yasemin
06.02.09, 10:37
U mojej babci na półce leży od lat "Album naszego dziecka. Od
kołyski do mundurka" autorstwa Anny Korsak-Mikulskiej. Została ona
kupiona, kiedy ja się urodziłam i moi rodzice korzystali z niej przy
pielęgnowaniu i wychowywaniu mnie. Później chyba już nie mieli
czasu do niej zaglądać, ale od kiedy nauczyłam się czytać, często do
niej zaglądałam - i zawsze była ona dla mnie Księgą (ci co
czytali "Sklepy cynamonowe" wiedzą o co chodzi)- ze swoimi obrazkami
namalowanymi grubą kolorową kreską, cytatami i przysłowiami
wyszczególnionymi większą czcionką, fragmentami książek dla dzieci i
listą lektur, które warto czytać dzieciom... Ale gdy niedawno do
niej zajrzałam, straciła ona część tego czaru. We wskazówkach
wychowawczych znalazłam teorie, które choć ujęte w ładne zgrabne
słodkie zdania, mają się nijak do współczesnej psychologii
rozwojowej dziecka i wychowawczej i tego, jak się teraz dzieci
wychowuje. Piszą, że:
-dziecka nie wolno brać na ręce ani huśtać i kołysać, bo w ten
sposób dziecko stanie się niespokojne, nie będzie się umiało bawić
samo, będzie stale potrzebowało opieki i wyrośnie na egoistyczną,
nieszczęśliwa osobę
-trzeba się ściśle trzymać godzin karmienia, niezależnie od
wszystkiego, nie można ulegać dziecku, gdy się domaga jedzenia poza
ściśle wyznaczonymi godzinami
-dziecka nie można ciągle chwalić, zawsze musi być trochę krytyki, a
trochę nagany, np. "bardzo ładnie poukładałeś zabawki, ale można to
zrobić jeszcze lepiej, z pewnością to potrafisz".
I tutaj się zastanawiam- skoro ja byłam wychowana na tej książce-
a napisano ją dwadzieścia kilka lat temu- to chyba mnóstwo osób z
mojego pokolenia, czyli po 1980, powinno było odebrać podobne
wychowanie, tymczasem patrząc na siebie i rówieśników mam wrażenie,
że oni byli jednak wychowywani na tych nowszych, "cieplejszych',
bardziej "liberalnych" teoriach wychowawczych, które jak najbardziej
pozwalają brać dziecko na ręce i stale przy nim być.
I kto ma rację tak naprawdę? Która teoria wychowacza tak naprawdę
pomoże uczynić dziecko szczęśliwym? Czy ktoś jeszcze pamięta "Album
naszego dziecka" i chciałby się podzielić swoimi odczuciami na temat
tej książki?