musiały "odpalać" z każdej pensji jakąś sumkę za to, że ich urodziłaś i wychowałaś. No cóż... Odpowiedz Link Zgłoś