relacje-11-latki w szkole

12.03.09, 16:06
mam11l corcie.W 3kl zaczely sie docinki od str kolezanek-bo ladnie
ubrana,bo zawsze przygotowana itd.niby nic zlego,ale jak nagle jedna
buntuje wszystkie kolezanki?Moja coraz czesciej przychodzila z
placzem,poszlam do pani,na troche ustalo.w 4 kl nowa
wychowawczyni,problem sie powtorzyl,zglosilam.Pani porozmawiala z
dziewczynkami,mojej pow,ze zawsze moze przyjsc jakby cos.Obecnie
czasem dokuczaja,moja proboje nie zwracac uwagi,ale wiem,ze jej
przykro.Kazda jest dla niej mila jak cos chce-pomoc w ang,wspolny
plakat(robi b.ladne prace plast to sie chca dolaczyc)itp.Potem
oczywiscie ja olewaja.Dlatego pow,ze nie bedzie pomagac.Dodam,ze
sama nie dokucza,nie zaczyna.Niewiem co mam robic.Mloda chodzi na
basen,tance,ang,jezdzi na zimowiska,wczasy,poznaje tam nowe
dzieci,dogaduje sie bez problemu,jest lubiana.Nie ma ztym
problemu,tylko te kolezanki w szkole.Mialy nawet ostatnio pogadanki
u p.pedagog na temat wspolnych relacji.nic to nie dalo.PODSUNCIE
POMYSLY CO ZROBIC BO JA JUZ NIE MAM SILY,A MALA CORAZ BARDZIEJ
PRZYGNEBIONA!
    • monika19782 Re: relacje-11-latki w szkole 12.03.09, 17:47
      Może niech spróbuje zaprzyjaźnić się z innymi dziećmi w klasie, albo
      z kimś niekoniecznie z klasy nawiązać bliższy kontakt tak żeby na
      tamtych tak bardzo jej nie zależało, jak ostentacyjnie zacznie je
      olewać może dadzą spokój, zapisz ją może do harcerstwa albo na
      sztuki walkismile może pozna tam jakieś fajne towarzystwo, podbuduje
      swoje ego, wiem że to trudna sytuacja, w szkole córki tylko w innej
      klasie jest podobnie, jest 5 dziewczynek które przyszły razem z
      zerówki i na każdą próbę zagadnięcia przez 6 dziewczynkę która jest
      w tej klasie sypią się złośliwe uwagi, tak już jest drugi rok, jej
      mama też się martwi. Dawajdużo wsparcia dla córki.
      • pudelek09 Re: relacje-11-latki w szkole 12.03.09, 18:21
        no wlasnie problem w tym,ze nie ma choc jednej,takiej zeby sie
        zaprzyjaznila.Problem od 0 mielismy ten sam.W naszej byly tylko
        3dziewcz(kolegowaly sie razem,potem tamte2,moja odstawily na
        bok),przeszly do tych z drugiej0-mamusie odrazu oburzone,ze
        pomieszali,jakby ich byly lepsze.Ma fajne kolezanki,jak pisalam z
        zajec dodatkowych,ale mieszkamy w innym miescie i widuja sie tylko
        na zajeciach.Jest tam tolerowana,lubiana,nie ma problemu.Wsparcie
        dajemy jej oboje z tata.Tlumaczymy,zeby to olewala.I tak jest duzy
        postep-nie daje sie,nie reaguje na zaczepki,nie przychodzi
        zaplakana,choc wiem,ze jej trudno.Czy w dzisijszych czasach dziecko
        trzeba uczyc zawisci,beszczelnosci itd,zeby nie bylo jako koziol
        ofiarny?chyba tak!ale my ja uczylismy zawsze odwrotnie-
        kolezenstwa,dzielenia,pomocy itd.Do jakiegos czasu to sie sprawdzalo!
        • renoult Re: relacje-11-latki w szkole 12.03.09, 19:48
          SORRY!wyswietlil sie inny autor,bo w miedzyczasie kuzynka sie
          zalogowala!
    • sandvika Re: relacje-11-latki w szkole 17.03.09, 11:52
      Moja córka miała taki problem tylko w drugą stronę.

      Zapisałam ją do jednej klasy z córką mojej koleżanki, znały się
      jeszcze z przedszkola, przez jakiś czas w szkole siedziały w jednej
      ławce.
      Niestety w szkole, w klasie prowadzonej przez panią uznajaca za
      podastawową metodę wychowawczą pobudzanie rywalizacji u dzieci,
      tamta dziewczynka - Gosia zaczęła w sposób bardzo aktywny
      rywalizować z innymi dziećmi w tym z moją córką.
      Moja córka bardzo to przeżywała i wpadała w spazmy po powrocie do
      domu - takie drobiazgi - ona nie pożyczyła mi gumki, ja jej tak, nie
      chce ze mną robić plakatu, bo sama zrobi lepiej a ja jej w
      matematyce pomogłam, nie podpowiada mi a jej jej tak itd. Po kiku
      miesiącach pękłąm, na moja prośbę poprosiłam Panią o przesadzenie
      mojej córki. Roluźniłam też stosunki między mna a koleżanka.
      Moja córka uczy się bardzo dobrze i znalazła w klasie koleżanki.
      Tamta dziewczynka jest odsuwana przez inne dzieci i wiem, że z
      jednej strony łaknie akceptacji dziewczynek, jest jej bardzo
      przykro, z drugiej jednak jej własne sprawy są absolutnym
      priorytetem i nie poświęci żadnego z uśmiechu pani, żeby pomóc
      koleżance.
      Nie uważam, przytym że jest to tylko jej wina - takie zachowania
      promuje wychowawczyni, to ona nakręciła tę spiralę rywalizacji.
      • renoult Re: relacje-11-latki w szkole 17.03.09, 14:16
        Tak,tylko moja corcia dzieli sie chetnie,pozycza,choc ostatnio
        radzilam,zeby przystopowala.Jak ktos jest dla niej niemily,dokucza
        to niech idzie pozyczac gdzie indziej.Nie chodzi mi o
        podlizywanie,ani przyjazn na sile,ale niech jej nie dokuczaja,nie
        dogaduja itp.Ostatnio kolezanka wygadala przez pomylke,ze dokuczala
        jej z zazdrosci-ja jestem w domu,a jej rodzice caly dzien
        poza.szukaja na sile problemow!Co bedzie dalej?probowalam pogadac z
        2matkami(wczesniej kolegowalysmy sie,czesto odwiedzalysmy)-1
        stwierdzila,ze jej corka taka juz jest,2-glupio sie smiala(chodzilo
        mi,zeby tylko z nimi porozmawialy).Wiec jak matki toleruja takie
        zachowania,to nie dziwne ze malolaty takie sa.A potem slyszymy-
        nastolatki wyludzaja pieniadze,szanazuja,bija,znecaja sie nad
        kolezankami.
        • halloduda Re: relacje-11-latki w szkole 18.03.09, 01:00
          renoult napisała:

          > probowalam pogadac z 2matkami(wczesniej kolegowalysmy sie,czesto
          odwiedzalysmy)-1
          > stwierdzila,ze jej corka taka juz jest,2-glupio sie smiala

          Jasne, bo to nie ich coreczka jest szykanowana sad To jakies
          prymitywne kobiety. Przeraza mnie obojetnosc tych matek.

          Przede wszystkim nie mow swojej corce, zeby sie nie przejmowala,
          bo w takiej sytuacji nie da sie nie przejmowac, nikt nie chce byc
          odrzucony. Nie daj sobie i jej wmowic, ze to jej wina. Mow jej ze
          sprobojecie razem ten problem rozwiazac. Niech wie, ze ma oparcie w
          rodzine. Zaproponuj jej, zeby zapisywala dokladnie wszystkie dla
          niej nieprzyjemne sytuacje, tzn. kiedy, gdzie, kto i co zrobil lub
          powiedzial i czy ktos inny to widzial. Po pierwsze bedziesz miala
          jasniejszy obraz sytuacji, po drugie z tym „pamietniczkiem“
          bedziesz mogla skonfrontowac matki tych dziewczynek, zeby zobaczyly
          konkretnie do czego so zdolne ich dzieci, moze to je ruszy. Poza
          tym popros o pomoc nauczycielke oraz psychologa szkolnego, im
          rowniez pokaz dzienniczek swojej corki. Mozesz zaproponowac, zeby
          zorganizowaly zarowno rodzicom jak i dzieciom (calej klasie)
          pogadanke na temat “mobbingu wsrod dzieci”. A z tymi dziewczynkami
          proponowalabym dodatkowo indiwudualne rozmowy z psychologiem .
          Zwlaszcza z ta, ktora to wszystko nakreca.
          Jezeli to wszystko nic nie da i sytuacja sie nie zmieni, to
          obawiam sie, ze bedziesz musiala niestety zmienic corce klase lub
          szkole dla dabra jej zdrowia psychiczniego.
          • renoult Re: relacje-11-latki w szkole 18.03.09, 11:57
            Wlasnie ta obojetnosc u matek mnie porazila.Gdyby ktos mi cos
            takiego sugerowal na temat mojego dziecka to odrazu porozmawialabym
            z corka.Ale zadna nawet na to nie wpadla.Corce mowie,zeby sie nie
            przejmowala,bo takie kolezanki nie sa tego warte<ale mowie jej tez
            ze wiem jak jej przykro.Duzo rozmawiamy na ten temat,zmiana klasy
            nie wchodzi w gre
          • sir.vimes Nie, nie... 18.03.09, 12:42
            Zaproponuj jej, zeby zapisywala dokladnie wszystkie dla
            > niej nieprzyjemne sytuacje, tzn. kiedy, gdzie, kto i co zrobil lub
            > powiedzial i czy ktos inny to widzial. Po pierwsze bedziesz miala
            > jasniejszy obraz sytuacji, po drugie z tym „pamietniczkiem“
            > bedziesz mogla skonfrontowac matki tych dziewczynek, zeby zobaczyly
            > konkretnie do czego so zdolne ich dzieci, moze to je ruszy.

            Jasne, możliwe, że na rodzicach dokuczających dzieci zrobiło by to jakieś
            wrażenie - ale przede wszystkim takie zapisywanie, wyszukiwanie, odnotowywanie
            przykrości zrobi krzywdę dziecku.

            To przeżywanie każdej takiej sytuacji jeszcze raz.

            Zresztą nie widzę sensu takiego UDOWADNIANIA, ze coś jest nie tak.

            Poza tym - nawet jeśli matki by się przejęły nie znaczy, że dzieci zaczęły by
            zachowywać się inaczej. A przecież to o to chodzi.
            • halloduda Re: Nie, nie... 18.03.09, 14:30
              sir.vimes napisała:

              > Zaproponuj jej, zeby zapisywala dokladnie wszystkie dla
              > > niej nieprzyjemne sytuacje, tzn. kiedy, gdzie, kto i co zrobil lub
              > > powiedzial i czy ktos inny to widzial. Po pierwsze bedziesz miala
              > > jasniejszy obraz sytuacji, po drugie z tym „pamietniczkiem“
              > > bedziesz mogla skonfrontowac matki tych dziewczynek, zeby zobaczyly
              > > konkretnie do czego so zdolne ich dzieci, moze to je ruszy.
              >
              > Jasne, możliwe, że na rodzicach dokuczających dzieci zrobiło by to jakieś
              > wrażenie - ale przede wszystkim takie zapisywanie, wyszukiwanie, odnotowywanie
              > przykrości zrobi krzywdę dziecku.

              w Niemczech uczniom w jakis sposob czujacym sie przesladowanymi zaleca sie wlasnie prowadzenie takich dzienniczkow. Dzieki czemu psycholog lub pedagog szkolny moze lepiej ocenic sytuacje, tzn. jak dlugo trwa juz konflikt, jakie moga byc przyczyny, jak czesto dziecko jest szykanowane, czy jest to mobbing itp. Takie informacje maja pomoc rozwiazac konflikt, a nie zdolowc dziecko. Poza tym dziecko pewnie opowiada wszystko mamie, wiec to ona moze to zapisywac. Nie robienie niczego i tlumienie zalu w sobie robi jeszcze wieksza krzywde dziecku.

              > Zresztą nie widzę sensu takiego UDOWADNIANIA, ze coś jest nie tak.

              A ja widze, jezeli nic innego do nich nie dociera.

              > Poza tym - nawet jeśli matki by się przejęły nie znaczy, że dzieci zaczęły by
              > zachowywać się inaczej. A przecież to o to chodzi.

              No wlasnie moze by zaczely sie inaczej zachowywac, gdyby matki wziely sprawe na powaznie i porozmawialy ze swoimi dziecmi. Byc moze wystarczylaby zwyka rozmowa typu: czy wiesz, ze swoim zachowaniem sprawiasz komus przykrosc?, jak myslisz komu? jak myslisz jak ona sie czuje? chcialabys byc na jej miejscu? Postarasz sie zmienic swoje zachowanie?...
Pełna wersja